Dodaj do ulubionych

Nienawisc...

03.01.04, 22:51
...z czego wynika?
Obserwuj wątek
    • Gość: Oleńka Re: Nienawisc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 22:54
      Jest wysublimowaną formą agresji, ale lepsze jest pytanie o katalizator.
      Niemniej to już raczej jutro :)

      gf
      • kwieto Re: Nienawisc... 04.01.04, 10:46
        Katalizator ma az takie znaczenie?

        Moim zdaniem jest nieistotny, agresja/nienawisc zawsze sobie jakis znajdzie - nie ten to inny.
        • Gość: Oleńka Re: Nienawisc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 16:07
          Nie - katalizator nigdy nie jest przypadkowy.

          Nienawiść ma źródło w agresji, a bez agresji istnienie przyrody nie byłoby
          możliwe. A my mamy ładne maski i nawet porcelanę wymyśliliśmy i wydaje nam się,
          że sami jesteśmy tym, co wymyśliliśmy.
          • ta Re: Nienawisc... 04.01.04, 17:05
            Nienawiść to emocja, agresja to działanie z niej ( ale nie tylko z niej)
            wypływające. Można stać się agresywnym np. w obronie własnej w przypadku
            bezpośredniego zagrożenia życia, a sztuki samoobrony wręcz zachęcają do
            wyuczenia się wzbudzania w sobie agresji w razie napaści.

            Nienawiść to świat emocji, agresja to narzędzie.

            Tak mi się widzi, za co z góry profesjonalnych psychologów przepraszam
            i upraszam o ew. sprostowania.

            Dotąd nie udało mi się "nienawidzić", co poczytuję sobie za szczęście, i niech
            tak zostanie.

            Ta_
          • kwieto Re: Nienawisc... 04.01.04, 17:32
            > Nie - katalizator nigdy nie jest przypadkowy.

            Dlaczego?

            > Nienawiść ma źródło w agresji,

            Nie sadze. Raczej odwrotnie, agresja jest pochodna nienawisci.

            > bez agresji istnienie przyrody nie byłoby możliwe

            Dlaczego?
            Mowisz o zabijaniu przez miesozercow? Tylko czy miesozerca jest tak naprawde agresywny? On
            zabija by przetrwac, agresja kojarzy mi sie jednak z czyms innym

            > A my mamy ładne maski i nawet porcelanę wymyśliliśmy i wydaje nam się, że sami jesteśmy tym,
            > co wymyśliliśmy.

            "My", czyli kto?
    • Gość: Imagine Re: Nienawisc... IP: *.adsl.navix.net 03.01.04, 23:00
      nienawisc do innych wynika z nienawisci do samego siebie. dokladnie to co
      nam przeszkadza u innych, znajdziemy u siebie. dlaczego egzystencja podsyla nam
      na nasze lustra ? bo latwiej zauwazyc cos "przed" soba niz w sobie. cala
      sztuka polega na uswiadomieniu sobie tego faktu.
      Imagine.
      • walonek_komandosa Re: Nienawisc... 03.01.04, 23:27
        Gość portalu: Imagine napisał(a):

        > nienawisc do innych wynika z nienawisci do samego siebie. dokladnie to co
        > nam przeszkadza u innych, znajdziemy u siebie. dlaczego egzystencja podsyla
        nam
        > na nasze lustra ? bo latwiej zauwazyc cos "przed" soba niz w sobie. cala
        > sztuka polega na uswiadomieniu sobie tego faktu.
        > Imagine.

        to juz bylo, i to tyyyleee razy!!! powoli zamienia sie w banal
      • kwieto Re: Nienawisc... 04.01.04, 10:49
        Czyli projekcja?
        Jak myslisz, na ile nienawidzacy zdaje sobie sprawe ze projektuje?
        Zawsze mnie ciekawilo to, ze nienawidzacy czestokroc sie wywyzszaja, staraja ponizyc swoich
        "przeciwnikow". Z drugiej strony, sa od nich silnie uzaleznieni, reaguja na kazda "zaczepke"
        (chocby istniala tylko w ich wyobrazni)
        • co_dzienna Re: Nienawisc... 06.01.04, 11:57
          A jak się przed nienawiścią bronić?
          Co zrobić, by nie dać się zniszczyć?
          Jak żyć, by nienawiść kogoś bliskiego nie dławiła aż tak bardzo.
          • ziemiomorze Re: Nienawisc... 06.01.04, 14:36
            co_dzienna napisała:

            > A jak się przed nienawiścią bronić?
            > Co zrobić, by nie dać się zniszczyć?
            > Jak żyć, by nienawiść kogoś bliskiego nie dławiła aż tak bardzo.

            Ja to wczoraj w innym watku opisywalam, ale jest rozsadna metoda.
            Poczekaj - wytne i wkleje:
            Ja ostatnio spotkalam sie z ciekawym dosc spojrzeniem na 'zle' emocje. Praca z
            nimi polega na zauwazeniu ich i nawiazaniu z nimi kontaktu, a potem
            uruchomienia przeciwstawnego, rownowazacego uczucia z grupy 'dobrych' (np przy
            odczuwaniu niecheci uruchomic wspolczucie, przy leku o przyszlosc - nadzieje,
            itp).
            I rozpuszczac to niby 'zle' w tym niby 'dobrym'.

            Nie wiem, czy to jset jasne, bo wyciete z kontekstu paromiesiecznej dyskusji?

            zetta
            • co_dzienna Re: Nienawisc... 06.01.04, 22:02
              OK.
              Ale jak rozpuścić złe czyjeś emocje wobec mnie??
              Z sympatii rodzi się nienawiść, czy to można odwrócić??
              • kwieto Re: Nienawisc... 06.01.04, 23:10
                Na czyjes emocje nie mozesz wplynac. Ale przeciez nie chodzi Ci o to co czuje ten ktos, a raczej
                jak Ty odbierasz jego/jej nienawisc, jak Ty sobie z tym radzisz.
                Czyli wracamy do Twoich emocji, jednak.
                Mysle ze da sie sprawic, by czyjas nienawisc nie dotykala tak bardzo.
                • ziemiomorze Re: Nienawisc... 07.01.04, 00:42
                  kwieto napisał:
                  [...]
                  > Mysle ze da sie sprawic, by czyjas nienawisc nie dotykala tak bardzo.

                  "Jesli nie moge zmienic rzeczy, moge zmienic swoj stosunek do rzeczy"

                  z.
                • co_dzienna Re: Nienawisc... 07.01.04, 16:36
                  :) Skoro nienawidzi, to już wpłynęłam na te emocje w jakiś sposób.
                  Najbardziej chciałabym wiedzieć "dlaczego" nienawidzi, skąd to się wzięło,
                  dotrzeć do źródła. Ale to chyba niemożliwe.
                  Moje emocje? Ciągle wierzę, że to można zmienić, wyleczyć :)
                  Nie radzę sobie. Jak sprawić by to nie dotykało, jeśli mi na osobie zależy??
                  Gdybym potrafiła znienawidzić i odłączyć się "na zawsze" - ale nie umiem.
                  Jak to zrobić by nie bolało?
                  • ziemiomorze Re: Nienawisc... 07.01.04, 16:49
                    co_dzienna napisała:

                    > :) Skoro nienawidzi, to już wpłynęłam na te emocje w jakiś sposób.
                    > Najbardziej chciałabym wiedzieć "dlaczego" nienawidzi, skąd to się wzięło,
                    > dotrzeć do źródła. Ale to chyba niemożliwe.

                    "Chyba" - wiec jednak mozliwe? :-)

                    > Moje emocje? Ciągle wierzę, że to można zmienić, wyleczyć :)

                    Wierze, ze zawsze istnieje taka mozliwosc. Teoretyczna - bo ta osoba musialaby
                    tego chcec.

                    > Nie radzę sobie. Jak sprawić by to nie dotykało, jeśli mi na osobie zależy??

                    A probowalas z ta osoba wspolczuc?

                    > Gdybym potrafiła znienawidzić i odłączyć się "na zawsze" - ale nie umiem.
                    > Jak to zrobić by nie bolało?

                    Myslisz, ze znienawidzenie by pomoglo?
                    Mi sie wydaje, ze jesli kogos nienawidzisz, to musisz go nosic ze soba caly
                    czas, czuc jego oddech na karku.
                    Stale wydawanie energii na rzecz kogos, do kogo czujesz niechec. Podsycanie
                    zaru w piecu, w ktorym nic nie upieczesz.

                    No i "stajemy sie tacy, jak nasi wrogowie" - bo, zeby kogos pokonac (a
                    nienawisc to walka), trzeba sie nauczyc myslec tak jak on i przewidywac jego
                    kroki. Patrzec jego oczami.

                    Brr,
                    zetta


                    • co_dzienna Re: Nienawisc... 07.01.04, 18:47
                      > "Chyba" - wiec jednak mozliwe? :-)

                      ;-) czasem pojawiają się cuda... typu swięty na szkle, itp ;-)

                      > A probowalas z ta osoba wspolczuc?

                      nie i nie wiem co to znaczy, próbowałam rozmawiać wyjaśniać, pytać. może
                      niepotrzebnie, może zbyt wiele.

                      > Myslisz, ze znienawidzenie by pomoglo?

                      chyba tak, bo nienawiść to widzenie negatywów, możność powiedzenia sobie, że
                      coś jest złe. a jak złe, to niepotrzebne, trzeba odrzucić.

                      > Mi sie wydaje, ze jesli kogos nienawidzisz, to musisz go nosic ze soba caly
                      > czas, czuc jego oddech na karku.

                      nie cały czas, do momentu uwolnienia się od niego.

                      > No i "stajemy sie tacy, jak nasi wrogowie" - bo, zeby kogos pokonac (a
                      > nienawisc to walka), trzeba sie nauczyc myslec tak jak on i przewidywac jego
                      > kroki. Patrzec jego oczami.

                      tak było i on mi to robił. Zna mnie dobrze, wiedział co mnie boli (bo o tym
                      mówiłam wcześniej) i zadawał ból. Miałam wrażenie, że to mu sprawiało radość.
                      bawił się tym, ze może mną manipulować. mówił coś, robił coś i czekał na
                      reakcję. Ja czyms go zraniłam, zapewne do krwi ostatniej, no i się mścił. A ja
                      przez ten cały czas nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że ktoś
                      może być tak okrutny. Ciągle myślałam, ze to minie, ze zrozumie, bo nie
                      zrobiłam nic celowo, z rozmysłem. Nie miało to znczenia. On działał z rozmysłem.
                      :)
                      zastanawiałam się czym go aż tak skrzywdziłam, pytałam, ale się nie
                      dowiedziałam, a zrobiłabym wiele, by to naprawić.

                      • kwieto Re: Nienawisc... 07.01.04, 20:43
                        > > A probowalas z ta osoba wspolczuc?
                        >
                        > nie i nie wiem co to znaczy, próbowałam rozmawiać wyjaśniać, pytać. może
                        > niepotrzebnie, może zbyt wiele.

                        Nie wiesz co znaczy wspolczucie??


                        > chyba tak, bo nienawiść to widzenie negatywów, możność powiedzenia sobie, że
                        > coś jest złe. a jak złe, to niepotrzebne, trzeba odrzucić.

                        Nienawisc to falszowanie rzeczywistosci. Obojetnie czy klamstwem, czy dostrzeganiem tylko
                        polowy. Prosta negacja to zwykle kiepski wybor - nic nie wynika oprocz wiekszego niezrozumienia,
                        cierpienia.

                        > nie cały czas, do momentu uwolnienia się od niego.

                        Powiedzmy ze za kazdym razem kiedy zobaczysz dana osobe, albo przypomnisz sobie, albo ktos/
                        cos przypomni... to duzo. Mozna nienawidzic umarlych, dlugo, dlugo po ich smierci.
                        Nienawisc raczej nie uwalnia a wrecz przywiazuje.


                        > zastanawiałam się czym go aż tak skrzywdziłam, pytałam, ale się nie
                        > dowiedziałam, a zrobiłabym wiele, by to naprawić.

                        Moze nie Ty? Moze kto inny, a on to sobie na Tobie jedynie odbijal?
                        Ziemiomorze mowi bardzo sluszna rzecz - uruchom wspolczucie. Tak naprawde watpie by jemu
                        bylo z tym dobrze. Radosc? Byc moze, ale raczej krotka, chwilowa. By cos zagluszyc. No wlasnie -
                        co?
                        • co_dzienna Re: Nienawisc... 08.01.04, 10:42
                          wiem co znaczy współczucie, nie rozumiem tego w moim, konkretnym wypadku. Nie
                          wiem jak miałabym to robić.
                          Ja nie chce tak naprawde nikogo nienawidzic.
                          • ziemiomorze Re: Nienawisc... 08.01.04, 14:44
                            co_dzienna napisała:

                            > wiem co znaczy współczucie, nie rozumiem tego w moim, konkretnym wypadku. Nie
                            > wiem jak miałabym to robić.

                            zobacz jego bol? zal? zlosc? rozzalenie? cierpienie? Zobacz i o ile to mozliwe
                            i on bedzie chcial cie sluchac, powiedz mu to.

                            > Ja nie chce tak naprawde nikogo nienawidzic.

                            Czucie nienawisci jest ok, naprawde tak mysle. Na uczucia nie ma rady - mozna
                            je tylko zauwazyc i powiedziec sobie samej 'tak, nienawidze'.
                            Ale nie sadze, aby bylo dobre wzbudzanie w sobie nienawisci do kogos po to,
                            zeby o nim zapomniec. Nie tedy droga.

                            zetta

                            PS w moim poscie wyzej mialo byc 'czuje sie z tym fatalnie' a nie 'nie czuje
                            sie z tym fatalnie', sorry.
                      • ziemiomorze Re: Nienawisc... 08.01.04, 14:38
                        co_dzienna napisała:

                        [wspolczuc z kims]
                        > nie i nie wiem co to znaczy, próbowałam rozmawiać wyjaśniać, pytać. może
                        > niepotrzebnie, może zbyt wiele.

                        Mysle, ze czasami tez moze chodzic nie tylko o 'ile', ale i o 'jak'.
                        Nie ma nienawisci bez powodu - w mojej opinii bierze sie ona z poczucia
                        glebokiego skrzywdzenia. Jesli ktos jest skrzywdzony, a wyda mu sie, ze obiekt
                        nienawisci zachowuje sie niedelikatnie, to to z pewnoscia nie wystarczy.

                        Nie jestem psychologiem-terapeuta, tylko amatorka i prosze Cie, abys moje
                        wypowiedzi traktowala sceptycznie. Ja bym w takim wypadku starala sie przekazac
                        mniej wiecej taki komunikat temu komus: 'widze, ze czujesz sie skrzywdzony, i
                        to bardzo powaznie. nie czuje sie z tym fatalnie - tym bardziej, ze nie do
                        konca rozumiem, o co chodzi. nadal mi na tobie zalezy (potrzebuje cie, etc), i
                        jestem w stanie duzo zrobic, zeby naprawic to, co jest miedzy nami. prosze'.
                        Cos takiego - dalabym tej osobie do zrozumienia, ze widze (choc niekoniecznie
                        rozumiem), co przezywa, ze jest dla mnie wazna i dlaczego i ze chce to zmienic.
                        I poprosic o pomoc w tym, to wazne.
                        Aha - jej dac czas, a samemu sie uzbroic w cierpliwosc, bo nienawisc zaslepia i
                        czasem trzeba czekac.

                        [nienawisc jako lekarstwo]
                        > chyba tak, bo nienawiść to widzenie negatywów, możność powiedzenia sobie, że
                        > coś jest złe. a jak złe, to niepotrzebne, trzeba odrzucić.

                        NIenawisc zalatwia sprawe tylko pozornie.
                        Pozostaje nie tylko ona (gdzies tam sie klebiaca), ale i poczucie straty,
                        zmarnowanej szansy, zalu, mysli 'a co by bylo gdyby nie' itd.

                        > nie cały czas, do momentu uwolnienia się od niego.

                        Nadal - nie sadze, aby byl to sposob na uwolnienie - raczej wrecz przeciwnie, o
                        czym napisalam (ze sie znienawidzona osobe 'nosi' w sobie).
                        No i - czy taka strategia czegos Cie nauczy?
                        Tylko ucieczki i tylko umiejetnosci pozornego odcinania sie od tego, co bolesne.

                        > tak było i on mi to robił. Zna mnie dobrze, wiedział co mnie boli (bo o tym
                        > mówiłam wcześniej) i zadawał ból. Miałam wrażenie, że to mu sprawiało
                        radość.
                        > bawił się tym, ze może mną manipulować. mówił coś, robił coś i czekał na
                        > reakcję. Ja czyms go zraniłam, zapewne do krwi ostatniej, no i się mścił. A
                        ja
                        > przez ten cały czas nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że ktoś
                        > może być tak okrutny. Ciągle myślałam, ze to minie, ze zrozumie, bo nie
                        > zrobiłam nic celowo, z rozmysłem. Nie miało to znczenia. On działał z
                        rozmysłem.

                        Wazne jest wiedziec, czego sie chce.
                        Albo Ci zalezy na tym czlowieku (i wtedy przemysl, co jak i ile mozesz zrobic,
                        aby naprawic wasze stosunki - i jak mialyby one wygladac), albo nie - i wtedy
                        daj sobie siana, to se nevrati, a on nie wart lez. Ale bez nienawisci.

                        > zastanawiałam się czym go aż tak skrzywdziłam, pytałam, ale się nie
                        > dowiedziałam, a zrobiłabym wiele, by to naprawić.

                        To naturalne, ze czasem zdarza nam sie nienawidzic - ale sama nienawisc
                        zostawia zgliszcza i trupy. Jak widac.

                        Trzymaj sie,
                        zetta
                  • kwieto Re: Nienawisc... 07.01.04, 20:35
                    To co mowie - skupic sie na swoich odczuciach, wejsc w nie i pokombinowac skad sie biora.
                    Znienawidzenie to srednia metoda - problem zostaje, tyle ze miast u jednej, to u dowoch osob.

                    Jego emocje sa w gruncie rzeczy nieistotne, w koncu to Ciebie boli, prawda?
                    • co_dzienna Re: Nienawisc... 13.01.04, 09:55
                      Jego emocje też są istotne. Bo jeśli to faktycznie ja go skrzywdziłam, a w
                      niedoskonalości swojego umyslu tego nie dostrzegam do końca, to cierpię
                      przecież przez to. Problemem dla mnie jest by on mnie nie nienawidził, wtedy i
                      on i ja nie bedziemy cierpieć.
                      Nienawiść jak i inne uczucia gaśnie z czasem. Brak kontaktu, przygłuszenie
                      emocji, aż w końcu zapomnienie.
                      Czy to się może udać?
        • ziemiomorze Re: Nienawisc... 06.01.04, 14:30
          kwieto napisał:

          > Czyli projekcja?
          > Jak myslisz, na ile nienawidzacy zdaje sobie sprawe ze projektuje?
          > Zawsze mnie ciekawilo to, ze nienawidzacy czestokroc sie wywyzszaja, staraja
          po
          > nizyc swoich
          > "przeciwnikow". Z drugiej strony, sa od nich silnie uzaleznieni, reaguja na
          kaz
          > da "zaczepke"
          > (chocby istniala tylko w ich wyobrazni)

          To taki system chronienia siebie.
          Klasyczni "umniejszacze" maja system wlasnej wartosci nie zintegrowany - na
          zewnatrz. Jesli miara wlasnej wartosci sa inni, albo zewnetrze (fura & komora),
          to takiej dziury nie da sie wypelnic (bo im wiecej sie ma, tym lepiej sie
          widzi, ze to nie o to chodzi).
          I stad umniejszanie - jesli nie moge sie poczuc lepsza, moge chociaz sprawic,
          ze inni beda gorsi.

          W sumie to bardzo smutne - z nienawiscia ma najmniej wspolnego (ta emocja jest
          zupelnie na koncu, a przed nia jest lek, niepewnosc, brak bezpieczenstwa,
          samotnosc, brak poczucia wlasnej wartosci - cala smutna litania)

          zetta
          • kwieto Re: Nienawisc... 06.01.04, 23:13
            Wiem. wlasciwie mysle ostatnio, ze zdecydowana wiekszosc zachowan ludzkich da sie sprowadzic
            do prostego problemu lubie/nie lubie, albo jestem lubiany/nielubiany.
            Zastanawiam sie tez na ile tak jest, a na ile wynika to z jakiejs (jakiej?) mojej prywatnej fiksacji
            • ziemiomorze Re: Nienawisc... 07.01.04, 01:04
              kwieto napisał:

              > Wiem. wlasciwie mysle ostatnio, ze zdecydowana wiekszosc zachowan ludzkich da
              s
              > ie sprowadzic
              > do prostego problemu lubie/nie lubie, albo jestem lubiany/nielubiany.
              > Zastanawiam sie tez na ile tak jest, a na ile wynika to z jakiejs (jakiej?)
              moj
              > ej prywatnej fiksacji

              Na otarcie lez: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=6897000&a=6897000
              (napisalam kiedys, bo sie wkurzylam na jeden wyimaginowany problem. I dobrze,
              bo musialam pokopac w literaturze).
              Oczywiscie, problem siega glebiej, do nieuswiadamianych, utajonych emocji, i
              znaczen afektywnych roznych automatyznow (uprzedzen i stereotypow np).

              Generalnie chce powiedziec tyle, kwieto, ze sie z Toba zgadzam - afekt rullezz.

              No jakze mogloby byc inaczej
              ;-)
              zetta
              • kwieto Re: Nienawisc... 07.01.04, 08:08
                No, ale to temat nieco z boku. Niezaleznie od tego czy "afekt rules", tych afektow cale mnostwo do
                wyboru. Dlaczego akurat lubie/nie lubie mialoby byc dominujace?
                Az tak prosty jest swiat?
                • ziemiomorze Re: Nienawisc... 07.01.04, 09:43
                  kwieto napisał:

                  > No, ale to temat nieco z boku. Niezaleznie od tego czy "afekt rules", tych
                  afek
                  > tow cale mnostwo do
                  > wyboru. Dlaczego akurat lubie/nie lubie mialoby byc dominujace?
                  > Az tak prosty jest swiat?

                  Jak mowia w jednej mojej ulubionej wsi: No.

                  No prosty jest.
                  Bo ten afekt, w kontekscie 'afektywne - deskryptywne' taki wlasnie prosty jest,
                  to _jest_ 'lubie - nie lubie' (ew. w roznych natezeniach, od 'nienawidze -
                  uwielbiam', do 'moze byc - zabierzcie to stad lepiej').
                  'Lubie - nie lubie' jest matka, jesli nie macica, calej reszty.
                  I nikt nie wie, chocby nie wiem jak sie natezal, co jest pierwsze - poznanie
                  ('co to?', 'jakie to jest?') czy afekt ('lubie to?', 'podoba mi sie?').
                  Bo tak: niby, zeby poczuc niechec lub uwielbienie, trzeba to poznac - logiczne.
                  Tymczasem reakcje afektywne sa natychmiastowe, i, w swojej znakomitej
                  wiekszosci, poza nasza swiadomoscia, a przez to kontrola poznania.

                  Jak przejde na emeryture, to sobie poczytam o automatyzmach,
                  zetta

                  PS. Piekny dzien, co? Kazdy detal obszyty merezka, zima czasem rozrzutniejsza
                  od jesieni.
                  • kwieto Re: Nienawisc... 07.01.04, 20:47
                    A mi sie wierzyc w ta prostote nie chce, wesze tu jakies oszustwo (wracamy do nieufnosci, i
                    zapierania sie przed tym, ze oswiecenie to fikcja - ktory to raz?)

                    Lubienie pierwsze - zgoda. Ale dlaczego az tak istotne? Pierwsze nie musi oznaczac "wytyczajace
                    droge calej reszcie". przesunalbym natomiast akcent nieco w kierunku "jestem lubiany/nielubiany".
                    Zabieganie o bycie lubianym.

                    > PS. Piekny dzien, co? Kazdy detal obszyty merezka, zima czasem rozrzutniejsza
                    > od jesieni.

                    :")
                    • ziemiomorze Re: Nienawisc... 08.01.04, 14:54
                      kwieto napisał:

                      > A mi sie wierzyc w ta prostote nie chce, wesze tu jakies oszustwo (wracamy do
                      n
                      > ieufnosci, i
                      > zapierania sie przed tym, ze oswiecenie to fikcja - ktory to raz?)

                      Pomysl, jesli i Ty, jak ja, bylbys przywiazany do idei reiknarnacji, moglibysmy
                      sie zastanawiac, ile razy w ciagu, powiedzmy, ostatnich 10 tysiecy lat zesmy go
                      walkowali.
                      ;-)

                      > Lubienie pierwsze - zgoda. Ale dlaczego az tak istotne? Pierwsze nie musi
                      oznac
                      > zac "wytyczajace
                      > droge calej reszcie".

                      Nic nic nie musi, ktos madry to tu napisal jakis czas temu ;-)
                      Mysle, ze ten model (model! to tylko model!) ma sens. Z punktu widzenia
                      socjobiologicznego chociazby - reakcja 'lubie - nie lubie' jest pierwotna,
                      zwierzeca nawet. Impuls i albo w nogi, albo jesc/kopulowac.
                      'Wytyczajace droge calej reszcie' - czemu nie? Glownie dlatego, ze jest
                      zupelnie automatyczne i zupelnie podswiadome (stad nazwa 'procesy utajone').
                      Jeden sympatyczny naukowiec z USA, niejaki Greenwald, zajal sie automatyzmami
                      utajonymi i skonstruowal nawet przesprytny test na nie. Okazuje sie, ze
                      uprzedzenia deklarowane (swiadome) czesto maja sie nijak do utajonych.
                      Jesli wrzucisz w przegladarke 'Greenewald' (chyba Anthony, albo Tony) i "IAT",
                      to one moze gdzies tam jeszcze sa w sieci.

                      Mimo badan i perspektywy, ktora Greenewald rozwinal, nadal nie do konca
                      wiadomo, jak wielki wplyw maja procesy utajone na nasze zachowanie. Na prosty
                      rozum, to mi sie wydaje, ze duzo.

                      przesunalbym natomiast akcent nieco w kierunku "jestem lu
                      > biany/nielubiany".
                      > Zabieganie o bycie lubianym.

                      A, tu juz chyba w gre wchodza inne mechanizmy? Realizowanie potrzeb raczej.

                      zetta
                      • kwieto Re: Nienawisc... 08.01.04, 19:03
                        > Pomysl, jesli i Ty, jak ja, bylbys przywiazany do idei reiknarnacji, moglibysmy
                        > sie zastanawiac, ile razy w ciagu, powiedzmy, ostatnich 10 tysiecy lat zesmy go
                        > walkowali.

                        Wiesz, moje lepsze pol umowilo sie z jakims kumplem bodaj za 800 lat gdzies tam (juz nie
                        pamietam dlaczego) :"PP


                        > Nic nic nie musi, ktos madry to tu napisal jakis czas temu ;-)
                        > Mysle, ze ten model (model! to tylko model!) ma sens. Z punktu widzenia
                        > socjobiologicznego chociazby - reakcja 'lubie - nie lubie' jest pierwotna,
                        > zwierzeca nawet. Impuls i albo w nogi, albo jesc/kopulowac.

                        uhm...

                        > 'Wytyczajace droge calej reszcie' - czemu nie? Glownie dlatego, ze jest
                        > zupelnie automatyczne i zupelnie podswiadome (stad nazwa 'procesy utajone').
                        > Jeden sympatyczny naukowiec z USA, niejaki Greenwald, zajal sie automatyzmami
                        > utajonymi i skonstruowal nawet przesprytny test na nie. Okazuje sie, ze
                        > uprzedzenia deklarowane (swiadome) czesto maja sie nijak do utajonych.
                        > Jesli wrzucisz w przegladarke 'Greenewald' (chyba Anthony, albo Tony) i "IAT",
                        > to one moze gdzies tam jeszcze sa w sieci.

                        Sprobuje, ciekawe. Chetnie bym sobie sprawdzil :"P

                        > Mimo badan i perspektywy, ktora Greenewald rozwinal, nadal nie do konca
                        > wiadomo, jak wielki wplyw maja procesy utajone na nasze zachowanie. Na prosty
                        > rozum, to mi sie wydaje, ze duzo.

                        Tez tak mysle... Bo nie jestesmy w stanie ich kontrolowac (czy nawet zauwazyc) a zarazem
                        przecietny czlowiek pono wieksza czesc czasu funkcjonuje na "autopilocie"...

                        > A, tu juz chyba w gre wchodza inne mechanizmy? Realizowanie potrzeb raczej.

                        No wiec wlasnie. Ale czy np pracocholik pracuje bo lubi, czy dlatego ze chce byc lubiany (wazny?)
                        • ziemiomorze Re: Nienawisc... 09.01.04, 16:41
                          kwieto napisał:
                          > Wiesz, moje lepsze pol umowilo sie z jakims kumplem bodaj za 800 lat gdzies
                          > tam (juz nie pamietam dlaczego) :"PP

                          To szybko tej karmy nie zakoncza, biedactwa.

                          [greenewald]
                          > Sprobuje, ciekawe. Chetnie bym sobie sprawdzil :"P

                          I co?

                          > Tez tak mysle... Bo nie jestesmy w stanie ich kontrolowac (czy nawet
                          > zauwazyc) a zarazem
                          > przecietny czlowiek pono wieksza czesc czasu funkcjonuje na "autopilocie"...

                          Bo sie nie da inaczej. To znaczy - nie da sie wywalic tego pilota w diably.
                          Warto natomiast wiedziec o jego istnieniu - zwlaszcza kiedy jest sie z
                          tych 'afektywnych' a nie 'deskryptywnych' bardziej.

                          > No wiec wlasnie. Ale czy np pracocholik pracuje bo lubi, czy dlatego ze chce
                          > byc lubiany (wazny?)

                          Wg mnie, popadanie w nalogi nie uzalezniajace od pierwszego razu (jak niektore
                          twarde narkotyki), to proba zagluszania bolu. Zamiast strzelic sobie w leb albo
                          popasc w obled, czlowiek - calkiem rozsadnie - wybiera nalog.
                          Pracoholik wiec pracuje bo musi.

                          zetta
                          • kwieto Re: Nienawisc... 12.01.04, 23:56
                            > [greenewald]
                            > > Sprobuje, ciekawe. Chetnie bym sobie sprawdzil :"P
                            >
                            > I co?

                            Znalazlem. Jeszcze sie nie wczytalem

                            > Bo sie nie da inaczej. To znaczy - nie da sie wywalic tego pilota w diably.

                            Tak, i dlatego nadal bedziemy sie lapac na chwyty marketingowe, nawet znajac je na przelot :")

                            > Warto natomiast wiedziec o jego istnieniu - zwlaszcza kiedy jest sie z
                            > tych 'afektywnych' a nie 'deskryptywnych' bardziej.

                            Czemu akurat tak? Myslisz ze deskryptywnym latwiej, bo sa w stanie sobie wytlumaczyc?

                            > Wg mnie, popadanie w nalogi nie uzalezniajace od pierwszego razu (jak niektore
                            > twarde narkotyki), to proba zagluszania bolu. Zamiast strzelic sobie w leb albo
                            > popasc w obled, czlowiek - calkiem rozsadnie - wybiera nalog.
                            > Pracoholik wiec pracuje bo musi.

                            No tak, ale skad bol?
                            Mam dziwne wrazenie, ze pracuje dlatego by byc lubiany (przynajmniej tak mu sie wydaje), albo
                            dlatego ze nie jest lubiany - i zaglusza w ten sposob poczucie odrzucenia.
    • meteoryty a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 03.01.04, 23:36
      nawet, gdy popsuje watek.

      - Nie wiem.

      chyba raczej do nikad.
      • Gość: Oleńka Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 00:01
        do obalenia starego porządku lub do klęski ;)
        • meteoryty w polityce, z pewnoscia tak, 04.01.04, 01:46
          a w zyciu osobistym?

          tu nie ma juz tej prostej zaleznosci.
          • Gość: Oleńka Re: w polityce, z pewnoscia tak, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 16:02
            > a w zyciu osobistym?
            >
            > tu nie ma juz tej prostej zaleznosci.

            w życiu osobistym należy obalać porządki bez nienawiści :)
      • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 04.01.04, 10:54
        Dlaczego brutalny i dlaczego "popsuje watek"?
        To dokad nienawisc zmierza to tez ciekawy temat.

        Tez mysle ze do nikad. Dlatego zastanawia mnie jej powszechnosc. Tej rasowej, mniejszosciowej,
        rowniez tej do sasiadow.
        Nienawisc pochodna zazdrosci? Ale czego zazdroscic murzynom czy gejom? Ludzie jak inni
        przecie...

        Dam jeszcze jedna zagwozdke: czasem bawi mnie "nakrecanie" czyjejs nienawisci. Obserwowanie
        miotania sie. Pekania, wybuchow. Dziwne to hobby, jak myslisz - jaki jest powod?
        • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 06.01.04, 16:55
          kwieto napisał:

          > Dam jeszcze jedna zagwozdke: czasem bawi mnie "nakrecanie" czyjejs
          nienawisci.
          > Obserwowanie
          > miotania sie. Pekania, wybuchow. Dziwne to hobby, jak myslisz - jaki jest
          powod
          > ?

          A czemu ludzie gapia sie na wypadki drogowe? To sposob oswojenia - wlasnego
          leku albo wlasnego potwora.
          No i mozna sobie ladowac poczucie waznosci - ten tu sie miota, bo go
          podpuscilam, a ja nic, kul, mnie to nie rusza.
          Pisze o sobie, oczywiscie ;-)

          zetta
          • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 06.01.04, 23:15
            Chyba nie tak jednak. Bo ja "nakrecam" wtedy gdy widze, ze inne dzialanie nie przynosi efektu.
            Moze po prostu sie zloszcze i "odgrywam", bo ktos nie chcial przyjac ode mnie pomocy (a w
            kazdym razie tego co ja uwazam za pomoc)?
            • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 01:10
              kwieto napisał:

              > Chyba nie tak jednak. Bo ja "nakrecam" wtedy gdy widze, ze inne dzialanie nie
              > przynosi efektu.
              > Moze po prostu sie zloszcze i "odgrywam", bo ktos nie chcial przyjac ode mnie
              > pomocy (a w
              > kazdym razie tego co ja uwazam za pomoc)?

              Narecze pytan:
              a kto Cie prosi o pomoc?
              czemu jej chcesz udzielac?
              co Ci to robi?
              i tak - co Ty uwazasz za pomoc?

              Mi - bo sadze innych podlug swojej jaszczurczej natury - chec pomocy moze
              wygladac np na sprytna racjonalizacje.

              No ale znowu pisze o sobie :-)
              zetta
              • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 08:05
                > Narecze pytan:
                > a kto Cie prosi o pomoc?
                > czemu jej chcesz udzielac?
                > co Ci to robi?
                > i tak - co Ty uwazasz za pomoc?

                Nie lubie patrzec jak ktos sie meczy?

                > Mi - bo sadze innych podlug swojej jaszczurczej natury - chec pomocy moze
                > wygladac np na sprytna racjonalizacje.

                I zapewne nia jest, bo czlowiek sie meczacy, meczy rowniez mnie, poniekad :"))
                • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 09:34
                  kwieto napisał:
                  > Nie lubie patrzec jak ktos sie meczy?

                  Dlaczego nie? Ok, nie bede sie czepiac, bo to rozumiem.
                  Ale dla mnie to wyglada tak (popraw, jesli sie myle): ktos sie meczy -> kwieto
                  oferuje pomoc -> pomoc nieprzyjeta -> kwieto staje sie zlosliwy

                  Tak?
                  Jesli tak, byc moze jest tak, ze trudno Ci zaakceptowac swoja bezradnosc.
                  Warto sobie uswiadamiac takie rzeczy i przygarnac te bezradnosc, oswoic z jej
                  obecnoscia. I - hihi - rozpuscic.
                  Tak czy siak - witaj w klubie :-)

                  > I zapewne nia jest, bo czlowiek sie meczacy, meczy rowniez mnie, poniekad :"))

                  A pisales jakos ostatnio, o ile mnie pamiec nie myli, ze wrazliwcy budza Twoja
                  nieufnosc?
                  :-)
                  zetta
                  • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 20:50
                    > Tak?
                    > Jesli tak, byc moze jest tak, ze trudno Ci zaakceptowac swoja bezradnosc.
                    > Warto sobie uswiadamiac takie rzeczy i przygarnac te bezradnosc, oswoic z jej
                    > obecnoscia. I - hihi - rozpuscic.
                    > Tak czy siak - witaj w klubie :-)

                    To jest jakis pomysl :")
                    Ja raczej odbieralem to na zasadzie chochlika, wolajacego nad uchem: "temu i tak nic nie
                    zaszkodzi, ani nie pomoze, wlasciwie czemu mam sie przejmowac?"
                    Odreagowywanie wiec moze?

                    > A pisales jakos ostatnio, o ile mnie pamiec nie myli, ze wrazliwcy budza Twoja
                    > nieufnosc?

                    Uhm, ale czlowiek sie meczacy meczy rowniez mnie, wiec raczej nie wrazliwosc a wygodnictwo :"P
                • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 14:24
                  kwieto napisał:

                  > > Narecze pytan:
                  > > a kto Cie prosi o pomoc?
                  > > czemu jej chcesz udzielac?
                  > > co Ci to robi?
                  > > i tak - co Ty uwazasz za pomoc?
                  >
                  > Nie lubie patrzec jak ktos sie meczy?

                  Pracy mam akurat duzo, ale nudnej, uwaga ciagle ucieka, wiec sie przywleklam z
                  nowa perspektywa na sytuacje.

                  Ktos robi cos ->kwieto uznaje, ze trzeba pomoc ->osoba, w zdumieniu (bo
                  wszystko ok) odmawia ->kwieto sie zlosci/irytuje/czy tam cos

                  Swadek wyzszosci? Lekka arogancja?

                  Pomysl, jak Ty bys zareagowal na to, ze ktos ci oferuje pomoc w czyms, z czym
                  sobie radzisz. Ciagle i natretnie.
                  Ja bym tupnela nozka i zmarszczyla brwi: o co chodzi? kim jest ten gosc i czemu
                  sie wpycha? dlaczego niby uwaza, ze wie lepiej?

                  Byc moze jest tak, ze takie niewrebalne sygnaly sa wysylane w Twoim kierunku i
                  to napedza Twoja reakcje (chciales dobrze, a tu niewdziecznosc).

                  Wracam do pracy, teraz juz nie mam zadnych wymowek,

                  ech,
                  zetta

                  PS Potrzebuje przepisu na jakas ekscytujaca zupe.
                  • co_dzienna Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 15:55
                    zupa:
                    lubię wschodni rosół:
                    rosół z kóry, w tym chrupiące kluski sojowe, pokrojone na cieniutkie zapałeczki
                    grzybki mun, wciśnięty świerzy czosnek i cytryna.
                    dodatkowo na talerzu pokrojony cieniutko naleśnik.
                    ja to lubię
                    • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 16:41
                      co_dzienna napisała:

                      > zupa:
                      > lubię wschodni rosół:
                      > rosół z kóry, w tym chrupiące kluski sojowe, pokrojone na cieniutkie
                      zapałeczki
                      >
                      > grzybki mun, wciśnięty świerzy czosnek i cytryna.
                      > dodatkowo na talerzu pokrojony cieniutko naleśnik.
                      > ja to lubię

                      ja chyba tez bede, dzieki :-)
                      ale zapomnialam dodac, ze to dla wegetarian.

                      he?
                      zetta
                      • co_dzienna Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 18:51
                        > ale zapomnialam dodac, ze to dla wegetarian.
                        >
                        > he?
                        > zetta

                        no rosół może być chyba z kostki :-)
                        (ja jadam kurczaki, więc daję do tego mięsko z piersi, ale w wegetariańskiej
                        wersji - czemu nie)
                        do popicia napar ze świerzego imbiru pokrojonego w kostkę z miodem i cytryną.
                        gorący i pachnący... ;-)
                        • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 08.01.04, 14:57
                          co_dzienna napisała:

                          > no rosół może być chyba z kostki :-)

                          to ja zrobie chyba z miso i warzyw.
                          probowalam wczoraj ugotowac cos, co podpatrzylam w jednym zupowym lokalu:
                          marchewianke z imbirem i sezamem, ale poniewaz nie moglam dostac soku bez
                          cukru, zrobilam z cukrzonym i wyszla za slodka. dobra, ale slodka, niech ja

                          :-)
                          zetta
                  • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 07.01.04, 20:57
                    > Swadek wyzszosci? Lekka arogancja?

                    To juz blizej...

                    > Pomysl, jak Ty bys zareagowal na to, ze ktos ci oferuje pomoc w czyms, z czym
                    > sobie radzisz. Ciagle i natretnie.
                    > Ja bym tupnela nozka i zmarszczyla brwi: o co chodzi? kim jest ten gosc i czemu
                    > sie wpycha? dlaczego niby uwaza, ze wie lepiej?

                    A co jesli ktos sobie nie radzi, a wszystkich stara sie przekonac usilnie ze radzi?
                    Bo to sytuacja korcaca najbardziej. Wykazac mu ze sie myli? Pokazac cos? (tylko co?) Zakpienie z
                    niego? (dlaczego?)
                    Reakcja na odrzucanie pomocy, czy maske?


                    > PS Potrzebuje przepisu na jakas ekscytujaca zupe.

                    Uwielbiam z kurzych zoladkow, ale czy to ekscytujace? :"P
                    • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 08.01.04, 15:03
                      kwieto napisał:

                      > > Swadek wyzszosci? Lekka arogancja?
                      > To juz blizej...

                      No to robi sie powazniej, bo skoro taka potrzeba wywyzszania sie, to pewnie sa
                      obszary, na ktorych czujesz sie nisko, gorszy.

                      [wujek dobra rada]
                      > A co jesli ktos sobie nie radzi, a wszystkich stara sie przekonac usilnie ze
                      > radzi?
                      > Bo to sytuacja korcaca najbardziej. Wykazac mu ze sie myli? Pokazac cos?
                      > (tylkoco?) Zakpienie z niego? (dlaczego?)

                      A kto jest w stanie przyjac pomoc w postaci kpiny? Moze nadinterpretuje (bo my
                      sie nie znamy), ale troche to wyglada tak, jakbys to robil bardziej dla siebie
                      niz dla niego.
                      Jesli ktos sobie nie radzi, a probuje udawac, ze jednak tak, to znaczy, ze
                      dostrzega swoja nieudolnosc, ale boi sie do niej przyznac. Wiec trzeba
                      delikatnie, z uwaga. Subtelnie, najlepiej tak, jakby sie nie widzialo jego
                      pomylek, natomiast docenialo wysilki.

                      > Reakcja na odrzucanie pomocy, czy maske?

                      Ale mnie sie pytasz?

                      [zuppa]
                      > Uwielbiam z kurzych zoladkow, ale czy to ekscytujace?

                      Brzmi koszmarnie,
                      zetta
                      • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 08.01.04, 18:50
                        > > > Swadek wyzszosci? Lekka arogancja?
                        > > To juz blizej...
                        >
                        > No to robi sie powazniej, bo skoro taka potrzeba wywyzszania sie, to pewnie sa
                        > obszary, na ktorych czujesz sie nisko, gorszy.

                        Zapewne, aczkolwiek nie w stosunku do osob o ktorych mowa. A moze czegos nie widze?
                        Patrze... Pusto...

                        > A kto jest w stanie przyjac pomoc w postaci kpiny?

                        A slynne w zen 30 kijow niezaleznie od tego co (i czy) powiesz?
                        A oswiecenie pod wplywem kopniaka od mistrza?

                        No niby kopniaki to nie kpina, ale np. koany?


                        > Moze nadinterpretuje (bo my
                        > sie nie znamy), ale troche to wyglada tak, jakbys to robil bardziej dla siebie
                        > niz dla niego.

                        No i sie nad tym zastanawiam tez.

                        > Jesli ktos sobie nie radzi, a probuje udawac, ze jednak tak, to znaczy, ze
                        > dostrzega swoja nieudolnosc, ale boi sie do niej przyznac. Wiec trzeba
                        > delikatnie, z uwaga. Subtelnie, najlepiej tak, jakby sie nie widzialo jego
                        > pomylek, natomiast docenialo wysilki.

                        Czasem niewykonalne. Albo bardzo, bardzo, bardzo trudne.
                        Moze odreagowuje wczesniejszy wysilek, po prostu?

                        > Brzmi koszmarnie

                        czyli bardziej na horror, ok.
                        • ziemiomorze Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 09.01.04, 16:57
                          kwieto napisał:

                          [czucie sie ponizej]
                          > Zapewne, aczkolwiek nie w stosunku do osob o ktorych mowa. A moze czegos nie
                          > widze?
                          > Patrze... Pusto...

                          No to skad to przychodzi?
                          Zaznacze po raz nasty - nie chce nadinterpretowac. Ale wiesz - cienia sie nei
                          widzi, nei?

                          > > A kto jest w stanie przyjac pomoc w postaci kpiny?
                          > A slynne w zen 30 kijow niezaleznie od tego co (i czy) powiesz?
                          > A oswiecenie pod wplywem kopniaka od mistrza?
                          >
                          > No niby kopniaki to nie kpina, ale np. koany?

                          Ok, to ja sie poprawie: Kto w naszej kulturze jest w stanie..
                          Chyba, ze piszesz z Japonii? Korei?

                          Nie probuje sie czepiac.
                          Mam taka naiwna teorie: mowi sie albo dla siebie, albo dla kogos.
                          Dla siebie mowi sie, kiedy np. ktos nie moze sobie poradzic z emocjami, i wtedy
                          jest zlosliwy czy arogancki. Albo - kiedy utyka wypowiedz do prostego czlowieka
                          roznymi '-izmami': nie zalezy mu na tym, zeby byc zrozumianym, tylko na tym,
                          zeby sobie cos zalatwic ze soba (poczuc sie takim madrym i w ogole).
                          Dla kogos mowi sie tak, zeby ten ktos nie tylko mogl zrozumiec, ale i byl w
                          stanie przyjac to, co uslyszy.
                          Uwaga, empatia.

                          > > Moze nadinterpretuje (bo my
                          > > sie nie znamy), ale troche to wyglada tak, jakbys to robil bardziej dla si
                          > > ebie niz dla niego.
                          > No i sie nad tym zastanawiam tez.

                          Tez warto, mysle, zastanowic sie, co by Ci to ewentualnie dawalo?

                          [delikatnie do ukrywajacych nieudolnosc]
                          > Czasem niewykonalne. Albo bardzo, bardzo, bardzo trudne.

                          Skoro trudne, to znaczy ze mozliwe, tak?

                          > Moze odreagowuje wczesniejszy wysilek, po prostu?

                          Mmhm - moze.
                          Ale znowu pytanie - czemu tak? Czemu na tym kims? Czemu zamiast tego nie
                          kopniesz pieska sasiadow?
                          No i - skoro wiesz, jak ta historia moze sie skonczyc, dlaczego zadajaesz sobie
                          caly ten trud, po ktorym musisz odreagowywac?

                          No i co z ta zupa?
                          Macie tam w Korei jakies pomyslowe przepisy bez miesa?

                          zetta
                          • kwieto Re: a dokad, prowadzi ? - bede brutalny... 13.01.04, 00:26
                            > No to skad to przychodzi?
                            > Zaznacze po raz nasty - nie chce nadinterpretowac. Ale wiesz - cienia sie nei
                            > widzi, nei?

                            Ale sie go przeczuwa. Znaczy wie sie, ze cos siedzi i jest nie tak, wie sie tez zgrubsza gdzie. Nie
                            wie sie co. (przynajmniej tak bylo z mymi dotychczasowymi cieniami)

                            > Ok, to ja sie poprawie: Kto w naszej kulturze jest w stanie..
                            > Chyba, ze piszesz z Japonii? Korei?

                            Teraz i tak kultura sie wymieszala dokumentnie, juz nie wiadomo co do jakiej nalezy :")
                            W naszej kulturze - mysle ze w gruncie rzeczy sporo. Aczkolwiek fakt, czesto trzeba sie do takiego
                            kogos dosc mocno zblizyc, by mial przekonanie, ze kpina nie jest atakiem.
                            Urok koanow polega na tym, ze sa sankcjonowane przez Zen, tradycje. To znaczy nawet tepy
                            uczen stara sie je pojac. W naszej kulturze, gdzie cos takiego jak pokora jest raczej rzadko
                            widoczne, kpina ma mniejsza sile razenia - dotrze tylko do tych, ktorzy "zalapia", reszta nie bedzie
                            sie nad nia zastanawiac.


                            > Nie probuje sie czepiac.
                            > Mam taka naiwna teorie: mowi sie albo dla siebie, albo dla kogos.
                            > Dla siebie mowi sie, kiedy np. ktos nie moze sobie poradzic z emocjami, i wtedy
                            > jest zlosliwy czy arogancki. Albo - kiedy utyka wypowiedz do prostego czlowieka
                            > roznymi '-izmami': nie zalezy mu na tym, zeby byc zrozumianym, tylko na tym,
                            > zeby sobie cos zalatwic ze soba (poczuc sie takim madrym i w ogole).
                            > Dla kogos mowi sie tak, zeby ten ktos nie tylko mogl zrozumiec, ale i byl w
                            > stanie przyjac to, co uslyszy.
                            > Uwaga, empatia.

                            Tak, tylko czy czasem przesadna chec bycia zrozumianym nie wywoluje odwrotnych skutkow?
                            Tu widze pole na odreagowanie - widac bariere, widac ze po drugiej stronie jest "sciana" - wiec
                            wlacza sie chochlik, ktory mowi, ze skoro drzwi zamknieto, to wymazemy na nich graffiti :"P
                            Kiedy nie ma woli zrozumienia, wylacza sie chec bycia zrozumianym - i moze stad "uzywanie" na
                            kims?

                            {dla siebie nie dla niego}
                            > Tez warto, mysle, zastanowic sie, co by Ci to ewentualnie dawalo?

                            Na pewno zbadanie wlasnych granic - zwykle staram sie mowic tak by byc zrozumianym, tlumacze,
                            wyjasniam, itd. Tutaj moge pozwolic sobie na komfort (sic!) odpuszczenia sobie tego wysilku,
                            zobaczenia co sie dzieje wtedy gdy nie zalezy na byciu zrozumianym.
                            Wypowiedziom przybywa lekkosci, ale zaciesnia sie krag tych, ktorzy sa w stanie sie w nie
                            "wstrzelic", odebrac. Ale - skoro rozmowca i tak nie wykazywal zainteresowania (bo np. wylacznie
                            forsowal swoj poglad, nie sluchajac argumentacji oponentow) to i tak niewiele straci.
                            Druga rzecz - co daje zachowywanie sie w ten sposob - jakie potrzeby spelnia, co pobudza, co
                            gasi.


                            > [delikatnie do ukrywajacych nieudolnosc]
                            > > Czasem niewykonalne. Albo bardzo, bardzo, bardzo trudne.
                            >
                            > Skoro trudne, to znaczy ze mozliwe, tak?

                            Wymaga wspolpracy. Bez wspolpracy niewykonalne.
                            I wtedy jak wyzej :"P

                            > Mmhm - moze.
                            > Ale znowu pytanie - czemu tak? Czemu na tym kims? Czemu zamiast tego nie
                            > kopniesz pieska sasiadow?

                            Bo on i tak nie jest skory do wspolpracy, na zadnych warunkach. Wiec moze rykoszetem uda sie go
                            "odpancerzyc", niejako przy okazji? Zobaczyc na ile "bariera" jest szczelna?
                            A piesek sasiadow? brrr, a co on ma do tego?

                            > No i - skoro wiesz, jak ta historia moze sie skonczyc, dlaczego zadajaesz sobie
                            > caly ten trud, po ktorym musisz odreagowywac?

                            Smykalka hazardzisty?
                            Poza tym, wole sprawdzic wstepna ocene, sprobowac.

                            >
                            > No i co z ta zupa?
                            > Macie tam w Korei jakies pomyslowe przepisy bez miesa?

                            Na razie moge Ci zaserwowac przepisy na zapiekanki (nota bene, z ksiazeczki wydanej przez PWE),
                            bez miesa, zupa.... czekaj...

                            Szczawiowa? :"P A nie, to na rosole jest... ech...
                            Owocowa :"P
                            O! Bingo! - 1,5l jasnego piwa, kawalek cynamonu, 5 gozdzikow, 2 zoltka, 10dk cukru, 0.25 bialego
                            sera.
                            Piwo zrobic jak grzane, zoltka utrzec z cukrem i wlac do tego piwo, ser pokroic w kostke, polozyc
                            na talerzach, zalac zupa.

                            Jesli znajomi abstynenci to mam jeszcze w zanadrzu migdalowa i serowa.

                            kwieto alias ovocko
    • re_ne Re: Nienawisc... 03.01.04, 23:42
      wynika zzzzzzz:

      kompleksow
      slabosci
      nieuczciwosci
      i nie wynika bynajmniej z agresji, ale odwrotnie! niehamowana nienawisc w nia
      wlasnie sie przeradza


      do Imagine:
      podaj mi pliz swoj adres mailowy
      • Gość: Oleńka nic z tych rzeczy rene :) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 00:02
    • roseanne Re: Nienawisc... 03.01.04, 23:46
      ze strachu
      uprzedzenia
      ... wzorcow
      braku zrozumienia, a raczej checi do tego
    • kwieto Czyli... 04.01.04, 11:01
      Mozna by podsumowac, ze nienawic wynika z kompleksow, uprzedzen, strachu, niecheci do
      samego siebie. Pochodna nienawisci - agresja.

      A jak z niechecia na przyklad? Czy "lubie/nie lubie| to jest (lub moze byc) jakis zalazek do
      nienawisci, czy cos zupelnie innego?

      Mnie w nienawisci zastanawia najbardziej element "rywalizacji", ta pogon za udowodnieniem
      nienawidzonemu ze gorszy, podlejszy. Zarazem reagowanie na kazda zaczepke, jakby sie chcialo
      zakrzyczec... co?
    • kamfora Re: Nienawisc... 04.01.04, 11:28
      kwieto napisał:

      > ...z czego wynika?

      Moim zdaniem nienawiść jest rodzajem odwetu za brak akceptacji/miłości
      ze strony kogoś_na_czyjej_akceptacji/miłości zależy...
      Nienawiść wynika z urażonej miłości własnej, z poczucia krzywdy (często krzywda
      jest wyimaginowana, a miłość własna skrywana pod płaszczykiem...jakichś
      szczytnych ideałów).
      Nie wiem, co na to mówią uczone księgi psychologii, ale
      wydaje mi się, że nienawiść charakteryzuje osoby patrzące na świat i innych
      ludzi z pozycji dziecka, które nie czuje się kochane.
    • olek13 Re: Nienawisc... 04.01.04, 12:11
      Motorem działania podświadomości jest unikanie bólu i dążenie do przyjemności.
      Niektóre doświadczenia kojarzą się z bólem, przykrością, niemiłymi emocjami. Reakcją na to jest pragnienie uniknięcia tych doświadczeń i tego, co w podświadomości kojarzone jest jako możliwość zagrożenia - wystąpienia takich doświadczeń.
      A na tym wszystkim buduje się cała misterna budowla wyobrażeń, reakcji emocjonalnych, przekonań itd.
      Jeśli podświadomość uwierzy, że "swój" jest dobry, "obcy" stanowi zagrożenie (tak jest w dzieciństwie programowana przez rodziców), to stąd niedaleka droga do kojarzenia tego co nieznane z zagrożeniem. A chęć uniknięcia lęku przed zagrożeniem powoduje odrzucenie tego, co nieznane.
      Konfrontacja cudzych przekonań ze swoimi, nawet jeśli na logikę wypada na korzyść tych pierwszych, ze względu na przywiązanie do starego powoduje odrzucenie, unikanie zrozumienia oraz wyparcie uczucia niepokoju z tym związanego. W dalszej konsekwencji każda sytuacja, w której ten zespół może wystąpić (kolejny kontakt z innymi prawdami) jest postrzegana jako ponowne zagrożenie przykrymi odczuciami i tworzy następny mechanizm unikania tego, wyprzedającego ataku, nienawiści...
      Podobnie jest w odniesieniu do ludzi, z którymi się stykamy, a którzy w podświadomych wyobrażeniach są potencjalnym zagrożeniem.
      Przy tym każdy człowiek jest inny, ma odmienne doświadczenia: jeden się boi Arabów, drugi pająków, trzeci swobodnego seksu...
      Z drugiej strony prawdą jest także to, co pisał Imagine, że pewne nieakceptowane cechy, zachowania czy wspomnienia, wyparte ze świadomości z powodu np. poczucia winy, a dostrzegane u innych, będą powodem do potępiania czy nawet nienawiści do tych, którzy je prezentują (casus Rush Limbaugh, który okazał się być lekomanem).
      Reasumując - wszystko sprowadza się do lęku, braku ufności i poczucia bezpieczeństwa.
      Pozdrawiam
      Cezary
      • Gość: Ethlinn Re: Nienawisc... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.04, 12:34
        Zgadzam się z tym co piszesz, ale powiedz co myślisz o nienawiści do człowieka
        który nam wyrządził jakąś wielką krzywdę. I załóżmy że już teraz osoba ta nam
        nie zagraża. Można przeciez znienawidzić kogoś za jego uczynki (np gwałt,
        morderstwo).
        • olek13 Re: Nienawisc... 04.01.04, 14:00
          No to jest dość oczywiste. Nienawiść do sprawcy krzywdy bierze się z zaślepionego przekonania, że właśnie on jest odpowiedzialny za moją krzywdę. Dodatkowo owa niewawiść jest wzmacniana niechęcią do trzeźwego spojrzenia na rzeczywiste powody, dla których tego cierpienia doświadczyłem, a które to powody są we mnie.
          To typowy mechanizm dla ludzi, którzy w przeważającej większości uważają, że nie od nich zależy to, co ich spotyka.
          • kamfora a tak na marginesie... 04.01.04, 14:17
            wydaje się, że są co najmniej dwie "odmiany" nienawiści.
            Jedna, wywodząca się od starożytnego "odi - et arceo" czyli nienawidzę,
            więc nie chcę mieć nic wspólnego z obiektem nienawiści, trzymam się z daleka
            i druga: nienawidzę, więc chcę zniszczyć obiekt mojej nienawiści,
            myśląc naiwnie, że to przyniesie wyzwolenie.
    • Gość: total genervt Re: Nienawisc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 13:08
      ...bierze się z przywiązania do innych ludzi. Po prostu nie możemy bez nich
      żyć, dlatego musimy użyć naprawdę dużej siły, by się od któregokowliek z nich
      oderwać (jeśli szkodzi naszym interesom, zazwyczaj), i tę zbawczą siłę,
      ratująca nas z opresji ludzkiej sieci, daje nam NIENAWIŚĆ. Nienawiść to
      nadzieja na wolność. Nie ma wolności bez nienawiści.

      Choć można też wręcz przeciwnie - miłością zmienić kajdany w zdobne bransolenty.
    • joanna_1 Re: Nienawisc... 04.01.04, 13:43
      być może jest jedną z form walki o własne bezpieczeństwo emocjonalne
      • Gość: nickname Re: Nienawisc... IP: 80.51.244.* 04.01.04, 15:46
        Być może nie jedną z form walki o własne bezpieczeńswo. A co się stało z
        żołnierzami amerykańskimi podczas trwającej pod koniec lat 60-tych i na
        początku lat 70-tych ery chrześcijańskiej wojny w Wietnamie. A jeśli ci,
        których uznano za zaginionych w akcji zdezerterowali z armii amerykańskiej i
        razem ze swoimi Wietnamkami pozostali w Wietnamie, bo nie chcieli walczyć w
        bezsensownej wojnie? Czy wtedy kierowani byli nienawiścią? Największe zasługi w
        produkcji nienawiści ma instytucja szkoły, która produkuje jej całe oceany.
        • yagnieszka Re: Nienawisc... 04.01.04, 16:03
          A mozecie to jakos uproscic dla prostej kobiety? Jakies przyklady sa mozliwe?
          Ktos z Was nienawidzi kogos konkretnie albo chociaz czegos? Bo na calej skali
          uczuc jakie sama miewam, trudno mi doprawdy doszukac sie personalnej
          nienawisci do osoby, sprawy, rzeczy lub postawy. Ale to sie zapewne bierze z
          przekory, ktora mnie zawsze zmusza do szukania drugiej strony medalu - nie
          wierze w rozwiazania i prawdy jednoznaczne.
    • Gość: ryb Re: Nienawisc... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 04.01.04, 16:02
      Nienawisc rodzi sie wraz z miloscia. Zaczynamy nienawidziec wszystkich ktorzy
      chca naszej milosci krzywde zrobic. Potem przenosimy nienawisc na wyzsze
      szczeble, ktora osiaga punkt kulminacyjny przy rozwodzie. Na koniec przenosimy
      nienawisc na swoja osobe i wtedy juz jest za pozno zeby do nieba
      trafic...pozostaje tylko pieklo.


      Pozdr.


      ryb
      • ziemiomorze Re: Nienawisc... 07.01.04, 10:09
        Gość portalu: ryb napisał(a):

        > Nienawisc rodzi sie wraz z miloscia.
        [...]
        Nienawisc to brak milosci
        zetta
        • jasmintea Re: Nienawisc... 13.01.04, 00:48
          ziemiomorze napisała:


          > > Nienawisc rodzi sie wraz z miloscia.
          > [...]
          > Nienawisc to brak milosci

          Brak miłości to obojętność a nie nienawiść.

          Pozdrawiam

          JasminTea
    • j_ar Re: Nienawisc... 06.01.04, 15:57
      kiedy tak sie zastanowie (nie to, zeby mi sie czesto zdarzalo..a do tego
      jeszcze tak na poczatku roku???. toz to herezja i bluznierstwo) i przeloze to
      na wlasne obserwacje a nie na kupe slow i madrych regulek to wychodzi mi, ze
      nienawisc bierze sie z bolu a wszystko co wokol tego sie dzieje, co powstaje to
      takie dodatkowe skladniki do zbioru
    • qw5 Re: Nienawisc... 06.01.04, 16:14
      Tak zasadniczo z tego samego wynika co miłość, zawiść, uwielbienie i inne
      afekta. Są takie śmieszne miejsca w mÓzgu gdzie to sie lokuje i substancje
      chemiczne które je indukuja. Tak gdzies słyszałam.
    • mickey.mouse Re: Nienawisc... 07.01.04, 19:18
      z krzywd. Urojonych lub prawdziwych.
    • aretha04 Re: Nienawisc... 07.01.04, 19:46
      kwieto napisał:

      > ...z czego wynika?

      Akt nienawiści to przeniesienie na innych nikczemności, jaką w sobie nosimy
      (Simone Wel)
      • _kasia_ Re: Nienawisc... 09.01.04, 21:18
        Ależ wy ludzie ( w większości ) bredzicie.
        A co mam czuć do człowieka, który okaleczył mi psychicznie i fizycznie dziecko,
        żeby nie czuć się jak potwór albo osoba winna.
        Moja nienawiść, bierze się z bezsilności.
        • Gość: senin Re: Nienawisc... IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 13.01.04, 00:18
          uczucie nienawisci niszczy osobe nienawidzaca, nie nienawidzona - to po
          pierwsze (ktos juz chyba o tym pisal)

          Z tego wynikaloby, iz nalezy sie tego uczucia pozbyc (chocby krzywda bardzo
          wielka byla), bo jesli pozostaniemy w stanie nienawisci to akt krzywdzenia
          powielamy (tym razem juz sami na sobie)

          mozna/nalezy spojrzec na krzywdziciela jako na osobe gleboko nieszczesliwa,
          pewnie znacznie bardziej dotknieta nieszczesciem niz my sami (chodz tego
          zazwyczaj nieswiadoma) Szczesliwi nie krzywdza zazwyczaj innych.

          wtedy moze uda sie uczucie nienawisci zamienic na wspolczucie (compassion)

          Ale do tego trzeba ogromnego dystansu do siebie i swiata - w praktyce duzo
          trudniejsze niz w teorii
          • j_ar Re: Nienawisc... 13.01.04, 09:55
            nie wiem jak po krzywdzie jak w przykladzie _kasi mozna miec uczucie
            wspolczucia do krzywdziciela, dobrze natomiast rozumiem nienawisc i zemste...
            ktos krzywdzi to nie mow, ze jest bidulek tylko wybijaj zeby aby sie bal, aby
            ze strachem spogladal i zastanawial sie nastepnym razem, i to sie sprawdza
            • Gość: senin Re: Nienawisc... IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 13.01.04, 10:02
              tak tez mozna...

              ale autorka watku przede mna pytala "jak mozna itd. , wiec probowalam
              odpowiedziec

              bo mysle, ze tylko w podany przeze mnie (lub podobny) sposob mozna... innych
              mozliwosci chyba nie ma , bo zbrodnia zaiste wielka i niewytlumaczalna i nie
              do przebaczenia... ale nienawisc zniszczy nienawidzacego (niestety) nie
              obiekt nienawisci (chiocby na to jak najbardziej zaslugiwal)

              nie twierdze, ze trzeba...

              to indywidualna decyzja
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka