Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Niechciane dziecko transformacji ustrojowej

    IP: *.p.lodz.pl 18.02.02, 15:09
    Jestem bekartem transformacji ustrojowej poczetym edukacyjnie w okresie
    przesilenia socjalistycznego. Od 10 lat szukam pracy i oprocz incydentalnych
    umow na czas okreslony nie mam nic. W okresie studiow oceny celujace, wysokie
    stypendia za nauke, "glaskanie po glowce" za zdolnosci. Po skonczeniu studiow
    (1991)to wszystko runelo. System ksztalcenia przygotowywal mnie do innych
    realiow a tu nagle znalazlam sie w warunkach rynkowych i to w momencie kiedy
    trzeba bylo zaczac szukac pierwszej pracy. Truno bylo znalezc sie w nowej
    rzeczywistosci. Dzis coraz realniej zaczyna mnie straszyc widmo braku emerytury
    w przyszlosci. I choc zdolalam przystosowac swoja swiadomosc do nowych warunkow
    i kontynuowalam roznego typu doksztalcanie to pracodawcy wciaz nie odpowiadaja
    na moje oferty. Nie moge dostac pracy bo nie mam doswiadczenia. Nie mam
    doswiadczenia bo nie udalo mi sie znalezc pracy. Czas plynie a moj zadziwiajacy
    epizod wydluza sie i staje sie coraz bardziej trwaly i niepokojacy...
      • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 13:53
        No tak...Chyba przyjdzie mi porozmawiac jedynie z cisza lub sama soba. Dobrze
        ze chociaz to moge zrobic.
        • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 14:06
          Ale tak naprawde to ja przeciez introwertyczka nie jestem i nie chce byc...
          • Gość: Thorgal Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.pentor.com.pl 19.02.02, 15:05
            Sorry, żeby ale mieć w 1991 wyższe wykształcenie (czyli znać min. jeden język
            obcy) i nie dostać pracy to trzeba się było straaaaasznie starać! Każdy młody
            absolwent uniwersytetu z językiem obcym znajdował wtedy pracę na pniu! Teraz
            jest trochę gorzej, ale też nie tak źle jak wiele osób próbuje to przedstawiać.
            • Gość: logistyk Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.sap-ag.de 19.02.02, 15:17
              Aga, ja jestem mlodszy
              i co moge powiedziec

              nie wiem w czym tkwi problem, ale powiem tobie jak ja zawsze sie przygotowywalem
              szukajac pracy:

              gdy sie dowiedzialem gdzie ide na spotkanie
              dowiedzialem sie wszystkiego co moglo miec znaczenie w czasie rozmowy w sposob
              bezposredni
              i szedlem z jakims pomyslem

              nie wychodzilem z zalozenia, ze ide po raz I
              rozmawiamy i nic z tego nie wynika

              ja na I spotkaniu zawsze uzywalem tablicy

              a teraz jelsi bede chodzil na spotkania
              bede mial przyg prezentacje w formacie .ppt z odpowiedzia na pytania zwiazane z
              moja przyszla praca
              nie zawsze sie tak da w 100% ale takie podejscie robi wrazenie


              a nie zadawanie pytan czym Panstwa firma sie zajmuje...

              Aga, moze to nie kwestia kiedy skonczylas studia i wg jakiego systemu a bardziej
              twojego podejscia

              chcesz o tym pogadac???????//




              Gość portalu: Thorgal napisał(a):

              > Sorry, żeby ale mieć w 1991 wyższe wykształcenie (czyli znać min. jeden język
              > obcy) i nie dostać pracy to trzeba się było straaaaasznie starać! Każdy młody
              > absolwent uniwersytetu z językiem obcym znajdował wtedy pracę na pniu! Teraz
              > jest trochę gorzej, ale też nie tak źle jak wiele osób próbuje to przedstawiać.
              >

              • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 19:11
                Logistyk, ja chyba nie jestem tak przebojowa jak Ty, poza tym pomysl jak
                zdegradowany w mysleniu o sobie moze byc ktos kto nie pracuje od 10 lat pomimo
                usilnych staran i choc zrobilam pare prezentacji w Power Pointcie to zupelnie
                nie mam koncepcji w jakim celu ich uzyc poniewaz pracodawcy sie nie odzywaja i
                nie zapraszaja mnie na rozmowy kwalifikacyjne. A szturmowac ciagle
                przedsiebiorstwo kiedy nie zapraszaja i pozwalaja sie zatrzymac na etapie
                portierni, recepcji... z pozostawionym tam CV (na... The End), to juz znowu
                obieg posredni, na jedno wychodzi. No, moze nie na jedno bo za tym drugim razem
                traktuja dodatkowo i to w najlepszym wypadku jak jakiegos natreta prosto z
                gwiazd tak ze zyc sie odechciewa na caly tydzien
                • Gość: logistyk Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.sap-ag.de 20.02.02, 09:53
                  wbrew pozorom nie jestem przebojowy
                  tez nie wykorzystalem swoich 5 minut

                  a z tym power pointem
                  jesli Ciebie nie zapraszaja

                  to sie sama wpros
                  ale idz z pomyslem
                  umow sie nie jako ktos kto szuka pracy
                  ale ktos bkto ma pomysl
                  oczywiscie nie zawsze bedzie to mozliwe

                  jelsi czujesz, ze tak Ciebie traktuja -n np rozmowa z jakas pseuud Hr
                  specjalistka majaca 24 lata
                  to popros szefowa kadr
                  lub dyrektora i rozsadnie argumentujac powiedz to co masz do pwoiedzenia

                  mozesz czasami pomoc sobie... w ten spsoosb

                  skonczylky sie czasy zrozumienia
                  jelsi ktos nie ejst kompetentny w udzielaniu kredytu
                  to niech sie zajmaie czym innym

                  Aga, przygotowanie do rozmowy to 99% procent sukcesu.





                  pozdrawiam!

                  Gość portalu: Aga napisał(a):

                  > Logistyk, ja chyba nie jestem tak przebojowa jak Ty, poza tym pomysl jak
                  > zdegradowany w mysleniu o sobie moze byc ktos kto nie pracuje od 10 lat pomimo
                  > usilnych staran i choc zrobilam pare prezentacji w Power Pointcie to zupelnie
                  > nie mam koncepcji w jakim celu ich uzyc poniewaz pracodawcy sie nie odzywaja i
                  > nie zapraszaja mnie na rozmowy kwalifikacyjne. A szturmowac ciagle
                  > przedsiebiorstwo kiedy nie zapraszaja i pozwalaja sie zatrzymac na etapie
                  > portierni, recepcji... z pozostawionym tam CV (na... The End), to juz znowu
                  > obieg posredni, na jedno wychodzi. No, moze nie na jedno bo za tym drugim razem
                  >
                  > traktuja dodatkowo i to w najlepszym wypadku jak jakiegos natreta prosto z
                  > gwiazd tak ze zyc sie odechciewa na caly tydzien

                  • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 21.02.02, 12:07
                    Logistic, czasem sobie mysle ze i dochodzi nawet do 100%. Ale pomysl ze sa takie
                    osoby ktore sie z gruntu slabo prezentuja, chocby nie wiem jak nad nia pracowali.
                    Przepadaja wtedy podczas takiej rozmowy z kretesem choc sa naprawde cenni. Czy
                    rzeczywiscie prezentacja i prezencja ma byc wszystkim, to chyba przesada...
                    A tak wogole to dzieki Tobie wpadlam na pewien pomysl.

                    Dziekuje i pozdrawiam

                    Gość portalu: logistyk napisał(a):

                    > wbrew pozorom nie jestem przebojowy
                    > tez nie wykorzystalem swoich 5 minut
                    >
                    > a z tym power pointem
                    > jesli Ciebie nie zapraszaja
                    >
                    > to sie sama wpros
                    > ale idz z pomyslem
                    > umow sie nie jako ktos kto szuka pracy
                    > ale ktos bkto ma pomysl
                    > oczywiscie nie zawsze bedzie to mozliwe
                    >
                    > jelsi czujesz, ze tak Ciebie traktuja -n np rozmowa z jakas pseuud Hr
                    > specjalistka majaca 24 lata
                    > to popros szefowa kadr
                    > lub dyrektora i rozsadnie argumentujac powiedz to co masz do pwoiedzenia
                    >
                    > mozesz czasami pomoc sobie... w ten spsoosb
                    >
                    > skonczylky sie czasy zrozumienia
                    > jelsi ktos nie ejst kompetentny w udzielaniu kredytu
                    > to niech sie zajmaie czym innym
                    >
                    > Aga, przygotowanie do rozmowy to 99% procent sukcesu.
                    >
                    >
                    >
                    >
                    >
                    > pozdrawiam!
                    >
                    > Gość portalu: Aga napisał(a):
                    >
                    > > Logistyk, ja chyba nie jestem tak przebojowa jak Ty, poza tym pomysl jak
                    > > zdegradowany w mysleniu o sobie moze byc ktos kto nie pracuje od 10 lat po
                    > mimo
                    > > usilnych staran i choc zrobilam pare prezentacji w Power Pointcie to zupel
                    > nie
                    > > nie mam koncepcji w jakim celu ich uzyc poniewaz pracodawcy sie nie odzywa
                    > ja i
                    > > nie zapraszaja mnie na rozmowy kwalifikacyjne. A szturmowac ciagle
                    > > przedsiebiorstwo kiedy nie zapraszaja i pozwalaja sie zatrzymac na etapie
                    > > portierni, recepcji... z pozostawionym tam CV (na... The End), to juz znow
                    > u
                    > > obieg posredni, na jedno wychodzi. No, moze nie na jedno bo za tym drugim
                    > razem
                    > >
                    > > traktuja dodatkowo i to w najlepszym wypadku jak jakiegos natreta prosto z
                    >
                    > > gwiazd tak ze zyc sie odechciewa na caly tydzien
                    >

            • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 17:21
              Thorgal, sęk w tym, że ja nie skończyłam uniwersytetu tylko inna uczelnie, a
              moj wyuczony zawod stal sie nagle zawodem zanikajacym poniewaz wiele z jego
              funkcji przejeli informatycy a moze nawet i ekonomisci. Wtedy tez nie mialam
              zadnych doswiadczen zwiazanych z informatyka ani nawet nie moglam marzyc o
              posiadaniu komputera. A na studiach bylo zero zajec z informatyki. Poza tym
              napewno osobom ktore mialy jakies znajomosci bardzo latwo bylo znalezc prace.
              Nie twierdze ze nie brakowalo mi strategii w poszukiwaniu pracy ale nie kazdy
              jest urodzonym dyrektorem. Przeciez to wlasnie w 1991 zaczelo sie bezrobocie i
              pierwsze kuroniowki.
            • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 17:38
              Aha, jeszcze jedno...wtedy znalam dwa jezyki obce a teraz poznalam trzeci i nic
              z tego nie wynika, dobrze pisze, malo mowie, przeciez nie kazdy jest
              uzdolnionym filologiem. Gdzie wyjdziesz, z kim bedziesz rozmawial jak nie masz
              pracy... Kazdy patrzy na ciebie podejrzliwie jakbys byl obibokiem... I nie
              wazne ze gdzies na uboczu gonisz swiat i harujesz na swoje kolejne, nowe
              kompetencje bo tamte nie byly trafione.
            • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 17:56
              Thorgal, jeszcze jedno... Jeden z moich pierwszych dwoch jezykow obecnie
              zupelnie zapomnialam choc bardzo dobrze go znalam nawet w mowie bowiem na
              poczatku lat 90 nie bylo w dobrym tonie go znac, wiec poszedl sobie do lamusa.
              I powiedzial ze nie wroci bo co nie uzywane to zamiera. Szkoda bo bardzo go
              lubilam byl taki slowianski i zabawny. Dzis tu i owdzie wraca do lask,
              wchodzimy przeciez do Europy (wczesniej w niej nie byliśmy bo zarzucilismy
              gdzies okulary do blizy) wiec warto przypomniec sobie o najblizszych sasiadach.
            • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 19.02.02, 18:30
              Gość portalu: Thorgal napisał(a):

              > (...)znajdował wtedy pracę na pniu!

              Na pniu to sie dostawalo prace w latach osiemdziesiatych. Wiekszosc z tych co
              dostala wtedy prace pracowala sobie dalej spokojnie (jesli nie dotknely ich
              zwolnienia grupowe) i nie wiedziala co sie dzieje poza ich obejsciem obwiniajac
              zarazem tych ktorzy nie radzili sobie na rynku

              > Teraz jest trochę gorzej, ale też nie tak źle jak wiele osób próbuje to
              przedstawiać.

              Thorgal, moze Tobie nie jest zle wiec przymykasz oczy z rozkoszy wlasnego
              dobrobytu. Jest okolo 20 procentowe bezrobocie. Spojrz (statystycznie)na blok
              mieszkalny, w co piatym mieszkaniu jest rodzina w ktorej nie pracuje nikt albo
              patrzac inaczej w co trzecim mieszkaniu lub czesciej jest rodzina w ktorej jedna
              osoba nie pracuje. Jesli znajdziesz gdzies cztery bloki w ktorych wszyscy maja
              prace to gdzies jest jeden w ktorym mieszkaja sami bezrobotni.I tak dalej...
              Jesli w Warszawie jest duzo mniej bezrobotnych to gdzies jest o wiele wiecej...
              Tak, taaak, Thorgal nie jest tak zle... poniewaz to Ciebie bezposrednio nie
              dotyka.
              • Gość: Thorgal Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.pentor.com.pl 20.02.02, 10:01
                Gość portalu: Aga napisał(a):

                > Na pniu to sie dostawalo prace w latach osiemdziesiatych. Wiekszosc z tych co
                > dostala wtedy prace pracowala sobie dalej spokojnie (jesli nie dotknely ich
                > zwolnienia grupowe) i nie wiedziala co sie dzieje poza ich obejsciem obwiniajac
                > zarazem tych ktorzy nie radzili sobie na rynku

                Tak, w latach 80-tych dostawalo sie prace na pniu w jakiejs fantastycznej
                instytucji typu Fabryka Lozysk Tocznych im. Bohaterow Stalingradu lub, jesli
                objawialo sie ponadprzecietne talenty intelektualne, mozna bylo nawet zostac
                starszym referentem w Urzędzie Paszportowym. Pensja 10 dolarów... Super! Za to po
                90-tym roku prawie każdy kto znał angielski i miał w kieszeni dyplom wyższej
                uczelni (no i trochę oleju w głowie) mógł pracować na naprawdę fajnych
                stanowiskach! To z tamtych lat datują się maklerzy z dyplomami archeologów i
                creative directorzy w agencjach reklamowych po biologii... Takie to były piękne
                czasy!


                > Thorgal, moze Tobie nie jest zle wiec przymykasz oczy z rozkoszy wlasnego
                > dobrobytu. Jest okolo 20 procentowe bezrobocie. Spojrz (statystycznie)na blok
                > mieszkalny, w co piatym mieszkaniu jest rodzina w ktorej nie pracuje nikt albo
                > patrzac inaczej w co trzecim mieszkaniu lub czesciej jest rodzina w ktorej jedn
                > a osoba nie pracuje. Jesli znajdziesz gdzies cztery bloki w ktorych wszyscy
                > maja prace to gdzies jest jeden w ktorym mieszkaja sami bezrobotni.I tak
                dalej...
                > Jesli w Warszawie jest duzo mniej bezrobotnych to gdzies jest o wiele wiecej...
                > Tak, taaak, Thorgal nie jest tak zle... poniewaz to Ciebie bezposrednio nie
                > dotyka.

                Taak wiem, 20 procentowa bezrobocie, krzywda, wyzysk i upadek! Wcale nie mam
                zamiaru umniejszać problemów przed jakimi stają ludzie w wieku 45+ gdy nagle
                bankrutuje PGR i w promieniu 40 kilometrów nie bardzo można czymkolwiek się
                zająć. No wtedy rzeczywiście trzeba trochę pokombinować. Ale chyba coś jest
                jednak nie tak, skoro ja od pół roku nie mogę znaleźć porządnego pracownika?!
                Wymagań kompetencyjnych nie ma wielkich, większości rzeczy i tak musi nauczyć się
                w praktyce. Wystarczą dobre chęci, entuzjazm i pracowitość (o oczywistościach jak
                wyższe wykształcenie, angielski i bardzo biegła obsługa komputera nie wspominam).
                A jednak jest problem. Bo większości osób generalnie się nie chcę. Po miesiącu
                względnego zaangażowania większość osób przyjmuje postawę znaną z poprzedniej
                epoki: "czy się stoi czy się leży, 2000 się należy"... Potwierdzają to ludzie z
                zachodu w wielu rozmowach: Polscy pracownicy, mówiąc brutalnie: nie
                zapierdalają... ;-) I z 50 osób można po długiej i kapitałochłonnej selekcji
                wynaleźć jedną, która się do pracy nadaje.

                • Gość: Aga Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: *.p.lodz.pl 22.02.02, 10:28
                  Gość portalu: Thorgal napisał(a):
                  > (...)To z tamtych lat datują się maklerzy z dyplomami archeologów i
                  > creative directorzy w agencjach reklamowych po biologii...

                  Cha, chaa.. a aktor zostawal nagle programista w duzej firmie informatycznej,
                  muzyk szefem kancelarii prawniczej, rolnik specjalista od PR a docent sprzedawal
                  na bazarze zgnila kapuste lub szyl koslawe spodnie ktore rozpadaly sie po dwoch
                  dniach...
                  Dobre sobie... Zmiana kompetencji wymaga czasu...Jakosc tego wszystkiego byla
                  zatrwazajaca. Owszem zdarzaly sie sytuacje o ktorych opisujesz ale dotyczyly one
                  tylko tych najbardziej przedsiebiorczych, wszechstronnych i ponadprzecietnie
                  zdolnych. Spolecznosc ludzka nie obfituje jednak w takie jednostki. Niewielu
                  rodzi sie prawdziwymi liderami i to nie znaczy wcale ze wszystkich pozostalych
                  trzeba zepchnac ze skaly.

                  • mike102 AGA = jedno wielkie biadolenie... 22.02.02, 16:52
                    Gość portalu: Aga napisał(a):

                    > Gość portalu: Thorgal napisał(a):
                    > > (...)To z tamtych lat datują się maklerzy z dyplomami archeologów i
                    > > creative directorzy w agencjach reklamowych po biologii...
                    >
                    > Cha, chaa.. a aktor zostawal nagle programista w duzej firmie informatycznej,
                    > muzyk szefem kancelarii prawniczej, rolnik specjalista od PR a docent sprzedawa
                    > l na bazarze zgnila kapuste lub szyl koslawe spodnie ktore rozpadaly sie po
                    dwoch dniach...
                    > Dobre sobie... Zmiana kompetencji wymaga czasu...Jakosc tego wszystkiego byla
                    > zatrwazajaca. Owszem zdarzaly sie sytuacje o ktorych opisujesz ale dotyczyly on
                    > e tylko tych najbardziej przedsiebiorczych, wszechstronnych i ponadprzecietnie
                    > zdolnych. Spolecznosc ludzka nie obfituje jednak w takie jednostki. Niewielu
                    > rodzi sie prawdziwymi liderami i to nie znaczy wcale ze wszystkich pozostalych
                    > trzeba zepchnac ze skaly.

                    ...i uzalanie sie nad soba. Ja pierwsza robote znalazlem w 1992 roku. Opisane
                    przez Thorgala sytuacje byly norma. W mojej grupie na 3 roku pracowali juz
                    WSZYSCY (mowimy o studiach dziennych)! Przez cale lata 90. wytarczylo ODROBINE
                    checi by znalezc prace. Teraz niestety - jest 20% bezrobocia, Ty nie masz
                    doswiadczenie, za to masz 10 lat wiecej.
                    Radze sie ocknac nim bedzie za pozno.
                    • Gość: voy aga masz niezly styl moze zaczniesz pisac ? IP: 217.153.110.* 22.02.02, 17:17
                      skoro nie pracujesz 10 lat i zyjesz to o co ci chodzi ?
                      a co do tematu to tworzenie ciekawych tekstow chyba nie sprawia ci trudnosci ?
                      pomysl o tym , moze wlasnie rodzi nam sie nastepny mistrz literatury ?

                      spojrz wglab siebie i dowiedz sie w czym jestes dobra.
                      a potem zacznij to rozwijac bez wzgledu na okolicznosci

                      pozdr
                • Gość: voy Re: Niechciane dziecko transformacji ustrojowej IP: 217.153.110.* 22.02.02, 12:23
                  co prawda nie mam wyzszego wyksztalcenia ale chcialbym studiowac i wiem juz
                  nawet jaki kierunek, bylaby to moja w pelni swiadoma decyzja ale niestety
                  potrzebne mi sa pieniadze a zeby miec pieniadze musze miec prace.
                  z angielskim u mnie srednio ale to tez tylko kwestia czasu i forsy a skoro u
                  Ciebie pracownik i tak musi sie uczyc wszystkiego od zera wiec moze ja bym sie
                  nadawal.
                  nie mam duzych wymagan finansowych - 1500 pln netto w zupelnosci mi wystarczy
                  moze to duzo ale mam duze koszty utrzymania.
                  chcialbym tylko wiedziec co mialby robic czlowiek ktorego potrzebujesz.

                  pozdrawiam
      • Gość: KKK Do sflustrowanej Agi IP: 217.153.35.* 22.02.02, 16:34
        Wygląda na to, że wcale nie masz takiej wielkiej ochoty pracować, a wszelkie
        przeciwności interpretujesz na "swoją korzyść", tzn. b. wygodnie jest
        powiedzieć, że nigdzie mnie nie chcą, ale nie wierzę aby przez 10 lat nikt nie
        chciał cię zatrudnić. Moim zdaniem powinnas zasięgnąć opinii psychologa, bo
        sama sobie ze sobą nie poradzisz.
        Ja skończyłam studia w 1992, też w Łodzi, i wg mnie to był najlepszy okres na
        wejście na rynek pracy. Tak jak pisał Thorgal, każdy kto miał dyplom (nieważne
        jaki) i znał j. ang. mógł znaleźć pracę bez trudu - z pewnością otworem stały
        wszystkie drzwi w Wwie (migracja z Łodzi do Wwy jest olbrzymia i bynajmniej nie
        chęć mieszkania w stolicy, ale praca i zarobki są motorem tego ruchu), a i w
        Łodzi można było znaleźć pracę bez większego trudu. Teraz masz "przerąbane" -
        nie dość, że rynek pracy jest b. trudny, to twój bagaż 10-letniej bierności
        zawodowej jest zdecydowanie negatywnie postrzegany przez pracodawców i z tym
        będzie już tylko gorzej. Kierunek studiów, w ówczesnych czasach nie miał
        praktycznie żadnego znaczenia dla dalszej kariery - ja skończyłam ekonomię, ale
        przez 10 lat swojej pracy nie zauważyłam, aby jakakolwiek "wiedza" wyniesiona
        ze studiów byłaby mi w czymś pomocna; kończąc studia ekonomiczne nawet nie
        wiedziałam co to jest bilans (!), bo studia robiłam jeszcze wg socjalistycznego
        schematu, a moje podejście było raczej "zagubione".
        Moja rada - idź na konsultacje psychologiczne i przyjmij pracę jakąkolwiek,
        żeby COŚ robić. I przestań się nad sobą użalać i zganiać winę na cały świat.
        Życzę powodzenia.
    Pełna wersja