Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rynek pracy w Mediolanie

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.06, 12:44
    Intereuje mnie jak wyglądają szanse na znalezienie pracy w Mediolanie,
    szczególnie od osób, które są na miejscu.Będę wdzięczna za posty.Pozdrawiam.
    Obserwuj wątek
      • zuzinkas Re: Rynek pracy w Mediolanie 09.06.06, 16:47
        a jaka prace masz na mysli?
        • Gość: magia Re: Rynek pracy w Mediolanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.06, 21:40
          Na początek pewnie niskie progi jak np.:sprzątanie, opieka, pokojówka... etc.
          • survey06 Re: Rynek pracy w Mediolanie 10.06.06, 00:37
            A jak sobie radzisz z jezykiem wloskim? Bo wbrew pozorom, pokojowka w hotelu,
            sprzataczka w biurze, kelnerka w bistro czy pizzerii itp. musi znac wloski w
            stopniu wzglednie swobodnym i komunikacyjnym. Dam Tobie przyklad. Otoz w mojej
            znajomej restauracji - pizerri poszukiwali kelnerki. Przetestowali Rumunke,
            Brazylijke, Polke, Peruwianke i ...zatrudnili w koncu za wyzsze pieniadze
            Wloszke. Wprawdzie ta Wloszka jest moze nie za bardzo rozgarnieta ani tez
            urodziwa ale tak to wyszlo. Niestety, bariera jezykowa dla pozostalych okazala
            sie nie do pokonania. Pozdrowienia.

            San Donato Milanese
            • 333a3 Uprzedzam, że pracy w Mediolanie po prostu nie ma. 10.06.06, 04:17
              Wywiad z Siostrą Maksymilianą Kamińską należącą do Zgromadzenia Sióstr
              Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. Pięć lat temu siostra
              Maksymiliana została wysłana do pracy na placówce w MEDIOLANIE. Tam, razem ze
              swoją towarzyszką — siostrą Renatą, weszła w środowisko polskiej emigracji i
              poznała jego problemy. Z czasem ich dwa skromne pokoje stały się nieformalnym
              centrum pomocy dla Polaków. W roku 2000 powstała tam oficjalnie Polska Misja
              Katolicka i działa do dziś.
              W czym dwie polskie siostry zakonne mogły pomóc Polakom na emigracji?
              — Pomagaliśmy im w najbardziej prozaicznych problemach. Bardzo często dzwonili
              do nas z ulicy czy chociażby z dworca, bo ktoś ich oszukał, sprzedał im pracę,
              a potem zostawił na lodzie. Z czasem przerodziło się to niemalże w telefon
              zaufania, który zresztą postanowiłyśmy udostępnić. Ci ludzie najczęściej nie
              znali języka włoskiego, więc z wieloma problemami zwracali się do sióstr, bo do
              konsulatu iść się bali z uwagi na to, że najczęściej przebywali i pracowali na
              terenie Włoch nielegalnie, bez pozwolenia na pobyt stały czy czasowy, co
              przecież jest przestępstwem.
              Pomagały siostry rozwiązywać rozmaite problemy, zorganizowały naukę włoskiego,
              służyły za przewodników, szukały pracy i załatwiały różne formalności. Czasem
              także musiały kogoś przenocować, ale bywało, że były tak zwaną ostatnią deska
              ratunku...
              — Tak. Na przykład dzwoni do nas dziewczyna z budki, bo z domu się boi. Tak na
              przykład trafiła do nas dziewczyna, która miała opiekować się starszą osobą na
              wózku. Zresztą była to bardzo miła starsza pani i na początku było wszystko w
              porządku. Po tygodniu pracy okazało się, że zakres pracy jest szerszy. W dzień
              miała opiekować się staruszką, natomiast w nocy miała być na usługi jej męża.
              Kiedy owy pan siłą próbował wyegzekwować te świadczenia, ona po prostu uciekła,
              tak jak stała. Musiałyśmy ją przyjąć. Później dowiedziała się, że przed nią
              bardzo szybko zrezygnowało z podobnych warunków wiele innych dziewcząt.
              Inna dziewczyna nie wytrzymała psychicznie i próbowała popełnić samobójstwo.
              Bała się po prostu gdziekolwiek zgłosić, bo była szantażowana. Próbowała
              wyskoczyć przez okno.
              Rozumiem, że taką pracę dziewczętom ktoś zorganizował, bo chyba nikt znajomy by
              jej nie polecił?
              — Wyjazd po dobrej znajomości jest chyba najbezpieczniejszy. Najwięcej niespodzianek czeka na tych, którzy wyjeżdżają na zasadzie tak zwanego handlu pracą lub w ciemno. W Mediolanie zajmują się tym miedzy innymi również cztery Polki. Są to kobiety, które ukrywają się pod pseudonimem, nawet są poszukiwane przez policję. Bardzo trudno jest znaleźć chętnych do świadczenia przeciwko nim, ponieważ są zastraszone i szantażowane. Te Polki to kobiety zamężne albo po rozwodzie z Włochami, i właśnie w ten sposób postanowiły zarabiać na życie.
              Jak to działa?
              — Handel pracą zorganizowany jest bardzo sprawnie. W Polsce te kobiety mają
              swoje agentki czy przedstawicielki, które werbują chętnych. Równolegle w prasie
              czy internecie zamieszczają ogłoszenia o pracy. Taki chętny czeka na kontakt i kiedy w końcu go otrzymuje, wszystko zaczyna przebiegać błyskawicznie. Jest praca, za dwa dni trzeba być w Mediolanie. Taki komunikat trafia do kilku osób, a wyjeżdża ta, która najszybciej się zgodzi. W tej sytuacji za pośrednictwo płacą dopiero pani Grażynie we Włoszech. Często jest jednak tak, że trzeba na przykład zapłacić 500 czy 1000 złotych w Polsce, a resztę na miejscu we Włoszech. Najczęściej jest to pierwsza wypłata albo 10 procent z każdej wypłaty, niezależnie od czasu pracy.
              Mówimy głównie o kobietach, a mężczyźni?
              — Obecnie wielu ludzi najmujących się do pracy na budowach bardzo się nacina.
              Po prostu po pobraniu opłat wysadza się ich gdzieś we Włoszech i dopiero na
              miejscu okazuje się, że nikt na nich nie czeka. Z góry uprzedzam, że pracy dla
              mężczyzn w Mediolanie po prostu nie ma, jeśli nie ma się doskonałych
              znajomości. Ci ostatni zapłacili po 300 euro z góry, następne mieli zapłacić
              już na miejscu we Włoszech. To było w Foggi.
              Jest tajemnicą poliszynela, że wiele kobiet trafia w podobny sposób prosto do
              domów publicznych.
              — O przypadkach sprzedania kogoś do domu publicznego czy przemysłu
              pornograficznego dowiadujemy się często od konsula, a rzadziej od samych
              poszkodowanych. Jeśli robią to jakieś grupy polsko-włoskie, możemy nawet
              powiedzieć — mafia, to nigdy nie będą przemycać ludzi do miasta, w którym
              znajdują się polskie konsulaty. To się najczęściej dokonuje w tych miastach,
              czy kurortach, gdzie nie ma żadnej polskiej placówki. Takie informacje trafiają
              do konsulatu najczęściej dopiero wtedy, kiedy tym ludziom udaje się zbiec,
              dzięki pomocy dobrych ludzi.
              Młode Polki najczęściej kuszone są na oferty pracy w restauracji, klubie nocnym
              w charakterze kelnerek, czy też pań do towarzystwa, a na miejscu okazuje się,
              że to regularna prostytucja. Znany jest nam nawet jeden przypadek, kiedy do
              przemysłu pornograficznego została sprzedana cała grupa polskich mężczyzn.
              Jeden z chłopców, student, uciekł z tego domu, dotarł do Mediolanu, błąkał się
              po całym mieście, aż w końcu dotarł na Plac Zamkowy, gdzie zawsze stoi jakiś
              polski autokar. Był oczywiście bez paszportu, uciekł tak, jak stał. Również
              odpowiedział na ofertę pracy w restauracji.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka