adam_ski
10.12.01, 15:52
Jak wiadomo, firmy (zwłaszcza większe) bardzo chętnie pozbywają się starych
komputerów czy laptopów drogą sprzedaży zainteresowanym pracownikom. Otóż w
pewnej takiej firmie odbyła się taka właśnie sprzedaż. Nie drogą aukcji, broń
Boże - to byłoby za trudne dla działów admin i IT. Ustalono sztywne ceny, po
czym przyjęto zgłoszenia. Było ich cztery razy tyle, dlatego zorganizowano
losowanie. I na tym właściwie sprawa by się zakończyła - głupotka jakich wiele.
Ale jeden z tych komputerów wylosował nas zkierowca, przemiły skądinąd chłopak.
Nie potrzebował go tak od razu, tak więc komputer przeleżał sobie parę miesięcy
w szafie. Po tych kilku miesiącach, kiedy gość próbował go włączyć - nie działo
się nic. Ruszały dyski, wiatraczek, na tym koniec. Ekran pozostawał martwy.
Zatem kolega przytaszczył mi ten komputer z prośbą - ratuj, na pewno karta
graficzna albo podłączenie monitora. To by się nawet mogło zgadzać - żadnego
pipnięcia na starcie. Rozkręciłem zatem tego Compaqa (dość stary model),
próbuję szukać na płycie głównej (w standardzie baby AT, którego już nie bardzo
pamiętam) gdzie tam siedzi karta grafiki, gdy wtem mój wzrok zauważył pewną
pustą podstawkę.
Domyślacie się? Podstawka pod procesor. ITusy sprzedali mu komputer bez
procesora.
Oczywiście, widziały gały co braly i kijem tego, co nie pilnuje swego, ale w
tym przypadku poziom absurdu sięga zenitu. Kolega zarzeka się, że nikt nie miał
prawa dobrać się to maszyny w tzw. międzyczasie (odpadają złodzieje procków).
Rozumiem, żeby to jeszcze jakiś bajer procesor, ale komu i naco się przydało
wymontowanie starego procka (jeszcze z podstawki Socket 7)...
Tak więc uważajcie na wyprzedażach firmowych!