Gość: ja
IP: *.dsl.swic.bdi.inetia.pl
07.02.06, 20:12
mam przemiłego chłopaka od trzech tygodni w pracy, nie jestem jego szefową
ale
co najwyżej osobą wprowadzającą tak uważam pomimo iż niektórzy w firmie tak
to
odbierają i słyszę "twój pracownik" (szefową może kiedyś ale nie pali mi się
do odowiedzalności).
Mówię do niego Pan a mam dzieci w jego wieku. Nie mam odwagi zapytać czy mogę
mówić mu po imieniu a on tego nie proponuje. W firmie raczej większa część
mówi
sobie po imieniu , ja np jestem po imieniu z dwoma prezesami, żadym z
dyrektorów, ponad połową kierowników i większą częścią pracowników
sekretarkami
i kierowcą (bez względu na wiek). Co wy młodzi uważacie - przełamać się i
zapytać wprost chłopaka czy mogę mówić mu per ty, a czy zaproponować by on
też
mówił mi ty. To by mi odpowiadało. Uważam że taka bliższa komitywa pomaga w
pracy, wszyscy z którymi jestem na ty wiedzą że mogą na mnie liczyć a i ja na
nich jak najbardziej. Jest taka jakaś łatwiejsza wspólna robota, doradzanie
sobie, wspieranie. Przejścia na ty nie były jakieś spontaniczne lecz
poprzedzone obserwacjami - takim szukaniem pokrewnych dusz. Zresztą zazwyczaj
ktoś mi proponował pzrejście na ty a ja się zgadzałam. W innych przypadkach ,
(czytajcie do wrednych typów) dyplomatycznie milczałam i jakoś do zwracania
sie per ty nie dochodziło i doszło do dziś. Osoba jest bardzo sympatyczna,
może ciut nieśmaiła, spokojna i w ogóle w porządku. Jeżeli gość zaakceptuje
tą robotę w naszej firmie (a już widzę że raczej mu odpowiada to co robi) to
będziemy sobie tak pracować na pewno długo, czyli będziemy "skazani na
siebie".
Doradźcie jak się zachować.