Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Co może robić matematyk?

    IP: *.im.uj.edu.pl 23.03.04, 12:36
    Studiuję matematykę i generalnie to lubię, ale nie wiem co w ogóle można po
    tym robić. Więc moje pytanie: czym się zajmuje matematyk pracując mniej
    więcej w zawodzie poza szkołą i uczelnią? Jeżeli znacie jakieś pozytywne
    przykłady, to bardzo proszę...
    Obserwuj wątek
      • krzysztofsf Re: Co może robić matematyk? 23.03.04, 12:39
        A co planowalas wybierajac ten kierunek ?
      • Gość: zez Re: Co może robić matematyk? IP: *.bredband.comhem.se 23.03.04, 13:42
        Liczyc na Cud
        • mamamajki Re: Co może robić matematyk? 23.03.04, 18:23
          WSZYSTKO!!!
      • losiu4 Re: Co może robić matematyk? 23.03.04, 18:56
        Gość portalu: Jagna napisał(a):

        > Studiuję matematykę i generalnie to lubię, ale nie wiem co w ogóle można po
        > tym robić. Więc moje pytanie: czym się zajmuje matematyk pracując mniej
        > więcej w zawodzie poza szkołą i uczelnią? Jeżeli znacie jakieś pozytywne
        > przykłady, to bardzo proszę...

        zależy po jakiej uczelni jestes (pracodawcy zaczynają patrzec na ukończoną
        przez kandydata uczelnię). Wiem o dwóch osobach po UJ, które pracują w firmie
        informatycznej jako programisci (programy na rynek zachodni, głównie fizyka
        kwantowa).

        Pozdrawiam

        Losiu
      • Gość: . Re: Co może robić matematyk? IP: *.welnowiec.net 23.03.04, 19:23
        srać w słój i patrzec ile nasrał
      • Gość: Vp Re: Co może robić matematyk? IP: 195.117.30.* 24.03.04, 19:08
        Mało poważne te wypowiedzi, więc powiem co ja robiłam i robię, mgr matematyki
        kierunek nauczycielski (w szkole pracy nie było czego nie przewidziałam, ale
        nie kocham dzieci aż tak namiętnie, żeby rozpaczać z tego powodu).
        Oczywiście wybierając ten kierunek sądziłam, że będę mieć wykształcenie
        uniwersalne i będę mogła robić wszystko. Znasz ten aforyzm Steinhausa?
        "Spośród ludzi mających do wykonania pracę, której nigdy nie wykonywali,
        matematyk zrobi ją najlepiej".
        A przecież każda praca jest taka, której się wcześniej nie wykonywało.
        Oprócz tego zrobiłam kurs ksiegowości, wyjeżdżając na zawody sportowe czasami
        załatwiałam formalności typu diety i delegacje, na studiach bawiłam się w radio
        studenckie, korepetycje to standard, więc nawet doświadczenie jakieś tam było.
        Niestety, potencjalni pracodawcy powyższego aforyzmu nie znali. Dla wszystkich
        byłam tylko chodzącym kalkulatorem. Wszelkie próby udowodnienia, że do cholery
        w najgorszym razie umiem to samo, co maturzystka z liceum ekonomicznego i od
        fakturzystki mogłabym zacząć, niestety odbijały się jak groch od ściany. "Pani
        to tylko liczyć umie" usłyszałam od kadrowca w pewnym banku. No cóż, z głodu
        nie umrę, bo na korepetycjach można wyciągnąć to minimum socjalne, ale nie o to
        przecież chodzi.
        Moja "kariera" wygladała tak:

        1. rok bezrobocia
        2. informatyk w państwowym urzędzie, (po znajomości). Praca taka że co
        zdolniejszy nastolatek by sobie poradził, w większości było to bieganie na
        wezwania pań, które wcisnęły jakiś klawisz i nie wiedziały co zrobić, albo
        skończył się papier do drukarki i tylko informatyk z taką awarią może sobie
        poradzić. A jeżeli już coś było poważniejszego, np. wgranie nowej wersji
        programu, to przychodziły z centrali instrukcje łopatologiczne, wystarczyło
        umieć czytać, ale to umiejętność w państwowych urzędach spotykana nader rzadko.
        Żeby było śmieszniej do tego urzędu pukałam wcześniej, mając gotowość do pracy
        jako referent czy coś podobnego. Moje wykształcenie było nieodpowiednie,
        musiało być ekonomiczne, również nikomu nie przyszło do głowy, że LO plus dwa
        lata ekonomii na studiach plus kurs księgowości to kwalifikacje takie same (o
        ile nie lepsze) jak matura z LE, a szło zapotrzebowanie z tego urzędu do
        pośredniaka właśnie na maturzystki po ekonomiku.
        3. korektor merytoryczny w wydawnictwie. Z ogłoszenia prasowego, nie było
        wymagań co do wykształcenia, był konkurs na wiedzę i spostrzegawczość. Wygrałam
        bez żadnych problemów. Zatrudniono pięć pierwszych osób z listy, po niedługim
        czasie zostałam tylko ja. A znajomi się dziwili, jak to, po matematyce taka
        polonistyczna praca, chyba muszę się strasznie męczyć... Gwizdałam
        na "niedopasowanie" do wyuczonego zawodu. To była najlepsza praca jaką miałam,
        zero wysiłku, mnóstwo ciekawych informacji, płaca akordowa, wyciagałam grubo
        powyżej ówczesnej średniej krajowej. Skończyły sie dobre czasy gdy zaczęli
        obcinać pensje, a ponieważ ja za dużo zarabiałam dostałam propozycję z gatunku
        nie do odrzucenia:
        4. analityk w pokrewnej firmie należącej do tego samego właściciela, co
        powyższe wydawnictwo. Obowiązki od fakturowania czy porządkowania papierów do
        pisania programów, symulacji wpływów i kosztów, projektowania schematów
        logistycznych itp. Nikt nie pytał, czy ktoś mnie tego w szkole uczył. Ma być
        zrobione i już, a mój ścisły umysł został przyuważony przez szefostwo właśnie
        przy pracy korektorskiej. Żeby było śmieszniej dopiero wtedy szef się
        dowiedział, ze jestem matematykiem z wykształcenia, dostałam lekki opieprz że
        tyle czasu się marnowałam w korekcie, już-już miałam powiedzieć to co powyżej,
        że to była najlepsza praca jaką miałam, ale w porę ugryzłam się w język. No
        więc teraz robię rzeczy z grubsza zgodne z moim wykształceniem, choć na
        studiach czegoś takiego jak arkusz kalkulacyjny czy Visual basic nie było,
        wtedy nowością było ZX Spectrum. Nauczyłam się wszystkiego z marszu, bez
        żadnych szkoleń, bez papierków. Umiem o wiele więcej niż studiujace zaocznie
        dziewczyny, robię za nie zadania i już przestałam tłumaczyć jak to się robi, bo
        widzę oczka okrągłe jak spodki, za to one mają papierki z tytułem "technik
        informatyk".
        Szukam lepszej pracy. I czym się mogę pochwalić w cv? Wykształceniem? - po co
        komu chodzące liczydło. Szybkością uczenia się? - wszyscy to piszą.
        Doświadczeniem informatycznym? - mam niewłaściwą płeć, więc musiałabym mieć
        całą górę certyfikatów, najlepiej zagranicznych uczelni, żeby mi z wielkiej
        łaski dali płacę dwukrotnie niższą niż chłopaczkowi z tytułem "technik
        informatyk". Wiedzą księgową? (mam papierek z kursu, także się tym zajmuję w
        pracy, gospodarka mnie interesuje) - wykształcenie ekonomiczne i kropka.
        To jest prawidłowość psychologiczna, pracodawca zatrudni ludzi z którymi może
        się porównać i z tego porównania wychodzi, że jest mądry i wspaniały bo to
        potwierdza jego wyższą pozycję. A matematyka to taka dziedzina, która jest
        niezrozumiała dla większości ludzi, w tym pracodawców, więc człowiek czymś
        takim się parający to jak inny gatunek, dziwadło, z takim lepiej nie mieć do
        czynienia, jeszcze mogłoby się okazać, że na tym polega inteligencja... zgroza.
        No więc w podświadomości swojej deprecjonuje tę dziedzinę, że to nic innego
        tylko liczenie, a kalkulator można w kiosku kupić, że matematyk nie ma pojęcia
        o realnym świecie, że nie umie się posługiwać językiem itd.
        Trzeba jakoś kombinować i np zrobić licencjat z czegoś-tam a do właściwego
        wykształcenia się nie przyznawać. Ja mam taki zamiar. Ale jeszcze poczekam, bo
        coraz lepiej mi idzie z grą na giełdzie, kto wie, może z tego będę kiedyś żyć i
        to całkiem legalnie, z opłacaniem ZUSu i podatku. Już teraz wyrabiam sobie
        markę profesjonalisty i na pytania "to w co teraz warto wejść" odpowiadam w
        rodzaju: jaki horyzont czasowy cię interesuje, jaki poziom ryzyka akceptujesz,
        jaki procent kapitału chcesz zainwestować no i jaki kapitał wchodzi w grę.
        Wszyscy jak na razie wymiękają, ale to tylko kwestia czasu gdy zamiast tak
        pytać zrozumieją, że nie na tym zabawa polega, aby dostać namiary na "pewniaka"
        i kasa spada z nieba. "Za chwilę" będę konkurencją dla funduszy
        inwestycyjnych :-)

        Nie wiem, czy moje doświadczenia w czymś Ci pomogą, zainspirują. Przykłady
        raczej nie są pozytywne, ale akceptowalne jak sądzę, rzecz jasna nie wiem na
        ile wykonywalne w Twojej miejscowości. Takiego wydawnictwa na pewno drugiego w
        Polsce nie ma :-) Napisałam do poczytania.

        PS
        Warto wejść w GETIN jak ktoś lubi adrenalinę. Ostrożniejszym polecam AGORĘ. :-))
        • r.richelieu Re: Co może robić matematyk? 24.03.04, 19:23
          fajnie to opisałaś
        • Gość: Teresa Re: Co może robić matematyk? IP: *.net-serwis.pl 24.03.04, 23:58
          swietna narracja!
          tez jestem b.dobra jezykowo i ogolnie, ale to nie dziwota, bo logiczne,
          precyzyjne myslenie wszedzie jest potrzebne
          pozdrawiam
          mgr matematyki, specjalnosc nauczycielska
          • lider_pojutrza Re: Co może robić matematyk? 25.03.04, 00:45
            Doktorat z finansow gdzies na Zachodzie polecam.
            Pzdr.
      • Gość: ToeToe Re: Co może robić matematyk? IP: *.ihug.net 25.03.04, 02:25
        To zalezy tylko od CIEBIE. Ja po UAM , kierunek: matematyka,
        specjalnosc:informatyka, pracuje w dziale IT, w miedzynarodowej firmie w Nowej
        Zelandii.
        Nigdzie nie jest lekko, wszedzie wazne sa znajomosci, sila przebicia, poza PL
        wprawdzie mniejsze bezrobocie, ale trzeba znac jeszcze jezyk.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka