Gość: syla
IP: *.n4u.krakow.pl / 192.168.0.*
26.04.03, 12:48
Taka sytuacja panuje tam gdzie pracuję. Wiem, że już nie raz pytałam Was o
sprawę urlpów i dziękuję za odpwiedzi. Ale problem jak był tak jest.
Wiem, że zas... bowiązkiem pracodawcy jest dać należny pracownikowu urlop
jaki przysługuje mu w danym roku.
Wiem też, że jest to jego obowiązkiem bo tak mówi prawo pracy.
Wiem, że pracodawca może przesunąć urlop jeśli np, pracownik jest w danym
kresie niezbędny w firmie.
Wiem to wszytko. Ale u mnie sytuacja ma się do tego nijak:
Firma jest duża - 200 pracwoników. O urlop trzeba się prosić. Co ja mówię!
Trzeba o niego żebrać, aż do poniżenia. Nie pomagają dyskusję. Nie pomaga
dział kadr który jak by nie było jest "za" pracownikami ale oni też są pod
dyrekcją i decydentem być nie mogą.
Wiem też, że jesli nie wykorzysta się urlopu to do konca I kwartału roku
następnego pracodawaca ma obowiązek go udzielić. Ale co powiecie na to: NIE
UDZIELAJĄ nam tych urlopów. Są pracownicy co mają po 40 dni zaległych (!!!!)
urlopów i co? Po 3 latach podobno taki urlop przepada! Bez ekwiwalentu. Jak
się ma w końću do tego prawo pracy! Ni tylko ja, ale i pozostali pracownicy
to wyrobniki w tej firmie. Ja już zaczęłam żebrać o 10 - dniowy urlop na
wakacje i wiem że czeka mnie jeszcze wiele upokorzeń i nie znaczy to że go
dostane.
Wiem, że mogę poskarżyć się do inspekcji pracy - ale co z tego jak mnie
zaraz wykopią z pracy...
Co mam robić? Nie piszcie prosze frazesów w stylu "zmien prace" bo to żadne
rozwiązanie. Jak mam sobie poradzić z pracodawcą bez wylecenia z pracy?
Dlaczego pracodawca ma mieć tylko prawa a jesli ma obowiązki to i tak się z
nich nie wywiązuje?
Pliz, dajcie mi jakąś konstruktywną odpowiedz, bo nie mam siły już żebrać o
ten urlop...