horlaa
05.01.04, 20:00
no właśnie. walczę twardo.
jak już pisałam, w święta dałam sobie luz. postanowiłam przez 3 dni świąt
pozwalać sobie na wszystko. nie był to do końca mądry krok, ponieważ
dwumiesięczna asceza spowodowała, że stałam się bardzo wygłodniała
wszystkiego. każde ciasto nagle powodowało, że chciałam zjeść je całe.
wcześniej, podczas diety nauczyłam się już ignorować np. zastawiony stół,
wystawy sklepowe i co tam jeszcze. a w święta... dawno nie czułam
tak "wypiętego" brzucha. spadające spodnie znów zaczęły mnie cisnąć.
obżarłam się więc. po świętach: znów dieta, ale było mi szalenie ciężko.
wielki, wielki ból prawie fizyczny. no, ale jakoś się udało. wiedziałam że z
sylwestrem będzie podobny problem. a przecież już rozepchnęłam sobie znów
żoładek.
sylwester: znów dałam sobie luz. słodycze, ciastka (choć nie czekolada -
zjadłam jej tylko jeden kawałeczek i długo na to czekałam... :)). 1
stycznia: z rozpędu połączyłam z sylwestrem w jeden dzień. paskudnie.
a teraz? jest niedobrze. owszem, nie jem słodyczy, ale staję się coraz
bardziej liberalna. np. przeczytałam w jakiejś gazecie, że paluszki można
jeść podczas diety, i wczoraj zjadłam pakę. jem ogromne ilości płatków
kukurydzianych. robię sobie tosty. wcinam jabłka, mandarynki.
z jednej strony mówię sobie, że przyczyną może być świąteczne i poświąteczne
nieróbstwo. i mam nadzieję, że jak już wrócę na dobre w rytm: praca-uczelnia-
treningi taneczne - to jakoś to będzie.
ale nie wiem...
kolejną przyczyną może być fakt, że miłość, która mnie tak uskrzydlała (było
jak gdyby dla kogo wyglądać pięknie), skończyła się.
a jeszcze inna przyczyna? trądzik, który tą dietą mam leczyć (a raczej
wspomagać leczenie), na razie wcale nie znika. podobno mam być cierpliwa
ale... po prostu ręce opadają, kiedy nie chce się patrzeć na siebie w
lustrze.
cóż, będę się trzymać. i walczyć dzielnie jak lwica :)))
nie mam innego wyboru, kurczę.
tak sobie mówię...
i wiecie co? pierwszy raz w mojej chorobie wytrzymałam tak długo: 2
miesiące. i wiedząc jak miło wtedy mi się żyło (ruszało, oddychało, myslało,
jadło), będę tym bardziej się starać, żeby do tego stanu wrócic.
pewne rzeczy na pewno mam już zakodowane: nie słodzenie herbaty i kawy
(kiedyś nie do pomyślenia), niesłodzone jogurty, ciemne pieczywo. niby nic,
ale zawsze coś.
buziaki.