Gość: Twin Peaks
IP: *.StrefaWiFi.kolnet.eu
05.12.11, 23:10
Kieruje pracą ponad 200 osób. W czasie "bumu gospodarczego" jeśli tak można nazwać ten okres, w którym musieliśmy zwiększyć zatrudnienie w naszej firmie zostałem niejako zmuszony przez rodzinę żeby zatrudnic "wujka". Sytuacja jego była mi zawsze przedstawiana jako tego co nie ma co do garnka włożyc a jest znakomitym fachowcem :(? czyli coś już tu nie grało bowiem albo źle wyceniał swoje usługi albo nikt z jego usług nie chciał korzystać ale czemu chyba mogłem to wtedy sprawdzić bo teraz bym o tym nie pisał. Nigdy sam nie szukałem pracy po rodzinie jednak chcąc pomóc zgodziłem się w kadrach zaanonsować przyjście "kolegi" czyt."wujka" i od tego momentu zaczął się mój osobisty dramat. Wujek okazał się osobą nie skromną przekonaną o swoich umiejętnościach co chciał udowadniać wszystkim na każdym kroku jednak czego się nie chwycił to spieprzył ale, że nigdy nie pracował sam to było na kogo zwalić. Po 6 miesiącach udręki nagle oświadczył, że za obecną pensję nie opłaca mu się przyjechać do pracy i żebym pomyslał o podwyżce dla niego :(. Nerwy trzymałem na wodzy nawet wtedy kiedy na imprezach rodzinnych wujek opowiadał jak firma, w której obecnie on pracuje powinna być zarządzana i jakie wszyscy robią błędy łącznie z prezesem na czele i co powinno się zmienić. W rozwijającej się firmie z 20 letnim doświadczeniem na rynku "on" teraz by wszystko pozmieniał niestety nikt z ponad 200 osobowej załogi nie chciał z nim pracować a moja praca zaczęła wyłącznie polegać na tym, że przepraszałem inwestorów i kolegów z pracy z wyczyny wujka i skupiałem się tylko na zadaniach w których on brał udział bo tylko tam zawsze coś było nie tak. Wszyscy komentowali przy mnie tylko jego nieudolność wiedząc, że tylko tak moga mi dopiec. Dajcie jakąś rade bo kolega mimo okresu zatrudnienia w razie zwolnienia nie ma nadal co do garnka włożyc a ja przyczyniając się do jego zwolnienia będę tylko czarną owcą w rodzinie bo momentu zatrudniania go nikt już nie będzie pamiętał.