Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Pytanie do tłumaczy

    06.11.01, 14:47
    Czy zdarzyło Wam się współpracować z redakcjami, w których redaktorzy nie
    tylko język obcy znają raczej tylko z widzenia /zmieniają znaczenie tekstu i
    starają się Wam udowodnić, że o tłumaczeniu nie macie zielonego pojęcia/, ale
    także o swoim języku ojczystym /używając sformułowań co najmniej dziwnych/?

    A może to teraz norma?
    Obserwuj wątek
      • Gość: Tom Re: Pytanie do tłumaczy IP: *.csk.pl 06.11.01, 15:23
        Norma. Lepiej zacznij sie do tego przyzwyczajac.
      • Gość: Johnny Re: Pytanie do tłumaczy IP: 213.76.149.* 13.11.01, 13:25
        Oj tak - sam ostatnio sie w ten sposób... Może nie naciąłem, ale przejechałem.
        Robiłem ostatnio tłumaczenie, które - biję się w piersi - za dobre z różnych
        względów nie było. I pani redaktor/korektor wszystkie "nieprawidłowości"
        wychwyciła. Ale oprócz tego na porządku dziennym było poprawianie słów na
        zasadzie "a bo tak bedzie lepiej", wykreślanie całych zdań (Bóg jeden wie
        dlaczego) i nie zastępowanie ich niczym, czy trzymanie się jednego określonego
        słowa (nierzadko w tym samym akapicie)itd... Fakt - kobita rzeczywiście
        wykonała niezłą robotę, ale jak mówi stare przysłowie, nadgorliwość jest gorsza
        od faszyzmu... Chciała się wykazać - no to się wykazała.
        Czytając jej poprawki zauważyłem, że szczególnie nie cierpi ona
        słowa "okres"... Wycinała je konsekwentnie i nieubłaganie, wstawiając
        słówko "czas". Czyżby jakieś utajone kompleksy (tak, wiem, że jestem trochę
        sfrustrowany, ale muszę się jakoś wygadać)?
      • Gość: agulha Re: Pytanie do tłumaczy IP: 10.131.128.* 14.11.01, 02:06
        toja2 napisał(a):

        > Czy zdarzyło Wam się współpracować z redakcjami, w których redaktorzy nie
        > tylko język obcy znają raczej tylko z widzenia /zmieniają znaczenie tekstu i
        > starają się Wam udowodnić, że o tłumaczeniu nie macie zielonego pojęcia/, ale
        > także o swoim języku ojczystym /używając sformułowań co najmniej dziwnych/?
        >
        > A może to teraz norma?

        Pozdrawiam kolegę (koleżankę).
        Jeśli chodzi o zmienianie znaczenia tekstu (tutaj przykładów nie podam, bo chodzi
        o zagadnienie specjalistyczne - specyficzna dziedzina związana z medycyną) i
        używanie sformułowań np. "badanie jest w trakcie trwania", polecam panią
        weryfikatorkę (czy jakoś podobnie - taka funkcja wyrywkowej kontroli tłumaczy) z
        agencji Maart w Warszawie.
        Najechała na mnie jak nie wiem co, tymczasem jedyne, z czym się mogłam 100%
        zgodzić, to było pominięcie jednego słowa (tekst na kilka stron) i nie dość
        precyzyjne przetłumaczenie jednego pojęcia. Było ponadto parę zmian
        stylistycznych - na lepsze lub równorzędne sformułowania.
        Plus wiele zman na gorsze, plus merytorycznie sieczka! Jeśli puściła swoją wersję
        do klienta podając moje nazwisko, powinnam ją podać do sądu :)
        Pozdro
        • toja2 Re: Pytanie do tłumaczy 14.11.01, 10:26
          Pisałam te słowa w stanie skrajnego wzburzenia, bo właśnie otrzymałam swój
          tekst po redakcji, i nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że to jest ten sam ,
          który wysłałam.

          Sieczka to jest naprawdę najtrafniejsze określenie. Ja odpuściłam sobie
          jakiekolwiek protesty dlatego, że w druku na szczęście nie będzie mojego
          nazwiska.

          Wiem, że mój tekst nie był idealny /ale proszę mi pokazać tekst będący
          tłumaczeniem, który jest/. Zostałam zmuszona do zrobienia tego w bardzo krótkim
          czasie. W niektórych momentach naprawdę mogłam się bardziej postarać. Ktoś, kto
          to redagował zostawił to wszystko jak jest, plus "ulepszył" całą resztę.
          Łącznie z terminologią. W którymś momencie to się nawet nieźle uśmiałam, i
          uśmiał się też mój znajomy, który mi ten tekst nieoficjalnie pod względem
          merytorycznym zweryfikował. Ale był to raczej śmiech nad głupotą ludzką.

          Był to tekst specjalistyczny, pokrewny dziedzinie, którą studiowałam. i to nie
          było tak, że tłumacz nie wiedział co tłumaczył. Ja włożyłam cholernie dużo
          wysiłku raz, żeby ustalić jaki jest mechanizm działania pewnego
          urządzenia /autor też się w tym trochę pogubił/, a dwa, żeby mój tekst był
          spójny i zrozumiały dla kogoś, kto to będzie czytał, a nie jest specjalistą w
          danej dziedzinie.

          Efekt końcowy jest taki, że jeśli ktoś do tej pory tego nie rozumiał, to po
          przeczytaniu /jeśli mu się uda przebrnąć przez ten chaos/ też tego nie zrozumie.
          Co moim zdaniem stawia pod znakiem zapytania sens publikowania takich artykułów
          w prasie popularnonaukowej. Ale to już nie jest mój problem.

          Dziękuję za odzew, bo już myślałam, że to ze mną jest coś nie tak.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka