Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    zrobiłem eksperyment...

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 18:32
    cały czas czytam tu, że nie ma pracy, że trudno dostać, a jak już nie ma
    studiów, to w ogóle tylko za 500 zł...
    a ja nigdy nie miałem większego kłopotu ze znalezieniem pracy, nawet, gdy
    nagle sprzedano firmę, w której pracowałem, znalazłem kolejną prawie
    natychmiast...

    NIE MAM studiów! nie znam angielskiego! mam tylko doświadczenie i chyba
    tupet, bo zawsze wysyłam CVki i LMki na stanowiska, w których firmy wymagają
    wyższego wykształecenia i często j. angielskiego.
    Nigdy nie podaję niższej stawki niż 2500 - 3000 netto...

    i?
    Zwykle około miesiąca zajmuje mi znalezienie nowej pracy...

    nie chcę nikogo prowokować, nie o to chodzi mi w tym wątku, po prostu
    zastanawiam się nad własnym... fenomenem ?! fuksem?!

    myślałem, że może rynek pracy zmienił się bardzo od czasu, gdy ja ostatnio
    szukałem pracy, więc zrobiłem eksperyment, wysłałem znowu swoje aplikacje do
    3 firm, 2 z nich zaprosiły mnie na rozmowę i obie zaproponowały mi pracę...
    zupełnie niechcący (miał być tylko eksperyment) w tej chwili jestem w trakcie
    zmiany pracy - o jednej propozycji gdzieś tu pisałem, wymaga działalności
    gospodarczej, druga to zwykły etat... obie w uprawianym przeze mnie
    zawodzie...
    dodam, że rzuciłem stawki zaporowe, żeby siebie samegi nie kusić, ale mimo to
    obie dostałem...

    zaraz mnie tu kilka osób pewnie obrzuci błotem :)
    ale może wspólnie dojdziemy do jakiegoś mądrego wniosku, co ja takiego robię,
    że te pracę dostaję? co tak działa na pracodawców, że chcieli pracownika z
    wyższym wykształceniem, a przyjmują bez? a Ci z wyższym i znajomością języków
    odpadają?!

    ja obstawiam pewność siebie... a Wy?
    Obserwuj wątek
      • Gość: kinia Jestem pełna podziwu :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 18:44
        A możesz zdradzić czym się zajmujesz? To bardzo ciekawe :)
        Pozdrawiam
        • helga0 Re: Jestem pełna podziwu :) 07.08.05, 01:00
          Nie chwaląc się, mam podobnie, tylko, że ja mam od 5 lat absolutorium (ciągle
          łudze się, ze napiszę w końcu pracę magisterską) i pracowałam w swoim - jak się
          okazało do tej pory - zawodzie. Po prostu mam taką zaletę, ze dobrze wypadam na
          rozmowach kwalifikacyjnych. Myślę, że to jest pewność siebie. Taka na zewnątrz,
          bo oczywiście w środku trochę się denerwuję.
      • Gość: realista Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 18:54
        Może się poprodukuj co takiego robisz że niby dostajesz pracę. Widziałem takie numery - cv pisane koledze przez doswiadczonego handlowca i klienci-pracodawcy łykali w ciemno ale potem w praniu wychodziło że firma ponosiła straty. Działa to szczególnie na domorosłych biznesmenów myślących o sobie że są najcwańsi na świecie. Minę potem mieli zabójczą jak straty i nie wiadomo skąd bo przeciez taki dobry pracownik i jeszcze kradnie?

        p.s. taką stawkę to bez problemu dobry spawacz wyciąga ale raczej to swiadczy o nienormalności rynku pracy. Ja podjąłem decyzję i mimo iż jestem inżynierem wracam do korzeni :-))) - wkrótce zaczynam fizyczną pracą bo lepiej płatna a dużo wiekszy luz w robocie. Zupelnie nieopłacalne jest pracowanie na odpowiedzialnych stanowiskach ( tragiczna relacja: zarobki- obowiązki) Atmosferka zupełnie jak z filmów rodem z zamierzchłego PRL-u. Ludzie nie przyznawali sie do dyplomów bo fizyczny więcej zarabiał. Zemści sie za kilka-kilkanąście lat gdy wszystko trzeba będzie importować za kosmiczne pieniądze bo inwestorzy się wyniosą do Chin a rodzime firmy będą zbyt zacofane aby wyprodukowac produkty współczesnej technologii. Zreszta to już dzisiaj jest dosyć widoczne. Te narzekania na brak wykształconych i doswiadczonych pracowników na stanowiskach w przemyśle to właśnie tego efekt.
        • Gość: Adam typowe podejscie frustrata IP: *.altec.pl 21.07.05, 19:00
          Ktoś ma dobrą pracę więc na pewno miał sfałszowane CV
          • jali29 Re: typowe podejscie frustrata 22.07.05, 15:30
            Gość portalu: Adam napisał(a):

            > Ktoś ma dobrą pracę więc na pewno miał sfałszowane CV
            Drogi Adamie
            Mysle ze sie treoche mylisz ja pracuje od dwoch lat na kontraktach i to w
            sektorze ktory ostatnio bardzo podupadl na zdrowiu( telekomunikacja),
            znalezienie nowego kontraktu zajmuje mi srednio dwa miesiace.
            Tez niemam wyzszego wyksztalcenia ani nie znam tak dobrze jezyka angielskiego
            zeby pisac poezje, ale mam doswiadczenie i nigdy jeszcze nie otrzymalem
            odmownej decyzji co do mojej pracy.A cv mam jak najbardziej prawdziwe do tego
            komplet listow polecajacych z najwiekszych kompanii telekomunikacyjnych.
            pozdr
        • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 19:09
          Widziałem takie
          > numery - cv pisane koledze przez doswiadczonego handlowca i klienci-
          pracodawcy
          > łykali w ciemno ale potem w praniu wychodziło że firma ponosiła straty.
          Działa
          > to szczególnie na domorosłych biznesmenów myślących o sobie że są najcwańsi
          na
          > świecie.

          marketing i reklama (wspomaganie sprzedaży w różnych postaciach) - praca, jak
          dotąd w działach sporych firm znanych wszystkim lub znanych w branży,
          (zaczynałem jednak w małych, lokalnych firmach, ale szybko się "przesiadałem" z
          firmy do firmy), branże telekomunikacyjne, informatyczne i pokrewne, jak dotąd
          innych w dorobku nie mam... swoje aplikacje piszę sam :)

          > p.s. taką stawkę to bez problemu dobry spawacz wyciąga

          spawacz powiadasz? jeśli spawacz jest dobrym spawaczem, to dlaczego nie ma
          dobrze zarabiać? ponadto... myślisz, że spawacz jest zawodem gwarantującym
          pracę? nie ma takiego zawodu, który gwarantowałby zatrudnienie :(

          jakie ma znaczenie czy jestem spawaczem, czy marketingowcem, mówimy o pracy w
          ogóle... dlaczego ja ją dostaję, a inni nie... to mnie nurtuje...
          • Gość: realista Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 22:31
            Spawacz czy "handlowiec" były jedynie przykładem takich zarobków :-))).
            Pewność siebie to warunek konieczny u handlowca. Inaczej łatwo go spalić.Dlaczego dostajesz pracę? Chodzi o elastyczność i - NEGATYWNA - umiejetność kłamania.No i robienie dobrego wrazenia na potencjalnym ( ale niedoswiadczonym i podatnym na manipulację) pracodawcy. Ewentualnie drugi model - mamy do sprzedazy badziewie i potrzebujemy zdolnego komika do wciskania towaru klientom. - POZYTYWNA - W przypadku klientow stojących twardo na nogach ( czyli ze mną np ;-))) ) nawet najlepszy handlowiec nie sprzeda towaru którego nie potrzebuję a nawet najgorszy handlowiec z łatwością sprzeda towar o interesujących mnie parametrach. Natomiast często zbieram "efekty pracy" handlowców i potem muszę dyplomatycznie uspokajać wściekłego klienta bo mu handlowiec obiecał a nie ma. Nie ma bo ma być za 3 tygodnie a handlowiec juz obiecał miesiąc temu choć wiedział że to niewykonalne. Bywa całkiem zabawnie... I co fajniejsze to klient się uspokaja i grzecznie czeka na informację o dostawie a hadlowiec nie może sie nadziwić jak udało się uspokoić tego klienta że sie nie piekli i grzecznie poczeka.
            Handlowcem zostać łatwo. Dobrych handlowcow jest niewielu.Czy jesteś dobry? Jak wytrwasz w tym zawodzie do emerytury to będziesz mógł powiedzieć że tak.:-)))

            p.s. To co napisał Adam że handlowiec to dobra praca... hehehehehe fura laptop i komóra to nie pełnia szczęscia wbrew pozorom choć dla niektórych to szczyt swiata. Mam kolege handlowca ktory na wakacjach chodził dumny ze smyczą ( na wierzchu) pewnej znanej firmy choć "lali" wszyscy wokoło. Teraz jest strasznie dumny bo może pojeździć służbowym autem.To jeździ nim wszędzie. A że nie dostrzega że jest śmieszny? Choroba ktora może minie.
            • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 22:38
              ja się nie nadaje na handlowca...
              szczerze podziwiam tych, którzy potrafią to robić :)

              ja jestem od tego, żeby dawać im narzędzia do pracy i od kilku innych rzeczy,
              to mogę robić do końca życia i jeden dzień dłużej :)
              lubię swoją pracę!
              • Gość: realista Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:02
                ja rowniez nie nadaję się do pracy na handlowca ale z powodow moralnych. Wole tworzyć i produkować. I tylko na tym będę się koncentrował. (A ponieważ źle to jest wyceniane w kraju to pozstaje praca fizyczna na obczyźnie.) Choć znam paru prawdziwych handlowcow ( handlujących porządnym towarem) którzy za nic w świecie nie zamienią pracy z klientem.Rezygnowali z szefowania zespołem handlowców bo lubią pracę z klientem.
                • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:09
                  brrr... ja mam ochotę czasem powybijać klientów, więc trzymam się z dala :)
                  • Gość: realista Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:15
                    klienci są ok bo mozna zaspokajać ich potrzeby i wymuszają rozwój i postęp.
                    • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:16
                      są ok, ale jak są z dala ode mnie... :)
                      • Gość: realista Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:18
                        ale nie mając kontaktu z klientem nie poznasz jego potrzeb. A to ma kluczowe dla rozwoju.
                        • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:29
                          muszę ich osobiście poznawać?!
                          nie nie nie...

                          oczywiście nie wszyscy klienci są be :)
                          ale podziwiam dobrych handlowców właśnie za ich praktyczną umiejętność
                          (powściągliwość, cierpliwość, stoicki spokój itd) rozmowy z baranami, a tacy są
                          wszędzie... do tego trzeba szczególnych predyspozycji, a ja ich nie mam...

                          ja takiego, co z 10 zł próbuje wytargować jeszcze 10% upustu (przykład
                          poglądowy), od razu udusiłbym i położył przed firmą w charakterze wycieraczki
                          ku przestrodze innym...
              • walko1969 Re: zrobiłem eksperyment... 23.08.05, 14:36
                Facet piszesz takie duperele że głowa boli.Kitem z daleka czuc,żadnych konkretów!
          • Gość: spawacz Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.05, 08:59
            zapewniam cię, że w naszym kraju jeśli ktoś potrafi spawać to pracy mu nigdy
            nie braknie, tylko zdrowia szkoda...
      • Gość: Adam U mnie było inaczej IP: *.altec.pl 21.07.05, 18:58
        Ja zacząłem inaczej jako osba bez doświadczenia, przyjąłem się do firmy jako
        przedstawiciel handlowy na badziewiastcyh warunkach, gdzie sprzedawałem
        badziewiasty produkt. Mieli kłopot ze znalezieniem ludzi i brali nawet bez
        doświadczenia. Pracowałem dziennie po 9 godzin a wychodziłem na czysto 500
        złotych na miesiąc, ale myślałem tylko o jednym: że zdobywam doświadczenie i to
        kiedyś zaprocentuje.

        I rzeczywiście po 5 miesiącach udało mi się dostać inną pracę: produkt, który
        sprzedawałem też był "badziewny" ale warumki pracy już lepsze. Po roku kolejna
        firma - normalny produkt i zadowalające warunki zatrudnienia jak dla mnie w owym
        czasie (um. o prace, 2500 podstawy + samochód). Od czasu podjęcia pierwsze pracy
        mineło już 5 lat a ja pracuje w innej firmie, czwartej - branża B2B, bardzo
        ciekawy produkt, bardzo dobre warunki zatrudnienia i ciekawe stanowisko.

        Tak więc jak się chce to można na rynku pracy coś osiągnąć. A jak ktoś pisze, że
        skończył studia jedne i drugie, ma 24 lata i nigdzie nie pracował ale chce od
        razu menadżerskie stanowisko i 2000 " na łape" bo mu się należy to teraz siedzi
        na forum i wylewa żale jacy ci pracodawcy okropni...
        • Gość: Uzo Re: U mnie było inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 19:15
          fakt faktem... mam 30 lat, w sumie 9 lat praktyki w 5 firmach...
          no i właśnie zaczynam studia... kiedyś trzeba wreszcie :)

          czyli obstawiasz doświadczenie?!
          • Gość: alienka Re: U mnie było inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 19:18
            no to chyba faktycznie ta pewność i wiara w siebie + teraz już doświadczenie
          • Gość: Adam Re: U mnie było inaczej IP: *.altec.pl 21.07.05, 19:21
            Co roku wyższe uczelnie "produkują" jakieś 300 000 magistrów (w latach 2004-2010
            liczba absolwentów szkół wyższych wyniesie ok. 3,5 mln osób), rynek pracy
            zweryfikuje to bezlitośnie.

            "Papierek" dziś niewiele znaczy, najwięcej znaczą praktyczne umiejętności i
            praktyczna wiedza; a to gwarantuje tylko i wyłącznie doświadczenie.
          • Gość: Marta NIE RYZYKUJ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.05, 15:23
            >no i właśnie zaczynam studia... kiedyś trzeba wreszcie :)

            Uzo, ty nie ryzykuj, bo sie staniesz bezrobotny po tych studiach!
            Na lektoratach z angielskiego lepiej przysypiaj!
        • Gość: aga Re: U mnie było inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.05, 10:03
          tY to jesteś pajac bo nie masz pojęcia że to zależy też i od losu albo masz raz
          farta albo go niemasz...CZUBKU
          • uzo.borewicz Re: U mnie było inaczej 23.08.05, 22:50
            bardzo Cię proszę, doczytaj wątek do końca :)
      • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 19:26
        ok, powstaje lista:

        1. pewność siebie (najwyżej nie odpowiedzą, najwyżej nie przyjmą, ale próbować
        warto)
        2. tupet (w dobrym znaczeniu tego słowa, wymagają więcej? trudno - patrz pkt 1,
        dobrze o sobie mów, szukaj zalet, które kompensują niedobory)
        3. doświadczenie (trzeba mieć czym się chwalić, a jak nie ma czym, to trzeba
        patrzeć na pkt 1 i 2)

        co dalej?
        • Gość: znafca Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.05, 19:46
          Dostajesz robote bo masz okrągły łeb!
          • Gość: smycha Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA IP: *.acn.waw.pl 26.07.05, 14:55
            buuuuuuuuuuuuuu to ja zycie na studiach zmarnowalam? a co jak sie ma inne
            dosiwadczenie zebrane w czasie studiow a po studiach chce sie pracy troche
            lepszej? ja np. chce byc dobrym specjalista w jednej dziedzine, nie chce byc
            managerem nikim takim, bo nie ten styl charakteru, to co ukrywac takie inne
            dosiwadczenie czy jak?
            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA 29.07.05, 19:15
              > buuuuuuuuuuuuuu to ja zycie na studiach zmarnowalam?

              co Ty pleciesz?! :)
              • Gość: smycha Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA IP: *.acn.waw.pl 29.07.05, 22:30
                plote z bezrobocia jestem jednym z milionow bezrobotnych magistrow no to plote
                bo cel mam wiem jak osiagnac ale ku braku zdziwienia ale rozpaczy brak
                mozliwosci zrealizowania celu nie zalezy widze ode mnie jedynie i to mnie
                wscieka, sam wiesz jak zycie od nas nie zalezy to jestesmy agresywni a ja plote
                wlasnie takie rzeczy.
                Powodzenia
                • Gość: OLA Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA IP: *.adsl.inetia.pl 23.08.05, 15:13
                  bez sensu - zycia na studiach sie nie marnuje, tylko sie na nich kwalifikacje
                  podnosi (ostatecznie trzeba korzystac z tego, jak Cie chca uczyc za darmo :)
        • krzysztofsf Jakie miasto? 21.07.05, 20:20
          Zrob kolejny eksperyment.
          Wyslij kilka cv do Szczecina i odpisz na grupie, na ile rozmow kwalifikacycjnych cie zaproszono.
          • Gość: Uzo Re: Jakie miasto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 22:41
            nie mam szans ze względu na miejsce zamieszkania :)
            w gręwchodzi jedynie Dolny Śląsk, dalej nie ma sensu...

            w Szczecinie jest tak ciężko?
            • krzysztofsf Re: Jakie miasto? 22.07.05, 21:20
              Gość portalu: Uzo napisał(a):

              > nie mam szans ze względu na miejsce zamieszkania :)
              > w gręwchodzi jedynie Dolny Śląsk, dalej nie ma sensu...
              >
              > w Szczecinie jest tak ciężko?

              Sprobuj, jesli nie szkoda ci kilku groszy na znaczki w celach eksperymentalnych.
              • uzo.borewicz Re: Jakie miasto? 22.07.05, 21:25
                raczej marne szanse, jak tylko pracodawca zobaczy Wrocław w papierach to z mety
                odpadne :)
                to nie byłoby obiektywne...
                • krzysztofsf Re: Jakie miasto? 22.07.05, 22:06
                  uzo.borewicz napisał:

                  > raczej marne szanse, jak tylko pracodawca zobaczy Wrocław w papierach to z mety
                  >
                  > odpadne :)
                  > to nie byłoby obiektywne...

                  Uwazam, ze duze znaczenie maja czynniki regionalne, oraz inne zwiazane np z wiekiem kandydata itp.
                  podobnie, jak juz na wstepie "wymiekasz" stwierdzajac, ze czynnik odleglosci (a co na to ludzie szukajacy pracy w regionach o nizszym bezrobociu, rozsylajacy aplikacje do przyszlego miejsca ewentualnego zamieszkania, poniewaz nie stac ich na przeniesienie sie i mieszkanie iles miesiecy bez pracy w innym miescie?) wymiecie twoje zalety jako pracownika.
                  • uzo.borewicz Re: Jakie miasto? 22.07.05, 22:19
                    > podobnie, jak juz na wstepie "wymiekasz" stwierdzajac, ze czynnik odleglosci (

                    to nie tak... miałem wątpliwą przyjemność wyjechać "za pracą" do Warszawy, sami
                    mnie ściągneli, dałem się, bo mi to zaimponowało, to jeden z moich błędów :)

                    teraz nie chcę i nie muszę zmieniać miejsca zamieszkania, cieszy mnie to...
                    a napisałem, że nie ma to sensu wysyłać aplikacji, bo eksperyment musi mieć
                    jakieś określone ramy, inaczej wynik nie będzie obiektywny... ja zrobiłem go w
                    swoim otoczeniu... niech w Szczecinie zrobi to ktoś ze Szczecina... poza tym
                    Twardzielka1 jest chyba właśnie ze Szczecina :) pisała już na ten temat, zmiana
                    pracy nie sprawiła jej kłopotu...

                    poza tym chyba nie chodzi o to, żeby mi udowodnić, że gdzieś pracy nie dostanę
                    (bo taki chwilami odnoszę wrażenie), wielokrotnie mi odmawiano, to nic nowego :)

                    z tego wątku wynika jasny wniosek, że pracujący mają łatwiej (nie jest to
                    niczyja wina), jest to wniosek, który sam się nasuwa...
                    a Burek już nawet podał przepis na sukces :) oj...
                    • krzysztofsf Re: Jakie miasto? 22.07.05, 22:33
                      uzo.borewicz napisał:


                      >
                      > z tego wątku wynika jasny wniosek, że pracujący mają łatwiej (nie jest to
                      > niczyja wina), jest to wniosek, który sam się nasuwa...
                      > a Burek już nawet podał przepis na sukces :) oj...

                      Nie jest to regula. Przy obecnym bezrobociu, gdy pracownik ma dluzszy okres wypowiedzenia (a czasem i miesieczny juz jest za dlugi) pracodawca wybiera nastepnego z kupki. Takie rachuby maja sens w miejscach o lepszym "rynku pracy" gdzie pracodawcy planuja etaty z wyprzedzeniem a ogloszenia o zatrudnieniu daja w zwiazku z rozwojem firmy a nie w chwili wreczenia wypowiedzenia dotychczasowemu pracownikowi.
                      • uzo.borewicz Re: Jakie miasto? 23.07.05, 21:49
                        to prawda... ale można przecież próbować porozmawiać z przyszłym expracodawcą :)

                        poza tym, zawsze jest kilka wyjść z sytuacji, różnych kompromisów do
                        zaproponowania obecnej i przyszłej firmie... no i podejście bezkompromisowe w
                        przypadku bez wyjścia, hmmm....
        • Gość: jakiśktoś a ile masz chłopczyku LAT? IP: *.chello.pl 22.08.05, 19:34
        • elbereth11 Re: zrobiłem eksperyment...- LISTA 11.10.05, 15:26
          zalezy od branzy...
          jest ssanie na specjalistow albo nie ma
      • Gość: Aga Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 20:16
        Co ty sie tak pewnie czujesz, glupota przez ciebie przemawia, dostajesz prace bo
        nie przeskoczysz innych i tu jest cala tajemnica, gdybys mial zbyt wysokie
        kwalifikacje,to kto wie moze bys byl zagrozeniem, a tak to z latwoscia sie
        ciebie wymieni, smutne to ale niestety prawdziwe........
        • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 22:46
          koleżanko szanowna, to ja wymieniam firmy na coraz lepsze, a nie firmy mnie
          (jak dotąd przynajmniej) i zazwyczaj nie mam kogo przeskakiwać, to druga
          sprawa...

          > Co ty sie tak pewnie czujesz, glupota przez ciebie przemawia

          nie bardzo rozumiem, na czym opierasz swoje wnioski, ale chętnie posłucham :)
          miało być konstruktywnie, a robi się błotniście, tak jak przypuszczałem...
      • Gość: mgrinz Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 22:54
        może Uzo masz rację, że pewność siebie, pewnie masz rację, ale to tylko świadczy źle o pracodawcach, a nie super o tobie,
        bo skoro oni zatrudniają kogoś innego niż chcieli, to znaczy, że nie wiedzą kogo chcieli, to trochę tak jakbym przyszedł do salonu samochodowego i chciał kupić wygodną limuzynę do jazdy a facet mi wciska ciężarówkę terenową i zachwala, że ma taaaaaaaaaaaaaaaaaki duży kufer :)
        to by świadczylo, że jest się dupkiem bezwolnym, bez własnego zdania i nie wiedzącym, czego się chce, skoro sprzedawca sprzedaje coś innego, niż klient chce...
        jeżeli koleś chce kogoś z płynnym angielskim i np. inżyniera, a bierze kolesia bez języka, to tylko świadczy o tym, że jest głupim pracodawcą...
        acz gratuluję szczęścia...
        • Gość: Uzo Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.05, 23:07
          oj... mgrinz...

          > może Uzo masz rację, że pewność siebie, pewnie masz rację, ale to tylko
          świadczy źle o pracodawcach, a nie super o tobie,

          ja nie szukam tu dowartościowania, jeśliś łaskaw zauważyć :)

          wyznaję zasadę, że tylko krowa nie zmienia poglądów
          ...jeżeli moje doświadczenie jest wystarczające, a studia są wymogiem (bo
          uważam, że tak jest w wielu przypadkach) jedynie ego pracodawcy lub HRowca
          rozpuszczonego przez bezrobocie, to cenię go za to, że potrafi się do tego
          przyznać przyjmując mnie do pracy.

          Umiem czytać, a książki z mojej dziedziny nie są tajne, więc z ludzmi po
          studiach wyższych (marketing) rozmawiam, jak równy z równym, a nawet często to
          oni się ode mnie uczą... oni studia już skończyli, a ja dalej umiem czytać i
          czytam :)

          > jeżeli koleś chce kogoś z płynnym angielskim i np. inżyniera, a bierze
          kolesia
          > bez języka, to tylko świadczy o tym, że jest głupim pracodawcą...

          jeśli jest wymagany PŁYNNY angielski to nawet nie próbuje, bo nie lubię robić z
          siebie kretyna bez powodu :) na wielu stanowiskach angielski nie jest w ogóle
          używany, ale przy naborzy jest wymagany bezwzględnie, co jest moim zdaniem
          zastanawiające... dość łatwo jest zorientować się po ogłoszeniu i małym
          przyglądnięciu firmie, czy rzeczywiście ten angielski to ich potrzeba, czy
          fanaberia...

          > acz gratuluję szczęścia...
          acz dziękuję ;)
          • vokulski Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 08:56
            Też mam 30 lat , podobnie do Ciebie doświadczenia , tez wysyłałem dla
            sprawdzenia ;-) , koncze teraz studia na SGH ale sam dla siebie ,

            Zauważ że jak się ma pracę to całkiem inaczej rozmawiasz z pracodawcą , ja
            stawiam na
            1.doświadczenie
            2.pewność siebie





            • Gość: Ewelina Re: zrobiłem eksperyment... IP: 212.160.143.* 22.07.05, 09:39
              Wyslij jakies CV do Bolesławca Slaskiego:-) budują nową drukarnię w
              Wykrotach..to jest w poblizu, zobaczymy ile Ci zaproponuja, jesli oczywiscie
              pojdziesz na rozmowe, jesli Cie zaprosza
        • Gość: lotnik Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.05, 18:52
          i właśnie dlatego jestes bezrobotnym mgr
      • Gość: haerowiec Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.07.05, 11:42
        Panie Uzo,
        oto moje refleksje:
        w dzialce rekrutacyjnej zaczynaja sie ksztaltowac (mowie o Polsce) pewne
        prawidlowosci (nie prawa), o ktorych nie mozna przeczytac w ksiazkach:

        1. jezeli masz prace, a starasz sie o nastepna, to jestes "atrakcyjny" dla
        pracodawcow; dlaczego? odpowiedzi jest kilka: skoro pracujesz, to jestes dobry,
        cos wart itp.


        2. jezeli cenisz siebie (np. jak mowisz dales stawke zaporowa) to pracodawcy
        to imponuje; dlaczego? pracodawcy lubia ludzi pewnych wlasnej wartosci (nie
        mylic z odwaga czy tupetem, ci pracy nie dostaja), twoje zachowanie moze
        swiadczyc ze jestes dobrym negocjatorem- mowiac jezykiem negocjacji masz
        zaplecze, umiesz grac swoimi kartami;

        3. zapewne, jak mowisz masz doswiadczenie zawodowe (ono bardzo pomaga znalezc
        prace; ostatnio tez to przetestowalam na swoejej skorze: pracy szukalam
        miesiac!, ale jestem z duzego miasta..to wazny czynnik i jestem stosunkowo
        mloda)

        4. cechy psychologiczne i Twoja sytuacja zyciowa: o ktorych razczej na Forum
        nie powinnam sie wypowiadac, powiem tylko a raczej zapytam: moze masz charayzme?
        5. czynniki spoleczne: o ktorych gdzies juz pisalam, pracownicy nie bardzo
        teraz lubia zmieniac prace.

        Uklony,

        ps. taka dygresja- po stylu pisania az trudno uwierzyc, ze nie masz studiow;
        choc w moim otoczeniu tez mam takie "kwiatki"..tylko pogratulowac!

        ps2. wlasna dzialalnosc dobrze przemysl...
        • Gość: realista Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.05, 12:06
          Gość portalu: haerowiec napisał(a):
          > 1. jezeli masz prace, a starasz sie o nastepna, to jestes "atrakcyjny" dla
          > pracodawcow; dlaczego? odpowiedzi jest kilka: skoro pracujesz, to jestes
          >dobry, cos wart itp.

          Czyli jeżeli jesteś bezrobotnym to będziesz nim już zawsze. I pomysleć że mamy tyle narzekań pracodawców ze nie ma wykwalifikowanych a ci co są to chcą kosmiczne pieniądze. A zarazem narzekania że nie ma lojalnych praocwników.
          • Gość: haerowiec odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.07.05, 12:19
            "Czyli jeżeli jesteś bezrobotnym to będziesz nim już zawsze"...to mocne
            stwierdzenie, ale rozumiem ironie; znam z zycia przyklady menedzerow z duza
            kasa, ktorzy potracili prace i nie moga dostac nastpenej bo nigdzie nie
            pracuja!! niestety w mojej dzialce jest duzo sprzecznych postaw i opini
            (czasami sa one bardzo nieracjonalne. Zanm wielu pracodawcow, ktorym do glowy
            nie przyjdzie zajrzec do urzwdu pracy i poszukac tam ofert; wrecz unikaja oni
            tego przybydku jak zarazy...
            • Gość: Burek Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.dint.wroc.pl 22.07.05, 12:40
              Uzo! gratulacje...

              zgadzam się, że startując z pozycji osoby pracującej jest łatwiej, dlatego wiele
              osób zatrudnia się fikcyjnie gdziekolwiek, np. w znajomej firmie na stanowisku,
              które ich docelowo interesuje, zwraca pracodawcy koszty i dopiero szuka pracy ;)
              znam takie przypadki...

              pracodawcy oczekują cudów, ale trochę ich rozumiem... to naturalne, że bardziej
              cenią tych pracujących niż tych niepracujących w danej chwili, ale jest to
              krzywdzące niestety :(
              • uzo.borewicz Re: odpwiedz dla Pana Realisty 22.07.05, 14:21
                Burek! :)
                dziękuję!!!
            • Gość: realista Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.05, 12:33
              ironiczne bo wskazuje na krotkowzroczność.Z czymś podobnym spotkalem sie przy pisaniu pracy dyplomowej. Opiekun coś tam sobie umyślił bo potrzebowal jakieś opracowania (starych technologii) i opieral się gdy studenci chcieli opracować trochę nowości. Ponieważ uczelnia była prywatna ( czytaj byle jaka bo płatna ;;;-))) ) to nie miał zbyt wiele do gadania. I studenci narzucili nowe tematy. Ciekawe i współczesne. I wszyscy na tym skorzystali. Ciekawe czy może zachodzić analogia?
              • Gość: Dilbert Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.chello.pl 24.07.05, 19:23
                Opiekun coś tam sobie umyślił bo potrzebowal jakieś op
                > racowania (starych technologii)\

                Człowieku kika lat (15 lat temu) pracowałem na PG (ETI) . To co robią
                studenciny trudno nazwać jakimś cennym opracowaniem, trochę skromności.!

                Ponieważ uczelnia była prywatna
                A....cha. No tak ,to wiele wyjaśnia.

                "studenci narzucili nowe tematy'
                może na takich zabawnych uczelniach-
                pójdzmy dalej a co !
                profesorów do łopat !
                klasa raobotnicza do rządów !
                zarządzać potrafi byle kucharka !((tak mawiał Lenin:-)
                • Gość: realista Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.05, 19:47
                  Dyplomówkę robiłem ponad 3 lata temu i temat sam narzuciłem. Był o języku XML. Naprawdę bardzo zacofana technologia. Wręcz przedpotopowa. Opiekun pamiętający jeszcze TeX też się nieco podszkolił w kierunkow rozwoju technik opisu danych.
                  • Gość: Dilbert Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.chello.pl 25.07.05, 09:00
                    XML jest dość stary ,to fakt. Ale jednak wciąż niedoceniany, bo wszystko idzie
                    jednak w tym kierunku, (nawet glupie css-y i cały .net).

                    Stare ale jare technologie to ja znam ;-() , S/390 ,MVS, DB2 ech, to były
                    czasy.....

                    Z drugiej strony , bez obrazy ale potwierdza to niestety zdanie o pryatnych
                    uczelniach , nawet ja TeX nie tykałem a najmłodszy już nie jestem .
                    • Gość: realista Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 14:26
                      > Z drugiej strony , bez obrazy ale potwierdza to niestety zdanie o pryatnych
                      > uczelniach , nawet ja TeX nie tykałem a najmłodszy już nie jestem .

                      tak sie składa że kadra ucząca na prywatnych to kadra z państwowych uczelni. I jeśli "coś" ( np studenci) wymuszają postęp to dobrze. W murach państwowych uczelni mechanizmy rozruszające kadrę naukową mają dużo mniejszą siłę przebicia.
                      • Gość: Dilbert Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.chello.pl 26.07.05, 09:21
                        przecież tam nie studiowałeś.To skąd wiesz.
                        • Gość: realista Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.05, 12:02
                          Studiowałem :-))). I znudził mnie olewający stosunek kadry do studentów. Poszedłem sobie na prywatną uczelnię i wreszcie studiowałem. Z przyjemnych :-)))rzeczy mogę dodać że byłem na uroczystym rozpoczęciu roku akademickiego ( z szychami w gronostajach - całkiem fajna impreza - warto zobaczyć ) gdzie na państwowej uczelni raczej cięzko się dopchac na taką imprezę :-(((. Z "ciekawszych" zalet prywatnych to punktualne przychodzenie kadry na zajęcia itd...
                          • Gość: Dibert Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.chello.pl 31.07.05, 17:14
                            ZAWSZE ! Docelowo prywatne będzie bardziej efektywne od państwowego - to
                            oczywistość której do tej pory zaprzeczałeś . Skad taka zmiana ??????

                            Natomiast nie sądzę abyś studiował na prawdziwej uczelni technicznej typu PWlub
                            PG ( chyba że to jakaś Zielona Góra czy Koszalin ..) i napisął taki text.
                            NA ETI w PG chłopcy dostają taki wycisk że mogą sobie pomarzyć o olewackim
                            stosunku.
                            Natomiast jak płacisz i chcesz miec papier to wybrałeś słuszną drogę. Tyle że
                            nie dziw się potem że na dyplomie masz temat z antykwariatu, a i pracodawcy nie
                            traktują Twojego dyplomu poważnie,.
                            Ale moze się mylę i może są powoli polskie uczelnie prywatne dobrze kształcące.
                            Może tak jest , jeśli tak to sorry.

                            NAtomiast zachodnie u uczelnie ( ale TAM JEST WIĘKSZOŚĆ >>> ITE SĄ Z TRADYCJAMI)
                            to zupełnie co innego. Są super , a są i korespondencyjne za 49 $..:-))
                            • Gość: realista Re: odpwiedz dla Pana Realisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.05, 18:05
                              A Politechnika Łódzka może być? Czy za niski poziom? Rozbawiłeś mnie tym wyciskiem. Wcale nie jest aż tak ciężko...albo jestem jakiś trochę zdolny czy coś takiego? :-))). Fakt, parę razy dostałem opieprz od wykładowców ze się obijam i że nie dostanę 3 bo stać mnie na więcej ]:-|||. A ja chciałem sobie poszukać jedynie ciekawszych zgadnień. A co najzabawniejsze to te ciekawsze zagadnienia już parę razy przydały się w życiu zawodowym.
                              A tak na poważnie... studia to jedynie możliwośc ukierunkowania i poszerzenia umiejętności. O poziomie studenta świadczy ilość i jakość wykonanej przez niego pracy a nie sam fakt bycia studentem.Bo aby zdobyć wiedzę trzeba się wysilić.
                              To podobnie jak z szukaniem dobrego i zdolnego pracownika :-))) A ja jak napisałem w innym wątku nie przyznaję się do posiadania dyplomu.Bo ważny jest potencjał, możliwości i doświadczenie a nie jakiś papierek.Choc u nas jest to pojmowane przewrotnie bo brak doświadczenia skreśla mimo dużego potencjału i mozliwości. A potem okazuje się że brak produktów wysokozaawansowanych technicznie rodzimej produkcji. I niesie sie powszechny lament że brak wykwalifikowanych rąk do pracy. A trzeba je sobie wyprodukować albo kupić za duże pieniądze. Brak nakładow zemści się po jakimś czasie.

                              > ZAWSZE ! Docelowo prywatne będzie bardziej efektywne od państwowego - to
                              > oczywistość której do tej pory zaprzeczałeś . Skad taka zmiana ??????

                              A gdzie tak napisałem? Przypisałeś mi "zwolennik Leppera" czy "fan socjalizmu i roszczeniowiec". Jedynie wyśmiewam filozofię szybkiego "zdobycia" majątku uprawianą przez rodzimych biznesmenów... a nie że państwowe bardziej efektywne niz prywatne. Natomiast poziom wszystkich uczelni wyklaruje się gdy wszystkie studia będą odpłatne.
        • Gość: Michnik Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.05, 19:47
          Polemizowalbym z punktem, ze posiadajac prace i aplikujac do innej firmy
          jestesmy "towarem pozadanym". Pracuje w firmie z branzy informatycznej(5 lat, od
          dwoch lat stagnacja), bylem na kilku rozmowach, zeby przerwac ta
          rutyne...zauwazylem ze dla niektorych pracodawcow(najczesciej small bussiness
          malych prywaciarzy) najwazniejszym kryterium przy wyborze przyszlego pracownika
          sa jego ambicje finansowe. Moim zdaniem to jest dobry atut dla bezrobotnych badz
          bez doswiadczenia. Pytanie do Uzo: guru jumperow firmowych...Jezeli zostal mi
          rok do zakonczenia magisterki i mam plan wyjazdu za granice po obronie to czy
          warto zaryzkowac, opuszczajac ciepla, sielankowa firemke, ale nudna i bez
          perspektyw...?
          P.S ekspresymentalnie, w piatek mam rozmowe w duzym przedsiebiorstwie, obym
          wygral ze swieza ekipa absolwentow studiow dziennych :-). Zyczcie mi powodzenia.
          • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 24.08.05, 19:57
            > rutyne...zauwazylem ze dla niektorych pracodawcow(najczesciej small bussiness
            > malych prywaciarzy) najwazniejszym kryterium przy wyborze przyszlego
            pracownika
            > sa jego ambicje finansowe. Moim zdaniem to jest dobry atut dla bezrobotnych
            >badz bez doswiadczenia.

            to prawda, dlatego ja staram się wybierać firmy nieco większe od tych
            mniejszych ;)

            > Pytanie do Uzo: guru jumperow firmowych...

            spadłem przez Ciebie z krzesła...

            > Jezeli zostal mi
            > rok do zakonczenia magisterki i mam plan wyjazdu za granice po obronie to czy
            > warto zaryzkowac, opuszczajac ciepla, sielankowa firemke, ale nudna i bez
            > perspektyw...?

            jestem przekonany, że sam znasz odpowiedź na swoje pytanie :)
            powodzenia w piątek! daj znać!
      • twardzielka1 Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 11:54
        Wychodzi na to że lepiej nie eksperymentować :-). Ja też zrobiłam eksperyment i
        jak to się skończyło? (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=26641735)
        Może nie zarabiam tyle co ty, no i pewnie Ty masz mocniejszy charakter i po
        prostu powiedziałeś swojemu Szefowi po prostu "dowidzenia", ale dzisiaj
        przechodzę katorgę. Koniec z eksperymentami!!! To był mój ostatni raz. A propo -
        jestem ze Szczecina :-)
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 14:17
          w tych czasach zmiana pracy na lepszą jest zupełnie normalna, ale za pierwszym
          razem jest najtrudniej...

          zawsze idzie za taką zmianą jakieś ryzyko, na to trzeba być przygotowanym, ale
          pamiętaj, że zmieniając pracę rozwijasz się, zdobywasz nowe doświadczenia,
          poznajesz ludzi, inny sposób pracy, nowy zakres obowiązków, nowe wyzwania!

          im dłużej pracujesz u jednego pracodawcy, tym mniej efektywna jesteś dla firmy i
          przede wszystkim mniej elastyczna, a wtedy trudniej będzie Ci się dostosować do
          nowej firmy i nowych obowiązków, bo przecież prędzej, czy później pracę zmienisz
          (5, 10, 15 lat), czy upadnie firma, czy pracodawca zechce młodszego pracownika,
          różnie bywa (oczywiście nie życzę, tylko snuję przypuszczenia możliwych
          scenariuszy, więc nie przerażaj się ;)...

          Najefektywniej pracuje się w firmie przez pierwsze 3 lata, potem sami czujemy
          rutynę, w jaką wpadamy, brak motywacji, niechęć do zmian w firmie itd...

          to znak, że trzeba iść dalej, że potrzebujemy boźdźca... zmiany pracy :)
          nie bój się tego! tylko zmieniaj pracę mądrze, żeby nie zostać na lodzie ;)

          (trochę może być niespójne to moje pisanie, ale ciągle mnie jakieś telefony ścigają)
          • twardzielka1 Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 15:12
            Pewnie masz rację że zmiana pracy na lepsze jest normalna, tylko widzisz, ja
            chciałabym wreszcie popracować gdzieś trochę dłużej. W swoim życiu zawodowym
            zmieniałam pracę już kilka razy, z różnych względów. Nigdzie nie pracowałam
            dłużej niż rok, poza jedną firmą gdzie wytrzymałam 2 lata. Zawsze zmieniam
            pracę przez te cholerne "eksperymenty". Kupowałam gazetkę, o! jest świetne
            ogłoszenie, co mi szkodzi wysłać? I tak mnie nie przyjmą... A nawet jak się
            odezwą to nic nie szkodzi, bo zawsze mogę odmówić, a będę wiedziała
            przynajmniej czy mam szansę na rynku pracy. No i kurde, zwykle przyjmowali.
            Zawsze nowa praca była lepsza od poprzedniej, bo lepiej płatna, a czasem nawet
            mniej płatna ale za to w wymarzonym zawodzie, albo większe szanse na rozwój
            etc. Nigdzie nie mogę zagrzać dłużej miejsca, ledwie się przyzwyczaję do ludzi
            i już... koniec. Przecież szkoda zmarnować szansy... Pomijam juz te wszystkie
            trudne rozmowy z Szefami o chęci odejścia, nic przyjemnego - a tak
            nieprzyjemnej jak ostatnio to nigdy nie miałam... Pomijam też to że każdy nowy
            pracodawca pyta czemu tak częśto zmieniam pracę i muszę się nieźle
            nagimnastykować żeby to jakoś dobrze uzasadnić. Dlatego podtrzymuję: NIGDY JUŻ
            WIĘCEJ EKSPERYMENTÓW!!! Wyślę następną ofertę najwcześniej za 10 lat!!! Albo
            wcale!!! Będę wierna mojemu nowemu pracodawcy jak pies!!! - oczywiście w
            sprawach zawodowych :-).
            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 15:26
              w pewnym momencie rzeczywiście trzeba się zatrzymać, to fakt...
              zgadzam się całkowicie, ale to musi być firma, w której mam szansę pracować już
              do ew. emerytury :)

              i powinno to być stanowisko, które pozwoli mi powiedzieć, że osiągnąłem cel...
              nie wolno niczego żałować... to do niczego nie prowadzi!

              jasne, że to wszystko to tylko teoria ;)
              ale trzeba dążyć do ideałów... (co za tekst!)
              nie zarzekaj się, bo możesz coś ważnego przegapić... bądź czujna :)
              pozdrawiam!
              • twardzielka1 Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 15:30
                Tekst jet ok. Nawet bym powiedziała że super:-).
                A cel? A jakże - jest i będę walczyć. Wystarczy że przed tą "księgową" pokaże
                się maleńkie słowko "główna"... Chyba masz rację... 10 lat to za długo, ale nie
                wcześniej niż za 3, no, może 2...
                Pozdrawiam :)))))
                • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 15:34
                  trzymam kciuki za przyszłą główną księgową!!! :)
                  • twardzielka1 Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 15:35
                    Nie, no teraz to się normalnie wzruszyłam ;-))))))))
                    Dzięki!!!!
              • Gość: haerowiec realizujmy swoje marzenia IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.07.05, 15:32
                Najwazniejsze to umiec sie przystosowac...wg roznych "mądrych głów" młodzi
                ludzie beda zmieniac zawod 7 razy zanim dotra do emerytury..zobaczymy co
                bedzie...przeciez przez ostatnie 10 lat powstalo tyle nowych zawodow...Badzmy
                czujni i realizujmy swoje marzenia!
                • uzo.borewicz Re: realizujmy swoje marzenia 22.07.05, 15:37
                  w imię zasady "coś za coś" - wiele zawodów zniknęło ;/
                  a szkoda... kiedyś chciałem być kowalem ;)
                  • krzysztofsf Re: realizujmy swoje marzenia 22.07.05, 22:08
                    uzo.borewicz napisał:

                    > w imię zasady "coś za coś" - wiele zawodów zniknęło ;/
                    > a szkoda... kiedyś chciałem być kowalem ;)

                    Kowalstwo artystyczne to dalej niezly i ciekawy kawalek chleba.
              • raj_jar Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 15:38
                kurcze czytam Twój drugi post w tym wątku i muszę stwierdzić, że ciekawie piszesz, proste
                słowa aczkolwiek dają dużo do myślenia... jak np. to że nie można niczego żałować,
                hhmmm... dlaczego niby nie można niczego żałować?
                • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 16:11
                  > hhmmm... dlaczego niby nie można niczego żałować?

                  to bardzo proste...

                  znajdujesz ogłoszenie, które Cię interesuje, wysyłasz (np. pod wpływem impulsu,
                  czy z ciekawości, czy konieczności) swoją aplikację.
                  zakładam scenariusz pozytywny, więc firma odpowiada, zaprasza Cię na rozmowę,
                  skutkiem czego dostajesz pracę...

                  teraz jest rozterka... brać, czy nie brać?!

                  z rachunku sumienia wychodzi, że brać, bo jest lepiej (większa kasa, czy prestiż
                  firmy, czy stanowiska... nie ważne), więc decydujesz się... odpowiadasz, że
                  przyjmujesz ofertę...

                  KLAMKA ZAPADŁA, odciąć, spalić, wyrzucić skrupuły...
                  decyzja została podjęta, nie ma co spekulować, czy była dobra, czy nie!

                  trzeba znaleźć się w nowej sytuacji (firma, ludzie, zadania)
                  i walczyć dalej, bo już jest tylko dalej ;) rozpartywanie, co byłoby gdyby jest
                  niecelowe, niczego nie wnosi dobrego poza stresem, którego i tak mamy dość w
                  związku z nowym środowiskiem pracy...

                  nie jest to łatwe, ale po prostu nie należy patrzeć wstecz i oceniać, czy dobrze
                  zrobiliśmy (też się poślizgnąłem, wiem, że boli), trzeba to traktować, jako ciąg
                  dalszy kariery (życia :) i uznać, że raz podjęta decyzja jest już niezmienna, a
                  dywagacje na jej temat zbędne...

                  gorzej jest z samym podejmowaniem decyzji (zwłaszcza, gdy firma fajna, ludzie
                  fajni, a owe "dalej" to przecież niewadoma), czasem trzeba się więc wbrew sobie
                  przełamać i zaryzykować... po pierwszym razie jest nieco łatwiej, ale tylko nieco ;)

                  i zawsze z głową, chłodna kalkulacja i dużo wiadomości o przyszłym pracodawcy
                  (internet bardzo pomaga w znalezieniu informacji o firmie), wleźć w bagno jest
                  bardzo łatwo, wyleźć trudniej...

                  generalnie... nie żałować... jeśli zdarzy się zła decyzja (a w życiu ich jest
                  wiele), to znowu trzeba iść do przodu i szukać kolejnej firmy...
                  zastanawianie się "rany, po co mi to było" nie przynosi zmian, a stagnację,
                  utwierdza nas w przekonaniu, że podejmujemy złe decyzje... i dobija...
                  i utwierdza w przekinaniu, że następnym razem może być jeszcze gorzej...
                  i zaczyna się blokada, strach, po co?

                  a każda decyzja gdzieś nas prowadzi :)
                  więc gaz i do przodu!
                  był jakiś etap, skończył się, jest następny, potem będzie jeszcze następny...

                  najważniejsze jest mieć cel w podejmowaniu tych decyzji...
                  nim się kierować przy ich podejmowaniu...
                  ale droga do tego nasszego celu nie zawsze jest przecież autostradą ;)
                  (moja jest polna i kręta, a ile kamieni!!!)

                  AAA!!! i ważna rzecz, żeby mi ktoś nie zarzucił, że nawołuję tu do wyznawania
                  zasady "po trupach do celu"....
                  NIE DEPTAĆ LUDZI!

                  zmęczyłem się ;)
                  • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 21:24
                    tak przeczytałem te moje wypociny i stwierdzam, że brakuje tu jednej rzeczy...

                    to, czy dana decyzja była dobra, czy zła można ocenić dopiero z perspektywy
                    lat... kiedyś zdecydowałem odejśc z pewnej firmy, ta decyzja wydawała mi się
                    błędna przez bardzo długi czas, męczyłem się z tym, było mi źle, bo wydawało mi
                    się, że trzeba było zostać w tej firmie... kolejny pracodawca okazał się
                    szchrajem ostatnim...

                    dwa lata po odejściu z tej firmy, widząc dokąd mnie to wszystko zaprowadziło,
                    twierdzę, że była jedną z najlepszych decyzji mojego życia! :)
                    nauczyłem się wielu rzeczy, których nie miałbym szans poznać w innej firmie,
                    musiałem walczyć z problemami, z którymi w normalnych firmamch nigdy nie
                    spotkałbym się - nieocenione doświadczenie! :)

                    dzięki niemu dostałem świetną pracę, ponieważ wykorzystałem to jako atut na
                    rozmowie - jaki to ja nie jestem wszechstronny i z jakimi to problemami nie
                    walczyłem... nie dostałbym tej pracy, gdyby nie moja...

                    dobra-zła decyzja ;)
                    • krzysztofsf Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:11
                      O ile nie zdobedziesz naprawde wysokich kwalifikacji, to w pewnym momencie, gdy data twojej pierwszej czy drugiej pracy zacznie byc zblizona do daty urodzin kontrkandydatow do stanowiska, stwierdzisz, ze odzew na aplikacje zaczyna byc ....raczej slaby.....
                      • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:21
                        uwierz mi, że świetnie sobie z tego zdaję sprawę i stale nad tym pracuję :)
                        • krzysztofsf Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:36
                          uzo.borewicz napisał:

                          > uwierz mi, że świetnie sobie z tego zdaję sprawę i stale nad tym pracuję :)

                          Ja niestety tez pracowalem - ale po 10-12 godzin w ostatnim miejscu pracy - i wyladowalem z "reka w nocniku", gdy moje kwalifikacje okazaly sie zbyt szerokie a nie wyspecjalizowane, a wiek przestal kwalifikowac do "mlodego dynamicznego zespolu".
                          • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:52
                            oj... ciężko temu przeciwdziałać... :(

                            ale dałeś sobie radę, jak mniemam?
                  • raj_jar Re: zrobiłem eksperyment... 23.07.05, 21:30
                    nie, nie zmęczyłeś mnie, przeczytałem Twój post jednym tchem :)
                    Dzięki za rozwinięcie wątku.
                    Tak mnie to zainteresowało bo sam czasami żałuję, że nie podjąłem oferty pracy
                    w marcu tego roku (duża firma międzynarodowa, stanowisko kierownicze, ale
                    niższego szczebla) choć mi ją zaproponowano, ale coż później były i są inne
                    szanse.
                    • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 23.07.05, 21:41
                      jaka nie byłaby ta decyzja (dobra - zła), ona już jest "była" :)

                      a przecież zawsze jest jakieś "dalej"........ kto wie, co przyniesie?!
      • adi771 Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 21:55
        Uzo, gartuluje ci odwagi.
        ja ponad rok temu przeszłam z jednaego dziłu do drugiego,
        niby ta sama organizacja, ale zupełny kanał.
        Na dodatek gdybym została na starym m-cu to
        awansowałabym na to samo stanowisko, za lepsze pieniądze.
        trudno chiałam szybciej.

        jednak z perspektywy czasu nie żałuje, to co przeszłam,
        a był to niezły hardcore, nauczyło mnie wiele.
        ostatnio miałam szanse zdystansowac się(2 miesiące temu urodziłam synka)
        i doszłam do wniosku, ze zmieniam prace, wysłałam jedno CV,
        zostałam zaproszona na assesment.
        Teraz czekam na wyniki. Mają za tydzień oddzwonić.
        Moze jestem, próżna myslę że mnie przyjmą.

        Wiesz na czym polega twój fenomen?
        masz prace i tak naprawdę nie potrzebujesz nowej,
        na rozmowie jesteś wyluzowany, bo ci nie zależy.
        a bezrobotny który chodzi na dziesiątki rozmów wypada blado,
        tak bardzo mu zależy na robocie, że nie potrafi
        zrobic dobrego wrażenia.


        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:09
          myślę, że trafiłaś w sedno!

          właściwie na wszystkich moich rozmowach jest sporo śmiechu, zawsze staram się
          wprowadzić trochę humoru, po prostu lubię się śmiać... ale zawsze jestem
          zdenerwowany, mimo, że nie mam noża na gardle... na szczęście nie widać tego po
          mnie :) a moim sposobem na stres, jest właśnie śmiech, więc prowokuję
          prowadzącego rozmowę do śmiechu :) oczywiście nie wtedy, gdy mówię o rzeczach
          poważnych i samej pracy!

          może to jest ten sekret?!
          • adi771 Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:24
            a moim sposobem na stres, jest właśnie śmiech, więc prowokuję
            > prowadzącego rozmowę do śmiechu :) oczywiście nie wtedy, gdy mówię o rzeczach
            > poważnych i samej pracy!
            >
            > może to jest ten sekret?!

            myslę , że to jest największy sekret.

            Wspomniałes równiez o tym, że wysyłasz CV tam
            gdzie wymagaja wyższego wykształcenia i znajomości j. angielskiego,
            i
            mimo braków w tej kwesti jestes zapraszany na rozmowy.
            Z tego co wiem pracodawcy celowo podaja takie
            wymagania, poniewaz większość kndydatów którzy nie
            spełniają tych kryteriów nie prześle swojej aplikacji.
            Natomiast tych którzy mimo wszystko wysłali swoje CV
            a nie spełniają tych krtteriów, uważa sięza osoby ambitne,
            które nie boją się wyzwań.
            osobiście twierdzę,że ludzie którzy od razu po szkole sredniej
            idą do pracy, a dopiero później zaczynają studia, sa lepszymi
            pracownikami niż ci którzy kończą dzienne i wieku 24-25 lat
            zauważają ze nikt ich nie chce, a oni tak dużo poptrafią.
            I tu posypią się na mnie gromy?!!!
            Twoim atutem jest tez dośiadczenie zawodowe.

            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.07.05, 22:35
              > I tu posypią się na mnie gromy?!!!

              ;) pewnie tak...

              mam wrażenie, że rozwiązaliśmy "zagadkę" :)
      • Gość: zgrzyt nie każdy jest miss internetu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.05, 22:34
        przeczytałem do połowy ten wątek, i Twój pierwszy post uważam za "niepoważny i
        śmieszny", bez obrazy, bo przedstawiłeś się jako ktoś poniekąd zwyczajny lub
        nawet gorszy, kto z łatwością zdobywa pracę dzięki "cudownemu podejściu", a tak
        naprawdę jest zupełnie inaczej, i "śmieszne" jest to, że pouczasz
        innych "zaślepiony" chwlowym, choć może nie tylko, czyli miss poucza emerytki
        jak malować się dyskretnie

        1. masz super wiek na pracownika, głowny atut
        2. jestes kontaktowy, otwarty i umiesz się komunikować
        3. "jedziesz" na powodzeniu życiowym (jak dotąd, jeżeli rozumiesz)
        4. masz spore doświadczenie w branży
        5. masz inne atuty

        więc porównywanie się z ludźmi, którzy tego nie mają, jest śmieszne, a
        mówienie, że inni mają papierek i języki, więc nieprawda .... to....
        masz nad nimi ogromną przewagę to raz,
        poza tym wielu ludzi z papierkiem ma przerost ambicji, nie zna realii i szuka
        pracy do której jeszcze nie maja kwalifikacji

        ale pamiętaj każde pwodzenie może się skończyć i niekoniecznie mając lat 40 czy
        powiedzmy 50 (teraz masz 30 haha czyli optimum do pracy i napisałeś jakbyś był
        przeciętny pod każdym względem) będziesz śpiewał tym samym głosem,

        więcej nie pisze ;) bo nie podałeś czym konkretnie się zajmujesz, więc nie mogę
        pospekulować jakie pułapki czekają na Ciebie w przyszłości
        • adi771 Re: nie każdy jest miss internetu 22.07.05, 22:50
          Zupełnie się z toba nie zgadzam.
          Podejście do rozmowy kwalifikacyjnej jest bardzo wazne,
          mozemy to porównać z praca handlowaca - ten który wierzy ,
          że jest dobry ma wyniki sprzedażowe, a ten który boi sie
          klienta i watpi w swoje umiejetności- nie ma ich.
          w tym przypadku nie ważny jest produkt, ale nastawienie,
          osoby sprzedającej tzw kontakt niewerbalny.

          a co do powodzenia życiowego, to są ludzie -pesymiści -
          którzy całe życie go nie mają.
          a jeszcze jedno,myśle że nikt tu nikogo nie poucza
        • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 22.07.05, 22:50
          > przeczytałem do połowy ten wątek, i Twój pierwszy post uważam za "niepoważny
          i
          > śmieszny", bez obrazy, bo przedstawiłeś się jako ktoś poniekąd zwyczajny lub
          > nawet gorszy, kto z łatwością zdobywa pracę dzięki "cudownemu podejściu", a
          tak

          bo czuję się gorszy :) zawsze miałem kompleks magistra, jeśli można to tak
          nazwać, a brak angielskiego (niestety znam tylko niemiecki, który w ogóle mi
          się nie przydaje) tylko to pogłębia... ale potrafię sobie dać z tym radę!

          > naprawdę jest zupełnie inaczej, i "śmieszne" jest to, że pouczasz
          > innych

          nie, nie :) nikogo nie pouczam, nie taki był mój cel... mówię to co myślę i
          odpowiadam na zadane pytania, mówię tylko o sobie i swoim podejściu do sprawy,
          nie widzę nic złego w wymianie poglądów :)

          > 1. masz super wiek na pracownika, głowny atut
          > 2. jestes kontaktowy, otwarty i umiesz się komunikować
          > 3. "jedziesz" na powodzeniu życiowym (jak dotąd, jeżeli rozumiesz)
          > 4. masz spore doświadczenie w branży
          > 5. masz inne atuty

          może i tak jest, ale patrząc na ogłoszenia sam zauważysz... wszędzie jest
          wymagane wyższe wykształcenie i j. angielski, przynajmniej w mojej branży...
          nie bardzo rozumiem to powodzenie życiowe... co masz na myśli?!! co to jest
          powodzenie życiowe, na którym ja jadę, to się jakoś dostaje w prezencie?
          człowiek się z tym rodzi? nie rozumiem...

          > więc porównywanie się z ludźmi, którzy tego nie mają, jest śmieszne, a
          > mówienie, że inni mają papierek i języki, więc nieprawda .... to....
          > masz nad nimi ogromną przewagę to raz,
          > poza tym wielu ludzi z papierkiem ma przerost ambicji, nie zna realii i szuka
          > pracy do której jeszcze nie maja kwalifikacji

          z nikim się nie porównuję, nie wiem, dlaczego mnie w ten sposób atakujesz :)
          z resztą się zgadzam, doświadczenie to potężny atut... ale brak "papierka" i
          angielskiego to potężny minus dla mnie...

          > ale pamiętaj każde pwodzenie może się skończyć

          to jest taki banał, który nie warto komentować...

          > więcej nie pisze ;) bo nie podałeś czym konkretnie się zajmujesz, więc nie
          mogę pospekulować jakie pułapki czekają na Ciebie w przyszłości

          nie ma takiej potrzeby, nie musisz mnie wdeptywać w ziemię, bardzo twardzo na
          niej stoję... skąd u Ciebie to przekonanie o moim hurra!-optymiźmie?!
          • adi771 Re: nie każdy jest miss internetu 22.07.05, 23:05
            zgadzam się z uzo, podtrzymuje to co wczesniej napisałam.
            szkoda, że są pisza tu ludzie którzy nie potrafia
            poprawnie odczytać czyiś intencji.
          • Gość: zgrzyt Re: nie każdy jest miss internetu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.05, 23:06
            no cóż nie wdeptuję, wystąpiłem tylko jako adwokat ;) tych pozostałcyh
            niudaczników z papierkiem :))

            >co to jest powodzenie życiowe, na którym ja jadę, to się jakoś dostaje w ?
            >prezencie? człowiek się z tym rodzi? nie rozumiem...

            >> ale pamiętaj każde pwodzenie może się skończyć
            >to jest taki banał, który nie warto komentować...

            za mało masz jeszcze lat ;) bym Ci to mógł wyjaśnić, szczególnie, że zauważam w
            tej kewsti zupełny brak zrozumienia rzeczy, to jest tak jak z jazdą samochodem,
            dopóki jezdzisz i wszystko jest ok naciskasz gaz i żegnajcie frajerzy, ale
            czasem jest jakieś drobne zdarzenie, i czasem wtedy człowiek się zastanowi, a
            gdyby tak ....
            • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 22.07.05, 23:10
              > za mało masz jeszcze lat ;) bym Ci to mógł wyjaśnić, szczególnie, że zauważam
              w
              > tej kewsti zupełny brak zrozumienia rzeczy,

              skoro jesteś taki doświadczony wiekiem, nauczaj!
              ja czekam z niecierpliwością!
              chciałbym zrozumieć rzecz, której nie zrozumiałem!
              w końcu do tego służy to forum :)
              • Gość: zgrzyt Re: nie każdy jest miss internetu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.05, 23:19
                to życie będzie uczyć, mam nadzieję, że jak dotąd coś Ciebie nauczyło, uwierz,
                że może więcej ;)

                kończę na dziś internet, ale coś tam o jeździe samochodem napisałem, a w
                ciemnościach, to nawet w słońce trudno czasem uwierzyć
                • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 22.07.05, 23:37
                  uwierz mi, życie nie jest w stanie mnie już zaskoczyć,
                  ani prywatne, ani zawodowe...
                  mógłbym swoim życiem obdzielić kilku 70-ciolatków i może wtedy byłoby
                  sprawiedliwie, bo tyle właśnie krzywdy mi wyrządziło i zapewniło
                  innych "rozrywek"... niektórzy stają się dorośli już w wieku kilku lat, nie
                  dlatego, że chcą, dlatego, że muszą...

                  więc nie wchodź w takie tony, bo kiedyś możesz kogoś tym urazić,
                  takie ogólniki nikomu nie pomagają, nic nowego nie wnoszą, a możesz się bardzo
                  pomylić, bo nie wiesz z kim rozmawiasz i co ten ktoś przeżył...


                  tyle nauki z mojej strony...
                  ____________________________



                  a jednak nauczam... ehh...
                  • vokulski Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 13:30
                    Stary z tym to już chyba przegiąłeś , jestem w Twoim wieku i usamodzilniłem się
                    wyjeżdzając w ciemno za granicę w wieku 17 lat , i jeszcze 3 lata temu byłem w
                    stanie prawić teksty jak Ty , natomiast życie pokzało mi że może mnie
                    zniszczyć psychicznie i fizycznie w ciągu dnia , więc nie mów że cię nie jest w
                    stanie nic zaskoczyć , bo życie może się zaskczyć i pozytywnie np wygrana w
                    totka i negatywnie np śmierć dziecka , wypadek ukochanej Ci osoby itp

                    oczywiście jesteśmy się w stanie podnieść ze wszystkiego , ale nie mogę
                    powiedzieć że zycie nie jest w stanie mnie zaskoczyć , bo już mnie i
                    zaskakiwało pozytywnie i negatywnie w różnych momentach życia



                    • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 19:28
                      > Stary z tym to już chyba przegiąłeś , jestem w Twoim wieku i usamodzilniłem
                      się

                      nie przegiąłem...

                      > wyjeżdzając w ciemno za granicę w wieku 17 lat , i jeszcze 3 lata temu byłem
                      w
                      > stanie prawić teksty jak Ty , natomiast życie pokzało mi że może mnie
                      > zniszczyć psychicznie i fizycznie w ciągu dnia

                      to znaczy, że przez długi czas miałeś w życiu szczęście, ja go nie miałem,
                      będziemy się licytować?!

                      > życie może się zaskczyć i pozytywnie np wygrana w
                      > totka

                      w to nie wierzę... nawet jeśli się zdarzy, nie mam nic przeciwko...

                      i negatywnie np śmierć dziecka

                      to już przeżyłem...

                      > wypadek ukochanej Ci osoby itp

                      są jeszcze gorsze rzeczy, które przeżyłem...

                      > oczywiście jesteśmy się w stanie podnieść ze wszystkiego , ale nie mogę
                      > powiedzieć że zycie nie jest w stanie mnie zaskoczyć , bo już mnie i
                      > zaskakiwało pozytywnie i negatywnie w różnych momentach życia

                      cokolwiek się zdarzy już mnie nie zaskoczy, nie jest to temat na to forum...
                      • lingusia Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 19:52
                        Wiesz co uzo-fajny z ciebie człowiek,oby takich więcej na swiecie!!jestem w
                        trakcie szukania pracy i mysle sobie ze zaczne eksperymentowac bo czego tu sie
                        bac?dzieki wielkie ze sie na Ciebie natknełam.Pozdrawiam.
                        • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 20:29
                          pozdrowienia i samych sukcesów! :)
                        • raj_jar Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 21:46
                          heeh to samo stwierdziłem :) i nie to żebym się podlizywał, ale wśród (hmm tak
                          to się pisze?) gąszczu forumowych oszołomów, zblazowanych, sfrustrowanych ludzi
                          warto coś mądrego przeczytać
                          • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 21:51
                            przestańcie, bo mi odbije :)
                            • lingusia Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 22:04
                              ha,to niemozliwe.Nawet jesli to Cie to nie powinno zaskoczyć;-)
                              • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 23.07.05, 22:09
                                wredna bestia!!!!!

                                ;)
                                • vokulski Re: nie każdy jest miss internetu 24.07.05, 01:34
                                  ok skoro przeszedłeś przez to co najgorsze , oraz twierdzisz ze smiersc
                                  bliskiej osoby , ze sa gorsze rzeczy to jedank chyba sie myliłem co do Ciebie ,
                                  ale i tak nadal twierdzę że nie można powiedzieć że życie nas nie potrafi
                                  zaskoczyć
                                  • uzo.borewicz Re: nie każdy jest miss internetu 24.07.05, 13:49
                                    co nas nie zabija, to nas wzmacnia...
                                    zmienia podejście do świata i przygotowuje na przyszłość,

                                    widzę to po sobie...
                                    czasem czuję się, jakbym miał jakieś 60 lat :)

                                    zaskoczenie... to nie jest właścicwe słowo, nie o to chodzi, przecież nie
                                    jestem wróżką :) nie przewiduję przyszłości, ale jestem już przygotowany na
                                    najgorsze ewentualności...
                                    pozdrawiam :)
                        • adi771 Re: nie każdy jest miss internetu 24.07.05, 21:54
                          lingudia,jestes następna fajną osoba na tym forum.
                          szkoad że mało jest tu ludzi nastawionych optymistycznie.
                          mysle, ze uzo próbuje zrobic coś fajnego.
                          no i że wielu ludziom to się przyda.
      • Gość: Marek Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.05, 22:13
        Coś zbyt pieknie to wszystko brzmi. Nie wiem jakoś nie wierzę. W dobrej
        gospodarce takiej jak np. w USA to ludzie może i tak pracuja ,ale w Polsce. Nie
        niemożliwe. To chyba jakieś bajeczki
        • adi771 Re: zrobiłem eksperyment... 24.07.05, 22:59
          A ja myslę ze wszystkozalęży od nastawienia.
          proponuje przeczytaj sobie książeczkę pt: "Kto zabrał mój ser" autorstwa spencera johnsona.
          naprawde gorąco polecam. mam nadziję że nie bedziesz zastałkiem.
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 24.07.05, 23:41
          wątpisz z częste zmiany pracy?!
          wiele osób tak robi, wiem, że w tych czasach, jak już ktoś ma pracę, to trzyma
          się jej zębami, ale czy to jest konieczne?!

          poza tym, zazwyczaj szukamy pracy lepszej pod jakimś względem, lepiej płatnej,
          ale i wymagającej więcej doświadczenia...

          czyli przenosimy się na stanowisko niedostępne dla kogoś, kto karierę dopiero
          zaczyna...
          czyli (w pewnym sensie) zwalniamy miejsce pracy, na które ma szanse dostać się
          ktoś, kto szuka takiej pracy, a ma mniej doświadczenia niż my i kto (z powodu
          tego mniejszego doświadczenia) nie dostałby się tam, gdzie właśnie My się
          dostaliśmy...

          uknułem niesamowitą filozofię, chyba książkę napiszę ;))))
      • Gość: dobre Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.acn.waw.pl 25.07.05, 00:43
        Nie wierze. Jakby nie było wyższe wykształcenie to podstawa. Nawet jeśli to ma
        być tylko papier. Jest to jeden z istotnych elementów praocesu rekrutacji - nie
        mas zpapiera nie masz szansy. Proste. oczywiście podałeś same ogólniki. Chociaż
        trzeba ci przyznać że pisac bajki potrafisz:))
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 25.07.05, 01:24
          a co miałem napisać, żeby być wiarygodnym?
          firmy, które przyjęły mnie do pracy pomimo braku studiów?
          mój adres zamieszkania? postawić parafkę? ;)

          poza tym, gdyby mnie to nie dziwiło, tak jak Ciebie dziwi, to nie napisałbym
          tego wątku, prawda?
          właśnie nad tym się zastanawiam:
          dlaczego pomimo tych braków dostaję pracę... i to jakoś w miarę szybko i
          bezboleśnie :)
          • lingusia Re: zrobiłem eksperyment... 25.07.05, 08:21
            Moim skromnym zdaniem w zyciu własnie o to chodzi,żeby umieć korzystac z tego co
            się ma.Ludzie kończą kilka fakultetów a nie potrafią znaleźć 'odpowiadającej'
            ich wymaganiom pracy.Nie rzecz w tym im dłuższy tytuł przed nazwiskiem;-)A Uzo
            jest przykładem że papier nie jest podstawą w szukaniu pracy!!!Wiecie co dziś
            poniedziałek,a ja nie pracuję więc żegnam się i pędzę szukać dalej.Buzia.
            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 26.07.05, 00:20
              życzę powodzenia!!!
              • Gość: artur Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.lodz.mm.pl 26.07.05, 02:24
                Witam
                Przysłuchuje się rozmowie i cały czas nie wiem czym kolega Uzo się zajmuje?????
                Czy to jest tajemnica mimo anonimowości na forum?

                • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 26.07.05, 18:44
                  kolega Uzo zajmuje się najbardziej wyśmianą na tym forum branżą...
                  marketing i reklama, czyli utrudnianie sprzedaży głupimi pomysłami :)
                • Gość: caro Re: zrobiłem eksperyment... IP: 194.63.132.* 29.07.05, 21:47
                  Ja też się przyglądam... i wydaje mi się, że kolega uzo pacuje jako zwykły
                  fizyczny i dlatego dostaje prace, a na takie stanowisko, oczywiście firmy piszą
                  o wykształceniu wyższym ale zatrudniają bez. Także jeśli chodzi o prace na
                  najniższym szczeblu to każdy ją może dostać.
                  • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 30.07.05, 03:37
                    ehhh.... ludziska....
                  • Gość: Wik Re: zrobiłem eksperyment ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 19:58
                    Oj, nie umiecie czytać, ludzie...
                • Gość: raven Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.szczecin.mm.pl 30.07.05, 10:41
                  jakbys mial jakas konkretna wiedze, np. z dzidziny techniki i konkrtene umiejetnosci w robieniu czegos pozytecznego to bym cie cenil, a tak to twoja praca polega na gadaniu o niczym i wciskaniu badziewia.
                  • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 30.07.05, 15:38
                    zastanawiające, prawda?
                    po co ktoś wymyslił coś tak mało użytecznego jak marketingowiec :)
                    • Gość: asia Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.05, 18:16
                      a ja mysle,ze jestes bardzo dobry w tym co robisz..ja akurat jestem w dolku,
                      jestem raczej przeciwienstwem Ciebie jesli chodzi o sile przebicia, a mam i
                      papierek i znam angielski hehe....
                      pozytywna energia bije od tego co mowisz (piszesz) i poniosles mnie troche na
                      duchu ..mimo wszystko
                      pozdrawiam
                      • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 24.08.05, 19:07
                        im dłużej się nie pracuje, tym trudniej jest wierzyć w siebie...
                        :(
                        mam taki pomysł...
                        może spróbuj zaangażować się w coś, w cokolwiek, w co tylko możesz...
                        wolontariat? darmowe tłumaczenia stron www chorych dzieci? jakaś fundacja?
                        wszystko, co sobie wymyślisz, a co może dać Ci poczucie spełnienia,

                        nie zostawiaj sobie czasu na rozmyślania...

                        pewność siebie to m. in. poczucie bycia potrzebnym...
                        działanie dla jakiegoś konkretnego celu, może po prostu spróbuj?

                        łatwo wyczuć czyjąś rezygnację, poddanie się i niską samoocenę (najczęściej
                        nieuzasadnioną, spowodowaną własnie tylko brakiem pracy), wielu ludzi może to
                        źle zinterpretować, pracodawcy także...

                        taka terapia pracą :)
                        na mnie to działa... może podziała na Ciebie?
      • Gość: smycha Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.acn.waw.pl 26.07.05, 14:48
        no to daj male korepetycje z pewnosci bo mnie to zabija znaczy jej brak, niby
        wiem czego chce wiem jaka chce prace ale jej nie dostaje, mam poza
        doswiadczeniem (ktorego mam 1,5roku co podobno za malo) szkole i generlanie
        wsyztsko, no fakt jestem baba podejrzana o rychla ciaze, choc zapieram sie bo
        realnie nie mam szansy na takowa.
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 26.07.05, 19:16
          mogę tylko mówić o sobie, nie umiem poradzić, zwłaszcza na odległość :)

          znajomym czasem podsuwam jakieś pomysły, ale znam ich od lat i wiem, gdzie są
          ich słabsze strony... i jak mogą je tuszować...

          a tak ogólnie? co ja mogę powiedzieć?!
          zabrzmiałoby to, jak zbiór tekstów z tandetnych podręczników typu "Jak pokochać
          siebie"... ;)

          co mogę powiedzieć... hmmm...

          zawsze padają pytania o moje nietypowe dość umiejętności, które umieszczam w
          życiorysie, umiejętności właściwie spoza branży, takie punkciki, które zwracają
          na mnie uwagę...
          wtedy mogę się wykazać i nawijać pół roku nawet na ten temat, o którym
          rekrutujący raczej nie ma pojęcia, zainteresować go... zrobić dobre wrażenie...

          moim punktem zaczepienia w CV jest m.in. znajomość nietypowego języka :)
      • Gość: *LEXIII Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.kom / *.kom-net.pl 26.07.05, 15:45
        UZO,POZDRAWIAM CIĘ!:)RZECZYWIŚCIE W TWOIM PRZYPADKU,MOZLIWE,ŻE CHODZI O PEWNOŚĆ
        SIEBIE POKRYWAJĄCĄ SIĘ Z DOŚWIADCZENIEM.NIE CHCĘ WYPISYWAĆ ZŁOŚLIWOŚCI,CHOĆ
        JESTEM SCEPTYCZNA,CO DO STWIERDZEŃ,ŻE PRACA JEST I TO ZA TAKIE
        PIENIĄDZE,JAK ,CO DRUGI POLAK CHCE:) SCEPTYCZNA DLATEGO,ŻE SAMA JESTEM W TAKIEJ
        SYTUACJI:) WYŻSZEGO WYKSZTAŁCENIA NIE POSIADAM,JĘZYKÓW OBCYCH TROCHĘ LIZNĘŁAM.Z
        WYKSZTAŁCENIA T.ZAJ.,CHOĆ W TYM ZAWODZIE NIE PRZEPRACOWAŁAM ANI JEDNEGO
        DNIA,KIEDY JUŻ DORWĘ PRACĘ-TO WYCHODZI NA HANDEL.JEDNAK TERAZ JUŻ OD B.DAWNA
        NIE UDAJE MI SIĘ TEJ PRACY NAWET TAM DOSTAĆ.TO TROCHĘ DOŁUJĄCE,BO MOJA PRZERWA
        TRWA JUŻ PÓŁTORA ROKU-I JAK TU ŻYĆ???:( PRZY OKAZJI TO ZABAWNE-TERAPEUTA,KTÓRY
        MA PROBLEM NIE DO ROZWIĄZANIA.POZDRAWIAM ,WIĘC I LICZĘ,ZE TROCHĘ WSKAZÓWEK MI
        PODASZ:)
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 26.07.05, 19:21
          błagam, bez Caps Locka... dostaję oczopląsu :)

          pewność siebie można wyćwiczyć, jako dziecko byłem bardzo nieśmiały...
          serio!!! ale w pewnym momencie postanowiłem (pamiętam do dziś ten dzień, miałem
          wtedy 12 lat), że koniec z bezsensowym strachem przed ludźmi, walczyłem (długo
          by pisać na ten temat) sam ze sobą i wygrałem, chwilami mam wrażenie, że
          przegiąłem w drugą stronę, ale i tak to lepsze, prawda?
          • Gość: Krzyś Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.05, 22:28
            W tym momencie postanowiłem włączyć się w ten ciekawy wątek. Też byłem nieśmiałym dzieckiem. Zmieniało się wraz z kolejnymi szkołami i studiami. Wreszcie praca siedząca, zero własnej inwencji, tylko czekanie, aż ktoś przyjdzie itp. Decyzja zapadła. Zaryzykowałem. Szukałem pracy 2 miesiące. Wyjechałem z rodzinnego miasta jakieś 300 km. I co ?? I dziś CZUJĘ że ŻYJE!!!
            Inna praca, bezpośredni kontakt z klientem. Ode mnie zależy jaki będę miał wynik i niejednokrotnie muszę się "przełamywać" z własną obawą wejść czy nie wejść. Nie wchodze dziś idę tam jutro i dopinam swego. Swojej decyzji nie żałuję, być może pracę jeszcze zmienię, ale mam nadzieję, że trafiłem na swoją...."ziemię obiecaną" ;). Pozdrawiam
      • Gość: smolica Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.acn.waw.pl 29.07.05, 23:23
        a propos eksperymetow zrobil ktos taki: zatrudnil sie w tp sa i dowiedzial sie
        ze szef jest baranem i mobbing psychiczny jest tam norma? ja zorbilam tam szef
        jakiego mialam przeszedl najczarniejsze moje wyborazenia. Proponuje liste
        nienormlanych szefow proponuje pana od inwestycji w tp sa jest swietnym
        potencjalnym pacjentem dla wszelkiej masci psychiatrow i psychologow. omijajcie
        tp lukiem jesli macie szacunek do siebie i psychike nie skopana jeszcze
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 30.07.05, 03:47
          niech ten ktoś szybko zacznie szukać pracy u konkurencji!
          bo go zadepczą!

          a ta branża (a raczej może kilka pokrewnych) dośc ostro się rozwija w tej
          chwlili...więc szanse spore :)
      • Gość: LEXIII Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.kom / *.kom-net.pl 30.07.05, 12:11
        witaj uzo:)nie dostałam odpowiedzi od ciebie,jeżeli chodzi o to co napisałeś-
        też byłam takim dzieckiem,ale nieśmiałość już dawno pokonałam,jestem
        b.komunikatywna,myślę że w moim przypadku będzie chodziło o wiek-mam 28 lat,a
        na naszym rynku liczysz się tylko do 30-ki.jak mogę z tym wygrać?poproszę o
        konkretną radę:)
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 30.07.05, 16:19
          Lexiii, co ja mam Ci napisać?!

          nie mam pojęcia... serio... napisz choziaż, czy zapraszają Cię na rozmowy, czy
          nawet tego nie udaje się uzyskać.. może problem tkwi w CV? może nie odróżnia
          się za bardzo od reszty, nie zwraca uwagi, jeśli zapraszają, to pewnie gdzieś
          indziej tkwi tajemnica... trudno mi mówić o ludziach, których nie znam...
          miałem nadzieję, że tu właśnie pogadamy i dojdziemy do jakiegoś wniosku :)

          i nie twierdzę, że praca jest i to za takie pieniądze... właśnie o to chodzi,
          wiem, że jest bardzo cieżko... dlatego ten cały wątek powstał, zadziwia mnie ta
          lekkość z jaką mi się udaje... POMIMO MOICH OCZYWISTYCH BRAKÓW...
          • lingusia Re: zrobiłem eksperyment... 31.07.05, 09:36
            uzo, mam pytanie które chyba juz tu padło:dlaczego nie decydujesz sie na
            założenie własnej działalności?Nie przeszkadza Ci to,że masz nad sobą(własnie
            nie wiem jakiego)szefa?
            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 31.07.05, 14:50
              jeśli szef jest w porządku, to nie...

              miałem swoją firmę przez ponad 3 lata, ale jak przyszedł moment załamania rynku
              nie wytrzymała i padła :(

              a skąd takie pytanie?! :)
      • Gość: Boss zatrudnianie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 31.07.05, 09:44
        Podstawowym kryterium zatrudnienia jest dla mnie doświadczenie. Z wiedzą po
        studiach bywa różnie (swego czasu rozczarowała mnie pewna panna robiąca
        doktorat na SGH-u). Wiedzę weryfikuję bojem - kandydat siada przy kompie i ma
        wykonać zadanie. I tu niestety czesto rozczarowanie ... Jeżeli kandydat zna
        swoją wartość (nie mylić z tupetem i zarozumiałością) a poza tym ma jakieś
        niebanalne zainteresowanie (np ostatnio rozmawiałem z szachistą -
        maratończykiem) to taka osoba ma bardzo duże szanse.
        • uzo.borewicz Re: zatrudnianie 31.07.05, 14:56
          hmmm... :)
          a weryfikacja CV?
          niebanalne zainteresowanie wystarcza, żeby zaprosić na rozmowę?
          bo to jest chyba najtrudniejszy etap - przejść przez sito papierowe...
          • adi771 Re: zatrudnianie 31.07.05, 16:22
            mysle, że nie tuzinkowe zainteresowania są atutem w CV.
            Czytając CV ludzi o podobnych kwalifikacjach,taki CV to perełka.

            • uzo.borewicz Re: zatrudnianie 31.07.05, 16:31
              czyli potwierdza się kolejne moje przypuszczenie :)

              poczytaj o zwyczajach godowych mrówek albo o chmurach deszczowych nad Etiopią,
              wpisz to jako zainteresowanie i masz większą szansę, że zostaniesz zaproszony
              na rozmowę ;)
              • lingusia Re: zatrudnianie 31.07.05, 22:04
                Uzo pytałam o własna działalność bo szkoda mi zdolnych ludzi którzy muszą się
                męczyć pracując z głupszym od siebie szefem..ale skoro jest ok to rozumiem.
                A co do ciekawych zainteresowań to się zgadzam-przyciągają a i
                zadziwiają.Ostatnio na rozmowie na PH facet się zdziwił kiedy powiedziałam że
                potrafię wymienić koło w samochodzie,wiem gdzie wlać płyn do spryskiwaczy, gdzie
                się znajduje pasek rozrządu itd.:-)
                • Gość: Stella Re: zatrudnianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.05, 22:24
                  A ja myślę, że Uzo po prostu idealnie apsuje do profilu o jaki się ubiega. Nie
                  ma tu nic niezwykłego. Jeśli chodzi o wyższe wykształcenie to mnie trochę dziwi
                  ale pewnie większość pracodawców wymaga go na wyrost. Doświadczenie jest ważne,
                  ale to też zależy w jakiej branży. Ja np. swego czasu wpadłam na pomysł aby
                  spróbować pracy agenta nieruchomości. Doświadczenia nie miałam żadnego. Ale tak
                  pasowałam do profilu idealnego agenta, że po wysłąniu cv w ciągu godziny miałam
                  telefon! Każda z firm, do których je wysyłałam mi odpowiedziała ( pracy i tak
                  nie przyjęłam bo nie odpowiadały mi warunki ani zasady na jakich się tą pracę
                  wykonuje). Co do "dziwnych" zainteresowań to prawda :))) Ja mam takie jedno
                  nietypowe i bardzo często mnie pracodawcy o nie pytają, zapamietują to, to
                  sposób na wyróżnienie się z tłumu.
                  • uzo.borewicz Re: zatrudnianie 31.07.05, 23:35
                    > A ja myślę, że Uzo po prostu idealnie apsuje do profilu o jaki się ubiega.

                    hmmm... czy ja wiem? może i pasuje do profilu, ale czy to widać po CV?

                    zapomniałem napisać ważną rzecz...
                    w trakcie tych rozmów w sprawie pracy zapytałem, czy bardzo umniejsza moje
                    szanse brak studiów.. hehehe... wiecie, co usłyszałem?

                    - Nie, chcieliśmy odsiać część kandydatów poprzez wyższe wymagania, a i tak
                    przyszło ponad 200 aplikacji.

                    Mają trochę racji, ile przyszłoby CVek, gdyby nie wymagali wyższego?!
                    tej akurat propozycji pracy nie przyjąłem,
                    a w pracy, którą przyjąłem, jeszcze nie pytałem o to :)
                    • Gość: Stella Re: zatrudnianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.05, 23:58
                      Czyli miałam rację :) Wymagania na wyrost. Ja np. nie mam jeszcze magistra
                      (jestem w trakcie pisania), nigdy nie było problemu gdy mówiłam, że jeszcze nie
                      mam wyższego, nawet tam gdzie wymagali. Pewnie liczą na to ze jednak się obronię ;)
      • Gość: zaciekawiony Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 01.08.05, 15:46
        taa widze zrobiłeś eksperymant ok, tylko czego on dowodzi?? ze ktos kto ma
        doswiadczenie znajdzie prace ? jak tak to ci sie udalo. A zrob taki eksperyment:
        napisz w cv ze nie masz zadnego doswiadczenia, nawet napisz ze jestes po
        studiach i jestem ciekaw ile dostaniesz odpowiedzi bo ja jak dotad nie dostalem
        zadnej a dlaczego ? bo nie mam doswidczenia zawodowego... a jak mam je zdobyc
        nie mogac znalezc zadnej pracy odpowiadajacej mojemu wyksztalceniu ?
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 01.08.05, 18:32
          zdaje się, że nie zrozumiałeś sensu tego wątku...

          a w kwestii pracy "odpowiadającej Twojemu wykształceniu" -
          może zacznij w innym zawodzie? zdobądź doświadczenie w jakiejkolwiek pracy i
          szukaj powoli pracy w wyuczonym zawodzie, to nie wchodzi w grę?
          • Gość: Stella Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.05, 19:10
            Do zaciekawionego - doświadczenie ważne jest a rynek pracy bardzo trudny w
            związku z tym zapobiegliwi studenci juz w trakcie studiów podejmują różne prace
            na zlecenia, dorywcze, praktyki, po to właśnie aby to doświadczenie zdobyć.
            Skoro Ty to przegapiłeś a właściwie przebimbałeś to faktycznie masz problem.
            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 02.08.05, 18:50
              :)
            • Gość: zaciekawiony Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 02.08.05, 18:59
              nie wciskaj mi kitu takiego ze przebimbalem, bo nie studiowalem na zadnych
              zaocznych studiach tylko na dziennych i nie mialem czasu na zadne inne zajecia
              poza uczelnia nie mowiac juz o pracy i zleceniach... prosto jest pisac takie
              madre slowa jak kogos to nie dotyczy i ma to gdzies prawda ? dokladnie tak samo
              jak politycy moze powinienes rozwazyc taka ewentualnosc zeby kandydowac ??
              nadajesz sie idealnie...
              • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 02.08.05, 19:16
                ale kto ma kandydować? ja Czy Stella? :)
              • raj_jar Re: zrobiłem eksperyment... 03.08.05, 12:52
                medycynę studiowałeś czy jak? :P
                • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 03.08.05, 19:39
                  mój kuzyn nawet na medycynie pracował :)
                  jako sanitariusz-wolontariusz, ale to już chyba skrajny przykład...
                  za to teraz jest neurochirurgiem :)
              • kachax Re: zrobiłem eksperyment... 23.08.05, 12:03
                Halo Halo,

                Przesada rozumu nie dodaje.
                Na pewno jest parę fakultetów do studiowania, choćby takie jak medycyna czy
                prawo, na których czasu zostaje niewiele....tylko że:
                - tu najczęściej praktyki zawodowe są obowiązkowe.
                - po skończeniu studiów lub w wakacje trzeba/można odbyć staż.

                A na większości 90% fakultetów da sie znaleźć czas na staże, pracę lub
                dodatkową specjalizację. Jeśli ktoś twierdzi że nie miał czasu to
                prawdopodobnie zwyczajnie nie zarządzał nim efektywnie. I teraz nie z
                pretensjami do ludzi, tylko zakasać rękawy i lecieć z pocałowaniem ręki na staż
                ze 3 miesięczny za darmo, a potem starać się o pracę.

                Cóż twarde realia rynkowe promują przezornych i obrotnych. Z narzekania to nikt
                jeszcze etatu nie uszył. ;/
      • oremus Re: zrobiłem eksperyment... 03.08.05, 23:58
        Gość portalu: Uzo napisał(a):

        > cały czas czytam tu, że nie ma pracy, że trudno dostać, a jak już nie ma
        > studiów, to w ogóle tylko za 500 zł...
        > a ja nigdy nie miałem większego kłopotu ze znalezieniem pracy, nawet, gdy
        > nagle sprzedano firmę, w której pracowałem, znalazłem kolejną prawie
        > natychmiast...
        >


        ========================

        Uzo, bardzo ładnie piszesz. I mądrze, po prostu mądrze.

        Nigdy nie myślałem o śmiechu jako o sposobie na rozmowe kwalifikacyjną, ale po
        przeczytaniu Twoich postów wiem, że to działa.

        Akurat marketing jest specyficzną dziedziną, gdzie liczy się i polot i
        doświadczenie, to plus pewność siebie sprawiają, że w oczach rozmówców człowiek
        staje się tym wymarzonym pracownikiem. Z Twoich postów przebija tez mnóstwo
        pozytywnej postawy i optymizmu, fajnie, naprawdę fajnie się je czyta.

        Zyczę Ci szczerze powodzenia.

        Mam kolegę, który przez 3 czy 4 lata był bezdomny i pracował jako terapeuta
        uliczny, a pewnego razu, jak mu to obrzydło, poszedł z ulicy do pewnej
        instytucji, którą wszyscy znacie i został tam dyrektorem (przyjęty po pierwszej
        rozmowie). Wybitny umysł. Pokazywał mi jak można wszystko w zyciu załatwić –
        wystarczy chcieć i iśc za tym. Nawet z ulicy. I to działa, przynajmniej w jego
        wypadku.

        Wszystko jest możliwe. Jak miałem dosyć uczelni to raz (tyle pamiętam) się
        pomodliłem o nowa pracę i poprosiłem, że ta mi już zbrzydła i w niej zginę. W
        miesiąc miałem 2 propozycje – w tym jedna po prostu „z powietrza” – prezes firmy
        (wszyscy znacie) napisał do mnie czy nie zechciałbym pracować dla niego –
        przeczytał mój post na jednym z forów biznesowych. W trzy miesiące zarabiałem
        lepiej niż mój rektor, i jeszcze bezczelnie (byłem tam czarną owcą bo miałem
        własne zdanie) poszedłem się pochwalić. Miałem telefon, który kosztował więcej,
        niż pensja docenta. Na korytarzu spotkałem dyrektora swojego instytutu,
        zaproponował żebym miał go w pamięci, jeśli pojawi się coś ciekawego… Ciekawe to
        wszystko, jak tak pisze to nie chce mi się wierzyć, że to przezyłem.

        Sam nie poszedł bym nigdzie na rozmowę, nie te lata i już nie mam ochoty
        pracować dla kogoś, a firmy zmieniam co miesiąc… (ciekawe czy zgadniecie co robię)

        Uzo, pisz dalej, jesteś jak łagodny balsam na dusze pośród ogólnej niemocy i
        frustracji.
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 04.08.05, 01:11
          oremus... uwierz mi, że po raz pierwszy w życiu mnie zatakało...
          no może drugi :) ok, trzeci... ale słowo! więcej mi się to nie zdarzyło!

          Twoja historia jest chyba bardziej zaskakująca niż moja :)
          ja też powoli dojrzewam do założenia firmy, to będzie moje drugie podejście,
          ale z większym bagażem doświadczeń i, mam nadzieję, z większym powodzeniem...

          bardzo intensywnie myślę o tym zwłaszcza w tej chwili... dlaczego?
          firma, do której właśnie się przeniosłem zdecydowanie mi nie odpowiada...

          może strasznie bufonowato to zabrzmi, ale ta firma nie dorosła do moich
          oczekiwań, poziom działu marketingu można określić jedynie jako... żaden :(
          to jest po prostu dział "dobrej zabawy za duże pieniądze", jestem okrutnie
          rozczarowany i jeśli nie nie uda mi się szybko sprowadzić działu na dobrą
          drogę, to nie będę nadstawiał głowy, bo mam dużo za do stracenia...

          cały problem polega jednak na niereformowalnym zarządzie, taki problem jest w
          wielu firmach...

          w ogóle ogromnym problemem jest samo postrzeganie marketingu w Polsce :/
          • oremus Re: zrobiłem eksperyment... 04.08.05, 09:38
            Dzięki za odpowiedź. :)

            Tak, zarządy i postrzeganie marketingu to są dwa duże problemy. W pierwszym
            wypadku „najgorsze” są te z nadania politycznego, tam ani firma się nie liczy,
            ani ludzie, co dopiero mówić o jakichś wynikach sprzedażowych.

            Drugi problem to postrzeganie marketingu – a to bierze się z wielu przyczyn, od
            błędnego systemu kształcenia zaczynając. Marketing jest obecnie zdominowany
            przez duże agencje, którym w bardzo małym stopniu zależy na wyniku firmy. To
            śmieszne, że liczy się kreatywność a nie pieniądze w kasie klienta. Kotler
            („marketing od A do Z”, nie wiem czy jest polskie wydanie) pisze, że za dużo
            mają do powiedzenia ludzie, którzy niczego w życiu nie sprzedali a decydują o
            miliardowych budżetach klientów.

            A tam gdzie nie zwraca się uwagi na wyniki dzieją się dziwne rzeczy :) I stąd
            nic dziwnego, że patrzą na ludzi z marketingu albo jak na cudotwórców albo jak
            na oszustów, zdolnych i gotowych „wcisnąć” klientowi każdy kiepski produkt.

            Firma i „dział” który nie spełnia oczekiwań? To wcale nie brzmi bufonowato, dla
            kogoś, kto miał z tym do czynienia, raczej normalnie, niestety.

            Moje podejście do marketingu jest dość proste – jego celem jest krótko i
            długofalowe wsparcie sprzedaży. I w marketingu, podobnie jak i w sprzedaży liczy
            się jedno (nie tylko ale na pierwszym, drugim i trzecim miejscu) – wynik
            sprzedażowy. Stąd już tylko krok do koncepcji marketingu, który pełni role
            usługową po pierwsze wobec sprzedaży, po drugie wobec całej firmy.

            Wtedy jeśli idziesz do nowego pracodawcy i rozmowa skupia się wokół wyników,
            nikt nie patrzy na wykształcenie ani języki, bo kogoś, kto potrafi powiększyć
            sprzedaż o 15-20% rocznie nie pyta się o drobiazgi. :)

            Gratuluję pomysłu na własną firmę! Niech zgadnę, doradztwo marketingowe?

            Ciepło pozdrawiam!

            O.
            • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 04.08.05, 21:59
              hehehe... miło słyszeć kilka dobrych słów o mojej wyszydzanej i niedocenianej
              profesji..

              cóż... jeśli zdecyduję się na firmę, to pewnie będzie to rzeczywiście
              marketing, ale docelowo z pewną wąską specjalizacją...

              na razie jednak, daję jeszcze szansę nowemu pracodawcy...
              może coś się ruszy? :)
              pozdrawiam!!!
              • Gość: haerowiec Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 05.08.05, 09:56
                Dzien dobry,
                przysluchuje sie rozmowie...właśnie jestem w trakcie rekrutacji- poszukuję
                osoby z kompetencjami marketingu sprzedażowego i jednocześnie z kompetencjami
                kierowniczymi; nie patrzę na wykształcenie i tzw. "drobiazgi"; patrzę na sposób
                myślenia strategicznego, na podejście do zadań, jakie osoba ma wykonywać. Nie
                patrzę też na autoprezentację osoby. szukam kogoś, kto wie o czym mówi i jest
                fachowcem w tym co robi...
                Pozdrawiam i życze sukcesow w pracy.
                • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 05.08.05, 19:20
                  Gość portalu: haerowiec napisał(a):

                  > Dzien dobry,
                  > przysluchuje sie rozmowie...właśnie jestem w trakcie rekrutacji- poszukuję
                  > osoby z kompetencjami marketingu sprzedażowego i jednocześnie z kompetencjami
                  > kierowniczymi; nie patrzę na wykształcenie i tzw. "drobiazgi"; patrzę na
                  sposób
                  >
                  > myślenia strategicznego, na podejście do zadań, jakie osoba ma wykonywać. Nie
                  > patrzę też na autoprezentację osoby. szukam kogoś, kto wie o czym mówi i jest
                  > fachowcem w tym co robi...
                  > Pozdrawiam i życze sukcesow w pracy.

                  :))) brzmi super ;)
                  opisz później kandydata, który się dostał do tej firmy, czy miał wyższe, ile
                  miał doświadczenia, co przeważyło w decyzji itd... to bardzo ciekawe :)
              • oremus Re: zrobiłem eksperyment... 06.08.05, 13:40
                uzo.borewicz napisał:

                > hehehe... miło słyszeć kilka dobrych słów o mojej wyszydzanej i niedocenianej
                > profesji..

                Jest w niej sporo odpowiedzialnych i ciężko pracujących ludzi, poznałem wielu i
                bardzo szanuję. Firmy bardzo często krępują im ręce każąc wypełniać niekończące
                się tabele i kwestionariusze, które wymyślił jakiś analityk w korporacyjnej
                centrali. Szczytem był ‘plan strategiczny” w polskim oddziale jednej z
                megakorporacji. Ze strategią nie miał nic wspólnego, określał cztery grupy
                docelowe (bez badania w Polsce, kopia z UE) i kwotową sprzedaż do każdego z
                segmentów. I to wszystko. Brrrr!!! :)

                > cóż... jeśli zdecyduję się na firmę, to pewnie będzie to rzeczywiście
                > marketing, ale docelowo z pewną wąską specjalizacją...
                >

                Hmmm. :) Jasne, zawsze lepiej być wielorybem w małym zbiorniku, niż płotką w
                oceanie. Specjalizacja ma swoje wielkie plusy – w ciągu króciutkiego czasu
                możesz wygenerować silną znajomość własnej marki i stać się preferowanym
                wyborem. Co więcej, mam wrażenie, że w kraju nie ma firm wyspecjalizowanych w
                doradztwie marketingowym (zarówno w sensie strategicznym jak i co dziwne
                operacyjnym)..

                > na razie jednak, daję jeszcze szansę nowemu pracodawcy...
                > może coś się ruszy? :)

                Może spróbuj na początek czterech rzeczy: :)

                1. Znajdź obszar unikalności firmy i zintegruj z każdym komunikatem
                marketingowym. To posunięcie daje wyróżnienie w umyśle potencjalnych klientów.
                Czyli USP. Często sprawia (mam case), że sprzedaż wzrasta rocznie o 15-20%.
                Podstawą dobrego USP jest odpowiedź na pytanie „Dlaczego klienci mieliby
                zawierać transakcję właśnie ze mną?” Możesz zrobić z 15-20 i pokazać obecnym
                klientom, z pytaniem, które jest najlepsze. USP to chyba jeden z najlepszych
                sposobów kreowania „top of mind” nawet (może zwłaszcza) na rynku B2B.

                2. Pomyśl o alternatywnych źródłach prospektów i klientów. Firmy zazwyczaj
                ograniczają się do jednego, dwóch źródeł. Np. reklamują się tylko w prasie
                branżowej i na targach, albo w radio i prasie lokalnej, inne stosują tylko np.
                telemarketing. Możliwości jest co najmniej kilkanaście – a z każdego „źródełka”
                możesz mieć dodatkowych klientów. Jeśli uruchomisz z 3-4 dodatkowe „źródła” to
                wzrost może być rzędu 20-30% w skali roku, oczywiście w zależności od
                okoliczności, branży ~~~ :)

                3. Niekoniecznie pozyskiwanie nowych klientów jest najlepszym sposobem na wzrost
                wyniku sprzedażowego. najszybciej można go uzyskać sprzedając kolejne produkty
                do własnej bazy klientów, przeglądając ją z zamysłem zaproponowania upgrade
                produktu, bogatszej wersji, wersji wymagającej mniej obsługi (zmniejszanie
                kosztów), dodatkowych, nowych, produktów w fazie testów. Można tutaj zastanowić
                się również nad możliwością powiększania częstotliwości transakcji z klientem,
                zamiany jednorazowej sprzedaży w stałą (możliwe zarówno w przypadku produktów
                jak i usług, bardzo szerokiej gamy, najlepsze tu „stały serwis” bilingowany co
                miesiąc niezależnie od wydarzeń po stronie klienta).

                4. Rozważ proszę również możliwość zastosowania techniki „Złotej Setki” – polega
                ona na tym, że zastanawiasz się kto jest Twoim najlepszym klientem (setka
                najlepszych) i starasz się poszukać kolejnych o takiej samej charakterystyce.

                Mamy cztery podstawowe parametry oceny atrakcyjności kto jest a kto nie jest
                „kluczowy” („główny”, „strategiczny”):

                a. wielkość aktualnego zysku (uwaga – nie przychodu, obrotu ale wyłącznie
                czystego zysku, przychód minus koszty liczone metodą ABC lub controllingu),
                b. potencjał klienta (oceniamy przyszłe zyski)
                c. ryzyko działalności (zarówno operacyjne – typu kłopoty z płatnościami,
                odbiorem, jak i strategiczne: zagrożenie integracją w tył, „utknięcie”
                strategiczne etc)
                d. inne, w tym referencyjność, dostęp do atrakcyjnych technologii, obiecujące
                kierunki rozwoju, dostęp do niedostępnych do tej pory rynków i segmentów.

                Taka analiza już wykracza poza dział marketingu i dotyka strategii a więc
                zarządu i RN, ale marketing może się niezależnie posługiwać tymi kryteriami z
                łatwością.

                Pozdrawiam i życzę sukcesów… : )))


                Urlop to boska sprawa.... :)))
                • aa.aa O kurcze, jestem strategiem. 07.08.05, 12:40
                  Od kilku lat robię to, co opisał Oremus. Zdobywam klientów i zwiększam zakres
                  sprzedaży. Przerobiłem to wszystko na własnej skórze. I targi, i pisma
                  branżowe, telemarketing i kombinowanie, co, komu, gdzie i za ile. Wykraczałem
                  poza swoją branżę, żeby obsłużyć klienta i zwiększać przychody/dochody, jak to
                  ładnie napisał Oremus, "możliwością powiększania częstotliwości transakcji z
                  klientem". I to jest to Uzo, o czym piszesz. Nie mam wykształcenia wyższego i
                  nie nazywam tego tak ładnie, jak Oremus. A ściśle, to mam wykształcenie wyższe,
                  tylko techniczne, a nie marketingowe, ekonomiczne, czy handlowe. Ale cóż, czasy
                  mamy takie, że trzeba sprzedawać. I nawet mi to pasuje. Byłem nawet dyrektorem
                  kierującym grupą ludzi w firmie, gdzie zarząd i RN nie mieli żadnej strategii,
                  ani funduszów, poza mglistym celem, żeby zarabiać na informatyce. I nawet udało
                  mi się to tak rozkręcić, że padli dopiero rok po moim odejściu. Doszedłem do
                  etapu, w którym rozglądam się za rozsądnym partnerem strategicznym, z którym
                  mógłbym osiągnąć więcej. I chyba takiego znalazłem. Mamy sezon ogórkowy, a ja
                  ruszyłem, silnie postawiłem drugą nogę. I to mnie cieszy. I przyznaję Wam, Uzo
                  Oremus, rację. Doświadczenie jest niezastąpione. Poczułem oddech dekoniunktury,
                  ale przetrwałem. Patrzę na różne przedsięwzięcia, analizuję je i na ogół
                  wychodzi mi, że się nie opłaca. Ze zdziwieniem obserwuję ludzi, którzy angażują
                  się w projekty, które ja szacując w pamięci oceniam, jako wybitnie
                  nieopłacalne. A potem patrzę na ich rozczarowanie. Do tego nie potrzeba
                  studiów. Wystarczy trochę wyobraźni, podstaw obserwacji rynku (badanie
                  marketingowe - jak to się ładnie nazywa), umieć liczyć i zachować dobry
                  nastrój. Uzo, masz wszystkie te cechy, żeby odnosić sukcesy.
                  Dorzucę więc jedną cechę, o której jeszcze nikt nie wspomniał, a która ma
                  związek z Twoim "szczęściem". Wyobraźnia i rozsądek. Czyli wiedzieć, czego chce
                  pracodawca. Niech rozmowa nie przebiega wg schematu "ja chcę pracować, co mogę
                  robić?". Jak również zdawać sobie sprawę, co pracodawca może mi zapewnić, a co
                  nie.
                  • uzo.borewicz ogólnie o marketingu 07.08.05, 17:38
                    trochę odbierliśmy od tematu, ale mimo wszystko bardzo się cieszę, bo nic mnie
                    tak nie wkurza, jak traktowanie marketingu per noga...

                    nie wiem, skąd się wzięło to przeświadcznie, że to tylko reklama, a i rola
                    samej reklamy też jest umniejszana i niedoceniana... koronnym argumentem
                    jest "na mnie nie działa", co śmieszy mnie do łez :)
                    mam wrażenie, że w tej chwili marketing w Polsce przeciera strasznie zarośnięty
                    i mało uczęszczany szlak, który w zachodnich państwach jest podstawą
                    prowadzenia skutecznego biznesu.

                    Marki polskich firm są kiepsko prowadzone. My Polacy uważamy, że produkty
                    polskie są gorsze od zachodnich i sami hamujemy w ten sposób rozwój naszej
                    gospodarki, wynika to głównie właśnie ze złego prowadzenia marki. Nie staramy
                    się zdobyć lojalności klienta inaczej, jak niską ceną. A to żadna lojalność...
                    Produkty drogie lub luksusowe produkcji polskiej prawie nie istnieją.

                    Z tego też powodu wszyscy na hurrra lecimy na przykład w angielskie
                    nazewnictwo, żeby sugerować związek produktu z zachodem, podnieść w ten sposób
                    jego prestiż, zaczynam tracić nadzieję, że to się kiedykolwiek zmieni.

                    rozumiem firmy małe, będące krótko na rynku, ale dlaczego firmy średnie i
                    często też duże nie stosują się do sprawdzonych przez lata zasad
                    marketingowych? dlaczego właściciele i szefowie tak ślepo wierzą w swoją
                    nieomylność, nie przewidują i nie zapobiegają? nie wypracowywują lojalności
                    klienta? nie nadążają za rozwojem firmy? oszukują klinetów? nie znają przepisów
                    prawa, w których się poruszają? itd....
                    np.
                    nagle okazuje się, że wyhodowany na niskich cenach klient przestaje kupować
                    produkty, dlaczego? bo firma się rozrosła, wzrosły koszty, kolos na glinianych
                    nogach nie ma dobrego schematu organizacyjnego, klient się wkurza, bo nie jest
                    dobrze obsłużony, a tu komunikacja wewnętrzna w firmie na poziomie piwnicznym,
                    więc na załatwienie najprostszej sprawy klienta graniczy z cudem, zaczyna się
                    spychologia stosowana, gwarancje bez pokrycia, zwlekanie, sprawy sądowe,
                    wizerunek firmy sięga dna, i? sprzedaż maleje...
                    bo świętą zasadą reklamy firmy, było, że jesteśmy super tani za wszelką cenę!!!

                    no i wszyscy są zakoczeni: o rany! co się stało!? szybkie cięcia kosztów,
                    zwolnienia, nerwowa wymiana pracowników, spadek jakości produktu i obsługi z
                    kiepskich do poniżej krytyki, aby tylko utrzymać niskie ceny...

                    dlaczego nikt nie przewiduje takich sytuacji? przecież do tego powinien firmę
                    przygotować marketing... ale firmie szkoda było kasy, albo marketing zajmuje
                    się przeklepywaniem ulotek i robieniem spamu lub podobnymi rzeczami...

                    w polskich firmach brakuje strategii długofalowej, strategii produktu, marki,
                    sprzedaży, reklamy, koncepcji rozwoju, zorganizowanego kontaktu z klientem i
                    wielu zupełnie podstawowych działań...

                    a teraz napiszę coś, co nie wszystkim się spodoba...

                    do marketingu trzeba mieć talent, tak jak do rysunku, śpiewu i tańca...
                    predyspozycje, które nie każdemu są dane, a studia niestety nie mogą talentu
                    nauczyć... :(

                    mam w dziale ludzi, którzy ukończyli studia, są teoretycznie dobrze
                    przygotowani, ale nie mają za grosz wyczucia, nie potrafią przewidywać, są
                    krótkowzroczni, a przede wszystkim nie myślą kompleksowo, nie ogarniają całości
                    firmy i nie biorą pod uwagę jej ograniczeń (np. logistycznych, finansowych itp)
                    i ograniczeń prawnych...

                    winą mogą być powierzane im przez krótkowzrocznych pracodawców zadania, które
                    ograniczyły ich, ukróciły zapał, wstrzymały rozwój, zmieniły priorytety.
                    Jednak zadaniem marketingowca jest też walka z pracodawcą i przełamywanie jego
                    polskich schematów myślenia, czy wyobrażeń o zadaniach marketingu.
                    Uświadamianie go ;) Nie dla zasady, ale w imię dobra firmy.

                    Marketingowiec musi mieć siłę przebicia i dar przekonywania.

                    ganaralnie:
                    KAŻDY ZAWÓD wymaga pewnych konkretnych cech, trzeba mierzyć siły na zamiary i
                    wybierać studia zgodne z naszymi predyspozycjami, niestety nie zawsze to, co
                    nas interesuje, jest nam zawodowo przeznaczone :(

                    ufff... znowu mnie poniosło... :)
                    • oremus Re: ogólnie o marketingu 08.08.05, 10:53
                      Z pewnością stworzenie silnej polskiej marki byłoby interesującym wyzwaniem, nie
                      wiem, czy w gre nie wchodzi tu zmaganie się z polskim kompleksem zaścianka. Stąd
                      nieustanne odwoływanie się do Zachodu.

                      Ale z dużym zainteresowaniem przyjrzał bym się pomysłowi na taką strategię.

                      Być może drugim problemem jest nasz własny, polski stosunek do biznesu oparty na
                      niskiej (relatywnie) etyce pracy, firma to u nas jest „geszeft”, który ma
                      zarabiać na zaspokojenie zachcianek właścicieli.

                      Co nie znaczy, że nie można w sprytny sposób tego obejść i jednak zbudować
                      silnej i dobrze kojarzącej się marki w Polsce.

                      Mam wrażenie, że kolega zajmie się doradztwem w zakresie brandingu? :))))) Będę
                      Ci podsyłał klientów.

                      Ciekawe pytanie: „dlaczego firmy średnie i
                      często też duże nie stosują się do sprawdzonych przez lata zasad
                      marketingowych? dlaczego właściciele i szefowie tak ślepo wierzą w swoją
                      nieomylność, nie przewidują i nie zapobiegają? nie wypracowywują lojalności
                      klienta? nie nadążają za rozwojem firmy? oszukują klinetów? nie znają przepisów
                      prawa, w których się poruszają? itd....”

                      Wiesz… Dzięki temu doradcy mają z czego żyć. :)))) Odpowiedzią może być ogólnie
                      niska kultura biznesu, jego upolitycznienie, co pociąga za sobą możliwość
                      egzystencji bez posiadania odpowiednich kwalifikacji, słaba edukacja – szkoły
                      wyższe, które w większości nie przygotowują do pracy we współczesnym środowisku
                      lecz uczą rzeczy teoretycznych i w bardzo dużej części niepotrzebnych), nie uczą
                      zaś tego co stanowi podstawę: komunikacji z innymi, współpracy, pracy w zespole,
                      organizacji i zarządzania czasem własnym i informacją, podejmowania dobrych
                      decyzji. Być może sprawdza się amerykańskie powiedzenie; jeśli nie sprawdzasz
                      się w biznesie, idź uczyć biznesu innych. :)

                      Ale z drugiej strony pojawia się nowa kadra, ludzi młodszych, myślących poważnie
                      o tym co robią, podchodzących pozytywnie do wyzwań, a nie unikających ich, za
                      chwile zobaczysz, nastąpi zmiana pokoleniowa i polski biznes upodobni się do
                      zachodniego, bo młodzi, podobni Tobie już są. I to bardzo cieszy.

                      Młodzi po studiach nie sa przygotowani do pracy, bo często (chyba bardzo często)
                      studia nie są jakimś świadomym wyborem, pójściem za głosem talentu, ale
                      konformistycznym wybiegiem – „jeśli skończę popularny kierunek typu marketing i
                      zarządzanie, zawsze znajdę sobie pracę na kierowniczym stanowisku”. Ale tak jak
                      powiedziałeś, do tego zawodu trzeba mieć talent, trzeba go „czuć”, rozumieć
                      rynek i sposób myślenia klientów.

                      Dodam do tego jeszcze jedną, bardzo ważną dla mnie rzecz – to trzeba lubić!
                      Lubić akcję, ten dreszcz emocji gdy coś się dzieje, gdy czekamy na wyniki czegoś
                      co przygotowaliśmy…

                      Jasne, także jestem zdania, że studia nie nauczą talentu, albo się go ma albo
                      nie. Dla mnie oznaką, symptomem, że ktoś taki talent może mieć jest gdy lubi to
                      co robi i wyraźnie się ożywia, gdy wchodzi na ulubiony temat. To taki
                      menedżerski „wytrych” gdy rozmawiając np. z kandydatami na stanowisko szukasz
                      kogoś z potencjałem w kierunku. Takiemu zadasz temat i lekko go ukierunkujesz a
                      poruszy niebo i ziemie a znajdzie rozwiązanie. I taki człowiek zazwyczaj nie
                      wymaga wiele kontroli. Stąd dobra polityka rekrutacji to podstawa sukcesu w
                      pracy zespołowej.

                      Dlatego poszukując kogoś do pracy nie patrzyłem na studia i wykształcenie, to
                      było drugo lub trzeciorzędne. Ale tez pracowałem w ciekawej firmie - grafikiem
                      był matematyk, szefową marketingu – chemik, prezes był z zawodu lekarzem, wice –
                      matematykiem, strategia zajmował się fizyk (czyli ja). I poza obszarem
                      „socjalnym” – czyli ludźmi, którzy z racji swojej sytuacji życiowej podlegali
                      ochronie i nie kwalifikowali się do zwolnienia, sytuacja była jasna – albo
                      pokazałeś co potrafisz albo szukaliśmy następnego, studia i języki nie miały nic
                      do rzeczy. Ta sytuacja była dość specyficzna, ale można ja zaliczyć do jakichś
                      „najlepszych praktyk” – ludzie z pasją poszukują sobie podobnych, to jest
                      instynktowne, po krótkiej rozmowie wiedziałem czy ktoś będzie pasował do zespołu
                      czy nie. Pasjonaci pracują sami, a my mamy czas, by zajmować się tym co lubimy.
                      Jedynie nie trzeba ich gasić, nnie przeszkadzać i dbac o motywację.

                      Miło się rozmawia z Kolegami. Cieszy mnie również wypowiedź haerowca, iskierka
                      sensu, rozsądku pośród oceanu niezrozumienia rzeczy. Do działu HR tez trzeba
                      mieć talent.

                      Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!



                      • oremus Re: ogólnie o marketingu 08.08.05, 10:59
                        A i jeszcze jedno – nigdzie nie uczy się jednej z najważniejszych rzeczy, że
                        zarządzając innymi, bierzesz na siebie odpowiedzialność za ich los. Firma to cos
                        znacznie więcej niż maszynka do zarabiania pieniędzy. Dopiero integrując wiedze
                        zawodową z postawą odpowiedzialności za ludzi i ich przyszłość, wg mnie dopiero
                        wtedy możemy mówic o sukcesie w zarządzaniu. To jest dla mnie jeden z
                        podstawowych filarów postawy przywódczej menedżera.

                        I jeszcze raz pozdrawiam wszystkich czytających ten watek.
                      • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 08.08.05, 22:11
                        > Mam wrażenie, że kolega zajmie się doradztwem w zakresie brandingu? :)))))
                        Będę
                        > Ci podsyłał klientów.

                        a tak się kryłem :)))

                        wypromowanie dobrej i dobrze postrzeganej polskiej marki nie byłoby problemem,
                        gdyby ktoś tego chciał, a takie firmy można na placach jednej ręki...

                        szkoda... tak sobie myślałem, że w tej firmie, w której się znalazłem (albowiem
                        polska ona jest w 100% i spora bardzo), będzie to możliwe, ale znowu oberwałem
                        młotkiem i nadal pomimo wcześniejszych deklaracji mamy taktykę:

                        tanie, bo polskie, polskie, bo kiepskie, kiepskie, bo tanie...
                        ehhh... kółko graniaste :(

                        szkoda gadać... musimy chyba dorosnąć ;)
                        • oremus Re: ogólnie o marketingu 08.08.05, 22:52
                          Nie martw się, stały pracodawca to taki klient, tyle, że pracuje się z nim
                          trochę dłużej niż normalnie.. :)

                          Branding to są spore pieniądze i ciekawy obszar.

                          Dobry specjalista za projekt logo plus papier firmowy, wizytówki itp. może wziąć
                          10 tys PLN i więcej.

                          My zapłaciliśmy 25.

                          A ileż bardziej wartościowe jest stworzenie strategii marki na wiele lat? I
                          oczywiście planu wdrożenia bo bez tego strategia jest warta tyle co papier.

                          Wydaje mi się, że należy poszukać dla Ciebie „gorącego” rynku. Być może są nim
                          klienci agencji (lub freelancerów) zajmujących się usługami typu tworzenie
                          oprawy graficznej? To wydaje mi się blisko.

                          Uderzył bym tez przez direct mail, jakąś większą konferencję (tu znam ludzi),
                          może także przez Internet. I koniecznie poprzez jakieś duże pismo marketingowe,
                          od czasu do czasu warto się pojawić. Poza tym kluby przedsiębiorców (darmowy
                          spicz) stowarzyszenia gospodarcze, kluby biznesu itp. miejsca.

                          Czytasz po angielsku? Mam kilka ciekawych pozycji w PDF, poza tym jakiegoś
                          Aakera w papierze, gdzieś miałem ciekawe badania Gallupa nt. siły marek –
                          analiza podstawowych parametrów, bardzo ciekawe.

                          Branding interesuje mnie odpryskowo ale chętnie się czegoś dowiem, przede
                          wszystkim interesuje mnie i specjalizuję się aktualnie w strategiach na wzrost
                          sprzedaży. Przeczytałem chyba z 500 case studies a jeszcze kilka razy tyle mam w
                          dokumentacji, zrobię z tego seminarium na temat strategii rozwoju dla szefów
                          marketingu, nic takiego jeszcze w kraju nie widziałem.
                          • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 09.08.05, 21:53
                            > Dobry specjalista za projekt logo plus papier firmowy, wizytówki itp. może
                            wziąć
                            > 10 tys PLN i więcej.

                            wizerunek graficzny to raptem 1/3 całego CI :)
                            i jak dla mnie to jest najmniej ciekawa część, dużo dłubaniny, niestety na
                            razie to właśnie ona robi karierę, raptem parę firm udało mi się przekonać do
                            kontynuacji... i to najczęściej w okrojonej wersji :(
                            ale satysfakcja za to spora!

                            > Czytasz po angielsku? Mam kilka ciekawych pozycji w PDF, poza tym jakiegoś
                            > Aakera w papierze, gdzieś miałem ciekawe badania Gallupa nt. siły marek –
                            > analiza podstawowych parametrów, bardzo ciekawe

                            jasne! jeśli możesz podesłać na maila, cokolwiek posiadasz, pozostanę dłużny na
                            wieki :)
                            ciekawie nam się zrobiło :D
                            • adi771 Re: ogólnie o marketingu 10.08.05, 23:41
                              interesujące jest to oczym piszecie.
                              oby tak dalej.
                              ucze się od was czegoś nowego.
                              • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 13.08.05, 09:01
                                czyżby zaintrygowały Cię ceny, które podał Oremus?
                                • Gość: Wik Re: ogólnie o marketingu. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.05, 20:17
                                  Mnie zaintrygowały (trochę). 10 tys. może nie, ale już 25 tak.
                                  • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu. 16.08.05, 20:19
                                    luuuuzik... wcale nie jest tak różowo ;)
                      • kachax Re: ogólnie o marketingu 23.08.05, 12:36
                        WOW WOW!!!

                        Hallooo!

                        Oremus i Uzo,

                        Jak ja się cieszę że trafiłam na ten wątek! Wybaczcie kolokwializm, ale jak
                        miło Was poczytać chłopaki! No wreszcie, wreszcie widzę że ktoś myśli z sensem,
                        HURRA!

                        No to sobie ulżyłam.

                        A tak na serio, to ucieszyłam sie tak, ponieważ zgadzam sie z Wami w całe
                        rozciągłości. Wg mojego doświadczenia zawodowego (8 lat w handlu, głównie IT)
                        marketing w firmach to jakaś pomyłka. Wypełnianie jakichś chorych zestawień,
                        podnieta broszurkami potrzebnymi psu na budę, nietrafione tematy organizowanych
                        konferencji, spamowanie firmy 78 komunikatem jacy to jesteśmy wspaniali (mail
                        na 2,5 strony)....za to odmowa przygotowania jedej konkretnej broszury
                        porównanczej, twardego i konkretnego narzędzia do walki z konkurentem na któego
                        pole włazimy i próbujemy go wykopać. To tylko taka dygresja...

                        To tak mi się ulało...
                        Raz nawet stwierdziłam że chcę pracować w marketingu i robić to bardziej
                        sprzedażowo, zaprosili, a jakże, pogadaliśmy, a jakże...był assessment...no i
                        doszli wniosku że jestem zbyt konkretna, nastawiona pro sprzedażowo i może chcę
                        pracować w sprzedaży?
                        Pracowałam już w 4 firmach, i w żadnej nie widziałam realnego supportu
                        sprzedaży ze strony marketingu. To było jak państwo w Państwie.

                        Jeśli gdzies, ktoś wreszcie założy firmę w której marketing będzie od tego by
                        pomagać planować strategicznie działalność firmy, robić dobry product placement
                        i wsparcie sprzedaży to ja chętnie za mniejszą kasę niż zarabiam w handlu do
                        niej pójdę.
                        Jakby kto chciał wiedzieć po co - to mówię: bo kiedyś chcę mieć własną firmę i
                        chcę mądrze poprowadzić tą działkę która jest jej dzwignią: mktg i handel. Chcę
                        świetnych ludzi do tych działów, finansistę i prawnika (umieć wybierać) i
                        dobrze im płacić, i robić to w tym naszym polskim zaścianku. Bogactwem firmy są
                        ludzie, szkoda że u nas to jeszcze tylko slogan.

                        No i Uzo, powiem Ci jedno, sama pryjemność pocztać to co piszesz, bo przebija
                        przez to co mówisz zdrowy rozsądek i optymizm, taki właśnie który pozwala
                        przeżyć i ciągle iść do przodu. Nie przyjmuj sie absolutnie bzdurnymi
                        komentarzami chmurnych ludzi tutaj, to Ty masz rację.
                        Przypomniałeś mi książkę Dale Carnegiego: "Jak przestać sie martwić i zacząć
                        żyć", nie wiem czy ją znasz, ale bezbłędnie stosujesz jej zasady i dlatego
                        powodzenie w długim okresie czasu jest i będzie wpisane w Twój życiorys.
                        Z przyjemnością bym Cię kiedyś poznała. To tacy ludzie jak Ty dodają innym pary
                        do życia i pokazują jak się z nim brać za bary kiedy nie jest miło.
                        Szczerze życzę wszystkiego dobrego! Kasia
                        • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 23.08.05, 23:54
                          Kasiu, tak mi się marzy po cichu...
                          zebrać dobry zespół, taki właśnie, jak parę osób tutaj,
                          założyć firmę,
                          zająć się polskimi markami i utrzeć nosa kapitałom zagranicznym ;D

                          kiedyś tak się stanie...
                    • Gość: haerowiec Re: ogólnie o marketingu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 17.08.05, 11:37
                      "ganaralnie:
                      KAŻDY ZAWÓD wymaga pewnych konkretnych cech, trzeba mierzyć siły na zamiary i
                      wybierać studia zgodne z naszymi predyspozycjami, niestety nie zawsze to, co
                      nas interesuje, jest nam zawodowo przeznaczone :("

                      Do powyzszej wypowiedzi dodalabym jeszcze kilka zmiennych, ale nasze
                      predyspozycje sa bardzo istotne! Daltego tak trudno uwierzyć niektórym
                      handlowcom dlaczego nie awansuja na menedzera, kierownika czy tez dyrektora.
                      Pomijajac inne kwestie a skupiajac sie na predyspozycjach i kompetencjach, nie
                      posiadaja cech przywodczych czy tez nie maja kompetencji kierowniczych itd.
                      Trywializując (zaznaczam: trywializując) trochę: szukam teraz człowieka, ktory
                      opowie mi, ze
                      w dziecinstwie byl bosem na podworku, wchodzac do sali przedszkolnej mówił "ale
                      tu głupio, teraz będzie inaczej". To może (choć nie musi) świaczyć o cechach
                      przywódczych, których nie można się nauczyć.

                      I wyższe wykształcenie tutaj nie pomoże, czasami jest tak, ze jest to
                      tylko "kwiatek do kożucha", choć obowiązuje nas nadal krzywa Gausa.

                      Co do problemów natury organizacyjnej, rozwoju przedsiębiorstw...cóż to co
                      napisaliście to niestety smutna rzeczywistość, z która spotykam sie na co
                      dzień. Pracuje w doradztwie gospodarczym i czytam raporty z audytów....ale
                      z naszymi bosami, prezesami jest tak jak z plemieniem Abrahama:
                      wszyscy "Starzy" muszą umrzeć w tej wędrówce...dopiero "Nowe pokolenie" wejdzie
                      do Ziemi Obiecanej....ale może to zbyt optymistyczna wersja.

                      Pozdrawiam
                      • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 17.08.05, 19:31
                        > Trywializując (zaznaczam: trywializując) trochę: szukam teraz człowieka,
                        > ktory opowie mi, ze w dziecinstwie byl bosem na podworku, wchodzac do sali
                        > przedszkolnej mówił "ale tu głupio, teraz będzie inaczej". To może (choć nie
                        > musi) świaczyć o cechach przywódczych, których nie można się nauczyć.

                        jeśli to branża budowlana lub podobna i rejon dolnośląski, mogę Ci kogoś
                        takiego polecić... napisz coś więcej o tej pracy, bo ten człowiek powinien Ci
                        się spodobać :)
                        • Gość: haerowiec Re: ogólnie o marketingu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.08.05, 11:16
                          Panie Uzo!
                          wielkie dzieki za okazana pomoc, ale niestety nie ten region i nie ta branza.
                          Bede pamietac o Slasku! pracuje sie w roznych miejscach. Polecam sie na
                          przyszlosc.
                      • aa.aa Re: ogólnie o marketingu 18.08.05, 09:34
                        > Do powyzszej wypowiedzi dodalabym jeszcze kilka zmiennych, ale nasze
                        > predyspozycje sa bardzo istotne! Daltego tak trudno uwierzyć niektórym
                        > handlowcom dlaczego nie awansuja na menedzera, kierownika czy tez dyrektora.
                        > Pomijajac inne kwestie a skupiajac sie na predyspozycjach i kompetencjach, nie
                        > posiadaja cech przywodczych czy tez nie maja kompetencji kierowniczych itd.

                        Prawda jest bardziej prozaiczna. Dyrektor jest jeden, a handlowców całe stado.
                        Na pewno jest tam sporo ludzi z predyspozycjami. Na szefa wybiorą jednego. I tu
                        kłania się drugi powód. Jaki ma być to szef. Bardzo często słyszy: "ma pan
                        wolną rękę, ale to zrobimy w ten sposób, a tam wynajmniemy tego" etc. Wtedy
                        wojownik z przedszkola nie jest potrzebny, a pozostali handlowcy z
                        predyspozycjami szukają spełnienia gdzie indziej, często u siebie.


                        > Trywializując (zaznaczam: trywializując) trochę: szukam teraz człowieka,
                        ktory
                        > opowie mi, ze
                        > w dziecinstwie byl bosem na podworku, wchodzac do sali przedszkolnej
                        > mówił "ale tu głupio, teraz będzie inaczej". To może (choć nie musi) świaczyć
                        > o cechach
                        > przywódczych, których nie można się nauczyć.

                        Takich też jest pełno. Trywializując zapytam co dalej? Kiedy przedszkolanka
                        powie nie. Jeden usłucha, drugi nie, a trzeci ją skopie.

                        Chyba mało miałeś do czynienia z ludźmi. Generalnie jest to bardziej proste. Ja
                        wybierałem człowieka/zespół, zadawałem mu cel, zamieniałem się w słuch, a potem
                        patrzyłem jak idzie realizacja. Kiedy trzeba było, to interweniowałem. Przy
                        jasno określonych projektach i możliwościach w ogóle nie ma problemu. Gorzej
                        jest, gdy coś szwankuje, czegoś brakuje, albo jeszcze wyższy dowódca, który
                        ogarnia tylko pewien wycinek, wprowadza własne koncepcje, psując misternie
                        poukładaną całość. Wtedy z reguły za drugim razem jest o niebo lepiej niż za
                        pierwszym. Podwładnym trzeba dedykować uprawnienia, bo wtedy są bardziej
                        sprawni. Mimo wszystko cały czas muszą być monitorowani. A na przywódców-
                        indywidualistów trzeba uważać jeszcze bardziej. Potrafią zapultać się we własne
                        koncepcje, ukrywać błędy powodując jeszcze większe kłopoty, a ich brak pokory
                        może zepsuć cały zespół. Kto dowodził takimi grupami i bosami, wie o czym
                        piszę. Dla mnie dobry szef musi wiedzieć, do czego dąży firma/dział, jakimi
                        środkami może się posłużyć i skutecznie sterować zespołem. Jest świadomy, że
                        odpowiada za projekt i za ludzi. Predyspozycje, o których piszesz wyżej, to
                        zdecydowanie za mało. Trywializując każdy dziwak nadawałby się na szefa (dziwak
                        to taki indywidualista wśród indywidualistów ;-).
                        • Gość: haerowiec Re: ogólnie o marketingu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.08.05, 11:14
                          Oczywiscie, ze prawda jest prozaiczna i zgadzam sie z toba. Jednakze celem
                          mojej wypowiedzi nie bylo ukazanie, ze szukam przywodcy-indywidualisty (coz,
                          nad precyzja jezyka, precyzja wypowiedzi trzeba pracowac). Jest jednak jedna
                          zasadnicza kwestia: umiejetnosci kierowniczych mozna sie nauczyc, wytrenowac
                          je...ale z przywodztwem (ktore wymyka sie precyzyjnym definicjom) trzeba sie
                          urodzic.
                          Co do problmow organizacyjnych i zarzadczych masz calkowita racje, spotykam sie
                          z tym na co dzien; teraz juz od innej strony...

                          Polemizowalabym z jednym stwierdzeniem: czy jest sporo osob z predyspozycjami
                          do kierowania. Gdyby trzymac sie literatury: jedni podaja kilka procent, inni
                          mowią nawet o dwudziestu.

                          Poza tym skupilam sie tutaj tylko na wybranym zagadanieniu i predyspozycje, o
                          ktorych pisze nie odwierciedlaja pelni zagadnienia, ale nie bylo to moim celem.
                          Oczywiscie przyznaje racje, ze problem jest zlozony....

                          Pozdrawiam i zycze sukcesow,
                          • oremus Re: ogólnie o marketingu 18.08.05, 22:56

                            >Jest jednak jedna
                            > zasadnicza kwestia: umiejetnosci kierowniczych mozna sie nauczyc, wytrenowac
                            > je...ale z przywodztwem (ktore wymyka sie precyzyjnym definicjom) trzeba sie
                            > urodzic.

                            Tu się trudno zgodzić z Kolegą. Są wg literatury trzy źródła przywództwa.
                            Pierwsze to od urodzenia, ale przykład (przedszkole), który podałeś bardziej mi
                            się kojarzy z arogancją niż z przywództwem.
                            Drugie to powstałe na skutek uczestnictwa w różnych trudnych wydarzeniach. Dam
                            swój, może nie najszczęśliwszy przykład – na zastępstwie miałem poprowadzić
                            kilkudniową sesje szkoleniową min dla konsultantów w dziedzinie funduszy
                            europejskich. Cały problem polegał na tym, że o funduszach tyle wiedziałem, że
                            zaczynają się na literę „f”.
                            I cóż było robić, MUSIAŁEM sobie poradzić. To doswiadczenie no, bardzo mnie
                            zmieniło. Myślę, ze własnie było jednym z kształtujących dobrą postawe przywódczą.

                            Może lepszy przykład to pole walki. Widziałem kiedyś badania – że spośród
                            „najlepszych” CEO w Stanach (cudzysłów bo nie pamiętam kryteriów) jest aż ponad
                            50% byłych marines. To nie przypadek, tam wierność zasadom jest ważniejsza niż
                            własny tyłek. I tu dochodzimy do trzeciego źródła -

                            Trzecie to nauka, trening. I to jest możliwe. Istnieje kilkanaście takich
                            podstawowych kompetencji przywódczych i doświadczenie pokazuje, że jeśli tylko
                            dostatecznie długo powtarza się zachowania (nawet grając) to w końcu wchodzą one
                            w krew. Popatrzcie na polityków, szczególnie Lech Kaczyński teraz intensywnie
                            uczy się zachowań przywódczych. Na początku było kiepsko ale jest coraz lepiej.
                            Tyle, że przywództwo to jeszcze cos więcej, to charakter i zasady zintegrowane
                            z osobowością , ale od czegoś trzeba zacząć. Zasady i charakter - wypróbowane
                            i ćwiczone w ogniu. Wtedy stają sie trwałe.

                            Oczywiście niezbędna jest poprawka na predyspozycje, bo w przypadku niektórych
                            nie ma sensu pójście w tę stronę.

                            Nie wiem czy w Polsce ktos dobrze uczy przywództwa (mam tu na myśli kogoś kto ma
                            doświadczenie „jak to się robi”). Miałem kiedyś pomysł, żeby robić coś takiego z
                            jednym z byłych dowódców Gromu, myślę, że tu byli byśmy blisko.

                            Ale z drugiej strony – nie jestem do końca przekonany czy polskie „modele”
                            zarządzania nadają się do takiego stylu przywództwa i przepraszam, że to powiem
                            – czy nadają się do ludzi naprawdę dużego formatu, takich, za którymi
                            poszlibyśmy w ogień, wzorów pod każdym względem. Raczej mam wrażenie, ze nadal
                            dominuje model „mierny, bierny ale wierny”, a dobry i silny charakter jest
                            przeszkodą w awansie i karierze. Ale może się myle, chcę wierzyć, że są takie
                            dobre firmy, w których dobrzy ludzie czują sie po prostu dobrze.

                            Lubię być naiwny, zycie jest wtedy znacznie prostsze. :))))

                            • oremus Re: ogólnie o marketingu 18.08.05, 23:11
                              Przyszedł mi do głowy taki przykład, żeby nie pozostawic dyskusji na poziomie
                              teoretycznym:

                              Zawiniłeś i coś ewidentnie choc nieumyślnie spierniczyłeś. Wpadka.

                              Dwóch Twoich przełożonych idzie na dywanik do Wielkiego Bossa.

                              Jeden mówi: to ten nowy sk..syn z mojego działu, nic o tym nie wiedziałem, zaraz
                              dam mu po bani.

                              A drugi mówi tak.

                              To wydarzyło się w moim dziale i dlatego ja jestem za to odpowiedzialny, biorę
                              na siebie pełną odpowiedzialność.

                              A ty wiesz, że wiele ryzykuje.
                              Potem wraca do działu i nawet nie robi Ci awantury, jedynie spokojnie tłumaczy,
                              żeby mieć pewność, że rozumiesz błąd i unikniesz go w przyszłości. I już wiemy
                              kto jest u nas gościem dużego formatu. I czyje słowo będzie się dla nas zawsze
                              liczyło. Zawsze.

                              Jeśli to wiesz – wiesz jakie decyzje i wybory możesz podejmować, a z czasem
                              ludzie pójdą za Tobą wszędzie. Rozważając opcje pomyśl jak by wyglądał Twój
                              przełożony, gdyby tak wobec Ciebie postąpił. I już będziesz wiedział, którą
                              drogę wybrać. Nie potrzeba heroicznych czynów – wystarczy rozsądek zdominowany
                              przez przyzwoitość. I Twoje słowo będzie święte dla ludzi, bo będą wiedzieć, że
                              ich nie zostawisz, że jesteś dowódcą, za którym pójdą wszędzie.

                              Ta droga jest trudna, ale jeśli chcesz mieć wyniki ponad przeciętność – musisz
                              być nieprzeciętnym człowiekiem.

                              • Gość: realista Re: ogólnie o marketingu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 23:53
                                to dorzucę soje 3 grosze. Twierdzę żę w polskich firmach bardzo rzadkie jest coś takiego jak praca zespołowa. Niby wszyscy o tym mówią ale praktyka jest taka że dół obija sie bo został wyrolowany a góra cwaniakuje jak dalej kombinować aby mieć dopływ kasy. To powoduje że na stanowiska przywódcze w firmie awansują ludzie o miękkim kręgosłupie moralnym i podatności chorągiewki. I cały ten tekst o przywództwie pozostaje jedynie bełkotem na pokaz i zaciemniaczem.Zawsze mnie zastanawia co powoduje że spora firma ciągle poszukuje ludzi na dowódcze( kluczowe) stanowiska. Czy obiecują co innego i ludzie rezygnują, czy niewłaściwa rekrutacja jedynie?
                              • Gość: haerowiec Re: ogólnie o marketingu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.08.05, 11:30
                                Do przykładu: dosc czesty przyklad z naszej pracowniczej rzeczywistosci.
                                "I Twoje słowo będzie święte dla ludzi, bo będą wiedzieć, że
                                ich nie zostawisz"- jedna z podstaowych cech osobowosci kierownika: branie
                                odpowiedzialności za swoich ludzi.

                                Nadal twierdzę, że zarządzanie i przewodzenie to dwa odrębne, lecz
                                uzupełniające się rodzaje działań. Zarządzanie wymaga radzenia sobie ze
                                złożonością, przewodzenie zaś ze zmianą.
                                I jeszcze jedna refleksja: zarządzanie zawsze będzie podstawą, jednakże ze
                                względu na to, że syndromem współczesnego życia gospodarczego stała się zmiana,
                                kierownicy, nawet ci średniego szczebla, coraz częściej muszą również pełnić
                                rolę liderów.
                                Pozdrawiam,
                                • oremus Re: ogólnie o marketingu 19.08.05, 12:26
                                  > Nadal twierdzę, że zarządzanie i przewodzenie to dwa odrębne, lecz
                                  > uzupełniające się rodzaje działań. Zarządzanie wymaga radzenia sobie ze
                                  > złożonością, przewodzenie zaś ze zmianą.

                                  Przewodzenie jako radzenie sobie ze zmianą.... Powiedziałeś niesłychanie
                                  interesującą dla mnie rzecz, nigdy się nie zastanawiałem nad taką typologią,
                                  ale stanowczo w tym coś jest. Muszę nad tym popracować, to myślę bardzo nośny
                                  kierunek.

                                  Jestem, trochę z racji zawodu, zwolennikiem praktycznego przywództwa, to znaczy
                                  takiego, które przejawia się poprzez zachowania. Po pierwsze znając do and
                                  dont's mamy jakis obraz tego co możemy a czego nie powinniśmy robić zarządzając
                                  pracą innych.

                                  Oczyywiście "przywództwo objawowe" nie dociera do samych jego źródeł, jedynie
                                  może pokazać, że pewne zachowania i reakcje da się wyćwiczyć i skutki będa takie
                                  same. A to już jest vardzo dużo i wielu to wystarczy.

                                  Głebsze przemiany mogą przyjść poprzez trudniejsze doświadczenia i radzenie
                                  sobie z nimi - typu sytuacje pola walki, symulowane trudne doświadczenia typu
                                  "ciężki" outdoor. Za skutecznościa tego typu spotkań przemawiają doswiadzcenia
                                  min szkoleń marines, które chyba w większym nawet stopniu iż fizycznością
                                  zajmuja sie kształtowaniem charakteru.

                                  Od pewnego czasu myśle o takim eksperymentalnym cyklu, na razie od czasu do
                                  czasu przygotowuję szkolenie dla kadry z elementami przywództwa (jak raz
                                  aktualnie mam dwa), bo bez tego kazde szkolenie z umiejętności menedżerskich
                                  łatwo zmienić w szkołę manipulacji z czym i sam dyrektor i jego podwładni na
                                  dłuższą metę będą czuli sie źle.

                                  • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 19.08.05, 19:35
                                    kolejna ciekawa dyskusja...

                                    przewodzenie to moim zdaniem po prostu naturalna umiejętność wzbudzania
                                    zaufania w grupie i podejmowania za jej przyzwoleniem i w jej imieniu decyzji.

                                    zarządzanie to po prostu wyuczone techniki panowania i reagowania nad
                                    wyznaczonym sztucznie obszarem.

                                    w dużym skrócie, ale tak ja to widzę...
                            • Gość: haerowiec o zarządzaniu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.08.05, 11:38
                              "Dam
                              > swój, może nie najszczęśliwszy przykład – na zastępstwie miałem poprowadz
                              > ić
                              > kilkudniową sesje szkoleniową min dla konsultantów w dziedzinie funduszy
                              > europejskich. Cały problem polegał na tym, że o funduszach tyle wiedziałem, że
                              > zaczynają się na literę „f”.
                              > I cóż było robić, MUSIAŁEM sobie poradzić. To doswiadczenie no, bardzo mnie
                              > zmieniło. Myślę, ze własnie było jednym z kształtujących dobrą postawe
                              przywódczą. "

                              To bardzo dobry przyklad..ZMIANA jak się patrzy! bo przywódcy mają do czynienia
                              ze Zmianą. Ale źródlem "radzenia sobie w tej sytuacji" jesteś Ty, dana sytuacja
                              wyzwoliła tylko te aspekty, ze tak nazwę górnolotnie, Twej osobowosci
                              odpwiedzialnej za przywodztwo.
                              Nadal się upieram, ze zarządzania można się nauczyć ale z przywództwem trzeba
                              się urodzić. Inni nawetby nie podjęli sie "zawalczyć " z tematem, o którym
                              piszesz.

                              wracam do pracy (nomen omen do konsultacji o zarządzaniu).
                              • oremus Re: o zarządzaniu 19.08.05, 12:32

                                > Nadal się upieram, ze zarządzania można się nauczyć ale z przywództwem trzeba
                                > się urodzić. Inni nawetby nie podjęli sie "zawalczyć " z tematem, o którym
                                > piszesz.
                                >
                                > wracam do pracy (nomen omen do konsultacji o zarządzaniu).

                                Po pierwsze witam Kolegę po fachu - a może konkurenta? :))))

                                Być może masz rację co do ujawniania zdolności przywódczych, jeśli pod ziemią
                                nie ma wegla możesz kopać ale kopalnia nigdy tam nie powstanie.

                                Gorąco polecam książkę, która wśród morza literatury o przywództwie otworzyła mi
                                oczy na jego praktyczną strone -
                                Bergmann, Hurson i ktos trzeci "Everyone a leader", jest przekład polski i
                                mozna kupic w Merlinie. Jak znajdę w wersji elektronicznej to Ci podeślę, pewnie
                                gdzieś ją mam.
                                • Gość: haerowiec Re: o zarządzaniu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.08.05, 13:51
                                  Witam równiez Kolege!!

                                  z ksiazki skorzystam, bo jej nie znam. Zawsze warto z kims podyskutowac...
                                  Pozdrawiam i udanego weekendu,

                                  ps. z moich postow nie wynikalo jednoznacznie, ale jestem Kolezanka.
                    • obserwator55 Re: ogólnie o marketingu 17.08.05, 23:49

                      winą mogą być powierzane im przez krótkowzrocznych pracodawców zadania, które
                      ograniczyły ich, ukróciły zapał, wstrzymały rozwój, zmieniły priorytety.
                      Jednak zadaniem marketingowca jest też walka z pracodawcą i przełamywanie jego
                      polskich schematów myślenia, czy wyobrażeń o zadaniach marketingu.
                      Uświadamianie go ;) Nie dla zasady, ale w imię dobra firm."
                      polscy przedsiębiorcy przeczytajcie to tyle razy , aż padnie wam lewa
                      półkula , a zacznie pracować prawa ...
                      • Gość: Dilbert Re: ogólnie o marketingu IP: *.chello.pl 19.08.05, 21:29
                        winą mogą być powierzane im przez krótkowzrocznych pracodawców zadania, które
                        ograniczyły ich, ukróciły zapał, wstrzymały rozwój, zmieniły priorytety.
                        Jednak zadaniem marketingowca jest też walka z pracodawcą i przełamywanie jego
                        polskich schematów myślenia, czy wyobrażeń o zadaniach marketingu.
                        Uświadamianie go ;) Nie dla zasady, ale w imię dobra firm."
                        polscy przedsiębiorcy przeczytajcie to tyle razy , aż padnie wam lewa
                        półkula , a zacznie pracować prawa ...

                        Przeczytałem, bez skutku. Nadal liczy się po prostu rentowność.
                        • uzo.borewicz Re: ogólnie o marketingu 19.08.05, 21:36
                          i znów wracamy do polskiego przepisu na sukces...

                          kup w Chinach, szybko sprzedaj z dużym zyskiem i wyzyskiem pracowników,
                          zwiń interes, potem załóż nowy, kup w Chinach... ;(

                          czy marketing to dział kosztorobów?!
                          ścinać koszty każdy może, ale nie na tym rzecz polega!
                        • oremus Re: ogólnie o marketingu 22.08.05, 09:53
                          > winą mogą być powierzane im przez krótkowzrocznych pracodawców zadania, które
                          > ograniczyły ich, ukróciły zapał, wstrzymały rozwój, zmieniły priorytety.
                          > Jednak zadaniem marketingowca jest też walka z pracodawcą i przełamywanie jego
                          > polskich schematów myślenia, czy wyobrażeń o zadaniach marketingu.
                          > Uświadamianie go ;) Nie dla zasady, ale w imię dobra firm."

                          > polscy przedsiębiorcy przeczytajcie to tyle razy , aż padnie wam lewa
                          > półkula , a zacznie pracować prawa ...
                          >
                          > Przeczytałem, bez skutku. Nadal liczy się po prostu rentowność.

                          Jednak nie. Liczy sie długofalowe utrzymanie rentowności a jak sie uda to jej
                          powiększenie.

                          Zasadnicza róznica w podejściu.
      • Gość: zuzka Re: zrobiłem eksperyment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 21:38
        nie chce mi sie czytac innych odpowiedzi, ale sadzac po ilosci to wywolales
        mala rewolucje:) ja mam problem o 180 stopni inny. robote znajduje, ale kurde
        za takie marne grosze, ze szkoda gadac. enyłej zazdroszcze:)
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 19.08.05, 21:38
          w takim razie przeczytaj przynajmniej pół tego wątku :)
          • jolie parę refleksji ( długie).... 21.08.05, 20:55
            Przebrnęłam przez cały wątek i pozwolę sobie na pewną analizę (najpierw z
            socjologicznego (systemowego) punktu widzenia):

            1. To, że autor wątku może przebierać w ofertach pracy jak w ulęgałkach w dużej
            mierze wynika z korzystnego statusu, jaki zajmuje wśród osób starających się o
            pracę. Bo:

            a) jest mężczyzną
            b) ma doświadczenie w swojej branży
            c) działa w branży specyficznej (Boże uchroń od lekarza, który nie ma
            studiów;),takiemu sam staż w szpitalu naprawdę nie wystarczy;))

            Wszelkie techniki autoprezentacji (prawdziwa czy zagrana pewność siebie, pseudo
            luz itp.), jakie stosuje w czasie rozmowy, styl listu motywacyjnego są zatem
            kwestią drugorzędną. Działa tu bowiem prosty (aczkolwiek smutny) mechanizm
            myślowy przyszłego pracodawcy (ktoś już o nim pisał) - "pracuje, ma jakieś
            stanowisko - więc jest coś wart". IMHO jest to totalną i krzywdzącą bzdurą i w
            wielu przypadkach ma sie nijak do rzeczywistości (nie piszę w tym momencie o
            założycielu wątku).

            2. Bezrobocie w Polsce jest wielkie i dotyczy:

            a) ludzi, którzy nie mają nietypowego bądź techniczno- informatycznego
            wykształcenia (patrz "humaniści") i jednocześnie nie mogą liczyć na
            tatusia/wujka/męża/dobrego znajomego, ktory pomoże im się gdzieś zaczepić

            b) ludzi dobrze wykształconych, którzy nie posiadają doświadczenia zawodowego
            oraz tatusia/ wujka/ męża/ dobrego znajomego, który zatrudniłby ich PIERWSZY raz

            c) ludzi źle wykształconych z nizin społecznych (z tzw. podklasy)

            A teraz przechodzę do punktów, w których będę wylewać jad i swoje
            frustracje;)))))

            1. Nowoczesne formy niewolnictwa zwane "wolontariatem", "praktyką studencką"
            albo "bezpłatnym stażem". Po pierwsze - jaki student studiów dziennych może
            sobie pozwolić w trakcie owych studiów na praktykę w wymiarze 8 godzin od
            poniedziałku do piątku w dużej korporacji?

            a) taki, który olewa ćwiczenie i wykłady,a przed sesją truje dupę znajomym o
            notatki albo zawraca głowę w trakcie pisemnych testów (jak mu nie podpowiadzasz
            to jesteś niekoleżeńską świnią, żeby nie było wątpliwości;))

            b) taki, który nie musi martwić się o dzień dzisiejszy, chałturzyć w fizycznych
            pracach dorywczych, które dają kasę na przeżycie w obcym mieście/ walczyć o
            stypendium naukowe i przez pięć lat ciągnie kasę od rodziców
            punkt b nie wyklucza punktu a;)

            Oczywiście po studiach osoba siedząca jakieś 2 lata w dużej firmie (istniejącej
            w świadomości ogółu), choćby tylko parzyła tam kawę, robiła zakupy pani
            superwizor i co 20 minut wychodziła na papierosa posiada to
            mityczne "doświadczenie" (jakoś fakt, że w tym czasie nie chodziła na zajęcia i
            nie ma nic w głowie pracodawców nie martwi). Zatem - kolejny paradoks (a
            przecież z tego składa się życie...)

            2. Kompleksy panów i pań przeprowadzających rekrutację. Gdy jesteś osobą z
            ulicy różne rzeczy moga przesądzić o tym, że mają Cię gdzieś. Należą do nich:

            - płeć - jeśli jesteś kobietą w wieku 25-30 to na pewno 4 miesiące po
            zatrudnieniu zajdziesz w ciążę i pójdziesz na macierzyński; w zapewnienia, że
            aktualnie nie masz nawet potencjalnego kandydata na ojca tego enigmatycznego
            dziecka i tak nikt nie wierzy
            -wykształcenie (nie daj Boże studiujesz dziennie kierunek, na który ktoś sie
            nie dostał/ nie mógł go skończyć... na wstępie przepadłeś)
            - uroda (jeśli pani, z którą rozmawiasz jest ładna - możesz ją zdetronizować z
            pozycji najpiękniejszej w stadzie, jeśli jest stara i brzydka - tym bardziej
            pokaże Ci, że jesteś beznadziejna)
            - zbyt duże kwalifikacje (możesz mieć za dobre pomysły i za szybko się rozwijać)

            3. Zaryzykowałeś utratę stypy i jesteś na "praktyce". Przygotuj się na:

            - odwalanie czarnej biurowej roboty
            - przygotowywanie projektów z córeczkami tych "równiejszych", które pytają
            Cię "a jak wysłać smsa z internetu? ja nie wiem!!!!" (autentyczne)
            - (no i najważniejsze) na stwierdzenie na późniejszej rozmowie
            kwalifikacyjnej "była pani na 3 miesięcznej praktyce w firmie X i nikt nie
            zaproponował pani etatu! Hmmm......chyba nie zrobiła tam pani za dużego
            wrażenia" (ha ha ha, niech żyje hipokryzja, w końcu w dzisiejszych czasach nie
            ma czegoś takiego jak wyzysk...)

            A puenta będzie taka: ja im jeszcze pokażę!!!!!!!;))) Na złość otoczeniu
            odniosę sukces!:)


            • uzo.borewicz Re: parę refleksji ( długie).... 21.08.05, 21:20
              > 1. To, że autor wątku może przebierać w ofertach pracy jak w ulęgałkach w
              dużej mierze wynika z korzystnego statusu, jaki zajmuje wśród osób starających
              się o pracę. Bo:
              > a) jest mężczyzną
              > b) ma doświadczenie w swojej branży
              > c) działa w branży specyficznej (Boże uchroń od lekarza, który nie ma
              > studiów;),takiemu sam staż w szpitalu naprawdę nie wystarczy;))

              a i b - czy to znaczy, że każdy mężczyzna z doświadczeniem ma pracę?
              c - oczywiście, tu się zgadzam, chociaż moim zdaniem to właśnie lekarz jest
              zawodem specyficznym, ponieważ potrzebuje specyficznego wykształcenia i
              uprawnień, bez których wykonywanie zatego zawodu prowadzi do więzienia :)

              > Wszelkie techniki autoprezentacji (prawdziwa czy zagrana pewność siebie,
              pseudo luz itp.), jakie stosuje w czasie rozmowy, styl listu motywacyjnego są
              zatem kwestią drugorzędną. Działa tu bowiem prosty (aczkolwiek smutny)
              mechanizm myślowy przyszłego pracodawcy (ktoś już o nim pisał) - "pracuje, ma
              jakieś stanowisko - więc jest coś wart". IMHO jest to totalną i krzywdzącą
              bzdurą i w wielu przypadkach ma sie nijak do rzeczywistości (nie piszę w tym
              > momencie o założycielu wątku).

              niecałkiem się zgadzam, napisałaś: "pracuje, ma jakieś stanowisko - więc jest
              coś wart" - nie coś wart, tylko ma właśnie doświadczenie, a ustaliliśmy już, że
              to bardzo cenny atut przy poszukiwaniu pracy. Zaprzeczyłaś więc sama sobie :)
              • jolie Re: parę refleksji ( długie).... 21.08.05, 22:08
                uzo.borewicz napisał:

                > > 1. To, że autor wątku może przebierać w ofertach pracy jak w ulęgałkach w
                >
                > dużej mierze wynika z korzystnego statusu, jaki zajmuje wśród osób
                starających
                > się o pracę. Bo:
                > > a) jest mężczyzną
                > > b) ma doświadczenie w swojej branży
                > > c) działa w branży specyficznej (Boże uchroń od lekarza, który nie ma
                > > studiów;),takiemu sam staż w szpitalu naprawdę nie wystarczy;))
                >
                > a i b - czy to znaczy, że każdy mężczyzna z doświadczeniem ma pracę?

                Nie każdy, ale bycie mężczyzną stawia Cię w pozycji uprzywilejowanej w
                porównaniu z kobietami w tej samej grupie wiekowej (o młodszych nawet nie
                wspomnę; statystyka - wystarczy poczytać choćby dane GUS)


                > c - oczywiście, tu się zgadzam, chociaż moim zdaniem to właśnie lekarz jest
                > zawodem specyficznym, ponieważ potrzebuje specyficznego wykształcenia i
                > uprawnień, bez których wykonywanie zatego zawodu prowadzi do więzienia :)

                A archtekta/psychologa/ inzyniera budownictwa bez studiów sobie wyobrażasz? Bo
                ja nie...O fizykach, astronomach czy pracownikach instytutów badawczych już
                nawet nie wspominam...

                > > Wszelkie techniki autoprezentacji (prawdziwa czy zagrana pewność siebie,
                > pseudo luz itp.), jakie stosuje w czasie rozmowy, styl listu motywacyjnego są
                > zatem kwestią drugorzędną. Działa tu bowiem prosty (aczkolwiek smutny)
                > mechanizm myślowy przyszłego pracodawcy (ktoś już o nim pisał) - "pracuje, ma
                > jakieś stanowisko - więc jest coś wart". IMHO jest to totalną i krzywdzącą
                > bzdurą i w wielu przypadkach ma sie nijak do rzeczywistości (nie piszę w tym
                > > momencie o założycielu wątku).

                > niecałkiem się zgadzam, napisałaś: "pracuje, ma jakieś stanowisko - więc jest
                > coś wart"

                to był skrót myślowy (takiego sformułowania użyła osoba, która już to zjawisko
                opisywała)

                - nie coś wart, tylko ma właśnie doświadczenie, a ustaliliśmy już, że
                >
                > to bardzo cenny atut przy poszukiwaniu pracy. Zaprzeczyłaś więc sama sobie :)

                Akurat z logiką na studiach nie miałam problemu;). Doświadczenie jest
                najważniejsze (in general) w opinii pracodawców, ja oczywiście tak nie
                uważam;). IMHO osoba, która skończyła trudny kierunek ma potencjał i jak
                najbardziej może uczyć się błyskawicznie. Poza tym - może mieć świeższe
                spojrzenie niż niejeden stary wyjadacz - rutyniarz. Jak powiedział Einstein -
                "wszyscy wiedzą, że nie można czegoś zrobić, a wtedy przychodzi osoba, która
                tego nie wie i to robi";)))))). Pomijam w tym momencie specyfikę branży - być
                może nie w każdej świeżość spojrzenia ma znaczenie...
                • uzo.borewicz Re: parę refleksji ( długie).... 21.08.05, 22:54
                  > Nie każdy, ale bycie mężczyzną stawia Cię w pozycji uprzywilejowanej w
                  > porównaniu z kobietami w tej samej grupie wiekowej (o młodszych nawet nie
                  > wspomnę; statystyka - wystarczy poczytać choćby dane GUS)

                  ok... ok... dziwne, że ten argument wypłynął dopiero teraz...
                  kobiecie jest trudniej... i z tego też powodu dostaję pracę bez wykształcenia,
                  tak?

                  > A archtekta/psychologa/ inzyniera budownictwa bez studiów sobie wyobrażasz?
                  Bo
                  > ja nie...O fizykach, astronomach czy pracownikach instytutów badawczych już
                  > nawet nie wspominam...

                  podałaś przykład lekarza, więc się nim posłużyłem, to oczywiste, że takich
                  zawodów jest więcej, nie zrozumiałaś tego, co napisałem :)

                  > to był skrót myślowy (takiego sformułowania użyła osoba, która już to
                  zjawisko
                  > opisywała)

                  wynik jest ten sam... najpierw twierdzisz, że wygrywam między innymi
                  doświadczeniem, a potem to negujesz...

                  > Poza tym - może mieć świeższe
                  > spojrzenie niż niejeden stary wyjadacz - rutyniarz.

                  trudno być rutyniarzem w takim zawodzie :) każda firma to nowe wyzwanie, nowe
                  problemy i zupełnie inne rozwiązania, ponieważ każda firma jest inna, tu nie ma
                  miejsca na rutynę, nie w tym zawodzie...

                  > Pomijam w tym momencie specyfikę branży - być
                  > może nie w każdej świeżość spojrzenia ma znaczenie...

                  świeżość spojrzenia, jak to ładnie ujęłaś, nie wynika z braku doświadczenia,
                  każda zmiana firmy powoduje, że patrzymy na nią inaczej, niż pracujący tam od
                  lat ludzie, zauważamy jej problemy, do których pracownicy tej firmy już
                  przywykli, opatrzyli się z nimi, bo narastały powoli... nowy pracownik widzi je
                  ostrzej... każdy... również "stary wyjadacz"...

                  to dokładnie tak, jak z białą ścianą w domu... dopiero, gdy kładziesz nową
                  farbę, zauważasz różnicę, wcześniej tak to nie razi :) ale ludzie z zewnątrz od
                  razu zauważą, że należałoby wreszcie trochę odmalować...
                  • jolie Re: parę refleksji ( długie).... 21.08.05, 23:22
                    uzo.borewicz napisał:

                    > > Nie każdy, ale bycie mężczyzną stawia Cię w pozycji uprzywilejowanej w
                    > > porównaniu z kobietami w tej samej grupie wiekowej (o młodszych nawet nie
                    >
                    > > wspomnę; statystyka - wystarczy poczytać choćby dane GUS)
                    >
                    > ok... ok... dziwne, że ten argument wypłynął dopiero teraz...
                    > kobiecie jest trudniej... i z tego też powodu dostaję pracę bez
                    wykształcenia,
                    > tak?

                    Ten argument wcale nie wypłynął "dopiero" teraz. Posiadanie uprzywilejowanego
                    statusu (ZDANIEM PRACODAWCÓW)w Twoim przypadku dotyczy koniunkcji 3 punktów, o
                    których napisałam - czyli płci, doświadczenia i specyfiki branży, w jakiej
                    działasz. Ty maniakalnie czepiasz się każdego punktu z osobna, zatem użyję
                    przykładu - ani fakt, że jesteś mężczyzną, ani fakt, że na rynku pracy jesteś
                    aktywny od 9 lat nie miałby żadnego znaczenia gdybyś ubiegał się o stanowisko
                    chociażby głównego informatyka w jakiejś korporacji. Sorry, ale w taką moc
                    Twoich zdolności autoprezentacji nie wierzę:). Inny przykład: kobieta w Twoim
                    wieku, z dziewięcioletnim doświadczeniem w Twojej branży STATYSTYCZNIE ma
                    mniejsze szanse na stanowisko, o które również Ty się ubiegasz. A tego, czym
                    jest analiza systemowa, koniunkcja czy też interakcja czynników naprawdę nie
                    chce mi się już wyjaśniać;)
                    >
                    > > A archtekta/psychologa/ inzyniera budownictwa bez studiów sobie wyobrażas
                    > z?
                    > Bo
                    > > ja nie...O fizykach, astronomach czy pracownikach instytutów badawczych j
                    > uż
                    > > nawet nie wspominam...
                    >
                    > podałaś przykład lekarza, więc się nim posłużyłem, to oczywiste, że takich
                    > zawodów jest więcej, nie zrozumiałaś tego, co napisałem :)

                    Jasne..........

                    >
                    > > to był skrót myślowy (takiego sformułowania użyła osoba, która już to
                    > zjawisko
                    > > opisywała)
                    >
                    > wynik jest ten sam... najpierw twierdzisz, że wygrywam między innymi
                    > doświadczeniem, a potem to negujesz...

                    ????? Wygrywasz doświadczeniem, z ludźmi po studiach, którzy go nie posiadają,
                    bo taka jest mentalność pracodawców. Moim zdaniem osoba bez doświadczenia, a po
                    studiach może być równie dobra jak ktoś bez studiów,a z doświadczeniem.

                    > > Poza tym - może mieć świeższe
                    > > spojrzenie niż niejeden stary wyjadacz - rutyniarz.
                    >
                    > trudno być rutyniarzem w takim zawodzie :) każda firma to nowe wyzwanie, nowe
                    > problemy i zupełnie inne rozwiązania, ponieważ każda firma jest inna, tu nie
                    ma
                    >
                    > miejsca na rutynę, nie w tym zawodzie...


                    No zatem specyfika branży, czym od początku się asekuruję i naprawdę nie będę
                    już tego rozwijać.

                    > > Pomijam w tym momencie specyfikę branży - być
                    > > może nie w każdej świeżość spojrzenia ma znaczenie...
                    >
                    > świeżość spojrzenia, jak to ładnie ujęłaś, nie wynika z braku doświadczenia

                    Brak doświadczenia może tej świeżości sprzyjać (paradoks eksperta -
                    potwierdzone naukowo)

                    > każda zmiana firmy powoduje, że patrzymy na nią inaczej, niż pracujący tam od
                    > lat ludzie, zauważamy jej problemy, do których pracownicy tej firmy już
                    > przywykli, opatrzyli się z nimi, bo narastały powoli... nowy pracownik widzi
                    je
                    >
                    > ostrzej... każdy... również "stary wyjadacz"...
                    >
                    > to dokładnie tak, jak z białą ścianą w domu... dopiero, gdy kładziesz nową
                    > farbę, zauważasz różnicę, wcześniej tak to nie razi :) ale ludzie z zewnątrz
                    od
                    >
                    > razu zauważą, że należałoby wreszcie trochę odmalować...

                    A tak właściwie, to co mam napisać, żeby Cię zadowolić? Że jesteś fenomenem/
                    człowiekiem - orkiestrą/ człowiekiem renesansu i każdego bez wyjątku powalasz
                    swoim urokiem????
                    • uzo.borewicz Re: parę refleksji ( długie).... 22.08.05, 00:09
                      dyskusja polega na wymianie argumentów: argument - kontrrargument, a Ty?
                      - bawisz się w dyskusję niedopowiedzeniami,
                      - odpowiadzasz na te wyrywki moich wypowiedzi, które Ci pasują i pozwalają
                      błysnąć wiedzą akademicką za wszelką cenę i bez znaczenia dla całości dyskusji,
                      - próbujesz mnie poniżać i za wszelką cenę udowodnić moją bezdenną głupotę
                      (analiza systemowa, koniunkcja czy też interakcja czynników - sądzisz, że to
                      dla mnie jakieś magiczne zaklęcia?!),
                      - a na koniec brakuje Ci cierpliwości i zachowujesz się, jak małe dziecko,
                      które nie dostało ciastka...

                      stwierdzenia typu: "jasne....", "nie będę już tego rozwijać", "naprawdę nie
                      chce mi się już wyjaśniać" świadczą tylko o Twoim nieuzasadnionym poczuciu
                      wyższości wobec mnie,
                      a tekst: "A tak właściwie, to co mam napisać, żeby Cię zadowolić? Że jesteś
                      fenomenem/człowiekiem - orkiestrą/ człowiekiem renesansu i każdego bez wyjątku
                      powalasz swoim urokiem????"
                      jest całkowicie poniżej krytyki i nawet nie wymaga nawet komentarza, sam za
                      siebie mówi...

                      dla wszystkich, którzy nadal nie zrozumieją moich intencji:

                      ten wątek miał być dyskusją na temat pobudek, jakimi kierują się pracodawcy
                      przy zatrudnianiu nowych pracowników...

                      Zostało tu postawione pytanie:
                      DLACZEGO?
                      a nie:
                      JAKI ŚWIETNY lub JAKI GŁUPI JEST UZO BOREWICZ?!

                      howgh!
                      • jolie Re: parę refleksji ( długie).... 22.08.05, 00:43
                        uzo.borewicz napisał:

                        > dyskusja polega na wymianie argumentów: argument - kontrrargument, a Ty?

                        Właśnie w taki sposób Ci odpowiadam.

                        > - bawisz się w dyskusję niedopowiedzeniami,

                        Przepraszam, ale myślenie konkretne współwystępuje chyba z myśleniem
                        abstrakcyjnym?

                        > - odpowiadzasz na te wyrywki moich wypowiedzi, które Ci pasują

                        Odpowiadam cytując

                        i pozwalają
                        > błysnąć wiedzą akademicką za wszelką cenę i bez znaczenia dla całości dyskusji

                        Chwileczkę, to Ty uważasz, że ta parasystemowa analiza nie ma znaczenia -
                        spojrzałam na problem od strony nieosobowościowej i najwyraźniej taka
                        interpertacja Ci nie odpowiada. Ciekawe dlaczego?

                        > - próbujesz mnie poniżać i za wszelką cenę udowodnić moją bezdenną głupotę
                        > (analiza systemowa, koniunkcja czy też interakcja czynników - sądzisz, że to
                        > dla mnie jakieś magiczne zaklęcia?!),

                        Aaaa, nadinterpretacja i projekcja, zalecam psychoterapię...

                        > - a na koniec brakuje Ci cierpliwości i zachowujesz się, jak małe dziecko,
                        > które nie dostało ciastka...

                        Nic nie poradzę na to, że boli Cię fakt, że myślę...

                        > stwierdzenia typu: "jasne....", "nie będę już tego rozwijać", "naprawdę nie
                        > chce mi się już wyjaśniać" świadczą tylko o Twoim nieuzasadnionym poczuciu
                        > wyższości wobec mnie

                        Naditerpretacja po raz drugi, ponownie zalecam przepracowanie pewnych
                        konfliktów...

                        > a tekst: "A tak właściwie, to co mam napisać, żeby Cię zadowolić? Że jesteś
                        > fenomenem/człowiekiem - orkiestrą/ człowiekiem renesansu i każdego bez
                        wyjątku
                        > powalasz swoim urokiem????"
                        > jest całkowicie poniżej krytyki i nawet nie wymaga nawet komentarza, sam za
                        > siebie mówi...

                        A ten tekst bardzo dobrze obrazuje to, co najwidoczniej chciałbyś, żeby pisano
                        o Twojej osobie. Przykro mi, ale jestem szczera i niewazeliniarska:).

                        > dla wszystkich, którzy nadal nie zrozumieją moich intencji:
                        >
                        > ten wątek miał być dyskusją na temat pobudek, jakimi kierują się pracodawcy
                        > przy zatrudnianiu nowych pracowników...
                        >
                        > Zostało tu postawione pytanie:
                        > DLACZEGO?

                        Ja podałam wyjśnienie - jesteś w dobrej niszy systemowej, ale najwidoczniej Ci
                        ono nie odpowiada...

                        > a nie:
                        > JAKI ŚWIETNY lub JAKI GŁUPI JEST UZO BOREWICZ?!
                        >
                        > howgh!
                        • uzo.borewicz Re: parę refleksji ( długie).... 22.08.05, 00:49
                          > Ja podałam wyjśnienie - jesteś w dobrej niszy systemowej, ale najwidoczniej
                          Ci
                          > ono nie odpowiada...

                          raczej nie przekonuje mnie...
                          • Gość: haerowiec erystyka....... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.08.05, 08:40
                            Drodzy Panstwo,
                            a juz myslalam, ze przynajmniej w tym poscie zaczynamy stosowac zasady
                            erystyki..ludzie! troche dystansu..i mniej zaangazowania emocjonalnego! kady ma
                            prawo zanegowac czyjas odpowiedz, ale nalezaloby to uargumetowac (logicznie i
                            precyzyjnie)a nie obrzucac siebie epitetami lub tez wkurzac sie bo cos jest nie
                            po naszej mysli....oczywiscie mozemy rozmawiac na roznym poziomie
                            ogolnosci...jezeli to sluzy rozwojowi dyskusji...

                            Poza tym dyskusja o stereotypach w poszukiwaniu i pozyskiwaniu pracownikow jest
                            bardzo ciekawa...wszystko to "samo życie"...ja jako rekrutant też kieruje sie
                            stereotypami czy tez pewnymi postawami w stosunku do ludzi rzeczy,
                            spraw...grunt to samoswiadomosc wlasnych ograniczen i wlasnego umyslu..
                          • jolie Re: parę refleksji ( długie).... 22.08.05, 08:53
                            uzo.borewicz napisał:

                            > > Ja podałam wyjśnienie - jesteś w dobrej niszy systemowej, ale najwidoczni
                            > ej
                            > Ci
                            > > ono nie odpowiada...
                            >
                            > raczej nie przekonuje mnie...

                            A szkoda...

                            I jeszcze jedno - nie przprowadziłeś żadnego "eksperymentu" (bo gdzie w Twoim
                            działaniu warunki kontrolne?????). O tym, że to Twoja pewność siebie na
                            rozmowie kwalifikacyjnej decyduje o powodzeniu mógłbyś powiedzieć wtedy, gdy:

                            - aplikowałbyś na stanowisko niezgodne z Twoim doświadczeniem (niech będzie ten
                            informatyk, analityk finansowy czy główny księgowy), a mimo to po pierwsze -
                            zaproszonoby Cię na rozmowę, po drugie - wygrałbyś z kandydatami o profilu
                            zgodnym z wymaganiami
                            - aplikowałbyś na stanowisko (również nie ze swojej branży), gdzie znajomość
                            języka angielskiego jest bezwzględnie wymagana i weryfikowana na rozmowie (w
                            tym przypadku mógłbyś nawet skłamać w CV, że język znasz) i właśnie na rozmowie
                            kwalifikacyjnej sprawiłbyś lepsze wrażenie niż osoby z certyfikatami czy
                            tłumacze przysięgli;)

                            IMHO - "eksperyment" jaki przeprowadziłeś niczego nie udowadnia...

                            • Gość: haerowiec Re: parę refleksji ( długie).... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.08.05, 09:01
                              Czytam ten post od poczatku, moje wrazenie jest takie, ze slowo "eksperyment"
                              zostalo tu uzyte w znaczeniu potocznym, a nie naukowym. Z punktu nauki ten
                              ekpsperyment nie mial do konca cech ekperymentu, ale chyba nie o taki
                              ekperyment chodziło Autorowi postu.
                              • jolie Re: parę refleksji ( długie).... 22.08.05, 09:45
                                Z punktu widzenia nauki nie był to w żadnym punkcie eksperyment, czyli
                                wszystko, co Autor wątku napisał o swoich możliwościach wpływu społecznego i
                                powodzeniu stosowanych przez niego technik autoprezentacji przedstawia wartość
                                porównywalną do zapisków z pamiętnika (i dlatego można by wybaczyć skrajny
                                subiektywizm i ksobną interpretację rzeczywistości). A ja jako osoba uczulona
                                na wciskanie kitu tego nie kupuję. No i nie lubię w rozmowie z kimś czuć się
                                jak na wiecu partyjnym. Ale widocznie na niektórych robi to wrażenie.
                                • oremus Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 09:50
                                  Pozwólcie, że i ja dodam swoje dwa centy do dyskusji.

                                  Chcę z pozycji pracodawcy odpowiedziec na fragment jolie, bo ma on istotnie
                                  znaczenie dla dyskusji o pracy i zrozumienia pobudek, którymi kierują się pracodawcy

                                  „????? Wygrywasz doświadczeniem, z ludźmi po studiach, którzy go nie posiadają,
                                  bo taka jest mentalność pracodawców. Moim zdaniem osoba bez doświadczenia, a po
                                  studiach może być równie dobra jak ktoś bez studiów,a z doświadczeniem.”

                                  Jolie jest młoda i bez doświadczenia dlatego może pisac tak dalekie od
                                  rzeczywistości rzeczy. Jako pracodawca bardziej liczy się dla mnie
                                  doświadczenie niż wykształcenie z prostego powodu – ludzie po studiach nic nie
                                  potrafią.

                                  I z całym szacunkiem i sympatia dla młodych nie ma tu ich winy. Po prostu system
                                  kształcenia jest tak zły, że młodego trzeba przez czasem KILKA LAT uczyć
                                  podstaw; współpracy w zespole, współpracy z przełożonym, organizacji czasu i
                                  miejsca pracy, kulturalnej komunikacji z ludźmi w tym z klientami. I nie mówię
                                  tu o analfabetach po egzotycznych kierunkach ale o absolwentach wiodących
                                  uczelni biznesowych w kraju.

                                  Młody człowiek po studiach ma głowę przeładowaną niepotrzebnymi teoriami, które
                                  w 90% sa nieprzydatne – i znów mówie tu o firmie doradczej, w której akurat te
                                  kwalifikacje teoretycznie powinny być bardzo przydatne, bo ma się do czynienia z
                                  wielkim spektrum problemów biznesu i trzeba mieć wyjątkową wiedzę ogólną.

                                  Studia kuszą, że po atrakcyjnym kierunku łatwo znajdziesz pracę. Cóż, chyba
                                  kłamią…. Wole słabsza uczelnię i doświadczenie, niż lepszą i świeżego absolwenta.

                                  Przyznam, że zawsze poszukuję zdolnych ludzi, aktualnie do nowej firmy i po
                                  pierwszej odpowiedzi jolie myślałem nawet czy nie wysłać jej prośby o CV, bo
                                  lubię ludzi ze zdecydowanym charakterem. Ale po przeczytaniu następnych
                                  wypowiedzi … :)
                                  Cóż, są rzeczy, które w moich oczach natychmiast dyskwalifikują pracownika, a
                                  dwie z nich to arogancja i złośliwość – o ile nie są zrównoważone wybitnymi
                                  kwalifikacjami i nieprzeciętną umysłowością (ale i tak wtedy trzeba się liczyć,
                                  że takiego pracownika trzeba odseparować bo zatruje zycie innym).

                                  Praktyka przyjmowania do pracy po stażu w dobrej firmie jest dla mnie jak
                                  najbardziej OK. Przynajmniej mam gwarancję, że pracownik widział z bliska jak
                                  wygląda życie w firmie i czego się od ludzi oczekuje, i taki zawsze będzie miał
                                  większe szanse niż świeżo upieczony student, który w pracy przez wiele miesięcy
                                  będzie wymagał nauki podstaw a bardzo często i wychowania. Kto dziś ma na to
                                  czas i ochotę?

                                  Kochani – więcej pokory wobec realiów.
                                  • Gość: Pegaz staż pracy IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 22.08.05, 10:20
                                    > Jako pracodawca bardziej liczy się dla mnie doświadczenie niż wykształcenie z
                                    prostego powodu – ludzie po studiach nic nie potrafią.

                                    Czy możesz nam podać strukturę zatrudnia w Twojej firmie ? Na przykład jaki
                                    procent Twoich pracowników ma staż pracy mniejszy rok, jaki ma staż do pieciu
                                    lat, a ilu pracuje powyżej 5-ciu lat ?
                                  • Gość: haerowiec Re: Dwa centy do dyskusji IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.08.05, 10:24
                                    Realia wygladaja tak jak mowi Oremus; zasadniczo wiekszosc moich Klientow
                                    (firmy produkcyjne, handlowe, uslugowe) odpowiedzialoby w ten sposob. Poza tym
                                    studenci czy tez absolwenci nie potrafia swojej wiedzy przelozyc na narzedzia w
                                    pracy- to umiejetnosc, ktorej nie ucza polskie uczelenie. Mialam okazje sledzic
                                    zajecia z zarzadzania i psychologii pracy w Szwecji- byly nastawione na
                                    myslenie, rozwiazywanie problemow, podejmowanie decyzji, podazanie za nowymi
                                    trendami w biznesie itp.
                                  • jolie Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 10:25
                                    oremus napisała:

                                    > Chcę z pozycji pracodawcy odpowiedziec na fragment jolie, bo ma on istotnie
                                    > znaczenie dla dyskusji o pracy i zrozumienia pobudek, którymi kierują się
                                    praco
                                    > dawcy
                                    >
                                    > „????? Wygrywasz doświadczeniem, z ludźmi po studiach, którzy go nie posi
                                    > adają,
                                    > bo taka jest mentalność pracodawców. Moim zdaniem osoba bez doświadczenia, a
                                    po
                                    >
                                    > studiach może być równie dobra jak ktoś bez studiów,a z doświadczeniem.”
                                    >
                                    > Jolie jest młoda i bez doświadczenia dlatego może pisac tak dalekie od
                                    > rzeczywistości rzeczy.

                                    Skąd ten wniosek? Myślę tu o zwrocie "bez doświadczenia"????

                                    Jako pracodawca bardziej liczy się dla mnie
                                    > doświadczenie niż wykształcenie z prostego powodu – ludzie po studiach ni
                                    > c nie
                                    > potrafią.

                                    Aha...

                                    > I z całym szacunkiem i sympatia dla młodych nie ma tu ich winy. Po prostu
                                    syste
                                    > m
                                    > kształcenia jest tak zły, że młodego trzeba przez czasem KILKA LAT uczyć
                                    > podstaw; współpracy w zespole, współpracy z przełożonym, organizacji czasu i
                                    > miejsca pracy, kulturalnej komunikacji z ludźmi w tym z klientami. I nie mówię
                                    > tu o analfabetach po egzotycznych kierunkach ale o absolwentach wiodących
                                    > uczelni biznesowych w kraju.

                                    A rozumiem, wracamy do punktu wyjścia czyli specyfiki branży. Zatem Twoim
                                    zdaniem po kierunkach BIZNESOWYCH ludzie nic nie umieją? Dzięki Bogu ja w tej
                                    branży nie działam:).

                                    > Młody człowiek po studiach ma głowę przeładowaną niepotrzebnymi teoriami,
                                    które
                                    > w 90% sa nieprzydatne – i znów mówie tu o firmie doradczej, w której akur
                                    > at te
                                    > kwalifikacje teoretycznie powinny być bardzo przydatne, bo ma się do
                                    czynienia
                                    > z
                                    > wielkim spektrum problemów biznesu i trzeba mieć wyjątkową wiedzę ogólną.

                                    Stereotyp. Na moich studiach zajęć warsztatowych, obowiązkowych praktyk było
                                    więcej niż zajęć teoretycznych (te obowiązywały tylko przez pierwsze 2 lata, bo
                                    należało zrealizować kanon).

                                    > Studia kuszą, że po atrakcyjnym kierunku łatwo znajdziesz pracę. Cóż, chyba
                                    > kłamią…. Wole słabsza uczelnię i doświadczenie, niż lepszą i świeżego abs
                                    > olwenta.

                                    A ja wolę 2 mgr przed nazwiskiem i wykonywanie pracy, która jest moją pasją.

                                    > Przyznam, że zawsze poszukuję zdolnych ludzi, aktualnie do nowej firmy i po
                                    > pierwszej odpowiedzi jolie myślałem nawet czy nie wysłać jej prośby o CV, bo
                                    > lubię ludzi ze zdecydowanym charakterem.

                                    :)

                                    Ale po przeczytaniu następnych
                                    > wypowiedzi … :)

                                    :)


                                    > Cóż, są rzeczy, które w moich oczach natychmiast dyskwalifikują pracownika, a
                                    > dwie z nich to arogancja i złośliwość

                                    :)

                                    – o ile nie są zrównoważone wybitny
                                    > mi
                                    > kwalifikacjami i nieprzeciętną umysłowością (ale i tak wtedy trzeba się
                                    liczyć,
                                    > że takiego pracownika trzeba odseparować bo zatruje zycie innym)

                                    Bez komentarza.

                                    > Praktyka przyjmowania do pracy po stażu w dobrej firmie jest dla mnie jak
                                    > najbardziej OK. Przynajmniej mam gwarancję, że pracownik widział z bliska jak
                                    > wygląda życie w firmie i czego się od ludzi oczekuje

                                    Na pierwszym w życiu stażu wymaganao oe mnie parzenia kawy, chodzenia po zakupy
                                    i wklepywanie danych do komputera. Faktycznie, wiele się nauczyłam...


                                    > Kochani – więcej pokory wobec realiów

                                    I więcej podlizywania się szefowi? Dziękuję, nie skorzystam. Pozostawiam to
                                    zatrudnionym po znajomości.
                                    • Gość: haerowiec Re: Dwa centy do dyskusji IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.08.05, 10:35
                                      Nasza dyskusja poranna podsumuje tak: "ludzie sukcesu potrafia wszystkie,
                                      najmniejsze nawet zdolnosci wykorzystac do osiagniecia lepszych rezultatow" i
                                      tego sie trzymajmy! robmy od czasu do czasu uzytek ze swojej prawej półkuli
                                      mózgowej i z tego ze konczymy dwa kierunki (jak jolie)...
                                      • jolie Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 12:41
                                        Dwa kierunki na studiach dziennych w moim pokoleniu powoli zaczynają być
                                        standardem (ok. 40% studentów uczelni w mieście, w którym aktualnie mieszkam).
                                        Ale przecież studiowanie na państwowej uczelni w trybie dziennym np. prawa i
                                        psychologii zdaniem niektórych wypowiadających się tu osób NICZEGO NIE UCZY i
                                        do niczego się nie przydaje, więcej - o niczym nie świadczy. Robiąc eksperyment
                                        (he he he) myślowy można by taką argumentację pociągnąć dalej - lepiej zatem
                                        mieć w CV staż w kancelarii prawnej już od 1. roku studiów (absurd,
                                        taki "prawnik" autentycznie nie ma o niczym pojęcia i z definicji adresuje
                                        tylko koperty i lata na pocztę) niż w tym samym czasie siedzieć na zajęciach z
                                        cywila, albo z karnego (gdzie rozwiązuje się przede wszystkim casusy)......
                                        Taką przerysowaną argumetację kończy koronny argument o specyfice branży, ale
                                        jest to tak oczywiste, że rozwodzenie się na ten temat dla mnie nie ma sensu.


                                        I jeszcze jedno - studiowanie w trybie dziennym często wynika z tak prozaicznej
                                        kwestii jak brak pieniędzy. Po maturze ojciec powiedział mi wprost - "albo
                                        zdasz na dzienne, albo zapomnij o studiach, bo na nas w kwestii wieczorowych
                                        czy zaocznych liczyć nie możesz". Jasne, gdybym pochodziła z dużego miasta w
                                        ogóle bym się tym nie przejmowała, bo okazji do chałturzenia i zarabiania w
                                        dużym mieście jest mnóstwo. Ale w mieście prowincjonalnym - niekoniecznie...
                                        Zatem chyba jasne jest, że jeśli ktoś czuje się na siłach, to idzie na
                                        egazaminy wstępne i przeorganizowywuje swoje życie, gdy się dostanie. A
                                        chałturzyć zaczyna w bardziej sprzyjającym środowisku. Ale zdaniem niektórych
                                        to nie jest nic pozytywnego tylko "przerost ambicji" albo "arogancja"...A ja
                                        nigdy nie zgodzę się z tekstami o "bimbaniu" studentów dziennych czy ich
                                        rozczeniowej postawie wobec rzeczywistości. Który normalny świeżo upieczony
                                        absolwent bez ŻADNEGO doświadczenia w swojej dziedzinie chce od razu
                                        kierownicze stanowisko za min 5 tys na miesiąc? Nie wiem, może są tacy ludzie
                                        bez wyobraźni i takie brednie na rozmowach gadają - w każdym razie w moim
                                        środowisku ich nie ma. Natomiast chałturzenie w czasie studiów ma też swoją
                                        ciemną stronę - choć daje pieniądze na przeżycie, zabiera mnóstwo czasu, nerwów
                                        i tak naprawdę lepiej wychodzi się robiąc bezpłatny staż w renomowanej firmie
                                        niż pracując w supermarkecie. No, ale na luksus 2-letniej bezpłatnej praktyki
                                        mogą sobie pozwolić osoby z kasą rodziców. I kółko się zamyka.

                                        No i trzecia kwestia - dokonywane wybory. Ja zawsze wybieram bycie sobą. I w
                                        fundamentalnych kwestiach życiowych takich jak partner czy właśnie praca -
                                        muszę się rozwijać. A rozwijam się, będąc sobą. Dlatego nie mam mentalności
                                        niewolnika i jestem szczera. I jeśli przyszły pracodawca zamiast rozmawiać ze
                                        mną po angielsku czy posadzić mnie przed kompem i dać mi konkretne zadanie do
                                        rozwiązania, gdzie istnieją obiektywne wskaźniki czy sobie poradziłam czy nie,
                                        zaczyna dyskusje typu "kto jest Twoim autorytetem i dlaczego ja", to wiem, że
                                        nigdy się nie dogadamy. I to też jest mój wybór.
                                        Uffffff;)...
                                        • oremus Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 16:47
                                          Zostałem wywołany do tablicy : ))

                                          Ale przecież studiowanie na państwowej uczelni w trybie dziennym np. prawa i
                                          > psychologii zdaniem niektórych wypowiadających się tu osób NICZEGO NIE UCZY i
                                          > do niczego się nie przydaje, więcej - o niczym nie świadczy.

                                          Do czego sie przydaje trudno powiedzieć, z pewnością uczy - rozwiązywania
                                          problemów teoretycznych.

                                          Świadczy, czy tez może świadczyć o zdolnościach, sprawności umysłowej, biegłości
                                          w myśleniu, o innych cechach napisała nasza koleżanka (haerowiec) poniżej
                                          lepiej ode mnie.

                                          Wygląda na to, ze studiowałas prawo? Nie chcę obrazić czytajacych nas prawników
                                          ale jest to grupa zawodowa o której nie mam dobrego zdania i to z wielu powodów.

                                          Przytoczę tylko przykład z własnego doświadczenia, kiedy 5 dni tłumaczyłem
                                          prawnikowi, że umowa wstępna o współpracy pomiędzy firmami, której pilnie
                                          potrzebowałem, musi się charakterem róznić od pisma procesowego w sprawie o
                                          gwałt. I nie udało się. Dziwne acz prawdziwe.

                                          Wydaje mi się, aczkolwiek moge sie mylić, że arogancja i wredny charakter w tym
                                          zawodzie mogą być atutem, to chyba jedyny taki zawód, gdzie się przydają.

                                          Teraz już Cię rozumiem, każdy z nas ma jakies skrzywienia zawodowe (prosze bez
                                          urazy).
                                          • jolie Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 20:00
                                            oremus napisała:

                                            > Zostałem wywołany do tablicy : ))

                                            Przez kogo?;)


                                            > Wygląda na to, ze studiowałas prawo?

                                            Pudło:). Nie jestem samobójczynią:). Na dostanie się na jakąkolwiek aplikację
                                            przez rodzinne koneksje miałam zerowe szanse, zatem po co utrudniać sobie
                                            sytuację na wejściu? Osoba, którą bardzo dobrze znam studiowała prawo i
                                            psychologię. Osoba genialna pod wieloma względami. Ale przyznaję, że dla
                                            własnych potrzeb prawem się interesuję.


                                            > Przytoczę tylko przykład z własnego doświadczenia, kiedy 5 dni tłumaczyłem
                                            > prawnikowi, że umowa wstępna o współpracy pomiędzy firmami, której pilnie
                                            > potrzebowałem, musi się charakterem róznić od pisma procesowego w sprawie o
                                            > gwałt. I nie udało się. Dziwne acz prawdziwe.

                                            Faktycznie dziwne, ewidentnie nie trafiłeś na osobę bardzo dobrze mi znajomą;).

                                            > Wydaje mi się, aczkolwiek moge sie mylić, że arogancja i wredny charakter w
                                            tym
                                            > zawodzie mogą być atutem, to chyba jedyny taki zawód, gdzie się przydają

                                            Arogancja i wredny charakter to o mnie czy in general?;)

                                            > Teraz już Cię rozumiem, każdy z nas ma jakies skrzywienia zawodowe (prosze bez
                                            > urazy).

                                            Urazy? Nie żartuj. Mam dystans do siebie i bywam autoironiczna:).
                                            • oremus Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 20:10

                                              >
                                              > Urazy? Nie żartuj. Mam dystans do siebie i bywam autoironiczna:).

                                              Jolie, nie potraktuj tego co mówię osobiście i proszę dobrze sie nad tym
                                              zastanów. Nie chcę Ci zrobić przykrości, lubię ludzi z charakterem.

                                              Dwie rzeczy w formie porady od kolegi:

                                              Myśl co piszesz a nie pisz co myslisz.

                                              Więcej słuchaj niż mów, więcej zrozumiesz i więcej się nauczysz. Warto.

                                              Przy całej sympatii odbieram Cię jako osóbkę arogancką, która zawsze i wszsytko
                                              wie lepiej na każdy temat. Nie wnikam jaka jesteś i nie porafie tego - jednak
                                              traktujesz ludzi tutaj z góry, starasz się ich poniżyć, trudno powiedziec czy
                                              robisz to świadomie czy nie. To juz Ty sama wiesz.

                                              Zogniskuj swoja energię na jakims pozytecznym kierunku, stawianie na swoim w
                                              dyskusji do nich nie należy.

                                              Po prostu to przemyśl.

                                              I życzę Ci powodzenia.


                                              • jolie Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 20:44
                                                oremus napisała:

                                                > Jolie, nie potraktuj tego co mówię osobiście i proszę dobrze sie nad tym
                                                > zastanów. Nie chcę Ci zrobić przykrości, lubię ludzi z charakterem

                                                Przecież niczego, co tutaj piszę nie traktuję osobiście - czy naprwdę sprawiam
                                                wrażenie osoby, która ma zerowy wgląd w siebie?


                                                > Dwie rzeczy w formie porady od kolegi:
                                                >
                                                > Myśl co piszesz a nie pisz co myslisz.
                                                >
                                                > Więcej słuchaj niż mów, więcej zrozumiesz i więcej się nauczysz. Warto.

                                                Hmm, ok...

                                                > Przy całej sympatii odbieram Cię jako osóbkę arogancką, która zawsze i
                                                wszsytko
                                                > wie lepiej na każdy temat

                                                A może najzwyczajniej w świecie mam przyjemność z polemiki?

                                                >Nie wnikam jaka jesteś i nie porafie tego - jednak
                                                > traktujesz ludzi tutaj z góry, starasz się ich poniżyć, trudno powiedziec czy
                                                > robisz to świadomie czy nie. To juz Ty sama wiesz

                                                Traktowanie z góry - a co niby mnie do tego uprawnia? Czy w którymkolwiek
                                                miejscu napisałam, że jestem drugim Billem Gatesem? Albo że jestem cudotwórcą/
                                                gazelą biznesu, a źli i wredni pracodawcy dali mi popalić, bo nie dostrzegali
                                                mojego potencjału tuż po studiach? Jeśli już coś miałabym obwiniać to
                                                niekorzystny system...Przecież ja nawet nie jestem handlowcem (jedyne moje
                                                doświadczenie w handlu to chałturzenie jak hostessa....choć nie powiem, nieźle
                                                mi to szło;)). Ja po prostu mam doskonały zmysł obserwacji - tego jestem pewna
                                                na 100%, a przez polemiczno- felietonistyczny styl, jakim piszę, może to
                                                wydawać się kategoryczne. No cóż. Lubię bronić swojego zdania i tyle.

                                                > Zogniskuj swoja energię na jakims pozytecznym kierunku, stawianie na swoim w
                                                > dyskusji do nich nie należy.

                                                Ok, tu powstrzymam się od komentarza;)

                                                > Po prostu to przemyśl

                                                Przemyślę. Ale czy wyobrażasz sobie np. dziennikarza, który nie potrafi
                                                dyskutować?

                                                > I życzę Ci powodzenia

                                                Nawzajem


                                                • oremus Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 20:58

                                                  > Przecież niczego, co tutaj piszę nie traktuję osobiście - czy naprwdę sprawiam
                                                  > wrażenie osoby, która ma zerowy wgląd w siebie?

                                                  Nie, nie sprawiasz takiego wrażenia, raczej wrażenie kogos wielowymiarowego, kto
                                                  wymyka się klasyfikacji, przynajmniej mojej.

                                                  > > Dwie rzeczy w formie porady od kolegi:
                                                  > >
                                                  > > Myśl co piszesz a nie pisz co myslisz.
                                                  > >
                                                  > > Więcej słuchaj niż mów, więcej zrozumiesz i więcej się nauczysz. Warto.
                                                  >
                                                  > Hmm, ok...
                                                  >
                                                  > > Przy całej sympatii odbieram Cię jako osóbkę arogancką, która zawsze i
                                                  > wszsytko
                                                  > > wie lepiej na każdy temat
                                                  >
                                                  > A może najzwyczajniej w świecie mam przyjemność z polemiki?
                                                  >

                                                  >
                                                  > Traktowanie z góry - a co niby mnie do tego uprawnia? Czy w którymkolwiek
                                                  > miejscu napisałam, że jestem drugim Billem Gatesem? Albo że jestem cudotwórcą/
                                                  > gazelą biznesu, a źli i wredni pracodawcy dali mi popalić, bo nie dostrzegali
                                                  > mojego potencjału tuż po studiach? Jeśli już coś miałabym obwiniać to
                                                  > niekorzystny system...Przecież ja nawet nie jestem handlowcem (jedyne moje
                                                  > doświadczenie w handlu to chałturzenie jak hostessa....choć nie powiem, nieźle
                                                  > mi to szło;)). Ja po prostu mam doskonały zmysł obserwacji - tego jestem pewna
                                                  > na 100%, a przez polemiczno- felietonistyczny styl, jakim piszę, może to
                                                  > wydawać się kategoryczne. No cóż. Lubię bronić swojego zdania i tyle.

                                                  Lubię Cię. Ładnie piszesz.

                                                  Mam wrażenie, że czasami zapędzasz się w dyskusji, przekraczasz pewna
                                                  niewidzialną granicę. Za nią jesteś odbierana... chyba niezgodnie z Twoimi
                                                  intencjami. A narzędzie masz potężne.

                                                  > Przemyślę. Ale czy wyobrażasz sobie np. dziennikarza, który nie potrafi
                                                  > dyskutować?

                                                  Witam koleżanke po fachu.

                                                  Masz lekkość słowa, to sie wyczuwa. Talent.

                                                  Powiedz mi jak stoisz z angielskim?
                                                  • jolie Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 22:57
                                                    oremus napisała:


                                                    > > Przecież niczego, co tutaj piszę nie traktuję osobiście - czy naprwdę
                                                    sprawiam wrażenie osoby, która ma zerowy wgląd w siebie?
                                                    >
                                                    > Nie, nie sprawiasz takiego wrażenia, raczej wrażenie kogos wielowymiarowego,
                                                    kto
                                                    > wymyka się klasyfikacji, przynajmniej mojej.


                                                    Dziękuję, interdyscyplinarne podejście to zdecydowanie moje podejście:).

                                                    > > Traktowanie z góry - a co niby mnie do tego uprawnia? Czy w którymkolwiek
                                                    >
                                                    > > miejscu napisałam, że jestem drugim Billem Gatesem? Albo że jestem
                                                    cudotwórcą/
                                                    > > gazelą biznesu, a źli i wredni pracodawcy dali mi popalić, bo nie
                                                    dostrzegali
                                                    > > mojego potencjału tuż po studiach? Jeśli już coś miałabym obwiniać to
                                                    > > niekorzystny system...Przecież ja nawet nie jestem handlowcem (jedyne moje
                                                    > > doświadczenie w handlu to chałturzenie jak hostessa....choć nie powiem,
                                                    nieźle
                                                    > > mi to szło;)). Ja po prostu mam doskonały zmysł obserwacji - tego jestem
                                                    > pewna
                                                    > > na 100%, a przez polemiczno- felietonistyczny styl, jakim piszę, może to
                                                    >
                                                    > > wydawać się kategoryczne. No cóż. Lubię bronić swojego zdania i tyle.
                                                    >

                                                    > Lubię Cię. Ładnie piszesz.

                                                    Aaaaaa, pierwszy wielbiciel?!!!:)

                                                    > Mam wrażenie, że czasami zapędzasz się w dyskusji, przekraczasz pewna
                                                    > niewidzialną granicę. Za nią jesteś odbierana... chyba niezgodnie z Twoimi
                                                    > intencjami.

                                                    Możliwe. To pewnie przez manię tropienia niekonsekwencji w myśleniu i brutalną
                                                    szczerość...

                                                    >A narzędzie masz potężne.

                                                    Efekt uboczny faktu, że myślę;). Plus lekkie pióro (po części wynikające z
                                                    bezczelności;))


                                                    > > Przemyślę. Ale czy wyobrażasz sobie np. dziennikarza, który nie potrafi
                                                    > > dyskutować?
                                                    >
                                                    > Witam koleżanke po fachu.

                                                    Do tego fachu aspiruję.

                                                    > Masz lekkość słowa, to sie wyczuwa. Talent.

                                                    Talent? Nie przesadzajmy. Nałogowo czytam i obserwuję otoczenie. Choć
                                                    faktycznie, ja chyba lubię słowa:)!

                                                    > Powiedz mi jak stoisz z angielskim?

                                                    Normalnie. Nie mam żadnego certyfikatu (jak dotyczczas nie stać mnie było na
                                                    żaden kurs językowy, zatem musiałam polegać na swoim słuchu i nauce w
                                                    budżetówce). Dlaczego o to pytasz?
                                                    • oremus Re: Dwa centy do dyskusji 22.08.05, 23:15

                                                      > > Mam wrażenie, że czasami zapędzasz się w dyskusji, przekraczasz pewna
                                                      > > niewidzialną granicę. Za nią jesteś odbierana... chyba niezgodnie z Twoim
                                                      > i intencjami.
                                                      >
                                                      > Możliwe. To pewnie przez manię tropienia niekonsekwencji w myśleniu i brutalną
                                                      > szczerość...

                                                      Zmieniłem się, kiedy usłyszałem że moja szczerość jest jak cyjanek. I to
                                                      niestety miało sens.


                                                      > >A narzędzie masz potężne.
                                                      >
                                                      > Efekt uboczny faktu, że myślę;). Plus lekkie pióro (po części wynikające z
                                                      > bezczelności;))

                                                      Tak, bezczelność daje swobodę, chyba tylko prawdziwa niezalezność mysli jest
                                                      jeszcze dalej.

                                                      > > > Przemyślę. Ale czy wyobrażasz sobie np. dziennikarza, który nie pot
                                                      > rafi dyskutować?
                                                      > > Witam koleżanke po fachu.
                                                      > Do tego fachu aspiruję.

                                                      Zaczynałem chyba z 8-9 lat temu od specjalistycznych miesięczników, efekt
                                                      uboczny pasji. Wszystko brali. Pisuję do dziś, choc mam za mało czasu.

                                                      > > Masz lekkość słowa, to sie wyczuwa. Talent.
                                                      >
                                                      > Talent? Nie przesadzajmy. Nałogowo czytam i obserwuję otoczenie. Choć
                                                      > faktycznie, ja chyba lubię słowa:)!

                                                      Tak, to sie wyczuwa. I z przyjemnością czyta.

                                                      > > Powiedz mi jak stoisz z angielskim?
                                                      >
                                                      > Normalnie. Nie mam żadnego certyfikatu (jak dotyczczas nie stać mnie było na
                                                      > żaden kurs językowy, zatem musiałam polegać na swoim słuchu i nauce w
                                                      > budżetówce). Dlaczego o to pytasz?

                                                      Poszukuję kogoś bardzo biegłego w mowie i piśmie.
                                                    • jolie Re: Dwa centy do dyskusji 23.08.05, 14:59
                                                      oremus napisała:

                                                      > Zmieniłem się, kiedy usłyszałem że moja szczerość jest jak cyjanek. I to
                                                      > niestety miało sens.

                                                      Hmmm, jeśli podłożem szczerości jest złośliwość, to faktycznie można
                                                      odpuścić... Ale czasmi brak logiki jest tak ewidentny, że aż boli!!!! Ja wtedy
                                                      nie wytrzymuję;) Tak, tak, to utrudnia życie...


                                                      > > >A narzędzie masz potężne.
                                                      > >
                                                      > > Efekt uboczny faktu, że myślę;). Plus lekkie pióro (po części wynikające
                                                      > z
                                                      > > bezczelności;))
                                                      >
                                                      > Tak, bezczelność daje swobodę, chyba tylko prawdziwa niezalezność mysli jest
                                                      > jeszcze dalej.

                                                      Niezależność myśli... Chyba najbliżej jej są filozofowie - pustelnicy. Zatem:
                                                      wszystko przede mną!;)

                                                      > > > > Przemyślę. Ale czy wyobrażasz sobie np. dziennikarza, który nie
                                                      potrafi dyskutować?

                                                      > > > Witam koleżanke po fachu.
                                                      > > Do tego fachu aspiruję.


                                                      > Zaczynałem chyba z 8-9 lat temu od specjalistycznych miesięczników, efekt
                                                      > uboczny pasji. Wszystko brali. Pisuję do dziś, choc mam za mało czasu.

                                                      Ja najlepiej czuje się w przewrotnych felietonach i ogólnie tam, gdzie mogę
                                                      puścić wodze fantazji. I dlatego ubolewam, że moje nazwisko nie jest żadna
                                                      marką;(((. Paradoksalnie - mam też sentyment i dryg do stylu naukowego (pewnie
                                                      przez empiryczny charakter studiów i wszystkich projektów, które trzeba było
                                                      raportować)


                                                      > > > Powiedz mi jak stoisz z angielskim?
                                                      > >
                                                      > > Normalnie. Nie mam żadnego certyfikatu (jak dotyczczas nie stać mnie było
                                                      > na
                                                      > > żaden kurs językowy, zatem musiałam polegać na swoim słuchu i nauce w
                                                      > > budżetówce). Dlaczego o to pytasz?
                                                      >
                                                      > Poszukuję kogoś bardzo biegłego w mowie i piśmie

                                                      BARDZO biegła pewnie nie jestem (kurde, ta moja uczciwość!), choć radzę sobie:)
                                                      A co do projektu to mam pytanie: taki wywiad (mniej lub bardziej pogłębiony) to
                                                      de facto surowy materiał jakościowy. Kto raportuje całość(jeśli w ogóle)? Ty?
                                                      Czy zlecasz opracowanie komuś?
                                                    • oremus Re: Dwa centy do dyskusji 23.08.05, 21:27
                                                      > BARDZO biegła pewnie nie jestem (kurde, ta moja uczciwość!), choć radzę sobie:)
                                                      > A co do projektu to mam pytanie: taki wywiad (mniej lub bardziej pogłębiony) to
                                                      >
                                                      > de facto surowy materiał jakościowy. Kto raportuje całość(jeśli w ogóle)? Ty?
                                                      > Czy zlecasz opracowanie komuś?

                                                      dzięki, że zapytałaś, materiał może byc w formie surowej, dosłownie słowo w
                                                      słowo z rozmowy, widziałem takie rzeczy i to jest do przyjęcia. Klientowi to i
                                                      tak obojetne - nie zna sie a pewnie nawet nie interesuje co tam będzie w srodku,
                                                      jemu to też będzie albo i nie potrzebne do jego projektu.

                                                      Boże! Klienci są czasem dziwni, uswiadamiam sobie ten fakt dopiero gdy opowiadam
                                                      innym, normalnie tego nie zauważam. Tutaj mam właśnie taki przypadek...

                                                      Mam takiego (ostatni miesiąc) co jedna z pracowniczek zamknął w osobnym pokoju
                                                      (oficjalnie aby nie przeszkadzała rozmowami tel pozostałym) - tak naprawdę to po
                                                      to by ich nie zaczepiała bo charakter ma paskudny...
                                  • aa.aa Oremus, wyłazi z Ciebie teoretyk 22.08.05, 12:48
                                    Ja też zatrudniałem ludzi i sam byłem zatrudniany. Prawda jest taka, że nie
                                    należy generalizować o 'przeładowaniu głowy', 'doświadczenie kontra studia',
                                    czy 'uczelnia bardziej lub mniej prestiżowa'. Owszem, są sytuacje, kiedy może
                                    to mieć znaczenie. Ale na ogół potrzebna jest osoba, z konkretnymi
                                    predyspozycjami na bardzo konkretne stanowisko. Przysłowiowy diabeł tkwi, jak
                                    zwykle, w szczegółach. To one definiują owe predyspozycje, raz liczy się
                                    doświadczenie, raz wiedza, chociaż najczęściej potrzebne jest i jedno, i
                                    drugie. Kiedyś zatrudniłem człowieka, który jeszcze studiował, a który był
                                    lepszy niż niejeden absolwent i niejeden doświadczony pracownik. Dlaczego?
                                    Ponieważ trafiłem pasjonata, w dodatku odpowiedzialnego. Nie miał
                                    doświadczenia, nie był absolwentem i nie pasuje do żadnej charakterystyki w
                                    całym tym wątku. Miał dopiero 23 lata, a lepszego od niego nie spotkałem nigdy
                                    wcześniej, ani później. Zatrudniłem kiedyś też inną osobę, kobietę. Nie znała
                                    się na komputerze, żadnego języka obcego, nie miała nawet pojęcia o
                                    merytorycznych aspektach naszej branży, w średnim wieku (42 lata), przeciętnej
                                    urody. Pomimo pogodnego usposobienia wszyscy ją spuszczali. Ale miała to coś,
                                    niezdefiniowanego, że klienci dzwonili i chcieli z nią rozmawiać.
                                    Tzw. predyspozycje to szereg cech, które mają różne wagi. Te wagi zmieniają się
                                    w zależności od konkretnej sytuacji, nawet w obrębie tego samego stanowiska, w
                                    tej samej firmie. Prowadzenie polemiki na forum, że to jest lepsze, a to
                                    gorsze, bez znajomości szczegółów mija się z celem. Powinieneś to wiedzieć.
                                    Ja wiem, że w marketingu, PR, czy reklamie często nie padają pytania dotyczące
                                    zwrotu z inwestycji, a jeżeli padają, to są sprawnie zamieniane na 'kwestie
                                    zaistnienia w ...', więc i sprawy szczegółów są drugorzędne. Ale rynek, w tym i
                                    rynek pracy, to nie tylko marketing.
                                    • oremus Re: Oremus, wyłazi z Ciebie teoretyk 22.08.05, 13:53

                                      Heh, jasnowidz? :) taka specjalizację mam w dowodzie….

                                      Oprócz predyspozycji i kompetencji jest jeszcze umiejętność współpracy z innymi
                                      i tu dopiero mamy jakis obraz. Uczelnia nie ma takiego znaczenia, podobnie jak
                                      studia. Już wspominałem, w jednej firmie mój prezes był lekarzem, wicek
                                      matematykiem, itd. W 100% ajlepsi są pasjonaci, miałem takiego co przychodził do
                                      pracy o 5, bo nie mógł spać, inni w firmie przychodzili o 2 bo tylko wtedy mieli
                                      spokój dopracy koncepcyjnej - i nie były to przypadki odosobnione. Oczywiście o
                                      2 w nocy.

                                      Dzielimy się ogólnymi opiniami i doświadczeniami, nie jesteśmy w pracy, gdzie na
                                      1 sprawę trzeba spojrzeć z 5 stron więc to daje jakiś komfort rozmowy. :) Ale
                                      masz rację, generalizacje wywołują nieporozumienia.

                                      I żeby dopowiedzieć jeszcze coś, z czego pewnie wielu Czytelników tego forum
                                      będzie niezadowolonych – dla mnie, znów z doświadczenia, dwa fakultety są
                                      przeszkodą i obniżają wartość kandydata na wejściu. To znaczy obniżały, bo teraz
                                      w swojej firmie ma to dla mnie mniejsze znaczenie, liczy się to co wyżej.
                                      Kandydat miał dwa fakultety w tym właśnie wspomniana tu psychologia, jeden z
                                      ludzi od nas mordował się (jego własne słowa) ponad pół roku. Ale wielokrotnie
                                      spotkałem się tez z opinią, że dwójka podobnie jak doktorat raczej przeszkadzają
                                      niż pomagają, i jest to chyba naturalne, biorąc pod uwagę cały ”rynek pracy”. O
                                      i znów nieuprawniona generalizacja :)

                                      A na koniec jedna uwaga: w marketingu ROI ma podstawowe znaczenie inaczej jest
                                      to marketing bez kontroli i w większości bez efektywności…


                                      • jolie Re: Oremus, wyłazi z Ciebie teoretyk 22.08.05, 14:47
                                        > I żeby dopowiedzieć jeszcze coś, z czego pewnie wielu Czytelników tego forum
                                        > będzie niezadowolonych

                                        Mnie to bardzo cieszy, bo wynika z tego, że branże, które mnie kompletnie nie
                                        interesują nie będą się o mnie dopominały;PPPP.


                                        – dla mnie, znów z doświadczenia, dwa fakultety są
                                        > przeszkodą i obniżają wartość kandydata na wejściu

                                        Z jakiego (racjonalnego) powodu?

                                        >To znaczy obniżały, bo teraz
                                        > w swojej firmie ma to dla mnie mniejsze znaczenie, liczy się to co wyżej.
                                        > Kandydat miał dwa fakultety w tym właśnie wspomniana tu psychologia, jeden z
                                        > ludzi od nas mordował się (jego własne słowa) ponad pół roku. Ale wielokrotnie
                                        > spotkałem się tez z opinią, że dwójka podobnie jak doktorat raczej
                                        przeszkadzają
                                        > niż pomagają, i jest to chyba naturalne, biorąc pod uwagę cały ”rynek pra
                                        > cy

                                        Nie, nie jest to naturalne... Od kiedy dwa pokrewne fakultety czemukolwiek w
                                        czymkolwiek przeszkadzają.... Moja miłość skończyła matematykę (na uniwerku) i
                                        informatykę (na polibudzie) i jakoś pracodawcy sobie to chwalą (i w firmie
                                        prywatnej i w instytucie naukowym).
                                        • Gość: haerowiec do tematu IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 22.08.05, 15:23
                                          Żyjemy jednak w swiecie spolecznym: konformizm, postawy i stereotypy,
                                          generalizacje, bez których funkcjonowanie jako- takie nie jest mozliwe.
                                          Istenieja jednak pewne prawidlowosci w swiecie spoleczno- ekonomicznym (dla
                                          jolie: celowo nie uzywam tu pojecia "prawa"). Czy nam sie to podoba czy nie
                                          kompetencje i cechy osobowosciowe tez rozkaldaja sie wg krzywej Gausa i tak
                                          ponad 60 procent pracodawcow na pierwszym miejscu stawia doswiadczenie a mniej
                                          niz 3 % docenia to "cos" co nie poddaje sie definicjom. Wiem,ze o wiele
                                          wygodniej jest przyjac argument o generalizacji..wtedy nie trzeba nic
                                          czynic...czy tez argument o indywidualnym podejsciu do kazdej ze spraw.
                                          Jednakze przyjumujac styl argumentacji ostatniego twierdzenia nie poruszamy sie
                                          na przod, nie wnosimy nic nowego i tracimy szanse na zmiane lub tez zrozumienie
                                          pewnych kwestii.
                                          Przeciez rozumienie swiata nie polega na interpretacji li tylko i wylacznie
                                          pojedynczych doswiadczen....rozumienie to odkrywanie, czy tez jak chca tego
                                          trendy postmodernistyczne "konstruowanie", pewnych mechanizmow i praw.
                                          Proponuje odrobine pokory w stosunku do omawianego tu szeroko "rynku pracy".


                                          Co do dwoch fakultetow: moze to byc plus, moze to byc minus. dla przyklady 2
                                          fakultety moga swiadczyc o :
                                          - ambicji, umilowaniu nauki, pragnieniu poznawania swiata, podnoszeniu swoich
                                          kwalifikacji, wyroznianu sie na tle innych, kryzysie tozsamosci- postudiuje
                                          sobie troche dluzej, braku celu w zyciu, zmianie postawy zawodowej,
                                          tzw. "kujoństwie"-przeteoryzowanie, itp.








                                          • jolie Re: do tematu 22.08.05, 17:48
                                            Gość portalu: haerowiec napisał(a):

                                            > Żyjemy jednak w swiecie spolecznym: konformizm, postawy i stereotypy,
                                            > generalizacje, bez których funkcjonowanie jako- takie nie jest mozliwe

                                            Zgadzam się. Zresztą problemem maski (która uwiera u siebie i dominuje w
                                            postrzeganiu innych) ponoć zaczyna się większość zaburzeń psychicznych.

                                            > Istenieja jednak pewne prawidlowosci w swiecie spoleczno- ekonomicznym (dla
                                            > jolie: celowo nie uzywam tu pojecia "prawa"

                                            Niech będą prawa w rozumieniu potocznym;))))

                                            >Wiem,ze o wiele wygodniej jest przyjac argument o generalizacji..wtedy nie
                                            trzeba nic czynic...czy tez argument o indywidualnym podejsciu do kazdej ze
                                            spraw.
                                            > Jednakze przyjumujac styl argumentacji ostatniego twierdzenia nie poruszamy
                                            sie na przod, nie wnosimy nic nowego i tracimy szanse na zmiane lub tez
                                            zrozumienie pewnych kwestii.

                                            I tutaj dochodzimy do kwestii wyborów, jakich każdy dokonuje - można biernie
                                            kontestować system i nic nie robić (czyli bieda i pozostawanie na marginesie
                                            życia wzamian za całkowite bycie sobą contra konformizm/ sprzedawanie siebie i
                                            przyjęcie reguł gry obowiązujących w danym systemie - w tym przypadku zyskujesz
                                            to, że w ogóle grasz) Rowiązanie idealne - znalezienie odpowiedniej niszy dla
                                            siebie (opcja dostępna raczej tym 3% w krzywej Gaussa). Normalizacja i
                                            standaryzacja też stwarza pole do nadużyć- vide fikcyjne świadectwa pracy.

                                            A tak w ogóle, abstrahując od podejścia osobowości-kompetencji, warto mieć
                                            świadomość, że przypadek i szereg czynników niezależnych od nas ze skali makro
                                            mają gigantyczny wpływ na mityczny sukces - od tych demograficznych
                                            (przynależność do wyżu demograf. np.), przez polityczne (ludzie po studiach
                                            wchodzący na rynek pracy w Polsce w latach 1990-1993 z czapy dostawali
                                            kierownicze stanowiska, a ponieważ obecnie jeszcze na tych/ bądź analogicznych
                                            stołkach siedzą, to nic dziwnego ze podaż ofert jest mniejsza niż popyt), po
                                            obyczajowo-kulturowe (w Polsce zatrudnianie z klucza partyjnego czy też po
                                            znajomości to norma i naprawdę nikogo nie oburza, bo to takie "oczywiste").

                                            > Przeciez rozumienie swiata nie polega na interpretacji li tylko i wylacznie
                                            > pojedynczych doswiadczen....

                                            Jasne,że nie. Rozumienie świata to uwewnętrznianie norm społ.-kult., które
                                            każdy przedstawia sobie jako swoje własne;) i odtwarza je w zachowaniu.
                                            Przecież manipulacja doskonała polega na poczuciu, że absolutnie nie jest się
                                            manipulowanym - już dawno ci posiadający władzę (wiedzę) dochodzili do wniosku,
                                            że człowiek sam dla siebie jest najsurowszym strażnikiem i sam siebie najlepiej
                                            dyscyplinuje (choćby przez własne chciejstwa). Zresztą moda, reklama i
                                            ukhmm....marketing z tego żyją.

                                            > Proponuje odrobine pokory w stosunku do omawianego tu szeroko "rynku pracy"

                                            No przecież parzyłam tę kawę z pieśnią na ustach;)...

                                            > Co do dwoch fakultetow: moze to byc plus, moze to byc minus. dla przyklady 2
                                            > fakultety moga swiadczyc o:
                                            > - ambicji, umilowaniu nauki, pragnieniu poznawania swiata, podnoszeniu swoich
                                            > kwalifikacji, wyroznianu sie na tle innych,
                                            >kryzysie tozsamosci- postudiuje sobie troche dluzej, braku celu w zyciu,
                                            zmianie postawy zawodowej, tzw. "kujoństwie"-przeteoryzowanie, itp.

                                            Ałć...Tobie bliższa jest opcja na plus czy na minus?
                                      • aa.aa Re: Oremus, wyłazi z Ciebie teoretyk 22.08.05, 15:17
                                        oremus napisała:

                                        > A na koniec jedna uwaga: w marketingu ROI ma podstawowe znaczenie inaczej jest
                                        > to marketing bez kontroli i w większości bez efektywności…

                                        Tak sądzisz? Wydaje mi się, że ten bełkot o efektywności, ROI, ekspansji to
                                        tylko teoria (sorry, nie miałem Ciebie na myśli, tak ogólnie to wyszło ;-). Na
                                        moje oko połowa przedsięwzięć wygląda słabo. Czasami zastanawiam się, czy
                                        strategicznych decyzji w niektórych firmach nie podejmują kozy. Z drugiej
                                        strony wiele przedsięwzięć jest przemyślanych i kończy się sukcesem. Są też
                                        branże tak bogate, że żadne cielątko nie jest w stanie popsuć firmy bardziej
                                        niż kilka promili zysku. Budżet badań marketingowych wynosi kilkadziesiąt mln
                                        dolarów. Robi się je, bo się robi, ale nic z nich nie wynika, a ROI dotyczący
                                        zmian to też promile w stosunku do zysku. Efektywność jest tam tylko w radosnej
                                        publikacji setek stron raportu, którego nikt nie czyta, bo i tak wiadomo, że
                                        trzeba robić jak do tej pory, a nie jałowo kombinować. Najwyżej powstaną jakieś
                                        komisje, departamenty, które będą pozorowały prace, czy zmiany. Ale ich budżet
                                        to też tylko promile zysku.

                                        Kompetencja, współpraca, wiedza, etc. to tylko poszczególne parametry całości,
                                        którą określiłem jako predyspozycje. Można to nazwać inaczej. Zauważ, że jeżeli
                                        waga umiejętności współpracy wynosi 60%, to jest to już mowa o konkretnym
                                        stanowisku, gdzie ta cecha jest najistotniejsza. Zgadzam się, że wtedy
                                        potocznie mówimy nie o predyspozycjach, ale o umiejętności współpracy.
                                        Natomiast od tłumacza oczekujemy w 90% znajomości języka. Wracamy więc do
                                        punktu wyjścia, czyli ustalenia szczegółów, czym są predyspozycje, jakie mają
                                        być wagi w konkretnej sytuacji. Trochę jest to zawiłe, ale zrozumienie tego
                                        modelu pozwoli na normalizację potrzeb, co powoduje wyjątkową łatwość w
                                        poszukiwaniu osoby, podjęciu decyzji i oszczędności czasu. Kiedyś moja siostra
                                        w firmie HR dostała plik aplikacji i kartkę z kilkoma terminami. Miała
                                        przeglądać podania (bardzo szybko przeglądać) i wybierać te, których autorzy
                                        umieścili w swoim doświadczeniu zawodowym terminy, które miała na kartce.
                                        Można polemizować, czy parametryzacja i normalizacja prowadzi do optymalnego
                                        wyboru. Ja uważam, że tak, nie tylko w procesie rekrutacji. To jest trochę tak,
                                        jak podzielenie kartki na pół i wypisania za i przeciw.
                                        • oremus Re: Oremus, wyłazi z Ciebie teoretyk 22.08.05, 16:20
                                          Po pierwsze chcę Ci podziękować za wartościowy dla mnie wkład w dyskusję.
                                          Przemyślałem to co powiedziałeś (-łaś :) ) i zrozumiałem, że sam niepotrzebnie
                                          walczę z materią i to w czasie, gdy i mnie szykuje się przeprowadzenie
                                          rekrutacji. Jak to mówia szewc bez butów chodzi.

                                          Już po prostu wiem, że muszę bardzo precyzyjnie określić zarówno kryteria jak i
                                          wymagania i Twój drugi post już mnie w tym utwierdził. Nieprecyzyjne wymagania i
                                          pewna uległość i może niechęć do bycia ostrym i niemiłym przez moment mogą się
                                          przełożyć w efekcie na długotrwałą relację, z której obie strony a głównie ja
                                          będziemy niezadowoleni.

                                          Model o którym mówisz jest bardzo dobry i czytelny, z pewnością daję znacznie
                                          większe szanse na tak zwany sukces na stanowisku o co wszystkim przecież chodzi.

                                          Parametryzacja to także ciekawa sprawa – widziałem gdzieś badania Korn Ferry
                                          International – ponad 300 tys managerów – sporządzili bardzo szczegółowe profile
                                          kompetencyjne dl kluczowych stanowisk w firmach – i o ile sobie przypominam
                                          podstawowa charakterystykę kandydata osiagali zadając cztery (!!!) proste
                                          pytania a zależało od tego chyba 60% wyniku.

                                          Mając do przejrzenia 300 podań rzeczywiście myślałbym o łatwym kluczu, mogą nim
                                          być określone słowa. Ciekawy i praktyczny pomysł. Znów się pewnie komuś narażę,
                                          ajk zwykle... :)

                                          A tu o mało nie spadłem z krzesła:

                                          > Czasami zastanawiam się, czy
                                          > strategicznych decyzji w niektórych firmach nie podejmują kozy.

                                          :))))))))) Można smiac się lub płakać, wolę się śmiać.

                                          W różnych gałęziach jest różnie, w spółkach Skarbu z klucza partyjnego a np. w
                                          telekomunikacji – z klucza francuskiego. Jego ciężar odczułem nieraz na własnej
                                          głowie!

                                          > Wydaje mi się, że ten bełkot o efektywności, ROI, ekspansji to
                                          > tylko teoria (sorry, nie miałem Ciebie na myśli, tak ogólnie to wyszło ;-). Na
                                          > moje oko połowa przedsięwzięć wygląda słabo.

                                          Musza tak mówić. :) Ale niektórzy potrafią z upadającej fabryki zrobić cacko i
                                          mieć 33 % rynku w kilka lat.

                                          Pozdrawiam serdecznie!!!

                                          Oremus padres et fratres!
                                          • aa.aa Re: Oremus, wyłazi z Ciebie teoretyk 23.08.05, 09:20
                                            Dzięki za dobre słowo. Cieszę się, że mogłem pomóc.


                                            > Parametryzacja to także ciekawa sprawa – widziałem gdzieś badania Korn Fe
                                            > rry International – ponad 300 tys managerów – sporządzili ...
                                            ...
                                            > ... zadając cztery (!!!) proste
                                            > pytania a zależało od tego chyba 60% wyniku.

                                            Czy masz dostęp do tej publikacji? Albo podobnej? Chętnie zapoznałbym się z
                                            tymi wynikami.
                                            Również serdecznie pozdrawiam.
                                  • kachax + 1 gosz 23.08.05, 13:21
                                    Hej Oremus,

                                    Ślę Ci serdeczny uśmiech. Popieram to co napisałeś.

                                    A teraz słówko do jolie: Mam nadzieję że ktoś da Ci szansę, każdemu dobrze
                                    życzę. Mogę zrozumieć Twoje rozgoryczenie że nie możesz łatwo/lub wcale znaleźć
                                    teraz pracy.
                                    Skoro już jednak chcesz błyszczeć charakterem, to zastanów się co robisz.
                                    Buta (zwłaszcza kiepsko uzasadniona) nie dodaje splendoru, a raczej odejmuje
                                    rozsądku.

                                    Mogłabyś powiedzieć że absolwent jest równie dobrym (bardzo wiele określeń
                                    szczegółowych w to wchodzi), gdybyś stweirdziła że po 2-3 latach doświadczenia
                                    zawodowej nie robiłabyś niczego lepiej niż absolwent.
                                    I gdyby to była prawda.
                                    Niestety nie jest.
                                    Przychylam się tylko do tego że absolwent może mieć nowatorskie pomysły i
                                    świeżość spojrzenia. Ale jak już przyjdzie mu wprowadzać te pomysły, układać
                                    współpracę z ludzmi, czy też kompleksowo ogarnąć interakcje wewnątrz
                                    instytucji, to będzie się poruszał bardzo intuicyjnie, próbując przypasować to
                                    co poznał jedynie teoretycznie, a decyzje jakie podejmie mogą być obarczone
                                    sporym ryzykiem.

                                    I mówię Ci to również z własnego doświadczenia. Kiedyś byłam absolwentką z
                                    krótkimi stażami zawodowymi które nie miały w sumie nic wspólnego z tym co
                                    miała w pierwszej pracy robić. Jasnym dla mnie i dla mojej firmy było że muszę
                                    się jej najpierw "nauczyć", tak samo jak tego na czym współpraca zawodowa
                                    polega. Tego w żadnej szkole nie uczą, niestety.

                                    I może jeszcze jedno słowo wobronie studiów wieczorowych czy zaocznych:
                                    subiektywnie uważam, iż są kierunki które lepiej studiować właśnie w takim
                                    trybie pracując zawodowo. Dlaczego? Bo łatwiej zrozumieć pewne sprawy o kórych
                                    tam wykładają, ocenić ich przydatność właśnie gdy można teorie porównać z
                                    praktyką i od razu przesiać ziarno od plew, a nie łykać jak gęś to co tam
                                    serwują.
                                    • jolie Re: + 1 gosz 23.08.05, 16:00
                                      kachax napisała:

                                      > A teraz słówko do jolie: Mam nadzieję że ktoś da Ci szansę, każdemu dobrze
                                      > życzę.

                                      :)

                                      > Mogę zrozumieć Twoje rozgoryczenie że nie możesz łatwo/lub wcale znaleźć
                                      teraz pracy.
                                      > Skoro już jednak chcesz błyszczeć charakterem, to zastanów się co robisz.

                                      Ja nie błyszczę charakterem. Ja po prostu jestem JAKAŚ. Na forum oczywiście
                                      sobie luzuję - bo niby dlaczego nie? A o swoje możliwości adaptacji się nie
                                      obawiam - życie już dawno nauczyło mnie aktorstwa (co właściwie jest smutne)...

                                      > Buta (zwłaszcza kiepsko uzasadniona) nie dodaje splendoru, a raczej odejmuje
                                      > rozsądku.

                                      Coś za coś - zauważyłam, że jeśli jestem niepokorna, to jestem też bardziej
                                      twórcza:). Rozsądek powoduje, że zaczynam myśleć konwencjonalnie i nudzić;) A
                                      ja tak lubię ułańską fantazję!:)
                                      A na serio - zgadzam się, że samą butą daleko się nie zajdzie. Ale przyznaj -
                                      czasami trzeba powiedzieć, że król jest nagi...

                                      > Mogłabyś powiedzieć że absolwent jest równie dobrym (bardzo wiele określeń
                                      > szczegółowych w to wchodzi), gdybyś stweirdziła że po 2-3 latach
                                      doświadczenia
                                      > zawodowej nie robiłabyś niczego lepiej niż absolwent.
                                      > I gdyby to była prawda.
                                      > Niestety nie jest.

                                      Nie będę się spierać (choć pisałam raczej, ze absolwent może mieć taki sam
                                      potencjał).

                                      > Przychylam się tylko do tego że absolwent może mieć nowatorskie pomysły i
                                      > świeżość spojrzenia. Ale jak już przyjdzie mu wprowadzać te pomysły, układać
                                      > współpracę z ludzmi, czy też kompleksowo ogarnąć interakcje wewnątrz
                                      > instytucji, to będzie się poruszał bardzo intuicyjnie, próbując przypasować
                                      to
                                      > co poznał jedynie teoretycznie, a decyzje jakie podejmie mogą być obarczone
                                      > sporym ryzykiem.


                                      Hmmm, włączam polemiczny komplikator;). Mądrzy i doświadczeni;) trenerzy radzą
                                      bowiem, by w przypadku pracy zespołowej 1. dostosowywać role do temperamentu
                                      pracownika, 2. nie łączyć skrajnie odmiennych kompetencji. Innymi słowy -
                                      pomysłodawca nigdy nie będzie dobrym wykonawcą i vice versa. Monitorowanie
                                      projektu z kolei to działka kogo innego, podejmowanie kluczowych decyzji kogo
                                      innego, itp. Odpowiedni podział pracy sprzyja efektywności działań. Ja
                                      doświadczyłam tego na własnej skórze. Jeśli chodzi o specyfikę branży/procedur
                                      firmy/ instytucji to zgadzam się - tego bezwzględnie trzeba się nauczyć. Ale
                                      czy zajmuje to Bóg wie ile czasu?

                                      > I mówię Ci to również z własnego doświadczenia. Kiedyś byłam absolwentką z
                                      > krótkimi stażami zawodowymi które nie miały w sumie nic wspólnego z tym co
                                      > miała w pierwszej pracy robić. Jasnym dla mnie i dla mojej firmy było że
                                      muszę
                                      > się jej najpierw "nauczyć", tak samo jak tego na czym współpraca zawodowa
                                      > polega. Tego w żadnej szkole nie uczą, niestety.

                                      Bardziej nowoczesne metody do tego zmierzają. I chwała im za to.

                                      > I może jeszcze jedno słowo wobronie studiów wieczorowych czy zaocznych:

                                      Ok, ja o swojej sytuacji już pisałam.

                                      > subiektywnie uważam, iż są kierunki które lepiej studiować właśnie w takim
                                      > trybie pracując zawodowo. Dlaczego? Bo łatwiej zrozumieć pewne sprawy o
                                      kórych
                                      > tam wykładają, ocenić ich przydatność właśnie gdy można teorie porównać z
                                      > praktyką i od razu przesiać ziarno od plew, a nie łykać jak gęś to co tam

                                      Ponieważ już prowadzę tę krucjatę to dla dobra ogółu studentów/ absolwentów
                                      oraz potomności będę polemizować;). Dla świętego spokoju pomijam kwestię
                                      poziomu nauczania na dziennych versus wieczorowych/zaocznych. Ale z mitem o
                                      przeteoretyzowaniu studiów będę walczyć zawsze - studia w dzisiejszych czasach
                                      to nie tylko sama teoria. Ok, na odjechanych kierunkach, które studiuje się ze
                                      snobizmu intelektualnego może tak jest, ale w większości - NIE. Chyba nie
                                      zdajecie sobie sprawy jaką masę chociażby badań społecznych, marketingowych
                                      odwalają studenci. Oczywiście jest to koszmarnie nieuczciwe, bo kasę za tę
                                      harówę dostaje albo uniwerek, albo pan doktor, który ma własną firmę. Na
                                      politechnikach mniej więcej od 3. roku to też same projekty (i z tego, co wiem,
                                      to nieuczciwe przekręty są na porządku dziennym). Zatem (patetyczny akcent na
                                      koniec)- pomyślcie o tym wy wszyscy, którzy czytacie CViki...
                                      • Gość: aB Re: + 1 grosz.. i jeszcze 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.05, 10:06
                                        Jolie, wspierając Cię w Twojej krucjacie;) chcę dodać, że zgadzam się z Tobą w
                                        całej rozciągłości. I patrzę już teraz nie tylko przez pryzmat osoby, która
                                        studia ukończyła, ale ma ponad 2-letnie doświadczenie zawodowe.

                                        Studia, języki versus doświadczenie: co jest warunkiem koniecznym, aby być
                                        dobrym pracownikiem i który czynnik ma decydującą rolę - określa specyfika
                                        zawodu. Jeśli chodzi o tzw. "pracę umysłową" - śmiem twierdzić, że tych
                                        zawodów, w których wykształcenie jest niezbędne, jest tyle samo, ile tych,
                                        gdzie bez doświadczenia "ani rusz".

                                        Do Pana Uzo - serdeczne gratuluje sukcesów, ale nie rozumiem "goryczy";) i
                                        krytyki w stosunku do osób, które nie piszą "Wow!! super!! niesamowity jestes",
                                        a starają się spojrzeć na kwestię wielostronnie i wnieść swoją opinię do
                                        dyskusji.
                                        Modelu "dlaczego ja" tu nie stworzymy, a nawet jeśli, to modele mają to do
                                        siebie, że zawierają bardzo dużo uproszczeń. I zawsze się może zdarzyć, że ten
                                        konkretny przypadek modelowi się wymyka. Tak więc KAŻDY konstruktywny głos w
                                        tej sprawie jest cenny:) Nie tylko te "pozytywne".

                                        Kachax - nie rozumiem moralizatorskiego tonu w stosunku do Jolie "zastanów się
                                        co robisz" itp. Czytając jej posty, myślę, że ona dobrze wie i przemyślała, co
                                        robi (i mówi):)

                                        Pozdrawiam forumowiczów,
                                        Joanna
                                        • Gość: aB dla spekulujących IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.05, 11:39
                                          zapomnialam dodac, ze nie jestem adwokatem;)

                                          Pozdr.
      • laleczka17 Re: zrobiłem eksperyment... 22.08.05, 13:18
        a ja mialam podobnie jak autor watku, nie znam biegle jezyka, tylko tak, ze sie
        jakos tam dogadam,mam srednie wyksztalcenie i jeszcze nie zaczelam studiow z
        wielu powodow,a prace dostawalam. Mi tez sie wydaje ze tu chodzi o pewnosc
        siebie,Uzo mial farta i tyle.I pewnie taki osobisty urok, no wiecie,takie
        cos ,ze woleli jego niz tych studentow i tych po studiach, a poza tym kto
        powiedzial ze studia cos daja, ze dadza dobra prace, teraz wielu studiuje zeby
        za kilka lat w sklepie robic za 700-800 zl. Tylko ambitni, zawzieci i pewni
        siebie znajda dobre posady. Takie jest moje zdanie
      • kaganowski Re: zrobiłem eksperyment... 22.08.05, 16:07
        Na internecie kazdy moze napisac takie, a nwet i wieksze bzdury. Podaj swe
        prawdziwe nazwisko, imie, PESEL itp. aby mozna bylo zweryfikowac twe
        oswiadczenie. Inaczej to je w bajki wloze...
        • uzo.borewicz Re: zrobiłem eksperyment... 22.08.05, 19:03
          kaganowski napisał:
          > Na internecie kazdy moze napisac takie, a nwet i wieksze bzdury. Podaj swe
          > prawdziwe nazwisko, imie, PESEL itp. aby mozna bylo zweryfikowac twe
          > oswiadczenie. Inaczej to je w bajki wloze...

          włóż, ja nie zamierzam zostać osobą publiczną, więc (wybacz) nie będę podawać
          namiarów na siebie :)
          żeby było smieszniej... nie napisałem wszystkiego, co mógłbym napisać, aby
          uniknąć takich właśnie reakcji...


          a tak w ogóle... to niesprawiedliwe!
          taka dyskusja mnie ominęła!!!! grr... ;(
      • oremus UZO!!!! 22.08.05, 20:00

        Jeszcze raz przeczytałem pierwszy Twój post, jak mogłem przeoczyc tak podstawową
        rzecz?

        Cytuję:

        >> NIE MAM studiów! nie znam angielskiego! mam tylko doświadczenie i chyba
        >> tupet, bo zawsze wysyłam CVki i LMki na stanowiska, w których firmy wymagają
        >> wyższego wykształecenia i często j. angielskiego.
        >> Nigdy nie podaję niższej stawki niż 2500 - 3000 netto...

        Sekret jest bardzo prosty: CHOLERNIE MAŁO BIERZESZ.

        • uzo.borewicz Re: UZO!!!! 22.08.05, 20:11
          nie podaję niższej... nie napisałem, jaką podaję...

          nie chcę bawić sięw prowokatora, a i tak już mnie się o to oskarża :)
          • oremus Re: UZO!!!! 22.08.05, 20:33
            Jeśli dostajesz poniżej piatki na rekę - to raczej cię okradają. :)

      • aa47 Re: zrobiłem eksperyment... 22.08.05, 20:32
        wszystko zależy od osobowości i doświadczenia oraz szefa.
        Kiedyś wysłałam głupiego emaila z propozycja zatrudnienia do radia i zaprosili
        mnie na rozmowe. Dostałam propozycje prowadzenia audycji, byłam w szoku- nie
        miałam doświadczenia. Jednak sprawy rodznne nie pozwoliły mi przyjąć takiego
        stanowiaska.
        Teraz kiedy siedze w usługach (projekty) i nie mam nawet zaczetych studiow
        dobrze się z tym czuje, bo została ostatnio przyjęta tuaj osoba po studiach ze
        stażem i wiecie co? ja nie wiem czego ona tutaj szuka, miała problem z
        włączeniem kompa. Napewno nie zagrzeje tutaj długo...
        A ja planuje zalozyc wlasną firme... mam 21 lat.
        dodaje że ambitnym trzeba być, i umieć odnajdować się w różnych sytuacjach.
        no i tuszować własne nie doskonałości- ja robie błędy ortograficzne i z tym
        walcze umiem się do tego przyznać nawet na rozmowie o prace ale zaraz znajde
        pare powodów- że dobrze mieć pracownika z dysortografia:)
        I jeżeli chodzi o szukanie pracy dobrze jest najpierw zadzwonić a po tem wyslać
        cv.
        Jednak ja wole orginalnie, najpierw email bez cv
        jak odpiszą to jest duza szansa:)
        dodaje-orginalność
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka