Gość: Anna
IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl
17.11.02, 15:46
Myślę, że kobiety będą się bały powiedzieć coś złego o
pracodawcy byłym lub obecnym. Obecnie bardzo ciężko jest znaleźć
pracę, więc nie można palić za sobą mostów. W 1995 roku byłam w
ciąży z pierwszym dzieckiem. Mój pracodawca powiedział mi, że
nie może mnie zwolnić w piątym miesiącu ciąży, ale może w
papierach zlikwidować moje stanowisko pracy i pozbyć się mnie w
białych rękawiczkach. Nie chce jednak być "taki", więc w zamian
zaproponuje mi inne stanowisko (naprawdę miałam dalej robić to
samo), tyle tylko, że moja dotychczasowa pensja będzie wynosić
60 procent mojej obecnej. Zapytałam, czy mogę się nie zgodzić,
na co dostałam odpowiedź, że za tzw. bramą czeka 17 osób na moje
miejce. Byłam wściekła, lecz nic z tym nie zrobiłam, żeby nie
mieć spalonej opinii. Znalazłam wyjście "B", tj. poszukałam
innej pracy i miałam szczęście, bo przyjęła mnie konkurencja (W
PIĄTYM MIESIĄCU CIĄŻY!!!) na lepsze stanowisko i wynagrodzenie.
Mojemu byłemu szefowi poprostu utarłam nosa. On twierdził, że w
ciąży napewno gorzej będę pracować. Pomylił się. Firma, która
mnie przyjęła, była zadowolona z moich czterech m-cy pracy.
Dawny pracodawca został ukarany losem, bo na moje miejsce
przyszedł ktoś mało kompetentny, kogo szybko zwolniono. Dziś (w
2002) mój były pracodawca zrozumiał swój błąd i mogę w każdej
chwili wrócić na moje dawniejsze stanowisko z odpowiednią pensją
(mimo, że minęło 7 lat), gdyż jak stwierdził docenił wreszcie
moje kompetencje.