Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Polish taxi driver

    14.02.10, 14:07
    Po ile godz dziennie jezdza w Londynie?
    Obserwuj wątek
      • Gość: Cabbie Polish taxi driver IP: *.chello.pl 14.02.10, 18:31
        Pracowałem jako minicab-driver pod Londynem, wiec może trochę rozjaśnie.

        Wymagania dla taksówkarzy ustala każdy Borough Council (powiat) osobno, więc wszędzie są inne. W Londynie żeby zostać kierowcą tradycyjnej taksówki (black cab) trzeba zdać piekielnie trudny test, do którego nauka trwa przeciętnie 3lata, przeciętnie czyli tyle zajmuje to Anglikowi mieszkającemu od wielu lat w Lądku. Z tego co wiem Polaków z licencją na black cab można policzyć na palcach jednej ręki. Za to o zarobkach krążą legendy, pomimo że stawki też są odgórnie ustalane przez Council, to jeżdząc po centrum Londynu cały czas ma się kursy, a licznik bije zarówno za dystans jak i za czas (stanie w korkach!). Słyszałem o black cab drivers wyciągających 70-80 tys. funtów rocznie.

        Zwykłemu śmiertelnikowi pozostaje więc praca jako minicab-driver. Na pewno trzeba zdać test z topografii, ale jego zakres i trudność waha się w zależności od tego gdzie się zdaje. Ja miałem dodatkowo pytania z kodeksu drogowego i lokalnego prawa dot. taksówek. Licencja też jest oczywiście lokalna, na dany powiat.
        Rozważałem też zrobienie licencji londyńskiej i nie jest to specjalnie trudne, test obejmuje szczegółową topografię wybranej przez siebie dzielnicy Londynu i ogólną topografię miasta. Więcej można znaleźć na stronach Public Carriage Office (btw. to jest urząd, każdy powiat ma swój własny wydział transportu).

        Od niedawna taksówkarze w całej Anglii muszą też mieć uprawnienia do pracy z osobami "vulnerable" : dzieci, seniorzy, niepełnosprawni. Ale nie wiem czy trzeba to mieć od razu czy dają kilka miesięcy na wyrobienie. Ja zdałem tuż przed wyjazdem, składa się to z dość obszernego testu teoretycznego i kilku jazd z "assesorem", który ocenia jak kierowca obchodzi się z klientami. Test wymaga dobrej znajomości języka i trochę nauki, nawet kilku Anglików z mojej firmy oblało za pierwszym razem bo się nie przyłożyli.

        A właśnie - firma. To najważniejszy punkt. Firm taksówkowych jest mnóstwo, większość ma kilku kierowców którzy stoją pod biurem i nic nie robią. Warto poświęcic trochę czasu na rozeznanie i wybrać dużą firmę o ugruntowanej pozycji na rynku, istniejącą wiele lat, z dużą ilością kierowców. Tylko taka firma zapewni odpowiednią ilość zleceń.
        Co do "haraczu" w mojej płaciłem 115 tygodniowo za "radio" czyli za zlecenia i 195 za samochód. Oczywiście taniej będzie jak ktoś ma własny, ale dobra firma wymagać będzie żeby nie był starszy niż 5 lat i dobrze utrzymany. Jak ktoś dłużej mieszka na wyspach może wziąć w kredyt, i tak wyjdzie taniej. Wtedy warto kupić 6-seatera, co któreś zlecenie będzie na ponad 4 osoby, a takie są dodatkowo płatne.

        A teraz do sedna: kasiorka. Zarobki zależą od tego ile pracujesz, ale nie tylko. Ważne też jest kiedy, w dzień kursy są krótkie i często stoi się w korkach, a za to nie płacą. Najlepsze są weekendowe wieczory, kiedy ludzie jeżdżą do i z pubów, klubów itp., kursy są dłuższe a drogi są puste. Ale uwaga: to oznacza wożenie pijanych Anglików, a to jest zajęcie dla ludzi o wysokiej asertywności. Ogólnie to jest temat na książkę, ale podstawy są takie: trzeba się przyjrzeć klientowi, jeśli wygląda na to że może nie mieć pieniędzy poprosić o zapłatę z góry bo inaczej ucieknie, jeśli wygląda, że może wymiotować, broń Boże nie brać, zarzygany samochód oznacza koniec wieczoru i sprzątanie. Jeśli to podejrzanie wyglądająca grupka, dobrze się zastanowić, sporadycznie zdarzają się napady, albo po prostu kłótnie które mogą skończyć się bijatyką. Zawsze podejrzani są czarni, wiem że brzmi to rasistowsko, ale niestety takie są realia. Warto też umieć rozpoznać "pikeys" czyli angielskich Cyganów, z nimi zawsze są kłopoty.
        Zarobki zależą też od znajomości z dyspozytorem. Niby większość dużych firm ma system komputerowy który rozdziela zlecenia sprawiedliwie, ale i tak najlepsze dostają kumple dyspozytorów. Warto żyć z nimi na dobrej stopie, czasem wyświadczyć przysługę robiąc jakiś nieopłacalny czy spóźniony kurs, a oni odpłacą dobrym kursem np. na lotnisko.
        Z czasem, po roku - dwóch, zarobki rosną, gdyż pozyskuje się stałych klientów i zlecenia, na długich trasach, a te są najbardziej opłacalne.

        Ogólnie, kasa jest dobra, bez zbytniego przemęczania można na czysto zrobić ponad 300/tydz, więc wystarczająco na przeżycie. Jak ktoś się przyłoży to 500+ bez problemu. Nie wiem czy jest na Wyspach inny zawód w którym Polak bez specjalistycznych kwalifikacji może tyle zarobić. (Na koniec roku trzeba oczywiście zapłacić podatek, ale ponieważ przychody są nieewidencjonowane...) :)
        Oprócz tego największym plusem jest niezależność, wstajesz rano albo po południu i sam decydujesz czy iśc do roboty czy olać. Robisz sobie przerwy kiedy chcesz, jak jest słaby dzień kończysz, odrabiasz następnego. Nie ma pracy: możesz poczytać, pójść na obiad itp.

        Największym minusem są klienci. Oczywiście dużo jest fajnych sympatycznych ludzi, coraz więcej Anglików było na wakacjach w Polsce i lubi Polaków, więc można miło porozmawiać i jeszcze dostać tipa. Ale trzeba być przygotowanym także na tych upierdliwych i awanturujących się. Tak jak napisano w artykule, w Anglii każdego stać na taksówkę, a więc także ludzi z marginesu społecznego, których w Polsce w ogóle nie spotykacie. Najgorsze są nastoletnie matki, żyjące z benefitów, wykłócające się o każdego pensa.
        A jak są pijani, to już klasa społeczna nie ma znaczenia, wszyscy mogą być hałaśliwi, kłótliwi, wulgarni.
        Trzeba być wyluzowanym i umieć sobie poradzić z ludźmi, inaczej nerwy człowieka zjedzą.

        Podsumowując: świetna praca, dla ludzi ceniących niezależność, znających dobrze język, o wysokiej asertywności.
        Jak komuś nie zależy na konkretnej lokalizacji, szukałbym okolicy o wysokiej zamożności.
        Gdyby ktoś miał jakieś pytania, śmiało pisać, odpowiem w ciągu kilku dni.

        pzdr
      • tomek854 I tak właśnie sobie żyją mity :-) 15.02.10, 04:08
        Tutaj mamy pielęgnację mitu o konieczności wymiany prawa jazdy na Brytyjskie,
        który jest kompletną bzdurą.

        www.direct.gov.uk/en/Motoring/DriverLicensing/DrivingInGbOnAForeignLicence/DG_4022556
        Residents

        If you have a valid community licence, this will allow you to drive in GB for
        the period set out below. Alternatively, you can exchange your
        licence for a British licence.

        Provided your licence remains valid you may drive in GB:

        Car, motorcycle driving licence holders (ordinary driving licence):

        * until aged 70 or for three years after becoming resident, whichever is the
        longer period


        W przypadku kierowców zawodowych może to być nieco inaczej - np. dla chcących
        jeździć cięzarówką albo autobusem limitem jest 45 rok życia - ze względu na
        koniecznosć regularnych badań lekarskich.
      • maniek_ok Re: Polish taxi driver 15.02.10, 08:37
        Czyli wszystko zmierza ku normalnosci - tzn. trend zaczyna normalniec. Polacy
        mieli robic kariery, a sa niemieckimi turasami. Nie mam nic do nich - po prostu
        zajmuja pewne miejsce w spoleczenstwie i niczego wiecej nie chca. Wyjatki zawsze
        sie znajda, ale to wyjatki.
        Turasy do Anglii nie dotra, ale Polacy zajma ich pozycje - zobaczycie, za 5lat
        99% taksiarzy na wyspach to beda belkocacy po pseudo-angielsku polacy, polowa
        barow szybkiej obslugi to beda polskie klany. Ot, takie miejsce spoleczne i
        tyle. To samo co turasy w DE, nic wiecej ani nic mniej.
        • Gość: uli Re: Polish taxi driver IP: 62.172.234.* 15.02.10, 09:01
          Jesli nie masz o czyms pojecia to sie nie wysilaj na napisanie czegos madrego bo
          ci nie wyjdzie. Jak w komentarzu powyzej Polakow na taksowkach jest nie wielu
          (osobiscie zadnego jeszcze nie spotkalem) a jest to domena ludzi z Indii i
          bliskiego wschodu. W knajpach jest sporo Polakow ale nie tylko. Jesli ktos w
          Polsce pracowal jako murarz czy tokarz to w UK raczj nie zostanie finansista.
          Bedzie wykonywal prace na podobnym poziomie. Jesli w Polsce byles specjalista i
          chcesz zaczac nowe zycie na wyspach wtedy mozasz wykonywac te sam prace. Jesli
          jednak przyjechales dorobic na 2 misiace to nie licz ze ktos cie zatrudni na
          wysokim stanowisku- zostaje ci knajpa. Nie spotkalme wie;u taksowkarzy z PL ale
          znam sporo managerow i specjalistow z Polski., Twoja teoria o Polakach jako
          Turkach jest durna.
        • Gość: Julek jeszcze jeden zakompleksiony maniek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.10, 10:28
          Polaczek jesteś, co wszystko wie, na wszystkim się zna i wszystkim zazdrości.
          Gęba pełna frazesów o bełkotaniu w pseudoangielskim i Turkach, a świat żeś
          widział jak stara przyniosła folder wycieczki do Egiptu.
          Facet ci chyba jasno opowiedział, jaki poziom trzeba zaprezentować, żeby dostać
          porządne uprawnienia i zarabiać. Zresztą z jego postu jasno wynika, że daleko mu
          do nieokrzesanych imigrantów i jest akceptowany i szanowany w tym co robi.
      • Gość: loki Polish taxi driver IP: *.n4u.abpl.pl 19.02.10, 14:50
        Niedawno w jakichs wiadomościach pokazywali Belgijsk problem z muzułmanami. Sprawa jest o tyle powazna że statystycznie za 15 lat nie bedzie rodowitego Belga bo wypieraja ich wlaśnie muzułmanie naplywajacy do tego kraju jak do sojej ojczyzny z jakiegoś zeslania. Taksówkarze to tylko i wylacznie arabowie, domagają sie dosłownie wszystkiego a rząd przystaje im na to nielicząc sie ze sprzeciwami Belgów o tozsamośc narodowa. to jest dopiero iwazja nieporównywalnie większa od naszego najazdu za pracą na wyspy.
      • Gość: Łukasz Polish taxi driver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.10, 15:55
        Najgorzej jest na początku. Nie bardzo wiesz gdzie jechać i często musisz liczyc na zyczliwosc klientów, do tego slang mający niewiele wspólnego z angielskim którego uczą w polskich szkołach i faworyzowanie brytyjskich kierowców przy rozdzielaniu zleceń to głowne trudnosci. Jeżeli jednak przetrwa sie ten chrzest bojowy profity są następujace: niezależnosc (nie masz szefa bo sam nim jestes), pijane angielki ;) no i kasa, jak dla mnie duża, bo miesiecznie mozna zarobic ponad 10 000 zł oczywiscie pod warunkiem ze duzo się jeździ.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka