Dodaj do ulubionych

i znów nie przyjechał

18.12.03, 01:02
tak... znowu za długo pracował, był zmęczony, nie ma go przy mnie. Znamy się
pół roku, nie mieszkamy póki co razem. Połowa miesiąca, a my spędziliśmy z
sobą tylko dwa dni, choć dzieli nas pół godziny drogi i rzeka Wisła. Pracuje
dużo, niby zarabia na naszą przyszłość. Ale czy tak można co i rusz odwoływać
spotkania? Czy to w ogóle warto ciągnąć?
Obserwuj wątek
    • jmx Re: i znów nie przyjechał 18.12.03, 01:07

      A czemu Ty nie mogłaś pojechać do niego...?
      • tulli Re: i znów nie przyjechał 18.12.03, 01:12
        1. bo ja ciągle do niego jeżdżę (jak on ma czas)
        2. bo on ma nowego forda, który mknie jak strzała, a w moim starym cieniasie
        opony pękają z mrozu na zakrętach
        3. bo mam dziecko, które boi się zostać w nocy samo
        4. dla zasady
        Ot co!
    • Gość: Mad Max to sie nazywa zycie kobieto.... IP: *.dialsprint.net 18.12.03, 01:10
      troche cierpliwosci i wyrozumialosci
    • Gość: frustro warto to ciągnąć, jednak z umiarem IP: *.future-net.pl 18.12.03, 21:50
      bo ...można zagłaskać na śmierć
    • Gość: gf Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.03, 22:05
      Nie, nie warto tego ciągnąć. Jeśli ma pół godziny, to co drugi dzień powienien
      być. MINIMUM. On Cię nie kocha. Daj sobie spokój.

      pozdrawiam :)
      • tulli Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 09:27
        no właśnie. Nie wiem, ile mozna zwalić na pracoholizm i wygodnictwo. On ma
        piękne, luksusowe mieszkanie, a ja mieszkam skromnie, choć nie do końca ubogo.
        Jest przyzwyczajony do komfortu, nie czuje się dobrze u mnie w domu. Ale czy to
        może być usprawiedliwienie? Serce mi krwawi, bo w ciągu pół roku nocował u mnie
        ze cztery razy. Ciągle odwołuje spotkania u mnie, woli, gdy to ja do niego
        przyjeżdżam. A mnie zaczyna to zdrowo męczyć.
        Dzięki za punkt widzenia
        • olga03 Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 09:45
          Nawet jeśli zapewnia cię że Cię kocha (i może sam w to wierzy) to nie jest
          dobry facet dla ciebie. Już teraz jest leniwy i wygodny, bo nie chce mu sie
          przyjechać do Ciebie, bo coś mu ni epasuje, bo nie chce mu sie starać.
          W ten sam sposób będzie podchodził do wszystkich waszych problemów. To ty
          będziesz biegała rano po bułki itp.
          Może jest tego warty, ale dobrze się nad tym zastanów.
        • kvinna wprost? 19.12.03, 09:54
          Jesteś świetna, on nie.

          Popłacz dwa dni i zapomnij o nim.

          Skop ścianę obutym butym (szkoda stóp) i zapomnij.
          Nie wiem, jak dla Ciebie, dla mnie miłość to czyjeś ciepło, miłość to czyjaś
          ciepła obecność w Twoim życiu, na pseudozwiązki szkoda czasu. Naprawdę.
          Dla miłości można iść pieszo i 100 km.
          Trzymaj się dzielnie, a w razie potrzeby pisz do nas.
          • tulli Re: wprost? 19.12.03, 10:13
            dzieki. Tak właśnie czuję - ja z moim kochanym mogłabym mieszkać nawet w
            namiocie na pustyni. A on? Co drugi weekend ma zajęty, bo przyjeżdżają jego
            dzieci (nie chce mnie póki co z nimi poznawać, choć są już prawie dorośli). Co
            drugi weekend ja spędzam w jego domu, ale wcześniej muszę opchnąć gdzieś psa,
            kota i dziecko. W tygodniu się nie widujemy, bo on późno kończy pracę (18.00)i
            jest zmęczony. No, chyba, że ja do niego przyjadę. Ostatnia jego wizyta u mnie
            wyglądała tak: przyjechał o 22.00 (z godzinnym opóźnieniem),usiadł na kanapie
            i.. zapadł w sen. Taki był zmęczony. Nawet się nie zdążyliśmy dotknąć, zamienić
            słowa. Rano zerwał się o 6.00, nie wypił kawy, pojechał - bo później są korki
            na trasie. I tyle go widziałam. Następny raz widzimy się po świętach, bo święta
            spędza u byłej rodziny. Jestem w nim zakochana, dlatego szukam usprawiedliwień -
            czy można być aż tak zmęczonym i zapracowanym, żeby ciągle nie mieć czasu dla
            swojej kobiety?
            • j_ar Re: wprost? 19.12.03, 10:29
              tuli tuli tuli.... gdzie ty masz oczy?... facet ma cie na kazde zawolanie a sam
              bardzo pozno w nocy (bo 18 sta to pozna juz noc jak po pracy) jest zmeczony...
              czy ty naprawde jestes taka naiwna i glupia dziewczynka czy sie wyglupiasz?
              • tulli Re: wprost? 19.12.03, 10:36
                jestem w nim zakochana, ot co, więc i ślepa przy okazji też jestem
                • j_ar Re: wprost? 19.12.03, 10:39
                  facet cie zlewa, no.. chyba, ze on w ten sposob manifestuje swoja sympatie do
                  ciebie, moga byc i tacy dziwacy.... jest mu wygodnie bo ma na dochodne babke, a
                  swoje wygodne zycie lubi czasem urozmaicic milym dodatkiem kiedy
                  przyjedziesz...bo on nie chce byc z toba ale chce abys ty byla dla niego, ale
                  tylko wtedy, kiedy mu sie zakaprysi..ot co
                  • tulli Re: wprost? 19.12.03, 10:48
                    jasne. Łudzę się, że on się spala w robocie i energii na harce mu już nie
                    starcza. Zresztą, rozmawialiśmy o tym wielokrotnie i zawsze tak to wymanewruje,
                    że to ja wychodzę na megaegoistkę. Ale zawsze jestem w piatej kolejce
                    odśnieżania - najpierw pranie, fryzjer, zakupy, na końcu - jeśli starczy czasu -
                    ja. Przedostatnio, kiedy wpadł na chwilkę, poprosiłam go, żeby został dłużej
                    niz godzinę. Usłyszałam, że takimi prośbami rujnuję jego życie zawodowe.
                    • j_ar Re: wprost? 19.12.03, 10:55
                      hihihi.. sorry tulli, ale slowo, to klasyka, a to z tym rujnowaniem zycia
                      zawodowego to po prostu bpmba, usze zapamietac aby przy piwie jako dowcip
                      opowiadac:))
                      bedzie dobrze, trzymaj sie i nie daj sie pajacom
                • Gość: Js ? :| Aj, I don't like... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.03, 16:43
                  "Jestem głupi, dlatego tak postępuje..." i postępuje dalej...

                  Jak można zdawać sobie sprawę ze swojej niekonsekwencji umysłowej i dalej ją
                  kultywować, tłumacząc się zaślepieniem poza rozumowym? Wydaje się z zasady
                  błędne...
                  • Gość: tulli Re: ? :| Aj, I don't like... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.03, 17:09
                    w pewnych sprawach nielogicznie jest postępować logicznie.
                    Bo rzeczy nie zawsze są takimi, jakimi nam sie wydają. I w tym moja nadzieja.
        • Gość: gf Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 10:47
          Obawiam się, ze to nie jest kwestia skoromności mieszkania. Ty byś go mniej
          kochała, gdyby żył skromniej niż Ty? Zgadzam się z Olgą - on jest po prostu
          leniwy i wygodny. A jak ktoś kocha, to mu się chce. "I drove all night to get
          to You" czy jak to tam idzie ;)

          Szkoda Tulli, Twojego życia :))
          Fajna jesteś - piszesz w zupełnie innym tonie o nim niż baby, które tu często
          nienawiść do swoich drugich połów wylewają.

          powodzenia :)
          • tulli Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 10:51
            bo go kocham. I zrobię wszystko, żeby było dobrze między nami. Nie chcę go
            pochopnie rzucać, ale źle się czuję, ciągle samotna i bez niego, nie jestem
            szczęśliwa. Pewne sprawy lepiej widać z daleka, dlatego zapytałam Was o
            zdanie...
            • Gość: gf Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 10:52
              Pewnie, że najpierw trzeba z nim szczerze porozmawiać o tym, co czujesz.
              Długo się znacie?
              • tulli Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 11:12
                jesteśmy z sobą pół roku, nagła miłość z netu ;-). Zachłysnął się mną od
                pierwszego spotkania, porwał dosłownie, przez miesiąc dopieszczał i nosił na
                rękach. Dlatego teraz jest mi tak smutno, typowy odwyk, pamiętam, jak było. On
                wie doskonale, jakie są moje żale i lęki, ale postawił na karierę - nawiasem
                mówiąc, świetnie mu idzie. Nie jesteśmy niedoświadczeni - ja mam 30 lat i
                dziecko, on ma 40 lat i dwóch dorastających synów. Jest ostrożny, bo do tej
                pory panienki były z nim głównie dla kasy.
                Ale widzę, że macie rację i nie ma co się łudzić. Jest mu po prostu ze mną
                wygodnie, pstryk - jestem, pstryk - znikam. Zresztą, na samym początku
                zastrzegł, że wreszcie chce pożyc dla siebie, a nie dla innych, że nie chce
                zakładać nowej rodziny i dlatego wybrał kobietę z dzieckiem (bo ma zaspokojony
                instynkt macierzyński, he he).
                • Gość: gf Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 11:19
                  Im więcej o nim piszesz, tym mniej mam zaufania do mojego pierwszego sądu :))

                  Jeśli pół roku, no to w sumie aż tak bym się nie dziwiła, że dzieciom Cię nie
                  przedstawia. Może wcześniej, te co dla kasy, przedstawił i nie chce dzieciom w
                  głowach mieszać na razie? Prawie dorosłe, no właśnie - nastolatki...

                  Czyli on gra fair, skoro zadeklarował od początku inne rozłożenie akcentów w
                  życiu. No nie wiem. Zaniepokoilo mnie to zdanie, ze przyjechał i zasnął. Czyli
                  przyjechał, mimo że był bardzo zmęczony!

                  Musisz z nim pogadać, lepszej drogi nie ma.
                  • kvinna cześć, Girl 19.12.03, 11:24
                    Aha, przyjechał, niby fajnie, ale jego priorytetem jest PRACA/IMAGE, uczucia? a
                    co to są uczucia?

                    A Tulli, jesli ma ochotę o niego powalczyć, proponuję ostre postawienie
                    warunków albo grę. Pan dzwoni, mnie nie ma. Może da mu to do myślenia. Nie da?
                    Krzyżyk na drogę.
                    • Gość: gf cześć, Kvi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 11:27
                      Jak to image??? Przesadzasz - nic takiego u Tulli nie ma. Praca tak.

                      Kvinna, tak sie nie traktuje ludzi, których się kocha, jak proponujesz.
                      To na miarę tej pani, co na sąsiednim wątku opowiada jak to pogrywała z mężem i
                      jego kochanką.
                      • j_ar Re: cześć, Kvi 19.12.03, 11:33
                        powalczyc zawsze warto, kiedy zalezy... ale jak komus przestaje zalezec bo juz
                        sie znudzil, zmeczyl, ucieka..to szkoda czasu... wiem po sobie jak to milo i
                        latwo jest byc fajnym przez pierwszy miesiac a potem sie oddalac i zmyslac
                        i ...autentyk, zasnac aby umocnic swoj nieprawdziwy argument na zmeczenie....,
                        nie twierdze, ze kazdy jest taki mily, ale niestety tacy tez bywaja ;(
                      • kvinna to jest ideał, że tylko uczucia 19.12.03, 12:02
                        Zero gry, ale popatrz, Girl, Tulli pisze, że go kocha. Wiesz, czemu?
                        Bo go niemal nie ma.
                        On swój efekt osiągnął, ma kobietę od czasu do czasu. Przepraszam mocno Tulli,
                        że tu sobie spekuluję, ale...pewnie te chwile, gdy on jest u niej to seks.
                        Tylko.
                        Świetnie, ale Tulli nie tylko o to chodzi.
                        I tu ten pies...
                        • Gość: gf Re: to jest ideał, że tylko uczucia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 20:13
                          Nie, Tulli go kocha POMIMO że go nie ma i to, że go nie ma jej przeszkadza.
                          Przecież odwołuje się do tego pierwszego miesiąca. Gdyby od zawsze był z
                          doskoku, pewnie miałabyś rację, ale tak - uważam, że nie.
                  • tulli Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 11:33
                    Ja też nie chcę zakładać nowej rodziny, dobrze sobie radzę w życiu i nigdy nie
                    będę na niczyim utrzymaniu. Przyjęłam jego warunki, to nie jest główny problem.
                    Mam tylko wrażenie, że realizujemy cały czas jego plan - robimy i żyjemy tak,
                    jak on chce, bez liczenia się z moimi potrzebami, które nie są wygórowane. Bo
                    czy ja przesadzam, że chcę się czasem spotkać z nim, poprzytulać, pośmiać i
                    pogadać?
                    A przyjechał, bo po ostatniej odmowie, która była impulsem do rozpoczęcia tego
                    wątku, nie byłam dla niego taka miła jak zwykle, oględnie mówiąc, nie chciał
                    juz przeginać...
                    A najgłówniejsza wątpliwość: czy mozna być aż tak zapracowanym, żeby nie mieć
                    (nie chcieć mieć) czasu dla osoby, którą się rzekomo kocha? Gdyby ktoś mnie
                    zapytał, powiedziałabym, że nie, bo to tylko sprawa ustawienia swoich wartości
                    i priorytetów. Dlatego pytam Was.
                    Jestem zakochana, dlatego mój IQ dzieli się w tej sprawie na cztery.
                    • essedaria Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 13:56
                      Tulli,
                      ja nie chce oceniac czy on kocha czy nie, bo tego nie da sie powiedziec z
                      takiej odleglosci. Ale chce Ci odpowiedziec na koncowe pytanie: mozna byc tak
                      zapracowanym, mozna. Czlowiek czasem zaplatuje sie w swoich chceniach, i
                      mysli "tylko jeszcze osiagne ten pulap i wtedy bedzie czas na inne rzeczy".
                      Kiedys sama zaplatalam sie w cos takiego. Myslalam "jeszcze oczko wyzej i wtedy
                      juz bede miala wiecej czasu, jeszcze tylko ten rok i bedzie lepiej".. az po
                      dwoch latach braku czasu dla milosci, moja milosc rzekla "gdybys mnie kochala
                      znalazlabys dla mnie czas, odchodze". Obudzilam sie, obiecalam ze tylko jeszcze
                      domkne to co musze i przestaje siegac po nastepne laury... Uwierz mi, ze
                      kochalam... ale mi sie z kolei wydawalo "jak on kocha to poczeka".
                      Znacie sie krotko, tak pochopnie bym nie rezygnowala jesli kochasz... ale
                      rozmawiaj z nim o tym, mow czego oczekujesz.
                      Powodzenia
                      • tulli Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 14:21
                        dziękuję, essedario! Bo widzisz, ja też jestem zapracowana, ale zawsze mam dla
                        niego czas, nawet kosztem zawalenia roboty. Po prostu powiedziałam sobie:
                        dziecko, on, praca, pieniądze. Moja niepodważalna hierarchia, żeby znowu czegoś
                        nie spieprzyć... Dlatego trudno mi zrozumieć jego podejście. Jak to się u
                        Ciebie skończyło? Jesteście razem?
                        • essedaria Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 14:28
                          Teraz tez mi sie to wydaje bez sensu... ale wtedy wydawalo mi sie, ze to dla
                          nas przeciez, po to zeby pozniej bylo latwiej, za ten rok , dwa , trzy ;) On
                          jest bardziej fair niz bylam ja, bo okresli mniej wiecej teramin... ja
                          oczekiwalam pelnej akceptacji dla nieokreslonego przedzialu czasowego.
                          Tak, jestesmy razem, ale musialam wiele przewartosciowac, i jestem mu za to
                          wdzieczna. Jesli Ci sie uda zmienic nastawienie do zycia tego czlowieka to tez
                          bedzie Ci zapewne wdzieczny.
                          Pzdr.
                          • tulli Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 14:32
                            o rany, on mówi to samo! Że pracuje teraz na przyszłość dla nas. Brzmi jak
                            slogan. Ale to prawdziwy facet: zawsze dbał o dom i dzieci, lodówka musiała być
                            pełna i to był synonim szczęśliwego związku. OK, niech będzie, tylko jak go
                            przekonać, że ja tego nie potrzebuję, nie muszę żyć w takim luksusie, jaki on
                            chce zapewnić, za to wolę go częściej widywać. Czy to jest uleczalne i jak się
                            nazywa?
                            • essedaria Re: i znów nie przyjechał 19.12.03, 14:46
                              Na moim przykladzie widac ze uleczalne.. ale zadzialalo dopiero jak
                              powiedzial "odchodze" i ... zniknal. Zostawil czas na myslenie ;)
                              Na swoje usprawiedliwienie mialam tylko to, ze on nigdy mi wprost nie
                              powiedzial, ze mu przeszkadza moj stosunek on/praca, ze mam za malo czasu dla
                              niego (pewnie facetowi trudniej), aczkolwiek dawal dosc jasne sygnaly ;),
                              ktorych ja udawalam ze nie zauwazam.
                              Ale moge Ci powiedziec wiecej.. robilam dokladnie to samo co ten Twoj. Nie
                              poznawalam go ze swoim dzieckiem, spedzalam z nim weekend raz na dwa tygodnie...
                              Mysle, ze to wynikalo ze strachu przed zwiazkiem, po nieudanym malzenstwie i to
                              z mojej raczej winy, balam sie, ze znow cos bedzie nie tak. Po pierwszym pol
                              roku to wlasciwie mialam pewnosc ze nie chce tworzyc nic trwalego, ze tak tylko
                              raz na jakis czas. Po roku dotarlo do mnie, ze sie bardzo przywiazalam, ze
                              zycie bez niego byloby nie do zniesienia, po poltora, ze ja przeciez kocham
                              (!) ;) Chwala mu za to, ze tyle wytrzymal. Ale mysle nieskromnie, ze warto
                              bylo ;)
                              Wiec moze warto i w Twoim przypadku :) Tak czy inaczej rozmawiac trzeba.. i to
                              nei tylko sygnalami ;)
            • kvinna wiesz co? 19.12.03, 11:11
              Tak mi się pomyślało, ze w tych sprawach najlepiej zrobisz, jeśli posłuchasz
              pana. J_ar jest świetny i - cholera - pisze mocne słowa, ale jak diabli
              prawdziwe.

              Ivku? Nie pracuj tyle, koleżanka ma problem. Chodź tu, proszę.
              Jesteś świetnym psychologiem.

              Tulli? Chrzanić facetów, którzy nie mają dla nas czasu.
              • tulli a więc: 19.12.03, 12:30
                błogosławiony żywot kobiety po trzydziestce. Bo wtedy wie się, że:

                a) nie ma chodzących ideałów,
                b) błędem nr 1 jest myślenie/czucie za partnera,
                c) bez sensu jest zrywać z powodu błahostek, ani obrażać się bez powodu czy
                nawet z powodem
                d) mam duży wpływ na to, co się ze mną dzieje

                Niby proste.

                Zauważyłam, że większość osób podsumowało moją sytuację: poślij go na drzewo,
                on Cię nie kocha. Sama mam takie przebłyski, ale nauczyłam się nie myśleć i nie
                czuć za kogoś, bo to zazwyczaj nie pokrywa się z rzeczywistością. Stąd moja
                sonda zapuszczona na tym forum. Naprawdę, czy tak łatwo jest zrezygnować z
                miłości? A może, jeśli tyle osób myśli podobnie, mój związek faktycznie nie ma
                szans?

                Chciałam troszeczkę, żeby napisał ktoś, kto powie: tak, my faceci jesteśmy
                czasem tak zarąbani pracą, że nie mamy czasu być z Wami. Ale jesteście w
                naszych myślach, będzie lepiej, to minie.
                Ale widzę, że chyba znowu się niepotrzebnie łudzę.
                • j_ar Re: a więc: 19.12.03, 12:32
                  >tak, my faceci jesteśmy
                  > czasem tak zarąbani pracą, że nie mamy czasu być z Wami. Ale jesteście w
                  > naszych myślach, będzie lepiej, to minie.

                  bo to tez jest prawda, ale kiedy pracuje sie od 8 mej do 22 giej
                • Gość: gf Re: a więc: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 20:32
                  > Chciałam troszeczkę, żeby napisał ktoś, kto powie: tak, my faceci jesteśmy
                  > czasem tak zarąbani pracą, że nie mamy czasu być z Wami. Ale jesteście w
                  > naszych myślach, będzie lepiej, to minie.

                  a dlaczego Ty to chcesz słyszeć od obcych???
                • saana Re: a więc: 02.03.04, 17:20
                  niestety ludzisz sie , bardzo zarabany facet przyjezdzal kiedys do mnie
                  codziennie zeby mnie pocalowac na dobranoc. Pzyjezdzal o 1 czasem 2 godzinie
                  jak skonczyl swoja komputerowa robote. Fakt mial samochod.
                  A innyc tez sie pojawial wczsniej. Zakochany facet zachowuje sie podobnie jak
                  zakochana kobieta. Pisze cI to kobieta po 30 z doswiadczeniem z 30 letnimi
                  panami.
                  tulli napisała:

                  > błogosławiony żywot kobiety po trzydziestce. Bo wtedy wie się, że:
                  >
                  > a) nie ma chodzących ideałów,
                  > b) błędem nr 1 jest myślenie/czucie za partnera,
                  > c) bez sensu jest zrywać z powodu błahostek, ani obrażać się bez powodu czy
                  > nawet z powodem
                  > d) mam duży wpływ na to, co się ze mną dzieje
                  >
                  > Niby proste.
                  >
                  > Zauważyłam, że większość osób podsumowało moją sytuację: poślij go na drzewo,
                  > on Cię nie kocha. Sama mam takie przebłyski, ale nauczyłam się nie myśleć i
                  nie
                  >
                  > czuć za kogoś, bo to zazwyczaj nie pokrywa się z rzeczywistością. Stąd moja
                  > sonda zapuszczona na tym forum. Naprawdę, czy tak łatwo jest zrezygnować z
                  > miłości? A może, jeśli tyle osób myśli podobnie, mój związek faktycznie nie
                  ma
                  > szans?
                  >
                  > Chciałam troszeczkę, żeby napisał ktoś, kto powie: tak, my faceci jesteśmy
                  > czasem tak zarąbani pracą, że nie mamy czasu być z Wami. Ale jesteście w
                  > naszych myślach, będzie lepiej, to minie.
                  > Ale widzę, że chyba znowu się niepotrzebnie łudzę.
              • ivek ech 19.12.03, 12:47
                kvinna, kvinna ,rumieniec mam przez Ciebie na twarzy, ale pisalem Ci juz, ze nie
                jestem psychologiem. Nawet amatorem.
                Lubie tu byc, bo czyta i pisze mi sie fajnie od i do paru osob, ktorymi dalem o
                tym poznac, mniej lub bardziej otwarcie. Zreszta swietnie dajecie sobie rade
                sami ha ha.
                Po drugie psycholog chyba nie jest od tego zeby komus radzic, co ma ze soba
                robic w zyciu. Moze najwyzej pokazac wady i zalety, czy tez zady i walety jak
                niektorzy wola (Ci co sa poplecznikami dziadka Sigmunta i jego ucznia Gustawa
                kiedys Mlodego) pewnych wyborow. Pomoc, gdy dokonal wyboru albo nie ma wyjscia z
                sytuacji tak jak na przyklad sekretarka, ktora twierdzi, ze nie moze zrezygnowac
                z danej pracy bo w regionie jest 'straszne bezrobocie'

                kvinna napisała:

                > Ivku? Nie pracuj tyle, koleżanka ma problem. Chodź tu, proszę.
                > Jesteś świetnym psychologiem.

                A co do Ciebie Tulli to powiem tak moja dobra obecnie znajoma przyznala sie, ze
                kiedy poznala faceta, z ktorym pracuje i zamieszkala z nim to sie zastanawiala,
                boszsze co za pierdola kladzie sie spac o 22.00.
                Wtedy byla swiezo po studiach i nie pracowala. Obecnie pracuje u nas i przyznala
                sie ze pada jak sciera na lozko o godzinie 21.00, zmeczona jak diabli. Bez
                ochoty na brombranie jak to mowi Kvinna np.

                Mam jedno pytanie do Ciebie, a czy nie myslalas zeby zamieszkac z nim razem? W
                koncu jesli chcecie byc ze soba to przeciez zawsze nie bedziecie zyc w oddaleniu
                o rzeke i pol godziny drogi od siebie.
                Nie sprzedawaj lokum swojego, ot tak sprobujcie jak bedzie Wam razem.
                A czy na pewno w spokojny sposob przekazalas swojemu facetowi Twoje oczekiwania
                wobec Waszego zwiazku? To znaczy bez niepotrzebnej nerwowy, z pytaniem czy on
                chce tylko pokimac u Ciebie od czasu do czasu?
                Powodzenia w wybieraniu slusznych i optymalnych drog zyciowych ;)
                Ivek

                • tulli Re: ech 19.12.03, 13:09
                  a juści, było tak, jak rzeczesz. Nie wrzeszczę, nie krzyczę, artykuuję się
                  spokojnie. Jestem także gorącą zwolenniczką wspólnego zamieszkania. To on nie
                  chce póki co, bo: w moim Miasteczku odpada, musiałby się przebijać całą
                  Warszawę do pracy, w jego Stolycy odpada, bo moje dziecko chodzi do szkoły w
                  Miasteczku. Poza tym, to jest odpowiedzialność: co będzie, jak nam nie wyjdzie?
                  Nie będę zmieniać dziecku szkoły co trzy miesiące. No i jego dzieci też będa
                  trochę zazdrosne, że tata mieszka z innym chłopcem. Dramaty życia dojrzałego,
                  niestety, to nie jest już takie proste.
                  Na pocieszenie mam fakt, że powiedział, że gdyby nie dziecko, to on by mnie nie
                  wypuścił od siebie już po pierwszym dniu znajomości oraz że zakupuje lada dzień
                  domiszcze do wykończenia, w którym być może, wkrótce, czas pokaże...Póki co,
                  nie mam go prawie wcale.
                  Ale cóż, prawdę mówiąc, już widzę, że będę to dalej ciągnąć, bo go kocham i
                  tyle. Lepiej mi będzie z nim, nawet raz na dwa tygodnie i z perspektywą
                  lepszego jutra niż całkiem bez niego i żadnych perspektyw (z nim związanych,
                  oczywiście).Dzięki za wasze spojrzenie i pomoc
                  • ivek wnioski? 19.12.03, 13:24
                    Nie rezygnuj z niego tak łatwo.
                    Bądź cierpliwa, skoro macie w perspektywie zamieszkanie razem, i skoro dojrzalas
                    do togo, ze nie tak latwo o ludzi, w ktorych jestes w stanie sie zadurzyc.

                    Podoba mi sie Twoja dbalosc o interesy Twojego i jego dzieci.

                    Tak czesc ludzi ma w swojej hierarchi wysoko pieniadze i w zwiazku z tym
                    poswiecaja sie pracy i karierze. Potem sa zmeczeni, bo sie wypruli, ale to ich
                    nie dehumanizuje do konca, w koncu robia to nie tylko dla siebie. Dla tych, z
                    ktorymi sie zwiazali i dzieci po czesci przeciez rowniez.
                    wykorzystaj go dla siebie kiedy mozesz, weekendy, urlopy itd.

                    'nieco' parafrazujac podstawy fizyki mechanicznej "cialo raz puszczone w ruch
                    puszcza sie dalej samo", nie masz wladzy nad tym watkiem, tak jak kazdy z nas i
                    jakiekolwiek sugerowanie finalizowania sondowania, wypowiedzi nic juz nie da ;)

                    Pozdrowienia,
                    Ivek

                    • kvinna to ja mam prośbę 19.12.03, 13:43
                      Tulli, życzę Ci jak najlepiej, ale ja w Twojego faceta nie wierzę. Nie gniewaj
                      się. Dla mnie liczą się fakty. Ty go kochasz, on Ciebie... Problematyczne.

                      Napisz za jakiś czas o dalszym ciągu, proszę.
                      I bądź szczęśliwa. Teraz nie jesteś.

                      A wg mnie to jedyny papierek lakmusowy.
                      To, co się czuje i myśli w danej sytuacji.
                      Ty...nie jesteś szczęśliwa.
                      Nagie fakty: jego nie ma.

                      Boisz się zostać sama?

                      O.K. Pamiętaj o prośbie :) I opowiedz, co było dalej.
                      Pozdrawiam.


                    • tulli Re: wnioski? 19.12.03, 13:44
                      tak, okoliczności są obciążające dla niego, ale czuję, że coś z tego jeszcze
                      będzie.

                      A tak na marginesie dyskusji o kasie i szczęściu - on jest klasycznym
                      przykładem, jakie to może być przekleństwo dla człowieka - przez lata żył w
                      prawdziwym luksusie: super chata z trzema łazienkami, jacuzzi i inne bajery,
                      super bryki, stanowisko, wakacje w ciepłych krajach, forsa szybko przychodząca
                      (choć ciężko i uczciwie zapracowana)i puszczana jeszcze szybciej. I co?
                      Uzależnił się, biedaczek. On już nie umie żyć na niższym poziomie, a że teraz
                      zarabia trochę gorzej (ale i tak jest to kilkanaście średnich krajowych), to
                      jest nieszczęśliwy. Źle się czuje u mnie w domu, bo dusi się w 50 metrach i
                      łazience 2x2m. Serio. I może przez to stracić taką fajną dziewczynę... Pęd za
                      podtrzymaniem standardu życia to pułapka - nie ma czasu na związek, nie ma
                      czasu wypocząć, ciągle zapieprz i stres. Pierwszy raz widzę, ile się trzeba
                      napracować, żeby ciągle być bogatym.
                      A ja mam tyle, ile trzeba, choć potrafię mieć więcej - ale po co i jakim
                      kosztem?
                      • kvinna wlazłam pod stół 19.12.03, 13:52
                        i krzyczę pomocy!!!

                        Czy on jest w stanie pokochać człowieka? Ciebie?

                        Lubisz siebie? Tak troszeczkę?

                        (zostawiłabym go...)
                        • ivek Re: wlazłam pod stół 19.12.03, 14:12
                          ja nie wlazilem nigdzie, bo Tulli nie wydajesz sie byc nieswiadoma wymowy
                          niektorych faktow (np. jego meczarni w Twoim gniazdku).

                          a Kvinna to nic wiecej jak tylko Twoja ocena wymownych faktow. Jednym imponuje
                          pozycja "40 ksiazek, ktore odmienily psychologie", czy jak to tam szlo, jeszcze
                          innym kilkanascie srednich krajowych.

                          ;P
                          Ivek
                          --
                          manchmal muss man Prioryteten setzen
    • seksuolog Piwko bez browaru 19.12.03, 13:49

      Nie wyglada to najlepiej. Jezeli facet jest napalony to przylatuje
      z Ameryki, a jemu sie nie chce w polgodziny? Jest zmeczony? To ile
      ma lat?

      Wyglada wiec na to ze facet chce miec piwko ale bez browaru. Wpada
      na piwko a od browaru trzyma sie z daleka. A jak byscie zamieszkali razem
      to widac ze bylby jeszcze bardziej zmeczony, komfort by mu sie zepsul,
      i jeszcze ten browar na glowie. Sprawe trzeba wiec postawic jasno:
      kiedy zamieszkujecie razem na probe. Konkretny termin, co nie znaczy
      ze zaraz, ale jak terminu nie bedzie to adieu.
      • tulli Re: Piwko bez browaru 19.12.03, 14:13
        termin jest: czerwiec przyszłego roku. Wtedy jest szansa, że będzie Dom.

        Hmm, może mam zacięcie społecznikowskie, ale chcę mu pomóc. Ukłuło mnie, co
        kiedyś powiedział: że zawsze żył dla innych, musiał coś komuś zapewniać i
        załatwiać - żonie, dzieciom, kolejnym panienkom, wszyscy wyciagali rękę i
        mówili: daj! A on dawał, bo był dobry, miał poczucie winy i obowiązku w jednym.
        Kochali go, bo był dojną krową. A teraz jest tym zmęczony. Prawie płakał, gdy
        mówił, że chciałby, żeby ktoś raz zapytał go kiedyś, czego on chce. Ja nie chcę
        od niego rzeczy materialnych. Chciałabym mu pokazać, że szczęście nie zależy od
        tego, ile się ma i w jakim apartamencie mieszka. Na razie idzie mi kiepsko,
        może się nie udać, ale trudno - zawsze mogę powiedzieć, że próbowałam.
        • abi_gail ... 19.12.03, 15:09
          Tulli, życzę mu, żeby cię nie stracił. Odpowiadam na twój post, żeby i na mnie
          spłynęło część twojego ciepła i dojrzałości. Mnie też się przyda w
          niesamolubnym układaniu życia.
          Pozdrawiam
          • tulli ta.... 19.12.03, 19:23
            jak mówią: dajesz - wzrastasz, bierzesz - marniejesz. Tak robię. Ale żeby nie
            było cukierkowo - cholernie ciężko się żyje z takim podejściem, bo przyciąga
            się ludzi, którzy myślą dokładnie na odwrót.
            Jadę do mego lubego i postaram się, żeby na długo zapamietał tę wizytę :-))
            • Gość: gf Re: ta.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.03, 20:34
              > jak mówią: dajesz - wzrastasz, bierzesz - marniejesz. Tak robię. Ale żeby nie
              > było cukierkowo - cholernie ciężko się żyje z takim podejściem, bo przyciąga
              > się ludzi, którzy myślą dokładnie na odwrót.

              mam kompletnie, ale to kompletnie odwrotne doświadczenia
              ale też ja nie mogłabym się w takim zakochać
        • seksuolog Browar na pol roku 20.12.03, 16:18
          tulli napisała:

          > termin jest: czerwiec przyszłego roku. Wtedy jest szansa, że będzie Dom.
          > Hmm, może mam zacięcie społecznikowskie, ale chcę mu pomóc. Ukłuło mnie, co
          > kiedyś powiedział: że zawsze żył dla innych, musiał coś komuś zapewniać i
          > załatwiać - żonie, dzieciom, kolejnym panienkom, wszyscy wyciagali rękę i
          > mówili: daj! A on dawał, bo był dobry, miał poczucie winy i obowiązku w
          >jednym. Kochali go, bo był dojną krową. A teraz jest tym zmęczony. Prawie
          >płakał, gdy mówił, że chciałby, żeby ktoś raz zapytał go kiedyś, czego on
          >chce. Ja nie chcę od niego rzeczy materialnych. Chciałabym mu pokazać, że
          >szczęście nie zależy od tego, ile się ma i w jakim apartamencie mieszka. Na
          >razie idzie mi kiepsko, może się nie udać, ale trudno - zawsze mogę
          >powiedzieć, że próbowałam.

          Zdaje sie ze bardzo rozmijacie sie w swoich pogladach bo chyba dla
          niego wartosci materialne sa na czele. Jego zapewnienia o dawaniu tez jakos
          na tobie sie nie sprawdzaja - przeciez jestes kolejna panienka? Ciekawa
          bylaby konfrontacja ze jego byla zona, co ona by powiedziala o nim jako
          hojnym darczyncy?

          No ale do czerwca juz nie tak daleko, w sam raz. Jezeli w okolicach czerwca
          bedzie sie zanosilo na kolejne opoznienie lub beda przeszkody obiektywne to
          raczej zamykaj browar.
          • Gość: tulli Re: Browar na pol roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.03, 17:02
            czasami to włos mi się jeżył, jak słuchałam jego opowieści, ile kobieta potrafi
            wyciągnąć od faceta w krótkim czasie. Naprawdę dużo dawał - żona wyszła z
            rozwodu ze wspaniałym mieszkaniem, samochodem i potężnymi alimentami, może
            teraz nie pracować. Kolejnej panience wyposażył mieszkanie od A do Z.
            Zastanawiam się raczej, jak one mogły tak bez skrępowania go doić. To
            przypomina płacenie za miłość.
            Nie wiem, co to będzie dalej, ale nie chcę z góry zakładać klęski. Dziś pozna
            mnie ze swoimi dziećmi, jakiś postęp juz jest...
            • Gość: goa Re: Browar na pol roku IP: *.gwardii.bmj.net.pl / 212.106.191.* 20.12.03, 23:25
              przeczytałam wszystkie wpisy i myślę, że nie jest tak źle jak się na początku
              wydawało :)
              musisz mu po prostu raz na zawsze uświadomić, że wolisz jego czas niż jego
              pieniądze
              z tego co opisałaś wygląda, że wcześniej było wręcz odwrotnie, a on też ma już
              swoje lata i po prostu przyzwyczaił się i zabrnął w taki stan rzeczy
              ja w każdym razie życzę Wam powodzenia i trzymam kciuki :)
              napisz jak dalej się sytuacja rozwija, no i jak spotkanie z jego dziećmi
              oczywiście
              • Gość: tulli Re: Browar na pol roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.03, 10:54
                dzięki, goa!
                Nic na siłę, powolutku. Dzieciaki strasznie rozwydrzone, prowokujące, ale
                zaczęliśmy rozmawiać o muzyce i jeden z nich okazał sie fanem Garbarka, a ja
                mam jego wszystkie płyty...
                • Gość: goa Re: Browar na pol roku IP: *.bmj.net.pl 21.12.03, 22:43
                  :))
                  no tak dzieciaki jak to dzieciaki ale z pewnością masz wielkiego plusa na
                  początek za tego Garbarka hihi będzie dobrze zobaczysz :)
                  Trzyamj się i powodzenia!
    • tulli Re: ta.... 20.12.03, 00:48
      nie miałam na myśi tego, co ty masz na myśli.Ale to nie jest głupi pomysł,
      dziękuję praktykowi za poradę
    • Gość: Karolina Re: i znów nie przyjechał IP: *.zetosa.com.pl 21.12.03, 00:18
      Tulli mam tylko jedną wątpliwość; skoro Twoja hierarchia wartości na pierwszym
      miejscu stawia dziecko, a potem partnera .... a Twój facet nie chce zakładać
      nowej rodziny (Ty zresztą też tak pisałaś) to jak sobie wyobrażasz wasze
      wspólne mieszkanie? możesz pozostać niezależna finansowo, ale ale czy Twój
      partner będzie uczestniczył w wychowaniu syna? Napisałaś, ze teraz gdy chcesz
      go odwiedzić to tylko bez syna..... jak więc chcesz zachować swoja hierarchię
      i ten związek?
      Pozdrawiam i trzymam kciuki!
      • Gość: tulli Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.03, 11:10
        hierarchię zawsze można zmienić. Znamy się dopiero pół roku, może za jakiś czas
        będzie remis :-). Wiesz, po rozwodzie miałam parę związków i wiem już, że
        faceci przychodzą i odchodzą, a dziecko zostaje. Na pewno za kilka lat nie
        wypomni mi, że dla mamy liczyli się tylko "wujkowie"...
        Jego podejście też jest przemyślane - ma już rodzinę, nadal kocha swoje dzieci.
        Chcemy żyć razem, ale tak, by nie krzywdzić tych, za których jesteśmy
        odpowiedzialni. Może to i dziwne, że miłość przeplata się z zimną kalkulacją.
        Póki co, on zachowuje rezerwę wobec mojego syna. Jest lojalny wobec swoich
        dzieci, nie chce, by były zazdrosne o tatę. Czasami przez to krzywdzi moje
        dziecko...
    • Gość: Aster Re: i znów nie przyjechał IP: *.magma-net.pl 21.12.03, 05:14
      Po przeczytaniu całości stwierdziłem Tulli, że muszę coś napisać,
      z sympatii dla Ciebie. Widać, że kochasz choćby po tym, że we
      wszystkim Go usprawiedliwiasz. I niby to normalne ale...
      Jeśli On się nie angażuje porównywalnie, to co będzie później?
      Przyzwyczai się, że to normalne a Ty w pewnym momencie
      zaczniesz oczekiwać czegoś więcej dla siebie. A to już pewnie
      będzie trudniejsze (dla niego).
      Czy nie za dużo warunków już przyjęłaś?
      Rozumiem, że walczysz o związek na którym Ci zależy.
      Ale często zapomnienienie o sobie obraca się własnie przeciw
      samemu związkowi.
      Może teraz nie masz sił i czasu na takie refleksje ale jestem
      przekonany, że przyjdzie taki moment, że to Ty będziesz
      czegoś więcej oczekiwać (nie myślę oczywiście o sprawach materialnych)
      Spróbuj wyobrazić sobie taki moment i pomyśl, jaki kompromis
      będzie dla Ciebie możliwy do przyjęcia aby nie zaprzeczył temu
      na czym Ci najbardziej zależy.

      Życzę Ci powodzenia, ale myśl też o sobie
      To naprawdę nie będzie egoizm
      Pozdrawiam ciepło
      • kohanek ludzie czy Wy wszyscy jestescie slepi??? 21.12.03, 06:28
        on ma kochanke na boku!
      • Gość: tulli Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.03, 11:21
        masz rację. Cały problem w tym,że my oboje jesteśmy po tzw. przejściach. Mnie
        to specjalnie nie zmieniło, nadal rzucam się w każdą miłość jakby była pierwsza
        i ostatnia. Ale on nie - po kolejnej klapie związku zaskorupiał się coraz
        bardziej i teraz, po pół roku znajomości, ja ciągle przebijam się do niego.
        Jeśli dziewczyna, dla której zostawił rodzinę, rzuciła go po dwóch latach i
        dogłębnej drenaży kieszeni, a on został sam - bez przyjaciół, majątku,
        bliskich, jeśli kolejne były z nim tylko dlatego, że zapewniał im komfortowe
        życie - to po prostu nauczył się być ostrożny. Liczę na to, że jak się otworzy
        i nabierze do mnie pełnego zaufania, to będzie wspaniale. A jeśli nie - to po
        prostu odejdę, bo po co żyć z człowiekiem o zamkniętym sercu?
        • Gość: jmx Re: i znów nie przyjechał IP: *.opa-carbo.com.pl 22.12.03, 11:27

          Wiesz, Tulli a ja sądzę, że wam się uda. Włąsnie dlatego, że oboje myślicie
          przed podjęciem każdej decyzji. Powodzenia i cierpliwości :-). Wychodzenie ze
          skorupy czasem długo trwa ale sądzę, że warto poczekać :-).
          • Gość: tulli Re: i znów nie przyjechał IP: *.pgi.waw.pl 22.12.03, 13:12
            a ja właśnie mam dołek zwątpieniowy. Wczoraj wrzucił mnie do jednej szuflady z
            napisem "wszyscy czegoś ode mnie chcą, a nikt o mnie nie myśli". Byłam dećko
            zdziwiona jego podejściem co do mnie, więc usłyszałam, że owszem, ja też od
            niego ciągle chcę: żeby częściej był ze mną. No i cycki mi opadły...
            Niektórych ciężko uszczęśliwić, doprawdy.
            • jmx Re: i znów nie przyjechał 22.12.03, 13:35

              On też chyba ma dołek... A może to taki mechanizm obronny, bo sam się czuje
              winny, że poświęca Ci za mało czasu (tyle ile by chciał)...?
        • Gość: Aster Re: i znów nie przyjechał IP: *.magma-net.pl 23.12.03, 04:40
          Niepokoi mnie jedna rzecz.
          Twój mężczyzna zaskorupił się po przejściach, został oszukany, ograbiony.
          Że materialnie, to napisałaś. Co do uczuć to raczej się domyślam.
          Jesli tak, to może być nieufny. No dobrze, ale...

          Wcześniej napisałaś, o ile pamiętam, że Twoje próby przebicia skorupy
          on odbiera tak: "Znowu ktoś czegoś ode mnie chce". A wygląda, że Ty chcesz DAĆ.
          Chciałby dostać miłość ale tak aby mieć święty spokój, bez ryzyka?
          Mogę zrozumieć, że ktoś kto dawał więcej z siebie i został oszukany nie będzie
          miał ochoty tego świadomie powtarzać. Może czekać teraz na coś podobnego z
          drugiej strony.
          No ale przecież teraz chyba coś takiego właśnie zachodzi.
          Nie widzi tego? To właściwie jak on Ciebie widzi?
          Widzi to? A więc na co jeszcze czeka?
          A może podświadomie karze Cię za poprzednią kobietę?
          No ale jeśli tak jest, to robi się nieciekawie.
          Bo jeśli tego sobie nie uświadomi, to rokowania są marne.
          Twoja wytrwałość może coś zdziałać, ale cuda jak to cuda nie są gwarantowane.

          Myślę też o czymś innym.
          Powiedzmy, że się to zmieni ale nie jako przełom tylko
          on w końcu "da się przekonać". A Ty nie zauważysz różnicy.
          Jest to w końcu możliwe, nie przez To żebyś była naiwna, broń Boże.
          Ty jesteś po prostu bardziej zaangażowana.

          Nie mogę tego zrozumieć, ale coś tu nie gra.
          Albo nie mogłaś się czymś istotnym podzielic na forum,
          albo o czymś ważnym nie wiesz.

          To takie moje refleksje, może nieszczególnie optymistyczne.

          Życzę Ci wszystkiego dobrego,
          Także świątecznie
          • Gość: Aster, bingo! Re: i znów nie przyjechał IP: *.pgi.waw.pl 23.12.03, 09:47
            tak, to może być to! Faktycznie, czasami tak czuję, że On przypisuje mi
            intencje moich poprzedniczek, więc może jakoś nieświadomie (nie dopuszczam
            myśli, że świadomie) mści się za nie - na mnie.

            Nie powiedziałam jednej istotnej rzeczy - na początku to On był bardziej
            zaangażowany, ja byłam świeżo (nie minął miesiąc) po skończeniu dwuletniego
            związku. W którym oczywiście byłam wykorzystywana, także materialnie. No i
            jakoś tak wyszło, że pod koniec pierwszego miesiąca chciałam zakończyć naszą
            znajomość, tak na ostro. Mimo, że przychylał mi nieba. Ale On mi nie pozwolił,
            a ja dopiero wtedy, gdy poczułam,że mogę go stracić, zrozumiałam, że mi na nim
            zależy. Bo wcześniej to jakoś niespecjalnie. Chciałam byc uczciwa wobec niego,
            widziałam, że bardzo się zaangażował i nie byłam pewna, czy sprostam temu
            uczuciu. Nie chciałam go skrzywdzić...

            I myślę, że w tej chwili On boi się, że znowu mogę odfrunąć, choć powodów nie
            daję mu żadnych, wręcz przeciwnie. Ale na pewno ten lęk w nim siedzi i jakoś go
            hamuje.
        • seksuolog Bogata przeszlosc 23.12.03, 09:06
          Gość portalu: tulli napisał(a):

          > i ostatnia. Ale on nie - po kolejnej klapie związku zaskorupiał się coraz
          > bardziej i teraz, po pół roku znajomości, ja ciągle przebijam się do niego.
          > Jeśli dziewczyna, dla której zostawił rodzinę, rzuciła go po dwóch latach i
          > dogłębnej drenaży kieszeni, a on został sam - bez przyjaciół, majątku,
          > bliskich, jeśli kolejne były z nim tylko dlatego, że zapewniał im komfortowe
          > życie - to po prostu nauczył się być ostrożny.

          Twoj partner ma bogata przeszlosc i jakos wynika z tego ze to one byly be a on
          jest super. Ciekawa bylaby konfrontacja z nimi: moze on jednak nie jest taki
          super? Normalnie przyjmuje sie ze osoba po kilku zwiazkach raczej do idealow
          nie nalezy.

          >Liczę na to, że jak się otworzy i nabierze do mnie pełnego zaufania, to
          >będzie wspaniale. A jeśli nie - to po prostu odejdę, bo po co żyć z
          >człowiekiem o zamkniętym sercu?

          No wiec dobrze sie zastanow, serce powinno byc otwarte najpierw, liczenie
          ze sie otworzy pozniej moze byc iluzja.
          • Gość: ależ oczywiście! Re: Bogata przeszlosc IP: *.pgi.waw.pl 23.12.03, 11:42
            on też ma trudny charakter, w końcu to Skorpion ;-). Tylko widzicie, kobiety,
            które z nim były chciały głównie, żeby zapewniał byt im i przyszłemu potomstwu.
            Bo jeśli umawiali się na początku, że żadnych ślubów i dzieci,a po jakimś
            czasie zaczynały się płacze, że on ich nie kocha, bo nie chce się z nimi żenić
            i rozmnażać? Dlatego w sposób jak najbardziej świadomy zaczął unikać wolnych i
            bezdzietnych panien, bo wszystkie uznawały go za świetny materiał na ojca
            swoich dzieci. I ja go rozumiem! Choć na początku szokowało mnie trochę, że
            wybrał mnie jak z katalogu, skrojoną na swoje potrzeby, ale cóż - jeśli
            internet daje takie możliwości...
            • Gość: Beata Re: Bogata przeszlosc IP: 217.96.2.* 26.12.03, 11:43
              > on też ma trudny charakter, w końcu to Skorpion ;-). Tylko widzicie,
              kobiety,
              > które z nim były chciały głównie, żeby zapewniał byt im i przyszłemu
              potomstwu.
              >
              > Bo jeśli umawiali się na początku, że żadnych ślubów i dzieci,a po jakimś
              > czasie zaczynały się płacze, że on ich nie kocha, bo nie chce się z nimi
              żenić
              > i rozmnażać? Dlatego w sposób jak najbardziej świadomy zaczął unikać wolnych
              i
              > bezdzietnych panien, bo wszystkie uznawały go za świetny materiał na ojca
              > swoich dzieci.

              No to wychodzi na to, ze jest egoista. Facet powinien byl wiedziec, ze kazda
              kobieta predzej czy pozniej (na 90%) bedzie chciala wyjsc za maz i urodzic
              dzieci, jesli nie jest juz pokaleczona rozwodka z wlasnym przychowkiem. czego
              sie spodziewal? Wiadomo, ze na poczatku kobiety opowiadaja rozne historie,
              zeby zatrzymac faceta, co nie jest zbyt przewidujace, ale madry facet wie, ze
              takie deklaracje nie sa do konca szczere. I nie ma co obwiniac tylko tych
              zawiedzionych dziewczyn, bo wina lezy po obu stronach. Wiec chyba taki
              krysztalowy nie jest, bo Twoje poprzedniczki troche wykorzystywal (taki seks
              bez zobowiazan...)
              Znalam kiedys takiego, ktory tez obwinial kobiety, jakie to one sa zle i kazda
              chce go wykorzystac materialnie. Potem sie okazalo, ze on jest typem dominanta
              i lubi narzucac swoja wole... Dlatego na sprawe zawsze nalezy sojrzec oczami
              drugiej strony. Rozumiem jednak, ze w Twoim wypadku jest to dosc trudne.
      • kvinna a mi sie podoba zwrot 22.12.03, 16:20
        "nie angażuje sie porownywalnie".

        Niby milosci nie da sie zwazyc, ani zmierzyc, ale nikt, kto kocha "troszeczke"
        nie udzwignie czyjegos "morza milosci".

        Aster ma rację...
        • komandos57 Kwintus 22.12.03, 16:24
          Zes lykla relania dzisiaj?Malo ze skuteczny.Lyknij ze jeszcze jednego
          • kvinna [...] 23.12.03, 16:27
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: megaegoistka Re: i znów nie przyjechał IP: *.pgi.waw.pl 17.02.04, 11:28
      tulli i megaegoistka to ta sama osoba, jeśli to może coś wyjaśnić.
      Gwoli informacji informuję.
    • Gość: esska Re: i znów nie przyjechał IP: *.bredband.comhem.se 01.03.04, 01:04
      mialam podobne przezycie, tylko ze my spotykalismy sie 2 lata , ale po jakis 8
      miesiacach zaczelo to troche dziwnie wygladac...ja go nadal kochalam on , jak
      dzisiaj juz wiem po prostu nie! ale wtedy tego nie wiedzialam..
      Wlozyl mnie do tego samego worka ze swoja ex zona a mianowicie , ze czatujemy
      na jego dom! Ze ja mialam z nim wygodnie, ze na nim zylam. To byl horror,
      zostawil mnie po cichu dla nastepnej. Bylam taka jak ty, dobra i
      niematerialistka, ale widzisz nic nie pomoglo. Wyrok zapadl, wyrok postawiony
      przez niego , egoiste i zapatrzonego w siebie, jaki to on dobry...widzisz ,
      dobrzy ludzie siebie nie reklamuja.
      Spotkalam potem jego zone, jej wersja nie pokrywala sie z jego, wszystko jej
      zabral , placac jakas tylko sumke za dom i wyklucal sie jeszcze o widelce!
      Przemysl, pomysl, bo ten facet przypomina mi mojego, wlasciewei jest jescze
      bardziej niesympatyczny z twoich opowiadan
      • pia.ed Re: i znów nie przyjechał 01.03.04, 19:54
        Tylko o ile sie nie myle, to dom jeszcze nie wybudowany... Pamietam z
        megoegoistki, ze budowa miala sie zaczac w kwietniu.
        • Gość: De_passage Tulli, w nogi! IP: 80.83.58.* 02.03.04, 01:33
          Tulli, czy zagladasz jeszcze na ten watek? Jestem tu b. rzadkim gosciem co
          wlasnie przeczytal historie od deski do deski. Po czym poszlam spac i
          natychmiast wstalam z krzykiem. Przeciez te historie chyba kazda babka po 30tce
          przerobila albo slyszala: Facet ktory nadaje na nute "tylko Ty jedna, bo inne
          sa zle i mnie wykorzystywaly a ty jedna nie, bo Ty jedna inna" Mamusiu!!!
          Ratunku! Tulli, jesli Twoj Adonis jeszcze ma czelnosc po 40tym roku zycia
          stawiac sie w pozycji wykorzystywanej emocjonalnie, pokrzywdzonej OFIARY
          KOBIET, ofiary, co nie zrozumiala, dlaczego i co go w zyciu spotkalo, jesli ma
          czelnosc skarzyc sie przed Toby na poprzednie partnerki dajac Ci tym do
          zrozumienia, jakich bledow nie robic i na ktorej nodze tanczyc, to WIEJ!!!
          Panie wychowawczynie w podstawowkach juz przed tymi numerami ostrzegaly...
          przyznam, ze osobiscie nie sluchalam, trza bylo na wlasnej skorze. Nie zostawaj
          z nim, nawet jesli bardzo kochasz. Zwlaszcza, jesli bardzo kochasz. On Cie
          nawet nie musi manipulowac, on ma zarejstrowane od dziesiatkow lat ze WSZYSTKIE
          babki sa zle i chca mu zabrac pieniazki. Nie zmienisz programu, on sobie zawsze
          wyprodukuje dowod, ze ma racje, a Ciebie bedzie bolalo jak... e.... bardzo. Na
          pewno bardzo potrzebujesz fajnego zwiazku, ale to nie ten. Zapewniam Cie,
          istnieja faceci ktorzy wyrazaja sie z szacunkiem o bylych partnerkach, przy
          okazji okazujac szacunek samym sobie, i zaslugujesz na takiego, bo gdzie nie
          napiszesz, tam sie przebija Twoja przesympatyczna natura. Klne sie na maje
          doswiadczenie, NIE WARTO UPYCHAC TWOJEGO SYNA PO LUDZIACH zeby gonic do tej
          niewinnej ofiary damskiej perfidii. A na dom i pensje pluj, nawet jesli masz
          mniej niz piszesz. Przepraszam za bezposredniosc i pozdrawiam.
    • Gość: tulli dopisuje koniec historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 06:06
      otóż: przestał się praktycznie odzywać, dzwonić, kontaktować. Nie słuchał
      wyjaśnień, nie chciał dyskutować. Byłam winna, porzuciłam go w potrzebie,
      jestem beee... Po tygodniu zadzwonił, że mnie nie kocha i zrywa ze mna
      ostatecznie. Po następnym tygodniu przyjechał na chwilkę po swoje rzeczy i
      wyjawił mi, że: w tym samym dniu, kiedy miała miesjce pamiętna rozmowa, poznał
      kobietę (z dzieckiem!) z drugiego końca Polski. Wtedy, kiedy ja się miotałam w
      niepewności, oni wyjechali wspólnie z dziećmi (wszystkimi!) na ferie. Po
      powrocie on ściągnął ją do siebie do mieszkania, razem z dzieckiem. Będą
      mieszkali razem, potem wprowadzą się do domu, który szykował dla mnie. Jest
      szczęśliwy. Mówi, że myśli o ślubie z nią (ze mną wykluczał kategorycznie).
      Wierzyć mi się nie chce, to jak serial brazylijski. Przed dwoma tygodniami
      zapewniał, że mnie kocha, że mu ze mną dobrze, że zależy mu i nie chce mnie
      stracić. Cieszył się, że jesteśmy razem.
      O rany, w co ja się wpakowałam!
      Nie wiem, jak teraz mam komukolwiek uwierzyć...
      • Gość: Anka Re: dopisuje koniec historii IP: *.zetosa.com.pl 02.03.04, 23:40
        Tuli, bardzo mi przykro... Trzymaj sie dzielnie;)
        MOże teraz trudno w to uwierzyć, ale jeszcze słońce zaświeci, jeszcze
        zatańczysz taniec radosci...
        Trzymaj sie!
        Anka
    • ukosnie Tylko Klub Nieszczesnika Forumowego. 02.03.04, 23:43
      Zapraszam.
      • Gość: tulli Re: Tylko Klub Nieszczesnika Forumowego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 07:07
        e, bez przesady. Co Cie nie zabije, to cię wzmocni. Więc mów do mnie siłaczka
        • Gość: De_passage Re: Tylko Klub Nieszczesnika Forumowego. IP: 80.83.58.* 03.03.04, 08:28
          Marne pocieszenie, ale babka prawdopodobnie tez po jakims czasie dostanie
          status starej zabawki. Tylko bedzie jej o wiele gorzej (dzieci...) W sumie to
          ciesz sie, ze nie jestes na jej miejscu, jakkolwiek glupie moze Ci sie to teraz
          wydawac (aussi paradoxal que cela puisse paraître...). Zazdroszcze Ci, ze
          jestes wolna i ze potrafisz sobie tak dobrze radzic i jeszcze umiesz sie
          zakochiwac. Serdeczne pozdrowienia, Tulli.
          • pia.ed Re: Tylko Klub Nieszczesnika Forumowego. 03.03.04, 10:28
            Tulli
            Na przyszlosc nie musisz sie bac mezczyzn, ale zyj bardziej dniem
            dzisiejszym, bez daleko posunietych planow na przyszlosc.
            Faktycznie bylam troche zaskoczona kiedy najpierw zastanawialas sie nad
            wprowadzeniem sie do jego domu, a po pewnym czasie okazalo sie, ze dom
            jeszcze nie wybudowany!
    • Gość: tulli Re: i znów nie przyjechał IP: *.pgi.waw.pl 03.03.04, 13:32
      tak, to bardzo brzydko, ale nie mogę przestać się uśmiechać na myśl, jak on -
      zapracowany egoista i egocentryk, ponad wszystko ceniący wygodę, będzie
      mieszkał przez jakiś czas w dwóch pokojach z nią i jej małym dzieckiem.
      Ja już to przebolałam i mam nadzieję więcej nie pisać na forum w tonie:
      ratunku, tonę!
      Dziękuję wam za pomoc - naprawdę mi pomogły wasze opinie
      • jmx Re: i znów nie przyjechał 04.03.04, 01:38

        No cóż... Powiem wprost - pisząc tutaj wcześniej nie spodziewałam się takiego
        obrotu spraw...

        Pozdrawiam i chyba nie ma co żałować zakończenia takiej "miłości".
        Trzymaj się :-)
        • Gość: tulli Re: i znów nie przyjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.04, 07:39
          dziekuje, trzymam się. Prawdę mówiąc, dociera do mnie powoli, jakiego w co nie
          wdepnęłam. To by się stało wcześnij czy później, a za rok, dwa byłoby mi się
          trudniej z tego otrząsnąć.
          teraz nie zwracam się do niego inaczej jak Lord Farquad - wiecie, ten niski
          gość ze Shreka, który chciał sobie zbudować idealne królestwo.
          Ale to juz nieważne...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka