Dodaj do ulubionych

Jak pomoc mamie chlopaka?

18.11.03, 19:22
Tak sie zlozylo ze mieszkamy (ja i moj powiedzmy narzeczony) z jego mama -
swiezo rozwiedziona okolo 47latka w jej dosc sporym domu. Jednakze, mimo ze
bardzo sie wszyscy lubimy i zazwyczaj w latwy sposob znajdujemy wspolny
jezyk, ostatnio spokoj jest czesto burzony.
Moje "uklady" przyszla tesciowa sa niemalze wysmienite badz "perfekcyjne" -
nazywa mnie swoim najlepszym, najgrzeczniejszym, kochanym dzieckiem etc.
kiedy to do swojego syna (jedynego) czasami ma jakies pretensje (czesto
uzasadnione i popierane przeze mnie - typu pomoc w pracach domowych,
gotowaniu, jakies drobne naprawy etc - rzeczy, ktore powininen sam z siebie
robic, a o ktorych czesto zapomina).
Jednakze ona zauwaza rowniez, czy "czepia sie", jego o rzeczy, ktore mi nie
przeszkadzaja, ktore ja akceptuje, no i moze z powodu ktorych ja chce z nim
byc.
Jego mama jest bardzo drazliwa i szybko sie denerwuje. Kiedy wraca z pracy i
nie uslyszy od niego wspanialego milego czesc, jak sie masz, co slychac i nie
dostanie od razu goracej herbatki, zaczyna mowic ze tak duzo robi, a odplaca
sie jej niczym, zaczyna plakac, histeryzowac, glosno mowic sama do siebie
etc. Po prostu - przesadnie reagowac na najmniejsze rzeczy ktore ja
rozdraznia. Prawie codziennie slysze jakies klotnie, wyrzuty, zazalenia pod
jego adresem, ktorych ja juz nie chce sluchac. Nie twierdze ze on nie ma
nigdy winy, czy moglby inaczej odpowiadac, jednak nie sadze tez, ze jego
stosunek jak taki zly. Ona wymaga go by nazywal ja "mamusia", mimo ze on ma
23 lata (ja jako dziewczynka nigdy nie nazywalam swojej mamy "mamusia" -
chyba ze cos chcialam :)) - i ciagle mowi o szacunku, respekcie etc wzgledem
jej. Nie uwazam aby on tego nie robil - z tego co widzialam u kolezanek i
rodziny, oraz z tego co widze u niego w domu - jego podejscie do jego matki
jest wrecz super.
Gdy ona poczuje sie rozdrazniona czy nieszanowana przez niego, jak juz
wspomnialam, zaczyna sie dluga glosna rozmowa, podczas ktorej on przyznaje
jej racje - najczesciej chyba juz dla swietego spokoju - a ona ciagnie,
ciagnie i ciagnie... Wiele razy bylam swiadkiem czegos takiego, wygladalo to
jak po prostu rozgrzebywanie czy rozdrapywanie ran, zeby tylko sie wiecej
pouzalac i wiecej mowic.
Bedac z boku tych wszystkich sytuacji i rozmow - bo one nigdy nie sa
adresowane do mnie - zaczelam im nawet mowic, ze czuje sie przy nich jak
dziecko przysluchujace sie klotni rozwodzacych sie rodzicow.
Poza tym, to co mnie najbardziej drazni i co ciagle sklania mnie do mysli
zeby znalezc jakies male, ale samodzielne lokum, jest jej pewien rodzaj
zachowania - sprawdzanie kazdego prawie ze gniazdka, czy wszystko jest
poodlaczane, liczenie zakretek od kuchenki, chodzenie sprawdzac drzwi,
zastawianie drzwi wejsciowych roznymi rzeczami, sprawdzanie rzeczy po kilka
razy i ciagle pytanie sie nas wieczorem czy wszystko poodlaczamy -
powylaczamy (zasadniczo z tego powodu nie widze naszej wyprowadzki w
przyjaznym swietle - nie wiem jak ona by sobie poradzila z tym wszystkim
sama). Oraz przypominanie ciagle wieczorem dzien przed jakims zdarzeniem ze
jutro jest to zdarzenie - wywoz smieci, dostawa mebli, wizyta hydraulika etc.
(o czym my bardzo bardzo dobrze wiemy) Nie mam pojecia czy przyczyna tych
zachowan lezy gdzies w przeszlosci czy to jest rodzaj obsesji. Ostatnio
dodalo sie do tego jeszcze mowienie rzeczy i zakanczanie zdan w
formie "nie...?" czekajacej na potwierdzenie. Troche nie mam sily, czy checi,
na potwierdzanie kazdego wypowiedzianego zdania. Jak nie odpowiem nie, tak
etc. to slowo to powtarzane jest do skutku...
Czy ktos z forumowiczow ma rade jak moge te cala atmosfere zalagodzic, czy
co zrobic by ona nie martwila sie tak o wszystko - czy pokoj bedzie
wysprzatany tydzien przed przyjazdem gosci, czy podloga w kuchni jest czysta
gdy wroci z pracy, czy drzwi do garazu sa zamkniete, czy krzeslo sie nie
wywrocilo od wiatru etc. Bardzo lubie jego mame, bardzo duzo dla mnie zrobila
i chcialabym zeby ona nie chodzila taka wiecznie zestresowana.
Pozdrowienia,
Koraliczka.
Obserwuj wątek
    • komandos57 Re: Jak pomoc mamie chlopaka? 18.11.03, 19:35
      Ale wlasciwie co chcesz powiedziec?Kwalifikujesz sie w trybie doraznym na Tworki.Buzka
      • koraliczka Re: Jak pomoc mamie chlopaka? 18.11.03, 20:56
        Czy moze mnie ktos oswiecic i powiedziec czym sa owe "Tworki"?
        • malvvina Re: Jak pomoc mamie chlopaka? 18.11.03, 20:58
          szpital dla ciezkich waryjotow
          • koraliczka Re: Jak pomoc mamie chlopaka? 18.11.03, 21:22
            Dziekuje bardzo za pomoc.
            Tworki to jednak za bardzo ekstremalne rozwiazanie.
            • koraliczka Re: Jak pomoc mamie chlopaka? 18.11.03, 21:23
              aha, a Tworki to kogo?czego? czy kto?co?
              • Gość: onna Re: Jak pomoc mamie chlopaka? IP: *.gda.pl 18.11.03, 21:28
                Kto co - Tworki
                Kogo czego - Tworek

                A tak na poważnie - to Mama Twojego chłopaka chyba się tam kwalifikuje,
                niestety, natomiast dla Twej wytrwałości jestem pełna podziwu ....
                • koraliczka Re: Jak pomoc mamie chlopaka? 18.11.03, 21:38
                  Jego mama po kazdym takim "wybuchu" zalu etc wzgledem swojego syna, uspokaja
                  sie, normalnie z nim rozmawia, przeprasza, mowi ze zle reaguje i ze nie do
                  konca rozumie co sie z nia dzieje. Tlumaczy tez, ze podloze jej zachowania i
                  ta wielka nerwowosc, drazliwosc leza w menopauzie oraz w jej niedawnym
                  rzuceniu palenia i klopotach czy przejsciach rozwodowych.
                  Czy ja mam sie juz bac swojej menopauzy czy ewentualnie rzucania nalogow?
                  Ojccc.. Moze i tak.
                  Koraliczka
                  • Gość: MM Re: Jak pomoc mamie chlopaka? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.11.03, 22:58
                    Przypuszczam, że mama Twojego chłopaka nie zmieni się - taki ma charakter .
                    Znam takich ludzi...zawsze wszystko musi być zapięte na ostatni guzik, oni
                    wszystko zrobią najlepiej i najlepiej dopilnują. Muszą mieć baczenie na
                    wszystko. Myślę, że w Waszym przypadku najlepiej byłoby wyprowadzić się.
    • mary_ann Re:nerwica natręctw? 18.11.03, 23:47
      Niektóre z opisywanych przez Ciebie zachowań "teściowej-in-spe" (sprawdzanie
      po 100 razy, liczenie) bardzo przypominają objawy nerwicy natręctw (to się
      teraz jakoś nowocześniej nazywa, ale po polsku nie pamiętam ; po franc. TOC -
      Trouble Obsessionnel Compulsif) - pewnie nie bez związku z jej przejściami.
      Może warto odwiedzić psychologa i/lub psychiatrę?
      • koraliczka Re:nerwica natręctw? 18.11.03, 23:52
        Tak, slyszalam o takiej chorobie jak obsessive compulsive (engl.) - no i masz
        racje, jej zachowania chyba podpadaja pod to.
        Nie bardzo wiem czy ja moge sklonic do wizyt u psychiatry/psychologa, bo ona
        uwaza, ze jako lekarz, jest w stanie poradzic sobie sama - albo przynajmniej
        tak mi sie wydaje.
        Jaki ladny ten francuski jezyk.
        Pozdrowienia,
        Koraliczka
        • mary_ann Re:nerwica natręctw? 19.11.03, 22:57
          koraliczka napisała:

          > Jaki ladny ten francuski jezyk.

          A ładny, ładny:-) Szkoda tylko, że nijak nie rozwiązuje to Twojego niełatwego
          problemu.

          Myślę, że antonina ma wiele racji i dobrze się wczuwa w stan ducha mamy.
          Wydaje mi się, że rola opuszczonej starzejacej się i panicznie bojącej się
          samotności kobiety naprawdę nie nalezy do łatwych i wdziecznych we
          wspólczesnym swiecie. Co nie oznacza oczywiscie, że racji nie mają Ci, co
          piszą o Waszym prawie do samodzielności. Rzecz chyba nie w tym CZY, tylko JAK.
          Łatwo powiedzieć, co?:-(

          Pozdrowienia nejserdeczniejsze
          Mary_ann

          > Pozdrowienia,
          > Koraliczka
    • Gość: antonina Re:nerwica natręctw? IP: *.energis.pl 19.11.03, 01:57
      Tej kobiecie duzo sie rozsypalo- małzenstwo, co juz jest wystarczajacym
      powodem. menopauza- jakbym widziala w tym opisie moja mame. ona czuje, ze sie
      starzeje, ze nie ogarnia, ze nie zapamietuje, stresuje sie, czy ze wszystkim
      sobie poradzi, zawsze byla taka dzielna, a teraz troche- bardzo? ja to
      przerasta. zycie. umyka. juz tylu rzeczy nie zrobi. zostala sama, cialo sie
      starzeje, wraca zmeczona i czuje potrzebe usprawiedliwienia swojego stanu- i
      znajduje- herbata nie dosc szybko podana. no tak, nikt jej nie dostrzega.
      wystarczy pretekst, dzieki ktoremu emocje mogą sie wylac, bo ja przepelniaja,
      trudno sie dziwic. w naszej kulturze nie ma madrych rytualow pozwalajacych
      kobiecie swiadomie, z godnoscia i w zgodzie ze soba przezywac przejscie w
      kolejny etap zycia, starzenie sie. gdzies w codziennosci trzeba upchnac te
      niechciane emocje, a potem nagle sie przelewają.
      takie jeczenie o szacunku, etc- mi sie wydaje, ze tak mowia ludzie, ktorzy nie
      czuja sie pewni, ze na szacunek zasluguja, wiec interpretuja zachowania innych
      wg wlasnego ogladu samego siebie ( mowie zwlasnego doswiadczenia). no bo
      przeciez Twoj ukochany mame szanuje. a ona absurdalne powody wynajduje.
      dlaczego? bo gdzies w niej takie poczucie tkwi i w ten sposob znajduje ujscie,
      tak mysle.
      a dlaczego tak sie moze czuc- pewnie wiecie, pewnie czuje sie stara,
      niepotrzebna, winna rozpadowi malzenstwa chocby swoim
      wiekiem, "nieatrakcyjnoscia", nie iwem. probuje sie usprawiedliwiac mowiac o
      tym, jak wiele robi. probuje nadac sobie sens, swojemu zyciu, ktore jej sie
      wymyka, ktorego nie moze kontrolowac, w ktorym utracila poczucie bezpieczenstwa
      i dlatego panicznie probuje je odzyskac, pietnascie razy sprawdzajac, czy
      wszystko jest jak byc powinno, zamkniete, wylaczone, omowione, etc. to brak
      poczucia bezpieczenstwa w zyciu.
      dlatego to wszystko takei naturalne. a jakie ciezkie dla wszystkich, bo
      przeciez mozna dac sie tym osaczyc i wszystkie zainteresowane strony to
      unieszczesliwi- ona sie czuej winna po tkaich wystapieniach, a u was nastapi
      kiedys kres wytrzymalosci nawet przy najwiekszej dobrej woli.

      co robic? nie wiem, pzemyslcie, moze wyprowadzic sie, a pomagac jej na
      dochodne? zeby odkryla, ze sobie radzi jednak? a moze zostac, zalezy jak swiezy
      ten rozwod... czasem trzeba sie kims na troche zaopiekowac, nie ma rady, tez
      kiedys bedziemy sie starzec i nie wiadomo, jak to bedziemy znosic. podoba mi
      sei bardzo Twoje podejscie, bo nie spotykam sie z nim czesto. ale predzej czy
      pozniej wyprowadzic sie trzeba, nei wiem tylko , czy juz, sami na pewno
      wyczujecie, kiedy.
      a poza tym- rozmawiac. trudno jest, ale da sie, jakimis madrymi metodami
      komunikowania. a raczej praktykowac "czynne sluchanie"- dac jej sie wyzalic,
      wygadac, dyskretnie zadac pytanie pomocnicze, potwierdzic to co czuje
      parafrazujac. wysluchac nie z pozycji obronnych " nie chcialem nic zlego,
      przeciez Cie szanuje", poniewaz w istocie nie hcodzi o niego, tylko o potrzebe
      wyzalenia sie, dania ujscia fali emocji. podejsc z dystansem, ze spokojem, z
      uwaznoscia, zeby widziala, ze ktos slucha z otwarotscia, nie broniac sie, nie
      dajac kontrargumentow. wtedy ma przestrzen by wyrzucic to z siebie swobodnie i
      uspokoic sie bez wkraczania w konflikt. i wtedy latwiej jej potem zobaczyc co
      sie z nia dzieje, latwiej jej poczuc swoja sile- czasem taka "święta
      przestrzen" do wygadania sie czyni cuda, i rozpoczyna gleboki proces stawania
      na nogi. bo jak ktos tak do konca z siebie wyrzuci, to robi przestrzen na nowe.
      a jak ma poczucie niedosytu- bo inni protestuja, potem jej glupio, bo
      przesadzila, ma swiadomosc, ze to emocje, z ktorymi sobie nie radzi i jeszcze
      bardziej to bledne kolo sie nakreca- to nie umie sie z tego wyrwac, bo to wciaz
      w niej tkwi, wciaz jatrzy, wciaz obezwladnia.

      powoli bedzie mozna rozmawiac coraz spokojniej, siwadomiej.

      oakzywanie czulosci i odpowiadanie z humorem tez pozwala jej troche sie
      rozluznic. jak poczuje, ze sie ja przyjmuje z calym obecnym dobrodziejstwem
      inwentarza ze zrozumieniem i czuloscia, to jej odpusci. i tu rola jej syna w
      tym glownie, bo raczej z Twojej strony czuje zrouzmienie. NO i pewnie chodzi o
      jej lęk, jak on ja ocenia z perspektywy mezczyzny, z perspektywy jej dziecka, z
      perspektywy domownika, z perspektywy obserwatora wydarzen etc. pewnie boi sie,
      ze on nie rouzmie, ze ja ocenia, osadza, albo nie szanuje- wlasnie, bo sama ze
      soba czuje sie niepewna.
      Tak sobie mysle.

      NO i chyle czoła, koraliczko:)
      chcialabym w analogicznej sytuacji moc natrafic na wlasnie taka synowa:)

      pozdrawiam:)

      • allissima Re:nerwica natręctw? 19.11.03, 10:01
        Nasze dzieci chowamy dla Świata, nie dla nas samych. To piekne, jeśli one
        dorastając mają potrzebe kontaktu i są obecne w naszym życiu. Jesli nie mają
        wyrzutów sumienia zajmując się swoim życiem.
        Jeśli matka Twojego mężczyzny nie chce go puścić w wielką podróż przez życie,
        jeśli zajmuje go problemami, które, jako dorosły człowiek powinna rozwiązywć
        sama, to znaczy, że ma z soba problem. Może potrzebuje własneg świata,
        zainteresowań, przyjaciół, jakiejś formy aktywności. Są takie granice, których
        nie wolno przekraczać w stosunku do swoich dzieci i w tej sytuacji tylko jej
        syn, może, jeśli potrafi, jej je wskazać. Rozumiem, że ona wywołuje w nim
        potworne wyrzuty sumienia, jeśli on nie sprosta jej wygórowanym oczekiwaniom.
        Ale na tym polega odchodzenie od rodziców i budowanie autonomii. Na poczatku
        boli, ale w jasno wyznaczonych granicach możecie sie wszyscy odnależć i
        poprawić wasze relacje. Któregoś dnia trzeba powiedzieć "Mamo, odchodzę"
    • Gość: Beata Re: Jak pomoc sobie samej....nie matce chlopaka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.11.03, 03:08
      A tak naprawde to tobie chodzi o dobro jego mamy czy tez facet nie chce ci sie
      wyprowadzic z domu , bo o nic sam sie nie musi martwic ? Widzisz twoj pierwszy
      list wzbudzil moja sympatie, bo rozumiem twoje rozterki. Jestes w czyims domu,
      musisz wysluchiwac rzeczy ktorych nie powinnas, nie masz zadnej kontroli nad
      sytuacja. Twoje pozniejsze zas analizy stanu psychicznego matki twojego
      chlopaka: dom wariatow, natrectwa itp to juz krok za daleko w niewlasciwym
      kierunku. No coz, jestem pewna ze ocena sytuacji pisana reka matki chlopaka
      wyjasnilaby nam wiele i rzucila swiatlo na rzeczywisty obraz waszego
      zachowania w tym domu. Zycie pod wspolnym dachem i w dodatku nie waszym dachem
      pociaga za soba okreslone obowiazki.Byc moze za jej ciaglym sprawdzaniem czy
      wszystko powylaczaliscie stoi jakies niezbyt odpowiedzialne wasze zachowanie?
      Moze ona ma sluszne obawy, czy nie puscicie chaty z dymem. Tak czy inaczej
      radze brac chlopa pod mankiet i zasuwac na swoje. Jesli mozna zapytac to ile
      ty masz lat? Piszesz ze nazywalas swoja matke mamusia tylko wowczas kiedy cos
      od niej chcialas, to brzmi strasznie perfidnie. Jesli on byl przyzwyczajony
      mowic do niej tak a nie inaczej to dlaczego ty to chcesz zmienic do swoich
      schematow? Moze stad sie biora matki dyskusje na temat szacunku, czy tez
      raczej jego braku? Moze ty go po prostu buntujesz przeciwko niej???
    • seksuolog Placisz cene 20.11.03, 07:25

      po prostu za to ze mieszkasz z tesciowa. I wiesz juz teraz
      dlaczego mlodym parom kategorycznie i bez wyjatkow zaleca sie
      mieszkanie osobno nawet gdyby mieli najslodszych tesciow.
      Bo nawet jak sie mieszka samodzielnie okres docierania sie
      zwiazku moze miec problemy a co dopiero jak ktos jest z boku.
      Czyli z tego punktu widzenia problem jest tylko po twojej stronie.

      Absolutnie bez sensu jest zastanawianie sie jak wplynac na
      tesciowa zeby ja zmienic, ktos slusznie zauwazyl ze rozwodka
      w wieku menopauzalnym powinna byc traktowana jak chinska porcelana,
      bardzo delikatnie i z daleka.

      Masz wiec do zastanawiania sie tylko jak sie wyprowadzic. Jezeli
      to jest niemozliwe np. za wzgledow finansowych to trzeba podejsc
      do tego tak ze placisz cene w naturze za bezplatne mieszkanie.
      Naradzic sie z partnerem w jaki sposob moglibyscie zaczac traktowac
      tesciowa z poblazliwoscia i duuuzym zrozumieniem stosownym do jej
      sytuacji osobistej.

      Zakladamy tutaj ze twoj partner nie jest maminsynkiem ktory nie moze
      oderwac sie od cycucha i tez chetnie by zmienil adres. Jezeli tak nie
      jest to musisz postawic ultimatum, albo ty albo mamuska.
      • agat1 Re: Placisz cene 20.11.03, 09:54
        Mi też wyglada to niezbyt ciekawie, tzn. widać, że matka nie potrafi pogodzić
        się z dorosłością syna. Ja bym radziła jednak sprobować żyć osobno, mama musi
        zrozumieć, że dzieci są dorosłe i mają swoje życie. A jak będziesz się razem z
        nią bratać w krytykowaniu swojego faceta, to on w końcu sie zastanowi, z kim Ty
        właściwie jesteś? Kochasz jego czy jego mamusię? Nie gniewaj się, że piszę tak
        trochę z innej beczki, ale ja Twoją sytuację postrzegam w kategoriach twojego
        dobra i dobrych układów z nim, a nie jego matką.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka