Gość: NihilVerumNisiMors
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
23.09.06, 16:30
Nie uważacie, że istnieje coś takiego? Przeglądam regularnie oferty mające coś wspólnego z moim wykształceniem (uniwersytecka chemia środowiska), czyli chemiczne, związane z ochroną środowiska i tak dalej. No i przeważnie jako bezwzględny wymóg jest „wykształcenie wyższe techniczne”... No i tu takie a takie plus pokrewne. Teoretycznie może i kiedyś miało to jakiś sens, jednak nie sposób nie zauważyć, że obecnie, od paru ładnych lat, profile politechniczne i uniwesyteckie zaczęły się pokrywać i dzisiejszy mgr. inż. często z „inża” ma tylko literki... Do tego stopnia, że na np. biotechnologii na PWr mają w ogóle przestać dawać tego inża i absolwent będzie normalnym magistrem. Nie wiem, czy ludzie z firm tego nie wiedzą, czy mają wyobrażenie na poziomie sołtysa - że „inżynier” to im będzie aparaty jak McGyver budował od zera, a mgr uniwersytecki to tylko by całkował i orbitale liczył. Albo to jakieś kompleksy - przemawiają przez formułujących ogłoszenia absolwentów politechnik. Nie mówię oczywiście o stanowiskach ściśle technicznych, wiadomo, że do projektowania istalacji sanitarnych potrzebny jest fachowiec-inżynier. Ale często mam wrażenie, że za ograniczaniem spektrum do „inżynierów” stoi tylko ignorancja potencjalnych pracodawców.