Dodaj do ulubionych

Był tu taki wątek o zamążpójściu ....

IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 09:34
... odnoszący się do kobiet pod hasłem: "po cholere nam sie tego chce". Może mi
ktoś wyjaśni, dlaczego facetom się nie chce? Sama jestem w takiej sytuacji,
znam jeszcze kilka dziewczyn, które są z facetami, jest im razem dobrze, a
facet nie decyduje się na ślub, bo: jest dobrze, jak jest; jeszcze nie jest
pewny (po kilku latach :)); bo on nie wie. No i co? Czekać? Ile można. Jedna
już się rozstała z facetem, druga już to planuje, a ja też mam na to coraz
większą ochotę.
Obserwuj wątek
    • Gość: A1 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.osiedle.net.pl 22.01.02, 11:02
      Gość portalu: b. napisał(a):

      > ... odnoszący się do kobiet pod hasłem: "po cholere nam sie tego chce". Może mi
      >
      > ktoś wyjaśni, dlaczego facetom się nie chce? Sama jestem w takiej sytuacji,
      > znam jeszcze kilka dziewczyn, które są z facetami, jest im razem dobrze, a
      > facet nie decyduje się na ślub, bo: jest dobrze, jak jest; jeszcze nie jest
      > pewny (po kilku latach :)); bo on nie wie. No i co? Czekać? Ile można.

      Witaj:))
      Temat, który trudno wrzucać do jednego worka. Nie jestem napewno zdania, że
      facetom generalnie się nie chce. Faktem jednak jest, że spora ilość broni się
      przed naciskami w tym kierunku i nie dziwne, bo kto lubi poddawać się naciskom.
      Atmosfera takiego oczekiwania zakłada jakąś nieuczciwość, albo podejrzenie o nią.
      To nie fair, bo małżeństwo tak naprawdę niczego nie zmienia poza prawnym stanem
      rzeczy i może niekiedy stosunkiem rodziny. Moje napewno nie zmieniło i chwała mu
      za to. To nie jest jakaś magiczna barierka, za którą coś obligatoryjnie się
      zyskuje. Jedni zyskują, drudzy tracą. Zależy od podejścia.
      Z drugiej jednak strony dojrzały męczyzna nie powinien być tchórzem emocjonalnym
      i jeśli wyczuwa u partnerki oczekiwanie na oświadczyny, to powinien się do tego
      uczciwie ustosunkować, a nie uciekać od tematu. To jest kwestia kompromisu
      oczekiwań. Jasno i prosto z mostu. A jeśli mówi, że nie jest gotowy, to znaczy,
      że nie jest i nie ma co widzieć tego inaczej, czyli tak, jak by się chciało.
      Jesli to bardzo nie satysfakcjonuje, to zawsze można skończyć cały układ, który
      nadwyręża. Po tym świecie nie chodzi przecież tylko jeden fajny mężczyzna.
      Tyle sobie o tym myślę, całkowicie subiektywnie, oczywiście. Ja nie czekałam i
      nawet nie chciałam, bo nie udzielił mi się imperatyw społeczny na temat roli
      kobiety. Mój mąż też nie należał do wyrywnych w tym temacie. Zaczęliśmy być ze
      sobą bez żadnych zobowiązań, a poprostu któregoś dnia to w nas dojrzało w
      zupełnie naturalny sposób i po krótkim związku wzięliśmy szybki ślub.
      Pozdrawiam i życzę pozytywnego finału spraw :))



      • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 11:34
        Ja sobie na przyklad nie wyobrazam swojego wesela... Po porostu nie "widze"
        tego. To tez hamuje, bo po co sie wtedy sie wlasciwie zenic? Dla wspolnego
        rozliczania podatkow?

        Bo - z mojej perspektywy sam slub wlasciwie niczego nie zmienia. Wiec po diabla
        cala ta pompa, sztampa, szampan, buzi, "jeszcze jeedeeen i jeeeszczeee dwaaa"
        spiewane na weselu, gromada ludzi, ktorzy w sumie niewiele maja sobie do
        powiedzenia, garnitur specjalnie i tylko na te okazje (nie mowiac o sukni
        slubnej), mucha ktora ma prawo byc jedynie przy smokingu (do garnituru wiaze
        sie muchy "frakowe" troszke innego ksztaltu, praktycznie nie do dostania w
        Polsce) i tak dalej... A cala ta impreza wlasciwie - po co?

        Niech mi ktos wytlumaczy co "jakosciowo" sie zmienia w byciu para po slubie?
        • fnoll Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 11:46
          kwieto napisał(a):

          > Niech mi ktos wytlumaczy co "jakosciowo" sie zmienia w byciu para po slubie?

          to zalezy - jesli para wierzy w magiczna moc rytualu, to slub zmienia relacje
          miedzy nimi, a jesli nie - to tylko zmienia jej obraz w oczach spolecznosci (co
          dzieje sie i w pierwszym przypadku), bo slub w zasadzie jest po prostu
          ogloszeniem przed wspolplemiencami ze ten oto mezczyzna i ta oto kobieta od dzis
          zakladaja rodzine, wobec czego zmieniaja sie ich prawa i obowiazki w
          spolecznosci, i tyle

          pzdr

          fnoll
          • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 12:02
            No to pora przypomniec sobie zalozony przeze mnie kierunek filozofii (czy
            psychologii, pamieta ktos?)
            czyli:

            Eeeeeeeetaaaaaam!!!

            Znaczy sie, ja z tych niewierzacych...

            Przypomina mi sie fragment piosenki spiewanej przez Lubomskiego:

            "zeby tak chociaz raz moc nadepnac szczesciu na ogon,
            a potem na pelny gaz, ruski szampan, wesele z przemowa!
            I z tym, pod reke, pod reke
            na plaze dla dziewczat niechcianych
            zeby galy wyszly panienkom
            to moj, ja go tymi rekami!"

            Moze to troche o to chodzi?

            A dalej punkt widzenia mezczyzny (?):

            "Ze ty chcialabys miec dzieci
            i drzysz gdy o domu snisz
            a mnie te mazenia smiesza
            to tez...
            prosze wybacz mi

            ze gnam w dal o piatej rano
            ze mam tyle w zaglach sil
            ze port znaczy dla mnie starosc
            moj blad...
            prosze wybacz mi"
            • fnoll Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 12:31
              kwieto napisał(a):

              > Eeeeeeeetaaaaaam!!!

              i jesli tylko twa polowica bedzie ci w zalozeniach swych podobna wroze wam
              szczesliwe wspolne pozycie :))))))))))
              dzieciaki w pewnych okresie moga sie czuc nieco zdezorientowane, ale co tam, jak
              sie nie zagubia, to wyrosna silne

              tak mowi wroz znad szklanego ekranu

              a tak na marginesie - jak poezja ziewana niespecjalnie do mnie trafia, tak
              przyznac musze ze lubomski ma moc

              pzdr

              fnoll
          • Gość: Toi fnoll IP: 192.168.5.* / *.wbpg.org.pl 22.02.02, 17:25
            fnoll, Ty mnie fascynujesz z tymi poglądami biblijnymi... :)))

            z ogromniastą sympatią (dawno nie miałam okazji być wylewna na forum)
            Toi
        • Gość: królik Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 22.01.02, 12:10
          no ja miałam straszny ślubowstręt i ogólnie mężowstręt, przerażało mnie to
          stateczne brzmienie słowa żona brrr, ale kiedyś koleżanka powiedziała, że życzy
          mi poznania faceta, z którym będzie mi się chciało przejść ta męczarnie...
          i stało się, dalej nielubię wesel, jedynym sposobem na polepszenie sytuacji to
          zaprosić jak najwięcej młodych ludzi, okropne są nauki przedmałżeńskie i
          dylemat ile dać co łaska księdzu, no ale super się wygląda w białej sukni,
          czułam się jak księżniczka :)
          ślub może być testem i zbliżyc jeszcze bardziej i mimo wszystko przysięga to
          przysięga, to jest najważniejsze, można ją złożyć tylko w parze, bo jest to
          sakrament, którego udziela się sobie nawzajęm, obecność księdza nie jest
          konieczna, reszta to coś, co robi się dla rodziny.
        • Gość: Elektra Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.eranet.pl 22.01.02, 12:24
          kwieto napisał(a):

          > Bo - z mojej perspektywy sam slub wlasciwie niczego nie zmienia. Wiec po diabla
          >
          > cala ta pompa (...) po co?
          >
          > Niech mi ktos wytlumaczy co "jakosciowo" sie zmienia w byciu para po slubie?

          To moze inaczej kwieto - skoro nic sie nie zmienia, to dlaczego sie nie ozenic ?
          Skoro dla Niej to jest wazne, a czetso nawet bardzo wazne, a dla Ciebie nic nie
          zmienia - to czemu nie ????

          E.

          • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 12:59
            Wiecej klopotow w trakcie, i pozniej... Moze mam fobie, przezylem jeden raz
            podzial majatku, i wystarczy.

            Wiec najpierw masz meczace przygotowywanie imprezy dla ilus-set osob, ganianie
            za nieistotnymi rzeczami (suknia slubna, obraczkami, kapela na wesele i tak
            dalej), po drodze jesli masz bardziej trzezwe podejscie do zycia, to czeka Cie
            prawnik i spisywanie intercyzy czy innego takiego dokumenty (np. ja bede sie
            czegos takiego domagal, bo nie chce zostawiac zadnych niejasnosci i
            niedopowiedzen),

            Wiec pare miesiecy przygotowan do czegos co nie ma znaczenia i jeszcze do tego
            jest srednia przyjemnoscia samo w sobie... NIE CHCE MI SIE ZWYCZAJNIE.

            No a potem wezmy na ten przyklad rozwod - kolejna kolomyja w druga strone... To
            ja wole byc z konkubina i po prostu spisac testament, zeby ja zabezpieczyc na
            ewentualna moja smierc - o ile prosciej i spokojniej!
            • agniecha3 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 13:05
              a gdyby Twojej konkubinie nagle zaczelo zalezec, byloby to bez znaczenia, bo to
              przeciez dla Ciebie klopot. Jej zdanie nieistotne.
              No i dlaczego z gory zakladasz, 'a jak bedzie rozwod to...'?! Czy po to z kims
              jestes, zeby w ten zwiazek z gory wpisywac rozstanie?
              • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 13:22
                Nie, nie zakladam rozwodu na starcie, ale nie moge nikomu obiecac, ze bede go
                kochal zawsze. I nie wymagam takich obietnic w stosunku do siebie.

                A co do "jej zdania" - czy ja mowie, ze sie nie liczy? Byc moze dam sie namowic
                na slub, moze nawet sam bede go chcial. Ale teraz mowie WYLACZNIE o swoich
                odczuciach na ten temat. A nie na temat godzenia roznych punktow widzenia i
                dochodzenia do porozumienia
            • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 13:06
              Tylko, kochany Kwieto, ja wcale nie chce wesela, wystarczy maly slub, dla
              kilkorga najblizszych znajomych, bez tej calej pompy, ktora do konca tez mi sie
              nie podoba.
              • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 13:24
                no ale wlasciwie - dlaczego go chcesz? To znaczy - jakie potrzeby, jakie
                oczekiwania zaspokoi sam fakt slubu? Mozesz mi to jakos wytlumaczyc?
                • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 13:31
                  kwieto napisał(a):

                  > no ale wlasciwie - dlaczego go chcesz? To znaczy - jakie potrzeby, jakie
                  > oczekiwania zaspokoi sam fakt slubu? Mozesz mi to jakos wytlumaczyc?

                  To, że np. bede mogla myslec o dzieciach, bo w chwili obecnej i przy moim
                  swiatopogladzie raczej o dzieciach nie moge myslec. Tu mozesz mi zarzucic, ze
                  swiatopoglad nie przeszkadza mi w zyciu na kocia lape. Fakt, przeszkadza mi
                  troche mniej. Ale już raz nie dostalam z tego powodu rozgrzeszenia i chyba wiecej
                  ryzyka spowiedzi nie podejme. I to chyba najwazniejszy powod, bo ja dzieci
                  chcialabym miec wlasnie z tym Czlowiekiem, ale widac On niekoniecznie.
                  • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 13:37
                    A nie jest to naciaganie zycia do doktryn? Czyli slub - bo nie dostane
                    spowiedzi? To ja mu sie nie dziwie, ze nie chce...

                    Natomiast mozna z nim porozmawiac o dzieciach. Czy chce miec dzieci, i czy chce
                    miec z Toba. Bez poruszania tematu slubu.
                    Moze to jest rzeczywisty problem? Ze on nie chce miec dzieci, a slub kojarzy mu
                    sie wlasnie z rodzina i dziecmi?
                    • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 14:10
                      O ile siebie znam, to nie jest to naciaganie zycia do doktryn. Slyszalam, ze
                      ludzie, ktorzy zyja na kocią lape bez problemu dostaja rozgrzeszenie. Ja nie
                      sprobuje - uwazam, ze skoro jestem wierzaca i Bog stanowi dla mnie punkt
                      odniesienia, a przynajmniej chcialabym, zeby byl - to jednak powinnam zalatwic
                      sprawe, mowiac prosto.
                      • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 14:56
                        Ja mysle, ze Bogu bardziej zalezy, byscie sie kochali, niz na tym, byscie byli
                        malzenstwem. A malzenstwo nie daje gwarancji milosci.
                        • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 15:07
                          kwieto napisał(a):

                          > Ja mysle, ze Bogu bardziej zalezy, byscie sie kochali, niz na tym, byscie byli
                          > malzenstwem. A malzenstwo nie daje gwarancji milosci.

                          Nie wiem, moze masz racje.

                        • Gość: Elektra Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.eranet.pl 22.01.02, 15:13


                          > A malzenstwo nie daje gwarancji milosci.

                          Konkubinat tez nie.
                          A moze nawet - tym bardziej...

                          E.

                          • Gość: A27 apropos Kwieto IP: *.proxy.aol.com 22.01.02, 16:57
                            Jesli w chwili obecnej nie masz kobiety, to Twoje poglady na malzenstwo sa
                            czysto teoretyczne. Ergo, nie wnosza tutaj wiele. Co by bylo gdyby kobieta
                            Twojego zycia postawila Ci ulimatum: malzenstwo albo koniec z nami.
                            • kwieto Re: apropos Kwieto 23.01.02, 10:00
                              Zalezy co bym czul. Ale jesli by to bylo ultimatum, bylby to BARDZO mocny
                              sygnal, zeby sie rozejsc
            • Gość: Elektra Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: *.eranet.pl 22.01.02, 13:07
              Drogi kwieto !!!

              Twoja niechec bierze sie z dotychczasowych doswiadczen.
              Ae ktos kiedys powiedzial "kochaj tak, jakby cie nigdy nikt nie skrzywdzil".
              Czemu Twoj aktualna partnerka ma ponosci dopowedzialnosc za Twoje przeszle
              niepowodzenia? Tym raem nie musi dojsc przeciez do rozwodu... To od Was zalezy..

              A propos przygotowan.
              Mozna sobeo z tym poradzic, a slub czy wesele wcale nie musi byc na kilkaset
              osob, bo po co?
              Wystarczy skromna uroczystosc i potem obiad dla rodziny, a dla przyjaciol
              posiadowa przy piwie nastepnego dnia.
              Zrozumieja.
              i jakie to jest pare miesiecy ?

              A znaczenia nie ma moze dla Ciebie - dal niej zapewne wreszcie przeciwnie...
              Tak to juz jest ze jednak spora rzesza kobiet woli zyc w rodzinie, niz w
              konkubinacie....

              A rozwod?
              Czemu juz teraz o tym mylisz?
              Po co?
              Przeciez nie jestescie ze soba po to, zeby sie rozstac...

              Pozdrawiam,

              E.
              • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 22.01.02, 13:34
                Juz pisalem wyzej. Nie jestem w stanie nikomu obiecac, ze bede go kochal do
                smierci. Moge powiedziec, ze kocham ta osobe teraz. I ze "na dzien dzisiejszy"
                nie zanosi sie, aby cos sie zmienilo. Ale czy w przeciagu najblizszego roku cos
                sie nie zmieni - tego nie wiem. Panta rhei. Ja sie zmieniam, ukochana sie
                zmienia, i za piec lat moze sie okazac, ze nie mamy juz sobie nic do
                powiedzenia. Ze to co nas kiedys laczylo, juz po prostu nie istnieje.

                Mam tak z niektorymi znajomymi, z podstawowki czy ogolniaka. Kiedys znalismy
                sie swietnie, ciagle przebywalismy ze soba, teraz nie mamy wlasciwie nic sobie
                do powiedzenia. Zyjemy czym innym, w innym kierunku poszly nasze aspiracje,
                swiatopoglady...

                I co wtedy? Co mozecie sobie zaoferowac, jesli okaze sie wlasnie cos takiego?
                Zeby dowiedziec sie, czy do siebie pasujecie, czy zdazacie w tym samym kierunku
                - czasem potrzeba po prostu lat. A czasem i to nie wystarcza.

                Dlatego slub jest wymogiem obietnic, ktorych zadne z obiecujacych nie moze
                spelnic. "tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono". A tu w majestacie prawa
                obiecujesz cos, co rownie dobrze mozesz sobie z fusow powrozyc... Widzisz sens
                takich obietnic?
                • Gość: Elektra Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: *.eranet.pl 22.01.02, 14:17


                  > Juz pisalem wyzej. Nie jestem w stanie nikomu obiecac, ze bede go kochal do
                  > smierci. Moge powiedziec, ze kocham ta osobe teraz. I ze "na dzien dzisiejszy"
                  > nie zanosi sie, aby cos sie zmienilo. Ale czy w przeciagu najblizszego roku

                  No wlasnie...
                  Zyjesz w atmosfreze tymczasowosci. Teraz jest dobrze, wiec jestescie razem, edzie
                  gorzej - to sie roztsaniecie i kazde pojdzie swoja droga. Czyz tak nie prosciej,
                  nie wygodniej ?
                  Otoz nie. Rozumiem kobiety, ktorym zalezy na stabilizacji u boku wybranego
                  mezczyzny. Narzucasz swojej partnerce te tymczasowossc, ktora moze byc
                  mobilizacja, skutkowac wieczna walka o utrzymanie partnera; ale moze tez budzic
                  nieufnosc, czujnosc, zazdrosc...
                  Skoro nie chce sie ozenic, to moze planuje rozstanie?

                  Dobre malzenstwa trwaja mimo roznic w swiatopogladach...

                  To nieprawda, ze przysiega malzenska wymaga od ludzi czegos co jest ponad ich
                  sily...
                  Co to takiego: wienosc, milosc, opieka ?

                  Elektra



                  • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 22.01.02, 14:55
                    Wiernosc, milosc opieka nie pojawiaja sie jak dobre duchy w momencie zlozenia
                    przysiegi malzenskiej. A doswiadczenie uczy, ze nader czesto wtedy po prostu
                    znikaja.

                    Poza tym, na prawde nie widze roznicy w "tymczasowosci" pomiedzy malzenstwem a
                    konkubinatem. A jesli jedno z malzonkow wpadnie dzis pod samochod? A jesli
                    spadnie mu na glowe cegla? Wiec skoro malzenstwo jest tak samo tymczasowe jak
                    konkubinat - po co sobie utrudniac zycie? W imie czego?
                    • Gość: Elektra Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: *.eranet.pl 22.01.02, 15:11

                      > Wiernosc, milosc opieka nie pojawiaja sie jak dobre duchy w momencie zlozenia
                      > przysiegi malzenskiej.

                      Oczywiscie, ze nie !!!!
                      One sa juz wczesniej, w przeciwnym przypadku nie zawiera sie raczej
                      zwiazku malzenskiego...
                      tym bardziej te "wymogi" przesiagi nie sa czyms niemozliwym do spelnienia, jak to
                      napisales wczesniej.

                      > A doswiadczenie uczy, ze nader czesto wtedy po prostu
                      > znikaja.

                      Doswiadczenie ??? Wow... Musiales juz ladnych pare razy byc zonatym skoro tak
                      mowisz :))))

                      >
                      > Poza tym, na prawde nie widze roznicy w "tymczasowosci" pomiedzy malzenstwem a
                      >
                      > konkubinatem. A jesli jedno z malzonkow wpadnie dzis pod samochod? A jesli
                      > spadnie mu na glowe cegla?

                      Ja nie mowie o wypadkach losowych.
                      Mowie o swiadomie podejmowanych decyzjach.

                      > Wiec skoro malzenstwo jest tak samo tymczasowe jak
                      > konkubinat - po co sobie utrudniac zycie? W imie czego?

                      Nie jest takl samo tymczasowe...
                      i daje poczucia stabilizacji i bezpieczenstwa. Wielu osobom.
                      Nie rozumiem, czemu pojmujesz to w kategoriach utrudniania sobie zycia.
                      Przez ewentualny rozwod?
                      Przeciez i tak planujesz intercyze...

                      Pozdrawiam,

                      E.
                      • Gość: ida a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.csk.pl 22.01.02, 15:39
                        Gość portalu: Elektra napisał(a):
                        > i daje poczucia stabilizacji i bezpieczenstwa. Wielu osobom.

                        ja nie wiem może coś ze mną jest nie tak, ale wydaje mi się że zdecydowanie
                        większe poczucie bezpieczeństwa daje pokaźne konto w banku niż małżeństwo. Bo
                        wtedy przynajmniej wiesz, że nawet jak coś się stanie to nie zostajesz z dnia na
                        dzień goła i bosa i bez dachu nad głową. I w dodatku lepiej jest się samemu
                        postarać o takowe konto, a nie rościć sobie prawa do czyjegoś.

                        Bo niby po ślubie jego konto staje się twoim? To jest to bezpieczeństwo?

                        • Gość: Elektra Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.eranet.pl 22.01.02, 15:42
                          Gość portalu: ida napisał(a):


                          > ja nie wiem może coś ze mną jest nie tak, ale wydaje mi się że zdecydowanie
                          > większe poczucie bezpieczeństwa daje pokaźne konto w banku niż małżeństwo.

                          Okey. Wolno Ci tak uwazac. Ja mam na ten temat inne zadnie i pieniadze sa dla
                          mnie kwestia drugorzedna.

                          > I w dodatku lepiej jest się samemu
                          > postarać o takowe konto, a nie rościć sobie prawa do czyjegoś.

                          Widze, ze ocenisz innych wedlug siebie.
                          Nie roszcze sobie praw do niczyjego konta.

                          >
                          > Bo niby po ślubie jego konto staje się twoim? To jest to bezpieczeństwo?

                          Czy ja cos takiego powiedzialam?
                          Bezpieczenstwo polega na swiadomosci posiadania kogos, kto zawsze moze mnie
                          wesprzec.
                          Ty mozesz wybrac konto w banku.
                          Nie zapisuj mnie jednak do swojej druzyny, prosze.

                          Pozdrawiam,

                          E.

                          >

                          • Gość: ida Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.csk.pl 22.01.02, 15:54
                            Gość portalu: Elektra napisał(a):


                            > Okey. Wolno Ci tak uwazac. Ja mam na ten temat inne zadnie i pieniadze sa dla
                            > mnie kwestia drugorzedna.
                            > Bezpieczenstwo polega na swiadomosci posiadania kogos, kto zawsze moze mnie
                            > wesprzec.


                            Czy możesz m przybliżyc swoje zdanie na temat tego bezpieczeństwa, szczególnie
                            tej świadomości posiadania kogoś? Bo ja czegoś takiego nie mam.

                            Poza tym wcale nie powiedziałam, że pieniądze są dla mnie sprawą pierwszorzędną i
                            nikogo do "swojej druzyny" nie zapisuję
                            • Gość: Elektra Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.eranet.pl 22.01.02, 16:14
                              > Czy możesz m przybliżyc swoje zdanie na temat tego bezpieczeństwa, szczególnie
                              > tej świadomości posiadania kogoś? Bo ja czegoś takiego nie mam.

                              Wybacz, ale to jest odczucie, potrzeba, element psychiki - jak mam Ci to
                              wytlumaczyc? Albo sie tak czuje, albo nie i jest to kwestia bardzo indywidualna.

                              >
                              > Poza tym wcale nie powiedziałam, że pieniądze są dla mnie sprawą pierwszorzędną

                              Ale zaczelas od tego swoj post i watek ten bylb pierwszorzedny w calej twojej
                              poprzedniej wypowiedzi, tak jakby byl najwazniejszy.

                              > i
                              > nikogo do "swojej druzyny" nie zapisuję

                              OK.
                              dziekuje :))

                              E.

                        • agniecha3 Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa 22.01.02, 15:43
                          ida, nie chodzi o konto w banku (po slubie konto zostaje Twoja wlasnoscia,
                          identycznie jak przed slubem, chyba ze malzonka upowaznisz), ale o
                          bezpieczenstwo emocjonalne. Ja wiem, ze sa kobiety, ktorym to niepotrzebne, ale
                          jednak spora grupa tego wlasnie tego chce - tej deklaracji, tego kroku naprzod
                          w zwiazku. I prosze, nie sprowadzajmy zagadnienia do pobudek czysto
                          materialnych, bo b. chyba nie o to chodzi.
                          Ta potrzeba stabilizacji bierze sie z serca, wiec racjonalne powody - fakt -
                          trudno znalezc.
                          • Gość: ida Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.csk.pl 22.01.02, 17:31
                            agniecha3 napisał(a):

                            nie sprowadzajmy zagadnienia do pobudek czysto
                            > materialnych,

                            tylko jeśli zupełnie pominiemy kwestie materialne, to właściwie co daje ten
                            papierek oprócz tego co można mieć i bez niego?


                            • Gość: Elektra Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.eranet.pl 22.01.02, 17:40
                              > tylko jeśli zupełnie pominiemy kwestie materialne, to właściwie co daje ten
                              > papierek oprócz tego co można mieć i bez niego?

                              Patrz wyzej.
                              I nizej :))
                              Sporo juz dzisiaj napisano na ten temat....
                              Poczytaj.

                              pozdrawiam,

                              E.
                              • Gość: ida Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.csk.pl 22.01.02, 18:02
                                Gość portalu: Elektra napisał(a):

                                > Sporo juz dzisiaj napisano na ten temat....

                                napisano sporo, tylko akurat nie na temat. Nikt nie wyjaśnił konkretnie jak się
                                ma papier do poczucia bezpieczeństwa, jeśli zupełnie pomniemy kwestie finansowe.

                                I mam wrażenie, że takiej odpowiedzi się nie doczekam z tej prostej przyczyny, że
                                papier do bezpieczeństwa ma się krótko mówiąc nijak

                                I czy ten pęd do małżeństwa nie wynika przypadkiem z tego, że tak się właśnie
                                wychowuje dziewczynki? Że muszą wyjść za mąż bo inaczej są "niepełnowartościowe"?
                                Żadna inna forma związku to nie jest to, bo musi być małżeństwo?
                                • Gość: Elektra Re: a'propos poczucia bezpieczeństwa IP: *.eranet.pl 23.01.02, 09:44



                                  > Nikt nie wyjaśnił konkretnie jak się
                                  >
                                  > ma papier do poczucia bezpieczeństwa, jeśli zupełnie pomniemy kwestie finansowe


                                  Nie papier.
                                  Slub to nie ppaier - to przysiega.
                                  nie splycaj, prosze.

                                  >
                                  > I mam wrażenie, że takiej odpowiedzi się nie doczekam z tej prostej przyczyny,
                                  > że
                                  > papier do bezpieczeństwa ma się krótko mówiąc nijak

                                  Szkoda, ze pomijasz argumenty innych, nie zauwazajac ich w ogole. czy taka
                                  dyskusja ma sens, jelsi nie przyjumujesz opinii innych niz Twoja ?

                                  >
                                  > I czy ten pęd do małżeństwa nie wynika przypadkiem z tego, że tak się właśnie
                                  > wychowuje dziewczynki? Że muszą wyjść za mąż bo inaczej są "niepełnowartościowe
                                  > "?

                                  Byc moze, nie wiem. Jest to sprawa indywidulana, u kazdej osoby wynika ona z
                                  czego innego.
                                  A nawet gdyby ta potrzeba wynikala z takiej a nie innej przyjetej formy
                                  wychowaia, czy byloby to cos zlego ?

                                  E.


                                  • Gość: kraxi Do elektry IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.02, 03:03
                                    ja sie absolutnie zgadzam z ida. Slub, i ta przysiega nie jest zadna gwarancja
                                    bezpieczeństwa w zwiazku- mnie wlasnie po tej przysiedze spotkaly ze strony
                                    kochanej osoby takie rzeczy- ze wlos sie jezy na głowie. wczesniej, przez 6 lat
                                    bycia razem na kocia łape nic takiego sie nie zdarzło. dla mojego ex- małzonka
                                    slub rzeczyswiscie by6ł gwarancja- no teraz to mnie ma juz zaklepaną i pokazał
                                    na co go stać. W przenośni i doslownie, bo jak po kulminacyjnej akcji w jego
                                    wykonaniu wyprowadziłam sie z domu - juz nastepnego dnia zastrzegl konto i
                                    zostałam bez grosza... tak , ęlekto małżeństwo daje poczucie emocjonalnego i
                                    materialnego bezpieczenstwa, ale tylko poczucie niestety i zycze ci abys sie o
                                    tym nigdy nie przekonała.
                      • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 22.01.02, 19:58
                        No mi malzenstwo nie daje stabilizacji i bezpieczenstwa. dlatego nie czuje
                        potrzeby...

                        Doswiadczenie - wystarczy mi obserwacja znajomych, rodzicow, blizszej i dalszej
                        rodziny... Sam sie jeszcze nie zenilem
                        • Gość: Elektra Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: *.eranet.pl 23.01.02, 09:46

                          > No mi malzenstwo nie daje stabilizacji i bezpieczenstwa. dlatego nie czuje
                          > potrzeby...

                          OK. A Ona ? Tez nie czuje potrzeby ?

                          >
                          > Doswiadczenie - wystarczy mi obserwacja znajomych, rodzicow, blizszej i dalszej
                          >
                          > rodziny... Sam sie jeszcze nie zenilem

                          A moze proba jest niereprezentatywna, co ?
                          Poza tym, czy z faktu, ze w 5 (powiedzmy) malzenstwach przez Ciebie obserwowanych
                          nie powiodlo sie, ma oanzcac, ze Tobie i Twojej dziewczynie tez sie nie uda?
                          Przeciez to bzdura...
                          nie opieraj zycia na statystyce, zwlaszcza beldnie prowadzonej :)

                          pozdrawiam,

                          E.

                          • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:05
                            Szukam takiej "Onej" dla ktorej slub tez nie ma zadnego znaczenia w tych
                            kategoriach.

                            Swoja droga strasznie sie bronisz przed wytlumaczeniem, jak sie w koncu ten
                            slub ma do bezpieczenstwa i stabilizacji

                            Badania statystyczne - masz dostep do takich? I to takich ktore obok samego
                            stazu malzenstwa sa w stanie pokazac jego "szczesliwosc"?
                            • elektra_ Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:28

                              > Szukam takiej "Onej" dla ktorej slub tez nie ma zadnego znaczenia w tych
                              > kategoriach.

                              Powodzenia.

                              > Swoja droga strasznie sie bronisz przed wytlumaczeniem, jak sie w koncu ten
                              > slub ma do bezpieczenstwa i stabilizacji

                              Juz tlumaczylam...
                              I nie chce sie powtarzac.

                              >
                              > Badania statystyczne - masz dostep do takich? I to takich ktore obok samego
                              > stazu malzenstwa sa w stanie pokazac jego "szczesliwosc"?

                              nie mam. twierdze tylko, ze "znajomi, rodzin, przyjaciele" to za malo, zeby
                              wyciagac wnioski dla calej populacji.

                              Elektra
                              • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:45
                                Nie wytlumaczylas. NIGDZIE. Caly czas mowisz, ze to "bezpieczenstwo" jest ale
                                nigdzie nie mowisz NA CZYM ONO POLEGA. Wiec nigdzie nie tlumaczylas. I prosze
                                nie wmawiaj mi, ze sie powtarzasz...

                                A statystyki... Coz, Andrzej niedawno pisal, ze w takich Stanach to rozwodzi
                                sie wiecej niz 50% malzenstw. Wystarczajaca statystyka?
                    • agniecha3 Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 22.01.02, 15:14
                      rety, Kwieto, jak Ty nic nie rozumiesz...
                      a kto mowi, ze slub jest gwarancja milosci itd itp?

                      Ty potrzebujesz konkretnych argumentow, po co to zrobic. A chocby po to, zeby
                      miec (zeby ona miala) poczucie stabilnosci i bezpieczenstwa, ze nie jest to
                      pisane palcem na wodzie, ale wlasnie jest to cos stalego. Oto oglaszamy calemu
                      swiatu, ze sie kochamy i chcemy, aby tak bylo, jako malzenstwo bedziemy to tym
                      silniej pielegnowac.

                      Zbyt to ulotne i nierealne argumenty dla Ciebie? A dlaczego cos lubisz, a
                      czegos nie? Zaloz, ze Twoja partnerka uwielbia lato i cieple klimaty, a Ty
                      mieszkasz na biegunie polnocnym. Ona za Toba jedzie na ten wstretny zimny
                      biegun (chociaz wcale jej sie to nie podoba, ale przeciez Cie kocha), ale po
                      jakims czasie prosi Cie o zamieszkanie w strefie umiarkowanej. A Ty co? Nic. Bo
                      to jej jakies widzimisie. Bo co to jest wolec cos od czegos innego. Gdyby na
                      tym Twoim biegunie umierala z zimna albo chorowala, to co innego, ale przeciez
                      jest zdrowa, radzi sobie, wiec po co? A ze nie jest do konca szczesliwa?
                      Przeciez to nie Twoj problem...
                      • Gość: alka_xx Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: 10.10.10.* 22.01.02, 15:37

                        Tak , tak, dokladnie o to chodzi! I jeszcze dla dzieci sie to robi,
                      • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 22.01.02, 20:06
                        Wiesz jesli kogos kocham, i uznam to za stosowne, to sie przeprowadze z bieguna
                        do afryki, a slub tu nie ma nic do rzeczy. Zrobie tak, niezaleznie od tego czy
                        mam na to papier czy nie.

                        A to ogloszenie calemu swiatu "ze sie kochacie i do siebie nalezycie" - to
                        rozdmuchane. I tak wszyscy wiedza, ze sie kochacie, wiec nic nikomu nie
                        oglaszasz.

                        No i nie rozumiem jak to jest z tym bezpieczenstwem? Bo ja tego "nie czuje",
                        jestem z kims bo go kocham, a nie dlatego, ze czuje sie wtedy bezpiecznie i
                        stabilnie. Bo jesli jestem z kims by czuc sie bezpiecznie, to bardziej kocham
                        jego, czy siebie? Chyba siebie, i SWOJE bezpieczenstwo...
                        Z tego wychodzi, ze slub jest manifestacja egoizmu.
                        • elektra_ Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 09:55
                          kwieto napisał(a):

                          > Wiesz jesli kogos kocham, i uznam to za stosowne,

                          No wlasnie..
                          JESLI UZNASZ to za stosowne..
                          To zupelnie oddzielny watek....

                          > No i nie rozumiem jak to jest z tym bezpieczenstwem? Bo ja tego "nie czuje",

                          Drogi kwieto, dlaczego ciagle piszesz tyko o tym co Ty czujesz? Zwiazek dwoch
                          osob opiera sie na zrozumieniu potrzeb obu stron, nie tylko jednej...


                          > jestem z kims bo go kocham, a nie dlatego, ze czuje sie wtedy bezpiecznie i
                          > stabilnie. Bo jesli jestem z kims by czuc sie bezpiecznie, to bardziej kocham
                          > jego, czy siebie? Chyba siebie, i SWOJE bezpieczenstwo...

                          Blad logiczny. Kocha sie kogos najpierw za cos, albo mimo czegos...
                          POczucie bezpieczenstwa pojawia sie albo nie, ale jesli sie z jakichs powodow nie
                          pojawia, to w to miejsce pojawiaja sie problemy, zazdrosc, zawisc, zaborczosc...
                          Kocha sie rowniez po to, zeby byc kochanym, nie sadzisz?
                          Moze milosc wiec sama w sobie jest egoistyczna?
                          I jak mozna kochac kogos, nie kochajac siebie i nie czujac sie bezpiecznie ?


                          > Z tego wychodzi, ze slub jest manifestacja egoizmu.

                          jak wyzej :)))

                          Pozdrawiam,

                          Elektra
                          • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:13
                            elektra_ napisał(a):


                            > Drogi kwieto, dlaczego ciagle piszesz tyko o tym co Ty czujesz? Zwiazek dwoch
                            > osob opiera sie na zrozumieniu potrzeb obu stron, nie tylko jednej...

                            No i dlatego od dwoch dni prosze zeby mi ktos lopatologicznie wytlumaczyl na czym
                            polega to poczucie bezpieczenstwa zapewniane przez slub. Moze wtedy bede wstanie
                            zrozumiec i wyjsc na przeciw potrzebom "drugiej strony". Na razie tego nie
                            rozumiem, uwazam za zbedne, a zamiast sensownego wytlumaczenia problemu,
                            otrzymuje tylko krytyke mojej postawy. Dopoki nie wytlumaczycie mi jak to jest z
                            tym bezpieczenstwem, to postawy na pewno nie zmienie. Bo krytyka nie podparta
                            zadna argumentacja to nie jest krytyka.



                            > Blad logiczny. Kocha sie kogos najpierw za cos, albo mimo czegos...
                            > POczucie bezpieczenstwa pojawia sie albo nie, ale jesli sie z jakichs powodow
                            > nie pojawia, to w to miejsce pojawiaja sie problemy, zazdrosc, zawisc,
                            zaborczosc..

                            Wiesz, ja nie kocham ani za cos, ani pomimo czegos. Taki wyrodek jestem. Jesli
                            kocham to dlatego, ze ten ktos jest. A nie dlatego, ze ma jakies cechy, ktore
                            lubie, a innych nie ma, ale potrafie to zniesc. Nie odczuwam tego w ten sposob, i
                            uwazam to za zle podejscie

                            A z poczuciem bezpieczenstwa. Zdaje sie, ze napisalas powyzej, ze ono sie pojawia
                            w przypadku MILOSCI... Czyli przed slubem nie kochasz, a zaczynasz kochac dopiero
                            po slubie? Tak mam to rozumiec? No bo jesli slub cos zmienia, daje poczucie
                            bezpieczenstwa, to znaczy, ze to co przed slubem nie jest miloscia???
                            • elektra_ Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:26

                              Kwieto!
                              czytasz nieuwaznie chyab...
                              Pisalam o tym juz chyba za czetry razy...
                              Dokladnie i ze szczegolami...
                              I nie mam sily na piaty raz...


                              > Wiesz, ja nie kocham ani za cos, ani pomimo czegos. Taki wyrodek jestem.

                              Ok, jestes inny.

                              >
                              > A z poczuciem bezpieczenstwa. Zdaje sie, ze napisalas powyzej, ze ono sie pojaw
                              > ia
                              > w przypadku MILOSCI... Czyli przed slubem nie kochasz, a zaczynasz kochac dopie
                              > ro
                              > po slubie?

                              Ja cos takiego napisalam ???????
                              Nie.
                              Napislam, ze w przypadku dlugiego zwiazku i przy oporze faceta pojawia sie
                              niepewnosc, dlaczego niby on nie chce?

                              o tym tez juz pisalam, kwieto...

                              Milej lektury - moze zrozumiesz?

                              Elektra


                            • agniecha3 Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:34
                              > No i dlatego od dwoch dni prosze zeby mi ktos lopatologicznie wytlumaczyl na cz
                              > ym
                              > polega to poczucie bezpieczenstwa zapewniane przez slub. Moze wtedy bede wstani

                              kwieto, waham sie, czy jeszcze zabierac tu glos, bo dyskusja jest na temat
                              czegos, co straszliwie trudno racjonalnie wytlumaczyc, a Ty i ida oczekujecie
                              wlasnie wytlumaczenia. Argumenty moje czy elektry dla osob myslacych podobnie jak
                              my sa oczywiste, dla Was zas niepojete i wyimaginowane.

                              > A z poczuciem bezpieczenstwa. Zdaje sie, ze napisalas powyzej, ze ono sie pojaw
                              > ia
                              > w przypadku MILOSCI... Czyli przed slubem nie kochasz, a zaczynasz kochac dopie
                              > ro
                              > po slubie? Tak mam to rozumiec? No bo jesli slub cos zmienia, daje poczucie
                              > bezpieczenstwa, to znaczy, ze to co przed slubem nie jest miloscia???

                              Coz, juz mnie kiedys ktos pytal, co to jest poczucie bezpieczenstwa. Przede
                              wszystkim to emocja, a wtedy trudno o racjonalizm. I to w zadnym razie nie tak,
                              ze przed slubem nie czujesz sie bezpiecznie, a po slubie tak. To raczej dziala
                              odwrotnie. Tworzysz zwiazek, pokladasz w drugim czlowieku coraz wieksza ufnosc,
                              wyobrazasz sobie wspolne zycie, masz coraz wieksze poczucie, ze to jest to. I
                              slub wtedy tylko to potwierdza. Natomiast jego brak ODBIERA poczucie
                              bezpieczenstwa. Nie kazda kobieta to odczuwa, ale jesli juz, to jest to potrzeba
                              bardzo silna i wazna.

                              Byc moze to rzeczywiscie kwestia wychowania. A nawet jesli taki jest powod checi
                              ozenku, to dlaczego tej checi nie zadoscuczynic? Dla osoby ktora tego chce nie
                              jest wazne, czy to wynik wychowania czy czegos innego. To jest wazne i tyle. I
                              prosze, sprobuj czasem po prostu przyjac do wiadomosci czyjes odczucia i emocje,
                              a nie przekladaj wszystkiego na 'po co', 'dlaczego', 'z jakiej przyczyny'.

                              Co do szukania Twojej polowicy, to coz, moze sie zdarzyc tak, ze w pierwszym
                              odruchu ona tez powie (chyba podobnie zrobila b.) - po co mi to, ten papierek
                              przeciez niczego nie zmieni, bedzie nam razem, kwieto, cudownie, ja Cie do slubu
                              ciagnac nie bede. Tylko tak jak napisala A27, inaczej sie na to patrzy majac iles
                              lat, albo bedac w zwiazku powiedzmy pare miesiecy czy nawet pare lat, a inaczej
                              po dluzszym czasie. I wtedy pewnie sie zdziwisz, kiedy po 10 latach sielanki
                              Twoja wybranka nagle powie - pobieramy sie albo rozchodzimy.
                              • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 10:54
                                agniecha3 napisał(a):


                                > kwieto, waham sie, czy jeszcze zabierac tu glos, bo dyskusja jest na temat
                                > czegos, co straszliwie trudno racjonalnie wytlumaczyc, a Ty i ida oczekujecie
                                > wlasnie wytlumaczenia. Argumenty moje czy elektry dla osob myslacych podobnie j
                                > ak
                                > my sa oczywiste, dla Was zas niepojete i wyimaginowane.

                                No to ja w takim ukladzie prosze, zeby sie nie dziwiono, ze ja mam watpliwosci, i
                                nie proponowano mi slubu jako "jedynego slusznego modelu" - czy to za wiele?
                                >


                                >
                                > Coz, juz mnie kiedys ktos pytal, co to jest poczucie bezpieczenstwa. Przede
                                > wszystkim to emocja, a wtedy trudno o racjonalizm. I to w zadnym razie nie tak,
                                >
                                > ze przed slubem nie czujesz sie bezpiecznie, a po slubie tak. To raczej dziala
                                > odwrotnie. Tworzysz zwiazek, pokladasz w drugim czlowieku coraz wieksza ufnosc,
                                >
                                > wyobrazasz sobie wspolne zycie, masz coraz wieksze poczucie, ze to jest to. I
                                > slub wtedy tylko to potwierdza. Natomiast jego brak ODBIERA poczucie
                                > bezpieczenstwa. Nie kazda kobieta to odczuwa, ale jesli juz, to jest to potrzeb
                                > a bardzo silna i wazna.
                                >

                                A mi sie zawsze wydawalo, ze liczy sie uczucie a nie bezpieczenstwo. Ale moze ja
                                jestem idealista? Tak czy siak nie rozumiem tej potrzeby. A mowienie, ze ta
                                potrzeba jest wazna, to wcale tego zrozumienia nie przybliza :((


                                > Byc moze to rzeczywiscie kwestia wychowania. A nawet jesli taki jest powod chec
                                > i
                                > ozenku, to dlaczego tej checi nie zadoscuczynic? Dla osoby ktora tego chce nie
                                > jest wazne, czy to wynik wychowania czy czegos innego. To jest wazne i tyle. I
                                > prosze, sprobuj czasem po prostu przyjac do wiadomosci czyjes odczucia i emocje
                                > ,
                                > a nie przekladaj wszystkiego na 'po co', 'dlaczego', 'z jakiej przyczyny'.
                                >
                                Dobrze, ale prosze rowniez o zrozumienie moich odczuc. Dla mnie to jest zbedna
                                biurokracja, i jesli mam byc do tego zmuszany, to nie i juz.



                                > Co do szukania Twojej polowicy, to coz, moze sie zdarzyc tak, ze w pierwszym
                                > odruchu ona tez powie (chyba podobnie zrobila b.) - po co mi to, ten papierek
                                > przeciez niczego nie zmieni, bedzie nam razem, kwieto, cudownie, ja Cie do slub
                                > u
                                > ciagnac nie bede. Tylko tak jak napisala A27, inaczej sie na to patrzy majac il
                                > es
                                > lat, albo bedac w zwiazku powiedzmy pare miesiecy czy nawet pare lat, a inaczej
                                >
                                > po dluzszym czasie. I wtedy pewnie sie zdziwisz, kiedy po 10 latach sielanki
                                > Twoja wybranka nagle powie - pobieramy sie albo rozchodzimy.

                                Wiesz, bardzo mi sie spodobalo jak w jakims artykule pewien pan piszac o swojej
                                zonie stwierdzil cos w stylu "ktoregos dnia pomyslalem, ze jesli jestem przez 9
                                lat z kobieta, i chce z nia miec dzieci, to wlasciwie wypadaloby sie ozenic".
                                Widzisz. On poczul taka potrzebe. Ja jej teraz zwyczajnie nie czuje. I
                                przekonywanie mnie bezpieczenstwem czy stabilizacja jest bez sensu. nie czuje
                                tego i juz. Moze poczuje to po paru latach zwiazku i wtedy sie oswiadcze. A moze
                                nie poczuje nigdy. W kazdym razie, nie zycze sobie byc zmuszany do czegokolwiek.
                                Ja nie zmuszam kobiety, zeby ze mna byla. Nie stawiam jej ultimatum w stylu "nie
                                bedziesz myla garnkow to sobie pojde". I nie chce, aby ktos mnie w takiej
                                sytuacji stawial. Niezaleznie od tego co on czuje i co ma do powiedzenia.
                                • elektra_ Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 12:06
                                  > nie czuje
                                  > tego i juz. Moze poczuje to po paru latach zwiazku i wtedy sie oswiadcze. A moz
                                  > e
                                  > nie poczuje nigdy.

                                  OK. Dla mnie to, co mezczyzna czuje i do czego sie poczuwa jest w duzym stopniu
                                  wyznacznikiem wartosci zwiazku - ale to oczywiscie tylko moje zdanie.


                                  > Ja nie zmuszam kobiety, zeby ze mna byla. Nie stawiam jej ultimatum w stylu "n
                                  > ie
                                  > bedziesz myla garnkow to sobie pojde". I nie chce, aby ktos mnie w takiej
                                  > sytuacji stawial. Niezaleznie od tego co on czuje i co ma do powiedzenia.

                                  Nikt nie lubi stawiania pod sciana. Doskonale Cie rozumiem.
                                  wszytskie chcialybysmy spontanicznych oswiadczyn z Waszej strony... Tylko, ze
                                  wlasnie - "Ja tego nie rozumiem", "po co ci to",, "to niczego nie zmienia"...A to
                                  porownanie z myciem garow to czysta demagogia.

                                  Wybacz kwieto :))

                                  Elektra
                        • Gość: Yolka Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 14:11
                          kwieto napisał(a):

                          >
                          > No i nie rozumiem jak to jest z tym bezpieczenstwem? Bo ja tego "nie czuje",
                          > jestem z kims bo go kocham, a nie dlatego, ze czuje sie wtedy bezpiecznie i
                          > stabilnie. Bo jesli jestem z kims by czuc sie bezpiecznie, to bardziej kocham
                          > jego, czy siebie? Chyba siebie, i SWOJE bezpieczenstwo...
                          > Z tego wychodzi, ze slub jest manifestacja egoizmu.

                          Posłuchaj sam siebie, Kwieto!: we wszystkich Twoich wypowiedziach na pierwsze
                          miejsce wyłania się zawsze JA: to JA kocham, to JA czuję...
                          Napisałeś, że jesteś z kimś, bo ją kochasz, a dlaczego nie napisałeś: bo się
                          kochamy? Bo ona mnie kocha? To dla Ciebie nie jest ważne, że Ona Cię kocha, tylko
                          najwazniejsze, żeby była z Tobą, bo TY ja kochasz???
                          Bez względu, czy jest to małżeństwo czy luźny związek zawsze powinno być MY, a
                          nie ja i ty.
                          Postaram Ci się jeszcze wytłumaczyć, co to bezpieczeństwo w małżeństwie, choć nie
                          wiem, czy mi się uda, bo widzę, że jesteś bardzo zacietrzewiony w swoich
                          wypowiedziach.
                          A więc poczucie bezpieczeństwa w małżeństwie - to więskze prawdopodobieństwo
                          wspólnego rozwiązywania problemów, a jednocześnie MNIEJSZE prawdopodobieństwo
                          odejścia z błahego powodu, typu kłótnia o drobiazgi itp. Kiedy żyjesz w
                          konkubinacie i twoja luba powie Ci parę słów prawdy o Tobie - możesz sie
                          śmiertelnie obrazić - spakować "swoje zabawki" i po prostu sie wynieść. To się
                          nazywa tzw. uciekanie od problemów i odpowiedzialności. W małżeństwie natomiast -
                          w takiej sytuacji - małżonkowie rozmawiają ze sobą, próbując znależź rozwiązanie -
                          w imię ratowania miłości. Czasami, owszem - zdażają się sytuacje, że nie mogą
                          znaleźć porozumienia, bo małżeństwo nie gwarantuje, że nie będzie problemów, ale
                          w małżeństwie CZĘŚCIEJ sie chce ratowac związek niż w konkubinacie.
                          A że Ty "nie czujesz" tego bezpieczeństwa - to może jeszcze nie nadszedł czas na
                          Ciebie? Może nie kochasz Jej tak naprawdę?
                          • Gość: kasia Re: Jolka, jolka IP: 212.244.59.* 23.01.02, 14:24
                            Jeśli potrafisz rozwiązywać problemy po ślubie a przed ślubem nie, to nie
                            dziwię Ci się, że ślub jest niezbędny. Ja uważam, że jak kogoś kocham i
                            szanuję, to tak samo ze ślubem jak i bez - oceniam go jako człowieka a nie
                            męża/żonę. I żyjąc bez ślubu tak samo radziłąm sobie z konflikatmi jak teraz, i
                            ślub mi nie pomógł i nie zaszkodził. To kobiety (chyba tylko poza mną, Polą i
                            Sol na tym forum) uważają, że ślub coś zmienia. A nie zmienia on nic. Tak samo
                            podejmujemy życiowe decyzje w sprawach ważnych i błachych. Zresztą mamy tylko
                            ślub kościelny, więc i tak majątek fomalnie mamy odrębny, choć wszystko jest
                            wspólne. To są kwestie umowne. A miłość umowna nie jest, jeśli jest, to ślub
                            nie jest istotny. A jak jej nie ma... Rozumiem, że mężczyźni zwykle lepiej
                            zarabiają, więc należy się zabezpieczyć, na wypadek odejścia.
                            • agniecha3 Re: Jolka, jolka 23.01.02, 14:32
                              Kasiu, czytajac Twoje posty nie mam watpliwosci, ze tylko Ty wzielas slub z
                              milosci, a my wszystkie to zgraja czarownic, ktore zmuszaja tych biednych
                              facetow do przysiegi. Tyko Twoje podejscie jest jedyne sluszne i inne argumenty
                              to juz tylko idiotki moga przedstawiac. Wybacz, ale wkurzylas mnie. Dlaczego
                              nie dajesz innym kobietom prawa do wlasnej argumentacji? Chce poczucia
                              bezpieczenstwa - brednia, jakie poczucie bezpieczenstwa! Nie chodzi o wspolne
                              konto - to o co u licha?! To, ze myslisz troche inaczej nie uprawnia Cie do
                              przekreslania wszystkich innych wypowiedzi i udawadniania, jakimi to egoistkami
                              jestesmy, bo mamy wlasne ODCZUCIA na temat slubu!
                              • kwieto Re: Jolka, jolka 23.01.02, 14:45
                                Alez miejcie swoje wlasne odczucia na temat slubu. Ale pozwolcie innym miec
                                inne odczucia na ten temat i nie wyzywajcie ich od niedojrzalych chlopcow.
                                I tylko tyle.

                                Mnie osobiscie odpowiada to co przeszla Onnanohito. Nie bylo przymusu i dlatego
                                bylo piekne
                                • agniecha3 Re: Jolka, jolka 23.01.02, 14:56
                                  >
                                  > Mnie osobiscie odpowiada to co przeszla Onnanohito. Nie bylo przymusu i dlatego
                                  >
                                  > bylo piekne

                                  Kwieto, to ja w zwiazku z tym mam pytanie. Co zrobic w sytuacji, kiedy para jest
                                  ze soba np 6 lat, z tego 5 mieszkania razem. Ona juz doszla do tego, ze chce
                                  slubu, on o tym nie wspomina. Wiec ona - nie majac zadnego sygnalu z jego strony -
                                  pyta go o przyszlosc, co zamierzaja, jak to bedzie dalej wygladac, czy bedzie
                                  slub. On oczywiscie czuje sie postawiony pod sciana i wracamy do punktu wyjscia.

                                  Moje pytanie - co zrobic w takiej sytuacji? czekac 100 lat, bo moze jednak on
                                  mysli o slubie? No bo przeciez powiedziec mu, ze ona ma taka potrzebe, nie mozna,
                                  bo to zaraz egoistyczne wymuszanie, prawda?

                                  Poza tym wiele par zaczyna byc razem majac lat nawet nascie. Mijaja lata, ona
                                  zaczyna myslec o slubie (jako 18-latka oczywiscie ze NIE ZWRACALA na to uwagi,
                                  albo inaczej, po prostu podswiadomie czula, ze jesli zwiazek bedzie sie pomyslnie
                                  roziwjal, to on w koncu tez bedzie chcial zalozyc z nia rodzine). I co? On ja
                                  przestanie kochac, bo ona sie zmienila? Chyba nie oczekujesz, ze kobieta z ktora
                                  sie wiazesz nie bedzie sie zmieniac. Przeciez z wiekiem to normalne, wiekszosc
                                  sie zmienia, roziwja, zmienia zdanie na rozne tematy. Jesli zwiazek zaczyna sie w
                                  wieku lat nastu, to chyba trudno oczekiwac podobnych postaw u tej samej kobiety,
                                  gdy ma prawie 30!
                                  • kwieto Agnieszka 23 23.01.02, 15:31
                                    Sluchaj ale inaczej wyglada rozmowa - kochanie chcialabym zebysmy sie pobrali,
                                    jest to dla mnie wazne, itp.
                                    a zupelnie inaczej - nie chcesz sie ze mna ozenic, juz mnie nie kochasz,
                                    buuuu....

                                    Zawsze mozna wypracowac iles modeli przejsciowych, np sie zareczyc, wziac tylko
                                    slub cywilny, tylko koscielny, albo wyznaczyc sobie date za jakis czas, i tak
                                    dalej. Jesli jest wola wspolpracy z obu stron, to sie zawsze beda sie w stanie
                                    dogadac zawsze, a jesli nie ma... To po diabla sie zmuszac? Wiesz, ja zbyt
                                    cenie sobie siebie samego, zeby zebrac, czy blagac, wymuszac jakies posuniecia.
                                    Co innego, kiedy domagasz sie czegos co Ci sie nalezy (np. pensji za
                                    przepracowany miesiac) a co innego kiedy wszystko zalezy od dobrej woli
                                    partnera. Ja w kazdym razie nie bede zmuszal partnerki do ozenku, nawet jesli
                                    sam bede chcial to zrobic. Po prostu zapytam dlaczego nie chce, i jesli jej
                                    argumentacja mnie przekona, to nie bede nalegal. A jesli ona zacznie sie metnie
                                    tlumaczyc - po prostu poszukam sobie kogos innego z kim moge sie dogadac na tej
                                    plaszczyznie.
                                    • elektra_ Re: Agnieszka 23 23.01.02, 15:39
                                      > Ja w kazdym razie nie bede zmuszal partnerki do ozenku, nawet jesli
                                      > sam bede chcial to zrobic. Po prostu zapytam dlaczego nie chce, i jesli jej
                                      > argumentacja mnie przekona, to nie bede nalegal. A jesli ona zacznie sie metnie
                                      >
                                      > tlumaczyc - po prostu poszukam sobie kogos innego z kim moge sie dogadac na tej
                                      >
                                      > plaszczyznie.

                                      Kwieto, piszesz tak, jak gdyby "znaleznie partnerki", dziewczyny, zony, osoby
                                      kochanej bylo takie proste... Ludzie na to czekaja latami...

                                      Elektra

                                      • kwieto Re: Agnieszka 23 23.01.02, 16:25
                                        A myslisz, ze ja nie czekam???????

                                        Tyle, ze za uczciwsze uwazam bycie w takiej sytuacji samemu i rozgladanie sie,
                                        niz pakowanie sie w byle jakie zwiazki...

                                        Mnie interesuja zwiazki z kims, co do ktorego powaznie rozwazam opcje, ze
                                        chcialbym z ta osoba spedzic reszte zycia. Chyba ze oboje zakladamy na starcie,
                                        ze jest to tylko romans....

                                        A jesli mam sie pakowac w zwiazek z kims kto nie do konca mi odpowiada - to ja
                                        sobie poczekam, nie spieszy mi sie. I licze, ze dziewczyna podchodzi do tego w
                                        taki sam sposob
                                    • Gość: Martyna Re: Agnieszka 23 IP: *.proxy.aol.com 22.02.02, 17:43
                                      kwieto napisał(a):

                                      > Sluchaj ale inaczej wyglada rozmowa - kochanie chcialabym zebysmy sie pobrali,
                                      > jest to dla mnie wazne, itp. Wszystkie rozmowy o malzenstwie zaczynaja sie w
                                      ten sposob nie znam nikogo kto by postawil ultimatum bez wczesniejszych dyskusji.
                                      > a zupelnie inaczej - nie chcesz sie ze mna ozenic, juz mnie nie kochasz,
                                      > buuuu....
                                      >
                                      > Zawsze mozna wypracowac iles modeli przejsciowych, np sie zareczyc, wziac tylko
                                      >
                                      > To po diabla sie zmuszac? Wiesz, ja zbyt
                                      > cenie sobie siebie samego, zeby zebrac, czy blagac, wymuszac jakies posuniecia.
                                      Uwazasz , ze ultimatum jest wymuszaniem?

                                      > Co innego, kiedy domagasz sie czegos co Ci sie nalezy (np. pensji za
                                      > przepracowany miesiac) a co innego kiedy wszystko zalezy od dobrej woli
                                      > partnera. Ja w kazdym razie nie bede zmuszal partnerki do ozenku, nawet jesli
                                      > sam bede chcial to zrobic. Po prostu zapytam dlaczego nie chce, i jesli jej
                                      > argumentacja mnie przekona, to nie bede nalegal. A jesli ona zacznie sie metnie
                                      >
                                      > tlumaczyc - po prostu poszukam sobie kogos innego z kim moge sie dogadac na tej
                                      >
                                      > plaszczyznie.
                                      Czyli sam zastosujesz ultimatum tylko takie niewypowiedzane.
                              • Gość: kasia do Adnieszki IP: 212.244.59.* 23.01.02, 15:01
                                Miłość, to patrzenie w tę samą stronę, a nie sobie w oczy (jak powiedział
                                pewien mądry człowiek). Ja ślub wzięłam, kiedy dla nas obojga była to sprawa
                                pierwszorzędna, a nie kiedy ja tego chciałam. I tylko napisałam, że u mnie to
                                nic nie zmieniło, ale jak ktoś staje się po slubie lepszy, to go musi wziąć.
                                Dlatego zgadzams się z Kwieto u Onna... (i to dalej trudne) było spontanicznie
                                i ok, ale właśnie agumenty, bo tak, bo ja się będę czuła bezpieczniej i Ty mi
                                to zapewnij uważam za egoizm. I tyle. Bo żadna z sznatażujących swoich facetów
                                nie zastanowiła się, czy jak jej ten ślub pomoże to jemu nie zaszkodzi? Zaraz
                                pewnie usłyszę, że jak zaszkodzi, to znaczy, że gość jest do niczego. A ślub
                                brałam nie z miłości, tylko dlatego, że jest to sakrament, gdyby takowego nie
                                było, żyłabym dalej bez ślubu.
                                to tyle...
                                Pewnie też wkurzające
                                aha: wiarę praktykuję na codzień, nie poszłam do kościoła tylko w celu złożenia
                                przysięgi, bywam tam co niedziela lub częściej...
                          • kwieto Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 14:41
                            Po pierwsze - mowie o swoich odczuciach, bo mowie o tym jak JA odbieram
                            wmuszanie we mnie slubu. Abstrahujac od kochania kogos, mowie o swoich
                            prywatnych odczuciach, i o tym co JA w danej sytuacji czuje. Nawet tworzac
                            zwiazek, to wspolne MY, nie oznacza to, ze wasze odczucia i mysli sa zawsze
                            identyczne, wszak nie stajecie sie jedna osoba a dwoma podazajacymi razem? Wiec
                            ja opisuje odczucia jednego z elementow tego tandemu, na bok odkladajac problem
                            duetu

                            Po drugie rozwiazywac problemy wspolnie moge niezaleznie od malzenstwa, a
                            stwierdzenie, ze "po slubie trudniej mi bedzie odejsc po byle klotni" uwazam za
                            nieporozumienie. Nie odchodze po byle klotniach. Jestem na tyle dojrzaly, aby
                            razem rozwiazywac problemy z towarzyszka zycia niezaleznie od jej statusu
                            (zona/kochanka/konkubina itp) i tego samego oczekuje od niej. Checi wspolpracy,
                            wspol-tworzenia tandemu. Wtedy slub na prawde staje sie malo istotnym detalem.

                            Po trzecie, "paru slow prawdy o sobie" to ja oczekuje na dzien dobry. Bo jesli
                            ktos mi nie mowi jak mnie odbiera, jak sie ze mna czuje, i nie potrafi
                            rozmawiac o tym co we mnie mu uwiera (to samo oferuje ze swojej strony), to ja
                            mam w nosie taki zwiazek oparty na niedomowieniach, ktore raz na jakis czas
                            wybuchaja w postaci zbiorczej awantury "za te wszystkie lata", i "mowieniu paru
                            slow prawdy o sobie". Jak sie komus nie podoba moj model zycia, to nie musi ze
                            mna zyc.
                            A ja chce zwiazek opierac na otwartosci - pelnej. Szczerosci. Braku
                            niedomowien. I partnerstwa. I zgodnie z zasada lustra - oferuje dokladnie to
                            samo. Jesli komus to nie odpowiada - nie zmuszam...

                            Dopisek:
                            Mowisz o moim egoizmie... A jak mam potraktowac te wszystkie teksty: "jak nie
                            chce wziac slubu, to odejdz od niego, w koncu czego sie powinno oczekiwac", czy
                            inne takie traktujace "partnera" (chyba z ironia w glosie mowione) na
                            dostosowywanie sie do warunkow takich a nie innych, bez jakiejkolwiek
                            mozliwosci ustepstw? Wiesz, to troche tak, przez kilka lat bez slubu bylo
                            dobrze, a nagle z dnia na dzien zmieniasz warunki na ktorych sie opiera zwiazek
                            (teraz bez slubu jest "be") i dziwisz sie, ze ktos nie chce takich warunkow
                            akceptowac. Jesli zakladalas slub trzeba bylo o tym mowic kiedy sie
                            poznawaliscie, ze szukasz meza. A jesli tego nie zrobilas - to pijesz piwo
                            ktorego sama nawarzylas. Pozostaje jedynie wypracowanie jakiegos porozumienia o
                            ile kochasz partnera. Bo jesli nie kochasz go, to zapewne bedziesz stawiala mu
                            ultimatum czy inne warunki.
                            Bo jakiekolwiek zmuszanie do czegokolwiek traktuje jako koniec milosci. Bo
                            zamiast uczucia, partnerstwa, pojawiaja sie roszczenia wziete z sufitu.
                            Obojetnie czego dotycza. Jesli ma to dzialac na zasadzie "ja zadam a ty
                            wypelniasz" to ja sie wypisuje z takiego ukladu...
                            • Gość: Yolka Re: Do kwieto i Kaski IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 15:09
                              Po prostu Kwieto - nie trafiłeś jeszcze na dziewczynę, która byłaby dla Ciebie
                              kims naprawdę ważnym.
                              Szczerze mówiąc - nie widzę sensu dalszej z Toba dyskusji, bo Ty tak naprawde
                              nie wiesz, co to prawdziwe uczucie, co to znaczy dawać szczęscie ukochanej
                              osobie.
                              Życzę Ci, abyś wtreszcie znalazł swoją miłość, tylko uwa żaj, abyspo drodze
                              kogoś nie skrzywdził.
                              A do Kaski jedno pytanie: jaka wiodzisz różnicę w wymuszaniu na mężczyźnie
                              ślubu poprzez szantaz rozłąką, a dziecko w drodze lub na świecie? Czy dziecko
                              to tez nie jest pewnego rodzaju postawieniem sprawy na ostrzu? Dlaczego - z
                              Twoimi poglądami - wyszłas jednak za mąż????
                              • Gość: kasia Re: Dziecko w drodze IP: 212.244.59.* 23.01.02, 15:28
                                Napisałam wyżej. Szantaż emocjonalny, to to samo, co dziecko w drodze. Moje
                                dziecko miało rok, gdy brałam ślub i nie wyobrażam sobie składania przysięgi z
                                brzuchem, szczególnie zważywszy treśc protokołu przedślubnego. Napisałam więc,
                                jeśli nie doczytałaś, że gdybym nie była wierząca, to nie brałabym ślubu i
                                dopóki nie zmieniłam poglądów w kwestiach religinych byłam zagorzałą
                                przeciwniczką ślubów cywilnych, dla rodziny, z dzieckiem w drodze. Musiałam też
                                przewalczyć różne opory rodziny i znajomych oraz biskupów co do: nie brania
                                ślubu w ciąży, nie brania w ogóle, bo wszyscy tak robią i trzeba, bo potem
                                dziecka nie ochrzczą. I dalej pozostałam panną wedle prawa, nie noszę obrączki
                                i nie mówię mój mąż (śmieszne). Moje poglądy na małżeństwo jako instytucję nie
                                kłócą się z poglądami na sakrament, który przyjęłam. W ciszy i z przekonaniem,
                                że zmienia on tyle, że jesteśmy bliżej Boga, bo blisko siebie byliśmy zawsze.
                                Czy teraz jaśniej?
                                Aha, a kto bierze ślub z miłości na pewno nie błądzi. Pytanie czy jest miłością
                                przedkładanie swoich potrzeb nad potrzeby drugiej osoby? Mnie bolał mój własny
                                grzech, gdy nie miałam ślubu i nie ochrzciłąm dziecka, ale nie mogłam
                                powiedzieć, spadaj facet, bo mnie nie rozumiesz i nie jesteś wierzący. JAk się
                                zdecydowałam być z nim na tyle długo, że mnie pokochał, to muszę to dzwigać,
                                nawet jeśli z wielkim bólem wybierałam między Bogiem a człowiekiem. Sama
                                zresztą czytałaś, że bawet Anna zdecydowała się na ślub tylko cywilny, bo nie
                                mogła go w kościele wziąć pod przymusem, bo chłopa przymusiła, czyli aspekt
                                religiny nie był ważny. Ja tego nie zrobiłam, choć bolało jak sto diabłów,
                                ponosiłam konsekwencje tego, że pozwoliłam się w sobie zakochać facetowi
                                niewierzącemu tak jak ja. I gdyby nie uwierzył, nie wzięłabym ślubu. Zresztą
                                właśnie an tym polega sakrament, my i Bóg. Nikt nie musi nawet o tym wiedzieć.
                                I t jest najlepsze. A suknie, wesela... A zagrożenie brakiem stałości w
                                konkubinacie... Może jestem za mało kobieca, żeby to zrozumieć
                                • Gość: Yolka Re: Dziecko w drodze IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 25.01.02, 08:49
                                  Plączesz Katarzyno dwie różne sprawy: ślub i chrzest dziecka. A nie mają one ze
                                  sobą NIC wspólnego ! Bo żaden ksiądz nie ma prawa odmówić Ci chrztu nawet, gdy
                                  nie masz ślubu kościelnego ! (zastrzeżenie Kościół może miec jedynie, co do
                                  wyboru rodziców chrzestnych). Tak więc wymuszanie na ukochanym zgody na ślub
                                  kościelny, którego brak jest jakoby przeszkodą w ochrzczeniu dziecka i
                                  wychowywaniu go w duchu wiary i religii, jest również szantażem !
                                  I nie licytujmy się, który szantaż jest uspawiedliwiony, a który należy
                                  potępić, bo fakt pozostaje zawsze faktem !
                                  • agniecha3 Re: Dziecko w drodze 25.01.02, 09:35
                                    Yolko, niestety nie do konca jest, jak piszesz :-(
                                    Podczas chrztu przysiegasz, ze bedziesz wychowywac dziecko w wartosciach
                                    chrzescijanskich, a nie majac slubu koscielnego nie wiedziec czemu ksieza
                                    zakladaja, ze tej przysiegi nie mozesz spelnic, no bo jak, skoro sama zyjesz w
                                    grzechu. Nie zawsze oczywiscie, ale b. czesto odmawiaja chrztu takiemu dziecku.
                                    Osobiscie znam pare, ktora chciala ochrzcic dziecko majac tylko slub cywilny i
                                    odmowiono im. Dopiero gdy wzieli 'dodatkowo' koscielny, corka mogla otrzymac
                                    chrzest.
                                    • Gość: Yolka Re: Dziecko w drodze IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 25.01.02, 09:53
                                      Oczywiście - zdarzają się takie sytuacje, jaką opisałas, ale nie powinny.
                                      Znam dziewczyny, które mają dziecko będąc pannami - i żaden ksiądz nie odmówił
                                      chrztu ! Ba, zdarzyło się nawet, że tatus jednego dziecka ma swoją -drugą-
                                      rodzinę - a i to nie było przeszkodą.
                                      A uważając, że życie bez ślubu jest grzechem i jednocześnie biorąc pod uwagę,
                                      że 90% polskiego społeczeństwa to katolicy, może powiesz mi, dlaczego tak dużo
                                      par się nie żeni? Dlaczego tylu wierzących mężczyzn ma opory przed ślubem, a
                                      nie ma oporów przed życiem w grzechu????
                                      • agniecha3 Re: Dziecko w drodze 25.01.02, 10:11
                                        > A uważając, że życie bez ślubu jest grzechem

                                        napisalam tak, bo w taki sposob komentuja to ksieza - jak to, zyjecie Panstwo w
                                        grzechu, bez slubu, a chcecie chrzescijanskiego chrztu dla dziecka?

                                        > że 90% polskiego społeczeństwa to katolicy, może powiesz mi, dlaczego tak dużo
                                        > par się nie żeni? Dlaczego tylu wierzących mężczyzn ma opory przed ślubem, a
                                        > nie ma oporów przed życiem w grzechu????

                                        niestety nie wiem. Dla mnie te meskie opory tez stanowia zagadke :-(((
                              • kwieto Do Yolki 23.01.02, 16:18
                                Gość portalu: Yolka napisał(a):

                                > Po prostu Kwieto - nie trafiłeś jeszcze na dziewczynę, która byłaby dla
                                Ciebie
                                > kims naprawdę ważnym.

                                Wiesz, w swojej karierze pare razy myslalem o ozenku, ale nigdy nie bylem do
                                tego przymuszany

                                > Szczerze mówiąc - nie widzę sensu dalszej z Toba dyskusji, bo Ty tak naprawde
                                > nie wiesz, co to prawdziwe uczucie, co to znaczy dawać szczęscie ukochanej
                                > osobie.

                                A co Ty wiesz o prawdziwym uczuciu?
                                Moze to Ty nie wiesz co to znaczy dawac szczescie ukochanej osobie?

                                Zmuszanie kogos do czegos (np. slubu) w imie swojego chciejstwa nazywasz
                                dawaniem szczescia ukochanej osobie?
                                No to rzeczywiscie, z tak "prawdziwym" uczuciem nie chce miec nic wspolnego...

                                Jesli kogos kocham to go nie zmuszam do niczego. To jest dla mnie
                                najpiekniejsze w milosci - pozostawienie drugiej osobie calkowitej wolnosci.
                                I nie chce byc zmuszany. Dokladnie to co pisala Kasia - ponosze konsekwencje
                                wyboru. Jesli mojej ukochanej nie pasuje slub, to nie bede jej zmuszal. I
                                oczekuje tego samego z jej strony. Co nie znaczy, ze sie nie dogadamy w tej
                                kwestii

                                > Życzę Ci, abyś wtreszcie znalazł swoją miłość, tylko uwa żaj, abyspo drodze
                                > kogoś nie skrzywdził.

                                Moja milosc sie sama znajdzie w odpowiednim momencie. Nie brakuje mi jej, choc
                                jestem sam (i nie zmieniam panienek jak rekawiczki). A dziewczynie z ktora
                                umawiam sie na randke daje do zrozumienia czego sie mozna po mnie spodziewac.
                                Jesli jej to pasuje - to w porzadku, jesli nie - to sie nie spotykamy wiecej
                                • Gość: Yolka Re: Do Kwieto IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 24.01.02, 08:39
                                  kwieto napisał(a):

                                  >
                                  > A co Ty wiesz o prawdziwym uczuciu?
                                  > Moze to Ty nie wiesz co to znaczy dawac szczescie ukochanej osobie?
                                  >
                                  > Zmuszanie kogos do czegos (np. slubu) w imie swojego chciejstwa nazywasz
                                  > dawaniem szczescia ukochanej osobie?
                                  > No to rzeczywiscie, z tak "prawdziwym" uczuciem nie chce miec nic wspolnego...
                                  >
                                  Pytasz mnie, czy wiem, co to jest prawdziwa miłość? Odpowiem Ci - czym dla mnie
                                  jest miłość. Miłość - to dawanie samego siebie drugiej osobie, to dbanie o nia,
                                  troszczenie się, żeby była szczęśliwa. To tak silna więź, że nie wybrażasz sobie,
                                  jak by to mogło być, gdyby nagle tej drugiej osoby zabrakło. Kochasz JĄ tak
                                  bardzo, że gotów byłbys oddac za NIĄ życie. A cóż wobec tego jest "tylko" ślub?
                                  Skoro jest on ważny dla tej drugiej osoby, skoro ma on ją uszczęsliwić - czemu
                                  nie zgodzić się tylko i wyłącznie w myśl własnych, wyimaginowanych zasad?

                                  Jeżeli spotkałbyś kobietę, która pokochałaby Ciebie szczerze i całym swoim
                                  sercem - ale której bardzo zależałoby na tym sakramencie (tak jak to opisała
                                  Kaśka) - nie byłbyś w stanie zrobic tego dla Niej? Wolałbyś odejść i zranić Ją?
                                  No to ja tylko mogę podziękować LOSOWI, że nie postawił mi Ciebie na mojej drodze
                                  życiowej. Zobacz - dla Kaśki - sakrament małżeński był bardzo ważny - chłopak był
                                  niewierzący - ale zrobił to dla niej, bo ją kochał! Bo dla Niej było to bardzo
                                  ważne (nie dla rodziny, znajomych - ale dla Niej wobec Boga). Ty bys tak nie
                                  potrafił?

                                  > Moja milosc sie sama znajdzie w odpowiednim momencie. Nie brakuje mi jej, choc
                                  > jestem sam (i nie zmieniam panienek jak rekawiczki). A dziewczynie z ktora
                                  > umawiam sie na randke daje do zrozumienia czego sie mozna po mnie spodziewac.
                                  > Jesli jej to pasuje - to w porzadku, jesli nie - to sie nie spotykamy wiecej

                                  No własnie - jak ma się sama znaleźć Twoja miłość, skoro Ty juz na pierwszym
                                  spotkaniu informujesz dziewczynę (nie znając jej), że jest Ona daleka od Twojego
                                  ideału kobiecości? Nie zadajesz sobie nawet trudu lepszego poznania jej? Na
                                  jakiej podstawie oceniasz kobiety?
                                  Kwieto - daj szansę swojemu uczuciu! - to nie musi byc miłość od pierwszego
                                  wejrzenia - nie musi trafić Cię jak groma z jasnego nieba :-)
                                  A czym własciwie, wg Ciebie jest MIŁOŚĆ?
                                  • kwieto Yolka 24.01.02, 09:10
                                    Gość portalu: Yolka napisał(a):


                                    > Pytasz mnie, czy wiem, co to jest prawdziwa miłość? Odpowiem Ci - czym dla mnie
                                    >
                                    > jest miłość. Miłość - to dawanie samego siebie drugiej osobie, to dbanie o nia,
                                    >
                                    > troszczenie się, żeby była szczęśliwa. To tak silna więź, że nie wybrażasz sobi
                                    > e,
                                    > jak by to mogło być, gdyby nagle tej drugiej osoby zabrakło. Kochasz JĄ tak
                                    > bardzo, że gotów byłbys oddac za NIĄ życie. A cóż wobec tego jest "tylko" ślub?
                                    >
                                    > Skoro jest on ważny dla tej drugiej osoby, skoro ma on ją uszczęsliwić - czemu
                                    > nie zgodzić się tylko i wyłącznie w myśl własnych, wyimaginowanych zasad?
                                    >

                                    No widzisz, nasze podejscie do milosci wcale sie wiele nie rozni. Natomiast ja
                                    kogos kto, jak to ladnie ujelas, "dla wlasnych wyimaginowanych zasad" jest gotow
                                    to wszystko przekreslic bo chlopak boi sie slubu - to nie jest to milosc w moim
                                    pojeciu.
                                    Powtarzam: ja nie jestem wrogiem malzenstwa ale WYMUSZANIA malzenstwa. Takiego
                                    podejscia "wymusilam na nim slub, i jestem z tego dumna" - bo to bardzo smutna
                                    sentencja :((


                                    > Jeżeli spotkałbyś kobietę, która pokochałaby Ciebie szczerze i całym swoim
                                    > sercem - ale której bardzo zależałoby na tym sakramencie (tak jak to opisała
                                    > Kaśka) - nie byłbyś w stanie zrobic tego dla Niej? Wolałbyś odejść i zranić Ją?
                                    >
                                    No przeciez mowie juz ktorys raz, ze zapewne zrobilbym to dla niej, tylko nie
                                    chcialbym, aby ona mi grozila, ze jak tego nie zrobie, to... Rozumiesz? Tu nie
                                    chodzi o samo malzenstwo ale o ZMUSZANIE do malzenstwa.
                                    Jesli dwie strony chca sie ZROZUMIEC to sie dogadaja, bez forsowania swojego
                                    stanowiska, a raczej wypracowujac jakies WSPOLNE rozwiazanie. A forsowanie
                                    swojego modelu zycia bez wzgledu na milosc i okolicznosci spowoduje, ze ja sie
                                    usztywnie i przyjme pozycje obronna po prostu...


                                    > No to ja tylko mogę podziękować LOSOWI, że nie postawił mi Ciebie na mojej drod
                                    > ze
                                    > życiowej. Zobacz - dla Kaśki - sakrament małżeński był bardzo ważny - chłopak b
                                    > ył
                                    > niewierzący - ale zrobił to dla niej, bo ją kochał! Bo dla Niej było to bardzo
                                    > ważne (nie dla rodziny, znajomych - ale dla Niej wobec Boga). Ty bys tak nie
                                    > potrafił?
                                    >

                                    Widzisz, ale Kaska nie plakala, nie klocila sie, nie grozila odejsciem - NIE
                                    WYMUSZALA. Postawila na POROZUMIENIE i kontakt. Starala sie nie tyle wbic do
                                    glowy mezowi, ze sie ma ozenic, a bardziej przekonac go, dlaczego ten slub jest
                                    dla niej istotny. I na plaszczyznie porozumienia im sie to udalo. Kaska nie
                                    forsowala slubu "bo tak chce". I dlatego o ile z dziewczyna w typie (psychicznym)
                                    Kaski zapewne bym sie ozenil, o tyle z dziewczyna w typie Anny - nie.


                                    > > Moja milosc sie sama znajdzie w odpowiednim momencie. Nie brakuje mi jej,
                                    > choc
                                    > > jestem sam (i nie zmieniam panienek jak rekawiczki). A dziewczynie z ktora
                                    >
                                    > > umawiam sie na randke daje do zrozumienia czego sie mozna po mnie spodziew
                                    > ac.
                                    > > Jesli jej to pasuje - to w porzadku, jesli nie - to sie nie spotykamy wiec
                                    > ej
                                    >
                                    > No własnie - jak ma się sama znaleźć Twoja miłość, skoro Ty juz na pierwszym
                                    > spotkaniu informujesz dziewczynę (nie znając jej), że jest Ona daleka od Twojeg
                                    > o
                                    > ideału kobiecości? Nie zadajesz sobie nawet trudu lepszego poznania jej? Na
                                    > jakiej podstawie oceniasz kobiety?
                                    > Kwieto - daj szansę swojemu uczuciu! - to nie musi byc miłość od pierwszego
                                    > wejrzenia - nie musi trafić Cię jak groma z jasnego nieba :-)
                                    > A czym własciwie, wg Ciebie jest MIŁOŚĆ?

                                    A czy ja napisalem, ze "informuje ja, ze odbiega od idealu kobiecosci"? i czy
                                    mowilem, ze robie to na pierwszej randce? Ale jesli chce sie z kims zwiazac, to
                                    predzej czy pozniej wyniknie rozmowa na temat partnerstwa, prawda? Natomiast mam
                                    jasno zaznaczone granice nieprzekraczalne. Nie toleruje wymuszania czegokolwiek,
                                    na przyklad. I sam nie robie tego, czego nie lubie.

                                    Model milosci? Hmmm... mi wystarczy, ze ukochana bedzie ze mna, a ja bede widzial
                                    radosc w jej oczach. Wiecej mi nie trzeba.
                          • elektra_ Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. 23.01.02, 14:41
                            Yolka - bardzo ladnie i szczegholowoo to napisalas.
                            dziekuje :))

                            Elektra
                • Gość: Martyna Re: Do kwieto o slubie, weselu itp. IP: *.proxy.aol.com 22.02.02, 17:15

                  Nie mam w tej chwili za duzo czasu na pisanie ale ten watek zainteresowal mnie
                  wiec dorzuce moja opinie.
                  W kwestii malzenstwa jestem tradycjonalistka jesli facet nie ma zamiaru sie zenic
                  to po co zawraca glowe dziewczynie? Wiedzac, ze celem dziewczyny jest zalozenie
                  rodziny, dzieci to nie fair powinien powiedziec na poczatku znajomosci, ze chodzi
                  mu tylko o niezobowiazujacy zwiazek bez przyszlosci.
                  Dziewczyny, kobiety czesto stawiaja ultimatum facetom nie dlatego, ze ich nie
                  kochaja ale dlatego, ze sie cenia. Po co mam byc z mezczyzna, ktory nie jest w
                  stanie przysiac mi , ze bedzie mnie kochal na zawsze, zE BEDZIE ZE MNA na dobre i
                  zle, ze chce miec ze mna dziecko?
                  Jesli nie jest w stanie tego zrobic to znaczy, ze jego milosc nie jest
                  wystarczajaca . Kobiety zaslugujecie na wiecej.
                  Ja tez gdy mialam 20 lat myslalam, ze nigdy nie mam zamiaru wyjsc za maz i
                  zakladac rodziny , bylam nawet w kilkuletnim zwiazku ale od razu powiedzialam
                  mojemu chlopakowi , ze nie planuje wychodzic za maz.
                  Po zerwaniu z nim poznalam faceta i od razu zmienilam poglady , malzenstwo z nim
                  wydawalo mi sie szczytem marzen.
                  Po prostu dlatego bardzo go kochalam.
                  Z moich obserwacji wynika, ze jesli facet jest tak naprawde :zainfekowany"
                  miloscia to chce sie ozenic. Nie wiem moze sie myle.
                  Kwieto piszesz, ze nie chcesz sie ozenic bo nie mozesz zagwarantowac nikomu, ze
                  bedziesz kochal przez cale zycie.
                  Masz racje z logicznego punktu widzenia ale milosc nie jest logiczna , uczucia sa
                  nielogiczne nie da sie ich wytlumaczyc.Naprawde szanuje Twoje zdanie na temat
                  malzenstwa i zycze Ci zebys znalazl kobiete, pzry ktorej spedzenie reszty zycia
                  bylo szczytem marzen, kobiecie przy , ktorej nie mial bys zadnych watpliwosci ,
                  kobiete , z ktora wzajemnie bedziecie sie kochac do szalenstwa.

    • fnoll Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 11:41
      bo chlopcy sie nie zenia ;)

      coz, to pewnie skutek powszechnego kryzysu ojcowstwa - brak wzorcow, a niemilo
      jest wchodzic na teren, w ktorym nie wiemy za bardzo jak sie zachowac

      co zrobic? jak ktos nie chce sam na wlasny uzytek odnalezc ojca i meza w
      sobie, to niech bawi sie dalej - ale sam, bo przeciez czas leci :)

      pzdr

      fnoll
    • agus5 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 12:47
      Bycie ze sobą bez ślubu jest pewnie wygodne, ale wszystko do czasu. To prawda
      że ślub nie daje gwarancji stałości związku, ale może trochę trudniej podjąć
      decyzję o rozstaniu. Może mężczyźni nie lubią "kupować" tego co mogą dostać
      w "kredycie"? Ale sama znam facetów, którzy twierdzili że się nigdy nie ożenią,
      zmieniali kobiety, aż w końcu poznali taką kobietę której zaproponowali ślub po
      tygodniu znajomości - i nikt ich do tego nie zmuszał! Może więc nie można robić
      czegoś na siłę? Też nie podoba mi się wizja pijanych, nieszczerych gości, ale
      kto mówi że trzeba robić przyjęcie weselne?
      • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 13:01
        I tu poruszyłaś temat, o którym myślałam. Może to, że jest ze mną 6 lat to
        jeszcze nic nie znaczy, może czeka na Kogoś Innego. I może to Jej zaproponuje
        ślub po tygodniu znajomości. Tylko po cholere w takim razie jest ze mną?
      • Gość: Sol Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 13:09
        agus5 napisał(a):

        > Bycie ze sobą bez ślubu jest pewnie wygodne, ale wszystko do czasu. To prawda
        > że ślub nie daje gwarancji stałości związku, ale może trochę trudniej podjąć
        > decyzję o rozstaniu.

        I co? byc ze soba dalej, w zupelnie jałowym związku dlatego ze wiecej papierkow do zalatwienia i ze nie
        chce nam sie tego zalatwiac? i ze rozwod kosztuje?
        Nie wiem czy trudniej jest podjac decyzje o rozstaniu juz po podpisaniu paierka. trudniej ja podjac gdy ma
        sie dzieci.
        • agus5 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 13:44
          nieprecyzyjnie się wypowiedziałam, chodziło mi o dzieci tzn. że trudniej się
          roztsać gdy są dzieci. Natomiast Jeśli facet jest od 6 lat z kobietą nie
          prosząc jej o to, żeby za niego wyszła, to może robi tak bo:
          1. jest mu z tym po prostu wygodnie,
          2. jest leniwy i nie chce mu się niczego zmieniać
          3. nie wie że tak bardzo Ci zależy na ślubie
          4. nie chce się domyśleć że ci zależy na ślubie
          5. ma uraz do małżeństwa bo jego rodzice byli ze sobą nieszczęśliwi
          6. i najgorsze - nie kocha Cię na tyle żeby to zrobić
          POgadaj z nim.
          • Gość: Sol Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 13:54
            agus5 napisał(a):

            > Natomiast Jeśli facet jest od 6 lat z kobietą nie
            > prosząc jej o to, żeby za niego wyszła, to może robi tak bo:
            > 1. jest mu z tym po prostu wygodnie,
            > 2. jest leniwy i nie chce mu się niczego zmieniać
            > 3. nie wie że tak bardzo Ci zależy na ślubie
            > 4. nie chce się domyśleć że ci zależy na ślubie
            > 5. ma uraz do małżeństwa bo jego rodzice byli ze sobą nieszczęśliwi
            > 6. i najgorsze - nie kocha Cię na tyle żeby to zrobić
            A jesli to odwrocic? jesli to mezczyzna nalega na slub? I jak duza role odgrywa w tym punkt 6? jesli
            kochasz kogos calutkim sercem, tak jak napisal Kwieto "na dzien dzisiejszy" ale sa rzezcy ktorych nie
            zrobisz nawet dla tej osoby. Zrobie baaardzo duzo by dac szczescie mojemu mezczyznie ale nie zmienie
            moich zasadniczych przekonan. i nie jest mi przykro z tego powodu

            • agus5 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 14:05
              Może odpowiem w ten sposób: bardzo kochałam pewnego faceta, chciałam żebyśmy
              się pobrali on nie chciał. Powiedział że chce się ze mną rozstać. Na pytanie
              dlaczego odpowiedział - bo Cię nie kocham. Byliśmy ze sobą kilka lat,
              mieszkaliśmy razem. Na szczęście każdy człowiek jest inny i masz rację że nie
              ma znaczenia płeć, bo kobiety również mają prawo nie chcieć zawierać związków
              małżeńskich. Wszystko zależy od tego jak się dogadacie. Przekonań nie należy
              zmieniać, ale kompromis też jest czasami wskazany. A i tak najważniejszy jest
              moim zdnaiem wzajemny szacunek, szczerość itp. Bo i ślub nie pomoże jeśli z
              kłamliwym potworkiem masz do czynienia.
              • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 14:14
                Alez się rozpętało - ale bardzo się cieszę, bo może i mi się trochę oczy
                otworzą. I na Jego potrzeby i na moje zapatrywania - dzięki Kwieto. I tak sobie
                myślę, że muszę podjąć radykalne kroki.
                • Gość: renka Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.home.cgocable.net 22.01.02, 15:15
                  Slub to przysiega. To zobowiazanie zlozone wobec Boga i przedstawiciela prawa .
                  Cala oprawa rozrywkowa moze byc zbyteczna.Mysmy z mezem mieli dwa sluby i dwa
                  wesela. Na jeden pojechalismy autobusem, a na drugi kareta. Na jednym weselu
                  byly jaja, a na drugim zabawa do rana. Nie zaluje tych imprez, chociaz gdyby
                  sie to mialo odbyc teraz to wolalabym pojechac z moim malzonkiem do Meksyku,
                  tam wziasc slub w ukwieconej,malej kapliczce , pelnej dusznego zapachu orchidei
                  i zaszalec potem przy dzwiekach flamengo i upic sie tekila, a potem tarzac sie
                  na plazy i kapac sie nago w oceanie.O to byloby na tyle.Ale trzeci raz slubu z
                  tym samym nie daja!!!!
                  • onnanohito Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 16:25
                    Kwieto, dlaczego Ty zakładasz tymczasowość wszystkiego?
                    Dlaczego nie przyjmujesz do wiadomości, że inni myślą inaczej?

                    Ach, strasznie oporny jesteś na małżeństwo, nie potrafiłabym związać się z
                    kimś, kto robi z tego problem.

                    Wiecie, jak to było u mnie? Poznaliśmy się, zakochaliśmy się, On się
                    oświadczył, a ja z przyjemnością powiedziałam TAK. To było naturalne, nie
                    zastanawiałam się, co mi to da, kiedy on mi się wreszcie oświadczy itp. Po
                    prostu ...
                    Ach, nie wiem, co mam pisać. Wiadomo, że nie ma problemu, jak dwie osoby chcą
                    tego samego ... Nie chcę się powtarzać, przecież niedawno był podobny wątek ...

                    Kwieto - patrzysz w oczy swojej ukochanej i myślisz - to i tak kiedyś minie?
                    To strasznie smutne.
                    A ja wiem, że z moim mężem będziemy szczęśliwi jak gwizdki do końca życia. A
                    jak nie? Cóż, takie życie. Ale jeżeli już miałabym coś zakłdać z góry - to coś
                    przeciwnego do Ciebie, że nasza przyjaźń i miłość będą trwały wiecznie :)

                    Co do tego po co ślub? Związać się z kimś w sensie zamieszkać, sypiać itd. to
                    można z każdym. Ślub dla mnie jest potwierdzeniem wyboru, przypieczętowaniem,
                    pokazaniem światu. Z konkubentem można mieszkać i 5 lat, rodziny nie znają się
                    wzajemnie itd., matkja nie musi nawet wiedieć kiedy on ma urodziny itp. Ślub
                    jest wyjściem z ukrycia. Pomijam sprawy finansowe - o tym też juz pisałam.
                    Nigdy nie zamieszkałabym z mężczyzną przed ślubem i to U NIEGO w mieszkaniu.

                    No i ten dzień ... Ja, dorosła, często cyniczna, już nie tak romantyczna jak
                    kiedyś mogłam poczuć się tak fantastycznie, jak pensjonarka, wieczór przed
                    ślubem - On spał u Rodziców, u mnie spała świadkowa - przyjaciółka.
                    Fantastyczne przeżycie. Strojenie się, kwiaty, samochód. I mój narzeczony -
                    taki piękny :))) To było nasze święto. Nie chcieliśmy wesela i nie mieliśmy
                    wesela, cóż to za problem? Uwielbiam wspominać te chwile.

                    Czy coś w tym złego?
                    • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 20:10
                      Nic w tym zlego. Ale jednym sie slub podoba, innym nie. Ja nie zmuszam nikogo
                      by zyl na kocia lape, ale niech nikt nie zmusza mnie, bym bral slub. Byc moze
                      sie kiedys oswiadcze, i sie ozenie. nie wykluczam tego. Ale zrobie to dlatego,
                      ze bede tego chcial, a nie po to zeby "zapewnic sobie stabilnosc i
                      bezpieczenstwo" (takie sa "koronne" argumenty za malzenstwem jak na razie i
                      przyznam, ze sa skrajnie egoistyczne... a wszystko dotyczy podobno milosci i
                      DAWANIA z siebie...)
                      • elektra_ Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 23.01.02, 09:58
                        > Ale zrobie to dlatego,
                        > ze bede tego chcial, a nie po to zeby "zapewnic sobie stabilnosc i
                        > bezpieczenstwo"


                        A zeby zapewnic Jej ????

                        E.

                        >(takie sa "koronne" argumenty za malzenstwem jak na razie i
                        > przyznam, ze sa skrajnie egoistyczne... a wszystko dotyczy podobno milosci i
                        > DAWANIA z siebie...)

                        Zgadza sie, dotyczy dawania...
                        Wiec czemu tak sie bronicie przed DANIEM kobiecie tego, czego ona pragnie, skoro
                        deklarujecie milosc ?

                        Jak juz pisalam, milosc jest egoistyczna, ludzie sa egoistyczni....
                        Wiec...?

                        E.


                        • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 23.01.02, 10:22
                          Wiec nadal nie rozumiem na czym polega to dawanie stabilnosci, i co tutaj
                          wlasciwie zmienia slub. A nie robie rzeczy, ktorych nie rozumiem.
                          • elektra_ Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 23.01.02, 10:40

                            > Wiec nadal nie rozumiem na czym polega to dawanie stabilnosci, i co tutaj
                            > wlasciwie zmienia slub. A nie robie rzeczy, ktorych nie rozumiem.

                            Open your Mind, Kwieto ! :)))

                            Elektra


                    • monia76 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 23.01.02, 16:37
                      z ust mi to wyjęłaś. wszystko...
    • Gość: A27 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.proxy.aol.com 22.01.02, 16:34
      Droga b. Nie chce mi sie czytac postow w tym watku, wiec nie wiem, co Ci tam
      ludzie radza. Pewnie mowia zeby nie naciskac itd. A ja naciskalam przez
      okragle pol roku. Batalia malzenska omal mnie doprowadzila do psychiatry, bo
      facet bronil sie przed slubem, a jednoczesnie nie chcial zyc beze mnie. Wiec
      bylo u nas ciekawie. Seks byl w tym okresie desperacki, bo facet dobry w te
      klocki i jak takiego potem opuscic, gdy spelnia te podsawowa potrzebe. Ale
      pewnego dnia sie zdecydowalam, ze odejde. I oswiadczyny nastapily kilka godzin
      pozniej. Slub byl cywilny, bo nie mialabym sumienia przysiegac przed Bogiem o
      wolnej i nieprzymuszonej.

      Ja kiedys (przed slubem rzecz jasna) powiedzialam mojemu obecnemu mezowi, ze
      jak kocha, a nie chce sie zenic, to moze te swoja milosc wsadzic sobie gdzies.
      On mi na to, ze nie szanuje jego wielkiej milosci i bardziej kocham instytucje
      niz jego. A prawda jest taka, ze jak nie chce sie zadeklarowac poprzez
      instytucje to po prostu nie jest facetem dla mnie. (Moze byc swietnym facetem
      dla kogos innego, ale mi sama milosc nie wystarcza.)

      Co Ty zrobisz jest tylko i wylacznie Twoja sprawa.
      • onnanohito Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 22.01.02, 16:40
        Brawo.
        Jak zwykle zwięźle, stanowczo i jak zwykle zgadzam się z Tobą.

        Anno - jesteś wielka
        • Gość: Anna Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.proxy.aol.com 22.01.02, 16:45
          Dzeiki onna... Pewnie, ze wolalabym, zeby oswiadczyny odbyly sie tak naturalnie
          jak u Ciebie. Kazda dziewczyna by tak chciala. (Twoj post akurat czytalam.)
          Ale jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi to o co sie samemu czlowiek postara.
          • Gość: Elektra No i zrobil sie z tego sabat czarownic :)))) IP: *.eranet.pl 22.01.02, 16:48
            .. ciagnacych facetow do oltarza za wszelka cene :))))
            nawet kwieto nie kontynuuje juz dyskusji :)))

            Pozdrawiam Was, dziewczyny :)

            b - trzymaj sie.
            Trzymam za Ciebie kciuki

            E.
          • Gość: A27 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.proxy.aol.com 22.01.02, 16:49
            B., a Ty myslisz, ze ja nie ryczalam, tupalam nogami. Oszczedze Ci tutaj co
            drastycznych szczegolow, bo az boli do tego wracac. Nawet sama sie probowalam
            oswiadczyc jemu. Problem z takimi rozmowami jest taki, ze nie da sie na
            spokojnie, bo tutaj idzie o reszte Twojego zycia.

            Sprawe na ostrzu noza mozna stawiac dopiero wtedy, gdy masz na tyle sily by
            odejsc gdy on zdecyduje, ze slubu nie bedzie. Bo jesli nie masz na tyle sily,
            to do niego wrocisz i nic sie nie zmieni.
      • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 16:45
        Dzięki. Nie wiem, pewnie to co teraz napisze rozpeta kolejna burze, ale niech
        tam. Problem polega na tym, ze ja nie jestem w stanie z Nim normalnie
        rozmawiac, nie umiem Mu normalnie powiedziec o co mi chodzi. Te chwile kiedy
        sie na to zdobywam sa tak bolesne, ja zaraz zaczynam plakac i w ogole do d....
        Kiedys pisalam do Niego listy. No i moze to ja jestem nienormalna. q
        Jeszcze raz dziekuje za slowa prosto z mostu.
        • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.01.02, 16:46
          Pewnie , tez bym chciala jak Onno... ale coz.
          • Gość: A27 Do Elektry IP: *.proxy.aol.com 22.01.02, 16:54
            Obawiam sie moja droga, ze przy dzisiejszych pogladach facetow na temat
            malzenswta takich jak ja czarownic bedzie coraz wiecej. A wlasciwie, to w
            zwiazku z powyzszym zauwazylam, ze w takich przypadkach prszyla tesciowa jest
            za tym zeby nie naciskac. Czy przyszla zona juz na wstepie powinna dac
            tesciowej punkty? Nie.
            • Gość: Elektra Re: Do Elektry IP: *.eranet.pl 22.01.02, 17:00
              Akurat ten problem wydaje mi sie stary jak swiat..
              kobiety zawsze chcialy ozenku, faceci zawsze sie bronili, a
              tesciowe zawsze braly stronke synka w ewentualnych konflikatch....

              Eeeech zycie.

              Czarownica :)

              • Gość: Pola A ja... IP: *.extern.kun.nl 22.01.02, 18:24
                ...chyba odstaje od sredniej w tej kwestii.
                Nie zalezy mi na slubie wogole, nie wiem co mialby
                zmienic w zwiazku, a wesele to juz jest dla mnie jakis
                kosmos :)))
                Wiekszosc moich kolezanek ohajtala sie, bo tak bylo
                wygodniej, bo mozna zamieszkac razem i rodzice nie maja
                nic przeciwko temu, albo wpadki oczywiscie. Polska
                rzeczywistosc. Gdyby facet mojego zycia mi sie
                oswiadczyl, pewnie wzielabym slub, ale nie namawialabym.
                Moja przyjaciolka od jakiegos czasu katuje swojego faceta
                (sa razem od 6 lat), zeby sie zareczyli. On biedny
                narzeka, ze jak w takim razie ma ja zaskoczyc
                pierscionkiem, skoro babsztyl sam nalega :)
                Nie wiem, ja nie widze sensu ...
                Niemniej jednak pozdrawiam czarownice :)
                Pola
                • Gość: Sol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 19:08
                  przeczytalam te dlugie opowiesci o namawianiu do slubu i tak sie
                  zastanawiam...kobiety, nie macie wrazenia ze skamlecie o ten slub? Ja wiem, ze
                  uwazacie, ze po prostu domagacie sie spelnienia waszych marzen ale urzadzac
                  awantury z tupaniem nogami i histeria? Troche mi to - wybaczcie moje drogie -
                  przypomina uganianie sie za kochanka meza i targanie ja za włosy na środku
                  ulicy.

                  Czy ktoras z Was moze mi wyjasnic dlaczego slub ma byc dowodem na uczucie?
                  Porownywalne do seksualnego dowodu milosci. Nie ozenisz sie to znaczy ze nie
                  kochasz.

                  Jeli ktos ode mnie wymaga podpisania przysiegi w obesnosci 2 swiadkow i
                  urzednika to chyba mi nie ufa? To chyba chce mnie zamknac w klatce? Moze
                  jeszcze wlasna krwia mam ja podpisac? A pytalyscie swoich mezczyzn czy oni
                  tylko z Wami nie chca sie zenic czy moze w ogole nie chca i jesli tak to
                  dlaczego? Pewnie pytalyscie.

                  Taaak, przychodzi mi na mysl tylko jedno rozwiazanie....jest taka (skadinad
                  ladna) piosenka w "Skrzypku na dachu" - "tardition". Zakorzenione w kulturze na
                  amen. Szkoda ze przez to ludzie od siebie odchodza. I w ten sposob papierek
                  majacy w teorii laczyc - dzieli.
                  • elektra_ Re: Do Sol 23.01.02, 10:06
                    > Jeli ktos ode mnie wymaga podpisania przysiegi w obesnosci 2 swiadkow i
                    > urzednika to chyba mi nie ufa? To chyba chce mnie zamknac w klatce?

                    Jesli tak rozumujesz, to moze w ogole nie warto sie wiazac?
                    Nie przesadzasz odrobine?
                    Slubu nie bierze sie z kims, komu sie nie ufa.
                    To demagogia.


                    > amen. Szkoda ze przez to ludzie od siebie odchodza. I w ten sposob papierek
                    > majacy w teorii laczyc - dzieli.

                    Nie papierek.
                    Tylko slepi, osli upor i.. nie wiem, moze strach?
                    niechec do wiazania sie, do zobowiazan?
                    brak dojrzalosci emocjonalnej?

                    Elektra
      • Gość: sue no i przeczytalam IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.01.02, 01:34
        i tez mysle, ze jestes 'wielka'.pozdrawiam.
      • kini Ach, Anno 22.02.02, 16:26
        Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Nazwałabym ją krótko: rozwiane złudzenia.
        Kiedyś, będąc naiwną nastolatką, wyobrażałam sobie, że mój facet przyklęknie
        przede mną i uroczyście wręczy mi pierścionek. A tu dupa blada - już dwa czy trzy
        razy odbyliśmy na ten temat dosyć nieprzyjemną dyskusję. Mam wrażenia, że jeszcze
        z pół roku, a też postawię sprawę na ostrzu noża.
        Generalnie chodzi o to, że on, oczywiście, też tego chce, tylko jeszcze nie wie,
        kiedy. A ja już bym oczekiwała jakichś konkretów.
    • kwieto Odpowiedz zbiorcza? 22.01.02, 20:28
      Ucieklem na troche, wiec odpowiadam tutaj zbiorczo, bo moje posty wyzej
      poginely.

      Przede wszystkim, nadal nie wiem, co slub zmienia w kategorii stabilnosci i
      bezpieczenstwa. Nikt jeszcze nie odpowiedzial na to proste pytanie,
      wyjasnilismy tylko, ze nie chodzi o stabilnosc materialna. Wiec co wlasciwie
      zmienia????

      Pozniej - ja nie zabraniam brac slubu. Slub moze byc piekny i wspanialy i dawac
      duzo radosci i tak dalej. Ale wolalbym, zeby to sie dzialo tak jak w przypadku
      Onnanohito, kiedy mezczyzna sam chcial sie ozenic, niz jak w przypadku Anny,
      ktora wymusila slub grozba, prosba i placzem. W zwiazku z tym podejzewam, ze
      co najmniej polowe uroku z imprezy szlag trafil...
      Osobiscie nie zakladam, ze nigdy sie nie ozenie, ale niech to bedzie moja
      decyzja, a nie wymuszona deklaracja

      Dalej. Ktos tu wspomnial o "posiadaniu kogos, kto daje wsparcie". Rozumiem, ze
      slub ma byc "dokumentem wlasnosci" A niech mi ta pani odpowie, jak by sie
      czula, gdyby jej luby powiedzial: "no ozenilem sie, bo chcialem zawsze pod reka
      miec kogos, kto by mnie wspieral". Czy same dobrze czujecie sie jako czyjas
      wlasnosc? Nie sadze... wiec to "posiadanie" jest tu troszke nie na miejscu.

      Tym bardziej, ze slub ma wg was byc swego rodzaju "gwarantem bezpieczenstwa i
      stabilnosci" No to ja sie pytam, czy wychodzicie za maz, bo kogos kochacie, czy
      dlatego, ze chcecie miec gwarancje na bezpieczenstwo? Bo jesli chodzi o
      gwarancje na bezpieczenstwo, to mowiac oglednie, mam gdzies taka milosc ze
      strony kobiety... bo nie jest to milosc, tylko jej egoizm. Bo nie chodzi tu o
      kochanie mezczyzny, tylko o zapewnienie sobie samej "gwarancji".

      Poza tym znowu sie powtarzam - ta niby gwarancja niczego nie gwarantuje,
      przynajmmniej wg mnie. I powtarzam pytanie z poczatku tego postu - co slub daje
      z punktu widzenia bezpieczenstwa i gwarancji? Akt wlasnosci?

      Chce, zeby slub byl wspolna, niezalezna decyzja. A nie przymusem wyduszonym na
      jednej ze stron, tylko dlatego, ze ta druga bedzie sie z tym "lepiej czula". Bo
      wtedy przysiega malzenska jest nieszczera. A jesli jest nieszczera, to czy ma
      jakakolwiek moc, nawet ta "magiczna"? Watpie...
      • Gość: A27 Re: Odpowiedz zbiorcza? IP: *.proxy.aol.com 23.01.02, 00:31
        Nie obchodzi mnie jak caly swiat podchodzi do slubu. Dla mnie wazne jest, ze
        ja go mam. Tradition has very little to do with that, Sol. Jesli facet daje
        mi milosc, ale nie chce dac slubu, to mam go gdzies. Trudno mi przyszla
        decyzja o opuszczeniu mojego chlopa, gdy nie chcial sie zenic. Ale gdy juz
        sprawe postawilam na ostrzu noza, to poczulam sie bardzo silna. To nie mialo
        nic wspolnego ze skamlanie. Po prostu: Facet masz dwa wyjscia: slub albo
        rozstanie. I to on podjal w sumie te decyzje. Mogl pozwolic mi odejc. A ze
        tego nie zrobil, to jego problem. Ja teraz tylko moges starac sie by ten krok
        okazal sie pozytywny dla obojga.

        Oczywiscie, ze malzenswto nie zawsze daje stabilnosc. W moim przypadku nie
        daje. Ale wole byc zona niz partnerka. Po prostu tak czuje i zadne
        racjonalizacje do mnie nie przemawiaja. Racjonalizujecie jesli chcecie i
        zostancie z facetami, ktorzy nie chca slubu. A ja niedlugo bede obchodzic
        pierwsza rocznice i bardzo lubie byc jego zona.

        Zreszta nie od dzisiaj baby chce slubu i sa BARDZO nieszczesliwe gdy go nied
        staja. Poza tym inne jest podejscie calej sprawy gdy sie ma lat 22 a inne gdy
        26. Gdy ja mialam 22-24 tez uwazalam, ze bez slubu jest lepiej i wierzylam w
        zwiazki dusz. Ale potem mi przeszlo wierzenie w duchy i chcialam konkretow.
        • Gość: b. Re: Odpowiedz zbiorcza? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.01.02, 09:50
          Jestem, po "upojnej" nocce. :). Jest tak, że ja takie ultimatum stawiałam już
          kilka razy, ale teraz mam tę pewność, że stać mnie na odejście, przedtem było
          chyba tylko straszenie. Nie jestem twardzielką, będę rozpaczała i wspominała
          wszystkie cudowne wakacje w górach i nad morzem, będę wspominała. Ale to chyba
          lepsze niż ciągłe czekanie, że może dziś mi się oświadczy, że może na te
          właśnie urodziny, imieniny czy święta przyniesie ten mały pierścioneczek. I nie
          przynosi. To nie jest tak, że pierścioneczek załatwia wszystko, a wręcz chyba
          wszystko komplikuje, bo wymaga większej odpowiedzialności i kompromisów. Będzie
          mi trudno, bo musi nastąpić podział jak przy niejednym rozwodzie, mieszkamy
          razem 5lat. A najgorsze, że On jest wspaniałym Człowiekiem, tylko ma ten
          defekcik. Żartuję, a wcale nie mam ochoty do żartów. Cela vie :)
      • elektra_ Re: Odpowiedz zbiorcza? 23.01.02, 10:16
        kwieto napisał(a):


        > Przede wszystkim, nadal nie wiem, co slub zmienia w kategorii stabilnosci i
        > bezpieczenstwa. Nikt jeszcze nie odpowiedzial na to proste pytanie,
        > wyjasnilismy tylko, ze nie chodzi o stabilnosc materialna. Wiec co wlasciwie
        > zmienia????

        Kwieto, problem polega na tym ze probujesz kwestie tak bardzo delikatna rozwalic
        racjonalnie. Przyjmij do wiadomosci, ze kobieta bedaca konkubina po pewnym czasie
        zaczyna czuc sie w tym ukladzie bardzo malo komfortowo. Skoro jej mezczyzna nie
        chce sie zenic, to moe jej nie kocha? nie kocha dostatecznie? moze chce odejsc?
        moze traktuje ja jak zabawke?

        Slub jest rozwianiem tych watpliwosci i deklaracja.
        bardzo wazna.
        To malo?



        > Ale wolalbym, zeby to sie dzialo tak jak w przypadku
        > Onnanohito, kiedy mezczyzna sam chcial sie ozenic,

        Oczywscie, kazdy (i kazda) tak by wlasnie wolal.
        Tylko jak to sie ma zdarzyc przy rosnacym wygodnictwie i niechceci mazczyzn ? (no
        bo co to zmienia? )

        > niz jak w przypadku Anny,
        > ktora wymusila slub grozba, prosba i placzem. W zwiazku z tym podejzewam, ze
        > co najmniej polowe uroku z imprezy szlag trafil...

        Byc moze trafil... Trudno... szkoda, ze mezczyzna Anny nie potrafil zrozumiec jej
        potrzeb wczesniej i musialo dojsc az do "tupania"...
        Widac nie zalezalo mu na tym "uroku"

        > Osobiscie nie zakladam, ze nigdy sie nie ozenie, ale niech to bedzie moja
        > decyzja, a nie wymuszona deklaracja

        jesli Twoj stosunek do sparwy sie nie zmieni, to jak taka sytuacja ma miec
        miejsce ?

        >
        > Dalej. Ktos tu wspomnial o "posiadaniu kogos, kto daje wsparcie". Rozumiem, ze
        > slub ma byc "dokumentem wlasnosci"

        nie, to nie tak.

        > A niech mi ta pani odpowie,

        Pani Ci odpowie :)))

        > jak by sie
        > czula, gdyby jej luby powiedzial: "no ozenilem sie, bo chcialem zawsze pod reka
        >
        > miec kogos, kto by mnie wspieral". Czy same dobrze czujecie sie jako czyjas
        > wlasnosc? Nie sadze... wiec to "posiadanie" jest tu troszke nie na miejscu.

        Ochhh.. Jak trudnos ie czasami dogadac... :(

        Po pierwsze:
        wsparcie jest bardzo wazne, ale samo w sobie niejset warunkeim wystarczajacym do
        zawarcia malzenstwa, przynajmniej dla mnie.

        Po drugie:
        Akt wlasnosci czlowieka to jakas bzdura.niewolnictwo dawno zniesiono. o co Ci
        chodzi ?

        Po trzecie:
        malzenstwo nie oznacza wylacznosci i wlasnosci.

        Po czwarte:
        jesli kochany przeze mnie ze wzajemnoscia mezczyzna zeni sie ze mna, bo chce miec
        we mnie wsparcie i byc ze mna, to ja sie tylko moge cieszyc.

        > dlatego, ze chcecie miec gwarancje na bezpieczenstwo? Bo jesli chodzi o
        > gwarancje na bezpieczenstwo, to mowiac oglednie, mam gdzies taka milosc ze
        > strony kobiety...

        Patrz wyzej i wczesniej :)


        > Chce, zeby slub byl wspolna, niezalezna decyzja. A nie przymusem wyduszonym na
        > jednej ze stron, tylko dlatego, ze ta druga bedzie sie z tym "lepiej czula". Bo

        TYLKO ?????????????
        Oooooooooo...

        To wiele tlumaczy :))

        Pozdrawiam mimo wszystko ")

        Elektra
        • Gość: kasia Re: do Elektry IP: 212.244.59.* 23.01.02, 10:42
          A dlaczego to facet ma rozumieć potrzeby kobiety i zapewniać jej poczucie
          bezpieczęństwa? A ona jemu nie???? Więcej pokory, mężczyzna to też człowiek,
          który ma uczucia, tochę inne ale ma
          • elektra_ Re: do Elektry 23.01.02, 11:57
            Gość portalu: kasia napisał(a):

            > A dlaczego to facet ma rozumieć potrzeby kobiety i zapewniać jej poczucie
            > bezpieczęństwa? A ona jemu nie????

            A kto tak twierdzi ????
            Niczego takiego nie napisalam...
            jesli mezczyzna jest z kobieta, to znaczy ze czuje sie z nia dobrze, i ze ona
            spelnia jego potrzeby, czyz nie ?
            W przeciwnym razie - zawsze moze odejsc..
            Dlaczego w takim razie on nie ma spelnic jej potrzeb?
            Zwlaszcza - palacych?
            Bo nie moze ich zrozumiec?
            moze dlatego,ze jest inaczej uksztaltowany...?
            Jest inny - to zrozumiale - ale czy to znaczy ze musi byc az tak egoistyczny i
            uparty ?



            >Więcej pokory, mężczyzna to też człowiek,
            > który ma uczucia, tochę inne ale ma

            Zgadzam sie w zupelnosci.

            Elektra

            • kwieto Re: do Elektry 23.01.02, 12:52
              Nie mow o meskim egoizmie i uporze kiedy jednoczesnie proponujesz rozwiazania w
              stylu: "nie chce spelniac Twoich zachcianek to od niego odejdz". Albo: "zagroz
              mu, ze odejdziesz, musisz byc na to zdecydowana, to wtedy albo odejdzie, albo
              spelni zadania"

              Rozumiem, ze to NIE jest egoizm i upor?
              Chyba rzeczywiscie kobiety posluguja sie swoja wlasna logika...
              • Gość: kasia Re: do Elektry i kwieto IP: 212.244.59.* 23.01.02, 13:49
                Kwieto, mimo, że jestem kobietą, kobieca logika mnie przerażała i mam niejasne
                wrażenie, że łatwiej mi zrozumiec Twoje posty niż Elektry.
                Natomiast Tobie Elektro odpowiadam na pytanie, dlaczego facet nie ma spełniać
                palących potrzeb kobiety: mianowicie na początku związku nie umawiali się na
                ślub, ona go nieśmiało oswajała i omotywała, nie wspominając o ślubie. Robi to
                nagle po: roku, dwóch pięciu latach i nie uzasadniając, co się między nimi
                zmieniło, że potrzeba ta jest paląca z płaczem się domaga. No to facet jako
                osoba obdarzona męską logiką myśli: coś jest nie tak, do tej pory było ok, a
                nagle jest źle i jest zagubiony w potrzbach partnerki, która zazwyczaj mówi, że
                ślub jest ważny: BO TAK i ONA TAK CZUJE, a jak on tego nie rozumie, to jest
                wredny i jak może mówić, że ją kocha i nie żenić się. A do tej pory mógł. I
                nikt go za to nie ganił, to jak się ma nagle poczuć. Wyobraź sobie, że gotujesz
                mężowi (czy kochankowi) przez wiele (lub kilka) lat jego - jak sądzisz -
                ulubioną potrawę. On ją zjada mlaska i w ogóle jest ok, po czym po np 5 latach
                stwierdza, że musisz zacząc gotować coś innego, bo to gówno mu nie smakuje. No
                to nie wiesz, czy przez te lata udawał, że świetnie gotujesz, okłamywał cię i
                nagle zrzucił maskę, czy mu się upodobania smakowe zmieniły, a zatem nie
                będziesz mu w stanie dogodzić. A w kązdym razie przeżywasz chwilę zawahania, co
                się stało, bo każda gwałtowna zmiana jest dezorientująca.
                I oto tu analogicznie. Ty przez (albo nie Ty, B. Anna itd) przez 5 lat związku
                myślisz o Was, dojrzewasz, rozważasz. A facet się nad tym nie zastanawia.
                Dopiero jak mu powiesz, że chcesz ślubu, to on może zacząć o tym myśleć (jeśli
                nie myślał wcześniej, bo są i tacy, co myślą). I kiedy po pierwszej w jego
                świadomości wzmiance o ślubie zaczyna się od razu urabianie, to się wnerwia i
                wcale mu się nie dziwie.
                Problem więc generalnie dotyczy komunikacji między płacimi i tylko go
                zarysowałam.
                Natomiast przyznaję, że z kobiecą logiką ignorujesz pytania stawiane przez
                kwieto, bo nawet ja jako kobieta mam wrażenie, że istnienia pewnych zaszłości
                nie dopuszczasz do głowy. A mianowicie: owszem, nie napisałaś, że tylko facet
                ma być oparciem dla kobiety i tylko facet ma spełniać jej prośby, ale nie
                napisałaś również, że facetowi też coś się należy, mgliście to ominęłaś
                stwierdzeniem, że kobieta też powinna faceta rozumieć. Ale nie wysilasz się, by
                przyjąć do wiadomości, że facet może się dla kobiety poświęcić nawet, ale musi
                rozumieć po co, natomiast kobieta jest gotowa do poświęceń, bo kocha...
                Inna sprawa, że jakoś żadna nie chciała się poświęcić i żyć bez ślubu, a
                wszystkie wymagają poświęcenia i zawierania związków pod przymusem i sznatażem.
                To kto tu ma się poświęcać - jedna tylko stona. I oparciem ma być facet dla
                kobiety, a nie odwrotnie??? Może wcale tak nie napisałaś, ale nie napisałaś ani
                słowa, że można coś facetowi wytłumaczyć lub się z nim dogadać, a tylko
                oczekiwać od niego. Dziekuje pięknie za takie uczucie.
                • elektra_ Re: do Elektry i kwieto 23.01.02, 15:03

                  > Natomiast Tobie Elektro odpowiadam na pytanie, dlaczego facet nie ma spełniać
                  > palących potrzeb kobiety: mianowicie na początku związku nie umawiali się na
                  > ślub, ona go nieśmiało oswajała i omotywała, nie wspominając o ślubie.

                  Kasiu droga !!!!
                  czy sugerujesz w ten psosob ze mama wyjsc za faceta, ktorego ledwo poznalam ????/
                  Przeciez ja go jeszcze nie znam!
                  Musze - ja i on tez - dojrzec o tej decyzji!
                  Jak Ty to sobie wyobrazasz inaczej ?
                  To musi trwac !!!


                  Robi to
                  > nagle po: roku, dwóch pięciu latach i nie uzasadniając, co się między nimi
                  > zmieniło, że potrzeba ta jest paląca z płaczem się domaga.

                  Dojrzala. I juz wie.

                  > mężowi (czy kochankowi) przez wiele (lub kilka) lat jego - jak sądzisz -
                  > ulubioną potrawę. On ją zjada mlaska i w ogóle jest ok, po czym po np 5 latach
                  > stwierdza, że musisz zacząc gotować coś innego, bo to gówno mu nie smakuje.

                  Bardzo dobre porownanie :))
                  po pieciu latach wcinania homarow rzygalabym na sam ich widok.
                  Ty nie ?

                  > I oparciem ma być facet dla
                  > kobiety, a nie odwrotnie??? Może wcale tak nie napisałaś, ale nie napisałaś ani
                  >
                  > słowa, że można coś facetowi wytłumaczyć lub się z nim dogadać, a tylko
                  > oczekiwać od niego. Dziekuje pięknie za takie uczucie.

                  Musialas mnie zle zrozumiec.
                  Malzenstwo jest oparte na zuafaniu i zrouzmieniu.
                  Obydwu stron.
                  Przynajmniej - powinno byc.

                  pozdrawiam,

                  Elektra
                • Gość: ida Re: do Elektry i kwieto IP: *.csk.pl 23.01.02, 15:23
                  Gość portalu: kasia napisał(a):

                  > Natomiast Tobie Elektro odpowiadam na pytanie, dlaczego facet nie ma spełniać
                  > palących potrzeb kobiety: mianowicie na początku związku nie umawiali się na
                  > ślub, ona go nieśmiało oswajała i omotywała, nie wspominając o ślubie. Robi to
                  > nagle po: roku, dwóch pięciu latach i nie uzasadniając, co się między nimi
                  > zmieniło, że potrzeba ta jest paląca z płaczem się domaga. No to facet jako
                  > osoba obdarzona męską logiką myśli: coś jest nie tak, do tej pory było ok, a
                  > nagle jest źle i jest zagubiony w potrzbach partnerki, która zazwyczaj mówi, że
                  >
                  > ślub jest ważny: BO TAK i ONA TAK CZUJE, a jak on tego nie rozumie, to jest
                  > wredny i jak może mówić, że ją kocha i nie żenić się. A do tej pory mógł. I
                  > nikt go za to nie ganił, to jak się ma nagle poczuć.


                  kasia, moje słowa uznania dla Twojej argumentacji (nie tylko dla tej co
                  skopiowałam, ale także dla tego co było dalej)

                  Gdyby facet znając moje poglądy na małżeństwo od samego początku, bo nie
                  zamierzam się z tym czaić, dajmy na to po paru wspólnie spędzonych latach bez
                  papierka nagle zażądał ode mnie ślubu (albo zaczął mnie pod tym kątem urabiać) i
                  to jeszcze w formie ultimatum, że jak za mnie nie wyjdziesz to odchodzę, to ja
                  też nie wiedziałabym co się dzieje i dlaczego

                  I nie wiem czy przypadkiem bym nie pomyślała, czy aby nie szykuje się tu jakiś
                  większy szwindel. I co wogóle mam myśleć o tych wspólnie spędzonych latach -
                  jedno wielkie kłamstwo z jego strony?
              • elektra_ Re: drogi kwieto 23.01.02, 14:51
                kwieto napisał(a):

                > Nie mow o meskim egoizmie i uporze kiedy jednoczesnie proponujesz rozwiazania w
                >
                > stylu: "nie chce spelniac Twoich zachcianek to od niego odejdz". Albo: "zagroz
                > mu, ze odejdziesz, musisz byc na to zdecydowana, to wtedy albo odejdzie, albo
                > spelni zadania"
                >

                nie zaproponowalam takiego rozwiazania w zadnym z moich postow.
                Mylisz mnie z kims, kwieto.

                > Rozumiem, ze to NIE jest egoizm i upor?

                Jest. Jak rowniez dazenie do realizacji pragnien.
                czasami najwazniejszych...
                nie twierdze ze dla mnie najwazniejszych, ale rozumiem kobiety, ktore tak
                rozumuja...

                > Chyba rzeczywiscie kobiety posluguja sie swoja wlasna logika...

                A mezczyzni?
                Co powiesz o niechcei do spelnienia najwazniejszego marzenia ich zyciowych
                partnerek tylko dlatego, ze go nie rozumieja, albo nie jest im z tym wygodnie,
                albo tez "za duzo przy tym zalatwiania" jak to ujales w jednym ze swoich
                poprzednich postow ?

                Pozdr,

                Elektra

                • kwieto Re: drogi kwieto 23.01.02, 16:57
                  Z Twoich postow wychodzilo, ze popierasz argumentacje "jak sie nie ozenisz to
                  odchodze". Jesli tak nie jest, to przepraszam

                  Natomiast co do spelniania marzen partnerki - a jesli marzeniem partnerki jest
                  abym palil fajke nosil wasy i chodzil w ciemnych garniturach pod muszka? To co,
                  mam to marzenie spelnic, nie baczac na to, ze nie przepadam za ciemnymi
                  garniturow, nienawidze dymu papierosowego a z wasami wygladam smiesznie?

                  Wszystko zalezy od tego, czy jestem sklonny to marzenie spelnic. Ja nie
                  oczekuje od dziewczyny, ze bedzie mi przynosila codziennie sniadanie do lozka.

                  Po prostu - dla mnie milosc jest przeciwienstwem WYMUSZANIA czegokolwiek, i
                  oczekiwania, ze druga osoba bedzie spelniac moje marzenia.

                  Zreszta, w moim przypadku taka rozmowa moze wygladac tak:
                  - no to wezmy slub
                  - dobra

                  Naprawde, dokladnie taki dialog jest bardzo realny. Ale jesli ktos mi wyskoczy
                  nagle, po kilku latach udanego zwiazku, z tekstem, ze chce slubu, bo to daje mu
                  (jej) poczucie bezpieczenstwa, ze to jest dowod mojej milosci, ze to jest dla
                  niej wazne i bez tego nie potrafi dalej ze mna zyc - to ja sie bede powaznie
                  zastanawial, czy my sie tak na prawde rozumiemy, i czy nasze zalozenia co do
                  drugiej osoby, bycia razem sa dobre.

                  Slowem - bede sie powaznie zastanawial, czy to jest rzeczywiscie ta osoba z
                  ktora chcialem spedzic zycie, i ktora wydawalo mi sie, ze znam.

                  I to glupie uczucie, kiedy ktos nagle zmienia swoje podejscie do zycia, a Ty
                  nic o tym nie wiesz. Bo jesli zmienil NAGLE podejscie do malzenstwa, to moze
                  jutro rowniez zmieni cos tak samo nagle i sprawi sobie kochanka, albo zacznie
                  uwazac, ze powienienem wypelniac bez szemrania wszystkie polecenia albo ze
                  nastepnym "dowodem milosci" bedzie zaprzestanie moich wyjazdow na narty,
                  spotkan z kumplami, chodzenia do kina - slowem stopniowe stawanie sie kims, kim
                  na pewno nie jestem?

                  Jesli w imie milosci mam sie poswiecac wbrew sobie, swoim przekonaniom, swojej
                  osobowosci - to ja dziekuje za taka milosc.

                  Jestem gotow na porozumienie, konsensus, kompromis - ale nie za wszelka cene.
                  I tyle.
                  • Gość: agula Re: drogi kwieto IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.02.02, 13:38
                    Ludzie kochani jest jedna rzecz, o której nie wspominacie. Ślub kościelny
                    zawiera się przed Bogiem! Czy to coś nie znaczy? Gdzie w tych postach jest
                    wiara? Ślub nie jest imprezką dla rodziny i znajomych, to coś więcej.Tu wchodzi
                    w grę nasza wiara i już. Jak ktoś jest niewierzący to ślub jest dla niego
                    papierkiem. Jestem osobą wierzącą (brak systematycznej praktyki - winny
                    Koścół? - temat na osobny wątek).Wiara to nie to samo co religia. Dla mnie ślub
                    cywilny jest papierkiem, jest wyłącznie urzędowy, ale ślub kościelny to co
                    innego. Jest on podniosły, wiąże się z naszą wiarą. Dla mnie i mojego męża było
                    to ogromne przeżycie. Nieważni byli goście, znajomi - było to garstka
                    najbliżych osób. Tam liczyliśmy się my, nasza miłość. Z pewnością ślub nie jest
                    gwarancją na długie i szczęśliwe życie - takiej gwarancji nie zapewni nam nikt
                    ( nawet my nie możemy jej zapewnić, to byłaby naiwność). Nas nikt nie zmuszał
                    do ślubu, to się po prostu stało i nie żałujemy, a wręćz przeciwnie jesteśmy
                    dumni z tego, jesteśmy dumni z obrączek, które są symbolem naszaj miłości. Nie
                    potępiam osób żyjących bez ślubu, sami tak żyliśmy pewien czas. Ktoś się
                    zapytał czy ślub coś zmienia. To jest trudne pytanie. Dla nas (jak wspomniałam)
                    był wielkim przeżyciem natury duchowej. Kochamy się tak samo jak wcześniej, ale
                    jest w tym coś niewytłumaczalnego (dla mnie), gdyż czujemy się bardziej
                    odpowiedzialni za siebie, inaczej spoglądamy na problemy i czujemy się bardziej
                    bezpieczni, bo wierzymy, że ktoś z nami jest i się nami opiekuje. Ciężko jest
                    wytłumaczyć wiarę. Ja nikogo nie namawiam na ślub, to sprawa indywidualna i
                    jeśli ktoś nie widzi nic w tym szczególnego to po co ma brać ślub. To nic nie
                    zmieni. Szkoda, że tak wielu ludzi patrzy na ślub jak na papierek. Osobiście
                    denerwują mnie odwieczne teksty typu: po ślubie się zmieni, żenię się tak bo
                    trzeba, bo to dla dobro dziecka ... itp. To takie wyrachowane i nieszczere. Nie
                    popieram nacisków ze strony rodziny, znajomych czy społeczeństwa. Musimy
                    zmienić naszą mentalność. Trzeba żyć w zgodzie z sobą i brać za to
                    odpowiedzialność (za każdą decyzję).

                    Wraz ze ślubem powiększyła się rodzina, o wspaniałych ludzi, a w szczególności
                    teściową, którą kocham jak matkę. Życzę wszystkim mądrych decyzji i wiele
                    miłości.

                    pozdrowiena agula
        • kwieto Re: Odpowiedz zbiorcza? 23.01.02, 10:42
          elektra_ napisał(a):


          > Kwieto, problem polega na tym ze probujesz kwestie tak bardzo delikatna rozwali
          > c
          > racjonalnie. Przyjmij do wiadomosci, ze kobieta bedaca konkubina po pewnym czas
          > ie
          > zaczyna czuc sie w tym ukladzie bardzo malo komfortowo. Skoro jej mezczyzna nie
          >
          > chce sie zenic, to moe jej nie kocha? nie kocha dostatecznie? moze chce odejsc?
          >
          > moze traktuje ja jak zabawke?
          >
          > Slub jest rozwianiem tych watpliwosci i deklaracja.
          > bardzo wazna.
          > To malo?
          >
          No ale jaka deklaracja? Co wlasciwie deklarujesz? Bo ja nie widze roznicy
          pomiedzy prostym "kocham Cie" a cala procedura slubu. A z natury lubie upraszczac
          a nie utrudniac.

          A jesli kobieta czuje sie bez slubu traktowana przeze mnie jak zabawke - to albo
          ona nie pasuje do mnie, albo ja nie pasuje do niej. Gdyby kobieta bedaca moja
          dziewczyna powiedziala mi, ze bez slubu to ona ma takie watpliwosci, to moja
          reakcja byloby albo:
          - stwierdzenie, ze ona jest niepowazna i niedojrzala
          - odebranie tego jako bardzo osobiscie wymierzony policzek. Bo to oznacza, ze ja
          jestem traktowany jako gowniaz, ktory bez kontraktu nie jest w stanie sie
          zdyscyplinowac do okazania komus, ze go kocham. Bueee...


          > Oczywscie, kazdy (i kazda) tak by wlasnie wolal.
          > Tylko jak to sie ma zdarzyc przy rosnacym wygodnictwie i niechceci mazczyzn ? (
          > no
          > bo co to zmienia? )
          >
          Nie wiem, moze po prostu przebywasz posrod niewlasciwych mezczyzn? Ja szukam
          sobie kogos, dla kogo slub ma dziesieciorzedna waznosc. Kogos, dla kogo liczy
          sie uczucie a nie impreza pt. "slub" i nie zmuszam nikogo, zeby byl ze mna skoro
          sie w takich kwestiach nie dogadujemy. Kazdy ma wolny wybor. Jesli sie dogadamy
          to super, jesli sie nie dogadamy, to trudno, nie bede nikogo zmuszal...
          A rozwalanie kochajacego sie ukladu tylko dlatego, ze "ja chce miec slub" uwazam
          za wyraz dziecinady i niedojrzalosci.

          >
          > Byc moze trafil... Trudno... szkoda, ze mezczyzna Anny nie potrafil zrozumiec j
          > ej
          > potrzeb wczesniej i musialo dojsc az do "tupania"...
          > Widac nie zalezalo mu na tym "uroku"
          >

          Rownie dobrze mozna powiedziec "szkoda ze Anna nie potrafila zrozumiec potrzeb
          swojego mezczyzny" - kazdy medal ma dwie strony. Jesli ja mam rozumiec potrzeby
          kobiety, to niech kobieta rozumie rowniez moje potrzeby. W innym przypadku sa to
          tylko czcze wymagania.

          > > Osobiscie nie zakladam, ze nigdy sie nie ozenie, ale niech to bedzie moja
          > > decyzja, a nie wymuszona deklaracja
          >
          > jesli Twoj stosunek do sparwy sie nie zmieni, to jak taka sytuacja ma miec
          > miejsce ?
          >
          Widzisz, ulegasz tu stereotypom myslowym. Zakladasz, ze jesli krytykuje
          instytucje slubu wymuszanego, czy slubu "zapewniajacego poczucie bezpieczenstwa"
          to krytykuje instytucje slubu w ogole. A tak nie jest. Jesli poczuje potrzebe
          pobrania sie z dziewczyna (bo na przyklad stwierdze, ze chce z nia wychowac
          dzieci, itp), to jej to zaproponuje. Ale jesli ona wyskoczy mi z tekstem
          "pobierzmy sie, bo mi to daje poczucie bezpieczenstwa", albo "jesli sie nie
          pobierzemy to odejde" - to wybacz, ale sam jej przyniose walizki...


          > >
          > > Dalej. Ktos tu wspomnial o "posiadaniu kogos, kto daje wsparcie". Rozumiem
          > , ze
          > > slub ma byc "dokumentem wlasnosci"
          >
          > nie, to nie tak.

          A jak??


          > > jak by sie
          > > czula, gdyby jej luby powiedzial: "no ozenilem sie, bo chcialem zawsze pod
          > reka
          > >
          > > miec kogos, kto by mnie wspieral". Czy same dobrze czujecie sie jako czyja
          > s
          > > wlasnosc? Nie sadze... wiec to "posiadanie" jest tu troszke nie na miejscu
          > .
          >
          > Ochhh.. Jak trudnos ie czasami dogadac... :(
          >
          > Po pierwsze:
          > wsparcie jest bardzo wazne, ale samo w sobie niejset warunkeim wystarczajacym d
          > o
          > zawarcia malzenstwa, przynajmniej dla mnie.
          >
          > Po drugie:
          > Akt wlasnosci czlowieka to jakas bzdura.niewolnictwo dawno zniesiono. o co Ci
          > chodzi ?
          >
          No to jesli nie akt wlasnosci, to skad slowo "posiadanie kogos"???
          (uprzedzam, ze jestem bardzo wyczulony na dobor slownictwa)


          > Po trzecie:
          > malzenstwo nie oznacza wylacznosci i wlasnosci.
          >
          No to po cholere ten slub???????????????? Jesli nie posiadanie, nie wylacznosc,
          nie wlasnosc, nie bezpieczenstwo materialne to co do groma?

          To po slubie sie kocha inaczej? Pstryk i jestesmy innymi ludzmi????


          > Po czwarte:
          > jesli kochany przeze mnie ze wzajemnoscia mezczyzna zeni sie ze mna, bo chce mi
          > ec
          > we mnie wsparcie i byc ze mna, to ja sie tylko moge cieszyc.
          >
          W nikim nie chce miec wsparcia, a juz na pewno nie w zonie. Zone/dziewczyne chce
          kochac, a nie sie na niej opierac. Opieram sie wystarczajaco na samym sobie, lub
          swoich znajomych. I ostatnia rzecza jaka chce robic, to mieszanie wspierania sie
          z miloscia. Dla mnie to dwie rozne zupelnie sprawy. Takie jest moje credo zyciowe
          i kropka.



          > > dlatego, ze chcecie miec gwarancje na bezpieczenstwo? Bo jesli chodzi o
          > > gwarancje na bezpieczenstwo, to mowiac oglednie, mam gdzies taka milosc ze
          >
          > > strony kobiety...
          >
          > Patrz wyzej i wczesniej :)
          >

          Nadal nie rozumiem....

          >
          > > Chce, zeby slub byl wspolna, niezalezna decyzja. A nie przymusem wyduszony
          > m na
          > > jednej ze stron, tylko dlatego, ze ta druga bedzie sie z tym "lepiej czula
          > ". Bo
          >
          > TYLKO ?????????????
          > Oooooooooo...

          Acha, czyli uklad w ktorym jednej osobie jest super a drugiej beznadziejnie
          uwazasz za calkiem normalny?


          >
          > To wiele tlumaczy :))

          Wiele, to znaczy co wlasciwie?


          >
          > Pozdrawiam mimo wszystko ")
          >
          No prosze... "mimo wszystko"
          zabrzmialo jak "czesc degeneracie"
          Ale moze to ja sie czepiam?
          K.
          • Gość: elektra_ Re: O poczuciu bezpieczenstwa w miare dokladnie IP: *.eranet.pl 23.01.02, 14:32

            > No ale jaka deklaracja? Co wlasciwie deklarujesz?

            Zajrzyj do tresci malzenskiej przysiegi...

            >Bo ja nie widze roznicy
            > pomiedzy prostym "kocham Cie" a cala procedura slubu.

            Procedura rzeczywiscei bardzo jest skomplikowana.
            Nalezy publicznie powiedziec "kocham Cie, nbede Cie ccenil, szanowal, troszcyl
            sie o Ciebie, bede Ci wierny".
            W czym problem, kwieto?
            Moze TY sie boisz zwiazania z jedna kobieta?

            > A jesli kobieta czuje sie bez slubu traktowana przeze mnie jak zabawke - to alb
            > o
            > ona nie pasuje do mnie, albo ja nie pasuje do niej.

            Aha...
            Czyli rozwalanie ukladu kochajacego sie, bojedno chce slubu jest niedojrzale, ale
            rozwalanie, bo Ty go nie chceszi uznajesz jej pragnienie za zachcianke i wyraz
            niedojrzalosci - juz nie ????


            > Nie wiem, moze po prostu przebywasz posrod niewlasciwych mezczyzn? Ja szukam
            > sobie kogos, dla kogo slub ma dziesieciorzedna waznosc.

            nie obrazaj sie prosze, kwieto - ale to wlasnie dla mnie jest "nieodpowiedni"
            mezczyzna... Taki, dla ktorego slub ma dziesieciorzedna wartosc... Na razie
            dyskutuje z Toba wlasnie...

            > Kazdy ma wolny wybor. Jesli sie dogadamy
            > to super, jesli sie nie dogadamy, to trudno, nie bede nikogo zmuszal...

            Mhmmmm...
            A co jesli po 2-3, moze 5 latach udanego zwiazku ona nagle zmieni zdanie ?
            Spakujesz jej walizki ?
            Kwieto...
            czy to nie bedzie dziecinne i niedojrzale?


            > Rownie dobrze mozna powiedziec "szkoda ze Anna nie potrafila zrozumiec potrzeb
            >
            > swojego mezczyzny" - kazdy medal ma dwie strony.

            Zgadza sie.Ale zdaje sie, ze Anna rozumiala i spelniala Jego potrzeby, skoro sie
            jednak pobrali, nie sadzisz?


            > Widzisz, ulegasz tu stereotypom myslowym. Zakladasz, ze jesli krytykuje
            > instytucje slubu wymuszanego, czy slubu "zapewniajacego poczucie bezpieczenstwa
            > "
            > to krytykuje instytucje slubu w ogole. A tak nie jest.

            nie ?
            To skad Twoje pytania, watpliwosci, cala ta polemika?
            Deklaracje "ja sie raczej nie ozenie" ?

            > Ale jesli ona wyskoczy mi z tekstem
            > "pobierzmy sie, bo mi to daje poczucie bezpieczenstwa", albo "jesli sie nie
            > pobierzemy to odejde" - to wybacz, ale sam jej przyniose walizki...

            I to nie bedzie z Twojej strony dziecinne i niedojrzale?



            > No to jesli nie akt wlasnosci, to skad slowo "posiadanie kogos"???

            To kolokwializm. Nigdy nie uzyles zwrotu "moja dziewczyna" ?



            > No to po cholere ten slub???????????????? Jesli nie posiadanie, nie wylacznosc,
            >
            > nie wlasnosc, nie bezpieczenstwo materialne to co do groma?
            >
            > To po slubie sie kocha inaczej? Pstryk i jestesmy innymi ludzmi????
            >

            nie, nie jestesmy...
            A co nam to daje?
            To wspanaile uczucie, ze mezczyzna ten tak bardzo mnie kocha, ze postanowil sie
            ze mna zwiazac na zawsze...
            nie jest tylko tu i teraz, ale deklaruje ze bedzie zawsze.
            To daje wlasnie ta pewnosc.
            To bezpieczenstwo.
            Rozumiesz?
            Pewnie nie....


            > W nikim nie chce miec wsparcia, a juz na pewno nie w zonie.

            Coz....
            Zosik - samosik ?
            To moze Ty w ogole nikogo nie potrzebujesz?

            Zone/dziewczyne chc
            > e
            > kochac, a nie sie na niej opierac.

            jedno drugiemu nie przeczy.

            > > Patrz wyzej i wczesniej :)
            > >
            >
            > Nadal nie rozumiem....

            Tekstu pisanego ?

            > > TYLKO ?????????????
            > > Oooooooooo...
            >
            > Acha, czyli uklad w ktorym jednej osobie jest super a drugiej beznadziejnie
            > uwazasz za calkiem normalny?

            Nie - za beznadziejny.
            Ale jesli jemu jest zle, to nie ch odejdzie, a nie trwa przy niej, dajac tym
            samym zludna nadzieje.


            > > To wiele tlumaczy :))
            >
            > Wiele, to znaczy co wlasciwie?

            Jesli dal Ciebie spelnienie potrzeb swojej kobiety to niewystarczajacy argument
            do odjecia dzialan, to... szkoda. Dla Niej. Bardzo duza. W tym momencie to Ty
            wykazujesz sie egoizmem, ktory wczesniej zarzucales kobietom.


            > > Pozdrawiam mimo wszystko ")
            > >
            > No prosze... "mimo wszystko"
            > zabrzmialo jak "czesc degeneracie"
            >

            Nie powinienes tego tak odbierac.
            Naprawde :)
            Pozdrawiam, mimo ze sie tak bardzo nie zgadzamy :)

            Ale moze to ja sie czepiam?

            czepiasz sie :))

            Elektra
            • Gość: kasia Re: O poczuciu bezpieczenstwa w miare dokladnie IP: 212.244.59.* 23.01.02, 14:53
              Elektro, więc powiedz wreszcie do jasnej i ciężkiej co się takiego dzieje po
              kilku latach, że kobieta, która wcześniej nie chciała ślubu, a przynajmniej się
              ze swoim chciejstwem ukrywała, nagle to ujawnia i dziwi się reakcjom faceta.
              Co do spełniania oczekiwań, to raczej facet Anny spełnił jej, a nie ona jego. I
              został brzydko zaszantażowany. Chyba ją za bardzo kocha. Ja bym zostawiła
              faceta, który by mnie szantażował odejsciem, jeśli nie weźmiemy ślubu.
              • elektra_ Re: O poczuciu bezpieczenstwa w miare dokladnie 23.01.02, 14:58
                Gość portalu: kasia napisał(a):

                Przeczytaj kasiu post Yolki. bardzo ladnie to tam wyjasnila.

                Pozdrawiam,

                Elektra
                • Gość: kasia Re: O poczuciu bezpieczenstwa w miare dokladnie IP: 212.244.59.* 23.01.02, 15:09
                  Przeczytałam, skomentowałam i dostałam po głowie. JA nie rozumiem kobiecej
                  logiki i wnerwia mnie.
                  Yolka zarzuca kwieto, że pisze Ja, a nie My, a która z pań dążących do ślubu
                  wysili się, by zrozumieć faceta? Każda mówi: JA chcę ślubu (co najwyżej
                  okraszając to: bo to Nam pomoże). A jak facet mówi, że dla niego ślub nic nie
                  wnosi, to żadna nie tłumaczy, co wnosi, bo nie ma logicznych argumentów. I tego
                  domaga się kwieto, a ty go spuszczasz mówiąc, że chce racjonalnego tłumaczenia
                  tego, co ulotne. Nawet jeśli tak jest, to można mu w przystępny sposób
                  wytłumaczyć, że w Tobie się coś zmieniło i wyjaśnić co, a nie wściekać, się, że
                  facet się nie zmienił.
                  To raz. A dwa, list Yolki nie odpowiada na pytanie: co się zmienia po kilku
                  latach. Chyba że mam doczytać między wierszami, że kobieta najpierw nie
                  potrzebuje poczucia bezpieczęństwa, a potem nagle tak. To chyba też można
                  facetowi wyjaśnić, skąd ta nagła bezbronność.
                  Ja mniej więcej wiem, jak myślą faceci i starałam Ci się to opisać w analogii
                  kulinarnej dla przykładu, ale widzę, że nie jest istotne zrzumienie facetów,
                  tylko przeforsowanie swojego stanowiska. Zatem powodzenia w małżeństwie
            • kwieto Re: O poczuciu bezpieczenstwa w miare dokladnie 23.01.02, 15:23
              Gość portalu: elektra_ napisał(a):

              )
              ) ) No ale jaka deklaracja? Co wlasciwie deklarujesz?
              )
              ) Zajrzyj do tresci malzenskiej przysiegi...

              Znam ta przysiege na pamiec. I wiem jakie pobudki kieruja ludzmi ktorzy te slowa
              wymawiaja - bo "wpadli", bo "rodzice chcieli" i tak dalej.
              I wiem jak sie zachowuja ludzie na samym weselu i po nim (pracowalem i jeszcze mi
              sie zdarza pracowac robiac zdjecia tudziez nagrania video na takich imprezach). W
              90 przypadkach na 100 caly slub ma niewiele wspolnego z miloscia.

              )
              ) )Bo ja nie widze roznicy
              ) ) pomiedzy prostym "kocham Cie" a cala procedura slubu.
              )
              ) Procedura rzeczywiscei bardzo jest skomplikowana.
              ) Nalezy publicznie powiedziec "kocham Cie, nbede Cie ccenil, szanowal, troszcyl
              ) sie o Ciebie, bede Ci wierny".
              ) W czym problem, kwieto?
              ) Moze TY sie boisz zwiazania z jedna kobieta?

              Ja wole powiedziec to kobiecie na plazy na skraju morza i uwazam to za wazniejsze
              niz podpisanie papierka w USC.


              )
              ) ) A jesli kobieta czuje sie bez slubu traktowana przeze mnie jak zabawke - t
              ) o alb
              ) ) o
              ) ) ona nie pasuje do mnie, albo ja nie pasuje do niej.
              )
              ) Aha...
              ) Czyli rozwalanie ukladu kochajacego sie, bojedno chce slubu jest niedojrzale, a
              ) le
              ) rozwalanie, bo Ty go nie chceszi uznajesz jej pragnienie za zachcianke i wyraz
              ) niedojrzalosci - juz nie ????
              )
              A nie zwrocilas uwagi, ze ja po prostu nie chce byc z kims kto w imie swojego
              chciejstwa jest gotow rozwalic uklad? Co ja mam sie poswiecac w imie ratowania
              zwiazku ktorego partnerka nie ma ochoty ratowac skoro stawia takie ultimatum?
              Jej decyzja, jej wola, skoro uwaza ze slub jest wazniejszy od milosci - prosze
              bardzo, ale beze mnie.


              )
              ) ) Nie wiem, moze po prostu przebywasz posrod niewlasciwych mezczyzn? Ja szuk
              ) am
              ) ) sobie kogos, dla kogo slub ma dziesieciorzedna waznosc.
              )
              ) nie obrazaj sie prosze, kwieto - ale to wlasnie dla mnie jest "nieodpowiedni"
              ) mezczyzna... Taki, dla ktorego slub ma dziesieciorzedna wartosc... Na razie
              ) dyskutuje z Toba wlasnie...
              )
              Wniosek - stanowilibysmy kiepska pare. Ale nie musimy sie ze soba wiazac, prawda?
              Jest tylu ludzi na swiecie...


              ) ) Kazdy ma wolny wybor. Jesli sie dogadamy
              ) ) to super, jesli sie nie dogadamy, to trudno, nie bede nikogo zmuszal...
              )
              ) Mhmmmm...
              ) A co jesli po 2-3, moze 5 latach udanego zwiazku ona nagle zmieni zdanie ?
              ) Spakujesz jej walizki ?
              ) Kwieto...
              ) czy to nie bedzie dziecinne i niedojrzale?
              )
              A czy jej nagla zmiana zdania po 5 latach i stawiania ulimatum "albo je spelnisz
              albo do widzenia, bo ja mam taka ochote" uwazasz za dojrzale? Ja tylko mowie co
              wybiore w razie takiego sformulowania roszczen. Wybiore walizki, bo nie mam
              ochoty zyc z kims kto jest niedojrzaly, i nie wykazuje minimalnej checi wspolnego
              rozwiazania problemu


              )
              ) ) Rownie dobrze mozna powiedziec "szkoda ze Anna nie potrafila zrozumiec po
              ) trzeb
              ) )
              ) ) swojego mezczyzny" - kazdy medal ma dwie strony.
              )
              ) Zgadza sie.Ale zdaje sie, ze Anna rozumiala i spelniala Jego potrzeby, skoro si
              ) e
              ) jednak pobrali, nie sadzisz?
              )
              Nie wiem, ale zdaje sie, ze sie pobrali po pol roku wymuszania placzem? Wiesz,
              dla mnie jest to slub z litosci. albo dla swietego spokoju. Oba rozwiazania mi
              nie pasuja. Jesli jej chlopakowi pasowaly i jest szczesliwy - to wspaniale. Jabym
              szczesliwy nie byl. Ale ja to ja a on to on.


              )
              ) ) Widzisz, ulegasz tu stereotypom myslowym. Zakladasz, ze jesli krytykuje
              ) ) instytucje slubu wymuszanego, czy slubu "zapewniajacego poczucie bezpiecze
              ) nstwa
              ) ) "
              ) ) to krytykuje instytucje slubu w ogole. A tak nie jest.
              )
              ) nie ?
              ) To skad Twoje pytania, watpliwosci, cala ta polemika?
              ) Deklaracje "ja sie raczej nie ozenie" ?
              )
              Bo tlumacze juz ktorys raz - slub wymuszany w taki sposob jak tu jest to
              proponowane mnie nie interesuje. Nie czuje tez potrzeby brania slubu w tej
              chwili. Ale nie wykluczam, ze mi sie np. odmieni...


              ) ) Ale jesli ona wyskoczy mi z tekstem
              ) ) "pobierzmy sie, bo mi to daje poczucie bezpieczenstwa", albo "jesli sie ni
              ) e
              ) ) pobierzemy to odejde" - to wybacz, ale sam jej przyniose walizki...
              )
              ) I to nie bedzie z Twojej strony dziecinne i niedojrzale?
              )
              Powtarzam sie w tym poscie po raz trzeci - na dziecinne zagrania reaguje
              dziecinnymi reakcjami. Co innego kiedy ktos powie "moze bysmy sie pobrali" a co
              innego gdy ktos powie "jesli sie nie pobierzemy to odejde". Nie dostrzegasz tej
              drobnej roznicy? Juz pisalem tu, ze ja jestem bardzo uczulony na slownictwo i
              formulowanie wypowiedzi...
              Wiec - jesli ktos zagra dziecinnie - nie bede mu przeszkadzal, ale sam sie w
              piaskownicy bawic nie zamierzam


              ) ) No to jesli nie akt wlasnosci, to skad slowo "posiadanie kogos"???
              )
              ) To kolokwializm. Nigdy nie uzyles zwrotu "moja dziewczyna" ?
              )
              Zawsze mnie mierzil, choc uzywam go, bo niestety nie widze czegos rownie
              zgrabnego. Ale wole mowic, ze jestem z kims, albo ktos jest przy mnie, a nie
              "jest moj". Natomiast o wiele naturalniejsze od "posiadac" jest slowo "miec
              (kogos)" jest lzejsze. "posiadac" od razu sugeruje akt wlasnosci. Przynajmniej
              dla mnie.

              )
              )
              ) ) No to po cholere ten slub???????????????? Jesli nie posiadanie, nie wylacz
              ) nosc,
              ) )
              ) ) nie wlasnosc, nie bezpieczenstwo materialne to co do groma?
              ) )
              ) ) To po slubie sie kocha inaczej? Pstryk i jestesmy innymi ludzmi????
              ) )
              )
              ) nie, nie jestesmy...
              ) A co nam to daje?
              ) To wspanaile uczucie, ze mezczyzna ten tak bardzo mnie kocha, ze postanowil sie
              ) ze mna zwiazac na zawsze...

              Juz sobie wytlumaczylismy, ze slub nie oznacza "na zawsze"? Moja mama rozwodzila
              sie dwukrotnie, i dla mnie slub jest tak samo tymczasowy jak np. praca. Czy
              podpisujac kontrakt na prace, jestes swiecie przekonana, ze to bedzie praca "na
              zawsze"? nie sadze...

              ) nie jest tylko tu i teraz, ale deklaruje ze bedzie zawsze.
              ) To daje wlasnie ta pewnosc.
              ) To bezpieczenstwo.
              ) Rozumiesz?
              ) Pewnie nie....
              )
              Nie nie rozumiem, bo nie jestem wstanie dac deklaracji "na zawsze" Bo nie daje
              slowa o ktorym nie wiem, czy bede potrafil go dotrzymac. Nawet jesli w tej chwili
              wierze, ze tak bedzie, jestem (w tej chwili) o tym przekonany w 100% - pewnosci
              nie mam nigdy, i nigdy jej miec nie bede. Moze jestem zbyt zasadniczy, moze
              czepiam sie detali, trudno...


              )
              ) ) W nikim nie chce miec wsparcia, a juz na pewno nie w zonie.
              )
              ) Coz....
              ) Zosik - samosik ?
              ) To moze Ty w ogole nikogo nie potrzebujesz?
              )
              To zalezy w jakim kontekscie. Na pewno nie w kontekscie podpory czy opiekunki.
              Ja chce miec kogos z kim sie bede dobrze czul i radowal sie z jego obecnosci. Nic
              wiecej od tej osoby nie chce.
              Ze swoimi problemami poradze sobie sam, nianki nie potrzebuje.



              ) Zone/dziewczyne chc
              ) ) e
              ) ) kochac, a nie sie na niej opierac.
              )
              ) jedno drugiemu nie przeczy.
              )
              Wiesz, wydaje mi sie, ze jesli jestem z kims przede wszystki po to, zeby sie na
              nim oprzec, to nie mowimy o milosci, a o wieszaniu sie na kims. Kwestia ustalenia
              priorytetow. Dla mnie wazniejsza jest milosc a wsparcie sobie moze byc ale nie
              musi, a wydaje mi sie, ze Ty forsujesz model Przede wszystkim wsparcie, a milosc
              sobie moze byc ale nie musi - tak wygladaja Twoje wypowiedzi "z boku" - moze
              warto sie nad tym zastanowic?
              Kwestia rozlozenia akcentow... mowilem, ze jestem czuly na slownictwo, bo sam
              kiedys oczekiwalem od dziewczyny przede wszystkim wsparcia. Tylko potem
              zrozumialem, ze takie podejscie nie wiele ma wspolnego z miloscia. I teraz jestem
              na takie rzeczy bardzo wyczulony.


              ) ) ) Patrz wyzej i wczesniej :)
              ) ) )
              ) )
              ) ) Nadal nie rozumiem....
              )
              ) Tekstu pisanego ?

              Tej roznicy pomiedzy "przed slubem" a "po slubie" To co pisala Kasia do Yoli -
              jesli nie potrafisz wspolnie rozwiazywac problemow i zyc kochajac sie przed
              slubem, to raczej po slubie tez Ci sie nie uda


              )
              ) ) ) TYLKO ??????
    • Gość: alka_xx Re: a propos .... IP: 10.10.10.* 23.01.02, 08:47
      Rozmawia para:

      Ona:" Kochanie, moze wzielibysmy slub w Boze Narodzenie?"

      On: " Cos ty Maryska! Swieta bedziemy sobie psuli?"

      • Gość: kasia Re: a propos ....do b. o sakramentach IP: 212.244.59.* 23.01.02, 10:03
        Tylko w tej kwestii może się wypowiem, bo to co przeczytałam o bezpieczeństwie,
        stabilności i ultimatum: ślub a rozstanie po raz kolejny mnie przeraziło, jakie
        są kobiety i co jest dlanich ważne.
        Ale do baranów. Ja jestem osobą wierzącą, więc ważny jest dla mnie sakrament.
        Wiarę wybrałam świadomie w wieku 21 lat, choć ochrzczona byłam wcześniej. Kiedy
        się na tę wiarę zdecydowałam, byłam w związku, który chciałam przekształcić w
        ten sakrament jeszcze 4 lata z hakiem. Nie udało się. Potem zaś, z moim obecnym
        mężem od początku wiedzieliśmy, że się bardzo koachamy i chcemy być ze sobą,
        ale wypłynął temat ślubu. I otóż mimo wielkiej miłości zajęło mi prawie dwa
        lata pokazanie mu różnicy w moim a jego sposobie myślenia. On uważał, że ja
        chcę ślubu, bo wszyscy go mają, a nie mam rozsądnych argumentów oraz
        powiedział, że jak chodzi o papierek, to możemy w każdej chwili. Mnie nie
        chodziło o papierek, tylko o życie w wierze. Dwa cięzkie lata i urodzenie w
        międzyczasie dziecka kosztowało mnie i wiele przegadanych nocy i cytaty z pisma
        św. jak pod natchnieniem ducha .... Ale zrozumiał. Wzięliśmy ślub z radością,
        razem trakrując go jako sakrament, wyspowiadawszy się na poważnie pierwej.
        Potem ochrzciliśmy duże już dziecko. Wszystko na wariackich papierach, ale:
        1. jeśli idzie o poczucie bezpieczeństwa, to mamy tylko ślub kościelny, więc w
        każdej chwili możemy się odwrócić plecami - bez rozwodu i intercyzy - to do
        kweieto.
        2. nie nosimy obrączek, bo nie lubimy i były pożyczone na ślub.
        3. mamy różne nazwiska i nie sądzę, żeby dziecko na tym ucierpiało, mamy jasne
        zasady i wiemy czego chcieliśmy, wieć jej wyjaśnimy, dlaczego tak jest oraz
        dlaczego nie warto brać ślubu dla papierka, białęj sukni i z powodu dziecka w
        drodze
        4. kiedy byliśmy w tę sobotę na ślubie kuzynki i usłyszeliśmy mężu przyjmij tę
        obrączkę, przypomnieliśmy sobie, że my używaliśmy imion wręczając sobie
        obrączki, i zgodnie stwierdziliśmy, że dostalibyśmy ataku śmiechu pod ołtarzem
        5. nie było wesela tylko przyjęcie, a to i tak za dużo, lepiej gdybyśmy poszli
        sami, w letniej sukience i spodenkach oraz sandałach (było lato, ale polecam
        też kombinezony narciarskie zimą), bez gości, rodziny nawet, sami...(no
        niestety ksiadz i świadkowie).
        Zatem kochana b., jeśli jesteś osobą wierzącą, to jest Ci ciężko, ale trochę
        ponosisz konsekwencje tego, że nie dałaś świadectwa tej wiary decydując się np.
        na mieszkanie razem (tak jak ja, no ale ja dopiero po urodzeniu dziecka - też
        ktoś może powiedzieć, że hipokryzja, przyjmę z pokorą, bo ludzie ścieżki są
        przedziwne). Uwierz, że jeśli to ten, a poprosisz Ducha św. o pomoc, to ją
        zyskasz i znajdziesz słowa, żeby do niego trafić. U mnie chyba decydujący był
        argument, żebyśmy wzięli ślub jednostronny (jeśli ja jestem wierząca a on nie,
        to jest możliwe), tylko kościelny, tylko ze świadkami i pocichu, żebym ja była
        w porządku wobec mojego Boga i mojej wiary, między nami to nic nie zmieni.
        Wtedy się obraził, że mu nie daję szansy, a potem zaczął rozumieć, o co mi
        chodzi. Wiem, że takie rozmowy są okropnie trudne, ale tylko życie w prawdzie
        pozwoli Ci kochać do końca. Może napisz, jak nie umiesz powiedzieć. Ale
        pamiętaj, że moje rady są dla osoby, dla której wiara jest najważniejsza, a
        raczej tak samo ważna jak miłość tu na ziemi, wymaga ofiar.
        I tu masz rację Kwieto!!! To jest pieprzenie o stabilizacji, miłość to
        bezwarunkowe dawanie siebie a nie pod warunkiem, że wobec wójta lub plebana i
        świadków ogłosimy... Nie wytrzymałam, przepraszam, sama to zrobiłam przed
        księdzem, ale myślę, że się wytłumaczyłam, to była jedyna droga, którą mogłam
        podążać z moim Bogiem. I wiem, że będę z moim mężem do końca życia, kiedy jest
        źle oboje czerpiemy siłę z Sakramentu i cieszę się, że mam inne nazwisko, że
        mam swoje konto w banku, że mamy samochód na współwłasnośći i omawiamy każdy
        najdrobniejszy zakup razem, wypłacając z konta, które ma mniejszy debet, nie
        czułabym się bezpieczniej nazywając się żoną
    • Gość: Ania Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 09:48
      My wzięliśmy ślub pół roku temu...Przed ślubem mieszkaliśmy dwa lata razem -
      więc to nie chęć wspólnego zamieszkania. Zastanawiałam się nad tym dlaczego był
      dla mnie taki ważny? Jest wiele powodów, ale jedno jest pewne- mogę powiedzieć,
      że czuję się lepiej, bezpieczniej. Mój mąż też jest szczęśliwy... było też
      wesele -ale na nim 70% to byli znajomi, reszta najbliższa rodzina. Masa
      kłopotów z przygotowaniem. zabieganie, brak czasu na wszystko - ale warto!!!!!!
      Super zabawa, super samopoczucie i jakie wspomnienia !!!! Jestem za...
      • Gość: deska Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.acn.waw.pl 23.01.02, 10:24
        Czołgiem, kochani!
        Wychodzę za mąż za pół roku i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co jeszcze może
        się poprawić w moim związku przez sam fakt konkordatowego zawarcia związku.
        Czuję się kochana, mam poczucie bezpieczeństwa, stabilności, wewnętrznej
        harmonii, tak dzieje się od lat trzech i pewnie działoby się nadal bez tych
        ceremonialnych przyrzeczeń. Oczywiście ślub jest bardziej pomysłem mojego
        ukochanego i rodziny niż moim, ale też nie widzę przeciwwskazań dla jego
        realizacji. Jeśli chodzi o mnie, mogłabym pozostawić sprawy w tym stanie, w
        jakim są obecnie, tzn. mieszkać i zyć razem ciesząc się naszym szczęściem.

        Myślę jednak, że ciągle czujemy na sobie presję społeczeństwa w kierunku
        tradycyjnego uwieńczenia związku partnerskiego. Są ludzie, którzy mają
        predyspozycje do wiecznego oglądania się na to, co powiedzą inni, a są tacy,
        którzy wyznają filozofię: "eeeeetaaaaam". Ja będę tak samo zadowolona będąc
        żoną czy nie, ale może to wynika z osobowości. Jestem najwyraźniej bliższa temu
        drugiemu podejściu, ale czy ono właśnie nie jest również egoistyczne? Nie
        umiałabym wymuszać na kimś decyzji o małżeństwie, sprzeczne byłoby to z jakąś
        moją dumą. Niektórym potrzebne są te "dowody", dla innych dowodem jest samo
        życie, postępowanie.
        Nie oczekuj, Kwieto, że ktoś odpowie Ci na pytanie, co zmienia ślub w kwestii
        poczucia bezpieczeństwa. Ja myślę, że tylko wtedy można spokojnie to małżeństwo
        zawrzeć, kiedy nie brakuje ci już niczego i żadnych dodatkowych deklaracji "na
        poparcie i przypieczętowanie" nie potrzebujesz.

        pozdrowionka
        de_ska
        • agniecha3 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 23.01.02, 10:42
          > Wychodzę za mąż za pół roku i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co jeszcze może
          >
          > się poprawić w moim związku przez sam fakt konkordatowego zawarcia związku.
          > Czuję się kochana, mam poczucie bezpieczeństwa, stabilności, wewnętrznej
          > harmonii, tak dzieje się od lat trzech i pewnie działoby się nadal bez tych
          > ceremonialnych przyrzeczeń.

          byc moze, chociaz gdyby Twoj przyszly sie jednak nie zdeklarowal, byc moze za
          pare lat zmienilabys strone barykady. Bo brak deklaracji nie doskwiera od razu, a
          kobieta, ktora sie tej deklaracji doczekala, nigdy nie zrozumie kobiety, ktora
          czeka na prozno.
          • Gość: A27 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.proxy.aol.com 23.01.02, 16:00

            Ahniecha napisala:
            >
            > byc moze, chociaz gdyby Twoj przyszly sie jednak nie zdeklarowal, byc moze za
            > pare lat zmienilabys strone barykady. Bo brak deklaracji nie doskwiera od razu,
            > a kobieta, ktora sie tej deklaracji doczekala, nigdy nie zrozumie kobiety,
            >ktora czeka na prozno.

            Dokladnie tak to jest. Najsmieszniejsze jest jednak to, ze kobiety, ktore bez
            problemu dostaly to czego my nie moglysmy od naszych gostkow wydebic teraz
            mowia: "Phi, mi tam na slubie nie zalezalo, jemu zalezalo." To tak jakby bogaty
            mowil, ze mu na pienidzach nie zalezy i jednoczesnie sprawdzal czy nadal ma te
            dwa miliony.
            • Gość: onnanohi Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: 213.17.193.* 23.01.02, 17:10
              Halo, Anulka, ja tak nie mówiłam.
              Zależało mi :)
        • kwieto Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 23.01.02, 10:57
          no i wlasnie o cos takiego mi chodzi. O slub na zasadzie "co mi szkodzi" a nie
          "jak sie nie ozeni, to oznacza, ze nie kocha"
          Przymusu w stylu "bierzemy slub albo odchodze" nie znosze i uwazam za
          dziecinade.
        • Gość: Pola Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.extern.kun.nl 23.01.02, 15:31

          Ja myślę, że tylko wtedy można spokojnie to małżeństwo
          > zawrzeć, kiedy nie brakuje ci już niczego i żadnych
          dodatkowych deklaracji "na poparcie i przypieczętowanie"
          nie potrzebujesz.

          O! Wlasnie, dobrze powiedziane. Zgadzam sie!
          A zeby poczuc to bezpieczenstwo i poczucie, ze jest
          dobrze, potrzeba - w moim przypadku - troche czasu i pracy,
          Pozdrawiam


    • Gość: mariolka Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.almainternet.pl 23.01.02, 10:22
      hhhhh
    • Gość: kasia JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju IP: 212.244.59.* 23.01.02, 10:22
      B. jeśli kochasz tego człowieka, to go nie zostawisz, a jeśli nie kochasz, to
      po co ci ten pierścionek???
      Jeśli jesteś osobą wierzącą, to wiesz, że taką miarą, jak my mierzymy, odmierzą
      i nam, pozwoliłaś facetowi kochać się przez 5 lat, a potem koniec miłości
      majtki na dupę, bo nie ma ślubu? przez te lata też nie było. Nie chcę przez to
      powiedzieć, że nie masz prawa chcieć ślubu, ale na wszystkie świętości,
      odpowiadasz za tego człowieka (on za Ciebie, też, ale to jego sprawa, nie
      piszesz, czy on jest wirzący), jeśli go oswajałaś 5 lat (patrz mały książę), a
      teraz won, bo nie chce dać pierścionka, to z tego braku miłości dopiero się nie
      wyspowiadasz i ztego egoizmu. Jeśłi ślub był ważniejszy niż człoweik, z którym
      jesteś, było się związać z atkim, który na pewno się oświadczy, są tacy, sama
      wybierałam między facetem, który mi się oświadczał, a tym, który nic nie
      obiecywał i na dodatek był przeciwnikiem ślubu, a o sakramentach nie miał
      pojęcia, ale to była moja robota do wykonania, a ty mówisz: jest ciężko, ja
      wysiadam, a jak będzie ciężko po pierścionku i obrączce????
      Zastanów się, ćzy możesz go skrzywdzić
      • Gość: b. Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.01.02, 10:30
        Kasiu, On też jest wierzący czasami bardziej niż ja. On też uważa, że dzieci to
        tylko po slubie. Nie wiem, co będzie z Nim, co będzie ze mną jeżeli dojdzie do
        rozstania. Wiem, że sytuacja taka jak teraz jest dla mnie nie do wytrzymania.
        Jestem w wieku, w którym chcę mieć dzieci. Jestem kobietą coś takiego we mnie
        siedzi. Mądrze piszesz, że jestem za Niego w jakiś sposób odpowiedzialna, ale
        nie wiedzę innego wyjścia.
        • Gość: kasia Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju IP: 212.244.59.* 23.01.02, 10:37
          JAk jest wirzący, to powinien zrozumieć. a dlaczego dzieci po ślubie? może na
          to pytanie sobie odpowiedzcie? Ja miałam przed i nic to nie zmieniło między
          nami, decyzja o ślubie zapadła odrębnie.
          On też jest odpowiedzialny za Ciebie, może macie zadanie na teraz ocenić, na
          czym wasza wiara polega (dodam, że dręczyłam tak mojego przyszłego szwagra
          trochę złośliwie, bo też twierdził, że jest wirzący i dzieci to po ślubie, ale
          się w końcu oświadczył, no ale moja siostra cierpliwie czekała ze 6 lat, faceci
          tak mają, a tupanie ich tylko oddala od tej decyzji), może nie jesteście jednak
          wierzący???
          A jak już doszłaś do ściany i nie widzisz drzwi, to się pomódl, nie jesteś sama
          i nie ze wszystkim musisz sobie sama radzić, ale staraj się wypełniać
          najważniejsze przykazanie: miłości.
          Będę o Was ciepło myśleć i prosić Kogo Trzeba
          kasia
        • kwieto Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju 23.01.02, 11:00
          A moze porozmawiajcie o dzieciach a nie o slubie???

          Cos mi sie widzi, ze to jest wlasciwy problem, nie zaden slub, tylko to, ze on
          ma watpliwosci co do tych dzieci...
          • Gość: b. Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.01.02, 11:11
            Wiecie co? Już się pogubiłam. A może zgubiłam się duuuuuuuuuuuuuużo wcześniej?
            Dzieki Kasia, dzięki Kwieto i cała reszta. Muszę sobie spokojnie pomysleć,
            muszę chyba zostać przez chwilę sama...
            Pa.
            • Gość: A27 Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju IP: *.proxy.aol.com 23.01.02, 15:40
              Gdzies tam na gorze byl post o pokorze. Drogie kolezanki, przez cale wieki
              kobiety byly pokorne wobec mezczyzn i wcale nie bylo nam fajnie. W prawdziwe
              rownouprwanienie ja uwierze dopiero wtedy gdy kobieta bedzie mogla oswiadczyc
              sie mezczyznie i nikt w tym nic nienormalnego nie widzi.

              Kwieto, jesli w zwiazku wystepuje chroniczny brak satysfakcji kobiety zwiazany
              ze statusem konkubiny, to o jakim uroku my tutaj mowimy. Podobnie jak b.
              czekalam na kolejne okazje do oswiadczyn: urodziny, imieniny, nasza rocznica
              poznania, Boze narodzenie. Do Walentynek juz czekac nie chcialam.

              Mozecie tutaj sobie gadac przez nastepnych kilka dnia, a jesli b. chce wyjsc za
              swojego faceta to jutro tez bedzie chciala i po jutrze i za miesiac. I
              wczesniej znudzi sie byciem konkubina niz zrezygnuje z bycia zona.

              Kwieto, najpierw znajdz kobiete swojego zycia, a potem powiedz mi, ze jesli ona
              bedzie chciala slubu, a Ty nie - to Ty jej pozwolisz odejsc. Zobaczymy czy
              pozwolisz.
              • Gość: b. Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.01.02, 15:50
                Masz rację pisząc, ze bede tego zawsze chciala, bo bede. Kwieto wczesniej
                napisal cos o metnych tlumaczeniach - wlasnie tak mam, nie mam konkretnych
                argumentów: nie, bo cos cos tam. na razie mam tylko odpowiedz: i chce, i nie
                chce - tylko dalej nie moge sie dowiedziec dlaczego nie chce. Święta nie jestem
                i święta nie byłam i On o tym wie, skoro to Mu przeszkadza, to po co jest ze
                mną.
              • Gość: Sol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.02, 15:54
                Gość portalu: A27 napisał(a):

                > Gdzies tam na gorze byl post o pokorze. Drogie kolezanki, przez cale wieki
                > kobiety byly pokorne wobec mezczyzn i wcale nie bylo nam fajnie. W prawdziwe
                > rownouprwanienie ja uwierze dopiero wtedy gdy kobieta bedzie mogla oswiadczyc
                > sie mezczyznie i nikt w tym nic nienormalnego nie widzi.
                A normalne jest jesli szantazujesz mezczyzne odejsciem by wymoc na nim slub? To jest wlasnie
                normalne, fajne i niepokorne?

                > Mozecie tutaj sobie gadac przez nastepnych kilka dnia, a jesli b. chce wyjsc za
                > swojego faceta to jutro tez bedzie chciala i po jutrze i za miesiac. I
                > wczesniej znudzi sie byciem konkubina niz zrezygnuje z bycia zona.
                Czyli znudzi sie byciem z tym mezczyzna, tak? To wtedy juz nie ma po co za niego wychodzic, faktycznie...


                • Gość: A27 do Sol IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 00:34
                  Koleznaka nie potrafi logicznie myslec. To nie chodzilo o znudzenie sie
                  facetem, tylko o jego brak decyzji. I o jakim szantazu mowic. Nie zmuszalam
                  go do slubu. Oswiadczylam tylko, ze odjede. Czy ja mu przed slubem cos
                  obiecywalam. Nie!

                  Sol, jesli dajmy na to, Ty chcesz przezyc zycie z slubofobem to prosze Cie
                  bardzo. Ja nie chcialam.

                  Kazdy human being powinien miec prawo do slubu. Dlatego geje tez o to walcza.

                  Mozemy sobie tutaj siedziec i do konca swiata dyskutowac czy malzenstwo ma sens
                  czy nie, czy posiadanie dziecie ma sens. I sorry, ale i tak wiekszosc kobiet
                  bedzie chciala wyjsc za maz i miec dzieci. I w wielu przypadkach nie ma na to
                  logicznego wytlumaczenia.
                  • Gość: Sol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 10:48
                    Gość portalu: A27 napisał(a):


                    I o jakim szantazu mowic. Nie zmuszalam
                    > go do slubu. Oswiadczylam tylko, ze odjede.

                    Przeczysz sama sobie.
              • kwieto Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju 23.01.02, 16:59
                Jesli bedzie to rzeczywiscie kobieta mego zycia - wtedy problem slubu nie
                wystapi...
                • Gość: onnanohi Można na słówko? IP: 213.17.193.* 23.01.02, 17:32
                  Moim zdaniem najważniejsze to POZNAĆ się zanim się człowiek z człowiekiem
                  zwiąże.
                  Ja i mój - wybaczcie - Mąż wszystkie ważne sprawy omówiliśmy w ciągu pierwszych
                  dwóch miesięcy naszej znajomości, tzn.:
                  1. Co to znaczy być razem
                  2. Co najbardziej lubimy robić
                  3. Co nas śmieszy
                  4. Co nas boli
                  5. Czy chcemy dzieci
                  6. Co myślimy o konkubinacie, małżeństwie
                  7. Rasizm
                  8. Polityka i my

                  Itd aż w nieskończoność.
                  Rozumiecie? Poznaliśmy się jak łyse konie gadając, gadając, gadając.
                  I po prostu pasowaliśmy do siebie - On się oświadczył, ja się ucieszyłam i już.

                  I gdybym poznała takiego Kwieto jako mojego potencjalne go (:-)) to nie
                  związałabym się z nim i już. Bo nasze poglądy na to i na tamto są zbyt różne.

                  Łatwo mi mówić, wiem, mojego lubego poznałam jak miałam 28 i trochę lat -
                  miałam już wszystko poukładane w głowie - jak i czego oczekuję itp. i łatwo
                  było mi się zorientować, czy TO TEN w 100%. Dziewczyna, która ma 20 lat i wiąże
                  się z facetem - może po prostu nie trafić na właściwego (a On na właściwą)... I
                  potem są problemy. I ona i on je mają.

                  Pytanie do Kwieto - bardzo łatwo "pakujesz" swoją dziewczynę, gdy ona zrobi coś
                  nie po Twojej myśli, zaszantażuje itp. Naprawde uczucia dla Ciebie nic, tak
                  maluśko, znaczą i nie byłbyś skłonny do żadnych poświęceń, jeżeli TY uważałbyś,
                  że to głupie, niepotrzebne itp.?
                  Gdybym była Twoja kobietą - o, sorry za sformułowanie - prawo własności itd -
                  nigdy nie czułabym się przy Tobie bezpieczna. Ty i Twoje poglądy są dla Ciebie
                  najważniejsze :(
                  A wiesz czym urzekł mnie mój Mąż i co dla mnie jest wyrazem prawdziwej miłości?
                  Nie chcemy mieć dzieci, ale PRZED ŚLUBEM mięliśmy rozmowę również na temat
                  aborcji. I powiedziałam mojemu Ukochanemu, że jestem absolutnie przeciw
                  aborcji, jesteśmy dorośli, wiemy że istnieje jakiś margines na "wpadkę".
                  Powiedziałam, że gdyby tak się stało - rodzę to dziecko i chcę to omówić teraz,
                  taka jest moja decyzja niezależnie od przyszłych warunków itd. Rozmawialiśmy o
                  tym długo - w zasadzie to jest tak, że oboje równie mocno nie chcemy mieć
                  dzieci, ale w razie czego ... to JA byłabym w ciąży. Rozmowa nasza zakończyła
                  się tym, że mój Ukochany przyjął moją decyzję i ... po prostu BARDZO się
                  zabezpieczamy. Ale powiedział, że skoro taka jest moja decyzja - będziemy
                  kochać nasze ewentualne "wpadkowe" dziecko. I to jest dla mnie wyrazem Jego
                  miłości.

                  Wiecie co, gdy czytałam dziś ten wątek, zadzwonił mój Mąż. Zapytałam Go, czemu
                  się ze mną ożeniłeś? "Bo Cię kocham M" odpowiedział. To takie proste ...
                  • kwieto Re: Można na słówko? 23.01.02, 18:09
                    No wlasnie. Wbrew pozorom nie roznimy sie tu zbyt wiele. I u was malzenstwo
                    wyniklo naturalnie, oboje wiedzieliscie z kim sie zadajecie i ze tego chcecie.
                    I tak jest OK. A nie jakies monologi, wymuszenia, dawanie do zrozumienia,
                    czekanie na imieniny, urodziny i inne takie az on WRESZCIE da ten
                    pierscionek...

                    Co do "pakowania dziewczyny do walizki" to jak zdarta plyta powtarzam - ja sie
                    moge i z bieguna do afryki przeprowadzic, zrobic na prawde bardzo duzo - ale
                    niech ja tez czuje sie z tym dobrze. Tu nie chodzi o moje "chciejstwo", ale o
                    zwykle dogranie sie. Jesli dziewczyna chcialaby, zebym dla niej zrezygnowal z
                    czegos co jest integralna czescia mnie, bez czego bede sie zle czul, nie bede
                    soba - to ja nie jestem zdolny do takich poswiecen. I nie oczekuje takich
                    poswiecen z jej strony!
                    I na przyklad takim kawalkiem mojej osobowosci jest niechec do przymusu. gdy
                    czuje sie zmuszany do czegokolwiek - zacinam sie i nie jestem w stanie tego
                    zrobic, chocby nie wiem co. A postepowanie typu A27 odbiram jako przymus,
                    wywieranie presji. I takich oczekiwan nie bede spelnial.

                    Ale rownie dobrze wydam wszystkie "zaskorniaki" zeby kupic sukienke ktora jej
                    sie bardzo podoba. Ale niech ten zakup wyplywa ze mnie, niech bedzie potrzeba
                    sprawienia jej radosci, a nie "spelnienia zyczenia dla swietego spokoju".

                    I tylko tyle.
                    • kwieto Jeszcze o "chciejstwie" 23.01.02, 18:41
                      Zeby rozwiac wszelkie watpliwosci. Jesli kogos kocham to NATURALNA jest dla
                      mnie ochota sprawiania temu komus radosci. Wiec to moje chciejstwo jest w jakis
                      sposob ukierunkowanie na spelnianie zachcianek ukochanej. I moge to robic ze
                      spiewem na ustach, byle tylko zobaczyc radosne iskierki w jej oczach.

                      Nie chce tylo czuc sie do tego zmuszany (bo taki prezent bez przyjemnosci to
                      nie prezent)
                      I nie pozwole sie na poswiecanie jakiegos kawalka siebie w imie wypelniania jej
                      zachcianki - chyba ze uznam iz moge to zrobic, i bede przekonany, ze robie to
                      bez zalu.

                      Proste prawda?
                    • Gość: frisky2 Kwieto IP: 62.233.139.* 23.01.02, 18:47
                      Kwieto, choc u mnie akurat slub wynikl bez zadnych przymusow z zadnej strony
                      (podobnie jak u onnanohi), to zgadzam sie z Toba i z Kasia, ze facet nie lubi
                      byc zmuszany do slubu, czy innych "wspolnych" decyzji. Czuje sie po czyms takim
                      podle: "nie podjalem wolnej decyzji, nie decydowalem sam za siebie". To chyba
                      wiekszosc facetow przyprawia o depresyjne mysli i zaczynaja sie zastanawiac czy
                      w tym zwiazku sa soba, czy ten zwiazek ich nie ogranicza.
                      Rozumiem, ze - jak pisze Elektra - dla kobiet sam fakt slubu ma znaczenie
                      jakies metafizyczne, jest symbolem, ktorego nie da sie do konca racjonalnie
                      wytlumaczyc, ale mozna poczuc. Tylko, ze zmuszanie mezczyzny do tego
                      symbolicznego czynu sprawia, ze staje sie on calkiem niemetafizyczny, co w
                      efekcie obraca sie rowniez przeciwko oczekiwaniom kobiety. (chyba ze ta kobieta
                      tak naprawde nie oczekuje metafizyki, a jedynie "wsparcia")
                      Jedynym racjonalnym wyjsciem w sytuacji gdy obie strony maja rozne pogl;ady na
                      slub wydaje mi sie to co zrobila Kasia - czyli dyskusje z partnerem, az do
                      momentu gdy on sam zaakceptowal slub.
                    • Gość: ida Re: Można na słówko? IP: *.csk.pl 23.01.02, 18:57
                      kurcze, Kwieto, mam nadzieję, że zdążę ze słowami uznania dla Twojego podejścia
                      do życia, zanim Cię jakaś pani nie zasztyletuje na tym czy innym wątku :)))))


                      • kwieto Re: Można na słówko? 23.01.02, 18:59
                        hihihihihi

                        Mysle ze oboje bardziej sobie cenimy niezaleznosc niz "bezpieczenstwo" czy
                        wypelnianie naszysch zadan po prostu...
                        • Gość: ida Re: Można na słówko? IP: *.csk.pl 23.01.02, 19:23
                          też tak myślę, ja się czuje bezpieczna i bez tego "bezpieczeństwa" :)))))
                          • kwieto Re: Można na słówko? 23.01.02, 19:37
                            :"))))
                            • Gość: kasia Re: Można na słówko? IP: 212.244.59.* 24.01.02, 09:50
                              I ja z Wami (choć po ślubie). Zrelacjonowałam wczoraj dyskusję mojemu lubemu i
                              stwierdził, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że trafił na mnie,
                              jestem babą i też się czasem pobeczę (to hormony), ale umiem powiedzieć, o co
                              mi chodzi. A musielibyście zobaczyć jego minę, jak mu uświadomiłam, że
                              większość kobiet zaczyna rozmowę o ślubie z Bogu ducha winnym od: co będzie z
                              nami, jak sobie wyobrażasz naszą przyszłość albo przerażające: o czym
                              myślisz??? Po którym każdy normalny chłop wpada w panikę. A mężczyźni są prości.
                              Myślę, że gdyby Anka powiedziała: kochanie, pomyślałam o ślubie, ty pewnie nie,
                              ale zastanów się? Gość by odpowiedział: ok, jak Ci zależy. A jak był dręczony
                              abstrakcyjnymi pytaniami o przyszłość w atmosferze oczekiwania na pierścionek,
                              to pewnie nawet odetchnął, jak po roku podchodów okzało się, że to chodzi o
                              ślub. No ale kobiecie nie wypada powiedzieć o co chodzi, facet musi się domyślić
                  • Gość: kasia do onnanohi IP: 212.244.59.* 24.01.02, 10:30
                    Trudne imię. Ale ja tylko o szantażu: to nie jest drobiazg w związku. Można
                    kochanej osobie to wybaczyć, ale myślę, że niełatwo. A co byś zrobiła, gdyby
                    Twój mąż po paru latach zmienił zdanie i powiedział, że albo urodzisz MU
                    dziecko albo Cię zostawi, nie byłoby Ci przykro??? Pewnie byś siebie ani jego
                    od razu nie spakowała, ale nie sądzę, że to by było takie nic
                    • Gość: onnanohi Re: do onnanohi IP: 213.17.193.* 24.01.02, 10:57
                      Halo, halo - jaki szantaż????

                      Jasne postawienie sprawy. Oj, Kasiu. Nic takiego co opisałaś się nie zdarzy,
                      czy nie widzisz różnicy PRZED i PO deklaracjach, przsywiązaniu się itd.? Gdyby
                      mój obecny Mąż chciał mieć dzieci i od tego uzależniał nasze bycue razem - nie
                      bylibyśmy małżeństwem ani parą, czy nie rozumiesz????

                      Wybacz, ale to jest to samo co w pracy - jeżeli szef pewnego dnia przyjdzie do
                      Ciebie i powie:Pani Kasiu, od dzisiaj szefem jest Monika, a Pani zajmuje się
                      sprzątaniem i zmywaniem. To się nazywa wypowiedzenie umowy i Ty możesz się
                      zgodzić albo odejść. I to jest nie fair, bo jest to niezgodne z ustaleniami.
                      Ale jeżeli podczas pierwszej rozmowy o pracę szef mówi - będzie Pani szefem,
                      ale oprócz tego, co piątek do restauracji ze mną na obiad. Czy to jest szantaż?
                      NIE. To jest przedstawienie warunków kontraktu. I zgadasz się albo nie.

                      Ech ....

                      Gdy dwie strony mają różny pogląd na sprawę zawsze trzeba dojść do kompromisu.
                      W sytuacji ciąży nie ma kompromisu - nie można trochę mieć a trochę nie mieć
                      dziecka. Ja nie zabiłabym swojego dziecka, poczętego z moim mężem, ukochanym. I
                      nie mogę zmienić zdania w tej kwestii, bo to przekonanie to integralna część
                      mnie. Zatem to mój Mąż musiał dokonać potencjalnego wyboru. Czy rozumiesz?

                      Pozdrawiam.
                      • Gość: kasia Re: do onnanohi IP: 212.244.59.* 24.01.02, 12:17
                        Chodziło mi o to, że jeśli Twój mąż by zmienił zdanie - to się zdarza - to
                        musielibyście dokonać pewnych nowych ustaleń - i to są kompromisy a nie
                        sznataż. Ale jeśli np Anna - przepraszam, że ciągle o tym, ale chodzi o problem
                        a nie o konkretna osobę - trwała z facetem kilka lat i nie rozmawiali wcześniej
                        o ślubie, to każde z nich powinno przedstawić swoje stanowisko, ale że tak
                        powiem mniej racji jest po jej stronie (poza tym chciejstwem), bo jak zaczynali
                        być ze sobą, nie ustalili, że wezmą ślub. Zatem w porządku jest facet, kiedy
                        chce wyjaśnień, a nawet kiedy mówi, no ale wcześniej nie mówiłaś, że ślub jest
                        dla Ciebie ważny, to po co się decydowałaś znając moje zdanie? Dlatego jest
                        szantazem, zresztą ona sama chyba użyła tego słowa, powiedzenie: ślub albo
                        spadaj. Bo uczucia tego człowieka byłyby dla niej ważniejsze, gdyby go kochała,
                        a nie szukała męża. Nie jest zresztą JASNYM stawianiem sprawy, gdy kobieta
                        oczekuje, że facet "się domyśli", a co on - czarnoksiężnik?
                        • Gość: kasia Re: do onnanohi PS IP: 212.244.59.* 24.01.02, 12:20
                          Dla mnie ustaleń dokonuje się, gdy się z kimś zaczyna być, a nie po ślubie.
                          ślub jest zmianą umowy wg Twojego przedstawienia sytuacji. A nie umową
                          zawieraną od początku (gdy się jest ze sobą np 5 lat). I facet nie chciał
                          zdechnąc z głodu, więc został sprzątaczką. Współczuję mu, ale życie jest
                          brutalne.
                          • Gość: onnanohi Re: do onnanohi PS IP: 213.17.193.* 24.01.02, 12:26
                            Słuchaj Kasiu, właściwie dlaczego to właśnie mi to wszystko tłumaczysz?
                            • Gość: kasia Re: do onnanohi PS IP: 212.244.59.* 24.01.02, 12:44
                              Bo generalnie podobają mi się Twoje poglądy oprócz tego szantażu - po prostu
                              chciałam Cię przkonać, że to było nieładne, ale masz rację, bez sensu...
                              • Gość: onnanohi Re: do onnanohi PS IP: 213.17.193.* 24.01.02, 13:11
                                Kasiu, czy mogłabyś napisać konkretnie, którą z przedstawionych przeze mnie
                                sytuacji nazywasz szantażem?
                                Bardzo mi na tym zależy.
                                • Gość: kasia Re: do onnanohi PS IP: 212.244.59.* 24.01.02, 13:50
                                  ożeń się bo odejdę=zostań sekretarką + usługi erotyczne albo nie dostaniesz
                                  pracy
                                  ja tutaj kwalifikowałabym status faceta, któremu postawiono sprawę JASNO, ty
                                  zaś, jak zrozumiałam sugerowałaś, że mu wypowiedziano umowę i mógł się zgodzić
                                  lub nie. I może masz rację, dlatego napisałam, że został sprzątaczem, bo
                                  umarłby z głodu. W każdym razie jeśli kocha kobietę, to zgodzi się na
                                  upokarzające warunki, czy to nie jest szantaż??? Może nie, ale ja odnosiłam się
                                  głównie do Twojego stwierdzenia gdzieś wyżej, że mały szantaż nie powinien
                                  powodować pakowania walizek, bo opisane przez Ciebie stany faktyczne są
                                  niejednoznaczne. Ale oczywiście jako prawnik pokusiłam się o subsumpcję i
                                  wyszły mi różne pomysły. Może niezbyt trafne? W każdym razie chyba sytuacja
                                  jest prosta jeśli same zainteresowane uważają to za szantaż, a inni tym metodom
                                  przyklaskują?
                                  • agniecha3 Re: do onnanohi PS 24.01.02, 14:06
                                    > ja tutaj kwalifikowałabym status faceta, któremu postawiono sprawę JASNO, ty
                                    > zaś, jak zrozumiałam sugerowałaś, że mu wypowiedziano umowę i mógł się zgodzić
                                    > lub nie. I może masz rację, dlatego napisałam, że został sprzątaczem, bo
                                    > umarłby z głodu. W każdym razie jeśli kocha kobietę, to zgodzi się na
                                    > upokarzające warunki, czy to nie jest szantaż??? Może nie, ale ja odnosiłam się
                                    > głównie do Twojego stwierdzenia gdzieś wyżej, że mały szantaż nie powinien
                                    > powodować pakowania walizek, bo opisane przez Ciebie stany faktyczne są
                                    > niejednoznaczne. Ale oczywiście jako prawnik pokusiłam się o subsumpcję i
                                    > wyszły mi różne pomysły. Może niezbyt trafne? W każdym razie chyba sytuacja
                                    > jest prosta jeśli same zainteresowane uważają to za szantaż, a inni tym metodom
                                    > przyklaskują?

                                    Kasiu, a jak nazwiesz/ocenisz sytuacje odwrotna, tzn. nie ozenie sie z Toba, bo
                                    jesli mnie kochasz, to zostaniesz ze mna jako konkubina, no bo co Ci to
                                    przeszkadza. Czy to nie jest upokarzajace dla kobiety?
                                    Kiedys mowy nie bylo, zeby zwiazek sie rozwijal w innej formie niz malzenstwo - i
                                    ludziom bylo z tym dobrze. Alesmy sie same 'wyzwolily' i teraz jak ktoras chce
                                    slubu, to zaraz jest wydra, a facet upokarzany. Dlaczego nagle to kobieta jest ta
                                    niedobra? Zyje z facetem bez slubu - zle. Dazy do slubu - tez zle. Jak to jest,
                                    ze zawsze sie ciosa kolki na kobiecych glowach?
                                    • malwinamalwina Re: ? 24.01.02, 14:12
                                      u po ka rza ja ce ????? czy ja snie czy granice autoponizenia zostaly przekroczone ?
                                    • Gość: kasia Re: do adnieszki IP: 212.244.59.* 24.01.02, 14:28
                                      Uważam, że sytuacja przez Ciebie opisana jest również przykra, ale generalnie
                                      znając facetów stwierdzam, że wystarczy im wytłumaczyć, a nie po kobiecemu
                                      obrażać się. Zważ, że facet powie: co Ci przeszkadza być konkubiną, a nie, że
                                      mnie jest tak wygodniej. I jak powiesz, co przeszkadza, to każdy kochający się
                                      przekona, że warto. Zresztą napisałam gdzieś, że mój mąz przeciwki małżeństwa
                                      powiedział: jeśli Cię to uspokoi, to możemy zrobić cyrk w USC, jeśli ten
                                      papierek jest Ci do czegoś potrzebny. Tyle że mnie nie chodziło o papierek a o
                                      samrament i to wymagało wysiłku. Ale nigdy nie mówiłam: bo tak, bo ja tak chcę,
                                      tylko się wysilałam, by kobiece emocje przełożyć na język faceta, który tej
                                      całej metafizyki nie pojmuje.
                                      Moja koleżanka 4 lata po ślubie w udanym związku niedawno palnęła: a po co to
                                      ludzie się żenią, a ja do niej - no właśnie, a Ty dlaczego? Bo jej głównym
                                      argumentem było, że chciała być panią O. (i nic więcej, bo cała reszta była
                                      udana bez tego). Ja się z niej zawsze śmiałam, bo gdyby mnie ktoś określił jak
                                      ją raz: ta pani od.... i tu imię wtedy nieślubnego, to bym się przedstawiła
                                      imieniem i nazwiskiem i obśmiała sytuację. W każdym razie jej argument był
                                      racjonalny, choć krył za sobą te wszystkie lęki i obawy o ludzkie spojrzenia i
                                      brak pewności siebie prezentowany przez forumowiczki. Jej argument zadziałał -
                                      i to jest dowód na komunikację między płciami. Głównie temu trwam na tym forum
                                      do dziś, bo chcę pokazać większość zacietrzewionych kobiet, że z facetami
                                      rozmawia się prosto i przytoczony przez Ciebie na wstępie cytat: co Ci szkodzi
                                      być konkubiną w praktyce nie będzie miał miejsca, bo facet argumentuje
                                      pozytywnie. JAk mam coś zrobić, to w jakim celu. I jeśli celem jest to, że
                                      kobieta chce mieć to samo nazwisko, to często wystarcza. Ewentualnie mówi:
                                      dobrze jest, jak jest, jeśli chcesz zmieniać, to pokaż, co będzie lepszego. I
                                      też wystarczy argument, że ja się lepiej poczuje w tej tajemniczej sferze mnie,
                                      której nie rozumiesz, ale będę pogodniejsza i spokojniejsza - chyba warto...
                                      I dodam na koniec, że nie jest to tylko problem na płaszyźnie rozmów o ślubie
                                      ale i myciu garów, wychowywaniu dzieci i chodzeniu do kina.
                                      kasia
                                      Ps chyba, że to nie ten facet, no to wtedy dobrze, że nie chce...
              • kini Re: JEszcze o miłości, bo mi nie da spokoju 22.02.02, 16:38
                Ja też czekam na kolejne możliwe "okazje". W tej chwili właśnie przeżywam
                rozczarowanie powalentynkowe.
    • agniecha3 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 24.01.02, 13:30
      wiecie co, zastanawia mnie jedna rzecz. W calym tym watku dyskutuja w zasadzie
      kobiety (bez urazy, kwieto, ale jestes na razie jedynym rodzynkiem) podzielone
      na dwie grupy. Te, ktore do slubu daza i te, ktorym slub jest niepotrzebny (a
      ktore - nie zawsze, ale czesto - sa mezatkami).
      A ja jestem ciekawa opinii panow, ktorzy sie znalezli w sytuacji opisanej przez
      b. Tzn. ze nagle partnerka wyskakuje z pomyslem slubu - czy to w formie
      ultimatum, czy propozycji, jakkolwiek.
      Jak zareagowaliscie? Co zrobiliscie, gdy sie dowiedzieliscie, ze partnerka
      chce? No i jeszcze, dlaczego sie przed slubem broniliscie?
      Jak z Wami o tym rozmawiac, zeby Was nie urazic? Zebyscie sie nie czuli
      postawieni pod sciana?

      I chodzi mi raczej o opinie "co bylo, gdy...", a nie "co by bylo, gdyby..."
      • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 24.01.02, 14:58
        agniecha3 napisał(a):

        > wiecie co, zastanawia mnie jedna rzecz. W calym tym watku dyskutuja w zasadzie
        > kobiety (bez urazy, kwieto, ale jestes na razie jedynym rodzynkiem) podzielone
        > na dwie grupy. Te, ktore do slubu daza i te, ktorym slub jest niepotrzebny (a
        > ktore - nie zawsze, ale czesto - sa mezatkami).
        > A ja jestem ciekawa opinii panow, ktorzy sie znalezli w sytuacji opisanej przez
        >
        > b. Tzn. ze nagle partnerka wyskakuje z pomyslem slubu - czy to w formie
        > ultimatum, czy propozycji, jakkolwiek.
        > Jak zareagowaliscie? Co zrobiliscie, gdy sie dowiedzieliscie, ze partnerka
        > chce? No i jeszcze, dlaczego sie przed slubem broniliscie?
        > Jak z Wami o tym rozmawiac, zeby Was nie urazic? Zebyscie sie nie czuli
        > postawieni pod sciana?
        >
        > I chodzi mi raczej o opinie "co bylo, gdy...", a nie "co by bylo, gdyby..."


        Tez bym chciala o tym poczytac ....

        • malwinamalwina Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 24.01.02, 15:04
          bedzie o panach :
          pierwszy chcial sie ze mna zenic (i chcial przybrac moje nazwisko!)
          bylo mi obojetnie wiec zeby mu sprawic przyjemnosc wzielismy slub
          drugi chcial slubu by mnie "upupic" w stylu zaobraczkowany ptak bedzie mial trudnosci z wylotem z
          gniazda. Phi ! zreszta juz o slubie nie bylo z mojej strony mowy !
          no i jak ? zawsze i wszystkie kobiety daza do ...?
          budujcie szczesliwe zwiazki ze slubem czy bez, to nie ma znaczenia.
        • Gość: kasia Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: 212.244.59.* 24.01.02, 15:24
          Przytaczałam wypowiedzi mojego małżonka. Może on sam zechce się wypowiedzieć,
          zapytam. W każdym razie ja wiem, co on myślał oraz co myślą niektórzy inni,
          więc mogę zacytować, rozumiem jednak, że bardziej chodzi o głos męski, nie
          zapominajcie jednak, że możecie mieć problemy ze zrozumieniem obcego chłopa,
          jak nie rozumiecie motywacji własnego. Oni są inni.
        • mundo3 Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... 24.01.02, 17:31
          Hej b. Wiesz co, wlasnie mi to przyszlo do glowy. Sama mu sie oswiadcz.
          Zorganizuj kolacje przy swiecach. Kup jakis fajny zegarek albo cholernie
          drogi dlugopis, albo cos co kreci Twojego faceta i zapytaj. Kto wie, moze cos
          takiego go ruszy. (Odradzam klekanie.)

          • Gość: b. Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.01.02, 08:57
            mundo3 napisał(a):

            > Hej b. Wiesz co, wlasnie mi to przyszlo do glowy. Sama mu sie oswiadcz.
            > Zorganizuj kolacje przy swiecach. Kup jakis fajny zegarek albo cholernie
            > drogi dlugopis, albo cos co kreci Twojego faceta i zapytaj. Kto wie, moze cos
            > takiego go ruszy. (Odradzam klekanie.)
            >



            Kochany Mundo3,

            Probowalam. Odrzucil moje oswiadczyny, twierdzac, ze to chyba On powinien to
            zaproponowac. Tradycjonalista, niestety.

            Ale dzieki, nie klekalam :)
    • Gość: a Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.3miasto.net 24.01.02, 15:13
    • Gość: Yolka Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 25.01.02, 09:07
      Faceci mają po prostu inaczej zbudowany mózg - i fakt, że mają opory przed
      wiązaniem się na całe życie z jedną kobietą wypływa nie z jego "chcieć, albo
      nie chcieć" - tylko raczej ze strachu, przed przysięgą, że kiedyś może zdarzyć
      się im jej nie dotrzymać.

      A może chodzi o cos jeszcze? Strach, że nie poradzą sobie w nowej roli? Nie
      wiem, Oni sa po prostu tak "skonstruowani". Sami rzadko kiedy wpadną na ten
      pomysł. Ale jeżeli On wie, że jest to dla Ciebie tak ważne - powienien podjąć
      jakąś decyzję. Myślę, że na razie odpuść sobie nagabywanie go, daj mu czas do
      namysłu. Teraz raczej skup się na tym, aby między Wami wszystko było w jak
      najlepszym porządku, pokaż mu, co mógłby stracić, gdyby nagle Ciebie przy Nim
      zabrakło.

      Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość... Zobaczysz, że przyjdzie
      czas, kiedy sam zacznie rozmowę na ten temat. Musisz być przygotowana, ale
      spokojna, bez spazmów i płaczu. Może to potrwać nawet jeszcze rok, czy dwa, ale
      uwierz mi - w jego głowie na pewno teraz kłębia się myśli wokół tego tematu.
      Chociaż trudno przewidzieć z jakim skutkiem.

      Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia !
      • Gość: kasia Do Yolki o chrzcie wyjaśnienie IP: 212.244.59.* 25.01.02, 10:26
        Po pierwsze chcrzest i slub nie były nigdy elementami przetargowymi w moim
        związku. Powiedziałam tylko teściowej, że nie muszę wziąć ślubu, żeby mi
        ochrzcili dziecko, bo Bóg jest miłosierny i Basia znajdzie do niego drogę jak
        dojrzeje, jeśli matka zbłądziła. Zapewniam Cię, że nie mylę żadnych spraw, nie
        sugerowałam facetowi, że ma się ze mną ożenić, żeby ochrzcić dziecko. Raczej
        skłoniłam go do refleksji, czemu chce ochrzcić (sakramet), a nie bierze ślubu
        (też sakrament). To kiedy jeszcze dziecka nie było. A kiedy już było, uległam
        mu, że je ochrzcimy bez ślubu. Natomiast w międzyczasie ślub wyniknął, ale
        kościół odmówił nam ślubu tylko kościelnego bez skutków cywilnych (tylko proszę
        mi nie tłumaczyć, że teraz jest konkordatowy, bo ja właśnie chciałam, żeby nie
        był), więc powiedziałam, że nie wezmę w ogóle pod przymusem i dziecka nie
        ochrzczę. To tyle. Ale biskup się złamał i dał zgodę na ślub tylko kościelny. A
        potem ochrzciliśmy dziecko ponad roczne. A co do szantażu chrztem - chyba
        jesteś osobą niewierząćą i nie wiesz o co w tym wszystkim chodzi. Nie mogłabym
        prośić o chrzest w wierze, której sama nie jestm wierna. I kłamać, że tak
        wychowam dziecko. Chrzest to nie formalnośc tylko najważniejszy bodaj
        sakrament. Kościół raczej nie odmawia pannom samotnym (one już nie grzeszą),
        czasem nawet konkkubentom - z troski o małe dziecko. Ale bezczelnoscią jest
        prosić o chrzest w wierz, której się nie wyznaje. Dlatego ja Nie chciałam
        chrzcić dziecka, jeśli nie mogłam stworzyć rodziny prawdziwie katolickiej.
        Udało się, ale pokorą i miłością, a nie szantażem. Każdy sakrament trzeba
        przyjmować i dawac w pełnej wolności.
        Teraz się zastanów, czY Ty czegoś nie pomyliłaś.
        kasia
        • Gość: frisky2 Re: Do Yolki o chrzcie wyjaśnienie IP: 62.233.139.* 25.01.02, 10:53
          Kasiu, nie wiem czy Cie dobrze zrozumialem: mialas jakies problemy ze strony
          ksiezy z ochrzczeniem dziecka? mnie sie wydaje, ze wystarczy jesli jeden rodzic
          chce chrztu i nie musi to byc rodzina (malzenstwo).
          Czy po prostu sama nie chcialas chrztu dopoki nie "ustabilizujesz" sytuacji
          swojej rodziny zgodnie z zasadami swojej wiary?
          • Gość: kasia Re: Do Yolki o chrzcie wyjaśnienie IP: 212.244.59.* 25.01.02, 11:12
            Dokładnie: sama nie chciałam. Powiedziałam ojcu dziecka a mojemu lubem, że
            jeśli ma siłę być nieszczery w Kościele, niech zrobi to sam, ja nie mogę. Ale
            go kochałam, więc się w końcu na chrzest zgodziłam. Natomiast był on z przyczyn
            organizacyjnych (przylot ojca chrzestnego zza morza) odłożony na czas, gdy małe
            miało 15 miesięcy. W międzyczasie Bóg się okazał łaskawy, oświecił nieśłubnego
            i chrzciliśmy dziecko w Naszej Wspólnej wierze. Nota bene przekonaliśmy
            księdza, żeby zgodził się rozdzielić ślub z chrztem, żebyśmy się mogli trochę
            sprawdzić
            • Gość: frisky2 Re: Do Yolki o chrzcie wyjaśnienie IP: 62.233.139.* 25.01.02, 11:26
              Zawsze mnie intrygowalo takie "zasadnicze" stawianie sprawy, wyznaczanie sobie
              jakichs celow i potem ich realizacja bez zadnych odstepstw z raz wybranej
              drogi.
              • Gość: kasia Zgubiłam się IP: 212.244.59.* 25.01.02, 11:32
                Chodzi Ci o to, że ja się trzymam czy odstępuję? ;)))
                • Gość: frisky2 Re: Zgubiłam się IP: 62.233.139.* 25.01.02, 11:35
                  Chyba Cie nie zrozumialem. Czyli jednak ustapilas? :))
                  • Gość: kasia Re: Zgubiłam się IP: 212.244.59.* 25.01.02, 11:40
                    Ustąpiłam w sprawie chrztu, a nagrodą z góry było to, że nieślubny ustąpił w
                    kwestii ślubu, który odbył się 2 miesiące przed chrztem.
                    kasia
                    PS to była trudna decyzja i miałam wizję,że się zaryczę na śmierć nie mogąc
                    przystąpić do komunii na chrzcie córki
                    • Gość: frisky2 Re: Zgubiłam się IP: 62.233.139.* 25.01.02, 12:06
                      Ach, teraz rozumiem!:) Rozumiem doskonale. W sumie to Ci sie fajnie to wszystko
                      ulozylo.
    • Gość: i Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: *.3miasto.net 19.02.02, 08:03
    • Gość: kate Re: Był tu taki wątek o zamążpójściu .... IP: 212.160.228.* 22.02.02, 10:14
      po co Ci zamążpójście. Tylko kłopoty, kłótnie i problemy. Lepiej w wolnym
      związku
      • Gość: :")) Re: A propos sukienek IP: 192.168.5.* / *.wbpg.org.pl 22.02.02, 18:21
        Tygrysku, gdybyś miał ochote sprawić mi kiedyś radość, to uwielbiam tulipany...
    • Gość: Martyna Re: Do Kwieta raz jeszcze IP: *.proxy.aol.com 22.02.02, 17:28


      Jaka wartosc ma milosc jesli nie daje nam poczucia , ze jest ponadczasowa,
      wieczna,na zawsze?
      Jaka wartosc ma milosc , dla ktorej nie jestesmy w stanie zaryzykowac nie
      tylko w malzenstwie ale we wszystkich dziedzinach zycia a nawet i samego zycia?

      Kobiety, ktore daja partnerom ultimatum malzenstwo albo zerwanie
      prawdopodobnie nie chca milosci, ktora boi sie ryzyka nie chca milosci, ktora
      juz na poczatku nie jest ponadczasowa nie wierza , moze i nie wierza, ze to
      jest milosc. Chca mezczyzna, ktory bedzie je kochal ponad czasem, ponad
      rozumem ,ktory jest pewien , ze chce byc z nia a nie z inna do konca zycia.
      Uwierz mi kwieto prawdziwa milosc daje taka pewnosc. Pewnosc ta jest
      niewytlumaczalna ale piekna.
      Kobiety, ktore daja takie ultimatum sa silne . Zostawiaja mezczyzne, ktorego
      kochaja bo nie wierza, ze mezczyzna kocha je.Zostaja same wciaz kochajac bez
      gwarancji, ze w przyszlosc spotka je nastepna milosc.
      Pozdrawiam

      • kwieto Re: Do Kwieta raz jeszcze 22.02.02, 19:20
        Gość portalu: Martyna napisał(a):

        >
        >
        > Jaka wartosc ma milosc jesli nie daje nam poczucia , ze jest ponadczasowa,
        > wieczna,na zawsze?

        100 zl

        A ta ze swiadomoscia ponadczasowosci - 110 zl.


        > Jaka wartosc ma milosc , dla ktorej nie jestesmy w stanie zaryzykowac nie
        > tylko w malzenstwie ale we wszystkich dziedzinach zycia a nawet i samego zycia?
        >

        tylko 95,75 zl. :((



        > Kobiety, ktore daja partnerom ultimatum malzenstwo albo zerwanie
        > prawdopodobnie nie chca milosci, ktora boi sie ryzyka

        Ciekawe dlaczego niemal wszystkie argumentuja to tym, ze malzenstwo daje
        BEZPIECZENSTWO?
        Czyzby poczucie bezpieczenstwa nioslo ze soba ryzyko? Pokretna logika


        > nie chca milosci, ktora
        > juz na poczatku nie jest ponadczasowa nie wierza , moze i nie wierza, ze to
        > jest milosc. Chca mezczyzna, ktory bedzie je kochal ponad czasem, ponad
        > rozumem ,ktory jest pewien , ze chce byc z nia a nie z inna do konca zycia.
        > Uwierz mi kwieto prawdziwa milosc daje taka pewnosc. Pewnosc ta jest
        > niewytlumaczalna ale piekna.

        A potem sie spada ze schodow, gdy ta druga strona mowi, ze ta pewnosc od poczatku
        byla klamstwem.



        > Kobiety, ktore daja takie ultimatum sa silne . Zostawiaja mezczyzne, ktorego
        > kochaja bo nie wierza, ze mezczyzna kocha je.Zostaja same wciaz kochajac bez
        > gwarancji, ze w przyszlosc spotka je nastepna milosc.
        > Pozdrawiam
        >
        Jesli im zalezy na bezpieczenstwie, to raczej nie silne a slabe, prawda? A to
        zostanie samemu wciaz kochajac - wybacz, ale to ich wybor, wiec nie rob z nich
        cierpietniczek.

        • wredna_asia Re: Do Kwieta raz jeszcze 22.02.02, 19:50
          Do tej pory myslalam, ze kwieto jest po prostu upirdliwy. Teraz widze, ze on
          jest po prostu psychotic. Wypowiedzi kwieta o milosci i malzenstwie
          przypominaja mi psa ogrodnika, co sam nie zezre, a drugiemu nie da. Poza tym
          juz nie moge sluchac tego jalowego belkotu, kogos, kto nie ma kogo pocalowac
          czy pryztulic na dobranoc a mowi o zwiazkach partnerskich i malzenskich, ktore
          nie sa i za pewne nie beda jego udzialem.
          • kwieto Re: Do Kwieta raz jeszcze 22.02.02, 20:09
            A kolezanka moze by wypowiadala sie pod wlasnym nickiem zamiast udawac kogos
            innego?

            Sek w tym, ze mam sie do kogo przytulic, tylko co to ma do rzeczy?
      • Gość: *** *** IP: 195.114.189.* 22.02.02, 20:10
        Przeczytałam, i postanowiłam dodać kilka słów.

        Wyszłam za mąż jako nastolatka, z ograniczoną chęcią i wymuszoną sytuacją.
        Potem było tylko gorzej. Po urodzeniu drugiego dziecka spełniły się moje
        modlitwy - zgodził się na zawarcie sakramentu. W moich nadziejach to było
        votum, które miało wszystko zmienić. Ale widać tylko ja o to prosiłam, zabrakło
        biblijnego "gdzie dwoje lub troje ..."
        Po latach wybrałam wolność. Po latach otrzymałam łaskę 'niepamięci'. A było o
        czym zapominać.. Pracowałam na uczelni, i patrząc na zakochane pary myślałm o
        nich na przemian z sympatią, ironią, niedowierzaniem. Czarnowróżyłam w myślach
        dni, kiedy będą zdradzeni, wyśmiani, pobici, upokorzeni, albo po prostu
        odejdzie miłość, i poczują pustkę samotności. O sobie wiedziałm jedno - nigdy w
        życiu więcej..
        Jak wygląda cud zmartwychwstania? Otóż wyjście z depresji jako powołanie do
        miłości. Przyszło nagle wraz z drugim człowiekiem, i jest, zostało, trwa, i
        wierzę, że pozostanie wiecznie. Moja przeszłość upoważnia do wysnucia wniosków:
        1. nie powinnam ufać
        2. nigdy formalności
        3. maksimum niezależności na każdym polu
        A jak jest?
        1. bezgranicznie
        2. rozumiem jego pragnienie małżeństwa i zrobimy to :-)
        3. wolność mamy w sobie i w naszym porozomieniu, co pozwala mi np. trzymać
        oszczędności na jego koncie, bez cienia strachu, etc.

        Bądźcie dla siebie dobrzy, cierpliwi, a wszystko się zdarzy!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka