Gość: hanka
IP: *.icm.edu.pl / 62.233.186.*
29.11.02, 03:07
W tym roku skonczylam studia na AGH w Krakowie. W
trakcie studiow przyjechalam po raz pierwszy do
Poznania i stwierdzilam, ze to jest miasto, w ktorym
chce zamieszkac po studiach. Cieszylo mnie przy okazji
to, ze Wielkopolska wg statystyk zalicza sie do rejonu,
w ktorym nie jest tak zle z praca (w porownaniu z
innymi). Szczesliwie sie obronilam i naiwnie z radoscia
w oczach przywitalam Poznan. Plan byl taki, by wynajac
kawalerke (5 lat w akademiku zostawilo juz trwale slady
na psychice :) i wziac sie ostro do pracy. Wydawalo mi
sie, ze z moim dyplomem (nie, zebym czula sie lepsza,
ale moze troszke egzotyczna) otworza sie przede mna
ktores drzwi. Dziarsko wzielam sie za "szukanie". Na
dzien dzisiejszy wyslalam chyba ze 150 "aplikacji" do
roznych firm, ktore znajdowalam na rozne sposoby. Poza
tym na biezaco odpowiadalam na ogloszenia z gazet i z
netu. W efekcie bylam na kilku rozmowach, z ktorych
(tylko/aż)* jedna zaowocowala konkretna propozycja
pracy. Niestety skonczylam studia i nienawidze
sprzedazy. To przeszkadza w akwizycji. Ktos moglby
powiedziec, ze "jak sie nie ma co sie lubi..." dobra -
tez tak myslalam. Nie wiem co czulam jak zrezygonowalam
z tej pracy.
Mam szczecie, ze mam jeszcze poki co gdzie mieszkac i
co jesc, ale to sie musi wkrotce skonczyc. Mam sie
poddac i wracac do siebie? Tam mam przynajmniej
znajomych. W Poznaniu jest ich niewielu i chyba w tym
tkwi problem.
Ufff.. Dzieki, ze moglam sie wygadac. Moze ktos jest
lub byl w podobnej sytuacji?
* - niepotrzebne skreslic