sztosik82
20.02.07, 22:47
Witam, mam problem.
W czerwcu kończę studia - ekonomia. Znam dobrze angielski , z kilkoma
certyfikatami (najwyższy to FCE). Mam samochód. Jestem
informatykiem-samoukiem, znam w komputerze każdą śrubkę, umiem programować w
html, javie. Office w jednym palcu. Instalacja systemów, odwirusowywanie i
inne to nic trudnego. Jestem wysportowany i silny. Znam się trochę na
elektryce i murarce. Jak każdy facet umiem naprawić drobne awarie domowe i
elektroniczne. Mam 24 lata.
Mam małe doświadczenie, kilka praktyk studenckich, 4 miesięczna praca na
magazynie, 2 miesiące jako kelner w Irlandii, i dorabianie na czarno
korepetycjami, naprawami komputerów oraz pracami fizycznymi.
Od 3 miesięcy intensynwnie szukam pracy, wysłałem mnóstwo CV. Nieliczne odzewy
były w 90% jako praca akwizytora (cyfra+, polsat, oriflame, rozmaite
ubezpieczenia i inne rzeczy) - taka praca mnie nie interesuje.
Oferty nie-akwizycyjne nie przekraczały płacy 900 netto/umowa zlecenie.
Obecnie z braku laku zasuwam na budowie na czarno za 4zł/h. W związku z tym
mam pytanie ; szukać dalej, czy też dla osoby z moimi kwalifikacjami granica
1000 netto nie jest możliwa ? Czy lepiej już odkładać na bilet w jedną stronę
na wyspy ?
Przepraszam za przydługawego posta. Aha , jestem z Katowic.