sztos-1
18.12.08, 20:27
Witam, może ktoś mi pomoże rozszyfrować mój sen?
Śniła mi się Warszawa, lata 90', centrum, przejścia podziemne w okolicach
Rotundy. Lato, upał. Na jednej z ławek leży moja matka, chora? Śpi? Schodzę do
podziemi, ale przejście blokuje mi kilka prostytutek. Jedna jest Murzynką, a
druga Rosjanką. Tłumaczę, że ja nie paniemaju i schodzę dalej. I tam wyskakuje
na mnie chomik ubrany w zielony kubrak. Chomik jest zawadiacki, sarkastyczny i
mówi "No co? Zabij mnie. No kopnij mnie. A może kupisz zegarek?" i rozchyla
kubrak. Obok przechodzi kobieta z dzieckiem, dziecko ciągnie ją w stronę
sklepu, którego właścicielem jest chomik. Chomik coś tam ma. Ale odchodzą. We
mnie wzbiera złość, zwłaszcza, że chomik mnie prowokuje "No dalej! Zgnieć
głupiego chomika. Kopnij mnie". No to rzuciłem nim o ścianę, ale on wraca
"Spróbuj jeszcze raz, zgnieć mnie!". Biorę go w ręce i chcę zgnieść, ale coś
mi nie pozwala i go puszczam.
Sen śnił mi się już kilka dni temu, więc wrażenie jest zatarte, ale starałem
się możliwie mało ubarwiać. Jedyna wskazówka jakiej się doczekałem, to to że
może tu chodzić o walkę narcystycznego "ja" (narrator) z "ja" prawdziwym
(chomikiem). ;-)
Co uważacie o roli snów? Jak sny traktują współczesne szkoły psychologiczne?
Pozdrawiam
Sztos