Gość: Szarla
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.10.09, 21:24
Wiem,ze pewnie wiekszosc z was od razu na mnie naskoczy, ze jestem sama sobie
winna, ze jestem wyrobem tasmowej produkcji magistrow polskich uczelni itepe,
itede.OK, pewnie nawet w niektorych kwestiach sie zgodze, ale to i tak
wsyzstkiego nie tluamczy.
Otoz mam 24 lata, skonczylam studia(administracja) na najlepszym wg. wszelkiej
masci rankingow wydziale prawa i administracji w kraju, gwoli scislosci jestem
przed obrona, ktora ma nastapic najpozniej w grudniu. Mam roczne doswiadczenie
pracy w jednej z najwiekszych instytucji w kraju, i nie mowie tu o zadnych
urzedach, sadach itp. I od 2 miesiecy poszukuje pracy w 200 tysiecznym miescie
wojewodzkim.
Wyslalam ok. 20 cv i NIKT nawet nie zaprosil mnie na rozmowe kwalif.!Byly to
oferty pracy, w ktorych spelnialam WSZYSTKIE wymagania ( umiejetnosci, jezyki
), pensje oscylowaly w granicach 1000-1500 netto wiec najnizsze stawki:(Nie
wiem, nie rozumiem tego:(Czy wina lezy po mojej stronie, czy to sa tylko
oferty atrapy, ktore juz z gory byly obsadzone...?Naprawde nie mam wysokich
wymagan, wrecz sa one minimalne, gdyz zdaje sobie sprawe z tego,ze jako mloda
osoba, absolwentka nie moge zaoferowac tyle pracodawcy co doswiadczony
specjalista, ale skoro spelnialam te wymagania...?OK, wszystkiego moge sie
nauczyc, cale zycie zawodowe przede mna, juz w planach mam podyplomowke, kilka
szkolen...Czy cos ze mna nie tak?
Prosze, darujcie sobie uwagi typu "trzeba bylo isc na polibude", nikt mi nie
wmowi, ze w XXI wieku miejsca wystarczy tylko dla inzynierow, informatykow czy
prawnikow i kto tam jeszcze jest na topie...Ze kazdy ma miec te same
szkolenia, certyfikaty bo wszystko inne jest nieuzyteczne, zbedne...