Gość: maja prawdziwa
IP: *.toya.net.pl
14.04.05, 19:17
Zawsze byłam świadoma tego, że ON jest w pobliżu, czai się w zakamarkach
biura.. Straszny i bezlitosny, odbierający energię, chęć do życia, i
działania, pożerający poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości.. Jednak,
niestety, dzisiaj, po raz kolejny w mojej drodze zawodowej ( nie nazwałabym
tego karierą.. )- ZAATAKOWAŁ mnie z całą bezwzględnością i brutalnością. ON -
potwór, zwany WIDMEM BEZROBOCIA..
Mała firemka zagraniczna, prężna i obiecująca..Podpisując umowę o pracę z
początkiem roku, poczułam, że odżywam.. Podniosłam się, jak zdeptana trawa..
Wszystko było takie piękne i cudowne.. Ludzie i całe otoczenie.. Znowu ten
power nowozatrudnionego, radość i zapał.. Nie czułam mrozu, szczypiącego w
dupę, nie przeszkadzało nic.. Fajnie się czytało posty na naszym forum -
te "narzekające" i te "pocieszające".. Niestety, wczoraj dotarło do mej
główki, iż firma moja ( moja? ) jest obliczona na działalność sezonową, co
oznacza, że najpiękniejszy z miesięcy, czyli maj, powitam już jako bezrobotna
( i to bez prawa do zasiłku (( ; ) No, jasne, to nie moje przedwczesne
panikowanie.. wszystkie klocki zaczynają się układać w logiczną całość..
Zmiana zachowania szefa, współpracowników.. Czuję na sobie oddech POTWORA.
WIDMO BEZROBOCIA ukąsiło boleśnie, chwyciło za gardło.. Po rozmowie z szefem
poczułam znów to uczucie - kluska w gardle, narastający łopot serca. Palce
jakby z drewna, już nie uderzają z takim impetem w klawiaturę, jak
wcześniej... Literki na monitorze zamazują się, w głowie szumi jak po mocnym
szampanie.
Murzyn swoje zrobił - Murzyn może odejść..A więc znowu zacznie się drukowanie
CV i LM.. Telefony, oczekiwanie. I najgorsze - reakcja otoczenia - "Znowu bez
pracy ?" Czy ktokolwiek uwierzy, że nawet inwestując całe swoje serce i
zaangażowanie w pracę, można wiele razy zarobić kopa w dupę na tym naszym
rynku pracy?.. Już nawet nie wiem, czy się boje, czy nie.. Myślałam, że
wyczerpałam już swój limit zawodowych pechów.. Jednak wszystko wskazuje na
to, że wcale nie. Chciałam na tym forum wykrzyczeć moją radość z pracy
drukowanymi literami i podkreślić kilkoma wykrzyknikami "ZNALAZŁAM
PRACĘ !!!!!" - nie zdążyłam.. W marcu zaczęłam oblewać ze znajomymi i rodziną
moją posadkę, bo bałam się zapeszać.. A tu chyba nic z tego.. W duchu śpiewam
sobie:
"Nic nie może przecież wiecznie trwać
Co zesłał los, trzeba będzie stracić,
Nic nie może przecież wiecznie trwać ,
za PRACĘ przyjdzie kiedyś nam zapłacić"..
Drodzy bracia i siostry - forumowicze.. Przytulcie mnie wirtualnie do piersi
i pocieszcie.. Pozdrawiam.