Gość: xxx
IP: *.icpnet.pl
24.08.06, 23:23
dzis doprowadzilem prawie do bialej goraczki szefa mojego szefa (dyrektora
naczelnego). piesze o tym bo zaczynam miec powoli dosyc pracy w obecnej
firmie. pracuje tu prawie od 3 lat - jest to moja pierwsza praca, kasa...
czlkiem niezla (prawie 3x srednia krajowa), praca dosyc ciakawa, ale dzis
myslalem ze padne.
na poczatku zje$@#$ mnie za moje pomysly ktore usprawniaja bezkosztowo - bo
to sa pierdoly ( a tak naprawde to te pierdoly dotycza dosyc powaznych
problemow) i nie przynosza oszczednosci (a przynosza). pozniej odpowiadalem
kolesiowi na pytania - tak jak to sobie zyczyl czyli "cala prawde" i bylo to
bardzo niepolityczne - no i z pewnego zrodla dostalem ostrzezenie - ze "szef"
juz mnie nie lubi :)
i tak sobie mysle e mam to w .... bo prace sobie znajde - boli to ze
poswiecam sie dla firmy (tak jak dzis 12h w pracy + telefony od 5 nad ranem
do teraz - 23.20), robie co sie da i usprawniam caly zlom ktorym zarzadzam
ech ... chyba czas odejsc - rozwiazalem kilka palacych problemow i moge
odejsc z podniesiona glowa.