Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    "Odpowiemy na wybrane oferty" - czyli chamstwo

    IP: 213.241.11.* 14.03.02, 13:54
    polskich pracodawców.
    Znakomita większość listów motywacyjnych pozostaje bez jakielkolwiek
    odpowiedzi. Giną w jakiejś czarnej dziurze?
    Kadrowcy po to są zatrudniani, żeby odpisywali wszystkim osobom, które
    odpowiedziały na ogłoszenie. I proszę, nie jęczcie, że tyle przychodzi
    odpowiedzi, że nie macie czasu. Kandydaci też poświęcają swój czas i pieniądze
    i należy im się przynajmniej informacja, co się stało z ich aplikacją. Dzisiaj
    można często użyć w tym celu poczty elektronicznej, co już naprawdę nie jest
    ani czasochłonne ani kosztowne.
    Co więcej, nie raczą dzwonić nawet po rozmowie kwalifikacyjnej.
    Arogancja i złe wychowanie - oto cechy większości kadrowców.
    Obserwuj wątek
      • gonzales Re: 14.03.02, 14:38
        to prawda.
        teraz nie odpisują nawet duże, renomowane firmy. wynika to z rynku pracy -
        człowiek szukający jest mniej niż numerem, jest zerem.
        firmy olewają, bo i tak dostają całą masę ofert.
        Jestem właścicielem małej firmy, i znam sprawę z autopsji: ale jak do mnie
        przychodzi oferta, to odpisuję, nawet jeśli nie interesuje mnie kandydat.
        Ale to jest kwestia podejścia, a to już inna melodia...

      • marlenkasu Re: Saatchi&Saatchi 14.03.02, 16:53
        ja spotkalam sie z tym ostatnio ze strony duzej, prestizowej agencji reklamowej
        Saatchi&Saatchi. Po pierwszym interview obiecano mi kontakt telefoniczny. Nie
        doczekalam sie, postanowilam zadzwonic sama i nawet nie dopuszczono mnie do
        rozmowy z osoba z ktora mialam interview. Zostalam splawiona tekstem : jesli
        nie zadzwonilismy do pani to znaczy ze nie jestesmy zainteresowani. Nie musze
        wspominac o tym jakim tonem ta panienka mnie o tym poinformowala. To bardzo zle
        o nich swiadczy, nawet jesli odpowiedz brzmi "nie", powinni o tym powiadomic
        sami. A dzieki krotkiej rozmowie z osoba, ktora przeprowadzala ze mna interview
        dostalabym zapewne wskazowki co mam poprawic, czego mi brakuje. Ale jaka ja
        jest naiwna, nie moge przeciez oczekiwac ze zapracowany ludzik z reklamy
        oferuje mi nadprogramowe 30 sekund.
        • Gość: Bambi Proponuje wymieniac z nazwy, a moze nawet z IP: 213.241.11.* 14.03.02, 17:01
          nazwiska, tych, ktorzy obiecali, ze na pewno zadzwonia, a nie raczyli tego
          zrobic. Moze to choc jedna osobe przywola do porzadku.
          • beastie_boys Re: Proponuje wymieniac z nazwy, a moze nawet z 14.03.02, 17:19
            nie histeryzujcie
            moja znajoma z HR opowiadala mi np. o takich
            sytuacjach: 1 pozycja 1500 kandydatow i tydzien na
            zrobienie selekcji (praca dla 2 osob). jak mialyby
            wszystkim odpowiadac? niewazne czy list, telefon czy
            email - nie starcza po prostu czasu
            • Gość: mmm Re: Proponuje wymieniac z nazwy, a moze nawet z IP: 217.11.141.* 14.03.02, 17:28
              To były headhuntersi. Czyli góra 20 osób, i to na kierownicze stanowiska (10
              patoli i jeszcze troche). Wiesz, po rozmowie rekrutacyjnej oczekiwałbym
              prznajmniej "idź na ch..".

              Podejście takich jest lewicowe żeby było śmieszniej, tzn. liczy się masa a nie
              jednostka. Oni mają z pośród 20 (a czasami o wiele więcej) osób wcisnąć jedną. Za
              tą jedną dostaną prowizję. A reszta niech się wypcha.

              beastie_boys napisał(a):

              > nie histeryzujcie
              > moja znajoma z HR opowiadala mi np. o takich
              > sytuacjach: 1 pozycja 1500 kandydatow i tydzien na
              > zrobienie selekcji (praca dla 2 osob). jak mialyby
              > wszystkim odpowiadac? niewazne czy list, telefon czy
              > email - nie starcza po prostu czasu

            • Gość: marlenka jeszcze komentarzyk IP: 195.94.222.* 15.03.02, 09:21
              Nie chodzi mi o odpowiadanie wszystkim autorom ofert wyslanych do firmy, ale o
              to ze po wstepnej selekcji na interview zapraszana jest juz o wiele mniejsza
              grupa osob, ktora powinna byc kulturalnie potraktowana przez szanowne
              zapracowane HRy nawet w przypadku odmowy. Tak sobie mysle, moze kiedys znajde
              sie po drugiej stronie, bede w zespole wybierajacym oferte agencji reklamowych.
              Na pewno Saatchi odpadna w przedbiegach, juz ja sie o to postaram.
              • beastie_boys Re: jeszcze komentarzyk 15.03.02, 10:38
                "Odpowiemy na wybrane oferty" - czyli chamstwo
                Autor: Gość portalu: Bambi
                Data: 14-03-2002 13:54
                adres: 213.241.11.*

                Znakomita większość listów motywacyjnych pozostaje bez
                jakielkolwiek odpowiedzi. Giną w jakiejś czarnej dziurze?
                Kadrowcy po to są zatrudniani, żeby odpisywali
                wszystkim osobom, które odpowiedziały na ogłoszenie.
                itd....

                dlatego myslalem ze mowimy o ogole zgloszen (i stad moj
                post). z drugiej strony to co opisujecie dzieje sie na
                calym swiecie. zeby nie siegac daleko: moja dziewczyna
                byla na 2 dniowych rozmowach w instytucji nalezacej do
                struktur UE. miala dostac odpowiedz do konca 2001. trzy
                miesiace pozniej i decyzja jeszcze nie zostala powzieta
                a jakiekolwiek informacje musza byc wydzierane od
                Brukseli. acha, i na rozmowach bylo juz tylko 2 kandydatow.
          • Gość: MMM Re: Proponuje wymieniac z nazwy, a moze nawet z IP: 217.11.141.* 14.03.02, 17:23
            Ewa Turska - Hubert Moses & Partners
            Maria Zyśk - Ernst & Young Search and Selection

            Więcej mi nie przychodzi do głowy.

            pzdr
      • Gość: Heniek Re: IP: *.ipt.aol.com 14.03.02, 17:31
        Na Zachodie tez raczej nie odpowiadaja w przypadku braku zainteresowania
        kandydatem.Trzeba to zrozumiec, bo pisanina kosztuje, znaczki tez.
        • Gość: Mario29 nieprawda - brak asertywnosci IP: 157.25.192.* 15.03.02, 08:49
          Gość portalu: Heniek napisał(a):

          > Na Zachodie tez raczej nie odpowiadaja w przypadku braku zainteresowania
          > kandydatem.Trzeba to zrozumiec, bo pisanina kosztuje, znaczki tez.

          To nieprawda. Kandydowalem do kilku firm zachodnich i KAZDA ktora mnie odrzucila
          napisala grzecznie do mnie list - dyplomatyczny i wywazony zebym sie nie poczul
          obrazony ('pana kwalifikacje sa wysokie lecz nie do konca odpowiadaja naszym
          wymaganiom') celuja w tym firmy niemieckie i angielskie (zebyscie widzieli jaki
          dostalem list z firmy doradztwa personalnego angielskiej - ubolewajacy ze ich
          klient mnie nie wybral nawet na interview - maestria !!!).

          Natomiast w Polsce nawet sie nie oddzwania nie mowiac o liscie. I wcale nie
          chodzi ze na kazde stanowisko jest 1500 podan. Ludzie w Polsce przez lata komuny
          nie umieja powiedziec grzecznie i z wyczuciem 'NIE', nikt ich asertywnosci nie
          uczyl. Co wiecej, z mojej praktyki menedzerskiej wynika ze WSZYSCY w Polsce maja
          problemy z ... telefonem. Po prostu ludzie sie boja telefonu i tego co maja tam
          na telefon powiedziec !!! I to moze byc sekretarka, moze byc Menedzer i nawet
          Prezes. 95% ludzi boi sie rozmawiac przez telefon - a jak juz ma przez niego
          powiedziec NIE (grzecznie i taktownie) to juz panika taka ze ... szkoda gadac. ...
      • Gość: Megan Re: telefony, telefony... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 09:33
        A ja coraz częściaj się spotykam z tym, że po rozmowie każą i zadzwonić i się
        dowiedzieć czy zostałam przyjęta. Też uważam, ze to chamstwo, bo skoro firmy
        nie stać, zeby do mnie zadzwonić, to dlaczego ma być mnie na to stać? Poza tym,
        jeśli to firma dzwoni i mówi" przykro nam ale niestety nie" to co innego, niż
        jeśli ja dzwonię i to słyszę, bo jest mi wtedy po prostu głupio.
      • Gość: Van B Re: jak miałem to zrobić? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 10:34
        prowadzę małą "firemkę" (wszystkiego raptem 3 osoby na stałe, czasem ktoś
        dorywczo). Szukałem pani do prostych prac w biurze. Dałem 1 drobne ogłoszenie
        do "Wyborczej" i 1 do "Dziennika Polskiego" (stukam z Krakowa, ten drugi tytuł
        to dość popularna tutaj gazeta - właściwie - lokalna). Dostałem 437 cv e-mailem
        i ponad 900 cv pocztą "tradycyjną". Nie ściemniam - sam byłem w szoku... W
        dodatku coś mnie tknęło i ogłoszenie dałem na "ofertę" w biurze (czyli
        odbierałem z biura ogłoszeń) - gdybym tego nie zrobił i podał adres firmy,
        spraliżowałbym życie mojej "firemki na co najmniej 2 tygodnie, a gdybym nie daj
        boże dał w ogłoszeniu telefon... Stanowisko miałem tylko 1. Sorry, mam inne
        zajęcia niż odpisywanie wszystkim, że, niestety, itp (mailem jeszcze może bym
        wydolił, ale reszty niestety...) To co mam zrobić wg was? zatrudnić na miesiąc
        dodatkową osobę do korespondencji? nie stać mnie na takie extra wydatki - bo
        czekają hieny z us-u, zus-u, itp... Dać zlecenie agencji rekrutacyjnej?
        oskubali by mnie - a wątpię by zrobili to lepiej ode mnie (stanowisko było
        naprawdę "przyziemne"), poza tym jak piszecie - oni też nie odpisują. Takie są
        realia...
        • Gość: Megan Re: jak miałem to zrobić? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 10:46
          Gość portalu: Van B napisał(a):

          > prowadzę małą "firemkę" (wszystkiego raptem 3 osoby na stałe, czasem ktoś
          > dorywczo). Szukałem pani do prostych prac w biurze. Dałem 1 drobne ogłoszenie
          > do "Wyborczej" i 1 do "Dziennika Polskiego" (stukam z Krakowa, ten drugi tytuł
          > to dość popularna tutaj gazeta - właściwie - lokalna). Dostałem 437 cv e-mailem
          >
          > i ponad 900 cv pocztą "tradycyjną". Nie ściemniam - sam byłem w szoku... W
          > dodatku coś mnie tknęło i ogłoszenie dałem na "ofertę" w biurze (czyli
          > odbierałem z biura ogłoszeń) - gdybym tego nie zrobił i podał adres firmy,
          > spraliżowałbym życie mojej "firemki na co najmniej 2 tygodnie, a gdybym nie daj
          >
          > boże dał w ogłoszeniu telefon... Stanowisko miałem tylko 1. Sorry, mam inne
          > zajęcia niż odpisywanie wszystkim, że, niestety, itp (mailem jeszcze może bym
          > wydolił, ale reszty niestety...) To co mam zrobić wg was? zatrudnić na miesiąc
          > dodatkową osobę do korespondencji? nie stać mnie na takie extra wydatki - bo
          > czekają hieny z us-u, zus-u, itp... Dać zlecenie agencji rekrutacyjnej?
          > oskubali by mnie - a wątpię by zrobili to lepiej ode mnie (stanowisko było
          > naprawdę "przyziemne"), poza tym jak piszecie - oni też nie odpisują. Takie są
          > realia...

          Właśnie marzę o takiej pracy: cudownej , spokojnej, wspaniałej pracy w biurze. No
          to przynajmniej wiem, dlaczego do tej pory nie udało mi się takowej dostać...
        • Gość: Italo Re: jak miałem to zrobić? IP: *.chello.pl 15.03.02, 11:12
          Czegoś tu chyba nie zrozumiałeś Van B. Nie chodzi o odpisywanie na każdą
          aplikację jaką dostaniesz, ale o odpowiedź tym osobom, które zdecydujesz się
          już zaprosić do siebie. A takich chyba nie jest 1000.
          No cóż, ja ze swojej strony mogę podać firmę, która mieni się opinią
          profesjonalnej, eksperckiej, daje porady na forum w Gazecie, radzi w
          poniedziałkowym wydaniu Gazety. Oczywiście nie robią tego "za darmo" jak to
          powiedział "Ekspert" na forum "Zapytaj Eksperta" czy jakoś tak, bo przy okazji
          robią sobie promocję, prasę ,a to dużo więcej niż kasa. Oczywiście nie muszę
          mówić że chodzi o HRK. Zresztą o tej firmie można dużo więcej powiedzieć, nie
          tylko to że nie odpisują, nie oddzwaniają...
        • Gość: Mum Re: jak miałem to zrobić? IP: *.pressmedia.com.pl 15.03.02, 17:19
          Gość portalu: Van B napisał(a):

          > Dostałem 437 cv e-mailem
          > i ponad 900 cv pocztą "tradycyjną". Nie ściemniam - sam byłem w szoku...

          I jaką metodę selekcji zastosowałeś aby wybrać tę jedną osobę?
          • Gość: Van B Re: jak miałem to zrobić? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 22:34
            Najpierw wywaliłem wszystkie CV napisane niechlujnie (a było tego z 2/3)- czyli
            kopia kopii kserokopii wraz z ręcznymi dopiskami. Potem skasowałem e-maile z
            załącznikami worda które miały więcej niż 100 kb (czyli miały powklejane zdjęcia,
            niektóre były nawet po ponad 1 MB). Później odrzuciłem wszystkie które pisały że
            ich hobby to wycieczki, teatr i takie tam pierdoły (co mnie to obchodzi? ja
            szukałem kogoś do biura), później takie co znały biegle po 5 języków (w wieku 20
            paru lat to raczej mało prawdopodobne), biegle komputer - ale nie potrafiły
            napisać "ź" tylko z uporem maniaka pisały "ż", w końcu takie co aktualnie pracują
            (wolałem dać szansę komuś bez pracy), no i zostało mi raptem 5... Do dwóch się
            nie mogłem dodzwonić (nikt nie odbierał albo przygłucha babcia krzyczała: "Eli
            nie ma w domu! a kto mówi?!), z tych 3 jedna nie przyszła (mimo że potwierdziła
            że bedzie, druga niestety na dzień dobry zbiła mnie z nóg wymaganiami finansowymi
            (chciała zarabiać 3 razy więcej niż ja...), no a tą ostatnią - pracujemy sobie i
            oboje - jak na razie - jesteśmy zadowoleni...
            Gość portalu: Mum napisał(a):

            > Gość portalu: Van B napisał(a):
            >
            > > Dostałem 437 cv e-mailem
            > > i ponad 900 cv pocztą "tradycyjną". Nie ściemniam - sam byłem w szoku...
            >
            > I jaką metodę selekcji zastosowałeś aby wybrać tę jedną osobę?

      • Gość: a4e Co tam odpisywanie IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 19:10
        > Co więcej, nie raczą dzwonić nawet po rozmowie kwalifikacyjnej.
        Co tam odpisywanie, oddzwanianie, odmailowanie :) Zaproszono mnie na rozmowe
        kwalifikacyjna do Slaskiej Akademii Medycznej - bylem tam umowiony na konkretna
        godzine z pewnym profesorem - przyjezdzam 1/2 h wczesniej. Czekam, czekam i
        czekam - w koncu podejmuje mnie asystent. Rozmawiamy bla, bla, bla - 10 min. i
        prosze zaczekac - profesor zaraz Pana przyjmie. Po ok. 1/2 h - niestety prof ma
        teraz egzamin, skontaktuje sie z Panem - dobrze, ze szmaciarz tego nie zrobil,
        bo by sie osluchal delikatnie rzecz ujmujac. Koszt tej rozmowy: -14zl za dojazd,
        ok 5h straconych na dojazd, powrot, oczekiwanie i rozmowe (10 min ubiegania sie
        o stanowisko) - efekt prof. nie zadzwonil, a ja juz nigdy nie bede sie ubiegac o
        prace na uczelni. Acha jeszcze dowcip "szef" woli Corela od Photoshopa dla
        pottrzeb weba - no wiadomo jak latwo w Corelu zrobic rollover, czy obrabiac
        zdjecia :) Lepiej by sie zajal medycyna, a informatyke zostawil informatykom
        • Gość: Marta Re: Co tam odpisywanie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 19:33
          Największe świństwo, robią ludziom, którzy szukają pracy w Warszawie ( a są z
          daleka). Przez jakiś czas próbowałam ale wysiadłam finansowo, często
          kilkakrotnie byłam wzywana na spotkania. I tak jeździłam wte i we wte. Bo raz
          rozmawiałam z kadrową, potem z wiceprezesem, potem jeszcze z prezesem, a potem
          z kierowniczką działu, a potem znowu z kadrową i znów z prezesem. Na koniec
          dowiedziałem się, że nie pasuję do zespołu, bo z gier zespołowych preferuję
          kosza, a nie siatkówkę ( starałam się o pracę księgowej, kwalifikacje były nie
          ważne, rozmawiałam o pierdołach, a nie o sprawach zawodowych ).Ale ta siatkówka
          wyszła w pierwszej rozmowie. Takie przygody często mi się zdarzały i to w
          poważnych zachodnich firmach. Teraz jestem bez kasy. I nie ma za co jeździć.
      • Gość: Rybka Re: Bambi IP: *.astercity.net / 10.131.129.* 16.03.02, 01:32
        Gość portalu: Bambi napisał(a):

        > polskich pracodawców.
        > Znakomita większość listów motywacyjnych pozostaje bez jakielkolwiek
        > odpowiedzi. Giną w jakiejś czarnej dziurze?
        > Kadrowcy po to są zatrudniani, żeby odpisywali wszystkim osobom, które
        > odpowiedziały na ogłoszenie. I proszę, nie jęczcie, że tyle przychodzi
        > odpowiedzi, że nie macie czasu. Kandydaci też poświęcają swój czas i pieniądze
        > i należy im się przynajmniej informacja, co się stało z ich aplikacją. Dzisiaj
        > można często użyć w tym celu poczty elektronicznej, co już naprawdę nie jest
        > ani czasochłonne ani kosztowne.
        > Co więcej, nie raczą dzwonić nawet po rozmowie kwalifikacyjnej.
        > Arogancja i złe wychowanie - oto cechy większości kadrowców.



        Bambi loneczko, malo ktora firma zatrudnia kadrowca z konkursu. Najczesciej są to
        znajomi i znajomi znajomych, niedorobieni psychologiwie, socjologiwie, który
        brakło talentu, wiedzy i umiejśtności by pracować w zawodzie, więc biorą się za
        kadry. Czasem sąto wręcz ludzie bez żadnego przygotowania do pracy z innymi
        ludźmi, więc co się dziwisz, że olewają z góry. Przecie oni też mają znajomych i
        muszą im załatwić pracę.
        A że biorą pieniądze za to, że powinni ci odpisać> Przecież ich nikt nie
        kontroluje, wystarczy że znajdą osobę na stanowisko, a sposób ich pracy w ogóle
        nie jest kontrolowany przes nikogo w firmach, więc mogą robić co chcą...

        Sam to przecież widziałęm ......
      • Gość: sowa Re: IP: *.acn.waw.pl 16.03.02, 11:44
        Nieodpowiadanie, mimo ze sie zapewnia odpowiemy np. w ciagu 2 tyg. to jedna
        strona medalu. Druga to samo interview. Z moich doswiadczen wynika, ze osoba,
        ktora a)nie ma pracy w momencie szukania, b) aplikuje na nizsze stanowisko,
        c) albo nawet podobne, w naszym kraju traktowana jest bardzo podejrzliwie.

        Do dzialu (duzy miedzynarodowy koncern), w ktorym pracuje, szukano osoby. Osoba
        rekrutujaca przyniosla olbrzymi plik CV i przy nas wszystkich zaczęla osmieszac
        kolejnych kandydatow bazujac tylko na posiadanych dokumentach. Najwieksze
        szyderstwo dotknelo osób, z ktorych CV wynikalo, ze w danym momencie nie
        pracuja albo pracuja np. w sprzeazy, a teraz chcieliby do logistyki (nasz
        dzial).

        Takie zachowanie jest niedopuszczalne. Niestety mysle, ze wiekszosc polskich
        managerow wywodzacy sie z pokolenia tzw. mlodych wilkow, posida bardzo niska
        kulture i brak umiejetnosci interpersonalnych. Przykre, ze tacy ludzie sa
        odpowiedzialni za rekrutacje.

        Mam znajoma, ktora z powodu choroby stracila prace. Szukala 6 misiecy. Kazdy
        headhunter i HRowiec odnosil sie do niej z wielka podejrzliwoscia, a podczas
        rozmow standardem bylo ironizowanie i dolowanie.

        W koncu znalazla: w Niemczech -w firmie, w ktorej nikt z osob ja
        przesluchujacych (od kadrowca po szefa pionu) nie robil aluzji do jej obecnej
        sytuacji, a powod powaznej choroby przyjal naturalnie, nie drazac nawet temetu.
        Liczyly sie tylko kwalifikacje i chec do przeprowadzenia do Niemiec.

        Pozdrawiam.

        Sowa
      • Gość: Kuba_Wr Re: IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.02, 12:48
        Moja siostra, pracująca jako PR-owiec w jednej z Poznańskich firm, opowiadała
        mi, jak u nich wygląda rekrutacja. Przychodzi kilkaset zgłoszeń na jedną
        ofertę. Paniusia od HR bierze je, i na chybił - trafił wybiera kilka z nich: a
        tu jej się czcionka spodoba, a tu nazwisko kandydata - kto by się bawił w
        dokładne ich przestudiowanie ;). Równie dobrze mogłaby podrzucić je wszystkie
        do góry i te, które upadną najbliżej określonego miejsca, przechodzą dalej.

        Aplikowałem swego czasu, jako informatyk, do Volkswagen-Poznań. Z ogłoszenia
        wynikało, że budują nową, zupełnie zautomatyzowaną halę produkcyjną no i
        potrzebują ludzi do jej obsługi. Po trzech miesiącach zaprosili mnie na
        Assesment Center (teraz unikam tego jak diabeł wody święconej). Pierwszy etap -
        praca grupowa - przeszedłem bez problemu. Drugi etap - bablanina od rzeczy,
        żadnych merytorycznych pytań, nic, co byłoby związane ze stanowiskiem, o które
        się ubiegałem. Po rozmowie obiecali, że w ciągu 2 tyg. zadzwonią. Nie
        zadzwonili. Postanowiłem zadzwonić sam. Wówczas paniusia stwierdziła, że i
        owszem, poszukiwali, ale odpadłem, bo NIE JESTEM MECHANIKIEM, A ONI POSZUKIWALI
        MECHANIKÓW. Byłem w szoku. Następnego dnia zadzwoniłem ponownie. Odebrał ktoś
        inny. Wówczas dowiedziałem się, że ogłoszenie, na które odpisałem, w momencie
        zaproszenia mnie na rozmowę było już nieaktualne (!) Podziwiam tą kobitkę tylko
        za jedno - że przez ok. 15 minut kłótni ze mną udało jej się nie powiedzieć
        wprost SPIERDALAJ PAN.

        Z pozdrowieniami dla HR - owców

        Jakub
        • Gość: mmm Re: IP: 157.25.130.* 18.03.02, 11:43
          Gość portalu: Kuba_Wr napisał(a):

          > Moja siostra, pracująca jako PR-owiec w jednej z Poznańskich firm, opowiadała
          > mi, jak u nich wygląda rekrutacja. Przychodzi kilkaset zgłoszeń na jedną
          > ofertę. Paniusia od HR bierze je, i na chybił - trafił wybiera kilka z nich: a
          > tu jej się czcionka spodoba, a tu nazwisko kandydata - kto by się bawił w
          > dokładne ich przestudiowanie ;). Równie dobrze mogłaby podrzucić je wszystkie
          > do góry i te, które upadną najbliżej określonego miejsca, przechodzą dalej.
          >
          > Aplikowałem swego czasu, jako informatyk, do Volkswagen-Poznań. Z ogłoszenia
          > wynikało, że budują nową, zupełnie zautomatyzowaną halę produkcyjną no i
          > potrzebują ludzi do jej obsługi. Po trzech miesiącach zaprosili mnie na
          > Assesment Center (teraz unikam tego jak diabeł wody święconej). Pierwszy etap -
          >
          > praca grupowa - przeszedłem bez problemu. Drugi etap - bablanina od rzeczy,
          > żadnych merytorycznych pytań, nic, co byłoby związane ze stanowiskiem, o które
          > się ubiegałem. Po rozmowie obiecali, że w ciągu 2 tyg. zadzwonią. Nie
          > zadzwonili. Postanowiłem zadzwonić sam. Wówczas paniusia stwierdziła, że i
          > owszem, poszukiwali, ale odpadłem, bo NIE JESTEM MECHANIKIEM, A ONI POSZUKIWALI
          >
          > MECHANIKÓW. Byłem w szoku. Następnego dnia zadzwoniłem ponownie. Odebrał ktoś
          > inny. Wówczas dowiedziałem się, że ogłoszenie, na które odpisałem, w momencie
          > zaproszenia mnie na rozmowę było już nieaktualne (!) Podziwiam tą kobitkę tylko
          >
          > za jedno - że przez ok. 15 minut kłótni ze mną udało jej się nie powiedzieć
          > wprost SPIERDALAJ PAN.
          >
          > Z pozdrowieniami dla HR - owców
          >
          > Jakub


          Ja też to miałem. Poszedłem łowcy(czyni), która zaproponowała mi stanowisko i
          powiedziała że oddzwoni w następnym tygodniu. Po dwóch tygodniach zadzwoniłem i
          zapytałem o co chodzi. A ona zdziwiona powiedziała że chodziło o inną firmę
          (której nawet nazwy nie słyszałem). Oczywiście ta druga firma tez nie wyszła.
          Qrva! O co tu chodzi!? Mam wrażenie że nie biorą nas poważnie. A nie biorą.
          Teraz już jestem przyzwyczajony do tego.
          Firma rekrutacyjna nazywa się Hubert Moses & Partners, ponoć jakaś odnoga GO-UP.
          A panienka wabi się Ewa Turska. Jest u mnie na czarnej liście.

          Za tydzień mam rozmowe z nastepną. Mam nadzieje potraktują mnie jak człowieka.
          Że ja taki optymista...
          • Gość: Blue Re: IP: 213.241.11.* 18.03.02, 14:06
            Niejaki p.Żebrowski z firmy Arcus na spotkaniu powiedział "Mamy zasadę, że
            dzwonimy do WSZYSTKICH kandydatów, nawet odrzuconych."
            Od spotkania minęło półtora miesiąca...
            • Gość: a4e Re: IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 20:53
              A probowales im na skrzynke wyslac dystrybucje Linuxa? Albo o 17 jak wychodza
              z pracy zapuscic crona z wysylaniem co 1 minute listu o tresci "Prosze
              zadzwonic do wszystkich nawet tych odrzuconych". Rano jak przyjdzie do pracy
              powinien miec ponad 1000 maili to sie zdziwi, na druga nocke to samo z innego
              IP na wszelki wypadek. A moze nawet jakis trojan by sie przydal :)
            • Gość: agulha Bayer IP: *.astercity.net / 10.131.128.* 19.03.02, 00:49
              Bayer też tak pieprzył, i też mnie olał. Pracę i tak znalazłam i nie jest źle,
              ale ja im to pamiętam...
            • martijn Re: 19.03.02, 21:55
              Już pisałem.
              Jak tylko wcisną kandydata (jednego) klientowi, reszta może pójść do lasu
              rąbać. No bo po co się fatygować. Przecie i tak ci zasrani kandydaci wróca do
              nas. Przecie nie maja roboty, to i brzytwy się złapia.
              Myślę, że u większości "doradców" przewijają się takie myśli.
            • Gość: Kuba_Wr Druga strona medalu IP: *.gazeta.pl 20.03.02, 14:04

              Gość portalu: Blue napisał(a):

              > Niejaki p.Żebrowski z firmy Arcus na spotkaniu powiedział "Mamy zasadę, że
              > dzwonimy do WSZYSTKICH kandydatów, nawet odrzuconych."
              > Od spotkania minęło półtora miesiąca...

              Może niektórych z was to zdziwi, ale trafiłem na jednš osobę od HR, która zrobiła na mnie oszałamiajšco pozytywne wrażenie. Nazywa się Anna Tabak (przepraszam, je�li przekręciłem nazwisko). Pracuje w krakowskiej firmie ComArch.
              Swego czasu poszukiwali programistów. Wysłałem zatem aplikację. Następnego dnia otrzymałem maila, że moja oferta nie spełnia ich wymagan, ale je�li chcę, mogę przyjechać na test. Odpisałem, że bardzo chętnie i po 5 MINUTACH otrzymałem odpowied� potwierdzajšcš moje zgłoszenie do testu. Niestety, roboty tej nie dostałem, ale wiem, że była to moja wina (lunšłem test). Nie zmienia to jednak faktu, że mam póki co o tej firmie dobre wrażenie. Jak widać, jak się chce, to można.

              Jakub
      • Gość: Roman Re: IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.03.02, 23:44
        Jestem pracodawca. Jesli moja firma daje ogloszenie to bardzo czesto
        zamieszczona zostaje klauzula "Zastrzegamy sobie prawo odpowiadania na wybrane
        oferty" Dlaczego??? Poniewaz zawsze wiekszosc potencjalnych pracownikow nie
        raczy nawet zapoznac sie z wymaganiami co powoduje, ze 95% nadsylanych
        aplikacji w ogole nie spelnia "warunkow brzegowych" i z przykroscia musze to
        stwierdzic nadaje sie do kosza. A czasami na jedno zgloszenie przychodzi po 200-
        300 aplikacji.

        Po drugie. Od czego jest telefon? Trzeba zadzwonic po przeslaniu dokumentow,
        zapytac sie czy doszly, pogadac. Wykaz sie aktywnoscia a nie licz, ze ktos
        bedzie za Toba biegal.
        • Gość: agulha na pewno? IP: *.astercity.net / 10.131.128.* 20.03.02, 00:03
          Na pewno chcesz być nękany telefonami? Proszę pana, proszę pana, a czy
          doooszły? Ale na pewno? Ale może niech pan sprawdzi? A kiedy mi państwo
          odpowiecie?
          Ja bym się wściekła.
          Tak, to prawda, że są osoby, które wysyłają swoje papiery zupełnie na oślep,
          widzę to w obecnej firmie. Ale np. do Bayera ja spełniałam wszystkie wymogi
          wyjściowe, a chodziło o stanowisko znacznie mniej popularne (chodzi mi o
          pogłowie osób, które wiedzą, o co chodzi), niż np. sekretarka czy goniec.
          Większość ludzi, nawet wykształconych, nigdy nawet nie słyszała nazwy tego
          stanowiska - clinical research associate, czyli monitor badań klinicznych. A ja
          miałam 3-letnie doświadczenie w pracy na zlecenie dla dużej firmy amerykańskiej
          i kilkuletnie doświadczenie "z drugiej strony lady" w prowadzeniu takich badań,
          zdany Certificate in Advanced English, znajomość angielskiego popartą jeszcze
          ośmioletnim doświadczeniem w tłumaczeniu tekstów naukowo-technicznych, poza tym
          znajomość jeszcze 2 języków obcych (co akurat nie jest potrzebne) PLUS
          podstawową znajomośc języka Firmy (niemieckiego), jak widać - obsługuję
          komputer, mam prawo jazdy...
          Mogli mnie nie chcieć, bo mam za trudne do wymówienia imię, albo nieładny
          podpis, albo mieszkam na niewłaściwej ulicy - ich prawo, to firma prywatna -
          ale mogli chociaż napisać mail, albo włożyć standardowy druczek do koperty,
          albo nagrać się na automatyczną sekretarkę! Tym bardziej, że jak dzwoniłam, to
          oni sami powiedzieli, że zawiadamiają WSZYSTKICH.
          Ergo: niepoważna firma.
          • Gość: Rybka Re: na pewno?... IP: *.astercity.net / 10.131.129.* 20.03.02, 01:42
            Gość portalu: agulha napisał(a):

            > Na pewno chcesz być nękany telefonami? Proszę pana, proszę pana, a czy
            > doooszły? Ale na pewno? Ale może niech pan sprawdzi? A kiedy mi państwo
            > odpowiecie?
            > Ja bym się wściekła.
            > Tak, to prawda, że są osoby, które wysyłają swoje papiery zupełnie na oślep,
            > widzę to w obecnej firmie. Ale np. do Bayera ja spełniałam wszystkie wymogi
            > wyjściowe, a chodziło o stanowisko znacznie mniej popularne (chodzi mi o
            > pogłowie osób, które wiedzą, o co chodzi), niż np. sekretarka czy goniec.
            > Większość ludzi, nawet wykształconych, nigdy nawet nie słyszała nazwy tego
            > stanowiska - clinical research associate, czyli monitor badań klinicznych. A ja
            >
            > miałam 3-letnie doświadczenie w pracy na zlecenie dla dużej firmy amerykańskiej
            >
            > i kilkuletnie doświadczenie "z drugiej strony lady" w prowadzeniu takich badań,
            >
            > zdany Certificate in Advanced English, znajomość angielskiego popartą jeszcze
            > ośmioletnim doświadczeniem w tłumaczeniu tekstów naukowo-technicznych, poza tym
            >
            > znajomość jeszcze 2 języków obcych (co akurat nie jest potrzebne) PLUS
            > podstawową znajomośc języka Firmy (niemieckiego), jak widać - obsługuję
            > komputer, mam prawo jazdy...
            > Mogli mnie nie chcieć, bo mam za trudne do wymówienia imię, albo nieładny
            > podpis, albo mieszkam na niewłaściwej ulicy - ich prawo, to firma prywatna -
            > ale mogli chociaż napisać mail, albo włożyć standardowy druczek do koperty,
            > albo nagrać się na automatyczną sekretarkę! Tym bardziej, że jak dzwoniłam, to
            > oni sami powiedzieli, że zawiadamiają WSZYSTKICH.
            > Ergo: niepoważna firma.


            Hey... czasami jest tak, że firma ogólnie jest poważna, tylko w 99% jej polski
            oddział jest niepoważny. To przypadki Bayera, ale też Citroena, Volkswagena,
            Ericsson czy Citibanku... (ok.. i wielu wielu innych poważnych) Jak to się mówi:
            bo to Polska właśnie.

            Swoją drogą to dziwne. Jeśli pracownik marketingu albo finansów się opierdala, to
            sam może dostać opieprz. A co zrobić, kiedy kadrowiec się opierdala? Przeciez w
            sumie praca z aplikacjami i kandydatami to jest właśnie jego zajęcie, za które
            bierze pieniądze. Jeśli nie pracuje w tej działce, to co jeszcze robią kadrowcy w
            firmach (dobrze, ja wiem, że czasme załatwiają papierki urlopowe albo zwolnienia,
            albo coś tam sobie planują). Widziałem dość często co robią, jakieś pogawędki,
            załatwianie spraw w czasie pracy, a potem biedaczek przychodził do nas i się
            uzalał, ile to on ma ofert do przeczytania i jakie to są głupoty.


            Aha, kadrowiec ustalił kiedyś na spotkaniu w moim dawnym miejscu pracy, że będą
            oceny roczne i plany na dalszy rok (cele do osiągnięcia i takie tam pierdy).
            Minął rok i nic, minął dodatkowy kwartał i nic. Minął jeszcze dodatkowy miesiąc i
            zwołano spotkanie, na którym poinformowano nas, że firma się zwija a nam
            powiedziano do widzenia (znaczy wypowiedzenia).
            Zwolniono ludzi strategicznie - ostatniego dnia miesiąca, nic im wcześniej nie
            powiedziano.
            W sumie jakoś to przeżyliśmy, ale np. koleżanka (pracująca w firmie od prawie 5
            lat) wzięła tydzień wcześniej 50 000 zł kredytu z banku, brała 1 tydzień
            wcześniej potwierdzenie zarobków z pracy, otrzymała na tym potwierdzeniu podpis
            członka zarządu, którym był dyrektor personalny, który o planach wiedział. I
            nic... Została na lodzie z kredytem, dzieckiem (samotna matka) w wynajętym
            mieszkaniu. A mógł choćby powiedzieć tej koleżance, żeby poczekała jeszcze
            tydzień z braniem kredytu.

            Właściwie nie wiem co sądzić o inteligencji ludzi z działów HR.
            • Gość: Zuzka Re: na pewno?... IP: *.chello.pl 20.03.02, 10:06
              Kurcze, Rybko, jak tak opisujesz tą firmę, to mam wrażenie, jakbyś mówiła o
              firmie, w której miałam wątpliwą przyjemność pracować...
              • Gość: Rybka Re: na pewno?... IP: *.astercity.net / 10.131.129.* 21.03.02, 03:32
                Gość portalu: Zuzka napisał(a):

                > Kurcze, Rybko, jak tak opisujesz tą firmę, to mam wrażenie, jakbyś mówiła o
                > firmie, w której miałam wątpliwą przyjemność pracować...


                Czyżbyś pracowała kiedyś w turystyce????????

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka