Dodaj do ulubionych

Wsadzając rękę w kłębowisko żmij

IP: *.localdomain / 192.168.21.* 02.06.03, 12:14
Z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że w moim powiecie
działa "Stowarzyszenie kobiet aktywnych i twórczych". Dlaczego
nie "Stowarzyszenie ludzi aktywnych i twórczych"? Czy społeczeństwo dzieli
się na ludzi i kobiety? Czy feministki to kobiety z kompleksami, które na
każdym kroku chcą dowodzić swojej wartości?
Obserwuj wątek
    • Gość: sagan Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij IP: *.desy.de 02.06.03, 12:15
      a dlaczego istnieja kluby, do ktorych wstep maja tylko
      mezczyzni?
      albo takie, do ktorych przyjmuja tylko arystogracje,
      prawdziwa lub farbowana?...

      ... albo ...?
      • Gość: swawolny dyzio Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij IP: *.localdomain / 192.168.21.* 02.06.03, 12:21
        Dlaczego? Ponieważ są różne zboczenia.
    • Gość: zula mozesz trzymać rece w kieszeniach IP: diak:* / 10.2.12.* 02.06.03, 13:53
      nie, chodzi o to, że kultura jest niedoreprezentowana przez kobiety - a przez
      to brak kobiecego spojrzenia na swiat wyrażanego poprzez sztukę - np. większość
      aktóew to wizerunki kobiet namalowane przez męzczyzn. przełom zapoczatkowała
      Olympia Edouarda Maneta, warto przyjrzeć się również dokonaniom dadaistów w
      kwestii dekonstrukcji płci, prponuje zaczać od duchampa, również ważną dla
      definiowania twóerczości kobiecej jest sztuka, rzeźba pani bourjois (nie
      pamietam jej imienia), itd itp

      podkreslenie: twórczość kobieca w nazwie tego stowarzyszenia jest istotne
      właśnie dla tozsamości - pisał o tym gombrowicz: nie wierzę w sztukę pozbawioną
      płci - i właśnie owo "kobieca" determinuje odbiór, to że sztuka nie
      jest "domyślnie" meska, ani obojnacza, ale własnie kobieca, przefiltrowana
      przez specyfikę kobiecego doświadczenia.

      nie rozumiem z resztą całej tej otoczki agresji - np. w nazwie posta - żmije,
      dlaczego kobiece a nie ludzkie - przecież stowarzyszenia są oddolne,
      dobrowolne - to tak, jakbyś się buntował, ze koło gospodyń wiejskich nie nazywa
      się kołem ludzi wsi.

      stowarzyszenie malujących ustami amun również podkreśla swoją inność, może chca
      być postrzegani własnie jako ludzie, którym stereotypowo przypisana jest inna
      rola - rola kaleki, i dla nich ważne jest, żeby odbiorca WIEDZIAŁ kto jest
      autorem, bedac jednocześnie, że jego życie różni sie diametralnie od życia
      odbiorcy. i jest właśnie poprzez sztukę możemy dostrzeec i inność i zbierzność
      cudzego spojrzenia na świat.

      skoro sa tam tylko kobiety, to po co pisać "ludzie" - skoro to ogólniejsza
      kategoria? twórca decyduje z kim się utożsamia, więc nie możesz mu narzucić, że
      poddpisuje się niepoprawnie politycznie. możesz po prostu nie oglądać obrazów
      tych kobiet, skoro nie podoba ci się autograf ich grupy, nie interesuje cię ich
      pogląd
      • Gość: zula errata IP: diak:* / 10.2.12.* 02.06.03, 13:56
        coś za szybko pisałam, w drugim akapicie od dolu mialo byc:

        wiedząc jednocześnie, że jego życie różni sie diametralnie od życia odbiorcy. i
        właśnie poprzez sztukę możemy dostrzeec i inność i zbiezność cudzego spojrzenia
        na świat.
      • Gość: swawolny dyzio mozesz trzymać IP: *.localdomain / 192.168.21.* 02.06.03, 14:17
        Gość portalu: zula napisał(a):

        > chodzi o to, że kultura jest niedoreprezentowana przez kobiety (...)

        Czyżby znów winni byli mężczyźni?
        I po co to ciągłe podkreślanie odrębności? skutek może być odwrotny od
        zamierzonego...

        > nie rozumiem z resztą całej tej otoczki agresji - np. w nazwie posta - żmije,

        To nie agresja lecz prowokacja, chciałbym, aby mój wątek był otwarciem "puszki
        z Pandorą".
      • Gość: maly.k Trzymajac rece w kieszeni.. IP: 139.57.24.* 02.06.03, 16:21
        Gość portalu: zula napisał(a):

        > nie, chodzi o to, że kultura jest niedoreprezentowana przez kobiety - a
        przez
        > to brak kobiecego spojrzenia na swiat wyrażanego poprzez sztukę
        Hmm... czyli jednak kompleksy.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: zula same szpile w tych kieszeniach IP: diak:* / 10.2.12.* 02.06.03, 16:43
          no jasne, jak ktoś nie trzyma z chłopakami, to znaczy, że się wstydzi, jest
          niedojrzały (a), ma kompleksy. to tak jak z argumentem kościoła o lesbijkach:
          one są niegroxne, bo co one takiego w ogóle moga zrobić? poza tym one są ze
          sobą tylko dlatego, ze nie ma chłopa akurat.

          tak samo malarki - sama słabizna, skoro nie chcą malarzy:-)
          o nie, to pewnie dlatego, że to malarze ich nie chcieli. no i założyły sobie
          bidule jakieś stowarzyszenie- na pocieszenie. ale prawdziwa sztuka nie może
          istnieć bez fallusa

          • Gość: maly.k Re: same szpile w tych kieszeniach IP: 139.57.24.* 02.06.03, 16:49
            Dlaczego tak uważasz? Bo jeśli chodzi o mnie, nigdy takich opinii nie
            wyglaszałem. Jeśli uważasz, że brak jest w sztuce 'kobiecego spojrzenia', to
            ja Ci na to, że nie ma 'kobiecego spojrzenia' - tak samo jak i męskiego. To
            przenoszenie języka agitki do sztuki.

            Mam ochotę na ironiczną uwagę pod Twoim adresem, ale powstrzymam się -
            wyczerpałem swój limit na dziś.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • e_wok Re: same szpile w tych kieszeniach 02.06.03, 19:10
              Gość portalu: maly.k napisał(a):

              > Dlaczego tak uważasz? Bo jeśli chodzi o mnie, nigdy takich opinii nie
              > wyglaszałem. Jeśli uważasz, że brak jest w sztuce 'kobiecego spojrzenia', to
              > ja Ci na to, że nie ma 'kobiecego spojrzenia' - tak samo jak i męskiego. To
              > przenoszenie języka agitki do sztuki.
              >
              > Mam ochotę na ironiczną uwagę pod Twoim adresem, ale powstrzymam się -
              > wyczerpałem swój limit na dziś.
              >
              Ja to nie ma męskiego spojrzenia? Weźmy choćby literaturę - jest zdecydowanie
              płciowa. Chcesz powiedzieć, że "monologi waginy" albo książki Eriki Jong nie
              są literaturą "kobiecą", przesyconą kobieca płciowością? A Henry Miller
              albo "Kompleks Portnoya" albo ksiązki Johna Irvinga, albo ksiązki Remarqua nie
              są literaturą męską, rysującą postaci poprzez perspektywę męskiej płciowości?
              A sięgając wstecz - nie sądzisz, że twórczość D. H Lawrance'a różni się jednak
              od sióstr Bronte (chociaż wszystko dzieje się na tych samych wrzosowiskach)?
              Jest inna percepcja, inna wrażliwość, różnice w nadawaniu wartości tym samym
              uczuciom.
              >
              > mk.
              • Gość: maly.k Re: same szpile w tych kieszeniach IP: 139.57.24.* 02.06.03, 19:28
                Oczywiście, tylko że są to pochodne indywidualnej (czasem nawet - unikalnej)
                perspektywy autora. Klasyfikacja, sztuczny twór. Zajmują mnie, jak
                najbardziej, spojrzenia kobiet - szukanie jakiejś syntetycznej 'kobiecej
                perspektywy' to zajęcie jałowe. Chyba, że celem ma być doskonalenie metod
                podrywu. Zresztą, kongregacja śledzących 'męską perspektywę' jest znacznie
                mniejsza od speców od 'kobiecej', mimo, że materiał źródłowy jest większy.
                Ciekawe czemu?

                Zula zdaje się sugerować, że "Stowarzyszenie kobiet aktywnych i twórczych' ma
                coś wspólnego z tożsamością twórców. Każdy może się stowarzyszać, jak mu się
                podoba i może mieć tożsamość taką, jaką sobie wymyśli.
                Tylko, jeśli za Zulą uznamy, że celem wzmacnianie frakcji 'kobiece
                spojrzenie', to ja powiem, iż taki wspólny wyróżnik (kobiety piszące jak
                kobiety) jest nudny (bo redundantny).

                Pozdrawiam,

                mk.
                • Gość: zula nie można oddzielić sztuki od nieswiadomości społe IP: diak:* / 10.2.12.* 02.06.03, 20:12
                  wklejam tu fragment, który dziś skompilowałam, o pornografii - powiecie hola!
                  nie otym rozmawiamy. ale o tym też będzie, że nie o tym rozmawiamy.


                  Maciej Parowski w felietonie Gdybym musiał być kobietą, to bym wolał być
                  mężczyzną (za: Szyłak, 2002: 125) pisze: Pornografia traktuje kobiece ciało z
                  handlową powagą. (...) Będąc jedynie kuszeniem, a nigdy spełnieniem –
                  rozbudzałaby na mnie, kobietę, męskie apetyty. Jednocześnie posługując się
                  ciałami modelek najwyższej optycznie jakości, winduje tak wysoki kanon urody,
                  że mało która ze statystycznych kobiet może mu sprostać(...).
                  W tym wypadku warto zadać sobie pytanie: z kim identyfikuje się, kogo pożąda
                  kobieta oglądająca film pornograficzny? Pożąda bycia pożądaną jak bohaterki
                  filmu? Zdaniem Jerzego Szyłaka (2002) w miejsce słowa „pornografia’ można
                  byłoby wstawić dowolny termin odnoszący się do innego wytworu popkultury.
                  Najważniejsza cechą sfotografowanych, narysowanych czy opisanych bohaterek jest
                  bowiem zawsze ich atrakcyjność fizyczna (bądź jej brak): Zgadzając się na to,
                  że i filmowe ujęcie, i plakat reklamowy, i pornograficzny fotos, i nawet
                  literacki opis są zaledwie „powtórzeniem”, musimy zarazem przyznać,
                  że „oryginał”, którego kopie stanowią, istnieje jedynie w świecie platońskich
                  idei, wobec których cała rzeczywistość jest jedynie cieniem, rzucanym na ścianę
                  (Szyłak, 2002: 127).
                  Postacią w szczególny sposób „powtarzającą” ów ukryty przed świadomością „orygi-
                  nał” jest Madonna. Jej zabawa własną tożsamością seksualną zyskała wielu
                  zwolenników z różnych kręgów – od dwunastolatek po środowiska gejowskie. Jednak
                  z tych samych powo-dów, z których stała się ona artystką bawiącą się
                  wizerunkiem, ulubienicą kultury masowej, została znienawidzona przez rzeczników
                  tej kultury – w ich opinii nie była postmodernistką żonglującą symboliką
                  pożądania – lecz zepsutą rozpustnicą. Seks jest więc obszarem trakto-wanym w
                  naszej kulturze jako specyficzne sacrum – dopuszczalne jest bycie obiektem,
                  bądź negowanie swojej roli jako obiektu odrzucając wszystkie związki – jednakże
                  ona uczyniła ze swojej seksualności fetysz, aksjomat. Miała świadomość, że
                  używa swojego ciała jako obiektu, to właśnie podkreślała, wyrażając się
                  jednocześnie ponad swoją fizycznością, ponad genderm, puszczając oko do
                  słuchacza, widza. Było to złamanie konwencji, romantycznej otoczki pozwalającej
                  epatować seksualnością, nie będąc pornografią. Madonna odebrała więc
                  i „pornografię” i „kobiecość” zmaskulinizowanej kulturze przebierając się za
                  kobietę, używając ról genderowych, ale sprawując nad nimi władzę.
                  Owo zdekonstruowanie pożądania nie wpłynęło na zmianę wartości pornografii,
                  uświadomiło jednak obecność w kulturze owej wiecznej gry, gry wyobrażenia o
                  kobiecie z tym, kim naprawdę ona jest. Można zatem powiedzieć, że poprzez
                  kulturę mężczyzna wyraża swoje pożądanie dotyczące tego, jaka kobieta powinna
                  być, tłumacząc to różnymi ideami – np. przyczynami artystycznymi, chęcią
                  przełamania tabu, barier, rewolucją, wyzwoleniem się z oków norm społecznych.
                  Jednocześnie w filmie, innych sztukach najpiękniejsze kobiety przypadają w
                  udziale najsilniejszym, najbogatszym czy też najmądrzejszym mężczyznom. To
                  jakby wskazówka (lub wzmocnienie hierarchii) dla obu płci, jakim obszarem życia
                  należy się szczególnie zająć, a z drugiej strony jest to forma samonagradzania
                  się twórcy realizującego w filmie taki wzorzec kobiecości, który jemu samemu
                  schlebia. Być może również „powtarzanie”, uczestniczenie w tym niezwykłym
                  rytuale pełni funkcję uspokojenia swojego lęku i fascynacji innością kobiety.
                  E. Ann Kaplan (za: Bator, 1997) twierdzi, że kobieta nie jest w
                  pornografii „znaczącym” dla „znaczonego” (czyli ”realnej” kobiety). Lacan
                  pisał: Fallus jest uprzywilejowanym znaczącym (za: Bator, 1997: 125),
                  konkludując, że kobieta nie może istnieć. Nie w sensie fizycznym, lecz w sensie
                  reprezentacji w symbolicznym (byt języka jest niebytem obiektów [ibidem]), więc
                  również w pornografii. W koncepcji Kaplan pornografia jest więc sferą
                  najintensywniejszych poszukiwań, prób wyjaśnienia zagadki kobiety – i
                  zaspokojenia pragnienia. W tym samym procesie, jak mówi Elisabeth Badinter,
                  mężczyzna jest tym, który musi ciągle udowadniać, że nie jest dzieckiem,
                  kobietą, homoseksualistą. Jednakże nawet najbardziej nagie ciało,
                  najbrutalniejszy akt nie odsłaniają przez mężczyzną niewyjaśnionego.
                  Iluzoryczność i niemożliwość spełnienia męskich życzeń wobec tej, która mówi
                  głosem nieświadomości, sprawia, że pornograficzna scena powtarzana jest wciąż
                  na nowo (ibidem: 136). Drugie dno pornografii to również obalenie lęku przed
                  śmiercią, unicestwienie go w imię lęku przed śmiercią pożądania: Wyznanie, iż
                  pożądanie jest zagrożone brakiem pragnienia oznaczałoby jego śmierć.
                  Pornografia może grać ze śmiercią w całym jej rejestrze, lecz nie ze śmiercią
                  pożądania, chyba, że ze śmiercią jako ostatnim stadium rozkoszy (Jutta Brucker,
                  za: Bator, 1997: 140).
                  • Gość: tad Zulo! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 02.06.03, 22:24

                    Rewelacyjny tekst! Jeśli zdarzy mi się teraz obejrzeć jakiś film pornograficzny
                    dostrzegę w nim głębię istnienia jakiej nie podejrzewałem! Dziękuję za ten
                    rewelacyjny tekst, proszę jednak o wyjasnienie kilku kwestii:

                    Jak rozumiesz ten fragment:

                    > E. Ann Kaplan (za: Bator, 1997) twierdzi, że kobieta nie jest w
                    > pornografii „znaczącym” dla „znaczonego” (czyli ”
                    > realnej” kobiety).

                    I ten:



                    Lacan
                    > pisał: Fallus jest uprzywilejowanym znaczącym (za: Bator, 1997: 125),
                    > konkludując, że kobieta nie może istnieć. Nie w sensie fizycznym, lecz w
                    >sensie reprezentacji w symbolicznym (byt języka jest niebytem obiektów >>
                    [ibidem]), więc również w pornografii.


                    I ten:

                    >W koncepcji Kaplan pornografia jest więc sferą
                    > najintensywniejszych poszukiwań, prób wyjaśnienia zagadki kobiety – i
                    > zaspokojenia pragnienia. W tym samym procesie, jak mówi Elisabeth Badinter,
                    > mężczyzna jest tym, który musi ciągle udowadniać, że nie jest dzieckiem,
                    > kobietą, homoseksualistą. Jednakże nawet najbardziej nagie ciało,
                    > najbrutalniejszy akt nie odsłaniają przez mężczyzną niewyjaśnionego.
                    >


                    Wierzysz, że napisano tu "prawdę o pornografii"?


                    PS
                    ten sposób podawania przypisów, jaki stosujesz jest bez sensu, jesli na końcu
                    nie podasz spisu prac, do których przypisy się odnoszą.
                    • Gość: zula zignoruj przypisy IP: diak:* / 10.2.12.* 03.06.03, 09:15
                      bo nie mam czasu wrzucać tu bibliografii, ani nawet usunąć z tekstu przypisów.
                      masz podane lata, na pewno odnajdziesz te książki. a jak nie, to za miesiąc,
                      mozesz sie zgłosić.
                    • Gość: zula ps. oglądasz fimy pornograficzne? (n/txt) IP: diak:* / 10.2.12.* 03.06.03, 09:15
                • Gość: EWOK Re: same szpile w tych kieszeniach IP: 213.241.18.* 03.06.03, 10:13
                  Gość portalu: maly.k napisał(a):

                  > Oczywiście, tylko że są to pochodne indywidualnej (czasem nawet - unikalnej)
                  > perspektywy autora. Klasyfikacja, sztuczny twór. Zajmują mnie, jak
                  > najbardziej, spojrzenia kobiet - szukanie jakiejś syntetycznej 'kobiecej
                  > perspektywy' to zajęcie jałowe.

                  No widzisz, dla Ciebie tak. Ale w literaturze współczesnej całkiem sporo
                  pisarzy z wyższej półki sięga po ową specyficzną kobiecą perspektywę, nie
                  wiedząc zdaje się, że takowa nie istnieje. Rushdie, Marquez, Hrabal, Saramago
                  napisali książki albo w całości z tejże perspektywy albo przynajmniej w
                  obszernych fragmentach. Wygląda to wręcz jak jakiś konkurs pod tytułem "nigdy
                  byś nie wpadł na to, że autorem nie jest kobieta". Jeśli każdy, kto ma
                  odpowiednią dawkę talentu może sobie bez problemu zmienić płeć na kartkach
                  książki to dla mnie oznacza, że istnieją jakieś wyznaczniki odróżniające
                  percepcję kobiecą od męskiej. I na dodatek są one całkiem uniwersalne pod
                  względem geograficznym - kobieca perspektywa "Wesel w domu" nie różni się
                  wiele (pod względem kobiecości) od "Miasta ślepców".

                  Chyba, że celem ma być doskonalenie metod
                  > podrywu. Zresztą, kongregacja śledzących 'męską perspektywę' jest znacznie
                  > mniejsza od speców od 'kobiecej', mimo, że materiał źródłowy jest większy.
                  > Ciekawe czemu?

                  Może na takiej samej zasadzie, na jakiej świat w pewnej chwili zachwycił się
                  jazzem... Grupa dotąd nie wypowiadająca się zbyt często ani chętnie,
                  pozostająca gdzieś na obrzeżach, odkładająca sobie na bok niewyrażone pomysły,
                  nagle się odezwała i okazało się, że ma świeże spojrzenie, gotowy, bo
                  chomikowany latami, repertuar, że to wszystko, co robiono do tej pory można
                  zrobić inaczej. Tak jak z muzyką - wszystko jest kombinacją tych samych nut,
                  ale skomponować, zagrać czy zaśpiewać można w różny sposób.


                  >
                  > Zula zdaje się sugerować, że "Stowarzyszenie kobiet aktywnych i twórczych' ma
                  > coś wspólnego z tożsamością twórców. Każdy może się stowarzyszać, jak mu się
                  > podoba i może mieć tożsamość taką, jaką sobie wymyśli.
                  > Tylko, jeśli za Zulą uznamy, że celem wzmacnianie frakcji 'kobiece
                  > spojrzenie', to ja powiem, iż taki wspólny wyróżnik (kobiety piszące jak
                  > kobiety) jest nudny (bo redundantny).

                  Taki sam dobry wyróżnik jak każdy inny, a przy tym usprawiedliwiony
                  ekonomicznie - kobiece spojrzenie świetnie się sprzedaje. Być może niedługo
                  wszyscy będą pisać tak jakby byli kobietami. Chociaż nie, jeden nieugięty
                  zostanie. Będzie nim Jerzy Pilch :)


                  • maly.ksiaze Dziękuję za świetny przykład... 04.06.03, 04:08
                    Gość portalu: EWOK napisał(a):

                    > No widzisz, dla Ciebie tak. Ale w literaturze
                    współczesnej całkiem sporo
                    > pisarzy z wyższej półki sięga po ową specyficzną
                    kobiecą perspektywę, nie
                    > wiedząc zdaje się, że takowa nie istnieje. Rushdie,
                    Marquez, Hrabal, Saramago
                    > napisali książki albo w całości z tejże perspektywy
                    albo przynajmniej w
                    > obszernych fragmentach.
                    Tu jest pies pogrzebany. Ta perspektywa to element
                    stylizacji, a nie element tożsamości. Po prostu drążenie
                    'specyficznej kobiecej perspektywy' to, jak mawiają
                    Amerykanie, szczekanie pod złym drzewem.
                    Wyznaczniki, o których napisałaś być może istnieją. Tyle
                    że w Sztuce cała ta 'unikalna percepcja' nie jest wcale
                    taka unikalna, to element sztafażu jak wszystkie inne. W
                    każdym razie ciężko tu mówić o czymś istotnym dla
                    tożsamości - zwłaszcza w literaturze, gdzie wszystko jest
                    przepuszczone przez filtr rozumu. Na dodatek dwa razy.

                    Nie neguję, jak to nazwałaś, występowania 'specyficznej
                    kobiecej perspektywy' w pięknych okolicznościach
                    przyrody, wątpię po prostu w jej siłę jako dyskryminatora
                    przy analizach literackich. Chyba że jak chce Zula (za
                    Cixous bodajże), 'ecriture feminine' to poprostu
                    nieumiejętność zapanowania nad narracją.


                    > Taki sam dobry wyróżnik jak każdy inny, a przy tym
                    usprawiedliwiony
                    > ekonomicznie - kobiece spojrzenie świetnie się
                    sprzedaje. Być może niedługo
                    > wszyscy będą pisać tak jakby byli kobietami.
                    Zdecydujmy się - czy chodzi w końcu o to "że kultura jest
                    niedoreprezentowana przez kobiety", czy o względy
                    merkantylne? Zresztą, dyskutowałem i - mea maxima -
                    pokpiwałem raczej z zulowej wykładni, niż z samego
                    Powiatowego Związku Kobiet Aktywnych. Osobiście nie mam
                    nic przeciwko temu, aby każdy się zrzeszał tak, jak mu
                    się podoba - tuszę, że feministki również nie. Choć, o
                    ile pamiętam, w USA *prywatne* kluby golfowe 'man only'
                    są okazjonalnie pikietowane przez feministki i dziś (choć
                    coraz rzadziej - mało takich klubów się ostało).

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • Gość: zula Re: Dziękuję za świetny przykład... IP: diak:* / 10.2.12.* 04.06.03, 08:36
                      doszliśmy do bardzo dziwnej sytuacji: mianowicie wymieniliśmy sięjakbyrolami -
                      panowie uważają, że kobieca perspektywa jest taka sama jak męska (czyli
                      postuliją równouprawnienie), panie, że jest ich własna, osobista, inna niż
                      męska.

                      zreasumuję więc globalnie poglądy antyfeministów:

                      - kobiety z racji na swoją inność stworzone są do opieki nad dziećmi, zarabiają
                      mniej, bo są nieagresywne, są emocjonalne, mniej racjonalne, dlatego nikt w
                      wyborach, nawet same kobiety na nie nie głosują, i dlatego tak często padają
                      ofiarą gwaltu - bo są słabsze i nie umieją się obronić, mogą się co najwyżej
                      rozpłakać się i podrapać oprawcę. kobiece przyjaźnie to rzadkość, bo
                      przyjaciółki w końcu pokłócą sie o torebkę. język kobiet jest inny niz język
                      męzczyzn. kobiety kochają iaczej niż męzczyzźni (zależy im na uczuciach barziej
                      niż na seksie).

                      - ale tez sztuka kobiet niczym nie różni się od sztuki męzczyzn, jest co
                      najwyżej stylizacją.

                      no wiec dostrzegam tutaj sporą niekonsekwencję. skoro jesteśmy kulturowo inne,
                      wychowane jako inne, w świecie męskich wartości "płodzące synów, którzy pojdą
                      na wojnę" itd itp. to dlaczego odmawiacie nam własnego spojrzenia? podkreślam
                      fakt, że istnieje grupa doświadczeń specyficzna tylko dla kobiet.
                      tego własnego spojrzenia, dośiadczenia się z resztą nie da zanegować, bo to się
                      dzieje poza sferą świadomosci, więc cała dyskusja jest w pewnym sensie, jak
                      mówią na śląsku "o dupę roztrzaś".

                      moim zdaniem chodzi o to, że różnice sa atrakcyjne, chodzi tylko o przełamanie
                      bariery wstydu (nie uważam, że sztuka jest dla wybrańców, z obu stron pędzla,
                      pióra itd)

                      myślę, że plusem takich stowarzyszeń twórczych jest moze swoboda tworzenia,
                      jezeli pani chce namalować np. gigantyczną waginę, która przyśniła jej się w
                      nocy, to zrobi to bez krępacji. to tylko przejaskrawiony przykład, ale chodzi
                      mi o to, że i zespoły obupłciowe i jednopłciowe maja swoje plusy i minusy, nie
                      można powiedzieć, z jedne są b. wartościowe od drugich.

                      o klubach męskich już kiedyś pisałam - uważam, że to po prostu zazdrość
                      niektórych kobiet.
                      • Gość: swawolny dyzio Do Zuli IP: *.localdomain / 192.168.21.* 04.06.03, 10:34
                        Przyznaję, że nie czytałem całości Twoich wypowiedzi, ominąłem m. in. felieton
                        Parowskiego, bo długaśny i sztucznym językiem pisany. Ja zazwyczaj piszę
                        zwięźle, tak będzie i tym razem.
                        Sztukę zasadniczo dzielę na dobrą i złą, czyli taką, która na mnie oddziałuje
                        lub nie (ściśle subiektywne kryterium – jedynie słuszne), a nie kobiecą lub
                        męską. Ty podpierasz się Gombrowiczem, mogę wysłuchać autorytetów, ale przecież
                        nikt lepiej ode mnie samego nie wie co mi się podoba, a co nie, to znaczy
                        wzbudza rezonans mej duszy. Jeśli zamawiam jakąś potrawę w restauracji i
                        stwierdzam, że mi smakuje, czy muszę wiedzieć jak i z jakich składników została
                        przyrządzona?
                        Po co na każdym kroku, wszędzie, także w sztuce znakować teren? Czy sztuka
                        tworzona przez kobietę jest przez to automatycznie, mocą oddziaływania płci
                        samej, lepsza bądź gorsza? Możliwe, iż jest inna, ale właśnie my l u d z i e
                        powinniśmy pięknie się różnić.
                        • Gość: miłka Re: Do Zuli IP: *.chello.pl 04.06.03, 11:26
                          Gość portalu: swawolny dyzio napisał(a):

                          > Po co na każdym kroku, wszędzie, także w sztuce znakować teren?

                          Pewnie, że nie potrzeba i tak naprawdę mało kto to robi. A że czasem się zdarza
                          to co takiego? Przecież to nikomu nie przeszkadza. Może twoje wrażenie, że
                          zdarza się to "na każdym kroku" bierze się ze zbyt dużego czasu spedzanego na
                          tym forum. W życiu codziennym nie zwraca na to uwagi.

                        • Gość: zula Re: Do Zuli IP: diak:* / 10.2.12.* 04.06.03, 12:01
                          ten fragment to z pr mgr, więc dlatego ten język.

                          tak, oczywiscie, masz rację, to w jaki sposób oddziaływuje sztuka niewatpliwie
                          trudno podzielic na wpływ męski i damski.

                          nie chodzi mi też o to, że coś jest lepsze czy gorsze - atmosferę wytworzoną w
                          każdej grupie można specyficznie wykorzystać, zwłaszcza w procesie twórczym.
                          może te panie chcą się przekonać, jaks ię tworzy w grupe samych kobiet? a może
                          to odzew na tego typu działania na swiecie? któz wie. może spytaj samych pań.

                          pzdrw
                          zula
                          • Gość: swawolny dyzio Re: Do Zuli IP: *.localdomain / 192.168.21.* 04.06.03, 12:23
                            Cieszę się ze zbliżenia stanowisk, mimo że na skutek pośpiechu pewne słowa
                            wyleciały z mojego tekstu. Ta np. zdanie "nikt lepiej ode mnie (...)", powinno
                            brzmieć:

                            nikt lepiej ode mnie samego nie wie co mi się podoba, a co nie, to znaczy
                            wzbudza rezonans mej duszy, bądź nie. Jeśli zamawiam jakąś potrawę w
                            restauracji i stwierdzam, że mi smakuje, czy muszę wiedzieć jak i z jakich
                            składników została przyrządzona i czy kucharzem był mężczyzna czy też kobieta?

                            Pozdrawiam miłośników sztuki (wszelkiej)
                            • Gość: zula :-) IP: diak:* / 10.2.12.* 04.06.03, 16:22
                              no to bomba:-) fajnie, że przynajmniej jeden wątek kończy się pozytywnie:-)

                              miłego dnia
                              z.
                      • maly.ksiaze Zamiast 'reasumować' 04.06.03, 13:29
                        Uświadom sobie w końcu, że nie rozmawiasz z archetypowym
                        antyfeministą, z sumą ogólną wszystkich poglądów, które
                        wydają Ci się obmierzłe.

                        Pozdrawiam,

                        mk.

                        • Gość: EWOK Re: Zamiast 'reasumować' IP: *.acn.waw.pl 04.06.03, 18:25
                          maly.ksiaze napisał:

                          > Uświadom sobie w końcu, że nie rozmawiasz z archetypowym
                          > antyfeministą, z sumą ogólną wszystkich poglądów, które
                          > wydają Ci się obmierzłe.

                          Oczekujesz szczególnego traktowania w tej materii? Bardzo proszę, przynajmniej
                          z mojej strony :) Ale Zula zwróciła uwagę na pewien aspekt - dlaczego
                          stereotypowe postrzeganie kobiet działa tylko w pewnych przypadkach? Kiedy
                          trzeba usprawiedliwić brak równouprawnienia np. w dziedzinie ekonomii i
                          uzasadnić niższe płace kobiet - jest jak znalazł ! Natychmiast dowiadujemy
                          się, że kobiety "z natury" nie są agresywne, za to uczuciowe, myślą o
                          rodzinie, za to nie koncentrują się na pracy itede. Czyli są na tyle odmienne
                          w sferze emocjonalnej od mężczyzn, że nijak nie idzie dać im równej pensji. A
                          z kolei w innych przypadkach ta emocjonalna różnica gdzieś znika. I ja, jako
                          wieloletnia fanka "Porwania Baltazara Gąbki" przede wszystkim pragnę wyjaśnić
                          gdzie i dlaczego zaginęła ta kobieca specyfika?
                          • Gość: maly.k Re: Zamiast 'reasumować' IP: 139.57.24.* 04.06.03, 19:52
                            Gość portalu: EWOK napisał(a):

                            > I ja, jako wieloletnia fanka "Porwania Baltazara Gąbki" przede wszystkim
                            > pragnę wyjaśnić gdzie i dlaczego zaginęła ta kobieca specyfika?
                            O to musisz spytać znawców tej specyfiki, ja nigdy się takim nie malowałem. I
                            tak, w dyskusji oczekuję indywidualnego traktowania - do tłumu woła się
                            głosząc kazanie.

                            Nie uważasz, że używanie dyskusji o tożsamości w literaturze w charakterze
                            młota na oponentów w zestawieniu z zupełnie innej dziedzinie świadczy o bardzo
                            dowolnym stosunku do tematu. Zwróć przy tym uwagę, że dzieła sztuki tworzą, z
                            defincji nieomal, osoby w jakiś sposób nieprzeciętne - a więc, siłą rzeczy,
                            nie przystające do stereotypów.

                            Pozdrawiam,

                            mk.
                            • Gość: EWOK Re: Zamiast 'reasumować' IP: *.acn.waw.pl 04.06.03, 20:24
                              Gość portalu: maly.k napisał(a):


                              >
                              > Nie uważasz, że używanie dyskusji o tożsamości w literaturze w charakterze
                              > młota na oponentów w zestawieniu z zupełnie innej dziedzinie świadczy o
                              bardzo
                              > dowolnym stosunku do tematu. Zwróć przy tym uwagę, że dzieła sztuki tworzą,
                              z
                              > defincji nieomal, osoby w jakiś sposób nieprzeciętne - a więc, siłą rzeczy,
                              > nie przystające do stereotypów.
                              >
                              Zgoda w kwestii nieprzeciętności. Jednak upieram się przy tym, że "Pani
                              Dalloway", "Monologi waginy", ksiązki Jane Austen, Isabel Allende czy wiersze
                              Sylvii Plath albo choćby "Dziennik Bridget Jones" (apeluję, aby w imię dobra
                              dyskusji uznać tę książkę za literaturę :)) są specyficzne pod względem tak
                              treści jak i formy na tyle, że kwalifikuje się je do nurtu literatury
                              kobiecej. Oczywiście, poza tym, większośc z wymienionych pisarek dysponowała
                              tak wybitnym talentem, że, niezależnie , zalicza się je do ogólnie pojętego
                              światowego dziedzictwa kulturowego. To "spojrzenie kobiece" nie jest teraz tak
                              wyraźne, jak 100 lat temu, gdy światy męski i kobiecy istniały równolegle, z
                              rzadka tylko się przenikając (dlatego w książkach D.H. Lawrence'a pisanych z
                              kobiecej perspektywy - Kochanek lady Chatterley albo Zakochane kobiety -
                              pobrzmiewa fałsz i czuć stylizację). Na takiej samej zasadzie, od czasów
                              Presleya, "biała" muzyka czerpie całymi garściami z pomysłów pierwotnie
                              murzyńskich, do tego stopnia, że Czarnym ostał się właściwie tylko gospel jako
                              oryginalne murzyńskie kompozycje i to też nie do końca. Zostawmy na chwilę
                              literaturę. Na obrazach Fridy Kahlo pojawia się reminiscencja jej
                              niespełnionego macierzyństwa. Przyznam, że nie widziałam obrazu jakiegokolwiek
                              mężczyzny, dla którego problem taki byłby na tyle istotny, żeby w sposób mniej
                              lub bardziej symboliczny go namalować. Tylko nie dyskutujmy,proszę, czy Frida
                              Kahlo była artystką czy też zapomnianą malarzyną, przypadkiem koronowaną na
                              ikonę na potrzeby współczesnych kobiet - to jest temat na zupełnie inną
                              rozmowę.
                              • maly.ksiaze Pan Darcy molestuje Anię Shirley 05.06.03, 16:11
                                Nie kwestionowałem istnienia 'literatury kobiecej' wogóle - podaję w
                                wątpliwość to, czy wyrażona 'kobiecość' czy 'męskość' perspektywy jest istotna
                                dla tożsamości twórcy. Konkretnie - uważam, że w ogólnym przypadku mowa o
                                jakimś decydującym (i autentycznym) związku tej perspektywy z tożsamością (co
                                to zresztą jest?) nie ma specjalnego sensu.
                                Zresztą, termin 'literatura kobieca' charakteryzuje książki raczej ze względu
                                na audiencję niż na jakieś szczególne cech twórcy. Owszem, tak się składa, że
                                takie grupy mają swoje, zgrubnie ujęte, gusta - i zręczna produkcja pod te
                                gusta zapewnia sukces. Liczni producenci wydawniczego tłucznia (Cartland,
                                McLean, Rowling) się w ten sposób dorobili - ale o jakiej szczególnej
                                perspektywie może być tu mowa?

                                Gdy sięgnie się do tzw. klasyki sprawa nie wygląda wcale inacvzej. 'Duma i
                                uprzedzenie' wyraża kobiecość autorki tak samo, jak 'Ania z Zielonego Wzgórza'
                                wyraża dziecięctwo LMM. To znaczy - może trochę, ale to nie jest aż tak ważne.
                                Zresztą, jeśli podążyć śladem feministycznych rozważań nad formą kobiecego
                                piśmiennictwa, książki JA są bardzo złym przykładem - narracja przebiega tak,
                                jak powinna, wątki zaczynają się i kończą tak, jak powinny i tam, gdzie
                                powinny.

                                Jestem skłonny przyznać Ci rację odnośnie poezji Plath. To jest kobiece, i to
                                się czuje nie w obiekcie i w podmiocie wypowiedzi, ale z samej materii
                                wiersza.

                                Gość portalu: EWOK napisał(a):
                                > Jednak upieram się przy tym, że "Pani
                                > Dalloway", "Monologi waginy", ksiązki Jane Austen, Isabel Allende
                                > czy wiersze Sylvii Plath albo choćby "Dziennik Bridget Jones"
                                > (apeluję, aby w imię dobra dyskusji uznać tę książkę za literaturę :))
                                Mam większy problem z uznaniem za literaturę "Monologów", niż "Dziennika".
                                Choć muszę przyznać, że w 'Monologach...' ta perspektywa, o której mówimy jest
                                aż nadto widoczna - ale tylko w tym sensie, że kobiecość jest tematem - bez
                                żadnych woali (a nawet - bez majtek).

                                Pozdrawiam,

                                mk.

                                PS. Mam wrażenie, że jedyny dobry i prawdziwie zabawny aspekt perypetii
                                Bridget uciekł większości czytelników (Jones jako Elizabeth Bennet).
                                • Gość: EWOK Re: Pan Darcy molestuje Anię Shirley IP: 213.241.18.* 05.06.03, 16:31
                                  maly.ksiaze napisał:

                                  >
                                  > >> PS. Mam wrażenie, że jedyny dobry i prawdziwie zabawny aspekt perypetii
                                  > Bridget uciekł większości czytelników (Jones jako Elizabeth Bennet).


                                  No wiesz,tą końcową łopatologią czuję się osobiście dotknięta. To wyraźny
                                  afront.
                                  Ale, przy okazji, smutno mi się robi, kiedy w popularnej, prostackiej wręcz
                                  literackiej konfekcji dla Angielek już na pierwszej stronie znajdujemy
                                  naprawdę udaną metaforę literacką (uwaga, że ktoś, kto na przyjęciu stoi przy
                                  regale, przeglądając ksiązki i nazywa się Darcy równie dobrze mógłby biegać po
                                  ogrodzie, tłukąc głową o drzewa i wrzeszcząc "Cathy" i nazywać się Heathcliff -
                                  to moja dośc dowolna transkrypcja,ale wyraża sedno) uświadomiła mi, że gdyby w
                                  książczynie skierowanej do współczesnych Polek znalazło się jakieś nawiązanie
                                  do, załóżmy, Jana Bohatyrowicza, większośc czytelniczek zapytałaby "kto??".
      • Gość: twarze Re: mozesz trzymać rece w kieszeniach IP: *.acn.waw.pl 15.06.03, 12:26
        Gość portalu: zula napisał(a):

        > nie, chodzi o to, że kultura jest niedoreprezentowana przez kobiety - a przez
        > to brak kobiecego spojrzenia na swiat wyrażanego poprzez sztukę - np.
        większość

        co to znaczy "niedoreprezentowana"? od kiedy, ilu %? smieszne...a ja chciałem
        powiedziec ze kultura jest niedoreprezentowana przez szarookich....


        >
        > nie rozumiem z resztą całej tej otoczki agresji - np. w nazwie posta - żmije,
        > dlaczego kobiece a nie ludzkie - przecież stowarzyszenia są oddolne,
        > dobrowolne - to tak, jakbyś się buntował, ze koło gospodyń wiejskich nie
        nazywa
        >
        > się kołem ludzi wsi.
        >
        > stowarzyszenie malujących ustami amun również podkreśla swoją inność, może
        chca
        >
        > >
        > skoro sa tam tylko kobiety, to po co pisać "ludzie" - skoro to ogólniejsza
        > kategoria? twórca decyduje z kim się utożsamia, więc nie możesz mu narzucić,
        że
        >
        > poddpisuje się niepoprawnie politycznie.

        chwileczke - nie wiem czy wiesz ze tak zawne "feministki" naprzykład
        doprowadziły do tego ze nie mozna zgodnie z prawem np. dawac ogłoszen ze
        poszukuje sie "opiekunki" do dziecka tylko "osoby do opieki" a przeciez to ja
        powiniennem miec wolnosc wyboru czy chce "osobe" "kobiete" czy "meszczyzne" do
        opieki...mało tego sa sankcje finansowe jesli jakiejs(mus) ubzdura sie ze nie
        dostał(a) roboty z powodu tego co mam miedzy nogami... wiec zdecydowanie jest
        to NIEPOPRWNE POLITYCZNIE STOWARZYSZENIE!!!


        możesz po prostu nie oglądać obrazów
        > tych kobiet, skoro nie podoba ci się autograf ich grupy, nie interesuje cię
        ich
        >
        > pogląd

        tez tak uwazam - tylko jesli tak to po co te chore pomysły tych kobiet chorych
        z braku chłopa?

        pozadrawiam
    • Gość: lolyta Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij IP: *.mia.bellsouth.net 02.06.03, 17:53
      Gość portalu: swawolny dyzio napisał(a):

      > Z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że w moim powiecie
      > działa "Stowarzyszenie kobiet aktywnych i twórczych". Dlaczego
      > nie "Stowarzyszenie ludzi aktywnych i twórczych"? Czy społeczeństwo dzieli
      > się na ludzi i kobiety? Czy feministki to kobiety z kompleksami, które na
      > każdym kroku chcą dowodzić swojej wartości?

      Z pewnym zdziwieniem przeczytalam Twojego posta. Chodzi o stowarzyszenie KOBIET
      aktywnych i tworczych czy FEMINISTEK aktywnych i tworczych? Bo jesli kobiet, to
      jaki sens ma uwaga wygloszona przez Ciebie na koncu?
    • Gość: barbinator Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.06.03, 19:29
      Gość portalu: swawolny dyzio napisał(a):

      > Z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że w moim powiecie
      > działa "Stowarzyszenie kobiet aktywnych i twórczych". Dlaczego
      > nie "Stowarzyszenie ludzi aktywnych i twórczych"? Czy społeczeństwo dzieli
      > się na ludzi i kobiety? Czy feministki to kobiety z kompleksami, które na
      > każdym kroku chcą dowodzić swojej wartości?


      Skoro tak bardzo cię to dziwi, to proponuję na następną wyprawę z kumplami na
      piwo albo na mecz zabrać żonę (narzeczoną), jej mamusię a także babcię z
      dziadkiem (w przeciwnym razie podpadasz pod ejdżyzm, czyli dyskryminację ze
      względu na wiek) A może uważasz, że zorganizowanie się w dobrowolną grupę męską
      której celem statutowym jest wypicia browarka jest oki, natomiast
      organizowaqnie się w równie dobrowolną grupę damską celem wymiany myśli i
      doświadczeń, to już dowód zakompleksienia i kolejny "niezbity" dowód na głupotę
      feministek?
      Pozdr. B.
    • Gość: lolyta Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij IP: *.mia.bellsouth.net 02.06.03, 20:10
      A jeszcze taka mysl mi przyszla na temat twojego zdziwienia.
      Gdyby to stowarzyszenie zajmowalo sie czyms innym, czy napisalbys, co
      nastepuje?

      > Z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że w moim powiecie
      > działa "Stowarzyszenie kobiet PIORACYCH I GOTUJACYCH". Dlaczego
      > nie "Stowarzyszenie ludzi PIORACYCH I GOTUJACYCH"? Czy społeczeństwo dzieli
      > się na ludzi i kobiety? Czy feministki to kobiety z kompleksami, które na
      > każdym kroku chcą dowodzić swojej wartości?
    • poslonek Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij 09.06.03, 09:33
      Po lekturze tego wątku skłonny jestem postawić tezę, być może ryzykowną, że
      kobiety dzielą się na szczęśliwe (a przynajmniej zadowolone) i feministki.
      • Gość: miłka Re: Wsadzając rękę w kłębowisko żmij IP: *.chello.pl 09.06.03, 11:57
        poslonek napisał:

        > Po lekturze tego wątku skłonny jestem postawić tezę, być może ryzykowną, że
        > kobiety dzielą się na szczęśliwe (a przynajmniej zadowolone) i feministki.

        Wniosek wyciagany na tak wątłej podstawie z pewnością jest ryzykowny. Nie
        istnieje stan permanentnego szczęścia. Feministki tak jak wszyscy ludzie raz
        czują się szczęśliwe, a raz nie. Zadowolenie zaś wcale nie musi oznaczać objawu
        pozytywnego. Jeśli obok kogoś dzieją sie rzeczy złe, a on nie chce lub nie umie
        tego dostrzec i nie reaguje, siedząc sobie z zadowoleniem z założonymi rękami,
        to ja to uważam brak, a nie zaletę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka