Gość: pulcheria
IP: *.szczecin.pl
17.06.03, 08:49
Wracam do wątku sprzed m-ca, by podzielić się spostrzeżeniami na temat
odchudzania i w ogóle "pięknienia".
Otóż postanowiłam (znacie to) wypięknieć w miarę miozliwości do końca
czerwca ;)
Swoją namiastkę diety rozpoczęłam 2 tygodnie temu i ...waga leci.
Zrezygnowałam tylko (tylko!!!) ze słodyczy i chleba o innej porze niz
śniadanie.I oczywiście z pizzy, lazanii etc. Nie bolało aż tak bardzo.
Nadmieniam, iż mam 28 lat, tak więc i młodość i przemiana materii nie ta sama,
a jednak chudnę. Śniadanie - bez zbytnich wyrzeczeń.Na obiadek kurczak albo
stek (XL ;)) i sałatka (jakakolwiek, nie ociekająca oliwą). Kolacja lekka i
nie za późno. Oczywiście bez chleba. Używam słodzika, wiec herbatę piję
słodką.To wszystko na co mnie było (jest) stać, bo drakońskie diety,
głodówki, a nawet te na warzywkach - nie są dla takiego łakomczucha jak ja.
Aha : nie powiem, zdarzył się kawałek toru.
Cera jest prawie idealna, choć równocześnie zaczełam kurację zewnętrzną. Pani
dermatolog zapisała mi kombinację maści w tubkach (za 4,5 PLN ;)) i jestem
prawie niemowlak.
Niestety, dla pełnego efektu, jędrnej skóry, trzeba ćwiczyć. Ja na razie nie
ćwiczę ;)
I podstawa. Woda. Nie przepadam za nią nawet w upały, ale wtłaczam w siebie
max 2 l na dzień.
Pozdrawiam
pulcheria