Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    praca z domu dewastuje

    IP: *.acn.waw.pl 04.03.11, 10:44
    zapewne u wielu osób pracujących z domu rozwinął się ten sam syndrom co u mnie: syndrom wychodzenia. Dla niewtajemniczonych: ogólnie rzecz polega na tym, że po godzinach pracy wychodzę z domu. Nie będę pisał szczegółowo o co chodzi, bo jeśli ktoś nie wie to mi nie poradzi. Bo ja proszę o radę.

    Nie trzeba profesora psychologii żeby zrozumieć jak powstaje taki syndrom ani jak potrafi zdewastować życie rodzinne. Ale trzeba chyba kogoś naprawdę z głową na karku żeby powiedzieć, jak sobie z tym problemem radzić. Czy ktoś kto zna się na rzeczy potrafi coś zasugerować? Jest tu może jakiś homeworker który przeszedł już przez ten etap? Ja zacząłem pracować z domu 7 lat temu, od 5 lat pracuję niemal wyłącznie z domu, i problem staje się coraz większy.

    **

    przepraszam że nie puszczam tego wątku na forum o pracy z domu czy przez internet, bo te fora to tak na oko odwiedzają tylko ludzie szukający frajerów od klikania w banery.
    Obserwuj wątek
      • as-zalogowany Re: praca z domu dewastuje 04.03.11, 11:37
        IMHO dałoby się to rozwiązać odpowiednią organizacją miejsca i czasu pracy. Pokrótce jak to widzę:
        - specjalne miejsce w domu, pokój lub biurko które jest "miejscem pracy" i którego nie używasz po pracy
        - w czasie pracy nie ma chodzenia tu i tam - jesteś w pracy
        - nie ma rozmów z domownikami i załatwiania innych spraw - jesteś w pracy.
        Po pracy wychodzisz z pokoju/wstajesz od biurka i "wychodzisz" z pracy.
      • Gość: Jaga Re: praca z domu dewastuje IP: *.ip.netia.com.pl 04.03.11, 12:40
        moze warto umowic sie z kilkoma osobami, ktore rowniez pracuja z domu, i pracowac na zmiane w roznych domach - to tak jak impreza u sąsiada z bloku: niby na miejscu, a jednak u kogos.
      • Gość: dzięki za rady dzięki za rady IP: *.acn.waw.pl 10.03.11, 08:51
        Dzięki za rady.

        Z tym wydzieleniem wyłącznego miejsca do pracy to zgadzam się że pomysł może być dobry, ale niestety nie bardzo mam szanse na jego realizację. Gdybym miał dom to może gdzieś na strychu, w suterenie albo nawet w budynku gospodarczym urządziłbym taką pracownię z przyległościami. Niestety mieszkam w bloku i nie bardzo mogę sobie pozwolić na wydzielenie jednego pokoju - powiedzmy 20% mieszkania - , z którego nie korzystałbym po godzinach. Poza tym podczas pracy trzeba co jakiś czas wyjść do kuchni, do łazienki, rozprostować nogi… choć oczywiście trzeba starać się zredukować takie wałęsanie po mieszkaniu.

        Z pracą „rotacyjną” po domach to może być ciekawa sprawa. Co prawda – właśnie z powodu pracy z domu – moje kontakty z kolegami z biura niemal się urwały (mam częstszy kontakt z ludźmi na innych kontynentach niż w moim mieście), ale wiem że kilkoro pracuje z domu. Zacznę od kolegów, bo z koleżankami to wiadomo że trudno uniknąć podtekstów.

        Ja do tej pory używałem dwu metod. Pierwsza to wychodzenie z domu z domownikami. Z dzieckiem prosta sprawa, każesz mu się ubrać i idziecie na spacer, nawet bywa fajnie bo możesz porozmawiać i poznajesz co mu siedzi w głowie, ale wiadomo że dziecko ma ograniczone godziny funkcjonowania, około 21 powinno już być po lekcjach i po wszystkim, więc kraść mu półtorej godziny nie zawsze się da, poza tym dzieciak też zaczyna coś podejrzewać albo po prostu się nudzić. Gorzej z żoną, bo ta jak przychodzi z roboty to chce posiedzieć w domu i nie da się jej wyciągnąć. To samo z weekendami: przychodzi sobota i ja ciągnę na wycieczkę, za miasto, do rodziny – a ona mówi oszalałeś, daj człowieku trochę pomieszkać.

        Drugi sposób jest prostszy i niebezpieczniejszy: picie. W ciągu godziny po zakończeniu pracy jestem na rauszu i taki stan utrzymuję do położenia się spać. Humorek wraca, ale funkcjonowanie jest nieco utrudnione, np. boję się robić lekcje z dzieckiem - już na dość duże i może wyczuć, że coś jest nie tak.
        • agulha Re: dzięki za rady 10.03.11, 18:17
          Rozbawiłeś mnie do łez z tym sprytnym wykorzystywaniem domowników. Nie martw się, dziecku na zdrowie wyjdzie. Napuść dziecko, żeby zaczęło domagać się psa. Siłą rzeczy wyprowadzanie psa spadnie na Ciebie ;-).
          Też pracuję w domu i sobie to bardzo cenię, z tym, że moja praca chyba bardziej jest oporna na to, co opisujesz ("cabin fever"), bo obejmuje także dość częste delegacje na jeden, dwa czy nawet więcej dni. To wtedy wychodzę między ludzi.
          Trzeźwa jestem natomiast jak świnia, mimo baterii butelek w barku jakoś w ogóle mnie nie ciągnie do picia napojów wyskokowych, to już raczej lodówka wykazuje zgubną moc przyciągania.
          • Gość: cabin fever cabin fever IP: *.acn.waw.pl 14.03.11, 11:00
            nie wiedziałem, że istnieje termin "cabin fever", ale cieszę się że ludzkość pracuje nad systematyzacją tych fenomenów. Jak wynika z opisów które znalazłem w sieci (bo oczywiście przeczytawszy u Ciebie, zaraz pognałem guglać), chodzi tu jednak o coś niego, związanego z czymś w rodzaju klaustrofobii, a w przypadku moim (i jak sądzę innych homeworkerów) zamknięcie w pomieszczeniu owszem, dokucza, ale to nie jest ta główna przyczyna - ja widzę ją raczej jako chęć zostawienia obowiązku i stresu za sobą.

            Niemniej objaw jest świetnie opisany, np "an urge to go outside even in the rain, snow or dark". Dokładnie, jakbym widział siebie tej zimy! Godzina 23., mróz -10, na ulicach tylko naprane małolaty, a ja już trzecią godzinę spaceruję po Żoliborzu! I jeszcze te żałosne próby racjonalizacji, typu "mieszkasz już tyle lat w tym mieście, a ciągle się gubisz, poza tym tyle fajnych rzeczy ukrytych jest między blokami"...

            Co do lodówki to trafna uwaga. Z psem też ciekawy pomysł, z tym nieco w innym sensie niż piszesz, jako element strategii "klin klinem" (albo recepty "na bolący ząb najlepszym lekarstwem jest walnąć się młotkiem w palec"). W tym konkretnym przypadku chodziłoby o to, żeby wstręt do jednego obowiązku pomógł przezwyciężyć wstręt do drugiego. Durne wałęsanie się z włochatym bydlęciem po ulicach mogłoby sprawić, że do domu będę pędził w podskokach.
      • Gość: bromba Re: praca z domu dewastuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.11, 10:19
        Rozejrzyj się czy w twoim otoczeniu (mieście) są tzw. coworkerzy. Za niewielkie pieniądze masz swoje biurko, dostęp do sieci, adres do korespondencji no i najważniejsze wychodzisz do ludzi. Robisz tam swoje, to co do ciebie należy- przychodzisz i wychodzisz kiedy chcesz. Wg mnie najlepsza dla Ciebie opcja:)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka