anto.nina.nina
10.10.08, 15:28
Witam wszystkich.
To jest mój pierwszy post na forum, mam duże obawy, czy zostanie potraktowany poważnie, a bardzo bym chciała, żeby był.
Panie i Panowie, mam kłopot ze sobą i swoim wyglądem.
Nie wiem nawet od czego zacząć...
Najlepiej chyba już na początku napisać, że zdaję sobie sprawę, że moje problemy istnieją w mojej głowie. Nie mam nadwagi, nie mam blizn, czasem słyszę na ulicy, że jestem ładna, interesują się mna mężczyźni. Jestem po prostu normalna. Ale to wszystko wiem tylko teoretycznie. A praktycznie...
Można chyba powiedzieć, że oceniam swoją osobę przez pryzmat swojego wyglądu. Wydaje mi się, że jestem za mało atrakcyjna dla swojego męża, przez długi czas bardzo wstydziłam się przed nim rozebrać, a i do tej pory nie jest to dla mnie łatwe.Nigdy nie zdobyłabym się na np.striptease, uważam, że nie ma sensu kupowanie ładnej bielizny, i tak nie będę w niej wyglądać jak trzeba, więc po co się jeszcze ośmieszać.
Nienawidzę wychodzić na plażę. Wszelkie moje 'występy' w stroju kąpielowym są ograniczone do minimum, rozbieram się jak już wchodzę do wody i zakrywam jak najszybciej się da. Niejednokrotnie w ogóle rezygnuję z kąpieli, bo pokazanie się w stroju kąpielowym jest ponad moje siły. Ostatnie wakacje były dla mnie katorgą - dosłownie.Pojechaliśmy ze znajomymi w ciepłe miejsce. Dwa miesiące przed wyjazdem już przeżywałam, że będę musiała publicznie się rozebrać. Sam pobyt też nie był dla mnie łatwy. Na plażach często spotkać można było kobiety opalające się topless, lub w ogóle nago. Moja reakcja na obecność w moim pobliżu ładnej kobiety to automatyczne spięcie. Czuję się wtedy jak ostatni brzydal, jakbym nic nie była warta, mam ochotę wleźć pod kamień, żeby mnie w ogóle nie było. Bo po co mam być, skoro są one, te piękne?
W oczywisty sposób przekłada się to wszystko na mój związek. Jak tylko pojawia się jakaś ładna kobieta, automatycznie czuję się od niej gorsza. Automatycznie wydaje mi się, że mój mąż się na nią patrzy, wmawiam sobie, że on pewnie teraz wyobraża sobie seks z nią, i katuję sama siebie myślą, że przecież nie można go winić, że chciałby w końcu przespać się z kimś kto ma ładne ciało, z kimś godnym jego. Żeby było jasne - mąż nigdy nie dał mi powodu do zazdrości - wszystko dzieje się w mojej głowie. I niby zdaję sobie sprawę, że to moje wymysły, ale nic to nie pomaga.
Dodam jeszcze, że dla innych kobiet jestem bardziej łaskawa w ocenie. Jeśli chodzi o moje ciało, to nie jestem w stanie go zaakceptować w żadnej postaci. Musiałabym wyglądać jak modelka. A zdaję sobie sprawę jak mi daleko do takiego wyglądu. O dziwo, nie uważam, żeby inne kobiety musiały tak wyglądać, żeby wyglądać dobrze. Tylko ja.
Mąż przestał się wypowiadać na temat mojego wyglądu, kategorycznie odmawia wszelkich rozmów na ten temat. Zdaje sobie sprawę, że wszelkie negatywne, choćby najdrobniejsze uwagi na temat mojego wyglądu powodują, że kompletnie się rozsypuję, nie umiem sobie z tym poradzić.
Ja sama mam już tego dość, nie chcę tak dalej zamęczać siebie, a przy okazji wszystkich dookoła. Tak dalej nie da rady żyć. Zaczęłam chodzić na aerobik, aby poprawić trochę wygląd i samopoczucie, ale zdaję sobie sprawę, że problem nie tkwi w tym jak wyglądam, ale w mojej głowie.
Jak ja zazdroszczę kobietom pewnym siebie, potrafiącym po prostu cieszyć się życiem...
Chciałam prosić o pomoc w znalezieniu rozwiązania, może jakieś książki, broszury, może potrzebna mi jest jakaś terapia?
Z góry dziękuję.