Dodaj do ulubionych

Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :(

26.04.09, 00:34
Byłam z facetem ponad 4 lata. Rozstaliśmy się, bo on zaczął źle się zachowywać
i nie chciał się zmienić, wolał się rozstać.
Po rozstaniu rozpaczał, radził się ludzi co zrobić, w końcu napisał piękny
list miłosny, ale ja odpisałam z dystansem, bo chciałam go najpierw wyczuć o
co mu chodzi, co on odebrał negatywnie i zaczął szukać sobie nowej kobiety w
necie i znalazł, był w niej zakochany ale ona w nim nie, po bliższym poznaniu
on jej przestał odpowiadać i ona go rzuciła. Gdy się o tym dowiedziałam miałam
nadzieję, że on uświadomi sobie, że ja go naprawdę kochałam i że warto
spróbować jeszcze raz, ale tak się nie stało. Jedyne co zrobił to wysłał mi
życzenia na Wielkanoc. A teraz wiem, że szuka w necie kolejnych panienek, i
wygląda na to, że w celu seksu. Wygląda również na to, że już się nawet umawia
z jedną i pewnie doszło do seksu po alkoholu :( Bardzo mi z tym źle. Bardzo
się męczę :( Nikt nie chce już o tym słuchać. Koleżanki mają dość. Nie mam
kogo się poradzić co zrobić, czy walczyć o niego czy odpuścić. Mimo jego wad
bardzo go kocham. Jak byłam z nim te wady mi przeszkadzały, ale życie bez
niego również nie jest dla mnie szczęśliwe. Nie poznałam nikogo lepszego,
nikt inny mi się nie podoba tak jak on, nikt nie wzbudził we mnie takich uczuć
jak on :( Bardzo za nim tęsknię, chciałabym cofnąć czas, byśmy wtedy się
dogadali i by nie doszło do rozstania ;(
Nie wiem co mam teraz robić. On za kilka dni ma urodziny, mogłabym się odezwać
do niego niezobowiązująco, ale z drugiej strony wiedząc jak on się prowadzi,
że już posuwa inną (drugą po mnie, jak nie więcej) :((( Czy ta miłość ma
jeszcze sens?
Bardzo
Obserwuj wątek
    • lifeisaparadox Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 00:54
      Chyba powinnas sprobowac z nim jeszcze raz, bez ceregieli i gierek. Im predzej
      tym lepiej.
      • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 00:59
        lifeisaparadox napisał:

        > Chyba powinnas sprobowac z nim jeszcze raz, bez ceregieli i gierek. Im predzej
        > tym lepiej.

        Wiedząc o tym, że po mnie był zakochany w innej i był z nią w związku i może by
        nadal był z nią gdyby ona go nie zostawiła?
        Wiedząc, że po mnie uprawiał seks z innymi (nie wiem z iloma) przygodnymi
        panienkami poznanymi przez net?
        Myślisz, że wiedząc to potrafiłabym być z nim jeszcze szczęśliwa???
        Nie wydaje mi się. Jestem zbyt wrażliwą osobą by takie coś wybaczyć i
        zaakceptować. Brzydziłabym się z nim współżyć wiedząc ile po mnie wyobracał :(((
        Poza tym czy to jest wartościowy człowiek jeśli postępuje w ten sposób? Tyle co
        się rozstał z tą dziewczyną z którą był po mnie a już umawia się na seks z
        innymi??? Jak to o nim świadczy? Facet jest po trzydziestce...
        • agawa-10 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 01:09
          słuchaj, podejmij decyzję
          tak, mogłabyś być z nim, nawet jeśli on był zakochany w kimś innym i uprawiał
          seks z innymi kobietami
          mogłabyś być z nim szczęśliwa.. ale jest jedno ALA
          jeśli on TEŻ CHCE BYĆ Z TOBĄ

          idź do niego, postaw sprawę jasno i dowiedz się tego
          będziesz wiedzieć, na czym stoisz

          i zaakceptuj wynik tej konfrontacji

          KONIEC, KROPKA
          nie analizuj, nie 'gdybaj', nie truj (sobie przede wszystkim)
          wyjaśnij!!!
          • agawa-10 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 01:11
            jedno "ALE" oczywiście..



            agawa-10 napisała:

            > słuchaj, podejmij decyzję
            > tak, mogłabyś być z nim, nawet jeśli on był zakochany w kimś innym i uprawiał
            > seks z innymi kobietami
            > mogłabyś być z nim szczęśliwa.. ale jest jedno ALA
            > jeśli on TEŻ CHCE BYĆ Z TOBĄ
            >
            > idź do niego, postaw sprawę jasno i dowiedz się tego
            > będziesz wiedzieć, na czym stoisz
            >
            > i zaakceptuj wynik tej konfrontacji
            >
            > KONIEC, KROPKA
            > nie analizuj, nie 'gdybaj', nie truj (sobie przede wszystkim)
            > wyjaśnij!!!

        • lifeisaparadox Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 01:10
          Oboje nie mozecie sobie nikogo znalezc i wydaje sie dobrze wam bylo razem.
          Bzyknij sie z kims, bedzie kwita i juz.
          • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 01:22
            lifeisaparadox napisał:

            > Oboje nie mozecie sobie nikogo znalezc i wydaje sie dobrze wam bylo razem.
            > Bzyknij sie z kims, bedzie kwita i juz.

            Czytając Wasze wypowiedzi widzę, że macie niższy poziom wrażliwości niż ja. To
            chyba dobrze. Na pewno łatwiej Wam się żyje na tym świecie.
            Niestety, dla mnie to nie jest rozwiązanie "bzyknąć się z kimś".

            Nie rozumiecie mnie. Ja bym nam obojgu życie zatruła wypominając to co robił z
            kim, bo wiem naprawdę bardzo dużo na ten temat :(
            Nie dałoby mi to spokoju, prześladowałoby mnie. Nienawidziłabym go kochając
            jednocześnie, w zasadzie tak już jest.
            Mieliśmy już jedno rozstanie i wtedy on też się puścił z inną po alkoholu. Potem
            jak do siebie wróciliśmy nie mogłam się z tym uporać, przy każdej kłótni mu to
            wypominałam, dręczyłam siebie i jego. Dlatego wiem, że kolejnych jego ru...ek
            nie zniosę!!!
            Gdyby liczył się z tym, że może wrócimy do siebie to może by się tak nie
            prowadził! Widocznie już przekreślił na amen nasz związek i zamknął ten
            rozdział. Tak mi powiedział jak zaczynał znajomość z tą dziewczyną co się z nią
            po mnie spotykał kilka miesięcy. Wtedy mi powiedział, że chce zamknąć nasz
            rozdział i iść do przodu, nie żyć przeszłością. Teraz odezwał się na Wielkanoc z
            życzeniami, ale to tylko tyle. Nie odnowił kontaktu. Póki co używa sobie z
            panienkami wyrwanymi z netu!!! :((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
            Mam już dość tego życia. Mam myśli samobójcze. Depresję. Nic mnie nie cieszy.
            Mam beznadziejne życie, beznadziejną pracę która mi nie daje radości, i jestem
            potwornie samotna. A najgorsze jest to, że nie mam ochoty nawet poznawać kogoś
            nowego i znów przechodzić przez te wszystkie etapy znajomości, więc zapewne
            czeka mnie życie w samotności, a szanse na założenie rodziny coraz mniejsze -
            zostało mi na to jakieś 6 lat maksymalnie :( A z moim podejściem i miłością do
            byłego raczej marne szanse bym ułożyła sobie życie z kimś innym nowym :(((
            • hermilion Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 14.05.09, 15:51
              > Teraz odezwał się na Wielkanoc z życzeniami, ale to tylko tyle.
              > Nie odnowił kontaktu. Póki co używa sobie z panienkami
              > wyrwanymi z netu!!!

              Przeanalizuj swoj pierwszy post - i zobacz ile w nim świadczy o tym
              że manipulowałaś nim i jego uczuciami, nie odpowiadając wprost co
              czujesz gdy on probował się z Toba dogadać.

              Generalnie dostalas za swoje tak jak Ci się raczej należało.

              Pytanie brzmi - co masz zamiar teraz zrobić.

              Możesz się nie odezwać i dalej uprawiać gierki aż facet w ciemno
              wymyśli coś co Ci się spodoba .. albo da se na zawsze spokój .. albo
              coś wykombinować.

              Podpowiedź:
              Jakby gość nie był zainteresowany to by nie wysłał kartki

              PS. Tylko nie wpadnij znowu na jakiś tragiczne głupi pomysł z
              manipulowaniem ludzmi typu pokazanie mu że Ty też możesz sobie kogoś
              znaleść i przyjście w miejsce, gdzie wiesz że on będzie z kolegą o
              wyglądzie Adonisa. Zranić go zranisz .. ponownie .. ale to nie
              znaczy że odzyskasz.
              • hermilion Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 14.05.09, 16:00
                Jeszcze jedno mi do głowy przyszło - skąd Ty tyle wiesz o tym co on
                robi .. czy on aby teraz nie postanowił właśnie w ten sposób do
                Ciebie trafić (skoro nic innego nie skutkuje) i upewnia się abyś
                wszystko ze szczegółami wiedziała?
                • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 14.05.09, 18:50
                  MYLISZ SIĘ. On nie wie, że ja tyle wiem. Jeśli kogoś kochasz i nie możesz
                  zapomnieć to interesujesz się jego losem, to takie dziwne?
                  on na pewno nie robi niczego pode mnie. żyje swoim życiem. nie wie co ja wiem a
                  czego nie wiem.
              • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 14.05.09, 19:01
                no nie, kolejny wygłasza poglądy w stylu "klosowski333".
                przeczytaj moją odpowiedź do niego - w tej sytuacji jest również do ciebie, bo
                zarzucasz mi chęć manipulowania uczuciami mojego byłego, co jest kompletną
                absolutną bzdurą!!!
                postąpiłam zgodnie ze swoimi uczuciami i poczuciem godności, zgodnie z tym co
                wtedy czułam, nie było we mnie za grosz chęci manipulowania.
                on mnie bardzo zranił rozstaniem i swoim zachowaniem jemu towarzyszącym, a
                takich rzeczy nie wynagrodzi jeden list, choćby najpiękniejszy. za tym muszą iść
                jeszcze jakieś czyny - konkrety, a konkretów z jego strony zabrakło. powinien
                się liczyć dla niego fakt, że w ogóle mu odpisałam COKOLWIEK, bo równie dobrze
                mogłam nic nie odpisać i go olać, bo tak naprawdę na to zasłużył, jednak nie
                umiałam, serce zwyciężyło i odpisałam, ale pamięć doznanej krzywdy była zbyt
                bolesna i świeża bym radośnie i wylewnie zareagowała na jego list. potrzebowałam
                czasu, by wybadać jego intencje i stopniowo się otworzyć. niestety, on mnie
                zwodził pisząc ze mną maile, a gdy znalazł sobie przez internet nową dziewczynę
                to mnie odstawił na bok i kompletnie olał, pomimo tego, że wiedział jak bardzo
                cierpię i pomimo moich próśb, by się opamiętał póki nie jest jeszcze za późno
                dla nas. ale on się nie opamiętał. wybrał tą nową dziewczynę. z nią chciał
                stworzyć związek a o mnie zapomnieć. ale jak widać istnieje sprawiedliwość na
                tym świecie. na cudzej krzywdzie się swego szczęścia nie zbuduje. ona go
                zostawiła, a on wielce zdziwiony jak to i dlaczego, przecież tak się starał, a
                tu zonk hehe.
                tak bywa. laska się na nim szybko poznała, szybciej niż ja. ona zmarnowała tylko
                kilka miesięcy a ja kilka lat łudząc się, że on wreszcie zrozumie jak powinien
                wyglądać związek i czego potrzebuje kobieta, by czuć się kochana i szczęśliwa z
                mężczyzną. niestety, on wolał się rozstać niż popracować nad sobą :(

                ALE NIECH NIKT MI NIE PRÓBUJE WMÓWIĆ, ŻE JA NIM MANIPULOWAŁAM, TO TO WSTRĘTNE
                OSZCZERSTWO! to on manipulował mną, bo napisał do mnie piękny list, że popełnił
                błąd, że tęskni i myśli o mnie, a w dwa tygodnie później poznał przez net inną i
                ja już się nie liczyłam dla niego! to jest miłość?! chyba raczej nie! to on
                manipulował moimi uczuciami grając na kilka frontów, nie ja nim! ciśnienie mi
                się podnosi jak czytam takie herezje :(

                hermilion napisał:

                > Przeanalizuj swoj pierwszy post - i zobacz ile w nim świadczy o tym
                > że manipulowałaś nim i jego uczuciami, nie odpowiadając wprost co
                > czujesz gdy on probował się z Toba dogadać.
                >
                > Generalnie dostalas za swoje tak jak Ci się raczej należało.
                >

                >
                > Podpowiedź:
                > Jakby gość nie był zainteresowany to by nie wysłał kartki
                >
                > PS. Tylko nie wpadnij znowu na jakiś tragiczne głupi pomysł z
                > manipulowaniem ludzmi typu pokazanie mu że Ty też możesz sobie kogoś
                > znaleść i przyjście w miejsce, gdzie wiesz że on będzie z kolegą o
                > wyglądzie Adonisa. Zranić go zranisz .. ponownie .. ale to nie
                > znaczy że odzyskasz.
                • hermilion Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 15.05.09, 14:23
                  > ALE NIECH NIKT MI NIE PRÓBUJE WMÓWIĆ, ŻE
                  > JA NIM MANIPULOWAŁAM, TO TO WSTRĘTNE
                  > OSZCZERSTWO!

                  Ależ manipulowałaś - lub jak wolisz wpływamy
                  na innych - skoro tak cię słowo manipulacja
                  uraża - a o to Ci przeciesz chodziło prawda?

                  **** O wpłynięcie na jego zachowanie. ****

                  Przeczytaj definicję manipulacji:

                  Z pl.wikipedia.org/wiki/Manipulacja_(psychologia)

                  "Ogólnie, manipulacja jest formą zamierzonego
                  i intencjonalnego wywierania wpływu na osobę
                  lub grupę w taki sposób, by nieświadomie i z
                  własnej woli realizowała działania zaspakajające
                  potrzeby/(realizowała cele) manipulatora."

                  Owszem w definicji jest też wskazanie, że
                  manipulacja to wpływ wbrew interesowi jednowstki ale
                  wybacz - w Twoim wypadku definicja własnego
                  interesu Twojego faceta jest co najmniej
                  dwuznaczna, nieprawdaż?

                  Teraz pozwolę sobie przypomnieć ci własne słowa:

                  "Rozstaliśmy się, bo on zaczął źle się zachowywać
                  i nie chciał się zmienić,"

                  "ja odpisałam z dystansem, bo chciałam go najpierw wyczuć o
                  co mu chodzi, co on odebrał negatywnie "

                  Sorry ale z Twojego pierwszego postu wynika
                  że rzuciłaś go nie po to aby rzucić ale aby
                  skłonic do zmiany postępowania.

                  I problem jest taki że Ci po prostu nie
                  wyszło ..
                  • hermilion Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 15.05.09, 14:30
                    Jeszcze jedno - wszystko powyższe jest bez
                    względu na to co robił on - bo mówimy teraz
                    o Twoim zachowaniu a nie o jego zachowaniu.

                    Usprawiedliwianie się "ja zrobiłam to bo
                    on zrobił tamto" to tak jak "kopnełam go
                    bo on kopnał mnie" .. ;)
                  • ka-ma-be do hermilion 15.05.09, 18:07
                    rozpatrując sprawę w ten sposób jak ty to opisujesz to wychodzi na to, że prawie
                    każde nasze zachowanie to manipulacja!
                    wierz mi, to on manipulował mną dopóki mu to było na rękę, bo tęsknił i bał się,
                    że zostanie sam, czuł się samotny, więc napisał do mnie list jakiego się nie
                    pisze do byłej narzeczonej jeśli nie planuje się do niej wrócić! i zmanipulował
                    mnie tym listem, rozbudził nadzieję, a potem się rozmyślił, bo poznał w necie
                    inną i podobno ktoś mu zrobił pranie mózgu, że powrót do mnie nie ma sensu. więc
                    kto tu kogo zmanipulował??? weź naucz się czytać ze zrozumieniem może...
                    i to nie ja go zostawiłam, ja się męczyłam przez długi czas znosząc pewne jego
                    zachowania lub ich brak, ale nie potrafiłam odejść! prosiłam, by zmienił pewne
                    sprawy, ciągle miałam nadzieję, że to nastąpi, ale on nie chciał/nie potrafił
                    się zmienić, więc by mnie uwolnić od dalszego cierpienia i samego siebie od
                    patrzenia na to wybrał rozstanie. ON WYBRAŁ ROZSTANIE, NIE JA.

    • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 01:30
      Poza tym z jego zachowania wynika chyba jasno, że już mnie nie kocha?
      Gdyby kochał to nie związałby się z inną tak szybko po rozstaniu ze mną (kilka
      miesięcy po) a jeśli nawet, to gdy ona z nim zerwała myślałby w kierunku tym co
      zrobić bym do niego wróciła, odnowiłby kontakt ze mną, a on myśli w kierunku co
      zrobić, żeby się dobrze zabawić z fajnymi panienkami, i nie tylko myśli, ale
      również konkretnie działa - składa im propozycje i korzysta.
      Jestem w szoku po tym co się dowiedziałam. Pisze z nimi erotyczne maile i umawia
      się schadzki, ewidentnie w celu seksu!
      Czy warto walczyć o niego wobec tego?
      Przecież to chyba widać, że on już nie myśli o powrocie do mnie i że mnie nie
      kocha???
      • saksalainen Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 02:21
        Całkiem możliwe, że on robi to co robi dlatego, że nie może Cię zapomnieć... że i ta dziewczyna która była zaraz po Tobie i wszystkie późniejsze są tylko "klinem". I że on sobie jeszcze długo z tym nie poradzi - może dłużej niż Ty.

        Masz dwie możliwości:
        - Powiedzieć mu że go kochasz i że chcesz spróbować jeszcze raz. Jeżeli jest tak jak napisałem, to może on tylko na to czeka.
        Albo
        - Dać sobie spokój. Będziesz potrzebowała czasu. Ale kiedyś to przejdzie.
      • futrzak757 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 03.05.09, 22:30
        no to weź sobie kaliber 44 i strzel w głowę... nie wiem tego nie
        wiem tamtego kobieto zdecyduj się na coś i w tym kierunku idź a nie
        użalasz się.
    • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 01:50
      "proszę Boga nigdy więcej niech nie pozwoli na to by ktoś trafił w moje serce!!!!!!"
      • no1teresa Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 02:23
        sama widzisz, ze jemu nie zalezalo na tobie tak, jak tobie na nim, wiec zostaw
        to, nic nie rob, nie warto sie przy takim nim upierac
        jest oczywiste, ze ta swiadomosc boli, ze musisz swoje odcierpiec, przezyc swoja
        zalobe, ale to kiedys minie
        po prostu zyj normalnie; dobrze, ze masz obowiazki-prace, nawet kiepska, ale
        jest i pomaga Ci sie mobilizowac i przetrwac dzien po dniu, i pewnego dnia
        zaczniesz oddychac lzej, a potem sie usmiechac i zycie zacznie Cie cieszyc na
        nowo i otworzysz sie na ludzi, na kontakty, na poznawanie
        tylko staraj sie jak najmniej rozpamietywac, przezuwac, to nie jest w Twoim
        interesie, raczej zaopiekuj sie soba- tą zraniona istota, badz dla niej
        wyrozumiala i dobra, nie poganiaj jej i nie martw uplywem czasu
        a Boga pros o wlasciwego mezczyzne, o to, bys tego wlasciwego umiala rozpoznac
        bedzie dobrze, zobaczysz, choc moze dopiero za jakis czas, ale bedzie!
      • jestemsobiemalymis Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 03:54
        Biedactwo...tak mi Ciebie szkoda!
        Musisz bardzo cierpiec tak wciaz rozmyslajac o nim, raz dobrze raz
        zle, raz z miloscia, raz z nienawiscia. Dlugo Cie tak trzyma
        bidulko??? Moze Kominek Ci pomoze? On potrafi zagasic kazdy milosny
        ogien?!
        Onaonaonaona juz sie chyba wyleczyla z milosci!
        Najlepszy.piesu juz nie pisze!
        Jestesmy z Toba!
        Bidulko...
        • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 09:17
          :(
          a kto to jest ten Kominek?
          jak ma pomóc to niech pisze, pewnie.
          a trzyma mnie ten stan od czasu rozstania - niedługo minie rok :(
          nie mogłam dziś spać. położyłam się o 3, a wstałam po 8.
          nie wiem jak sobie poradzić.
          on niedługo ma urodziny, więc mogę się odezwać z życzeniami, a jeśli on będzie
          coś chciał więcej to może przy tej okazji jakoś da mi to odczuć, ale z drugiej
          strony jeślibyśmy nawet wrócili do siebie to ja nie wybaczę mu nigdy tego co
          wyprawiał jak ze mną nie był, więc jaki w tym sens by w ogóle się do niego odzywać?
          tak naprawdę to ja mam chęć odezwać się do niego po to, by mu powiedzieć jakim
          jest łajdakiem i dziwkarzem, że z pierwszą lepszą z netu leci do łóżka, a ze mną
          jak był w związku to nie przejawiał inicjatywy w seksie i był egoistą w tych
          sprawach! a teraz z obcą z netu to mu się chce!!! nienawidzę go za to i za wiele
          innych rzeczy, które mi zrobił, jak mnie potraktował, słów które powiedział. za
          to, że tak szybko się poddał po rozstaniu i pocieszył z inną.
          TEN CZŁOWIEK ODEBRAŁ MI WIARĘ W MIŁOŚĆ I UCZCIWOŚĆ W ZWIĄZKU.
          może powinnam mu za to "podziękować"? może dobrze by było by wiedział do czego
          mnie doprowadził, ale wtedy dam mu satysfakcję :(
          on mnie opętał. dochodzę do takiego wniosku. bo jak to inaczej wytłumaczyć???
          • kozica111 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 09:26
            "
            > :(
            > a kto to jest ten Kominek?
            > jak ma pomóc to niech pisze, pewnie."

            Hehehe, dobre gościu by miał traumę ze sa tacy co go nie znają.
            To ja raczej proponuje mistrza Mareczka na terapie poczytać...aaaaa, kto to jest
            Mareczek, no tak, juz daje linka....

            mistrz.pc.pl/
    • solaris_38 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 15:01
      Ostatni samiec w życiu kobiety jaki by nie był zły jest PAMIĘTANY i tęskni się
      za nim DOPÓKI nie pojawi się inny TEN jest wciąż żywy
      Wtedy tęskni się za nim
      Całą samotność wydaje się ze ON by ukoił
      Lecz jest to złudzenie głodnego

      W praktyce nie znam przypadku aby taki powrót skończył się dobrze
      Oczywiście zawsze sa wyjątki ale to jak wygrać w totolotka

      nie buduj na tym podstaw swego szczęścia

      Nie wzbudzisz w nim tych emocji które keidyś
      On tak źle się zaczął zachowywać bo mu się znudziłaś
      Zaznał smaku coraz nowych kobiet i nieustannych początków i to może stać się
      jego nałogiem na dłuższy czas

      Zapomnij o przeszłości żyj jak umiesz najszczęśliwiej
      Podejmij nowe aktywności, kontakty poznaj nowe środowiska, hobby organizacje i
      może ktoś się znajdzie
      w każdym razie będziesz miała większą szanse i zajmiesz się czymś i rozerwiesz



      Lec
      • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 16:14
        Solaris,

        pracujesz jako psycholog lub psychoterapeuta?
        Bo piszesz, że w swojej praktyce się nie spotkałaś z udanym powrotem w takim
        przypadku jak nasz...
        Zapewne masz rację, że do naszego związku - wtedy gdy on trwał - wkradła się
        rutyna i opatrzyliśmy się sobie, jednak powodem rozstania było to jak on się
        zachowywał (pisałam o tym we wcześniejszych postach, że np. nie podobało mi się,
        że dość często popija alkohol oraz że nie dąży do seksu ze mną, nałogowo ogląda
        porno (od wieku kilkunastu lat do chwili obecnej masturbuje się przy pornolach i
        robił to jak wychodziłam z domu, a mnie wmawiał, że jestem nimfomanką, bo
        chciałam się z nim kochać przynajmniej raz w tygodniu!!!), jest egoistą, co
        wychodziło w dniu codziennym w różnych sytuacjach, również w seksie, jego
        stosunek do pieniędzy, itp.). Było wiele rozmów na temat tego co mi nie pasuje w
        tym związku z jego strony, jednak on twierdził, że jest jaki jest i się nie
        zmieni. Wiem, że dziewczyna z którą był po mnie kilka miesięcy i w której był
        niby zakochany miała do niego podobne "ale", a w zasadzie jeszcze większe
        wymagania wobec niego miała niż ja, nie spełniał ich więc go zostawiła. A on
        mimo że taki w niej zakochany był jakoś szybko chyba się wyleczył z tej
        "miłości" skoro już inne do łóżka ciągnie, i nie przebiera specjalnie, bierze
        kto chętny, żenada :( Przykre jest dla mnie patrzeć jak on się prowadzi, jak
        upada moralnie. Wiem, ze nadal lubi popijac. Potrafi np. wyjsc z domu o godz. 24
        i leciec po wino do sklepu bo mu sie zachcialo napic. Czy to normalne.. Problem
        w tym, ze ja wiedzac o nim tak duzo jaki jest nadal nie moge o nim zapomniec i
        sobie przetlumaczyc, ze lepiej bedzie mi bez niego, bo nie jest mi wcale lepiej
        bez niego, a wrecz gorzej, nikogo nie poznaje, bo nikt inny mi sie nie podoba.
        Popadlam w depresje i cale weekendy spedzam w domu i placze. Nie mam ochoty
        poznawac nowych facetow i znow przechodzic od nowa te wszystkie etapy
        znajomosci, mam dosc.
        • ka-ma-be jest już tylko jedno wyjście... 26.04.09, 16:46
          skoro nie potrafię żyć bez niego, a z nim nie jestem i jak twierdzi Solaris po
          tym co się wydarzyło po rozstaniu powrót nasz nie byłby pewnie udany, to
          pozostaje mi już tylko jedno wyjście: skończyć moje cierpienie na tym łez
          padole. innego wyjścia nie widzę.
          ja nie żyję, ja wegetuję!!! nienawidzę mojego życia, mojej beznadziejnej pracy
          (a o lepszą w tej dziurze gdzie mieszkam jest b. trudno), nienawidzę mojej
          samotności i tzw. pseudoprzyjaciółek-egoistek, nikomu na mnie nie zależy, nie
          mam po co i dla kogo żyć.
          nie widzę światełka w tunelu. nie mam ochoty poznawać jakiegoś nowego faceta -
          kolejnego drania zapewne, co by wyszło pewnie jak bym się już zaangażowała, i
          cierpiałabym znów tak jak teraz!!!
          zresztą, nie sądzę, by ktokolwiek jeszcze potrafił we mnie rozbudzić takie
          uczucie, bym zapomniała o ex narzeczonym.
          więc co innego pozostaje? jeśli ktoś nie ma już nawet nadziei na lepsze jutro?
          po co przedłużać swoją agonię?
          ja wiem, że mój ex teraz wpadł w samozachwyt nad sobą, jaki to on przystojny i
          jakie ma branie u kobiet, podobno gdzie nie pójdzie to na niego zerkają i
          podrywają go, więc po co mu ja.
          tyle, że one go nie kochają, ta co z nią był po mnie również go nie kochała, a
          ja go kocham po roku prawie od rozstania, pomimo tego wszystkiego co mi zrobił!
          może jak dostanie po dupie od życia i przekona się, że te panienki mu szczęścia
          nie dają, to przypomni sobie mnie, i odnowi kontakt, tyle, że może być za późno
          wtedy, bo mnie już nie będzie na tym świecie :((( zabiorę moją niechcianą miłość
          ze sobą do grobu ;(((
          • irin77 Re: jest już tylko jedno wyjście... 26.04.09, 17:18
            Boże dziewczyno! to uzaleznienie nie miłość!!!!!Chore toksyczne nie
            ufasz mu jestes owładnieta zazdrością i obsesją z tego nie ma
            wyjscia odsuń się emocjonalnie,musisz uwolnij sie z tego bo
            zwariujesz. Posłuchaj mnie uważnie.. ŻADEN FACET NIE ZASLUGUJE NA
            TO ABY STAŁ SIĘ WAŻNIEJSZY NIZ TWOJE ŻYCIE. Ten facet Cie wykancza
            psychcznie tzn Ty sama się wykanczasz rozumiesz? nie pozwól na
            to.Masz swoje zycie zajęcia cele zajmij sie tym.Pozdrawiam, masz
            siłe dasz rade.
            • ka-ma-be Re: jest już tylko jedno wyjście... 26.04.09, 17:28
              irin77 napisała:

              > Boże dziewczyno! to uzaleznienie nie miłość!!!!!Chore toksyczne nie
              > ufasz mu jestes owładnieta zazdrością i obsesją z tego nie ma
              > wyjscia odsuń się emocjonalnie,musisz uwolnij sie z tego bo
              > zwariujesz. Posłuchaj mnie uważnie.. ŻADEN FACET NIE ZASLUGUJE NA
              > TO ABY STAŁ SIĘ WAŻNIEJSZY NIZ TWOJE ŻYCIE. Ten facet Cie wykancza
              > psychcznie tzn Ty sama się wykanczasz rozumiesz? nie pozwól na
              > to.Masz swoje zycie zajęcia cele zajmij sie tym.Pozdrawiam, masz
              > siłe dasz rade.


              WIDOCZNIE BARDZIEJ KOCHAM JEGO NIŻ SIEBIE SAMĄ :(
              ja już wariuję, może mam coś z głową, nie wykluczam.
              nie mam już swoich celów. wszystko już nie ma sensu.
              pragnęłam kupić mieszkanie, ale mam beznadziejną robotę i boję się brać kredyt,
              bo wtedy będę w tej robocie uwiązana i będę się bała zaryzykować i odejść do
              innej pracy, a o pracę w moim małym mieście trudno. więc koło się zamyka. nie
              mam miłości, nienawidzę swojej roboty, jestem bardzo samotna, nie mam własnego
              mieszkania, muszę mieszkać z matką mając 33 lata. może teraz mnie zrozumiesz, że
              nie ma już dla mnie nadziei. zmarnowałam swoje życie. teraz jedyne co mogę
              zrobić to ulżyć sobie i innym i zniknąć z powierzchni ziemi.
              jednak umierając nadal będę Go kochać, tylko że on już się o tym nie dowie... no
              chyba, że zostawię mu list pożegnalny... mama mu przekaże. ciekawe czy chociaż
              łzę uroniłby nad moim grobem.... :(
              • lifeisaparadox Re: jest już tylko jedno wyjście... 26.04.09, 18:08
                Mysle ze masz po prostu rozstroj emocjonalny, depresje, nerwice, zaburzenia
                lękowe, wstaw co Ci bardziej pasuje, natomiast ten facet to jedynie
                zogniskowanie tych dolegliwosci.

                Jakby nie facet, byla by to praca. Jak nie praca, to szkola. Jak nie szkola i
                praca, to ciezka rodzina... itd. bez konca. Dlatego rozmowa na "temat" nie ma
                sensu, bo cokolwiek nie poruszysz bedzie przesadzone.
                Poza tym wyglada ze trwalas w zwiazku ktory nie mial sensu zupelnie, byl
                pozbawiony tego wszystkiego co powinien zawierac, taka ostatnia spruchniala
                deska ratunku trzymajaca Cie w kupie. Gdy tego braklo, nastapila kumulacja
                dolegliwosci psycho-somatycznych.

                Wydaje sie ze potrzebujesz doraznie lekarstw ktore pomoga Ci spojrzec na
                rzeczywistosc tak jak nalezy i wyrobic sobie zdrowsze podejscie do tego, czego
                doswiadczasz.
                Mysli samobojcze, chociaz maja sens i swoja zasadnosc, wynikaja tylko z
                chwilowego przestawienia w neuroprzekaznikach i funkcjonowaniu Twojego umyslu i
                ukladu nerwowego. Tak zasadnosc, jak i tresc "urojen depresyjnych" ktore Toba
                owladnely, sa tylko i wylacznie wynikiem rozstroju. Daj sobie szanse spojrzec na
                to wszystko jak nalezy i pojdz do lekarza psychiatry.
                • babushka Re: jest już tylko jedno wyjście... 26.04.09, 18:54
                  lifeisaparadox ujął w zasadzie istotę problemu. Dziewczyno, trzymaj się i przede
                  wszystkim pamiętaj, że raczej wszstkim zdarza nam się popełniać błąd, sądząc, że
                  drugi człowiek może być lekarstwem, wzruszeniem czy spełnieniem. Dużo czasu mija
                  nim stwierdzamy, że tak nie jest.
                  Dobrze, że piszesz o tym, co cię boli choć w tym miejscu. Myślę, że każdemu, kto
                  tu kierował do Ciebie swoje słowa, zależy na Tobie. Wesprzyj się.
                  Dawno, dawno temu, odczuwałam taki ból nieznośny, ale myślalam inaczej niż Ty -
                  bałam się umrzeć, bałam się zamknąć oczy, by nie wciągnął mnie wir, bo
                  wiedzialam, że za tym koszmarem cierpienia musi kryć się jakieś wyjście, lepsze
                  niż śmierć. Ona zdąży przyjść bez proszenia.
              • irin77 Re: jest już tylko jedno wyjście... 26.04.09, 20:23
                ka-ma-be dasz rade tylko zacznij nad tym pracować.Ktoś dobrze
                doradzil psychiatra na poczatek a potem terapia.Psychiatra aby
                wyciszyc Twoje emocje następnie jak poczujesz się pewniej zacznij
                się leczyć z uzaleznienia naprawde musisz się do tego zdystansować
                wiem ,wiem, ze teraz jestes wręcz opętana obsesją, zagubiłaś gdzieś
                siebie.W kredyty się nie ładuj na razie powolutku sie wszystko
                zmieni teraz nie wiesz jakie to beda zmiany ale bedzie inaczej.Nawet
                nie wiesz kto moze dla Ciebie byc przeznaczony nie wiesz kto czeka
                na ciebie za rogiem. Tylko Ty masz być pewna siebie fajną kobietą
                znającą swoja wartość bo kazdy facet to wyczuje ,ze jesteś
                podnózkiem!!! 33 lata:) jestem troszke starsza ale wcale nie uwazam
                sie za starą . Piszesz kochasz bardziej jego niz siebie bzdura! nie
                kochanie Ty po prostu kochasz za bardzo,znalazłaś taki obiekt który
                nie jest w stanie odwzajemnic Twoich uczuć. Polecam ksiazkę "Kobiety
                które kochają za bardzo"
                Wiem ,ze Ci teraz bardzo ciezko ale przyjdzie czas ,ze bedzie to dla
                Ciebie duzo lzejsze, odetniesz się.Jak chcesz to pisz na @
              • brzydula_betty Re: jest już tylko jedno wyjście... 12.05.09, 20:00
                Ka-ma-be!
                Każdy(no prawie każdy) z nas to przechodził. Każdy zawód miłosny boli bardziej
                niż jakikolwiek fizyczny ból a czasem i się one przeplatają. Ja też mam (głupią)
                świadomość straconego bezpowrotnie czasu, straconej miłości, że nigdy już nikogo
                nie spotkam bo teraz żaden facet nie miałby u mnie szans. Ale kiedyś już to
                przechodziłam, co prawda mając trochę mniej lat niż teraz ale pamiętam, że
                bolało tak, ze tylko umrzeć. Minęło sporo czasu i żałowałam tylko tego, że
                walczyłam o to uczucie a już nie było o co. I stąd wiem, tzn mam nadzieję, że
                tym razem zadziała taki sam mechanizm, poboli ale przestanie i któregoś dnia
                obudzę się i nawet o nim nie pomyślę.To będzie piękny dzień i Tobie takiego
                życzę jak najszybciej.
                • ka-ma-be Re: jest już tylko jedno wyjście... 12.05.09, 20:12
                  Obawiam się, że ten dzień może nigdy nie nastąpić a ja przez resztę swego życia
                  będę za nim tęsknić. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, tak się mówi, a ja
                  właśnie zobaczyłam jego zdjęcie aktualne, a nie widziałam go od prawie roku!!! I
                  jestem w szoku jak dobrze wygląda, kupił sobie nowe ciuchy, eleganckie, jakich
                  będąc ze mną nigdy nie nosił :( Stroi się, żeby poznać nowe dziewuchy :(
                  Nie wiem czy do niego napisać czy nie, boję się, że tylko go dowartościuję a
                  siebie poniżę, że widocznie był taki super skoro do tej pory nikogo sobie nie
                  znalazłam tylko o nim rozmyślam :(
                  Ale jedno wiem: dłużej tego nie wytrzymam. Jestem w totalnej rozsypce, moje
                  życie to wegetacja, odsunęłam się od ludzi, jestem całkiem sama z tym wszystkim :(((


                  brzydula_betty napisała:

                  Minęło sporo czasu i żałowałam tylko tego, że walczyłam o to uczucie a już nie
                  było o co. I stąd wiem, tzn mam nadzieję, że tym razem zadziała taki sam
                  mechanizm, poboli ale przestanie i któregoś dnia obudzę się i nawet o nim nie
                  pomyślę.To będzie piękny dzień i Tobie takiego życzę jak najszybciej.
        • solaris_38 pokochaj dobro 26.04.09, 22:16
          kto pokochał zło będzie od niego cierpieć

          pokochaj dobro
          • ka-ma-be Re: pokochaj dobro 26.04.09, 22:22
            Solaris,

            to bardzo mądre co napisałaś. Aż sobie zanotowałam :)
            Uważasz, że mój ex był zły?
            • solaris_38 Re: pokochaj dobro 04.05.09, 00:01
              nie wiem czy jest zły w ogóle. Ważne że jest zły DLA CIEBIE.
    • juliadruzylla Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 17:59
      Współczuję Ci. Ale pora się otrząsnąć. Po pierwsze - sama wiesz że
      nie mogłabyś już być z tym panem (nawet jeśli on by chciał). Więc
      rozważania na temat odbudowywania tego związku to strata czasu. Po
      drugie - 33 lata i jeden kiepski związek na koncie to nie koniec
      świata. Rozbawiło mnie to sześć lat max na zakładanie rodziny.
      Chodzi o ciążę jak mniemam. Ale tak się składa że są też bezpłodne
      dwudziestolatki. A rodzina to co najmniej dwoje ludzi, we dwójkę też
      można być bardzo szczęśliwym. I granica na szukanie nowej miłości
      przesuwa się do osiemdziesiątki;-) Co do pracy - ucz się języków,
      podnoś kwalifikacje, będziesz miała co robić i perspektywy zawodowe
      się polepszą. A samobójstwo wybij sobie z głowy. Przejmie się Toja
      mama. Facet może nawet zapłacze ale długo płakać nie będzie,
      szybciutko poszuka pocieszenia. Nie warto
    • moon_witch Cierpienie 26.04.09, 18:57
      Antidotum na takie bole nie ma. A to najczesciej z tej przyczyny,
      ze czlowiek czuje sie caly, majac relacje z osoba kochana.
      I zawsze ten bol bedzie istnial dopoty sie nie pozbiera do kupy
      swoich 'kawalkow' i nie zacznie kochac bycie najpierw ze soba samym.
      Ale to jest juz misterium, ktore malo kto zna....
    • gadagad Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 19:13
      www.youtube.com/watch?v=Lelbd8b_yjM&feature=related
      • jestemsobiemalymis Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 21:02
        Fajna ta piosnka o Romeo...
        Dzięki.
    • naprawdetrzezwy Jeśli nie wiesz, to może zacznij... 26.04.09, 19:26
      ...myśleć?


      ka-ma-be napisała:

      > Rozstaliśmy się, bo on zaczął źle się zachowywać
      > i nie chciał się zmienić, wolał się rozstać.


      Czyli mamy do czynienia z końcem związku.
      Koniec. Fin. The end. Finito.


      > napisał piękny
      > list miłosny, ale ja odpisałam z dystansem(...) on odebrał
      negatywnie i zaczął szukać sobie nowej kobiety w
      > necie


      A co pisałem?
      Koniec. Już nie jesteście parą, a on nie chce być z tobą.


      > miałam
      > nadzieję, że on uświadomi sobie, że ja go naprawdę kochałam i że
      warto
      > spróbować jeszcze raz


      A niby dlaczego?
      Tyko dlatego, że postanowiłaś się z nim rozstać, bo on nie chciał
      się dla ciebie zmienić?
      I nagle, kombinujesz, że on nagle zechce się zmieniać, tylko
      dlatego, że śledzisz jego życie?
      ;>>>


      > Bardzo
      > się męczę :( Nikt nie chce już o tym słuchać. Koleżanki mają dość.


      Koleżanki są normalne?
      Cud.

      > Nie mam
      > kogo się poradzić co zrobić


      Zająć się sobą, a nie jego życiem?


      >, czy walczyć o niego czy odpuścić.


      Ale o co walczyć, skoro już ustaliście - on się nie zmieni, a ty go
      nie chcesz.


      > Jak byłam z nim te wady mi przeszkadzały,


      Zapamiętaj to zdanie.

      >ale życie bez
      > niego również nie jest dla mnie szczęśliwe.


      Chcesz, by ponownie przeszkadzały ci jego wady?


      > Nie poznałam nikogo lepszego,
      >


      Bo ciągle zajmujesz się analizą życia płciowego tamtego faceta,
      zamiast normalnym życiem.


      > chciałabym cofnąć czas, byśmy wtedy się
      > dogadali


      Nagle przestałyby ci przeszkadzać jego wady?
      Pamiętasz to zdanie, które kazałem ci zapamiętać?


      > Nie wiem co mam teraz robić.


      Zająć się swoim życiem, nie jego.


      > On za kilka dni ma urodziny, mogłabym się odezwać
      > do niego niezobowiązująco


      No to wyśłij mu kratkę.
      Taką z papieru, ze znaczkiem.
      Niezobowiązującą w treści.


      > Czy ta miłość ma
      > jeszcze sens?


      Nie myl miłości ze swoją obsesją.
      • ry-ma Re: Jeśli nie wiesz, to może zacznij... 26.04.09, 21:09
        > Nie myl miłości ze swoją obsesją.

        Trzeźwy komentarz.
        Tyczy się nie tylko autorki postu.
    • ksiezniczkamalgorzata Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 21:28
      Nie warto na niego tracić czas i energię,
      za dużo czasu już straciłaś i tak.

      Za dużo wiesz o nim co teraz robi, niech robi co chce... świadczy to tylko o nim. Lepiej tego nie wiedzieć, lepiej się nie interesować, jego strata. Może daj sobie trochę czasu na oduzależnienie? Na pewno warto sprobować!
      • jestemsobiemalymis Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 21:43
        Dziewczyna ma problem nie tylko z tym facetem, ale poczucie
        zwątpienia we wszystko co ma charakter nie tylko czysto seksualny
        ale i emocjonalno-miłosny między kobietą a mężczyzną. Stąd wątpiąc w
        niego wątpi we wszystkich facetów i w to czy jest jakaś prawdziwsza,
        lepsza strona pożycia niż tylko kopulacyjna.
        A obsesyjna strona tego rozpamiętywania jest oczywista.
    • bombalska Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 22:19
      Jesli Twoje zycie to czarna dziura, to udaj sie do Domu Dziecka albo hospicjum.
      Tam znajdziesz wiele ludzi, ktorym baardzo sie przydasz.
      • ka-ma-be Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 26.04.09, 22:26
        A na co ja mogę im się przydać, jak ja sama ze sobą nie mogę sobie poradzić :(
        Ale wiesz, myślałam o tym, kto wie... Wiesz, ja boję się ludzi w pewien sposób,
        nie ufam im, więc w naturalny sposób od nich stronię :( Kiedyś byłam inna,
        bardziej towarzyska, radosna, teraz stałam się typem samotnika co najlepiej się
        czuje w czterech ścianach swojego pokoju, bo bezpiecznie i nikt ode mnie niczego
        nie chce i nikt mnie nie skrzywdzi. Tak właśnie spędzam większość weekendów od
        kilku miesięcy, bez względu na pogodę. :(
        • ka-ma-be Co sądzicie o takiej odpowiedzi na życzenia urodz. 03.05.09, 21:22
          Wysłałam mu życzenia urodzinowe w postaci kartki elektronicznej z melodią w tle
          (piosenka była o rozstaniu i tęsknocie i że myślę o nim wciąż - tekst piosenki
          po angielsku, może się nie wsłuchiwał w słowa, nie wiem), a on odpisał mi też
          wysyłając kartkę z napisem "Dziękuję" i dodał taką treść od siebie:

          "Dziękuję za pamięć (tu zdrobnienie mojego imienia).
          To miło z twojej strony.
          Pozdrawiam Cię."

          Jak byście to odebrali?
          Że daje szansę powrotu czy raczej nie jest zainteresowany?
          Ja swoją opcję mam, ciekawa jestem Waszych opinii.
          • pray_jah Re: Co sądzicie o takiej odpowiedzi na życzenia u 12.05.09, 14:31
            ka-ma-be,
            jestem sterapeutyzowanym dda z tendencjami do uzależnień emocjonalnych. Moja
            największa 'miłość' będąca naprawdę ciężkim uzależnieniem trwała około trzech
            lat- facet mnie zdradzał na prawo i lewo, pił, ćpał, etc. Pewnego dnia wróciłam
            wcześniej do mieszkania i zastałam go podczas upojnego seksu z jakąś panną.
            Miałam tyle siły, żeby spakować walizy i uciekać. Za ostatnie pieniądze
            wyjechałam do mojego brata, rzuciłam pracę. W depresji przeleżałam 4 miesiące.
            Mój brat karmił mnie na siłę, 'wyprowadzał' na spacery. Po 4 miesiącach zaczęłam
            dostrzegać jakieś plusy tego, że żyję. A bywało tak, że ból fizyczny i
            psychiczny był tak nie do zniesienia, że modliłam się o śmierć. Prześladowały
            mnie feedbacki wszystkich krzywd, jakich zaznałam od tamtego śmiecia... a
            jednocześnie pragnęłam, bardzo pragnęłam, żeby wrócił.
            Pamiętam swoją pierwszą grupę wsparcia, pierwszą wizytę u terapeuty... Dwa lata
            walczyłam z depresją, żałobą, potwornym, rozdzierającym żalem.
            Dwa lata walki- dzisiaj jestem kierownikiem w agencji reklamy, mam własne
            mieszkanie, maluję obrazy i lubię rano biegać po parku. Stworzyłam nowy związek
            w którym nie dzieje mi się żadna krzywda. Oczywiście nie jestem nadal okazem
            zdrowia psychicznego, ale staram się cały czas zdrowieć.

            Wyszłam z piekła i proszę Cię, ka-ma-be, Ty nie pogrążaj się w nim.
            Nie dorabiaj sobie ideologii do bzdurnego smsa. On znaczy tylko to, co znaczy
            literalnie. Nie doszukuj się niczego, czego tam nie ma.

            Nie krzywdź się! Ja wiem, że to jest trudne. Że nagle przedmiot naszego
            uzależnienia znika, więc zostaje jedna wielka pustka. Drugi człowiek nie może
            być wypełnieniem pustki będącej w nas samych. My ją musimy wypełnić.

            Ta sprawa jest, na Twoje szczęście, przegrana. Proszę, posłuchaj mnie i nie
            inwestuj w to. Kiedyś sama zrozumiesz, że ta droga jest dobra! (mam nadzieję, że
            nie zabrzmiało to 'z góry' ;))
            • ka-ma-be do pray_jah i nie tylko... :((((((((( 12.05.09, 20:04
              Dziękuję Ci pray_jah za te osobiste zwierzenia. Na pewno nie jest Ci łatwo pisać
              o tym. Tym bardziej doceniam :*
              Bardzo mi przykro, że doznałaś tyle krzywd od tego drania :(
              Nie wyobrażam sobie nawet jakie to musi być uczucie wejść do własnego mieszkania
              i zobaczyć ukochanego uprawiającego seks z inną. Na pewno szok i ból nie do
              zniesienia :( Ja na szczęście nie doświadczyłam takiej sytuacji, ale też się
              wiele w życiu wycierpiałam przez facetów.
              Dobrze piszesz - to jest uzależnienie - po rozstaniu masz wrażenie, że bez tej
              osoby nie przeżyjesz, że to już twój koniec, dokładnie tak się czułam. Minął już
              prawie rok od rozstania a ja wciąż nie mogę dojść do siebie. Nie mam ochoty
              poznawać nowych facetów, nie mam ochoty wychodzić z domu, w pracy się męczę,
              ludzie się mnie pytają czemu jestem smutna, mam dość wszystkiego, najchętniej
              bym ukróciła swoje cierpienie kończąc to żałosne swe życie, ale jestem tchórzem
              i nawet na to mnie nie stać :(
              Widziałam dziś JEGO zdjęcie aktualne - wygląda uroczo, zobaczyłam tą kochaną
              twarz, której nie widziałam od 10 miesięcy i łzy mi poleciały, teraz to się
              rozkleiłam na całego :( Mam ochotę napisać do niego, powiedzieć mu o swych
              uczuciach, tylko boję się, że przeczytam, żebym dała sobie spokój, bo on mnie
              już nie kocha :(
              Wiem, że szuka w necie innej, podrywa dziewczyny, pewnie w końcu jakąś znów
              wychaczy. Póki co jest sam, może to dobry moment, by jednak spróbować odnowić
              kontakt? Co mam do stracenia, i tak jestem nieszczęśliwa bez niego i samotna :(
              Z nim chociaż chwilami byłabym szczęśliwa i nie byłabym samotna :( Tylko jak
              zaakceptować to, że po mnie miał inną/inne w seksie? I że był zakochany w innej?
              Jak wrócić i z tym żyć i być szczęśliwą? :(((((((((((((((((((((((((((((((((((
    • k-57 [...] 03.05.09, 22:04
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • klosowski333 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 13.05.09, 02:58
      Boze, kolejna mala dziewczynka, z zadatkami na podla suke.

      Gosc tez przezyl rozstanie, tez mu zalezalo, wysilil sie na "piekny" list, ale
      mala, zapatrzona w siebie dziewczynka postanowila pobawic sie jego uczuciami.
      Przestan sie mazgaic, przestan zwalac na caly swiat win za to, ze Ci zle,
      przestan liczyc sie tylko i wylacznie z wlasnymi uczuciami, przestan byc
      wrazliwa tylko na siebie. Nie jestes pepkiem swiata, a ten gosc, po tym jak
      splunelas mu w twarz, mial i ma pelne prawo ukladac sobie zycie bez Ciebie. Ma
      prawo szukac szczescia, szukac kobiet, szukac seksu, i Ty nie masz nic do tego,
      bo on nie jest Twoja wlasnoscia, ani tym bardziej Twoja zabawka.

      Nigdy go nie kochalas, bo nie umiesz kochac nikogo poza sama soba. Milosc nie
      polega na tym, ze prowadzi sie z ukochana osoba gierki, testuje jej wrazliwosc
      czy sie ja upokarza. Gdybys naprawde go kochala, po tym jak zlekcewazylas jego
      list, powinnas mu zyczyc wszystkiego najlepszego, powinnas mu zyczyc szczescia i
      tego by znalazl sobie kobiete, z ktora bedzie szczesliwy. Takich panienek jak Ty
      poznalem w zyciu na peczki i od tego czasu trzymam sie od takiego elementu z
      daleka. Takie kobiety, poki nie dorosna, nie dojrzeja, przynosza tylko bol i
      rozczarowanie.


      • ka-ma-be do pseudo omnibusa "klosowski333" 14.05.09, 00:53
        dam ci dobrą radę na przyszłość ty omnibusie od siedmiu boleści: skoro chcesz
        już udzielać komuś rad czy krytykować jego postępowanie to wysil się i
        przeczytaj więcej niż jeden post, a dopiero potem wysnuwaj wnioski i się nimi
        dziel na forum, bo w przeciwnym razie możesz popełnić wielki błąd w ocenie i
        niesłusznie skrzywdzić kogoś słowem pisanym ty pozbawiony empatii prostaku!
        nic o mnie nie wiesz ani o naszym związku więc zamknij paszczę bo się tylko
        ośmieszasz. to co napisałeś nijak się ma do faktów i prawdy.
        było dokładnie odwrotnie. gdy ja mu okazałam zainteresowanie po jego liście, bo
        odpisałam mimo że tak naprawdę nie powinnam po tym jak mnie potraktował!!!,
        wtedy on się podbudował, jego ego wzrosło, ale nie potrafił się określić gdy
        pytałam go o jego zamiary wobec mnie, więc co mi po jego fałszywym liście? jak
        mi później wyjaśnił napisał go pod wpływem samotności i chwili słabości i
        "niepotrzebnie narobiłam sobie nadziei, bo przecież on nie napisał, że chce do
        mnie wrócić!". dwa tygodnie po wysłaniu tego listu zamieścił sobie konto w necie
        i szukał innych znajomości aż poznał jedną z którą był później kilka miesięcy, a
        ja zostałam sama z moją niepotrzebną miłością i rozbudzoną przez niego w
        wyrachowany sposób nadzieją, a on miał to już gdzieś, bo poznał inną, już nie
        liczyły się dla niego słowa, które napisał w liście!

        widzisz głąbie, jak się myliłeś? łyso ci teraz?
        • klosowski333 Re: do pseudo omnibusa "klosowski333" 14.05.09, 22:11
          Mala dziewczynko, zrozum, ze malo mnie obchodza te Twoje zale na czlowieka,
          ktory juz nie jest Twoim chlopakiem. Moze sobie ukladac zycie jak mu sie zywnie
          podoba. Moze sobie zakladac konta na sieci, moze sie spotykac z dziewczynami,
          moze szukac swojego szczescia.

          Twierdzisz, ze napisal list pod wplywem slabosci. Okay, calkiem zrozumiale,
          normalne i ludzkie, mala dziewczynko. Tak jak Ty, pod wplywem slabosci piszesz
          takie rzeczy na publicznym forum. Rozne rzeczy robimy pod wplywem slabosci, nie
          mowiac juz o tym, ze jestesmy ulomni, czesto sie mylimy i w zyciu bladzimy.

          Ale ten Twoj narcyzm, egocentryzm, zapatrzenie sie wylacznie w siebie i w swoje
          potrzeby, to wszystko jest odpychajace. Napisal list, bo kiedys Was cos laczylo,
          ale ostatecznie poszedl szukac szczescia bez Ciebie. Co w tym zlego? Co Cie
          obchodzi to, ze szuka przez net nowych kontaktow, to jest wylacznie jego sprawa.
          Moze i rozumiem Twoj bol i Twoje zagubienie, ale ogolnie rzecz biorac nie znosze
          syndromu "kobiety skrzywdzonej", gdy dotyczy przypadku, w ktorym tak naprawde
          nic sie takiego szczegolnego nie stalo. Rozstaliscie sie i szlus, koniec,
          kropka. A to co jest dalej, po rozstaniu, to juz dzialalnosc na wlasny rachunek
          i drugiej stronie nic do tego.

          Gdyby Cie bil, katowal, gwalcil, a gdy byliscie razem, gdyby Cie zdradzal,
          obgadywal, wysmiewal sie publicznie z Ciebie, to powiedzmy stawialo by go to w
          negatywnym swietle. Ale nic takiego nie mialo miejsca, mala dziewczynko, Wy sie
          po prostu rozstaliscie, tak jak rozstaja sie miliony par.

          Nie masz klasy, mala dziewczynko, to jest zwykle problem takich kobiet jak Ty.
          Istnieja na swiecie damy, ale Ty do nich nie nalezysz, tak jak ja niestety nie
          naleze do dzentelmenow. Niemniej az tak jak Ty nie potrafilbym sie stoczyc.
          • ka-ma-be Re: do pseudo omnibusa "klosowski333" 15.05.09, 17:59
            klossowski333,

            piszesz jak chory psychicznie zakompleksiony koleś z pewnym syndromem, którego
            nazwy nie znam, bo nie jestem psychologiem, ale wiem na czym polega :) opiszę go
            pod koniec mojej wypowiedzi :)

            nie znasz mnie ani jego, nic o nas nie wiesz, a wydajesz sądy jak jakiś
            wszystkowiedzący, jakbyś conajmniej był naszym materacem!
            jesteś nadętym bucem, któremu się wydaje, że wie wszystko najlepiej o ludziach,
            których w życiu na oczy nie widział.
            ja bym nigdy nie wydała takich obraźliwych radykalnych osądów wobec osoby mi
            kompletnie nie znanej tylko na podstawie jej posta w internecie, w którym bardzo
            skrótowo opisuje swój problem.

            nie wiesz, co on mi zrobił jak mnie traktował, ile przez niego wycierpiałam, nie
            masz o tym zielonego pojęcia ty chłystku zakompleksiony. i nie znasz
            najwyraźniej znaczenia słów "stoczyć się". stoczyć to on się prawie stoczył, bo
            zaczął pić codziennie, i w dużej mierze z tego powodu się rozstaliśmy, bo już
            nie miałam chęci oglądać jego zapijaczonej gęby dzień w dzień, a pan nie
            potrafił się opamiętać, wolał się rozstać. teraz zgrywa w necie wielkiego figo
            fago, ale założę się, że z kolejną będzie po jakimś czasie to samo, jak ją
            zdobędzie to się wyluzuje na całego tak jak przy mnie po zaręczynach i pokaże
            swoją prawdziwą twarz.

            piszesz: "Gdyby Cie bil, katowal, gwalcil, a gdy byliscie razem, gdyby Cie
            zdradzal, obgadywal, wysmiewal sie publicznie z Ciebie, to powiedzmy stawialo by
            go to w negatywnym swietle. Ale nic takiego nie mialo miejsca, " HAHAHA
            ROZUMIEM, ŻE TYLKO TAKIE ZACHOWANIE JEST WEDŁUG CIEBIE NAGANNE, WSZYSTKO INNE
            KOBIETA POWINNA ZNOSIĆ Z UŚMIECHEM NA TWARZY I BYĆ WDZIĘCZNA LOSOWI, ŻE W OGÓLE
            MA JAKIEGOKOLWIEK FACETA?! HAHAHA oprócz wyżej wymienionych zachowań są jeszcze
            inne, może nie aż tak "tragiczne", ale również przykre i sprawiające, że związek
            jest nieszczęśliwy, panie ograniczony.

            uważam, że musiała cię bardzo skrzywdzić jakaś kobieta, że teraz masz takie
            opinie... ewentualnie to ty skrzywdziłeś jakąś kobietę a ona ma/miała o to do
            ciebie wielki żal i wyrzuty sumienia cię nękają, dlatego wchodzisz na forum i
            bierzesz stronę różnych drani, by samemu siebie podbudować i wyciszyć wyrzuty
            sumienia. hehe.
            nie pisz już do mnie.
            • klosowski333 Re: do pseudo omnibusa "klosowski333" 15.05.09, 19:34
              Mala dziewczynko, ja Cie oceniam na podstawie tego co tu piszesz i na podstawie
              tego jakie sady wyrazasz, jak formulujesz swoje mysli, jak argumentujesz
              poszczegolne zjawiska, ktore Cie dotykaja. Twoje epitety pod moim adresem nie
              robia na mnie zadnego wrazenia, ale utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze jestes
              mala zapatrzona w siebie osobka, ktora nie znosi krytyki i wine za wszystkie
              nieszczescia zwala na innych. W sposob ewidentny jestes osoba bez klasy, ale tez
              kobieta, jak to niektorzy psychologowie mowia, toksyczna, ktorej wydaje sie, ze
              wszystko jej sie nalezy i ktora nastawiona jest na branie, branie i jeszcze raz
              branie. Nigdy dawanie, chyba ze warunkowe, reglamentowane i interesowne.

              Masz latwosc w nazywaniu innych draniami, bydlakami, chlystkami, bucami, co jest
              bardzo charakterystyczne dla osob Twojego pokroju. Sypiac takimi okresleniami
              jak z rekawa tracisz swoja wiarygodnosc "skrzywdzonej malej dziewczynki". Osoba
              z zewnatrz zaczyna zastanawiac sie dlaczego tak latwo wyprowadzic Cie z
              rownowagi, tak trudno Ci zachowac klase, tak trudno racjonalnie rozumowac i
              stosowac wywazone argumenty. No i ostatecznie zauwaza, ze CALA wine zwalasz na
              jedna strone, patrzysz na siebie w kontrze do swiata w barwach absolutnie
              wyidealizowanych na swoja narcystyczna korzysc.

              A wiedz, mala dziewczynko, ze dorosly czlowiek ma swiadomosc, ze nic nie jest
              takie proste jak sie wydaje, a swiat nie jest czarno-bialy, oraz nie istnieja w
              naturze ludzie idealni.

              Nie dziwie sie, ze wybral zycie bez Ciebie. To ze zaczal pic, to byc moze tez
              Twoja zasluga, bo swoimi nieustannymi klotniami okraszonymi epitetami takimi
              jakimi sypiesz tutaj, kazdy mial by dosc. Mowilem juz, ze masz zadatki na wredna
              suke i zapewne sie nie mylilem. Takie kobiety jak Ty potrafia zrobic z zycia
              pieklo i po prostu najlepsza mozliwa decyzja jest uwolnic sie od takiej kobiety.
              W dobrym, harmonijnym zwiazku facet nie mialby powodu by uciekac w alkohol, bo
              mialby wsparcie swojej kobiety, ktora znalaby go i rozumiala jego potrzeby.

              Nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale kazdy Twoj wpis potwierdza wszystkie tezy
              jakie tu stawialem. Na poczatku byly intuicyjne, ale z kazdym kolejnym wpisem
              wkladalas mi argumenty do reki. Owszem, nie znam Ciebie konkretnie, ale znam
              kobiety Twojego sortu i znam mniej wiecej motywacje, ktore nimi kieruja, znam
              ich konstrukcje psychiczne, rozumiem mechanizmy zachowan. Ty sie w to
              wpasowujesz, a prawdopodobienstwo, ze sie myle, jest niewielkie. Z pewnoscia nie
              myle sie co do tego, ze nie masz klasy, bo rzadko sie zdarza by kobieta na forum
              publicznym rzucala tak latwo tyloma na raz epitetami. Ja oczywiscie tez nie
              jestem dzentelmenem, ale zarowno bycie dama, jak i bycie dzentelmenem do czegos
              zobowiazuje.

              Zatem ten jeden punkt mamy wyjasniony. Nie jestes, nigdy nie bylas i ze wzledu
              na swoja emocjonalnosc zapewne nigdy nie bedziesz kobieta z klasa.
              Pozostale moje punkty tez wspierasz kazdym swoim kolejnym wpisem i kazda swoja
              osobliwa nerwowa reakcja.


            • brzydula_betty oj oj oj 15.05.09, 23:02
              ka-ma-be
              i nie znasz
              > najwyraźniej znaczenia słów "stoczyć się". stoczyć to on się prawie stoczył, bo
              > zaczął pić codziennie, i w dużej mierze z tego powodu się rozstaliśmy, bo już
              > nie miałam chęci oglądać jego zapijaczonej gęby dzień w dzień, a pan nie
              > potrafił się opamiętać, wolał się rozstać. teraz zgrywa w necie wielkiego figo
              > fago, ale założę się, że z kolejną będzie po jakimś czasie to samo, jak ją
              > zdobędzie to się wyluzuje na całego tak jak przy mnie po zaręczynach i pokaże
              > swoją prawdziwą twarz.

              Ten sposób pisania o byłym chłopaku świadczy o tym, że jednak chyba dobrze się
              stało, że już nie jesteście razem. Ka-ma-be nie bronię klosowkiego333 ale
              prosiłaś na forum o ocenę Twojej sytuacji a że forum jest publiczne to każdy
              może się wypowiedzieć. I w ten sposób uzyskujesz różne opinie na ten temat,
              przecież nie każdy napisze, że były facet to drań i niech spłonie w ogniu
              piekielnym. Klosowki333 może za ostro poleciał ale można mu przyznać trochę
              racji. Chłopak napisał do Ciebie piękny miłosny list a Ty mimo, że go kochałaś i
              byłaś gotowa dać mu szansę to chciałaś pewnie, żeby pocierpiał w imię miłości
              ale się przeliczyłaś bo nie każdy facet jest typem rycerza na białym koniku i
              kiedy dostaje sygnał"spadaj" to spada i nie walczy. Tak więc trochę winy w tym
              jest. Każda zabawa uczuciami (z Twojej strony nawet z dobrymi intencjami) źle
              się kończy i obraca przeciwko człowiekowi. dlatego nie obrażaj się na
              klosowskiego bo ma chłop sporo racji inna sprawa, że wiedza ta pewnie bierze się
              z jakiegoś bolesnego doświadczenia z kobietą. Ka-ma-be jeśli wyciągniesz z tego
              na przyszłość wnioski to będziesz o wiele bogatsza. Wiem to wszystko z autopsji.
              • ka-ma-be Re: oj oj oj 15.05.09, 23:51
                kolejna, która ocenia innych przez pryzmat siebie i nie umie czytać ze zrozumieniem.
                nigdy nie dałam mojemu byłemu sygnału by spadał!
                chyba zrozumiałym jest, że skoro mnie skrzywdził i zachowywał się jak ch*j to
                nie padnę mu od razu w ramiona z powodu jednego liściku, który napisał.
                odpisałam mu uprzejmie na list i była wymiana maili, a gdy zapytałam go
                konkretnie jakie ma zamiary to już zaczął się wycofać. to on mną manipulował
                dopóki nie poznał innej, zagrał na moich uczuciach w podły sposób.
                owszem, pod pewnymi względami lepiej, że już z nim nie jestem.
                przynajmniej mam święty spokój.
                do krytykantów: nie wiecie wszystkiego i się nie dowiecie, więc wasza ocena jest
                bardzo powierzchowna i nie zamierzam się nią sugerować, bo osoby które mnie
                znają i wiedzą dużo na ten temat nie myślą tak jak wy i mają zdanie takie jak ja.

                • klosowski333 Re: oj oj oj 16.05.09, 01:24
                  Mala, rozkapryszona dziewczynko. Zalozylas watek na forum dyskusyjnym, gdzie
                  ludzie DYSKUTUJA, wymieniaja sie pogladami, czesto maja rozne opinie na dany temat.

                  Tutaj ludzie nie sa od tego by przytakiwac, glaskac po glowkach male
                  dziewczynki, okazywac im wspolczucie, ale po to by odniesc sie do konkretnych
                  zagadnien w watkach poruszanych. Moga mniej lub wiecej wiedziec, ale maja prawo
                  do wlasnych opinii.

                  A tutaj okazuje sie, ze weszlas na forum tylko po to by znalezc chorek podobnych
                  sobie malych dziewczynek, ktore razem z Toba beda biadolic nad Twoim losem i
                  razem z Toba beda wieszac psy na czlowieku, ktory nie jest Twoim chlopakiem, NIE
                  JEST Twoja wlasnoscia i ma prawo robic co mu sie zywnie podoba.

                  Jasne, nie wiemy wszystkiego, ale wiemy wystarczajaco duzo by okreslic Cie
                  mianem malej dziewczynki, kobiety niedojrzalej, ktora nie znosi JAKIEJKOLWIEJ
                  krytyki. Jezeli ktos nie smie sie z taka mala dziewczynka zgodzic to od razu
                  nazywany jest bucem, chlystkiem, bydlakiem, draniem, albo krytykantem.

                  Kreujesz siebie na jakas prostacka dziewczyne, wiesniare, ktorej nikt nie ma
                  prawa oceniac a juz na pewno nikt nie ma prawa oceniac krytycznie. Ale musisz
                  wiedziec, mala dziewczynko, ze w swiecie ludzi doroslych nie ma jedynie
                  slusznych pogladow. Jedni uznaja, zes biedna i pokrzywdzona, inni doszukaja sie
                  w Twoich wpisach zachowan, postaw i cech niezbyt dobrze o Tobie swiadczacych.

                  Twierdzisz, ze kochalas/kochasz tego goscia, ale jeszcze raz powtorze, ze Ty nie
                  masz zielonego pojecia o milosci, kochac umiesz tylko sama siebie. Z Twoich
                  wypowiedzi wyraznie wynika, ze nie zyczysz mu dobrze, chcialabys by z innymi
                  dziewczynami tez mu nie wyszlo. To nie jest milosc, zakochana w sobie mala
                  dziewczynko. Ty po prostu, co jest typowe dla osob niedojrzalych emocjonalnie,
                  odczuwasz bol z powodu naruszonego ego.

                  Zadaj sobie pytanie po co tu weszlas, czego od forumowiczow oczekiwalas, bo na
                  pewno nie dyskusji. Chcialas tylko pocieszenia, ale poniewaz nie masz klasy, nie
                  jestes dama, to najbardziej pocieszala Cie metoda polegajaca na niewybrednym i
                  prostackim krytykowaniu w czambul swojego bylego chlopaka i stawianie sie w roli
                  hiper-pokrzywdzonej.

                  Ja umiem wspolczuc ludziom, ale Ty wywolujesz tylko niechec. Nie wiem kim jest
                  Twoj byly, jakim jest czlowiekiem i malo mnie to obchodzi. Wiem, ze Ty jestes
                  mala toksyczna dziewczynka nastawiona na branie, kazdy normalny facet od takich
                  kobiet powinien trzymac sie z daleka, niezaleznie od tego czy masz olsniewajaca
                  i zjawiskowa urode, czy tez nie.

                  Idz i szukaj szczescia dla siebie, ale odczep sie wreszcie od tego goscia,
                  przestan interesowac sie tym co robi w necie czy w realu. On idzie wlasna droga
                  i zrozum to, mala dziewczynko, ma do tego pelne prawo. Jaki byl Wasz zwiazek,
                  kto przyczynial sie do nieporozumien, to juz niewazne, to przeszlosc. ON NIE
                  JEST TWOJ, a Ty wypowiadasz sie o nim tak, jakby nie mial prawa miec innej poza
                  Toba dziewczyny.

                  I przestan krytykowac innych, nie dostrzegajac zdzbla we wlasnym oku. Nie jestes
                  cudem, nie dokazuj i nie patrz na swoje problemy na zasadzie, ze to ONI sa
                  winni, a Ty stalas sie tylko ofiara. Twoje wpisy na forum chluby Ci nie
                  przynosza i nie kreuja osoby sympatycznej, tak po prostu. Kreuje wizerunek malej
                  dziewczynki, ktora ma zadatki na bycie podla, wredna, prostacka suka.

                  Zastanow sie nad soba, a nie nad swoim BYLYM chlopakiem.
                  • klosowski333 Re: oj oj oj 16.05.09, 01:44
                    A co do mnie, choc nie jest to watek o mnie i moich problemach, to powiem jasno.
                    Rozne dziewczyny mialem, roznie sie ukladalo, czasem czulem sie skrzywdzony,
                    czesto sam swiety nie bylem. Jestem tylko czlowiekiem, niczym wiecej. Dawno temu
                    zdarzalo mi sie poznawac kobiety Twojego pokroju. Jednak imiennie,
                    indywidualnie, zadnej publicznie obgadywac nie bede, co wiecej nigdy zadnej z
                    nich nie zyczylem zle. One poszly w swoja strone, na swoj sposob ukladaly sobie
                    zycie, a ja zawsze po cichu im kibicowalem, niezaleznie od tego, czy ze zwiazkow
                    z nimi wynioslem glownie zal i poczucie krzywdy.
                    Gdy stalem sie dojrzalszy, kobiety Twojego pokroju omijalem szerokim lukiem. Nie
                    mowie, ze nie znajdziesz swojego amatora, albo ze nie masz do tego prawa, ale
                    mowie, ze masz jeszcze czas by sie zmienic, dorosnac, dojrzec. Od Ciebie zalezy
                    kim bedziesz i jak godnie bedziesz umiala sie w zyciu zachowac.

                    Masz paskudne nawyki, to widac od razu, szczegolnie w reakcji na krytyke oraz w
                    sposobie opisywania czlowieka, ktory nie tak dawno temu byl Ci rzekomo bliski.
                    Miej wiecej dystansu do samej siebie i wiecej czegos co nazywam refleksja i
                    pokora. Inaczej zawsze bedziesz siksa a taki pomysl na zycie raczej nigdy sie
                    nie sprawdza. Owszem, wiecznie uwazac bedziesz, ze jestes nieskazitelna, ze
                    sobie na takie zycie nie zasluzylas, ze jako piekna ksiezniczka masz prawo do
                    swojego krolewicza, ale poniewaz ciagle z powodu swojego egoizmu dostawac
                    bedziesz po glowie, ciagle bedziesz czula sie pokrzywdzona przez innych, ktorzy
                    smieli krzywo na Ciebie spojrzec, to wpedzisz sie w stan permanentnej
                    nieszczesliwosci, ktory z biegiem lat bedzie sie tylko utrwalal, potegowal
                    frustracje i gorycz.

                    Innymi slowy sama skazesz sie na los godny wrednej suki. Moze kiedys poznasz
                    faceta o grubej skorze, niewrazliwego na Twoje harce, ale tez niespecjalnie
                    wrazliwego w ogole i bedziesz z nim jako tako szczesliwa, tym bardziej, ze on
                    zawsze bedzie skory by Ci przytakiwac.


                    • ka-ma-be do małego zakompleksionego buca klossowski333 16.05.09, 12:04
                      nie czytam twoich wypowiedzi, ale widzę że ich przybywa, najwyraźniej mocno
                      wczułeś się w temat :)
                      widać dotyka mocno twoich własnych problemów wewnętrznych i frustracji :)
                      zapewne bardzo skrzywdziła cię jakaś kobieta i teraz ziejesz nienawiścią do
                      kobiet i dajesz upust swej frustracji gdy natrafisz na kobietę podobną do
                      tamtej, która cię skrzywdziła.

                      BIEDNY MAŁY ZAKOMPLEKSIONY CHŁOPCZYK hahaha.

                      jeśli pisanie do mnie pomoże uleczyć twoje kompleksy to sobie pisz, ale do
                      przysłowiowej ściany, bo ja nie czytam twoich wypocin - jak tylko widzę wpis od
                      ciebie to się uśmiecham do siebie z politowaniem nad tobą i zamykam forum :)
                      tak więc pisz pisz, jeśli ma to być dla ciebie formą terapii, ale nie licz na
                      to, że mnie to dotknie czy zainteresuje z prostego powodu - nie czytam twoich
                      wypocin BIEDNY MAŁY ZAKOMPLEKSIONY CHŁOPCZYKU.
                      • brunonx Re: do małego zakompleksionego buca klossowski333 16.05.09, 18:18
                        musze pzyznac ze popzeczytaniu tw. postu nawet zrobilo mi sie Ciebie
                        szkoda ale po zobaczeniu tak prostackiej reakcji na post
                        klosowskiego (z ktorym nie zawsze mozna sie zgadzac) kompletnie sie
                        z nim zgadzam. jestes stasznie wredna.nie mumiesz dyskutowac.
                        00 klasy. wcale sie nie dziwie ze facet dal sobie spokoj. po prostu
                        sie przeliczylas jak ktos slusnie zauwazyl.
                        Wez sie ofarnij dziewucho i naucz sie dyskutowac z ludzmi. to jest
                        forum publiczne.
                      • klosowski333 Re: do małego zakompleksionego buca klossowski333 16.05.09, 18:30
                        Mala dziewczynko, jeszcze raz powtorze, to jest publiczne internetowe forum
                        dyskusyjne. Jezeli nie chcialas by ludzie odnosili sie do tego co piszesz,
                        nalezalo nic nie pisac. :)

                        Jak mowie, kolejne Twoje teksty stanowia argumenty na poparcie moich tez. Nie
                        chce wyrazac wyswiechtanych sformulowan, ze jestem rozbawiony, ale musze
                        powiedziec, ze jestes niezwykle przewidywalna w tym co piszesz. Rzucanie
                        epitetow pod adresem innych forumowiczow w Twoim wykonaniu nie jest w ogole
                        obrazliwe, nikogo nie rusza, nikt chyba nie traktuje tego powaznie.

                        Ty nie bardzo rozumiesz, ze malo kogo obchodzi jakis tam anonimowy klosowski333,
                        ani nie bardzo obchodzi jakas tam anonimowa Kama. Myslisz, ze jak pofolgujesz
                        swoim charakterystycznym dla takich kobiet jak Ty emocjom, to klosowski333 sie
                        przejmie, odpusci, zrobi mu sie przykro, albo cos w ten desen. Podczas gdy
                        prawda jest taka, ze klosowski333, nie liczac tego watku, nie ma z Toba nic
                        wspolnego.

                        Zapewne swojego chlopaka tez obrzucalas wyzwiskami, skoro przychodzi Ci to z
                        taka latwoscia, ludzie prostaccy umiaru nie maja. Nie dziwie sie wiec, ze nie
                        probuje juz szukac drogi do Ciebie, bo w jego wspomnieniach sytuacje zwiazane z
                        Twoimi atakami szalu musza sie jawic jako wyraziste.

                        Pisze w tym watku dla rozrywki, bez jakiejs glebszej motywacji. Po prostu
                        sprawia mi to przyjemnosc, sprawia mi przyjemnosc czytanie Twoich odpowiedzi,
                        zreszta nie tylko na swoje posty, ale w ogole, na posty mniej lub bardziej
                        subtelnie Ciebie krytykujace. Twoja reakcja jest swoista nagroda. Nawet jezeli
                        ludzie z poczatku Ci wspolczuli, po przeczytaniu kolejnych Twoich wypowiedzi
                        musza - czy chca czy nie chca - nieco zweryfikowac swoj osad.

                        Ze wzgledu na swoja przewidywalnosc, taka urocza topornosc w okazywaniu obcym
                        ludziom emocji, mam wrazenie, ze mozna Cie nazwac skrajnym przypadkiem kobiety z
                        gatunku tych, o ktorych w tym watku pisalem.

                        • klosowski333 Re: do małego zakompleksionego buca klossowski333 16.05.09, 18:37
                          Post poprzedni napisalem w czasie, w ktorym Brunonx opublikowal swoj. Choc on
                          sie czesto ze mna nie zgadza jak pisze, do czego ma swiete prawo, wnioski wysnul
                          jakby zbiezne, nieprawdaz?
                          Czy nie czas, mala dziewczynko, rowniez wyciagnac wnioski z wlasnego
                          postepowania i oczywiscie nie chodzi o to forum, ale o Twoj stosunek do ludzi,
                          do Twoich partnerow, do bylego, wymienionego tutaj, chlopaka? Moze taki maly akt
                          refleksji i pokory by sie Tobie odrobine przydal. Sprobuj spojrzec na swoj
                          problem odrzucajac na moment calkowicie poczucie krzywdy. Postaw sobie zadanie,
                          by spojrzec na swoj problem z chlopakiem wylacznie przez pryzmat swoich wad i
                          bledow, ktore popelnilas, a nastepnie zastanow sie na ile sa one odpowiedzialne
                          za caly bieg zdarzen.

    • titta Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 14.05.09, 23:35
      No to ja ci odpowiem, bo chyba mam taki sam "poziom wrazliwosci". 3-
      4 lata zwiazku, kilka lat histeri i dwa lata "na odwyku" (czyli bez
      zadnego kontaktu). Od dwuch lat wreszcie zyje, a panu krzyzyk na
      droge.
      Trzeba postawic sobie pytanie: wybaczyla bys i zaakceptowala
      jego "zly charakter"? Jesli odpowiedz brzmi nie, to przestan
      zaprzatac sobie nim glowe i zajmij sie czym innym. Bo pewnie sie nie
      zmieni.
    • kryzolia Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 16.05.09, 19:11
      Przeciez go nie chciałaś, do tego stopniaże się rostaliście. A teraz
      już go chcesz? Otóż chcesz , bo boisz sie że Ci go inna na dobre
      zdmuchnie. Ale on juz CIę nie chce. A tak naprawde ty jego tez nie...
    • sarenka188 Re: Bardzo cierpię :( Nie wiem co robić :( 16.05.09, 19:25
      tez nie potrafiłam rozstac sie z facetem ,były rozstania powroty ,przez jakis
      czas było dobrze .Walczyłam o ten zwiazek ,teraz wiem ze to był stracony czas
      ,nie warto było .Zostaw go w spokoju niech sobie układa zycie jak chce ,a ty
      zajmij sie swoim zyciem .
    • maniek_koniuszko Nie ma nic gorszego, niż durna kobita. 17.05.09, 09:26
      I jej wiara w to, że meżczyzna zmieni swoje postawy właśnie dla niej.
      Naiwna Ty.
      Daj biednemu chłopakowi spokój.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka