Gość: Misiek
IP: *.chello.pl
01.12.04, 08:49
Jest sobie taka firma, działająca w outsourcingu dla przemysłu
energetycznego. Energetyka to dość tradycyjna, konserwatywna branża. Wicie,
rozumiecie: stare układy, stare znajomości. Nie mówię czy to dobre, czy złe.
Raczej złe, ale tak po prostu działa ten biznes. No i prezesy w naszej firmie
doszły do wniosku: tak dalej być nie może, musimy się unowocześnić. Wicie,
rozumicie: Junia Ełropejska, markjetyng, zarządzanie przez cele, itepe.
Ściągnęli z jakiegoś banku młodego, zdolnego wilczka ('swojej wartości
świadomy, świadomy że hej' - to Staszewski Kazik), coby pokierował grupą
zwapniałych inżynierków. Wilczek przyszedł, rozejrzał się po firmie i
pomyślał: "co to k...a za firma, gdzie nie ma wielogodzinnych zebrań, narad
kończących się grubo po północy?!". Jak pomyślał, tak zrobił. "Jutro k...a o
14 jest zebranie!". W firmie zapanowała konsternacja. Ale jak to, szefie -
pytali pracownicy - Józek nie może, bo pojechał do elektrowni X., Marek z
Zenkiem naprawiają coś w elektrociepłowni Y., a Staszek z Heńkiem negocjują
kontrakt we wschodniej Polsce. "Nic mnie to k...a nie obchodzi!" -
odpowiedział wilczek - "jutro wszyscy mają być na 14, a jak nie to wyp... z
roboty!". Wśród pracowników zapanowała konsternacja. Bo jak to, rzucić
robotę, skompromitować się u odbiorców usług dla jakiegoś zebrania? Kilku
odważniejszych poszło pogadać z prezesem. Zarząd gryzł się z decyzją przez
kilka dni, ale w końcu pogonili kretyna. :) I tak głupota, bezmyślność i brak
zrozumienia dla mechanizmów rządzących daną branżą zostały ukarane!
Znacie inne, budujące przykłady, gdy głupota szefa została ukarana?