Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    centra handlowe, kto wytrzymał??

    IP: *.chello.pl 12.09.07, 17:02
    po zakończeniu edukacja na studiach, które kozały sie beznadziejne,
    i po których nie ma dla mnie pracy zatrudniłam się w sklepie z
    bielizna w galeri handlowej.pracowałam po 11, akurat był grudzień.
    pracodawca dał mi umowe o prace a potem chciał daC UMOWE O DZIEŁO
    BO " SKOŃCZYŁ SIE DOBRY OKRES".zrezygnowałam, dziewczyny które tam
    pracowały znaja sie od lat, umawiały sobie garfik pod siebie, nie
    mogłam nawet chodzic na nauke jazdy, nie wytrzymałam....szefowa
    oczekiwała zapierniczania za tysiąc zlotych bez dni wolnych,
    obrażała pracowników, w końcu ją zrąbałam i wyszłam stamtąd . czy to
    jest reguła? we wszystkich molochach typu centrum handlowe jest taka
    atmosferka i wyzysk????nie wim już co robic i gdzie szukac pracy,
    dobre firmy maja swoich ludzi i nie przeprowadzaja prawdziwych
    rekrutacji, nawet nikt nie oddzwania po wysłaniu aplikacji, jestem w
    co raz większym dołku, po co ja w ogole studiowałam...
    Obserwuj wątek
      • Gość: Junior Re: centra handlowe, kto wytrzymał?? IP: *.e-wro.net.pl 13.09.07, 08:48
        Witam. W moim przypadku na rozmowie zaproponowano mi ok.1050 zl
        natto. za ta "kosmiczna" wyplate chciano abym pracowal na
        kasie,doradzal kupujacym,wykladal towar,rozwozil autem firmowym
        zakupiony towar i nawet zmienial ekspozycje w nocy. a zapomnialem,
        jeszcze mialem sprzatac. Pozdrowienia
        • Gość: Jarzębina Re: centra handlowe, kto wytrzymał?? IP: *.softlab.com.pl 13.09.07, 09:21
          Droga Kalino,
          to o czym piszesz,jest przykr, lecz niestety, dosyć często
          spotykane. Może jednak powoli zaczną się zmiany na lepsze, bo
          pracodawcy przy coraz większych problemach z załogądo pracy muszą
          zacząć zmieniać swoje podejście. A jeśli nie zmienią, to się to na
          nich tak czy siak odbije.Ja jednak nie o tym. Piszesz, że wysyłasz
          swoje oferty do wielu firm i jesteś tym zniechęcona,bo nie odpisują
          nawet na aplikację, bo przecież i tak zatrudniają "krewnych i
          znajomych królika". Otóż nie jest to prawdą, przynajmniej nie w
          każdej firmie. Otóż osobiście zajmuję się rekrutacją do duzej firmy,
          któa zatrudnia ponad 160 osób i wciąż poszukuje nowych
          pracowników.Wierz mi lub nie, ale gdy codziennie przychodzi po
          kilkadziesiąt/set ofert nie ma po prostu możliwości odpisać
          chociażby po zdaniu. Bo do tego dochodzą inne obowiązki. Poza tym
          często nie wiadomo na jakie stanowiska kandydaci chcą aplikować (bo
          oferty nie są opisane, CV i listy są zbyt ogólne, albo chaotyczne,
          albo po prostu niechlujne).Stąd ta cisza. Więc może warto przejrzeć
          jeszcze raz swoje CV, może coś w nich zmienić ,ulepszyć? A jeśli
          uważasz, że nie w tym tkwi problem, może warto przejąć inicjatywę -
          zadzwonić do osoby,która w danej firmie zajmuje się rekrutacją,
          przedstawić swoją osobę i jakoś dać się zapamiętać? Zainteresować
          albo przynajmniej skłonić do tego,żeby przeczytała twoją aplikację?
          Spróbować zrobić coś,co Cię wyróżni wśród setek aplikantów.
          Wszystkie sposoby są dobre w "walce" o wymarzoną pracę :). Życzę
          powodzenia,trzymaj się ;-)
          • Gość: kalina Re: centra handlowe, kto wytrzymał?? IP: *.chello.pl 13.09.07, 09:42
            Jarzebino. dziękuję za odp, moje cv i list motywacyjny jest napisany
            wg obowiązujących zasad , oczywiście nie polegających na bla, bla,
            bla które każdy może napisać . Dzwonie do firm gdzie aplikuję i
            zawsze jest ta sama odp: kontaktujemy sie tylko z wybranymi
            kandydatami, do policji np zatrudnili osobę tylko z maturą bo była
            koleżanką pracującej tam już sekretarki, staram się nie zniechęcać,
            uczę sie cały czas języków, ale uwierz mi że mając pracę i dobre
            wynagrodzenie nie masz pojęcia o czym ja mówię- bez urazy
            oczywiście. gratuluję sukcesów zawodowych i dziekuję za wiadomośc
            lae jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
        • Gość: Alicja Ja wytrzymałam 1,5 roku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.07, 09:22
          Pracowałam w CH przez 1,5 roku na umowe-zlecenie, oczywiscie.
          Zatrudniali tylko studentki. Miałam 7zł/h, więc jak robiłam pol
          wzzystkich godzin (etacik) to w dobrym miesiacu mialam nawet 1260zł.
          Byłyśmy we dwie, trzecia jako "dochodząca", miała przychodzić jak my
          nie możemy(wiadomo-studentki to i sesja itp.) Robiłyśmy wszystko
          same: obsługa klienta, kasy, dekoracje,przyjęcie towaru,
          inwentaryzacja, sprzątanie itp. Oczywiście pracowałyśmy po 12
          godzin, i na dyżyrze byłyśmy po jednej. A wypłatę zbierałyśmy z
          utargu, czasami nawet tydzień nam to zajmowało. Ogólnie nie było tak
          zle, ale wkurzało mnie to, że żeby mieć 7 dni "urlopu" musiałam
          najpierw 7 dni pracować bez przerwy, żeby to odrobić, więc znalazłam
          pracę na umowę i mam spokój.
          • Gość: kalina Re: Ja wytrzymałam 1,5 roku IP: *.chello.pl 13.09.07, 09:37
            gratuluję znalezienia lepszej pracy, ja tez zbierałam wypłate z
            utargu, były o to kłótnie co miesiąc kto bierze pierwszy, a kto
            ostani, a każdy miał rachunki do opłacenia itd. dzieki za odp i
            zycze powodzenia w nowej pracy, może mi tez się uda.
            • Gość: Milena Do Kaliny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.07, 10:05
              Skąd jesteś i co studiowałas? Szukasz pracy w budzetówce czy
              niekoniecznie? Właściwie to trudno mi się postawić w Twojej
              sytuacji, bo ja mam raczej przeciwny problem: jeżeli składam 4 cv i
              przechodzę 4 rozmowy kwal. to w 3 firmach chcą mnie zatrudnić i mam
              problem z wyborem. Nie wiem od czego to zależy, ale szukałam pracy 3
              razy i za każdym razem tak było. I nie były to bylejakie firmy ani
              stanowiska-wszystko w administracji. Nie wiem czy chodzi o to, że
              skończyłam 2 fakultety w tym lingwistyke i administracje, czy o to
              że znam 3 języki(nie wszystkie biegle, ale dobrze), powierzchowność
              mam standardową:-)), a znajomosci nie mam w tym miescie wcale.
              Wychodzi na to, że jestem idealna pracownica w prawie kazdej firmie:-
              ). W tej chwili to ja zajmuję się rekrutacją i muszę powiedzieć, że
              od razu skreślam kandydatów, którzy przysyłają okropne,
              niezrozumiałe cv; albo takich, którzy startują z papierami godnymi
              robotnika i mają się za niewiadomo kogo. Krótko mowiac dobrze jest
              miec jakies pojęcie o stanowisku na ktore sie aplikuje,
              doswiadczenie nie jest konieczne. Ja jestem zdania, ze nikt sie nie
              urodzil magistrem, wszystkiego mozna sie nauczyc, ale trzeba chciec.
              Trzeba przychodzic na rozmowe punktualnie, ubranym adekwatnie do
              stanowiska pracy. Nie mam za dużo czasu teraz pisac, ale jak chcesz
              cos wiecej wiedziec to napisz, postaram sie odpowiedziec(np.o cv).
              Pozdrawiam.
              • Gość: Kalina Re: Do Kaliny IP: *.chello.pl 13.09.07, 10:21
                Mileno, gratuluję kwalifikacji, jestem z GDAŃSKA, UKOŃCZYŁAM
                TURYSTYKĘ , praca mgr z turystyki krajowej, oprócz tego
                religioznawstwo, więc nie jest to zbyt popularny kierunek.....zdaję
                FCE właśnie za parę dni. Może mój problem polega na tym że nie chcę
                pracować za 900 zł na umowę o dzieło, a tego wymagają pracodawcy, np
                ostatnio byłam na rozmowie w agencji nieruchomości, i takie własnie
                mi warunki zaproponowano, bez prowizji....jestem osobą konkretną,
                potrafię negocjować, walczyc o swoje ale tu nie ma nawet z kim i o
                co negocjować....mam pomysł na aplikację zawsze konkretnie kierowaną
                do firmy w której się staram o stanowisko, ale po kilkudziesięciu
                razach jestem po prostu zniechęcona i tracę motywację po woli. do
                urzędów preferują ludzi po ekonomii i prawie, tak mi powiedziano
                przy telefonicznej odmowie. nie jestem osobą która się pcha tam
                gdzie nie ma szans bo przecenia swoje kwalifikacje, ale nie mogę też
                zrezygnować z ambicji do końca i być niewolnikiem za 900 zł na umowę
                zlecenie, 12 godz 7 dni w tygodniu.....jeżeli masz jakies rady to
                będę wdzięczna.
                • Gość: Milena Re: Do Kaliny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.07, 11:03
                  Nie wiem jak jest w Gdańsku z praca, ale z nieruchomościami to daj
                  sobie raczej spokój, tam jest zawsze umowa-zlecenie. Taka umowa Ci
                  niczego nie daje, więc musisz szukać stałej pracy z uczciwą umową. Z
                  tego co wiem to jedne z lepszych ogłoszeń są na gazeta.pl, w miarę
                  aktualne i rzetelne firmy. Napewno w Gdańsku jest też jakaś gazeta
                  codzienna z działem praca. W moim mieście jest, i są fajne
                  ogłoszenia. Myślałaś o pracy w zawodzie? Chyba lubisz sprawy
                  turystyczne, skoro to studiowałaś? Dobrze, że uczysz sie języka, bo
                  to jest zawsze mile widziane, chociaż lepiej by było gdybyś znała 2
                  na dobrym poziomie. Masz prawo jazdy? To czasem tez sie przydaje. Bo
                  komputer to chyba masz w małym palcu?:-)) Z doświadczenia wiem, że
                  firmy turystyczne lubią pracowników wykształconych w tym kierunku,
                  ale i obytych w świecie, tzn.masz większe szanse jezeli zwiedzials
                  troche swiata, a o to moze byc trudno. Mam koleżanke po turystyce i
                  rekreacji, która została przyjęta do pracy własnie dlatego, ze
                  zwiedzila kraje, którymi specjalizowalo sie to biuro; chociaz nie
                  miala doswiadczenia oprocz praktyk. W każdym razie nie poddawaj się.
                  PS. to prawda, że do urzędów wolą ludzi po ekonomii i prawie, ale
                  nie na wszystkie stanowiska. Aha, zastanawialas sie nad zrobieniem
                  podyplomowych? Możesz sobie wybrac dowolny kierunek, to jest dobry
                  krok. Zawsze rozszerzy horyzonty.
                  • Gość: kalina Re: Do Kaliny IP: *.chello.pl 13.09.07, 14:35
                    dzięki za odp,angielski znam na poziomie FCE teraz zaczęłam jeszcze
                    naukę włoskiego, znam sie na agroturystyce, i generalnie tur.
                    krajowej, do biur próbowałam, preferują osoby znjące realia
                    zagraniczne, prawko mam B i A od jakiegos czasu, z nieruchmosciami
                    faktycznie sobie odpuszczę, obsługa kompa to podstawa, z resztą
                    jestem juz z tego pokolenia które to łapie bez problemu:)gazety
                    sledzę co tydzień, wszystkie portale prcuj.pl , jobpilot itd też, na
                    studia podypl. mnie juz nie stać, opłacam nauke języków na styk ,ale
                    mam nadzieję że tym razem dobrze wybrałam i zainwestowałam .przykre
                    jest to że pracodawca potencjalny nawet często oddzwania, zaprazsza
                    na rozmowe ale najczęściej okazuje sie że to co zmaieścił w
                    ogloszeniu to tylko marzenia ściętej głowy, a realnie jest kiszka,
                    nidgy nie sądziłam że będę w takiej sytuacji, na dodatek pracodawcy
                    nie chca osób które chca się dalej uczyc, od razu " dziekujemy,
                    wymagamy dyspozycyjności 7 dni w tygodniu od 6 do 19wieczorem itd",
                    nie wiem więc kogo oni szukają, dając taka nędzną pensję....
                    • Gość: Milena Re: Do Kaliny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.07, 14:52
                      Nie wiedziałam, że jest aż tak zle na rynku pracy. U mnie nie było
                      nigdy takich problemów, właściwie to cały czas sie uczyłam i uczę
                      nadal i nie miałam problemów z pracą, chociaż w jednym miejscu(i to
                      było właśnie biuro turystyczne, ale administracja, biegły niem.)
                      krzywo patrzyli jak musiałam wyjść na egzamin w sesji albo na kurs
                      prawka. Dlatego dałam sobie z nimi spokój, chociaż kasa była niezła.
                      Nie lubię firm, w których Entwicklung ist verboten. U mnie w obecnej
                      firmie preferujemy osoby uczące się, nawet robotników zatrudniam
                      chętniej tych, którzy np.robią LO zaocznie czy wieczorowo. Wysyłamy
                      pracowników na różne kursy, jeżeli robią sami to oddajemy pieniądze.
                      Ale chyba nie ma za dużo takich firm, z tego co piszesz. To, że
                      pracownik sie uczy świadczy o nim, wyłacznie na jego korzysc.
                      Widocznie nie wszyscy to rozumieją...
                      • Gość: kalina Re: Do Kaliny IP: *.chello.pl 13.09.07, 15:18
                        dobry pracodawca inwestuje w przyszłośc firmy szanując checi
                        pracownika do inwestowania w siebie, masz szczęście że znalzłas taka
                        firmę, i ze mozna liczyć na tolerowanie nauki i na kursy, niestety
                        mi się to przydazylo na studiach 2 razy że musiałam zrezygnować,
                        póki były wakacje bylo ok, zusu wtedy pracodawca nie płacil i był
                        happy a w październiku zaczynały sie problemy. duzym ale pracodawców
                        jest tez to że jestem mężatką jeszcze bez dzieci, na rozmowach są
                        znaczące aluzje do tego, a nawet wprost jest mówione że " pani
                        bedzie miała dzieci lada chwila a my nie chcemy miec zablokowanych
                        etatów" albo pytają czy mąz dobrze zarabia i nawet chca wiedziec
                        ile, ja w takiej sytuacji reaguję z opanowaniem ale stanowczo, nie
                        chce palic mostów za sobą ale też nie chcę zeby ktos ingerował w
                        zycie prywatnejuż na pierwszej rozmowie, to co by bylo dalej????u
                        męża w pracy też szykanują osoby które sie uczą, układaja grafik i
                        obowiązki tak zeby nie bylo mowy o byciu na wykładach czy w szkole
                        językowej, także to nie jest tak pięknie jak mówią w telewizji, ja
                        nigdy nie byłam malkontentem, zawe szłam do przodu, ale ta sytuacja
                        mnie szczerze zmęczyła.....

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka