Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Klasyk: Rozmowa o podwyżce.

    15.01.08, 14:09
    Spotykam się z szefem w celu omówienia mojego podsumowania rocznego.
    On mi jak zwykle ściemnia jaki to ja jestem wspaniały, jakie firma
    ma wspaniałe widowki na przyszłość, blablala. Na koniec z usmiechem
    na ustach proponuje 20% podwyżki. Ja się nie uśmiecham za bardzo i
    mówię, że muszę to przemyśleć. Jemu też żednie mina, bo najwyraźniej
    mam nie za idiotę i myśli, że grzecznie przyjmę propozycję.

    Wieczorem robię rozeznanie, rozmawiam ze znajomymi z konkurencji,
    przeglądam stronki z ofertami. Spotykam się z szefem na drugi dzień.
    Ja mówię, że skoro jestem taki ważny dla firmy i firmie się tak
    dobrze powodzi to nie rozumiem dlaczego mam nie dostawać tyle ile mi
    się należy. Mówię conajmniej 50% więcej, bo tyle teraz kosztują moje
    usługi na rynku. Chwila ciszy, mówi, że musi to przemyśleć i pogadać
    z górą.

    Spotykamy się po 3 dniach, wcześniej nie miał czasu, bo musiał
    trochę "popracować". Z jego miny od razu widze co mi powie. No i nie
    mylę się, bo słyszę tylko odpowiedź odmowną. Nadal podtrzymuje 20% i
    sprzedaje mi standardowe blablabla. Mówi mi też, że na podstawie
    jego znajomości rynku moje żądanie jest zbyt wygórowane - 20% i
    koniec dyskusji. Mówię, że musze się zastanowić i kończymy
    spotkanie. Po spotkaniu idę jeszcze zapytać górę o zdanie, bo mam
    przeczucia, że mój szef sam podjał decyzję i oni nie sa świadomi
    moich oczekiwać. Niestety są świadomi i daja mi do zrozumienia, że
    żebym sobie raczej już poszedł.

    I teraz najlepsze. Koleś podsyła mi całkiem rzetelne i niezaleźne
    opracowanie dotyczące rynku pracy i stawek w moim rejonie. Odnajduje
    swój zawód i stanowisko. To co tam widzę tylko mnie utwierdza w
    pzekonaniu, że moje żądania są jak najbardziej uzasadnione. Piszę
    mejla do szefa i do góry, załączam opracowanie, żeby pokazać im, że
    nie mają racji i moje żądania są jak najbardziej racjonalne. I jaki
    daje to rezultat? Zgadnie ktoś? Żaden! Mejl pozostaje od kilku dni
    bez odpowiedzi, a szefostwo po prostu chowa głowę w piasek jakby nie
    było żadnego mejla. Nic, Null, None. Cisza. Potraficie sobie to
    wyobrazić? Czysta dilbertoza...
    Obserwuj wątek
      • monia420 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 15.01.08, 14:46
        więc mozesz odpuścić, albo powalczyć:)
        • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 15.01.08, 14:51
          > więc mozesz odpuścić, albo powalczyć:)

          Odpuścić? O nie, nie. Powalcę choćby, żeby zoabczyć jakie jeszcze
          wymyslą wymówki, żeby wyłgać sie od czystych i niezależnie
          potwierdzonych faktów :) Jutro idę.
          • Gość: nika0 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: 213.208.234.* 15.01.08, 16:27
            ok, idz jak chcesz...ale po co tak lazic bez celu i robic z siebie
            glupka?! Albo sie decyduejsz na proponowane 20% albo nie. Odpowiedz
            znasz-jesli jestes tak ceniony na rynku pracy to odpowiedz jest
            prosta-idz do konkurencji i tam sie domagaj swoich 50% na wstepie.
            No chyba,ze jestes bardzo przywiazany do obecnej firmy i tylko sobie
            chodzisz bo myslisz ze wychodzisz ta podwyzke-a to niestety tak nie
            dziala;-)
            • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 15.01.08, 16:49
              Nie rozumiesz mnie. Ja wiem co mam zrobić w tej sytuacji i nie
              szukam na forum porady :)

              Chodzi mi o obrażenie tej dilbertozy, która polega na tym, że kiedy
              stosujesz niepodważalne argumenty kierownictwo po prostu chowa głowę
              w piasek i traktuje jakby fakt się nie istniał. Każdy racjonalny
              czowiek przyznałby rację i już. Oczywiście przyznanie racji nie musi
              implikować przyznania mi podwyżki jakiej zarządałem, zdaję sobie z
              tego sprawę! Sposobem załatwiania trudnych spraw nie jest przecież
              odwracanie głowy i udawanie, że rynek jest inny niż się komuś tam
              wydaje.
              • f.lamer Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 16.01.08, 12:09
                > Nie rozumiesz mnie.
                i vice versa

                masz umowę o pracę podpisana przez twoich szefów, czy rynek?
                a szefowie się przecież już wypowiedzieli.
                ale - jak juz to ktoś napisał - nikt nie zabroni ci robić z siebie
                idioty
                • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 16.01.08, 14:26
                  > masz umowę o pracę podpisana przez twoich szefów, czy rynek?

                  A co to ma do rzeczy czy ja mam umowę? Każdą umowę można zawsze
                  zmienić.

                  > a szefowie się przecież już wypowiedzieli.

                  Owszem, wypwiedzieli się. Problem w tym, że ich argumenty są całkiem
                  bez sensu. Wyciągaja wnioski na podstawie będnego obrazu
                  rzeczywistości. Jeśli powiedzianoby mi, nie dostaniesz większej
                  podwyżki, bo nie zasługujesz, albo nie mamy już więcej pieniędzy
                  wtedy musiałbym to przyjąć. Ale nie do przyjęcia jest dla mnie
                  odpowiedź odmowna jeśli jeśli ich jedynym argumentem jest to, że
                  tyle ludzie nie zarabiają, co jest absoultną bzdurą, która w jednej
                  chwili obala raport, o którym pisałem wcześniej.

                  A cała dilbertoza tej sytuacji polega na tym, że szefostwo milczy w
                  obliczu konkretnych faktów.

                  > ale - jak juz to ktoś napisał - nikt nie zabroni ci robić z siebie
                  > idioty

                  Idiotą byłbym gdybym odpuścił, przyjacielu. Jeśli ktoś wciska mi
                  kit, a ja przyjmuję jego słowa bez sprzeciwu wtedy czuję się
                  traktowany jak idiota. Nie rozumiem dlaczego "ktoś" uznaje walkę o
                  swoje i rzeczową dyskusję za robienie z siebie idioty.
                  • soul.brother dilbertozą jest fakt ze tak sie z Tobą bawią 25.01.08, 15:09
                    dilbertozą jest fakt ze tak się z Tobą bawią, musisz byc naprawdę wyjątkowym
                    pracownikiem lub Twoi przełozeni wyjątkowo elastyczni.

                    Opowiem jak to wyglada u nas:
                    zapada decyzja o wysokości wynagrodzenia, pracownik może to zaakceptować z
                    ENTUZJAZMEM lub iść do konkurencji w której natychmiast dostanie kokosy. :P
                    • tetlian Najlepiej jest... 26.01.08, 11:21
                      Ja myślę, że najlepiej w takiej sytuacji przenieść się do firmy, w której płacą
                      więcej. Szefowi wtedy szczęka opadnie, a Ty będzie zarabiała tyle ile chcesz.
                      • Gość: motomoto Re: Najlepiej jest... IP: *.171.87.200.crowley.pl 26.01.08, 18:58
                        Patrząc od strony "góry": dalsza dyskusja donikąd ich nie zaprowadzi -
                        prawdopodobnie nie byliby w stanie Ciebie przekonać, że jesteś wart mniej niż Ty
                        sam uważasz i wyszliby by w sumie na tanich straganiarzy. Milcząc trzymają Cię
                        trochę w niepewności (możesz sobie pomyśleć: a nuż istnieje argumentacja
                        udowadniająca, że jednak ta kasa mi się nie należy?). Z sensownych rzeczy, które
                        mogliby zrobić, to tylko zgodzić z Tobą, ale jak widać nie chcą (przynajmniej na
                        razie).
                  • 1europejczyk Chodzi ci o pieniadze, o racje czy o forme odmowy 26.01.08, 16:21
                    Ta ostatnia moze miec znaczenie tylko dla tych, ktorych powszechnie nazywa sie
                    wyksztalciuchami.
                    Nie ma najmniejszego znaczenia: jest zrozumiala dla przedszkolaka. Po prostu nie
                    ma wiecej o czym mowic.
                    Mogliby Ci odmowic rowniez bez zadnych argumentow: takie jest prawo kazdego
                    zwierzchnika. Nie ma najmniejszego obowiazku sie tlumaczyc przed Toba a juz na
                    pewno nie co do wysokosci podwyzki jaka Ci przyznaje.
                    Robienie sobie wrogow, tam gdzie nie ma takiej potrzeby tylko dla wlasnej
                    satysfakcji, jest typowo polskim zajeciem. Swiat jest maly i nigdy nie wiadomo
                    czy za piec czy siedem lat nie bedziesz chcial do nich wrocic na wyzsze stanowisko.
                    Moze trafisz na tego samego przelozonego w innej firmie w ktorej bedziesz chcial
                    pracowac ?
                    Sensownosc argumentow tak Twoich jak i Twojego pracodawcy jest sprawa
                    subiektywna: obiektywnie Jestes dla nich warty tylko o 20% wiecej i kropa.
                    Cala reszta jest polskim przelewaniem z pustego w prozne, strata, nie tylko
                    Twojej energi i czasu a moze byc rowniez swiadectwem ze odbywa sie kosztem
                    Twoich zajec zawodowych, ktorymi nie Jestes wystarczajaco obciazony.
                    • strong.espresso Re: Chodzi ci o pieniadze, o racje czy o forme od 28.01.08, 11:11
                      > Ta ostatnia moze miec znaczenie tylko dla tych, ktorych
                      > powszechnie nazywa sie wyksztalciuchami. Nie ma najmniejszego
                      > znaczenia: jest zrozumiala dla przedszkolaka. Po prostu nie
                      > ma wiecej o czym mowic.

                      Tak jestem wykształciuchem i wychowałem się na podwórku ;)

                      > Mogliby Ci odmowic rowniez bez zadnych argumentow: takie
                      > jest prawo kazdego zwierzchnika. Nie ma najmniejszego
                      > obowiazku sie tlumaczyc przed Toba a juz na pewno nie co do
                      > wysokosci podwyzki jaka Ci przyznaje.

                      A ja uważam, że ma obowiązek uargumentowania wsoich decyzji. Ja
                      wykonuje moja pracę jak najlepiej potrafię i traktuję całą sprawę
                      serio. W mojej opinii nie istnieją "wieże z kości słoniowej", w
                      których się podejmuje decyzje i komunikuje je potem "ludowi", który
                      nie ma nic w temacie do gadania. Oni robią biznes sprzedając usługi
                      i produkt, a ja robie biznes sprzedając im moją wiedzę i
                      umiejetności. Dlatego oczekuję prawa do rzeczowej dyskusji o
                      warunkach tego interesu.

                      > Robienie sobie wrogow, tam gdzie nie ma takiej potrzeby tylko
                      > dla wlasnej satysfakcji, jest typowo polskim zajeciem.
                      > Swiat jest maly i nigdy nie wiadomo czy za piec czy siedem
                      > lat nie bedziesz chcial do nich wrocic na wyzsze stanowisko.

                      Ja sobie nie robię wrogów, przyjacielu. Odrobina dyplomacji i tego
                      typu rozmowy można powprowadzić w umiarkowanie przyjaznej
                      atmosferze, bez niepotrzebnych antagonizmów, czy oskarżeń.

                      > Moze trafisz na tego samego przelozonego w innej firmie
                      > w ktorej bedziesz chcial pracowac ?

                      A może sytuacja będzie odwrotna? hm? ;)

                      > (...) Cala reszta jest polskim przelewaniem z pustego w prozne,
                      > strata, nie tylko Twojej energi i czasu a moze byc
                      > rowniez swiadectwem ze odbywa sie kosztem Twoich zajec
                      > zawodowych, ktorymi nie Jestes wystarczajaco obciazony.

                      Doleję oliwy do ognia i powiem, że cała sytuacja nie dotyczy firmy w
                      Polsce i myslę, że moja "polskość" nie ma tutaj nic do rzeczy.
                      • Gość: x Re: Chodzi ci o pieniadze, o racje czy o forme od IP: *.adsl.inetia.pl 30.12.08, 15:10
                        Może jak trochę podrążysz temat to się czegoś nauczysz i zrozumiesz w jakim
                        błędzie jesteś obecnie.
                    • jorad67 Re: Chodzi ci o pieniadze, o racje czy o forme od 28.01.08, 13:52
                      współczuję ludziom, dla których jesteś przełożonym, jeżeli jeszcze
                      wogóle są jacyś którzy chcą z tobą pracować - pompatyczny ton,
                      przekonanie o nadrzędności twojej wiedzy i racji, protekcjonizm i
                      brak empatii, pogarda "maluczkich" stojących niżej, którym nawet
                      dyskusji o nader ważnych dla nich kwestiach odmawiasz .. nieładnie,
                      fe!
                  • 80c51 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 02.07.08, 09:04
                    Napisz, co z tego wyszło :). Trzymam kciuki :).
              • Gość: kowianeczka Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.lodz.msk.pl 01.07.08, 10:49
                strong.espresso napisał:
                > Oczywiście przyznanie racji nie musi
                > implikować przyznania mi podwyżki jakiej zarządałem

                Zamist myśleć o podwyżce, naucz się ortografii! Twój szef ma rację, że nie chce dawać powyżki analfabecie.
          • Gość: jeronim Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.gprs.plus.pl 25.01.08, 21:19
            dla uścislenia: pracujesz na kasie w biedronce

          • Gość: sky Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.08, 14:58
            Trzeba bylo wczesniej sie interesowac, a nie od razu żądać +50%. To chore.
        • Gość: drab Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.pronet.lublin.pl 27.01.08, 23:23
          Dilbertoza

          Uważny czytelnik Dilberta, zauważy, że paranoja nie dotyczy tylko
          szefów ale również pracowników. Po przeczytaniu wszystkich postów
          parę historyjek możnaby stowrzyc. Odchodziłem z pracy pięc razy, ze
          wszystkim szefami jak się spotkam zawsze zamienimy parę słów. A
          odejście zwykle wiązało się z - szeroko rozumianymi -
          nieodpowiadającymi warunkami pracy.
      • gibki Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 16.01.08, 15:03
        generalnie jak tak sobie pochodzisz to dostaniesz w końcu liścik
        sorry stary, ale nie ma sentymentów

        tydzień temu moja firma spuściła taką niezastąpioną jak Ty
        • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 16.01.08, 15:22
          > generalnie jak tak sobie pochodzisz to dostaniesz w końcu liścik
          > sorry stary, ale nie ma sentymentów

          To znaczyłoby tylko tyle, że to całe gadanie bez sensu jest
          rzczywiście gadaniem bez sesnu i nie jest to miejsce do pracy dla
          mnie :)

          > tydzień temu moja firma spuściła taką niezastąpioną jak Ty

          Nikt nie jest niezastąpiony...
        • Gość: Aggie Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.08, 10:42
          No to poczekaj jeszcze parę tygodni i zobaczysz, czy aby nie zaczną do niej
          dzwonić "może by jednak Pani wróciła?"
          • gibki Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 24.01.08, 11:28
            mogę czekać w nieskończoność ponieważ już są zatrudnione osoby zamiast tej kobiety
      • Gość: jola Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.08, 21:32
        >Nikt nie jest niezastąpiony...
        ano właśnie, a już zwłaszcza taki, co nie przyjmuje tej wspaniałej 20% oferty :-)
        Chłopie, pytasz, czy możemy to sobie wyobrazić.. Ja mogę :-D
        Oni nie tylko chowają głowę w piasek, ale zapewne kombinują już pod tym
        piaskiem, jak to zrobić, aby zapobiec dalszemu rozwojowi wypadków, zapewniam
        cię, w popłochu (albo nawet i nie) szukają jakiejś alternatywy na twoje miejsce,
        no bo co, jeśli nie przyjmiesz tych 20% i... pójdziesz sobie?
        Oczywiście jest możliwe, że jesteś taki cholernie dobry, ale twoja butna postawa
        mówi mi raczej, że masz małe doświadczenie - mały staż pracy, co z drugiej
        strony nie znaczy, że ta podwyżka ci sie nie należy w takiej wysokości w jakiej
        ty jej chcesz.
        A z tymi cholernie dobrymi to jest tak, że jak zamkną już kluczowe projekty, a
        firma przez to uzyska tzw. "widoki na przyszłość", to dalszą pracę może
        pociągnąć jakaś uczynna istota z biurka obok za połowę twojej dotychczasowej
        pensji, c'est la vie - mnie się to kiedyś przytrafiło.
        Cokolwiek by jednak nie było - życzę Ci powodzenia w walce o słuszna sprawę ;-)
        • soul.brother Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 25.01.08, 15:14
          Jest dokładnie tak jak napisano powyżej. Niezastąpiony super-pracownik myśli(a
          właściwie nie myśli, tylko zdaje mu się) ze kierownictwo chowa głowę w piasek a
          w rzeczywistości trwają poszukiwania zastępstwa.
          • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 28.01.08, 10:32
            > Jest dokładnie tak jak napisano powyżej. Niezastąpiony
            > super-pracownik myśli(a właściwie nie myśli, tylko zdaje mu się)
            > ze kierownictwo chowa głowę w piasek a
            > w rzeczywistości trwają poszukiwania zastępstwa.

            Tak się składa, że to ja w moim zespole zajmuję się zatrudnianiem
            ludzi (do spółki z innym gościem) i wiem dobrze, że obecnie po
            prostu nie ma ludzi na rynku w moim rejonie. Ludzie mają ogromne
            wymagania, niewspółmierne do prezentowanych umiejętności. Zapewne
            wielu z Was uzna mnie za zbyt pewnego siebie, ale po trudno byłoby
            mnie zastąpić nie mówiąc już o kosztach, które są znaczne i
            przewyższają moje żądania!

            Ja nie jestem palcem robiony i gdybym wiedzia, że nie jestem wart
            tych pieniędzy to bym nie rozpoczynał całej historii (histerii?).
            Dlibertoza te sytuacji to, podkreślam jeszcze raz, próba
            przmeilczenia ze strony kierownictwa i ich niechęć do przyjęcia
            regół rynku jakie obecnie mamy.
      • naprawdetrzezwy A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia pensji 22.01.08, 09:36
        ?

        Zmień pracę.
        I już.
        • strong.espresso Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p 22.01.08, 10:41
          Ustawa? Chodzi o zdrowy rozsądek a nie jakieś nierynkowe ustawy.

          > Zmień pracę.

          To nie zawsze jest najlepsze rozwiązanie :)
          • Gość: ankosa Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.aster.pl 25.01.08, 15:04
            Bardzo podoba mi się Twoja postawa strong.espresso. Moim zdaniem
            masz całkowitą rację w tym co piszesz. Mnie też denerwuje takie
            potakiwanie, przyznawanie niby racji a potem udawanie, że się nie
            wie, jak to opisałeś.
            Bardzo dobrze robisz i idź po swoje, niech firma Cię nie
            wykorzystuje. Cenię takich ludzi.
            Ci, co tu Cię krytykują może po prostu sa zazdrośni ( pewnosci
            siebie, znajomości własnej wartości, itd.), nie słuchaj tego.
            • Gość: x Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.adsl.inetia.pl 30.12.08, 15:14
              Zdenerwowanie? Po co się denerwować rzeczami, na które nie ma się wpływu?
          • Gość: Seba Aleś się wypuścił... IP: 77.236.12.* 25.01.08, 20:44
            > > Zmień pracę.
            >
            > To nie zawsze jest najlepsze rozwiązanie :)
            Oczywiście.
            Zwłaszcza, kiedy nie ma innych chętnych żeby Cię zatrudnić.
            Ośmieszyłeś się.
          • Gość: ffa Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.08, 23:46
            Ty o tym wiesz i oni też o tym wiedzą, że nie zawsze jest to najlepsze
            rozwiązanie. Właśnie na to liczą twoje suma sumarum na koniec się okazuje, że ci
            się opłaca zostać z tym 20%.

            I to ich działanie jest bardziej logiczne niż twoje, ty by się teraz nie
            ośmieszyć musiałbyś podziękować im, stylowo pożegnać się.
        • Gość: X Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.01.08, 15:10
          Pracodawca nie ma obowiązku uczestniczenia w tej licytacji. To jego interes i on wie, ile jest warta dla jego firmy czyjaś praca. Gazety rozbudzają emocje i oczekiwania, ale każda firma musi przynosić zyski. To bardzo proste. Inaczej pewnie może być (i chyba często jest) w państwowym szpitalu lub państwowej telewizji, ale nie w prywatnej firmie
          • Gość: Maggie Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.chello.pl 25.01.08, 15:43
            Czytam i zastanawiam sie co z Wami jest nie tak?
            Skad ten pomysl, ze pracownik ma robic za fistaszki i jeszcze sie
            cieszyc? Trzeba walczyc o swoje. Ja wlasnie negocjuje ponad 100%
            podwyzke. I wiecie co? Dostane ja. Dlaczego? Bo na nia zasluguje. Bo
            przynioslam firmie kilka milionow zysku w tym roku i przyniose
            kolejne zyski w przyszlym. Moje kochane szefostwo nie zaproponowalo
            nawet 20% - liczyli ze nie zauwaze ile zarabiam. Ba jeszcze smieli
            argumentowac ze przeciez mam dodatkowe zrodla dochodu (taa po
            godzinach i w weekendy). I co? I nic. Wiem ile jest warta moja praca
            i dokladnie tyle mam zamiar dostac.
            Szefostwo nie jest zachwycone. Ba, probowalo taktyki uniku, taktyki
            zaprzeczenia i paru innych ... W koncu okazalo sie jednak, ze moga
            dac mi ile zadam. Oczywiscie wszystko zawsze zalezy od tego na
            ile "niezastopianym" jest sie dla firmy. Bo chociaz mowia ze nie ma
            ludzi "niezastapionych" to czase nie dokonca jest to prawda (o ile
            oczywiscie szefostwo nie chce milionowych strat).
            • Gość: ankosa Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.aster.pl 25.01.08, 18:49
              no właśnie, brawo Maggie!
            • Gość: miobeb Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.net-serwis.pl 25.01.08, 19:04
              Nikt nie każe Ci się cieszyć - życie to nie jest zawsze eldorado. Masz farta
              jeśli jest proste przełożenie Twojej pracy na zyski firmy, niestety nie wszyscy
              pracują na takich stanowiskach. A szef nie zawsze ma jakiś manewr, nawet jeśli
              chce walczyć o pracownika, często ograniczają go budżety itp. A poza tym
              ulegnięcie presji jednego pracownika często oznacza eskalację żądań innych - a
              podwyżki nie da się ukryć na dłuższą metę.
              A w opisanej powyżej sytuacji ja bym się szefa zapytał wprost czy widział mojego
              maila i co on na to. A jeśli będzie dalej ściemniał, to trzeba podjąć decyzję,
              robię dobrą minę do złej gry i zostaję, albo idę tam gdzie dostanę te 50% ekstra.
            • strong.espresso Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p 28.01.08, 10:46
              Maggie, to jest właśnie to co chiałem powiedzieć. Może jestem zbyt
              rozwlekły czasem, a Ty potrafiłaś to zamknąć w kilku dosadnych i
              bardzo trafnych zdaniach.
            • Gość: x Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p IP: *.adsl.inetia.pl 30.12.08, 15:17
              Ale tu nie chodzi o to, aby pracować za fistaszki, tylko o prawo do informacji i
              o jawność decyzji. Przecież ten ktoś może iść gdzieś indziej, prawda? Nikt go
              nie trzyma.

              Chodzi o to, że prawo do informacji czy jakakolwiek jawność to ściema, iluzja i
              utopia. Jeśli szef chce podjąć decyzję na podstawie podstawie szklanej kuli to
              ma do tego prawo i nie ma co oczekiwać, że się tym pochwali wszystkim.
          • strong.espresso Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p 28.01.08, 10:44
            > Pracodawca nie ma obowiązku uczestniczenia w tej licytacji.
            > To jego interes i on wie, ile jest warta dla jego firmy
            > czyjaś praca. Gazety rozbudzają emocje i oczekiwania,
            > ale każda firma musi przynosić zyski. To bardzo proste.

            No tak, firma działa po to, żeby przynieść zysk właścicielom. Bez
            dwuch zdań i ja rozumiem doskonale mechanizmy rynkowe :)

            Ale pamiętajmy, że firmy to ludzi. Dziedzina w której działa firma,
            w której pracuję wymaga wysokich kwalifikacji od pracowników i
            produkt który rozwijamy nie powstanie bez udziału najlepszych, a za
            takiego się uważam. Kapitał jest ważny, ale w tym przypadku
            największym kapitałem firmy jest zespół, ludzie!

            I to nie jest tak jak piszesz, że firma nie ma obowiązku rozmawiać
            ze mną o tych sprawach a ja muszę z pokorą przyjąć ich warunki!
            Przecież firma tak samo musi liczyć się z rynkiem pracy i nie może
            udawać, że stawiki są inne niż w rzeczywistości. Inaczej mówiąc
            firma jest klientem na rynku pracy i musi pozyskać pracowników
            płacąc za ich wiedzę, doświadczenie i lojalność, inaczej nic z tego
            nie będzie bo samo kierownictwo i ich miliony nie "wyczarują"
            produktu, który będzie się w stanie obronić na mocno konkurencyjnycm
            rynku. Pamiętaj, że firma jest tak samo jak Ty uczesnikiem gry
            rynkowej, a każda rozmowa o podwyzce to nic innego jak negocjacje
            dotyczące ceny - w tym przypadku ceny za Twoja pracę.
            • 80c51 Re: A gdzie jest ustawa o obowiązku podnoszenia p 02.07.08, 09:12
              > Pamiętaj, że firma jest tak samo jak Ty uczesnikiem gry
              > rynkowej, a każda rozmowa o podwyzce to nic innego jak negocjacje
              > dotyczące ceny - w tym przypadku ceny za Twoja pracę.

              Ja rozumiem, że pracodawcy głośno tego nie powiedzą (to osłabia ich pozycję
              negocjacyjną), ale pracownicy tę świadomość mieć powinni. Po to, żeby się nie
              dać robić w konia.
      • el_minio Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 25.01.08, 20:34
        ...mam wrażenie "strong.espresso" , że strzeliłeś sobie w kolano!
        Na miejscu szefa, bardzo bym się zastanowił nad dalszą "współpracą"
        z tobą. No chyba, że masz szefa "wadżajnę":-)
        Nie chodzi mi o twoje wymagania płacowe - masz do tego prawo, ale o
        to, że po spotkaniu/rozmowie z nim "poszedłeś zapytać górę o zdanie".
        A z drugiej strony, skoro jesteś bardzo warościowy na rynku, wybierz
        sobie najlepszą (na nim) ofertę.
        Pozdrawiam
        • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 28.01.08, 11:01
          > ...mam wrażenie "strong.espresso" , że strzeliłeś sobie w kolano!

          Haha! To ja Cię zaraz wyprowadzę z błędu :)

          > Na miejscu szefa, bardzo bym się zastanowił nad dalszą
          > "współpracą" z tobą. No chyba, że masz szefa "wadżajnę":-)

          Takiej metafory bym nie użył, bo jako facet mam wielki szacunek
          dla... "wadżajny" ;) Ale wielokrotnie słyszałem od moich
          współpracowników określenie "pussy", pod adresem naszego szefa. Dla
          mnie on jest po prostu nieskutecznym ignorantem, któremu ni wdo
          końca ufam.

          > Nie chodzi mi o twoje wymagania płacowe - masz do tego prawo,
          > ale o to, że po spotkaniu/rozmowie z nim "poszedłeś zapytać
          > górę o zdanie".

          Widzę, że jest to wątek poruszany tutaj kilka razy w związku z
          tematem. Ja powiem tyle, że ja pieprzę te sztuczne "święte"
          struktury w firmie. Możesz mnie nazwać nielojalnym, ale jeśli ja mam
          prowadzić negocjacje z jakimś ignotantem, a decyzję podejmuje i tak
          góra to takie decyzje zawsze będą dla mnie nieskuteczne. Poza tym
          jak nie zrobiłem tego za plecami mojego bezpośredniego szefa, ale go
          wcześniej o tym lojalnie uprzedziłem.
      • koteek1 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 25.01.08, 21:11
        Strong.espresso,

        mam podobny problem, powalczyłam, a mój przełożony obiecał,że zadzwoni z decyzją
        we środę. ZERO KONTAKTU = NIE MA SPRAWY.
        Zadzwoniłam więc w piątek, on mi wciska, że nie miał czasu, jak się czuję, czy
        Mały zdrowy (jestem na zwolnieniu z powodu choroby synka), ja: krótka piłka i
        proszę, powiedz mi co zrobiłeś w mojej sprawie a szef: wróćmy do rozmowy o
        podwyżce w lipcu (???) = ZERO % PODWYŻKI.
        No cóż, jeśli moja pensja ma wystarczać na nianię dla dziecka i dojazdy do
        pracy, to szczerze - nie opłaca mi się. A że pracuję tam siódmy rok? To nieważne
        (zresztą, też usłyszałam jaka jestem niezastąpiona)
        Strong.espresso - popieram Cię i Twoje podejście do sprawy, a sama cóż, kupię
        poniedziałkową Wyborczą, a teraz pójdę na zaległy urlop...
        • 1europejczyk Nie wiem czy dobrze zrozumialem: dzwonic w 26.01.08, 17:36
          sprawie podwyzki bedac na zwolnieniu zakrawa na jakis zart.
          I jeszcze chwalic sie tym publicznie na forum GW.
          To jest mozliwe chyba tylko w Polsce!!!

          Pensja nie jest po to zeby "wystarczac".
          Pensje przede wszystkim trzeba zarobic.
          Nie ma najmniejszego zwiazku z potrzebami pracujacego (to sie mialo skonczyc 18
          lat temu) ale z wydajnoscia i efektywnoscia pracy na ktora tylko pewien wplyw ma
          staz pracy w przedsiebiorstwie.
          Czytam posty i zaczynam powoli rozumiec dlaczego w Polsce jest tak jak jest.
          Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce.
          • Gość: a Re: Nie wiem czy dobrze zrozumialem: dzwonic w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.08, 18:11
            Europejczyku, sadzisz, ze pracownik, ktorego wynagrodzenie nie
            wystarcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb tj. oplacenie
            niezbednych rachunkow i utrzymanie (na podstawowym poziomie), jest
            pracownikiem dobrze
            motywowanym? A jak wplywa motywacja na prace nie musze Ci chyba
            tlumaczyc? Piramida Maslowa, mowi Ci to cos?
          • framp jak kuba bogu tak bóg kubie 27.01.08, 18:23
            Jak pracodawca traktuje swoich pracowników jak udzielny ksiązę swoich chłpoów
            pańszczyźnianych, to oni rewanżują mu się takim samym zaangażowaniem i
            efektywnością. Jak pracodawca/przełożony obiecuje, że coś zrobi i nie robi albo
            zwodzi, kłamie, stosuje uniki, to dlaczego jego pracownicy mają być wobec niego
            fair? Ja jestem w porządku wobec swoich szefów i nie robię żadnych nieuczciwych
            zagrywek, ale oni wobec mnie też tego nie robią i dlatego stosunki mamy dobre a
            ja się w pracy staram i angażuję, ale miałem już szefów - kanalie i tam nie
            czułem się zobowiązany w żadnym stopniu do stosowania zasady fair play bo sam
            byłem traktowany jak śmieć. Pracodawcy czasem muszą dostrzegać ludzi w swoich
            pracownikach a pitolenie o wydajności i efektywności już chyba dzisiaj nie
            przekonuje nikogo, bo wszyscy odbyli już ze swoimi kierownikami obowiązkowe
            pogadanki mobilizujące i znają te teksty. Najefektywniej pewnie by się pracowało
            z robotami: nie mają "potrzeb" do zaspokojenia, przestojów, nie chcą podwyżek,
            wydajność i efektywność 10, L4 - 0, żadnych konflików, w razie czego można
            kopnąć jak się szef zdenerwuje. Polecam bo z ludźmi w ten sposób raczej niewiele
            się osiągnie.
      • Gość: hjeronim_martens Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.gprs.plus.pl 25.01.08, 21:21
        a pracujesz, uściślijmy, na kasie w biedronce
        • damianbsc Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 25.01.08, 21:53
          jak ostatnio zmienialem prace to powiedzialem: odchodze za tydzien i
          spierd@lac...i poszedlem :L) teraz jestem szczesliwy
      • Gość: Pietia Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 21:45
        ludzie wam sie juz w dyniach po.. dzis 50% jutro jeszcze 505 a zatydzien
        200% podwyzki. nie maludzi niezastapionych i wy sie tez kiedys o tym dowiecie.
        znam paru takich kozakow...dzis pracuja za pensje o polowe mniejsza, bo
        niezastapionych bylo wielu...
      • Gość: tk Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.chello.pl 25.01.08, 21:50
        a ja mam zdanie średnio odrębne, weź te 20 % tnij głupa przez 2-3 miesiące
        (będziesz miał trochę luzu - przydatne), szukaj lepszej roboty za 100 % więcej i
        w ten sposób będzie i luz i kasa :)Pzdr
        PS. nie pracujesz na kasie w Biedronce bo tam nie ma rozmowy o 50% podwyżki:)
      • Gość: gimli Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: 195.205.202.* 25.01.08, 22:21
        stron espresso czy jak Ci tam
        naukę małą proponuję tym razem za darmo

        obca Ci sztuka negocjacji(przystąpiłeś do nich na zasadzie dziada proszalnego a
        nie z punktu 1)podstępu lub 2)siły), dyplomatą też nie jesteś (a raczej
        nachalnym petentem, który będzie zawsze zbywany)

        ad1 podstęp
      • jpy1 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 25.01.08, 23:01
        No cóż. Długa droga jeszcze przed Tobą. Kilka błędów już Ci tu
        wytknięto. To o czym piszesz jest dniem codziennym. Tak jest
        wszędzie. Wszędzie szefowie chowają głowy w piasek. Niewiele jest
        firm które traktują poważnie pracownika. W Polsce tak po porstu
        jest. Podwyżkę 50% możesz dostać. Owszem. Ale w firmie w której
        jesteś faktycznie niezastąpiony. Natomiast na Twoim miejscu
        szukałbym pracy. Ja tak zrobiłem. Podwyżkę dostałem taką jak
        chciałem ale dopiero jak walnąłem papierami o stół. Tyle że to już
        było za późno. Godność ma swoją cenę. A widok dyrektora idioty jest
        bezcenny w tym momencie.
        • Gość: tangerka Ja miałam podobną sytuację IP: *.elartnet.pl 26.01.08, 01:40
          i podobne reakcje - więc zaczęłam szukać pracy i sprawdzać ile jestem faktycznie
          warta na rynku pracy i wysyłać cv. Poszłam na kilka rozmów i na żadnej moje
          oczekiwania finansowe nie były traktowane jako wygórowane, no i znalazłam
          następną pracę, podpisałam umowę a dotychczasowej firmie złożyłam wypowiedzenie
          i poszłam na urlop. Po powrocie z urlopu szef poprosił mnie do siebie i
          zaproponował właśnie te 20 % podwyżki - odmówiłam i jasno powiedziałam, że już
          się zdecydowałam i dostałam gdzie indziej co mi się należy. Na dwa dni przed
          końcem mojej pracy (i po serii rozmów z kandydatami na moje miejsce, o czym wiem
          zakulisowo) szef wezwał mnie znowu i zaproponował 100 % podwyżki i też
          odmówiłam, bo chciałam jednak zmienić klimat. I nie żałuję, bo trafiłam do
          niezłej firmy a poprzednia ma coraz większe kłopoty kadrowe - efekt strusiej
          polityki płacowej. Więc próbuj dalej, podwyżki są teraz wszędzie i szefowie to
          wiedzą, że ten kto przyjdzie wcale tańszy nie bedzie, ludzie się teraz zaczynają
          cenić ...
          • kyyriad no proszę, ja też 26.01.08, 02:07
            Prawie identyczna sytuacja z tą różnicą, że u mnie dwie osoby z działu już
            odeszły i i sam robię za wszystkich, więc mówię bosom, że skoro mają takie
            oszczędności - 1 pensja zamiast 3 - to niech ja przynajmniej też coś z tego mam.
            I najpierw tydzień uników i potem propozycja 250 zł więcej! Mówię, że to mnie
            raczej nie satysfakcjonuje i idę na zwolnienie. Już pierwszego dnia mam 5
            telefonów, bo nic nie można znaleść, załatwić, wszystko się wali. Po powrocie
            mam propozycję podwyżki już 50 % i na razie na tym stanęliśmy choć to napewno
            nie ostatnia taka rozmowa.
            • 1europejczyk Kolejny "kamyczek" do polskiego "ogrodka" 26.01.08, 17:47
              "Mówię, że to mnie raczej nie satysfakcjonuje i idę na zwolnienie."
              Znaczy sie co: kupujesz zwolnienie, masz migrene na zamowienie, masz kolege
              lekarza z ktorym wymieniasz "serwisy" zawodowe ?
              "Już pierwszego dnia mam 5 telefonów, bo nic nie można znaleść, załatwić,
              wszystko się wali."
              Znaczy masz potworny balagan w tym co robisz skoro nie mozna sie w tym bez
              Ciebie w tym polapac.
              I chcesz by Twojemu szefowi zalezalo na takim pracowniku ?
              Musialby byc masochista przygotowywujacym swoj koniec.
              Nic dziwnego ze mamy jak mamy.

              Re: no proszę, ja też
              • Gość: atx Re: Kolejny "kamyczek" do polskiego "ogrodka" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.08, 12:40
                Czepiasz sie jak rzep psiego ogona. Wnies cos konstruktywnego do dyskusji, albo spadaj, bo tylko przeszkadzasz czytac.
          • Gość: dominik-ka Re: Ja miałam podobną sytuację IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.08, 02:17
            Gratuluję lepszej pracy.
            Sposób, w jaki "rozstałaś" się z dotychczasowym pracodawcą, wcale
            nie jest godną polecenia metodą. Kasa jest bardzo ważna, ale nie
            najważniejsza!!!
            • Gość: ona Powołanie IP: 80.48.4.* 26.01.08, 17:30
              Uważam ,że każdy człowiek ,który pracuje na danym stanowisku dobrze
              i czuje się do niego powołany, nie powinien żądać jakiejkolwiek
              podwyżk. Już sama praca na takim stanowisku jest nagrodą, a żądanie
              podwyżki mija się z pojęciem powołania i dobrej pracy.
              • Gość: Aska Re: Powołanie IP: *.telsat.wroc.pl 26.01.08, 18:51
                ...a najlepiej jeszcze, żeby do tego interesu dopłacał - skoro mu
                tak dobrze...
              • ponury_drwiacy_szyderca Jesteś księdzem? 28.01.08, 11:29
                TYLKO FORSA!
            • ugenwillla Kasa JEST najważniejsza, reszta do dodatki! 27.01.08, 09:15
              Pracujemy dla money, bo to ile ich mamy decyduje o tym, jak żyjemy - nie
              oszukujmy się! A inne rzeczy typu zadowolenie z pracy, rozwój zawodowy,
              sympatyczni koledzy to tylko dodatkowe profity towarzyszące tej najważniejszej
              funkcji - zarobkowej! Wyjdżcie wreszcie z matrixa, ludzie, bo właśnie tacy jak
              wy dają się wyzyskiwać za drobne i obniżają średnią krajową pensję!
        • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 28.01.08, 11:18
          > Natomiast na Twoim miejscu szukałbym pracy. Ja tak zrobiłem.
          > Podwyżkę dostałem taką jak chciałem ale dopiero jak walnąłem
          > papierami o stół. Tyle że to już było za późno.
          > Godność ma swoją cenę.

          Bardzo podoba mi się to co napisałaś. Właśnie tego chcę uniknąć. Mam
          w teczce pisemną oferte pracy u konkurencji, ale nie chcę wyciągać
          tych argumentów, bo uważam, że to jest szantaż. A przyznawanie
          podwyżek przez kierownictwo dopiero gdy jeden czy drugi walną
          paierami o stół uważam za czyste chamstwo w stosunku do lojalnych
          pracowników, którzy niejednokrotnie mają wyższe kwalifikacje, a
          zarabiają mniej tylko dlatego, że "siedzą cicho".

          > A widok dyrektora idioty jest bezcenny w tym momencie.

          Hahaha! Czysta satysfakcja :)
          • 80c51 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 02.07.08, 09:32
            > pracowników, którzy niejednokrotnie mają wyższe kwalifikacje, a
            > zarabiają mniej tylko dlatego, że "siedzą cicho".

            Młynarski: "Jak się będziesz wciąż tak stawiał, to dostaniesz tak, jak on."
            Tak jest zawsze- jak nie zawalczysz o swoje, to nikt Ci przecież nie da.
            Przykro, że zarabiają mniej, ale jeśli o swoje nie zawalczą, nie będą zarabiać
            więcej.
        • pacor1 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 01.07.08, 08:22
          Nie ma ludzi nie zastąpionych. I każdy o tym dobrze wie. A poidwyżkę
          zwykle trudno jest wywalczyć.
      • praptak Ja bym się zastanowił 26.01.08, 17:33

        Takie opracowania są niewiele warte. Idź na rozmowę do konkurencji, dowiesz się
        czy naprawdę jesteś wart tych +50%.
        • strong.espresso Re: Ja bym się zastanowił 28.01.08, 11:24
          > Takie opracowania są niewiele warte.
          > Idź na rozmowę do konkurencji, dowiesz się
          > czy naprawdę jesteś wart tych +50%.

          Otóż byłem! Gdybym nie był pewien jaka jest moja rzeczywista wartość
          na rynku pracy to bym nie zaczynał całej sprawy.

          Problem polega na tym, że z jednej strony chciałbym uzyskać to
          cholerne poczucie satysfakcji, że jestem w stanie przekonać moich
          szefów, że się mylą. Z drugiej strony chodzi o to, że ja wierzę w tę
          firmę i chce tutaj pracować. Widzę duże perspektywy na przyszość,
          możliwość rozwoju, a same wyzwania zawodowe są bardzo ciekawe.
          Tylko, że nie chcę srzedawać swojej wiedzy za pół ceny...
      • nospam-net Zadziwiające są niektóre komentarze! 27.01.08, 09:08
        Ludzie którzy krytykują piszących że domagają się podwyżki albo sposób rozstania
        z firmą chyba muszą być pracodawcami albo masochistami mającymi po znajomości
        pracę za minimalną krajową i bojący się że i to stracą! Umówmy się, że nasza
        praca, kwalifikacje i doświadczenie to towar, który mamy prawo jak najlepiej
        sprzedać i wszystkie chwyty (poza niezgodnymi z prawem) są tutaj dozwolone! Tym
        bardziej, że firmy same stosują różne metody aby nas "wykolegować" z roboty i
        gdyby tylko udało się jakoś załatwić nasz tańszy odpowiednik, natychmiast i bez
        sentymentów zostalibyśmy zastąpieni! Skąd więc jakieś dziwne pretensje o sposób
        załatwienia sobie podwyżki albo sposób rozstania z firmą, ludzie o co wam
        chodzi? Naprawdę uważacie, że należy pracować na czyjeś domy i samochody za
        grosze w podzięce za to, że wogóle dał nam pracę? To jest chyba spuścizna
        socjalizmu, gdzie praca była zawsze kiepsko płatna, więc starano się do niej
        dorobić rozmaite ideologie aby jakoś ludzi zmotywować. Ale dziś ludzie pracują
        dla kasy, a jak przy okazji mają satysfakcję z pracy to dodatkowy bonus, ale on
        nie może zastąpić istoty pracy - ZAROBKOWANIA! Im szybciej to zrozumiecie tym
        lepeij dla was!
        • 1europejczyk "nie może zastąpić istoty pracy -zarobkowania" 27.01.08, 13:02
          Przypisujesz pracodawcom to samo czego, bronisz u tych, ktorzy czuja sie
          niedowartosciowani w pracy. Pracodawca nie ma najmniejszego interesu: duza
          fluktuacja wyksztalconych, wykwalifikowanych, wyszkolonych pracownikow jest po
          prostu bardzo droga.
          Duzo drozsza od podwyzek plac na miare mozliwosci przedsiebiorstwa.
          Telefonowanie na zwolnieniu w sprawie wlasnej podwyzki dyskredytuje calkowicie
          dzwoniacego podobnie zreszta jak korzystanie z falszywych zwolnien by wymusic
          podwyzki (robia to zreszta obecnie celnicy) nie mowiac juz o takim stanie
          wlasnego stanowiska pracy w ktorym nikt inny, jak tylko sam zainteresowany, nie
          potrafi sie polapac.

          "Im szybciej to zrozumiecie tym lepiej dla was!"

          Obecna silniejsza pozycja pracownikow nie jest wieczna.
          Pierwsi do zwolnien, z chwila gdy oslabnie, beda ci, ktorzy zrozumieli to na
          Twoj sposob.

          "Naprawdę uważacie, że należy pracować na czyjeś domy i samochody za
          grosze w podzięce za to, że wogóle dał nam pracę?"

          Nic nie stoi na przeszkodzie bys nalezal do tych na ktorych jak uwazasz
          pracujesz. Odwaz sie. Zobaczymy czy nie zmienisz zdania.




          Re: Zadziwiające są niektóre komentarze!
          • brudziak pracodawco - "europejczyku"! 27.01.08, 17:37
            Z twoich postów widać jak na dłoni złość ze zmiany warunków na rynku pracy,
            przyzwyczaiłeś się do marnego opłacnia swoich pracowników i teraz nie możesz
            znieść że odchodzą do lepeij płatnej pracy albo żadają podwyżek, prawda?
            Tymczasem w Polsce dopiero teraz rynek pracy się "europeizuje", bo do tej pory
            był iście azjatycki i dopiero teraz stosunki pracodawca - pracownik zaczynają
            przypominać rozmowę dwóch partnerów a nie stosunki posiadacza niewolników z
            własnym dobytkiem! I nie strasz nikogo zmianą koniunktury, bo poprzednia
            koniunktura pracodawców już raczej nigdy nie wróci, chociażby ze względu na
            otwarcie rynków pracy, poza tym raz wywalczone podwyżki raczej nikomu cofnięte
            nie będą a wszak sam mówisz, że poszukiwanie nowych pracowników jest drogie i ze
            stratą dla efektywności pracy! I na koniec - ty też nie musisz być pracodawcą -
            zrezygnuj jak ci źle i zatrudnij się gdzieś - zobaczysz jakie to fajnie pracować
            na kogoś, kto ci płaci dziadowskie pieniądze a wymagania ma kosmiczne!
            • 1europejczyk Czy gdzies wspominalem ze "jest mi zle" ? 27.01.08, 19:20
              << nie możesz znieść że odchodzą do lepiej płatnej pracy albo żadają podwyżek,
              prawda ? >>

              Nieprawda.

              Niewielu zaczyna bedac od razu pracodawca. Wiekszosc pracodwawcow byla kiedys
              pracownikami albo pracowala na wlasne konto.

              "nie strasz nikogo zmianą koniunktur,bo poprzednia koniunktura pracodawców już
              raczej nigdy nie wróci, chociażby ze względu na otwarcie rynków pracy"

              Nie strasze. Stwierdzam fakt powszechnie znany: w przypadku pogorszenia
              koniuktury pierwsi w kolejce do zwolnien sa ci, co maja najbardziej "wyzylowane"
              pensje.

              Otwarcie rynkow wyeliminuje szybko z tych "rynkow" tych, ktorzy na zwolnieniu
              beda domagac sie podwyzki, tych co domagajac sie podwyzki "ida na zwolnienie"
              zostawiajac za soba taki rozgardiasz, ze nikt nie potrafi sie w nim zorientowac,
              tych, ktorym <<placa nie wystarcza>> jest argumentem w pertraktacjach o
              podwyzke, tych, ktorym forma odmowy podwyzki tak zaprzata rozum, ze zamiast
              szukac innej pracy przelewaja z pustego w prozne tracac nie tylko swoj czas.

              << w Polsce dopiero teraz rynek pracy się "europeizuje">>

              Tak sie "europeizuje", ze coraz wieksza ilosc niemieckich przedsiebiorstw zwija
              swoj interes w Polsce skarzac sie na niestabilny rynek pracy i wraca do Niemiec !!!

              Wszystko zalezy co rozumiemy pod slowem "europeizuje".

              Niemala czesc rynku pracy na zachodzie, wbrew temu co propaguje w Polsce .....
              sfora dziennikarska, wyrosla na wieloletnim niejednokrotnie wielopokolenim
              przywiazaniu pracownikow do swojego zakladu i pracodawcy do swoich pracownkow,
              na wspolnym etosie pracy o ktorym w Polsce wiekszosc (zarowno pracownikow jak i
              pracodawcow) nie ma zielonego pojecia.
              Ta sama wiekszosc malpio nasladuje zachodnie wzorce ostatnich dziesiecioleci,
              bedacych tam kolejnym i naturalnym etapem poprzednich, ktorych w Polsce prawie
              nie bylo i ktore wyksztalcily tam, tak wsrod pracownikow jak i pracodawcow,
              plaszczyzne wzajemnego porozumienia dzieki, ktoremu zarobki nie sa jedynym
              motywem wzajemnej wspolpracy.
              W Polsce zbyt czesto, w porownaniach ze "swiatem" za ktorym tak tesknimy
              (zachodnim) i ktory stanowi odniesienie do naszych wymagan zapomina sie, ze
              nasza przeszlosc byla zupelnie inna (przegrana) i inne sa rowniez obecnie w
              zwiazku z tym, nasze mozliwosci spelnienia tych wymagan.

              Re: pracodawco - "europejczyku"!
              • framp generalnie - bredzisz 28.01.08, 10:49

                I w Polsce i na zachodzie i wszędzie na świecie płaszczyzną
                porozumienia pracownika z pracodawcą jest wynagrodzenie i dopiero
                jaka taka satysfakcja z wynagrodzenia pozwala przejść na wyższe
                poziomy komunikacji typu lojalność i przywiązanie wobec firmy, etos
                pracy, zaangażowanie itp błyskotki, nigdzie i nigdy kiepsko opłacany
                robol nie czuł się współodpowiedzialnym współpracownikiem szefa, już
                ktoś tu pisał o piramidzie Maslowa, to już klasyka.
                Niemieckie firmy zwijają interesy w Polsce, bo nie mogą znaleźć
                pracowników za 1000 zł brutto, co było podstawą ich założeń
                biznesowych przy lokalizacji produkcji w Polsce, a wracają nie do
                Niemiec tylko do Chin, jak wszyscy minimalizujący koszty, ot tyle. I
                w sumie dobrze bo takiej pracy jest i tak w Polsce pod dostatkiem i
                niemieckiej już nawet nie potrzeba, zresztą wiekszość tych, którzy
                kiedyś tam pracowali myje gary za euro czy funty.
                Pogorszenie koniunktury na rynku pracy pewnie kiedyś nastąpi, ale
                raczej bez zmian w już osiągnietych wynagrodzeniach, bo brak
                odpowiednich pracowników na rynku pracy raczej i długotrwałe
                rekrutacje raczej będą skłaniały do utrzymania specjalistów a
                reszta, no cóż, c' est la vie.
                • 1europejczyk "generalnie - bredzisz" bo tak Ci pasuje 28.01.08, 15:09
                  "nigdzie i nigdy kiepsko opłacany robol nie czuł się wpółodpowiedzialnym
                  współpracownikiem szefa"

                  Twoj "kiepsko opłacany robol" przez wiele dziesiecioleci, ktorych w Polsce
                  nieomal niebylo, cieszyl sie, ze w ogole moze pracowac, ze ma co do garka wlozyc
                  by wyzywic wlasna rodzine pracujac 50 godzin tygodniowo za glodowa pensje.
                  Nasz "kiepsko oplacany robol" wyrwany w swojej znakomitej wiekszosci 50 lat temu
                  z "panszczyznianej" rolniczej nedzy dostal od powstajacego PRL-u, ze wzgledow
                  politycznych, prace czesto duzo lepiej platna od tej jaka wykonywali
                  nauczyciele czy lekarze.
                  Kolejne lata prl-owskiego rozpieszczania "kiepsko oplacanego robola" tak
                  nakrecily spirale wymagan owych "roboli", ze mozna bylo na niej doprowadzic do
                  powstania Solidarnosci i zmian, ktore jak potwierdza to dzisiaj niemala czesc
                  zaangazowanych w Solidarnosc robotnikow wcale nie byly w ich interesie.

                  Potwierdzil to rowniez Michnik w indyjskiej prasie.

                  www.dailytimes.com.pk/default.asp?page=2007/05/11/story_11-5-2007_pg3_3
                  "The Solidarity workers at giant enterprises have become victims of the freedoms
                  they won. In the prison world of communism, a person was the property of the
                  state, but the state took care of one’s existence. In the world of freedom,
                  nobody provides care."

                  "I w Polsce i na zachodzie i wszędzie na świecie płaszczyzną
                  > porozumienia pracownika z pracodawcą jest wynagrodzenie i dopiero
                  > jaka taka satysfakcja z wynagrodzenia pozwala przejść na wyższe
                  > poziomy komunikacji typu lojalność i przywiązanie wobec firmy, etos
                  > pracy, zaangażowanie itp błyskotki, nigdzie i nigdy kiepsko opłacany
                  > robol nie czuł się współodpowiedzialnym współpracownikiem szefa, już
                  > ktoś tu pisał o piramidzie Maslowa, to już klasyka."

                  I dlatego jest na swiecie pare milionow kilkunastoletnich dzieci ktore pracuja
                  po 12 godzin na dobe !!!
                  Typowo polskie wyksztalciuchowe "myslenie" wypaczone 50-letnim radzieckim
                  namiestnictwem w Polsce i 18-letnim bezmozgowiem.
                  Przyczyna takiego "myslenia" jest niewielkie uczestnictwo naszego kraju (a tym
                  samym nasze doswiadczenia) w poczatkowym okresie ksztaltowania systemu
                  kapitalistycznego.
                  Wychowane w wiekszosci na prl-owskich wzorcach polskie wyksztalciuchy "mysla",
                  ze to co dostaly od prl-u to jest ich, a to czego uniknelismy z racji bledow
                  naszych przodkow, ktore doprowadzily do naszego zapoznienia rozwojowego (epoke
                  kapitalistycznego uprzemyslawiania kraju) mozna obejsc wzorujac sie na obecnych
                  osiagnieciach tych co przez to przeszli.

                  Stad tyle postaw roszczeniowych w Polsce, ktorych nie mozna jak kilkadziesiat
                  lat temu we Niemczech, Angli czy Wloszech pozostwic samym sobie wyrzucajac
                  wszystkich na bruk

                  "a wracają nie do Niemiec tylko do Chin" bo tak chcesz bo tak Ci pasuje.
                  Tyle, ze wracaja wlasnie do Niemiec.

                  • 0tdr0 Re: "generalnie - bredzisz" bo tak Ci pasuje 28.01.08, 15:21
                    Tytulem komentarza: kto jak nie piewcy liberalizmu (do ktorych sie zapewnie
                    zaliczasz) od 18 lat twierdza, ze praca i pracownik to tylko i wylacznie towar,
                    wiec jesli jest tani to grzech nie korzystac? Nagle okazalo sie, ze towar
                    podrozal i ta zasada przestaje obowiazywac, a zaczyna postawa roszczeniowa-
                    pracownik za miske ryzu mi sie nalezy. Mysle, ze pracownicy przez ostatnie
                    kilkanscie lat dostali bolesna lekcje i przystosowali sie. Nie przystosowali sie
                    za to pracodawcy, ktorzy nadal mysleniem zyja w erze komunizmu, albo i
                    feudalizmu. "Nieustanne budowanie komunizmu" zamienili na "nieustanne budowanie
                    kapitalizmu", przy czym przez kapitalizm rozumieja tylko wlasna wlasnosc. A
                    zagraniczni pracodawcy wykorzystuja polskie kadry kierownicze i te ich
                    mentalnosc do maksymalizacji zysku. Szuja gotowa wyzyskiwac innych zawsze sie
                    znajdzie- nie wazne w jakim systemie, jakim kraju i jakich realiach.

                    Co do lojalnosci, o ktorej piszesz, to ma ona to do siebie, ze lojalnosc
                    obowiazuje obie strony. Inaczej jest to patologia taka sama jak lojalna zona
                    kochajaca regularnie katujacego ja meza.

                    A co do kryzysu, ktory rzekomo ma nauczyc pracownikow posluszenstwa- taka
                    recesja musialaby wystapic w skali calej Europy, albo i globalnie- granice sa
                    otwarte- osob pracujacych za granica albo mogacych tam wyjechac srednio
                    zainteresuje recesja w Polsce. Chyba, ze mowisz o osobach bez znajomosci jezykow
                    i niewykfalifikowanych (a raczej 2 w jednym, bo zarowno wykwalifikowany bez
                    jezykow, jak i znajacy jezyki ale bez kwalifikacji prace za granica znajdzie).
                    Nawet jesli kryzys bylby globalny, to nie wmowisz nikomu, ze pensje w Niemczech,
                    Wielkiej Brytanii czy USA spadna ponizej polskich.

        • Gość: drab Re: Zadziwiające są niektóre komentarze! IP: *.pronet.lublin.pl 27.01.08, 23:12
          Pójście na zwolnienie jest zgodne z prawem?
          • jorad67 Re: Zadziwiające są niektóre komentarze! 28.01.08, 13:43
            A w jakiej ustawie jest zakazane? bo zawsze myślałem że chorować w
            Polsce każdy może jak mu lekarz wyda L-4 ... A sposób podważania L-4
            też jest prawnie sprecyzowany i jak ktoś ma wątpliwości może to
            zrobić, jak nie robi - cicho siedzieć ...
        • 80c51 Re: Zadziwiające są niektóre komentarze! 02.07.08, 09:21
          O nie! Ja, na swój własny rachunek, mogę przehandlować wyższe zarobki za
          satysfakcję. Albo za dobre stosunki w pracy. I nikomu nic do tego.
          Ale zgadzam się, że o swoje- okolwiek miałoby to być- walczyć trzeba :).
      • Gość: ceo przeczytalem all i powiem Wam tak :) IP: *.chello.pl 27.01.08, 19:28
        1. szukanie nowego wykwalifikowanego pracownika to obecnie 3-6 miesiecy, przy
        jakims mega farcie (4-5 lat temu ok. 2-3 miesiecy), po prostu nie ma sensownych
        ludzi do pracy na rynku pracy.

        2. firmy HR :) to dno, nie wiem skad biora sie polscy pracownicy w HR ale nigdy
        w zyciu nie dalbym im wlasnego CV :), a za znalezienie jakiegos leszcza biora
        ladne 10-30 kilo.

        3. styczen jest marnym okresem na podwyzke i jezeli pracodawca jak u Ciebie
        stosuje takie gierki to szkoda po prostu dla niego pracowac, dla niektorych
        ludzi nie warto pracowac, mimo iz lubi sie swoja prace wykonuja ja solidnie i
        takie tam

        4. 50% za jednym strzalem to jednak taka liczba ze kole w oczy trzeba bylo 35, a
        za 6 miesiecy 15 lub sobie to jakos podzielic w czasie

        5. podciecie szefa i latanie na gore to slaby pomysl tu masz u mnie minus -
        stracilbys w moich oczach zaufanie i przestalbym Ci cokolwiek zalatwiac :)

        6. ogolnie mysle, ze w tym roku przynajmniej w IT mozna liczyc na zmiane
        wynagrodzenia o ok 30-70%, roboty jest w pizdu i jeszcze troche i bedzie jeszcze
        wiecej, az z koncem roku sie posramy bo nie bedzie ludzi i nikomu nie bedzie sie
        chcialo za takie grosze pracowac. tyle.
      • Gość: Laluś Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.crelm.net 28.01.08, 00:19
        Spoko, u mnie w firmie dają podwyżki dopiero jak ktoś złoży wypowiedzienie. Firma informatyczna, 200 osób, programista średnio bierze ze 2000-2300 na rękę. Ale szefowie dobrze wiedzą, że w okolicy nie mają konkurencji :(
        • Gość: vanity666 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: 195.170.191.* 28.01.08, 11:41
          a kiedy najlepiej rozmawiać o podwyżce? w jakim miesiącu?
          • literka_m Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 28.01.08, 17:47
            najpierw o doswiadczeniu. mam w swoim zyciorysie 4 rozmowy o podwyzce. trzy
            inicjowalem ja, czwarta moj szef. wszystkie cztery skonczyly sie dla mnie
            pozytywnie :)
            kilka luznych przemyslen:

            1) 20% podwyzki to duzo, chyba, ze przyjeli Cie do roboty do parzenia kawy za
            700 zl miesiecznie a Ty awansowalas i prowadzisz cale biuro.
            2)
            cyt.: "Mówię conajmniej 50% więcej, bo tyle teraz kosztują moje
            usługi na rynku"

            No coz, zagralas ostro. Slusznie o swoje trzeba walczyc. Tyle, ze jesli szef nie
            pojdzie na to, powinnas (po takich slowach) natychmiast zlozyc wypowiedzenie.
            Jesli tego nie zrobilas, to szef - ja na jego miejscu tak bym zrobil - powinien
            zmniejszyc podwyzke do 10%, bo to znaczy, ze blefowałaś i cienka "w uszach" jestes.

            3. cyt.: "Po spotkaniu idę jeszcze zapytać górę o zdanie, bo mam
            przeczucia,że mój szef sam podjał decyzję i oni nie sa świadomi
            moich oczekiwać"

            po takich bieganiach na gore, na miejscu Twojego szefa, wogole zapomnialbym o
            podwyzce, bo znaczy to, ze mam do czynienia ze szczeniara a nie rozsadna
            pracownica. wykazalas tym po pierwsze brak zaufania do szefa, po drugie
            potwierdzilas, ze nie jestes pewna swojej wartosci - gdybys byla, nie
            pobieglabys na gore tylko do konkurencji


            4. cyt.: "Piszę mejla do szefa i do góry, załączam opracowanie, żeby pokazać im,
            żenie mają racji i moje żądania są jak najbardziej racjonalne. I jaki daje to
            rezultat? Zgadnie ktoś? Żaden.

            rzeczywiscie dziwne, ja napisalbym Ci zebys poszla tam pracowac, droga wolna.
            nawiasem mowiac, juz szukalbym kogos na Twoje stanowisko, nawet za wieksze
            pieniadze.

            Niepowaznie podeszlac do tematu. Wlasciwie to Twoj post jest tak zenujacy, ze
            zastanawiam sie, czy to nie prowokacja.

            powiem Ci co powiedzialem na rozmowie mojemu szefowi, po ktorej to rozmowie
            dostalem najwyzsza z podwyzek:
            "szefie, praca mi sie podoba i dobrze sie w niej czuje. niestety, jesli
            finansowe warunki sie nie zmienia bede zmuszony szukac innej roboty. nie wiem,
            moze znajde ja za miesiac a moze bede szukal i 2 lata, wiem, ze jak ja znajde to
            zmuszony bede odejsc"
            potem nastapilo pytanie ile chce a na nastepny dzien akceptacja mojej
            propozycji. tylko ja nie stawialem go pod sciana i zostawilem sobie furke w
            przeciwienstwie do Ciebie


            pozdrowienia
            • Gość: sxo Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.icpnet.pl 29.01.08, 19:23
              zaciekawiła mnie Twoja wypowiedź:

              > powiem Ci co powiedzialem na rozmowie mojemu szefowi, po ktorej to
              rozmowie
              > dostalem najwyzsza z podwyzek:
              > "szefie, praca mi sie podoba i dobrze sie w niej czuje. niestety,
              jesli
              > finansowe warunki sie nie zmienia bede zmuszony szukac innej
              roboty. nie wiem,
              > moze znajde ja za miesiac a moze bede szukal i 2 lata, wiem, ze
              jak ja znajde t
              > o
              > zmuszony bede odejsc"
              > potem nastapilo pytanie ile chce a na nastepny dzien akceptacja
              mojej
              > propozycji. tylko ja nie stawialem go pod sciana i zostawilem
              sobie furke w
              > przeciwienstwie do Ciebie

              A nie sądzisz, że jest to zbytnie odsłanianie się? Jeśli szef nie
              chce albo nie może dać Ci tyle, ile oczekujesz, to myśli sobie
              automatycznie: "no dobra, to ja też szukam...nowego pracownika, a
              jak znajdę, to cię zwolnię.", ale Ci już tego otwarcie nie powie.
              Miałeś szczęście, bo chciał i mógł Ci dać tyle ile chciałeś.
              Moim zdaniem najskuteczniejsza w negocjacjach płacowych jest jednak
              oferta od innego pracodawcy i groźba odejścia.
              • Gość: literka_m Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: 81.15.180.* 30.01.08, 08:09
                >Jeśli szef nie
                > chce albo nie może dać Ci tyle,


                dlatego trzeba wiedziec ile dac moze. ja powiedzialem taka sume, na jaka
                przystal bez targowanie sie i nie bylo to 50% !!! wyczucie wazna rzecz. 20%
                podwyzka (przy nie zmieniajacym sie stanowisku) to duza podwyzka


                > Moim zdaniem najskuteczniejsza w negocjacjach płacowych jest jednak
                > oferta od innego pracodawcy i groźba odejścia.

                generalnie masz racje, ale sa wyjatki. sa przelozeni - tak bylo w mojej firmie,
                ktorzy na forme szantazu - a takim jest powiedzenie: "daja mi wiecej, jak wy mi
                nie dacie to odejde" mowia: "droga wolna"
                • Gość: sxo Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.icpnet.pl 30.01.08, 19:17
                  Jest jeszcze inna metoda, moim zdaniem mająca również sporo zalet.
                  Idziesz na rozmowę do szefa i mówisz, że chciałbyś więcej, że dużo
                  osiągnąłeś itp.

                  a) Jeśli szef się zgdadza na podwyżkę, albo przedstawia konkretne
                  terminy i wielkości podwyżek, zachowuje się w porządku, to OK,
                  rozchodzicie się w dobrym humorze, a Ty we wskazanym terminie
                  dostajesz więcej.

                  b) Jeśli szef nie zgadza się na podwyżkę, daje grosze, albo kręci,
                  ściemnia, typu "Pracuj, pracuj, wykazuj się, zobaczymy na jesieni",
                  to od razu czerwona lampka się włącza - "nie ceni mnie" i szukasz
                  nowej pracy, minimum 30% lepiej płatnej. W momencie otrzymania
                  propozycji nowej pracy, podpisujesz umowę o pracę z nowym
                  pracodawcą, a staremu dajesz wypowiedzenie i nie godzisz się już na
                  jego ewentualne kontrpropozycje.

                  Co o tym sądzicie?

                  Jest jeszcze jeden ciekawy problem, który mnie zastanawia bardzo:
                  gdy otrzyma się lepszą propozycję z innej pracy, to najlepiej
                  podpisać z nowym pracodawcą od razu umowę o pracę jeszcze przed
                  złożeniem wypowiedzenia u starego pracodawcy. Gdyby stary pracodawca
                  zdecydował się dać jednak lepszą propozycję, np. podwyżka o 50%, to
                  jak wycofać się z podpisanej umowy z nowym pracodawcą, żeby nie mieć
                  porzucenia pracy w aktach i zachować twarz? Nigdy nie wiadomo czy
                  kiedyś nie przyjdzie znowu aplikować do tamtej firmy... Co o tym
                  sądzicie, jak to robiliście negocjując ze starym pracodawcą?
                  • Gość: literka_m Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.sttb.pl 30.01.08, 21:35
                    > Jest jeszcze jeden ciekawy problem,
                    (...)
                    >Gdyby stary pracodawca
                    > zdecydował się dać jednak lepszą propozycję, np. podwyżka o 50%, to
                    > jak wycofać się z podpisanej umowy z nowym pracodawcą

                    nie wycofywac sie. szef dajacy podwyzke dopiero w momencia rzucenia papierami to
                    dupa a nie szef. wyczucie i rozsadek obowiazuje obie strony. szef dajacy
                    podwyzke w momencie strty pracownika to dupa nie szef. ja balbym sie, ze
                    wczesniej czy pozniej da mi popalic za podwyzke wbrew jego woli, albo inaczej
                    "nie wchodzi sie do tej samej rzeki 2-krotnie"
                    :)

                    ogolnie mowiac to mnie ma zlotych rad, kazdy przypadek jest indywidualny. przede
                    wszystkim wyczucie sytuacji, znajomosc szefa i lokalnego rynku pracy
                    • Gość: jola Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.eranet.pl 30.01.08, 23:23
                      Tu nie chodzi o mechanizmy rynkowe, tylko psychologiczne.
                      Strong expresso jeśli jesteś "człowiekiem firmy" - a
                      jako "niezastąpiony" powinieneś być blisko różnych spraw, to
                      powinienies rónież wiedzieć (przeczuwać!), dlaczego Twój szef kręci-
                      bo kręci ewidentnie, czy ma po temu realne powody (natury
                      ekonmicznej), czy takie, których by ci nie chciał zdradzać wprost.
                      Jeśli na siłę udowodnisz "głupkowi", że jest głupkiem, to nawet
                      jeśli wymusisz na nich tę podwyżkę, to przegrałeś, bo szef będzie
                      upokorzony i cała ta akcja raczej prędzej niż później się skończy.
                      To bardzo delikatna gra, wprawdzie nie ma nic gorszego, niż
                      niekompetencja przełożonego (także dotycząca relacji z podwładnymi),
                      ale chyba rzadko która góra stoleruje krytykę i wytykanie "niemania
                      racji" przez dół.

                      Co do argumentów negocjacyjnych, to przypomina mi się taki dowcip:
                      - Szefie, chciałbym podwyżkę...
                      - Mowy nie ma!
                      - Bo powiem innym, że mi pan dał!
                      • Gość: znalazlam nowa Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.chello.pl 03.02.08, 21:00
                        Strong Expresso, czy udalo Ci sie wynegocjowac te 50%? Minelo pol miesiaca a my
                        nie wiemy jaki jest efekt koncowy...
                        • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 06.02.08, 13:51
                          > Strong Expresso, czy udalo Ci sie wynegocjowac te 50%?
                          > Minelo pol miesiaca a my
                          > nie wiemy jaki jest efekt koncowy...

                          Podszedłem do prawy taktycznie :) Przyjąłem 25%, a jednocześnie
                          prowadzę zaawansowane negocjacje z inną firmą. Jeśli wszystko
                          powiedzie się zgodnie z moją myślą, to będzie nawe lepiej niż
                          początkowe 50%, plus bardzo ciekawe nowe możliwości ;)

                          Jak widac zwyciężył pragmatyzm. Poza tym zdołałem się
                          sowiedzieć "nieoficjalnymi kanałami" dlaczego moje rządania
                          natrafiły na taki opór. Ale o tym napisałem przed chwilą w innym
                          poście ;)

                          Pozdrawiam, T.
                      • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 06.02.08, 13:31
                        > Tu nie chodzi o mechanizmy rynkowe, tylko psychologiczne.
                        > Strong expresso jeśli jesteś "człowiekiem firmy" - a
                        > jako "niezastąpiony" powinieneś być blisko różnych spraw, to
                        > powinienies rónież wiedzieć (przeczuwać!),
                        > dlaczego Twój szef kręci- bo kręci ewidentnie, czy ma po temu
                        > realne powody (natury ekonmicznej), czy takie, których by ci nie
                        > chciał zdradzać wprost.

                        Owszem, dowiedziałem się skąd te opór. Kolejna dilbertoza, moim
                        zdaniem. Okazało się, że moje żądania wykraczają poza zarobki mojego
                        szefa i jeszcze kilku innych osób, które są bardzo "cenione" przez
                        zarząd... Ot co. Uważam, że to nie fair i nie widzę sensu o to
                        walczyć dalej. Nie dociera do mnie argument, nie dostaniesz bo inni
                        tyle nie dostają. Może na wyrost, ale uważam się za bardzo dobrego
                        specjaliste o nieprzeciętnych umiejętnościach i nie życze sobie,
                        żeby mnie ktoś stawiał w szeregu tylko dlatego, że ktoś inny
                        grzecznie w tym szeregu stoi.

                        P.S. Dowcip dobry :)
                  • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 06.02.08, 13:40
                    > Jest jeszcze jeden ciekawy problem, który mnie zastanawia bardzo:
                    > gdy otrzyma się lepszą propozycję z innej pracy, to najlepiej
                    > podpisać z nowym pracodawcą od razu umowę o pracę jeszcze przed
                    > złożeniem wypowiedzenia u starego pracodawcy.
                    > Gdyby stary pracodawca zdecydował się dać jednak lepszą
                    > propozycję, np. podwyżka o 50%, to jak wycofać się z
                    > podpisanej umowy z nowym pracodawcą, żeby nie mieć
                    > porzucenia pracy w aktach i zachować twarz? Nigdy nie wiadomo czy
                    > kiedyś nie przyjdzie znowu aplikować do tamtej firmy... Co o tym
                    > sądzicie, jak to robiliście negocjując ze starym pracodawcą?

                    Ja stosuję prostą zasadę: "klamka zapadła". Wychodzę z założenia, że
                    jeśli pracodawca naprawdę mnie ceni i chce, żebym pracował dla niego
                    to mam prawo żądać godziwego wynagrodzenia ZANIM w ogóle zacznę
                    szukać. A jeśli zdecyduję się szukać, lub nowa superoferta sama mnie
                    znajdzie to podejmuję decyzję. Gdy podpiszę już papiery z nowym
                    pracodawcą, wtedy już nie ma miejsca na negocjacje ze starym szefem.
                    Co więcej składając wymówienie mówię, że nie chce negocjować, bo już
                    podjąłem decyzję. takie podejście ma dwie zasadnicze zalety:
                    zajebiście się czuje sam ze sobą, że nie dałem się "kupić" oraz
                    wzbudza to szacunek (przynajmniej do tej pory tak było).

                    Pozdrawiam, T.
                    • Gość: znalazlam nowa Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. IP: *.chello.pl 09.02.08, 22:40
                      Dzięki Strong.
                      Napisz jak już dojdzie do porozumienia z tamtą firmą :-)
                      • fortuna2068 Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 13.02.08, 20:59
                        Strong.Espresso... czyż nie należy nam się dawka jakichś aktualnych,
                        świeżutkich... wieści o Twoich poczynaniach? Odezwij się na litość boską! No,
                        nie daj się prosić...
                        • strong.espresso Re: Klasyk: Rozmowa o podwyżce. 17.02.08, 23:26
                          :D No na urlop się udałem :) I nie był to bynajmniej wybieg taktyczny.

                          A tak swoją drogą to ja nie wiem czy mogę tak informować szanowne grono o
                          wszystkich szczegółach sprawy :P

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka