Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi...

    23.04.12, 16:36
    Politologia, dziennikarstwo, filozofia - zwłaszcza kończone w systemie zaocznym, w jakiejś filii w Pcimiu Dolnym - oto kierunki dające tylko i wyłącznie tytuł magistra (dla przyjaciół - Megi), papier praktycznie nie nadający sie nawet do kibla, ponieważ dobrego papieru toaletowego ci u nas dostatek.
    Obserwuj wątek
      • Gość: A1 Studenci nie wiedzą że w Bolandii nie ma rozróżnie IP: *.dynamic.chello.pl 23.04.12, 16:49
        nia pomiędzy studiami zawodowymi a akademickimi. W Bolandii
        są wystrugane profesory z banana od wszystkiego, którzy w życiu
        nie zhańbili się inną pracą niż nauczanie...
        Jak taki może coś nauczyć praktycznego
        • big.ot Praktycznych umiejętności !? 24.04.12, 15:25
          A jakich to "praktycznych umiejętności" można uczyć na kierunkach tzw "humanistycznych" ?

          Bieżnikowania opon !?

          No ludzie, bez jaj. Polskim przedsiębiorcom się w d... poprzewracało od nadmiaru taniej siły roboczej i niedługo dyplom Oxfordu będzie niewystarczający dla polskiego pracodawcy.

          Tylko błagam nie wciskajcie kitu, że ta masa ludzi na "masowych" kierunków powinna iść do zawodówek, czy na politechniki bo za pięć lat okaże się, ze mamy nadmiar fryzjerów, tokarzy, spawaczy, murarzy i inżynierów (już teraz jest spora nadprodukcja).

          Przeżyjcie w końcu na oczy - w Polsce wcale nie potrzeba mniej absolwentów X i więcej absolwentów Y. W Polsce potrzebne jest albo kilka milionów nowych miejsc pracy, albo kolejna masowa emigracja, która zrównoważy popyt na pracę z jej podażą.

          Może wtedy barany pokroju pana Klasyka -prezesa PZU- przestaną opowiadać bzdury, że na uczelniach brakuje kierunku "praca w PZU", a absolwenci innych kierunków nie zostali nauczeni w trakcie studiów pracy w PiZdU.

          W normalnych krajach studia są od zdobywania teoretycznej, "nikomu nie potrzebnej" wiedzy. Zobaczcie jak wygląda nauka na uczelniach typu MIT. Na naukę praktycznej wiedzy absolwent ma czas przez całą swoją karierę.
          • Gość: moe Artykuł durny i na poziomie wyborczej IP: *.homenett.pl 24.04.12, 15:56
            Zatrudniać chcą z doświadczeniem i praktyką .
            Czyli pokrótce ,np. ktoś sie zatrudnia w firmie ,firma go szkoli wykłada kasę ,wydaje konkretne pieniądze na szkolenie.
            A reszta polskich cwaniaków w innych firmach czeka ,a może on się zwolni ? I wtedy zatrudnią takiego przeszkolonego ,co łaska ,za najlepiej 2 tysiące z podatkiem .
            Pierwsza firma szkoląca ,dająca doświadczenie ,wysyłająca na kursy ,to taki polski frajer ,oczywiście wedle tej hołoty .

            Obecnie przygłupy wycwaniaja sie ,bo mało jest frajerskich firm ,a jak są to dobrze płacą i nikt się z nich nie zwalnia . No to wpadli na pomysł ,aby uczelnie wyższe szkoliły ? Organizowały staże i praktyki :) ?
            • ale_thru Re: Artykuł durny i na poziomie wyborczej 24.04.12, 16:32
              Z mojego doświadczenia pracy w różnych firmach wynika, że jak sobie sam za szkolenie nie zapłacisz to nikt cię nie wyszkoli, pracodawcy mają na wszystko tylko nie dla dokształcanie, wycisnąć i wyrzucić.
              • shago0 a polityki swoje 24.04.12, 21:36
                nie tak dawno deregulator gowin twierdził że po studiach magister prawa jest taki debeściak że będzie dobrym zawodowym pełnomocnikiem. a tu taki klops, pewnie prezesi pzu boją się konkurencji młodych gniewnych i świetnie wykształconych i dlatego tak mówią.
                zgroza, magister nic nie umie. zgroza.
          • Gość: gzesiolek Re: Praktycznych umiejętności !? IP: *.pnet.com.pl 25.04.12, 11:03
            Nie idzmy w abstrakcje... co ma bieznikowanie to praktycznej wiedzy... chyba ze startujesz do wylkanizatora...
            Chodzi o to, ze jak startujesz do PZU to powinienes miec podstawowa wiedze na temat ubezpieczen...

            A niestety ciezko znalezc absolwenta, ktory sam z siebie po ukonczeniu uczelni ma podstawowa absolutnie wiedze na temat tego jaka prace bedzie wykonywal...
            Dlatego taki szukajacy pracy miast tylko wysylac mailem te same CV i LM na wszystkie ogloszenia i spedzanie reszty czasu na rozrywce i narzekaniu, powinien jednak poswiecic troszke czasu, aby sie przylozyc do LM do rozmow zdoyc wiedze na temat firmy gdzie sie ubiega... najlepiej zreszta ukierunkowac poszukiwania... itd. itp.
            Bo tak to zglaszaja sie absolwenci na ogloszenie o prace...
            I taki magister ekonomii nie ma pojecia o podstawowych obiegach dokumentow, czy procesach wystepujacych w przedsiebiorstwach... o Vacie czesto wie ze jest, ale juz w jaki sposob jest rozliczany z US to nie ma pojecia... czesto gesto nie ma pojecia po co jest i w jakiej sytuacji wystawiana Faktura VAT itd. itp. Jak do tego nie potrafi sie wykazac w inny sposob, to niestety przegrywa z bardziej doswiadczona konkurencja... i zawiode Cie, ale nie jest to wina pracodawcow...
            Jak kogos zatrudniasz to z listy kandydatow wybierasz tych ktorzy maja jak najlepsze cechy takie jak: wiedza, zdolnosci interpersonalne i zdolnosc ogolnego radzenia sobie z nowymi tematami,logicznego myslenia i gotowosc do nauki (tutaj najlatwiej sprawdzic dajac zadanie miedzy I a II etapem rekrutacji)... Jesli te cechy sa podobne to juz decyduja takie rzeczy jak oczekiwane zarobki, czy np. wyglad/schludnosc...
            Czyli jak zatrudniam do zespolu ludzi to chetnie chcialbym mlodych absolwentow (i absolwentki...) i czesto takowych znajduje, ale nie zatrudnie kogos znacznie gorszego tylko dlatego ze jest absolwentem, bo dzialalbym na szkode pozostalych czlonkow zespolu... Zgrany zespol pracuje jako jednosc na wspolny rachunek i przy zatrudnieniu kogos znacznie slabszego od innych czlonkow spowodowalbym sytuacje, iz przez pierwsze miesiace albo i dluzej inni musieliby pracowac za tego nowego... wiec dobra rekrutacja musze skrocic ten okres do minimum...
            Aha nasza firma i tak zwykle jednak robi za ta szkolaca dla innych, bo wielu naszych pracownikow idzie pozniej do lepszej firmy za znacznie lepsza kase...

            Tak czy siak zycze powodzenia na rynku pracy.
          • Gość: aurora Re: Praktycznych umiejętności !? IP: *.elk.mm.pl 27.04.12, 07:49
            Jest to jesna z najciekawszych i najbliższych prawdzie odpowiedzi.
          • slbm Re: Praktycznych umiejętności !? 27.04.12, 09:33
            > A jakich to "praktycznych umiejętności" można uczyć na kierunkach tzw "humanist
            > ycznych" ?
            >
            > Bieżnikowania opon !?

            Na przykład doboru źródeł informacji, analizowania ich, oceny wiarygodności i wyciągania wniosków. To jest podstawowa umiejętność, która obecnie szybko zanika. I to do niej niedawno odnosił się prezes PZU.
        • Gość: serwilizm Re: Studenci nie wiedzą że w Bolandii nie ma rozr IP: *.warszawa.vectranet.pl 25.04.12, 11:28
          Jak chcesz się kolego nauczyć "czegoś praktycznego" to idź do szkoły zawodowej a nie na wyższe studia. Dla takich były (niestety BYŁY) zasadnicze szkoły zawodowe. Znaleźli sobie kozła ofiarnego w uczelniach i obwiniają je o bezrobocie i całe zło! Nie trzeba było stawiać na masowość tzw. wyższego wykształcenia. Nie trzeba było tworzyć 460 uczelni "wyższych" w Pcimiu i Wólce. Nie trzeba było wmawiać, że każdy może, ba nawet powinien, być magistrem. Niestety, albo ilość, albo jakość! Celem wyższych studiów nie jest nauczenie kilkunastu praktycznych umiejętności, bo to można uzyskać lepiej i taniej w trzyletniej szkole zawodowej po gimnazjum. Bawcie się tak dalej.
      • kawiusz Praktyczne umiejętności na politologii ? 23.04.12, 16:50
        A jakie student wyobraża sobie praktyczne umiejętności na politologii? wypełnianie karty wyborczej? pisanie programu partii? Czy raczej zajęcia z Łerda?

        Swoją drogą skoro prezes PZU twierdzi że uczelnie produkują słabych absolwentów to ja się pytam pana prezesa cóż takiego produkuje PZU? Firma żyje głównie dzięki obowiązkowemu OC. Równie produktywną firma są np. urzędy skarbowe.
        • Gość: ... Re: Praktyczne umiejętności na politologii ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 20:53
          wszystko jest wrzucone do jednego worka. Artykuł bardzo stronniczy i wąski. Rozumiem, że koszta kosztami, a szybko trzeba coś opublikować, ale szczególnie GAZETA mogłaby zrobić szerszą wypowiedź bazując na wypowiedziach z całej Polski, nie tylko cieplarnianej W-wy i okolic.

          Może by tak zapytać kadry (tej krytycznej, a nie uwikłanej w uczelniane układy), studentów z różnych uczelni i mieć materiał poglądowy dla całej Polski? analogicznie popytać różnych pracodawców (z różnych dziedzin!) o możliwości zatrudnienia absolwenta (oczekiwania/rodzaj umowy/pensja)? To byłby pełen obraz, a nie zbiór wypowiedzi wyrwanych z kontekstu.

          Ja moje zdanie przedstawiłem:
          forum.gazeta.pl/forum/w,904,135330444,135344561,Re_a_moze_wziac_przyklad_z_Niemcow_.html
          mam nadzieję, że zastanowicie się nad tym.
      • grzech_pierworodny Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... 23.04.12, 16:51
        Uciekając przed wojskiem, zdałem w 1984 r. na Akademię Rolniczą w Lublinie. Jako 100%-towy mieszczuch, nie miałem wtedy najmniejszego zamiaru wiązać swojego życia z rolnictwem, ale żeby nie solidne wykształcenie, nie prowadziłbym teraz małej (ale dającej wyżyć) hurtowni środków ochrony roślin. Obecni absolwenci uczelni humanistycznych nie umieją nawet mówić (o pisaniu nie wspomnę) w jezyku ojczystym. Połowa z nich nie potrafi skonstruować zdania podrzędnie złożonego, dwie trzecie z nich takiego zdania nie rozumie. "Hej, filomatów następcy, hej filaretów prawnuki ..."
        • Gość: elromek Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.acn.waw.pl 23.04.12, 18:12
          Popieram Twój ogląd, tego co dzieje się w naszym kraju.
          Niestety nasze "dzisiejsze uczelnie" w znakomitej większości produkują jakieś tam dyplomy, a nie absolwentów. Dzisiejsi absolwenci wyższych uczelni zwyczajnie kupują dyplom za czesne.
          Oczywiście nie wszystkich uczeln,i ale moim zdaniem większości.
          • jakas-nazwa Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 24.04.12, 21:30
            Bo na to jest zapotrzebowanie. Młodzież nie chce się uczyć, woli ciągle chodzić na imprezy, a w trakcie studiów być na garnuszku rodziców. A potem oburzenie, bo nie ma dla nich pracy. Ja też bym takiego studenta nie zatrudniła.
        • Gość: Jolanta To niestety prawda. IP: 195.189.84.* 24.04.12, 14:18
          Ja, ze swoją przekroczoną czterdziestką i wykształceniem "do bólu" technicznym, muszę korygować pisma wymęczone przez panienkę, która kończyła dziennikarstwo.Można by się więc spodziewać, że Kasiunia język polski ma opanowany do perfekcji, tymczasem spod jej pióra wychodzą takie oto kwiatki:
          "[...] jeśli pracownik zostanie zapytany o coś odnośnie korporacji przez osobę trzecią, powinien odpowiedzieć, że nie jest osobą dedykowaną do kontaktów, a potem wziąść (sic!) od niej kontakt i [...]" (ortografia i stylistyka oryginalna, wyróżnienia w tekście - moje).

          Na zwróconą uwagę, że dedykować można komuś piosenkę, a "kontakty" widuje się tylko w ścianach (litościwie pominęłam, że to są gniazdka, żęby dziecięciu nie mącić w głowie) Kasiunia była uprzejma się obruszyć, nastroszyć "sitowie na głowie", zabębnić nerwowo tipsami po blacie i obrócić się do mnie tyłem i tzw. teatralnym szeptem warknąć pod moim adresem "znalazła się NOWELISTKA"

          Dziewczę kończyło dziennikarstwo na UW pięć lat temu. Nie ja ją zatrudniałam, nie ja mogę zwolnić. Dziecina ma usta pełne korporacyjnego bełkotu i nie da sobie powiedzieć, że nie wypada zaczynać maila do prezesa od "Witam Prezesie"...
          Ręce opadają do samych kostek.

          Nie wiem, czym zdobyła stanowisko, które piastuje, mam jednak pewne podejrzenia, że nie głową...
          Pozdrawiam maturzystów '89, którzy kończyli szkoły pozwalające odróżnić estragon od estrogenu (dla Kasi to bez różnicy).
          • Gość: bezsens Re: To niestety prawda. IP: *.ssp.dialog.net.pl 24.04.12, 18:41
            to spróbuj sobie znaleźć w dużym mieśćie (najlepiej akademickim) kogoś do rejestracji/portiernii.

            Jako lekarz poszukiwałem takiej osoby, pensja może niezbyt duża, ale i godzin mało i tylko popołudniami - praca-marzenie dla przeciętnego studenta kierunków humanistycznych - 'tysiak pięńćset' piechotą nie chodzi za 3 dni pracy po 4 godziny. Umowa 'śmieciowa', przyznaję.

            Przyszło naprawdę wiele kandydatek. Nie potrafiły PRZELITEROWAĆ dość trudnego słowa (dla mnie ważny jest kontakt słowny z pacjentem, bo dzwonią starsi ludzie, którzy niedosłyszą a kontakt z nimi przez telefon jest utrudniony). Nie potrafiły sensownie obsługiwać komputera z synchronizajcą kalendarza na mój terminarz (wprowadzić do programu a'la Excel i następnie nacisnąć wielki zielony przycisk - synchronizuj) - notorycznie zdarzały się pomyłki daty, godziny przy przekręcenie nazwiska ("bo czy to takie ważne? przecież on [pacjent] wie, że ma przyjść no to przyjdzie").

            O umiejętności organizacji mojego czasu, takiego przesuwania terminów, aby wizyty się zazębiały bez okienek nie wspomnę, to już przekracza ich zdolności intelektualne. Tymczasem identyczne rozwiązanie świetnie funkcjonuje w znanym mi salonie fryzjerskim (!) a pani recepcjonistka w tymże salonie 'studiów' nie kończyła.

            Skoro nie mogłem nikogo na miejsce znaleźć, zleciłem zewnętrznej firmie wykonać rejestrację internetową. Ma to swoje wady, ale głównie zalety. I wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. Starszych rejestrują młodsze osoby w rodzinie (szczęśliwe, że aby zarejestrować dziadka nie muszą ruszać tyłka sprzed komputera). Zamiast dawać miejsce pracy skończyłem na wysyłaniu pieniędzy firmie zewnętrznej obsługującej stronę (abonament miesięczny). Przykre to, lecz prawdziwe. Młodzi ludzie naprawdę NIC NIE POTRAFIĄ,a ta nieliczna garstka, która potrafi - doskonale sobie radzi w życiu zawodowym. Nie trzeba płakać, że nie ma miejsc pracy. Nawet gdyby były, to ci młodzi ludzie wylecieliby z hukiem. A z tego co ja wiem to miejsca pracy są, tylko chętni 'niedostosowani'. Trzeba umieć realnie ocenić swoją wartość i umiejętności. Jak tego nie ma, to nie ma też nawet 'rozmowy o pracę' tylko jakieś 'castingi' i rozmowy w stylu 'oddzwonimy do pana/pani'.
            • Gość: R Re: To niestety prawda. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 23:57
              Nie doceniasz młodych ludzi. Zgadza się, większość mogąc się utrzymywać na garnuszku rodziców, pracy nie szuka. Kiedy zaczynają szukać, to są na tyle rozsądni, że nie ładują się w tymczasowe zabawy typu recepcjonista - bo po cholerę, w CV specjalnie nie pomoże, rozwoju zawodowego nie ma, nawet się nie da w firmie zahaczyć - bo pewnie wyższych stanowisk dla humanistów nie oferujesz. Wolą iść gdzieś, gdzie mają szansę pójść wyżej, tudzież dostać wpis faktycznie przydatny do znalezienia innej, fajniejszej pracy. Do Ciebie zgłoszą się dwa typy osób - ci, którzy do niczego innego specjalnie się nie nadają i ci, którzy są w bardzo słabej sytuacji finansowej (chociaż trzeba Ci oddać - płaca była niezła). Dodaj do tego standardowy problem polskich uczelni, czyli zajęcia z oknami od rana do wieczora i już robota nie jest tak atrakcyjna.
              • porshe Re: To niestety prawda. 06.05.12, 22:39
                > bo pewnie wyższych stanowisk dla humanistów nie oferujesz.

                nie wiem, czy trzeba być humanistą, ale jest 'sekretarka medyczna', której zadaniem jest uzupełnianie dokumentacji lekarskiej. Trzeba na tym stanowisku mieć poukładane w głowie - nie można pisać głupot. Trzeba mieć pamięć o procedurach (zebrać zgodę na zabieg, przeprowadzić ankietę uczuleń na leki etc.) Dykutuję jej, co ma wpisać w badaniu, czy wypisie, a potem jeszcze księgowa (czyli niestety nie humanistka) prosi o takie wpisanie procedur, aby się dało to logicznie rozliczyć z NFZtem. Jak ktoś zacznie od recepcji i 'poduczy' się od tej sekretarki - chętnie 'sprzedam' kolegom, bo zapotrzebowanie spore na tego typu usługi, chętnie wezmą, jeszcze z rekomendacją...

                Tylko co zrobić, jak student(ka) przyjdzie, swoje za telefonem wysiedzi, podzwoni do kogo trzeba i zacznie słuchać mp3? Nic się konkretnego nie nauczy i to JEST dziura w życiorysie (zdaję sobie z tego sprawę). Niemniej jednak pamiętam, że koledzy z innych kierunków szukali dokładnie takiej pracy (po kilka godzin dziennie po południu, ale nie codziennie) i bardzo chcieli dorobić. Teraz już nie ma takiego 'parcia' na dorabianie.

                A jeśli chodzi o organizację zajęć - nie mogę na to wpłynąć, na swoje godziny pracy teoretycznie bym mógł, gdyby nie inne zobowiązania (praca w szpitalu, konsultacje w rejonie - wszystko o ustalonych godzinach). Tak więc oczywiście - jeśli komuś pasuje - to bierze, a jeśli nie, to nie.

                I bardzo doceniam młodych ludzi, zawsze staram się im pomóc, jakoś 'ustawić' na następną robotę (szczególnie w branży). Jak patrzę na młodych lekarzy to mnie duma rozpiera - młodzi, ambitni, z językami, często po innych studiach, multum fakultetów, multum praktyk i wolontariatów - no dosłownie - idealnie przygotowani do startu w zawodzie. Medycyna to wyjątek i przez wielu nazywana 'wyższą szkołą zawodową' a nie pełnoprawnymi studiami. Jest w tym trochę pokrętnej racji - uczą zawodu i nie są to 'typowe' studia. Niemniej jednak akurat po medycynie młodzież jest nauczona solidnie podstaw zawodu i chwała im za to. Szkoda, że nie ma tak na innych kierunkach.
      • user.70 Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... 23.04.12, 16:52
        Kuźwa! "Wybiórcza" jest coraz bliżej dna. Nie wiem co chce udowodnić autor skoro pisze, że studenci i absolwenci politologii lub podobnie "produkcyjnych" kierunków nie mają szans na zatrudnienie. Stosunki międzynarodowe, politologia oraz bezpieczeństwo narodowe w Akademii Marynarki Wojennej - kto to wybiera?
        • Gość: xxx Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 14:22
          ogólnie 'bezpieczeństwo narodowe' to taki kierunek na uczelniach żeby ci z zarządzania mieli się z kogo śmiać, bo wszyscy inni śmieją się z nich.
          no ale siłą ich nikt na to nie posłał, sami poszli.
      • mamula66 To nie Technikum 23.04.12, 16:55
        "
        Powinno być więcej warsztatów, nie z kadrą profesorską a ze szkoleniowcami"

        Przeciez to idiotyzm. Uczelnia WYZSZA to nie technikum. Uczwlniai WYZSZA ma dac WIEDZE a nie ZAWOD. Od zawodu sa wlasnie technika i szkoly zawodowe. Ktore w Polsce radosnie polikwidowano.
        • grzech_pierworodny Re: To nie Technikum 23.04.12, 17:01
          mamula66 napisał:

          > "
          > Powinno być więcej warsztatów, nie z kadrą profesorską a ze szkoleniowcami"
          >
          > Przeciez to idiotyzm. Uczelnia WYZSZA to nie technikum. Uczwlniai WYZSZA ma dac
          > WIEDZE a nie ZAWOD. Od zawodu sa wlasnie technika i szkoly zawodowe. Ktore w P
          > olsce radosnie polikwidowano.

          Źle myślisz. Technika dają zawód, wyższe uczelnie dają i wiedzę, i zawód. Przynajmniej powinny ...
          • mamula66 Re: To nie Technikum 23.04.12, 19:42
            "wyższe uczelnie dają i wiedzę i zawod" Zawod politologa? Europeisty? Kulturoznawcy Czech i Moraw? Nie slyszalem o takich zawoda
            • karl.franc Re: To nie Technikum 24.04.12, 14:41
              nie zmienia to faktu ze mgr to tytul zawodowy nie zas naukowy
              wiec wychodzi na to ze to sa zawody, ale nie ma pracy dla ludzi o takim zawodzie
              • Gość: gośćgość Re: To nie Technikum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 19:55
                tytuł zawodowy? To jakaś rewolucja nastąpiła? To jest tytuł NAUKOWY. Praca mgr to praca NAUKOWA. Jedynie inżynier jest tytułem zawodowym.
                Studia nie są od nauki zawodu. Od tego ewentualnie są praktyki – nomen omen zawodowe. Studia to kursy teoretyczne.
                Po zawód do zawodówki, albo technikum, albo liceum zawodowe.
                Nawiasem, poziom obecnych mgr nie dorasta do dawnych techników i absolwentów liceów zawodowych
                • nikodem_73 Re: To nie Technikum 24.04.12, 21:21
                  Ech...

                  pl.wikipedia.org/wiki/Magister
                  Magister to nie jest tytuł naukowy. Tak samo jak absolwent, czy abiturient.
                • karl.franc Re: To nie Technikum 24.04.12, 23:25
                  tak rewolucja nastapila juz dawno
                  sprawdz sobie jak nie wierzysz, magister to na chwile obecna tytul zawodowy
                  jak nie wierzysz to sprawdz sobie w wikipedii, a jak dalej nie wierzysz (w koncu wikipedie moze kazdy edytowac) sprawdz sobie jak tytul mgr definiuje ustawa
                  bede zgadywal, myslales ze jestes wielkim czloiwiekiem posiadasz tytul naukowy dzieki czemu mogles sie odciac od bandy roboli?
                  • genialna_oxford Re: To nie Technikum 27.04.12, 16:06
                    "tytul zawodowy magistra" - taka jest formulka na nowych dyplomach
                • slbm Re: To nie Technikum 27.04.12, 09:32
                  Nie masz racji - w Polsce jedynym tytułem naukowym jest tytuł profesorski. Poza tym są stopnie naukowe doktora i doktora habilitowanego oraz tytuły zawodowe licencjata, magistra, inżyniera, lekarza, lekarza dentysty itd.
          • kosmiczny_swir Uczelnie to nie szkoly zawodowe 24.04.12, 19:40
            Uczelnie to nie szkoly zawodowe. Wiesz czemu? Bo technologie za szybko sie zmieniaja. Informatyk wyksztalcony 20-25 lat temu bez nauki w zakresie wlasnym bylby dzisiaj niemalze bezwartosciowy.

            Czlowiek po uczelni wyzszej powinien miec tak dobre podstawy z nauk scislych i przyrodniczych, zeby mogl przystosowac sie do zmieniajacej sie technologii. Czlowiek po uczelni wyzszej powinien umiec zmienic zawod - z inzyniera stac sie managerem, bo taka jest sciezka kariery inzyniera. Najpierw pracujesz w zespole, odpowiadajac za pierdoly, ale nabywasz doswiadczenie. Potem zajmujesz sie powazniejszymi rzeczami, pozniej koordynujesz caly projekt i stajesz sie managerem. Im starszy jestes, tym mniej zajmujesz sie wlasciwa praca, a wiecej zarzadzaniem, bo wykorzystujesz swoje doswiadczenie.

            Czy nie widzisz, ze uczenie konkretnego zawodu na uczelni ma sens, skoro bedzie on wykonywany przez powiedzmy 5 lat?
            • Gość: wiesniak Re: Uczelnie to nie szkoly zawodowe IP: 195.74.51.* 24.04.12, 22:05
              ta korpa to ci juz zupelnie sprala mozzg
              • dzielanski "Korpa" sprała chyba akurat Tobie 26.04.12, 21:27
                Jeśli owa "korpa" z Twojego komentarza ma znaczyć "korporacja", to akurat prezes pewnej korporacji żalił się wczoraj, że wyższe uczelnie to nie zawodówki kształcące fachowców od ubezpieczeń. W polskiej rzeczywistości to właśnie korporacjom pasowałoby zatrudnianie wyrobnika, nie martwiąc się o jego rozwój zawodowy czy losy, gdy jego dość popularny obecnie zawód odjedzie do lamusa.
        • karl.franc Re: To nie Technikum 24.04.12, 14:37
          hmm... skoro nie zawod a wiedze to dlaczego sie mowi studia zawodowe 1/2 stopnia?
          jak chcesz zdobyc wiedze, to nie idziesz na studia tylko siegasz po odpowiednie ksiazki
        • Gość: inż. Re: To nie Technikum IP: *.ipgum.pl 25.04.12, 09:44
          Pełna zgoda. Tumany ze studiów zawodówki robią.
      • Gość: drMuras To bezpłatne kadry dla GW IP: *.icpnet.pl 23.04.12, 16:57
        ale po co wykształceni z umiejętnościami ? Przecież i tak nie ma ich gdzie zatrudnić. Hurtownie, montownie i call serwisy zapchane. A tak GW może dzięki kolejnym ministrom edukacji których POpierała wybierać w stażystach za fiko ile wlezie.
      • Gość: esada Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.04.12, 16:57
        Tylko tak na prawdę poziom absolwentów nie świadczy o absolwentach, ale o gó//nym poziomie wszelkiej maści profesorków i doktorów - którzy dla zachowania swoich wakatów łapią każdą fuszkę i swą gębą firmują wspomniane filie w Pcimiu. Nie ma u nas czegoś takiego jak prestiż, ważne ile zapłacą i hulaj dusza - zawsze znajdzie się jakiś profesorek głodny pieniążków. Jak taki poziom prezentuje Państwo Profesorstwo to nie ma się co dziwić i psów na studentach wieszać. W Polsce to nawet sprzątaczki chciałoby się mieć z wyższym wykształceniem.....
        • grzech_pierworodny Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 23.04.12, 17:05
          Gość portalu: esada napisał(a):

          > Tylko tak na prawdę poziom absolwentów nie świadczy o absolwentach, ale o gó//n
          > ym poziomie wszelkiej maści profesorków i doktorów - którzy dla zachowania swoi
          > ch wakatów łapią każdą fuszkę i swą gębą firmują wspomniane filie w Pcimiu. Nie
          > ma u nas czegoś takiego jak prestiż, ważne ile zapłacą i hulaj dusza - zawsze
          > znajdzie się jakiś profesorek głodny pieniążków. Jak taki poziom prezentuje Pań
          > stwo Profesorstwo to nie ma się co dziwić i psów na studentach wieszać. W Polsc
          > e to nawet sprzątaczki chciałoby się mieć z wyższym wykształceniem.....

          Ot, jak ktoś mądrze mówi, to ja nie neguję!
        • Gość: ojtamojtam Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: 213.155.191.* 24.04.12, 13:50
          Sorki, ale to niestety jest prawda. O poziomie naszych uczelni decydują profesorkowie i doktorkowie. Gdzie się nie rozejrzysz strzelają fuchy - nieważne, że temat z innej działki - tytuł profesorski zezwala na pieprzenie w każdym temacie. Jaka jest jakość nauczania profesora, który działalność naukowo-dydaktyczną traktuje jako dopust boży, on swoje juz zrobił teraz chciałby odcinać kupony. Poza tym przecież takie rozmienianie się na drobne obniża w rezultacie rangę uczelni, słaba uczelnia gorszy nabór i koło zamyka się. Oj niezapomnę debaty na temat marnej kondycji naszych lokalnych elit naukowych, a najgłośniej krytykowali Ci profesorkowie, którzy sami są miernotami. I co z tego
          • Gość: MMM Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.smrw.lodz.pl 24.04.12, 19:55
            Tyle czytam, że "profesorkowie i doktorkowie" nie potrafią dobrze nauczyć chętnych do pracy i złaknionych wiedzy studentów, bo łapią fuchy itd. Jest to fałsz, jak każde uogólnienie. Niestety mamy nie tylko takich studentów, którzy chcą studiować. Mamy jeszcze takich, którzy lubią być studentami. Uczę matematyki na uczelni technicznej. Lubię swoją pracę i lubię młodzież. Ale czasami nie wiem, jak trafić do niektórych osób. Mam studentów, którzy zaczęli studia w 2007 roku i do tej pory nie mogą zaliczyć mojego przedmiotu (pierwszy rok studiów!). Nie chce im się, gdyby choć trochę popracowali daliby radę. Wiem bo w moim 30-letnim doświadczeniu nie spotkałam studenta, który nie byłby w stanie nauczyć się wymaganych przeze mnie umiejętności. Większość ma braki na poziomie szkoły podstawowej, pomimo zdanej matury z matematyki. Nie umieją skracać, dodawać i mnożyć ułamków, wykonywać działań na potęgach, na pierwiastkach. Jak mam ich uczyć kreatywnego myślenia, jak muszę równocześnie wprowadzać nową wiedzę i nadrabiać zaległości? Próbuję, ale to syzyfowa praca. Na szczęście spotykam też takich studentów, z którymi wspaniale pracuje się: są ciekawi, dociekliwi, pomysłowi, aktywni, zadają pytania, po prostu chcą zrozumieć. Cieszę się, że trafiają do moich grup.
            • Gość: ojtamojtam Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: 213.155.191.* 24.04.12, 22:14
              Z uogólnienia wychodzi półprawda. Piszę tylko o tym co widzę na własnym podwórku, wyleniałych, leniwych profesorków pazernych na kasę i mówiących same frazesy, miałkich i koniunkturalnych w poglądach. CZy tacy przyciagną fajną młodzież, nie. Wierzę i pamiętam ze studiów, że młodzież garnęła się do tych, którzy sobą coś reprezentowali, stanowili swego rodzaju inspirację. No coż "profesorkowie" też mieli swoich zwolenników, którzy prześlizgali sie przez studia (gorzej, że często zostawali na uczelni). Z tego co piszesz mogę przypuszczać, że dzisiaj te proporcje zmieniły się na korzyść jałowych miernot. Smutne. Zyczę Ci wytrwałości.
            • slbm Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 09:39
              Masz bardzo wiele racji. Ale trzeba też jako tzw. kadra uderzyć się kolektywnie w piersi. Ja również pracuję w uczelni technicznej, uczę głównie termodynamiki na wczesnych latach studiów. I niestety przygotowania merytorycznego nie otrzymałem żadnego. Ot, skończył pan studia, poprowadzi pan zajęcia. O wszystkie wskazówki, notatki itd. musiałem się starać sam, ale to jest jeszcze małe piwo. O żadnym przygotowaniu do pełnienia funkcji dydaktycznych nie ma mowy. Żadnych zajęć z metodyki. A co najgorsze, pies z kulawą nogą się nie interesuje co ja naprawdę na tych zajęciach robię. Nikt nigdy nie przyszedł zweryfikować czy cokolwiek zrobiłem, czy uczę prawidłowo, czy popełniam błędy, czy stosuję rozsądne kryteria oceniania, czy też może zaliczam na ładne oczy... NIKT. Jedyną formą "weryfikacji" pracy nauczyciela akademickiego są ankiety studenckie, przydzielane przy tym WYBRANYM (albo zgłaszającym się na ochotnika) nauczycielom. Ja się zgłaszam, ale to chyba jednak nie studenci powinni oceniać jakość mojej pracy, a przynajmniej nie tylko.
              • ar.co Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 10:59
                Mam chyba jeszcze ciekawszy przykład braku jakiejkolwiek kontroli: od ośmiu lat prowadzę wykłady na jednym z lepszych uniwersytetów (umowa o dzieło, na etacie pracuję wyłącznie naukowo, bez dydaktyki). W ciągu tych kilku lat nie tylko nikt nie skontrolował, co właściwie robię, ale nawet nie sprawdził, jakie mam kompetencje - nikt nie zechciał nawet obejrzeć mojego dyplomu! Miło mi, że tak mi ufają, ale równie dobrze zamiast doktoratu mogłabym mieć skończoną podstawówkę.
        • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 26.04.12, 22:11
          Tylko tak na prawdę poziom absolwentów nie świadczy o absolwentach, ale o gó//n
          > ym poziomie wszelkiej maści profesorków i doktorów - którzy dla zachowania swoi
          > ch wakatów łapią każdą fuszkę i swą gębą firmują wspomniane filie w Pcimiu.

          No, tego jednak nie robią wszyscy profesorowie, a tylko część. Było to konieczne w latach 90tych, bo wtedy profesor zarabiał mniej, niż sprzątaczka i za pensję profesora nie dało się żyć. Teraz pensje na uczelniach są wyższe, za niektóre publikacje dostaje się honoraria, więc jak profesor prowadzi badania naukowe i publikuje, to ma szansę dorobić. Ale oczywiście część się zdemoralizowała i firmuje filie w Pcimiach. Ale wreszcie powinno się to przeciąć ustawowo: zabronić pracy na 2 etaty, bo nie ma możliwości wykonania tego uczciwie. Nowa ustawa, która miała to rzekomo uzdrowić, przewiduje, że nie można mieć drugiego etatu, ale za zgodą rektora można. Czyli trzeba się podlizać rektorowi i wszystko po staremu. Jestem za, a nawet przeciw. Wyjątkowo korupcjogenny zapis. No, ale przecież są ludzie zainteresowani tym, żeby szkoły prywatne nie wiadomo czego nie padły. Więc nie padną.
      • uszuszusz Nie chodzi o same praktyki, to też ślepa uliczka. 23.04.12, 16:58
        Same praktyki to ślepa uliczka, bo to jest też jedynie "wdrażanie" się w schematy pracy w jakichśtam firmach w "Pcimiu Dolnym". Młodzi ludzie powinni mieć więcej wolności w decydowaniu o tym czego i jak chcą się uczyć, co i jak chcą myśleć. Czas edukacji powinni wykorzystać na samodzielne i zespołowe PRÓBY jak ich myślenie, ich pomysły zdają egzamin przed szerszym gronem niż tylko to złożone z zawodowych belfrów. Bo najgorszym kalectwem jest kalectwo motywacyjne, kiedy młody człowiek nie ma już motywacji do myślenia bo nauczony został, że nic od niego nie zależy.
        uszusz.blogspot.com/
        • grzech_pierworodny Re: Nie chodzi o same praktyki, to też ślepa ulic 23.04.12, 17:11
          Niestety, u nas uczą wkuwania, a nie samodzielnego myślenia. Począwszy od interpretacji wiersza (nauczyciele wiedzą lepiej, co poeta chciał przez "TO" powiedzieć), skończywszy na tym, że gnębi się każdego, kto ma inne zdanie - na dowolny temat. Witaj szkoło ...
      • pjpb Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 23.04.12, 17:00
        Zachęcałbym aktualnych srudentów raczej do wizyty/ poczytaniu o dobrych uczelniach, kształcących liderów nauki i biznesu, raczej niż o zawodówkach. Uczelnia powinna stymulować do pracy, zapewniając dostęp do wysokiej jakości materiałów pomocniczych i kierować ścieżką rozwoju. Standardem powinny być wydokiej jakości wyklady, prace domowe z dostępnością konsultacji - oraz projekty autorskie studentów
        Recepty 'więcej laborek mniej teorii' funkcjonują od wielu lat... Głównie wśród tych studentów, którzy chcieliby dostać dobrze płatną pracę dostac podaną na tacy. Realia są nieco inne - oprócz nielicznych zawodów opartych na umiejętnościach twardych (lekarze, inżynierowie), pracodawca potrzebuje pracownika potrafiącego szybko się nauczyć i myśleć. Przede wszystkim myśleć - to jest główny problem. Myślenia nie uczą liczniejsze warsztaty i ćwiczenia... ale trzeba przyznać, że tym bardziej nie uczą go semestry spędzone na ignorowaniu studiów aby potem na potęgę zakuwać w sesji.
        • grzech_pierworodny Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 23.04.12, 17:22
          Niestety, w naszym systemie kształcenia rycie jest wszystkim, myślenie niczym ...
        • dziad60 Dużo miernot dostaje sie na uczelnie, wielkierunk 25.04.12, 09:10
          Problem w selekcji
          Jeśli zdasz maturę na same mierne tzn dwóje wystarczy abyś płacił czesne i tak dobrniesz do mgr
          Studiować w zasadzie moze każdy - aby płacił
          I takie mózgi maja problemy ze znalezieniem pracy
          Druga rzecz- jeśli byłeś słabym uczniem w szkole średniej
          to idziesz na kierunek gdzie łatwo i lekko sie studiuje
          w/w nauki polityczne socjologia nauki społeczne pedagogika na nawet prawo gdzie w samej Warszawie jest pięć uczelni z wydziałem prawa i przyjmuja maturzystów bez względu na oceny np same mierne / tylko maja płacić czesne
          Płaci i przechodzi na następny rok
          Uczelnie to dziś nie Alma Mater to tanie fabryczki nastawione na kasę ( owszem nie wszystkie)
          Doszło np do takich dziwolagow jak kierunki nauki społeczne na Politechnice Warszawskiej
      • Gość: gosc Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... IP: *.dhcp.gwnt.ga.charter.com 23.04.12, 17:36
        proponuje bezwlocznie wprowadzic prl-owskie praktyki robotnicze: przynajmniej Pan Student bedzie umial po nich machac lopata lub pakowac ogorki do sloikow, a potem to moze sobie studiowac co mu/jej sie podoba, chocby i nirvane albo joge albo moze sobie malowac obrazy, a jak skonzcy, zawsze moze wrocic do kopania rowow albo pracy w pgr-erze, oh, zapomnialem, pgr-ow juz nie ma, no to moze u bauera zbierac szparagi?
      • sanmartino pedagogika 23.04.12, 17:36
        Niestety jest tu sporo prawdy, choć można zapytać czego oczekuje i co chciałby robić student stosunków międzynarodowych czy politologii. Niestety w dużej mierze kierunki humanistyczne, czy społeczne są tylko z nazwy. Wykładowcy przedstawiają ten sam szajs od lat, a studenci się na to godzą, bo na ścisłe kierunki są zbyt leniwi, a mgr to zawsze miło mieć. Po co ktoś teraz studiuje pedagogikę, skoro wiadomo, że w tym zawodzie pracy nie ma i nie będzie. Po co ktoś pcha się na stosunki międzynarodowe, nie mając zamiaru uczyć się języka i pracować na różnych wolontariatach zagranicznych. Jest więc swego rodzaju umowa społeczna: nie nauczamy i nie uczymy się, a dyplom może się gdzieś przyda i do tego wyższy poziom scholaryzacji itp.
        Po studiach humanistycznych, typu dziennikarstwo, nauki polityczne, stosunki międzynarodowe spodziewałbym się przede wszystkim nauczenia przyzwoitego wysławiania się w mowie i piśmie. Kiedyś to oferowały licea, dziś już nie. Niestety na kierunkach humanistycznych i społecznych trudno znaleźć przedmioty typu "academic writing", "public performance", itp. Studenci sobie dukają, piszą źle, nielogicznie, profesorowie zaliczają i jadą na inną uczelnię. Komu się chce czytać i korygować (no może jeszcze filologie)!
        • Gość: kaz Przygotowywać do życia w realu - wszystkim TY. IP: *.ngm.net.pl 23.04.12, 18:14
          1. Wyrzucić z przedszkola - DUCHY, CUDA, SZATANY, STEROWNIE PRZEZ DUCHA ŚW....
          2. Wyrzucić ze szkół - DUCHY, CUDA, SZATANY, STEROWANIE PRZEZ BOGA.
          3. Wyrzucić ze studiów teologię - naukę o duchach,...
          4. KUL, ATK, "uczelnia" Rydzyka,... - usunąć z nazwy studiów /niech mają to u siebie wyznania/.
          5. Każda uczelnia powinna być powiązana z gospodarką, przemysłem, handlem itd.
          6. Przyjmować na studia /otwierać kierunki/ w zależności od potrzeb kraju.
          • kosmiczny_swir Tylko jakie zapotrzebowanie ma polski przemysl? 24.04.12, 19:30
            Tylko jakie zapotrzebowanie ma polski przemysl? Studiowalem poza Polska, zajmuje sie telekomunikacja w wymiarze baaardzo stosowanym, ale w mojej branzy w Polsce nie ma nic. Nie ma w Polsce ani jednej firmy ktora np. produkuje lacza swiatlowodowe do baz danych. Jak jezdze na konferencje i wystawy z mojej branzy, to w R&D z Polski nie ma nic, a na wystawach jesli pojawia sie 2-3 firmy z Polski to sa przewaznie producenci szafek na zlacza i kabli produkowanych ze swiatlowodow Draki czy Corninga. Corning ma wprawdzie zaklady w Polsce, ale to tylko produkcja.

            Kogo w Polsce potrzeba? Pracownikow dzialu R&D takich jak ja? Wolne zarty. W Polsce potrzeba wielu inzynierow produkcji, paru inzynierow telekomunikacji do projektowania sieci, paru inzynierow mechanikow i eketronikow. Z innych zawodow wymagajacyh wyzszej edkacji sa tylko prawnicy i lekarze. I na tym koniec. Calej reszczie wystarczy w zupelnosci technikum.

            Teraz, czemu pracodawcy wymagaja na najnizsze stanowisko wyzszego wyksztalcenia? Bo im sie glowach poprzewracalo, bo na rynku jest za duzo ludzi bez pracy wiec moga sobie wybierac jak chca, konkurencja jest duza.

            Kolejny punk - skoro mamy tyle wyksztalconej sily roboczej to czemu nie powstaja u nas firmy ktore by ta sile robocza wykorzystaly? Tu odpowiedz jest bardziej zlozona.
            1) Nie mamy tradycji technologicznych. W czasie II RP cos tam sie dzialo, ale to byla kropla w morzu w porownaniu np. Czechami, ktorze na mapie swiata nie istnialy jeszcze dluzej niz Polska. Pepiki zamiast sie klocic i robic burdy budowali przemysl. PRL troche poziom technologiczny stral sie podniesc, bylo 10 razy lepiej niz za II RP, ale 10 razy 0 to tez 0.
            2) Po upadku PRL upadly firmy ktore mialy jakiekolwiek sensowne R&D. Ludzie z R&D albo wyjechali, albo sie przekwalifikowali.
            3) Dla pracodawcy duzo latwiej jest po najnizszej linii oporu i konkurowac tania sila robocza.
            4) Polscy absolwenci nie sa dobrze wyksztalceni. Ostatnie w miare dobrze wyksztalcone roczniki to ludzie urodzeni przed 1980.
            • rraleighh Re: Tylko jakie zapotrzebowanie ma polski przemys 26.04.12, 17:32
              Zastanawiasz sie choć przez chwilę zanim napiszesz coś na forum? :)

              Po pierwsze, powtarzasz bajania o komunistycznym R&D - czegoś takiego na poziomie międzynarodowym po prostu nie było. Prawdziwe wynalazki robiono za naszą wschodnia (i zachodnią) granicą. Nie chce tu obrażać inżynierów starszej daty, ale okres komunistyczny w zakresie nauk technicznych w gruncie rzeczy pogłębił zacofanie względem międzynarodowej czołówki i tak jak dzisiaj, było to związane z dystrybucją środków na badania naukowe. Wtedy priorytetem były zbrojenia, dziś 'decyduje rynek', mianowicie nawet w dyscyplinach inzynierskich w których R&D jest względnie tanie, np. w informatyce, polskie cwaniaczki biznesowe wyrosłe ze straganu przed pałacem kultury nie widzą potrzeby ryzykowania swoich cennych złotówek na jakieś głupie prace, które nie dają natychmiastowego zarobku.

              Nie mniej oburzającą jest lista pożądanych specjalności wspomnianych przez Ciebie to "inżynierowie produkcji, paru inżynierów telekomunikacji, projektowania sieci, paru inzynierow mechanikow i elektroników, prawnicy i lekarze". A gdzie chemicy, informatycy, inżynierowie związani z górnictwem, inżynierowie budowlani, nauczyciele, architekci, tłumacze, statystycy? Nie mam wrażenia żeby kadra w technikach podołała zadaniu kształcenia w tych wszystkich zawodach :)
              • Gość: foksterierka Re: Tylko jakie zapotrzebowanie ma polski przemys IP: *.dynamic.chello.pl 27.04.12, 00:35
                No, wymienił tylko zawody swój i kolegów.. Dorzucił prawników i lekarzy, zapomniał księdza. To się nazywa otwarta głowa, jakiś 50- letni dziad zapewne.
        • ar.co Re: pedagogika 23.04.12, 19:32
          Obawiam, się że również co do filologów masz zbyt wysokie wyobrażenie o poziomie studentów - ostanio odpytywana przeze mnie studentka (IV rok filologii polskiej) zaczynała każde zdanie od "znaczy, ..." (a i reszta tegoż zdania nie była lepsza). I co z taką zrobić? Odesłać? Postawić dwóję? Niby można, tyle tylko, że ja miałam obowiązek odpytać ją nie z umiejętności mówienia po polsku (była oczywiście Polką), ale z wiedzy - a tu jakieś minimalne wiadomości posiadała, za które z dużym trudem ale można jej było tę trójczynę postawić. Mówić to ona powinna nauczyć się w szkole podstawowej, a nie czekać z tym na końcowy etap studiów filologicznych.
        • srebrnarybka Re: pedagogika 24.04.12, 01:01
          Po studiach humanistycznych, typu dziennikarstwo, nauki polityczne, stosunki mi
          > ędzynarodowe spodziewałbym się przede wszystkim nauczenia przyzwoitego wysławia
          > nia się w mowie i piśmie. Kiedyś to oferowały licea, dziś już nie. Niestety na
          > kierunkach humanistycznych i społecznych trudno znaleźć przedmioty typu "academ
          > ic writing", "public performance", itp.

          Bo to nie są studia humanistyczne, tylko społeczne, w zamyśle właśnie zawodowe uczące zawodu polityka albo dziennikarza. I widać, jak zostały wypłukane z jakiegokolwiek myślenia. Filologie to studia humanistyczne i tam oczywiście uczy się pisania mimochodem. Bo to nie powinna być nauka pisania "we w ogóle", tylko na studiach powinno się napisać ileś referatów i rozpraw i wtedy pisanie samo wchodzi.
      • bumcykcykhopsiup Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... 23.04.12, 18:31
        skoro sztudenty sie zgadzaja, to po cholere ida na studia?
        • Gość: kaz Praktyczne umiejętności zdobywa się; IP: *.ngm.net.pl 23.04.12, 19:05
          - w podstawówce;
          - zawodówce, u rzemieślnika;
          - w technikum.
          Na studiach politechnicznych są; laboratoria, instytuty naukowo-badawcze, wydziały opracowujące projekty dla gospodarki - tam zdobywa się praktykę.
          Jak robi się mgra machania miotłą w lewo, to mgr nie umie machać miotą w prawo /bo go tego nie uczyli - i ma mgr RACJĘ, ŻE NAWET ZAMIATAĆ NIE UMIE/.
      • Gość: Anna To jakieś nieporozumienie IP: *.dynamic.chello.pl 23.04.12, 19:06
        Uczelnie wyższe, a zwłaszcza uniwersytety, to NIE są szkoły zawodowe. Uniwersytet ma uczyć myślenia, rozwijać intelektualnie, kształtować wiedzę, a nie uczyć konkretnych zawodów - tym bardziej, że w dobie tak szybkiego rozwoju technologii informacyjnych wiedza praktyczna starzeje się, tzn. dezaktualizuje, niezwykle szybko. Praktyki zawodu nie da się nauczyć inaczej, jak - nomen omen - w praktyce, czyli po prostu pracując. Kto tego nie rozumie, ten w ogóle nie powinien studiować. Inna rzecz, że studenci obecnie zbyt często prezentują postawę roszczeniową, wielu chciałoby wykształcenie otrzymać niejako na tacy, a najlepiej z gwarancją zatrudnienia. Niestety, smutna prawda, o której jako wykładowca coraz bardziej się przekonuję, jest taka, że znaczna część studentów po prostu nie nadaje się na studia i nie rozumie koncepcji studiowania. Niezależnie od kierunku studiów, nie przygotowują się do zajęć, a jeśli już, to osławioną metodą 3Z, bimbają 3 lub 5 lat; a potem - już jako absolwenci - mają pretensje do wszystkich, że nie ma dla nich pracy.
        Polecam inspirujący wywiad:
        "Gdy w latach 90. rząd brytyjski zadał Akademii Królewskiej pytanie: czy na wyższych uczelniach należy kształcić w zawodzie, czy może uczyć przedmiotów abstrakcyjnych, odpowiedź była jednoznaczna – abstrakcyjnych. O możliwie najwyższym poziomie abstrakcji, którą dany student może przyswoić, bo celem studiów jest uczenie myślenia, a nie przygotowanie do mechanicznego wykonywania pewnych czynności, które postęp techniczny i tak zmieni. Należy uczyć myśleć, bo myślenie przyda się w życiu."
        Ten cytat pochodzi z wywiadu z prof. K. Dołowym, opublikowanym jakiś czas temu w "Polityce":
        www.polityka.pl/kraj/wywiady/1500229,1,rozmowa-z-prof-krzysztofem-dolowym.read?backTo=http%3A%2F%2Fwww.polityka.pl%2Fspoleczenstwo%2Fartykuly%2F1525399%2C1%2Caaaaaaaby-zamowic-magisterke.read#ixzz1qcsSGxxX
        • mamula66 Re: To jakieś nieporozumienie 23.04.12, 19:53
          "że znaczna część studentów po prostu nie nadaje się na studia i nie rozumie koncepcji studiowania"

          Dokladnie tak jest. Oni powinni isc do technikum lub do szkoly zawodowej. Idac na studia oczekuja ze wlasnie naucza sie tego czego nauczyliby sie w technikum. Stad narzekania studentow ze "uczelnia uczy niepotrzebnych przedmiotow".

          Studenci nei sa zainteresowani wiedza, oni sa zainteresowani praktycznymi umiejetnosciami. Stad na informatyce wielkie oburzenie na to ze naucza sie matematyki - "niepotzrebny przedmiot". Wedle studentow, matematyka im niepotrzebna. Oni chca umiec PROGRAMOWAC. No tak, ale do programowania studia sa niepotrzebne. Wystarczy polroczny kurs.

          Tu gdzie pracuje, czyli w USA, pzremysl doskonale wie ze absolwenci studiow niewiele umieja w sensie praktycznym i ze tzreba czasu aby ich douczyc. Ale na interviews nie sprawdza sie ich umiejetnosci praktycznych, a wiedze ogolna, zdolnosc kojarzenia, umiejetnosc rozwiazywanie problemow czy zdolnosci analityczne. I bardzie jsiue ceni i chetniej przyjmuje tego ze zdolnosciami analitycznymi ale bez umiejetnosci praktycznych niz na odwrot.

          Pzremysl musi przyjac do wiadomosci ze musi ponosic koszty wyksztalcenia pracownikow, studenci musa wiedziec ze studia wyzsze nei daja umiejetnosci praktycznych, a wladze oswiatowe (w tym ich czlonkowie z tytulami profesorskimi) powinni wiedziec ze zadaniem uczelni nei jest nauka "zajac praktycznych" i ze forsowanei uczelni do tego poziomu spowoduje ich degradacje i obnizenie i tak niewysokiego poziomu.



          • najlepszygeorge Re: To jakieś nieporozumienie 23.04.12, 22:00
            "Tu gdzie pracuje, czyli w USA, pzremysl doskonale wie ze absolwenci studiow niewiele umieja w sensie praktycznym i ze tzreba czasu aby ich douczyc. Ale na interviews nie sprawdza sie ich umiejetnosci praktycznych, a wiedze ogolna, zdolnosc kojarzenia, umiejetnosc rozwiazywanie problemow czy zdolnosci analityczne. I bardzie jsiue ceni i chetniej przyjmuje tego ze zdolnosciami analitycznymi ale bez umiejetnosci praktycznych niz na odwrot."

            Nie wiem jak jest w USA, ale w Polsce problemem jest to, że tu od 20 lat mamy strukturalne bezrobocie i nie bardzo wiadomo jak temu zaradzić. Z tego powodu pracodawcy stali się dość roszczeniowi i oczekują, że uczelnia da im gotowy, skończony 'produkt', który od pierwszego dnia pracy będzie generował zyski. Z jednej strony mamy tutaj kilka bardzo przyzwoitych uczelni oraz sporą grupę zdolnych ludzi, ale z drugiej strony mamy prymitywną gospodarkę, w której ci zdolni znajdują jedynie rozczarowanie i nie ma co się dziwić, że wybierają emigrację.

            Wystarczy spojrzeć na oferty pracy - zdecydowana większość to prace nieywmagające wcale wyższego wykształcenia, a jedynie półrocznego przeszkolenia i to poczynając od zwykłej sprzedaży/akwizycji po tzw. programowanie w centrach outsourcingowych.

            Co do testów analitycznych to te w Polsce również się przeprowadza, ale często ich poziom jest po prostu żenujący.

            • mamula66 Re: To jakieś nieporozumienie 23.04.12, 22:12
              ", ale z drugiej strony mamy prymitywną gospodarkę, w której ci zdolni znajdują jedynie rozczarowanie i nie ma co się dziwić, że wybierają emigrację"

              I na tym polega problem. To problem przemyslu, a nie uczelni. Z owym przemyslem w Polsce od czasu do czasu sie kontaktuje - totalna niechec do ryzyka i inwestycji, i totalna chec natycnmiastowego zystku. "Co bede z tego mial", "Ile zysku mi pan zagwarantuje" oraz "jak nei mam 5 krotnego przebicia to mi sie nie oplaca wstawac z tapczana".

              Nie mowiac o tym ze "innowacja" to slowo dzialajace jak plachta na byka. Dopoki sie to nastawienie nie zmieni, to dalsze obnizanie poziomu nauczania niczego nei da
            • Gość: RH Re: To jakieś nieporozumienie IP: *.ghnet.pl 24.04.12, 16:21
              "Wystarczy spojrzeć na oferty pracy - zdecydowana większość to prace nieywmagające wcale wyższego wykształcenia, a jedynie półrocznego przeszkolenia i to poczynając od zwykłej sprzedaży/akwizycji po tzw. programowanie w centrach outsourcingowych."

              Tutaj bym się nie zgodził. Moja obecna praca w centrum outsourcingowym jest zdecydowanie bardziej kreatywna i rozwojowa niż wcześniejsze kilka etatów w polskim 'przemyśle IT'. Głównie z tego powodu, że to co robimy to faktycznie jest coś nowego w skali globalnej. Nie mówię, że od razu posadzimy człowieka na Marsie ale jednak jest to innowacja. A teoretycznie innowacyjne polskie firmy przez które się przewinąłem albo klepały co się udało złapać (i trudno mieć im to za złe - taki biznes) albo po raz kolejny wynajdywały koło, wszem i wobec głosząc, że to jest innowacja. Oczywiście nie mówię, że tak jest wszędzie i zawsze i że za kolejny rok nie będę klepał 'biznesu'. Jeśli tam akurat zapłacą lepiej to czemu nie. Takie życie.
          • obinobi Re: To jakieś nieporozumienie 25.04.12, 08:59
            mamula66 napisał:

            > "że znaczna część studentów po prostu nie nadaje się na studia i nie rozumie ko
            > ncepcji studiowania"
            >
            > Dokladnie tak jest. Oni powinni isc do technikum lub do szkoly zawodowej. Idac
            > na studia oczekuja ze wlasnie naucza sie tego czego nauczyliby sie w technikum.
            > Stad narzekania studentow ze "uczelnia uczy niepotrzebnych przedmiotow".
            > Studenci nei sa zainteresowani wiedza, oni sa zainteresowani praktycznymi umiej
            > etnosciami. Stad na informatyce wielkie oburzenie na to ze naucza sie matematyk
            > i - "niepotzrebny przedmiot".

            Zły przykład z tą matematyką. Otóż na moich własnych studiach doświadczyłem wielu niepotrzebnych przedmiotów prowadzonych tylko dlatego, żeby ten czy inny prowadzący mógł odfajkować, że prowadzi tyle a tyle zajęć. A podczas wykładu prowadzący poruszał wątki zupełnie niezwiązane z przedmiotem.

            mamula66 napisał:
            > Tu gdzie pracuje, czyli w USA, pzremysl doskonale wie ze absolwenci studiow nie
            > wiele umieja w sensie praktycznym i ze tzreba czasu aby ich douczyc. Ale na int
            > erviews nie sprawdza sie ich umiejetnosci praktycznych, a wiedze ogolna, zdolno
            > sc kojarzenia, umiejetnosc rozwiazywanie problemow czy zdolnosci analityczne. I
            > bardzie jsiue ceni i chetniej przyjmuje tego ze zdolnosciami analitycznymi ale
            > bez umiejetnosci praktycznych niz na odwrot.

            Otóż z tym się nie zgodzę. Doskonale sobie zdaję sprawę, że praktykę zdobywa się w trakcie pracy, niemniej jednak pewne umiejętności praktyczne student uczelni technicznej powinien wynieść. Zresztą uważam, że podczas zajęć praktycznych można znacznie lepiej utrwalić i przedstawić zagadnienia teoretyczne. Dodatkowo zajęcia praktyczne uczą/weryfikują jak wykorzystywać wiedzę teoretyczną.

            Dla przykładu wielu absolwentów uczelni technicznych których miałem okazję spotkać na rozmowach kwalifikacyjnych nie wie do czego służą podstawowe przyrządy pomiarowe i co można nimi zmierzyć! To ja przepraszam, to jest człowiek z wyższym wykształceniem technicznym czy człowiek prosto z ulicy. Czego ich uczyła uczelnia przez 5 lat?
            Oczywiście może należało by zdefiniować co rozumiemy przez umiejętności praktyczne.

            mamula66 napisał:
            > Pzremysl musi przyjac do wiadomosci ze musi ponosic koszty wyksztalcenia pracow
            > nikow, studenci musa wiedziec ze studia wyzsze nei daja umiejetnosci praktycznych

            Tu się z Tobą generalnie zgodzę. Ale przemysł od uczelni ma prawo wymagać, aby człowiek przychodzący do pracy miał pewne minimum wiedzy o tym co studiował. I mam wrażenie, że w większości przypadków o to właśnie chodzi.
        • baalsaack Bardzo słyszny komentarz 23.04.12, 21:11
          Jak w tytule.
      • Gość: ... Nie "bezrobotnych", raczej "przerażonych. IP: *.net-serwis.pl 23.04.12, 19:18
        Uczelnie wszelkiego sortu, włącznie z technicznymi (co mówię jako studentka dwóch uczelni, w tym Politechniki na którą poszłam właśnie w poszukiwaniu praktycznych umiejętności) nie dostarczają żadnych praktycznych umiejętności, to teza niezaprzeczalnie prawdziwa. Ale brak umiejętności nie eliminuje studentów z rynku pracy, bo jednak większość z nas pracę znajduje. Problemem jest fakt, że studia są z jednej strony zwyczajną stratą czasu, ale z drugiej - nikt nikogo bez papierka teraz nie zatrudni.

        Koniec końców wszystko sprowadza się do tego, że studenci na koniec studiów są przerażeni, zdezorientowani i kompletnie nie mają pojęcia gdzie chcą pracować, w czym są dobrzy, co ich interesuje i do czego się najlepiej nadają [ba, mnóstwo osób nie wie nawet o czym pisać prace dyplomowe] - bo i skąd mielibyśmy to wiedzieć skoro jedyne co robimy to wkuwanie i - przy odrobinie szczęścia - trochę zabawy na kartce i na komputerze?
        • mamula66 Re: Nie "bezrobotnych", raczej "przerażonych. 23.04.12, 19:55
          "Problemem jest fakt, że studia są z jednej strony zwyczajną stratą czasu"

          rzeczywiscie, chyba Pani starcila czas na studia. Rzeczywiscie niczego sie pani na studiach nei nauczyla?... Ciekawe jakka to specjalnosc.
          • Gość: gosc Re: Nie "bezrobotnych", raczej "przerażonych. IP: 149.149.136.* 23.04.12, 20:08
            az przykro mowic, ale rzeczywiscie ta Pani Studentka wiele sie nie nauczycla a z pewnoscia nie logicznego rozumowania bo pisze

            "Problemem jest fakt, że studia są z jednej strony zwyczajną stratą czasu, ale z drugiej - nikt nikogo bez papierka teraz nie zatrudni".

            Skoro papierek jest potrzebny i bez niego pracy sie nie dostanie wiec studia strata czasu nie sa.

            Moze za malo sie studentow oblewa i za duzo dostaje ten "niepotrzebny" papierek jak nie potrafi go sobie docenic?

            Moze niech studia beda 100% odplatne i tylko ci najlepsi dostana stypendia a reszta niech splaca koszta studiow to wtedy zacznie sobie cenic ten czas?
            • Gość: eM Re: Nie "bezrobotnych", raczej "przerażonych. IP: *.ue.poznan.pl 25.04.12, 12:13
              Dokładnie tak. A tymczasem mamy darmową wyższą edukację, która działa jak darmowa służba zdrowia. Dopóki to się nie zmieni, to uczelnie też się nie zmienią - a zauważmy, że kadra naukowa nie dlatego pracuje w wielu miejscach (na kilku uczelniach, w biznesie itp.) bo ma takie fanaberie, tylko dlatego, że np. adiunkt na uczelni często zarabioa mniej niż średnia krajowa. A żeby tym adiunktem zostać, trzeba najpierw zrobić doktorat, męcząc się przez kilka lat na studiach doktoranckich z oszałamiającym stypendium 1000-1500 zł na rękę. Prawdziwe kokosy! To co się potem dziwić, że część ludzi zwyczajnie odchodzi, a część pracuje na 2-3 etatach?
        • Gość: xxl Re: Nie "bezrobotnych", raczej "przerażonych. IP: *.bb.sky.com 24.04.12, 18:49
          Święta prawda, kobieta a mądrze mówi.
      • srebrnarybka Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... 23.04.12, 19:55
        Bo wyższe uczelnie o charakterze akademickim nie są od tego, żeby uczyć praktycznie zawodu, tylko, żeby zapoznać gruntownie z warsztatem naukowym jakiejś dziedziny i ktoś, kto taki warsztat gruntownie opanuje, ma podstawy do wykonywania różnych zawodów z nim związanych, których to praktycznych umiejętności uczy się w biegu. Ale uczelnie powinny uczyć prawdziwych nauk, a nie pseudonauk typu stosunki międzynarodowe, politologia czy dziennikarstwo (niby nawet praktyczne), które są powierzchownymi mieszaninami wszystkiego i nie wiedzieć czemu uchodzą za nauki humanistyczne, chociaż są naukami społecznymi. Nauki humanistyczne to takie, które wymagają lektoratu łacińskiego i dają gruntowną orientację w kulturze europejskiej (historia, archeologia, historia sztuki, muzykologia, etnografia, filozofia, filogia polska i filologie obce). Ta "niepraktyczna" wiedza daje tak dobrą podstawę do rozumienia świata, że umożliwia pracę w różnych zawodach. Historykami są prezydent, premier, marszałek senatu, był marszałek sejmu, paru ministrów z różnych rządów, wielu dziennikarzy, polityków. Natomiast politologie i europeistyki to są powierzchowne mieszaniny, które nie dają gruntownej wiedzy z niczego. Studia te zostały rozbuchane ponad wszelki zdrowy rozsądek, bo często zajęcia prowadzą zwalniani z wojska oficerowie polityczni, którzy wykładają np. "kulturę bezpieczeństwa" i biorą za to kasę, niczego nie ucząc. A historyk, który nagimnastykuje sobie umysł na paleografii (nauka czytanie rękopisów średniowiecznych) poradzi sobie potem i z PR. Ale studia historyczne są ostatnio ośmieszane jako niepotrzebne ...
        • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 24.04.12, 15:53
          moze dlatego, ze po historii uczy sie dzieciaki w szkole, a nie pracuje w korporacjach?
          • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 26.04.12, 18:01
            moze dlatego, ze po historii uczy sie dzieciaki w szkole, a nie pracuje w korpo
            > racjach?

            A uważasz, że praca w korporacji to coś lepszego niż uczenie dzieci w szkole?

            Nie mówiąc już o tym, że po historii można być prezydentem, premierem, marszałkiem sejmu, senatu, ministrem spraw wewnętrznych, zagranicznych, edukacji, kultury (był przynajmniej jeden wiceminister), posłem, dziennikarzem (Michnik, Tomasz Wróblewski, Agnieszka Romaszewska, Piotr Skwieciński, Piotr Zaremba), rzecznikiem prasowym Orange, prezesem PZU, dyplomatą. Można pracować w muzeum, archiwum, bibliotece, domu kultury, biurze podróży, prowadzić antykwariat. I że historia uczy krytycznego myślenia, które pozwala funkcjonować dobrze w wielu dziedzinach.
            • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 15:30
              politycy i dziennikarze sa po roznych kierunkach, a takie kierunki humanistyczne produkuja najwiecej bezrobotnych i niewykwalifikowanych pracownikow fizycznych
              • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 17:51
                Więcej polityków i dziennikarzy jest po kierunkach humanistycznych. A bezrobotnych produkują politoogie, stosunki międzynarodowe, pedagogika, europeistyka, zarządzanie, bezpieczeństwo, nie wiedzieć czemu zaliczane do studiów humanistycznych. Prawdziwe studia humanistyczne czegoś uczą i po nich łatwiej się ustawić w życiu, tyle, że nie zawsze łatwo je skończyć.
                • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 29.04.12, 14:12
                  zadne studia nie ucza jak radzic sobie w zyciu, to kwestia kwalifikacji zawodowych, szczescia i charakteru.
                  • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 29.04.12, 14:43
                    zadne studia nie ucza jak radzic sobie w zyciu, to kwestia kwalifikacji zawodow
                    > ych, - czyli jednak gruntownego wykształcenia.


                    szczescia i charakteru.

                    Szczęście i charakter się przydają, ale gruntowne wykształcenie i umiejętność myślenia pozwalają "pomóc" szczęściu.
                    • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 30.04.12, 15:54
                      Ciekawa lektura

                      forum.gazeta.pl/forum/w,279,61890409,61890409,Czym_zajmuja_sie_absolwenci_historii_.html
        • Gość: tak sobie Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 17:35
          ... myślę droga Srebrnarybko, że podane przykłady osób z wykształceniem historycznym niestety źle świadczą o poziomie nauczania historii i to już w perelu (bo wtedy studiowali). A ten prezes Klasyk to typowy objaw "nie pamięta wół jak cielęciem był". Bo to McKinsey go nauczył a nie jakaś uczelnia zawodu i pewnie jeszcze zafundował studia MBA. Natomiast co do jakości studiów - różnie to bywa. Generalnie nie uczą "jak myśleć" tylko "co myśleć". Gorzej, bo większość nie potrafi pytać - formułować pytań. No i wykładowca to bóg. Pewnie nieco trzeźwiej do sprawy podchdzą firmy "techniczne" bo większość inżynierów wie, że uczyć się trzeba cały czas (szczególnie informatyków) a jedna z lepszych szkół to popełnianie błędów - pod kontrolą nieco bardziej doświadczonego kolegi - na tym polega i zawód inżyniera i praktyka w tym zawodzie. Ale to jest możliwe wyłącznie w pracy. Oczekiwanie, że załatwi to uczelnia to nonsens. Ma nauczyć MYŚLENIA i przekazać podstawowe umiejętności. To czego brakuje absolwentom uczelni technicznych to właśnie umiejętności miękkie i nieco ogłady humanistycznej. Reszta jest w rękach pierwszych dwóch pracodawców. Potem trudno wykorzenić złe nawyki i nadgonić brakujące umiejętności. Dlatego czasami warto "na dzień dobry" zarobić mniej, jeśłi praca jest sensowniejsza.
          • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 26.04.12, 18:06
            ... myślę droga Srebrnarybko, że podane przykłady osób z wykształceniem history
            > cznym niestety źle świadczą o poziomie nauczania historii i to już w perelu (bo
            > wtedy studiowali).

            Nie świadczą w ogóle o poziomie nauczania, bo studiowanie to nie nauczanie.Późniejszy Prezydent Komorowski studiował akurat na bezapelacyjnie najlepszej historii w Polsce, bo historia była na poziomie międzynarodowym, w czasach, kiedy studiował wykładali tam historycy światowej sławy (Gieysztor, Małowist, Samsonowicz, Zientara, zupełnie przyzwoity Holzer). Pisząc o nauczaniu mylisz nauczanie, ze studiowaniem, czym zdradzasz, że nie wiesz, na czym polegają studia humanistyczne.

            Generalnie nie uczą "jak myśleć" tylko "co myśleć". Gorzej, bo większość nie po
            > trafi pytać - formułować pytań. No i wykładowca to bóg.

            Przykro mi, ale to zupełna nieprawda, przynajmniej na porządnych studiach humanistycznych.
            • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 15:34
              taka z nich elita nauki jak Komorowski (najgorszy prezydent) i Tusk (najgorszy premier) po 89
              • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 17:49
                "taka z nich elita nauki jak Komorowski (najgorszy prezydent) i Tusk (najgorszy
                > premier) po 89"

                Po pierwsze można dyskutować, po drugie jest to ocena polityczna, po trzecie nawet skończenie dobrych studiów (to dotyczy Prezydenta Komorowskiego, historia w Gdańsku, gdzie studiował późniejszy Premier Tusk była jedną ze słabszych w Polsce, z całym szacunkiem dla Pana Premiera) nie gwarantuje, że człowiek jest absolutnie dobry we wszystkim, co robi. Niemniej jednak skończenie dobrych studiów, zwłaszcza takich, jak historia, które dają gruntowną kulturę humanistyczną, uczą myśleć i rozumieć współczesny świat, ułatwia wykonywanie wielu czynności i zawodów, w tym uprawianie polityki. Historykami z wykształcenia poza Prezydentem i Premierem byli/są: Bronisław Geremek, Stefan Meller (minister spraw zagranicznych w rządzie PiS), Jacek Kuroń, Adam Michnik, Aleksander Hall, Zbigniew Girzyński (PiS), Antoni Macierewicz, Aleksander Łuczak (PSL), Stanisław Dobrzański (PSL, MON w rządach Oleksego i Cimoszewicza), Wiesław Walendziak, Mariusz Kamiński (szef CBA za czasów PiS), Ryszard Bender, Mariusz Błaszczak (szef klubu PIS), Paweł Dobrowolski (były rzecznik prasowy MSZ, obecnie ambasador na Cyprze), Adam Dobroński (PSL), Michał Dworczyk (PiS),Marcin Korolec (minister środowiska), Andrzej Krawczyk (dyplomata), Henryk Litwin (dyplomata, wiceminister SZ, obecnie ambasador na Ukrainie), Tomasz Nałęcz, Andrzej Papierz (dyplomata), Jacek Sasin (PiS, minister w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego), Ryszard Schnepf (dyplomata), Jan Tombiński, dziennikarze: Piotr Gursztyn, Agnieszka Romaszewska, Jan Maria Jackowski, Ryszard Kapuściński, Piotr Skwieciński, Piotr Zaremba, Tomasz Tywonek, Tomasz Wróblewski, reżyser Janusz Kijowski, historykiem z wykształcenia był też Maciej Kuroń. kompozytor Zbigniew Preisner, i inne wybitne osoby.
                A oczywiście nie każdy historyk zostaje prezydentem. Ale może zostać człowiekiem pełniącym szlachetną funkcję nauczyciela, bibliotekarza, archiwisty, muzealnika, wydawcy, antykwariusza. Wydaje mi się to o niebo ciekawsze i pożyteczniejsze społecznie od bycia mrówką w korporacji.



                • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 29.04.12, 14:16
                  inni mowia ze myslenia uczy matematyka, wiec to slaby argument
                  • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 29.04.12, 14:40
                    inni mowia ze myslenia uczy matematyka, wiec to slaby argument

                    Dlaczego słaby? Matematyka także uczy myślenia i nie mam nic przeciwko matematykom. Tyle, że predyspozycje do studiowania matematyki są zwykle inne, niż do historii czy filologii, więc rzadko zdarza się, by ktoś się wahał między historią i matematyką.
                    Spośród znanym mi osób, które zrobiły wielką karierę, matematyk przychodzi mi do głowy jeden: Janusz Onyszkiewicz. I przed wojną premier Kazimierz Bartel, profesor geometrii wykreślnej. Innych matematyków, którzy zrobiliby karierę poza matematyką, sobie nie przypominam.
        • Gość: gosc Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 18:07
          historykami są nasze władze itp. osoby - dlaczego? Bo w okresie ich studiowania, studiowanie historii był po prostu trendy. W czasach komuny, cenzury, niedopowiedzeń historycznych, te studia to było jak pójście pod prąd. Dużo osób studiowało wtedy historię.
          • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 26.04.12, 18:09
            historykami są nasze władze itp. osoby - dlaczego? Bo w okresie ich studiowania
            > , studiowanie historii był po prostu trendy. W czasach komuny, cenzury, niedopo
            > wiedzeń historycznych, te studia to było jak pójście pod prąd. Dużo osób studio
            > wało wtedy historię.

            Niekoniecznie. Niektórzy obawiali się iść na te studia, żeby na egzaminie nie być zmuszonymi do kłamstwa. Chociaż na najlepszych uczelniach, jak Uniwersytet Warszawski, gdzie studiował późniejszy prezydent Komorowski, nie trzeba było kłamać.
            Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że studia historyczne co najmniej nie stanowiły przeszkody w późniejszej karierze, a nawet ją umożliwiły. Bo dają gruntowne wykształcenie.
      • jurber1 Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... 23.04.12, 20:20
        Jeszcze kilka lat "niezastąpionej" Pani Minister NiSzW i będziemy mieli "świetne" uczelnie i nijakich absolwentów: ni to wykształcenie mat-fiz-chem, ni to przygotowanie zawodowe !
      • Gość: xhmp Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... IP: *.play-internet.pl 23.04.12, 20:59
        Hmm... No ciekawe artykuły, ciekawe wypowiedzi i prawie wszyscy mają trochę racji. Generalnie zgadzam się z Klesykiem. Z drugiej strony, trzeba pamiętać że PZU do niedawna było firmą państwową, w związku z czym generalnie bardzo marnie płaciło. No a jak się marnie płaci, to trudno przyciągnąć najzdolniejszych.

        Uczelnie często mogą kształtować zdolność myślenia, i to najbardziej cenię w moim własnym wykształceniu (matematycznym). Sama wiedza z moich studiów jest dla mnie mało użyteczna, ale sposób myślenia już nie. Tak naprawdę to procentuje mi najbardziej po ponad 5 latach od skończenia studiów. A zabrakło mi 2 elementów.

        Po pierwsze, solidnego dokształcenia z dziedzin spoza kierunku studiów i to nie na zasadzie "odchamiaczy" zaliczanych przypadkowo. Podstawy rachunkowości i finansów, prawo cywilne, zasady działania marketingu i sprzedaży - to musiałem poznawać we własnym zakresie, a odkrywam, że przydaje się właściwie każdemu. Plus, robienie prezentacji i zestawień w Excelu. To powinien być elementarz, niezależnie od kierunku studiów. Nie znam nikogo, kto wykonując pracę umysłową w biurze, nie używa Excela - od kierowników i hiperspecjalistów po asystentki. Wszyscy. A ze 2-3 lata na takie głupoty straciłem.

        Po drugie, zabrakło mi wykładowców twardo stąpających po ziemi. Wykładowcy to często osoby, które nigdy nie miały kontaktu z rynkiem (zwłaszcza rynkiem pracy) i po prostu go kompletnie nie rozumieją. Nie rozumieją np. jak ważna jest umiejętność autoprezentacji (wrażenie często ważniejsze od treści... niestety), pracy w grupie (co nie oznacza lubienia wszystkich współpracowników, tylko komunikacja i pomyślenie o tym jak moja praca wpływa na zadania innych), inicjatywa, ale także umiejętność podlizywania się i politykowania. Na przykład pan wykładowca z poniższego linku ma trzeźwy osąd, ale jakaż to rzadkość...:
        kariera.pb.pl/2556449,26312,politykujesz-awansujesz
        Dla mnie większość wykładowców to osoby po prostu z innej planety, i im dłużej pracuję (z powodzeniem), tym bardziej tak uważam. Niestety, dominuje pogląd że trzeba być skromnym i pilnie się uczyć, a reszta przyjdzie sama. Ehh...

        O tym, że pewne kierunki są bardziej przydatne od innych, też trudno nie wspomnieć. Państwo naprawdę powinno się wziąć za ograniczanie podaży politologów, filologów, psychologów, socjologów, pedagogów. Informowanie o losach absolwentów i kierunki zamawiane to krok w dobrym kierunku (kierunki zamawiane rzeczywiście przyciągają...), ale chyba trzeba mocniej. Może obłożyć kierunki nierynkowe wyższymi podatkami? Wysłać ludzi z Ministerstwa Pracy by robili pogadanki w szkołach i pokazywali jakie są konsekwencje pójścia na łatwiznę? Generalnie mocno trzeba wejść na odcisk prywatnym szkołom "gotowania na gazie".

        I jeszcze jeden pomysł, to upowszechnienie praktyk zawodowych. Współ-sponsorowanych przez państwo, z koniecznością omówienia na uczelni... Przyda się studentom, a wykładowcom - również.......
        • Gość: xhmp Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.play-internet.pl 23.04.12, 21:05
          Gwoli ścisłości... nie straciłem 2-3 lat na sam Excel, ale na wszystkie wymienione obszary łącznie :).
          • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 24.04.12, 00:57
            Excela powinni uczyć w liceum, bo to jak umiejętność pisania.
            Co do pracy w grupie - cóż wykładowcy są na ogół jeszcze z tego pokolenia, kiedy istniały więzi społeczne, solidarność grupowa, koleżeństwo studenckie i studenci żyli gromadą, zatem umieli się zorganizować. Nie trzeba było ich tego uczyć. Obecnie mamy trend na całkowitą atomizację społeczeństwa, w wychowaniu nie pielęgnuje się koleżeństwa, tylko od przedszkola uczy dzieci, że jak kolega pokaże język, to należy poskarżyć pani, zamiast pokazać wzajemnie albo stuknąć się w czoło i załatwić sprawę we własnym zakresie. Kiedyś umiejętności społeczne były normą i nie trzeba było tego uczyć dorosłych ludzi.
            • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 16:28
              Tych ludzi w ogole nie obchodza studenci, liczy sie kasa, dlatego tylu profesorow ma jakies fuchy w szkolach prywatnych.
              • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 16:47
                Jestem profesorem. Pracuję na jednym, państwowym etacie i nie wyobrażam sobie, bym mogła mieć jeszcze fuchę, bo byłoby to nieuczciwe. Potępiam kolegów, którzy mają fuchy, i żałuję, że nowa ustawa pozwala na to w wyjątkowo korupcjogenny sposób (nie wolno, ale za zgodą rektora wolno, czyli trzeba podlizać się rektorowi). Nie wszyscy profesorowie mają fuchy, zwłaszcza przyzwoici.
                Ale także na tym jednym, państwowym etacie nie jest moją rolą wychowywanie dorosłych ludzi, jakimi są studenci, często już żyjący w związkach małżeńskich. Umiejętności społecznych powinno się uczyć od dziecka. Pamiętam z pierwszych lat pracy sytuację, gdy zadałam na następny tydzień lekturę dla 40 osób, a w bibliotece były dwa egzemplarze. Na drugi dzień przyszli do mnie studenci: a Darek jakiś tam wypożyczył jeden egzemplarz i nam nie chce dać. Najpierw osłupiałam, a potem zapytałam, czy mam Darkowi wpisać uwagę do dzienniczka czy wezwać rodziców Darka? Na litość Boską, oni powinni byli się nauczyć rozwiązywania takich problemów w IV kl. podstawówki, a nie na II r. studiów. Gdzie byli rodzice? Ano latali do pani nauczycielki na skargę i dlatego latorośle nie nauczyły się zachowań społecznych.
        • ciotka_ltd Czlowiek z glowa robi biznes i z gotowania... 24.04.12, 01:47
          Wiesz, jak brytyjscy arystokraci wspieraja swoje finanse, zwykle zbyt szczuple na utrzymanie historycznych rodzinnych posiadlosci? Ano, korzystajac z tego, ze palace maja wielkie kuchnie, a i sypialni jest tam od cholery, otwieraja weekendowe czy wakacyjne szkoly gotowania na gazie dla zamoznych snobow i snobek. I biznes sie jakos kreci, a zamki sie nie wala;)
      • baalsaack Studia to nie zawodówka 23.04.12, 21:09
        Co to za gadanie, że studenci mają nabywać umiejętności, których oczekują pracodawcy? Studia są po to, żeby rozwijać się intelektualnie i nabywać umiejętności akademickich, a nie żeby przyuczać się do zawodu. Jak pracodawcy chcą przygotowywać studentów do pracy u siebie, niech robią to we własnym zakresie w formie staży czy szkoleń. Nie zamieniajmy studiów w szkołę zawodową.

        Poziom jest zdecydowanie za niski na większości kierunków, ale treści nauczania nie można uzależniać od widzimisię pracodawców.
        • najlepszygeorge Re: Studia to nie zawodówka 23.04.12, 21:30
          Zgadzam się. Uniwersytety to nie zawodówki i celem studiowania jest ogólny rozwój intelektualny, nauka samodzielnego myślenia, a przede wszystkim umiejętność uczenia się. Umiejętności specjalnie potrzebnych na danym stanowisku zdobywa się na szkoleniach zawodowych.
      • pan_bronek Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... 23.04.12, 21:49
        Zgadzam się z kilkoma trzeźwymi przedmówcami :) Uniwersytet ma uczyć myślenia. Sporo zupełnie niepotrzebnych później treści jest do tego tylko surowcem. Mnóstwo moich znajomych po wyśmiewanej zawsze filozofii, politologii czy stosunkach międzynarodowych doskonale sobie radzi na rynku pracy. Inna sprawa, że kończyli te kierunki na jednej z najlepszych uczelni w Polsce, że często kończyli po dwa kierunki, uczyli się języków, robili inne kursy, szukali różnych możliwości itd. Praktycznie każde studia dla osoby z odpowiednim potencjałem intelektualnym mogą być rozwijające. A że takich osób wśród wszystkich studentów jest mało (i z każdym rokiem coraz mniej) to inna kwestia. Reforma szkolnictwa wyższego jest bardzo potrzebna. Dobrym krokiem było wprowadzenie licencjatów ale to jeszcze dużo za mało.
        • Gość: xhmp Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.play-internet.pl 23.04.12, 22:15
          No właśnie chyba 2 kierunki nic nie pomagają. Ja znam jakieś 7-8 osób, które skończyły 2 kierunki, wszystkie prace co prawda mają, ale zarabiają w granicach pensji dobrego absolwenta, po wielu latach doświadczenia zawodowego... Inna sprawa, że we wszystkich przypadkach drugi kierunek nie był bardziej życiowy niż pierwszy.

          Wiesz, chyba nikt nie wyśmiewa politologów, bo nie ma nic złego w tym kierunku. Znam bardzo dobrego handlowca po politologii. Problem jest w ich nadprodukcji, w wyniku czego przeciętny politolog jest słaaabiutki. No bo popatrz, politolodzy to powinni być ludzie oczytani, umiejący przemawiać, dyskutować, przekonywać, być pełni pasji i zainteresowania światem wokół nich. To powinny być ich atuty, nie do przecenienia na rynku pracy. Czyli powinni być urodzonymi politykami... albo handlowcami! Ale większość politologów po prostu idzie na ten kierunek bo łatwo się dostać, łatwo przejść. A wykładowcy najwyraźniej wymagają niewiele. I politolodzy zamiast wygadanych dyskutantów są bezradnymi absolwentami (przeciętnie rzecz biorąc oczywiście...). Co oczywiście nie jest winą politologii jako nauki.
          • najlepszygeorge Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 23.04.12, 22:21
            A dlaczego decydują się na takie studia? Bo mamy absurdalne wymagania, że teraz nawet przy najbardziej rutynowych i mechanicznych pracach wymagane są studia wyższe. Nie wpominając też o tym, że w wielu miejscach pracy wszyscy mają mieć 'wyższe' - nieważne jakie i nieważne gdzie, ale ma być papier.

            Dla wielu politologia to jedyny kierunek, który mogą bez wysiłku skończyć i mieć ten 'papier'. Oczywiście, tracą na tym przede wszystkim ci zdolni, którzy rzeczywiście swoje studia traktują poważnie - no bo jak tu teraz wyróżnić się wśród tej cały masy absolwentów politologii uwzględniając jeszcze jaką opinię tacy absolwenci teraz mają?
            • Gość: xhmp Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.play-internet.pl 23.04.12, 23:36
              Trudno się nie zgodzić z Tobą. Nie brakuje w Polsce miejsc pracy, które mogłyby zatrudniać ludzi z wykształceniem średnim - przynajmniej w wyjątkowo zgodnej opinii ich pracowników zamieszczanych na forach. Np. wiele centrów operacyjnych typu BPO/SCC. Jak nakłonić tych pracodawców by obniżyli kosmiczne wymagania? Może zreflektują się, jak w ogóle będzie mniej osób z wykształceniem wyższym?

              No ale może to "wyśmiewanie", choć nieprzyjemne dla absolwentów (zwłaszcza tych dobrych) nie jest takie złe - może pomoże ograniczyć modę na te studia - na zasadzie że tylko uparci będą chcieli to studiować? Alternatywą, pewnie lepszą, byłoby ograniczenie liczby osób na tych studiach, tylko jak? Wprowadzić limity? To byłoby ograniczanie swobody działalności gospodarczej uczelni. Wprowadzenie cen minimalnych na najtańsze studia? Pewnie przydałoby się, żeby wyciąć szkoły którzy są zbyt tanie by móc działać uczciwie. I wtedy cena by nie grała takiej roli przy wyborze kierunku przez studenta. Może obowiązek zrównania w cenie studiów politologicznych i pedagogicznych z ekonomią, matematyką? Edukowanie uczniów, doradcy zawodowi w szkołach? Wzmożone kontrole w najsłabszych szkołach?
              • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 24.04.12, 00:51
                1. Politologia jest nauką z natury powierzchowną. W praktyce ogranicza się do historii najnowszej, czyli najłatwiejszej części historii, i to poprzez wyrwanie jej z kontekstu całego procesu dziejowego - wykorzenionej i niezrozumiałej, z domieszką drobnych elementów prawa, ekonomii i socjologii. W rezultacie absolwent nie jest ani dobrym historykiem, ani dobrym prawnikiem, ani dobrym socjologiem ani ekonomistą. Każda z tych dziedzin ma własny warsztat i żeby nauczyć się myślenia, trzeba opanować ten warsztat, a powierzchowne popłuczyny po kilku naukach.
                2. Nie widzę potrzeby wolności gospodarczej dla szkół prywatnych, bo nauka i studia to nie handel kiełbasą i nie mają służyć zyskowi. Szkoły prywatne bym zamknęła, poza paru, które udowodnią swą misję, jak np. KUL, gdzie studia są BEZPŁATNE, i który ma sens jako katolicka uczelnia. Reszta uczelni prywatnych to jest na ogół handel dyplomami przez niekompetentnych wykładowców. Nie ma żadnej potrzeby społecznej, żeby właściciele takich instytucji nabijali sobie kabzę nie oferując wzamian prawdziwych studiów. Likwidacja tych pseudoszkół zmniejszyłaby radykalnie liczbę miejsc do studiowania. Wtedy na studia państwowe dostawaliby się najlepsi, reszta by odpadała i krzyżyk na drogę.
                • Gość: Jasia2 Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.as13285.net 27.04.12, 00:21
                  Nie wierze w to co czytam:

                  "Politologia jest nauką z natury powierzchowną. W praktyce ogranicza się do h
                  > istorii najnowszej, czyli najłatwiejszej części historii"

                  przepraszam bardzo ale historia najnowsza jest niesamowicie skomplikowana w porownaniu z np sredniowieczem: jeden krol, drugi krol, trzeci krol, chlopi, rycerze, kosciol.

                  Na studiach politologicznych czlowiek uczy sie myslenia: czyje interesy mialy znaczenie w takiej i takiej sytuacji, jakie argumenty przemawiaja do roznych grup spolecznych, co trzeba brac pod uwage przy podejmowaniu decyzji (wiele perspektyw), jakie jest tlo sytuacji.

                  Pracuje w Anglii i umiejetnosci myslenia ktora zdobylam na politologii nie raz dala mi przewage na tutejszym rynku pracy: potrafie widziec argumenty ktorych moi Zachodni koledzy i kolezanki nie widza, umiem sie wyslawiac, wysuwac logiczne wnioski i, co najwazniejsze, w kazdym miejscu pracy bardzo szybko odnalezc sie w strukturze firmy. Rownie szybko rozumiem jak ta strukture funkcjonuje.
                  Przyklady moglabym mnozyc, rzecz w tym ze bede sie upierac ze zdobyte na politilogii umiejetnosci sprawily ze bez problemu znalazlam zatrudnienie.
                  Szkoda tylko ze w Angli.
                  • ar.co Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 11:13
                    I pewnie z powodu tej "niesamowitego skomplikowania" na studiach historycznych prace magisterskie z historii z najnowszej piszą najsłabsi studenci, którzy nie są w stanie nauczyć się łaciny, paleografii, brachygrafii czy opanować literatury przedmiotu ze starszych epok. A przeciętny temat magisterki z tej "niesamowicie skomplikowanej" historii najnowszej brzmi "Problem XYZ w l. xxx-xxx+1 na podstawie pięciu dowolnych numerów Gazety Pcimskiej (w wyborze)".
                    • Gość: Jasia2 Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.as13285.net 27.04.12, 17:43
                      W latach 70tych i 80tych tylko 9% absolwentow szkol srednich szlo na studia.
                      Teraz ze 40%. Jak nie wiecej.
                      Juz chyba kazdy kto liczy, pisze i chce miec prace w rzyszlosci idzie na studia. (bo dyplom jest wymagany do najprostrzych nawet prac).
                      Nie dziw sie wiec ze jest coraz wiecej studentow ktorzy nijak nie przystaja do tego czego oczekuje sie od nich na studiach.
                      Ja pamietam jak na pierwszym roku, zaraz w pazdzierniku, pogodniono nas do czytelni z lista ksiazek i ich fragmentow do przeczytania.
                      Doktor (czy profesor) ktory nam to kazal czytac zakladal ze bedziemy wiedziec jak sie studiuje. W koncu mamy matury.
                      A ja je czytalam godzinami i nie mialam pojecia co zrobic z tymi wszystkimi informacjami, liczbami, opisami.
                      Moze potrzebny jest semestr gdzie sie ten nowy typ studentow zdobedzie umiejetnosc studiowania, czyli samodzielnego analizowania informacji, syntezy, myslenia krytycznego i w ogole zdobywania wiedzy.

                    • genialna_oxford Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 04.05.12, 16:20
                      A ta lacina do czego ci sie przydaje? Historie, podobnie jak socjologie, politologie, fizyke studiuje sie jako hobby, wiec niech pisza o tym co ich interesuje. Przeciez ta wiedza w pracy i tak nie bedzie potrzebna

                      forum.gazeta.pl/forum/w,279,61890409,61890409,Czym_zajmuja_sie_absolwenci_historii_.html
                  • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 27.04.12, 17:56
                    przepraszam bardzo ale historia najnowsza jest niesamowicie skomplikowana w por
                    > ownaniu z np sredniowieczem: jeden krol, drugi krol, trzeci krol, chlopi, rycer
                    > ze, kosciol.

                    Widać, że nie studiowałaś historii.

                    Na studiach politologicznych czlowiek uczy sie myslenia: czyje interesy mialy z
                    > naczenie w takiej i takiej sytuacji, jakie argumenty przemawiaja do roznych gru
                    > p spolecznych, co trzeba brac pod uwage przy podejmowaniu decyzji (wiele perspe
                    > ktyw), jakie jest tlo sytuacji.

                    Na studiach historycznych człowiek uczy się dokładnie tego samego, tyle, że uczy się jeszcze krytycznego odczytywania tekstu źródłowego, który może być zapisany języ,kiem innnym, niż dzisiejszy, albo nie przekazuje pełnych informacji i trzeba je odtwarzać z kruchych przesłąnek, albo trzeba rozumieć, żę to samo pojęcie w tekście z XVIII w. znaczy co innego niż dzisiaj w całym kontekście. Poza tym historia uczy genezy rozmaitych zjawisk, czego nie uczy politologia.
                    • Gość: Jasia2 Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.as13285.net 28.04.12, 14:43
                      Nie 'widac ze nie studiowalam historii' - nic tu nie odkrylas bo ja wyraznie napisalam ze studiowalam politologie.

                      Ja nie mowie ze historia np sredniowiecza jest prosta, ostatecznie kazdy rok mozna by studiowac, ba kazdy dzien, i tez zrobic z tego 5cio letnie studia, stwierdzam po prostu ze taki a nie inny obraz epok poprzedzajacych Oswiecenie sie przedstawia w szkolach srednich. Na egzaminie wstepnym musialam udowodnic (werbalnie! egzamin ustny) wiedze z calej historii, wszystkich tych krolow, relacji miedzynarodowych i wojen sie wiec w swoim czasie wyuczylam.

                      Moze cie to zaskoczy ale my tez analizowalismy teksty zrodlowe na zajeciach. 2 lata.

                      A skad wiesz ze my sie nie uczymy genezy roznych zjawisk!?

                      • srebrnarybka Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 28.04.12, 16:44
                        Ja nie mowie ze historia np sredniowiecza jest prosta, ostatecznie kazdy rok mo
                        > zna by studiowac, ba kazdy dzien, i tez zrobic z tego 5cio letnie studia, stwie
                        > rdzam po prostu ze taki a nie inny obraz epok poprzedzajacych Oswiecenie sie pr
                        > zedstawia w szkolach srednich. Na egzaminie wstepnym musialam udowodnic (werbal
                        > nie! egzamin ustny) wiedze z calej historii, wszystkich tych krolow, relacji mi
                        > edzynarodowych i wojen sie wiec w swoim czasie wyuczylam.

                        STUDIOWANIE HISTORII, w tym średniowiecznej, nie polega na wyuczeniu się, jacy królowie kiedy panowali, tylko na nauczeniu się czytania i krytycznego analizowania tekstów źródłowych oraz rozumienia zjawisk i procesów historycznych w ich wzajemnej zależności. Czy nie chodzi o to, by znać datą bitwy pod Grunwaldem, ale by umieć krytycznie przeanalizować źródła dotyczące tej bitwy i wydobyć odpowiednie informacje oraz by umieć tę bitwę osadzić w cały kontekście ówczesnej sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej, religijnej i kulturowej rozumiejąc wzajemne zależności i gry interesów. Rozumienie źródeł średniowiecznych czy starożytnych wymaga znacznie bardziej skomplikowanego warsztatu niż przepisanie informacji z gazety albo z akt urzędowych.

                        Moze cie to zaskoczy ale my tez analizowalismy teksty zrodlowe na zajeciach. 2
                        > lata.

                        Na historii robi się to 5 lat. Studia historyczne niemal wyłącznie na tym polegają.

                        A skad wiesz ze my sie nie uczymy genezy roznych zjawisk!?

                        Bo nie można się ich uczyć mając taką wiedzę o dziejach Europy przed oświeceniem, jaką masz. I nie masz powodu się tą wiedzą chwalić, sorki.

                        Jestem profesorem historii średniowiecznej i na uczelniach, na których pracowałam, lub pracuję (kolejno, zawsze pracuję na jednej) są też studia politologiczne. I wiem, jak powierzchowne są tematy prac mgr z politologii w porównaniu z historycznymi.
      • ciotka_ltd Polscy studenci to chyba idioci??? 24.04.12, 00:50
        Uczelnia ma ich dokladnie zaprogramowac do wykonywania przyszlej pracy, ktora jeszcze ma im znalezc? A niedoczekanie wasze!
        Sorki, i po co toto studiuje? Chyba po to, by miejsca pracy samo tworzyc? A moze sie myle? Moze zadaniem polskich intelektualistow jest zajecie trokliwie przygotowanej dlan posadki?
        Nie twierdze, ze polskie uczelnie czy polska nauka przoduja w swiecie, bo zasady wartosciowania i rankingi sa znane. Niemniej bardziej niz bizantyjskoscia polskich uczelni, gdzie 50-letni profesor to nadal 'mlodzik', jestem zszokowana pasywnoscia i bezmyslnoscia studenterii. Scislej: nie jestem zszokowana sadzac po polskich magistrach, starajacych sie o studia doktoranckie w UK. Zjawia sie taki czy taka z jednym jedynym 'zainteresowaniem badawczym' - 'zrobieniem' doktoratu. I zamiast - jako mlody badacz - rzucic szalony pomysl i mierzyc sily na zamiary, pyta sie mnie toto, co ma robic i czy tak bedzie dobrze.
        Pasywnosc, konformizm, brak wyobrazni i paniczny strach przed mysleniem. Tudziez calkowita nieumiejetnosc przyjecia krytyki i reakcji na krytyke, oraz unikanie najmniejszego ryzyka - ich interesuja tylko dobrze sprawdzone drogi i stawianie na 'pewniaki'.
        Nie chce byc zlosliwa, ale takie mimozy tworza rodzinne domy, od wieku przedszkolnego, nie zas uczelnienie, co dostaja taki, juz uksztaltowany acz diabla warty 'material'.
        To nie jest cecha narodowa, takie sa ostatnie roczniki. To dzieci ludzi mego pokolenia, dzisiejszych 40-50-latkow, a wiec samych zawodowo czynnych, zwykle osiagajacych szczyty w swym zawodzie.
        I co ci rodzice robia? Tworza - pardon - takie przerazone, infantylne, bezmyslne miernoty, ktorych (gdyby nie zobowiazania rodzinne i uklady) sami nie przyjeliby do pracy.
        Oj, chcialabym widziec progeniture prezesa Klesyka.:)))
        Proponuje uczelniom wprowadzenie w ramach zajec praktycznych survivalu w Puszczy Bialowieskiej, i to w srodku zimy, interakcjonizmu na ekologicznych polach ksiecia Karola, a w wolnych chwilach - partyjek pokera o grube stawki. Bez wsparcia mamy.;)
        • uszuszusz Re: Polscy studenci to chyba idioci??? 24.04.12, 03:19
          No właśnie o to chodzi, żeby uczelnia odpowiadała na realne zapóźnienia i prostowała niedoróbki kulturowe choćby obozem przetrwania w lesie - a nie tworzyła góry regulaminów i papierowych wytycznych programowych, których nie powstydziłby się i Oxford i Harvard, ale które nie mają sensu w zetknięciu z rodzimą materią ludzką o specyfice regionalnej. Wstydzimy się swoich słabości i szkoła konserwuje ten wstyd zamiast pomagać przezwyciężać słabe strony. Dlatego tacy jesteśmy krytyczni ciągle, kłótliwi, bośmy fałszywi i z wiekiem tylko bardziej strachliwi, że ktoś nas zdemaskuje, więc bardziej butni i obrośnięci w regulaminy, etykiety, schematy, których wymagamy od młodych później...
          uszusz.blogspot.com/
        • norman_bates Re: Polscy studenci to chyba idioci??? 24.04.12, 16:02
          Dużo prawdy jest w Twoich słowach jednak nie zgadzam się, że takie rzeczy wynosi się z domu.

          Nie ma się co dziwić, że "młodzi" są niezaradni i przytłoczeni oczekiwaniami pracodawców i rynku.

          Od ponad dziesięciu lat powtarza im się, że są gorzej wykształceni, że się do niczego nie nadają, że ścieżka kariery jest dla nich zamknięta, że pracy dla nich jest mało, a ta która jest jest nisko płatna i zupełnie nierozwojowa.

          Nie chodzi o to, żeby głaskać ich po główce i powtarzać, że są piękni i wspaniali. Chodzi o to żeby pokazać, że trzeba się buntować przeciwko takiemu "upupianiu".

          Dla kontrastu w Stanach zawsze tłukło się dzieciom do głowy, że żyją w "land of opportunities", że wszystko jest możliwe jeśli się tego chce.. U nas utwierdza się ludzi w przekonaniu, że szczytem marzeń jest praca na etacie, a najwyższym dobrem - zaspokojenie w cv potrzeb pracodawcy.
          • flamengista że co im się powtarza? 24.04.12, 17:36
            naszym studentom można zarzucać wiele (choć i tak na tle światowym średnia jest naprawdę dobra) - ale nigdy bym nie pomyślał, że cierpią na poczucie niższości.

            Owa niezaradność, którą wymienił przedmówca - jest połączona z niesłychaną wręcz pewnością siebie (to świetnie) i bardzo roszczeniową postawą (to nieco gorzej).

            Jest też problem z krytyką. Miewam straszne problemy z moimi seminarzystami: by pomóc im napisać dobrą pracę dyplomową, muszę ją skrytykować, oczywiście konstruktywnie - proponując inne rozwiązania i metody naprawcze. Niestety, spora część traktuje to jako zamach na ich prywatną sferę, nietakt. To jest problem, bo przecież źródłem postepu naukowego jest właśnie krytyka.
          • Gość: gośćgość Kompletna nieprawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 20:49
            Jest dokładnie odwrotnie.
            Oni są ZAGŁASKANI po główkach – przez bezstresowe wychowanie: od małego można tylko chwaleni, żeby przypadkiem się nie przejęli, że w czymś nie są doskonali, bez względu na to, co sobą reprezentują. Zero dozwolonej krytyki, zero wymagań, totalny klosz przed stresami życia, a potem zderzenie z rzeczywistością. Szkoła z wymaganiami zmierzającymi do zera, bo przecież ona jest od tego, by się dzieci w niej dobrze czuły, a nie pracowały, by mogły dochodzić swych praw, ale broń Boże obowiązków.
            Obecni studenci poziom wiedzy mają żenujący, ale za to świetnie się potrafią sprzedać. Pokora jest im obca, za to pogarda dla starszych na porządku dziennym. Wszystkie rozumy pozjadali, bo szybciej SMS potrafią wysłać.
            No i jak zaczynają pracę zawodową, to od razu ma być kilka tysięcy na rękę, samochód służbowy i telefon. Bo inaczej to są ofiarami systemu.
        • Gość: gzesiolek Re: Polscy studenci to chyba idioci??? IP: *.pnet.com.pl 25.04.12, 13:16
          Hehehe, dobrze ujete i mowi to czlowiek ktory sam byl chowany zbytnio "pod kloszem" i mimo 34lat na karku, wciaz mu sie to wychowanie czkawka odbija...
          Widze jak moja psyche czesto gesto blokuje moje mozliwosci... gdy musze walczyc sam ze soba, by osiagnac cos co jest na wyciagniecie reki...
          Choc z drugiej strony w krytycznych sytuacjach gdy adrenalina blokuje nawyki zdrowo rozsadkowe/minimalizujace ryzyko/chowania sie w cien, lub gdy jestem pod sciana w sytuacji zyciowej czy zawodowej sprawdzam sie bez pudla...
          Nagle okazuje sie, ze jestem niesamowicie sprawnym narzedziem dla swoich szybko podejmowanych decyzji...
          Ciekawe spostrzezenia i pozwole sobie zapisac Pani slowa i wrecz poszukam czy ktokolwiek probowal badac nasza mlodziez pod tym wzgledem...
          Co do biernosci i braku sklonnosci do ryzyka to ja wlaczylbym wszystkich ludzi urodzonych po 1970... bo jednak w swoim pokoleniu z takimi mialem stycznosc i poza jednostkami szara masa, biernosc i negowanie wyrozniania sie bylo na porzadku dziennym... za to po 1985 (moze nieco wczesniej) doszedl jeszcze styl roszczeniowy... tzn. w glebi ta sama szara masa, ale na zewnatrz "poza" ego-jednostki i roszczeniowe podejscie do zycia... gdzie wsrod ludzi wychowanych przed latami dzikiego kapitalizmu byl jednak wiekszy kult pracy i tego, ze zadna praca nie hanbi... i jakies takie podejscie krok po kroku... a teraz jednak jest bardziej oczekiwanie na juz... najlepiej bez wysilku i specjalnego myslenia... no i to co Pani zauwazyla w kwestii krytyki... jednak samo krytyka i umiejetnosc reakcji na krytyke obca byla wczesniej znacznie wieksza...
          Nie mowie ze tak maja wszyscy... Nie chcialbym generalizowac, ale takie obserwacje mam, ciekawe czy inni tez to dostrzegaja...
      • ciotka_ltd Prezes Andrzej Klesyk tez zaczal od filozofii :))) 24.04.12, 01:27
        Wprawdzie nie w Pcimiu, ale w KUL, niemniej zawszec. Inna rzecz, ze przerzucil sie na tymze KUL na ekonomie, praktykujac jednoczesnie w Min. Przeksztalcen Wlasnosciowych, a potem to juz bylo 'normalnie' - Harvard, McKinsley i praca w londynskim McKinsleyu przez pare lat...
        Widzisz, nie o kierunek studiow chodzi - interdyscyplinaryzm jest na zachod od Odry faktem, a i antropolog moze zbic fortune w Home Office (a jakze: etniczne uwarunkowania crimes).
        PZU, oczyszczone przez Klesyka z 'zaszlosci', potrzebuje teraz ludzi inteligentnych, trzezwych i sprytnych - dla nich bez wzgledu na specjalizacke praca sie znajdzie. Niemniej, wybacz, ktory to z polskich magistrow, a zwlaszcza magisterek, nadaje sie do badania np. przewal ubezpieczeniowych? Toz to pod kloszem chowane, zycia nie zna, ludzi sie boi i chce jedynie 'dobrze wypasc'. By pochwalili..
        I to juz nie wina uczelni, ale kochanej rodziny, co uczelni zyciowa kaleke dostaczyla. I w Paryzu nie zrobia z owsa ryzu, a z tym polskim owsem to sama sie uzeram w niejakim Cambridge.
        Powiem ci nawet brutalnie, ze te magistry z Pcimia, czesto pcimsko-zaiczne w ostatecznym rachunku wypadaja lepiej . Nie maja zludzen co do swego dyplomu, biora prace na brytyjskiej poczcie, studiuja w brytyjskiej uczelni na chocby bakalarza, a potem ci zdolniejsi ida na postgrad, gdzie zwykle sa lepsi od wypieszczonych magistrow prosto z najlepszych polskich uczelni i...bogatych domow.
        Coz, w normalnym swiecie do sukcesu potrzebna nie tylko ladna cenzurka, ale i 'street wisdom'. A te - niestety - mozna miec jedynie z domu.
        • ale_thru Re: Prezes Andrzej Klesyk tez zaczal od filozofii 24.04.12, 16:54
          Zgadzam się, z mojego doświadczenia wynika, że Ci z dobrych domów, robią doktoraty w Polsce, bo mają całą ścieżkę załatwiona, po co się męczyć. Moi rodzice mają ledwie wykształcenie średnie, a ja właśnie kończę doktorat z filozofii w Norwegii, dlatego, że w Polsce biorąc pod uwagę to, co się dzieje na uczelniach, nie zrobiłbym doktoratu, bo za bardzo mnie to wszystko mierziło. NO i faktycznie, tutaj jest tak, że wszystko trzeba samemu wymyślić no i publikować, bez tego ani rusz. Ale w Polsce (i to nie jest wina studentów) nikt nie uczy tego, jak publikować w zagranicznych czasopismach, wykładowcy sami nie znają angielskiego, nie uczy się pisać ( już nawet nie po angielsku tylko po polsku), za to uczy się wchodzić w tyłek profesorom. Profesorowie prowadzą doktoraty, na których w ogóle się nie znają, mój kolega przez 4 lata nie miał ani jednej merytorycznej rozmowy z promotorem na temat swojego doktoratu. Tak że nie tylko studentów to jest wina.
          • ar.co Re: Prezes Andrzej Klesyk tez zaczal od filozofii 27.04.12, 11:20
            Moi rodzice nie mieli nawet matury, a jakoś bez większych problemów zrobiłam doktorat na polskiej uczelni (UJ) - bez żadnych rzekomych problemów czy ułatwień. Pracuję naukowo poza uczelnią - również bez żadnych "załatwianych ścieżek". Wystarczy wziąć się do roboty (no i oczywiście mieć odpowiednie predyspozycje). Ale zawsze łatwiej opowiadać o "tych z dobrych domów" i "wchodzeniu w tyłek", zamiast pokazać co się samemu potrafi (a do przygotowania doktoratu nie trzeba być prowadzonym za rączkę przez profesora).
            A Norwegia taką znowu potęgą w filozofii nie jest.
      • Gość: Mgr inż.od 23 lat Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych umi... IP: *.connectit.pl 24.04.12, 08:35
        Moim zdaniem winni istniejącej sytuacji są wszyscy bo w Polsce obowiazuje zasada, że każdy chciałby brać, a nikt nie chce dawać. Pracodawcy chcą gotowych pracowników od razu do generowania przychodów, studenci chcą zdobyć dyplom jak najmniejszym nakładem sił, bo media pokazują głupków w stylu Wojewódzkiego czy Majewskiego, "wielkich celebrytów", którzy za wygłupy zarabiają kolosalne pieniądze, a uczelnie nastawione są na zarabianie pieniędzy małym nakładem sił, bo każda zmiana stylu uczenia wymaga wysiłku bez gwarancji, że za wysiłek ktoś zapłaci. Na rynku pracy naprawdę dobrych firm oferujących dobry start młodym ludziom jest niewiele i głównie w dużych miastach a cała reszta skazana jest na szukanie jakiejkolwiek pracy najczęściej przez znajomości. Uczestniczenie w rozmowach kwalifikacyjnych, gdzie na jedno miejsce pracy jest kilkudziesięciu chętnych to czysta strata czasu dla młodych ludzi. Problemem jest, bądź powinno być dla ludzi, którzy nami rządzą jak uruchomić w gospodarce ten niesamowity potencjał prawie 2 mln ludzi bez pracy a nie staruszkom kazać pracować dłużej po to by dzielić narodową biedę czyli emerytury. Panowie prezesi ( jak p. Andrzej Klesyk ) lubieją się wymandrzać bo ich pewność siebie jest wprost proporcjonalna do zasobności niemałego portfela jaki mają. Dawno już zapomnieli jak to było na starcie, bądź dobry start zapewnili im wcześniej rodzice. Problem jest o wiele szerszy niż się wydaje. Jeśli opłacałoby się być takim jak żadają pracodawcy na pewno wielu zmotywowałoby to do intensywnej pracy nad sobą i do podnoszenia własnych kwalifikacji. Jeśli natomiast ogólnie widać beznadzieję i traktowanie jak śmieci to trudno optymizm i wiarę w siebie. I tutaj nawet ten milion Pani Minister nic nie pomoże, bo to tylko jest konieczna reakcja na słuszną krytykę. Do ciężkiej pracy muszą się zabrać wszyscy. Im wcześniej to zrozumieją tym lepiej !
      • hansfakir Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u 24.04.12, 13:05
        Na uczelniach powinni wykładac ludzie sukcesu jako forma emertyury. Często na uczelniach wyładają mgr którzy po znajomości dostali posade po studiach.
        • Gość: tatrawiasta Re: Studenci dla "Gazety": o nauce praktycznych u IP: *.icpnet.pl 24.04.12, 15:47
          Zgadzam się z Tobą! Właśnie takich ludzi potrzeba. Większość kadry uniwersyteckiej (zwłaszcza humanistów) to pseudointelektualiści, którzy dzięki znajomościom schronili się na uczelni przed bezrobociem. Nigdzie indziej nie znaleźliby zatrudnienia.
      • Gość: (x)(x) Niech placa ze swojej kasy :p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.12, 13:15
        wtedy padnie wszystko co niepotrzebne haha
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka