Gość: profesjonalizm mło
IP: *.aster.pl
11.10.07, 12:25
sama dostałam się do biznesu w czasach, kiedy wystarczyło mieć
jakiekolwiek wyższe studia, otwartą głowę i znać dobrze język –
czyli w latach 90-tych. Patrzę teraz na młodych ludzi,
przychodzących do mojej firmy, i stwierdzam że są większymi
profesjonalistami niż moje pokolenie.
To nie chodzi o to, że ci młodzi pracują wydajnej czy bardziej się
przykładają – takie stwierdzenie byłoby dla nas niesprawiedliwe. To
nawet nie chodzi o to, że są lepiej wykształceni, znają więcej
języków, kończyli studia mniej więcej odpowiadające podejmowanej
pracy. Chodzi o coś innego.
Kiedy teraz najść takiego młodego i dać mu nowe zadanie do
zrobienia, to zapyta – OK, nie ma sprawy, tylko powiedz jaką robotę
mam odłożyć, bo przecież wiesz że jestem fully booked. A my
położylibyśmy uszy po sobie i przesiedzieli weekend w biurze. Młodzi
planują swoją karierę, rzeczywiście pytają sami siebie gdzie
chcieliby być za 5 lat – dla nas było to tylko tyleż idiotyczne co
rytualne pytanie na interview, na które coś tam należało
odpowiedzieć. Młodzi zgodnie z tym co dla siebie wymyślili pytają o
szkolenia, wręcz domagają się ich – dla nas jakieś narzucone przez
kadry szkolenie było tylko miłą rozrywką i odmianą. Młody, kiedy
zobaczy jakieś odstępstwo od procedury, potrafi odmówić wykonania
lub bez oporów informuje firmowych watchdogów – my pokiwalibyśmy
głową mówić „no tak, wiadomo że nie da się robić wszystkiego wg
papierków, byle efekt końcowy był jak należy”. Młody, jeśli napotyka
na kłopoty ze strony partnera w firmie, nie krępując się eskaluje do
swojego szefa – my obchodzilibyśmy takiego obstrukcjonistę dookoła,
przymilając się i starając dociec o co mu chodzi. Młody uważnie
monitoruje rynek pracy i jeśli stwierdzi że odstaje, bez zwłoki
idzie do kadr czy swojego szefa po czym wykłada kawę na ławę – my
czekalibyśmy, wyładowując frustrację w dowcipach, ewentualnie
miętoląc paluchy i tonąc w zażenowaniu nieśmiało poprosilibyśmy o
rozmowę. To też nazywam profesjonalizmem.