Dodaj do ulubionych

Oziębła?

IP: *.attu.pl / *.attu.pl 11.10.04, 13:29
Wspolczuje szczerze paniom, ktore maja partnerow lub mezow nie dbajacych o ich satysfakcje seksualna, wtedy rzeczywiscie mozna sie zniechecic raz na zawsze. Ja mam szczescie znac TO tylko z opowiesci innych. Mam super meza i bardzo dobrze nam sie uklada i w zyciu i w lozku a i tak bywaja okresy kiedy mamy mniejsza ochote na seks.Wole nie myslec co by bylo gdyby w tej sferze bylo byle jak.....duzo bym ( i moj maz tez) stracila. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Świadoma Re: Oziębła? IP: *.devs.futuro.pl 29.10.04, 11:49
      Ja cierpie na ozieblosc pierwotna, powodem jest chyba to, ze jak bylam
      dzieckiem slyszalam jak moi rodzice sie kochaja i balam sie tego-plakalam, a to
      ze mieszkalismy w jednym pokoju,powodowalo, iz sluchanie tych odglosow bylo
      nieuniknione. Teraz mam partnera,jestesmy ze saba 3 lata, jednak nasze zycie
      seksualne pozostawia duzo do zyczenia...Wiem, ze powinnam cos zrobic, ale (moze
      to glupio zabrzmi)ale boje sie isc do seksuologa, wydaje mi sie ze nie bede
      potrafila z nim rozmawaic..
      • chrumka1 Re: Oziębła? 30.10.04, 21:54
        Ja rozumiem, że ci głupio iść do seksuologa, bo też mam problem (kocham mojego
        faceta, jestem z nim 7 i może z raz miałam z nim orgazm, choć to nie jego
        wina). A najgorsze jest to, że prędzej czy później taki lekarz i tak zacznie
        namawiać, żeby przyjść doń we dwoje, a to już w ogóle przerażające.
      • chrumka1 No i czemu nikt nie pisze?! 01.11.04, 11:18
        No i czemu nikt nie pisze?! Baby udają, że ich to nie dotyczy? Przecież
        powszechnie wiadomo, że prawie każda z nas ma problemy z osiągnięciem oragazmu,
        a nawet z podnieceniem się. Czemu nikt nie chce pogadać o tym???
        • jooplin ja pisze 02.11.04, 09:53
          Ja chce o tym pogadac, bo nie mam orgazmow, czy to psycha, wychowanie?
          czy te okropne i obrzydliwe wspomnienia....
          Chlopak ktory wzbudzal we mnie poczucie winy, zeby zmusic mnie do uprawiania z
          nim seksu, a ja nie chcialam, bo nie pozadalam go ani troche,
          Bylam z tym chlopakiem, bo kiedys bylismy razem, potem on wyjechal na wiele
          miesiecy, a gdy dolaczylam do niego,bol rozstania, spotegowane poczucie
          nicnieznaczenia,stepil milosc, bylam martwa.
          Po trzech latach zdalam sobie sprawe, ze mam swoje prawa, ale poczucie winy i
          przepraszanie za wszystko, to byl moj chleb powszedni przez ostatnie 27 lat)i
          to wcale nie jest smieszne.
          Wszysscy dookola chwalili D. jaki jest uczynny, inteligentny.
          A on w rzeczywistosci byl glupi, pozbawioany intuicji, slaby, tchorzliwy i
          zawistny.
          Boze, kocham kogos nad zycie i rycze, gdy to pisze, i rycze, ze blok w mojej
          glowie nie daje sie cieszyc nim, do konca, bez wytchnienia,
          obwiniam chlopaka, ktory byl autokrata, przekonany o swojej racji, ktoremu
          uwierzylam i wyrozumiale pocieszalam, gdy nie zdazyl zdjac spodni i skarpetek a
          byl juz po finale. Zylam na obcej ziemi, oddzielona od rodziny i znajomych
          piec lat z kims, kto wzbudzal we mnie zlosc i poczucie winy, ranil, bo tak
          naprawde nie kochal, teraz jasno to widze.
          Czemu nie odeszlam??? bo poza tym podrozowalismy razem ,razem studiowalismy
          i razem pracowalismy. To byl "zwiazek".
          NIKT NIE PRZESRZEGL, ZE SA CZASEM ZLE SYMPTOMY< NIEPRAWIDLOWE ZACHOWANIEA<
          NIENORMALNOSCI< NIKT O TYM NIE MOWI i ludzie ludziom, na poczatku drogi,
          wyrzadzaja nawzajem krzywde..
          I co z tego,ze mam dobre orgazmy ze soba sama, krzywdze nas. Jest we mnie zal i
          nienawisc. Ale to moja wina, moje wybory, moj problem w glowie.

          jooplin

          p.s. byl czlowiek, ktory, gral mlodymi dziewczynami, ktore po studiach
          pracowaly w instytucie, rozkochiwal w sobie i porzucal dla swiezej zdobyczy,
          uzalezniony od seksu powazany naukowiec G.ojciec, maz, zboczeniec.
          do tej pory czuje sie zeszmacona.
          jestem OZIEBLA
          • chrumka1 Re: ja pisze 02.11.04, 21:27
            To bardzo możliwe, że winę za to ponosi tamten twój facet, ale tak wcale być
            nie musi, choć prawdopodobieństwo jest wielkie. Wiesz, ja np. nie miałam nigdy
            żadnych złych wspomnień - ani odnośnie innych facetów, ani broń Boże związanych
            z ojcem, a jednak... Swojego mężczyznę kocham niewyobrażalnie - a jednak...
            Świat jest niesprawiedliwy dla kobiet, bo przecież nie wyobrażasz sobie chyba
            faceta z podobnymi problemami; gdyby je miał, byłyby do wyleczenia
            farmakologicznie, a jakieś pojedyncze problemy raz na dwa lata czymże są dla
            nas, bab...
            • Gość: Janusz Re: ja pisze IP: *.udn.pl 28.11.04, 17:22
              Ja mam podobny problem z żoną.Jest zimna jak lodówka.Ale znalazłem rowiązanie.
              15 lat temu poznałem kobietę moich oczekiwań.Jesteśmy wobec siebie się bez
              zobowiązań.Ona jest mężatką,ja żonatym facetem.Oczywiście nie tylko seks,ale
              intelektualnie idealnie pasujemy do siebie.Poza tym jest piękną kobietą. Może
              to nie jest etyczne,lecz takie jest życie.
              • Gość: ola Re: ja pisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 14:09
                No właśnie, wy faceci to tylko potraficie "skok w bok" i po bólu. Zamiast pomóc
                nam kobietom to uciekacie od wszystkich problemów. Niech was sz.... Chyba bez
                was życie byłoby piękniejsze, bo jak narazie to nadajecie się tylko do
                zapłodnienia.Oczywiście są wyjątki, ale to naprawdę wyjątki
              • Gość: renata Re: ja pisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 16:42
                zgadzam się z Tobą, kocham mojego męża to cudowny, dobry człowiek, ale pragnę
                innego faceta i bardzo odpowiadałby mi taki układ, gdyby mężczyzna, którego
                pragnę tez tego chciał, ale on ma zasady - szkoda
          • Gość: JA Re: ja pisze IP: *.dreamnet.pl 14.12.04, 13:44
            Przez prawie rok "byłam" z facetem z który6m łączyło mnie tylko łózko, ciągle
            powtarzaliśmy sobie że nie będziemy razem, że nie możemy - pracowaliśmy razem,
            a to z założenia nie wróży nic dobrego związkowi. przez ten kawałek czasu kilka
            razy odchodził do innej, wiedziałam o tym, ale do pewnego momentu nie
            przeszkadzało mi to...zaangarzowałam sie uczuciowo.
            co działo sie dalej jest mało ważne - po krótce - wracał i odchodził - ale
            nadszedł moment w którym zapomniałam o nim i poznałam osobę o wiele bardzej
            wartościową niż on...ale rozpadło sie...póżniej był ktoś następny - nie
            wyszło...jednym słowem nie wychodziło nam w łóżku, po prostu ja nie
            potrafiłam!...parę dni temu stwierdziłam że mam problem, i poszłam z powrotem
            do NIEGO...wyobrażcie sobie że wyszło... krzyczałam tak jak kiedyś...o co
            chodzi???
        • Gość: zet Re: No i czemu nikt nie pisze?! IP: *.pl / *.devs.futuro.pl 02.11.04, 21:49
          ja chce pogadać, ja! ja mam wieczny, nieustający problem! Zastanawiam się czy
          to ze mną jest cos nie tak czy coś w gwiazdach już mi zapisali czy szczęścia po
          prostu nie mam...Faceci których miałam to był cały cały wachchlarz osobowści -
          niestety, zauwazyłam pewną regułę - im gorzej porozumiewałam się z nimi na
          płaszczyznie intelektualno-mentalno-zainteresowaniowej;) tym lepiej z seksem i
          dokładnie na odwrót. A jak na odwrót to we mnie narasta niechęć, niemal
          oziebłość i związek walił się z hukiem! Pierwsza opcja, oczywiście też nie
          kończyła się powodzeniem. Teraz jestem z człowiekiem z którym wspaniale się
          dogaduję, wiem ze mogłoby być to wspaniały związek ale ja czuję z mojej strony
          totalny zanik chemii! ratunku!
          • chrumka1 Re: No i czemu nikt nie pisze?! 02.11.04, 22:37
            Niestety, to tak często bywa. Facet cudowny - źle w łóżku, facet półgłówek -
            fajowo (przez co bynajmniej nie mówię, że inteligentni i wrażliwi są złymi
            kochankami, nie - to nie ma nic rzeczy, tylko ta "chemia" coś nawala). Trza nam
            wybierać: albo seks, albo miłość. I liczyć co najwyżej, że z miłością i z
            czasem wszystko się ułoży i w sferze seksualnej...
            • Gość: mimi Re: No i czemu nikt nie pisze?! IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 03.11.04, 17:39
              Mialam podobny problem. Bylam dlugo z chopakiem, ale sprawy intymne moim
              zdaniem zle sie zaczely, byly wymuszone przez niego. Czulam do siebie
              obrzydzenie, a do niego zal, ze stalo sie nie tak jak powinno byc, i nie we
              wlasciwym czasie. Przepraszal strasznie. Wiedzialam ,ze kochal bardzo.
              Po jakims czasie dalam sie udobruchac i bylismy razem. W sferze mentalnej
              wielka przyjazn i totalne porozumienie, a jesli chodzi o seks jakos szukalam
              tej swojej przyjemnosci, usilnie szukalam i pare razy mozna powiedziec ,ze cos
              tam czulam, ale jakos bylam tym rozczarowana( wydawalo mi sie ze moze byc
              jeszcze wiecej i jeszcze przyjemniej). Z czasem zauwazylam, ze u mnie zupelnie
              zniknelo zainteresowanie seksem, zmuszalam sie by jemu zrobic przyjemnosc , a
              sama cierpialam. Na mysl o jakims kontakcie fizycznym z nim robilo mi sie slabo.

              Myslalam ,ze to ze mna cos jest nie w porzadku.I w tych swoich rozmyslaniach
              doszlam do takiego obledu ,ze zaczelam sie zastanawiac, czy w ogole faceci mnie
              pociagaja czy moze powinnam zmienc "opcje" seksulana.... Szok!
              Podejrzewam ,ze problem narastal przez to ,ze ja nie czulam przyjemnosci, do
              tego doszly jeszcze jego dziwne zachowania, gdy w momentach kryzysowych(
              problemy z jego rodzicami) nie potrafil stanac za mna, obronic "nietykalnosci"
              naszego zwiazku, ciagle ogladal sie na rodzicow, chciaz to ze mna mial ukladac
              przyszle zycie...Dziwne, i bardzo mnie to bolalo.
              Nie chcialam tak dluzej zyc.

              Efektem tego wszystkiego ucieklam- wyjechalam za granice. On jest w kraju. I
              dopiero jak mnie zabraklo , docenil co stracil, teskni i planuje, zaczal myslec
              w kategoriach "my" a nie "ja".

              A ja tu kogos poznalam. Staralam sie nie myslec o nim powaznie, bo uklad byl
              dziwny. Ale poznalam siebie i wiem ,ze seks moze byc wspanialym przezyciem, i
              rzeczywiscie przynosic wielka przyjemnosc, ale potrzeba do tego odpowiedniej
              osoby... I wiem jeszcze jedno, ze seks nie jest sportem, i jak sie to z kims
              robi, otwiera sie na te druga osoba i zaczyna sie cos do niej czuc... A
              najbardziej boli, jak okzauje sie ze ta druga str. nie do konca tak czuje.
              I sie czlowiek zastanawia , czy bylo warto w to wchodzic,... czy warto bylo
              placic tak wysoka emocjonalnie cene, by sie przekonac ,ze ze mna jednak
              wszystko jest w porzadku...

              • chrumka1 Re: No i czemu nikt nie pisze?! 03.11.04, 21:13
                No, to nic tylko pogratulować sprzężenia i uczucia, i pożycia w życiu
                codziennym udanego, i dobrego seksu. Nie wszystkim nam to dane w komplecie...
                • Gość: rere Re: No i czemu nikt nie pisze?! IP: *.spm.pl / *.spm.pl 28.11.04, 21:16
                  to poradnik domowy czy seksualny?
                  • maya2006 Re: No i czemu nikt nie pisze?! 02.12.04, 22:09
                    Gość portalu: rere napisał(a):

                    > to poradnik domowy czy seksualny?


                    a co ty rere? nigdy seksu w domu nie mialas/es ? Lub uwazasz to za temat dla
                    forum zboczencow pt. "w nocy i po ciemku, i nie mowmy o tym?...lol
        • kobitka79 Re: No i czemu nikt nie pisze?! 03.06.05, 09:41
          che o tym pogadac. tez mam problemy. Długo czekałam na mężczyznę, z którym bedę
          chciała iść do łóżka, kiedy w końcu znalazłam okazało sie, że coś jest nie tak,
          bardzo nie tak. Pomimo jego wysiłków nie mogę sie podniecić, nie mam pojęcia
          gdzie tkwi przyczyna. Mój partner jest bardzo doświadczony więc chyba nie
          problem w jego technice. Seks nie wywołuje we mnie obrzydzenia, nie
          doświadczyłam traumatycznych przezyc w dzieciństwie, a rodziców miałam może
          nieco nieśmiałych jeśli chodzi o rozmowy o seksie, ale ze zdrowym podejściem do
          sprawy.
          Bardzo martwię się, że to nie minie i nasze zbliżenia się nie poprawią.
          Martwimy się tym oboje i myślimy o wizycie u specjalisty.
    • Gość: kobieta Proszę o pomoc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.04, 21:26
      Niestety ja tez nie czuję potrzeby seks. Mialam 3 partnerów i z każdym bylo tak
      samo. Jeden nie mógł znieść tego, że go nie podniecam, że kocham się z nim bo
      on tego chce i ... zerwał ze mną. To strasznie bolało!! Obecnego chłopaka
      bardzo kocham i nie chce go stracić. Co mam zrobić? Dlaczego to mnie się
      przytrafiło, nie wiem jaka tego przyczyna? Proszę o pomoc innych dziewczyn,
      które mają też taki problem - razem jest łatwiej. Jak sobie z tym poradzić?
      Dziękuję
      • maya2006 Re: Proszę o pomoc 02.12.04, 22:17
        A ja czytam to i tak strasznie smutne jest to, ze kobiety zostaja z tym tzw. "
        prolemem" zostawiane same.Jakby to ich tylko dotyczylo... Fakt, ze kobieta sama
        musi popracowac nad soba, ale dokladnie tak samo jest za to odpowiedzialny
        facet ! Ja uwazam , ze zamiast miec zal do niej, powinien sie zastanowic: co
        zrobic by bylo inaczej! Ja mam za soba 7 lat ozieblosci. Winilam tylko siebie,
        bylam u ginekologow, zdecydowlalam sie w koncu pojsc do seksuologa, nawet
        znalazlam adres i poprosilam bylego meza, by zdzwonil sie umowic z lekarzem.
        Nie zrobil tego... nie wiem dlaczego, bo byl ok, zylismy bez wiekszych klotni.
        Przyznam sie, ze po tym incydencie, zaczelam myslec nad tym wszystkim.. Czy to
        tylko moja sprawa? czy ja jestem za to odpowiedzilana? a gdzie jego wklad?
        przeanalizowalam sytucaJE; LATAMI NIE ZROBIL NIC SZCZEGOLNEGO BY SPRAWDZIC; CO
        MNIE PODNIECIC BY MOGLO z perspektywy czasu wiem, ze nie jestem oziebla ! ja
        nie potrafilam sobie sama z tym poradzic. A nie postaral sie absolutnie, by
        mi pomoc.
        • Gość: gość Re: Proszę o pomoc IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.12.04, 23:54
          Też mam podobny problem (5 lat małżeństwa)i jestem na etapie umawiania się z
          seksuologiem. Mój mąż wie o tym od niedawna i zgadza się na ew. wspólną
          terapię. Ponieważ sama wizyta u seksuologa jest niezwykle krępująca chciałabym
          zapytać, czy ktoś ma za sobą podobne leczenie i czy przyniosło skutek.
          • Gość: ola Re: Proszę o pomoc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 14:02
            Czy ktoś zna dobrego seksuologa ze Wrocławiu? Jestem trzy lata po ślubie, mam
            dwoje wspaniałych dzieci, ale niestety ten problem dopadł i mnie. Coś się stało
            ze mną po urodzeniu pierwszego dziecka, coś się zablokowało i tak trwa do dziś.
            Nie mam ochoty na seks ani na żadne pieszczoty i ciągle się zmuszam, żeby nie
            kłocić się z mężem. Niech mi ktoś pomoże.
    • Gość: kaka Re: Oziębła? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 16:04
      Spotykałam się z różnymi facetami... chłopakami... I ciągle to nie było to... Z
      intymnością czekałam na "tego jedynego". Piękne to było. Zaczęłam się
      zastanawiać czy nie za dużo oczekuję od mężczyzn, ale czekałam nadal. Umawiałam
      się. Oni byli różni. Jak zależało to czekali. Z reguły jednak, po krótkim
      czasie rezygnowali. Wreszcie na drugim roku studiów poznałam faceta moich
      marzeń. Przystojny, wysoki, rozrywkowy, do zabawy był pierwszy. Oboje bardzo
      chcieliśmy, ale okazało się, że to nie takie proste. Byłam bardzo ciasna... A
      On nie mógl mnie rozgrzać. Pewnego dnia po prostu powiedział, że to nie to.
      Świat się dla mnie skończył. Wydawał mi się taki cudowny. Zobojętniałam na
      wszystko. Normalna reakcja.
      Po pół roku poznałam mojego narzeczonego. Znowu zakochałam się od razu, tym
      razem byłam jednak ostrożniejsza. Niepotrzebnie. Jest cudownie. Od samego
      początku dbał o mnie, starał się, BYŁ. W łóżku odkrywał, podziwiał, całował
      godzinami. Na początku troch bolało, ale potem było już cudownie. Czuję się
      przez cały czas, jak księżniczka. To co robi, jest z innego świata. A orgazm?
      Może raz nie miałam... On nie daje za wygraną. Nie przestaje, dopóki nie widzi,
      że mam orgazm. Zresztą, przyznaję, że czasami niewiele mi trzeba... Najczęściej
      mam łańcuchowe.
      Współczuję Wam, dziewczyny... Mnie jest z moim kohaniem cudownie, a już
      niedługo będziemy nałżeństwem. Jak tak czasami czytam teksty na tym forum, to
      nachodzi mnie rfleksja, czy On po ślubie się nie zmieni. Pewnie tak, ja pewnie
      też... Ale nie wyobrażam sobie, żeby mogły to być jakieś drastyczne zmiany. W
      końcu i bez ślubu nasza miłość się zmienia.
      Hmmm... Póki co, cieszę się tym co jest...
      Powodzenia, dziewczyny... :)))
      • Gość: Gosciówa Re: Oziębła? IP: 195.116.241.* 17.12.04, 12:54
        Na początku naszego związku (jesteśmy razem 7 lat w tym cztery lata
        małżenstwem ) było bardzo dobrze w sferze seksu ale od jakiegoś roku niesty coś
        nie gra ja nie mam ochoty na seks sama myśl ,ze mam się kochac budzi we mnie
        niechęć nie wiem ma jakąś blokade psychiczną i zeby mój mąż mnie nie kochał nie
        okazywał tego nic z tych rzeczy jest facetem który we wszystkim mi pomaga
        sprzata gotuje jak bym chciała to zrobił by dla mnie wszystko jest bardzo
        troskliwy i opiekuńczy może to poprostu nuda szare zycie no i jeszcze maly
        szeczegól przedwczesny wytrysk nad którym mój małżonek nijak nie może
        zapanować.A jeszcze jedno nie tylko ja mam taki problem parę lat po ślubie 90 %
        moich kolezanek nie ma ochoty na seks chodź na poczatku związku i parę
        pierwszych lat po ślubie było niezle.
        • Gość: vero Re: Oziębła? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 21:47
          Szczerze to i tak powinnaś sie cieszyć,że kiedyś sprawiał ci seks przyjemność,
          bo jest szansa,ze przy odrobinie pomocy i wyrozumiałości partnera, zaczniesz
          znowu odczuwać satysfakcję. Może to przepracowanie, może ta nuda..a ja nawet
          nie wyobrażam sobie jak można uprawiać seks z kimkolwiek! Choćby wyglądał jak
          Brad Bitt! TRAGEDIA. Więc chyab coś ze mną jest nie tak..:(
    • Gość: Wojtek a może oziębły??? IP: *.ids.pl 31.12.04, 17:00
      tak,tak....to nie żart.moja żona przez wiele lat używała seksu jak kija i
      marchewki...byłem grzeczny-dostałem,a jeśli nie byłem to nie....w końcu
      przyszedł taki moment,ze dość miałem już tego skamlania,tej
      żebraniny...wyniosłem się do drugiego łóżka.Trochę ją to ubodło,robiła jakieś
      próby,ale nic z tego nie wyszło....potem były wściekłe sceny
      zazdrości,awantury...a teraz już od paru lat nic...nawet chciałem znaleźć sobie
      kogoś na boku,ale nic z tego...moja małżonka bardzo skutecznie mnie
      wykastrowała...ja już chyba nie potrafię być z kobietą...boję się odrzucenia
      czy czego tam jeszcze...jestem OZIĘBŁY !!!!!!
      • Gość: jam Re: a może oziębły??? IP: 195.117.119.* 01.01.05, 16:03
        czytam i dochodze do wniosku, że wszystko byłoby o wiele prostsze bez seksu -
        może byśmy wyginęli, ale czy byłaby to tak wielka strata?
    • Gość: Siostra Leonilla Re: Oziębła? IP: 80.53.160.* 17.01.05, 19:42
      A czy Pani nie wie gdzie Pani dostanie skuteczna poradę związana z
      problematyka seksu?????????????? Proponuję opisac swój problem na forum
      katolickim Tam w 100% otrzyma Pani poradę jestem tego pewna
    • Gość: kobieta22 Re: Oziębła? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.05, 13:00
      ja moze oziebla nie jestem ale mam problem z osiagnieciem satysfakcji. nigdy
      niego nie doswiadczylam podczas stosunku.czy to jakis opor,obawa,nie
      wiem.zmienilam partnera i z innym tez nic.nastepny-tez. mysle ze problem
      zrodzil sie kiedy bylam z moim pierwszym partnerem.na poczatku-powiedzmy mi to
      nie przeszkadzalo,myslalam ze sie ulozy nam w lozku,ale potem kazdy seks to byl
      zawod,na ktory nie mialam ochoty.myslalam zeby isc do specjalisty ale jakos moj
      chlopak zbagatelizowal sprawe-no i juz nie jestesmy razem. Ale z nastepnym tez
      nie bylo lepiej i z nastepnym tez.zawsze jest jakas granica ktora nie potrafie
      przejsc.mysle o pojsciu do seksuologa,tylko to troche moze krepujace-mloda
      kobieta,nie mezatka u seksuologa.ale mam problem i chce z nim cos zrobic.jezeli
      znacie dobrego seksuologa na terenie slaska,napiszcie
      • krzysiek_dwadziesciapare Re: Oziębła? 18.02.05, 17:08
        dwa lata temu poznałem kobietę mojego życia. Magia od pierwszego spotkania,
        pełne porozumienie - dosłownie "wyciągaliśmy sobie słowa z ust". Czułem się,
        jakbym boga za nogi złapał...
        Szybko okazało się, że kobieta moja to tzw "zimny chów" - człowiek nie
        nauczony okazywania uczuć, podczas, gdy ja, okazuję je zawsze i wszędzie - i
        takie też mam na uczucia "zapotrzebowanie". Wydawało mi się, że okazując jej
        tak wiele ciepła, jak potrafię, roztopię ten bagaż "lodu", że przegonię
        traumatyczne przeżycia [ gwałt, wieloletnia depresja...] - z czasem jednak jasne
        stało się, że sama miłość i ciepło nie wystarczą. Był żal, były kłótnie i długie
        rozmowy. Był lekarz i środki farmakologiczne. Coś zmieniło sie - nie musiałem
        już prosić mojej kobiety o to, by mnie pomiziała [jakież to było
        upokarzające...], pojawiły się te drobne, lecz jakże znaczące oznaki
        zainteresowania i akceptacji.
        Seks, mając na uwadze przykre doświadczenia mojej kobiety zostawał gdzieś na
        uboczu - kilka razy próbowaliśmy, kończyło się płaczem i przytulaniem. Kilka
        razy udał się nam seks oralny, lecz na tym się kończyło. Brałem na wstrzymanie,
        na przeczekanie - sam nie wiem na co...

        Za kilka dni stukną nam 2 lata a związek stoi na krawędzi.
        nie ma między nami damsko-męskiej atmosfery dwuznaczności, potrafimy półnadzy
        robić sobie masaż, miziać się - i nic z tego nie wychodzi. Miziam ją po udach,
        czy wzgórku łonowym - i równie dobrze mógłbym dać jej całusa w policzek - tyle
        w tym "erotycznego ładunku". Szepczę jej świństewka do ucha - i rónie dobrze
        mógłbym prawić o pogodzie..
        Seks, z radości [ nie prowadziłem życia zakonnika ] zaczął we mnie budzić lęk,
        łapię się na myślach, że "nie ma co zaczynać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie"
        - a podskórnie czuję ten upokarzający strach przed porazką, jaką są,
        spełzające na niczym próby zainicjowania "figli" ze swoją kobietą. Ona wychodzi
        ode mnie - a ja onanizuję się z poczuciem upokorzenia, potem wściekły na
        wszystko albo szczerzę zęby do ludzi, albo " nic mi sie nie chce". Nie chce mi
        się też spotykać z nią - ponieważ kończy się to frustracją [ jest piekną,
        podniecającą mnie kobietą ]. Boję się, czy nie dołączę do grona męzczyzn z
        zaburzeniem erekcji...

        Najgorsze w tym jest, że kocham ją [ gdyby było inaczej po prostu bym ją rzucił
        ]. Kocham ją, a ona poza mną świata nie widzi, stara się, zależy jej na mnie.
        Mam więc poczucie winy, za swoją, pod jej adresem, złość, ale nie potrafię się
        tej złości pozbyć - bo ciągle chodzę niewyżyty i sfrustrowany.

        Ktoś powie, że to egoistyczne, że powinienem brać poprawkę na jej traumatyczne
        przeżycia... i biorę. Od 2 lat staram się być takim, jakiego ode mnie oczekuje [
        łatwo ze sobą rozmawiamy i mówimy sobie o wszystkich "niejasnościach" ], staram
        się dawać jej tyle ciepła i zrozumienia, ile tylko potrafię, walczę ze swoimi
        słabościami i niedorosłościami. Jestem dla niej tak delikatny, jak tylko
        potrafię, czasem boję się coś zrobić - by nie wzbudzić w niej nieprzyjemnych
        wspomnień i skojarzeń...
        Niestety, instynkt seksualny jest egoistyczny - i tyle. Co z tego, ze wytłumaczę
        sobie dlaczego między nami jest tak, jak jest - kiedy lędźwie wiją się ze
        wsciekłości? - głodne dziecko zrozumie, że rodzice nie mają pieniędzy - ale to
        nie sprawi, że będzie mniej głodne. A instynkt [także seksualny] jest pierwotny,
        dziecięcy.....
        Brak seksu, a przede wszystkim pożądania, dwuznacznej damsko-męskiej atmosfery
        sprawia,że nie czuję się jak facet, tylko jak pryszczaty, onanizujący się
        nastolatek. Upokorzenie powoduje apatię i wsciekłość - i pięknie się wszystko
        zazębia

        Kilka dni temu moja kobieta poszła na stosowną terapię. Poszedłem z nią - bo
        uważam, że powinienem z nią być w takich chwilach. Siedziałem w poczekalni i
        zastanwiałem się, ile to potrwa, czy starczy mi cierpliwości, i czy kiedykolwiek
        seks między nami będzie swobodny i nieskrępowany... Czarne myśli mi po głowie
        chodziły
        Rozmwialismy o tym, spokojnie, bez nerwów wyjaśnliśmy sobie "co i jak".
        Dokładnie rozumiem, że nie odczuwa popędu, rozumiem, że nie inicjuje figli [
        choć jak sama mówi, czasem ma ochotę ] - bo boi się porażki [coś się przypomni,
        nagle się odechce...], rozumiem, że ją także ta sytuacja uwiera,rozumiem....
        Niestety, nic po rozumieniu, kiedy czucie skomli, kiedy wsciekłość, upokorzenie
        i zmęczenie [ 2 lata czekania, nieudanych prób, porażek ] nie daje spokojnie żyć.
        Jakby na złość, koleżanki z pracy [ a pracuję w tzw babińcu ] zaczeły okazywać
        mi zaintersowanie [ a może to ja zacząłem je dostrzegać? ] - co jeszcze
        bardziej uzmysławia mi żałosność mojego położenia. Jedyne sytuacje, w których
        czuję się facetem to te, w których dostrzegam, że ktoś się za mną ogląda...
        Wściekam się, bo kocham swoją kobietę, a równocześnie "dowartościowuję się"
        spojrzeniami innych...

        Z jednej strony mam miłośc do kobiety, dla której z chłopca stałem się
        mężczyzną, na której mi zależy i o którą się martwię. Mam skarb, jakim jest
        kobieta odwzajemniająca te uczucia, rozumiejąca mnie - coś, za co wielu dałoby
        się posiekać.
        Z drugiej jest zmęczenie, upokorzenie i frustracja...

        za kilka dni miną nam dwa lata....
        • Gość: Zdzisiek Re: Oziębła? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.05, 23:50
          Bardzo podobną mam sytuację. Może bez tych traumatycznych wspomnień.
          Ja już obiecuję sobie, że przestanę cokolwiek inicjować, bo do niczego to
          prowadzi. I za każdym razem pluję sobie w brodę. Po co mi to było skoro z jej
          strony nie ma żadnej reakcji. Jesteśmy razem od roku i zastanawiam się jak długo
          jeszcze. A to naprawdę super dziewczyna i poza łóżkiem jest nam (chyba) obojgu
          dobrze.
          • abrakadabra34 Re: Oziębła? 30.05.05, 20:16
            Zakładam, że wszyscy wiemy, że seks bez pobudzenia łechtaczki to jak seks bez
            pobudzenia penisa ( to a propos o zdolności do przeżywania orgazmu obu stron)?
        • kwiatunio6 Re: Oziębła? 19.06.05, 19:49
          Witaj,
          Rzeczywiście jest między Wami coś za co inni daliby wiele.
          Poświećiliście sobie dużo czasu, dogadujecie sie na wielu płaszczyznach, myśle
          że nie wolno sobie odpuścić, zwłaszcza że teraz poszła na terapie, gdybyś teraz
          sobie odpuścił, ona stracilaby chęc pracy nad sobą. Wiem , piszę znów żebyś
          zaczekał i zapomnił o swoich potrzebach, ale czy warto odpowiedz sobie sam.
          Mogę dodać , że znam osobę która po podpbnych przeżyciach, poddała sie terapii
          i doszła do siebie.
          Trzymaj sie
          FRIDA7

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka