Dodaj do ulubionych

można nie mieć depresji i nie chcieć zyć?

13.01.09, 13:39
pytam, bo męczy mnie życie. zwyczajnie mnie męczy. miałam parę sytuacji w
życiu, które mnie załamały i nie potrafię o nich zapomnieć i zacząć żyć na
nowo. czuję, że myślę jakoś inaczej niż reszta ludzi, jakbym była inna. w
swoich myślach toczę jakąś wewnętrzną walkę ze sobą-wiem, że nie można myśleć
pesymistycznie, bo zadziała "samospełniająca się przepowiednia", ale nic z tym
nie robię-jakbym była zawieszona. od jakiegoś czasu w głębi serca czuję, że
kiedyś będę mieć wypadek samochodowy, że się zabiję. i czasem jak już
wyjeżdżam samochodem to zdarzają mi się błędy typu "nieupewnienie się czy ktoś
nadjeżdża". nie umiem ułożyć sobie życia tak jak to robią inni.byłoby mi na
rękę, gdybym umarła, bo mi się naprawdę nie chce żyć.
Obserwuj wątek
    • irena_stein Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 13.01.09, 13:41
      To,co piszesz swiadczy wlasnie o tym, ze masz depresje.
      • rlena Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 13.01.09, 15:46
        Instynkt zycia jest potezna sila. Jesli on szwankuje,to jest to
        znak,ze dzieje sie cos zlego. Mysle,ze masz depresje,a depresje
        mozna skutecznie wyleczyc. Kazdy z nas od czasu do czasu doswiadcza
        zmeczenia zyciem, po prostu nie chce sie zyc. To jestnormalne.
        Jednak ta niechec do zycia jest chwilowa, i zwykle przynosi dobre
        rezultaty -ludzie zwalniaja tempo,co pozwala im sie zregenerowac
        psychicznie i fizycznie, i dostrzec to co naprawde w zyciu wazne.

        Zycie bywa wysilkiem, dla kazdego. Idz do psychologa lub psychiatry.
        Jeszcze bedziesz szczesliwa!
      • tytus_flawiusz Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 13.01.09, 15:51
        to nie jest żadna depresja, tylko od dobrobytu (bezpieczeństwa) i z lenistwa w
        dupie jej się poprzewracało.
        Proponuję odciąć od żarcia, ciepełka i netu na dwa tygodnie.... to tak zachce
        jej się żyć, że aż będzie bolało. Chęć spełnienie zamieni się w chęć napełnienia
        brzucha. A ta druga potrzeba, od jęczenia na forum, nie zaspokoi się.
        • irena_stein Tytusie drogi 13.01.09, 16:02
          Jak to dobrze, ze masz silna psyche. Jednak bywa i tak, ze pomimo
          pozornego dobrobytu, ze ma sie co jesc, po prostu sie nie moze, bo
          organizm odrzuca. Czasem ludzie nie maja z kim w realu porozmawiac,
          wiec forum jest dla nich jedyna odskocznia od przykrej i smutnej
          rzeczywistosci.
          Poczytaj dobie na temat depresji. Jest to ciezka choroba, i to nie
          tylko psychiczna, bo przeklada sie na dolegliwosci somatyczne, spada
          w duzym stopniu odpornosc organizmu.
          Autorka watku powinna przejsc sie do dobrego lekarza. Jezeli ma lek
          przed psychiatra (wielu ludzi wstydzi sie leczenia psychiatrycznego
          nawet z uwagi wysmiania, czy niewybrednych komentarzy), moze udac
          sie do lekarza rodzinnego, zazwyczaj jest to internista, ktory jest
          uprawniony do przepisywania srodkow antydepresyjnych.
          • tytus_flawiusz Re: Tytusie drogi 13.01.09, 16:05
            dziwnym trafem ta twoja ciężka "choroba", nie występuje w społecznościach nie
            tkniętych cywilizacyjną degeneracją.
            (tak obecnie jak i w czasach przeszłych).
            Galowie nie zapadali na depresje w odróżnieniu od Rzymian.
            • irena_stein Re: Tytusie drogi 13.01.09, 16:18
              tytus_flawiusz napisał:

              > dziwnym trafem ta twoja ciężka "choroba", nie występuje w
              społecznościach nie
              > tkniętych cywilizacyjną degeneracją.

              Moze po prostu tam si o tym nie mowi

              > (tak obecnie jak i w czasach przeszłych).
              > Galowie nie zapadali na depresje w odróżnieniu od Rzymian.

              Skoro nie wystepowala tam depresja, to skad zainteresowanie ta
              choroba w czasach starozytnych?
              • tytus_flawiusz Re: Tytusie drogi 13.01.09, 17:19
                > Skoro nie wystepowala tam depresja, to skad zainteresowanie ta
                > choroba w czasach starozytnych?

                a znasz jakichś innych Rzymian ? Zdziecinniałych Franków (Włochów) w Rzymskie togi nie ubierajmy

                Moja Droga Ireno
                Gdybym był Psychologiem i czerpał korzyści z wylegiwania się na kozetkach frajerów, którym w dupach się poprzewracało bo nagle "umknął im sens egzystencji". To również byłby za tym, by "chorób" psychicznych było jak najwięcej. Ba, niczym świętości, broniłbym tezy, że śmierdzące nogi to ciężkie schorzenie psychiczne.
                • inez37 Re: Tytusie drogi 13.01.09, 17:31
                  może nie powinnam ale życzę ci abyś choć raz, nie ze dwa razy doznał
                  syatuacji w życiu która skutecznie podetnie ci skrzydła w każdej
                  dziedzinie zycia, wtedy zrozumiesz że to nie dupa nawala ale głowa

                  więszkość z ludzi miewa trudne chwile w życiu, tylko jedni potrafią
                  sobie z tym poradzić inni potrzebują pomocy
                  życzliwa
                  • tytus_flawiusz Re: Tytusie drogi 13.01.09, 17:40
                    inez37 napisała:

                    > może nie powinnam ale życzę ci abyś choć raz, nie ze dwa razy doznał
                    > syatuacji w życiu która skutecznie podetnie ci skrzydła w każdej
                    > dziedzinie zycia,

                    nie widziałem w życiu człowieka, który w obliczu, pożaru, powodzi, trąby powietrznej (a widziałem i tych spod Częstochowy i tych spod Opola), biedy, choroby, śmierci popadali w depresje. Byli źli, przerażeni, wściekli, agresywni, zrezygnowani, w rozpaczy i z pełni nadziei ale na pewno żaden nie był w depresji !!!

                    Tak samo jak się naoglądałem etatowych (policyjnych np.) psychologów, którzy mieli z założenia pomagać takim ludziom. Pieprzyli tym ludziom takie farmazony, że już lepiej by było gdyby rozdawali koce.
                    • inez37 Re: Tytusie drogi 13.01.09, 17:49
                      każdy ma swoja odporność na przypadki które go dotykają, jedni widzą
                      nowe perspektywy i drzwi szeroko otwarte inni czarna dziurę która
                      zasysa wszystko łącznie z nimi, a wydawać by sie mogło że tak nie
                      powionno być, nie każdy umie znosić razy i śmiac się, jeśli ty to
                      umiesz to szacun

                      wiem jedno takich ludzi należy wysłuchać na pewno nie użalać się nad
                      nimi tylko im pomóc, wskazać kierunek i pozwolic im żyć, jeśli tego
                      nie potrafią to my tego nie zmienimy
                      • tytus_flawiusz Re: Tytusie drogi 13.01.09, 18:00
                        inez37 napisała:

                        > każdy ma swoja odporność na przypadki które go dotykają, jedni widzą
                        > nowe perspektywy i drzwi szeroko otwarte inni czarna dziurę która
                        > zasysa wszystko łącznie z nimi, a wydawać by sie mogło że tak nie
                        > powionno być, nie każdy umie znosić razy i śmiac się, jeśli ty to
                        > umiesz to szacun
                        >
                        a ty wkoło swoje. Ja nie twierdzę, ze ludzi nie dotykają nieszczęścia. Ja
                        twierdzę, że ci którzy ich doświadczają popadają w rożne stany... ale nie w
                        żadne depresje... depresje to mają sfiksowane jednostki głównie na tle braku
                        problemów przyziemnych
                • irena_stein Re: Tytusie drogi 13.01.09, 23:13
                  tytus_flawiusz napisał:

                  > > Skoro nie wystepowala tam depresja, to skad zainteresowanie ta
                  > > choroba w czasach starozytnych?
                  >
                  > a znasz jakichś innych Rzymian ? Zdziecinniałych Franków (Włochów)
                  w Rzymskie t
                  > ogi nie ubierajmy
                  >
                  > Moja Droga Ireno
                  > Gdybym był Psychologiem i czerpał korzyści z wylegiwania się na
                  kozetkach fraje
                  > rów, którym w dupach się poprzewracało bo nagle "umknął im sens
                  egzystencji". T
                  > o również byłby za tym, by "chorób" psychicznych było jak
                  najwięcej. Ba, niczym
                  > świętości, broniłbym tezy, że śmierdzące nogi to ciężkie
                  schorzenie psychiczne
                  > .



                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

                  nie jestem psychologiem, nie czerpie z tego korzysci, jednak docen
                  psychiatrie. Nie zycze ci, zeby dopadla cie depresja. Jestes
                  szczesliwy, cisz sie zyciem, ale jak inni maja problemy nie
                  komentuj, ze w dupie sie z nadmiaru poprzewracalo, bo nigdy nie
                  wiesz.
        • conatotato Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 13:38
          w sumie nawet byłoby mi to na rękę, bo może wtedy ruszyłabym się w końcu z domu
          i coś zrobiła. chyba ze leżałabym w łóżku i patrzyła w ścianę. jest mi to
          obojętne.wszystko mi zobojętniało.to nie jest życie tylko wegetacja. pewnie
          jakby mnie gwałcili to tez by mi to było obojętne.
          jęczę na forum, bo nikt z mojego otoczenia mnie nie rozumie.
          wiem ze mam coś z głową.
          nie pójdę do psychiatry. sama nie pójdę, a nie będę ciągać moich bliskich po
          takich lekarzach, bo się wstydzą i twierdzą że "wymyślam".
          a leki antydepresyjne powodują tycie i to o wiele więcej kilogramów niż 3 czy 4....

          • tytus_flawiusz Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 13:45
            conatotato napisała:

            > jakby mnie gwałcili to tez by mi to było obojętne.

            wpadnij w wolnej chwili sprawdzimy jak to teoretyzowanie będzie się miało do
            rzeczywistości :-)
            Może nie od razu gwałt :-) Na początek jakiś mini gang-bang :-) Może być ?
            • conatotato Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 21:34
              O co ci właściwie chodzi? Chcesz mi coś udowodnić czy co? Jeśli nie rozumiesz, o
              czym napisałam w tym wątku to po co w ogóle tu coś piszesz.
              • tytus_flawiusz Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 21:37
                >Jeśli nie rozumiesz o czym napisałam w tym wątku to po co w ogóle tu coś piszesz

                Ja tam mam spore wątpliwości czy ty rozumiesz, to co piszesz i to co czytasz.
                Nie ma się czego wstydzić ponoć 80% społeczeństwa nie rozumie słowa pisanego :-)
          • dekadencja1 Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 22:09
            conatotato napisała:



            > a leki antydepresyjne powodują tycie i to o wiele więcej
            kilogramów niż 3 czy 4
            > ....

            Udowodnione naukowo: tyje się od obrzerania się.
            • conatotato Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 22:46
              > Udowodnione naukowo: tyje się od obrzerania się.


              Znam osobę, która leczy się od paru miesięcy na depresje i znacznie przytyła. W
              ulotkach od antydepresantów tez piszą ze lek moze powodować tycie. Chyba ze nie
              każdego leku to dotyczy.
              • focus35 Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 15.01.09, 19:19

                jesli zalezy Ci bardziej na byciu szczuplejsza o pare kg niz zmianie
                sytuacji, to widac ta niechec do zycia jeszcze nie jest najciezsza,
                bo na czyms Ci zalezy (czytaj na figurze;)))




                conatotato napisała:

                > > Udowodnione naukowo: tyje się od obrzerania się.
                >
                >
                > Znam osobę, która leczy się od paru miesięcy na depresje i
                znacznie przytyła. W
                > ulotkach od antydepresantów tez piszą ze lek moze powodować tycie.
                Chyba ze nie
                > każdego leku to dotyczy.
    • suicidalman Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 13.01.09, 18:19
      byłoby mi na
      > rękę, gdybym umarła, bo mi się naprawdę nie chce żyć.

      Ja też wolałbym umrzeć.
    • cara.mordsith Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 23:17
      Idź do lekarza, zapisz sie na terapię, albo coś w ten deseń a z całą pewnością wyjedź na jakis czas i odpocznij. Kopnij się do fryzjera czy kosmetyczki, zainwestuj w siebie... Przemęczona po prostu jesteś i psychicznie i fizycznie.
    • ciszej_niz_szeptem Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 14.01.09, 23:19
      Chyba można, odpowiadając bardzo krótko na pytanie. Tyle tylko, że
      naprawdę warto żyć, bo życie może być piękne. Mimo wszystko:) Może
      tylko trzeba spróbować uśmiechnąć się do niego i pokochać, a ono
      odpłaci tym samym?:) Może warto przynajmniej spróbować? Tak na
      początek:) A jak nie pomoże, trzeba poszukać pomocy.
    • ashanti77 Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 15.01.09, 02:45
      Szczerze Ci wspolczuje. Nie jestes ani pierwsza ani ostatnia na tym
      swiecie, ktora tak czuje, tyle ze Ty masz odwage o tym otwarcie
      pisac, a inni nie w obawie, zeby sie chociazby nie narazic takim
      zacietrzewionym piewcom zycia i jego przyziemnych problemow
      jak 'Tytus Flawiusz' (notabene tez jednostki 'sfiksowanej' tyle ze
      w druga strone). Z medycznego punktu widzenia, tak, to depresja,
      ale tak naprawde to jest to ten brak instynktu zycia, o ktorym
      wspomniala jedna z komentatorek. Tak jak z instynktem macierzynskim,
      u jednych jest bardzo silny, a inni go maja tylko w bardzo
      minimalnym stopniu i na to juz nie ma lekarstwa.

      Oprocz dorywczych prob szukania pomocy u psychoterapeuty czy
      psychologa (odradzam psychiatrow, bo Ci oprocz 'tuczacych' prochow
      nie maja wiele do zaoferowania), mozesz miec tylko nadzieje, ze
      pojawi sie w Twoim zyciu jakas Deux ex Machina, ktora da Ci
      motywacje do bardziej produktywnego i satysfakcjonujacego zycia.
      Sama w sobie jej raczej nie znajdziesz. Wazne jest jednak, zebys nie
      czula sie winna, ze tak odbierasz zycie, a nie inaczej. Wiekszosc
      ludzi czuje sie w tym zyciu calkowicie zagubiona i zeby zagluszyc to
      uczucie, rzucaja sie w wir tysiaca przyziemnych i czesto nic nie
      znaczacych spraw. Z braku innej alternatywy, sprobuj zrobic to samo
      i... jesli wierzysz w Karme, miej nadzieje, ze w nastepnym zyciu
      bedzie lepiej :))))



    • tytus_flawiusz yes, yes, yes. !!! :-) mam rozwiązanie !!!! 15.01.09, 08:46
      jest banalne:
      - musisz wyhodować sobie porządne tłuste dupsko, a potem odnajdziesz sens życia
      w jego "adoracji" czyli, diety, rozmowy, prasa, radio, telewizja, sklepy ze
      zdrożną żywnością, bieżnia, siłownia, debilne dyskusje z podobnie obciążonymi
      umysłowo przyszłymi anorektyczkami i bulimiczkami

      ... acha i jeszcze jedno.... seks !!!! - seks wyszczupla, a amatorów
      okrąglutkich tyłków jest więcej niż potrafisz sobie wyobrazić :-)

      dowód na skuteczność terapii:
      cóż za przecudnej urody połączenie:

      "wszystko mi zobojętniało. !!!"
      "a leki antydepresyjne powodują tycie i to o wiele więcej kilogramów niż 3 czy
      4...."

      czyli jednak !!! nie wszystko ci zobojętniało - ważna jest dla ciebie aparycja
      własnego tyłka, pomyśl to może znajdziesz coś jeszcze ... np. celulit :-)
    • d.o.s.i.a Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 15.01.09, 09:43
      Wydaje mi sie, ze to nie depresja, a jakies totalne lenistwo i znudzenie zyciem
      (troche sie zgodze sie, ze moze Ci "za dobrze" w zyciu i brak Ci bodzcow). No i
      spojrz na swoje priorytety - wolisz tkwic w chorym stanie, bo martwisz sie
      przytyciem 3 kg??? Troche zenada zalatuje. Gdybys miala depresje to akurat te 3
      kg bylyby Twoim najmniejszym zmartwieniem. Czyli generalnie strzelasz focha, bo
      zwyczajnie brakuje Ci w zyciu rozrywki i pare problemow mialas.
      Ech, dziewczyno. Zajmij sie czyms, zrob cos dobrego, pomoz komus, tylu
      ludzi/zwierzat czeka na pomoc. Sa domy dziecka, domy spokojnej starosci (nie
      mowie juz o hospicjach), idz wyszorowac podloge w schronisku, albo wyjedz do
      Sudanu zbudowac studnie na dzieci. Zrob cos dla innych to i sens i ochota do
      zycia wroca. A tak, sorry, marudzisz, gnusniejesz i rozczulasz sie nad soba. Coz
      za marnotrastwo energii i egoizm.
      Z takiego nicnierobstwa mozna rzeczywiscie quasi-deprechy dostac.
      • ciszej_niz_szeptem Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 15.01.09, 11:56
        d.o.s.i.a napisała:

        > Wydaje mi sie, ze to nie depresja, a jakies totalne lenistwo i
        znudzenie zyciem
        > (troche sie zgodze sie, ze moze Ci "za dobrze" w zyciu i brak Ci
        bodzcow). No i
        > spojrz na swoje priorytety - wolisz tkwic w chorym stanie, bo
        martwisz sie
        > przytyciem 3 kg??? Troche zenada zalatuje. Gdybys miala depresje
        to akurat te 3
        > kg bylyby Twoim najmniejszym zmartwieniem. Czyli generalnie
        strzelasz focha, bo
        > zwyczajnie brakuje Ci w zyciu rozrywki i pare problemow mialas.
        > Ech, dziewczyno. Zajmij sie czyms, zrob cos dobrego, pomoz komus,
        tylu
        > ludzi/zwierzat czeka na pomoc. Sa domy dziecka, domy spokojnej
        starosci (nie
        > mowie juz o hospicjach), idz wyszorowac podloge w schronisku, albo
        wyjedz do
        > Sudanu zbudowac studnie na dzieci. Zrob cos dla innych to i sens i
        ochota do
        > zycia wroca. A tak, sorry, marudzisz, gnusniejesz i rozczulasz sie
        nad soba. Co
        > z
        > za marnotrastwo energii i egoizm.
        > Z takiego nicnierobstwa mozna rzeczywiscie quasi-deprechy dostac.

        Tak, tak! Koniecznie pochwal sie, że robisz coś dla innych.
        Zastanowienie się czasami nad sobą to szczyt egoizmu i
        czasomarnotrastwa! Pamiętaj!


        • d.o.s.i.a Re: można nie mieć depresji i nie chcieć zyć? 15.01.09, 15:04
          Czym innym zastanawianie sie nad soba, a czym innym pierdzenie z
          nudow w stolek i czekanie na jakis cud. Ze ktos przyjdzie i wszystko
          w zyciu jej poustawia. Ze nagle co? Fanfary jakies beda? Czerwone
          dywany? Ze autorka wreszcie poczuje ze zyje? Niechze sie czyms
          zajmie zamiast trwonic energie. Ja nie mowie, ze to ma byc od razu
          robienie czegos dla innych, ale jeczenie, ze jej sie w zyciu nudzi i
          niechec do zrobienia w ogole czegos jest smieszne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka