Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Ukrywam swe zarobki

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.13, 15:36
    Ukrywam swe zarobki. Nie, nie przed Urzędem Skarbowym. Przed rodziną, znajomymi, przygodnymi słuchaczami czy dyskutantami na internecie. Gdy podawałem prawdziwe, spotykałem się z dziwnymi, często bardzo przykrymi reakcjami. Pracuje na własny rachunek, w jednoosobowej firemce. Otóż gdy podawałem prawdziwe zarobki, nazywano mnie kłamcą, agresja wybuchała czasem z nieprawdopodobną siłą. O ile rodzina czy znajomi uśmiechali się zażenowani i zmieniali temat, o tyle w internecie (także tu, na tym forum!) napotykałem natychmiast na stek wyzwisk, niesamowitych wulgarności, na skrajną wrogość. Najczęściej zarzucano kłamstwo, bo "nikt w Polsce nie zarabia więcej niż 2500, a już w tym co robisz na pewno mniej niż 2500". Zorientowałem się, że aby żyć "w zgodzie ze społecznym konsensusem co do 'właściwych' zarobków" powinienem zarabiać jakieś 4-5 razy mniej niż w rzeczywistości.
    Więc teraz kłamię ku zadowoleniu społeczeństwa. Zastanawiam się tylko, jaki procent ludzi tak robi. O ile mi wiadomo, osoby więcej zarabiające w ogóle nie wdają się w dyskusje na temat zarobków, zwłaszcza na forach - są zazwyczaj po prostu ponad to. Wykształciła się więc sytuacja, w której ci gorzej zarabiający "uzyskują" potwierdzenie, ze nikt nie jest w stanie zarabiać dobrze. Takie samonapędzające się dążenie do zakłamanego życia - a jednocześnie wyraźnie pojawiające się rozwarstwienie - mentalne raczej niż finansowe. Odkryłem ostatnimi czasy, ze takich "kłamiących" jest już dziś mnóstwo, choć nadal nie wiem ile. Jednego jestem pewien - na własne życzenia fałszujemy dziś obraz społeczeństwa i jego losów. Czy ci z "niższych warstw" opanowali społeczne wyobrażenia? Czy ta bańka ułudy nie pęknie kiedyś?
    Obserwuj wątek
      • Gość: Janusz Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.13, 15:58
        I jeszcze wyjaśnionko, bo już wiem, jakie zarzuty (kłamstwa, oczywiście) się pojawią. Jestem singlem, rodzice nie żyją, z bliższej rodziny mam brata, bratową, byłą bratową i bratanka. Sam w pojedynkę prowadzę gospodarstwo domowe.
        • heartz Re: Ukrywam swe zarobki 29.08.13, 16:36
          O moich zarobkach wiedzą tylko rodzice i narzeczona :) Poza tym, omijam temat. Po co mi to.. dla jednych to dużo, dla innych mało. Jedni będą zazdrościć, drudzy podśmiechiwać, a trzeci wyśle zgłoszenie do US :)
      • Gość: zenek Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.sieciuch.com 30.08.13, 09:23
        Nie rozumiem po co sie chwalisz swoimi zarobkami w internecie, jakby kogoś to obchodziło. Kolejny fantasta sie znalazł
        • Gość: abc Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.adsl.inetia.pl 30.08.13, 12:43
          > Nie rozumiem po co sie chwalisz swoimi zarobkami w internecie, jakby kogoś to o
          > bchodziło. Kolejny fantasta sie znalazł

          No, dowartościował się koleś i pewnie mu ulżyło ;))
        • kamil-t Re: Ukrywam swe zarobki 31.08.13, 16:09
          Przeczytaj jeszcze raz jego post, powoli, ze zrozumieniem.
      • nick_do_komentarzy Re: Ukrywam swe zarobki 30.08.13, 13:36
        I ja to doskonale rozumiem. Nasze społeczeństwo to w dużej cześci frustraci i nieudacznicy, wspólny język można znaleźć jedynie przez narzekanie i historię porażek.

        Dalej, nie rozumiem tej polskiej mody na ciągłe pytanie 'ile zarabiasz?'. Przecież gentlemeni nie rozamwiają o pieniądzach, no ale to tyczy się gentlemanów, a nie potomków chłopstwa. Nikt nie zapyta czy pracę lubisz, jakie masz z nią oczekiwania, itp. Najważniejsze 'a ile?'.

        Dalej, faktem jest, że w Polsce mediana płac to właśnie te 2,5 tys. zł i poza dużymi miastami większość ludzi zarabia mniej.
        • kamil-t Re: Ukrywam swe zarobki 31.08.13, 16:07
          Faktem jest ze mediana wynosi tyle a tyle. Faktem też jest, ze jest to mediana, więc z definicji połowa ludzi zarabia więcej. I wreszcie faktem jest, że nawet wśród tych lepiej zarabiających są zróżnicowane dochody.
          Więc reakcje typu "nie możesz tyle zarabiać" można traktować nie jako reakcje racjonalne, tylko próbę jakiejś samoobrony - z pod spodu wyziera niska samoocena. Podobnie zresztą jak reakcje tych dwóch forumowiczów powyżej "po co się chwalisz?". Jakby napisał że zarabia 1300, na pewno nie napisaliby "po co o tym piszesz?" tylko rozwinęliby długą litanię biadoleń.
          Tymczasem coraz więcej ludzi zarabia w Polsce coraz więcej. Mediana "etatowców" przekroczyła 3000 brutto, mediana dla ludzi robiących "na swoim" 5500, a mediana "wolnych strzelców" 8000. Inna rzecz, że ta dla "wolnych strzelców" jest zawyżona przez to, ze drobni freelancerzy nie przyznają sie do tej grupy w badaniach. Z kolei jednak mediana pracujących "na swoim" jest zaniżona przez tych, którzy "na swoim" są tylko formalnie, w rzeczywistości kazano im założyć działalność...
          Tak czy siak, wzrastające zarobki powodują coraz większe ciśnienie psychiczne na tych, którzy się "nie załapali" i stad reakcje które obserwujemy - coraz bardziej nerwowe.
          I jeszcze co do rozmów o pieniądzach. Jesteśmy społeczeństwem na dorobku, u nas wysokość zarobków jest wyznacznikiem sukcesu życiowego chyba bardziej niż w zachodnim społeczeństwie. Jednak da się zauważyć, ze chwalenie się pieniędzmi obserwuje się tak do sumy powiedzmy 4-5 tys. na rękę, powyżej obserwuje się udawanie i ukrywanie. Obserwuje to i w swym środowisku i w dalszej rodzinie, znam bowiem osoby które zarabiają - sądząc po stylu życia - naprawdę dużo. Wiec mogę potwierdzić to "udawanie" o którym mowa w pierwszym poście.
          • Gość: JanKran Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.opole.hypnet.pl 31.08.13, 20:20
            > Tymczasem coraz więcej ludzi zarabia w Polsce coraz więcej. Mediana "etatowców"
            > przekroczyła 3000 brutto, mediana dla ludzi robiących "na swoim" 5500, a media
            > na "wolnych strzelców" 8000

            źródło, źródło
          • no_easy_way_out Re: Ukrywam swe zarobki 01.09.13, 00:21
            Jednak da się zauważyć, ze chwalenie się pieniędzmi obs
            > erwuje się tak do sumy powiedzmy 4-5 tys. na rękę

            Przesadne chwalenie sie pieniedzmi (nie mylic z opisem ciernistej drogi do osiagniecia tegoz), samo w sobie swiadczy o tym, ze mowa o spoleczenstwie na dorobku.
            Jak mieszkam w UK (9 lat), tak do tej pory nie spotkalem sie z ZADNA osoba tu urodzona, ktora chwalilaby sie osiaganymi przez siebie pieniedzmi. Jeden wyjatek -Szkot, ktory lubi mowic na czym ile mozna zarobic. Ale tez nie mowi wiele o swojej sytuacji, tylko o konretnym biznesie, profesji.
            Wrecz przeciwnie, tutaj - w spoleczesntwie, no NIE na dorobku, jest to temat tabu (czasem wrecz az do bolu) i wywoluje nieraz male wrecz zaklopotanie, bagatelizowanie, podkreslanie innych wartosci.
            Nie ze pieniadze sie nie licza - licza sie, ale ZUPELNIE nie ma chwalenia sie.

            Osiagnieta pozycja spoleczna to inna sprawa.
      • no_easy_way_out Re: Ukrywam swe zarobki 31.08.13, 22:33
        Pi razy oko OK 2% ludzi pracujacych dla kogos / na umowy -oficjalnie, rozliczajac sie z fiskusem w ramach PIT- zarabia wiecej niz ok. 7,200 brutto (dane z 2011, wiec wielkich zmian nie bylo).

        Pisze tak mniej wiecej, zeby sie ktos nie czepial, ze np. 1,89747% a nie 2, albo ze nie 7,200 tylko 7,277,87 i jeszcze zlamany gr.

        zrodlo, np:
        www.naszswiat.net/wiadomoci/polska/4986-w-polsce-przybywa-milionerow.html
        2%. To malo i duzo.
        2% to co 50-ta osoba. Powtarzam dla zbednie dokladnickich - nawet jesli z 2% zrobi sie 3 czy 3,5%, albo 1% - nadal mowa o zdecydowanej mniejszosci i to jest niezaprzeczalny fakt.
        Z drugiej strony, paradoksalnie to zadne wow i wyjatek pokazywany palcami. Wystarczy kopnac sie do jakiegos troche wiekszego miasta, przejsc sie przez godzine po centrum, przejechac sie do supermarketu w weekend na doslownie godzinne zakupy, i podczas tej malej wycieczki miniemy nie kilkaset, ale kilka tysiecy osob. A zatem wlasnie w krotkim czasie minelismy kilkadziesiat osob, ktore rozliczaja sie wg. najwyzszej stawki PIT, a zatem zarabiaja grubo powyzej 7,000 zlotych, nieraz 10,000 i wiecej.
        Nie mowiac juz o wlascicielach, wspolwlascicielach firm, ludziach zyjacych z majatku itp.

        Czyli ze spotkanie na swojej drodze tlumow ludzi bedacych tymi 2%, to chleb powszedni, a nie zadna anomalia i szybciej taka osoba wywola ziewniecie, niz odwrocenie glowy, ze wzgledu na nagminnosc.

        Wiec jasne, ze nikt przy zmyslach nie powie, ze nikt nie zarabia wiecej niz ilestam (nie mowiac juz o 2,500) a z drugiej strony kazdy stapajacy po polskiej ziemii czlowiek wie, ze zarabiajacy duze pieniadze, niech bedzie ze powyzej tych 7,000-7,500 to zdecydowania mniejszosc.
        I tyle w temacie.
        • Gość: tr Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.13, 23:42
          Sam zaznaczasz "pracujących na etacie". Ludzie zarabiający ponad 7000 brutto to jednak w większości osoby zarabiające np. na kontrakcie managerskim, kontrakcie w szpitalu, wolni strzelcy, osoby prowadzące działalność gospodarczą, pracujący na umowie o dzieło itd. I w tej grupie najwyżej zarabiających jest ich więcej niż etatowców. Znacznie zwiększa to ilość "zamożnych" - zwiększa powyżej owe 2%! Dla przykładu - w szpitalu, w którym znam rozkład płac zaledwie kilka osób "na etacie" zarabia 7000 lub więcej. Jednocześnie aż kilkadziesiąt osób zarabia powyżej 10 000 brutto, jeśli zsumujemy wszystkie dochody... (najwyższe wynoszą około 40 000 brutto - zazwyczaj).
          Moim zdaniem miarodajne są tu szacunki bankowców, którzy oceniają, ze zamożniejszych klientów jest w Polsce około 2-2,5 milionów i na ta liczbę "kroją" swe oferty i o nich walczą. Nie tak mało.
          Zauważę, że założyciel tego wątku pisze wyraźnie, ze pracuje i zarabia w jednoosobowej firemce, nie na etacie.
          • no_easy_way_out Re: Ukrywam swe zarobki 01.09.13, 00:13
            > Sam zaznaczasz "pracujących na etacie". Ludzie zarabiający ponad 7000 brutto to
            > jednak w większości osoby zarabiające np. na kontrakcie managerskim, kontrakc
            > ie w szpitalu, wolni strzelcy, osoby prowadzące działalność gospodarczą, pracuj
            > ący na umowie o dzieło itd. I w tej grupie najwyżej zarabiających jest ich więc
            > ej niż etatowców. Znacznie zwiększa to ilość "zamożnych" - zwiększa powyżej owe
            > 2%!

            Wcale nie znacznie. Grupa osob "na kontrakcie managerskim, kontrakc
            > ie w szpitalu, wolni strzelcy, osoby prowadzące działalność gospodarczą"

            to mala grupa osob w porownaniu do etatowcow + stazystow + umowo-zleceniobiorcow.

            Poza tym tak jak mowilem, jesli nawet to nie 2% tylko 3% -a niech bedzie i 4% (wlasnie hipotetycznie podwoilem ich liczbe!) - to wciaz mowa o zdecydowanej mniejszosci.

            I wracamy do punktu wyjscia - oczywiscie, ze tacy istnieja, ale jest to mniejszosc. Tak samo jak nikt nie neguje, ze istnieja posiadacze Fiatow 126p, 125p, Zastaw Wolg i Wartburgow, ale jest to wyrazna mniejszosc, i tyle.

            Ani nie udowadniam, ze to dobrze, ani ze zle, ot fakt.
            • Gość: tr Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.13, 02:36
              Nie, chyba mnie nie zrozumiałeś. Ludzie "na swoim", na kontrakcie menagerskim itd. są niemałą grupą nie tyle na tle wszystkich pracujących na etacie, ile na tle tych 2%, pracujących na etacie i osiągających ponad 7000. Jeśli mam być szczery, znam kilka osób naprawdę dobrze zarabiających, żadna z nich - prócz jednej, branża IT - nie pracuje na etacie. Zatem te 2% etatowców to mała tylko część osób dobrze sytuowanych.
              Niezależnie od tego - wróćmy do tego o czym pisał założyciel wątku. On nie mówił, ze osoby dobrze zarabiające stanowią dużą część czy nawet większość społeczeństwa, lecz że ukrywają swe dochody, co fałszuje obraz sytuacji. A jeśli dobrze zarabiających jest ok. 2 mln, jak twierdzą banki, to jest to ilość mniej-więcej tego samego rzędu, co bezrobotnych. Fałszowaniem rzeczywistości jest więc uwypuklanie istnienia jednych z równoczesnym pomijaniem drugich.
              • no_easy_way_out Re: Ukrywam swe zarobki 01.09.13, 09:45
                1. Tak, niejednokrotnie wolni strzelcy - specjalisci, robiacy to samo dla danej firmy dostaja duzo wiecej niz jesli sa zatrudnieni na etat. W firmie, w ktorej pracuje jest to konkretnie 2-2,5-krotnosc. Wiem, bo mam wglad. Oczywsice nize wzgledu na moja profesje mam wglad. Nie jest to az takie rozowe oczywiscie, bo nie ma czegos takiego jak platne wakacje, platne chorobowe, nie mowiac o macierzynskich itp, ale fakt faktem roznica w przychodzie jest duza.

                2. Z tymi 2 milionami klientow zamoznych nie bede sie wdawal w szczegoly szacunkow - chocby dlatego ze ich nie znam- ale nie zapominajmy, ilu Polakow pracuje za granica. Oni czesto trzymaja czesc, a nierzadko wszystkie oszczednosci w polskich bankach. Nie wszyscy, ale to duza grupa. Za granica zwykle sa zwyklymi uczciwymi pracownikami na przcietnych stanowiskach, ale ze wzgledu na stan konta w Polsce, i duze (choc chaotyczne i niemiesieczne) jego zasilanie, to moze byc spora grupa na celowniku bankierow, wpadajaca w grupe premium, "zamozni", czy jak to zwal.
                Oczywiscie ich zarobki i oszczednosci sa jak najbardziej prawdziwe, lecz w sposob oczywisty spedzaja malo czasu w ciagu roku na polskich ulicach, stad nie sa widoczni.

                3. Co do glownego watku, rozroznilbym ukrywanie dochodow w sensie klamanie, a nie obnoszenie sie z nimi.
                Jesli ktos zapytany:
                - Ile zarabiasz?
                odpowie
                - 3,000. - pomimo, ze zarabia 3 rayz tyle, to jest to nieprawda, i szczerze mowiac jest to dla mnie nieznane zjawisko, ale ja tez z takim pytaniem spotykam sie bardzo rzadko wiec o tym nie rozmyslam nigdy bo nie ma o czym.

                Natomiast jesli ktos sie z swoim majatkiem/zarobkami nie obnosi, ale na zapytania odpowie zgodnie z prawda, to cos co nie jest mi obce.

                Kilkoro managerow, ktorych znam, dojezdza do pracy rowerem. Inny - ewenement przyznam - srednio co 3 dzien ma na sobie w kolko te sama koszule- ulubiona to malo powiedziane.
                Ja sam nie nosze drogiego uchodzacego za markowy zegarka, komorke mam bardzo zwykla (nie jest to nawet smartphone), do ciuchow sie przywiazuje, i wywalam nie gdy mi sie znudzi ale gdy juz naprawde jest do niczego. Buty dwa razy zlepialem (wygladaly po tym przyzwoicie, lecz widac ze troche znoszone) zanim je wywalilem na smietnik. Samochodem jezdze 18-letnim i o ile zauwazylem tylko to ostatnie wywoluje zdziwienie, zaskoczenie i dziwne komentarze, pytania.
                Jest takie oczekiwanie spoleczne, ze skoro moge miec samochod o niebo drozszy, to przeciez powinienem go miec.
                A ja go po prostu drozszego nie potrzebuje, gdybym to zrobil, byloby to zrobione jedynei w celu obnoszenia sie tym, ze mnie stac, co interesuje mnie w stopniu zadnym.

                W przypadku auta naprawde widac czasami te oczekiwanie/ocene otoczenia, nikt nie pyta o to czemu wlasciwie jezdze 18-letnim autem. To szerszy temat, ale dyskusja zachaczyla by o przywiazanie do rzeczy, nostalgie, romantycznie jednostkowa walke z Planned Obsolescence,
                rachunek ekonomiczny niezgodny z tym powszechnie uznawanym za oczywisty, moja wizje ekologii, i wiele innych.
                Zamiast tego uslyszalem np ostatnio - od kogos kto w swoim 4-letnim Jeepie musial w ostatnich 3 miesiacach dokonac napraw za blisko £2000 - przy zwyklej okazji wymiany opon na nowe (!!) - "nie sadzisz, ze juz czas zmienic samochod na nowszy?". Czasami "nowszy" slysze zamiennie z "lepszy" - tak jakby jedno oznaczalo drugie - a to juz wywola dyskusje bo to przeciez nieprawda.

                Ale nie rozwijam, bo odchodze o tematu.

                Nie obnoszenie sie, nie podkreslanie swojego stanu konta to co innego niz ukrywanie.
                Pierwsze ogolnie popieram - o ile nie posuniete do granic absurdu - drugie -nie mam wlasciwie zdania, z sugestia nieulegania presji otoczenia.
          • agulha Re: Ukrywam swe zarobki 01.09.13, 01:02
            Nie jest przesadną rzadkością zarabianie ponad 7 tys. zł brutto przez osoby zatrudnione na etatach, ale na stanowiskach innych niż managerskie. Specjaliści w korporacjach często tyle zarabiają.
            • no_easy_way_out Kto klamie? 01.09.13, 10:09
              > Nie jest przesadną rzadkością zarabianie ponad 7 tys. zł brutto przez osoby zat
              > rudnione na etatach, ale na stanowiskach innych niż managerskie. Specjaliści w
              > korporacjach często tyle zarabiają.
              No wlasnie pisalem o tym, ze wg. danych z oficjalnych rozliczen, 2% tyle zarabia.

              Ktos moze pracowac w jednym dziale - dajmy na to wsrod parunastu inzynierow nad nowatorskim bardzo zaawansowanym technologicznie projektem. Maja tez do czynienia z paroma wspomagajacymi ich prace informatykami, ksiegowym, paroma manadzerami. Musza zdawac co jakis czas relacje z postepow projektu z swoimi kolegami z centrali, z project managerem. Z ich puntu widzenia, gdzie sie nie spojrza, niemal wszyscy wokol zarabiaja powyzej te 7,000zl.

              Ktos inny moze pracowac w bibliotece w archiwum, po pracy ida na autobus na przystanek a tam wciaz te same twarze-sprzedawczyni z Zabki, pracownicy pobliskiego urzedu, magazynierzy z poblskiej hurtowni. I w jego otoczeniu nie ma nikogo kto by tyle zarabial.

              Czy ktos klamie? Nie! jeden twierdzi, ze mnostwo osob, ktore zarabiaja duzo.
              Ci drudzy uwazaja, ze nie znaja nikogo takiego.

              I jedni i drudzy maja racje.
              A prawda obiektywna jest taka, ze 2% wpada w prog oznaczajacy, ze przychody miesieczne wynosza powyzej 7,200 brutto. Jedno z drugim sie nie kloci, wrecz sprawe tlumaczy!
              Kropka.
              • Gość: JanKran Re: Kto klamie? IP: *.opole.hypnet.pl 01.09.13, 13:49
                7 k brutto to jest tylko trochę więcej, niż "na rękę" niż wynosi niemiecki zasiłek dla bezrobotnych.
                czyli że korpo więcej płacą sprzątaczkom u siebie, niż specjalistom w polszy.

                w dodatku "aż" 2% tyle zarabia

                można sobie wyobrazić większą nędzę w kraju - ponoć - europejskim? nie można. ćwierć wieku temu kiedy obalaliście komunę NIKT nie wyobrażało sobie nawet, że może dojść do takiej katastrofy.
                • agulha Re: Kto klamie? 01.09.13, 21:38
                  Ja napisałam tylko "ponad 7 tys. brutto". Nie pisałam, ile konkretnie (ile ponad). Mimo wszystko nie sądzę, żeby panie sprzątaczki w korporacjach na Zachodzie (o ile w ogóle są zatrudniane bezpośrednio, a nie jako usługa zewnętrzna) zarabiały tyle samo, co specjalista w Polsce. Jeżeli nawet, to z Bogiem, wydają też więcej.
                  • truten.zenobi Re: Kto klamie? 02.09.13, 08:05
                    Mimo wszystko nie sądzę, żeby panie sprzątaczki w korporacjach na Zachodzie
                    > (o ile w ogóle są zatrudniane bezpośrednio, a nie jako usługa zewnętrzna) zara
                    > biały tyle samo, co specjalista w Polsce. Jeżeli nawet, to z Bogiem, wydają też
                    > więcej.

                    7 to niecałe 5 na rękę czyli trochę mniej niż 1,2 eu - w Niemczech taka płaca to nic szczególnego ... tyle to gastarbeiterzy zarabiają...

                    wydają więcej? mogła byś się zdziwić!
                    OK ja wiem to co w polsce kosztuje 1zł tam kosztuje 1 eu... z tym że bardzo często to co w polsce kosztuje 8 zł tam kosztuje 1 eu...
                    (ot wejście na basen - zniżkowy dla dziecka - 8-20 zł tam 1,2-3 eu)
                    poza tym dodajmy że w niemczech np. marketowe pomidory są dojrzałe i zdrowe w polsce albo połowa zaczęła gnić i musisz wybierać albo dopiero zaczynają dojrzewać...
                    itd. itd.
                    pomieszkaj tam trochę to się przekonasz że wcale nie musi być tak drogo.
                    (z tym ze oczywiście możesz wybrać jakieś ekskluzywne sklepy i płacić 100x tyle co u nas na "bazarku")
                    • Gość: Kate Re: Kto klamie? IP: *.ip.netia.com.pl 02.09.13, 09:05
                      > 7 to niecałe 5 na rękę czyli trochę mniej niż 1,2 eu - w Niemczech taka płaca t
                      > o nic szczególnego ... tyle to gastarbeiterzy zarabiają...

                      Ale dlaczego przyrównujesz polskie netto to niemieckiego brutto?

                      Niezależnie wiadomo, że mniej zarabiamy od Niemców, Francuzów, Anglików, czy Amerykanów... No cóż. Nie jesteśmy bogatym krajem, a chcemy sie przyrównywac do bogatych. Przyrównujmy się do Czechów, Słowaków, Węgrów, Litwinów....
                      • Gość: JanKran Re: Kto klamie? IP: *.opole.hypnet.pl 02.09.13, 09:42
                        no właśnie o to idzie, że jesteśmy biednym krajem i nasze korpo-lemingi też są biedne. w polsce nie ma dobrze sytuowani są tylko prezesi, politycy, gwiazdki show biznesu i nieliczni przedsiębiorcy. 99% tego społeczeństwa to biedota. tylko spróbuj powiedzieć takiemu korpo-lemingowi, że jego 5 k to tyle co brytyjska płaca minimalna a zaraz uruchomi mechanizm zaprzeczania. korpo wykorzystują polskich specjalistów do granic absurdu. taki polak to dla managera z centrali COŚ poniżej ich portiera. COS co tyra niemal za darmo, służy do wykorzystania i wyrzucenia. najtańszy śmieć. tymczasem taki leming nie porównuje się do specjalisty z centrali, tylko do bezrobotnego Zenka i wychodzi mu że jest królem świata. żałosne.
                        • agulha Re: Kto klamie? 02.09.13, 16:47
                          Byś się zdziwił a propos niektórych korpolemingów. Są takie branże, gdzie płace są na tyle mało zróżnicowane w wartościach bezwzględnych pomiędzy krajami, że:
                          - w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech stanowisko specjalistyczne X najwyraźniej nie jest żadnym miodem, bo pracują na tych stanowiskach ludzie z miernym wykształceniem i wiedzą, jest wieczny brak ludzi (->chętnych); robota chyba taka sobie;
                          - w Polsce pchają się drzwiami i oknami, bo zarabia się kilka średnich krajowych;
                          - w Rosji ludzie o idealnym wykształceniu pchają się do tego zawodu, a nawet na stanowiska niższe, firma przebiera do woli;
                          - w Indiach każdy specjalista na stanowisku X ma własną służącą w domu - sprzątającą codziennie - a kierownik byłby ostatnią świnią, gdyby nie pozwolił zarobić osobistemu kierowcy i osobistej gosposi.
                          Wszystko relacje z pierwszej ręki.
                          • Gość: JanKran Re: Kto klamie? IP: *.opole.hypnet.pl 03.09.13, 14:27
                            ależ moja droga, nie ty jedna znasz z pierwszej ręki :D wynagrodzenia w bigpgarmie, ich zróżnicowanie i obłożenie robotą w zależności od podaży i popytu na pracę na lokalnym rynku.
                        • nick_do_komentarzy Re: Kto klamie? 03.09.13, 13:50
                          Jakim trzeba być ignorantem, żeby porównywać płace nominalne zamiast siły nabywczej lokalnej waluty?

                          5 tys. zł netto to jakieś 7 tys. zł brutto, a więc blisko 90% więcej niż średnia pensja brutto z Polsce (ok. 3,7 tys. zł monthly). W UK średnia pensja to 30 tys. Ł rocznie brutto, a 90% więcej to jakieś 57 tys. Ł brutto, a to już jest bardzo duża pensja.

                          Sam pracowałem dla Brytyjczyków w Polsce i moja podstawa miesięczna to było z 8,5 tys. zł brutto, w branżach zarabiających jak IT takie stawki to przeciętność, więc twoja teza o tym, że Polacy to tania siła robocza jest bzdurą. Dalej, okazało się, że wcale Polacy nie 'zalali' niemieckiego rynku pracy, bo relatywne wynagrodzenia specjalistów tu i tam są zbliżone.

                          Z twoich postów wynika typowa 'polaczkowatość', przekonanie o tym, że tu jest bieda z nędzą, co ma uzasadnienie w gigantycznych kompleksach. Nie muszę zgadywać, żeby wiedzieć, że z korporacją nigdy nie miałeś nic wspólnego, bo zwyczajnie nic sensownego nie potrafisz. Stąd również wniosek o tym, że manager'a ' z centrali' nigdy nie poznałeś.
                          • Gość: JanKran Re: Kto klamie? IP: *.opole.hypnet.pl 03.09.13, 14:26
                            sam jesteś ignorantem, ignorancie.
                            żyjemy w europie. niemiec ze swoją emeryturą może mieszkać gdziekolwiek zechce, a polak? polak niech się cieszy, że ma tańsze mleko niż szkot.
                            • nick_do_komentarzy Re: Kto klamie? 03.09.13, 14:55
                              A jak porównasz sobie nasze warunki ekonomiczne do np. Dubaju to już w ogóle się rozpłaczesz.
                              • Gość: JanKran Re: Kto klamie? IP: *.opole.hypnet.pl 04.09.13, 08:55
                                nie wiem, jak ciebie ale mnie uczyli na geografii że polska leży w europie, nie w azji.
                                • Gość: milk Re: Kto klamie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.14, 19:59
                                  To proponuję Luksemburg. Albo Szwajcarię.
                                  Nic tylko płakać
                      • truten.zenobi Re: Kto klamie? 02.09.13, 21:23

                        > Ale dlaczego przyrównujesz polskie netto to niemieckiego brutto?

                        dlaczego tak przypuszczasz?
                        polskie brutto zamieniłem na netto bo w zasadzie wiem "tylko" tyle ile znajomi dostają na rękę (jaką kasą dysponują) - a jeśli chodzi o niemców i polaków tam pracujących to w zasadzie moja wiedza się ogranicza to zwykłych pracowników, góra średni szczebel..
                        i dlatego na początku sprowadziłem nasze brutto do netto...
                        i w zasadzie tylko takie porównania mają sens - dochód do dyspozycji

                        > Niezależnie wiadomo, że mniej zarabiamy od Niemców, Francuzów, Anglików, czy Am
                        > erykanów... No cóż. Nie jesteśmy bogatym krajem, a chcemy sie przyrównywac do b
                        > ogatych. Przyrównujmy się do Czechów, Słowaków, Węgrów, Litwinów....
                        i dalej wtopa...

                        najtańsze piwo w checzach w szklanej butelce(!) 8kc (i nawet daje się pić) a u nasz za ile kupisz? 2.99?
                        ;)
                  • Gość: Marek Re: Kto klamie? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.09.13, 01:46
                    Gdzie indziej możesz zarobić 5000 $ i więcej miesięcznie pracując 2 godziny dziennie, ze swojego domu, lub z dowolnego miejsca na świecie?Tylko TU. Dzięki Systemowi Wieloźródłowych dochodów
      • truten.zenobi czy to prowokacja? 01.09.13, 11:04
        pewnie tak właśnie jest że każdy chce zarabiać dużo ale nie ma ku temu społecznego przyzwolenia.
        poniekąd jest to efekt tego że niewiele jest sposobów legalnego/uczciwego zarabiania dużych pieniędzy czyli bardzo istnieje podejrzenie że duża fortuna wyrosła na krzywdzie innych.

        a z drugiej strony po prlu pozostało nam dziwne przywiązanie do urawniłowki, w najgorszym wariancie "by inni nie mieli lepiej".

        a z trzeciej po co się chwalić? by jakiś urząd zaczął u ciebie szukać pieniędzy?


        • Gość: Wito Nie wiem, ale tak właśnie jest. IP: 78.10.94.* 03.09.13, 21:07
          Nie wiem, ale prawda jest taka,że mam wielu znajomych, którzy zarabiają kase taką, która dla przeciętnego Polaka jest niewyobrażalna, a żeby było śmiesznie nie mają albo żadnego wykształcenia, albo mają, ale praca , którą wykonują jest co najmniej "śmieszna". Przykłady?Mój przyjaciel, który jest przedstawicielem handlowym, skończył zawodówkę gastronomiczną, jest więc z wykształcenia piekarzem...zarabia 8 do 10 tysięcy na rękę miesięcznie. Piękny dom, ogród, myśli o zakupie łodzi, żona nie pracuje tylko zajmuje się ich dzieckiem (z wyboru, nie żeby ja zmuszał, po prostu ich stać)...wiek 34 lata, wszystko bez znajomości. Jak chodzę do niego na imprezy z jego kumplami, to takich, jak on jest tam około 20, wszyscy w tym wieku, wszyscy bez żadnych studiów (jeden czy dwóch jakieś zaoczne dla satysfakcji i chyba z poczucia niższości zrobili, chociaż nie musieli).
          Nastepny przykład-moja siostra. Nawet studiów nie skończyła. Jest asystentką szefowej wielkiej, prywatnej firmy. Pracuje z drugą asystentką, Zajumją się organizowaniem spotkań firmowych, kupowaniem biletów lotniczych, rezerwowaniem miejsc w hotelach itp. Jedyne co naprawde jest tam potrzebne to bardzo dobry angielski w mowie ( w piśmie nie ma potrzeby), odpornosć na stres i nieregularne godziny pracy (tzn. pracuje normalnie od 8 do 16,ale jak szefowa ma lot np. w sobotę to siedzi często na telefonie w weekend i załatwia hotele itp, tylko,że z domu). Zarabia uwaga!5 tysięcy na rekę, stała umowa i piękny samochód służbowy. Wiek 26 lat...inny stary kumpel skończył technikum, zarabia około 5 tysięcy na rękę na hali montazowej, jest kimś w rodzaju brygadzisty. Dzisiaj w sklepie spotkałem innego kumpla, który własnie kupił trzy pokojowe mieszkanie na kredyt. Stać go na to,że sam ze swojej pensji płaci prawie 2000 raty, więc zarabia na pewno ponad 5000.
          Więc, jak słysze te historie, że w Polsce się nie da zarobić więcej niż 2500 to mi ręce opadają. Oczywiscie wiem,że to są tylko przykłady osób, którym się udało,że różnie bywa, ale pokazuje,że się da i to bez taty wicepremiera.
          Co do tematu pierwszego postu jeszcze:zabawna sytuacja. Byłem na stypie niedawno, zmarł jeden stary znajomy. Spotkałem ludzi, z którymi pracowałem 10 lat temu w pewnej firmie, jako zwykły robol. W pewnym momencie zaczęła się rozmowa o pracy, co kto teraz robi (kazdy był już gdzie indziej niż przed 10 laty). Nieśmiało powiedziałem,że zarabiam 3000 na rękę ( co było tylko cześcią prawdy, bo mam tyle z etatu, ale drugie tyle z mojej działalnosci, którą na szczęście pominąłem). W pokoju zapadła cisza. Jeden w miare rozsądny koleś tylko (chyba szczerze) pogratulował i stwierdził,że mam niesamowitego farta. Reszta albo nie uwierzyła,że to możliwe, albo prawie się zadławiła z zazdrości. O 3000 złotych!!!!Wiec nie dziwię się, zę kolega nie chce się przyznawac. Ja też teraz będę o tym rozmawiał tylko z ludźmi, którzy wiem,ze zarabiają tyle co ja. Zawiść niszczy ludzi i uniemożliwia im awans społeczny.
          Ps. żeby było jasne- nie uwazam, zę moje zarobki czy zarobki znajomych wynikają z cudownosci władzy. Mam gdzieś tę władzę, oszustów z PO i innych kłamców. Sam na to zapracowałem ciężką praca, nerwami i zmarnowanymi weekendami. Ale da się.
          • truten.zenobi Re: Nie wiem, ale tak właśnie jest. 03.09.13, 21:53
            ależ ja nie twierdzę że się nie da ... ba wręcz przeciwne. tyle ze stwierdzam że jakoś nie znam przypadków gdy ktoś się dorobił bez chociażby "optymalizacji" podatków ;)
            ale też znam parę takich przypadków (nie tylko z gazet) gdzie urzędnicy pomogli rozwiązać problem nadmiaru gotówki...

            co do wykształcenia to w zarabianiu chodzi o coś innego trzeba mieć odpowiednie umiejętności/zdolności, charakter, chęć do (efektywnej!) pracy...
            więc nie jest dziwnie że ludzie bez wykształcenia zarabiają... za to właśnie to że z dobrym wykształceniem nie zarabiają słabo świadczy o kondycji systemu i raczej potwierdza twierdzenia "malkontentów"

            potwierdza twierdzenia ze jest źle, że znaczna część społeczeństwa żyje w biedzie...
            (no bo jak się ma mediana czy nawet 3 kwartyl dochodu na osobę w rodzinie do ceny m2 mieszana)
            ale jakoś nie specjalnie się spotkałem z twierdzeniami ze się nie da zarobić, raczej że albo ktoś konkretnie albo ogólnie powątpiewa się w uczciwość ...
            no cóż.. nepotyzm korupcja, różnego rodzaju oszustwa są u nas dość powszednie więc co się dziwisz...

            piszesz że Twój znajomy PH zarabia po 10 tys... przeciętny człowiek raczej ma doświadczenie typu "PH wcisnął babci odkurzacz za 8tys z kredytem" - więc co się dziwisz takiej a nie innej ocenie?
            a pamiętaj że natura ludzka jest właśnie taka że niespecjalnie dostrzegamy fakty. oceniamy świat głownie na podstawie stereotypów.
            każdy dostrzega jego "ponadnormatywne" bogactwo ale niewielu widzi pracę jaką włożył.

            i wracając jeszcze do oceny systemu - czy myślisz że gdy będzie miał +50 też tyle będzie zarabiał? gdy już sił i zdrowia tyle nie stanie?
            • truten.zenobi i jeszcze taki drobiazg... 03.09.13, 22:15
              w zasadzie powinno się porównywać mediany dochodu do dyspozycji a nie medianę wynagrodzeń - jeśli mamy 15% bezrobocie to w sposób znaczący wypacza to wynik
              (i wcale bym się nie zdziwił gdyby dolny kwartyl był w takim układzie zbliżony do 0, mediana na poziomie dochodów stażysty czyli 500-800)
          • no_easy_way_out Zawisc to nie zazdrosc 04.09.13, 08:29
            > Reszta albo nie uwierzy
            > ła,że to możliwe, albo prawie się zadławiła z zazdrości. O 3000 złotych!!!!Wiec
            > nie dziwię się, zę kolega nie chce się przyznawac. Ja też teraz będę o tym roz
            > mawiał tylko z ludźmi, którzy wiem,ze zarabiają tyle co ja. Zawiść niszczy ludz
            > i i uniemożliwia im awans społeczny.

            Wlasnie uzyles wymiennie okreslenia emocji "zazdrosc" i "zawisc"

            A to naprawde nie to samo!!!!

            Zazdrosc jest czyms raczej naturalnym i sama w sobie to chyba nic zlego? (pomijam ze w religii to chyba grzech). Na przyklad: ja sam szczerze zazdroscilem po ukonczeniu studiow informatykom i inzynierom popytu na ich prace. I zazdroszcze nadal.
            Zanim ktos napisze, ze trzeba bylo studiowac to co oni, skoro wiedzialem, ze popyt na ich prace bedzie taki duzy - odpowiadam - nie wiedzialem, malo kto wiedzial.
            Konczylem studia krotko przed przystapieniem Polski do Unii, zaczynalem, gdy ilosc osob z wyzszym wyksztalceniem to bylo 7% spoleczestwa i "wyzsze wyksztalcenie" brzmialo wciaz jak przepustka do lepszego swiata. Prywatnych uczelni bylo kilka w calej Polsce. Moj rocznik nie mogl sobie doslownie wygooglac, jak jest naprawde, "google" nie istnialo. Pojawilo sie na ostatnim roku studiow.
            Ale mniejsza o sytuacje mojego rocznika.

            Bylo o zazdrosci, ze naturalna.
            Natomiast ZAWISC to wcale nie to samo - to zle zjawisko i przyczyna prawdziwych problemow. "ja nie mam, ale on ma, i ... nie godze sie na to. Godze sie na to za to, zeby mu zdechla krowa, zeby go zdradzala stara, zeby mu sie noga powinela, zeby mial tygodniowe zatwardzenia, zeby mu penis odpadl itp".

            To ze Ci zazdroscili takich czy innych pieniedzy samo w sobie, skoro oni zarabiaja mniej, to chyba normalne? Po prostu chcieliby miec wiecej i tyle.
            Gorzej, jesli zmienia sie in minus ich traktowanie Ciebie. Ale wtedy to juz nie tylko zazdrosc jest.
            • truten.zenobi Re: Zawisc to nie zazdrosc 04.09.13, 20:34
              > ...ja sam szczerze zazdroscilem po ukonczeniu studiow informatykom i inzynierom popytu na ich prace. I zazdroszcze nadal.
              Zanim ktos napisze, ze trzeba bylo studiowac to co oni, skoro wiedzialem, ze popyt na ich prace bedzie taki duzy - odpowiadam - nie wiedzialem, malo kto wiedzial.

              nie masz co zazdrościć. zawód jak każdy inny, może na początku ze względu na "nowość" dawał przewagę teraz chyba zmierza do normalności.
              z tym ze ze względu na dużo większy postęp niż w większości innych dziedzin kwalifikacje bardzo szybko się dezawuują. następuje też coraz większa specjalizacja...

              więc bycie informatykiem niekoniecznie cokolwiek zapewnia... tak jak wszędzie trzeba mieć odpowiednie kwalifikacje do tego co dyktuje rynek pracy. a że na rynku poducha ...
          • Gość: JanKran Re: Nie wiem, ale tak właśnie jest. IP: *.opole.hypnet.pl 04.09.13, 09:04
            to jest właśnie patologia, że takie ciołki trzepią kasę a lekarz weterynarii pracuje za płacę minimalną.
            nie każdy chce parać się handelkiem bez względu na wysokość honorarium za takie coś.
            ci twoi cwaniaczkowie TERAZ mają hajs. są młodzi, wydajni, zadłużeni... co będzie za 5,10,15 lat? podpowiem ci: 99% z nich straci swoje źródełko, nie będzie w stanie regulować zobowiązań i zajmie się nimi komornik. w wieku 40+ nie będą mieli szans na żadną pracę.

            pomyśl chwilę jak ma się czuć lekarz weterynarii lub fizjoterapeuta, którzy poświęcili wiele lat nauki na zdobycie kwalifikacji, wykonują pożyteczną pracę, robią to z pasji i zarabiają tyle co kasjerki w tesco w zetknięciu z twoimi cwaniaczkami? czy tu można mówić o zawiści? nie. tu można mówić tylko i wyłącznie o niesprawiedliwości.
            • Gość: Wera Jasnowidz:) IP: *.play-internet.pl 04.09.13, 15:22
              Witamy na forum jasnowidza:)Już przewidziałeś, że 99 procent ludzi, których nawet na oczy nie widziałeś spotka los nędzników:)Przecudne. Ale do rzeczy. Mam podobnych znajomych i musze cię roczarować, a raczej twoją nienawiść do lepiej zarabiających. Problemy z zadłużeniem, kredytami itp. to mają ludzie, którzy zarabiają 2000 do 3000 złotych polskich miesięcznie. Tracąc pracę często tracą wszystko, a że z taką pensją nie da się nic odłożyć to faktycznie nie trudno o dramat. Ludzie, którzy zarabiają powyżej 5000 złotych polskich miesięcznie (netto oczywiscie) jeżeli tylko nie są ćpunami, nałogowymi hazardzistami czy kimś w tym stylu, a to często się zdarza w tej klasie zarobków, to mają gdzieś takie problemy. Jesteś żałosny zakładając, że ktoś kto skończył zawodówkę a teraz zarabia jak wspomniani 10 000 miesięcznie to za 10 lat bedzie na dnie. Owszem wielu z tych ludzi straci swoje prace, bo nie można być super wydajnym PH przez całe życie, serce nie pozwoli. Tylko,że oni do tego czasu mają już mieszkania i domy spłacone i na własność, do tego odłożone pieniądze na życie. To, że potem część z nich spadnie do poziomu zarobków 3000 złotych miesięcznie, to żaden dramat bo mają już wszystko co najwazniejsze ustawione w życiu. A wierz mi, że człowiek który był na takim szczeblu drabinki gdzie zarabia się 10 000 niżej niż średnia krajowa nie spadnie, bo kazda firma jest zainteresowana jego wiedzą i bazą kontaktów.
              Nie zdajesz sobie z tego sprawy ale to własnie często ci ludzie po zawodówkach i technikach mają lepiej poukładane finanse niż wielu magistrów specjalistów. Znajomy, który powiem szczerze,że nie wiem czy nawet maturę zdał, bo z tego co pamiętam tylko do jakiegoś zaocznego liceum uczęszczał też w swojej firmie jest kierownikiem przedstawicieli na duży region i zarabia około 10 000 miesięcznie. Praca ciężka, bo jest od niedzieli wieczorem do piątku po południu w trasie, jeżdżąc po Polsce. Tylko,że W. ma 36 lat i co najmniej cztery mieszkania na wynajem. Myślisz, że on się przejmuje tym,że straci pracę, że któregoś dnia właściciel firmy oznajmi,że jest ktoś młodszy i wydajniejszy?Ma to gdzieś kompletnie, bo on już jest ustawiony do końca życia a o prace po 50 roku życia niech się martwią własnie lekarze wetarynarii i inni im podobni. Przemawia przez ciebie pycha i łatwo obrażasz ludzi, mając za jakiś niższych społecznie i gorszych, bo sprzedają coca-colę w sklepie. Masz mentalność biurwy i jeśli nią nie jesteś to powinieneś koniecznie napisać cv, może przyjmą cię do jakiegoś urzedu, bo pasowałbyś tam jak ulał.
              Ja na tle wielu znajomych wypadam słabiej finansowo. Mam 4500 netto miesięcznie i nie narzekam. Mam 35 lat i wielu w moim wieku chciałoby w Polsce tyle zarabiać. Współczuję szczerze ludziom, którzy pokończyli trudne studia i kiepsko im płacą, ale to nie powód, żeby nienawidzieć kogoś, kto po zawodówce ma lepiej. Mój mąż też jest po cięzkich studiach i zarabiał do niedawna mniej ode mnie, bo 3000 na miesiąc. Teraz przenieśliśmy się do innego miasta i zarabia też w okolicach 4500, a jedyne co trzeba było nam zrobić to ruszyć tyłki dosłownie 80 kilometrów. Co to jest w porównaniu do tego, jak za praca przemieszczają się ludzie w USA?Ja widze jednak w czym problem w Polsce. W komunistycznym mysleniu, ze wszystko mam miec podane na tacy bo mi się należy z samego względu mojej wspaniałości. Brat męża własnie taki jest. Skończył politechnikę, jakiś wydział budowlany, nie wiem konkretnie jaki. Od 5 lat "szuka pracy". To znaczy ma pracę u ojca, coś mu tam pomaga w małej firmie transportowej, zarabia z 2000 na miesiąc, ale za darmo mieszkanie i obiadki mamusi. Mógłby się usamodzielnić ale do tego trzeba by wyjechać z wioski gdzie mieszkają i szukać pracy kilkadziesiąt a może kilkaset kilometrów dalej. A to nie, nie nie, jak to?On magister inżynier ma za pracą jeździć?W jednej firmie mu zaproponowali 1800, naprawdę dobra firma i kazdy kto się trochę orientuje wie,że specjalistom po polibudzie płacą bardzo dobrze, ale po roku pracy a nie na start. Taki kraj i takie warunki. Kto mądry to się nie obraża tylko pracuje. Ale po co ?Lepiej focha strzelić. I tak 5 lat po polibudzie zero doświadczenia na rynku pracy i ciągła frustracja,że wokoło oszuści co zarabiają po 5000 złotych pewnie dzięki znajomościom, tacie w UB i tak dalej. Poznałam tylu takich ludzi, ze mnie nie ruszają smieszne problemy osób, które mają wykształcenie i płaczą,że kiepska pensja. Niech dalej sobie wmawiają,że są lepsi bo nie sprzedają hurtowo serków homogenizowanych usiechniętym paniom w sklepie:)
              • truten.zenobi Re: Jasnowidz:) 06.09.13, 08:37
                A wierz mi, że człowiek
                > który był na takim szczeblu drabinki gdzie zarabia się 10 000 niżej niż średnia
                > krajowa nie spadnie, bo kazda firma jest zainteresowana jego wiedzą i bazą kon
                > taktów.

                :) jakoś Ci nie wierzę...
                znam parę takich osób... parę z nich poza zajebistymi zdolnościami interpersonalnymi i brakiem skrupułów nic niema ... i to wystarcza... zwykle do czasu...
                i tak szczerze mówiąc z moich obserwacji wynika że to jest główny czynnik różnicujący.

                pomyśl, masz świetny produkt za ile go sprzedasz? jaki będziesz miała zysk?
                ano to że masz świetny produkt samo w sobie nie wystarcza, musi być popyt, musisz umieć zaprezentować, negocjować, ... musisz trafić na dzianego klienta...

                To, że potem część
                > z nich spadnie do poziomu zarobków 3000 złotych miesięcznie, to żaden dramat bo
                > mają już wszystko co najwazniejsze ustawione w życiu.
                a znasz jakieś takie osoby czy tylko sobie gdybasz?
                bo z tego co ja wiem to i owszem zarobki pozwalają na kupno mieszkania... ale takie osoby budują sobie domy, kupują lepsze samochody, jeżdżą po świecie... i gdy się noga powinie walczą by znowu wypłynąć i utrzymać wysoki standard życia.

                tyle że nie zawsze się to udaje...

                > ale to nie powód, żeby nienawidzieć kogoś, kto po zawodówce ma lepiej.
                ja tam tak do tego nie podchodzę... mam paru takich znajomych którzy po szkole (raz nawet formalnie po podstawówce) firmy założyli ciężko tyrali, wiedzę często mają dużo większą niż absolwenci wyższych uczelni.
                "by być genialnym kucharzem nie trzeba kończyć szkoły gastronomicznej, ale trzeba być genialnym kucharzem" ;) (źródło: (jak dobrze pamiętam)Z. Hołdys)
                tak więc są i takie przypadki...
                tyle że takie osoby nie są takie butne. dobrze wiedzą że i im noga może się powinąć.

                wokoło oszu
                > ści co zarabiają po 5000 złotych pewnie dzięki znajomościom, tacie w UB i tak d
                > alej.

                bo tak poniekąd jest. w sumie znam dużo więcej przypadków, uwłaszczenia się na majątku firm państwowych, karierze dzięki nepotyzmowi, itp niż dorobienia się, czy kariery dzięki zdolnościom i pracy własnej.
                co więcej znam parę przypadków znajomych których firmy zostały doprowadzone do fatalnego stanu decyzjami urzędniczymi (sztandarowy przykład to JTT!)

                tak więc może nie podzielam tego typu frustracji ale są one dla mnie w pełni zrozumiałe.

                Mógłby się usamodzielnić ale do tego tr
                > zeba by wyjechać z wioski gdzie mieszkają i szukać pracy kilkadziesiąt a może k
                > ilkaset kilometrów dalej. A to nie, nie nie, jak to?
                a może po prostu na początek potrzebował by jakiegoś lokum na start? ale przy takich cenach wynajmu musiał by mieć pracę z wysokim wynagrodzeniem od początku.
                a kto mu tyle zapłaci?
                i kółko się zamyka.
                poza tym człowiek jest istotą społeczną mamy rodziny, przyjaciół, swoje środowisko... dlaczego mam uznawać że w porządku jest konieczność szukania pracy gdzieś w świecie?
                NIE! taka konieczność właśnie dobitnie świadczy o słabości naszej gospodarki i fatalnym stanie rynku pracy!


                tak więc może i narzekactwo jest naszym sportem narodowym... masz rację! ale tak jest nie całkiem bezpodstawnie.
                • nick_do_komentarzy Re: Jasnowidz:) 06.09.13, 20:49
                  Jak to mówią internauci: bijesz pianę, nic konkretnego nie napisałeś.

                  Tak, to prawda, że nie wszyscy mogą mieć rozwojową pracę, ale to, że praca ma być tam, gdzie mamy rodzinę i przyjaciół to nieporozumienie.

                  Są miejsca, np. u nas warm.-mazurskie gdzie sensownej pracy po prostu nie ma i nie będzie i albo się z tym pogodzisz i ruszysz się do dużego miasta albo dziób w kubeł. Sam pochodzę z tego regionu i wiem jaka mentalność tam panuje, niejeden inżynier wrócił do rodziców i siedzi bezrobotny narzekając na świat, choć ze swojej strony nie robi nic, że cokolwiek zmienić. Argumenty, że coś się nie da znajdą się zawsze, bieda to najczęściej stan umysłu, a nie stan materialny.
                  • truten.zenobi Re: Jasnowidz:) 06.09.13, 22:18
                    > Jak to mówią internauci: bijesz pianę, nic konkretnego nie napisałeś.
                    a czego oczekujesz na forum? ;)

                    > Tak, to prawda, że nie wszyscy mogą mieć rozwojową pracę, ale to, że praca ma b
                    > yć tam, gdzie mamy rodzinę i przyjaciół to nieporozumienie.
                    a dlaczego? OK projektant wahadłowców nie znajdzie pracy w Koziej Wólce ale nie widzę powodów dla których oczekiwanie pracy w miejscu zamieszkania pozwalającej na w miarę cywilizowany byt jest nieporozumieniem.

                    i wcale nie oczekuję by ktoś tę pracę dawał... ludzie sobie sami sami zorganizują byle im w tym nie przeszkadzać...
                    ot pomysł banał zróbmy stragan z pietruchą... ale zaraz zaraz trzeba najpierw mieć ze 20 tys na kase fiskalną, a wymogi sanepidu, a zebrać te wszystkie pieczątki, pozwolenia środowiskowe... certyfikaty energetyczne...
                    kolejna sprawa klienci są ale kasy nie mają więc obroty mizerne, a kasy nie mają bo z kolei oni albo pracy nie mają albo mają tylko słabo płatną... i kółko się zamyka

                    a dodajmy do tych wszystkich zbędnych kosztów obsługi formalno prawnej VAT który drenuje fundusz płac z jednej strony a z drugiej wysysa kasę z regionów ...

                    i jeszcze taki drobiazg czy naprawdę uważasz że jak wszyscy wyjadą do warszawy to będzie lepiej i każdy pracę znajdzie?
                    przecież to jest właśnie bez sensu





                    > bieda to najczęściej stan umysłu, a nie stan materialny.
                    jestem pod wrażeniem głębokich przemyśleń filozoficznych. zwróć tylko uwagę że mediana ba nawet średnia zarobków jest dużo poniżej ceny m2 a przecież z definicji wskaźniki te nie uwzględniają bezrobotnych/ludzi bez pracy
                    jaka więc jest mediana dochodu do dyspozycji na osobę w rodzinie?

                    tak więc może i masz rację ze jest to stan umysłu ale wynikający raz z niedostatków materialnych a dwa z braku poczucia bezpieczeństwa socjalnego.
                    (przy czym nie chodzi mi o socjal w rozumieniu socjalistów i związkowców ale o to że skutki bezrobocia dotykają wielokrotnie więcej rodzin niż wynikało by to ze wskaźnika! ciągną się one latami, że wysokie bezrobocie kształtuje rynek pracy przez co królują umowy śmieciowe, samozatrudnienie, itp.)
              • Gość: magda Re: Jasnowidz:) IP: *.204.173.199.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 28.07.14, 13:41
                moja data urodzenia 14.2.71 czego moge spodziewac sie w kwesti pracy-finasow.co czeka mnie w sprawach osobistych,uczucia relacje rodzinne
            • Gość: vet Re: Nie wiem, ale tak właśnie jest. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.14, 20:26
              No cóż, ja jestem z wykształcenia lekarzem weterynarii i zarabiam na rękę pięciocyfrową pensję. Oczywiście nie tylko z weterynarii, ale mam też inne działalności. Z których zresztą bardzo dużo inwestuję właśnie w leczenie zwierzaków, kupując dobry sprzęt, jeżdżąc po świecie na szkolenia.
              Nie mam najmniejszego problemu z tym, ze jakiś PH czy właściciel sklepu z rurami zarabia więcej ode mnie. Każdy ma swoje życie i oby jak największej liczbie osób doskonale się wiodło.
              Oczywiście wiem, że mnóstwo kolegów i koleżanek po fachu zarabia żałośnie. Ale to dlatego, że od paru lat mamy "nadprodukcję" weterynarzy. Dodatkowo otwarto niedawno dwa kolejne wydziały. A gdy podaż przewyższa popyt to robi się cieniutko. W dużych miastach lecznica jest na każdym rogu. To sorry, ale jak ludzie mają zarabiać dużo, tym bardziej że leczenie zwierząt jest całkowicie sprywatyzowane. Ludzie toczą wojny cenowe, w efekcie nie mają kasy ani na porządny sprzęt, ani na naprawdę porządne szkolenie podyplomowe. Poza Polską, bo to co w Polsce to na ogół śmiech na sali. W Polsce panie steryd dobry na wszystko. Zwłaszcza jak nie wiemy, co się dzieje :-)
              Właściciele przyzwyczajają się do tych cen na granicy opłacalności i pracy weterynarza nie cenią. A dzieciaki walą na te studia tłumami i mało kto realnie podchodzi do późniejszej pracy. Bo wiesz, zwierzątka kochają (och jak romantycznie, tylko, ze ten zawód polega na bardzo solidnej wiedzy i myśleniu, "kochanie" nie jest podstawą leczenia)
              Jak można w ogóle mówić, ze ma się żal do całego świata bo jakieś "cwaniaczki" zarabiają więcej? To się idzie do takiej pracy jak ten "cwaniaczek".
      • Gość: Marek Re: Ukrywam swe zarobki IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.09.13, 01:46
        Gdzie indziej możesz zarobić 5000 $ i więcej miesięcznie pracując 2 godziny dziennie, ze swojego domu, lub z dowolnego miejsca na świecie?Tylko TU. Dzięki Systemowi Wieloźródłowych dochodów

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka