bene_gesserit
16.03.10, 14:25
Marek Beylin w GW o swoich pomanifowych refleksjach:
>>Dostęp do in vitro, prawo do aborcji, bezpłatne żłobki i
przedszkola, walka z przemocą w rodzinie, prawa dla związków
homoseksualnych, wyrównanie emerytur mężczyzn i kobiet, prawo do
mieszkania, wyrównywanie szans matek, świeckość państwa, parytet w
wyborach - te i inne postulaty sformułowały organizatorki
warszawskiej manify z Porozumienia Kobiet 8 Marca (cała lista na
stronie tej organizacji). Można o tych żądaniach dyskutować, ale
media ani politycy nie podyskutowali. Mogłyby się te postulaty
znaleźć w programach partii lewicowych bądź centrowych, ale się nie
znalazły. A jeśli nawet jakaś partia je podziela, to nic o tym nie
wiemy, bo zachowuje w tej kwestii pełną dyskrecję.
To, czego domaga się Porozumienie Kobiet, jest częścią zwykłego
życia w wielu krajach europejskich. W Polsce te roszczenia brzmią
egzotycznie, a wielu polityków i komentatorów uzna je za zamach na
święty porządek. To poczucie egzotyki wynika z tego, do jakiej
polityki nas przyzwyczajono. A nawykliśmy do tego, że chrząknięcie
polityka jest ważniejsze niż cały świat. Wystarczy, by jakiś poseł
powiedział coś głupiego albo stworzył bon mot, a ekscytacja kolegów
i mediów sięga pod niebiosa. Najpierw się to komentuje, potem
komentuje się komentarze, później komentarze do komentarzy. Tak
upływa dzień. Publiczna polityka w Polsce przypomina rozkoszne
życie Narcyza, któremu nikt nie przeszkadza w zajmowaniu się sobą.
Jest jeszcze inny powód tego, że takie postulaty brzmią jak
pohukiwania z głębokiego lasu. Nasi politycy nauczyli się z
grubsza, jak ogłaszać rewolucyjne zmiany i fundamentalne reformy.
Wychodzi to różnie, ale ukształtowała się tradycja języka, w którym
takie przedsięwzięcia można opowiedzieć. Ale wciąż nie wiadomo, jak
mówić o niewielkich zmianach, które mają wielkie konsekwencje.
Jak o rewolucji? Wtedy trudno o przyzwolenie.
Jak o niepozornej ewolucji? Wtedy nikt, zwłaszcza media, nie
zainteresuje się tym. Nie będzie wsparcia.(...)<<
calosc