Dodaj do ulubionych

co robić dalej...???:(

11.02.07, 21:22
Dzień dobry,
moje pytanie dotyczy pacjentki lat 67. Obecnie przebywa ona od ponad miesiąca
w szpitalu. Nikt nie potrafi zdiagnozować objawów, które u niej występują.
Nikt więc nie potrafi jej pomóc. Jest to osoba dosyć znerwicowicowana, od lat
borykajaca się z problemami układu pokarmowego (m.in wycięty woreczek
żółciowy) oraz krążenia (choroba wieńcowa).
Ostatnio stwierdzono również zmiany w dolnej części płuc (biały nalot na
zdjęciu rentgenowskim- nieżyt? )

W okresie Świąt Bożego Narodzenia 2006 pacjentka ta z podejrzeniem
wylewu do mózgu (zaniki pamięci itp) trafiła na neurochirurgię.
Nafaszerowano ją wieloma tabletkami, po których dostała bardzo silnej
biegunki, która z równie silnymi wymiotami trwa aż do dnia dzisiejszego.

Jako rodzina przypuszczamy, że organizm pacjentki został zatruty nadmierną
ilością leków (które mogą wywoływać reakcje alergiczne itp i które zatruły
wątrobę).
Lekarstwa podawane są pacjentce do dziś. Nie mamy na to jako rodzina wpływu.

Chwilami pacjentka czuła się lepiej. Bywało, że przestawała mieć biegunkę -po
czym znowu całość objawów wracała.

Wyniki działania mózgu są prawidłowe, serce zdrowe.

W czasie pobytu w szpitalu pacjentka ma gorączkę (pojawiającą się i
zniekającą). Mocne wymioty mają kolor żółty (jak żółć).
W międzyczasie pajcentce spuchła noga i dostała zapalenia żyły, ale jej już
przeszło.
Jest strasznie słaba, nie umie chodzić, schudła ze 20 kilogramów. Prawie
niczego nie je.
Co można w tej sytuacji zrobić oprócz bezradnego przyglądania sę dalszej
kuracji tej cierpiącej strasznie osoby???
Osoba ta nigdy nie przebywała w szpitalu tak długo, jest już zupełnie załamana
psychicznie i uważa, że z tego już nie wyjdzie.
W jaki sposób pomóc??? Co robić???
To jest kolejny szpital, w którym się znajduje.
Proszę o odpowiedź tak szybko jak to jest możliwe. I z góry serdecznie
dziękuję. Jakieś wskazówki. Dieta tej chorej jest naprawdę bardzo skromna. Z
tym, że nie jest karmiona jedzeniem szpitalnym bo w ogóle go nie potrafi jeśc.
Podkreślam, że cały czas jest faszerowana różnymi lekami.... wyniki badań z
sanepidu były negatywne (to nie żadne drobnoustroje).

Krystyna
Obserwuj wątek
    • tigerness.74 Re: co robić dalej...???:( 11.02.07, 22:57
      "Ostatnio stwierdzono również zmiany w dolnej części płuc (biały nalot na
      zdjęciu rentgenowskim- nieżyt? )"

      Dziwny, niepokojący i niezrozumiały dla mnie jest ten fragment opisu. Czy w
      szpitalu nikomu nie przyszło do głowy, aby zweryfikować badanie rentgenowskie
      jeszcze innym badaniem, np. tomografią komputerową klatki piersiowej? Myślę, że
      warto byłoby dowiedzieć się co dzieje się z płucami-może tam właśnie tkwi
      przyczyna fatalnego stanu pacjentki?
      • krystyna9917 Re: co robić dalej...???:( 12.02.07, 09:54
        Dziękuję za odpowiedź. Naprawdę. My już nie mamy pojęcia co robić i jak tej
        chorej pomóc. trafiła do szpitala w grudniu z powodu zaników pamięci (pierwsza
        diagnoza był wylew krwi do mózgu i z taką diagnozą przyjęta zaostała do szpitala).
        Chora nie rozpoznawała nikogo z bliskich, nie wiedziała nawet jak się nazywa.
        Później znowu odzyskała pamięć, ale ciąg dalszy jaki jest można przeczytać. To
        właśnie wtedy dostawała ogromne ilości róznych medykamentów, po których dostała
        objawów ogólnego zatrucia (bo tak my uważaliśmy, że szpital ją zatruł po
        prostu). Taki był stan na grudzień 2006, ale teraz jest środek lutego 2007, a
        stan jest ten sam co po przyjęciu do szpitala numer 1!!!
        To jakiś koszmar:(((.
        Dziękuję za tę odpowiedź.

        Pozdrawiam serdecznie,
        Krystyna
    • pewna_kasia Re: co robić dalej...???:( 12.02.07, 19:31
      Chciałabym odpowiedzią na pani list w jaikolwiek sposób pomóc, jednak historia
      opisywanej tu pacjentki wymaga jeszcze kilku pytań.
      Na pewno nie mogą państwo zostawić sprawy samej sobie, gdyż niepoprawiający sie
      stan i z tego co zrozumiałam, wciąż nieodkryta PRZYCZYNA takiej kondycji chorej
      WYMAGAJĄ DALSZYCH DOCIEKAŃ a następnie wdrożenia CELOWEGO leczenia.
      Najbardziej prawdopodobną przyczyną samych biegunek wydaje sie być niepożądane
      działanie leków, jakie chora przyjmuje (biegunki zasadniczo nie zależą od stanu
      wątroby). Podejrzewam, ze sanepid wykluczył podłoże bakteryjne tych biegunek)
      Powyzsze wnioski trzeba jednak odnieść do całej historii choroby.
      Warto zapytać lekarzy, czy w związku z tym, że pacjentka nie je i wymiotuje nie
      mogą rozważyć włączenia żywienia pozajelitowego (czyli przez kroplówkę).

      Podstawowe pytania to:
      - na jakim oddziale znajduje sie chora?
      - czy postawiono ostateczne rozpoznanie co do charakteru 'cienia w dolnym
      płacie'w płucu? (należy o to spytac lekarza prowadzącego)
      byćmoże jest to objaw zapalenia, albo wysięku do jamy opłucnej, co daje
      zasadniczo ewidentny obraz rtg. Niestety, moze byc to również guz nowotworowy,
      pierwotnie ulokowany w płucu lub przerzutowy, który też daje charakterystyczny
      obraz i wymaga poszerzonej diagnostyki.. Nie chcę państwa absolutnie straszyć,
      ale TRZEBA tę mozliwość, jeśli jest takie podejrzenie, wykluczyć!!! Kilka
      objawów, o których państwo piszecie mogłoby na to wskazywać, na przykład duża
      utrata wagi w czasie hospitalizacji i zapalenie żył kończyn dolnych.
      - jakie badania mózgu wykonano i co znaczy, ze "wyniki działania mózgu są
      prawidłowe" ?
      Czy zostało wykonane badanie TK (tomografia) lub MRI (rezonans magnetyczny)?
      Czy wykluczono w nich jakiekolwiek zmiany?
      - jakie leki obecnie otrzymuje chora? Mozna sie tego dowiedzieć od lekarza lub
      pielęgniarek
      - jakie inne badania zostały wykonane i jakie sa ich wyniki?
      - jakie wstępne rozpoznanie stawia w obecnej chwili lekarz i jakie są pomysły na
      dalsze postępowanie?

      Zachęcam państwa do odważnego zadawania pytan lekarzom. Przeciez są tam dla
      chorych i dla ich rodzin! Nie warto jednak wykazywać postawy roszczeniowo -
      życzeniowej, to, choc czasem słuszne, nigdy nie przynosi pożądenego skutku!
      Jesli lekarzom z tego ośrodka nie uda sie postawic ostatecznych wniosków, co do
      przyczyn stanu państwa krewnej - radziłabym śmiało prosić o przeniesienie do
      ośrodka referencyjnego (na przykład wojewódzkiego). Prosze nie dać się zaspokoić
      informacją, że zostało zrobione "wszystko" i pacjentka zostaje wypisana do domu,
      bo niestety i tak sie zdarza..

      Dziękuję za wszelkie informacje i życze państwa krewnej pomyślnych wyników badań
      i szybkiego powrotu do zdrowia, a państwu duzo wytrwałości, sił i odwagi


      K


      • artur737 Re: co robić dalej...???:( 12.02.07, 20:38
        Pacjentka wydaje sie niedodiagnozowana a diagnostyka powinna isc w wielu kierunkach.

        Po co zreszta te leki skoro nie pomagaja i tylko przeszkadzaja postawic diagnoze. Odstawic to przynajmniej bedzie jasne czy te biegunki to od lekow czy same z siebie i naleza do obrazu choroby. Takze nie jest jasne czy goraczka nalezy do obrazu choroby czy pacjentka po prostu cos lapie dlatego, ze jest w szpitalu.

        Warto tez pewnie zajrzec do jelit i do zoladka.
        Utrata pamieci tez jest frapujaca.

        Wielu szczegolow klinicznych i wynikow badan brak wiec sie nawet nie osmiele na tym etapie dokladniej radzic.
    • wadera3 Re: co robić dalej...???:( 12.02.07, 21:43
      ja uważam,że jeśli szpital chorej "zaszkodził" to należy zabrać ją do domu
      i zająć się nią samemu, ot co
      • anula36 Re: co robić dalej...???:( 12.02.07, 21:53
        a wykluczono historie nowotworowe w tym przpadku?
        • krystyna9917 Re: co robić dalej...???:( 13.02.07, 12:39
          Serdecznie dziękuję za wszystkie dotychczasowe odpowiedzi.
          Zwłaszcza osobie o nicku "pewna_kasia".
          Dziś jak się okazuje będzie robiona tomografia klatki piersiowej (kolejka!)
          Ciąg dalszy nieznany.
          Biegunki na pewno niewiele z wątrobą mają wspólnego, ale żółta barwa wymiotów to
          już chyba nieprzypadkowa jest.

          Całość jest naprawdę dołująca bo trwa już drugi miesiąc i przysparza cierpienia
          co nie miarę.:(. Chora przez długi czas była karmiona przez kroplówkę. Później
          chwilę się polepszyło i znowu to samo. Nie wiem co będzie wkrótce.
          Ona sama ma już wszystkiego dość. Na dodatek w tym samym pokoju gdzie leży
          zmarła ostatnio jej sąsiadka. Omawiana chora od razu to wiedziała bo obudziła
          się w nocy i nad pacjentką obok zobaczyła...dwa małe obłoczki. I wtedy już
          wiedziała, że jej sąsiadka nie żyje. I faktycznie - rano przyszedł lekarz czy
          ktoś tam i stwierdził zgon. Dlatego teraz to już jest pewna, że ona też umrze.
          Historia jak z "Szóstego zmysłu" ale to właśnie taka osoba jest...

          Pozdrowienia.
          krystyna9917

          • krystyna9917 Re: co robić dalej...???:( 13.02.07, 12:51
            ps. moim zdaniem to wszystko - GORĄCZKA, słabość (aż do śpiączki), biegunka to
            wszystko są objawy niewydolności wątroby spowodowanej ( jeden z najczęstszych
            przypadków) przez lekarstwa właśnie.
            Kto ich tam wie co oni jej ładują.
            Na dodatek jeszcze dostała depresji bo jak tu depresji nie dostać jak się cały
            czas przebywa w trupiarni???

            No ale ja lekarzem nie jestem.

            cdn :(
            • krystyna9917 Re: co robić dalej...???:( 13.02.07, 12:55
              problemy z oddychaniem też kwalifikują się jako obajw niewydolności wątroby jak
              czytam...:(((

            • wadera3 Re: co robić dalej...???:( 13.02.07, 14:47
              krystyna9917 napisała:

              > Kto ich tam wie co oni jej ładują.
              > Na dodatek jeszcze dostała depresji bo jak tu depresji nie dostać jak się cały
              > czas przebywa w trupiarni???
              >
              > No ale ja lekarzem nie jestem.
              >

              naprawdę, ręce opadają jak się takie rzeczy czyta...
              • krystyna9917 Re: co robić dalej...???:( 13.02.07, 18:48
                Może i opadają, ale to jest prawda. Dziś chora miała gorączkę 39 stopni i nie
                była w stanie sama dojść na tomografię (położyć się tam). Ledwie co usiądzie już
                się kładzie bo nie umie siedzieć. Znowu podkarmiają ją kroplówką. Wyniki
                tomografii będą jutro... zobaczymy.

                krystyna9917
                • krystyna9917 a jednak rak (70%) 14.02.07, 22:18
                  na 70% jest to rak jelita grubego.
                  czy ktoś może powiedzieć coś więcej?
                  jakie są rokowaniania ( na razie to 70% pewności, wszystko czyste jeśli chodzi o
                  układ pokarmowy-jelito cienkie, żołądek,wątroba). na razie powiedziano chorej,
                  że ma zapalenie jelit. jej stan psychiczny jest straszny, dostaje dużo środków
                  antydepresyjnych. dziś nie była w stanie utrzymać otwarych oczu...

                  jakie są rokowania w przypadku raka jelita grubego? ( o ile to rak a nie zwały
                  kału na przykład).

                  krystyna 9917
                  • tigerness.74 Re: a jednak rak (70%) 14.02.07, 22:27
                    "na 70% jest to rak jelita grubego"

                    Na jakiej podstawie w.w. stwierdzono? Na podstawie kolonoskopii? Jaki był wynik
                    tomografii komp. klatki piersiowej?
                  • anula36 Re: a jednak rak (70%) 14.02.07, 22:30
                    poszukaj na forum "nowotwory damy rade"

                    na razie trzeba potwierdzic diagnoze. Te problemy neurologiczne moga byc spowodowane przerzutami do mozgu.
                    • tigerness.74 Re: do anuli36 14.02.07, 22:34
                      "Te problemy neurologiczne moga byc spowod
                      > owane przerzutami do mozgu."

                      Skoro diagnoza nie jest ostatecznie potwierdzona, po co stawiać "amatorskie"
                      hipotezy???
                      • anula36 Re: do anuli36 14.02.07, 23:26
                        cale to forum to amatorkie hipotezy laikow.
                        Niestety dokladnie w taki sposob jak powyzej opisany umiarala moja kolezanka z
                        pracy.
                        • tigerness.74 Re: do anuli36 14.02.07, 23:40
                          W jaki sposób??? Czemu już teraz przesądzasz o śmierci teściowej założycielki
                          wątku? Nie znasz pełnej historii choroby, nie jesteś lekarzem-podobnie jak ja-
                          czemu wirtualnie "stawiasz krzyżyk" na tej kobiecie??? Nie przyrównuj jednego
                          przypadku do drugiego-zwłaszcza, że nie znasz osoby i nie masz wiedzy na ten
                          temat.
                          • pewna_kasia do tigerness.74 15.02.07, 01:09
                            Jestem lekarzem i niestety zgadzam sie z anuli36. Użycie trybu przypuszczającego
                            -"to MOŻE BYĆ" uzasadnia fakt, ze nie znamy przeciez całej historii i wyników
                            badań. A więc niestety to MOGĄ być objawy przerzutów do mózgu, ale wcale NIE
                            MUSZĄ (jestem przekonana, ze kazdy czytając ten wpis tak to zinterpretuje)
                            Poza tym nie bierzemy udziału w tym wątku, aby się kłócić..

                            K

                            • pewna_kasia do Krystyny 15.02.07, 01:25
                              Rokowanie zależy od stopnia zaawansowania choroby, czyli tego jak wielki jest
                              guz, jak głęboko naciekł ścianę jelita, czy przedostał się do węzłów chłonnych i
                              czy są już obecne przerzuty.
                              Jeśli mam pisac wprost:
                              to przy niezajętych węzłach, 5 następnych lat przeżywa ponad połowa pacjentów
                              (jeśli guz jest bardzo mały i nie nacieka głęboko ściany - nawet do 95% pacjentów!)
                              -jeśli komórki rakowe są obecne w węzłach, ale nie ma dalekich przerzutów -
                              5-letnie przeżycie osiąga 30-50% chorych;
                              -rokowanie pogarsza się (ale nie do 0!) dla pacjentów z przerzutami, wtedy to
                              10% jest w stanie przeżyć jeszcze 5 lat.
                              Mam nadzieje, ze rokowanie dla panstwa krewnej będzie jednym z tych pomyślniejszych.
                              Pozdrawiam
                              • krystyna9917 Re: do Krystyny 15.02.07, 17:38
                                Dzień dobry,
                                dziękuję za wszystkie pożyteczne listy tutaj (zwłaszcza pewnej_kasi - tak
                                myślałam, że musi mieć coś wspólnego z medycyną). kolonoskopia będzie we wtorek.
                                jest coś dużego w jelicie, ale nie wiadomo co:( na razie chora uważa, że ma
                                zapalenie jelit (stąd potrzeba kolonoskopii bo ma coś w zachyłku jelita).
                                Inaczej załamałaby się totalnie:(.
                                być może naloty na płucach to też przerzut?
                                nie wiadomo jeszcze tego na 100%.

                                Dziś jeszcze dowiedziałam się o kolejnym przypadku raka wśród - no znajomych
                                powiedzmy. dianoza - 3-4 miesiące życia.

                                jeśli mogę coś powiedzieć ( a na dziś nie wiadomo czy to rak) to to, że ta chora
                                mało płynów piła. przez całe życie jakoś tak mało piła.
                                oczywiście nie przekreślam jej ( to rodzina ale nie teściowa) ale może być to
                                rak z przerzutami w płacach i mózgu (węzły chłonne czyste).
                                a może to kawałek kału.
                                dziś chora była przytomna , wstawała i rozmawiała bo... nie zjadła na noc leków
                                przeciwdepresyjnych ( co by potwierdzało tragiczną wersję o przerzutach w mózgu
                                bo naprawdę ona powinna mieć wolę życia bo ma dla kogo żyć i po co itp. a jest
                                wręcz dowrotnie...).

                                :(

                                pozdrowienia i raz jeszcze dziękuję za wszystkie komentarze.
                                odezwę się we wtorek jak będzie wiadomo coś więcej ( kolejka!!!).

                                krystyna9917


                                • krystyna9917 Re: do Krystyny 15.02.07, 17:44
                                  ps. chora UWAZA że ma zapelenie jelit bo tak jej powiedziano.
                                  czy w to wierzy? nie wiem.

                                  trochę mnie ta sytuacja załumuje bo w końcu cale życie ma te zatwardzenia i
                                  leczy się na to ziołowo i jak to jest rak to to jest w jakimś sensie kolejna
                                  porażka - nie wiem - lekarzy, medycyny - nie wiem. w każdym razie gdyby to był
                                  rak jelita grubego to znając tę osobę jestem głeboko rozczarowana medycyną na
                                  codzień, że tak powiem/napiszę. bo mało kiedy trafia się osoba, która by tak na
                                  wszystko/na siebie uważała.

                                  nie wiem co więcej napisać.
                                  sama chora jedynie jest głęboko zdziwiona, że przez zapalenie jelit można mieć
                                  takie biegunki i przeczyszczenie. ale wytłumaczyliśmy jej to chorym zębem, który
                                  mimo, że mały potrafi zatruć cały organizm.

                                  nie wiem czy dobrze robimy, ale przy diagnozie rak ona by z tą świadomością już
                                  w ogóle nie pociągnęła za długo... o ile oczywiście to rak.

                                  jeszcze raz pozdrawiam tu wszystkich,
                                  krystyna9917
                                  • anula36 Re: do Krystyny 15.02.07, 18:54
                                    niestety niektore choroby sa w pewien sposob uwarunkowane genetycznie- mozna zyc modelowo i na nie zapasc.
                                    Ja odkad pracuje z ludzmi starymi i chorymi znacznie bardziej podziwiam osiagniecia medycyny niz kiedys.
                          • anula36 do co bardziej nerwowych tygrysow. 15.02.07, 18:49
                            proponuje zaparzyc melisse i nie unosic sie tak, bo to szkodzi na zdrowie i urode.
                            • krystyna9917 ja tam nerwowa z reguły nie jestem... 15.02.07, 21:16
                              ale jeszcze kilka słów w tym wątku napiszę. nie wiem czy medycyna aż takie
                              postępy robi w tym kraju nad Wisłą skoro ja też od roku "łażę" od jednego
                              specjalisty do drugiego i diagnozy też nie mam.

                              już coraz ciężej mi się chodzi i co?

                              a w moim przypadku sprawa jest z nadwyrężeniem/naciągnięciem ( nie wiem) stawów
                              kolanowych. 4 lata pod rząd z róznych powodów musiałam wiele jeździć na rowerze
                              i w ten sposób rozwaliłam sobie całe kolana. smaruję to 10 tysiącami maści,
                              wypiłam już 5 tysięcy mikstur na te kolana. ostatnio miałam robione zdjęcie i
                              nic tam nie wyszło (choroba zwyrodnieniowa). miałam nawet jakąś rehabilitację, a
                              później (bo dalej chodzę i chrupoczę oraz chrzęszczę) miałam się zgłosić na
                              zastrzyki (we wrześniu zeszłego roku). no ale kolejki były do końca roku, ja nie
                              miałam czasu i w końcu nie poszłam.

                              Smaruję te kolana maściami, ale nic poprawy. miałam się zgłosić na zdjęcie
                              tkanek miękkich ( to podobno 6 miesięcy kolejki do specjalisty), ale też nie
                              miałam kiedy do babki, która skierowania wypisuje iść.

                              Innym moim schorzeniem, z którym cięzko mi się żyje to stałe bóle zębów. chyba
                              przyszyjkowe czy tam nadwrażliwość mi powiedziano. w zeszłym roku o tej porze
                              odchodziłam już od zmysłów co mam z tymi zębami. też miałam zdjęcie robione i
                              nic na nim nie wyszło. i później przeszło mi w tym miejscu, a pojawiło się w
                              dwóch innych. i też trzeba żyć.

                              A lekarze? niektórzy są kopnięci w mózg. np. we wrześniu zeszłego roku tak mnie
                              zaczęły boleć te dziąsła znowu i cała szyja ( to już chyba było zapalenie nerwu)
                              - w każdym razie już myślałam, że zwariuję z bólu i poszłam po jakieś tabletki
                              (takie żeby działały) a laryngolog (bo mnie wysłano do laryngologa nie wiem
                              czemu) powiedział mi, że mam migdałki przeziębione.
                              No to długo myślał. Więc mu mówię, że zwijam się z bólu i że żaden środek
                              przeciwbólowy nie działa i ten wielki z tytułami mi na to:
                              -Brak to co pani brała do tej pory.

                              Więc ręce mi opadły po samą ziemię - czyżby nie dosłyszał?

                              W każdym razie po pyralginie zwyczajnej poczułam się lepiej.
                              Także jeśli chodzi o mnie to raczej unikam lekarzy oraz postępu jaki ze sobą
                              niosą...przeważnie oczywiście bo każdy jest inny mimo wszystko.

                              krystyna9917

                              • franc_tireur Re: ja tam nerwowa z reguły nie jestem... 16.02.07, 08:19
                                Mam wrażenie, że Twój główny problem, Krystyno, polega na tym, że leczysz się,
                                ale tak naprawdę nie masz pojęcia o co w Twoich chorobach i całej tej medycynie
                                chodzi.

                                Piszesz:
                                "od roku "łażę" od jednego
                                > specjalisty do drugiego i diagnozy też nie mam."

                                A kawałek dalej:
                                "> nic tam nie wyszło (choroba zwyrodnieniowa)."

                                To nie jest "nic", to jest właśnie Twoja choroba. Została zdiagnozowana i jest
                                leczona. Inna sprawa, że nikt Ci nie powiedział (albo mówiono Ci, a do Ciebie to
                                nie dotarło), na czym ta choroba polega. To nie jest choroba, którą by się dało
                                w sposób prosty "wyleczyć" - masz zniszczone stawy. Można zapobiegać ich dalszej
                                destrukcji, głównie przez rehabilitację i leczyć przeciwzapalnie i
                                przeciwbólowo. W ostateczności stosuje się wymianę powierzchni stawowej - czyli
                                wszczepienie protezy stawu. Ale do tego długa droga i dopóki się da, zawsze
                                lepiej żyć z własnym stawem.
                                To tak, jakbyś miała zardzewiały zawias w drzwiach - można naoliwić,
                                "rozchodzić", ale on nie zrobi się przez to jak nowy, nie "wyleczy się", za
                                jakiś czas znowu będzie zgrzytać i zacinać się. No i wymiana zawiasu na nowy
                                jest jednak nieporównywalnie prostszą sprawą.

                                To tylko jeden przykład. Przykładu osoby z rodziny, gdzie "zatrucie lekami" być
                                może okaże się nowotworem nie chcę komentować, bo wypowiadanie się na temat
                                konkretnego, jak sądzę skomplikowanego, przypadku, tylko na podstawie relacji
                                laika, nie przyniesie niczego dobrego. Ale i z tej wypowiedzi wynika, że po
                                prostu nie wiesz i nie rozumiesz, co się dzieje. W takiej sytuacji, jeżeli coś
                                Cię niepokoi, powinnaś przede wszystkim rozmawiać z lekarzami i prosić, żeby Ci
                                to, co się dzieje (z tobą, z Twoją rodziną) wytłumaczyli tak, żebyś to
                                zrozumiała i mogła zaaprobować. Żeby leczenie miało sens, powinnaś wiedzieć o co
                                w nim chodzi i je akceptować. Tutaj postawa "lekarze są kopnięci w mózg"
                                najbardziej może zaszkodzić Tobie - jeżeli komuś nie ufasz - znajdź człowieka,
                                któremu zaufasz, nie ma już "rejonizacji".
                                • krystyna9917 dobry człowieku! 16.02.07, 14:49
                                  o ile jesteś takowym - zniszczone stawy jest to jakaś diagnoza na pewno. ale
                                  czemu mi to piszesz przez komputer? nie jestem aż tak głucha (mimo, że swego
                                  czasu miałam problemy ze słuchem poważne) by nie dosłyszeć takiej wiadomości.

                                  Ale bardzo Ci dziękuję. swego czasu na pewno udam się do lekarza by zapisać się
                                  do kolejki na zdjęcie tych kolan oraz do kolejnej po te zastrzyki (może zaczną
                                  działać). rozumuję bowiem dosyć prosto - skoro nic mnie nie bolało nigdy,
                                  później zaczęło i właściwie boleć mnie jakoś specjalnie nie boli ale na pewno mi
                                  całe to chrupotanie przeszkadza i te stawy na pewno mam słabsze już to w związku
                                  z tym myślę, że to coś z mazią raczej związane jest.

                                  Kazali mi jeść tabletki ale to nie działa na mnie. Zjadłam ich już wiele (na
                                  regenrację chrząstki, która podobno w ogóle się nie regeneruje), piłam różne
                                  zawiesiny, ale czułam się po nich strasznie ( w każdym bądź razie jeszcze gorzej).

                                  Pożyjemy zobaczymy. A jeszcze dziś odkryłam - jak usiadłam sobie w ciszy i
                                  spokoju, że ząb mi się rusza w dziąśle bo mam spuchnięte to dziąsło i tam chyba
                                  jest taki stan zapalny i ten ząb cały się chybocze mi (siódemka).
                                  No i mi powiedziano, że to może być ...paradontoza.

                                  No załamałam się dziś chyba tym zębem. Mam nadzieję, że ten ząb i te bóle zębów
                                  moje to przez ząb mądrości, który mi się wybił niemal w policzku bo ja mam
                                  ogólnie za małą szczękę a za dużo zębów w niej... i te korzenie chyba
                                  zachodzą... i dziś już tylko jem pół płynne pokarmy i rozmyślam nad tym, że i ja
                                  się starzeję... :(((
    • krystyna9917 Re: co robić dalej...???:( 21.02.07, 10:48
      i się okazało wczoraj ( po badaniu kolonskopowym) ze to co dolega pacjentce
      opisywanej to się nazywa WRZODY JELIT ORAZ POLIPY.
      także dobrze, że ją struto bo inaczej może doszłoby do przebicia jelita i
      rozlania się wrzodów gdyż nikt by się nie domyślił, że to są wrzody jelit.

      Ps. a pewien lekarz wyjaśnił mi wirtualnie, że te plamy na płucach to z powodu
      antybiotyków najpewniej są i trzeba bakterie uzupełnić.

      I na tym na razie stanęło by (tak jakby).

      pozdrawiam,
      krystyna 9917


      • tigerness.74 Re: co robić dalej...???:( 21.02.07, 21:54
        Czyli tak jakby pacjentka miała mieć raka oraz przerzuty do płuc i mózgu ale na
        szczęście okazało się, że ma wrzody i polipy jelit oraz ma wyjałowiony przez
        antybiotyki organizm.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka