luka80
08.06.06, 12:31
Niestety ale zaczynam dochodzić do wniosku, że najmniej kompetentni w naszych
szkołoch są dyrektorzy, a dzisiaj to mało mnie coś nie trafiło.
Byłam na rozmowie w sprawie pracy w pewnej szkole ( uczę od roku, skończyłam
politechnikę i kurs kwalifikacyjny nadający uprawnienia pedagogiczne).
Dyrektor od samych drzwi mnie pyta na jakiej podstawie ja moge pracowac w
szkole, bo według niego nie mam potrzebnych kwalifikacji, bo mój kierunek jest
zbliżony do przedmiotu a nie ten sam, a on NIE MOŻE ZBLIŻYĆ, bo od wrzesnia
zbliżać może TYLKO Kuratorium Oświaty. A tak wogóle to jakbym miała te
kwalifikacje to by mnie zatrudnił już dziaiaj. I żeby mnie zatrudnił to musze
mieć teraz zbliżenie od KO.
O mało sie tam nie rozryczałam, bo rok pracuje i nic o tym nie wiem, moja
obecna dyrekcja nic mi nie wspomniała, że nie mam kwalifikacji, zrobiłam w tym
czasie kurs pedagogiczny, wywaliłam na niego kase, a tu dowiaduje si,e że
niepotrzebnie.
W KO dowiedziałam się, że dyrektorzy zatrudniają nauczyciela i oceniają jego
kwalifikacje i oni tylko moga zbliżyć. Potwierdza to też:
WYROK TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO z dnia 12 maja 2004 r.sygn. akt U 1/04 (Dz. U.
z dnia 31 maja 2004 r.)
Wkurzyłam się strasznie bo już kolejny raz okazuje się, że dyrektorzy wogóle
się nie orientują w przepisach. A przede wszystkim są niekompetentni i nie
przygotowani merytorycznie do rozmowy. To że nie mam kwalifikacji mógł mi
powiedzieć przez telefon a nie zawracać mi ....
Koszmar
Jak jest naprawdę? Macie jakieś doświadczenia z tym związane?