Gość: bnty
IP: *.chello.pl
20.08.07, 01:29
Sluchajcie, nie ma ludzi do pracy! Zwyklych ludzi. I wiem nawet dlaczego. Cale to bezrobocie to nie jest problem tego, ze pracodawcy kiepsko placa (choc to takze). Problemem jest to, ze ludzie z kwalifikacjami to 1% na rynku pracy. Moze troche wiecej.
Caly rynek pracy, CALUTKI, jest wrecz za przeproszeniem zas..ny ludzmi z "wyzszym wyksztalceniem" (celowo w "") ktorzy poza ukonczeniem edukacji na jakiejs konkretnej uczelni i zdobyciem mgr albo co gorsza lic, NIE POTRAFIA NIC. Obsluga komputera, jezyk angielski na poziomie komunikatywnym.
W praktyce 1) - wie jak napisac list w Wordzie, jak podliczyc tabelki w Excelu. Nic pozatym. Natomiast 2) - angielskiego uczyl sie w LO i na studiach, ale moze 5% z tych co mowia ze znaja ang w stopniu komunikatywnym naprawde potrafi uzyc go do komunikacji. Pozostale 95% tak naprawde gowno potrafi powiedziec w tym jezyku, z nikim sie nie dogada, a jak cos napisza, to az wlosy deba staja ze mozna popelniac takie kardynalne bledy po tylu latach nauki. Dosyc.
Tak wiec. Problemem calego rynku pracy jest to, ze jest na nim za duzo osob ktore nie potrafia zupelnie nic. Nie reprezentuja soba zupelnie nic. Humanisci z wyboru i z koniecznosci, ktorzy jakos przeslizgneli sie przez 25 lat swojego zycia a teraz w zderzeniu z brutalna rzeczywistoscia widza, ze sa dokladnie tacy sami jak wiekszosc ich rowiesnikow. Ludzie, ktorym wpajano ze praca fizyczna to wstyd, utrapienie i zaraza, wiec dodatkowo maja dwie lewe rece.
Pod spodem dalsza czesc mojego wywodu.