Dodaj do ulubionych

Moje niepokoje

03.11.03, 10:48
Narażę się być może na wasz śmiech, ale przyznaję, że nie bardzo mnie to
zraża. Jeśli znajdę przynajmniej jedną wskazówkę, jak sobie ze strachem
radzić, uznam to za sukces.

"Panowie, żonaci, po 40. mają oczy skierowane w głównej mierze na 20-latki"
"Niewierność"
Dodacie swoje hasełka?

Powyższe skutecznie pielęgnuje moją wolność i zwyczajny naprawdę duży strach.

Z autopsji-Ważny Ktoś oglądający się za kobietą przy mnie. Nie chcę. Nie
przekona mnie: to kwestia biologii. Dla równowagi zaczęłam wskazywać mu
facetów, którzy robili na mnie wrażenie. Miłe jako przerywnik, nie do
zniesienia na dłuższą metę.

Nie będę żoną.
Brzmi jak "śluby panieńskie"? To co.
Jako wolna kobieta będę uznawana np. za nimfomankę? Trudno.

Obserwuj wątek
    • malvvina Re: Moje niepokoje 03.11.03, 10:55
      chcialabym sie nareszcie dowiedziec kogo to moze obchodzic ze jestes /bedziesz
      nimfomanka (to ta co sie rzuca bez hamulcow na kazde spodnie ktore widzi na
      horyzoncie - chyba nie to chcialas powiedziec - to chorobliwe i nie do
      opanowania bez leczenia) ????
      Zadaj sobie pytanie dlaczego az tak sie obawiasz niewiernosci ? i co ona dla
      ciebie znaczy ? i w jakim stopniu "usuwa" cie z powierzchni ziemi jak gumka
      myszka ? w jakim stopniu neguje cala twoja osobe ?
      • kvinna ej, po co aż tyle afektu? 03.11.03, 11:23
        re: nimfomanka. Tak nazywane są kobiety wolne przez tych, którzy niewolni.
        Znam prawdziwą definicję.

        re: niewierność. Załóżmy, że jestem zdradzana. Wtedy zdradzam też. Kodeks
        Hammurabiego. I tu istota związku (miłość) się rozmywa.

        Może tak: próbuję na własny użytek wypracować model szczęścia, jaki będzie mi
        odpowiadał. Widzę, że bycie żoną najprawdopodobniej odpada. Nie jestem
        aseksualna. Rozwiązła też nie, ale tak tę sprawę widzę ja. Czy obchodzi mnie
        widzenie innych? Całkowicie nie obchodzi. Teraz. Jestem bardzo silnie
        impregnowana na uwagi innych. Boję się tego "potem". Poważnie. I nie krzycz na
        mnie. Nie chciałabym znaleźć dziwacznego napisu na własnych drzwiach, nie
        chciałabym być zaszczuta. Bo chcę żyć ( i żyję), jak chcę. I nie żyję we
        Francji. Jakkolwiek komuś to się wyda idiotyczne, w Polsce czuję się całkiem
        o.k. Inaczej, dla powyższego nie zamierzam stąd uciekać.

        Nimfomankami nazywane są kobiety, które po prostu przyznają się, że czerpią
        dużo radości (a to więcej niż satysfakcja) z seksu. Nie chodzi o fanfaronadę.
        To może stać się naturalnym, w gruncie rzeczy całkiem niewinnym sposobem bycia,
        ale i tak jest negatywnie postrzegane.

        Przychodzą mi do głowy Eichelbergera: Kobieta bez winy i wstydu.
        I pomarudzę, choć nie lubię, że owo bez winy i wstydu jest ciągle trudne..


        • malvvina Re: ej, po co aż tyle afektu? 03.11.03, 11:49
          >to znaczy ze co bys nie zrobila to robisz to w zaleznosci od innej osoby nie
          zadajac sobie nawet pytania czy masz na to ochote
          Po co ?

          M.
          PS ja i afekt ?!!! no wiesz !
          ;-)

          > re: niewierność. Załóżmy, że jestem zdradzana. Wtedy zdradzam też. Kodeks
          > Hammurabiego. I tu istota związku (miłość) się rozmywa.
          >
          • kvinna nie.. 03.11.03, 11:56
            Ale zwykle odpłacam pięknym za nadobne, czyt. podobnie ranię.
            Nie jestem Jezusem Chrystusem.
            Tak mi się pomyślało, że chyba będę do końca życia wstawać rano i na nowo
            określać, kim jestem.

            Jakiś ogromny brak wiary w związki zalegalizowane. W niezalegalizowane też :)
            Malwino? Lecz mnie dalej, proszę.
            • malvvina Re: nie.. 03.11.03, 12:33
              dlaczego pozwolisz na to aby zli ludzie czyni cie zla ? przeciez cel tego
              wszytkiego to te kilka momentow slonca, usmiechu, noo ...szczescia :-)
              bezlitosnie eliminowac ? tak !!! ale toksyny - w kazdej formie
              M.

              PS
              ja tez nie jestem przekonana do zwiazkow malzenskich :-)


              > Ale zwykle odpłacam pięknym za nadobne, czyt. podobnie ranię.
              > Nie jestem Jezusem Chrystusem.
              > Tak mi się pomyślało, że chyba będę do końca życia wstawać rano i na nowo
              > określać, kim jestem.
              >
              > Jakiś ogromny brak wiary w związki zalegalizowane. W niezalegalizowane też :)
              > Malwino? Lecz mnie dalej, proszę.
              • l.af Re: nie.. 03.11.03, 12:37
                Pani sprawdzi.
    • qw5 Re: Moje niepokoje 03.11.03, 12:12
      Mam takie wrażenie że tkwisz w jakimś chorym związku i stąd ten szereg pytań,
      wątpliwości. Może czas zjechac z tych torów ?
    • jmx Porada ;-) 03.11.03, 14:31

      Nie wkładaj wszystkich do jednego pudełka ;-).
      Zaufaj sobie i swoim wyborom, nie mścij się bo to szkodzi mszczącemu bardziej
      niż komu innemu i zatruwa radość życia. Po co sobie szkodzić?
      Żyj swoim życiem, ludzie gadaja i będą gadać, Ty stylem swojego życia ust im
      nie zamkniesz; to znaczy - cokolwiek zrobisz i tak ktoś się przyczepi.
      Więc rób jak uważasz. To daje siłę i spokój.
      A reszta sama się ułoży ;-).


      PS. Fajne wątki zakładasz, przynajmniej mogę sobie trochę popisać ;-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka