pocominik
23.09.05, 18:55
Skończyłam finanse na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu (dziennie), w czasie
studiów pracowałam jako asystentka, miałam praktykę w dziale finansowym dużej
amerykańskiej korporacji. Znam dwa języki obce, jestem ładna i zgrabna (i
skromna;)). Od paru tygodni szukam pracy i takie są moje spostrzeżenia:
- na stanowiska, gdzie wymagane jest wykształcenie min. średnie nigdy nie
doszłam do finału (3-go etapu), mimo, że wypadałam lepiej niż inne kandydatki
(rozmowa w grupie, assesment center, itp. więc miałam porównanie), a
tymczasem na stanowiska, gdzie wymagane było wyższe - zawsze dochodziłam do
finału (3,4 etap).
- w niektórych ofertach pracy wymagane było wyższe wykształcenie, ale gdy
już zostałam zaproszona na rozmowę (po wcześniejszej selekcji na podstawie
CV), i po zamienieniu kilku zdań, rekrutujący pytał zdziwiony, czemu taka
osoba jak ja stara się o takie mierne stanowisko (np. pracownik skretariatu,
asystentka zarządu, itp.)? Po czym pracę dostaje jakaś niemrawa panienka,
która ledwo mówi po angielsku... Raz tylko udało mi się wygrać
jeden "casting" na asystentkę prezesa, ale kasa była tak beznadziejna, że już
wolę handlować tureckimi podróbkami na bazarze...
Swoją drogą, co ma odpowiedzieć osoba, która aplikuje na stanowisko
asystentki, pytana o swoją przyszłość za 5 lat? Śmiać mi się chce...
Dzisiaj jedna babka spytała, czy gdyby mi kazała podpisać, że nie zwolnię
się z tej firmy przez 3 lata, to czy zgodziłabym się u nich pracować - no
chyba z konia spadła.
Czasem mam wrażenie, że pracodawca woli zatrudnić jakieś pokorne cielę, żeby
mieć popychadło (przynieś, podaj itp.), które zrobi wszystko, aby tylko nie
starcić tej pracy. Osoba pewna siebie, operatywna, bystra i wykształcona jest
niepewna, bo jak jej się coś nie spodoba, nie będzie miała oporów, żeby
szukać innej pracy.
A na potwierdzenie mojej tezy, podam przykład: moja ciotka szukała
pracownika do archiwum i szczerze opowiedziała mi, jak to wybrała jaką mameję
po prywatnej "wyższej", żeby nie robić sobie konkurencji, w razie gdyby
doszło do zwolnień (zakład państwowy)- a byli też kandydaci świetnie
wykształceni.
Czy macie podobne spostrzeżenia?