Dodaj do ulubionych

jak to ku...wsko boli! pomóżcie

28.01.09, 13:26
proszę o obiektywną ocenę, bo uczucia padły mi na mózg i za nic
biedny nie może się przebić...
ostrzegam wprowadzenie bedzie długie:) ale wierzę że tylko tutaj sa
osoby zdolne przez to przebrnąć, doradzić, ewentualnie otworzyć mi
oczy lub dać nadzieję (matkę...)...

jestem prawdopodobnie na rozstaju dróg z moim M. byliśmy ze sobą nie
za długo, nie za krótko... w każdym razie czas na poznawanie się i
docieranie był wystarczający. wiedziałam że jest inny od moich
poprzednich co sprawiało że był tym bardziej interesujacy.
niestety tak juz mam ze albo sie zakochuje od pierwszego wrazenia
albo wcale... więc jak na niego spojrzałam to od razu wiedziałam ze
to jest TO. poznalismy sie na konferencji przez wspolnego znajomego
i tak naprawde od nastepnego dnia byliśmy ze sobą. odbierałam go
jako dojrzałego, otwartego człowieka z poczuciem humoru.
wyjechaliśmy na wakacje i było cudownie... jednym słowem nie
tracilismy czasu na randki i zastanawianie sie co i jak- od razu
weszlismy w ten "głębszy" wymiar bawienia sie w dom.
oczywiscie to co powyzej napisałam jest moim odbiorem wtedy tamtej
sytuacji. potem każdy wrócił do siebie ale trwalismy w tym naszym
zwiazku. a teraz co sedna sprawy...
poznawaliśmy sie na bieżąco,ja jego rodziców, on moich. było dużo
wspólnych wyjazdów, troche nieporozumien, trochę problemów, mnostwo
swietnych wspolnych chwil. i tak sobie trwalismy w tym
naszym "zwiazku"... ja jestem kobieta która jak cos nie gra mówi o
tym otwarcie zeby nie było niedomówien, on jest zamkniety w sobie,
dusi problemy, ale nie pokazuje ze cos nie gra...przez co nie
wiadomo ze powinno sie jakos zareagowac. bywały sytuacje kiedy
dowiadywalam sie po miesiacu ze cos go zabolało w moim zachowaniu a
ja robiłam wielkie oczy. czasem strzelał klasycznego focha i nie
odzywał sie i nie wiadomo było co jest grane...A ja oczywiscie
umierałam wtedy z rozpaczy, o co chodzi... starałam sie wyjasniac,
tłumaczyc. teraz jak tak sobie mysle to zastanawiam sie czy on mna
nie manipulował, jestem taką klasyczna kobieta której bardziej
zalezy, bardziej kocha... zawsze kiedy on chciał byłam, zawsze
potrafilam byc na jego zawołanie, on na moje juz trudniej... bywały
momenty ze czułam sie jak zebraczka błagajaca o to zeby przyjechał,
potrzymał za reke, czy poszedł do łózka... /jak to pisze to nie wiem
czy smiac sie czy płakać, obiecuję ze postaram sie jak najszybciej
skonczyc/. kiedys powiedzial, ze wszyscy naginali sie do niego on do
nikogo nigdy...przeczytałam jedna wypowiedz z wątku mary-
beth "rozstanie" i tak ktos napisał ,ze nie reagowanie na problemy,
na rozmowę, nie odzywanie się i milczenie jest bierną agresją... i
chyba ten ktoś ma słuszna rację. słuchał co mówiłam, nigdy nie
reagował, czasem zmieniał swoje zachowanie, czasem nie... Ale
pozwalał mi sie łudzic ze mu zalezy przytulając, nazywac
pieszczotliwie, trzymac za reke i inne czułosci(Jezu, alem głupia...
chyba stałam u Boga w kolejce po urodę...). czasami mówił ze nie
chce mu sie zyc ale zawsze w formie zartu i nie reagowałam na to, ot
głupie gadanie... mieszka z mamusią w wielkim domu i mamusia sie
cieszy ze nie musi mieszkac sama ze synek jest przy niej. M jest
zamożnym człowiekiem, mimo młodego wieku (30) mógłby kupic sobie 3
inne domy ale po co, przeciez ma obiad podłozony pod nos, czyste
skarpetki i porzadek... na pytanie czemu sie nie wyprowadził
powiedzial ze nie ma takiej potrzeby. o dziwo w przeciwienstwie do
mamusi z "na wspolnej" jego mnie lubi i cieszy sie ze jestem z jej
synkiem... (czy ktos dotrwał do tego momentu?). on jest z nia silnie
zwiazany, bardziej niz z ojcem. uwielbia gry komputerowe, potrafi
grac do 3 w nocy, a potem nie ma siły do mnie przyjechac bo
musi "odespac". no normalnie mały niedojrzały emocjonalnie
chłopak... ja oczywiscie to wszystko widzialam/widze ale jakos
udawałam sama przed soba ze mi to nie przeszkadza. no i
ostatnio /powoli dochodze do konca/ zadałam mu pytanie o nas i zonk,
koleś po prostu zbaraniał, zamknał sie w sobie i zmienił temat. no
to ja sobie mysle, ze pieknie wystraszyłam go, ale ze go kocham to
poczekam (standard), tylko sie tu okazuje ze on sobie zaczal tez
myslec i wymyslił ze on nie widzi sensu zycia, jest niewierzacy wiec
nie czeka na raj, jego zycie nie ma głebszego wymiaru, chce sobie
dozyc do konca swoich dni, nie chce zakładac rodziny, pogodził sie z
mysla ze bedzie sam (to mi mowil na poczatku, ze podjal decyzje
nigdy z nikim sie nie wiazac, a tu ja sie pojawiłam...- no ale po co
było załapac aluzje?? no po co....)wiec my tez nie mamy sensu, bo
nic mi nie moze zaoferowac... czyli koniec sobie pomyslicie, ale
nie... bo wspomniał ze on to ma depresje chyba, nie ma celu, nic nie
ma sensu, wiec matka teresa pospieszyła z pomocą ze go z tego
wyciagnie... i przez kilka dni byłam wyjeta z zyciorysu...bo
uzmysłowilam sobie ze przez tyle czas byłam okłamywana, oddalam
serce komus komu na mnie nie zalezy i mnie nie kocha
najprawdopodobniej... ze sie wystraszyl ze zaczne mowic o bialej
sukience i go dreczyc... a ja nie mialam takiego zamiaru, chcialam
zeby było dobrze tu i teraz. i wszystko co mam to on, bo wszystko
robilismy razem... ze jak ja bede robila zakupy w sklepie w ktorym
robilismy je razem, ze jak bede jezdzila ta sama trasa i myslala ile
razy jezdzilismy nia razem, takie typowe uzaleznienie od niego. i
wiecie... normalnie powinnam po takiej gadce odwrocic sie na piecie
i sobie pojsc a ja głupia sie łudze ze jak ma depresje to mu minie,
ze to kryzys... zamiast walnac głowa w mur i sie otrzezwic...
moze wy mnie walniecie... ale to tak boli ta mysl, ze juz nigdy, ze
musze sie nauczyc zyc bez niego... tak licze na jakis cud, ze spac
po nocach nie mogę...
no i co? macie jakies pigułki zapomnienia?
Obserwuj wątek
    • artur321 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 13:31
      Może podzielisz to na jakieś rozdziały, punkty, podpunkty albo co
      tam jeszcze sobie wymyślisz. Od takiego zlepku tekstu oczy bolą...
      Przeczytałem tylko wstęp i zakończenie, ale nic nie rozumiem...

      :-/

      art
      • adg-ak Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 13:36
        zastanawiałam sie nad scenariuszem telenoweli wenezuelskiej, bo tak
        wyglada moj zwiazek... Arturze zrobię podpunkty zatem:)


        proszę o obiektywną ocenę, bo uczucia padły mi na mózg i za nic
        biedny nie może się przebić...
        ostrzegam wprowadzenie bedzie długie:) ale wierzę że tylko tutaj sa
        osoby zdolne przez to przebrnąć, doradzić, ewentualnie otworzyć mi
        oczy lub dać nadzieję (matkę...)...

        1) jestem prawdopodobnie na rozstaju dróg z moim M. byliśmy ze sobą
        nie za długo, nie za krótko... w każdym razie czas na poznawanie się
        i docieranie był wystarczający. wiedziałam że jest inny od moich
        poprzednich co sprawiało że był tym bardziej interesujacy.
        niestety tak juz mam ze albo sie zakochuje od pierwszego wrazenia
        albo wcale... więc jak na niego spojrzałam to od razu wiedziałam ze
        to jest TO.

        2. poznalismy sie na konferencji przez wspolnego znajomego i tak
        naprawde od nastepnego dnia byliśmy ze sobą. odbierałam go jako
        dojrzałego, otwartego człowieka z poczuciem humoru. wyjechaliśmy na
        wakacje i było cudownie... jednym słowem nie tracilismy czasu na
        randki i zastanawianie sie co i jak- od razu weszlismy w
        ten "głębszy" wymiar bawienia sie w dom.
        oczywiscie to co powyzej napisałam jest moim odbiorem wtedy tamtej
        sytuacji. potem każdy wrócił do siebie ale trwalismy w tym naszym
        zwiazku. a teraz co sedna sprawy...

        3) poznawaliśmy sie na bieżąco,ja jego rodziców, on moich. było dużo
        wspólnych wyjazdów, troche nieporozumien, trochę problemów, mnostwo
        swietnych wspolnych chwil. i tak sobie trwalismy w tym
        naszym "zwiazku"... ja jestem kobieta która jak cos nie gra mówi o
        tym otwarcie zeby nie było niedomówien, on jest zamkniety w sobie,
        dusi problemy, ale nie pokazuje ze cos nie gra...przez co nie
        wiadomo ze powinno sie jakos zareagowac. bywały sytuacje kiedy
        dowiadywalam sie po miesiacu ze cos go zabolało w moim zachowaniu a
        ja robiłam wielkie oczy. czasem strzelał klasycznego focha i nie
        odzywał sie i nie wiadomo było co jest grane...A ja oczywiscie
        umierałam wtedy z rozpaczy, o co chodzi... starałam sie wyjasniac,
        tłumaczyc. teraz jak tak sobie mysle to zastanawiam sie czy on mna
        nie manipulował, jestem taką klasyczna kobieta której bardziej
        zalezy, bardziej kocha... zawsze kiedy on chciał byłam, zawsze
        potrafilam byc na jego zawołanie, on na moje juz trudniej... bywały
        momenty ze czułam sie jak zebraczka błagajaca o to zeby przyjechał,
        potrzymał za reke, czy poszedł do łózka... /jak to pisze to nie wiem
        czy smiac sie czy płakać, obiecuję ze postaram sie jak najszybciej
        skonczyc/. kiedys powiedzial, ze wszyscy naginali sie do niego on do
        nikogo nigdy...

        4) przeczytałam jedna wypowiedz z wątku mary-beth "rozstanie" i tak
        ktos napisał ,ze nie reagowanie na problemy, na rozmowę, nie
        odzywanie się i milczenie jest bierną agresją... i chyba ten ktoś ma
        słuszna rację. słuchał co mówiłam, nigdy nie reagował, czasem
        zmieniał swoje zachowanie, czasem nie... Ale pozwalał mi sie łudzic
        ze mu zalezy przytulając, nazywac pieszczotliwie, trzymac za reke i
        inne czułosci(Jezu, alem głupia... chyba stałam u Boga w kolejce po
        urodę...). czasami mówił ze nie chce mu sie zyc ale zawsze w formie
        zartu i nie reagowałam na to, ot głupie gadanie...

        5) mieszka z mamusią w wielkim domu i mamusia sie cieszy ze nie musi
        mieszkac sama ze synek jest przy niej. M jest zamożnym człowiekiem,
        mimo młodego wieku (30) mógłby kupic sobie 3 inne domy ale po co,
        przeciez ma obiad podłozony pod nos, czyste skarpetki i porzadek...
        na pytanie czemu sie nie wyprowadził powiedzial ze nie ma takiej
        potrzeby. o dziwo w przeciwienstwie do mamusi z "na wspolnej" jego
        mnie lubi i cieszy sie ze jestem z jej synkiem... (czy ktos dotrwał
        do tego momentu?). on jest z nia silnie zwiazany, bardziej niz z
        ojcem. uwielbia gry komputerowe, potrafi grac do 3 w nocy, a potem
        nie ma siły do mnie przyjechac bo musi "odespac". no normalnie mały
        niedojrzały emocjonalnie chłopak...

        6) ja oczywiscie to wszystko widzialam/widze ale jakos udawałam sama
        przed soba ze mi to nie przeszkadza. no i ostatnio /powoli dochodze
        do konca/ zadałam mu pytanie o nas i zonk, koleś po prostu
        zbaraniał, zamknał sie w sobie i zmienił temat. no to ja sobie
        mysle, ze pieknie wystraszyłam go, ale ze go kocham to poczekam
        (standard),

        7) tylko sie tu okazuje ze on sobie zaczal tez myslec i wymyslił ze
        on nie widzi sensu zycia, jest niewierzacy wiec nie czeka na raj,
        jego zycie nie ma głebszego wymiaru, chce sobie dozyc do konca
        swoich dni, nie chce zakładac rodziny, pogodził sie z mysla ze
        bedzie sam (to mi mowil na poczatku, ze podjal decyzje nigdy z nikim
        sie nie wiazac, a tu ja sie pojawiłam...- no ale po co było załapac
        aluzje?? no po co....)wiec my tez nie mamy sensu, bo nic mi nie moze
        zaoferowac...

        8) czyli koniec sobie pomyslicie, ale nie... bo wspomniał ze on to
        ma depresje chyba, nie ma celu, nic nie ma sensu, wiec matka teresa
        pospieszyła z pomocą ze go z tego wyciagnie... i przez kilka dni
        byłam wyjeta z zyciorysu...bo uzmysłowilam sobie ze przez tyle czas
        byłam okłamywana, oddalam serce komus komu na mnie nie zalezy i mnie
        nie kocha najprawdopodobniej... ze sie wystraszyl ze zaczne mowic o
        bialej sukience i go dreczyc... a ja nie mialam takiego zamiaru,
        chcialam zeby było dobrze tu i teraz. i wszystko co mam to on, bo
        wszystko robilismy razem... ze jak ja bede robila zakupy w sklepie w
        ktorym robilismy je razem, ze jak bede jezdzila ta sama trasa i
        myslala ile razy jezdzilismy nia razem, takie typowe uzaleznienie od
        niego. i wiecie... normalnie powinnam po takiej gadce odwrocic sie
        na piecie i sobie pojsc a ja głupia sie łudze ze jak ma depresje to
        mu minie, ze to kryzys... zamiast walnac głowa w mur i sie
        otrzezwic...

        8) moze wy mnie walniecie... ale to tak boli ta mysl, ze juz nigdy,
        ze musze sie nauczyc zyc bez niego... tak licze na jakis cud, ze
        spac po nocach nie mogę...
        no i co? macie jakies pigułki zapomnienia?

        cierpliwym dziekuję za wytrwałość:)
        • isabelle Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 20:36
          Hej Adg-ak! Coz, diagnoza jest prosta - Twoj kochany wciaz nie odcial pepowiny
          od swojej mamusi i ona tez tego nie zrobila. Prawde powiedziawszy Wasz zwiazek
          nie ma szans na powodzenie i im szybiej sie z tym pogodzisz, zaakceptujesz, tym
          szybciej zaczniesz szukac odpowiedzniego partnera dla siebie. Wiem ze to trudne.
          Ja trwalam w podobnym zwizku 8 lat!!!!! To bylo 8 za duzo. Teraz to wiem, ale
          wtedy przezywalam podobne rozterki jak Ty. Postawilam jednak wszystko na jedna
          karte. Oswiadczylam mu sie, zarzadalam ulozenia wspolnego zycia, uzgodnienia
          planow na przyszlosc i...i on przerazil sie tak ogromnie, ze prawie zemdlal.
          Zaczal sie tlumaczyc, ze nie wie, ze za wczesnie....Wylalam morze lez, bardzo
          ciezko przezylam to rozstanie, ale zostawilam go i teraz, z perespektywy czasu
          wiem, ze nic lepszego nie moglam zrobnic. Zaluje tylko ze nie zrobilam tego
          wczesniej....Jestes super dziewczyna i zaslugujesz na super faceta. Powodzenia, isa
    • zlosnica.poskromiona Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 15:06
      Trudno tak oceniać i radzić, mając tylko ogólny zarys sytuacji. Ale
      mimo wszystko spróbuję. Wydaje mi sę że albo facet wbrew sobie
      zaangażował się bardziej niż chciał, i próbuje się jakoś wycofać.Ale
      chyba nie jest na 100% przekonany.Przestraszył się i tyle.
      Albo faktycznie ma depresję, nie chce Ciebie obciążać swoimi
      problemami, co też świadczy o tym że jednak mu na Tobie zależy.
      Nie wiem, może głupoty wypisuję, nie jestem taka obiektywna wcale,
      bo kiedyś przerabiałam podobny przypadek. I to doświadczenie
      podpowiada mi, że u Ciebie też się ułoży.
      • hed-wig Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 17:33
        To będzie bardzo trudne, ale nie licz na to, że on nagle zauważy co stracił,
        otrzeźwieje i wszystko między Wami będzie ok.
        Mam za sobą trochę podobną historię, z tą różnicą, że wtedy mamusia doprowadziła
        do rozstania swoimi szantażami emocjonalnymi...
        Nie oszukuj się, facet, który w wieku 30 lat mieszka z rodzicami, bo chce, nie
        nadaje się do dojrzałego związku. To jest wciąż mały chłopiec, któremu ta rola
        bardzo odpowiada. Dopóki sam nie będzie chciał zmienić swojego życia, żadna
        kobieta tego nie dokona.
        • ca-ti Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 19:15
          Powiem tak: czuję, że fajna z Ciebie dziewczyna. Masz poczucie
          humoru i dystans do siebie. To wielka rzadkość.
          Jednak wpakowałaś się w historię jakich tu na forum i w życiu
          tysiące. Eh,zastanawiam się czy to z nami, kobietami, jest coś nie
          tak, czy oni (faceci) rzeczywiście są takimi manipulatorami, że nie
          mamy z nimi szans. To oczywiście generalizacja, która zniekształca
          rzeczywistość, ale sama już nie weim o co tu chodzi...
          Tabuny młodych, atrakcyjnych, inteligentnych kobiet dają się
          prowadzić na krótkiej smyczy za jakiś ochłap uczucia, albo nawet
          tylko za obietnicę ochłapu...

          To nie jest osobista wycieczka do Ciebie, żeby było jasne. To ja
          byłam tą osobą, która pisała o biernej agresji. I nie wyczytałam
          tego w książkach, tylko przerobiłam na własnej skórze...

          Szukasz pomocy, ale ja nie wiem co radzić. Wydaje mi się, że to
          walka z wiatrakami. Jeżeli ten facet nawet "zrozumie", to jest tylko
          kwestią czasu kiedy znowu zacznie Tobą manipulować. Jeśli mu zależy
          na Tobie, to możliwe, że nawet zawalczy o Ciebie, kiedy postraszysz
          go odejściem. Ale jak zostaniesz, to on wróci do starego zachowania.
          Raczej marne szanse są na zmianę wieloletnich przyzwyczajeń i
          schematów. Pomyśl, gdyby on był w porządku wobec Ciebie, gdyby był
          człowiekeim godnym zaufania, nie naraziłby Cię na te wszystkie
          nieprzyjemności. Ale on nie widział w tym nic złego. Jest
          prawdopodobnie przyzwyczajony do tego, ze ludzie są dla niego, na
          jego warunkach.
          Najrozsądniejsze wydaje się to co chodzi Ci po głowie, czyli odejść
          i starać się zapomnieć. Ale zrobić to jest oczywiście bardzo trudno.

          No i jeszcze praca nad sobą, dbanie o własne potrzeby, kochanie
          samej siebie. I dopiero z tej pozycji wyjście do następnego uczucia
          i następnego związku. Wtedy szanse na zranienie maleją. Chociaż
          pewności nie mam...


        • az-5 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 21:30
          postac mamy nie ma tak na prawde tutaj nic do rzeczy jest pewnym elementem
          ścisłej integraji z "owym" ale jednacześnie znajduje sie na marginesie tej całej
          historii.ja przeczytałam caly twój post i widze ze problem tkwi w nim a raczej w
          jego psychice i rzeczywiśie wydaje mi sie ze znalazl się w jakims dziwnym
          splocie wydarzeń, zaułku z którego trudno mu wyjść. wiem że to może troche
          odwazne i bezpośrednie ale powinnas zrezygnowac z kontaktów z nim gdyz pewne
          skłonności depresyjne potrafią bardzo zatruz życie partnera. osoby chore powinny
          unikać głębszych emocji zwłaszcza w okresie pogłębionej choroby gdyż źle
          interpretuja uczucia, często spogladaja na nie bardzo egositycznie, przyjmują
          postawe roszczeniową i jie daja nic od siebie. pisze to wszystko z własnego
          doświadczenia
    • koleandra Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 19:12
      Sam Ci to najlepiej wyjaśnił. On nie chce tych wszystkich ważnych rzeczy - mam
      na mysli miłość, rodzinę, dom... On chce sobie lajtowo po prostu zyć. Bez
      zbędnych utrudnień. Moim zdaniem taki lekkoduch z niego korzystający z tego co
      mu pod nos podsuwają i nie rozumiejący co też i dlaczego mogą inni od niego chcieć.
      Nie wiadomo czy on się zmieni... w tym wieku chyba raczej już nie. Znam takich
      co to całe życie niby "depresję mają" a tak naprawdę to są tylko zwykłymi trutniami.
      • mruff Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 19:24
        koleandra napisała:

        > Sam Ci to najlepiej wyjaśnił. On nie chce tych wszystkich ważnych
        rzeczy - mam
        > na mysli miłość, rodzinę, dom... On chce sobie lajtowo po prostu
        zyć. Bez

        Też tak myślę. Poza tym słuchaj co on do Ciebie mówi
        i nie doszukuj się drugiego dna (pozytywnego dla Ciebie) w jego
        zdaniach

        WYLUZUJ świat to nie tylko faceci
        > ieć.
        > Nie wiadomo czy on się zmieni... w tym wieku chyba raczej już nie.
        Znam takich
        > co to całe życie niby "depresję mają" a tak naprawdę to są tylko
        zwykłymi trutn
        > iami.
        • szczesliwamezatka CHYBA WIEM!!! 28.01.09, 20:01
          Myślę, że najlepszym remedium na Twój ból jest CZEKANIE. Zwolnij
          tempo tego związku. Naucz się odmawiać, nie przybiegaj na każde
          zawołanie. Zdobądź się na słowo: NIE MOGĘ...Gdy dzwoniłaś-przestań
          dzwonić, spróbuj zbUdować dystans (kochaj go nadal, ale
          bądź "chłodniejsza"). Pokaż mu trochę obojętności. Wtedy masz duże
          szanse na odbudowanie szacunku dla swojej osoby. Nigdy nie podawaj
          serca na dłoni!!!!!!! To zawsze przynosi odwrotny skutek. Wiem, że
          to trudne, ale faceci lubią, gdy ich się trzyma krótko.
          • leda16 Re: CHYBA WIEM!!! 28.01.09, 21:11
            Jako stara mężatka, podpisuję się pod tym obiema rękami. Facetów (i dzieci) należy trzymać jak narowiste konie - krótko, i przy pysku. Jeśli pozwolisz na wszystko, byle mu dogodzić zrobi identycznie to, co zrobi każdy rozwydrzony bachor (bo mężczyzna ze swoim egoizmem, egocentryzmem, płytkością uczuciową i...seksualną jest mentalnie b. podobny do dziecka) - wyjdzie Ci na głowę i tam nasra. Czyli - zacznie Tobą manipulować, dyktować warunki, dyplomatycznie wymuszać korzystne dla siebie postępowanie, początkowo delikatnie a później coraz brutalniej badać granice Twojej cierpliwości i ugodowości. Jeśli się przekona, że takich granic nie myślisz lub boisz się mu stawiać, żeby broń Boże nie odszedł. to b. szybko zacznie Tobą...pogardzać! W każdym razie na samym początku znajomości należy realizować dwie zasady: zero ufności i zero seksu. Ty otworzyłaś szeroko wrota uczuć i seksu jak odrzwia stodoły i wyobrażałaś sobie, że skoro tam wjechał i zaparkował, to już nigdy wyjechać nie zechce. To przytulanie, słodkie słówka i pęd do seksu u facetów bynajmniej nie jest równoznaczny z miłością. Oni po prostu uwielbiają to robić, najchętniej co chwilę z inną lub nawet z dwoma na raz ;). Zazwyczaj jedna o drugiej nic nie wie a gostek...rozgląda się za trzecią. Mężczyzna NIGDY nie ożeni się z kobietą, która ścieli się przed nim jak dywanik. Nie uszanuje czegoś, co łatwo mu przyszło. Oni lubią pozory walki i zwycięstwa. Przy młodej kobiecie trzyma ich NIEPEWNOŚĆ zdobyczy. Rozmowę o przyszłości ZAWSZE pozostaw mężczyźnie a swoją przyszłość realizuj tak, jakby jego przy Tobie nie było. Zawsze miej w zanadrzu zdanie: "uważam, że DLA MNIE to będzie najlepsze". NIGDY nie zawieszaj całego swojego życia na męskich portkach i nie szukaj w nich "opieki". Są ze zbyt słabego materiału żeby holować Cię przez życie.
            • stara-a-naiwna Re: CHYBA WIEM!!! 28.01.09, 22:16
              leda16

              ale ty mądra jesteś
              :)
          • belldonna Patrzac na to z boku 28.01.09, 21:52
            stwierdzam, ze jedno jest pewne - Ty jestes bardziej emocjonalna. On
            wcale nie jest taki fajny jak Ci sie wydaje. Nie idealizuj.
            Przezyliscie wspaniale chwile - jak wszyscy zakochani w sobie
            ludzie.
            Rada dla Ciebie - badz fajniejsza od niego. Dbaj o siebie, uprawiaj
            sport, ksztalc sie, poswiecaj sie wlasnym pasjom, spotykaj z ludzmi,
            naucz sie cierpliwosci i madrosci i nie uzalezniaj sie w zyciu od
            niczego. ( zapamietaj sobie takie przyslowie - Zobaczysz, ze
            nadchodzi koniec. Ale tak naprawde to wlasnie poczatek. )
            Taka kobieta jest pozadana przez mezczyn, taka kobieta ich
            fascynuje. To nie bedzie latwe. Bedziesz probowac i poddawac sie,
            ale staraj sie. Tak dlugo az Ci sie uda i bedziesz w stanie
            przyjmowac od zycia to co fajne a odzucac to co Ci nie sluzy.

            Szczesliwa mezatka ma racje i chyba mruff... - wyluzuj, odmow od
            czasu do czasu, nie podejmuj radykalnych decyzji, nie krytykuj.
            Niech on sobie bedzie takim jakim jest. Kiedy zobaczy ze akceptujesz
            go takim jakim jest bedac silna psychicznie, kiedy zobaczy ze jestes
            szczesliwa bez niego - byc moze doceni. Jezeli nie - zastanow sie
            czy on rzeczywiscie jest taki wartosciowy?

            Jeszcze na koniec dodam ze zdrowy czlowiek jest otwarty na ludzi,
            samodzielny, potrafi nazywac rzeczy po imieniu, potrafi rozumiec
            oraz dawac.

            A wiec - powodzenia !

            Pisze z doswiadczenia :-)
    • clarissa3 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 20:20
      Jaka to klasyka! Wybacz ale wiele z tego co ca-ti pisze wydaje mi
      sie prawda. Jakis cholerne zaprogramowanie nas kobiet na cierpienie
      na wlasne zyczenie...
      Moj obiekt wzdychan, podobny w postepowaniu do Twojego, juz trzecia
      babe ma od czasu rozstania i jeszcze sie tym chwali do mnie... a ja
      wyzbyc sie irracjonalnych uczuc nie moge...
    • stara-a-naiwna Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 22:13
      Ale elaborat napisałaś
      :-)

      Przemyślenia na temat Twojej sutuacji mam takie, ze:

      Tobie będzie łatwiej jak on się konkretnie na coś określi (bo tak
      trochę jak ty byś nie wiedziała co on chce, czuje itd)

      Niech ona nazwie co chce, ty też sie zastanów co Ciebie
      satysfakcjonuje; uszczęsliwi a co będzie jedynie alkceptowalne a co
      nie dopuszczalne (bo Cię wykończy psychicznie i szkoda czasu na
      czekanie, bo on być moze zmieni zdanie albo dojrzeje do pewnych
      decyzji)

      Kiedyś w jakimś programie TV ktos powiedział "jeśli wydaje Ci się,
      ze ejsteś wykorzystywana, to JESTEŚ wykorzystywana"
      Ty o wykorzystywaniu jako takim nie piszesz, ale o żebraniu o
      miłośc, czułosć, czas.

      Ja w życiu wierzę w kilak rzeczy, między innymi, w to: że jak ty się
      szanować sama nie będziesz to nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.

      Być moze go stracisz, być moze będzie bolało, ale nigdy nie powiesz
      sama o sobie "byłam szmatą, której on nie sznaował i pogrywał ze mną
      jak chciał" - ból przeminie a poczucie wstydu zostanie.
    • leda16 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 28.01.09, 23:01
      adg-ak napisała:

      >
      > osoby zdolne przez to przebrnąć, doradzić, ewentualnie otworzyć mi
      > oczy lub dać nadzieję


      Przebrnęłam i uważam, że czyta się to dobrze, narracja jest dokładna i ciekawa. Ale nie napisałaś na co jeszcze chcesz mieć nadzieję. Chyba nie na jego powrót, bo zachowanie gstka jest rzeczywiście tym, co ca-ti b. trafnie określiła jako "bierną agresję". Gdyby dał Ci w twarz, od razu byś zrozumiała, że mu na Tobie nie zależy. Jak mówi, że nie chce Z TOBĄ tworzyć rodziny, wmawiasz sobie, że depresja mu na to nie pozwala. To nic, niech się wyleczy, na pewno padnie na kolana powalony potegą Twojej miłości i zrobi sprint po obrączki. Zasłużyłaś przecież na to. Póki co, Ty poczekasz, przeczekasz "chorobę" tak, jak dotąd przeczekiwałaś jego humory. Czyż nie na to pragniesz nadziei? I czy nie dlatego cierpisz, bo nie chcesz tej nadziei stracić?
      >
      > wiedziałam że jest inny od moich
      > poprzednich co sprawiało że był tym bardziej interesujacy.


      Pod jakim względem "inny"? Starszy, bogatszy?


      > niestety tak juz mam ze albo sie zakochuje od pierwszego wrazenia
      > albo wcale... więc jak na niego spojrzałam to od razu wiedziałam ze
      > to jest TO.


      No wybacz, dorosła kobieta, która zachowuje się jak ciężki, niedojrzały uczuciowo i umysłowo infantyl "zakochując się" w całkowicie obcym chłopie ledwo na niego spojrzy, sama prosi się o kłopoty. 30-to letni kawaler rozsądnej kobiecie wydałby się raczej podejrzany. Cóż, gdybyś złapała hifa, pewnie byłoby to TO.



      > wyjechaliśmy na wakacje i było cudownie...


      Nie wątpię. Bo niby czemu miałoby nie być cudownie? Ale wiązanie z tą cudownością nadzieji na wspólne długie i szczęśliwe życie, to chyba gruba przesada.


      jednym słowem nie
      > tracilismy czasu na randki i zastanawianie sie co i jak- od razu
      > weszlismy w ten "głębszy" wymiar bawienia sie w dom.


      Ale po jakimś czasie jemu się zabawa w dom ZNUDZIŁA, bo traktował ją właśnie tak, a nie inaczej - jak niezobowiązującą zabawę w piaskownicy. Zresztą za Twoim gorliwym przyzwoleniem. Ot, i całe wyjaśnienie jego późniejszych reakcji.



      > poznawaliśmy sie na bieżąco,ja jego rodziców, on moich. było dużo
      > wspólnych wyjazdów, troche nieporozumien, trochę problemów, mnostwo
      > swietnych wspolnych chwil.



      Tylko planów wspólnych na wspólną przyszłość nie było, a właśnie od tego zaczyna facet na prawdę zakochany, myślący o dziewczynie poważnie. Gdybyś napisała, jak wyglądało to wzajemne poznanie się i kontakty Waszych rodziców, byłby to również fakt bardzo prognostyczny. Ale czemuś nie mogę się oprzeć przekonaniu, że ani oni nie zaprosili Twoich rodziców na obiad ani Twoi ich. Ot, wpadałaś do niego jak dziewczyna do chłopaka i vice versa. Tak?


      on jest zamkniety w sobie,
      > dusi problemy, ale nie pokazuje ze cos nie gra...


      Ha, ha ha, kolejna naiwna dająca się nabrać na "zamknięcie w sobie" Owszem on może i był zamknięty, ale PRZED TOBĄ.



      pczasem strzelał klasycznego focha i nie
      > odzywał sie i nie wiadomo było co jest grane...


      Ależ wiadomo, wiadomo. Po prostu w mało wybrednej formie dawał Ci do zrozumienia, że ma Cię dosyć.



      A ja oczywiscie
      > umierałam wtedy z rozpaczy, o co chodzi... starałam sie wyjasniac,
      > tłumaczyc.


      Zamiast strzelić drzwiami i wyrąbać, że idziesz szukać ciekawszego towarzystwa. Wtedy powinien się zerwać z fotela i gnać za Tobą, dzwonić, prosić o spotkanie, wyjaśniać, tłumaczyć się. Czyżbyś podświadomie nie czuła, że te fochy to pretekst, żebyś z nim zerwała, żeby mógł powiedzieć: "przecież to ty odeszłaś", wybielić siebie, obciążyć Cię poczuciem winy i żalu za lekkomyślnie zerwany "cudowny" zwiazek?


      teraz jak tak sobie mysle to zastanawiam sie czy on mna
      > nie manipulował, jestem taką klasyczna kobieta której bardziej
      > zalezy, bardziej kocha... zawsze kiedy on chciał byłam, zawsze
      > potrafilam byc na jego zawołanie,


      No właśnie. Tylko że klasyczna kobieta to cwana zołza, która rozumie, że przez pierwsze dwa lata każdy damsko-męski związek to tylko gra. Dba o siebie, swój interes ma w punkcie widzenia, własne korzyści. On jest po to, żeby dbać o nią, nie po to, żeby jemu poświęcić wszystko. Bo przecież to TYLKO mężczyzna, - jak mówiła kiedyś o mężu aktualnie I czarna dama Ameryki ;).


      jak to pisze to nie wiem
      > czy smiac sie czy płakać,

      Czyżby? Kogo chcesz oszukać, nas czy siebie? Przecież chce Ci się wyć!



      kiedys powiedzial, ze wszyscy naginali sie do niego on do
      > nikogo nigdy...


      I tu już powinna Ci się zapalić czerwona lampa alarmowa w mózgownicy.


      > pozwalał mi sie łudzic ze mu zalezy przytulając, nazywac
      > pieszczotliwie, trzymac za reke i inne czułosci


      Nooo i akurat na tym na pewno mu zależało! Szkoda, że tylko na tym. Ale w końcu mężczyzna uwielbia to robić z każdą kobietą. I zapewniam Cię, że żadną okazją do przytulania nie wzgardzi. Uwielbia też co jakiś czas zmieniać przytulankę na nową :). A Ty myślałaś, że tuli, to kocha???


      > chyba stałam u Boga w kolejce po urodę...).

      Raczej po rozum.

      mieszka z mamusią w wielkim domu i mamusia sie
      > cieszy ze nie musi mieszkac sama ze synek jest przy niej. M jest
      > zamożnym człowiekiem, mimo młodego wieku (30) mógłby kupic sobie 3
      > inne domy ale po co,


      Jasne, po co? Byłaby to bezrozumna rozrzutność. I niby czemu mamusia miałaby mieszkać sama? Chyba nie po to go urodziła i wychowała, żeby nie miał jej kto podać szklanki wody na stare lata, i nie miała jako wdowa ust do kogo otworzyć w wielkim, pustym domu?


      przeciez ma obiad podłozony pod nos, czyste
      > skarpetki i porzadek... na pytanie czemu sie nie wyprowadził
      > powiedzial ze nie ma takiej potrzeby.
      on jest z nia silnie
      > zwiazany, bardziej niz z ojcem.

      Oj, coś mi się wydaje, że sama chętnie przejęłabyś rolę mamusi w nowym domu i jak najdalej od niej, żeby Ci konkurencji nie robiła przy garach ;). Nawet przywiązanie syna do matki Cię mierzi. Czyżby odkrył Twoją zaborczość?


      uwielbia gry komputerowe, potrafi
      > grac do 3 w nocy, a potem nie ma siły do mnie przyjechac bo
      > musi "odespac".


      To skąd on taki bogaty. Na łupaniu w głupkowate gry się dorobił, na podsypianiu w robocie?


      no normalnie mały niedojrzały emocjonalnie
      > chłopak...


      O nie. To Ty jesteś niedojrzała emocjonalnie, zazdrosna o jego matkę, zaborcza, łatwa.

      wymyslił ze on nie widzi sensu zycia,


      Czego to chłop nie wymyśli, żeby niechcianej przylepy się pozbyć :))). W młodości jeden taki też mi powiedział, że...nie zasługuje na mnie :))).


      > komus komu na mnie nie zalezy i mnie nie kocha
      > najprawdopodobniej...


      Raczej na pewno!

      ze sie wystraszyl ze zaczne mowic o bialej
      > sukience i go dreczyc... a ja nie mialam takiego zamiaru, chcialam
      > zeby było dobrze tu i teraz.


      Na prawdę chciałaś dalej robić facetowi za darmową ścierkę do wycierania kutasa?


      musze sie nauczyc zyc bez niego... tak licze na jakis cud, ze spac
      > po nocach nie mogę...


      Tyle lat żyłaś bez niego, to i dalej pożyjesz. Plany miałaś nieciekawe - odkopać go od rodziców, skłonić do milionowych wydatków na nowy dom, wywlec z rodziny, która kocha, sterować i kontrolować. Pewnie wyczuł pismo nosem, nie dał się "silnie związać emocjonalnie" Pewnie matka dała mu jednak więcej przez całe życie, niż Ty za kilka lat.

      > no i co? macie jakies pigułki zapomnienia?

      To typowe dla takich jak Ty. Zamiast przeanalizować swoje blędy, zapamiętać na zawsze i wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość, chcesz je zapominać. Po to, żeby w następnych związkach paść się złudzeniami, że to nie Ty jesteś ta emocjonalnie niedojrzała, radkami szkoda sobie zawracać głowę, należy zakochać się od pierwszego wejrzenia, potem hyc do wyra i bawimy się w dom. Aż do znudzenia...
      • belldonna Sluchaj sie ledy 28.01.09, 23:21
        Odwazne, szczere, prawdziwe slowa.

        Nie ona jedna,a tysiace kobiet i ilus tam mezczyzn przezywa podobne
        rozterki. Nieliczni potrafia to obrocic w kozysc i dowartosciowac
        swoja wlasna osobe.

        Chcesz aby facet za Toba latal ? Postaw przedewszystkim po 1. na
        siebie, po 2. na siebie i po 3. na siebie.
        Traktuj mezczyzne jako jeden z tysiaca ciekawych dodatkow w zyciu.

        Ja wszystkim tym "niekochanym", "niechcianym" dziewczynom zycze
        przedewszystkim docenienia wlasnej osoby.
      • zlosnica.poskromiona Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 29.01.09, 02:09
        Jakże łatwo jest oceniać innych własną miarą...

        Mam nadzieję że autorce wątku jednak lepiej się życie ułoży.

        • lilaa Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 29.01.09, 06:57
          do autorki:
          oprocz mamusi mialam takiego delikwenta i to dosyc niedawn.
          Super acet, madry, wyksztalcony, lubiacy spedzac czas z moim dzieckiem, ciekawy
          swiata, piekie mowiacy o przyzlosci o nas. do czas, az zdarzyla sie sytuacja ze
          mozemy zaczac myslec nas. Do mojego rozwodu /uprzedzam oznalam go ja juz
          wniosek byl w sadzie/, czylipo roku znajomosci. Poznalam jego mame, znajomch,
          dziecko moje sie zangazowalo i my tez. Nagle on stwierdzil ze nie iem co chce,
          co czuje. strzell foacha rzy kazdej rozmowie o nas, uciekal ode mnie
          emocjonalnie. Zebralam o kazdy gest, walczylam jak lwica o jego uczucia. w koncu
          pekam, nie dalam rady, bo jedna osoba nie moze walczyc o dwoje, na dlugo sil nie
          starczy. No i powiedialam koniec. Myslisz zesie zastanowil, zego ruszylo??? nie,
          nic cisza. po miesacy sie spotkalismy i widac bylo zal w nim, ale dalej nic nie
          zrobil.

          i tak lize rany po tym zwiazku, dbudowuje swoja kobiecosc, poczuce wartosci,
          tlumacze dzieckuze to nie jego wina ze przyjaciela nie ma.
          Dobrze ci ktos adzil wczesniej, aucz sie bycszczesliwa sama ze soba oprzyj swoj
          swiat na sobie samej a bedziesz szczesliwa.

          • leda16 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 29.01.09, 07:47
            lilaa napisała:

            >
            > m Poznalam jego mame, znajomch,
            > dziecko moje sie zangazowalo


            Następna naiwna. Czyżbyś na prawdę myślała, że jakikolwiek mężczyzna obcy plemnik pokocha?! Tolerował tylko będzie póki na Twoje wdzięki łasy. I w ogóle czemu zrobiłaś dziecku tak straszliwą krzywdę poznając go z obcym chłopem i wawiajac, że lepszy tatuś z niego będzie. Dziecko się OSTROŻNIE angażuje w związek dopiero wtedy, gdy on idzie obrączki kupować. A póki co - Ty na randkę a dziecko na widzenie z BIOLOGICZNYM OJCEM i BABCIĄ, nie z obcymi ludźmi, którzy nie dają żadnych gwarancji iż dzieciaka nie porzucą i nie zdradzą. Inaczej Twój dzieciak wyląduje w życiu tak, jak bohater filmu "Kochankowie mojej mamy" Obejrzyj sobie ten film.


            Zebralam o kazdy gest, walczylam jak lwica o jego uczucia.


            Z kim walczyłaś o milość, z nim?! Nie wiesz nawet tego, że walka wypływa z nienawiści do wroga. Celem kazdej walki jest pokonanie przeciwnika, nie miłość. Gdzieś Ty się wychowała, skoro uważasz, że o miłość kobieta powina z męzczyzną walczć, na Ksieżycu???


            w konc
            > u
            > pekam, nie dalam rady, bo jedna osoba nie moze walczyc o dwoje, na dlugo sil ni
            > e
            > starczy. No i powiedialam koniec. Myslisz zesie zastanowil, zego ruszylo??? nie
            > ,
            > nic cisza. po miesacy sie spotkalismy i widac bylo zal w nim, ale dalej nic nie
            > zrobil.
            >
            > i tak lize rany po tym zwiazku, dbudowuje swoja kobiecosc, poczuce wartosci,
            > tlumacze dzieckuze to nie jego wina ze przyjaciela nie ma.
            > Dobrze ci ktos adzil wczesniej, aucz sie bycszczesliwa sama ze soba oprzyj swoj
            > swiat na sobie samej a bedziesz szczesliwa.
            >
            • lilaa Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 29.01.09, 10:26
              Masz duzo racji w swojej wypowiedzi, ale chyba zbyt pochopnie oceniasz moja
              sytuacje.

              z malej wypowiedzi wywnioskowalas ze wmawialam cos dziecku. Mylisz sie, bardzo
              dbam o kontakty ojca z dzieckiem i dziecko i ojciec bardzo szanuja swoje
              relacje. Tak wiec nie oceniaj pochopnie. Jak mowilam poznalam go z dzieckiem bo
              uwierzylam ze on mysli powaznie, nie wyczulam ze to czlowiek z balaganem
              emocjonalnym.

              Tak wiec nie oceniaj tak szybko i szablonowo kazdego.

              Ale dziekuje za odpowiedz.
        • leda16 Re: Postawy destrukcyjne 29.01.09, 07:33
          Mam nadzieję że autorce wątku jednak lepiej się życie ułoży.



          Nie ma nic bardziej błędnego niż CZEKANIE, ŹE ŻYCIE SAMO SIĘ UŁOŻY, los zadecyduje, a kobieta będzie bezczynie na to czekać. W takim wypadku skaże się na czekanie do ukichanej śmierci, kopana niczym piłka na boisku, w kierunku dla każdego kolejnego faceta dogodnym. Gdy stawi opór, facet pogna kopać inną bezwolną kobietę. Takich piłek na życiowym boisku jest przecież mnóstwo... Mnóstwo "wrażliwych" na kopniaki, poniewieranie bądź choćby bierną agresję kobiet. "Bo takie już jesteśmy" - bezradnie stwierdza ca-ti. Też jak mężczyźni,lubimy się tulić, ALE podkładamy pod to "tulenie" błędne wyobrażenia biorąc pospolite, banalne zadowolenie zmysłów za miłość. Jeżeli zaś "tulenie" nie czyni zobowiązań (bo czynić ich z uwagi na męską psychikę nie może) od razu ładujemy w faceta arsenał wyzwisk - infantylny chłopczyk, psychopata, sadystyczny narcyz, itp. naklejamy mu etykietkę i ...dalej tkwimy w usztywniomych, błędnych schematach. Nie, żeby zmienić swoje błędne, usztywnione na beton postawy, a gdzieżby...To życie ma się przystosować do nas, nie my do niego. Mamy być szczęśliwe i basta. Dla tego szczęścia zniesiemy każde upoorzenie, będziemy CZEKAĆ, aż życie się nam dobrze ułoży z facetem "innym" niż wszyscy. Jako żywo przypomina to postawę oporu w psychoterapii. Drugi, niszczący kobiety błędny schemat zachowania, to hojne szafowanie wobec każdych, świeżo poznanych męskich portek, kredytem zaufania. Bo, "nie można żyć bez zaufania". Owszem, można a nawet trzeba! Zaś jeśli ktoś notorycznie zostawia otwarte na oścież drzwi własnego mieszkania tylko dlatego, że NIE CHCE MU SIĘ ich zamknąć, tak, jak tym "ufającym" leniom nie chce się zmienić swojego błędnego, nieadekwatnego do rzeczywistości nawyku, nie powinny się dziwić i lamentować, że często zostają okradzione. Udane życie (nie mówię szczęśliwe, bo nie wiem, czym jest szczęście) wymaga kierowania się rozumem zamiast emocjami. Autorka wątku najpierw bezmyślnie, impulsywnie zaangażowała w znajomość UCZUCIA z górnej półki, a potem czekała na uczuciowy nrewanż, naiwnie sobie wyobrażając, że w życiu jak w łóżku - będzie cudownie, bo skoro ona kocha a on MÓWI, że kocha, to na zicher nie kłamie. A co miał do licha mówić... ;))). O wspólnej przyszłości mówienia unikał bo..on zamkniety w sobie był...Na prawdę nie widzisz głupoty swoich postaw?! Przecież do miłości w łóżku, kobiecie tylko gwizdnąć wystarczy. Od razu trzech się pojawi, którzy na wyscigi będą robić jej "cudownie" i zapewniać, że oni właśnie kochają...
          • ca-ti Re: Postawy destrukcyjne 29.01.09, 08:43
            leda16 napisała:

            > "Bo takie już jesteśmy" - bezradnie stwierdza ca-ti.



            Możesz mi powiedzieć skąd wzięłaś ten cytat?
      • gapuchna Leda - 29.01.09, 22:29
        czemu ty kilka miesięcy temu takiego tekstu nie napisałaś????? Ale dobrze, ze
        chociaż dziś go mogę przeczytać:)
    • jedenon no boli 29.01.09, 10:02
      No witaj sam nie wiem jak dojechałem do końca Twojej opowieści -))) choć fajnie
      napisana -))) a że nie jestem w formie to nie wszystko chwytam. To co Ja mogę
      podpowiedzieć to masz dwie opcje albo poczekać aż gość wróci a następnie zacząć
      go zmieniać w tej chwili gość idzie na każdy, kroku na łatwiznę na niczym i
      nikim mu nie zależy ma wszystko gdzieś (zresztą siebie też). Jeśli chcesz z nim
      być musisz go przerobić gość musi wiedzieć co jest co musi mieć jakieś plany na
      przyszłość musi wiedzieć co dobre a co złe. Inaczej wciągnie cię do swojego
      beznadziejnego świata. Pytanie czy masz tyle siły aby pomóc mu się zmieniać aby
      pokazać mu kolory świata. Jeśli nie to opcja numer dwa:
      Odejdź i nigdy nie wracaj patrz do przodu dopiero po kilku latach z pewnej
      perspektywy będziesz mogła ocenić co się wydarzyło i jak to wyglądało. Dziś jest
      zdecydowanie za wcześnie na "zdrową" ocenę tego co się dzieje. Wiesz ja raczej
      obstawiam punkt dwa bo punkt pierwszy jest bardzo trudny i tak naprawdę nigdy
      się nie kończy a i w tym przypadku to nie jest tak że początek jest łatwiejszy
      im dalej tym gorzej.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia będzie dobrze -)
      • adg-ak Re: no boli 29.01.09, 11:13
        Moi drodzy, bardzo bardzo Wam dziękuję za cierpliwość przy czytaniu
        i Wasze spostrzeżenia. ja wiem, wiem, że takich historii jak moja są
        tysiące, wiem, że to samo przeżywały inne osoby, wiem też że
        powinnam się uczyć na błędach innych i słuchać co takie osoby mają
        mi do powiedzenia...


        jak jedna osoba napisała teraz za wcześnie na zdrowy ogląd sytuacji,
        chociaż ja naprawde wszystko wiem, ale mam wrazenie ze moj masochizm
        emocjonalny ma mnie w swoim władaniu... niestety

        wczoraj się widzielismy....

        zlinczujecie mnie chyba...

        zaczelismy rozmawiac i on mi powiedział ze dobrze wychodzi nam to
        budowanie szczescia (że co?????), ale... on naprawde ma takie
        poglądy (zrobie podpunkty zeby potem znowu nie było :)
        - na pytanie o mamę powiedział ze jemu tak dobrze, ze stac go owszem
        na dom, ale po co? ma wszystko czego mu potrzeba, mama jest
        despotyczna osoba i wie ze gdyby sie wyprowadził to nie miałby szans
        powrotu albo byłoby to bardzo trudne

        swietnie opisała to Leda : "Tyle lat żyłaś bez niego, to i dalej
        pożyjesz. Plany miałaś nieciekawe - odkopać go od rodziców, skłonić
        do milionowych wydatków na nowy dom, wywlec z rodziny, która kocha,
        sterować i kontrolować. Pewnie wyczuł pismo nosem, nie dał
        się "silnie związać emocjonalnie" Pewnie matka dała mu jednak więcej
        przez całe życie, niż Ty za kilka lat."

        tylko ta mama ma juz swoje lata...wiecznie mu prac skarpetek nie
        bedzie...
        a ja nie chce go kontrolowac:)

        - chce moc wyjsc po pracy z kolegami na piwo, a nie stresowac sie ze
        w domu ktos na niego czeka. - nie wiem skad on wymyslil ze ja
        mogłabym miec cos przeciwko temu???? zawsze szedł kiedy chciał, pije
        mało, zazwyczaj było to kulturalne piwko po pracy z kolegami, lub
        swoim podległym zespołem.

        - nie chce uslyszec ze zmarnował komus zycie, bo juz raz to usłyszał
        ze zmarnował komuś 4 lata życia. bo on wie ze kiedys zapragne
        realizowac sie jako matka i zona a on mi tego dac nie moze. ze moze
        kiedys do tego dojrzeje ale poki co NIE ma takiej opcji. nie był
        zdolny dac tego tamtej dziewczynie i od tego czasu zdania nie
        zmienił.

        - nie chce sie stresować ze ja sie denerwuje ze nie zadzwonił, nie
        napisał, nie przyjechał...


        no ewidentnie pokazał mi ze NIC mi nie zaoferuje, juz jasniej nie
        mogł tego powiedziec. no nic innego nie powinnam zrobic jak tylko
        się na tej piecie odwrócic, ale co ja zrobiłam? no co? powinnam
        teraz konkurs rozpisać "co ta wariatka zrobiła?"...i oddac swoj
        majątek zwycięzcy...

        otóż, po totalnym wyciszeniu swojego rozumu, powiedziałam, ze dla
        mnie liczy sie tu i teraz, bo nie wiem co bedzie za rok, czy
        zapragne miec dzieci czy zapragne miec obraczke na palcu...moze tak
        a moze nie. ze jezeli zapragne to mu o tym powiem, i nie bede miala
        pretensji po tym jak wiem jakie jest jego podejscie.

        jestem swiadoma sytuacji a jednak tak jak on nie chce przeciac
        pepowiny z matka tak ja chce jeszcze sie przytrzymac tej iluzji
        naszego teraz juz wiem, ze pseudozwiazku...

        mam jednak postanowienie - tak jak radziliscie sprobuje ochlodzic
        nasze relacje, zaczne spotykac sie z znajomymi, zaczne w koncu
        chodzic na fitnes i przestane dzwonic, prosic, zebrac... naucze sie
        zyc bez niego. a jesli naprawde poczuję ze oczekuję czegos wiecej
        powiem mu...


        wiem ze to głupota ze to odrywanie plastra długo i bolesnie zamiast
        szybko. ale potrzebuje czasu. nie krzyczcie na mnie ze głupia i po
        co prosi o pomoc jak i tak robi głupoty... sama to widze. jest mi
        wstyd a jednoczesnie ten bol który czułam kiedy probowałam sie z ta
        mysla o koncu znajomosci pogodzic był tak wielki ze zasłaniał mi
        swiat.

        ktos powiedział ze jestem bardzo emocjonalna, ja mysle ze jestem
        nadwrazliwa i nadinterpretuje pewne rzeczy, jestem swiadoma
        mechanizmów jakie sie dzieja u mnie teraz, a mimo wszystko nie
        potrafie zachowac sie logicznie,

        dziekuje za wsparcie, potwierdziliscie to co o tym myslalam, i wiem
        ze naprawde bede miala pretensje tylko i wyłacznie do siebie...
        on pewnie nie jest tego wart, zebym tak cierpiała...

        jedyny ratunek dla niego (nie chce zastepowac mu matki i byc jego
        słuzaca:) to zeby on sie wyprowadził i zaczał w koncu zyc jak
        dorosły a nie jak dzieciak. moze sam, moze ze mna a moze z kims
        innym, ale bez mamy...

        pozdrawiam


        • jedenon Re: no boli 29.01.09, 11:35
          oki wybrałaś -) czy dobrze czy źle nie nam to sądzić -) Czas pokaże ja życzę
          szczęścia żeby wam się udało.
          Jedno się zmieniło wiesz na co zwracać uwagę masz jakiś plan i trzymaj się tego -)
          Powodzenia -)
          ps.
          każdy musi kiedyś dojrzeć -)
        • ca-ti Re: no boli 29.01.09, 12:53
          Przeczytałam to co teraz napisałaś i powiem tak: każdy ma prawo
          zrobić ze swoim życiem co chce, nawet je zmarnować.

          Jesteś inteligentna i doskonale pojmujesz swoją sytuację. Trochę ją
          jednak zaczarowujesz, twierdząc, że ważne jest dla Ciebie tu i
          teraz, a co będzie później, to się okaże. Ja wyczułam w Twoim
          tekście ogromną ulgę, że ten Twój luby pozwala Ci leżeć u swoich
          stóp (sorry, ale taką mam wizualizację) i oddychać tym samym
          powietrzem co on.
          Rzeczywiście jaśniej nie mógł Ci powiedzieć, że jest egoistą i
          maminsynkiem ( a po co on właściwie chciałby kiedyś jeszcze wracać
          do mamusi? w wieku trzydziestu paru, czterdziestu lat?...).
          Jednocześnie pokazał, że krótkie trzymanie go za pysk jest tym o co
          mu chodzi. Mamusia wygrywa, bo jest despotką, Ty przegrywasz, bo
          jesteś dobra.

          Ale tak jak powiedziałam, każdy ma prawo robić co chce.
          Jestem jednak trochę na Ciebie zła... Chociaż to może złość na
          niedgysiejszą siebie.
          Pozdrawiam.
        • clarissa3 Re: no boli 29.01.09, 13:14
          wszystko fajnie ale pamietaj ze wspolzyjac (sex) tworzy sie zwiazek
          (bond) niezaleznie od Twoich intencji i jesli gosc nie szanuje Cie i
          Twoich potrzeb bedziesz, pozwalajaqc na uzywanie swojego ciala,
          przywiazana do swojego oprawcy. Wychamuj, radze, z seksem wiec. Nie
          przyzwyczajaj sie do czlowieka o ktorym nie masz pewnosci ze jest
          dobrym dla Ciebie!
        • leda16 Re: no boli 29.01.09, 22:14
          edyny ratunek dla niego


          Ach, więc on tonie i koniecznie ratunek mu potrzebny ;). Nawet, jeżeli jest mu z nią lepiej jak z Tobą, nawet wbrew jego woli Ty pragniesz go ocalić. Przed czym?


          (nie chce zastepowac mu matki i byc jego
          > słuzaca:)


          Przecież wiesz dobrze, że jako żona bogatego służącą byś nie była. Byłabyś panią. Służąca po 8-miu godzinach prania, sprzątania, gotowania, prasowania, codziennie mówiłaby Ci - do widzenia jaśnie pani, do jutra. Ale w domu rodziców panią jest jego matka. I tu Cię boli. Bo jej nie możesz powiedzieć weg, z nią musiałabyś się liczyć zamiast panować, miejsce w jego sercu byłoby podzielone na nią i na Ciebie, jego czas i uwaga też. A Ty jesteś zaborcza, chcesz panować niepodzielnie.


          zeby on sie wyprowadził i zaczał w koncu zyc jak
          > dorosły a nie jak dzieciak.


          Więc współżycie w rodzinie to dla Ciebie objaw infantylizmu? Ideałem są dwa egocentryczne sobki skaczące wokół siebie w pustym domu? Pewnie w ciasnym, betonowym slumsie się wychowałaś, gdzie kuchnia w biodrach uwiera. Nie przywykłaś do niczego lepszego. Dom, gdzie trzy, czteropokoleniowa rodzina spotyka się przy jednym stole na ogrodowym tarasie, to dla Ciebie niemalże patologia. I za cholerę pojąć nie możesz, jakim cudem on tam korzenie zapuścił, kocha tę starą, despotyczną babę, a Ciebie nie. I chyba nigdy nie pojmiesz, że takich kobiet jak Ty on może mieć na pęczki, a matkę ma tylko jedną i jeden DOM RODZINNY, z którym człowieka dobrze wychowanego wiążą miłość, sentyment, wspomnienia szczęśliwego dzieciństwa i ciepło rodzinnej wspólnoty. Cóż Ty masz dla niego w zamian? Epitety - niedojrzały, dzieciuch... Byłby w Twoim, znowu błędnym wyobrażeniu "dojrzały", gdyby bez reszty na Tobie się uwiesił tak, jak Ty na nim.


          moze sam, moze ze mna a moze z kims
          > innym, ale bez mamy...


          A może i z kimś innym i z mamą? Taka opcja byłaby chyba dla Ciebie najbardziej niestrawna ;).


          tylko ta mama ma juz swoje lata...wiecznie mu prac skarpetek nie
          > bedzie...


          Otóż to. I chyba nie o skarpetki tu chodzi, tylko o poczucie bezpieczeństwa starych rodziców, którzy po to DOM RODZINNY wybudowali, by na codzień cieszyć się szczebiotem i śmiechem wnucząt, czuć się potrzebnymi, mieć wokół siebie ludzi młodych i szczęśliwych. A skarpetki się wrzuca do pralki i suche wyjmuje. Żaden kłopot. Lepiej się zastanów, czemu uczepiłaś się tak durnego pretekstu, aby zdeprecjonować to, do czego on jest przywiązany. CO ZEPCHNĘŁAŚ DO PODŚWIADOMOŚCI? Jakie w końcu ma znaczenie, kto wrzuca do pralki skarpetki?


          > a ja nie chce go kontrolowac:)


          Nie kłam. Skoro jego śmierdzące skarpetki urastają dla Ciebie do rangi totalnego zagrożenia, przed którym chcesz go "ratować", to z Tobą jest coś mocno nie w porządku.


          jestem swiadoma sytuacji a jednak tak jak on nie chce przeciac
          > pepowiny z matka tak ja chce jeszcze sie przytrzymac tej iluzji
          > naszego teraz juz wiem, ze pseudozwiazku...


          On nie ma żadnej "pępowiny". Jemu jest po prostu dobrze w domu rodzinnym. Na prawdę tak Ci trudno to pojąć?! Mądrej głowie dość po słowie - więc on w lot zrozumiał, że Ty masz gdzieś to, co kocha i do czego się przywiązał. Chcesz mu to wszystko odebrać z powodu jakichś gazetowych sloganów o "toksynach i pępowinach", ratować go przed matką, a w rzeczywistości zawłaszczyć dla siebie. Równocześnie nie akceptujesz sytuacji, gdy Twoja osoba nie jest w stanie przysłonić mu całego świata, a on nie uzależniony od Ciebie jak Ty od niego, ma własny świat, w którym żyje od dziecka.



          chce moc wyjsc po pracy z kolegami na piwo, a nie stresowac sie ze
          > w domu ktos na niego czeka. - nie wiem skad on wymyslil ze ja
          > mogłabym miec cos przeciwko temu????


          Na prawdę nie? Więc dlaczego masz "coś" (pewnie sama nie wiesz co) przeciwko jego matce? Z palca pewnie sobie tego nie wyssał. Sama przecież pisałaś, że dawałaś niedwuznaczne sygnały błagając o telefon, spotkanie, seks. Przez cały okres znajomości Ty popędliwie mieliłaś ozorem, boś "szczera", nie troszcząc się o skutki swojej szczerości, on tylko słuchał, myślał, wyciągał wnioski. DYPLOMACJA Dziewczyno!


          ewidentnie pokazał mi ze NIC mi nie zaoferuje,


          A co Ty masz jego rodzinie do zaoferowania jako synowa? Pomyśl o tym... ;).


          sprobuje ochlodzic
          > nasze relacje, zaczne spotykac sie z znajomymi, zaczne w koncu
          > chodzic na fitnes i przestane dzwonic, prosic, zebrac... naucze sie
          > zyc bez niego. a jesli naprawde poczuję ze oczekuję czegos wiecej
          > powiem mu...wiem ze to głupota.


          Dokładnie, totalna głupota! On przyjmie to z ulgą i na zasadzie - co z oczu, to z serca, będzie dzwonić coraz rzadziej i rzadziej aż przestanie. Nie tędy droga. Zacznij lepiej uwodzić...JEGO MATKĘ ;). To ponoć despotyczna osóbka a on...ma przed nią respekt. Dowiedz się co lubi, czego pragnie(a każda matka najbardziej pragnie wnuków) i - obiecuj, obiecuj, obiecuj. Wpadaj do niej wtedy, gdy jego nie ma, wyciągaj do sklepu, na spacer, na zakupy, przynieś bukiet polnych kwiatów, czytaj jej książki lub gazety, jeśli lubi, pomagaj we wrzucaniu skarpetek do pralki, bądź nieodzowna...Żegnaj się natychmiast, jak on w drzwiach stanie. Aż po jakimś czasie zauroczona starsza pani wrzaśnie - DO CHOLERY, KIEDY SIĘ JEJ WRESZCIE OŚWIADCZYSZ?! Chcesz tego? No to masz skuteczną receptę. Niestety, lekarstwo musisz zażywać do końca życia...mamusi ;).


          on pewnie nie jest tego wart, zebym tak cierpiała...



          Niekoniecznie. On po prostu zdecydował, że Ty nie jesteś warta jego dyskomfortu psychicznego i stresów związanych z Twoimi oczekiwaniami.
          • adg-ak do Ledy 30.01.09, 09:32
            Leda, zupełnie nie zrozumiałaś tego co napisałam, albo może nie
            napisałam ja jasno...
            mnie nie przeszkadza jego matka, wbrew wszystkiemu i czemu sama sie
            dziwie ja ja lubie a ona mnie. poczatki były trudne bo ona tez nie
            mowi, albo mało, ale lody pusciły i ja tez dostaje zawsze swoja
            porcje obiadu:) nie tylko on:)

            chodzi o to ze on nie tylko nie chce sie wyprowadzic z domu, on nie
            chce tam wpuscic innej kobiety!!!! nie wpuscil zadnej innej
            argumentujac ze mama by nie zniosla tej drugiej bez wzgledu na to
            czy byłaby to angelina jolie czy ja:) kobietom, ktore po wielu
            latach znajomosci z nim (zwiazku?) zapragneły czegos wiecej
            dziękował z miejsca! to co on z nimi robił - oszukiwał przez te
            lata?? to co po pozwalał mi wierzyc w nas? po co mowił co bedzie, co
            zrobimy, gdzie pojedziemy? teraz sie wystraszył ze bede kolejna
            ktora zacznie mowic o białej sukience?
            Łomatko! niedługo sie okaze ze to ja potrzebuje specjalisty nie on:)

            wiesz, moze Twój sposob Leda jest dobry- kopnie mnie to w tyłek i
            moze otworzy oczy! tylko ze nie zgadzam sie z argumentacją. pierwszy
            post dał mi do myslenia, ten niestety jest bledna interpretacja:(

            • leda16 Re: do Ledy 30.01.09, 19:03
              on nie
              > chce tam wpuscic innej kobiety!!!! nie wpuscil zadnej innej
              > argumentujac ze mama by nie zniosla tej drugiej bez wzgledu na to
              > czy byłaby to angelina jolie czy ja:)


              Przecież napisałam: uwodź ammusię. Wysonduj jakie są jej wyobrażenia o ślubie, wspólnym zamieszkaniu i przyszłej synowej. To w końcu tylko jego zdanie, nie jej, a prawdopodobnie kolejny, bałamutny unik prtzed ślubem! Delikatnie wypytaj o poprzednie związki syna i o to co mamuśce w tych kandydatkach się nie podobało, jak widzi przyszłość syna za 5-10 lat, itp. Nie wierzę bowiem, żeby jakoś szczególnie zależało jej na starokawalerstwie syna. Ty nie masz i tak nic do stracenia a na adorowaniu mamusi też nic przecież nie stracisz. Możesz tylko zyskać. Jeszcze jedno pytanie: to jedynak? I na czym do licha tyle kasy kosi skoro preferuje tak prymitywne rozrywki jak gry komputerowe?
              • adg-ak Re: do Ledy 01.02.09, 13:15
                mamusia jest trudna kobieta, z nia sie raczej nie da dyskutowac :)
                jakbym poruszyła z nia temat synka to by pewnie uciekła. oni w
                zasadzei wszyscy sa dziwnu:) nie jest jedynakiem, brat starszy,
                troche bardziej jest przystosowany do zycia, ma zone i synka.
                mamusia niecierpiala synowej i po wyprowadzce było ostro. dopieroo
                po slubie i urodzeniu dziecka zmiekla. zona brata zagrozila ze jak
                sie nie wyprowadzi to ona z nim konczy - ona byla akurat w ciazy
                wiec chwala Bogu poszedl chlop po rozum do głowy i sie wyniosł...

                a mlodszy synek zostal przez mamusie opetany miloscia, ze taki dobry
                bo zostal... i jest mu z tym niewymownie dobrze. mamusia zastepuje
                mu kobiete, tylko z nim na szczescie nie sypia (mam nadzieje :D )

                patrzac na niego patrzy jak kobieta na ukochanego nie na syna.

                to jest przerazajace, ze on sie w ten schemat dal wciagnac... jest
                chyba niereformowalny i gdyby nie to ze jestem tak zakochana i
                zaslepiona to bym go kopnela w 4 litery.

                chyba licze na jakis cud. wiem ze cuda czasem sie zdarzaja :) poki
                co to mi pozostalo, moze kiedys zmadrzeje:)

                a mamausia jest super kucharka, gotuje super potrawy, piecze super
                ciasta i super wszystkim zarzadza, jakby sie z nia dało pogadac to
                bym ja pouwodziła. i tak jestem jedyna ktorą lubi, co uwazam za
                spory sukces:)

                a kasę kosi bo jest specjalista w takiej luce, ze w polsce jest
                tylko kilku takich madrych... i headhunterzy zarabiaja krocie na
                wyrywaniu ich z jednej firmy do drugiej:)
    • stokrootka40 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 29.01.09, 10:41
      Mnie najbardziej w Twoim liście uderzyło to, że nie mówi o problemach, dusi je w
      sobie.
      Mam takiego w domu i uwierz mi, że życie z takim człowiekiem jest beznadziejne.
      Nie zrób tego błędu i nie wiąż się z człowiekiem, który nie potrafi z Tobą
      porozmawiać.

      Dasz radę!!! :-)))
    • elielieli Nie masz cienia szansy i to nie zalezy od ciebie 29.01.09, 22:04
      Ten czlowiek zyje w patologicznym zwiazku z matka i niezaleznie od
      tego jaka postawe przyjmiesz-najzwyczajniej na swiecie-nie masz
      szans.Psychologicznie to nie ty jestes kandydatka na towarzyszke
      jego zycia,tylko matka.Ta rzekoma depresja to reakcja na proby
      oderwania go od matki. Najwyrazniej jego osobowosc jest tak
      "nagieta" przez matke (w koncu tak, i tylko tak pokazywala przed nim
      szanse na przyszlosc), ze gdyby ja opuscil,lub ona jego to jedno z
      dwojga znalazloby sie wkrotce na oddziele psychiatrycznym lub
      chociazby sprobowalo samobojstwa.
      Tak jak we wszystkich innych przypadkach,kiedy cechy patologiczne sa
      az tak gleboko osadowione-jedyne wyjscie to trzymac sie jak
      najbardziej z daleka i jak najszybciej zapomniec.
      Na przyszlosc staraj sie od razu weryfikowac czy facet ma realna
      potrzebe zycia razem, niektorzy niestety sie do tego nie nadaja.

    • adg-ak podsumowanie-jak to ku...wsko boli! pomóżcie 05.03.09, 14:17
      no i moi drodzy... minęły 2 miesiące od tego czasu kiedy się
      dowiedziałam o podejściu do zycia mojego M. i wczoraj został on moim
      byłym M. decyzja zajeła mi tyle czasu bo probowałam to ratować,
      rozmawiać, łudziłam się że się zmieni. doszliśmy do wielu wniosków i
      myslalam ze bedzie juz dobrze. ale nie potrafilam sobie psychicznie
      z tym poradzić, mysl ze tak naprawde nic z tego nie wyniknie a ja
      sie marnuję mnie zabijały. nie jadłam, nie mogłam spać... to było
      straszne. jednoczesnie łaknełam jego bliskości, jego uczuć,
      przytulałam się, kochałam się z nim, ale podswiadomosc cały czas
      swieciła sie na czerwono. i nie wytrzymałam tych niedomowien i
      brakujasnego komunikatu "tak chcę byc z tobą na dobre i na złe", ze
      tu i teraz jest dobrze i bedziemy sie starac. rozmowa ta ostateczna
      była traumatyczna- dla mnie i dla niego... nie wiem jak teraz sobie
      poradzę ze sobą. jak mam sie otworzyc na innych mezczyzn, skoro się
      łudze ze nagle stwierdzi ze w koncu dojrzał i sie zmienił ,no bo
      przeciez mnie kocha...
      jak sie jest w srodku czegos takiego, to powiem wam jest trudno
      myslec racjonalnie. podjelam słuszna decyzję, ale czuje sie jakbym
      nie miała obu rąk, nóg, tylko krwawiące serce... muszę się nauczyc
      zyc bez tych rąk i nog. musze nauczyc dawac sobie rade sama.
      najgorzej jest z poczuciem bliskosci, bo potrzebuje sie przytulic
      wlasnie do niego, poczuc jego zapach, pocałowac - tak jak tylko on
      całuje. kochac sie z nim - bo najlepiej własnie z nim mi było, nie
      wiem czy ktos to przebije, zreszta nie mam ochoty na seks z
      kimkolwiek teraz...

      najbardziej na swiecie chce zeby on sie zmienił, stwierdzil ze
      jestem kobieta jego zycia, dorósł do roli meza/partnera/ojca i chce
      spróbować. ale....cuda są tylko w bajkach...

      no chyba ze komus taki cud sie zdarzył... a jak z Wami?
      • lofbergs.lila Re: podsumowanie-jak to ku...wsko boli! pomóżcie 05.03.09, 19:32
        kochac sie z nim - bo najlepiej własnie z nim mi było, nie
        > wiem czy ktos to przebije, zreszta nie mam ochoty na seks z
        > kimkolwiek teraz

        przepraszam nie czytalam calego watku tylko ostatni wpis
        przebije spokojnie, po moim pierwszym mezu ( w sytuacji gdy sama go
        zostawilam) tez myslalam, ze nikt go nie przebije, (bo to akurat
        dobrze nam wychodzilo zawsze) ...i przebil :)
        • lofbergs.lila Re: podsumowanie-jak to ku...wsko boli! pomóżcie 05.03.09, 19:35
          cd
          wszystko minie, ze spokojem
          idz sobie teraz na jakies zajecia tai chi czy moze joge, poznaj
          fajnego trenera, zmienisz myslenie, tylko otaczaj sie odpowiednimi
          ludzmi
          bedzie dobrze
          • lofbergs.lila Re: podsumowanie-jak to ku...wsko boli! pomóżcie 05.03.09, 19:37
            cd
            cos mnie sie enter za szybko wlacza

            ale z trenerem nie flirtuj, traktuj go jako przewodnika duchowego
            bardziej
            obiecaj sobie, ze tak zrobisz
            • prawdziwy_endrju Mamusia ? 05.03.09, 21:32
              Czy ten facet naprawde w ten sposob odnosi sie wobec swojej matki czy
              tylko Ty napisalas tak z ironia ? Facet moze przeciez mieszkac z
              rodzicami albo wlasnie z matka i odnosic sukcesy. Przyklad z samej
              gory podam : Jarek Kaczyński :).


      • adg-ak Re: podsumowanie-jak to ku...wsko boli! pomóżcie 06.03.09, 10:36
        widziałam sie z nim. musielismy oddac sobie rzeczy, ten moment był
        dramatyczny bo w wieszaków znikneły jego reczniki, przybory, coś co
        było stałym elementem mojego życia... rano wczodzac do łazienki
        miałam takie poczucie pustki ze o mało nie zwymitowałam ze stresu.
        on mnie na pozegnanie przytulił, miał łzy w oczach, powiedział ze
        mnie potrzebuje ale wie ze niedługo bede szczesliwsza, ze jak uda
        nam sie zapomniec to docenie to ze spedzilismy razem dobry czas, a
        teraz trzeba isc dalej, przepraszał mnie za to ze mnie skrzywdził.
        prosił zebym nie zrywała z nim kontaktu, zebysmy sie spotkali od
        czasu do czasu... nie wiem czy bede potrafiła,czy bede sie katowac,
        Wczorajsze spotkanie i wyznania były tak bolesne jakby ktos solą
        posypywał moje rany... kocham go, niestety... mam zal, ale nie umiem
        go zninawidzic, chociaz byłoby mi wtedy łatwiej go "odstawić".
        wiem ze nadzieje matką głupich, chyba wiec głupia jestem, bo jakas
        moja malutka czastka łudzi sie ze on wróci, ale nie tylko fizycznie
        ale tez psychicznie, ze dojrzeje.... straszne uczucie, mówie Wam :
        (((((
        dziękuje za wsparcie- naprawde to doceniam, bardzo bardzo...
    • solaris_38 Re: jak to ku...wsko boli! pomóżcie 05.03.09, 21:34
      jest pełno pigułek zapomnienia
      chodzi jednak nei o to aby zapomnieć ale aby pamiętać



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka