Dodaj do ulubionych

Pogodzić się z samotnością

24.06.09, 21:04
Będzie długie, ale muszę się wygadać, za dużo o tym myślę ;(

Mam złamane serce. Ale oprócz tego i inne przemyślenia dotyczące
mojego życia.
Nie umiem być sama. I robię w związku z tym mnóstwo bzdur. I
krzywdzę innych.
I mimo, że mam tego świadomość nie umiem nic z tym zrobić. Znów
powielam mój schemat wiązania się z kimś ze strachu przed
samotnością. Nie chcę tego, chcę mieć siłę być sama. Chcę być fair,
uczciwa, nie chcę nikogo krzywdzić. Chcę nauczyć się żyć sama ze
sobą.
Tylko nie umiem. Skąd wziąć siłę…?

Opiszę Wam jak wyglądało moje życie uczuciowo – nieuczuciowe…

18 lat, pan X, związek trwał 2 lata - absolutnie nic do niego nie
czułam. Drażnił mnie, irytował. W skrytości marzyłam o prawdziwej
miłości. Ale nie wierzyłam wtedy, że kiedyś kogoś poznam, że ktoś
inny mnie zechce. Więc skoro mam być sama to niech będzie chociaż
on. Sytuację w moim odczuciu ratowało to, że on mieszkał za granicą
więc nie widywaliśmy się zbyt często więc za często nie grał mi na
nerwach. On za to bardzo mnie kochał, jeszcze 6 lat po rozstaniu jak
zdobył mój adres przysłał mi rozpaczliwy list błagając o szansę.
Skrzywdziłam chłopaka, wiem 

20 lat, pan Y, związek 8 lat, miłość mojego życia. Będąc z nim
wydawało mi się, że tak kochać może tylko matka swoje dziecko.
Odszedł do innej. Nie umiałabym nawet opisać jak cierpiałam więc
sobie daruję.

28 lat, Pan Z, związek 3 lata. Kiedy odszedł pan Y byłam w totalnej
rozpaczy. Na proszkach. Wyłam za nim ale towarzyszyła mi też
paniczna myśl, że już nigdy nie ułożę sobie życia, że zawsze będę
sama. Miesiąc po rozstaniu, nadal w rozpaczy, bólu i na proszkach
zalogowałam się na jakimś portalu i poznałam pana Z. Związałam się z
nim, jak automat, znów mówiąc sobie, że skoro mam być sama, to
lepiej z nim. Że skoro nie mogę mieć pana Y, to wszystko jedno z kim
jestem. Trwałam tak 3 lata, płacząc po nocach za panem Y, leżąc obok
Pana Z. Do którego oczywiście nic nie czułam, tylko rozdrażnienie.
Nawet go zwyczajnie nie lubiłam. Ale było mi lżej, że nie jestem
sama.
Kolejny facet, którego skrzywdziłam. I nie zmienia tego fakt, że do
dziś mam niskie zdanie o nim jako o człowieku.

31 lat, kończę związek z panem Z. Czuję też, po raz pierwszy, że
udało mi się uporać z rozpaczą po panu Y. Z początku nawet nie
zauważyłam, że to się tak zbiegło w czasie. Potem zaczęłam myśleć,
że może w jakiś sposób to było powiązane. Po raz pierwszy od 18stego
roku życia jestem sama. Pół roku.

31 lat, zakochuję się jak nastolatka w Panu T. Tylko, że on nie jest
wolny. Trwa to prawie dwa lata. W międzyczasie podejmowałam próby
zakończenia tego. Nieudane. Poznałam Pana P. Miałam nadzieję, że
przy nim uda mi się zapomnieć o Panu T, zerwać z nim. Nic z tego.
Przez kilka miesięcy ciągnę podwójne życie  Kocham T, zabijam czas
i myśli Panem P.
Pan T miesiąc temu postanowił wrócić na łono rodziny. Ja nadal go
kocham ale spotykam się z panem P.

Nie chcę tego, nie chcę tak. Chcę dać temu człowiekowi szansę na
znalezienie kogoś z kim ułoży sobie życie. Nie zasłużył na takie
traktowanie. Chcę zakończyć to błędne koło, chcę być sama, mieć czas
uporać się z uczuciami do Pana T, wyboleć, wypłakać, wyciszyć. Ale
jednocześnie paraliżuje mnie strach, niewiara, że coś mnie jeszcze
czeka, że jakoś się to życie ułoży. Ten strach ma ogromną siłę.
Przerasta mnie ;( Sprawia, że zmieniam decyzję po kilka razy
dziennie. Bo tak jest uczciwiej, a tak z kolei bezpieczniej. Bo
wiem, że gdyby Pan P nagle odszedł to bym rozpaczała jeszcze
bardziej.
Mam tak silne wewnętrzne przeczucie, że nie ułożę sobie życia, że to
już koniec. Widzę przed sobą czarną otchłań. O niczym innym nie
potrafię myśleć, tylko o tym, że mi się nigdy życie nie ułoży. I co
z tego, że mam wykształcenie, świetną pracę, mnóstwo przyjaciół. Ta
moja nieudana sfera życia nie pozwala mi się niczym cieszyć. Nie
umiem żyć. Miewam myśli ostateczne, że po co to wszystko, po co się
dalej męczyć.

Nie wiem, co robić. Mam świadomość całej tej sytuacji ale nie umiem
zwalczyć tych moich demonów. Byłam u psychologa ale nie podpasował
mi. Teraz czekam na wizytę u kolejnego. Szukam jakiejś terapii,
sposobu, który pomoże mi być silną.




Obserwuj wątek
    • solaris_38 Re: Pogodzić się z samotnością 24.06.09, 21:25
      31 lat to dobry czas aby kogoś znaleźć
      ale na pewno szukac musisz pomiędzy tym co do tej pory szukałas

      do tej pory zakochiwałaś sie w tych co cię nie kochali
      lecz potrafili zwodzić i uwodzić
      (kochający faceci tego nei potrafią)
      lub szukałaś tych którzy wydają sie być pewni


      nie sadź ze ich skrzywdziłaś
      to ślepa pycha
      oni jak ty chcieli kogoś kto NIE ROKUJE stałego związku do którego nei są gotowi

      stań się gotowa na związek wraz z jego trudami
      stan się gotowa TY
      • dekadencja1 Re: Pogodzić się z samotnością 24.06.09, 23:08
        >stań się gotowa na związek wraz z jego trudami
        >stan się gotowa TY

        Solaris jak to człowiek wie, że jest gotowy na związek?
        I jak to wie, że to co wie nie jest złudzeniem, zuroczeniem,
        czy "wyrzutem hormonów" ?
        • solaris_38 Re: Pogodzić się z samotnością 25.06.09, 00:02
          po owocach

          może to ci się zda za późno jednak zazwyczaj nie ma innej drogi

          trzeba z czystym sercem i uczciwością intelektualną obserwować skutki
          w imieniu swoim i tej drugiej istoty oraz całego otoczenia

          na to trzeba czasu

          potem już tylko
          wyciągać wnioski
          otwierać serce i
          hartować ducha i ciało do wysiłku i walki
    • bene_gesserit Re: Pogodzić się z samotnością 25.06.09, 02:16

      Imho moze ci (bardzo!) pomoc ksiazka 'Wirus samotnosci' Wojciecha
      Kruczynskiego (latwo znalezc w guglach). Facet na samotnosci zjadl
      zeby :), jest psychologiem - terapeuta i bardzo dobrze zjawisko
      opisal i zanalizowal. Wiele mozna zrozumiec i przepracowac. To moze
      byc dobre uzupelnienie twojej terapii.

      Trzymaj sie (Kruczynski pisze tez o dobrej samotnosci :)
    • leda16 Re: Pogodzić się z samotnością 25.06.09, 06:58
      Spokojnie, jeszcze tylko 9 latek do klimakterium. Jakoś przeczekasz w łóżku to z tym, to z owym. Potem już panowie dadzą Ci spokój, bo żaden z nich nie weźmie się za starą, humorzastą ropuchę, skoro dookoła tyle młodziutkich, ślicznych kwiatuszków aż się prosi o zapylenie.
    • paco_lopez Re: Pogodzić się z samotnością 25.06.09, 11:21
      jak czytam takie story to teorie doctora fucsteina wygladaja mi na
      trafne. a masz ty jakas pasje, która staje na czele twych działań
      zamiast romansidłowanie z facetami. 8 lat byłas z tym własciwym i
      nie przyszło ci do głowy ze dziecko by sie wam przydało, zeby
      zespolić to na kilka lat dłużej. 8 lat bezowocnego bzykania, to
      każdy by sobie odszedł do innej. takich historii jest tysiące.
      ptasiego mleczka wiecej zajadaj.
      • nie_do_pary Re: Pogodzić się z samotnością 25.06.09, 12:39
        Z perspektywy czasu żałuję, że nie mam dziecka z tym panem Właściwym.
        Czy to by przydłużyło nasz związek - nie wiem. A raczej wątpie. On
        ma teraz dziecko, z tą dziewczyną do której odszedł, a nie są już
        razem.

        Ale wtedy kiedy byłam z nim nie czułam potrzeby łapania go na
        dziecko. Mieszkalismy razem, planowaliśmy ślub, po ślubie dziecko.
        Rozmawialiśmy o tym, szykowaliśmy się do tego. Nie miałam podstaw do
        tego, żeby przewidzieć jak się sprawy potoczą.

        A ptasiego mleczka akurat nie lubię.
    • funstein Re: Pogodzić się z samotnością 25.06.09, 11:27
      jedyna droga to być z facetem jak z PRZYJACIELEM i nauczyć
      się patrzeć na facetów jak na przyjaciół.

      Jak oswoisz strach przed samotnością to nagle okaże się,
      że nie jesteś sama.

      Ludzie wyczuwają strach i u innych ludzi i od nich uciekają,
      bo się zaczynają bać.

      Do tego kobieta, która boi się być sama zachowuje się bardzo zaborczo i
      egocentrycznie. Strac powoduje ślepotę a ślepota
      powoduje zachowania egoistyczne.

      Trzeba oswoić bojące się zwierzę, które ma jeden plan na życie
      - prokreacja.

      Życie człowieka jest sporo ciekawsze niż samo rozmnażanie.
    • coco-flanell Bedzie ostro i zapiecze. 25.06.09, 13:49

      Przede wszystkim jedno co sie rzuca w oczy! Siebie nie szanujesz.

      Co to znaczy chodzic do lozka z mezczyzna, ktorego sie nie kocha i
      ktory cie nie pociaga? Co to znaczy 'truc' sie psychotropami po
      rozstaniu z mezczyzna!? Co to znaczy wchodzic w romans z zajetm
      facetem, ktory ma obowiazek wobec swojej rodziny?!
      Po prostu nikt cie w domu nie wychowal! Wychowali cie prawdopodobnie
      bez ojca, na slabego mieczaka! I tchorza, ktory boi sie siebie
      samego. Jak mozna bac sie bycia sam na sam ze soba, to tak jakby
      odrzucic czesc siebie samego. Polowa ciebie samej jest dla ciebie
      niezannym objektem - zagluszasz te ostatnia czastke ciebie, ktora
      jak dziecko domaga sie akceptacji, uznania,oswojenia,
      pokochania poprzez branie psychotorpow. To jest jak ucieczka.
      To 'male dziecko' w tobie wlasnie ono domaga sie abys zwrocila swoja
      uwage na nie, abys je *wziela w objecia*. Nauczyla kochac i szanowac
      siebie sama, a nie tylko zabijala PUSTKE poprzez kolejnych partnerow.
      Szukaj odpowiedniej terapii, fakt ze widzsz ze cos nie dziala jest
      juz pozytywny.
      Sa rozne terapie czasami pomaga kognitywna, ktora zmienia forme
      myslenia. Ale najlepsza terapia jest samo zycie i bycie choc przez
      pewien krotki odcinek zycia, sam na sam ze soba.
      • nie_do_pary Re: Bedzie ostro i zapiecze. 25.06.09, 15:56
        Chciałam, żeby odpowiedzi zapiekły.

        Mam świadomość większości rzeczy, o których piszesz. Ale nadal brak
        mi "zapalnilka", żeby zmienić postępowanie.

        Co do ojca, to się mylisz. Był i jest nadal. Ale nie był ojcem
        łatwym. Nie czułym opiekunem. Raczej facetem, który w przypływie
        dobrego natroju potrafił zadbać o rozrywkę dla dziecka, pokopać
        piłkę, pójść do kina, pośmiać się razem - co sprawiało, że do niego
        lgnęłam. Ale częściej dominował humor zły a wtedy był opryskliwy,
        krzykliwy, odpędzający się ode mnie. Taka huśtawka (raz dobrez, raz
        źle) spowodowała moją decyzję o emocjonalnym odsunięciu się od
        niego. Bo po co się parzyć?
        I tak jest nadal. I wiem, że ma to decydujący wpływ na moje relacje
        z mężczyznami, że nie wiedzieć czemu wybieram tych, za którymi muszę
        gonić, którzy nie są na wyciągnięcie ręki.
        Ale nie wiem, jak ten schemat zmienić.
        • coco-flanell Re: Bedzie ostro i zapiecze. 25.06.09, 17:49
          Gdyby tak bylo jak piszesz to bys sie juz dawno z tym problemem
          uporala. Widac znalazlas rozwiazanie na ojca i to skuteczne. Ale
          ojciec pewnie jest jakas tam czastka w tym schemacie postepowania.
          Czesto ludzie mowia, ze jestem taka, czy siaka bo...ojciec, albo
          mama.To oni mnie z czegos tam 'okradli'. Problem polega na tym,ze w
          takim sposobie myslenia jestes bardzo pasywna, co sprawia, ze brak w
          tym dynamiki i stoisz w miejscu wpadajac w koncu w marazm.

          Ojciec odsuwajacy sie emocjonalnie od dziecka, to najczesciej ktos
          kto sam potrzebuje bardzo uczucia. Ktos kto nie daje sobie rady ze
          soba samym, ze swoimi wybuchami niekontrolowanej agresji, a pozniej
          zamiana o 180 st. pod wplywem wyrzutow sumienia, najczesciej.

          Jest trudno zaakceptowac samotnosc. Trudno do niej przywyknac. Ten
          moment samotnosci i oderwania przezywamy, raz po razie. Najpierw
          jako najbardziej dramatyczny zakodowany w podswiadomosci, gdy
          przychodzimy na swiat. Przez 9 miesiecy zyjemy w lonie matki, w
          cudownej symbiozie, bezpiecznie i nic nam nie brak, z mama jestesmy
          JEDNO, gdy nagle zostajemy wydani na swiat. Oddzieleni od niej
          zaczynamy zyc dzien po dniu jako oddzielne indywidum, zauwazac to. W
          pokladach ludzkiej podswiadomosci przyjscie na swiat to wygnanie z
          bezpiecznego, wspanalego raju. Dlatego wiekszosc z nas ten moment
          rozstania z osoba ukochana przezywa dramatycznie i bardzo ciezko,
          bo z osoba kochana tak jak w lonie matki jestesmy - jedno.

          W sumie, najgorzej przezywaja ten moment osoby, ktore PRZECHODZA
          rodzaj symbiozy, empatyczne, z druga osoba. Po prostu mentalnie i
          emocjonalnie wchodza w te druga osobe calym swoim jestestwem. Dla
          takich ludzi rostanie to koniec swiata, dlatego zaraz po rozstaniu
          szukaja kogos nowego, kto ukoi poczucie i scali osobe w jedno tak
          jak w bezpiecznym lonie matki.
          Aby uwolnic sie od powtarzania zlego schematu nalezy sie 'oddzielic
          widac natura tego chce, od ukochanego czlowieka,ktory odszedl i
          stworzyc swoje centrum. Srodek siebie - swoje indywidum. Te srodek
          czesto ludzie traca, gdy spotykaja osobe, ktora mocno kochaja, albo
          tzw, milosc od 1- wszego wejrzenia itp.

          O tym wszystkim mowi dobrze wspolczesna psychologia. Dlatego warto
          spotkac kogos z kim warto porozmawiac na te tematy.
          Moze nie musisz sie decydowac na samotnosc skoro nie chcesz i jest
          wbrew twojej naturze.
          Poznawiac swoj kolejny objekt kochania na bardzo wyluzowanej
          stopie...spokojnie i bez uniesien emocjonalnych. Tak jakgdyby byl to
          duzy projekt, ale rozpisany na dlugie raty.
    • sprawdzilam_czy_wolne Re: Pogodzić się z samotnością 26.06.09, 21:01
      No cóż, osobiście zachęcałabym do psychoterapii, a tak dokładniej to do
      psychoanalizy.
      I właściwie mogę się z Tobą założyć, że szlag cię będzie trafiał na każdej
      sesji, terapeutę będziesz mieć za idiotę itd. itd. itd. No i jak (nie: jako)
      rasowy psychoanalityk nadmienię, że wiem, dlaczego.

      Setting typu minimum trzy sesje w tygodniu.

      Zachęcam, a jeśli przypadkiem się zdecydujesz, z góry współczuję i życzę
      cierpliwości.

      Obawiam się też, że inna w Twoim wypadku terapia jest marnowaniem czasu i
      pieniędzy.

      Buziaki.
      • haalszka Re: Pogodzić się z samotnością 27.06.09, 08:45
        oj swiete slowa;)))
        wydaje nam sie ze wszystko wiemy a taki psycholog robi nam generalny remont w
        glowie..... przy normalnym podejsciu do takiej terapii mozna naprawde cos
        osiagnac....:))

        pozdrawiam
    • k-57 nastepna mruczaca laciata 27.06.09, 14:59
      nie_do_pary napisała:
      > Mam złamane serce.

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      no i cieknaca kape...nieustanna ruja cie suczko
      meczy....ogor...tylko ogor....moze byc analnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka