vampirrr
14.12.06, 12:54
Nie wiem, czy czytaliscie na GW wspomnienia o "tamtym" grudniu. Dopisalem tez
kilka linijek i naszla mnie chetka podzielic sie nimi takze z Wami.
Ucieszylbym sie, gdybyscie dolozyli pare "wycinkow" z Waszej pamieci...
Moj "wycinek" brzmial tak:
Odbior dyplomow w auli Collegium Maius UMK. Obiad z rodzina w Zajezdzie
Staropolskim. Wieczorem impreza z "duza iloscia" w akadamiku. Okolo 23:00
mowie do kolegi: "Alek, zdrzemne sie chwilke, obudz mnie za pol godzinki".
Budzi mnie szarpanie za ramie: "Wstawaj, jest wojna!". Pierwsza reakcja:
"Alek, chyba ty musisz sie teraz polozyc, za duzo wlales..." Czarno-bialy
ekran z generalem. Rektor w "kolchozniku" rozglosni akademickiej, zalecajcy
barykadowanie wszystkich wejsc wobec krazacych patroli zomo i sb. Nazajutrz
udany wyjazd autobusem do Ch., gdzie mieszkam z zona u tesciow. Brak kontaktow
zarowno z Toruniem, jak i z rodzinnym Grudziadzem. Wizyta u znajomych w
nastepna sobote. W drodze powrotnej zona (5 miesiac ciazy) w kolejce po cos
tam i moje - rzcone szybko - "Skocze tylko po kartki na papierosy i zaraz
wracam". Kociol w mieszkaniu tesciow, jak sie dowiaduje pozniej, od ponad
trzech godzin. Porucznik Ryszard Liskiewicz. Pol nocy w areszcie w Ch.
Siedemnastolatek, u ktorego znaleziono ponoc "materialy wybuchowe" (mial
korkowca?), za co grozi - mowia mu - "ks". Nocna jazda do Torunia w asyscie L.
i jego "filozoficznych" eskapad w rodzaju: "Demoracji wam sie zachciewa?
Demokracja jest najbardziej skurwionym slowem na swiecie". Na to moje suche:
"To wy to slowo skurwiliscie".
Reszta nocy w areszcie na Walach. Jazda do Potulic w kajdankowej parze z
(rzekomym?) morderca. 10 metrow kwadratowych w "pawilonie" nr 6; stal ponoc
pusty od ponad miesiaca i czekal... Cztery pietrowe prycze. Dni. Tygodnie.
Mieisiace. Pan Waldek, wiejski nauczyciel matematyki (pomylka maszynerii?):
"Panowie, stad juz tylko do piachu..." Dzien w dzien. Jak on przyzyl? Dlaczego
nie zostal przez kogos z nas uduszony podczas snu? Brak odpowiedzi... Powrot
do domu i do szkoly. Szpaler uczniow bijacych brawo. Rozbawienie - jednak -
wobec propozycji podpisania lojalki ("bo uczy pan waznych przedmiotow").
Naciski rodziny w zwiazku z "ogolnym brakiem perspektyw". Paszport,
przyniesiony mi do domu. Zegnaj, PRL...
PS
Dzis, kiedy slysze i czytam, jak "wolno" opluwac Ludzi miary Jacka Kuronia,
Wladyslawa Bartoszewskiego i Im podobnych, moj zal z powodu "zaniechania"
powrotu po okraglym stole, kiedy bylo "tyle do zrobienia", nie jawi mi sie
jakos zbyt glebokim...
v.