Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    WYJAZD Z KRAJU CZ. III

    IP: *.dodd.co.nz 26.08.03, 02:53
    Witam wszystkich wrogow i przyjaciol w dalszej czesci Sagi Asi i jej rodziny.

    Od czego by tu tym razem, hmm moze troche o pracy.
    No wiec pierwszy tydzien byl troche stresujacy, bo to wiadomo nowi ludzie,
    nowe srodowisko, nowe dokumenty, nowe konta itd itd. Dzisiaj drugi dzien
    drugiego tygodnia i jest juz duzo lepiej, wiekszosc kont juz znam na pamiec,
    i znowu zaczynaja mi mowic zebym wolniej pracowala, a ja nie dlatego szybko
    pracuje zeby sie wykazac, poprostu juz taka jestem, jak to moj maz mowi
    szybciej mowie niz mysle.
    W pracy ze mna jest 7 osob, wiec firma nieduza, ale jak na Chartered
    Accountants - to calkiem spora. Szef- stara sie zeby byli klienci, jego zona
    jakies prace porzadkowe robi, plus zmywa naczynia i utrzymuje czystosc (w
    toaletach tez) nie do pomyslenia w Polsce hihihi

    Po za nimi, dwoje kiwisow, dwie hinki i ja , malo sie kto do kogo odzywa, ale
    chyba ich troche rozruszam z czasem.

    konczy mi sie przerwa wiec cdn.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Idaho Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.proxy.aol.com 26.08.03, 04:43
        Pozdrowienia Asiu i powodzenia w nowej pracy.

        Ale ze to forum o pracy to moje trzy centy. Stwierdzam ze to wspanialy zawod
        ksiegowa. Znajduje prace w tydzien i juz. A taki inzynier to szuka pol roku,
        testuja go na wszystkie strony, kaza pokazywac osiagniecia, referencje, musi
        kupe umiec a i tak wybrzydzaja bo to nie akurat ta jedna z 1001 inzynierskich
        podspecjalizacji.
        • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dialup.clear.net.nz 26.08.03, 09:26
          Gość portalu: Idaho napisał(a):

          > Pozdrowienia Asiu i powodzenia w nowej pracy.
          >
          > Ale ze to forum o pracy to moje trzy centy. Stwierdzam ze to wspanialy zawod
          > ksiegowa. Znajduje prace w tydzien i juz. A taki inzynier to szuka pol roku,
          > testuja go na wszystkie strony, kaza pokazywac osiagniecia, referencje, musi
          > kupe umiec a i tak wybrzydzaja bo to nie akurat ta jedna z 1001
          inzynierskich
          > podspecjalizacji.

          czy ja wiem czy ksiegowa to taki wspanialy zawod, rzecz upodobania jak
          wszystko zreszta, a pracy nie szukalam tydzien tylko 6 tygoni, dostalam
          mnostwo odmownych odpowiedzi nie dostajac sie nawet na interwiew. Czy ten
          zawod jest az tak inny od zawodu inzyniera? napewno i tu i tam trzeba sie
          wykazac ze czlowiek umie to co powinnien umiec, i wlasnie o tym jest
          najtrudniej przekonac ludzi. Sama widzialam po twarzach niektorych osob ze
          najchtniej by mnie wyslali do prac porzadkowych lub opieki nad starszymi (bo
          tu brakuje ludzi do opieki). Juz samo to ze czlowiek przyjezdza do obcego
          kraju i chce w biurze pracowac na niektorych dziala jak plachta na byka, ale
          koncowy efekt zalezy chyba tylko od naszego uporu. Tak jak pisalam na poczatku
          czlowiek poprostu musi znalezc tylko ta jedna osobe ktora zdecyduje sie zaufac
          temu co o sobie mowimy. Tyle ze moze nie wszyscy sa przygotowani na odmowy i
          szybko sie poddaja. Wydaje mi sie ze niewazne jaki czlowiek ma zawod, ale jak
          dobrze szuka to cos znajdzie wczesniej czy pozniej. W Polsce niechcialabym
          pracowac w ksiegowosci, bo i praca stresujaca i zarobki strasznie marne.

          pozdrawiam



          • Gość: robert Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.04, 08:38
            A w jakim kraju przebywasz?Pozdrawiam
      • Gość: JR Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.home.cgocable.net 26.08.03, 04:46
        My mieszkamy w St. Cathatarines jest to miasto polozone 100 km od Toronto i 10
        km od Niagara Falls . Jest to zaglebie winnic , robia tu ice wine - slynne na
        caly swiat ( tak przynajmniej mowia ) - zreszta bardzo slodkie .Ciekawostka
        jest (moze) , ze winogrona zbierane sa w najwiekszy mroz w grudniu lub
        poczatek stycznia zalezy od pogody (mrozu).
        Przyjechalismy tu w 91 z Niemiec - nie ukrywam , ze to byl dla nas maly
        szok .Wyobrazalismy sobie ten kraj inaczej zwlaszcza moj maz ,trafilismy na
        kryzys ekonomiczny - brak pracy - slabiutki angielski . Te pierwsze lata byly
        niezlym sprawdzianem dla nas zwlaszcza , ze mielismy po 40-sci lat .Trzeba
        bylo poprostu zaakceptowac realia i niepoddawac sie .Dzis jak patrze z
        perspektywy czasu na nasze poczatki wiem jakie i kiedy popelnilismy bledy ,
        ale wtedy trudno je bylo dostrzec .Mysle , ze kazdy wyjazd daje czlowiekowi
        duza szanse rozwoju pod kazdym wzgledem .Szczerze mowiac nigdy nie
        zalowalismy , ze zdecycowalismy sie wyjechac - mimo naszego wieku plus dwoje
        dzieci .Naszej rodzinie i znajomym nie chcialo sie wierzyc , ze my juz nie
        mlodzi (na polskie warunki ) jeszcze myslimy o wyjezdzie ,a my wychodzilismy z
        zalozenia , ze jak sie cos nie powiedzie zawsze mozna wrocic i miec ta
        swiadomosc , ze przynajmniej probowalismy cos z tym naszym zyciem zrobic ,
        zmienic .Dlatego jak dzis czytam watki mlodych ludzi , ze chcieliby wyjechac ,
        ale boja sie ruszyc - boja sie ryzyka to bardzo im sie dziwie . Trzeba
        traktowac to troche jak przygode .
        Pozdrawiam .
        Asia .
        Ps. Jutro sprawdze czy w slepach jest koperek .Lub zbiore nasiona na grzadce
        kolezanki .
        • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dialup.clear.net.nz 26.08.03, 09:35
          > ale boja sie ruszyc - boja sie ryzyka to bardzo im sie dziwie . Trzeba
          > traktowac to troche jak przygode .
          > Pozdrawiam .
          > Asia .
          > Ps. Jutro sprawdze czy w slepach jest koperek .Lub zbiore nasiona na grzadce
          > kolezanki .


          No prosze to masz niemniej ciekawe zycie niz ja, osobiscie tez sie dziwie
          mlodym ludziom, ale kiedy moja corka wyjechala do Hiszpanii w wieku lat 18
          wszyscy moi znajomi pukali sie w glowe na moj widok, ze jak ja wogole moglam
          takie dziecko samo puscic itd. , wyrodna matka.
          Ale tak jak juz kiedys pisalam jestesmy narodem ktory dmucha i chucha na swoje
          potomstwo przez cale zycie wiec nie ma sie czego dziwic ze mlodzi ludzie nie
          maja odwagi mamy spodnicy sie puscic.

          bede wdzieczna za te nasionka, i jak mozesz to moze napisz cos o tych niby
          bledach ktore popelniliscie, moze ja sie jakis dzieki temu ustrzege.

          pozdrawiam
          • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dsl.hccnet.nl 26.08.03, 10:01
            Gość portalu: Asia napisał(a):

            > Ale tak jak juz kiedys pisalam jestesmy narodem ktory dmucha i chucha na
            swoje
            > potomstwo przez cale zycie wiec nie ma sie czego dziwic ze mlodzi ludzie nie
            > maja odwagi mamy spodnicy sie puscic.

            przyznaje racje, kosztowalo mnie wiele zabiegow aby przekonac moich rodzicow do
            mojego pierwszego wyjazdu za granice, mialam 19 lat, zaraz po maturze, a przed
            studiami, ale jakos wszystko dobrze poszlo.
            w tym miesiacu kuzyn mojego meza majacy 20 lat zdecydowal sie wyjechac na rok
            do Australii i Nowej Zelandii
            we wrzesniu nasza stazystka konczy szkole i po obronie projektu wyjezdza na rok
            w podroz dookola swiata, ma zamiar rowniez pracowac po drodze
            w lipcu moj byly szef sie zwolnil i wraz z zona spakowal manatki i pojechal
            przez Polske, kraje baltyckie, Rosje, Syberie, Mongole (chyba teraz jest
            wlasnie w Mongolii) w podroz dookola swiata, na Australie i Nowa Zelandie
            przeznaczaja co najmniej pol roku

            • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dialup.clear.net.nz 26.08.03, 10:21
              >
              > przyznaje racje, kosztowalo mnie wiele zabiegow aby przekonac moich rodzicow
              do
              >
              > mojego pierwszego wyjazdu za granice, mialam 19 lat, zaraz po maturze, a
              przed
              > studiami, ale jakos wszystko dobrze poszlo.
              >

              Oczywisice ze z kazdej reguly sa wyjatki, i tak naprawde to mam nadzieje i
              napewno tak bedzie zreszta po czesci juz jest, ze coraz wiecej polakow
              wyjezdza i to nie tylko za chlebem, podroze to przygoda zycia, dla mnie nie ma
              nic lepszego (no moze oprocz sexu ) jak podroze, zwiedzanie, odkrywanie nowych
              miejsc i poznawanie nowych ludzi. Ale moze nie wszyscy sa tak ciekawi swiata,
              bo pewnie maja inne pasje.

              • Gość: gruneberg Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dempol.com / 192.168.1.* 05.09.03, 12:21
                No nareszcie jakis akcent humanistyczny, bo do tej pory tylko mowa o kasie,
                zawodach, ksiegowych... Brakowalo mi tylko tego slowa - sex!!! Nie jestem
                maniakiem seksu (a moze jestem... nie wiem)ale chyba wyjazd na antypody nie
                powoduje rowniez i w tej kwestii diametralnego odwrocenia, przeinaczenia
                podstawowych potrzeb ludzkich... Pisz Asiu jak wyglada Twe zycie i pod tym
                wzgledem... Ciekawe jestem Twych spostrzezen co do jakosci zycia seksualnego
                Nowozelandczykow... Pisz czy oni Cie kreca... Jak sobie radzisz z zyciem
                intymnym tam na tym odludziu.... Napisz o ich swobodzie seksualnej - jesli
                zdazylas juz poczynic w tym wzgledzie jakies obserwacje... A przy okazji moze
                dostaniemy kilka szczegolow co to Twych preferencji, bo jak do tej pory jawisz
                mi sie jako kobieta pelna temperamentu - w sferze intymnej rowniez... Byc moze
                nie czytalem opisu fizycznego Twej osoby, ale ciekaw jestem jak wygladasz i
                czy "kuska" im na Twoj widok dyga... Purystow jezykowych i moralistow z gory
                przepraszam za powyzsze... A wszystkich humanistow i Ciebie Asiu - pozdrawiam
                po staropolsku - z jezyczkiem .... ;)
                • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 07.09.03, 22:19
                  Gość portalu: gruneberg napisał(a):

                  > No nareszcie jakis akcent humanistyczny, bo do tej pory tylko mowa o kasie,
                  > zawodach, ksiegowych... Brakowalo mi tylko tego slowa - sex!!! Nie jestem
                  > maniakiem seksu (a moze jestem... nie wiem)ale chyba wyjazd na antypody nie
                  > powoduje rowniez i w tej kwestii diametralnego odwrocenia, przeinaczenia
                  > podstawowych potrzeb ludzkich... Pisz Asiu jak wyglada Twe zycie i pod tym
                  > wzgledem... Ciekawe jestem Twych spostrzezen co do jakosci zycia seksualnego
                  > Nowozelandczykow... Pisz czy oni Cie kreca... Jak sobie radzisz z zyciem
                  > intymnym tam na tym odludziu.... Napisz o ich swobodzie seksualnej - jesli
                  > zdazylas juz poczynic w tym wzgledzie jakies obserwacje... A przy okazji moze
                  > dostaniemy kilka szczegolow co to Twych preferencji, bo jak do tej pory
                  jawisz
                  > mi sie jako kobieta pelna temperamentu - w sferze intymnej rowniez... Byc
                  moze
                  > nie czytalem opisu fizycznego Twej osoby, ale ciekaw jestem jak wygladasz i
                  > czy "kuska" im na Twoj widok dyga... Purystow jezykowych i moralistow z gory
                  > przepraszam za powyzsze... A wszystkich humanistow i Ciebie Asiu - pozdrawiam
                  > po staropolsku - z jezyczkiem .... ;)
                • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 07.09.03, 22:29
                  Gość portalu: gruneberg napisał(a):

                  > No nareszcie jakis akcent humanistyczny, bo do tej pory tylko mowa o kasie,
                  > zawodach, ksiegowych... Brakowalo mi tylko tego slowa - sex!!! Nie jestem
                  > maniakiem seksu (a moze jestem... nie wiem)ale chyba wyjazd na antypody nie
                  > powoduje rowniez i w tej kwestii diametralnego odwrocenia, przeinaczenia
                  > podstawowych potrzeb ludzkich... Pisz Asiu jak wyglada Twe zycie i pod tym
                  > wzgledem... Ciekawe jestem Twych spostrzezen co do jakosci zycia seksualnego
                  > Nowozelandczykow... Pisz czy oni Cie kreca... Jak sobie radzisz z zyciem
                  > intymnym tam na tym odludziu.... Napisz o ich swobodzie seksualnej - jesli
                  > zdazylas juz poczynic w tym wzgledzie jakies obserwacje... A przy okazji moze
                  > dostaniemy kilka szczegolow co to Twych preferencji, bo jak do tej pory
                  jawisz
                  > mi sie jako kobieta pelna temperamentu - w sferze intymnej rowniez... Byc
                  moze
                  > nie czytalem opisu fizycznego Twej osoby, ale ciekaw jestem jak wygladasz i
                  > czy "kuska" im na Twoj widok dyga... Purystow jezykowych i moralistow z gory
                  > przepraszam za powyzsze... A wszystkich humanistow i Ciebie Asiu - pozdrawiam
                  > po staropolsku - z jezyczkiem .... ;)


                  Rane az mi sie palec zemsknal i wyslalam odpowiedz bez odpowiedzi hihihihi

                  No coz nie wiem ile masz lat ale tak czy inaczej chyba powinienies wiedziec czy
                  jestes maniakiem sexu czy tez nie jestes.

                  Wyjazd na antypody powoduje diametralne odwrocenie,, ten kto byl na gorze teraz
                  jest na dole a ten/ta kto byl na dole teraz zmnienia pozycje na ta gorna.

                  Jakosc zycia sexualnego nowo zelandczykow?? niby jak mam ta jakosc zmierzyc?
                • Gość: Asia Re: dalsza czesc odpowiedzi dla gruneberga IP: *.dodd.co.nz 08.09.03, 02:19
                  no wiec na czym to ja skonczylam?/ chyba na tym ze maja wiekszy komfort
                  psychiczny bo zycie sexualne nie kojarzy sie tutaj z roznymi konsekwencjami a
                  raczej z przyjemnoscia. Samotne mamy tez nie maja problemu ze znalezieniem
                  sobie partnera chocby nawet miala 5 dzieci, o tatusia czy tez tatusiow na ogol
                  nikt nie pyta.

                  Czy ja jestem kobieta z temperamentem - napewno tak, gdyby tak nie bylo to
                  pewnie by mnie nie ponioslo az na antypody tylko poto zeby sprawdzic jak bedzie
                  wygladalo moje zycie sexualne przewrocone do gory nogami. Jezeli chodzi o
                  facetow - to chyba jednak postawila bym raczej na polaka niz na
                  nowozelandczyka, ale jak wiadomo z kazdej reguly sa wyjatki. A jak ja wygladam -
                  no coz ostatnio nieszczegolnie bo jestem lekko przemeczona po przeprowadzce i
                  rozpakowywaniu kartonow przez dwa dni, a do tego jeszcze doszlo pielenie
                  ogrodka, pranie, sprzatanie itd itd itd (aha w sobote sie wlalam dla odprezenia)

                  zreszta czy tak naprawde to dla faceta wyglad kobiety ma jakiekolwiek
                  znaczenie????? Chetnie uslyszala bym meskie opinie na ten temat bo ja osobiscie
                  watpie w to ze faceci w jakikolwiek sposob kieruja sie kobiecym wygladem .

                  Aha pytales jeszcze o moje upodobania - no coz zdecydowanie preferuje mezczyzn.
                  Napisz jakie sa twoje upodobania :)



              • Gość: sylwia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.04, 13:52
                marzę o takim właśnie życiu,o podróżach o poznawaniu nowych miejsc,nowych ludzi
                ich.Zwyczaje,zapach powietrza,kolor nieba...po prostu wszystko to chciałabym
                zobaczyć jak wygląda gzieś indziej...ale cóż tylko marzę bo ni jak nie widzę
                takiej możliwości...żadnych znajomych,brak funduszy i cały ogrom innymch
                spraw...ja mam po prostu dosyc życia w jednym miejscu,jedna praca za śmieszne
                wynagrodzenie i ten ciągły nacisk..lepiej...więcej,,,szybciej...musisz być
                najlepsza....nasz zespól musi...dosyćććć!!!!ale co dalej ?jak???a może jestem
                po prostu koszmarnym tchórzem?
      • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dsl.hccnet.nl 26.08.03, 08:44
        Asiu,

        Najtrudniejsze sa poczatki, traktuj wiec te prace z nastawieniem, ze moze byc
        tylko lepiej. Ciekawe jak tam praca twojej corki, pisalas ze dobrze jej idzie i
        bedzie awansowac?
        • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dialup.clear.net.nz 26.08.03, 09:41
          owszem corka awansowala (bez podwyzki) z recepcji do administracji, dostala
          odpowiedzialna prace i szefostwo bardzo z niej zadowolone. Jestem przekonana
          ze z czasem i podwyzke dostanie ale i tak jej w rozny sposob rekompensuje, a
          to talon dostanie a to cos innego, tak ze jak na pierwsza prace to uwazam ze
          i tak calkiem dobrze. Ona ma taki charakter ze latwo przekonuje do siebie
          ludzi a do tego jest inteligentna, pewna siebie, latwo nawiazuje kontakty i ma
          w sobie sporo empatii dla ludzi wiec jestem przekonana ze da sobie rade w
          zyciu.
          Co u ciebie, cos ostatnio nie piszesz jak Tobie sie wiedzie, jestes zadowolona
          czy ?
          • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dsl.hccnet.nl 26.08.03, 10:19
            Milo slyszec, ze i twoja corka dobrze sobie radzi. Wydaje sie, ze dosc szybko
            osiagneliscie to o co chodzilo - wszyscy jestescie zadowoleni z obrotu spraw.
            U mnie? Ja tez nigdy nie narzekalam, odnosze wrazenie, ze wiatry mi sprzyjaja,
            choc trudno oczywiscie porownywac wasza emigracje do mojej, to calkiem inna
            bajka. Moj maz jest tubylcem i nie mieszkamy az tak daleko od Polski. Nadal
            frustruje sie nieco brakami jezykowymi, ktore na pewnym etapie zawodowym mozna
            maskowac angielskim, ale w pewnym momencie to nie wystarcza. Firma oplaca mi
            kurs jezyka biznesu, wiec zakuwam.
            • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 26.08.03, 22:05
              Nie wiem ile w tym racji ale wydaje mi sie ze wiatry sprzyjaja czlowiekowi
              jezeli czlowiek sprzyja sobie i jezeli jest przygotowany na rozne ewentualnosci
              zyciowe. To chyba zalezy od nastawienia i osobowosci, sa tacy ktorzy wiecznie
              narzekaja i tacy ktorzy zadko kiedy narzekaja niezaleznie od sytuacji. Ja mam
              to szczescie ze jestem urodzona optymistka i zawsze we wszystkim i we
              wszystkich staram sie doszukiwac dobrych stron, a jednoczesnie akceptowac to co
              sie na okolo mnie dzieje. Jezeli cos nie idzie tak jakbym chciala to
              przynajmniej mam ta swiadomosc ze staralam sie zrobic wszystko co moglam zeby
              to zmienic.

              Moze ktos by jakis dowcip tu opowiedzial bo strasznie sie ten watek powazny
              zrobil, a moze jakies smieszne wspomnienia z pocztkow emigracji bo pewnie kazdy
              mial takie sytuacje ze na wspomnienie do tej pory sie rumieni.

              Zeby Was osmilic moze opowiem swoje przezycie, otoz kiedy znalazlam sobie
              pierwsza praze w N.Z. - a byla to fabryka produkujaca torebki plastikowe
              roznego rodzaju, na hali oczywiscie kilka maszyn i wszystkie niesamowicie
              glosne. Moj angielski wtedy byl delikatnie mowiac nienajlepszy i ktoregos dnia
              moj kierownik przyprowadzil szefa zeby mnie przedstawic, stalismy we trojke
              przy maszynie przy ktorej pracowalam i facet pyta mi sie " so whats your name,
              again" a ja bylam oczywiscie cala zestresowana bo to byl moj drugi dzien chyba,
              do tego nie uslyszalam co on do mnie powiedzial, wiec sobie wydedukowalam ze
              zapytal "how are you" wiec uprzejmie opowiedzialam - very well, thank you

              Do tej pory moja rodzina sie ze mnie podsmiewa, (bo oczywiscie jak juz ci
              panowie odeszli od mojej maszyny to do mnie dotarlo co ten facet mowil, a ja
              glupia wariatka jeszcze sie w domu pochwalilam hihihi

              Kto nastepny odwazny ???
              • Gość: JR Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.home.cgocable.net 27.08.03, 00:25
                Pamietam jsk zaczelam prace , byly to moje pierwsze dni i nigdy nie mialam do
                czynienia ze szkockim dialektem , pare "dziewczyn" Szkotek pracowalo razem ze
                mna - pytaja sie mnie cos raz i drugi - oczywiscie za zadne skarby nie mialam
                pojecia o czym mowia wiec - zapytalam sie czy moga mowic po angielsku co
                oczywiscie wywolalo salwe smiechu u kanadyjek , a szkotki na to przeciez one
                mowia po angielsku.Podobno w twoim miescie zyje duzo szkotow to pewnie wiesz
                co to za wspanialy jezyk .
                • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 27.08.03, 02:14
                  mialam to szczescie ze za pierwszym razem mialam sasiadke ktora miala dziadkow
                  szkotow, i umiala swietnie ten akcent nasladowac, ja wtedy nawet malo co po
                  angielsku mowilam, tak sie zlozylo ze jak pojechalismy dom do wynajecia ogladac
                  to poznalismy ja jej meza i dwojke dzieci, jak za tydzien sie tam
                  przeprowadzilismy to okazalo sie ze jej maz w miedzy czase umarl na atak serca
                  (facet mial 34 lata), poniewaz najpierw zaprzyjaznily sie przez plot nasze
                  dzieci to i my dwie oczywiscie sie zaprzyjaznilysmy, spedzalysmy ze soba sporo
                  czasu codziennie bo ani ona ani ja nie pracowalysmy. Pod koniec dnia mnie rece
                  bolaly od tej gadaniny, ale dzieki temu zaczelam lapac angielski i dzieki niej
                  poznalam sporo roznych ludzi. Tak ze kazda nowa przygoda do czegos prowadzi.

                  A z Twojej opowisci naprawde sie usmialam. :)
              • Gość: kolega kanadyjczyk Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.sympatico.ca 27.08.03, 18:58
                Rozmawiam kiedys w pracy z Kanadyjczykiem. Rozmowa zeszla na temat jezykow. On
                mnie pyta czy poza polskim znam jakies obce jezyki. Ja na to, ze angielski.
                Facet zbaranial. Ja tez, bo nie wiedzialem, skad konsternacja i patrze na
                niego. Po chwili "AAAAA!" i smiech - jego i moj. On uswiadomil sobie, ze dla
                mnie angielski to przeciez obcy jezyk, a ja uswiadomilem sobie co go tak
                zdumialo. Jazz!
                • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 29.08.03, 02:33
                  Gość portalu: kolega kanadyjczyk napisał(a):

                  > Rozmawiam kiedys w pracy z Kanadyjczykiem. Rozmowa zeszla na temat jezykow.
                  On
                  > mnie pyta czy poza polskim znam jakies obce jezyki. Ja na to, ze angielski.
                  > Facet zbaranial. Ja tez, bo nie wiedzialem, skad konsternacja i patrze na
                  > niego. Po chwili "AAAAA!" i smiech - jego i moj. On uswiadomil sobie, ze dla
                  > mnie angielski to przeciez obcy jezyk, a ja uswiadomilem sobie co go tak
                  > zdumialo. Jazz!

                  Wam Kanadyjczykom to dobrze, tyle lasow macie i wogole cale mnostwo przestrzeni
                  a do tego kupa polakow i polskie jedzenie, kurcze a ja zawsze chcialam do
                  Kanady tylko jakos nigdy niepodrodze mi bylo, pozdrawiam
      • Gość: Asia Re: Zdjecie domu IP: *.dodd.co.nz 27.08.03, 02:49
        wszyscy ktorzy maja chec zobaczyc moja chalupke podaje link gdzie mozna
        obejrzec.

        www.realenz.co.nz

        trzeba wrzucic w wyszukiwarke Cantenbury, potem Christchurch mozna szukac po
        cenie czyli miedzy 140 000 -150 000, domek ma nr. 112580

        • Gość: JR Re: Zdjecie domu IP: *.home.cgocable.net 27.08.03, 03:40
          Domek przyjemny -property duze - bedziesz w swoim zywiole przez najblizsze
          miesiace .Czy juz sie przeprowadziliscie ?
          Zdajsie , ze zarazilam paru kolegow mojego syna i staraja sie o wyjazd , czy
          dojdzie to do skutku to sie okaze - narazie sa na poczatku drogi .Mam
          nadzieje , ze jutro bede miala wolne wiec skocze po ten obiecany koperek, bo u
          was niedlugo bedzie wiosna .
          • Gość: Asia Re: Zdjecie domu IP: *.dodd.co.nz 28.08.03, 02:22
            Gość portalu: JR napisał(a):

            > Domek przyjemny -property duze - bedziesz w swoim zywiole przez najblizsze
            > miesiace .Czy juz sie przeprowadziliscie ?
            > Zdajsie , ze zarazilam paru kolegow mojego syna i staraja sie o wyjazd , czy
            > dojdzie to do skutku to sie okaze - narazie sa na poczatku drogi .Mam
            > nadzieje , ze jutro bede miala wolne wiec skocze po ten obiecany koperek, bo
            u
            > was niedlugo bedzie wiosna .

            no wlasnie, nie moge sie juz tej wiosny doczekac, ale faktycznie chyba sie
            zbliza pomalu. Koledzy syna staraja sie o wyjazd dokad? bo niebardzo moge sie
            zorientowac.

            pozdrawiam
            • Gość: JR Re: Zdjecie domu IP: *.home.cgocable.net 28.08.03, 03:36
              Rzeczywiscie nie napisalam gdzie chca jechac - oczywiscie do NZ , ale tak jak
              juz wspomnialam przedtem narazie to poczatek drogi - czy faktycznie cos z tego
              wyjdzie trudno powiedziec , wiesz jak to jest z mlodymi , nie nadazysz za nimi.
              Dzisiaj wpadlam do paru sklepow za koperkiem i nie chce Cie martwic , ale w
              sklepach juz nasion nie ma , jedyna szansa , ze moje znajome jeszcze cos maja
              w ogrodku - mam taka cicha nadzieje .
              Pozdrawiam serdecznie.
        • Gość: Saba Re: Zdjecie domu IP: *.dsl.hccnet.nl 27.08.03, 08:26
          Domek przyjemny, bedzie co urzadzac ;-)
          U nas w tej cenie trudno byloby kupic nawet niewielkie mieszkanie.. :-(
          • Gość: kangur Re: Zdjecie domu IP: 203.40.174.* 27.08.03, 15:47
            Gratulacje!Wyglada ladnie tylko jakos nie widze koperku w ogrodzie?:))
            Ja juz po najgorszym,przeprowadzka,czyli opuszczenie Melb.juz odbyta,pozegnalne
            BBQ z sasiadami tez, wciaz siedzimy na paczkach ale pomalu jakos ubywa tego
            balaganu.No i powodzenia w nowej pracy.
            Z kacika jezykowego to pamietam jak australijczycy czesto mowili "she`ll be
            right",a ja nijak nie widzialem zadnej she dookola,dopiero nieco pozniej
            dowiedzialem sie,ze to znaczy mniej wiecej"wszystko w porzadku".I jak tu
            wierzyc slownikom lub innym podrecznikom szkolnym?
            • Gość: Asia Re: jez. angielski IP: *.dodd.co.nz 27.08.03, 22:29
              no wlasnie trudno wierzyc podrecznikom, moja corka w szkole poprawiala swoich
              nauczycieli, dwa razy startowala w szkole sredniej w olimpiadzie jez.
              angielskiego, doszla tylko do drugiego stopnia, a przed wyjazdem uczyla jez.
              angielskiego w szkole jako native speaker, ten angielski jakiego uczymy sie w
              polsce napewno daleki jest od idealu a wykladowcy sztywno trzymaja sie tego co
              w jakiejs tam ksiazce napisane i ani rusz nie chca odstapic od regulki, tyle ze
              oczywisie jez. angielski jakiego sie uzywa w kazdym anglojezycznym kraju ma
              swoja specyfike.

              Gdzie sie przeprowadziliscie i dlaczego?

              • Gość: katriona Re: jez. angielski IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.03, 10:32
                a moze to nie she'll be right, tylka shall be (al)right???
                wtedy by sie zgadzalo

                Gość portalu: Asia napisał(a):

                > no wlasnie trudno wierzyc podrecznikom, moja corka w szkole poprawiala swoich
                > nauczycieli, dwa razy startowala w szkole sredniej w olimpiadzie jez.
                > angielskiego, doszla tylko do drugiego stopnia, a przed wyjazdem uczyla jez.
                > angielskiego w szkole jako native speaker, ten angielski jakiego uczymy sie w
                > polsce napewno daleki jest od idealu a wykladowcy sztywno trzymaja sie tego
                co
                > w jakiejs tam ksiazce napisane i ani rusz nie chca odstapic od regulki, tyle
                ze
                >
                > oczywisie jez. angielski jakiego sie uzywa w kazdym anglojezycznym kraju ma
                > swoja specyfike.
                >
                > Gdzie sie przeprowadziliscie i dlaczego?
                >
          • Gość: Asia Re: Zdjecie domu IP: *.dodd.co.nz 28.08.03, 02:24
            Gość portalu: Saba napisał(a):

            > Domek przyjemny, bedzie co urzadzac ;-)
            > U nas w tej cenie trudno byloby kupic nawet niewielkie mieszkanie.. :-(

            no wlasnie mam jakies tam pomysly na urzadzanie a wogole to marzy mi sie
            dobudowanie pokoju na gorze, moze jest wsrod czytajacych jakis architekt?

            • Gość: julek Re: Zdjecie domu IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.08.03, 12:23
              Asiu,
              przepraszam ale z zupełenie innej beczki,
              czy możesz mnie poinformować gdzie znjdę link do całej serii postów wyjazd z
              kraju cz.1 bo chciałem się z tą korespondencją też zapoznać.
              z góry dziękuję.
              pa
              • Gość: kangur Re: Zdjecie domu IP: 203.40.178.* 28.08.03, 15:16
                Listy cz.I
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=5633910
                Listy cz.II
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=6917065
                to bylo dla Julka.
                A gdzie i dlaczego sie przeprowadzilismy?
                Dlaczego sie przeprowadzilismy?To byla dosc trudna decyzja ,mieszkalismy przez
                ponad 20 lat w Melb.,rowniez dosc dawno kupilismy dom nad zatoka, niedaleko
                tez od oceanu, w Rye na Mornington Peninsula,jezdzilismy tam na kazdy weekend
                (80 km w wiekszosci autostrada,ok 1 godz.) i wszelakie wolne dni z ogromna
                przyjemnoscia tam spedzalismy az zdalismy sobie sprawe(albo"doroslismy"),ze
                mozna z jeszcze wieksza przyjemnoscia byc tam na stale.Wiec sprzedalismy town
                house w Melb. i jestesmy nad woda na okraglo, tzn.ja na stale(dzieki
                internetowi), a zona czasem musi sie pofatygowac do Melb.Moze bedzie mi
                brakowac duzego miasta,zawsze mieszkalem w czyms duzym(nawet przed wyjazdem
                niedaleko Was na Ursynowie)ale dzisiaj to wszystko sie zmniejszylo dzieki np.
                komp.,a odleglosc od znajomych(i od nich do nas) tez przeciez nie taka duza.To
                tak w skrocie,oczywiscie duzo wiecej za i przeciw bylo brane pod uwage ale
                przewazyl relax i to co juz wspominalem wczesniej zupelnie inny styl zycia na
                antypodach(take it easy)mimo,ze do emerytury jeszcze daleko. Jak koperek?
                Przesylam pozdr.
                Dla Julka:pierwsza czesc skonczyla sie ok 11-07 wiec tam szukaj.C-U
                • Gość: kangur Re: Zdjecie domu IP: 203.40.178.* 28.08.03, 15:22
                  Przepraszam,pislem to na dwa razy i poczatek oraz koniec z Julkiem sie
                  powtarza,przepraszam.
                  • Gość: JR Re: Zdjecie domu IP: *.home.cgocable.net 28.08.03, 21:57
                    Asiu bedziesz miala koperek - teraz napisz jak Ci to przyslac - no i podaj
                    gdzie .Wysle ci go za dwa tyg. poniewaz nasionka sa jeszcze nie zupelnie
                    brazowe - a nie chce zeby splesnialy po drodze .
                    Pozdrowienia .
                    • Gość: Asia Re: Zdjecie domu IP: *.dodd.co.nz 29.08.03, 02:24
                      Gość portalu: JR napisał(a):

                      > Asiu bedziesz miala koperek - teraz napisz jak Ci to przyslac - no i podaj
                      > gdzie .Wysle ci go za dwa tyg. poniewaz nasionka sa jeszcze nie zupelnie
                      > brazowe - a nie chce zeby splesnialy po drodze .
                      > Pozdrowienia .


                      :) Z gory dziekuje, najlepiej wyslij w kopercie moze z jakas kartka (chetnie
                      zobacze Twoje strony) Rozdziel moze nasionka na dwie czesci w razie jakby
                      zatrzymali na poczcie to zawsze mozna drugi raz sprobowac. napisz do mnie na
                      birgyd@yahoo.com to ci przysle adres.

                      jeszcze raz bardzo dziekuje i pozdrwiam :)
                • Gość: Asia Re: Zdjecie domu IP: *.dodd.co.nz 29.08.03, 02:21
                  >
                  > ,ze do emerytury jeszcze daleko. Jak koperek?
                  >
                  tez zawsze mieszkalam w duzym miescie, najpierw Warszawa potem Auckland, przez
                  kilka lat Whangarei, (40 tys. mieszkancow) ale po powrocie do Warszawy
                  brakowalo mi ogrodka, spokoju, czasu, jakos w Polsce zyje sie duzo szybciej i
                  na wszysko brakuje czasu, ciezko tez psychicznie odpoczac bo wszedzie zawsze
                  pelno ludzi. Ratowal nas zawsze las, jestem zapalona zbieraczka grzybow i na
                  urlopy zawsze jezdzilismy w ustrone miejsca. Pamietam raz sie tylko wybralismy
                  do Krynicy Morskiej, po 3 dniach ucieklismy bo znudzilo nam sie chodzenie kilka
                  razy dziennie po deptaku i ogladanie pan w pelnym makijazu i szpilkach. No ale
                  co kto lubi, dla mnie urlop to krotkie spodnie i wygodne buzki mialam dosyc
                  garsonek i butow na obcasie na codzien.

                  W sumie 80 km to zadna odleglosc i jestem przekonana ze jestescie zadowoleni z
                  wyboru.

                  Pozdrawiam cieplutko.
            • niewyjasnione rzuty 29.08.03, 01:30

              Witam ponownie i pozdrawiam.
              Serce rośnie, że to już trzecia część przygód Asi w Krainie Kiwisów.
              Zaglądam regularnie co jakiś czas, żeby być na bieżąco.
              Tak się składa, że jestem architektem.
              Mam teraz nawał pracy ale gdy zajdzie potrzeba
              to chętnie posłużę poradą, pod warunkiem że będę się
              akurat czuł kompetentny w danej dziedzinie.
              • Gość: Asia Re: rzuty IP: *.dodd.co.nz 29.08.03, 02:30
                niewyjasnione napisał:

                >
                > Witam ponownie i pozdrawiam.
                > Serce rośnie, że to już trzecia część przygód Asi w Krainie Kiwisów.
                > Zaglądam regularnie co jakiś czas, żeby być na bieżąco.
                > Tak się składa, że jestem architektem.
                > Mam teraz nawał pracy ale gdy zajdzie potrzeba
                > to chętnie posłużę poradą, pod warunkiem że będę się
                > akurat czuł kompetentny w danej dziedzinie.


                Rane goscia no prosze nawet nie marzylam sie znajde wsrod czytajacych
                architekta. Zdjecie domu pewnie widziales, chalupka jest niewielka bo ma tylko
                dwie sypialnie, chcialabym dobudowac pokoj z lazienka i moze nawet aneksem
                kuchennym na gorze bo jak widac na zdjeciu dach jest wystarczajaco wysoki zeby
                calkiem spore pomieszczenie tam wygospodarowac i wydaje mi sie (choc jestem
                zupelnym laikiem w tych sprawach), ze fundamenty sa wystarczajaco mocne zeby
                ten strych zagospodarowac. Bede wdzieczna za rade i jakies szkice ewentualnie.
                Mam nadzieje ze nie wymagam za duzo, zreszta zawsze mozesz sie jakos wymowic :)
                ale zebys sie nie wymowil to przesylam caluska mmmmmmwwwwwwaaaaa

                pozdrawiam serdecznie

                • niewyjasnione Re: rzuty 01.09.03, 03:13
                  dzień dobry

                  Nie ma mowy o wymawianiu się.
                  Zwłaszcza po takim buziaku ;)

                  Domek faktycznie ciasny, 921 stopy kwadratowe
                  to chyba ekwiwalent naszych osiemdziesięciu metrów kwadratowych.

                  Zasadnicze pytanie: czy masz już w nim zrobione porządne schody na strych?
                  Jeżeli nie, to będzie trudno je jeszcze tam wcisnąć.
                  Porządne schody zabierają nawet około dziesięciu metrów kwadratowych.

                  Niektórym wystarczy i drabina, albo tzw kacze schody,
                  ale warto mieć świadomość, że na stare lata wysiadają kolana
                  (zwłaszcza mężczyznom)
                  i wyżej położone pomieszczenia stają się trudno i mniej chętnie osiągalne.

                  Pięć metrów też schody zabiorą z powierzchni strychu (przy założeniu że
                  wykorzystamy spadek dachu, żeby poprowadzić górny bieg), sprawiając że strych
                  któy być może teraz wydaje się całkiem, całkiem spory, skurczyć się może
                  bardzo, bardzooo.

                  Weż do ręki kredkę, albo kredę i zmierz sobie ile z tego strychu możesz
                  wykorzystać, gdy odejmiesz powierzchnie pod spadkami (do około 2 m wysokości po
                  wykończeniu) i po odjęciu schodów ( wygodny schodek ma 17-18 cm wysokości i 25
                  cm szerokosci, a nad glowa w kazdym miejscu schodow musisz miec co najmniej ze
                  dwa metry).

                  Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że zwykle zostaje zniechęcająco
                  mały kwadracik z niewygodnymi słupami na środku.
                  Pocieszające jest to, że odcięte jaskółki dookoła można wykorzystać na wiele
                  sposobów (np na szafki albo na łóżka).

                  Potrzebuję, żebyś mi wysłała rzut (plan) domku,
                  bo ze zdjęć nie potrafię dojść,
                  gdzie które pomieszczenie się znajduje.

                  Najlepiej żeby był zeskanowany w szarości
                  (ale bardzo proszę nie większy, niż 500kB - mam wolny modem).
                  Najlepiej skompresowany.
                  Rysunek CADowski w dowolnym formacie byłby miłym ułatwieniem.
                  Przydadzą się tez wysokości- sufitu na parterze i kalenicy od spodu na strychu.

                  Ogladając zdjęcia fasad nie mogę oprzeć się wrażeniu, że prościej byłoby
                  dobudować przybudówkę obok, trzymając się parteru.

                  Zaznacz też kontury działki, basenu i drzew.

                  Zwłaszcza ostatnie zdjęcie daje nadzieje na zagospodarowanie tego nie-
                  zarośniętego placyka.

                  Musisz zdawać sobie sprawę, że tego typu przeróbki
                  prawie nigdy się nie zwracają (w kategoriach finansowych).
                  Być może łatwiej zaoszczędzić i kupić sobie większy domek w przyszłości.
                  Po za tym życie przez kilka miesięcy w nerwach na budowie nie należy do
                  przyjemności.
                  (Żeby nikt później nie mówił, że nie ostrzegałem).
                  • Gość: Asia Re: rzuty IP: *.dodd.co.nz 03.09.03, 02:27
                    > (Żeby nikt później nie mówił, że nie ostrzegałem).
                    >
                    Skarbie Ty moj jedyny, dzieki za te wszystkie informacje, z ktorych polowy nie
                    rozumiem (ostrzegalam ze jestem laikiem w tych sprawach). Tez sie zastanawialam
                    czy nie lepiej by bylo dobudowac jakiegos pomieszczenia z tylu domu w strone
                    garazu, tak ze pewnie masz racje z tym strychem, ale pomysle jeszcze bo tak
                    naprawde to lubie zagospodarowane strychy a jak piszesz meskie kolana wysiadaja
                    wczeniej a ze moj malzonek jest mlodszy niz ja to nie ma zmartwienia. Chwilowo
                    nie martwie sie tym czy mi sie taka inwestycja zwroci czy nie bo jakby mam chec
                    tam troche pomieszkac (chociaz oczywiscie plany sobie a zycie sobie) ale jak
                    by nie bylo nigdy nie mialam glowy do zarabiania pieniedzy i zdazylam sie juz
                    do tego przyzwyczaic wiec to mnie tez nie martwi.

                    o te plany sie postaram ale przeprowadzilismy sie dopiero wczoraj wieczorem
                    wiec troche mi to zajmie zanim sie dowiem gdzie takie plany moge zdobyc, wydaje
                    mi sie miejsce na schody jest tam gdzie mamy teraz tzw pralnie, ale poniewaz
                    domek jest dosyc maly musze sobie dobrze wszyskto przemyslec co i jakby tam
                    zmienic i to tak zeby ewentualnie cos poprawic a nie pogorszyc. Chwilowo corka
                    jest z nami (a na dodatek dalismy jej wieksza sypialnie hihihi) ale podejrzewam
                    ze pewnie za jakis czas bedzie chciala sobie sama zamieszkac, wiec tak naprawde
                    musze wziac pod uwage rozne aspekty. Gdybym nie miala dodatkowego pokoiku przy
                    garazu to pewnie byloby nam ciasnawo i niewygodnie biorac pod uwage ze czasem
                    bawie sie w krawcowa, ale poniewaz jest ten pokoik rodzina wspanialomyslnie
                    postanowila ofiarowac go wlasnie mnie, tak ze mam rozwiazany problem gdzie
                    wstawic swoje maszyny do szycia zeby nie trzeba bylo ich wyciagac za kazdym
                    razem kiedy musze skrocic spodnie.

                    Na razie slicznie dziekuje ze zechciales poswiecic troche swojego czasu na
                    przeanalizowanie sytuacji, i mam nadzieje ze od czasu do czasu zechcesz
                    odpowiedziec na jakies moje idiotyczne pytania zwiazane z ewntualnymi planami
                    powiekszenia powierzchni.

                    pozdrawiam cieplutko
      • Gość: Asia Re: Dzieci urodzone w N.Z IP: *.dodd.co.nz 29.08.03, 03:00
        Wracam jeszcze raz do tego tematu bo ktos poprzednio napisal ze dzieci urodzone
        w Nowej Zelandii nie dostaja automatycznie obywatelstwa - otoz dostaja a takze
        koszty pobytu w szpitalu pokrywa rzad niezaleznie od tego ze matka nie jest
        obywatelka N.Z.

        pozdrawiam
        • Gość: JR Re: Szczesciara IP: *.home.cgocable.net 29.08.03, 03:51
          Ale szczesciara z Ciebie i koperek i architekt sie znalazl - tylko
          pozazdroscic.
          Czy ten internenet to nie wspaniala rzecz ?
          Faktycznie pod wzgledem zaopatrzenia w polskie artykuly mamy super co tylko
          chcesz ,nawet otworzyli sklep w Toronto z polskimi meblami , oprocz tego
          ksiegarnie , kosmetyki i rozne dupsy .Zreszta nie tylko Polacy kazda nacja ma
          swoje sklepy .W naszym miescie na jednej ulicy sa trzy polskie sklepy obok
          siebie i nie narzekaja na brak klientow .
          Pozdrawiam .
          • Gość: Asia Re: Szczesciara IP: *.dodd.co.nz 31.08.03, 22:26
            Gość portalu: JR napisał(a):

            > Ale szczesciara z Ciebie i koperek i architekt sie znalazl - tylko
            > pozazdroscic.
            > Czy ten internenet to nie wspaniala rzecz ?
            >

            No coz widac w czepku urodzona jestem, zreszta taka atrakcyjna kobieta jak jak
            hihihihi

            czego jak czego ale polskiej ksiegarni napewno wam zazdroszcze.

            Bylam wczoraj w lesie, maslaki wielkosci kapelusza tyle ze wszystkie byly
            robaczywe, ale moze uda mi sie kiedys znalezc jakies zjadliwe.

            pozdrawiam
        • Gość: Peter Re: Dzieci urodzone w N.Z IP: *.adsl-wns.paradise.net.nz 29.08.03, 05:39
          > Gość portalu: Asia napisał(a):
          > koszty pobytu w szpitalu pokrywa rzad niezaleznie od tego ze matka nie jest
          > obywatelka N.Z.

          Co staje sie coraz wiekszym problemem.



          www.nzherald.co.nz/storydisplay.cfm?storyID=3520653&thesection=news&thesubsection=general
          • Gość: Asia Re: Dzieci urodzone w N.Z IP: *.dodd.co.nz 31.08.03, 22:27
            Gość portalu: Peter napisał(a):

            > > Gość portalu: Asia napisał(a):
            > > koszty pobytu w szpitalu pokrywa rzad niezaleznie od tego ze matka nie jes
            > t
            > > obywatelka N.Z.
            >
            > Co staje sie coraz wiekszym problemem.
            >
            >Owszem staje sie ale narazie jeszcze tak jest, wiec jezeli ktos ma takie plany
            to lepiej wczesniej niz pozniej
            >
            > www.nzherald.co.nz/storydisplay.cfm?storyID=3520653&thesection=news&thesubsection=general
        • yvona73pol mam pytanie 31.08.03, 18:40
          czesc Asiu,
          teraz rzadziej sie moge odzywac, bo internet w kafejkach...
          mam pytanie, tylko sie nie smiej, a jak nie bedziesz wiedziec to moze jakis
          czytelnik? otoz w zwiazku z wyjazdem do australii, na razie wielce
          hipotetycznym, zastanawiam sie jaka jest stawka jesli chodzi o udzielanie
          korepetycji - konwersacji z francuskiego, co moglabym (chcialabym) robic
          zarobkowo, no i czy w ogole bym mogla? moze sa jakies ograniczenia o ktorych
          nie wiem, ja znam francuski biegle; wiadomo, ze z rasowym francuziszem nie ma
          porownania, ale czesto to ja korygowalam francuzow wokol siebie (no, czesto w
          myslach, bo w koncu nie nalezy byc upierdliwym), a w pisaniu to nie chwalac sie
          jestem lepsza...
          no wiec tak sobie niesmialo mysle, ze to moze jest jakis pomysl, ale nie mam
          pojecia wlasnie o tym ile zazadac za godzine na ten przyklad;
          poza tym ciesze sie, ze watek ma sie dobrze, staram sie sledzic; i historie
          koperku i domku, no i nie tylko,
          a w miedzyczasie przygotowuje wystawe ze znajomymi i szarpie sie z oprawa
          obrazow tudziez niechlujnymi fotografami przysparzajacymi mi siwych wlosow na
          glowie - jakosc odbitek wola o pomste do nieba, a publika ma oko krytyczne, no
          a odmowic przyjecia partactwa i nie zaplacic, to u nas w miasteczku
          niepraktykowane, niestety, wiec ze stresem w oku i pedzelkiem w reku ucze sie
          trudnej sztuki retuszu, zobaczymy efekty szostego,
          calusy i pliss, nie zapomnijcie o mojej prosbie, moze jakis
          litosciwy "kangaroo" bedzie mogl mnie poratowac?
          pozdrowionka
          Iwona
          • Gość: Peter Re: mam pytanie IP: *.adsl-wns.paradise.net.nz 31.08.03, 22:46
            > jesli chodzi o udzielanie
            > korepetycji - konwersacji z francuskiego, co moglabym (chcialabym) robic
            > zarobkowo, no i czy w ogole bym mogla?


            W NZ nauka jezykow obcych nie jest popularna.
            Patrz artykul, ktory ukazal sie Heraldzie pare tygodni temu.

            www.nzherald.co.nz/storydisplay.cfm?thesection=news&thesubsection=&storyID=3507921&reportID=1162603

            W mojej lokalnej bezplatnej gazetce niedawno ukazal sie wywiad z pewna pania,
            ktora udziela lekcji francuskiego w swoim domu. Ton byl raczej humorystyczny, a
            na zdjeciu pokazane byly same starsze panie. Mam wiec wrazenie, ze nauka
            jezykow obcych w NZ to raczej rzadkie hobby dla znudzonych emerytow.
            • Gość: Asia Re: mam pytanie IP: *.dodd.co.nz 01.09.03, 02:10
              no wiec wlasnie tez takie wrazenie odnosze, ze jezeli ktos tu sie uczy jezykow
              to raczej cudzoziemcy jezyka angielskiego i to tez nie prywatnie ale w szkolach
              jezykowych, pewnie sprobowac mozna ale trudno powiedziec co z tego wyjdzie.
              • yvona73pol Re: mam pytanie/ korepetycje 03.09.03, 19:50
                dzieki za info,
                jednak sprobuje, ponoc w AU sa szanse, wezme ze soba certyfikaty, kto wie, moze
                cos znajde, a jak nie no to cos innego,
                a do Quebecu chwilowo nie moge z roznych wzgledow, a szkoda, bo mam tam full
                znajomych, ale kiedys.... na pewno,
                na razie Australia wygrywa no i chyba zrozumiale.....
                caluski
                Iwona
                • Gość: Asia Re: mam pytanie/ korepetycje IP: *.dodd.co.nz 04.09.03, 02:33
                  yvona73pol napisała:

                  > dzieki za info,
                  > jednak sprobuje, ponoc w AU sa szanse, wezme ze soba certyfikaty, kto wie,
                  moze
                  >
                  > cos znajde, a jak nie no to cos innego,
                  > a do Quebecu chwilowo nie moge z roznych wzgledow, a szkoda, bo mam tam full
                  > znajomych, ale kiedys.... na pewno,
                  > na razie Australia wygrywa no i chyba zrozumiale.....
                  > caluski
                  > Iwona
                • Gość: Asia Re: mam pytanie/ korepetycje IP: *.dodd.co.nz 04.09.03, 02:35
                  yvona73pol napisała:

                  > dzieki za info,
                  > jednak sprobuje, ponoc w AU sa szanse, wezme ze soba certyfikaty, kto wie,
                  moze
                  >
                  > cos znajde, a jak nie no to cos innego,
                  > a do Quebecu chwilowo nie moge z roznych wzgledow, a szkoda, bo mam tam full
                  > znajomych, ale kiedys.... na pewno,
                  > na razie Australia wygrywa no i chyba zrozumiale.....
                  > caluski
                  > Iwona

                  Zycze powodzenia, a certyfikaty zawsze trzeba brac bo tutaj patrza na to jakie
                  ma sie papierki, no i to jakby zrozumiale
                • Gość: pysiek13 Re: mam pytanie/ korepetycje IP: *.dewr.gov.au 10.09.03, 07:17
                  dla yvony73
                  szanse marne z francuskim, Australijczycy nie sa zainteresowani jezykami
                  obcymi. wiem to brzmi okropnie, ale oni (Australijczycy) mysla ze angielski to
                  juz wszystko...
                  jesli upierasz sie zeby przyjechac do Australii to proponuje Melbourne, bo
                  bardziej europejskie.
          • backpacker Re: mam pytanie 02.09.03, 22:21
            Jelsi dopiero myslisz o emigracji to z francuskim
            najlepiej do Qeubec. Tam potrzebuja zabojadow :)
      • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: 62.234.179.* 02.09.03, 19:57
        Domek domkiem, ale jak sie miewa nasza bohaterka i jak jej idzie w nowej
        pracy?? (bo przeciez to temat przewodni)
        Asiu, udalo ci sie rozruszac swoich wspolpracownikow?
        Ja pamietam moje pierwsze dni w pracy.. nagle zaczal sie jakis rumor, wszyscy
        zaczeli biegac i opowiadac cos ze zdenerwowaniem, nawet sie nie wsluchiwalam,
        wpatrzona w komputer, w koncu szef mnie zagadnal czy juz slyszalam? A ja nadal
        nie wiem - o czym on mowi? Jak mi powiedzial o WTC to bylam przekonana ze
        stroja sobie ze mnie zarty, uwierzylam dopiero jak mi wlaczyli tv.
        • Gość: JR Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.home.cgocable.net 03.09.03, 00:48
          Asiu podaj mi jeszcze raz twoj email, ten co podalas wraca do mnie z
          informacja , ze takiego odbiorcy nie ma .Moze trzeba dodac AU/NZ lub cos w tym
          sensie .Pozdrowienia .
          • Gość: Asia Re: Moj E-mail IP: *.dodd.co.nz 03.09.03, 02:29
            • Gość: Asia Re: Moj E-mail IP: *.dodd.co.nz 03.09.03, 02:31
              moj e-mail : brigyd@yahoo.com ,,, nie zrob tego bledu jaki wiekszosc ludzi robi
              tzn brygid,, moze wlasnie dlatego mail wraca a moze ja jakis blad zrobilam
              kiedy podawalam adres za pierwszym razem

              pozdrawiam :)
              • Gość: JR Re: Moj E-mail IP: *.home.cgocable.net 03.09.03, 03:15
                Niestety zrobilas podalas birgyd , no , ale niewazne , sprobuje jeszcze raz .
            • Gość: Asia Re: Przeprowadzka IP: *.dodd.co.nz 03.09.03, 02:52
              W koncu wczoraj wieczorem sie przeprowadzilismy, oczywiscie musial padac
              deszcz, wiec nasze latanie garaz-dom-dom-garaz bylo bardzo urozmaicone. Caly
              garaz zawalony kartonami, ktore to kartony zostaly dostarczone kilka dni przed
              nasza przeprowadzka na co poprzedni wlasciciel uprzejmie sie zgodzil zebysmy
              zajeli garaz zanim jeszcze kupno domu zostalo sfinalizowane.
              Z tego calego balaganu musielismy wczoraj wyciagnac lozko dla corki, i kanape
              dla nas, kanapa nieprzecietnie ciezka i na dodatek nie bardzo chciala wejsc
              przez drzwi, trzeba bylo ja drugimi drzwiami wnosic, niestety poscieli poza
              poduszkami nie udalo nam sie znalezc, znalezlismy tylko dwie narzuty i welniane
              cosik co sie na materac zaklada (kurcze nie wiem jak to sie nazywa). Oczywiscie
              w nocy musial wyskoczyc spory mrozek, wiec w pewnym momencie zaczelismy sie
              niekontrolownie trzasc z zimna noca, chcac niechcac musialam wstac i czegos
              szukac, znalazlam dwie duze poduszki (z pior) i jakies flanelowe przescieradlo,
              wiec rzucilam to na nas, tyle ze oczywiscie w nocy wszystko to sie zsuwalo , no
              zreszta mozecie sobie sami dopowiedziec :)

              ja jeszcze wieczorem sie uparalam zeby lodowke wniesc (bo mialam sporo
              zamrozonego jedzenia) mlzonek sie oczywiscie na mnie zdenerwowal i to niezle,
              bo byl juz zmeczony (ale kto nie byl) i powiedzial na moje nalegania ze nie
              chce ze mna rozmawiac , na co ja ze rozmawiac niemusi ale spac i tak ze mna
              bedzie musial hihihi,, no wiec wtargal ta lodowke i poszedl spac, corka tez a
              ja jeszcze do polnocy ja mylam, (nie musze mowic jak pachniala po rozpakowaniu)
              potem jeszcze musialam isc do garazu i przetrzasac kartony zeby znalezc jakis
              przedluzacz bo kabel nie siegal kontaktu. No i rozpakowalam troche kuchennych
              rzeczy coby mozna bylo miec czym i na czym jesc i pic, a takze wyposazylam
              lazienke zeby kazdy mogls sie rano wykapac i miec czym wytrzec.
              Nastepne pare dni zajmie nam rozpakowywanie ustawianie, ukladnie, znajdowanie
              itd itd itd. fajnie by bylo najpierw zrobic w domu to co mam chec zrobic ale
              niestety tak sie nie da bo mieszkac gdziec musimy a biorac pod uwage ze za
              wynajem placilismy 300 dol a pozyczke bedziemy splacac ok 100 dol. niebardzo
              nam sie oplacalo wynajmowac i w miedzy czasie cos w domu robic. No ale masz
              babo co chcialas.

              Wychodzac dzis rano do pracy znalazlam na podjezdzie cos ok 2 dol. w 5 i 10
              centowkach, chyba ktos mi na szczescie je sypnol, postanowilam je wrzucic do
              butelki po winie z bombellkami ktore wypilismy na powitanie domku.

              Dzisiaj jestem zmeczona, niewyspana i podekscytowana (ciekawe czy malzonek
              bedzie sie do mnie odzywal czy tylko bedzie ze mna sypial hihihi) ok dalszy
              ciag jutro

              pozdrawiam wszyskich cieplutko

              ps. zamowilam gaz, mam nadzieje ze przywioza dzisiaj (uzylam calej swoje
              kobiecej elokwencji)i mam nadzieje ze dzis wieczorem bedzie mi juz cieplo i ze
              koldry znajce



              • Gość: JR Re: Przeprowadzka IP: *.home.cgocable.net 04.09.03, 00:38
                Asiu !
                Napisz co warto zabrac (wyslac ) ze soba jak przeprowadzasz sie do NZ ?
                Wspomnialas , o lodowce , poscieli , komputerze .Czy macie tam napiecie 220 ?
                Co jeszcze - masz przeciez niezle doswiadczenie .
                Pozdrowienia.
                • Gość: Asia Re: Przeprowadzka IP: *.dodd.co.nz 04.09.03, 02:32
                  Wiesz tak naprawde to trudno mi powiedziec co warto zabrac, to pewnie zalezy
                  skad sie wyjezdza co sie posiada i za jakie pieniadze mozna sie tego pozbyc,
                  przewiezienie moich rzeczy z oplatami tutaj kosztowalo mnie 3900 USD plus 1600
                  NZD plus jeszcze pewnie jakas oplata za moj rower ktory wzieli na kwarantanne
                  bo mial zablocone opony , wiec jak widac przeprowadzka nie jest tania i trzeba
                  sobie przekalkulowac czy sie oplaca. Jak narazie to niewidzialam tutaj takich
                  regalow jak na ogol w Polsce sie kupuje do pokoju a poza tym to oczywiscie
                  wszystko jest, ceny tak na oko mniej wiecej to co w Polsce w zlotowkach to tu
                  taka sama kwota tyle ze w tutejszych dollarach.
                  Ja osobiscie jestem wielbicielka butow, buty zdecydowanie w Polsce sa
                  ladniejsze i wiekszy wybor, takie rzeczy jak garsonki np. zdecydowanie w Polsce
                  tansze, tylko gdzie tu chodzic w garsonkach jak ksiegowa do pracy przychodzi w
                  dlugiej spodnicy, addidasach za kostke i bialych skarpetkach. Jak sie ubiore w
                  garsonke i buty na obcasie to sie ludzie za mna na ulicy ogladaja.

                  Jezeli chodzi o przewoz rzeczy to oczywiscie trudno mi sie bylo rozstac z
                  pewnymi rzeczami ktore bardziej sentymentalna maja wartosc niz materialna, tyle
                  ze wyslanie drobnicy licza na kg i ceny sa bardzo wysokie wiec przy wyslaniu np
                  100 kg skrzynki zaplacilabym mniej wiecej tyle samo co za kontener. W Polsce
                  ciezko jest sprzedac uzywane rzeczy, albo sprzedaje sie za bezcen, albo rozdaje
                  rodzinie czy znajmomym, wiec postanowilam przywiezc to co mialam. Liczac koszty
                  pewnie za te pieniadze kupilabym wszystko to co jest mi potrzebne z grubszych
                  rzeczy, ale malzonek ma duzo narzedzi dobrej jakosci a te zdecydowanie nie sa
                  tanie tutaj.

                  Jezeli masz jakies konktretne pytnia to bardzo prosze bo nie wiem czy
                  pomyslalam o wszystkim co mogloby cie zainteresowac.

                  Pozdrawiam cieplutko
                  • Gość: kangur Re: gruneberga pytania i odpowiedzi na nie IP: 203.40.174.* 08.09.03, 09:12
                    Wszystko fajnie tylko piszcie raczej po kolei gdyz trzeba szykac w watkach
                    wiedzac,ze gdzie placze sie ostatnia data,tak jest latwiej,a ze temat nabiera
                    rumiencow tym bardziej sie rece trzesa szukajac gdzies ukrytego postu.
                    A ja wciaz w kartonach,mamy teraz wszystko podwojnie,zajme sie sprzedaza
                    zbytecznego majdanu ale na czytanie mam zawsze czas,
                    pozdrowienia,juz czuc wiosne.
                    • wiql DOSWIADCZENIE BOGA (MISTYCZNE) 08.09.03, 16:39
                    • wiql DOŚWIADCZENIE BOGA (MISTYCZNE) 08.09.03, 16:41
                      kto mial?

                      moj adres: wiql@gazeta.pl

                      przepraszam Asiu, że u Ciebie ...
                      • Gość: Asia Re: DOŚWIADCZENIE BOGA (MISTYCZNE) IP: *.dodd.co.nz 09.09.03, 02:31
                        wiql napisał:

                        > kto mial?
                        >
                        > moj adres: wiql@gazeta.pl
                        >
                        > przepraszam Asiu, że u Ciebie ...

                        Ze co u mnie??? nie bardzo rozumiem , moze rowin ta swoja mysl czy tez
                        doswiadczenie to bedziemy mogli podyskutowac

                        pozdrawiam
                    • Gość: Asia Re: gruneberga pytania i odpowiedzi na nie IP: *.dodd.co.nz 09.09.03, 02:36
                      Gość portalu: kangur napisał(a):

                      > Wszystko fajnie tylko piszcie raczej po kolei gdyz trzeba szykac w watkach
                      > wiedzac,ze gdzie placze sie ostatnia data,tak jest latwiej,a ze temat nabiera
                      > rumiencow tym bardziej sie rece trzesa szukajac gdzies ukrytego postu.
                      > A ja wciaz w kartonach,mamy teraz wszystko podwojnie,zajme sie sprzedaza
                      > zbytecznego majdanu ale na czytanie mam zawsze czas,
                      > pozdrowienia,juz czuc wiosne.

                      A od czego ci sie race trzesa? czyzby od rozpakowywania kartonow tak jak mnie?
                      hihihi
                      U mnie w sobote lato bylo, latalam po ogrodko w krotkich spodenkach a od
                      poniedzialku jakby zima wrocila zimno a na dodatek dzisiaj jeszcze leje caly
                      dzien.
                      Rane dobrze ze nie pracuje gdzies w fabryce bo bym sie chyba zaplakala w
                      poniedzialek bylam taka zmeczona ze ledwo siedzialam, w ten weekend juz nie
                      bede tak zaiwaniac ale robote w domu i kolo domu mam zapewniona na nastepny
                      rok.

                      pozdrawiam cieplutko
      • Gość: Asia cos sexownego IP: *.dodd.co.nz 09.09.03, 02:16
        No nareszcie jakis akcent humanistyczny, bo do tej pory tylko mowa o kasie,
        zawodach, ksiegowych... Brakowalo mi tylko tego slowa - sex!!! Nie jestem
        maniakiem seksu (a moze jestem... nie wiem)ale chyba wyjazd na antypody nie
        powoduje rowniez i w tej kwestii diametralnego odwrocenia, przeinaczenia
        podstawowych potrzeb ludzkich... Pisz Asiu jak wyglada Twe zycie i pod tym
        wzgledem... Ciekawe jestem Twych spostrzezen co do jakosci zycia seksualnego
        Nowozelandczykow... Pisz czy oni Cie kreca... Jak sobie radzisz z zyciem
        intymnym tam na tym odludziu.... Napisz o ich swobodzie seksualnej - jesli
        zdazylas juz poczynic w tym wzgledzie jakies obserwacje... A przy okazji moze
        dostaniemy kilka szczegolow co to Twych preferencji, bo jak do tej pory jawisz
        mi sie jako kobieta pelna temperamentu - w sferze intymnej rowniez... Byc moze
        nie czytalem opisu fizycznego Twej osoby, ale ciekaw jestem jak wygladasz i
        czy "kuska" im na Twoj widok dyga... Purystow jezykowych i moralistow z gory
        przepraszam za powyzsze... A wszystkich humanistow i Ciebie Asiu - pozdrawiam
        po staropolsku - z jezyczkiem .... ;)



        • Gość: Asia Re: cos sexownego IP: *.dodd.co.nz 09.09.03, 02:23
          Rane az mi sie palec zemsknal i wyslalam odpowiedz bez odpowiedzi hihihihi

          No coz nie wiem ile masz lat ale tak czy inaczej chyba powinienies wiedziec czy
          jestes maniakiem sexu czy tez nie jestes.

          Wyjazd na antypody powoduje diametralne odwrocenie,, ten kto byl na gorze teraz
          jest na dole a ten/ta kto byl na dole teraz zmnienia pozycje na ta gorna.

          Jakosc zycia sexualnego nowo zelandczykow?? niby jak mam ta jakosc zmierzyc?
          • Gość: Asia Re: cos sexownego IP: *.dodd.co.nz 09.09.03, 02:26
            no wiec na czym to ja skonczylam?/ chyba na tym ze maja wiekszy komfort
            psychiczny bo zycie sexualne nie kojarzy sie tutaj z roznymi konsekwencjami a
            raczej z przyjemnoscia. Samotne mamy tez nie maja problemu ze znalezieniem
            sobie partnera chocby nawet miala 5 dzieci, o tatusia czy tez tatusiow na ogol
            nikt nie pyta.

            Czy ja jestem kobieta z temperamentem - napewno tak, gdyby tak nie bylo to
            pewnie by mnie nie ponioslo az na antypody tylko poto zeby sprawdzic jak bedzie
            wygladalo moje zycie sexualne przewrocone do gory nogami. Jezeli chodzi o
            facetow - to chyba jednak postawila bym raczej na polaka niz na
            nowozelandczyka, ale jak wiadomo z kazdej reguly sa wyjatki. A jak ja wygladam -
            no coz ostatnio nieszczegolnie bo jestem lekko przemeczona po przeprowadzce i
            rozpakowywaniu kartonow przez dwa dni, a do tego jeszcze doszlo pielenie
            ogrodka, pranie, sprzatanie itd itd itd (aha w sobote sie wlalam dla odprezenia)

            zreszta czy tak naprawde to dla faceta wyglad kobiety ma jakiekolwiek
            znaczenie????? Chetnie uslyszala bym meskie opinie na ten temat bo ja osobiscie
            watpie w to ze faceci w jakikolwiek sposob kieruja sie kobiecym wygladem .

            Aha pytales jeszcze o moje upodobania - no coz zdecydowanie preferuje mezczyzn.
            Napisz jakie sa twoje upodobania :)




            No wiec przenioslam na koniec coby wszyscy mieli latwy dostep do poczytania,
            ciekawa jestem wypowiedzi innych nie trzymajcie swoich mysli tylko dla siebie
            bo takim sposobem watek umrze smiercia naturalna
            • Gość: Saba Re: cos sexownego IP: *.dsl.hccnet.nl 09.09.03, 12:39
              Asiu, czyzbys sugerowala, ze w Polsce seks nie kojarzy sie z przyjemnoscia, ale
              z konsekwencjami..? To ciekawe..

              Napisz dlaczego postawilabys na Polaka. Wprawdzie nie znam wielu
              Nowozelandczykow, ale paru wysportowanych Australijczykow przewinelo sie przez
              moje znajomosci, gw wakacyjne i musze przyznac ze niczego sobie sa ;-)

              No i mam nadzieje, ze nie zaczniesz wierzyc w to, ze wyglad kobiety nie ma
              zadnego znaczenia! Mam nadzieje, ze nie zaczniesz sie ubierac w dluga spodnice
              w polaczeniu z adidasami i bialymi skarpetami!
              • Gość: Asia Re: cos sexownego IP: *.dodd.co.nz 09.09.03, 22:29
                No coz chyba to wlasnie sugerowalam, warunki zycia w Polsce jakby nie sprzyjaja
                temu zeby nie myslec o tym co bedzie jak sie urodzi dziecko, pierwsze czy tez
                nastepne. W tej chwili jak wiadomo mamy ujemny przyrost naturalny a coraz
                wiecej mlodych ludzi z ktorymi rozmawialam nie chca zakladac rodziny bo zdaja
                sobie sprawe ze nie sa w stanie tej rodziny utrzymac. Pewnie odezwa sie zaraz
                glosy ze przeciez sa srodki antykoncepcyjne - owszem sa, tyle ze wielu ludzi
                poprostu na nie nie stac.

                Oczywiscie ze nie sugeruje ze wyglad kobiety nie ma znaczenia, bo w pewnych
                sytuacjach ma, tyle ze smiem twierdzic ze dla faceta ktory szuka sexu ten
                wyglad jest malo wazny (pomijajac np taki przypadek ze kobietka jest malo
                czysta)
                Ubierac sie nie mysle w spodnice addidasy i biale skarpetki bo lubie eleganckie
                ubranka, lubie czuc sie elegancka, zadbana i sexowna,, ale pamietam kiedy
                bylismy tu poprzednim razem uszylam sobie dres, w ktorym to dresie spedzalam
                wiekszosc wieczorow bo bylo mi tak wygodnie. Do tej pory moja rodzina wspomina
                moj "elegancki dresik" bo tak go nazwalismy.

                Jezeli chodzi o rodzaj meski mieszkancow Nowej Zelandii, wydaje mi sie ze sa
                dobrymi kandydatami na mezow, napewno w domu wykonuja duzo wiecej tzw babskich
                zajec niz przecietny Polak, ale Polacy sa chyba bardziej mescy (chociaz
                niewiescieja ostatnio.

                pozdrawiam cieplutko :)
                • niewyjasnione dr Starowicz 11.09.03, 02:34
                  Dwa adresy www:
                  www.bestplaces.net/html/climatewld3.asp?wmo=123750&cty=PL
                  www.bestplaces.net/html/climatewld3.asp?wmo=931190&cty=NZ
                  Ilosc dni z temperatura
                  ponizej 0 stopni Celsjusza, rocznie:
                  Warszawa 117
                  Auckland 1

                  I tak mi sie przypomina (wywiad?) ze Starowiczem,
                  w ktorym to ten nobliwy seksuolog uczenie wyjasnial mechanizm zjawiska,
                  ze w krajach naslonecznionych i bogatych ludziom seks czesciej w glowie,
                  nizli w krajach, gdzie ubogo i zimno.
                  • Gość: Asia Re: dr Starowicz IP: *.dodd.co.nz 11.09.03, 02:39
                    i absolutnie zgadzam sie z dr. Starowiczem, jak czlowiekowi dobrze i cieplo to
                    ma chec sobie pobaraszkowac a jak mu zimno i ciagle zestresowany to nie w
                    glowie mu figle albo przynajmniej nie tak czesto. Dowiedzione zreszta ze stress
                    ma ogromny wplyw na moznosc
                • Gość: Saba Re: cos sexownego IP: *.adsl.wanadoo.nl 14.09.03, 19:39
                  Oj, Asiu, czyzbys byla jedna z tych ktore twierdza, ze wykonywanie przez
                  facetow tzw. babskich zajec umniejsza im na meskosci...???
                  • Gość: Asia Re: cos sexownego IP: *.dodd.co.nz 15.09.03, 02:32
                    absolutnie nie, dlatego napisalam ze nowozelandczycy sa dobrym materialem na
                    meze i to ze wykonuja tzw damskie zajecia w domu jest zasluga podejrzewam tego
                    ze w miare w mlodym wieku wyprowadzaja sie z domu i musza sami dbac o siebie bo
                    mamusia im nie upierze i nie ugotuje, wychowanie w domu zreszta tez maja inne
                    niz chlopcy w Polsce. W Polsce na ogol jest tak ze jak juz tata za mama
                    doczekaja sie meskiego potomka to kurz z pod nog mu cale zycie wymiataja.

                    Wlasciwie nie wiem na czym opieram swoja teorie ze kiwisi sa mniej mescy, moze
                    na tym ze praktycznie kazdy (lub zdecydowana wiekszosc) polak potrafi cos
                    zmajsterkowac a kiwisi (wiekszosc) do byle srubeczki szukaja fachowca. Ale moze
                    sie myle. Nie bede sie upierac przy swoim bo i praktyke w tym wzgledzie mam
                    bardzo mala. To byla taka ocena na oko ze tak powiem

                    pozdrawiam

                    P.S. Zauwaz ze zaden z Panow nie podjal tego watku, to ci zagwostka dopiero
                    hihihi
                  • numbat Re: cos sexownego 18.09.03, 07:48
                    Gość portalu: Saba napisał(a):

                    > Oj, Asiu, czyzbys byla jedna z tych ktore twierdza, ze wykonywanie przez
                    > facetow tzw. babskich zajec umniejsza im na meskosci...???

                    witam wszystkich Saba wykonywanie jak to nazwals "babskich zjec"
                    to przeciez fajna sprawa...wszystko zalezy co masz na mysli jezli
                    chodzi o strony kobiecych zajec:))))
                    w koncu przeciez mezczyzni bardzo dobrze gotuja, ze sprzatniem moze byc roznie,
                    bo w koncu przeciez mozna zatrudnic "kobiete ktora zadnej pracy sie nie boi:)))
                    (zart oczywiscie) jezeli chodzi o meskosc.....w ciele to tez, roznie to wyglada.
                    Czyli Ci wspaniali mezczyzni na swych szalejacych "rumakach".Zreszat wszystko
                    w tej chwil wyglada inaczej niz kiedys ( w innej epoce).Stresy, kobiety staja
                    sie kompletnie niezalezne-zwiazki osobiste staj sie bardziej skomplikowane....
                    "biedni mezczyzni" zala sie ze, kobiety zaczynaja dominowac i tak dalej.
                    W sumie inaczej to wyglada w Australii i Nowej Zelandii niz np. w Europie
                    Ameryce Polnocnej i innych kontynentach.Temat na nastepna epopeje albo dobra
                    szklaneczke wina .
                    Czas na mnie pozdrawiam wszytkich ide na masaze do szpitala w koncy, okazalo sie
                    ze masazystka (czyli kobietka z fizjoterapii) bardzo dobrze zna swoje zajecie...
                    tak mirozmasowal miesien pod kolanem( tylko prosze sobie nie dopowiadac zadnych
                    sprosnych mysli:))) ze poczulem sie jak nowo narodzony. I jak tu nie kochac
                    kobiet. Do nastepnego spotkania.

                    ps.do Asi juz starm sie napisac cosik sensownego na twoj@, ale fajna sprawa
                    wynikla wlasnie otrzymalem sobie taki telefon przez ktory mozna fotografowac,
                    przetestowalem i fajne to wyglada, mozna przesylac musyke , swoj nagrany glos
                    jak tylko sie troche wydobrzeje to przesle jakies zmyslne zdjecia.:)))
                    Od przyszlego roku z Brysbane do Nowej Zelandii bedzie mozna poleciec w jedna
                    strone za $145 dolcow!!! .
                    Wiosna piekna sie tutaj u nas zaczela wczoraj bylo prawie 31 stopni
                    ale poniewaz ocean powiewa wiec ni czuje sie tego tak bardzo.
                    a po za tym....jak mawial pewien nadobny ksiadz-optymista....
                    sex...sex...sex...jest tez forma egzystencji miedzy robaczkami na ziemi:)))
                    pozdrawiam wszystkich cieplo i optymistycznie.
                    do nastepnego klawiszowego...
                    spotkania.

                    ps...Asiu wkrotce wielka sprawa w Australii- oczywiscie rugby....mistrzostwa
                    swiata to bedzie ogromne wydarzenie. Wczoraj byl specyjalny program o
                    "black" czyli narodowej druzynie w rugby z Nowej Zlelandii. Sa szanse ze
                    moga zdobyc mistrzostwo swiata. I oczywiscie ten niesamowity taniec przed
                    rozpoczeciem meczu- to taki taniec wojownikow Maosrykich.
                    Fatnastyczny i to bedzie transmitowane przed kazdym meczem w ktorym bedzie
                    uczestniczyc druzyna z Nowej Zlenadii. Maja swietne czarne koszule i naprawde
                    bardzo dobrze graja w rugby. I z tego co wiem to sa bohaterami Nowej Zelandii.
                    Jak bede lecial na Nowa Zlendie to zabiore jednak....polskie piwko:)))
                    Za miesiac Australiia "oszaleje " na punkcie RUGBY...

                    DO NASTEPNEGO KLIKNIECIA.





































                    4




      • paw_dady ty jeszcze tu? tam wszystko piekniejsze ! 09.09.03, 22:42
        skoro wyjechalas po co tu pisujesz? tam wszystko taaakie piekne? chcesz sie
        pochwalic? a moze smutno ci a wstydzisz sie przyznac?
        • Gość: JR Re: do paw dady IP: *.home.cgocable.net 10.09.03, 01:01
          Przeciez nie musisz tego czytac i tu zagladac .
          • Gość: Asia Re: odpowidz dla paw dady IP: *.dodd.co.nz 10.09.03, 02:10
            Ani jedno, ani drugie, dziala tu czyste prawo ekonomiczne czyli popyt i podaz.
            Wyglada na to ze Ty albo ludziom czegos zazdroscisz albo nie mozesz sobie dac
            rady ze soba wiec dla poprawienia sobie chumoru starasz sie dokopac wszystkim
            na okolo, czyzbys uwazal ze to forum jest tylko i wylacznie dla takich
            malkontentow jak Ty?

            Wiesz po przeczytaniu Twojej wypowiedzi przypomnialo mi sie co kolezanka w
            pracy powiedziala na temat kolegi ktory byl wiecznie nieszczesliwy i dla
            poprawienia sobie chumoru wiecznie krytykowal innych. Powiedzenie jest malo
            ladne (za co przepraszam wszystkich pozostalych czytajacych) ale pasuje do
            Ciebie jak ulal a brzmi mniej wiecej tak : " jestem nieszczesliwy, z dupy mi
            smierdzi i ptaszki na mnie sraja" . Przemysl to sobie moze.

            Pozdrawiam
      • Gość: myszka Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.44-131-66.nowhere.mc.videotron.ca 10.09.03, 02:20
        brawo Asia,hahaha
      • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 10.09.03, 06:57
        zeby nikogo nie urazic, ale NZ-czycy sa raczej prymitywni.
        ja mieszkam i pracuje niedaleko bo w Australii od wielu lat, wielu Kiwis
        wyjezdza do Australii zeby poprawic sobie byt. z racji mojej pracy ( pracuje
        dla Australijskiego rzadu) moge smialo skomentowac, ze sytuacja ekonomiczna i
        socjalna NZ jest raczej uboga.
        podobaja mi sie Twoje doswiadczenia Asia, widac ze jestes odwazna i niczego sie
        nie boisz. mam na mysli Twoja odwage i chart ducha wyjezdzajac z Polski.
        tutaj wsrod mlodych ludzi jest bardzo popularne,ze zaraz po maturze wyruszaja w
        podroz dookola swiata. mysle, ze dla nas Polakow nie bylo to realne pare lat
        temu, ale teraz przy odrobinie zaradnosci mysle, ze jest calkiem realne.
        • Gość: Peter Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: 5.5D* / 203.98.50.* 10.09.03, 22:52
          Daleko idace uogolnienie na temat NZ. Kazdy ma inne doswiadczenia i spotyka
          innych ludzi z danego kraju. Jak i moja zona pracujemy w powaznych firmach,
          spotykamy na co dzien wyksztalconych ludzi i trudno ich nazwac prymitywnymi.

          Ciekawe jaka to praca dla rzadu...
          Moze opieka spoleczna?
          Wtedy latwo zrozumiec Twoja opinie na temat Kiwusow. Spotkalem sie ze zdaniem,
          ze pomoc socjalna w Australii jest lepsza niz w NZ i z tego powodu wielu
          takich, ktorzy nie moga liczyc na dobre wynagrodzenia wyjezdza do AU.

          Oczywiscie dochod narodowy per capita w AU jest nieco wyzszy niz w NZ. Rowniez
          place przecietne. Ale nizsze koszty zycia tutaj chyba to rekompensuja.

          Nie czuje sie urazony, ale namawialbym do ostroznosci w tworzeniu opinii o
          mieszkancach danego kraju nie mieszkajac w tym kraju. W mojej firmie w
          magazynie pracuje pewien strasznie prymitywny i brudny Australijczyk. Nie ma to
          wplywu na moja opinie o calym narodzie across the ditch.

          Zjawisko migracji z NZ do AU istnieje, ale jest bardzo korzystne, bo podnosi
          sredni poziom inteligencji mieszkancow po obu stronach Morza Tasmana.

          Pozdrawiam


          • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 11.09.03, 00:38
            dziekuje za reprymende..
            Peter, w NZ bywam regularnie i mam kilku znajomych. przyjezdamy glownie w zime
            na narty, chociaz w Australii tez sa warunki, ale przyjezdzamy ze wzgledu na
            znajomych - nie sa oni rodowitymi Kiwis. krotko mowiac dominujaca grupa ludzi
            myslacych w NZ jest emigrantami, czy sie zgodzisz?
            prace mam wyjatkowo ciekawa i nie jest to praca w 'socialu'.
            ciekawe co robisz w NZ, jak dlugo jestes i co sklonilo Cie do wyboru NZ ?
            • Gość: Peter Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: 5.5D* / 203.98.50.* 11.09.03, 01:36
              Jaka reprymenda!?

              Musialem odezwac sie, aby rozwinela sie ciekawa dyskusja. Bez kontrowersyjnych
              pogladow kazdy watek szybko umiera. Poza tym, temat mnie interesuje. Od czasow
              studenckich marzylem o NZ, ale dopiero niedawno, blisko czterdziestki bylo mnie
              na to stac. Wiedzialem tez, ze z naszymi kwalifikacjami i doswiadczeniem
              zawodowym nie bedzie problemow ze znalezieniem dobrej pracy. Jestem inzynierem
              w przedstawicielstwie znanego europejskiego producenta urzadzen przemyslowych.
              Zona zostala sekretarka w kancelarii prawniczej. Znalezienie pracy zajelo nam 3-
              4 tygodnie po przyjezdzie.

              Rzeczywiscie, w skali macro, NZ robi swietny interes na imigrantach. Nagle
              pojawiaja sie wyksztalceni ludzie, chetni do pracy i placenia podatkow. I
              jeszcze za wszystko sami placa. A tu takich brakuje autentycznie. Czasem
              przeraza mnie niekompetencja i nieodpowiedzialnosc, z ktora czesto sie tu
              spotykamy. Ale czyz nie ma jej w innych krajach??

              Nie sugerowalem, ze masz nieciekawa prace. Sadzilem, ze w pracy masz okazje
              spotykac Kiwi nieudacznikow. A takich chyba najlatwiej w opiece spolecznej.

              Gratuluje pracy w "rzadzie". Wydawalo mi sie dotychczas to niemozliwe do
              osiagniecia dla imigranta z nie-anglojezycznego kraju. Chyba, ze jestes tam juz
              wiele lat, nie masz akcentu i zanglicyzowales nazwisko.

              pozdrawiam cieplutko
              • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 11.09.03, 02:33
                fajnie Peter, ze napisales.
                podziwiam odwage i ciekawosc swiata, na pewne decyzje nigdy nie jest za pozno...

                na temat pracy w Australii napisalam w watku 'w ktorym kraju pracuje sie
                najlepiej'.
                osobiscie nie moge narzekac: pracuje na stanowisku o ktorym mi sie nigdy nie
                marzylo, mam akcent, bo najpierw mowilam po francusku potem po angielsku, ale
                tutaj nikogo to nie boli - Australia jest pod tym wzgledem bardzo
                demokratyczna. zdajesz sobie sprawe, ze transformancja jaka zaszla w Australii
                byla tylko mozliwa dzieki duzej ilosci emigrantow, ktorzy w pewnym sensie
                uksztaltowali jej obecny wyglad. w Australii jest wszystko mozliwe Peter...


              • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 11.09.03, 02:36
                nie zgodze sie z opinia ze nie ma szans na prace w rzadowej placowce dla
                immigrantow i w N.Z. i w Australi sa takie mozliwosci. Z tego co pamietam w
                Australii trzeba przejsc wiecej roznych testow zeby dostac sie do placowki
                rzadowej, ale napewno jest to mozliwe i tu i tam jezeli bedzie sie sledzilo
                rzadowe etaty i dostatecznie dlugo i namietnie wysylalo swoja aplikacje
                oczywiscie.

                Czy Nowo Zelandczycy sa bardziej prymitywni niz Australijczycy - moze pod
                pewnymi wzgledami tak ale oczywiscie nie mozna tego rozciagac na wszystkich. W
                Australii jest duzo wiecej immigrantow z innych krajow europejskich jak np.
                Niemcy czy Wlosi, w N.Z. wiekszosc ma pochodzenie Angielskie czy tez moze
                raczej UK, innych narodowsci (europejskich) procentowo jest niewiele i to
                napewno ma wplych na to ze Nowozelanczycy sa troche inni niz Australijczycy.
                Mieszkalam troche w Australii i smiem twierdzic ze Nowo Zelandczycy sa bardziej
                otwarci i bardziej przyjacielscy, ale to oczywiscie moje subiektywne odczucie
                bo wszystko zalezy od tego w jakiej grupie czlowiek akurat mial szczescie sie
                obracac.
                Jezeli chodzi o emigracje z N.Z. do Australii to zdaje sie ze sporo sie
                zmniejszyla od czasu kiedy Nowozelandczycy musza tak samo czekac na
                unemployment benefit jak wszyscy inni, kiedys mogli dostac po tygodniu. Trzeba
                tez wziac pod uwage fakt ze Australia jest duzo wiekszym krajem i oczywisie
                chociazby z tego wzgledu ludzie tam jada bo tam sa wieksze mozliwosci. Jezeli
                chodzi o poziom zycia to nie rozni on sie diametralnie a podejrzewam ze
                zadluzenie obywatela na glowe jest wieksze w Australii (ale to tylko moje
                podejrzenia moze ktos to sprawdzi jak bedzie mial chec i czas.)

                pozdrawiam obydwu Panow
                • Gość: Peter Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: 5.5D* / 203.98.50.* 11.09.03, 03:02
                  Wyglada na to, ze Pysiek to dama.

                  Ciekawe, ze mieszkalas w Australii, ale jednak pozniej zamieszkalas w NZ.

                  Napisz cos wiecej na ten temat, pls.

                  cheers
                • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 11.09.03, 03:32
                  Jak sie masz Asia?
                  dziekuje za pozdrowienia ale ja jestem "ONA".

                  jak juz wspomnialam o pracy w Australii napisalam w watku "w ktorym kraju
                  pracuje sie najlepiej". co do pracy w public service to egzaminy zostaly dawno
                  zniesione, utrudnione jednak jest samo interview bo jest bardzo selektywne.
                  jesli kogos interesuje temat dokladnie, prosze napisac.

                  co do stopy zyciowej i faktu zadluzenia Australijczykow, to chyba nie sa
                  czynniki porownywalne?
                  natomiast fakt, ze tutaj zyje sie wygodnie i cieplo jest nie odrzucenia,
                  zgodzisz sie ze mna?
                  no i jeszcze podpisze sie pod uwaga Peter, ze sama atmosfera pracy jest bardzo
                  konstruktywna, pelna pomoc, kooperacja i docenianie Twoich wysilkow w formie
                  bonusow i prezentacji. to wszystko sie bardzo liczy, a na polskie warunki chyba
                  ciagle nierealne ...
                  napisz co nowego w domu, nowa lazienka, czy nowa kuchnia, a moze wszystko naraz?
                  powodzenia

                  • Gość: Peter Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: 5.5D* / 203.98.50.* 11.09.03, 04:21
                    Co nowego w domu? Sam fakt, ze mieszkam w domu z ogrodkiem z tylu i
                    trawniczkiem z przodu jest dla mnie wydarzeniem. Cale zycie mieszkalem w
                    blokowiskach, a tu taka odmiana.......

                    Pierwsze dni nie moglem zasnac. Sypialnia na parterze, za oknem trawniczek,
                    zadnego ogrodzenia, krat, alarmow czy tez psa. Sciany z tektury, w drzwiach
                    zamek z blaszki co mozna kopniakiem wywalic. Ale czujemy sie bezpiecznie,
                    miedzy innymi dlatego wyjechalismy.

                    Wygodnie i cieplo, to fakt. Na szczescie nigdy nie jest przesadnie upalnie, czy
                    tez mroznie.
      • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 11.09.03, 05:58
        W porzadku, ze wygodnie, ze cieplo, wyzsze standarty - mnie intersuje troche
        motywacja. to pytanie i dla Asi i dla Peter, czy to emigracja za chlebem, czy
        ciekawosc swiata?
      • Gość: Numbat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.goldcoast.qld.gov.au 11.09.03, 09:17
        Asiu serdecznie pozdrawiam....tak to bywa czasmi ,biegajac po plazy
        "skrecilem" sobie stope. I pare tygodni byly masaze, jakis naciagania
        i tak dalej. Komputer troche nawalil. A w glowie mialem myslenie zeby dobrze,
        zaczac chodzic. Juz coraz lepiej. Doskonala opieka w tutejszym szpitalu.Studenci
        mieli doskonale poletko doswiadczalne na moich nerwach.:))Ale trzeba przyznac ze
        dobrze sobie Ci ludeczkowie z fizjoterapi radza.Wyobraz sobie kiedy przyszedlem-
        a raczej dowloklem sie do szpitala, kiedy czekalme na spotkanie z lekarzem,
        na scianie tam gdzie przyjmuja zobaczylem ciekawa informacje.
        Ze osoby ktore znajduja sie w Australii turystycznie i maja problemy
        podobne jak ja musza za wizyte w normalnym szpitalu zaplacic $75, ewetualnie
        jezli dana osba ma ubezpieczenie to ubezpiecznie pokrywa koszty.
        Wazna sprawa, bo byly przypadki ze ludzie przylatywali do Australii i kompletnie
        nie mieli ubezpieczenia.
        Tam gdzie sobie obecnie mieszkam ,mieszka sobie kilku ludzi z Japonii,
        wlasnie pare dni, przy jakiej sympatycznej ssaki wywiazala sie ciekawa dyskusja
        na temat zycia i egzystencji w roznch krajach. Bo obok mieszka dziewczyna
        z Iralndii ( Dublin), ktos z Holandii wiec "praktycznie cala wioska swiata",
        ktos z Korei, ktos inny z Papua Gwinea i tak dalej.Kazdy ma swoje osobiste
        obserwacje, nawyki i opinie. Doskonale jest porozmawiac sobie z ludzmi.
        Ciekawe i czasmi bardzo rozne opinie i wrazenia.
        Wiekszosc tych ludzi z ktorymi rozmawialem wprost stwierdziala ze, przyjechali
        do
        Australii "nie w pogoni za pieniadzem", ale zeby zobaczyc poznac kontynent,
        troche popracowac, poznac jecyk angielski, oraz zoabczyc jak sobie ludzie
        tutaj zyja.Ktos z tej grupy byl tez w Nowej Zelandii i powiedzial ze bardzo
        dobry kraj do zycia. Fenomenalne widoki i przyroda ,uczynni i zyczliwi ludzie.
        Inaczej patrzacy na sparwy egzystencji.Ale to mozna zrozumiec kiedy,
        sie przewedrowlo jakis czas zycia. Szalenie lubie takie rozmowy.
        Kiedy na moje pytanie, do dziewczyny z Japonii ( za miesiac wylatuje do Japonii)
        czy ma ubezpiecznie zdrowotne w Australii, powiedziala, ze nie
        i usmiechajac sie powiedziala ze,
        "Do czasu wylotu z Australii zwyczajnie i normalnie postara sie nie chorowac ,
        oraz nie miec ,zadnego wypadku czy zwichniecia np. stopy.
        Dziewczyna ta jest bardzo "zapalona" jezli chodzi o serfowanie na desce wodnej.
        Codzienie rano -bierze deske i wyplywa na fale oceanicznie.
        Usmiechnelsmy sie i powiedzielem ...."good luck":))) a ona poczestowala mnie
        ssaki i fajnie.
        Tak to bywa.Kiedy "dojde" tak dobrze do siebie to postaram sie napisac na Twoj
        @ poniewaz podalas.Dyskusja toczy sie dalej i bardzo dobrze.
        Jezli chodzi o ludzi z Nowej Zelandii ( bo byly tez takie pytania) obecnie
        jezli ktos przylatuje do Australii z paszportem Nowej Zelandii na korzystnie
        z tzw.opieki pobierania roznego rodzaju rzadowych pieniedzy- czyli swiadczen
        typu : zasiki dla bezrobotnych, chorobowe zasiki i tak dalej musi czekac
        2 lata.Kiedys bylo kompletnie inaczej ,zwyczajnie po przylocie do Australii
        z Nowej Zelandii, mozna bylo tego samego dnia otrzymac pomoc zadowa czyli,
        np.unemploment benefit.Teraz to wyglada kompletnie inaczej.To tak na
        marginesie . Asiu jeszcze raz cieplo pozrawiam i kiedy wydobrzeje to napisze
        na Twoj @ adres.
        Ciekawa sprawa od paru dni z Brisbane mozna na Nowa Zeandie, poleciec za jedynie
        $250 !!!Jak wydobrzeje ( moze to bedzie w tym roku a...moze pozniej)
        zobaczymy sie w Nowej Zleandii.
        ps...pare dni wstecz po kolejnym masazu w szpitalu, odkrylem na Gold-Coast ze
        jest
        duza firma ktora ma ma praktycznie, wszystkie alkohole swiata .Okazalo sie ze
        maja
        tez piwo z Polski (w kartonach). Kiedy bede lecial postarm sie zabrac z dwa
        kartoniki:)))
        A moze chcesz to podesle:)))
        serdecznie i optymistycznie
        pozdrawiam....
        do nastepnego spotkania
        • Gość: Asia Odpowiedz dla Pysiek13 IP: *.dodd.co.nz 12.09.03, 02:39
          zaczne moze od konca, no wiec moja pierwsza emigracja to zdecydowanie ciekawosc
          swiata, latek mialam 28, narzeczonego, 600 USD i wlasciwie nic do stracenia
          poza spoldzielczym mieszkaniem i wszystkim co w mieszkaniu (zreszta i
          mieszkanie i wszystko inne stracilam). Rok byl 81 pazdziernik, kupa ludzi
          wyjezdzala wiec ja tez postanowilam wyjechac, o dziwo paszporty dostalismy w
          dwa tygodnie bez problemu, wiec pare walizek, plecak z nalepka "Go West" hihihi
          z ktorej to nalepki bylam dumna jak paw, no i wyjechalismy do Austrii jak
          wiekszosc polakow wtedy. Mielismy mozliwosc zostania w Austrii ale moj malzonek
          (slub wzielismy w Austrii) nie chcial, ja nie chcialam do USA, do Canady nas
          nie chcieli , do Australii ja nie chcialam bo balam sie ze za goraco, trafija
          sie N.Z.- przszlismy przez interview pomyslnie (z 1000 osob dostalo sie 10) no
          i tak to sie zaczelo.

          Moja terazniejsze emigracja to wlasciwie powrot do domu, bo tak sie wlasnie tu
          czuje, wydaje mi sie ze jak ktos juz zlapie tego bakcyla podrozowania,
          poznawania nowych miejsc i ludzi to trudno mu wysiedziec w jednym miejscu.
          Zreszta tu przypomnialo mi sie ze zycie to nie same stresy ale moze byc
          przyjemne a ja zamiast wiecznie byc zestresowana moge byc zadowolona i
          usmiechnieta.

          Czy w Australii cieplej niz w N.Z. napewno w niektorych rejonach tak, ale
          mialam przyjemnosc byc w Perth w czasie zimy i bylo mniej wiecej tak samo jak w
          Auckland.

          W domu napewno cos bedziemy robic, kuchnia - nie bo jest w miare przyzwoita
          (przynajmniej na moje potrzeby) lazienka napewno tak, ale zaczniemy od ogrodu,
          basenu, i chcialabym zrobic nowy driveway bo to co jest wyglada bardzo
          nieciekawie , lazienke bedziemy robic sami bo mamy w tym praktyke, kabina
          prysznicowa jest ok, umywalka i szafka tez ale paskudny dywanik na podlodze,
          pod nim paskudne gumoleum wiec to pojdzie na smietnik i polozymy sobie kafelki
          na podlodze i na scianach ale pewnie wezmiemy sie za to dopiero na jesien.
          Pralnia do modernizacji tez, chyba zrobie tam dodatkowa szafe bo niemoge sie
          zmiescic z ciuchami, w pokojach zaslony do wymiany, w sypialniach tapety no
          bedzie co robic przez nastepne dwa lata

          przepraszam ze nazwalam cie Panem, ale po nickach ciezko sie zorientowac kto
          jest kto.

          I moze jeszcze jedna dygresja ktora mi sie nasunela po przeczytaniu twojej
          wypowiedzi, a mianowicie nam polakom na ogol sie wydaje ze inne nacje sa mniej
          inteligentni od nas, czesto sie szlyszy o niedouczonych amerykanach np, czy tez
          tak jak Ty napisalas o Kiwisach, moje odczucie jest takie ze tacy Kiwisi maja
          swietnie zorganizowany kraj, zyje sie tu wspaniale, kto chce to pracuje kto nie
          chce lub nie moze ma zasilek ktory wystarcza na utrzymanie, wszedzie wszystko
          poukladane tak jak powinno byc i wszytko tak zorganizowane zeby ludziom bylo
          wygodnie, piekne tereny, parki, place zabaw, toalety czyste, tutaj czlowiek
          naprawde moze czuc sie dobrze i kazdy jest traktowany z szacunkiem a i kraj
          choc maly jest znany na swiecie, ekonomicznie stoi dobrze i na wszystko
          wystarcza. Nam sie wydaje ze my strasznie madrzy i inteligentni jestesmy ale
          Polska jest w ruinie, na wszytko brakuje, drogi, szpitale, szkoly, itd itd.
          kiedys moglismy wine na komunistow zrzucic, lub na prawo veta np. teraz juz nie
          ma na co i na kogo zrzucac, wniosek nasunol mi sie taki ze my poprostu duzo
          gadamy jacy madrzy , dobrze wyksztalceni , inteligentni jestesmy ale wlasnego
          kraju nie potrafimy zorganizowac, wiec wole mieszkac wsrod malo inteligentych
          kiwisow niz wsrod bardzo inteligentnych polakow.


          I cos dla Petera

          wlasciwie trudno powiedziec ze mieszkalam w Australii, bylam tam przez 3
          miesiace, pojechalam zobaczyc czy wartoby sie bylo przeniesc do Au z NZ. ale
          wolalam wrocic do NZ co tez zrobilam. Jak zawsze podkresle ze to bylo i jest
          moje subiektywne odczycie, poznalam tam sporo ludzi roznych narodowosc ale mnie
          osobiscie bardziej leza kiwisi zo nie znaczy ze komus innemu nie Marsjanie np.

          pozdrawiam Was oboje
          • Gość: Peter Re: Odpowiedz dla Pysiek13 IP: 5.5D* / 203.98.50.* 12.09.03, 03:31
            Ladny tekst, ten o Polsce. Podpisuje sie obiema rekami. Zawsze czulem sie zle w
            kraju ojczystym, wszystko mnie denerwowalo. Duzo podrozowalem po swiecie,
            zawsze powrot byl dla mnie problemem, ale tam byla rodzina, dobra praca i nie
            chcialem tego zmieniac.

            Dopiero gdy sytuacja zawodowa radykalnie sie pogorszyla, rowniez mojej zonie,
            powrocilem do studenckiego marzenia o Nowej Zelandii. Wizy imigracyjne
            dostalismy zadziwiajaco szybko, stac nas bylo na przeprowadzke i ulozenie sobie
            zycia od nowa.

            Podoba mi sie w Auckland. Nie ma strasznych upalow, ani mrozow w zimie. Piekna
            okolica, sympatyczni ludzie, nie mielismy wiekszych problemow z praca w naszych
            specjalnosciach.

            I co chyba jednak najwazniejsze, nasze dzieci nie beda chodzic nigdy do
            polskiej szkoly. Jak czytam co tam sie teraz dzieje, to ciarki po plecach
            przechodza........
          • Gość: pysiek13 Re: Odpowiedz dla Pysiek13 IP: *.dewr.gov.au 12.09.03, 05:39
            Hi Asia,

            milo ze odpisalas. przyznaje racje, ze my Polacy mamy wysokie aspiracje jesli
            chodzi o otoczenie. a ja jestem szczesciara, bo mam szanse pracowac wsrod ludzi
            na pewnym poziomie. na temat ekonomii i sytuacji w Polsce wypowiadac sie nie
            bede, bo nie mieszkalam nigdy tam dluzej niz pare miesiecy. moja historia, to
            nowy watek, wiec zanudzac nikogo nie bede.

            fakt, ze Polacy reprezentuja pewien poziom wiedzy, a moja wypowiedz na temat NZ
            kierowana byla prywatnym doswiadczeniem. masz racje, ze kazdy obraca sie w
            innym srodowisku, moze Twoje jest do zaakceptowania, powodzenia.
            uogolniajac, mysle, ze to jest "small world after all..." wsrod moich kolegow w
            pracy tez sie zdazaja imbecyle, ktorzy twierdza, ze Polska to kraj gdzies
            powyzej Darwin, maja problemy z kalkulowaniem godzin pracy (tutaj obowiazuje
            flexi hours system) robia bledy, bo mysla ze godzina ma 100 minut, a raz nawet
            kiedy rozgorzala dyskusja na temat ofiar 2WW jeden z panow skomentowal:
            no skoro Niemcy tak bardzo was gnebili w czasie wojny, to pewnie wasz insurance
            wyplacil wam wysokie odszkodowania!!!! no comments...

            z innej beczki, podoba mi sie Twoje pozytywne nastawienie, i fakt ze nie
            ogladasz sie za siebie, przeciez to najwazniejsze ze jestes zadowolona z
            wyboru: NZ czy Australia, czy tez Maledivy, kazdy bedzie komentowal inaczej.
            ja raczej jestem nastawiona aktywnie do zycia, jestem ciekawa ludzi i wydarzen,
            i aby osiasc w domku z ogrodkiem nie jest szczytem moich marzen, nie zrozum
            mnie zle, to po prostu nie moj styl. ale rozumiem ze dla przecietnego Polaka to
            jest cos czasami nie osiagalnego i stabilizacja w zyciu to bardzo mocny atut.
            moze dlatego, ze sama mam problem z identyfikacja swojego pochodzenia -
            urodzilam sie w Holandii.
            serdecznie pozdrawiam

            PS
            tak jeszcze na marginesie a propos koperku: mozna go kupic w kazdym warzywniaku
            w Australii, sa rowniez polonijne sklepy gdzie mozna kupic swiezy polski chleb
            (wypieki lokalne), wedliny, suszone grzyby, kapuste kiszona, przetwory z
            Polski, aktualne magazyny i chyba jest nawet lokalna stacja radiowa, cos na
            wzor Polonii w Stanach, ale informacji dobrych nie mam.

            • Gość: Asia Re: Odpowiedz dla Pysiek13 IP: *.dodd.co.nz 14.09.03, 22:27
              czy moje srodowisko jest do zaakceptowania - no coz dla mnie kazde srodowisko
              jest do zaakceptowania, poprostu kocham ludzi i nie jest dla mnie sprawa
              najwazniejsza poziom ich inteligencji czy wyksztalcenia, spotaklam roznych
              ludzi na swojej drodze i poza nielicznymi wyjatkami nie bylo ludzi takich
              ktorych niemoglabym zaakceptowac, a ci ktorych bylo ciezko zaakceptowac mieli
              swoje powody zeby byc takimi jacy byli. Staram sie nie osadzac ludzi bo na ogol
              wiemy o nich zbyt malo zebysmy mogli porywac sie na sady.

              Czy to ze kupilam maly domek z ogrodkiem oznacza ze to jest szczyt moich marzen
              i ze tam sobie wlasnie osiadlam, dla mnie nie, to jest moja baza wypadowa,
              mieszkac gdzies musze wiec czemu nie w swoim domku kiedy to kosztuje mnie
              taniej niz w wynajmowanym. Zawsze bylam ciekawa swiata i ludzi i w dalszym
              ciagu jestem, sprzedalam i kupilam juz nie jeden domek i nie uwazam ze w jaki
              kolwiek sposob posiadanie domku wiaze mi rece.

              Jezeli chodzi o roznego rodzaju wiadomosci np o 2WW lub geografi, no coz ani ja
              ani podejrzewam Ty tez nie wiemy wszystkiego a szczegolnie o historii innych
              krajow i to jest fakt.

              napisze wiecej na lunchu

              pozdrawiam
              • Gość: Asia Re: Odpowiedz dla Pysiek13 IP: *.dodd.co.nz 15.09.03, 02:24
                Z tego co wspmnialas o sobie wnioskuje ze mialas to szczescie mieszkac w
                roznych krajach, napisz cos wiecej na swoj temat napewno nikogo nie znudzisz a
                wrecz jestem przekonana ze wszyscy chetnie poczytamy Twoja historie. Wiem ze w
                Australii mozna kupic rozne typowo polskie wyroby tego Wam troche zazdroszcze
                bo nawet polskie gazety macie, ja (jezeli wystarczy mi sil i checi pewnie bede
                robic jakies swoje przetwory, juz to kiedys robilam i pewnie do tego wroce w
                miare wolnego czasu.

                Pozdrawiam cieplutko
        • Gość: Asia Re: Numbat gdzies Ty byl IP: *.dodd.co.nz 12.09.03, 02:49
          To chyba jednak prawda ze ludzie sie sciagaja myslami, wczoraj mialam pytac na
          forum czy ktos wie co sie z Numbatem stalo, ale postanowilam poczekac do
          poniedzialku a tu prosze jaka niespodzianka, milo Cie znowu tu spotkac :)

          Przykro mi ze sobie skreciles nozke, ale jak juz duzo lepiej to dobrze. Jak ja
          bylam w Au. ktos mnie popchnol na schodach i bardzo sobie poscieralam kolanka,
          tez musialam do szpitala coby mi oczyscili i dali zastrzyk przeciw tezcowi,
          gdyby nie to ze mnie ten koles popchnol to tez bym musiala zaplacic no ale
          obeszlo sie bez tego.

          No wlasnie w Australii to i gazety polskie i piwo nawet, dzieki za oferte
          przyslania ale przesylka pewnie by cie kosztowala dwa razy wiecej niz piwo tak
          ze szkoda pieniedzy, przezucilam sie na VB tyle ze musze tuzin wiecej wypic
          zeby mi w glowie szumialo bo tu piwo ma duzo mniej procentow niz w Polsce

          Ciesze sie ze sie odnalazles i ze nic zlego Ci sie nie stalo, bo rozne mysli mi
          chodzily po glowie ale z Twoich opisow wiem ze jestes wedrowniczek wiec mialam
          nadzieje ze sie w koncu odezwiesz :)

          pozdrawiam cieplutko i przepraszam ze tak krotko ale pisze w czasie lunchu bo
          niemam jeszcze podlaczonego internetu w domu, chwilowo mam zbyt duzo roboty
          roznej zeby spedzac czas przed komputerem ale za jakies dwa tyg pewnie
          podlacze. Maila napisz jak najbardziej

          pozdrawiam cieplutko i nie skacz za duzo po plazy (przynajmniej na razie)
      • Gość: Maja Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.alfa.pl 13.09.03, 22:54
        Witam!Pierwszy raz weszłam sobie na tą stronę i przeczytałam właśnie Twoją
        wiadomość.Mam prośbę-napisz do mnie o jakiej pracy w ogóle piszesz i czy masz
        ją z tej strony.
        • Gość: Peter Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl-wns.paradise.net.nz 14.09.03, 22:50
          Sugeruje przeczytac epopeje Wyjazd z Kraju cz I i II. Jest na nastepnych
          stronach.
          • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 15.09.03, 02:14
            ho ho to juz epopeja? hihihi a ja takie nudne zycie prowadze nigdy bym nie
            pomyslala ze ktos moje wypociny epopeja nazwie
            • Gość: Praca Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl-wns.paradise.net.nz 15.09.03, 03:02
              Temat chwycil. Masz bardzo ciekawe zycie i dlatego wielu tu zaglada, dowiedziec
              sie, co slychac.

              Dzis bardzo cieplo w Auckland, pierwszy taki dzien, kiedy sie czuje lato i
              trzeba klime w biurze wlaczyc.

              Pozdrawiam
              • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 15.09.03, 06:41
                ciekawe? hmm

                ostatnio jestem strasznie fizycznie zapracowana, ale w pracy zupelny zastoj,
                zaczynam szukac nowej pracy bo zle sie czuje wiedzac ze do konca pazdziernika
                zwolnic mnie nie moga a pracy jak na lekarstwo, dzisiaj caly dzien praktycznie
                nic nie robie az mi glupio

                u nas tez cieplej ale wczoraj padal grad przez jakies 10 min.

                Kurcze jestem sfrustrowana tym brakiem roboty naprawde czuje sie malo dobrze
                siedzac i nic nie robiac chociaz niektorzy by pewnie powiedzieli ze powinnam
                sie cieszyc ze moge odpoczac po ciezkim weekendzie.
                Pozdrawiam :)
        • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 15.09.03, 02:17
          pracy nie mam z tej strony i jezeli Ty jestes w Polsce to ja na drugiej
          polkuli, ale tak jak pisze Piter jezeli masz chec to poczytaj moje poprzednie
          odcinki to sie dowiesz wiecej
          • Gość: Asia Czy powinnam przestac przychodzic do pracy? IP: *.dodd.co.nz 16.09.03, 00:54
            Siedze drugi dzien i nic nie mam do roboty, zwolnic mnie nie moga, rozmawialam
            wczoraj z szefem, powiedzialam ze marnie sie czuje siedzac i nic nie robiac na
            co on powiedzial ze jak przyszlam to mieli spore zaleglosci a teraz sie zrobil
            zastoj i ze to ich problem a nie moj, zaczelam wczoraj szukac pracy ale czuje
            sie naprawde marnie nic nie robiac, czy powinnam przestac przychodzic??/ niech
            mi ktos cos doradzi bo jestem w kropce.
            • Gość: Peter Re: Czy powinnam przestac przychodzic do pracy? IP: 5.5D* / 203.98.50.* 16.09.03, 01:39
              Pracuje w dziale serwisu w powaznej firmie w Auckland i pol dnia nie mam co
              robic. Siedze w internecie, a ostatnio ogladam Kasie i Tomka na
              www.odbiornik.com.

              Moja zona jest sekretarka w pewnej kancelarii prawniczej. O 9 ma przerwe pol
              godziny na herbate. O 1 ma przerwe godzine na lunch. O 3 ma jeszcze jedna
              przerwe na herbate.

              Mam wrazenie, ze tutaj jest taka kultura pracy biurowej i nie nalezy sie tym
              przejmowac.

              Pozdrawiam
            • Gość: Saba Re: Czy powinnam przestac przychodzic do pracy? IP: *.dsl.hccnet.nl 16.09.03, 08:59
              Mysle, ze powinnas szukac czegos innego, ale nie wiem czy porzucenie pracy jest
              dobrym wyjsciem.. czy wtedy nie pozbawiasz sie pewnych praw typu zasilek jak
              juz kontrakt ci sie skonczy? Przeciez do konca pazdziernika to nie tak dlugo,
              firma nie zbiednieje placac ci pensje, nawet jesli na nia nie zapracujesz.
              Piszesz ze rozmawialas z szefem - naprawde nie ma zadnej innej mozliwosci
              wykorzystania twojej osoby wewnatrz firmy ?
              Moge sobie wyobrazic, ze to frustrujace, szczegolnie ze wpadlas w to powolne
              tempo z pracy (jak sie domyslam) dynamicznej.
              Nie pozostaje ci nic jak skorzystac z rady szefa i nie przejmowac sie, a w
              miedzyczasie szukac nowego zajecia.
              Pozdrawiam!
              • monikate Re: Czy powinnam przestac przychodzic do pracy? 16.09.03, 10:52
                Asia! Mój przedmówca dobrze Ci radzi moim zdaniem! Na razie nie rezygnuj.
                Asiu, dotychczas nie zabierałam głosu, ale czytam Cię z zapartym tchem od
                grudnia! Bo przed cyklem "Wyjazd z kraju" założyłaś wątek o szukaniu pracy dla
                50-latki, prawda? Asia-bomba, bomba i jeszcze raz bomba! Wydaj to wszystko,
                jak leci. Jesteś wspaniałą i odważną osobą, życie masz ciekawe, refleksje nad
                nim-jeszcze ciekawsze.
                • Gość: Asia Re: Dzieki za rade w sprawie pracy IP: *.dodd.co.nz 16.09.03, 23:38
                  Opowiadam grupowo Piotrowi, Sabie i Monice

                  dziekuje bardzo ze poswieciliscie swoj czas zeby mi odpisac.

                  Oczywiscie ze bezczynne siedzenie jest dla mnie frustrujace, no i jak czlowiek
                  sobie siedzi nic nie robiac to rozne mysli mu do glowy przychodza. Ale pracy
                  porzucac bym nie chciala bo to oczywiscie dobrze wygladac nie bedzie i moze sie
                  odbic w przyszlosci. Prawa do zasilku nie strace (no przynajmniej teoretycznie)
                  z tego wzgledu ze moj maz pracuje na caly etat wiec nawet jak ja nie bede
                  pracowala to i tak zasilku nie dostane.
                  Oczywiscie ze zaczelam szukac drugiej pracy, no i mam nadzieje ze znajde. Tak
                  czy inaczej pracy bym szukala bo ta mam do konca pazdziernika, ale mialam
                  zamiar zaczac szukac pod koniec wrzesnia, poprostu sie troche przyspieszylo.

                  Tak naprawde to mam co robic w domu i kolo domu, ze przydalo by mi sie pare
                  miesiecy bez pracy, ale lubie pracowac, lubie byc miedzy ludzmi, wiec mam
                  nadzieje ze wczesniej czy pozniej cos znajde.
                  Wczoraj napislam na N.Z. forum o mojej pracy, i wszyscy ktorzy sie wypowiadali
                  radza zeby sobie siedziec w pracy i sie nie przejmowac, poniewaz Wy radzicie to
                  samo to chociaz raz w zyciu poslucham tego co inni radza. :)


                  Monika jezeli czytasz od grudnia? (chyba troche pozniej ten watek o pracy
                  zalozylam) to czemu dopiero teraz postanowilas sie odezwac?

                  pozdrawiam cieplutko i piszcie prosze.
      • Gość: Asia Koperek IP: *.dodd.co.nz 17.09.03, 02:38
        hurra dotarl koperek, jeden zostal wyslany z Canady, niestety customs sie do
        niego dobral, drugi z USA i ten dotarl, bede mogla obsiac cala dzialke i robic
        picle lol

        dzieki
        • Gość: Asia Re: Koperek - opps sorry IP: *.dodd.co.nz 17.09.03, 04:37
          przepraszam za pomylke, sieje Kanadyjski koperek dzieki Asi (tej z Kanady
          oczywisie)
          • monikate Dlaczego dopiero teraz 17.09.03, 08:53
            Asiu, ja w ogóle należę bardziej do obsewatorów. Więcej czytam, niż piszę. Ot,
            taki charakter. Chociaż nie powiem, wiele razy chciałam się wypowiedzieć-ale
            ktoś mnie ubiegł i zdążył napisać wcześniej to, co ja chciałam.
            Ale czytam, rozważam... przekładam na własne doświadczenia. Moja córka,
            kończąca studia i przebywająca aktualnie na zagranicznym stypendium-przymierza
            się poważnie do emigracji. Tj.-ona już postanowiła wyjechać. I podobnie, jak w
            Twoim przypadku-motywem wyjazdu nie są jedynie możliwości lepszego, pod
            względem materialnym życia. Denerwują ją polskie klimaty, polska mentalność i
            środowisko. Ale ona na miejsce stałego pobytu typuje Europę. Dla mnie to
            lepiej. Przymierzała się do USA, lecz po dwukrotnym pobycie stwierdziła, że
            fajnie, lecz ogólnie "nie pasi". Każdy ma inne upodobania i ścieżkę życiową,
            nieprawdaż?
            • Gość: Saba Re: Dlaczego dopiero teraz IP: *.dsl.hccnet.nl 17.09.03, 09:38
              monikate,
              Jaki kraj w Europie wybrala corka?
              i nie chowaj sie !

              Pozdrawiam
              • monikate Re: Dlaczego dopiero teraz 17.09.03, 14:47
                Sabo, córka myśli o Anglii, kończy tam wnet 8-miesięczny pobyt.
                W Stanach świetnie się czuła (i tu i tam pracowała ostro)-ale "jakoś" nie leżą
                jej jako miejsce stałego zamieszkania.
                To się może jeszcze zmienić, ale dziecko jednego jest pewne od kilku lat: że
                wyjedzie!
                A czemu mam się nie chować? Pa, pozdrawiam!
                • Gość: Asia Re: Dlaczego dopiero teraz IP: *.dodd.co.nz 17.09.03, 23:25
                  Czesc Monika

                  przedewszystkim nie chowaj sie dlatego, ze jak kazdy bedzie tylko czytal to nie
                  bedzie o czym pisac poprostu, jak ludzie przelewaja na papier swoja
                  przemyslenia to mamy dialog a to wiadomo duzo lepsze od mojego monologu.:)

                  Nie dziwie sie ze Twoja corke denerwuja polskie klimaty, nie ja jedna. Na ogol
                  ludzie ktorzy troche podrozowali (nie mowie tu o wakacyjnych wyjazdach) po
                  powrocie do Polski poprostu widza jakie sa roznice i jak mozna zyc. My z mezem
                  w tej chwili mamy 760 dol. tygodniowo na reke, czyli troszke ponad 3000
                  miesiecznie i praktycznie pracujemy na najnizszych stawkach, ja pracujac w
                  Polsce zarabialam 2100USD brutto na miesiac, maz sporo mniej ale w sumie i tak
                  to byly dobre pieniadze, tyle ze tutaj za to co zarabiamy poziom zycia jest
                  zupelnie inny niz mielismy w Polsce. Ale biorac pod uwage ze tutaj np benzyna
                  kosztuje troche ponad jednego dollara a w Polsce ponad 4 zl i biorac pod uwage
                  przecietne zarobki w Polsce to oczywiscie nie ma sie co dziwic ze warunki zycia
                  w Polsce i w innych krajach sa bez porownania lepsze w innych krajach. Ceny w
                  Polsce sa wyssane z palca a zarobki bardzo niskie, praktycznie po zrobieniu
                  comiesiecznych oplat nic nie zostaje na przyjemnosci, wyjscie do kina z rodzina
                  to majatek, wczasy wlasciwie tylko dla dobrze sytuowanych, warunki na wczasach
                  jak za krola Cwieczka ale ceny zdecydowanie z 21wieku . Przyklady mozna by
                  mnozyc, tylko po co - wszyscy je znamy. Do tego oczywiscie dochodzi nasza
                  mentalnosc - a ta jak wiadomo mamy nienajlepsza, wszyscy wszystkim zazdroszcza,
                  krytykuja, sciagaja do swojego poziomu, najlepiej sie nie wychylac bo zaraz
                  ktos Ci przylozy po glowie. Przyjaciol na ogol mamy duzo do czasu dokad im sie
                  to oplaca byc naszym "przyjacilem" itd itd
                  Wiem ze ciezko rodzicom jest sie pogodzic z tym ze dzieci wyjada na stale, ze
                  nie bedzie ich blisko, ze moze szybko nie zobacza swoich wnuczkow, ale wydaje
                  mi sie ze wyjazd Twojej corki to dla niej szansa na lepsze zycie, a fakt ze ma
                  zamiar wybrac kraj w europie oczywiscie w znacznym stopniu zmniejszy dystans i
                  zwiekszy mozliwosci czestszych odwiedzin. Nam sie akurat tak ulozylo ze dalej
                  juz byc nie mozemy i zakladam ze pewnie do Polski juz nie pojade (chociaz jak
                  wiadomo plany sobie a zycie sobie) Moja rada - wspieraj corke w tym co ma chec
                  zrobic, nawet jezeli musisz to robic z bolacym sercem. Corka jest jeszcze mloda
                  i swiat stoi przed nia otworem, to ze wyjedzie nie musi oznaczac ze na zawsze.
                  Dobrze ze teraz mlodzi ludzie w Polsce maja ta szanse na inne zycie. Zycze
                  powodzenia i Tobie i corce.
      • numbat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III 18.09.03, 08:23
        ale poniewaz na spotkanie do szpitala mam troche czasu, wiec przypomnialem
        sobie ciekawa historie. Moze to pomoze Tym ktorzy beda chcieli emigrowac do
        Australii ,wlasnie pare din wstecz pweien sympatyczny studen z Kolumbii
        ktory jest w Australii juz dluzszy czas pokazywal mi gruba broszure rzadu
        australiskiego na temat emigracji obecnie do Australii.
        Jedna z broszur ( dosc obszerny matreial) byla-informacja na temat emigracji
        tzw. "General Skilled Migration" -jest tego dosc duzo ( chodzi o strony)
        wiec postaram sie podac jakies wazniejsze szczegoly.
        "General Skilled Migration Commonwealt of Australia"
        podaje web site:
        www.immi.gov.au
        sa miedzy innymi takie sprawy jak:
        1-partner migration
        2-child migration
        3-parent migration
        4-other family migration
        5-employer sponsored migration
        6-general skilled migration!!!! ( to jest dosc ciekwa emigracja)
        7-business skills migration

        kazda z tej katygorii wymaga kompletnie innych rozwiazan emigracyjnych (chodzi o
        odpowiednie formularze ).
        Nastepna sprawa w Australii sa tzw. rzadowi agencje emigracyjne -ktore maja
        licencje wydana i akceptowan przez rzad australijski.
        podam namiar
        Migration Agents Registration Autority (MARA) or the offices of DIMA.
        You can contact the MARA at:

        PO Box Q 1551
        QVB NSW 1230
        AUSTRALIA
        fax: +61-2-92998448
        web site: www.themara.com.au
        dalej:
        Under Australian law,anyone who uses knoledge of migration procedures to offer
        advice or assistance to a person wishing to obtain a wisa to enter or remain in
        Australia must be registered. If you to use a migration agent you are advised
        to use a registered migration agent.
        Jezeli chodzi i tzw. emigracje- general skilled migration to wymagane jest
        110 punktow ktore otrzymuje sie sumujac nastepujace sprawy:
        www.immi.gov.au
        skill
        age
        english language ability
        specific work experience
        occupation in demand ( job offer)
        nastepna sprawa:
        (jezyk angielski)

        obtain proof of your English language ability by any of the following methods:
        1- Inetrnational English Language
        Testing System (IELTS) TEST:
        www.ielts.org
        occupational English test , competent English
        www.immi.gov.au/settle

        uff....ale sie rozpisalem:))) powodzenia i moze ktos bedzie mial zwyczajne
        szczescie i pozytywnie -dostanie emigracje do Australii, ale jak mawial moj
        dziadek z 1230 roku:))) szczesciu czesto trzeba zwyczajnie osobiscie i
        wytrwale pomoc...
        Do nastepnego klikniecia
        ps...obecnie bezrobocie w Australii
        %5.8 super!!!

        • monikate Asiu! 18.09.03, 08:51
          Asiu, dzięki za obszerną odpowiedź. Wspieram moją córkę w zamiarach wyjazdu
          jak najbardziej! Powiem więcej: ja ją namawiam do tego. Wiesz, w swoim czasie
          chciałam i ja wyemigrować, przejść nawet przez stosowny obóz dla uchodźców,
          itd. Zostałam z córką sama i wydawało mi się to b. dobrym sposobem na życie.
          Zabrakło mi determinacji, odwagi (jaką Ty na przykład masz), uległam
          odradzającym perswazjom rodziny. Moje dziecko jest bardziej zdeterminowane,
          konkretne, samodzielne i pragmatyczne. No i nie ma bariery językowej!
          Angielskiej. Zaczęła od pewnego czasu uczyć się hiszpańskiego-fascynuje ją (na
          razie dosyć platonicznie) ten kraj i ludzie. No i drugi język zawsze bardziej
          się przyda, niż nie przyda.
          Za 2 tygodnie córka wraca do kraju, skończyć ostani rok studiów, obronić pracę
          magisterską. B.b. już się za sobą stęskniłyśmy (mimo codziennego kontaktu via
          komputer), niemniej dziewczyna jest przerażona procesem aklimatyzacji do
          polskich warunków. Nie jest on bezstresowy, co wiem po przeżyciu przez nas
          obie jej powrotów z USA.
          Saba założyła b. ciekawy wątek "W jakim kraju pracuje się najlepiej". Może
          ktoś jeszcze tam lub tu napisze więcej o Anglii (chociaż córka już sporo wie
          na temat ichnich warunków pracy) lub o Hiszpanii?
          Dziękuję za miłe słowa, a Ciebie, Asiu ponownie namawiam na wydanie tych
          wątków w formie ksiązki. Pa!
          • Gość: Saba Re: Asiu! IP: *.dsl.hccnet.nl 18.09.03, 09:27
            monikate,
            wcale sie nie dziwie, ze zabraklo ci samozaparcia, zeby wyjechac za granice,
            szczegolnie jesli trzeba bylo przechodzic przez oboz uchodzcow!
            to dobrze, ze wspierasz corke w jej decyzjach, bedziesz tesknic, to inna
            tesknota niz ta kiedy corka wyjezdzala tymczasowo, i choc Anglia nie tak daleko
            to problem w tym (wiem po sobie), ze jak juz czlowiek sie zaaklimatyzuje, praca
            na pelny etat, ograniczone urlopy, to po prostu NIE MA CZASU na czeste wizyty w
            Polsce.. szczegolnie jak sie jest ciekawym swiata i nie kazda wolna chwile chce
            spedzac na starych smieciach ;-)
            • Gość: Tomek Re: Asiu! IP: *.broadcom.com 19.09.03, 00:14
              Dlaczego "szczegolnie przez oboz uchodzcow".
              Byly rozne obozy. Nie kazdy wygladal tak jak oslawiona Latina.
              Ja przechodzilem przez oboz ale wspomnienia mam bardzo dobre.
              Byel z zona i dzieckiem i jak kazda rodzina dostalismy swoj pokoj a po 3
              tygodniach wyjechalismy do miasta gdzie nam dano zwykle mieszkanie.
      • numbat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III 18.09.03, 09:18
        Asia o godzinie 5.20 pm wyslalem do Ciebie poprzez ten "zwariowany" telefon
        na Twoj @-adres zdjecia oraz tekst z muzyka:)))
        mozliwe ze zdjecia oraz muzyke bedziesz musiala otworzyc osobno...
        att. zorientuj sie jest to fajna zabawa.Moge tez przeslac swoj nagrany glos.
        Pozdrawiam i zycze cierpliwosci w otworzeniu zdjec i muzyki.
        do nastepnego
        klikniecia.
        • monikate Do Saby, do Asi. 18.09.03, 12:18
          Też o tym słyszałam. No cóż, córka twierdzi, że to i tak jedyna szansa, aby
          nam obu było lepiej. Pod każdym względem. Że będę przyjeżdżać do niej, itd.
          Oby, bo jak już Asia napisała-plany sobie, a życie nieraz sobie. Jak to mówią-
          aby zdrowie tylko było.
          Sabo-a jak przebiegał (tak z grubsza) Twój proces aklimatyzacji? Jak często
          kontaktujesz się osobiście z rodziną i znajomymi?
          • Gość: Saba Re: Do Saby, do Asi. IP: *.dsl.hccnet.nl 18.09.03, 13:14
            Fakt faktem, ze nie bedziesz juz brala tak aktywnego udzialu w jej zyciu. Zadne
            telefony, nawet on-line kontakt internetowy tego nie zastapia, pozostaja
            wzajemne wizyty.
            Ja staram sie jezdzic mniej wiecej dwa razy do roku i to jest maksimum,
            niedlugo pewnie sie ograniczymy. Wiesz, to jest tak, ze jak sie ma wlasne zycie
            to po pewnym czasie wszystkie kontakty nawet te najbardziej (wydawaloby sie)
            zazyle ulegaja rozluznieniu, kontakty sie utrzymuje, owszem, nawet codziennie,
            ale to nie to samo. Prawdziwe zycie jest tu na miejscu, tam gdzie mieszkamy, a
            nie tam gdzie zostali znajomi, przjaciele i rodzina..
            Aklimatyzacja? sama nie wiem co odpowiedziec? nie mialam zadnych problemow z
            przystosowaniem sie do nowych warunkow, ktore wcale tak bardzo nie roznia sie
            od naszych. W moim przypadku chyba wiec chodzi jedynie o jezyk, twoja corka ma
            to z glowy bo wyjezdza do anglojezycznego kraju, ale kto w Polsce uczy sie
            niderlandzkiego..? Szkole zrobilam w rok, zamknelam egzaminem panstwowym i
            zdalam egzamin z wiedzy o spoleczenstwie czym skonczylam oficjalny obowiazkowy
            proces aklimatyzacji. Nadal ucze sie jezyka, ale juz na innych zasadach, jezyk
            to podstawa.
            Co do reszty to trzeba bylo robic nowe prawo jazdy, przyzwyczaic sie do nowej
            pracy, poszukac nowych znajomych (moze kiedys maja szanse stac sie
            przyjaciolmi?), urzadzic dom... itd itp.
            Tak wlasciwie to pewnie wciaz sie aklimatyzuje ;-)
            • monikate Re: Do Saby, do Asi. 18.09.03, 13:27
              Cóż, moja córka ma taką szczęśliwą naturę, że gdzie w jakimś miejscu nie
              usiądzie-to szybko się aklimatyzuje. I poznaje mnóstwo ludzi. A jak jest
              naprawdę gdzieś źle-to zwiewa.
              Lecz nie pocieszyłaś mnie tą prognozą naszych kontaktów. Buu... My jesteśmy ze
              sobą b. zżyte, zaprzyjaźnione. Ale zapewne masz rację. Niestety.
              • Gość: Asia Re: Do Saby, do Asi. IP: 5.5D* / 203.98.50.* 19.09.03, 03:53
                czesc dziewczyny i chlopaki

                przepraszam nie pisze dzis duzo bo nie mam jakos natchnienia, mialam interview
                o 13, wzielam reszte dnia wolne polaze troche po miescie, we wtorek mam jeszcze
                jakies interview, przynajmniej cos sie kreci.

                Zycze wszystkich udanego weekendu, moj napewno bedzie pracowity, pogoda
                zapowiada sie dobrze :)

                Rozkrece sie w poniedzialek to cos wiecej napisze, dzisiaj jakas robita chodze
                i nie bardzo moge sie skoncentrowac, a tak na marginesie tez przeszlam przes
                oboz, zle nie wspominam, ale bylismy krotko w obozie nie pamietam ale nie
                wiecej jak 3-4 dni, czlowiek jak kot zreszta rozne rzeczy wytrzyma jak musi

                pozdrawiam
                • Gość: Saba Re: Do Saby, do Asi. IP: *.dsl.hccnet.nl 19.09.03, 08:36
                  Kiedys odwiedzilam taki oboz uchodzcow w NL i powiem szczerze, ze wolalabym sie
                  w nim nigdy nie znalezc.. to chyba najtrudniejsza droga do emigracji a potem
                  aklimatyzacji, nie tylko trudne warunki ale jest sie otoczonym prawie jedynie
                  roznokolorowymi uchodzcami, ktorzy czesto nie znaja zadnego cywilizowanego
                  jezyka.. W Holandii procedury imigracyjne sa w niektorych rejonach tak
                  wydluzone, ze trzeba w takim obozie przesiedziec nawet rok.
                  • numbat Re: Do Saby, do Asi. 20.09.03, 06:06
                    Gość portalu: Saba napisał(a):

                    > Kiedys odwiedzilam taki oboz uchodzcow w NL i powiem szczerze, ze wolalabym
                    sie
                    >
                    > w nim nigdy nie znalezc.. to chyba najtrudniejsza droga do emigracji a potem
                    > aklimatyzacji, nie tylko trudne warunki ale jest sie otoczonym prawie
                    jedynie
                    > roznokolorowymi uchodzcami, ktorzy czesto nie znaja zadnego cywilizowanego
                    > jezyka.. W Holandii procedury imigracyjne sa w niektorych rejonach tak
                    > wydluzone, ze trzeba w takim obozie przesiedziec nawet rok.


                    Saba najtrudniejsza droga do emigracji to jest droga, ktora dopiero mamy
                    przejsc.Pozwolisz ze ( nie bedzie to klotnia, a raczej polemizowanie:)))
                    Co dla Ciebie oznacza okreslenie? :"roznokolorowi uchodzcy, ktorzy nie znaja
                    zadnego cywizowanego jezyka"....oj nie ladnie, nie ladnie Saba.
                    Wyobraz sobie taka sytuacje ze, bardzo duzo ludzi tez z Polski bylo w podobnej
                    sytuacji w roznych okresach emigracji-roznej.
                    Mialem, mam duzo znajomych ,wlasnie "roznokolorowych" ktorzy znaja, rozne
                    jezyki swiata. Coz znaczy zywizowany jezyk? Wyobraz sobie ze na PAPUA -mowia
                    az 740
                    jezykami. Czy jezli ktos przyjedza do jakiegos kraju -vide ludzie tez z Polski
                    ktorzy emigrowali do roznych krajow- i jezli ktos powedzialby ze np" jezyk
                    polski jest nie-cywizownym jezykiem",lub jezli ktos zna pare jezykow
                    afrykanskkich, i tak dalej czy uwarzasz to za-niecywizowane jednostki.
                    Czesto ( nie wiem na ile znasz historie ) europejskie spojrzenie na sprawy
                    innych narodow, jezykow ,zachowan bylo tylko spojrzeniem Europejczyka, co
                    wcale nie oznaczalo ze ,to spojrzenie bylo sluszne. Czesto bylo wprost
                    odwrotnie.Proponuje bardziej ,wglebic sie w temat-etnografia-oraz glebszemu
                    spojrzeniu na te sprawy. Pozdrawiam
                    W Australii byla glosna sprawa ( jest to debata doslownie narodowa)
                    na temat nielegalnych emigrantow ktorzy, przyplywali do Australii na lodziach,
                    umieszczano te osoby w tzw. obozach- i oczywiscie duzo z tych osob bylo
                    ponownie deportowanych, te osoby ktorym udalo sie otrzymc pobyt staly w
                    Australii czasmi byly w takim obozie -2do4lat!!!. Sprawa byla glosna w
                    Australii, poniewaz dotyczyla podstawowych praw czlowieka -spoleczenstwo
                    australijskie, bylo bardzo podzielone w opiniach, natomiast tutejszy rzad
                    przed wyborami "zagral" na tzw. obawach zwyczajnych ludzi , zwyczajnie i w
                    sposob brutalny oklamal, opinie publiczna-australijska, przedstwiajac
                    sfabrykowane dowody.Czesto te obozy odosobnienia znajdowly sie ,praktycznie na
                    pograniczu-pustyni.Dyskusja w Australii toczy sie dalej, pewne grupy-
                    otrzymaly pobyt staly innych deportowano.Temat zreszta sam w sobie jest
                    fascynujac ,jezli chodzi o zagrywki tutejszych politykow. Ale to "legenda "na
                    inna dyskusje. Wiosennie pozdrawiam
                    • Gość: Peter Re: Do Saby, do Asi. IP: 5.5D* / 203.98.50.* 21.09.03, 22:41
                      > Ale to "legenda "na
                      > inna dyskusje.

                      Dlaczego?? To jest bardzo ciekawy temat i chetnie go pociagne. Tym bardziej, ze
                      spotykaja sie tutaj nasi rodacy z calego swiata i ciekawy jestem, co sadza.

                      Placisz podatki w Australii?

                      Zgadzasz sie, aby za Twoje pieniadze utrzymywac ludzi, ktorzy nielegalnie
                      dostaja sie na terytorium Twojego kraju, uczyc ich angielskiego, skoro i tak,
                      jak pokazuje doswiadczenie, zdecydowana wiekszosc z nich nie contribute do
                      Australia (jak to po polsku powiedziec???), spedza lata na zasilkach mieszkajac
                      w slumsach, a ich dzieci beda wychowywane na ulicy. Moze troche przerysowalem,
                      ale chcialem sprowokowac dyskusje na ten temat.

                      W NZ to zjawisko ma mniejsza skale, ale i tak ciagle sa jakies afery, ktos z
                      Afryki dostal prawa uchodzcy i zaczal celowo zarazac AIDSem lokalne kobiety,
                      inny Iranczyk uwodzil turystki, odurzal narkotykami i znikal z kartami
                      kredytowymi, itd itp. Wsrod Hindusow szerzy sie niewolnictwo domowe. Mozna
                      liste zrobic jak Winston Peters.

                      Czytam, ze w NL istnieja obozy i pomaga sie emigrantom z dalekich biednych
                      krajow. Nie chca wyksztalconych i pracowitych inzynierow z Polski, a pomagaja
                      bezrobotnym z Iraku, Somalii, Filipin?? Jak mlody bezrobotny z Polski
                      przyjedzie, to dadza mu jesc, gdzie mieszkac i posla na kurs niderladzkiego?

                      Tylko prosze nie przylepiac mi etykietki rasisty. Nie ma dla mnie znaczenia
                      kolor skory emigranta, tylko jest kwalifikacje i wartosc na rynku pracy w kraju
                      do ktorego przybywa.
                      • cosmopolitka Re: Do Saby, do Asi. 21.09.03, 23:01

                        > Czytam, ze w NL istnieja obozy i pomaga sie emigrantom z dalekich biednych
                        > krajow. Nie chca wyksztalconych i pracowitych inzynierow z Polski, a pomagaja
                        > bezrobotnym z Iraku, Somalii, Filipin?? Jak mlody bezrobotny z Polski
                        > przyjedzie, to dadza mu jesc, gdzie mieszkac i posla na kurs niderladzkiego?

                        Poza ekonomiczymi sa jeszcze wzgledy humanitarne.
                        • Gość: Asia Re: Do Saby, do Asi. IP: *.dodd.co.nz 22.09.03, 00:27
                          No coz wyglada na to ze choc troche mialam racje, my Polacy uwazamy sie za cos
                          lepszego od innych.
                          Ty Peter pewnie nie wiesz bo wtedy byles jeszcze w Polsce i nie wiem czy tam
                          takie wiesci dochodzily ale w latach osiemdziesiatych byly prowadzone studia w
                          Australii na temach immigrantow z Polski wlasnie. Okazalo sie ze mnostwo
                          Polakow nie pracowalo, nie dlatego ze nie mogli znalezc pracy ale daltego ze
                          zapomogi im wystarczaly na zycie i poprostu woleli zyc troche biedniej ale
                          czesciej przebywac na plazy
                          to czy jestesmy wyksztalceni czy nie nie zawsze jest wykladnia naszej
                          przydatnosci w danym kraju, wielu immigrantow wykonuje prace ktorej nie chca
                          sie podjac tubylcy lub osoby wyksztalcone z innych krajow
                          Oczywiscie mozna by dlugo i namietnie dyskutowac na temat kogo dany kraj
                          powinien lub nie powinien przyjac, watpie abysmy doszli tutaj do jakiegos
                          porozumienia w tym wzgledzie jest to napewno ciezki temat i kazdy z nas ma
                          swoje zdanie w tej kwestii, ale proponuje wiecej empatii dla ludzi dla ktorych
                          czesto emigracja to sprawa zycia i smierci, my Polacy nigdy nie bylismy w
                          takiej sytuacji w jakiej niektore nacje sie znajduja (jezeli juz to byly to
                          pojedyncze przypadki)
                          Pamietam z moje pierwszej emigracji kiedy przyslano jakichs przedstwicieli zeby
                          przeprowadzili z polakami interview, okazalo sie ze wszyscy polacy jak jeden
                          maz byli bardzo zaangazowani w dzialalnosc Solidarnosci, co bylo oczywiscie
                          wirutnym klamstewem, znalismy tych ludzi od kilku miesiecy i na ogol widzialo
                          sie kto byl a kto nie byl w solidarnosci, tak mnie to wszystko zedrzaznilo ze
                          ja jako jedyna powiedzialam ze nie nalezalam do solidarnosc (chociaz bylam
                          przewodniczaca oddzialu zakladowego) moj maz do tej pory mi to wypomina, bo on
                          dostal zielona karte na pobyt w Austrii lub Niemczech a ja nie hihihihi

                          Nie jestem expertem od tego komu by dac prawo do pobytu tu czy tam a komu nie,
                          napewno kazdy przypadek powinien byc rozpatrzony osobno ale tak czy inaczej
                          nigdy nie bedzie tak zeby wszyscy byli zadowoleni bo jest wiecej takich ktorzy
                          chca wyemigrowac ze swojego kraju niz krajow ktore sa gotowe wziac duza ilosc
                          immigrantow. Nie ulega watpliwosci ze immigracja napedza ekonomie danego kraju
                          i to nie zaleznie od tego czy przyjmuje sie ludzi wyksztalconych czy nie.
                          • Gość: Asia Na troche weselszy temat IP: *.dodd.co.nz 22.09.03, 00:41
                            w sobote wybralismy sie na zakupy sadzonek, kupilismy troche drzewek owocowych
                            i znalazlam bez wiec sobie zafundowalam dwa krzaczki, bardzo sie ciesze bo
                            lubie bez a mieszkajac w Auckland nigdy nie widzialam zeby sprzedawali. Tak ze
                            teraz to juz jak w domu, bez i koperk co mi wiecej do szczescia potrzeba.
                            Ostatnio ogladalam film (niestety nie pamietam tytulu) o polskiej rodzinie w
                            USA, kobietka robila ogorki konsewowe (czy kiszone) i po ilus tam latach
                            rodzina jej powiedziala ze tak wlasciwie to oni nie lubia tych ogorkow a ona
                            miala caly magazynek tych ogorkow, zeby tak nie bylo z moim koperkiem bo ich
                            udusze hihihi
                            • Gość: Peter Re: Na troche weselszy temat IP: 5.5D* / 203.98.50.* 22.09.03, 01:05

                              > i znalazlam bez wiec sobie zafundowalam dwa krzaczki, bardzo sie ciesze bo
                              > lubie bez a mieszkajac w Auckland nigdy nie widzialam zeby sprzedawali

                              Jak sie tu nazywa??

                              Tez urzadzam sobie ogrodek i chcialbym miec bez. Bedzie pasowal obok palm?
                              • Gość: Asia Re: Na troche weselszy temat IP: *.dodd.co.nz 22.09.03, 02:09
                                hmm czy bedzie pasowal obok palm nie wiem, ja paly troche dalej sadze ale
                                wolnosc Tomku w swoim ogrodku ,, nazywa sie Lilak :) jakbys mial problemy to
                                moze ja ci podesle :)
                              • Gość: Numbat Re: Na troche weselszy temat IP: *.goldcoast.qld.gov.au 23.09.03, 06:27
                                Gość portalu: Peter napisał(a):

                                >
                                > > i znalazlam bez wiec sobie zafundowalam dwa krzaczki, bardzo sie ciesze bo
                                >
                                > > lubie bez a mieszkajac w Auckland nigdy nie widzialam zeby sprzedawali
                                >
                                > Jak sie tu nazywa??
                                >
                                > Tez urzadzam sobie ogrodek i chcialbym miec bez. Bedzie pasowal obok palm?

                                Peter witam !
                                jak sie zjawie w Nowej Zalandii to mysle, ze jakims drobnym piwkiem
                                wzniesiemy toast za wzbogacajace dyskusje:)))moze byc nawet w urzadzony ogrodku.
                                Pozdrawiam
                      • Gość: Saba Re: Do Saby, do Asi. IP: *.dsl.hccnet.nl 22.09.03, 08:16
                        Gość portalu: Peter napisał(a):
                        > Czytam, ze w NL istnieja obozy i pomaga sie emigrantom z dalekich biednych
                        > krajow. Nie chca wyksztalconych i pracowitych inzynierow z Polski, a pomagaja
                        > bezrobotnym z Iraku, Somalii, Filipin?? Jak mlody bezrobotny z Polski
                        > przyjedzie, to dadza mu jesc, gdzie mieszkac i posla na kurs niderladzkiego?

                        Nie, nie dostanie, poniewaz w NL obecnie przyjmuje sie jedynie uchodzcow z
                        przyczyn humanitarnych, ekonomicznych nie.
                        Z jednej strony to dobrze, bo brakuje rak do prostych prac uslugowych, a
                        unikatowych inzynierow z Polski czy Czech pracodawcy jesli potrzebuja to
                        sprowadzaja na innych zasadach.
                        Z drugiej strony nie tak dobrze, bo "integracja" Somalczyka czy Filipinczyka
                        kosztuje duzo wiecej czasu, energii i pieniedzy niz trzeba by poswiecic na
                        Polaka, a roznice kulturowe sa nie do zatarcia w ciagu kilku pokolen.

                        Poza tym Polska wchodzi do UE, wiec o czym tu w ogole mowa???
                      • Gość: Numbat Re: Do Saby, do Asi. IP: *.goldcoast.qld.gov.au 23.09.03, 06:19
                        Gość portalu: Peter napisał(a):

                        > > Ale to "legenda "na
                        > > inna dyskusje.
                        >
                        > Dlaczego?? To jest bardzo ciekawy temat i chetnie go pociagne. Tym bardziej,
                        ze
                        >
                        > spotykaja sie tutaj nasi rodacy z calego swiata i ciekawy jestem, co sadza.
                        >
                        > Placisz podatki w Australii?
                        >
                        > Zgadzasz sie, aby za Twoje pieniadze utrzymywac ludzi, ktorzy nielegalnie
                        > dostaja sie na terytorium Twojego kraju, uczyc ich angielskiego, skoro i tak,
                        > jak pokazuje doswiadczenie, zdecydowana wiekszosc z nich nie contribute do
                        > Australia (jak to po polsku powiedziec???), spedza lata na zasilkach
                        mieszkajac
                        >
                        > w slumsach, a ich dzieci beda wychowywane na ulicy. Moze troche
                        przerysowalem,
                        > ale chcialem sprowokowac dyskusje na ten temat.
                        >
                        > W NZ to zjawisko ma mniejsza skale, ale i tak ciagle sa jakies afery, ktos z
                        > Afryki dostal prawa uchodzcy i zaczal celowo zarazac AIDSem lokalne kobiety,
                        > inny Iranczyk uwodzil turystki, odurzal narkotykami i znikal z kartami
                        > kredytowymi, itd itp. Wsrod Hindusow szerzy sie niewolnictwo domowe. Mozna
                        > liste zrobic jak Winston Peters.
                        >
                        > Czytam, ze w NL istnieja obozy i pomaga sie emigrantom z dalekich biednych
                        > krajow. Nie chca wyksztalconych i pracowitych inzynierow z Polski, a pomagaja
                        > bezrobotnym z Iraku, Somalii, Filipin?? Jak mlody bezrobotny z Polski
                        > przyjedzie, to dadza mu jesc, gdzie mieszkac i posla na kurs niderladzkiego?
                        >
                        > Tylko prosze nie przylepiac mi etykietki rasisty. Nie ma dla mnie znaczenia
                        > kolor skory emigranta, tylko jest kwalifikacje i wartosc na rynku pracy w
                        kraju
                        >
                        > do ktorego przybywa.


                        Peter! bardzo dobrze ze wywiazla sie polemika: sam temat , jest
                        bardzo emocjonalny ( jezeli chodzi o te sprawy: w roznych krajach ten problem
                        przedstawia sie- inaczej dla kazdego kraju).
                        Oczywiscie kazdy normanlny kraj ,jak moze broni sie przed "zalewem" tzw.
                        nielegalnej emigracji. Oczywiscie jest to spowodowane wzgledami politycznymi,
                        ekonomicznymi....a od pamietnego ataku( 11/09 USA) tez wzgledami bezpieczenstwa
                        danego kraju i obywateli.
                        Jezli wejdziesz w historie- to emigracje legalna i nielegalna istniala chyba:
                        od wielu stuleci. Wiec nie jest to, tylko bolaczka obecnego czaso-okresu.
                        Problem jest tak zlozony ze....oczywiscie zajmowaly(zajmuja) sie tym potezne
                        oraganzacje
                        rzadowe- miedzynarodowe-humanitarne ,itd,itp. Jest to tragedia:wielu narodow,
                        spoleczenstw, pojedynczych osob.Jedni zmieniaja miejsca zamieszkania ze
                        wzgledow:roznych, konfiktow na tle politycznym, religijnym, konfiktow w ktorych
                        ginie miliony osob,z powodow istnienia, roznego rodzaju dyktatur. Tragedie
                        pojedynczych osob, sa czasmi na skale ogromnego wszechswiata.
                        Czesto zdaza sie ze jedynym sensownym wyborem, zeby ocalic swoje zycie, lub
                        zycie bliskich jest : zwyczajna ucieczka do innego kraju ,na inny kontynent.
                        Historie te sa czasmi: dramatycznymi historiami kondycji( tak samo psychicznej
                        jak i fizycznej),niszczenia podstawowych prawa czlowieka.Oczywiscie istnieja i
                        inne jeszcze kwestie o ktorych,
                        podyskutujemy sobie na tym forum, poniewaz temat sam w sobie. Dotyka tzw"
                        kondycji-ludzkiej", kondycji spoleczenstw, ludzi ktorzy maja ,wadze w danych
                        krajach, rzadzacych (kiedys), lub obecnie krawych dyktatur.Oblednych politykow
                        ( czasmi sa to zwyczajni zbrodniarze) ktorzy, za cene utrzymania sie przy wladzy
                        skazuja na smierc nie tylko pojedynczych ludzi ale tez cale:narody, plemiona
                        grupy. I calej tej naszej dyskusji, trzeba o tych sprawach tez
                        pamietac.
                        pozdrawiam

                    • Gość: Saba Re: Do Saby, do Asi. IP: *.dsl.hccnet.nl 22.09.03, 07:57
                      Numbat,

                      Najwidoczniej zle sie wyrazilam, bo przez jezyk cywilizowany mialam na mysli
                      jezyk wspolny dla spolecznosci zamieszkujacej taki oboz uchodzcow. Nie uwazam
                      aby zaden inny narod byl gorszy od polskiego czy jakiegokolwiek innego. Uwazam
                      jednak, ze kilkuletnie mieszkanie pod jednym dachem z czesto bardzo duza grupa
                      ludzi, nie mogac sie z nimi w zaden sposob porozumiec, to katorga.
                      Mam nadzieje, ze ci to wystarczy, choc pewnie niestety zamknie otwarte przez
                      ciebie drzwi do polemiki..

                      Co do emigrantow w NL to sa obecnie jednym z najbardziej nurtujacych problemow
                      i polityka imigracyjna znajduje sie w czolowce zainteresowania wszystkich
                      partii politycznych. Doszlo nawet do tego, ze w ubieglym roku Pim Fortuyn
                      stworzyl partie, ktorej punktem wyjsciowym byla wlasnie polityka imigracyjna,
                      facet proponowal dosc ostre zasady, zarzucal panujacemu rzadowi przesadna
                      humanitarnosc obracajaca sie nie tylko przeciw tubylcom, ale rowniez samym
                      imigrantom, duza czesc Holendrow sie publicznie degustowala, ale w wyborach
                      jego partia zdobyla tyle glosow, ze wraz z CDA weszla w koalicje rzadzaca,
                      ktora nie przetrwala roku poniewaz radykalnego pana Fortuyna usunieto
                      (zastrzelono)...

                      Pozdrawiam
                      Saba
                      • Gość: Asia nastepne interview IP: *.dodd.co.nz 23.09.03, 00:15
                        lece dzisiaj na nastepne interview wiec trzymajcie za mnie kciuki :)
                        • Gość: Asia Re: bilet autobusowy IP: *.dodd.co.nz 23.09.03, 01:19
                          jezdze do pracy autobusem i wracajac wczoraj chcialam sobie kupic bilet na 12
                          przejazdow ktory kosztuje 18 dol. mialam tylko 50 dol i kierowca nie mial mi
                          wydac reszty, pojedynczy przejazd kosztuje 2 dol a ja mialam 1.40, jakis mlody
                          facet wcisnol mi w reke 2 dol ktore zanioslam kierowcy zeby sobie ten bilet
                          kupic na co on powiedzial ze 1 dol. wystarczy wiec oddalam te 2 dol. temu
                          milemu panu no i dostalam bilet za dolara, i jeszcze do tego wszyscy sie do
                          mnie usmiechali, kurcze gdzie takie rzeczy w Polsce do pomyslenia
                          • Gość: Peter Re: bilet autobusowy IP: 5.5D* / 203.98.50.* 23.09.03, 01:35
                            Raz w tygodniu wracam autobusem do domu, gdy zona idzie na gym po pracy. Raz mi
                            sie zdarzylo, ze wracalem ostatnim kursem i bylem jedynym pasazerem. Kierowca
                            zapytal o adres i podwiozl mnie do samego domu.
                            • Gość: Asia Re: bilet autobusowy IP: *.dodd.co.nz 23.09.03, 01:38
                              no wlasnie az milo :) do tego jeszcze mowia dzien dobry i dziekuje rane inny
                              swiat, co ciekawego w Auckland Peter?
                              • Gość: Peter Re: bilet autobusowy IP: 5.5D* / 203.98.50.* 23.09.03, 02:17
                                wlasnie przeczytalem ciekawa wymiane pogladow na temat sasiedniego kraju

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4127312&v=2&s=0
                                • numbat Re: bilet autobusowy 23.09.03, 09:17
                                  Gość portalu: Peter napisał(a):

                                  > wlasnie przeczytalem ciekawa wymiane pogladow na temat sasiedniego kraju
                                  >
                                  Witam Peter
                                  wiesz troche sobie przeczytalem to co wydostales,( to wymaga glebszej analizy:))
                                  zwyczajnie kazdy ma taka Australie na jaka zasluzyl, albo inaczej -nie kazdy
                                  ten sam kolor ma takie same barwy.
                                  Natomiast moze, to Ciebie zainteresowac. Polecam- jest to strona wydzialu
                                  emigracji
                                  rzadu australijskiego ,i tam sobie mozesz przeczytac o legalnej i nielegalnej
                                  emigracji. Ciekawa- sa rozne linki ,wiec w wolnych chwilach mozesz sobie
                                  wyszukac ciekawe historie.

                                  minister.immi.gov.au/borders/detention/poplesmugg.
                                • numbat Re: bilet autobusowy 23.09.03, 09:30
                                  Gość portalu: Peter napisał(a):

                                  > wlasnie przeczytalem ciekawa wymiane pogladow na temat sasiedniego kraju
                                  >

                                  ps. jeszcze drobna sprawa. Ten czlowiek ktory opisuje -jego widzenie Australii,
                                  "Dario" praktycznie, nie zna tego kraju. Opisuje w taki sposob, jak scenariusz
                                  z filmu "Szczesliwego Nowego Yorku".
                                  Jak troche bardziej "wyrobie " sie z czasem i chora noga, to postaram sie
                                  bardziej sprawnie odpowiedziec na jego tendencyjne widzenie Australii.
                                  Coz Peter- mozliwe ze po kilku latach zycia na tym kontynencie-ten czlowiek
                                  mialby inny poglad na Australie -jako calosc. Ale to wymaga-przejscia z....
                                  "mycia garow" do np. otworzenia swojej knajpki, porozrowania po tym
                                  kontynencie,dotkniecia kolorow i barw tego kraju. Jego pretensje wymagaja
                                  -innej analizy.Ale to temat ,na inny czas.
                          • Gość: Numbat Re: bilet autobusowy IP: *.goldcoast.qld.gov.au 23.09.03, 05:35
                            Gość portalu: Asia napisał(a):

                            > jezdze do pracy autobusem i wracajac wczoraj chcialam sobie kupic bilet na 12
                            > przejazdow ktory kosztuje 18 dol. mialam tylko 50 dol i kierowca nie mial mi
                            > wydac reszty, pojedynczy przejazd kosztuje 2 dol a ja mialam 1.40, jakis
                            mlody
                            > facet wcisnol mi w reke 2 dol ktore zanioslam kierowcy zeby sobie ten bilet
                            > kupic na co on powiedzial ze 1 dol. wystarczy wiec oddalam te 2 dol. temu
                            > milemu panu no i dostalam bilet za dolara, i jeszcze do tego wszyscy sie do
                            > mnie usmiechali, kurcze gdzie takie rzeczy w Polsce do pomyslenia

                            Witam po kolejnym sympatycznym masazu:)) ciekawe czy zdjecia otworzylas?.
                            Ale w sumie bedzie o roznych sprawch( poniewaz fajnie ze, mozna polemizowac,
                            w koncu gdybysmy tylko ,pisali sobie grzecznie witam i jak sie masz to ,bylby
                            to forum z cyklu "Pozdrawiam wszystkich ".
                            A tak moze bedziemy mieli ciekawa dyskusje, o roznych aspektach emigracji: w
                            roznych okresach, kontynentach, krajach) samo zjawisko ,jest jak ksiega
                            ludzkiego zycia.( ale o tym pozniej)
                            Jezeli chodzi o sprawy jazdy autobusem. Poniewaz ze wzgledu na swoja stope ,
                            nie moge zbyt kierowac obecnie samochodem, korzystam z autobusow. Ciekawa
                            sprawa. Historia ta zdarzyla sie :pare razy i troche inaczej to wyglada niz
                            opisuje to "Asia", do autobusu wchodzi kilkanascie osob, mlody czlwiek ze
                            szkoly,szuka biletu.....nie moze znalezc, kierowca troche juz lekkko zdzwiony,
                            Ten mlody czlowiek- mowi " Chyba gdzies zgubilem bilet"
                            kierowca- ok. -bilet kosztuje $2.40.
                            Mlody czlowiek szuka w kieszeni pieniedzy, wyciaga chyba cos oklolo $2.
                            kierowca mowi-
                            -To nie wystarczy.
                            Czlowiek bezradnie patrzy ,po twarzach pasazerow.Konsternacja. (Nie mialem przy
                            sobie kompletnie drobiazgow, bo zapalcilbym za jego bilet).Nikt sie nie podnosi.
                            Kierowca wskazuje reka na wyjscie. Mlody czlowiek....bez slowa
                            opuszcza autobus.Czasmi tak to bywa.
                            Wczoraj temperatura wyobrazcie sobie w samo poludnie!!!! 37 stopni!!!!
                            dzisiaj podobnie, ale podmuch oceanu, lagodzi temperature, a przeciez dopiero
                            zaczela sie tutejsza wiosna. Woda w oceanie zaczyna byc coraz cieplejsza.
                            Nad moja glowa w nocy ( szczegolnie fantstycznie to widac kiedy ,wchodzi sie
                            na plaze nocna pora) widac Mars.Na tle, wszystkich gwiazd i planet ,w tym
                            czasie naprawde wyglada imponujaco.Jeszcze bedzie widoczny przez kilka tygodni.
                            A nastepne spotkanie z Nim, chyba za jakies 200 lat, proponuje zapisac w
                            kalendzarzu, zeby nie zapomniec:)))
                            wiosennie pozdrawiam
                            ps. i tak kiedy , wczoraj popatrzylem na temperature, uzmyslowilem sobie
                            ze ta sama temperatura ,w okresie letnim w Europie ( zmarlo kilkanscie tysiecy
                            osob!!!)"rokladala "Europe. Widocznie w duzych miastach te temperatury
                            sa zabojcze dla ludzi.
                      • Gość: Numbat Re: Do Saby, do Asi. IP: *.goldcoast.qld.gov.au 23.09.03, 05:50
                        Gość portalu: Saba napisał(a):

                        > Numbat,
                        >
                        > Najwidoczniej zle sie wyrazilam, bo przez jezyk cywilizowany mialam na
                        mysliMam nadzieje, ze ci to wystarczy, choc pewnie niestety zamknie otwarte
                        przez
                        > ciebie drzwi do polemiki..
                        >
                        >
                        Witam Saba ( oczywiscie witam optymistycznie i wiosennie:))

                        Bardzo dobrze ze nastapila polemika, poniewaz wymiana roznych pogladow, mysli ,
                        opinii swiadczy o tym ze, to forum bardziej, staje sie ciekawa sprawa.
                        A ze, czasmi mamy rozne skojarzenia i opisy , to znaczy ze, czasami widzimy
                        inaczej sprawy. I bardzo dobrze.Mysle ze,fajnie byloby zeby polemika istniala
                        dalej bo ( polemika z sensem, w miare kulturalna ) moze wzbogadzic innych i
                        zwyczajnie dac informacje, uwrazliwic na sprawy istniejace tu i tam.
                        Szczegolnie kiedy piszemy, z roznch zakadkow naszej planety i kiedy wlasne
                        obserwacje , i przezycia sa czasmi kompletnie inne.Ale to jest wlasnie
                        sens polemizownia i wymiany roznych czasmi idacych obok siebie mysli i opinii.

                        pozdrawiam
                        cieplem oceanicznego
                        podmuchu....a czasami

                        wieje...wieje...wieje:))) achoj do nastepnego stukniecia w klawisze.
                        • Gość: Asia Czesc Numbat IP: *.dodd.co.nz 23.09.03, 23:16
                          zdjecia dostalam dzieki, nawet napisalam Ci maila ale chyba go nie dostales
                          jezeli pytasz czy otworzylam zdjecia :(((

                          u mnie nie jest tak cieplo jak u Ciebie (wlasnie w latach 80tych ze wzgledu na
                          temperatury nie chcialam do Australii)
                          Ciesze sie ze jeszcze ktos tu sie odzywa bo wlasciwie dzisiaj mialam sie z Wami
                          pozegnac nie chcac sztucznie przedluzac czegos co wyglada ze umiera smiercia
                          naturalna.
                          Przeczytalam ten artykul o Australii, napewno z niektorymi watkami zgadzam sie
                          z autorem, ale jak piszesz nasze opinie sa uksztaltowane przez kraj i
                          srodowisko w jakim sie wychowalismy i zawsze (przynajmniej na poczatku)
                          patrzymy przez pryzmat swoich doswiadczen. Mialam to szczescie ze bedac w
                          Australii poznalam duzo ludzi wywodzacych sie z roznych krajow i mialam okazje
                          zobaczyc jak ludzie zyja i co jest dla nich wazne. Autor wspomnianej wypowiedzi
                          ma to szczescie czy tez nieszczescie obracac sie akurat w towarzystwie ludzi
                          ktorzy sa w podobnej sytuacji do niego i to oczywiscie w pewien sposob
                          znieksztalca jego widzenie a to ze rozciaga to swoje widzenie na caly kraj jest
                          juz osobnym tematem, ale w sumie go rozumiem.
                          Napewno zgadzam sie z jego spostrzezeniem dot. ubioru kobiet i wogole zadbania
                          czy tez raczej jego braku. Tak to niestety na ogol bywa ze jak ludzie na okolo
                          ciebie nie dbaja o swoj wyglad to czlowiek z czasem zaczyna rownac w dol
                          niestety. Ja tym razem postanowilam sobie ze tego nie zrobie ale czy wytrwam?
                          Jezeli zaczne sie ubierac jak jedna z ksiegowych w firmie w ktorej obecnie
                          pracuje to niech mnie ktos zastrzeli poprostu.
                          Rozmawialam sobie ostatnio na necie troche z Nowozelandczykami (mialam
                          zamieszczone zdjecie swoje) i na ogol jedno z pierwszych pytan bylo czy jestem
                          z europy bo wygladam zupelnie inaczej niz kiwiski.Jakis facet sie "skarzyl" ze
                          kiwiski nie chca sie ladnie ubierac (i mial racje zreszta biorac pod uwage ze
                          ciuchy maja ladne)
                          Przepraszam zdaje sie ze sie rozgadalam na typowo babski temat.

                          No coz prawda stara jak swiat, kazdy kraj ma swoja wlasna specyfike, czy
                          Australia za 10 lat dorowna Europie? wydaje mi sie ze nie, ja nawet twierdze ze
                          Australia czy N.Z sa dwadziescia lat za Europa (w niektorych aspektach) ale czy
                          te kraje chca dorownac Europie to juz jest jakby inne pytanie. Zreszta biorac
                          pod uwage fakt ze Europa to stary kontynent to o czym my tu wogole mowimy.
                          Prawda jest taka ze austalijczycy i nowozelanczycy maja takie marzenie zeby
                          pojechac i zobaczyc europe, a europejczycy zeby pojechac do Austalii czy tez
                          Nowej Zelandii. Oczywiscie z tym ze ludzi nie stac na to zeby sie wybrac do
                          Europy sie nie zgodze, bo jednych stac innych nie, tak samo jak europejczykow
                          na wyjazd na antypody czy tez gdzie kolwiek indziej, jednych stac na wczasy w
                          Pcimiu Dolnym a inni nawet i do Pcimia sie nie wybiora.
                          Z daleka wszystko wyglada lepiej, facet jak pisze daje sobie swietnie rade w
                          Polsce i trudno mu sie dziwic ze warunki w jakich zyje obecnie nie spelniaja
                          jego oczekiwan ale uogolnianie typu ze wyjezdzaja tylko Ci ktorzy nie maja
                          wyksztalcenia czy tez nie daja sobie rady w Polsce jest lekka przesada, chociaz
                          z drugiej strony moze taki kubel zimnej wody nie jest zly dla tych ktorym sie
                          wydaje ze wystarczy przyjechac do jakiegos kraju a tam wszyscy bede sie
                          oferowac z pomoca, bo tak oczywiscie nie jest.

                          ciple pozdrowienia z chlodnego Christchurch



                          • Gość: Peter Re: Czesc Numbat IP: 5.5D* / 203.98.50.* 24.09.03, 01:07
                            Nie zegnaj sie, blagam.

                            To jest najciekawszy watek na forum wyborczej. Kazdy dzien pracy zaczynam od
                            zagladniecia tutaj. Tobie pisanie przychodzi latwo, widac, ze sprawia Ci to
                            przyjemnosc. Jestem przekonany, ze to czytaja setki ludzi, ale tylko niektorzy
                            sie wtracaja do dyskusji.

                            Jest troche prawdy z tym zapoznieniem cywilizacyjnym Nowej Zelandii w
                            porownaniu z Europa, ale tu nie chodzi o technologie, ale raczej o mentalnosc
                            ludzi, ktorym nie zalezy na wygladzie, tzw kulturze wyzszej. Z drugiej jednak
                            strony gdzie w Europie mozna tak wygodnie i bezstresowo pracowac, przy tak
                            niskim bezrobociu, stabilnym wzroscie gospodarczym i nadwyzce budzetowej rzadu.
                            Nie wspominam umiarkowanego klimatu, wspanialych krajobrazow i fantastycznej
                            przyrody. Oczywiscie dochody tu sa nizsze niz w wysokorozwinietych krajach
                            europy zachodniej, ale jakosc zycia, jak sadze, jest wyraznie wyzsza.

                            W mojej okolicy znajduje sie wielki plac budowy na wschodnim skraju Auckland.
                            Nowe domy powstaja tam jak grzyby po deszczu. Mozna je oczywiscie krytykowac,
                            ze sa z tektury bez ogrzewania, ale warunki mieszkaniowe sa rewelacyjne. Domy
                            maja duza powierzchnie, podwojne garaze, piekne widoki na okoliczne wzgorza,
                            duzo zieleni wokolo. Ciekawe, ze najpierw powstaja drogi, chodniki, oswietlenie
                            uliczne, sadzone sa drzewa, a dopiero potem ktos kupuje dzialke i buduje dom. A
                            nie sa to domy dla zamoznych. Rodzina o przecietnych dochodach dostanie bez
                            problemu kredyt na taki domek i splaci go przez 20 lat nie rujnujac sie
                            zbytnio. Kiedy to bedzie mozliwe w Polsce???

                            • Gość: Asia Re: Czesc Peter IP: *.dodd.co.nz 24.09.03, 02:05
                              blagac nie musisz (az sie usmiechnelam po przeczytaniu) ale nie bardzo mam chec
                              na prowadzenie monologu a jak kazda typowa kobieta lubie sobie pogadac, wiec
                              jak sie ludzie nie odzywaja to rownie dobrze moge w domu do lustra.

                              Oczywiscie ze nie chodzilo mi o technologiczne sprawy, ale jakby samoodczucie
                              codziennego zycia piszac o tych 20 latach do tylu. Z tym ze nie twierdze ze
                              jest to zle, bo gdyby mi sie nie podobalo to stralabym sie wyjechac gdzies do
                              Europy. Wszystko zalezy od tego co sie komu podoba i czego sie od zycia
                              oczekuje, czy w Polsce taki standard zycie kiedykolwiek bedzie mozliwy mam
                              spore watpliwosc, tam sa poprostu inne realia i inna mentalnosc ludzi i chyba
                              dlugo nam zajmie zeby ta mentalnosc zmienic. Czytajac rozne wypowiedzi na forum
                              mozna sie poprostu zorientowac ze duza czesc mlodszego spoleczenstwa Polski
                              stara sie ze wszech sil przystosowac do nowych systmow i czesto jest w tym tak
                              zagalopowana ze nie widzi co sie dzieje obok nich, a jezeli ktos to dostrzega
                              to na ogol uwaza ze ci ktorym sie nie wiedzie sa sami sobie winni, bo nie maja
                              wyksztalcenia albo sa za starzy, albo kulawi, garbaci, rudzi itd. Wydaje mi ze
                              potrzeba duzo czasu na to zeby zrozumiec ze wszyscy maja prawo do zycia w
                              godziwych warunkach bez koniecznosc bycia zlodziejem i kretaczem.
                              A tak wogole to czasem wydaje mi sie ze nie bardzo mam prawo do wypowiadania
                              sie na temat polskich warunkow czy mentalnosci polakow, bo juz tam nie jestem i
                              pewnie zaraz od kogos dostane po glowie wypowiedzia w stylu "jak juz wyjechalas
                              to po co sie madrzysz" lub cos podobnego. O N.Z. tez pewnie nie powinnam sie
                              wypowiadac bo ktos powie ze jestem tu za krotko zeby wypowiadac swoje opinie.
                              Zawsze interesowala mnie mentalnosc ludzi i lubie posluchac co kto ma do
                              powiedzenia, jedno napewno daje sie zauwazyc, na ogol ludzie z mniejszym
                              doswiadczeniem maja bardziej ugruntowane opinie i to najczesciej na tematy na
                              ktore malo wiedza. Czasem mysle sobie ze mam w zyciu duzo szczescia bo udalo mi
                              sie zyc w ciekawych czasach (na ogol przelomy wiekow sa ciekawe) i w ciekawych
                              krajach. Udalo mi sie poznac tylu ciekawych ludzi, i wysluchac tylu roznych
                              punktow widzenia ze chyba zdazylam nauczyc sie tego ze moj punkt widzenia nie
                              jest tym jednynie slusznym (co zdarzalo mi sie twierdzic dawno temu) Wydaje mi
                              sie ze emigracja jest dobra szkola zycia i pomimo ze bywa ciezko, to nie
                              zamienilabym tego na spedzenie calego zycia w jednym kraju (nawet jezeli
                              mialoby byc w duzo lepszych warunkach). Ktos madry kiedys powiedzial ze podroze
                              ksztalca i zdecydowanie mial racje, napewno wyrabiaja charakter i tolerancje i
                              mozliwosc brania tego z roznych swiatow co najlepsze (dla nas oczywiscie)

                              P.S. Nigdy nie napisales w jakiej mieszkasz dzielnicy, co prawda dom widzialam
                              na zdjeciu (bardzo ladny) ale po tak krotkim wycinku ulicy nie jestem w stanie
                              rozpoznac dzielnicy.

                              • Gość: Peter Re: Czesc Peter IP: *.adsl-wns.paradise.net.nz 24.09.03, 03:25
                                Uwazam, ze wlasnie takie osoby jak Ty, z Twoim doswiadczeniem, maja dopiero
                                prawo porownywac Polske z reszta swiata. Kazdy ma prawo glosic swoje poglady,
                                ale nie kazdy ma kwalifikacje, aby jego poglady powaznie traktowac.

                                Wynajmujemy dom w Dannemora. To nowa dzielnica we wschodnim Auckland, na
                                poludnie od Howick. W czasach, gdy Ty mieszkalas w Auckland, tu rosla tylko
                                trawa. Teraz trwa tu boom budowlany i dziesiatki nowych domow powstaja w tej
                                okolicy.

                                Domek podobny do tego

                                www.homeoforigin.co.nz/tourhome.htm
                                Ale dwa razy mniejszy. Dwie sypialnie, pojedynczy garaz. 310 NZD za tydzien.
                                • Gość: Asia Re: Czesc Peter IP: *.dodd.co.nz 24.09.03, 03:38
                                  no to faktycznie musi byc nowa dzielnica bo nazwa absolutnie nic mi nie mowi. Z
                                  tego co sie zdarzylam zorientowac ceny domow i wynajmowania w Aucland sa
                                  naprawde wysokie, zreszta byly wysokie kiedy ja tam mieszkalam rowniez. Tak to
                                  juz ten swiat jest urzadzony ze jak sie wiecej zarabia to trzeba i wiecej
                                  wydac. Mam nadzieje ze wybierzecie sie kiedys do Christchurch bo naprawde
                                  warto.

                                  Pisales kiedys ze jestes zadowolony ze Wasze dzieci nie beda chodzily w Polsce
                                  do szkoly, (mialam to wtedy skomentowac ale jakos mi ucieklo), ale oczywiscie
                                  masz racje bo ksztalcenie dzieci w Polsce to naprawde katorga dla rodzicow i
                                  trzeba miec mocne nerwy albo wogole sie nie przejmowac i przymykac oczy na
                                  wszystko. A swoja droga macie dzieci czy narazie w planach?

                                  • Gość: Peter Re: Czesc Peter IP: 5.5D* / 203.98.50.* 24.09.03, 04:10
                                    Podobnie jak w Warszawie, zycie jest drozsze, ale mozna tez lepiej zarobic.
                                    Niezle zarabialismy w Warszawie, ale trudno sobie bylo nam wyobrazic
                                    powiekszenie rodziny, bo z jednej pensji nawet dobrej trudno utrzymac rodzine.

                                    To byl jeden z powodow naszej przeprowadzki do Auckland. Tutaj bedzie nam
                                    latwiej wychowywac dzieci, a one same na pewno beda nam kiedys dziekowac, ze
                                    taki im wybralismy kraj urodzenia. Poczatkowo planowalismy, ze szybko sie
                                    rozmnozymy, ale moja zona tak polubila swoja nowa prace, ze ta wazna decyzja
                                    zostala odsunieta na dalsza przyszlosc.

                                    A jak sobie corka radzi?
                                    • Gość: Asia Re: Czesc Peter IP: *.dodd.co.nz 24.09.03, 05:01
                                      corka radzi sobie niezle, w pracy dostala podwyzke i awans, przygotowuje sie do
                                      zdania egzaminow na studia, mam nadzieje ze jej sie uda dostac. Dzisiaj nawet
                                      wygrzebalam w internecie ze studenci polskiego pochodzenia moga sie o
                                      stypendium ubiegac, wiec jej to zaniose niech sobie popatrzy. Corka nie ma
                                      takich problemow jak ja bo juz pomijajac wiek, ona nie ma obcego akcentu,
                                      jezeli juz to angielski wiec jak nie powie to nikt sie nie zorientuje ze nie
                                      jest kiwiska. Ja juz mialam wypadki ze po wyslaniu aplikacji ktos dzwoni i
                                      kiedy uslyszy ze mam akcent... no coz nie jest to dla mnie nowoscia wiec nie
                                      bede rozdzierac szat na ten temat.

                                      Znalazlam tez strone internetowa polonii w Christchurch, czlonkow widze maja
                                      niewielu bo cos troche ponad 40 z tego co pamietam, ale jakies tam znajomosci
                                      chcialabym nawiazac zeby czasem mozna pogadac. Jak juz wspominalam ostatnio
                                      troche na forum nz sobie posiedzialam, smiac mi sie chcialo bo ktos napisal ze
                                      tu taka bieda i ze robi sie coraz gorzej, jak sie czyta ze bezrobotny narzeka
                                      ze go nie stac na nowy microwave za 500 dol (nie wiem czemu taki przyklad
                                      wybral bo mozna kupic juz za 99 jak sie poszuka)
                                      nie wiem czy wspominalam juz kiedys ale bedac kiedys w W&E bylam swiadkiem jak
                                      przyszedl facet z garscia rachunkow i pretensja ze nie ma z czego splacac rat,
                                      dali mu specjalny dodatek i jeszcze samochodem do domu odwiezli, bo facet
                                      stwierdzil ze ne ma za co do domu wrocic. Nie wypowiadalam sie na tym forum na
                                      temat biedy w NZ bo chyba nikt be nie zrozumial o czym mowie tak samo pewnie
                                      jak zaden polak (bezrobotny) nie zrozumial by tego co tu kiwisi nazywaja bieda.
                                      Taki ten swiat dziwny ze to co tu bieda to tam niezla stopa zyciowa.

                                      Ciekawie by bylo zrobic doswiadczenie typu przeniesienie 100 bezrobotnych
                                      kiwisow do Polski i 100 bezrobotnych polakow do nz na rok, ciekawe kto gdzie
                                      chcialby mieszkac po tym roku :)

                          • Gość: Saba Re: Czesc Numbat IP: *.adsl.wanadoo.nl 24.09.03, 10:17
                            Asiu,
                            Jak to temat umiera? Chyba niedowidzisz.. bo mnie sie wydaje, ze staje sie
                            coraz ciekawszy. Nie odchodz i nie kaz sie prosic.
                            Piszesz o ubiorach kobiet :-)
                            Ja w Holandii wyleczylam sie ze wszystkich kompleksow jakie mialam w Polsce.
                            Nie dosc, ze Holenderki na ogol sa niespecjalnie urodziwe to jakby celowa
                            swoje slabe punkty uwydatniaja. Dziwi mnie ta tendencja.. i zastanawia jakie
                            ma podloze. To, ze nosza na ogol spodnie tlumacze nawykiem jazdy na rowerach,
                            i chociaz wiele kobiet jezdzi samochodami, to te spodnie im zostaly. Ale to
                            nie tlumaczy bezguscia i ubierania sie kompletnie niestosownie co do okazji
                            (np dzinsy na sluby), wieku i tuszy (np spodnie biodrowki - bo taka moda -
                            pomimo wylewajacych sie fald). No, ale najwazniejsze ze czuja sie mlodo, bo
                            chyba wlasnie im o to chodzi.
                            Ja zrezygnowalam z wysokich obcasow (niewygodne w samochodzie) i krotkich
                            spodniczek (j.w. + komponowanie sie w istniejece standardy), a co do reszty to
                            sie nie daje.. ciekawe jak dlugo?
                            Pozdrawiam!
                            • Gość: Asia Re: Czesc Saba IP: *.dodd.co.nz 25.09.03, 00:14
                              absolutnie prosic sie nie kaze, i chetnie tu wpadam zeby poczytac co ludzie
                              pisza, tyle ze coraz mniej ludzie pisza

                              kobiece ubrania tez chyba dla Panow nie sa ciekawe bo nikt sie na ten temat nie
                              wypowiada, i piszac to zdanie nasowa sie taka refleksja - czy warto ubierac sie
                              bardziej starannie i dbac o siebie jak to facetow ani ziebi ani parzy :)

                              no i odpowiedz - juz dawno stwierdzono ze kobiety ubieraja sie dla siebie a nie
                              dla facetow,,
                              kurcze fajny watek jak sama sobie odpowiadam (ale nie ma to jak pogadac z
                              madrym czlowiekiem hihihi)

                              no i czym by Was tu wszystkich zbulwersowac zebyscie sie troche rozruszali i
                              jednak cos pisali, bo jak widac zycie mniej czy wiecej ustabilizowane nie jest
                              juz takie interesujace, temat koperku sie skonczyl i mamy niezaorane pole,
                              nawet bulwersujacy temat emigracji sie wyczerpal bo jak widac rozmawiaja tu
                              sami kulturalni ludzie i nikt nikogo nie chce urazic.

                              Moze o toksycznych zwiazkach porozmawiamy albo o tym co kto ciekawego
                              przeczytal ostatnio (kurcze ja juz dawno nic)

                              Saba opowiedz troche o swoim zyciu, miejscu w ktorym mieszkasz, pracujesz,
                              ludziach, (a swoja droga powiedz ile masz lat jezeli oczywiscie nie wstydzisz
                              sie swoich lat)
                              • Gość: Tomek Re: Czesc Saba IP: *.broadcom.com 25.09.03, 04:08
                                Pisz asia, pisz. Mysle ze sporo ludzi po prostu tylko czyta.
                                A musze powiedziec, ze przedstawiasz losy emigranta w bardzo sympatyczny sposob.
                                Wiec i dlatego milo sie czyta.
                                Dla mnie jest to rowniez pierwsze blizsze zetkniecie z Nowa Zelandia poza
                                National Geographic wiec tym chetniej sledze Twoje przygody jak i wpisy innych
                                osob stamtad czy Australii.

                                Co do ubioru to nie zgodze sie okresleniem jako niegustowny itp.
                                Jest takie piekne polskie powiedzenie: co kraj to obyczaj.
                                Jesli ktos z tego sobie nie zdaje sprawy to wtedy patrzy pod takim katem na
                                otaczajacych go ludzi. Uwazam ze nie jest to wlasciwe. Jesli w takich krajacj
                                jak Kanada, USA, NZ czy AU ludzie sie ubieraja inaczej to moze to wlasnie
                                swiadczy o innych obyczajach a nie degrengoladzie.
                                Tutaj kwestia jak kto sie ubiera jest kwestia wyboru a nie narzuconych regule
                                spolecznych. Czy mnie sie to podoba? Wiele razy nie ale wtedy po prostyu
                                odwracam wzrok i trace zainteresowanie.
                                Choc nie oszukujmy sie sa rowniez reguly ktorych sie raczej nie lamie gdy chodzi
                                o opere, teatr czy spotkania biznesowe.
                                Jednoczesnie ci wszyscy "zle' poubieranie sa zwykle sympatyczni, usmiechnieci.
                                Nie znosze ponurych twarzy typowych dla niektorych krajow.

                                Co do ubioru kobiet to masz zdecydowana racje: ubieraja sie dla siebie.
                                Mezczyzna najchetniej by widzial kobiety bez ubran lub conajwyzej w skapym bikini.
                                • Gość: Asia Re: Czesc Tomku IP: *.dodd.co.nz 25.09.03, 04:58
                                  No prosze wiec jednak ktos to czyta, tylko szkoda ze tak malo ludzi sie odzywa.

                                  Wiesz z tym ubieraniem to masz pewne racje i wiadomo co kraj to obyczaj i
                                  fajnie, ja znowu tez nie jestem az taka elegantka, chociaz przez ostatnie 10
                                  lat jakby z racji wykonywanego zawodu nosilam typowo bisnessowe ubrania, ale
                                  nie o to chodzi czy ktos jest elegancko czy sportowo czy jam mu tam wygodnie,
                                  raczej o to ze zupelnie bezgustownie, bo sa osoby ktore w najskromniejszym
                                  wydaniu wygladaja gustownie a sa takie ze maja na sobie maly majatek i trafiaja
                                  na strony najgorzej ubranych, wiesz jakbys zobaczyl ta kobietke o ktorej
                                  wspominalam juz ze dwa razy bo pewnie sam bys stwierdzil ze gustu to ona nie ma
                                  zadnego, chociaz z drugiej strony o gustach sie nie dyskutuje, wiec nazwijmy to
                                  moze dobrym smakiem
                                  jeszcze raz napisze - kobietka 32-36 lat jak na moje oko, zawsze nosi dlugie
                                  spodnice, ma chyba ze trzy, jedna z nich jest taka ze jakby miala odpowiednie
                                  dodatki to w teatrze moglaby sie pokazac. Spodnice maja dosyc dlugi rozporek z
                                  tylu, ona do tego ma zalozone biale podniszczone do kostki sportowe buty i
                                  biale grube lekko szarawe krotkie skarpetki, oczywiscie jak idzie to widac jej
                                  gole nogi i te butki i skarpetki, naprawde staram sie byc tolerancyjna osoba
                                  ale dla mnie to jest poprostu cos bulwersujacego :)
                                  napewno masz racje ze kwestie ubioru to kwestie wyboru, choc nie zawsze i nie
                                  wszedzie bo duzo firm przestrzega pewnego rygoru w tej kwestii.
                                  Na ogol ludzie sa sympatyczni i usmiechnieci nie zaleznie od ubioru, ja chyba
                                  trafilam wyjatkowo, towarzystwo i malo usmiechniete i zupelnie nie gadatliwe,
                                  ale wczoraj rozmawialam z jakims kiwisem i powiedzial ze to wsrod ksiegowych
                                  regula

                                  wiesz Tomku z tym ze facet by najchetniej widzial kobietke bez ubrania :) i
                                  masz racje i nie, gdyby tylko tak bylo to te co nie maja figury takiej Naomi
                                  Cambell np pewnie by nigdy partnera nie znalazly, a jak czlowiek sie ubierze to
                                  moze cos tam zakryc cos uwypuklic itd. a jak juz sie facet do kobietki w taki
                                  czy inny sposob przekona to wtedy akceptuje ja taka jaka jest, a jak sa na
                                  plazy no to sobie chetnie na inne popatrzy ot chocby na te co dobrze w bikini
                                  wygladaja :)

                                  a swoja droga jezeli interesuje cie moja opowiastka i innych ktorzy sie tu
                                  wypowiadaja to poprostu odzywaj sie czasem i zadawaj jakies pytania lub
                                  polemizuj z nami. Wiesz dla tych co wyemigrowali to po pewnym czasie zycie,
                                  obyczaje, widoki i wszystko inne staja sie poprostu dniem codziennym ale pewnie
                                  sa ludzie ktorych interesuja rozne szczegoly dot. poszczegolnych krajow, jak
                                  zapewne zauwazyles ja specjalnie nie mam tajemnic ani nie koloryzuje ani nie
                                  przedstawiam tu zadnego czarnowidztwa, staram sie opisywac wszystko tak jak
                                  jest (no moze bardziej na miejscu bedzie - tak jak ja to widze) tak ze jezeli
                                  interesuje Cie cos szczegolnie to poprostu pytaj.

                                  Aha wczoraj znalazlam adres internetowy do polonii w Chch.napisalam i jakas
                                  sympatyczna pani odpisala, czlonkow maja nieduzo bo cos chyba lekko ponad 40
                                  ale chyba zaczyna mi brakowac jakichs ludzi na okolo mnie, (rane ta moja
                                  nieustatkowana osobowosc) Zobaczymy co z tego wszytkiego wyniknie. :)
                              • Gość: Saba Re: Czesc Saba IP: *.adsl.wanadoo.nl 25.09.03, 09:57
                                Asiu,
                                Watek jest o tobie, a nie o mnie, wiec niezrecznie sie czuje wpychajac sie z
                                moja historia ;-) ale streszcze sie.
                                Poki co jeszcze swoich lat sie nie wstydze, mam ich 28, chociaz mam nadzieje,
                                ze tutaj to nie ma zadnego znaczenia(?) Moje zycie i emigracja nie sa az tak
                                ciekawe jak twoje, moze dlatego, ze Europa az tak sie nie rozni, a Polska
                                bedac w UE czy nie, do Europy nalezy. Wyjechalam ponad dwa lata temu z duzego
                                miasta w PL do niewielkiego miasteczka w NL. Tak sie szczesliwie zlozylo, ze
                                przyjechalam w momencie bardzo niskiego bezrobocia i prace dostalam w tydzien
                                od otrzymania pozwolen, tym lepiej, ze w swoim zawodzie. W firmie przyjeto
                                mnie bardzo cieplo, zadziwiajaca dla mnie byla wszechobecna chec pomocy, od
                                czego sie w Polsce odzwyczailam (niemniej bardzo mile wpominam prace w PL!).
                                Jacy sa ludzie? Troche inni niz w Polsce, ale nie az tak bardzo. Najbardziej
                                rozni nas chyba od Holendrow tolerancja (lub jej brak), widzac ile nacji
                                mieszka i pracuje w tym malym kraju probuje sobie wyobrazic jak Polacy
                                zachowywaliby sie w podobnych warunkach, jak dbaliby o uchodzcow, emigrantow,
                                na ile przyjmowaliby ich do swojego spoleczenstwa. Poza tym Holendrzy to nadal
                                podroznicy, chyba maja to we krwi, masa ich jezdzi w najodleglejsze zakatki
                                swiata, mlodzi czesto wybieraja sie w roczna wyprawe dookola swiata (po drodze
                                pracujac), ale starszym tez nie brakuje wyobrazni. Szczegolnie pociagaja ich
                                wlasnie antypody ;-)
                                Prawie wszyscy posluguja sie tu dwoma obcymi jezykami, gw niemiecki i
                                angielski, czesto do tego francuski, wynika to oczywiscie z polozenia Holandii
                                i ich zaleznosci w swiecie biznesu.
                                No i slynna holenderska goscinnosc (anty?goscinnosc?), ktora faktycznie jest
                                inaczej rozumiana niz w Polsce, ale o tym kazdy pewnie slyszal i wie.
                                Trudno jest zdobyc nowych Przyjaciol (celowo pisze przez duze "P"), ale to
                                wymaga czasu, bo choc w pracy panuja nieformalne przyjacielskie kontakty, to
                                jednak przeciez przyjaznie buduje sie przez lata.
                                Wiekszosc ludzi, ktorych tu znam bardzo dbaja o kondycje, kazdy Holender
                                uprawia co najmniej jeden sport, w ktorym jest dobry. Czesto firmowe wyjazdy
                                integracyjne sa wlasnie usportowione. Ale tez bardzo latwy jest dostep do
                                wszelkich klubow sportowych. Moj squash, spinning i aerobic oddalone sa 5 min
                                spacerkiem, konie 10 min jazdy samochodem, duzy basen rzut kamieniem, korty
                                tenisowe, kilka stadionow w miescie (prof / dla juniorow / dla amatorow), jest
                                tez pole golfowe, wszystko blisko. Mieszkam niedaleko narodoweo parku natury,
                                wiec jest tez mnostwo malowniczych sciezek rowerowych, uwielbiam tu jazde na
                                rowerze. Brakuje gor, ale zadziwiajaco duza czesc Holendrow jezdzi na nartach,
                                jeden zimowy urlop na nartach (z reguly w Ausrtii) to niemalze standard.
                                Zaleta Holandii jest to, ze wydaje sie ze wszedzie stad blisko, a tanich ofert
                                z biur podrozy nie brakuje, jezdzimy wiec na weekendy do miast, ktore zawsze
                                chcialam zobaczyc, ale na letnie wakacje sie nie nadaja..
                                Holendrzy sa olbrzymami :-) to chyba najwyzszy narod na swiecie, wyczytalam,
                                ze wynika to z genetycznych modyfikacji wszystkiego co jedza. Wyczytalam tez
                                kiedys (ale czy to prawda to trudno powiedziec???) ze panowie Holendrzy to
                                najwierniejsi mezowie.. hihihi
                                Nie bede sie rozpisywac, sama pytaj o co chcesz i jakbys mogla to podaj mi
                                swoj e-mail.
                                Pozdrawiam !
                                Saba
                                • monikate Re: Czesc Saba 25.09.03, 13:29
                                  Asia, ja czytam cały czas! Proszę o c.d. Saba, czy możesz napisać, w jakim
                                  zawodzie pracujesz w Holandii?
                                  Jakby tu wydać wątki Asi w formie książkowej? Może wspólnie (=finansowo) to
                                  przerowadzimy? Macie jakieś pomysły?
                                  Uważam, że warto. Pomijając inne sprawy-inaczej się czyta w necie, inaczej
                                  jako rzecz drukowaną.
                                  • Gość: anonimek Re: Czesc Saba IP: *.jozefka.net 25.09.03, 18:14
                                    i ja czytam -od czerwca ( wtedy mnie zwolnili i mam czas na net) tylko nic nie
                                    pisze,ale czytam cały czas i takich ludzi, czytających a nie piszących jest
                                    chyba większość! Czytam z ciekawością bo bardzo poważnie zastanawiam sie nad
                                    wyjazdem, wprawdzie nie tak daleko, interesuje mnie raczej Europa.Niestety
                                    ostatnio moje plany trochę życie zmieniło ( złamałam nogę) ale już niedlugo
                                    wszystko mam nadzieję będzie ok i myślę że chyba wyrusze.... Przyznam że w toku
                                    poszukiwań informacji o ludziach życjących na emigracji czytam także czasami
                                    forum polonia ale tam panuje takie chamsto że naprawdę odrzuca.
                                    Dobrze Asiu że jest taka osoba jak Ty, która w fajny sposób opisuje swoje
                                    codzinne zmagania z rzeczywistością i odpowiada na pytania ludzi, którzy chcą
                                    się czegoś dowiedziec, ten wątek to skarb i niech dalej żyje!!!!!!!
                                    • Gość: albinos Re: Czesc Saba IP: *.tebo.net / 80.51.151.* 25.09.03, 21:41
                                      Asiu

                                      Ja tez czytam Cie caly czas od pierwszego watku, chociaz do tej pory nigdy nie
                                      wlaczalam sie do dyskusji.
                                      Pisz dalej. Jestes rewelacyjna.
                                      Dlaczego czytam Cie? Mam prace w Polsce, pewnie jej nie strace, ale nie jest to
                                      co daje mi satysfakcje.
                                      Twoj przyklad wyzwala marzenia...
                                      Pozdrawiam serdecznie.
                                      A.

                                      • Gość: Asia Re: Czesc Albinos IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 00:42
                                        bardzo mi milo ze czytasz a jeszcze milej ze zdecydowalas sie napisac :) a juz
                                        chyba nic milszego napisac nie moglas niz piszac ze ten watek wyzwala marzenia,
                                        dzieki to naprawde mile co napisalas.

                                        W koncu marzenia to jest cos co nas trzyma przy zyciu daje sily do walki i
                                        odskocznie od codziennej szarosci. Ciesze sie ze masz prace i poczucie
                                        stabilnosci, wiem jak destrukcyjnie na czlowieka wplywa poczucie ciaglego
                                        zagrozenia i niepewnosci jutra. Szkoda ze Twoja praca nie daje Ci satysfakcji,
                                        ale dobrze ze daje pieniadze, bo zebysmy niewiem jak bujali w chmurach to
                                        niestety zyc za cos trzeba.
                                        Wiesz w takich krajach jak Australia czy Nowa Zelandia to miedzy innymi jest
                                        piekne, ze jak bardzo chcesz bujac w chmurach to panstwo ci to umozliwia bo
                                        dostajesz zasilek i tak jak numbat kiedys pisal jest duzo ludzi ktorzy zyja w
                                        przyczepach (sa one wieksze niz te ktore sie w Polsce widuje), spia na plazy i
                                        zyja sobie tak im pasuje nie przejmujac sie konwenansami. I chociaz
                                        spoleczenstwo posioczy ze z podatkow utrzymuje sie nierobow, to i tak zasilki
                                        sa placone bo wszyscy zdaja sobie sprawe z tego ze : dla wszyskich pracy i tak
                                        nigdy nie bedzie, zawsze sa tacy co nie chca pracowac, czasem utrzymanie
                                        takiego pracownika kosztuje wiecej niz zasilek, wspolobywatele (panstwo) ma
                                        obowiazek opieki nad osobami ktore sobie nie radza (czesto z wyboru) tak dobrze
                                        jak inni.
                                        Podtrzymuj swoje marzenia, moze staraj sie je realizowac w innych dziedzinach
                                        niz praca. Czlowiek ma jedno zycie, co przezyje i zobaczy to jego.

                                        pozdrawiam cieplutko
                                    • Gość: Ada Re: Czesc Saba IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.09.03, 22:15
                                      ja również czytam, czytam z wielkim zaciekawieniem.
                                      Wątek ten jest przesympatyczny i działa na mnie jak magnez, z internetu
                                      korzystam w domu i natychmiast po powrocie wchodzę na stronę i z zaciekawieniem
                                      sprawdzam co tam nowego.
                                      Asiu błagam pisz jak najczesciej i przyblizaj nam jak wygląda życie na obczyźnie
                                      jak żyje się ludziom w "normalnych krajach"
                                      • Gość: Asia Re: Witam Ada IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 01:30
                                        no prosze nareszcie ludzie wychodza ze swoich skorupek, ale to chyba tak jak ze
                                        mna, czesto czytalam jakies bulwersujace artykuly w gazecie np. i sobie
                                        przyzekalam ze tym razem wtrace swoje 5 groszy ale jakos nigdy w zyciu nie
                                        zdobylam sie na to zeby to zrobic. Widocznie to nie byl jeszcze dla mnie czas :)

                                        Co ja Wam moge pisac o swoim zyciu codziennym, o pracy juz wiecie, no
                                        przynajmniej mam czas zeby tu sie udzielac hihihi

                                        jak juz wspomnialam podziwialam dzis rano te rozne tereny rekreacyjne, a wogole
                                        to zaczyna sie wiosna i jest tu poprostu przepieknie, kwitnie tyle roznych
                                        kwiatow ze dech poprostu zapiera, kwitna teraz Magnolie, Rododendrony, Azalie,
                                        miliony zonkili, bratki, prymulki, i pelno roznych innych kwiatkow i krzewow
                                        ktorych nazw niestety nieznam, bogactwo kolorow i struktur naprawde zapiera
                                        dech w piersi. Ostatni ogladalam jakis program w telewizji gdzie pokazywali
                                        jakiego amerykanina ktory wykupil kawal ziemi z widokiem na morze, powiedzial
                                        on ze dla nz to jest jakby normalne i niedoceniane ale juz np w USA tak nie
                                        jest, ma facet oczywiscie racje i to samo mozna by rozciagnac na przyrode.
                                        Ludzie tu sa poprostu przyzwyczajeni do tego ze to wszystko jest takie piekne,
                                        czyste, kolorowe i dla nich to jest normalne.
                                        Pamietam ze jak mieszkalismy na polnocnej wyspie (dla tych co nie wiedza
                                        polnocna wyspa to ta cieplejsza, a sloneczna strona to wlasnie strona polnocna)
                                        to po pewnym czasie brakowalo mi wiosny, bo wszystko jest zielone caly rok i
                                        przez caly rok kwitna jakies kwiaty.
                                        Ty w Chch jest tez zielono, ale jest duzo europejskich drzew ktore traca liscie
                                        na zime i wiosna jest bardziej widoczna kiedy zaczynaja sie rozwijac paki
                                        wlasnie na takich drzewach. Uwierzcie ze zielen tu jest zachwycajaca. Jak
                                        czlowiek wybierze sie po zakup roslin do ogrodka to ma problem z decyzja bo
                                        jest taki ogromy wybor ze niewiadomo na co sie zdecydowac.

                                        Wczoraj po pracy, albo zaczne od lunchu, wyszlam troche pochodzic, weszlam do
                                        Farmersa (duzy dom towarowy tutaj) kupilam komplet poscieli, przeceniony z 90
                                        dol na 30, dobrej jakosc, ladnie uszyty, na pojedyncze lozko tej samej firmy 20
                                        dol.
                                        po pracy wybralismy sie na zakupy bo lodowka zaczela swiecic pustkami, teraz
                                        sie usmiejecie, bylismy w 3 roznych sklepach (bo po drodze do domu) w jednym
                                        kupilismy pieczywo (przecenione z 3,50 na 99 centow, (buleczki, 13 w
                                        opakowaniu) w drugim sklepie mieso (przecenione o polowe) maz mowil ze w
                                        Auckland takich cen nie widzial, w trzecim przeceniony proszek do prania, plyn
                                        do okien itd. Ja mam chyba we krwi ze jestem szperaczka przecen. Zaznaczam ze
                                        przeceny tu nie sa dlatego ze blisko konca przydatnosci do spozycia, czy tez
                                        cos sie rozsypalo, wgniotlo itd. Przeceny sa tu praktycznie codziennie i w
                                        kazdym sklepie na ogol cos innego mozna kupic taniej, jest to forma
                                        przyciagania klienta do tego wlasnie sklepu. Ohhh lody zapomnialam o lodach,
                                        przedewszystkim maja tu fantastyczne lody, wczoraj za dwa pudelka (pudelko 2
                                        litry) zaplacilismy 5 dol. normalnie tez nie kosztuja duzo wiecej, w zaleznosci
                                        od firmy produkujacej mniej wiecej od 2,99 -5, ale lody naprawde marzenie.
                                        (chociaz ja za lodami nie przepadam)
                                        po zakupach juz praktycznie nic nam sie robic nie chcialo, tak ze odgrzalam
                                        kurczaka zrobionego dzien wczesniej, corka byla w domu (przygotowuje sie do
                                        egzaminow) wiec troche zesmy sobie posiedzieli i pogadali. Zaczelo sie od bury
                                        w sprawie balaganu, jak to w rodzinie, ale pozniej bylo przyjemnie.
                                        Corka opowiadala ze kidys w pracy sobie zazartowala ze autobus ktorym jezdzi
                                        nazywa sie Metro , ze u nas Metro to pod ziemia itd. ktos jej powiedzial ze
                                        Metro tzn mniej wiecej tyle samo co miasto, ze to slowo pochodzi od Metropolii,
                                        na co moj maz powiedzial ze to musial byc jakis inteligetny kiwis :) i
                                        skonkludowal ze wlasciwie to tylko fair ze jak my jestesmy do gory nogami u u
                                        nas metro pod ziemia to wlasciwie logiczne zeby tu bylo naziemne.

                                        Tak mniej wiecej wyglada moje codzienne zycie, weekendy teraz to ciezka praca
                                        na dzialce i w domu, nawet wczoraj sobie zartowalismy ze jesze tylko piatek,
                                        potem to juz tylko dwa dni ciezkiej roboty i w poniedzialek do pracy.
                                        Corka wczoraj powiedziala ze jak chce kogos poznac to powinnam sie na
                                        wieczorowe kursy zapisac, kosztuja ok 40 dol za osiem tygodni, kursy
                                        wszystkiego praktycznie od gotowania po filozofie. Jest to napewno dobry
                                        pomysl, tyle ze jeszcze nie teraz bo poprostu nie mam czasu i sily, ale ze
                                        jestem absolutnie towarzyskie bydle to bede musiala gdzies wyjsc do ludzi.

                                        Wspomne tu moze jeszcze o tej goscinnosci czy tez niegoscinnosci. Otoz z mojego
                                        doswiadczenia to jest mniej wiecej tak, tutaj jakby kazdy sobie ceni swoja
                                        prywatnosc, (co w Polsce chyba tez coraz czesciej sie spotyka) ale jak czlowiek
                                        kogos pozna i zdecyduje sie go zaprosic do siebie, to oni bardzo chetnie
                                        korzystaja z tego, sa moze mniej chetni zeby kogos zapraszac ale sami chetnie
                                        przychodza, z tym ze nie jest to cos uciazliwego (jezeli oczywiscie czlowiek ma
                                        chec akurat na tych ludzi) bo oni zawsze cos ze soba przynosza, piwo, wino,
                                        salatke, ciasto, mieso na grila itd. Z tego tez wzgledu goszczenie sie tutaj
                                        wyglada troche inaczej niz u nas, napewno nie ma tego zastaw sie a postaw sie.
                                        Rozmawialam ostatnio z zona szefa o sasiadach, powiedzialam ze poznalam
                                        sasiadow przez plot narazie i ze jak sie juz lekko urzadze to ich zaprosze na
                                        kawe zebysmy mogli sie poznac lepiej, na co ona do mnie mowi zeby uwazala bo
                                        moze sie okazac ze beda uciazliwymi sasiadami i ciezko sie bedzie ich pozbyc
                                        jak sie u mnie zadomowia. Tak ze jak widac na zalaczonym obrazku ich mentalnosc
                                        jest troszke inna niz u nas, a jak bedzie z moimi sasiadami - napisze w
                                        przyszlosci.

                                        pozdrawiam serdecznie :)
                                    • Gość: Asia Re: Drogi czy tez raczej droga anonimko IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 00:28
                                      ja nawet nie wiem kiedy ten watek zalozylam ale chyba duzo nie stracilas jezeli
                                      czytasz od czerwca. Przykro mi ze stracilas prace, tez bylam w takiej sytuacji
                                      wiec zdaje sobie sprawe jak musisz sie czuc, tym bardziej ze z praca w kraju
                                      jest teraz naprawde zle.
                                      Nigdy nie bylam na Forum Polonia ale przykro slyszec ze panuje tam malo
                                      przyjemna atmosfera. Mam nadzieje ze Twoja noga juz niedlugo sie zrosnie a Ty
                                      bedziesz mogla zaczac ralizowac swoje marzenia. Nie wiem gdzie sie wybierasz do
                                      Europy, ale gdziebys nie jechala jezeli znasz jezyk staraj sie raczej "wkrecic"
                                      w srodowisko tubylcow niz Polonii, moze to przykre (i powinno byc przykre dla
                                      Polonusow) co pisze, ale na ogol (oczywiscie od kazej reguly sa wyjatki i oby
                                      jak najwiecej ich bylo) latwiej znalezc jakas bratnia dusze wsrod obcych niz
                                      tzw. swoich. Juz kiedys o tym pisalam ale polecam www.globalfreeloaders.com ,
                                      mozna tam znalezc miejsce do darmowego zamieszkania przynajmniej na jakis czas.
                                      Oczywiscie badz przygotowana na rozne ewentualnosci i moja rada nie "graj"
                                      bidnej polki bo taka postawa czesto przyciaga do ciebie ludzi ktorzy w taki czy
                                      inny sposob maja chec cie wykorzystac. Odzywaj sie jak ida przygotowania i jak
                                      sobie radzisz. Zycze powodzenia
                                  • Gość: Asia Witam Monikate IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 00:15
                                    ciesze sie ze czytasz, tyle ze jakby to byla ksiazka to bym pewnie wiedziala
                                    ilu ludzi ja kupilo po wysokosci czeku, poniewaz jest to internet to niestety
                                    nie wiem ilu ludzi tu zaglada, chyba ze znajdzie sie jakis wiz-kid komputerowy
                                    i pomoze stworzyc strone z licznikiem.
                                    Ale tak naprawde to wole zebyscie sie choc czasem odzywali niz patrzec na
                                    licznik ile ludzi przeczytalo, bo w sumie nie chodzi o ilosc ale o jakosc :) No
                                    ale widze ze "postraszenie" podzialalo, chociaz tak naprawde to nie bylo to
                                    postraszenie tylko odczucie ze poprostu pisze sobie a muzom.

                                    milo Cie tu znowu zobaczyc i dorzucaj cos od siebie od czasu do czasu, bo tak
                                    jak inni maja chec poczytac co nowego u mnie, numbata, Petera czy innych, my
                                    mamy chec sie dowiedziec co nowego u Ciebie.

                                    pozdrawiam
                                  • Gość: Saba Re: Czesc Saba IP: *.adsl.wanadoo.nl 26.09.03, 10:51
                                    monikate napisała:

                                    > Asia, ja czytam cały czas! Proszę o c.d. Saba, czy możesz napisać, w jakim
                                    > zawodzie pracujesz w Holandii?
                                    Monikate, jestem analitykiem handlowym
                                • Gość: Asia Re: Czesc Saba IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 00:07
                                  pozwole sie nie zgodzic sie z Twoja opinia Sabo, ze watek jest o mnie,
                                  wypowiadalo sie (i wypowiada czasem) juz kilka osob ktore pisaly o sobie
                                  troszke, wiec nie jest to watek tylko o mnie i dobrze zreszta.
                                  Taki Numbat np. sporo o sobie pisal, bardzo ciekawie zreszta, spisuje historie
                                  z zycia wziete i pewnie to On kiedys wyda ksiazke, (kurcze moze nawet o mnie
                                  wspomni :))

                                  Z tego co widac troche ludzi to czyta i napewno z takim samym zainteresowanie
                                  czytaja o Twoich odczuciach i przezyciach jak i o moich. Wyglada na to ze jest
                                  to jakas odskocznia od dnia codziennego i jak ktos napisal pobudza wyobraznie.
                                  Zdaje sobie sprawe z tego ze w Polsce jest duzo rodzin, ktore maja kogos za
                                  granica i mniej wiecej wiedza jak im sie tam zyje, z drugiej jednak strony wiem
                                  ze swoich doswiadczen ze
                                  1) czesto w Polsce jak ktos opowiada o pobycie za granica uwazaja ze sie
                                  przechwala np lub ze jak mu tak tam bylo dobrze to po co tu wrocil
                                  2) czasem faktycznie ludzie koloryzuja swoje zycie w innych krajach (bo nikt
                                  tego zweryfikowac i tak nie moze na ogol)
                                  3) forum ma to do siebie ze jest anonimowe i zarowno autor jak i czytelnicy czy
                                  tez raczej wspolautorzy moga byc tu zupelnie szczerzy (jezeli oczywiscie maja
                                  chec)

                                  To co mnie uderzylo w tym co napisala o Holandii, to jest wlasnie ten latwy
                                  dostep do roznych nazwijmy to "rekreacyjnych obiektow" i fakt ze w innych
                                  krajach zycie to nie tylko i wylacznie praca. Nie wazne czy czlowiek zarabia
                                  bardzo dobrze, dobrze, srednio czy malo, to wlasciwie koszty sa tak
                                  skalkulowane ze go stac na to zeby sobie w cos pograc, trenowac czy tez miec
                                  mozliwosc podrozowania i poznawania dalszych czy blizszych zakatkow.
                                  W Polsce niestety to wszysko postawione jest na glowie, nawet Ci ktorzy niezle
                                  zarabiaja musza na roznych (podstawowych rzeczach w innych krajach) oszczedzac.
                                  Ci ktorzy zarabiaja srednio (na polskie warunki oczywiscie) wlasciwie zyja od
                                  wyplaty do wyplaty i ciezko nawet wygospodarowac na wyjscie do kina czy KFC z
                                  rodzina bo to juz jest duzy wydatek (wyjscie do kina np 4 osobowej rodziny to
                                  wydatek rzedu 100 zl)
                                  Jadac dzisiaj do pracy autobusem (jak codzien zreszta) podziwialam conajmniej 4-
                                  5 duzych rekreacyjnych terenow po drodze, pieknie zadbanych, z boiskami,
                                  laweczkami, toaletami, pieknymi roslinami itd itd. Tereny sa naprawde piekne i
                                  duzo, co po pewnym czasie staje sie dla nas niedostrzegalne, dla mnie jeszcze
                                  teraz jest to cos co wywoluje usmiech na twarzy. Bo jezeli kogos nie stac na
                                  kino np to moze wziac cala rodzine, pograc tam w pilke, popuszczac latawce,
                                  zrobic sobie pic-nic lub tez poganiac sie w berka.

                                  Kiedys juz pisalam ze znalezlismy tu "polski las" sa tam porobione fantastyczne
                                  sciezki rowerowe,gorki, zakrety, przez las na otwartej przestrzeni itd itd. cos
                                  dla kazdego. Szerokie alejki do spacerowania itd. Inna sprawa jest to ze np
                                  jest napisane ze nie ma tam koszy na smieci i prosze o zabieranie smieci ze
                                  soba, przjezdza tam mnostwo ludzi, i wyobrazcie sobie ze faktycznie tych smieci
                                  nie ma, ze ludzie jezdza rowerami w wyznaczonym kierunku jazdy, ze konmi jezdza
                                  tam gdzie sa do tego wyznaczone tereny itd itd, do czego zmierzam - otoz do
                                  mentalnosci i wychowania, tutaj jakby kazdy ma wpojone poszanowanie dla
                                  drugiego czlowieka i wspolnej wlasnoci. O dziwo nawet grafitti nie widzialam
                                  nigdzie. Organizowane sa tez czyny spoleczne (nam to sie zle kojarzy ale tutaj
                                  ludzi to laczy) w rodzaju zbierania smieci z plazy np, wycinania lub sadzenia
                                  itd. rowniez bardzo rozwinieta jest praca spoleczna. Zdaje sobie sprawe z tego
                                  ze jest tu duzo wiecej ludzi ktorzy maja wolny czas i moga go poswiecic ale
                                  jest tez to cos co wpaja sie ludziom od malego, i to zdecydowanie procentuje.No
                                  coz warunki zycia ksztaltuja swiadomosc spoleczenstwa i naprawde mozna sobie
                                  tylko zyczyc zeby w Polsce to jak najszybciej zaczelo sie poprawiac.

                                  Jezeli chodzi o goscinnos czy tez antygoscinnosc, to faktycznie jest to inaczej
                                  rozumiane niz w Polsce, ale napisz jak to wyglada w Holadnii, bo pomimo ze to
                                  tak blisko ja wlasciwie malo slyszalam na ten temat.

                                  pozdrawiam cieplutko
                                  • Gość: Saba Re: Czesc Saba IP: *.adsl.wanadoo.nl 26.09.03, 11:18
                                    Asiu,
                                    A ja sie pozwole nie zgodzic z twoja opinia, ze watek nie jest o tobie, bo
                                    jest, ewentualne dodatkowe historie czytelnikow to jedynie dodatek do twej
                                    barwnej opowiesci.
                                    Zgadzam sie z toba, ze istnieje w Polsce pewnego rodzaju idealizowanie
                                    emigracji jako takiej, a podsycane jest to nierzadko wyssanymi z palca
                                    przechwalkami ludzi przyjezdzajacych do kraju. Ja np nie wyjechalam za
                                    pieniedzmi i nie twierdze, ze w Polsce nie da sie zyc. Mam mnostwo znajomych i
                                    przyjaciol w kraju, ktorzy radza sobie swietnie pomimo wszechobecnego
                                    narzekania, bezrobocia, ulomnosci prawa itd.. Nie przecze, ze w wielu krajach
                                    zyje sie latwiej, ale oceniajac sytuacje z perspektywy smiem twierdzic, ze
                                    wymagania Polakow sa dosc wygorowane, majac na wzgledzie cala transformacje
                                    jaka trzeba przejsc nie tylko finansowa, ale i mentalna, od komunizmu do
                                    gospodarki wolnorynkowej. To bardzo trudny proces i wymaga duzo cierpliwosci i
                                    poswiecenia, ktorego ludziom brakuje. Z jednej strony im sie nie dziwie, ale z
                                    drugiej przeciez wiadomo ze nie kazdy wyjedzie! nie kazdy moze, nie kazdy chce
                                    i nie kazdy powinien.

                                    Faktycznie, wydaje mi sie ze Holendrzy to jeden z najbardziej usportowionych
                                    narodow, panuje tu pewnego rodzaju hedonizm - z jednej strony nie potrafia
                                    sobie odmowic przyjemnosci jedzenia (czesto niezdrowego), a potem spalaja to
                                    na tych swoich silowniach chcac poprawic kondycje i wyglad. Nie wszystkie
                                    sporty sa tanie, ale dostepne dla przecietnego czlowieka, 3-miesieczny kurs
                                    jazdy na koniach kosztuje ok 150 Euro, aerobic/spinning to wydatek rzedu 20
                                    Euro miesiecznie, basen 5 Euro za wstep, karnety kupuje sie ze znizka. Poza
                                    tym uprawianie sportow jest tak powszechne, ze jest sie w pewien sposob
                                    dziwakiem jesli sie tego nie robi..
                                    Goscinnosc w Holandii mozna zobrazowac jednym ciasteczkiem podawanym gosciowi
                                    do kawy, po czym pudelko sie zamyka i chowa do szafki. Tak sie robi, byc moze
                                    wynika to z niegdys panujacej biedy w Holandii..? Na urodzinach podaje sie
                                    jedynie to co mozna kupic gotowego w sklepie, jakies ciastko, orzeszki lub
                                    chipsy, paluszki, ewentualnie krakersiki z salatkami do smarowania. W Ameryce
                                    powstalo powiedzonko "go Dutch" to juz bardziej o skapstwie niz goscinnosci -
                                    polega na tym, ze po wspolnej konsumpcji, bez wzgledu na to kto zapraszal,
                                    kazdy placi za siebie. Ludzi nie zaprasza sie do siebie, ale wprasza sie do
                                    kogos, zwykle telefonicznie, po prostu dzwonisz i mowisz ze przyjdziesz
                                    zamiast zaprosic do siebie, u nas jest chyba na odwrot? Rzadko kto przychodzi
                                    w goscine niezapowiedziany. Ale Holendrzy potrafia sie smiac ze swoich wad,
                                    maja ich swiadomosc i nierzadko probuja udowadniac, ze wlasnie oni tacy nie
                                    sa :-)
                                    Pozdrawiam
                                    Saba

                            • numbat Re: Czesc Numbat 26.09.03, 03:43
                              Gość portalu: Saba napisał(a):

                              > saba dziekuje za czesc:))) witam tez:)))
                              pare lat wczesniej mieszklem, w Holandii (Amsterdam).
                              Mam znajomego ktory (fajny "latajacy" Holedner) ktory, ma tam swoja zgrabna
                              ludeczke. Fajne wspomnienia.
                              pozdrawiam wiosennie.
                              • Gość: Saba Re: Czesc Numbat IP: *.adsl.wanadoo.nl 26.09.03, 19:53
                                Numbat,
                                ciebie tez pozdrawiam, chociaz za A-damem nie przepadam
                                ;-)
                          • numbat Re: Czesc Numbat/ troche smiesznosci:)) d 26.09.03, 03:40
                            Gość portalu: Asia napisał(a):

                            > zdjecia dostalam dzieki, nawet napisalam Ci maila ale chyba go nie dostales
                            > jezeli pytasz czy otworzylam zdjecia :(((
                            >
                            > u mnie nie jest tak cieplo jak u Ciebie (wlasnie w latach 80tych ze wzgledu
                            na
                            > temperatury nie chcialam do Australii)
                            > Ciesze sie ze jeszcze ktos tu sie odzywa bo wlasciwie dzisiaj mialam sie z
                            Wami
                            >
                            > pozegnac nie chcac sztucznie przedluzac czegos co wyglada ze umiera smiercia
                            > naturalna.
                            >

                            Witam Asiu ( od Ciebie "doszlo" tylko jedno slowo na moj@-mail...moze byly
                            probblemy techniczne) ale zyjemy istniejemy i piszemy:)))
                            Po pierwsze watek nie umiera, jest rozwiaj sie, trwa swoim zyciem.
                            I mysle ( chyba nie tylko ja ze, fajnie ze to forum istnieje).
                            Jestem przekonany ze ten watek moze tez ,pomoc wielu osoba w podjeciu jakis tam
                            decyzji, sa w tym forum, tez roznego rodzaju -informacje-dotyczace emigracji i
                            innych spraw. Moze faktycznie kiedys? Asiu zmobizujemy sily witalne zeby,
                            np. wydac jakas publikacje. Kto wie.
                            Wlasnie poruszamy rozne sprawy, opinie.
                            Usmielem sie troche -z opinii o modzie tu i tam. Pamietam kiedy przylecialem do
                            Australii i jednym z zaskakujacych widokow byl....widok ludzi ktorzy
                            (kobiety,mezczyzni, dzieci) np. po zakupy wychodzili z domu bez obuwia:)))
                            tak tak co kraj to obyczaj. Pare miesiecy bylem, troche zaskoczony( bo
                            poczatkowo)myslem ze, jezeli ktos chodzi boso to: moze pokaleczyc sobie stopy,
                            pozniej,
                            myslem ze dane osoby oszczedzaja obuwie:))) a pozniej zrozumialem ze to jest
                            calkiem zmyslna sprawa i do paru lat ,kiedy nie mam checi wlozenia obuwia na
                            nogi, czasmi wedruje sobie zwyczajnie bez obuwia.Dotykam ziemi i jest fajnie.
                            Czasmi sa zaskakujace obserwacje i widzenia miejsc ,ludzi.Tak w Australii
                            bardzo popularne jest, chadzanie sobie bez obuwia. Moze jest to podyktowane
                            tutejszymi sprawami przyrody, przestrzeni i duzej swobody zycia na tym
                            kontynencie.
                            ha!!ha!!ha!! sprawa odbyla sie wczoraj, przed sadem w Melbourne.
                            Policja wniosla oskarzenie przeciwko czlowiekowi ktory,
                            ( wiec glowa do gory....jak mawial zaprzyjazniony kangur:)))
                            kierowal zaprzegiem -gdzie z przodu wozu, bylo kilka koni.Policja wniosla
                            oskarzenie ze ten czlowiek kierujac zaprzegiem konskim- rozmawila tak!tak!
                            przez osobisty telefon.Policja przed sadem nizszej instutucji-przedstwaila
                            tak mniej wiecej sytuacje-
                            -obwiniony jechal kierujac zaprzegiem konskim w centrum Melbourne -z szybkoscia
                            4 km na godzine w dniu 11 maja.Obwiniony w czasie jazdy, rozawial przez
                            osobisty telefon. Wczesniej policja -powiedziala obwinionemu ze, kierujac
                            tym pojazdem konskim -nie moze rozmawiac przez osobisty telefon.
                            Obwiniony mimo ze, zostal poinformowany przez policje ,w dalszym ciagu
                            przez nastepne 50 matrow:))) kierowl pojazdem ,jednoczesnie rozmawiajac przez
                            swoj telefon.
                            Po zatrzymaniu pojazdu-policja wreczyla obwinionemu mandat, w wysokosci
                            $135 ,ale pozniej wycofala ten mandat i, wniosla spraw przed sadem.
                            Oskarzenie- czlowiek kierowla pojazdem konskim rozmawiajac, przez osobisty
                            telefon.
                            Obronca- tak On kierowal pojazdem konskim -ale rozmaiwl przez telefon,
                            poniewaz jego praca polega na tym ze dzwonia do niego osoby, z pytaniem
                            o jazde tym karawanem. W wypadku zatrzymania pojadu na drodze zrobilby sie
                            korek:))).
                            Z innej strony nie ma przepisu ktory zabrania komus, kierujacemy pojazdem
                            konskim- nie rozmawic poprzez swoj osobisty telefon.
                            Decyzja sedziego- (po chwili zastanowienie)
                            Policja w tym wypadku byla nadgorliwa i sprawa jest z typu smiesznostek zycia
                            ludzkiego.Odalam sprawe.Obwiniony jest wolny:)))

                            ps...kiedys wydarzyla sie sprawa, (autentyczna) czlowiek na poludniu Australii
                            po wyjsciu z tamtejszego baru ....tak, tak wsiadl na wileblada i zwyczajnie
                            jechal
                            sie w kierunku swojego domu ( pare mil za barem)- glowna droga, wielblad
                            zaczla( poniewaz ten czlowiek "lekkko zasnal" schodzic z prostej linii),
                            to znaczy ten wielblad-przechadzal sie z jednej strony, na druga strone.
                            Zostal zatrzymany przez lokalnego policjanta. Ktory (byl bardzo dobrym znajomym
                            czlowieka ktory, siedzial na tym wielbladzie)( wczesnie-kiedy policjant nie,
                            mial sluzby-pili wspolnie, piwko w pobliskim pubie).
                            Policjant wniosl sprawe do sadu,
                            -Kierowanie wielbladem pod wplywem alkoholu
                            sedzia- oddalam sprawe, poniewaz wielblad byl trzezwy.
                            Pozniej obaj- policjant i kierujacy wielbladem.....poszli do kanjpki i wypili
                            zgodnie.....wspone piwko. Co kraj to obyczaj:)))

                            do nastepnego stukniecia

                            ps.tempertura dzisiaj 35 stopni!!! Pozdrawiam


                            • Gość: Asia Re: Czesc Numbat/ troche smiesznosci:)) d IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 03:53
                              jak to kurcze doszly dwa slowa? to sobie tyle trudu zadalam zeby do ciebie
                              elaborat napisac a Ty dwa slowa dostales? na to, to ja sie nie zgadzam

                              no wlasnie smieszne historie sie zdarzaja, pamietam jak pokazywalam w Polsce
                              szkolne grupowe zdjecie corki (miala wtedy moze z 8 lat) pierwsza reakcja
                              ogladajacych byla , ojej jakie biedne dzieci nawet butow nie maja, (kilkoro
                              dzieci bylo bez butow na zdjeciu) Ja osobiscie lubie latac na bosaka, ale zeby
                              to robic na ulicy jakos przekonac sie nie moge ale w ogrodzie czesto.

                              Mnie za pierwszym pobytem w N.Z. pamietam rozmieszyla i zbulwersowala kobietka
                              ktora robila zakupy ubrana w dres i szpilki, dla mnie taka kombinacja jakby sie
                              wykluczala ale teraz widac diametralnie im sie odwrocilo, przyzwoita spodnica i
                              addidasy ,, no coz co kto lubi.

                              fajnie ze sie odzywasz czasem bo zawsze piszesz cos ciekawego,, a czy moj nr
                              tel doszedl do ciebie?

                              pozdrawiam
                              • Gość: Lombat Re: Czesc Asiu IP: *.uws.edu.au / *.uws.edu.au 26.09.03, 04:05
                                Niedawno odkrylem Twoj watek. Nie spodziewalem sie, ze jest az tak obszerny i
                                ze ma tak wysoki poziom. Od dzisiaj bede jego wiernym czytelnikiem i
                                sympatycznym obserwatorem Twoich powtornych zmagan na Antypodach. Twoje
                                przezycia sa nieco podobne do naszych, chociaz startowalismy z zupelnie innych
                                poziomow. Ja mieszkam w Sydnej i tak, jak u was mamy wiosne, a wlasciwie jej
                                koncowke. Zaczely sie letnie wiatry z pustyni, ktore przynosza upaly, a to juz
                                jest poczatek upalnego lata. Jezeli nic sie nie zmieni to biezacy rok bedzie
                                nastepnym wpalnym i pelnym pozarow rokiem.

                                PZDR
                                Lombat Sydnejski
                                • Gość: Asia Re: Lombat - Serdecznie witam IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 04:30
                                  ojjj jak to milo ze ktos nowy rowniez tu trafil, ciesze sie ze ludzie sie
                                  odzywaja bo co osoba to interesujaca historia. Jak widzisz czytaja ten watek
                                  ludzie rozsiani po calym swiecie i osoby ktore sa w Polsce. Dlatego mam prosbe
                                  przybliz nam troszke swoja osobe, Sydney to bardzo interesujace miasto a i
                                  Twoje losy sa napewno bardzo interesujace wiec napisz cos wiecej prosze, jestem
                                  przekonana ze wiele osob przeczyta z zainteresowaniem o Twoich losach.

                                  pozdrawiam cieplutko i ciesze sie ze do Nas trafiles :)
                              • Gość: Asia Re: Dzis piatek IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 04:23
                                jak juz tak sie rozpisalam dzisiaj to jeszcze pare slow dorzuce, wyszlam w
                                czasie lunchu i postanowilam przejsc sie do duzego kompleksu sklepow ktory jest
                                jakies 7 min pieszo od moje pracy. Oczywiscie idac tam, jestem jedyna osoba na
                                ulicy ktora przemierza ta trase pieszo, bo tu ludzie do sklepu oddalonego 2 -3
                                min drogi jezdza samochodami. No wiec maszeruje sobie zadowolona, ogladam
                                kwiatki w ogrodkach i wogole jakies mam dobre samopoczucie jakbym sie miala z
                                czego cieszyc.
                                W kompleksie o ktorym pisze jest cale mnostwo sklepow, wiekszych i mniejszych,
                                pelno roznych kawiarenek, gdzie mozna cos zjesc i czegos sie napic. Ludzi w
                                czasie lunchu cale mnostwo, dzieciaki maja teraz przerwe wakacyjna (zdaje sie 2
                                tygodniowa), w kazdej z tych kawiarenek tlumy matek i tatusiow z dziecmi,
                                przyszli sobie na lunch, popatrzylam na to zazdrosnym okiem i pomyslalam sobie
                                kiedy polakow bedzie stac (w polsce oczywiscie, bo wyjscie na lunch tutaj to
                                zadne pieniadze) zeby mogli sobie czasem (chocby 1 czy 2 razy w tygodniu) wyjsc
                                z rodzina na miasto zeby cos zjesc. Tutaj siedza mamy z 2-3 malych czy
                                wiekszych dzieci, dzieciakom sie buzki smieja, lataja, chalasuja, mamy
                                zadowolone, usmiechniete, ale czemu mialyby nie byc jak ona sobie zapakuje caly
                                ten majdan w samochod, w domu nie musi sobie talerza pobrudzic bo moze zabrac
                                rodzine zeby zjedli na miescie. Rane kidy polki doczekaja takich czasow, jak
                                dlugo w Polsce bedzie jeszcze norma to ze kobieta musi pracowac bo inaczej
                                ciezko rodzine utrzymac, ze po pracy tez musi na buzie padac jak ma 2 dzieci,
                                ze nawet nie ma miejsca zeby mogla z godzine sobie pobyc sama i odpoczac.
                                To sa naprawde 2 inne swiaty.

                                i tym optymistycznym akcentem,, do poniedzialku kochani, trzymajcie sie
                                dzielnie :)
                              • numbat Re: Czesc Numbat/ troche smiesznosci:)) d 26.09.03, 04:54
                                Gość portalu: Asia napisał(a):

                                > jak to kurcze doszly dwa slowa? to sobie tyle trudu zadm w Polsce
                                > szkolne grupowe zdjecie corki (miala wtedy moze z 8 lat) pierwsza reakcja
                                alam zeby do ciebie
                                > elaborat napisac a Ty dwa slowa dostales? na to, to ja sie nie zgadzam
                                >
                                > no wlasnie smieszne historie sie zdarzaja, pamietam jak pokazywala
                                > ogladajacych byla , ojej jakie biedne dzieci nawet butow nie maja, (kilkoro
                                > dzieci bylo bez butow na zdjeciu) Ja osobiscie lubie latac na bosaka, ale
                                zeby
                                > to robic na ulicy jakos przekonac sie nie moge ale w ogrodzie czesto.
                                >
                                > Mnie za pierwszym pobytem w N.Z. pamietam rozmieszyla i zbulwersowala
                                kobietka
                                > ktora robila zakupy ubrana w dres i szpilki, dla mnie taka kombinacja jakby
                                sie
                                >
                                > wykluczala ale teraz widac diametralnie im sie odwrocilo, przyzwoita spodnica
                                i
                                >
                                > addidasy ,, no coz co kto lubi.
                                >
                                > fajnie ze sie odzywasz czasem bo zawsze piszesz cos ciekawego,, a czy moj nr
                                > tel doszedl do ciebie?
                                >
                                > pozdrawiam


                                Asiu !
                                czy korespondencje wyslals na hotmail.com?
                                bo jezli chodzi poczte w gazeta.pl- to czesto sie tak dzieje ze tam , tam sa
                                problemy techniczne- nie wiem dlaczego, ale czesto po 15-minutach
                                pisnia w tym portalu , poczty gazeta,pl-zwyczajnie wiadomosc nie zostanie
                                przeslana.Kiedys wyslem do informacje z zapytaniem do Agory.SA
                                dlaczego- poczta gazetety.pl ,sie rozlacza po 15 minutach, dostalem odpowiedz
                                ze.....tak jest zaprogramowana. Przeciez to jakas kolejna paranoia.
                                Kilka razy mialem problemy -po napisaniu tekstu- nie tylko wiadomosc ,nie
                                zostala przeslana ale tez- nie moglem odzyskac tego co napislem.Pokopana sprawa.
                                Dlatego napisz na hotmail.
                                Czy przypdkowo dzownilas pare minut temu? bo jestem w bibliotece ,
                                okazlo sie ze byly problermy z odbiorem.(slyszalem polski glos? czyzby Twoj?:)))
                                ladny masz glos:))) ale mialem problemy z odpowiedzia...mozliwe ze konstrukcja
                                z ktorej zbudowan jest biblioteka ,jest problem z uzuskaniem dobrego polaczenia.
                                Na moim ekrenie telefonu ,pokazuje sie slowo-Withheld,ale nie ma numeru i
                                nie moge sie zorientowac, z jakiego miejsca jest telefon.
                                Jezeli sprubujesz zadzwonic tel;efon jest wlaczony

                                Pozdrawiam wiosennie

                                • Gość: Asia Re: Czesc Numbat/ troche smiesznosci:)) d IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 05:03
                                  a i owszem to ja dzwonilam, balam sie ze cie w jakies maliny wpuszcze tym tel.
                                  ok postaram sie zadzwonic jeszcze raz jak mi sie uda ale mam cos 3 dol na
                                  karcie wiec bedzie krotko,,
      • numbat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III 26.09.03, 05:01

        "Asiu"napisz mi na moj (-adres @-email
        gazety.pl ),swoj telefon. Postaram sie zadzwonic.

        wiosennie pozdrawiam.
      • lombat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III 26.09.03, 05:02
        Sorry chcialem dopisac sie do tego watku a rozpoczelem nowy.
        • Gość: Asia Historia Lomata IP: *.dodd.co.nz 26.09.03, 05:14
          Pozwolilam sobie skopiowac i wkleic :)

          do Asi i innych
          Autor: lombat
          Data: 26.09.2003 05:00 + odpowiedz na list



          --------------------------------------------------------------------------------
          No tak zostalem ciplutko przywitany w tym watku. Mile. Siedze w (Zach-)Sydnej
          juz od 13 lat. Wczesniej bylem w Perth ale po utracie pracy i rodziny
          znalazlem sie tutaj. Zaczynalem wszystko od poczatku. Mam, a wlasciwie mamy
          juz drugi dom, bo pierwszy byl maciupki. To opierzanie sie przebiegalo tak
          samo , jak i u Ciebie. Zyje sie z hipoteka, bo jej nigdy nie splacimy. W tej
          chwili splacam same %, jeszcze przez 5 lat, a potem to sie zobaczy jakie beda
          ceny na domy. W Sydnej od dwoch lat panuje run na domy. Nawet dzielnice 2-giej
          kategorii, daleko od oceanu nabraly wartosci i domy poszly strasznie w gore.
          Na szczescie sa jeszcze niskie procenty, ze ludzie jeszcze pedza za domami.
          Pracuje w szkole uczac przyszlych elektrykow przedmiotow zawodowych, co
          robilem tez i w Polsce. Jak widzisz nie musialem sie nawet przekwalifikowac,
          no nieco uzupelnic swoja wiedze. Rodzina to ja i moja zona. Mamy olbrzymia
          kotke ktora gwaltownie domaga sie tarmoszenia i innych czulosci. Mialem psa
          ale po 10 latach z nami przeniosl sie na zielone laki, gdzie zawsze sa
          kroliki. Mamy znanych z Forum GW Polonia znajomych Kan of Oz, Luiza w
          Ogrodzie, Ozpol, wszyscy z rodzinami. Roznie im sie losy wioda jedni przepro-
          wadzaja sie do Brisbane, inni przenosa sie w odleglejsze dzielnice, wszystko
          zmienia sie przez caly czas. Wszyscy w ruchu. Takie zycie w tym kraju, taki
          styl. W zeszly weekend pojechalismy do Mori, takie male miasteczko w NSW
          ze zrodlami goracej wody, to bylo nasze odkrycie. Miasteczko piekne, a baseny
          z woda o temperaturze 39 C bajka. Bedziemy jezdzic czesciej.
          Zycze spokojnego weekendu
          Lombat Sydnejski


          • Gość: Peter Re: Historia Lomata IP: 5.5D* / 203.98.50.* 26.09.03, 06:31
            Skad sie wziely te nicki? Lombat, numbat. Cos wspolnego z nietoperkami??


            W NZ tez strasznie ceny domow ida do gory od kilku lat i coraz wiecej politykow
            sie tym glosno niepokoi. Rodziny z przecietnymi dochodami nie stac na wlasny
            dom w rejonie Auckland, co wielu szokuje. Po ostatnich spadkach cen akcji, mali
            inwestorzy masowo lokuja swoje oszczednosci w domach na wynajem. Wielu Kiwi
            wraca do ojczyzny i kupuje domy za pieniadze zaoszczedzone za granica. Liczba
            imigrantow tez jest na rekordowym poziomie, a oni przeciez musza gdzies
            mieszkac. W efekcie ceny domow stale rosna a budownictwo przezywa niezwykly
            okres rozkwitu napedzajac cala gospodarke. Wczoraj rzad oglosil, ze nadwyzka w
            budzecie jest pare miliardow dolarow wieksza niz sie spodziewano. Wspaniale zyc
            w takim kraju, pod warunkiem oczywiscie, ze ma sie dochody powyzej przecietnej.

            Milego weekendu.
            • numbat Re: Historia Lomata 26.09.03, 09:37
              Gość portalu: Peter napisał(a):

              > Skad sie wziely te nicki? Lombat, numbat. Cos wspolnego z nietoperkami??
              >
              >
              Peter pozdrawiam przed sobotnio-niedzielnym wypoczynkiem.
              Jezli chodzi o nicki- numbat -jest takie sympatyczne zwierzatko australijski-
              gryzon, zyje w buszu, na pustyni i jest bardzo ciekawym okazem
              ( jego wysokosc to 30-40 centymetrow), oczywiscie jak stanie na dwoch lapkach
              to ma i wiecej:)) Potrafi doskonale zyc w goracych temperaturach. Czesto w
              buszu ,na pustyni ,wykopuje sobie norke- potrafi poprzez krutki czas, wkopac
              sie nawet do 2-metrow.Ogolnie bardzo pozytywne zwierztko.Dlatego obralem taki
              nick.A tak na marginesie to zwierzatko robi bardzo pozytywna sprawe-likwiduje
              szkodzace naturze osobniki- czytaj owady ktore ,zagrazja pustyni i innym
              zwierzetom.
              • lombat Re: Historia Lomata 29.09.03, 01:36
                Lombat ( wl. wombat) takie spore zwierze z lasow australijskich, upodobal sobie
                lasy sosnowe. Podobny do borsukow, mniej ruchliwy, zywi sie grzybami, pedami i
                larwami. Osobniki dojrzle osiagaja wage 40 kg. Podobny do mnie.
        • Gość: Tomek Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.broadcom.com 26.09.03, 08:13
          Kazda historia emigracyjna jest ciekawa. Chyba niewiele kto emigrowal bez
          przygod i dziwacznych historii.
          • monikate Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III 26.09.03, 10:58
            Asiu, ja też zaczynam dzień przy komputerze od poczytania nowych wiadomości w
            Twoim wątku. Wątek,a raczej w sumie 4 wątki-są niesamowicie interesujące i
            obstaję przy tym, aby wydać je w formie książki.
            Za kilka dni wraca moja córka z kilkumiesięcznego stypendium. Może wtedy coś
            dorzucę "w temat".
            Dziekuję, że odpowiedziałaś mi prawie osobiście. I ponawiam prośbę do Saby,
            aby jednak więcej napisała o swojej pracy w Holandii. Swoją drogą wciąż nie
            mieści mi się w główce, jak można tak szybko opanować język niderlandzki.
            • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl.wanadoo.nl 26.09.03, 11:24
              monikate, w miedzyczasie dostalas odpowiedz, poszukaj wyzej, pod swoim postem.
              Tak naprawde to wciaz ucze sie jezyka, ale w ciagu pierwszego roku, na kursie
              intensywnym nauczylam sie na tyle aby zdac egzamin panstwowy. Sa dwa poziomy,
              jeden latwiejszy, drugi trudniejszy (ktory uprawnia do studiowania na
              uczelniach holenderskich), od razu podchodzilam do dwojki, bo mam wprawe w
              zdawaniu egzaminow jezykowych, wiem jak sie je zdaje, cechuja sie pewnymi
              wlasciwosciami, ktore nie sa trudne do przewidzenia. O pracy w Holandii mozesz
              troche poczytac w moim watku (wiesz ktorym)
              Pozdrawiam
              • Gość: Numbat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.qld.ihugdsl.com.au 27.09.03, 08:55
                Witam, tak sobie wrocilem z dlugiego spaceru ( bardzo goraco, ale jak
                wspominalem fale obmywaja- ludzkie ciala)....w nocy z buteleczka dobrego
                czerwonego wina....polozylem sie na prawie kompletnej plazy...nad glowa tysiac
                galaktycznych spojrzen....ogromny Mars i tak myslac...o wszystkim i o
                niczym...kompletna symbioza z wrzechswiatem( czasm taki stan jest bardzo
                potrzebny, rozladowuje stresy-rozne....polecam) i tak lezac sobie-
                powstal ten wiersz....dedykuje wszystkim Tu i Tam. Tym ktorzy jeszcze marza,
                i tym ktorym marzenia sie spelnily.

                "Zaprosze Was do Raju"

                Zaprosze Was do raju.
                Na Ziemi odnajdziemy,
                przyjazn kwaitow.
                Otworzymy drzwi,
                przytulimy calosc bycia.

                Do stolu zaprosimy tych,ktorych.....
                juz nie ma.
                Tak duza ludzkosc,
                podamy kawe dziejow.
                Zapach uczuc rozdamy.
                Kazdy znajdzie swoj sen.

                Zaprosze Was do Raju.
                Na ziemi,
                gitara przemowi,
                dzwiek,
                pamiec.

                Ci ktory juz nie ma ,
                znajda swoj sen.

                Potrawe zjemy prosta,
                jak zycie.
                Zaproszenie wysle nawet...
                do Raju.

                Wino nalejemy.....
                bardziej czerwone,
                niz krew.

                do nastepnego klikniecia.
      • Gość: Numbat Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.qld.ihugdsl.com.au 27.09.03, 09:11
        I tak czasmi bywa....pislem pislem ( i w zamyslenie zapodziala sie gdzies
        strona "zycia"....a mialo byc tak ( przepraszam ze sie powtarzam...ale jak
        mawial moj pra-pra-par..dzidek z 1320 roku:)) czasmi powtorzone sprawy podobaj
        sie....i tej wersji bedziemy sie trzymac.

        "Zaprosze Was do Raju"

        Zaprosze Was do raju.
        Na Ziemi odnajdziemy,
        przyjazn kwiatow.
        Otworzymy drzwi,
        przytulimy calosc bycia.

        Do tolu zaprosimy,
        tych ktorych , juz nie ma.
        Taka duza ludzkosc.
        Podamy kawe dziejow.
        Zapach uczuc rozdamy.
        Kazdy zanjdzie swoj sen.

        Zaprosze Was do Raju.
        Na ziemi,
        gitara przemowi...
        dzwiek,
        pamiec.

        Ci ktorych juz, nie ma
        znajda swoj sen.

        Potrawe zjemy prosta,
        jak zycie.
        Zaproszenie wysle,
        nawet do Raju.

        Wino nalejemy....
        bardziej czerwone,
        niz krew.

        Taniec z Krzyzem Poludnia,
        nawet wtenczas kiedy,
        ktos zburzy nasz sen.

        Prorokow,
        nadobnych tragarzy,
        zaprosimy tez.
        Drzwi zamkniete,
        z zawiasow wyjmiemy....
        zmiesci sie tlum.

        Tragarzy wpucimy bez biletu...

        do nasteponego spotknia.
        • Gość: Ada Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.03, 19:26
          Smutno mi .....
          - brak nowych wiadomości od sympatycznych znajomych
          • Gość: Asia Re: Trzesienie Ziemi IP: *.dodd.co.nz 29.09.03, 23:09
            ech Ada niech Ci nie bedzie smutno, zaszokuje cie mielismy rano male trzesienie
            ziemi, epicentrum oddalone od Christchurch 40 km, sila trzesienia 4,9,, spalam
            sobie smacznie nagle lozko zaczelo sie trzasc, bylam przekonana ze to malzonek
            trzesie moim lozkiem zebym wstawala, ale za chwile przyleciala corka ze swojego
            pokoju i powiedziala to samo, tyle ze ona byla przekonana ze to ja trzese jej
            lozkiem . Pamietam jako siusiu majtek kiedy jeszcze chodzilam do szkoly
            podstawowej i uczylam sie o roznych kataklizmach na swiecie zawsze sobie
            myslalam po co ludzie mieszkaja tam gdzie sa trzesienia ziemi, no i na co mi
            przyszlo kurcze.
            Kilka tygodni temu bylo trzesienie na zachodnim wybrzezu, teraz przyszla kolej
            na nas, mam nadzieje ze wiekszego nie bedzie.
            A wogole to wrocila do nas zima, w gorach spadl snieg, farmerzy stracili kupe
            jagniat, bo wlasnie jest pora wylegowa a tu baranki sobie zyja na powietrzu
            przez okragly rok, tak ze niestety duzo jagniat zginelo przez snieg i niskie
            temperatury. W Chch cala niedziele i 3/4 poniedzialku padal deszcz i tem.
            spadla do 8 stopni, dzisiaj nie pada ale duzo cieplej chyba nie jest chociaz
            zapowiadali 17 stopni C.

            Teraz troche z innej beczki, ciesze sie ze ten watek tak sympatycznie wplywa na
            ludzi ze nawet co poniektorzy wiersze pisza tutaj, jak to nigdy nie wiadomo kto
            sie czym zajmuje i co go kreci, zawsze myslalam ze Numbat to tylko na plazy z
            butelka wina a On nie tylko w gwiazdy patrzy ale jeszcze wiersze pisze :)
            Gratuluje Numbat i jezeli masz jeszcze cos w zanadrzu to przedstaw nam tutaj
            bardzo prosze.
            Ja Was wierszami raczyc nie bede bo w swoim zyciu tylko jeden napisalam i do
            tego jeszcze smutny, kurcze a zawsze chcialam byc romantyczka. Z moich
            spostrzezen jednakowoz wynika ze chyba wiecej Panow niz Pan para sie poezja -
            ciekawe dlaczego tak jest.
            Gdyby jednokowoz jakas Pani tutaj pisala wiersze to niech nam je laskawie
            udostepni i pozostalych Panow tez oczywiscie zachecam. Milo poczytac co komu w
            duszy gra a poezja ma to do siebie ze sklania do refleksji i pozwala choc na
            chwile oderwac sie od ziemi.

            No i na koniec juz calkiem przyziemnie, wczoraj weszlam poogladac kafelki,
            musze cos ze swoja lazienka zrobic bo malzonek wyrzucil wykladzine (byla ciemno
            zielona, z dlugim wlosem, odkurzyc sie tego nie dalo) pod spodem jakies stare
            gumoleum (w postaci naklejanych kwadratow ktore sie porozchodzily. Mam nadzieje
            ze nie we wszystkich sklepach jest taki wybor, bo w tym w korym bylismy to
            wybor taki jak mniej wiecej w Polsce za komuny, czyli zaden. No ale poszukamy
            zobaczymy, chyba ze ktos ma jakies inne pomysly na podloge i sciany w lazience.

            Po za lazienka mam jeszcze problem z wybraniem kolorow zeby pomalowac, deck
            przy basenie, ogrodzenie basenu, altanke, i deck obok domu z kawalkiem plotu,
            chcialabym zeby to bylo w miare kolorowe i wesole ale nie bardzo wiem jakie
            kolory wybrac zeby to jakos sie zgralo ze soba, moze ktos z lepszym smakiem
            popatrzy na zdjecia domu i cos mi podpowie, bede wdzieczna za sugestie.

            Pozdrawiam Wszystkich cieplutko

            • Gość: ada Re: Trzesienie Ziemi IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.03, 18:41
              a to ci heca trzęsienie ziemi - takie prawdziwe ......
              W Polsce trzęsienie ziemi przeżywamy codziennie z tą różnicą,że
              funduje nam nasz rząd z całą bandą pilityków,
              codziennnie nowe pomysły na uzdrowienie złej sytuacji gospodarczej normalnie
              niedobrze mi się robi.
              A tak poważnie to mam nadzieję, że trzęsienie ziemi krzywdy nikomu nie zrobiło.
              A tak w ogóle to chyba wolałabym żyć w kraju, w którym ziemia sie trzęsie
              niż w tak ogłupiającym jak Polska.

              Pozdrawiam Wszystkich
              • peter2715626 Re: Trzesienie Ziemi 01.10.03, 22:29
                Rozumiem, ze to trzesienie ziemi szkod powaznych nie spowodowalo, mimo ze to
                bylo 5 w skali Richtera.

                W Auckland trzesien ziemi nie ma, ale 100 km pod miastem znajduje sie zbiornik
                plynnej magmy, od ktorego raz na 500 lat odrywa sie maly babelek i pedzi do
                gory. Na powierzchni powstaje wtedy wulkanik, jest goraco i glosno. W calym
                rejonie jest okolo 50 pozostalosci po takich zjawiskach.
                • Gość: Asia Re: Trzesienie Ziemi IP: *.dodd.co.nz 02.10.03, 02:22
                  z tego co podawali to zostalo uszkodzonych kilka domow ale nikt nie ucierpial
                  wiec nie bylo tak zle.

                  Auckland z tego co pamietam jest chyba polozone na 14 wulkanach, wiec uwazaj
                  Peter zeby ich nie zbudzic lol, byliscie kiedys na Rangitoto?
                  • Gość: Tomek Re: Trzesienie Ziemi IP: *.oc.oc.cox.net 02.10.03, 02:53
                    U nas trzesie sie na okraglo ale na trzesiawki ponizej 4
                    czy 4.5 nie zwraca sie zbytniej uwagi :)
                    • Gość: Asia Re: Trzesienie Ziemi IP: *.dodd.co.nz 02.10.03, 03:00
                      A gdzie Ty jestes Tomku????
                      • Gość: Numbat Re: Trzesienie Ziemi IP: *.goldcoast.qld.gov.au 02.10.03, 05:54
                        Witam, Asia to chyba przez to male trzesienie, ziemi
                        temepatura ,u nas poleciala kilkanasie stopni -
                        zaczal padac deszcz( ktory w Australii jest bardzo
                        potrzebny, poniewaz sa ogromne problemy z woda, ale to
                        temat na inne rozmowy).Asiu z buteleczka-dobrego
                        czerwonego winka, czasmi wpadam sobie na plaze,
                        lagodzi to stany "zapalne" organizmu, poezja pomaga-
                        istniec i domaga sie nowego "stworzenia".
                        Przy okazji: cos jeszcze podesle jezeli chodzi o poezje.
                        (jak bede mial w szkleczce "czerwoenego -diabelka":))))

                        ps. dla Petera i innych ktorzy sa zainteresownia
                        historia Australii i,inne sprawy,.
                        Polecam "Among the Barbarians"-the dividing of Australia (fascynujaca pozycja)
                        Paul Sheenham ( mozna sobie wypozyczyc z lokalnej biblioteki)

                        oraz fascynujaca pozycja,(-globalna ekonomia-wspolczesny imperializm-Bank
                        Swiatowy-Olimiada w Sydney-manipulacja indonezyjaska-11 wrzesnia-australijscy
                        Aborgeni-amerykanska sila- "nowy porzadek Swiata" i inne sprawy.)-
                        Jonhn Pilgar-(australiski dzienikarz mieszkajacy obecnie w Europie)
                        "The New Rulers of The World"- (Jonh Pilgar-is one of the world's most renowed
                        investigative journalists and dokumentary film-makers.His other books
                        include:Heros,Distans Voises and Hiding Agendas).

                        pozdrawiam
                      • Gość: Tomek Re: Trzesienie Ziemi IP: *.broadcom.com 03.10.03, 00:44
                        Los Angeles
      • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl.wanadoo.nl 02.10.03, 19:47
        Asiu,
        Widac, ze zycie ci sie zaczyna stabilizowac, niedlugo zmienisz prace na
        lepsza, poznasz nowych ludzi, moze zapiszesz sie do jakiegos kolka
        hobbistycznego (jakie wybralabys?), wyremontujesz dom, z czasem zniknie ci
        akcent, wrosniesz w srodowisko i zmienisz perspektywe. Z czuloscia bedziesz
        wspominac PIEKNE dobre stare polskie czasy. Tak to jest, ze po jakims czasie
        pamieta sie juz tylko te dobre rzeczy, to co zle jakos samo wylatuje z
        pamieci, czy sie chce czy nie.
        I co dalej? Jak wyobrazasz sobie swoje zycie za 5-10 lat? Pisalas, ze lubisz
        jak sie duzo dzieje, lubisz nagle wywracac wszystko do gory nogami, jak widac
        nie boisz sie wyzwan i ryzyka, latwo dajesz sobie rade z nowymi sytuacjami.
        Ciekawe zatem co wymyslisz? A moze to za dalekie wybieganie w przyszlosc?

        Pozdrawiam
        Saba
        • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 02.10.03, 22:36
          Witam

          moje zycie za 5-10 lat? hmmm to chyba faktycznie zbyt dalekie wybieganie w
          przyszlosc tym bardziej ze ja raczej nie jestem osoba ktora planuje takie
          rzeczy, raczej biore to co zycie ze soba niesie i staram sie przystosowac do
          warunkow. Czy bede pamietac tylko dobre rzeczy- chyba nie, zbyt duzo bylo tych
          innych zebym pamietala tylko to co dobre, ja chyba jestem realistka chociaz
          zdecydowanie optymistka. Akcentu nie strace, w moim wieku to raczej niemozliwe,
          czy znajde lepsza prace, trudno powiedziec moze tak moze nie. Napewno chwilowo
          mam co robic i szybko napewno pracy (tej w domu) mi nie zabraknie.
          Jezeli nie bede pracowac zawodowo to napewno zapisze sie na jakies kursy,
          jeszcze nie zastanawialam sie na co ewentualnie. Napewno chce troche
          popodrozowac po wyspie, sa tu rozne piekne miejsca ktore warto zobaczyc. Jak
          dlugo bedzie mnie energia rozpierac nie wiem, no ale dokad bedzie mnie
          rozpierac to napewno nie bede siedziala bezczynnie. Telewizja nie jest moim
          ulubionym zajeciem na spedzanie wolnego czasu napewno.

          Musze sie pochwalic osiagnieciami corki, zostala kierownikiem biura, dostala
          nastepna podwyzke tym razem 100 dol. tygodniowo plus bonus 300 dol., nie wiem
          czy bedzie tam dlugo pracowala bo chce studiowac broadcasting, jezeli sie
          dostanie to zrezygnuje z pracy.

          czy bede wspominac piekne stare dobre czasy w Polsce, pewnie czasem tak bo
          napewno mam co wspominac, mialam duzo znajomych i latalam w rozne miejsca wiec
          mam co wspominac, ale zdecydowanie wole zyc na biezaco niz wspomnieniami :)

          pozdrawiam

          • Gość: jelonek Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 21:19
            Gratuluję corce, moze mojej rownież sie dobrze powiedzie, ponieważ szuka
            swojego miejsca poza granicami kraju:) Wspominaj, nas wspominaj!. Szczególnie
            nasze wieczorne spotkania przy gitarze i winie . Ach ten Wania kandydat
            do ...:) buziaki
            • Gość: Ojjjj Jelonek Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 05.10.03, 23:43
              Zycze wszystkiego najlepszego Twojej corce i Tobie przy okazji.

              Wania kandydat do partii Grisza jest czlonkiem KC, nie wspominajac o Nad
              Warszawa bocian krazy wszystkie panny chodza w ciazy

              a juz lza sie w oku kreci na wspomnienie Po niebie smutnym od jesiennej sloty
              wedruje tabor zalu i tesknoty, a drzewa pogubily liscie na wczesne zimy
              przyjscie
              ojjj nie wroca te czasy Panie Dziejku, ale jest co wspominac

              pozdrawiam cieplutko i caluje
              • Gość: kangur Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: 203.40.178.* 06.10.03, 14:36
                A przed Grisza i Wania jeszcze byly ciemne chmury nad kolchozem.Pozdrawiam!
                gratulacje dla corki(corce jelonka zycze sukcesow rowniez) i masz racje,akcentu
                to my juz nie zgubimy ale akurat w naszych krajach to normalka i na palcach
                jednej,no,moze dwoch rak :)) mozesz policzyc tych co go nie maja i wciaz nie
                czujesz sie obcy tutaj w tym srodowisku.
                Nie zawsze sie dopisuje ale czytam wszystko i wciaz Cie namawiam,spisuj to na
                jakims papierze,bedzie kiedys hit!!CUUUUUUUU!




                • Gość: Uncle_Frisky Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.jawnet.pl 06.10.03, 16:13
                  Witam... Napisze tez swoje 3 slowa... kiedys przez przypadek trafilem na ten [
                  bez dwoch zdan ] niesamowity watek..
                  Jestem mlodym 23-letnim czlowiekiem a czuje sie jakbym mial juz niesamowie
                  duzo lat... brakuje mi "normalnosci" na wszelakich plaszczyznach... w sumie
                  jakby popatrzec z boku to nie jest zle, praca, studia, marzenia... a jednak
                  sie mecze, strasznie sie mecze... celowo nie pisze o najwazniejsze spraiwe
                  jaka jest milosc, bo ona osatnio gdzies sie zatracila... nie ma o czym pisac,
                  nie ma sie na czym uzalac..
                  Postanowilem zrobic pierwszy krok, zostawiam wszytsko, wyjezdzam do irlandii,
                  robie pierwszy krok na moje dordze na antypody.. chce sie budzis normalnie, z
                  usmiechem na twarzy, chce byc dobrym czlowiekiem, chce pomagac i byc
                  szczesliwym czlowiekie... wiem, wiem "szczescie" to pojecie bardzo wzgledne
                  ale po mimo mojej malaej misji "Bede ratowal swiat" gdzies to wszytsko co sie
                  dzialo, dzieje w kraju, we mnie, zsotalo zatracone... che miec marzenia i
                  pomoc im realizowac sie... wiem ze dluga dorga przede mna ale nie chce
                  rozmawiac o marzeniach...
                  Przezywam teraz bardzo ciezki okres w moim malutki ale jakze burzliwym
                  zyciu... musze cos z tym zrobic, nie chce biernie spogladac na to co sie
                  dzieje, nie chce "wejsc do matrixa konsumpcji" jaki teraz wydaje sie
                  wszytskich ogrania... kazdy che miec posiadac coraz wiecej zatracajc w sobie
                  podtsawowe wartosci... przyjazn, milosc, szczerosc, dobro dla drugiego
                  czlowiekia... czsami zdaje mi sie ze nasze zycie jest jak polityka a naszym
                  dzinwym [ moze nie tylko naszym ] kraju... ale bedziesz "kradl" jak wszyscy
                  albo zostaniesz odrzucony... wiem pewnie wiele z Was mysli sobie teraz co ten
                  gosciu tutaj pisze, o co mu chodzi... ?!?
                  A ja czytajac z uwaga to wsyztsko widze niesamowita potege marzen, czytajac
                  posty Asi i innych czuje zapach normalnosci... czytaja o butelce dobrego wina
                  na plazy, o normalnosci w autobusie, o koperku odnajduje to co jest naparwde
                  wazne...
                  Ktos kiedy powiedzial " Prawdziwa radosc to radosc z malych rzeczy..." tak,
                  tak , tak radosc z malych rzeczy... nie wiem, wydaje mi sie ze zapominamy ze
                  slonce jest piekne, ze trawa zielona, ze niebo budzi zmysly... skupiamy sie
                  na "wazniejszych" rzeczach, nowy telewizor, nowy samochod, nowe meble... a
                  pzreciez jest tyle pieknych rzeczy na tym swiecei... pragne, chce tego zeby
                  moc nozu cieszyc sie z normalnosci... TAK ja majac 23 lata mam dosyc... wiem
                  kors moze powiedziec czlowieku masz 23 laat co Ty wiesz o zyciu.. parwisz
                  tutaj jakies demagogie o swiecie i jego konsumpcji.. ale mi tylk chodzi o to
                  ze jako ludzie zatracamy sie w tym co wazne.. patrze na ludzi, uwielbiam ich
                  obserwoac i nie widze radosci, wszedzie zal, smutek ze nie wspomne o tym ze
                  nie widze milosci..
                  Zastepujemy sobie parwdziwa radosc nowymi materialnymi rzeczami, oszkujemy sie
                  tak bedzie lepiej, ale chyba tak nie moze byc... nie chce majac ilesdziesiat
                  lat spojrzec w lustro izadawac sobie pytanien, no i co osiagnoles, dzieci na
                  studiach ale nie znam ich, zona w kuchni ale sie nie znamy...
                  Chce i pragne normalnosci...
                  Asia i inni pisza zyciowe, normalne rzeczy... to ejst piekne... tutaj nikt
                  nikogo nie zmusza, nie NAPIERDZIELA ZE TEN CZ TAMTEN MA RACJE... DELIKATNIE
                  wyraza swoja opinie, przedstawia swoj punkt widzenia, konwersuje... to jest
                  to... chcialbym kiedys z Wami wszystki spotkac sie na plazy, napic wina i
                  odnalezc szczescie... porozmawiac...
                  Czasami jak zamykam oczy wyopbrazam sobie Was wszytskich... wasze zycie w tych
                  wszytskich krajach... wyobraznia to naparwde cudowan rzecz... jestm gdzies
                  daleko i smieje, usmiecham sie do Was... jestecie moim przyjaciolmi.. nie
                  zanmy sie ale to jest piekne.. rozumemy sie..
                  Chce wstawac do parcy z usmiechem, a popoludni byc z dziecmi, bawic sie z nimi
                  nie amrtwiac sie o tak przyeniemne rzeczy jak to czy szef mnie nie
                  opierdzieli ?? czy ten klient zrozumie ze jestem czlowikiem i popelnilem
                  blad ? czy bede mial jutro pieniazki na zakupy... ? chce spotykac sie
                  przyjacilmi w weekendy i cieszyc sie zycziem...
                  Moze za duzo wymagam... ?? Moze....?
                  Wiem, zdaje sobie sparwe ze nie ma czegos takiego jak idealny swiat... ze
                  nigdzie nci nie przychodzi latwo... ze trzeba ciezko pracowac zeby do czegos
                  dojsc... ale chcialbym odrobine norlalnosci w tej drodze... chciabym wiedziec,
                  miec poczucie swiadmosci ze nie "ide po trupach" do celu... nie chce takiego
                  zycia jak teraz... odrzuca mnie w nim ta bezdusznosc na kazdym kroku,
                  objetnosc... chce miec siwadomosc ze "myslec globalnie, dzialc lokalnie" jest
                  we mnie i nie musze na kazdym kroku isc na tysiecy kompromisow zeby "zyc w
                  zgodzie ze soba..."
                  Eh troszke sie rozpisalem... moze niepotzrebnie ale chcialem wlasnie tutaj to
                  wszytsko napisac...
                  Pzrepraszam za wzytskie bledy ale pisze wtym momencie bardzo emocjonalnie...
                  Na koniec mala dygresja, wersja papierowa jak najbardziej ale wtedy to
                  umrze... a chyba najpieknijesze jest to ze codziennie mozemy cos nowego
                  przeczytac... to swiadomosc niewiadomje tego watku chyba dla nas wielu jest
                  powodem do usmiechu... jestem przekonany ze bardzo duzo ludzi to czyta.... ja
                  sam wielu moim znajomym podsyalam linka z tym tematem...
                  Chce byc intergralna czescia tego, chociaz wielu z Was moze mnie nie
                  zrozumiec.. macie prawo... mozecie sobie myslec co chcecie ale ja tak bardzo
                  pargne normalnosci...
                  Pozdrawiam wszytskiech serdecznie, Ciebie Asiu najbardziej bo to Ty dalas
                  poczatek temu... innych tez serdecznie pozdrawiam bez Waszych wpisco tez
                  umraloby tosmiercia naturalana... cudownie sie czyta o Was... o tym co sie
                  zdarzylo jak to wszytsko postrzegacie... to jest naparwde piekne...
                  Do uslyszenia Uncle Frisky

                  Ps.A mnie nurtuje [ moze za bardzo intymne ale jednak... ] pytanie, otoz Asiu
                  napisz prosze troszke o milosci... czasami wspomnialas o Twoim mezu, ale chyba
                  nigdy o uczuciach... wiem ze moze o duzo prosze, ale intryguje mnie to
                  niesamowicie [ pewnie dlatego ze uwazram ze milsoc jest najwieksza wartoscia w
                  zyciu... ]
                  • Gość: Asia Uncle_Frisky IP: *.dodd.co.nz 06.10.03, 23:31
                    Witam serdecznie w naszych progach i ciesze sie ze postanowiles te swoje 3
                    slowa dorzucic.
                    Przede wszystkim musze ci powiedziec ze kilka lez potoczylo sie po moich
                    policzkach czytajac to co napisales, Twoja wypowiedz jest pewnego rodzaju
                    wyzwaniem dla mnie i nie wiem czy sprostam temu zeby jakos sensownie
                    odpowiedziec na to co napisales.
                    Jezeli jak piszesz tesknisz do normalnosci, to wydaje mi sie ze miales to
                    szczescie ze wychowales sie w normalnym domu gdzie wlasnie ta normalnosc byla
                    ceniona.
                    Wiesz mieszkajac przez ostatnie 10 lat w Polsce, chyba wlasnie tej normalnosci
                    mi brakowalo, tego zeby sie ludzie do mnie na ulicy usmiechali i zebym ja mogla
                    sie do nich usmiechac, tego zebym byla wszedzie traktowana jak czlowiek a nie
                    jak maszynka do zarabiania pieniedzy i zaleznie od faktu ile bylam w stanie
                    zarobic tak bylam traktowana, i nie wazne czy to bylo w pracy, w urzedzie czy
                    na wczasach. Urlop w Polsce to chyba osobna historia bo nigdy nie moglam wyjsc
                    z podziwu kiedy spotykalam cale rzesze ludzi odpicowanych na wysoki polysk
                    przechodzacych sie godzinami w ta i nazad po deptaku wygladajacych jakby szli
                    na eksluzywna kolacje. Ale jak juz powiedzialam to zupelnie osobny temat.

                    Cieplo sie robi kolo serca kiedy czyta sie wypowiedz czlowieka w Twoim wieku
                    dla ktorego sa na tym swiecie inne wartosci niz wartosci materialne (ktore
                    zreszta ciesza nas przez krotka chwile). Masz racje piszac ze szczescie to
                    pojecie bardzo wzgledne, moim zdaniem szczescie to nasze marzenia i dazenie do
                    ich realizacji. Szczescie to stadium w jakim my sami sie znajdujemy, uwazam ze
                    nikt nie jest w stanie sprawic zebysmy byli szczesliwi lub nieszczesliwi bo
                    jest to stan naszego umyslu, akceptacji i zrozumienia. Oczywiscie jak piszesz
                    milosc jest bardzo wazna bo daje nam mozliwosc dzielenia naszego szczescia z Ta
                    druga osoba ale chyba zbyt czesto wydaje nam sie ze Ta druga osoba jest nas w
                    stanie uszczesliwic, nikt tego nie zrobi za nas.
                    Jestem tutaj dopiero od kilku miesiecy i pewnie dlatego jeszcze widze sprawy
                    troszeczke inaczej niz ludzie ktorzy tu mieszkaja, bo dla nich to jest wlasnie
                    normalne a dla mnie jeszcze troche inne bo wiem ze moze byc calkiem inaczej.
                    Jezdzi ze mna rano do pracy mlody czlowiek z Syndromem Downa, pracuje w jednym
                    z supermaketow (wiem bo ma wizytowke z imieniem przypieta do bluzy). Po drodze
                    dosiadaja koledzy ktorzy razem z nim pracuja, siadaja obok niego, gadaja,
                    zartuja, smieja sie. Patrze na to wszystko i serce mi sie kroi na wspomnienie
                    jak sie traktuje upsledzonych ludzi w Polsce, kto by go przyjal do pracy i to
                    takiej gdzie ma stycznosc z klientami, nawet jakby juz sie znalazl taki smialek
                    to jakby to klienci przyjeli? Tutaj to jest normalne, w Polsce to jest normalne
                    ze fundusze przeznaczone dla takich ludzi sa systematycznie rozkradane. Staram
                    sie nie krytykowac tego co sie dzieje w Polsce, bo sama krytyka nic nikomu nie
                    daje, ale chyba najgorsze jest to ze wlasnie mlodzi ludzie w Polsce maja
                    kodowane w glowach po trupach do celu, nie jest wazny ten kogo podepcze po
                    drodze, wazne jest to co ja osiagne bo wtedy sasiedzi, znajomi beda mi
                    zazdroscic.
                    Masz racje nie ma czegos takiego jak idealny swiat, ale wierz mi ten swiat w
                    ktorym ja zyje jest bliski idealu a w porownaniu do tego co sie dzieje w Polsce
                    to jest naprawde normalny swiat. Jezeli ktos sie spodziewal ze ludzie beda tu
                    opisywac jak im dobrze w innych krajach bo zarabiaja krocie, to pewnie sie
                    bardzo zawiodl, bo tu poprostu nie o to chodzi.
                    Dla mnie w tej chwili jest szczesiem to ze w weekendy sie narobie jak wol, w
                    domu w ogrodzie. Ze maz cos tam kopie, sadzi w ogrodku a ja sprzatam, gotuje w
                    domu. Ze w poludnie mozemy sobie usiasc w altance cos zjesc, maz wypije kilka
                    piw a ja kilka kieliszkow wina, pogadamy, pozartujemy, posmiejemy sie.
                    Przyjezdza do nas w weekendy Tommy (32 lata facet) pomaga jak moze, mowi do
                    mnie boss , i pyta co ma dalej robic bo cos tam skonczyl. Jest milo kiedy
                    siadamy we trojke zeby wypic pare kieliszkow wina czy piwa. My sie smiejemy ze
                    jak bedzie mial chec to ma u nas zatrudnienie (bezplatne oczywiscie) przez
                    nastepne dwa lata, bo na tyle obliczamy te najpilniejsze zajecia, a on mowi ze
                    z najwieksza przyjemnoscia bedzie przyjezdzal.Jak widzisz to sa bardzo
                    przyziemne rzeczy, i takie wlasnie male rzeczy ktore daja ludziom szczescie. Ja
                    sie ciesze ze moj maz ma kumpla (malzonek nie nawiazuje kontaktow latwo) i tu
                    chyba przechodzimy do uczuc. Jestesmy malzenstwem od 22 lat ( a razem chyba ze
                    dwa lata wiecej)jak w kazdym malzenstwie, bywalo roznie nawet na granicy
                    rozwodu, ale uczucia nigdy w nas nie wygasly (chociaz czasami patrzylismy na
                    siebie z nienawiscia). Ja mam taki charakter ze nie moglabym byc w zwiazku w
                    ktorym nie ma uczuc i pomimo ze mam 50 lat zdecydowanie szukalabym kogos innego
                    gdyby sie pewnego dnia okazalo ze stalismy sie sobie obojetni. Nasze malzenstwo
                    nigdy nie bylo nudne i zawsze mielismy o czym rozmawiac. Czasem dziwie sie ze
                    moj maz tyle ze mna wytrzymal bo ja mam charakter od cholery ze tak sie
                    wyraze.Kiedys zrobilam rewolucje w swoim domu, przez jakis czas nikt mnie nie
                    lubil nawet moja corka, ale ja walczylam o swoje prawo do zycia, do bycia
                    normalna. Pozniej moja corka byla dumna z tego ze mogla isc ze swoja mama do
                    kina a po kinie do Sheratona na kilka drinkow i pogaduchy i z tego ze czesc
                    facetow sie na nia patrzylo a czesc na mnie. Byla dumna z tego ze zadna z jej
                    kolezanek nie chodzila ze swoja mama na drinka a ona tak, ze czasem jak ja
                    wychodzilam ze znajomymi to ja tez zapraszalam i ze mielismy wspolnych
                    znajomych ludzi od 20 paru lat do 50. Pamietam jak kiedys poszlysmy we trzy, ja
                    moja kolezanka 32 lata i corka na babski wieczor, wrocilysmy do domu ok 3 nad
                    ranem i ubawilysmy sie po pachy. Uwazam dalam swojej corce podstawy do tego
                    zeby byla w swoim zyciu szczesliwa i zeby miala odwage robic to co daje jej
                    szczscie a fakt ze ja i moj maz jestesmy zupelnie innymi osobami pomoze jej
                    znalesc ten balans ktory jest w zyciu potrzebny i dobre fundamenty do takiego
                    zycia zeby codziennie rano mogla z usmiechem patrzec w swoja twarz. I chociaz
                    czesto ja czy maz mamy pretensje do niej o to czy o tamto, to obydwoje dajemy
                    jej tyle swobody i milosci ile jej potrzeba. Nie jestesmy idealna rodzina i
                    pewnie nie calkiem normalna ale staramy sie nie niszczyc naszych marzen i dac
                    kazdemu tyle miejsca ile mu potrzeba, bo niewazne w jakim czlowiek jest wieku
                    to zawsze ma sie jakies swoje male marzenia.
                    Jedno czego nie moglam sobie wyobrazic to starosci w Polsce, tego ze nie bede
                    miala swojego zycia, ze bede zyla zyciem corki i jej rodziny a nie swoim. Jest
                    mi naprawde przykro kiedy patrze na starsze osoby w Polsce bo w moim
                    przekonaniu starosc w Polsce to kara za wszystkie grzechy jakie sie popelnilo i
                    nie popelnilo, ludzie sa odsunieci na zupelnie boczny tor i traktowani jak zlo
                    konieczne ale to sprowadza sie do swiadomosci calego spoleczenstwa.

                    Ty masz swoje marzenia, jak piszesz marzenia normalnosci, pilegnuj je i zyj tak
                    zebys kiedys mogl powiedziec "bylem normalnym czlowiekiem". Wyglada na to ze
                    jestes dojrzalym facetem, moze ponad swoj wiek i moze dlatego ta milosc o
                    ktorej piszesz gdzies odeszla, ale to tylko chwilowo. Uwierz w to ze rzeczy
                    zdarzaja sie w zyciu czlowieka z jakiegos powodu i choc ciezko nam ten powod
                    czasem dostrzec to po jakims czasie jest on bardzo jasny. Nikt nam nigdy nie
                    powiedzial ze musimy byc przystojni, szczupli, wysocy itd. jezeli jestesmy w
                    stanie zaakceptowac siebie takimi jacy jestesmy, zaakceptujemy tez innych, a
                    milosc - no coz na ogol przychodzi wtedy kiedy czlowiek sie najmniej tego
                    spodziewa i Twoja tez kiedys przyjdzie. Nie czekaj na nia, nie odkladaj swoich
                    planow na polke bo na cos tam czekasz, chyba zbyt duzo ludzi popelnia ten blad
                    ze zyje albo przyszloscia albo przeszloscia, mamy jedno
                    • rjborkowski Re: Uncle_Frisky 08.10.03, 13:07
                      Ktos kiedy powiedzial " Prawdziwa radosc to radosc z malych rzeczy..."

                      Ciekawe, ze to napisales. Zawsze gdy ktos mnie pytal czym jest szczescie,
                      mowilem, ze umiejetnoscia znajdowania radosc w malych, prostych rzeczach. Gdy
                      ktos to potrafi, jest bliski prawdziwemu szczesciu - to naprawde istnieje.
                      Problem z tym jest taki, ze czasu w ktorych zyjemy i to co nas otacza bardzo to
                      utrudnia. Male i proste rzeczy wydaja sie malo istotne, nie wazne. (tak na
                      marginesie, wlasnie sie nauczylem jak sie zawiaj golabki, tak zeby sie nie
                      rozlatywaly podczas gotowania. Zaskocze tym zone, ona zawsze owija je
                      nitka :) ) Zatracamy sie w tym, co serwuja nam media, zapominajac przy tym co
                      jest tak naprawde istotne.
                      Swietny post Uncle Frisky, ciesze sie, ze sa ludzie ktorzy tak mysla o zyciu i
                      widza to wszystko. Jestes skazanay na szczescie i milosc. Wszystko przyjdzie w
                      o swoim czasie, ale tak jak napisala Asia - na nic nie czekaj, rob swoje.

                      "Najgorszym bledem jest oczekiwanie na lepsze czasy, tak jakby to byla nagroda,
                      ktora Ci sie nalezy. Pracujesz i czekasz, potem jeszcze troche pracujesz,
                      ciagle wmawiajac sobie i innym, ze nadchodza lepsze czas, a potem wszystko wali
                      sie w gruzy i czekasz juz tylko na smierc."

                      rjb




                  • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl.wanadoo.nl 07.10.03, 19:32
                    Uncle_Frisky

                    Bardzo ladny post, wyglada na to, ze jestes mimo mlodego wieku dojrzalym
                    facetem, ktory wczesnie doszedl do wniosku co w zyciu jest tak naprawde
                    najwazniejsze. Jak bardzo chcialabym potwierdzic, ze gdzies na ziemi istnieje
                    takie miejsce, gdzie jestes w stanie poczuc sie szczesliwym, ale uwazam, ze
                    szczescie w bardzo duzym stopniu zalezy od nas samych, bez wzgledu na to po
                    ktorej stronie kuli ziemskiej sie znajdujemy. Sa kraje, w ktorych zyje sie
                    latwiej, a sa takie w ktorych trudno w ogole przezyc do nastepnego dnia.
                    Mysle, ze jak troche popodrozujesz to nabierzesz odpowiedniej perspektywy i
                    przekonasz sie na wlasnej skorze co jest dla ciebie najlepsze, gdzie poczujesz
                    sie jak u siebie w domu.
                    Asia poplakala sie nad twoim postem, a ja wczoraj uronilam lze ogladajac
                    program dokuentalny o dzieciach w Kolumbii.. i nie wspolczuje ci, mysle, ze
                    jestes silny, otwarty na swiat, zmiany i masz mozliwosc wplywania na swoj los.
                    Czego wiecej ci potrzeba? Zdrowie, mlodosc, szczere checi, energia. Zycze ci z
                    calego serca, zebys na swojej drodze spotkal wielu dobrych ludzi i odnalazl
                    swoje miejsce.
                    Pozdrawiam
                    Saba
                • Gość: Asia Do Kangura IP: *.dodd.co.nz 06.10.03, 21:43
                  Witam

                  milo ze czytasz i masz racje z tym ze czlowiek nie czuje sie tu obco bo tu
                  wiekszosc ludzi ma jakis tam akcent i nikt sie temu nie dziewi, nawet Maorysi
                  (czyli tubylcy) mowia z innym akcentem niz np ktores tam pokolenie potomkow
                  anglikow czy innych europejczykow.
                  Spisywac na papierze tego wszystkiego nie bede, bo dla mnie to juz i tak jest
                  HIT, wypowiada sie tu tylu ludzi i przez to jest to zywa historia ludzkich
                  przezyc, marzen, mysli. Co mnie dziwi i zarazem cieszy to fakt ze wiekszosc
                  oszolomow trzyma sie od tego watku z daleka, ze nikt na nikogo tu nie naskakuje
                  i ze od czasu do czasu watek ten wyzwala w ludziach chec podzielenia sie swoimi
                  przemysleniami. I to jest chyba w tym wszystkim najpiekniejsze.

                  Pozdrawiam cieplutko
                  • Gość: Asia hmm IP: *.dodd.co.nz 06.10.03, 23:43
                    zdaje sie ze moja odpowiedz dla uncle sie urwala gdzies w polowie :(
                    • Gość: Uncle_Frisky Re: hmm IP: *.jawnet.pl 07.10.03, 02:13
                      Witaj(cie) !

                      Wiesz Asiu szkoda ze urwal Ci sie gdzies w polowie ten post ktory pisalas..
                      dziekuje bardzo ze przeczytalas moja wiadomosc, heh czekalem na odpowiedz,
                      zylem w takiej przyjemnej niecierpliwosci...

                      Hm... z tym dziecinstwem to bylo calkowice odwrotnie jak piszesz... heh nie
                      bylo najlepsze, wresz bardzo dalekie od "normalnosci"... [ moze dlatego tak
                      postrzegam swiat ?!? ], ale spotkalem w swoim zyciu kilka osob, ktore pomogly
                      mi w rozny sposob...
                      Zreszta wplyw na to jacy jestesmy ma chyba wiele czynnikow, ale nie bede teraz
                      o tym pisal...
                      Mam prosbe jezeli by Ci sie chcialo to prosze dopisz druga czesc... jestem
                      strasznie ciekawy co myslisz, jak odebralas moj wpis...
                      Dziekuje za mile slowka...
                      Pozdrawiam serdecznie Ciebie i cala Twoja rodzinke i wszytskich, ktorzy sa
                      uczestnikami tego malego "spektaklu" [ aktorow i widzow ] w tym jakze
                      niesamowitym wydarzeniu...
                      Uncle Frisky
                      Ps. Asiu jak myslisz moze inni wlacza sie w ten "akt" ;-) ??? ;-)
                      • Gość: Asia Re: hmm IP: *.dodd.co.nz 07.10.03, 02:56
                        witam ponownie

                        wiesz jak pisalam o tej twojej normalnej rodzinie to maialam takie przeczucie
                        ze Twoje dziecinstwo moglo nie byc takie normalne, ale tym sie nie przejmuj
                        malo kogo jest, i na ogol fakt ze nie jest hartuje ducha i daje nam kopa do
                        tego zeby zyc inaczej. Moje dziecinstwo tez nie bylo normalne i przez lata
                        niemoglam sie z tego wyzwolic, zawsze mialam pretensje do najblizszego
                        otoczenia ze wlasnie takie nienormalne dziecinstwo mi stworzyli, ale patrzac na
                        to z perspektywy czasu to bylo cos co pozwolilo mi zostac tym kim jestem
                        obecnie. Jak juz napisalam charakter mam nie latwy i na ogol mowie to co mysle
                        nie patrzac na to czy to sie komus podoba czy nie, nie mam idoli w swoim zyciu
                        ani autorytetow. Ktos kto sie uzala nad soba tez sie u mnie nie pozywi, jak to
                        moja mama ladnie okresia mam "kaczy zolad"
                        Z czasem zrozumialam ze moje pretensje do otoczenia ze mi wlasnie takie a nie
                        inne dziecinstwo stworzylo, sa zupelnie nie na miejscu, ze moja zlosc nikomu
                        nie robi krzywdy tylko mnie samej i ze latwiej jest osadzac innych niz spojrzec
                        krytycznym okiem na siebie.

                        Jak odebralam Twoj wpis - no coz bardzo emocjonalnie, bo w koncu nie zawsze mi
                        sie lzy w oczach kreca jak czytam to co inni pisza.
                        Wydaje mi sie ze emocjonalnie jests bardzo dojrzalym facetem i ze wiesz czego
                        chcesz a to juz prosta droga do tego zeby to osiagnac, bo najgorzej jak sie
                        czlowiek miota a pozniej ma pretensje do calego swiata ze mu cos nie wychodzi a
                        wyjsc nie moze jezeli nie wiemy co chcemy zeby wyszlo.

                        Nie bardzo pamietam co jeszcze pisalam bo na ogol pisze to co akurat mi
                        przychodzi na goraco do glowy po przeczytaniu czyjegos wpisu, piszesz ze
                        spotkales na swojej drodze ludzi ktorzy ci w rozny sposob pomogli, tez mialam
                        szczescie takie osoby spotkac w swoim zyciu, czasem mam wyrzuty sumienia ze nie
                        utrzymuje z nimi kontaktow, ale ja juz chyba taka jestem ze poprostu ide dalej.
                        Zreszta na ogol ludzie ktorzy w taki czy inny sposob pomagaja innym to sa
                        ludzie, ktorzy nie spodziewaja sie wdziecznosci. Zawsze mnie bawi jak slysze
                        cos w rodzaju "ja tyle dla niej/niego zrobilem i zadnej wdziecznosci. Uwazam ze
                        albo robimy cos bo mamy taka potrzebe albo dajmy sobie spokoj z ta dobrocia dla
                        zwierzat na pokaz.
                        Czy sie wlacza pozostali aktorzy - nie wiem, dla wielu normalnosc jest zbyt
                        normalna i o czym tu pisac, ale kazdy czlowiek to material na ksiazke i mam
                        nadzieje ze ktos zechce nam opowiedziec o swoim zyciu i swoich marzeniach, bo w
                        koncu chyba do tego ten watek sie sprowadza.

                        Ja z najwiekszym zainteresowaniem czytam tu kazda wypowiedz, czytajac Twoja
                        przyszlo mi na mysl ze dobrze by bylo gdyby ludzi dazacych do normalnosci w
                        Polsce bylo wiecej i ze wlasciwie to przykre jest to ze tej normalnosci trzeba
                        szukac gdzie indziej. Ale budujace jest to ze sa mlodzi ludzie ktorzy mysla tak
                        jak Ty :)

                        pozdrawiam cieplutko i trzymaj sie swoich marzen.

                        P.S. kilka dni temu dostalam zdjecie slubne kogos kto tu kiedys pisal, czyz to
                        nie jest cudowne. :)

                        aha moze ostatnia dygresja, jestem pewna ze kiedys pod gwiazdami wypijemy
                        butelke wina, to moga byc zupelnie inni ludzie i inne gwiazdy nad nami ale
                        jezeli bedziesz czul sie ze to sa wlasnie ludzie z ktorymi dobrze sie czujesz i
                        masz chec gadac z nimi do rana, to wlasnie o to chodzi i pewnie to wlasnie
                        bedzie Twoje miejsce na Ziemi, chociaz nie musi to byc to jedyne miejsce i to
                        ostatnie.

                        zycze powodzenia i zachecam do przelewania swoich mysli w pisemna forme, jezeli
                        mnie byles w stanie poruszyc to napewno nie mnie jedna. :)
              • Gość: jelonek Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 21:31
                < A nie mowiłam,ze warto czasem powspominać:) Dziekuje za zyczenia dla mojej
                córki:)i jeszcze przypomne:
                < lato zamknięte kluczem ptaków, zostawia tylko swe wspomnienia, jesien
                odwaznie stawia kroki, zaczyna mgłami dyszeć ziemia...
                < a w gorach nie ma juz nikogo, niebo nas straszy niepogodą, lato do ciepłych
                stron umyka...
                Zabrałaś mi lato, więc cóż Ci dam za to?:)
                < Buziaki i nasze polskie "babie lato" :)))))))))
                • pkrol OSZOLOM TO TY JESTES ASIU 07.10.03, 15:30
                  Sam wyjechalem z kraju majac 20 lat , byl to blad glupota i tyle , finansowo
                  jestem ok ,ale $ to nie wszystko w zyciu.Osobiscie uwarzam ze wiekszosc
                  populacji polski to niedouczoni idioci kazdy marzy zeby tylko wyjechac (ja tez
                  taki bylem)ale ja mialem 20 lat.Jezeli ktos ma wiecej niz 30 lat i w pl nic nie
                  osiagnal to znaczy ze jest frajer i na zachodzie tez nic nie osiagnie,twoje
                  bajki o awansach twojej corki i twoich czytam jako dobry kawal , zastanawiam
                  sie jak bardzo inteligentna jestes, no coz naiwnych w pl nie brakuje dalej
                  mysla ze gdzies bedzie im dobrze byle nie w pl , najwyrazniej ciebie tez
                  ciagnie do pl bo siedzisz na tym forum ciagle, jak tak u siebie jestes to
                  spedzaj wiecej czasu z tymi prymitywami z OZ , ludzie ktorzy maja normalne i
                  ciekawe zycie nie spedzaja tyle czasu na internecie(nie uwazam ze mam ciekawe
                  zycie dlatego tu jestem :))
                  • Gość: Saba Re: OSZOLOM TO TY JESTES ASIU IP: *.adsl.wanadoo.nl 07.10.03, 19:14
                    pkrol,

                    Nie wiem, czy faktycznie z ciebie taki oszolom, jak by wynikalo z twojego
                    postu, czy jedynie probujesz zalosnie zwrocic na siebie uwage? Tym co
                    napisales dowiodles jedynie, ze prawdziwym oszolomem jestes sam, a dlaczego
                    tak uwazam?
                    Po pierwsze wyjezdzajac w wieku 20 lat nie miales bladego pojecia o
                    samodzielnym, niezaleznym zyciu w kraju w ktorym rzadzi bezprawie
                    Po drugie wyjezdzajac 20 lat temu straciles polska perspektywe i nie masz
                    prawa wypowiadac sie z punktu widzenia Polakow mieszkajacych w Polsce
                    Po trzecie sam zaliczyles sie do grona nieudacznikow twierdzac, ze twoje zycie
                    jest nieciekawe i nie jestes z niego zadowolony, a mimo tego nie potrafisz
                    zrobic nic aby to zmienic
                    Po czwarte, oceniajac innych po sobie nie przyszlo ci do glowy, ze mnostwo
                    ludzi emigruje bynajmniej NIE z powodow finansowych, a sukces ma wiele twarzy
                    Po kolejne, pojawianie sie od czasu do czasu w internecie nie mowi jeszcze
                    niczego o tym jak ciekawe zycie sie prowadzi w pozostalym swoim czasie
                    Po ktores-tam, wylewa sie z ciebie frustracja, kompleksy i zawisc z cudzego
                    szczescia
                    Nie jestes warty dluzszej odpowiedzi,
                    niemniej pozdrawiam i zycze jasniejszego spojrzenia na otaczajaca cie
                    rzeczywistosc
                  • peter2715626 Re: OSZOLOM TO TY JESTES ASIU 07.10.03, 22:54
                    Ciekawy glos i dobrze, ze ktos taki tu sie ujawnil. Bo przeciez dobrze wiemy,
                    ze nie kazdy dobrze sie czuje daleko od ojczyzny. Wielu cierpi z powodu
                    oddalenia od rodzinnego domu, braku bliskiej i licznej rodziny, tesknoty za
                    polskim piwem, kielbasami i krajobrazem.

                    Analizujac wlasna sytuacje, nie wierza, ze ktos inny moze byc szczesliwy daleko
                    od Polski.

                    Dlatego lepiej pisac o wlasnych problemach i radosciach, niz oceniac innych nie
                    wiedzac wszystkiego o ich zyciu.

                    Ja wyjechalem z Polski grubo po trzydziestce, gdy juz mialem za soba lata pracy
                    w przedstawicielstwie globalnego koncernu w Warszawie, wspaniale cv, doskonaly
                    angielski. Ale czulem sie wypalony, zylem w ciaglym stresie pelen obaw o
                    przyszlosc, rozczarowany klasa polityczna, poziomem przestepczosci i upadkiem
                    obyczajow.

                    Teraz mam spokojna prace w Auckland, bezstresowe zycie w umiarkowanym klimacie
                    wsrod pieknej przyrody i usmiechajacych sie ludzi. Nie mam juz sluzbowego
                    samochodu i slowa Manager na wizytowce, ale czuje sie potrzebny w nowej firmie
                    gdzie nie musze obawiac sie o przyszlosc, szef sie do mnie usmiecha i zdobywam
                    nowe umiejetnosci.

                    Siedze w sieci kilka godzin dziennie, ale tylko w godzinach pracy. Nie ciagnie
                    mnie do PL, ale do rodakow piszacych po polsku, czuje sie z nimi w pewien
                    sposob zwiazany, lubie czytac i pisac po polsku. Moje normalne ciekawe i
                    prymitywne zycie to weekendy, gdy komputer okrazam szerokim lukiem a czas
                    spedzam na plazy, w gorach czy subtropikalnym lesie.

                    Warto wiec jednak uwierzyc, ze mozliwe jest normalne zycie daleko od ojczyzny i
                    zawistnych rodakow, ktorzy nie wierza, ze ktos moze byc szczesliwy w innym
                    kraju.
                  • Gość: Asia Re: OSZOLOM TO TY JESTES ASIU IP: *.dodd.co.nz 07.10.03, 23:43
                    Witam

                    Nie zgadzam sie z Twoja opinia ze wiekszosc populacji Polski to niedouczeni
                    idioci, nie wiem jakich ludzi znasz i na czym opierasz swoja opinie chyba tylko
                    na swojej frustracji bo chyba zaden inteligenty i niesfrustrowany czlowiek nie
                    generalizowl by w taki sposob zadnego narodu. Nie wszyscy chca tez wyjechac z
                    Polski. Jezeli chodzi o osiagniecia w Polsce czy gdziekolwiek indziej, to jest
                    poprostu kwestia tego co kto chce osiagnac, jak sam piszesz Ty osiagnoles
                    stabilizacje finansowa ale to nie jest najwyrazniej to na czym Ci zalezy - czy
                    mam wyciagnac z tego wniosek ze jestes niedouczonym idiota?

                    Jezeli chodzi o awanse mojej corki, poprostu napisalam tak jak jest, jak sie
                    zapewne z mojej wypowiedzi mogles zorientowac, mojej corce na tych awansach
                    specjalnie nie zalezy bo ma chec studiowac i jezeli bedzie miala tyle szczescia
                    ze sie na studia dostanie to awans nie awans z pracy odejdzie. Czy jestesmy
                    naiwni myslac ze gdzies nam bedzie dobrze byle nie w Polsce - otoz nie, my nie
                    myslimy bo wiemy gdzie nam jest dobrze. Finasowo bylo nam dobrze w Polsce,
                    tutaj jak narazie finasowo tez jest dobrze - tyle ze nie o finase chodzilo i
                    chodzi, tu jest nam dobrze zupelnie z innych powodow, a jezeli sie jeszcze tego
                    nie doczytales w tym co pisze, no coz kazdy niby czyta ten sam tekst ale kazdy
                    widzi to chce widziec. Jak to mowia punk widzenia zalezy od punktu siedzenia,
                    przez ciebie poprostu przemawia frustaracja i uwazasz ze jezeli Tobie cos
                    szczesia nie daje to to samo nie daje szczesia innym. Do Polski mnie nie
                    ciagnie, ciagnie mnie do ludzi ktorych znam osobiscie lub przez internet, do
                    wymiany mysli i pogladow. Mam akurat taka prace w tym momencie ze moge sobie
                    posiedziec w internecie czasami, do domu internetu narazie nie podlaczam bo nie
                    mam na to ani czasu ani ochoty.
                    Ciekawe zycie to dla kazdego cos innego, dla Ciebie to moze byc przelot balonem
                    na okolo swiata, dla mnie grzebanie sie w ziemi i sianie koperku np. Ja nie
                    zyje tak zeby ktos uwazal ze mam ciekawe zycie, chociaz zawsze beda tacy ktorzy
                    uwazaja ze moje zycie jest ciekawe i tacy ktorzy uwazaja ze jest nudne jak
                    flaki z olejem. Ja osobiscie uwazam ze mam ciekawe zycie a moje zycie i Twoje
                    zycie zalezy tylko od nas. Jezeli Ty uwazasz ze Twoje zycie jest malo ciekawe
                    to go poprostu zmien, nie wiem ile masz lat ale wedlug mnie nigdy nie jest za
                    pozno na to zeby swoje zycie zmienic, trzeba tylko troche odwagi ktorej Tobie
                    widac brakuje. Sa ludzie ktorzy wyjezdzaja z Polski sa tacy ktorzy wracaja do
                    Polski (tak jak ja to kiedys zrobilam). Jezeli nie jestes zadowolony z tego
                    gdzie zyjesz i jak zyjesz to samo narzekanie niewiele Ci pomoze poza wpedzaniem
                    siebie samego w coraz wieksza frustaracje, nie wiem co paralizuje Twoje ruchy
                    ale zawsze sa conajmniej dwa wyjscia z kazdey sytuacji, Ty najwyrazniej nie
                    wiesz ktore wyjsce wybrac i nie chcesz sie do tego przyznac. Latwiej jest
                    krytykowac innych niz samemu wziac sie do dzialania.

                    Pozdrawiam cieplutko i zycze powodzenia w podejmowaniu zyciowych decyzji :))
                  • Gość: Jas Re: OSZOLOM TO TY JESTES ASIU IP: *.proxy.aol.com 08.10.03, 08:59
                    Pkrol, wracaj. Nikt cie przeciez na "obczyznie" nie trzyma.
                    Sam wyjechalem ponad dwadziescia lat temu majac przygotowanie zawodowe. Jak
                    pozniej stwierdzilem bylo to przygotowanie zupelnie dobre. Na tyle dobre, ze
                    dzisiaj pracuje dla kilku duzych i paru mniejszych amerykanskich czy
                    kanadyjskich firm. Zwiedzam przy okazji swiat na koszt klientow. Niedawno bylem
                    przykladowo we Francji na konferencji. Przy okazji, juz "po godzinach
                    sluzbowych" wynajalem samochod i pojechalem odwiedzic region winnic i koniakow.
                    Po drodze wpadlm tez na dwa dni do Polski, zeby zobaczyc sie z rodzina. Tak
                    czy inaczej srednio jestem w Polsce 2-3 razy w roku. Mysle, ze widze sie z
                    rodzina i znajomymi czesciej, niz mieszkajac i pracujac w Rzeszowie albo
                    Szczecinie. Jedyny problem z wizyta to 15 godzin w samolocie. Po takiej
                    podrozy, przy dziwieciu albo dziesieciu godzinach roznicy w czasie trzeba sie
                    po przylocie zaaklimatyzowac Z domu telefon do Warszawy kosztuje mnie ok 0.2-
                    0.4 zl za minute, co w porownaniu do mojej pensji jest tansze niz rozmowa
                    miedzymiastowa w Polsce. Mam tani i nieograniczony dostep do internetu wpracy i
                    w domu. Moge wiec przejrzec praktycznie za darmo i na biezaco cala polska
                    prase. Jak chce miec oryginalne wydanie, to juz musze skoczyc 40 min samochodem
                    do polskiego sklepu. Tam przy okazji kupuje bez problemu polskie piwenko, a po
                    drodze u polskiego rzeznika peto prawdziwej "mysliwskiej" na jalowcu. Co do
                    polskiego piwenka i wody, to sa one w loklnym sklepie monopolowym w dosc duzym
                    wyborze.
                    Miejsce gdzie przebywam zaczalem oceniac po wygladzie lotnisk........Ostatnio
                    bylem na "Kennedym", "O'Harze", "Naricie" i "Dworcu lotniczym im F.
                    Chopina"....
                    Pkrol, spojrzyj inaczej na zycie, a poczujesz sie lepiej.
                  • rjborkowski Re: OSZOLOM TO TY JESTES ASIU 08.10.03, 11:58
                    pkrol napisał:

                    > Sam wyjechalem z kraju majac 20 lat , byl to blad glupota i tyle , finansowo
                    > jestem ok ,ale $ to nie wszystko w zyciu.Osobiscie uwarzam ze wiekszosc
                    > populacji polski to niedouczoni idioci kazdy marzy zeby tylko wyjechac (ja
                    tez
                    > taki bylem)ale ja mialem 20 lat.Jezeli ktos ma wiecej niz 30 lat i w pl nic
                    nie
                    >
                    > osiagnal to znaczy ze jest frajer i na zachodzie tez nic nie osiagnie,twoje
                    > bajki o awansach twojej corki i twoich czytam jako dobry kawal , zastanawiam
                    > sie jak bardzo inteligentna jestes, no coz naiwnych w pl nie brakuje dalej
                    > mysla ze gdzies bedzie im dobrze byle nie w pl , najwyrazniej ciebie tez
                    > ciagnie do pl bo siedzisz na tym forum ciagle, jak tak u siebie jestes to
                    > spedzaj wiecej czasu z tymi prymitywami z OZ , ludzie ktorzy maja normalne i
                    > ciekawe zycie nie spedzaja tyle czasu na internecie(nie uwazam ze mam ciekawe
                    > zycie dlatego tu jestem :))

                    Czytam ten post i sie zastanawiam, czy to zart, prowokacja czy tez moze cos
                    innego. Zastanawiajac sie nad inteligencje Asi, radzilbym zwrocic uwage na
                    swoja. Pewnie i tak niczego nie zauwazysz. Wystarczy gdybys sie troche wysilil
                    i przeczytal kilka postow wstecz, chocby tych z przed kilku dni. Pojmiesz wtedy
                    o co w tym chodzi, dowiesz sie tez, ze Asia jest tam bardzo szczesliwa i
                    nigdzie ja nie ciagnie. Bajki o awansach corki? Czy ty sie slyszysz, to nie
                    bajki to fakt. Tak jest, a Asia sie poprostu dzieli swoja radoscia, rozumiesz
                    to?
                    Musi Ci bardzo brakowac takiej radosci, skoro w taki sposob reagujesz gdy ktos
                    pisze w swoich dzieciach cieszac sie z ich sukcesow, chocby nawet malych.
                    Mam pytanie. Skoro Polacy to niedouczeni idioci, a ludzie z OZ sa prymitywni,
                    to gdzie wedlug Ciebie istnieja chocby normalni ludzie? Troche mi Ciebie
                    szkoda, ze masz takie zycie jak masz i ze choc troche nie jest Ci lepiej jak
                    czytasz ten watek. Chyba straciles juz nadzieje, co? Z dlugo myslales ze $ to
                    jest klucz, prawda? Dobrze jednak, ze to teraz rozumiesz, moze masz jeszcze
                    szanse. Popatrz czasem w gwiazdy, na spadajace liscie moze wtedy spojrzysz na
                    swiat inaczej. Postaraj sie tez czasem usmiechac, tak bez powodu, zobaczysz jak
                    fajnie. Pozdrawiam.
                • pkrol JESTESCIE LOOSERS 08.10.03, 15:15
                  Naprawde to widzicie tylko kawalek obrazu, przekrecacie fakty i nie
                  odpowiadacie na pytania,a cala asia musiala wyjechac na koniec swiata zeby byc
                  szczesliwa i grzebac w ogrodku :) co za nonsens , przeciesz ta cala australia i
                  nz to zadupie przeokropne, czemu sie tak oklamujecie :) no ale prawda w oczy
                  gryzie bardzo, i co kobieta pisze ze jej corka awansowala :) no tak gdzie w
                  takim zadupiu wsrod takich matolow, gdzie normalnie daja awansowac w porzadnych
                  firmach obcokrajowcom , no tak zgadza sie sa tacy ale na to trzeba czasu i
                  wysilku, a wy chlonni takich kitow ludzicie sie ze gdzies tam jest lepsze zycie
                  byle dalej od polski :) jedzcie wszyscy , ja bym wszystkim dal vize do usa i
                  gdzie tylko chcecie moze wreszcie by ludzie w pl zmadrzeli
                  • Gość: Saba Re: JESTESCIE LOOSERS IP: *.adsl.wanadoo.nl 08.10.03, 20:09
                    Nikt nic nie przekreca, moze sam niejasno sie wyraziles i cos innego miales na
                    mysli niz ci wyszlo.. to jedyny wniosek, skoro wszyscy czytelnicy zrozumieli
                    cie w jednoznaczny i ten sam sposob!
                    Wyjazd z kraju to nie tylko wyjazd za wielka wode, sukces to nie tylko awanse
                    i pieniadze, a szczescie to cos o czym najwyrazniej nie masz bladego pojecia.
                    Kolego, piszesz takie bzdury, ze sie tylko osmieszasz, w jednym zdaniu
                    potrafisz zaprzeczyc samemu sobie, brak kompletnej logiki w toku twojego
                    rozumowania, poza tym w ogole nie wiadomo o co ci chodzi??! Chcesz uchronic
                    tych, ktorzy w wizji wyjazdu upatruja poprawe swojego bytu (nie tylko
                    finansowego), podczas gdy sam brniesz w gownie? Wracaj do Polski i zdaj nam
                    relacje ze swoich doswiadczen! albo zdobadz sie na odrobine obiektywizmu i
                    przestan chrzanic, bo sie niedobrze robi..
          • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl.wanadoo.nl 07.10.03, 19:46
            Asiu,
            moze bardziej chodzilo mi o marzenia, niz planowanie ;-)
            moze w tym momencie najwazniejsze jest odnjadywanie sie w nowej sytuacji,
            aklimatyzacja, remonty, praca itp, ale z czasem to wszystko spowszednieje i
            ciekawa jestem co wtedy wymyslisz?
            moim najwiekszym marzeniem zawsze bylo podrozowanie, wprawdzie nadal mamy
            ograniczone mozliwosci, ale regularnie uskuteczniamy nasze marzenia, za klika
            dni wybieramy sie do Nepalu i Indii na wyprawe, wiec jakis miesiac sie nie
            bede tu pokazywac ;-) ale odezwe sie po powrocie, moze z jakimis nowymi
            natchnieniami?
            Pozdrawiam
            Saba

            P.S. gratulacje dla corki i trzymam kciuki za egzaminy!
            • Gość: Asia Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dodd.co.nz 07.10.03, 23:58
              Czesc Saba

              oczywiscie masz racje ze z czasem wszytko spowszechnieje, remonty nie sa moim
              ulubionym zajeciem, to tez rozkladamy je na dosyc dlugi okres czasu. Narazie
              chcemy tylko zrobic to co dla nas najwazniejsze zeby nam sie poprostu
              przyjemnie zylo i mieszkalo. Juz ten weekend inaczej planujemy bo w koncu nie o
              to chodzi zebysmy co tydzien sie narobili jak dzikie osly.
              Jakie marzenia - cos tak jak Twoje, uwielbiam podrozowac i poznawac nowych
              ludzi. Zupelnie nie znamy South Island wiec to lato poswiecimy na zwiedzanie
              wlasnie tej wyspy, North Island troche objezdzilismy poprzednio, South Island
              jest duzo ciekawsza moim zdaniem, sa tu piekne gory, fiordy, wspaniale i
              olbrzymie Parki Narodowe i cale mnostwo innych atrakcji i chcemy to wszystko
              zobaczyc w miare wolnego czasu. W przyszlosci jezeli nam sie uda, chcialbym sie
              wybrac na Fiji, Samoa, Filipiny, Tonga i cale mnostwo innych miejsc, wlasciwie
              tych rejonow nie znam zupelnie i mam nadzieje ze przynajmniej niektore z tych
              miejsc bede mogla odwiedzic.
              Zazdroszcze Wam tego Nepalu i Indii tez bym sie chetnie wybrala, mnie zawsze
              ciagnelo do Iraku - nie wiem dlaczego, no ale od lat to nie jest miejsce dla
              turystow wiec chwilowo napewno nie.

              Wracajac do remontow - chcialabym ten dodatkowy pokoj wyremontowac (to moze
              duze slowo, potrzeba mu troche farby, zmiane tapet i wykladziny) mialbym
              miejsce zeby goscic u siebie podroznikow z calego swiata, co tez bardzo lubie
              bo poznaje sie naprawde fajnych ludzi.

              Odezwij sie po powrocie i opowiedz nam swoje wrazenia :))

              Trzymajcie sie cieplutko i uwazajcie na siebie
              • Gość: Saba Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.adsl.wanadoo.nl 08.10.03, 20:20
                Widzisz Asiu, to juz brzmi ciekawie - Nowa Zelandia na pewno warta jest
                poznania i z pewnoscia zajmie sie wiele czasu zanim przemierzysz ja wzdluz i
                wszerz ;-) A Fiji, Samoa czy Filipiny brzmia bajkowo ;-) jest o czym pomarzyc,
                nie? Najpiekniejsze jest jednak to, ze to wszystko stoi otworem, jest jedynie
                kwestia wyboru i prioryteryzowania marzen nad prozaicznoscia codziennosci,
                ktora w Polsce (czesto nie z wyboru, ale koniecznosci) bierze gore..
                Jak juz wyremontujesz ten pokoik dla gosci to sie do ciebie tez kiedys
                wybierzemy (jakos po drodze, na pewno nie zwalimy sie na wiecej niz 2 dni ;-),
                Australia i Nowa Zelandia wciaz sa na mojej liscie miejsc do odwiedzenia, sa
                jednym z tych wielu marzen, ktore chcemy w zyciu spelnic. W Australii mieszka
                brat meza, ozenil sie z Australijka, niedawno ja poznalismy, w Europie urzekl
                ja Paryz, ale Amsterdam nie zrobil specjalnego wrazenia ;-)
                Po powrocie na pewno cos skrobne
                Pozdrawiam
                Saba
      • haparanda Re: wyjazd z kraju 08.10.03, 01:25
        droga Asiu!


        kiedyś trafiłam na Twój post, w którym pisałaś, że sprzedajesz swoje rzeczy w
        związku z wyjazdem, potem nie czytałam tego wątku aż do wczoraj i teraz widzę,
        jak niesamowicie rozrósł się wątek o wyjeździe z kraju, już jest trzecia
        edycja :-)
        jak wiele osób jestem pod wrażeniem Twojej osoby i podejścia do życia i lektura
        Twoich wypowiedzi oraz wypowiedzi innych osób utwierdziła mnie w mojej
        nieśmiałej decyzji o wyjeździe
        niedługo, może za miesiąc, będę mgr i chciałabym pożyć jak człowiek
        zawsze lubiłam podróże, byłam w kilkunastu krajach i zawsze czułam się dobrze
        wśród ludzi innej narodowości, mentalności
        chciałabym wyjechać do Skandynawii, byłam tam i jadę jeszcze raz, aczkolwiek na
        bardzo krótko, uczę się szwedzkiego więc padnie na Szwecję na początek, potem
        może inne państwa skandynawskie

        moim zdaniem czynnik ekonomiczny nie powinien być głównym powodem wyjazdu za
        granicę, ważniejsze jest poznanie mentalności i wartości ludzi w danym kraju,
        zwyczajów i świadomość, że skoro gdzieś wyjeżdżam to powinnam uszanować
        odmienność a nie krytykować
        a mnie odpowiada mentalność ludów północy :-) zresztą myślę, że mam podobną
        mentalność

        myślę, że ci sfrustrowani rodacy za granicą są sfrustrowani właśnie dlatego, że
        głównym powodem wyjazdu były finanse i nie zwracali oni uwagi na to, jak będą
        się czuć w danym kraju, wśród takich a nie innych ludzi

        zgadzam się z Twoim zdaniem, że każdy ma swoje życie do przeżycia i nieważne,
        czy jest ono ciekawe dla obserwatorów, lecz ważne czy dla właściciela :-)

        poza tym mogłabym się podpisać pod postem Uncle_Frisky


        pozdrawiam Was ciepło, Asiu kontynuuj :-)
        • Gość: Asia Re: wyjazd z kraju IP: *.dodd.co.nz 08.10.03, 01:54
          Witam


          no widzisz mebli w koncu nie sprzedalam tylko przetransportowalam do N.Z. a
          watek sie ciagnie i ciagnie chociaz zupelnie nie byl planowany, nigdy nie
          wiadomo jak sie losy potocza :)

          absolutnie zgadzam sie z Toba ze ludzie nie powinni emigrowac ze wzgledow
          finansowych bo na ogol to jest tak ze tak naprawde to oni chca mieszkac w
          Polsce wsrod swoich. Kiedys jak ktos wyjechal do USA np popracowal pare lat to
          mogl wrocic do Polski i sie urzadzic, co wielu ludzi zreszta zrobilo. Niestety
          nie wszystkim udalo sie jakies pieniadze zarobic, odlozyc i wrocic, i
          podejrzewam ze dla wielu ludzi taka sytuacja jest wlasnie czyms co ich
          frustruje. Nie maja wystarczajaco na to zeby wrocic i zeby sasiedzi ich
          podziwiali, tam gdzie sa nie czuja sie dobrze z roznych powodow i nie sa w
          stanie podjac deczyzji co dalej. Moge tylko wspolczuc takim ludziom bo to
          niestety oni sami musza w taki czy inny sposob pokierowac swoim zyciem, nikt
          tego za nich nie zrobi.

          Mialam to szczescie ze moglam odwiedzic pare roznych krajow w swoim zyciu, i
          tak jak Ty poprostu dobrze sie czuje wsrod innych. Chyba jedyny kraj w jakim
          nie bardzo sie czulam miedzy tubylcami to Hiszpania. Ale to oczywiscie zalezy
          od naszego nastawienia i naszej osobowosci.

          Zycze Ci powodzenia w podrozach, gratuluje mgr. :) i pozdrawiam serdecznie
          • Gość: Uncle_Frisky Re: wyjazd z kraju IP: *.jawnet.pl 08.10.03, 13:59
            Hm... dziekuje za mile slowa.... czsami zaluje ze jestem, jak to
            piszecie "dojrzaly" - wzgledne jak najbardziej pojecie - !!!
            Hm... ostatnie dni w moim malym zyciu sa jak jakas niesamowita afera, zly
            sen... codziennie zaskakuje mnie cos niesamowice dziwnego, zlego... eh...
            Ciezko mi sie pozbierac... jade do irlandii chociaz nie wiem co mnie tam
            spotka, chcialbym znalezc jakas parce [ jako "czarnuch" ], pracowac, odkladac
            pieniazki na NZ, robic swoje, odnalezc spokoj, siebie...
            Niesamowice pomieszalo sie w moim smiesznym zyciu... eh...
            Wiem, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia... dla wielu z Was moje
            problemy sa niczym, dla innych moglby by byc jeszcze gorsze... ale dla mnie
            jest to totalana zalamka...
            Nie chce tak zyc... wiem ze w irlandii bedzie szkola zycia, ze bede zpieprzal
            ostro zeby cos odlozyc [ mam nadzieje ze bedzie mi dane moc znalezc cos co
            bede mogl robic...], ale ja wlasnie tego chce, chce miec cel i do tego dazyc,
            chce pracowac fizycznie, wykonywac ciezka prace, uczyc sie siebie, od nowa...
            wydaje mi sie jakbym zaczynal nowy rozdzaial w moim malym zyciu... moze nowe
            zycie... boje sie tylko ze moze tak sie zdarzyc ze wroce po miesiacu z niczym
            [ w kwestii materialnej ] ale bogatszy o nowe doswiadczenia, pzrezycia, piekne
            widoki... nie poddam sie latwo, wiem ze do celu wiedzie bardzo wyboista i
            kresta droga ale zrobie wszytsko co w mojej mocy zeby udalo sie...
            Wiem, zdaje sobie z tego sparwe ze zycie weryfikuje wszytsko i ze moje plany,
            marzenia o NZ czy AU moga sie zmienic pod wplywe tego co mnie jeszcze spotka
            ale naarzie chce wierzcy, miec marzenia, cele ze to ejst wlasnie to co chce
            zrobic...
            Chce wypic kiedys z Wami wszytski za nasze wspolne zdrowie i cieszyc sie z
            tego jak dziecko... jak malutki chlopczyk... chce odnazlezc radosc, szczescie,
            SPOKOJ, milosc...
            Chce wierzyc [ wierze... ?!? ] ze zycie ma sens... ze jestesmy stworznie po
            cos... i nie chodzi mi tutaj bynajmniej o jakies "WIELKIE CELE" bo celem samym
            w sobie moze byc szczesliwa rodzina, pomoc innym, usmiech o poranku...
            Chce, pragne tego, budzic sie o poranku z usmiechem na twarzy, pijac kawe,
            dziekujac Bogu [ kazdy ma swojego Boga ], ze dal mi jeszcze jeden dzien do
            przezycia... chce czerpac z niego ile sie da... czerpac - usmiechac sie do
            innych, slychac, bawisc, martwic, rozwiazywac problemy, kochac, wierzyc...
            Paietam jak kiedys sam sobie pwoiedzialem ze, "... Marcin zawsze po zlych
            chwialch, przychodza dobre ale nigdy nie jest tak zle zeby nie moglo byc
            gorzej i nigdy nie jest tak dobzre zeby nie moglo byc lepiej..." ostatnio moja
            stan duchowo-psychiczny jakos mnie od tego odciagal... popadalem [
            popadam ?!? ] w marazm, w marnosc... ale nie che tego, chce to odrzucic,
            odciagnac sie od tego...
            Wierze ze dam rade, musze cos z tym zrobic...
            Myslcie prosze ze bedzie dobrze, powtarzalem sobie i powtarzam ze jak sie
            mysli o kims dobrze to sie mu pomaga duchowo... takze myslcie, bo moze mi sie
            uda i wino gdzies tam czeka na nas....
            Do uslyszniea...
            Uncle_Frisky
            • Gość: Jusia Re: wyjazd z kraju IP: *.jawnet.pl 08.10.03, 15:07
              Hello!
              To co sie dzieje w Naszym życiu zawsze ma jakiś cel. Czasem ciężko jest go
              dojrzeć kiedy wookoło panuje smutek i złość. Ale wierz mi, podświadomie
              podejmujesz kroki ku temu żeby być szczęśliwym! To czasami ciężkie bo żyjemy
              pośród innych ludzi i bardzo łatwo możemy ich zranić ale ja wierze, że jeśli
              ktoś idzie za głosem serca i chce realizowac się poprzez swoje marzenia to nie
              ma prawa być nieszczęśliwy. Wszystko jest Nam zapisane więc nie bój sie swoich
              pragnień bo one są takimi Boskim drogowskazem do tego gdzie i jak znależć
              spokój i szczęście. A czas zmienia i weryfikuje nasze poglądy. To co dziś
              bardzo boli, będzie mniej bolało za kilka miesięcy...
              Wyjedziesz, dasz sobie rade- chyba zawsze to potrafiłeś. Nowe życie, nowe
              wyzwania, wszystko nowe... Moze znajdziesz w końcu swoje miejsce. Dobrze, ze
              szukasz. My nie pakujey swojego bagażu z doświadczeniami i niestety te złe
              doświadczenia same sie tam pchają. Ale wieczne powracanie do tego czego nie
              można zmienić- to zadręczanie własnej duszy. Zawsze do przodu!!! Przecież
              chcesz czerpać z życia to co najlepsze więc pozwól sobie na to. Przestań się
              zadręczać i obwiniać. Twoje szczęście należy do Ciebie.
              Wiem, to przykre że człowiek ma pewne doświadczenia i przeżycia, o których
              chciałby zapomnieć ale trzeba pomyśleć o tym, jak bardzo zmieniają one nasze
              patrzenie na życie i wykorzystać to w jaki najbardziej pozytywny sposób.
              Życie sie ma jedno i to wstyd i grzech je marnować. Nie poddawaj sie
              przeciwnością. Ja wiem po sobie, że człowiek jest w stanie znieść bardzo wiele
              i trzeba pdejmować wyzwania, radzić sobie z problemami. Znajdziesz ludzi,
              których pokochasz na całe życie i będą z Tobą do końca świata.
              Wierzę w Ciebie, wierzę, że Ci sie uda.
              Mam nadzieje, że znajdziesz to czego szukasz.
              Dalej myślisz, że jesteś sam :)

              Ciepło pozdrawiam wszystkich. Życie i to co Nas spotyka jest piękne.
              Emanujecie wszyscy fantastycznie pozytywnym nasatwieniem do życia.
              Jusia.
              • niewyjasnione Trauma 09.10.03, 01:38
                Jest na ten temat artykuł w GW:

                www1.gazeta.pl/kraj/1,34314,1692678.html
                Co do życia, jego jakości, etc.

                Jak ja to widzę.
                Pieniądze na pewno nie są najważniejsze,
                ale bardzo pomagają żyć na własny sposób.

                Na przykład ja w Polsce mogłem tylko sobie pomarzyć
                o kursie nurkowania, akwalungu i prywatnej łódce
                - dziecięce marzenia, a tu nagle w zasięgu ręki.

                Inny przykład, mniej egzotyczny.
                Wchodzę do księgarni i kupuję książki,
                to prawda że teraz więcej pokus odciąga mnie od czytania,
                ale w Polsce tylko zerkałem łakomie na nieosiągalne ceny,
                i tak nie miałem nigdy czasu na czytanie, bo ciągle zasuwałem.

                Największą dla mnie różnicą jest jednak bezpieczeństwo,
                albo samo jego poczucie.

                Za prawie każdą dzialność,jaką w Polsce podejmowałem,
                groziły mi ciężkie wyroki z więzieniem włącznie.
                Odpowiedzialność potworna a pieniądze żadne.
                Stosunek cen do zarobków - upokarzający.

                Np. Zwykły znaczek skarbowy potrzebny
                na zaświadczenie o niekaralności
                (kwitek wymagany w wielu urzędach,
                np przy stawaniu do przetargów,
                albo do aplikacji wizowej,
                ale szybciutko tracący ważność)
                kosztował 50PLN - więcej, niż dzień pracy.
                Okres oczekiwania - około tygodnia.
                Każda aktywność kosztowała krocie - wedle zasady,
                że kto się jeszcze rusza,
                tego widocznie jest jeszcze z czego "skroić".

                Na ulicy- horror. Inny artykuł GW:

                www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1691841.html
                Poukręcane wkładki zamków w samochodzie
                musiałem wymieniać co dwa-trzy tygodnie.
                Wybita szyba - średnio raz na dwa-trzy miesiące.
                Ciągle poranione ręce od drobniutkich kawałeczków szkła,
                których nigdy nie dawało się zupełnie pozbyć.

                Zanim zamki zostały wymienione,
                za każdym razem trzeba było pamiętać,
                że wkładki są zniszczone i centralny zamek tylko "udaje",
                że zamknął klapę albo drzwi pasażera,
                albo dla odmiany nie otwiera
                i trzeba biec z kluczykiem dookoła przez śnieg z błotem
                i otwierać.
                Albo nie dawał się zamknąć w ogóle.
                Cena najtańszych, nie oryginalnych wkładek 75PLN.
                (Trzeba było od razu kupować komplet do wszystkich zamków na raz).
                Wstawiałem sam, bo oszczędzałem na robociźnie.

                U rodziców w domu- drugi horror.
                Otruty ukochany pies pod płotem
                i regularnie wybijane szyby w oknach,
                gdy ktoś sprawdzał czy ktoś zareaguje, czy jest ktoś w domu.
                Wypalone listy w skrzynce pocztowej
                i wrzeszczący albo urynujący pijacy po bramach
                i agresywne młodociane zbiry w luksusowych samochodach
                jeżdżący bez celu po osiedlu z włączoną na pełen gaz "muzyką".
                ŁUPS, UPS, UPS i ryk silnika.

                Ale jakże oni byli swojscy, aż się serce teraz wyrywa
                do tych lic rumianych, do tych karków muskularnych,
                do tych kurtek skórzanych i głów ogolonych,
                do tej polskiej zawadiackości i rubaszności,
                "kurwa", aż się łezka w oku kręci...

                Teraz ile razy czytam listy z Polski
                to wszystko wraca do mnie.
                To jest trauma, która chyba zostanie na zawsze.
                Nie da się od tego tak zwyczajnie uciec.

                Słynne "sny emigranta",
                (o których podobno pisał Czesław Miłosz)
                ja śniłem już w Polsce, gdy załatwiałem wizę.

                Moja małżonka dopiero kilka dni temu
                pierwszy raz przeżyła ten senny koszmar,
                ale w skumulowanej formie.
                Nie tylko nie pozwolono jej wrócić z Polski,
                ale wręcz siłą i podstępem ją stąd
                zawleczono do Polski.

                Czego nikomu nie życzę.
      • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 09.10.03, 08:48
        ten watek ciagle jest interesujacy, ciekawie piszecie.

        ja tu chcialam wtracic swoje trzy grosze...ja ciagle czuje sie Polka mimo, ze
        urodzilam sie w Groningen. zawdzieczam to Tacie, bo nauczyl mnie nie tylko
        mowic po polsku mimo nie sprzyjajacych warunkow, ale tez pokochac Jego
        ojczyzne. dzieki temu, ze nigdy dlugo nie mieszkalismy w Polsce mam pewien
        dystans do spraw polskich, ale rozumiem wszystko doskonale. moze czasem mam
        klopoty z wyrazeniem sie jasno, ale jesli ktos chce mnie zrozumiec, nie ma
        problemu.

        co chcialam teraz wyrazic, to moje wieczne zdziwienie nad bezinteresowna
        zawiscia/zazdroscia Polakow, co jest takie niezrozumiale dla cudzoziemcow.
        czemu niemozna po prostu byc dla siebie bezinteresownie zyczliwym wzamian?

        ot, takie moje filozofie.
        pozdrawiam
        • mojito Bezinteresowna niezyczliwosc. 09.10.03, 09:01
          Gość portalu: pysiek13 napisała:

          "zdziwienie nad bezinteresowna zawiscia/zazdroscia Polakow, co jest takie
          niezrozumiale dla cudzoziemcow."

          Witaj,
          Pisarz Melchior Wankowicz okreslil to kiedys jedna z naszych cech:
          "bezinteresowna niezyczliwosc".
          Pozdrowienia,
          mojito.
          • Gość: pysiek13 Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. IP: *.dewr.gov.au 10.10.03, 02:16
            bardzo ladnie Wankowicz to okreslil, powiedzialabym 'elegancko'.

            ja bym jeszcze dodala: bezinteresowna zyczliwosc czyni cuda!
            pozdrawiam
          • lombat Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. 10.10.03, 02:49
            Hi
            Moja wiedza o Polsce zatrzymala sie na poziomie polowy lat 80'tych.
            Z bezinteresowna niezyczliwoscia spotykalem sie wowczas niemal codziennie,
            ale i odplacalem tym samym. Bylem trybem w maszynie, ktory musial tak przcowac,
            jak i inne trybiki. Zmienilem sie, gdy wyjechalem do Niemiec. Tam zobaczylem,
            jak Sasi, bo przebywalem w Dolnej Saksonii odnosza sie do siebie. Wszystko
            na poczatku wygladalo pieknie, dopuki nie poznalem jezyka i nie zaczelem
            pracowac w duzej firmie. Wtedy wlosy stanely mi na glowie poznalem coz stokroc
            gorszego niz nasza bezinteresowna niezyczliwosc, a bylo nia Schadendfreude.
            Jest to po polsku radosc z cudzego wielkiego nieszczescia. Raduja sie gdy
            dziecko nie zda matury, gdy zona zachoruje na raka, gdy w rodzinie urodzi sie
            dziecko z kompleksem Downa, gdy ...; wtedy nawet ich stac na spotkanie
            towarzyskie by takie cos swietowac. W mniejszym stopniu takie zachowanie
            wystepuje w innych krajach anlo-saskich. Bezinteresowna , a moze jest w niej
            jakis dlugofalowy interes, niezyczliwosc jest niemal obowiazujacym standartem.
            Wyjechalem do Australii by z takim czyms nie miec do czynienia, ale i tutaj
            ja spotkalem, w wydaniu zgadnijcie kogo ?
            • Gość: pysiek13 Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. IP: *.dewr.gov.au 10.10.03, 03:38
              Ooops, ale jestes pechowy Lombat, gzie Ty sie obracasz?
            • peter2715626 Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. 10.10.03, 05:29
              W NZ wystepuje w duzym nasileniu tzw. Tall Poppy Syndrom. Moja zona bolesnie to
              doswiadczyla w swojej pierwszej tutejszej pracy. Okazala sie lepsza w wielu
              dziedzinach od swojej przelozonej, co doprowadzilo do horroru - szukanie dziury
              w calym, wyolbrzymianie drobiazgow, pietrzenie zadan, terminy ich realizacji
              niemozliwe do wykonania, wydawanie sprzecznych polecen itd itp. W nastepnym
              etapie awantury z krzykami w obecnosci wspolpracownikow i namawianie do
              odejscia z wlasnej woli. Pozniej w firmie pojawil sie mediator z Labour Office,
              ktory przyznal racje mojej zonie i ostro skrytykowal panujace stosunki w
              miejscu pracy. Na szczescie wkrotce znalezlismy lepsza prace i to bolesne
              doswiadczenie szybko odeszlo w zapomnienie.


              Niedawno Pani Premier przyznala publicznie, ze to powazny problem w Nowej
              Zelandii.
              • Gość: pysiek13 Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. IP: *.dewr.gov.au 10.10.03, 06:21
                Hi Peter,

                mysle, ze tutaj poruszyles temat 'equal employment opportunity' i to co
                przytrafilo sie Twojej zonie, pewnie jeszcze w wielu miejscach pracy jest
                praktykowane. dobrze, ze ten inspektor pojawil sie na czas. w takich momentach
                jak opisujesz, ja jestem okropnie zbuntowana - jakos to wynioslam z domu,
                potrzebe aby udowodnic wlasne prawa pracownika/czlowieka.

                wroce jeszcze do warunkow pracy w Australii. jak sie pewnie orientujesz w
                sektorze prywatnym to dziwne rzeczy jeszcze sie dzieja, natomiast caly sektor
                panstwowy obowiazuja pewne scisle przepisy, jak EEO, wspomniany w innym poscie
                Code of Coduct, Ethical Practices i Anti-Discrimination Policy.
                taka wspomniana przez Ciebie sytuacja jest nie do pomyslenia. nie wiem jak
                pracuje Wasz system w NZ, ale u nas pracownik bez wzgledu na stanowisko i
                sektor pracy, jest dosc solidnie zabezpieczony. istnieje Department of
                Industrial Relations, gzie m.in. mozna upomniec sie o pieniadze niewyplacane
                przez pracodawce, Australian Industrial Relation Commision, ktora m.in.z kolei
                rozpatruje wnioski o nieslusznym zwolnieniu z pracy, no i najwazniejsze biuro
                Commonwealth Ombudsman Office.

                wracajac do 'bezinteresownej zyczliwosci', to juz chyba bylo to 'przerobione'.
                Asia cos wspomniala o bilecie autobusowym za darmo, ktos tam jeszcze cos
                dorzucil...
                ja mysle ze kazdy z nas ma to w sobie, tylko z jakis tam powodow jest to
                tlumione.

                chcialam tylko przypomniec, ze dobrze jest zaczac od siebie, i jaki SWIAT bylby
                piekniejszy...
                z serdeczna zyczliwoscia pozdrawiam
                • Gość: Uncle_Frisky Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. IP: *.jawnet.pl 10.10.03, 18:07
                  Heh, przypomnilao mi sie jedno haslo...

                  "MYSLEC GLOBALNIE, DZIALAC LOKALNIE..."

                  tak dokladnie, najpierw musimy zaczoac od sibie a pozniej mozemy sprubowac
                  wymagac tego od innych...

                  Pozdrowka for all....
                  Uncle Frisky
                  • Gość: pysiek13 Re: Bezinteresowna niezyczliwosc. IP: *.a.002.syd.iprimus.net.au 11.10.03, 07:10
                    dokladnie to mialam na mysli, zamiast krytykowac innych zaczac od siebie...

                    masz jeszcze inne "briliant ideas"?
                    cheers
                    • Gość: Angelo bawimy sie w zycie IP: 64.202.17.* 11.10.03, 07:26
                      Gość portalu: pysiek13 napisał(a):

                      > dokladnie to mialam na mysli, zamiast krytykowac innych zaczac od siebie...
                      >
                      > masz jeszcze inne "briliant ideas"?
                      > cheers

                      ludzie chcialbym was wszystkich pocalowac
                      jestescie tacy idealni, ze az nie moge
                      uwierzyc, ze naprawde istniejecie
                      dlaczego nie moge spotkac takich ludzi w realu???
                      moze to tylko cyber fatamorgana
                      ide spac jutro sie obudze a was nie bedzie

                      jutro zaczynam od siebie (think globally act locally!!!)
                      chyba jest jeszcze jakas szansa dla mnie


                      "aniele struzu moj ty zawsze przy mnie stoj..."
                      • Gość: pysiek13 Re: bawimy sie w zycie IP: *.a.003.syd.iprimus.net.au 11.10.03, 12:08
                        Witaj Angelo,

                        czy jestes troche cyniczny ?

                        napisalam, to co mysle i w moich okolicach spotykam ludzi naprawde zyczliwych
                        i bezinteresownych. moj komentarz byl pod kontem Polakow, ktorzy rzadko kiedy
                        zdobywaja sie na bezinteresowna zyczliwosc, a szkoda, bo to znacznie ulatwia
                        zycie.

                        przyjezdzam do Polski od czasu do czasu, i ciagle (mimo, ze wstepujemy do
                        Unii) spotykam sie z przypadkami przykrymi czasami wrecz szokujacymi, kiedy
                        ludzie sa bezinteresownie zawistni/zazdrosni, a nawet malo, bo bezintereswnie
                        wredni . jest to bardzo krepujace, szczegolnie kiedy wezmiesz pod uwage, ze
                        przyjezdzam z grupa zapalencow, ktorzy chca poznac ten piekny kraj, bo
                        przyznasz ze Polska to piekny kraj.

                        na temat "bawimy sie w zycie" nie moge Ci odpowiedziec, bo ja zycie biore
                        cholernie serio.
                        cheers
                        • Gość: Angelo Re: bawimy sie w zycie IP: 64.202.17.* 11.10.03, 17:38
                          Gość portalu: pysiek13 napisał(a):

                          > Witaj Angelo,
                          >
                          > czy jestes troche cyniczny ?
                          >
                          > napisalam, to co mysle i w moich okolicach spotykam ludzi naprawde
                          zyczliwych
                          > i bezinteresownych. moj komentarz byl pod kontem Polakow, ktorzy rzadko
                          kiedy
                          > zdobywaja sie na bezinteresowna zyczliwosc, a szkoda, bo to znacznie ulatwia
                          > zycie.
                          >
                          > przyjezdzam do Polski od czasu do czasu, i ciagle (mimo, ze wstepujemy do
                          > Unii) spotykam sie z przypadkami przykrymi czasami wrecz szokujacymi, kiedy
                          > ludzie sa bezinteresownie zawistni/zazdrosni, a nawet malo, bo
                          bezintereswnie
                          > wredni . jest to bardzo krepujace, szczegolnie kiedy wezmiesz pod uwage, ze
                          > przyjezdzam z grupa zapalencow, ktorzy chca poznac ten piekny kraj, bo
                          > przyznasz ze Polska to piekny kraj.
                          >
                          > na temat "bawimy sie w zycie" nie moge Ci odpowiedziec, bo ja zycie biore
                          > cholernie serio.
                          > cheers

                          Witaj Pysiek13,

                          wydaje mi sie, ze rzucasz (zupelnie niepotrzebnie) raczej przykre oskarzenia,
                          moze po prostu troche zle zrozumialas moje intencje
                          a moze po prostu chcesz sie na kims rozladowac, tego nie wiem.

                          ze swojej stronu chcialbym tylko powiedziec, ze mimo twojego uprzedzenia,
                          okazuje sie, ze mamy pewne wspolne obserwacje, ja tez uwazam, ze Polska to
                          piekny kraj!
                          jezeli chodzi o ludzi w Polsce to mysle, ze Polacy sa wcale nie gorsi od
                          ludzi z wielu innych Europejskich krajow, prawde mowiac wole
                          przebywac wsrod Polakow niz np Czechow czy Niemcow
                          Natomiast, zdecydowanie sie nie zgadzam ze stwierdzeniem, ze Polacy sa
                          "wredni, zawistni"!
                          Twoja kryta polskiej spolecznosci jest ostra i graniczy z jakims
                          nieuzasadnionym uprzedzeniem i stereotypami rozpowszechnianymi
                          przez nieprzyjazne Polsce grupy
                          Powiedz mi, po co tam jezdzisz jezeli masz takie antypolskie poglady?

                          ktos wczsniej pisal "MYSLEC GLOBALNIE, DZIALAC LOKALNIE..."
                          czy dzialanie lokalne ma polegac na krytyce najblizszego otoczenia
                          czy tez moze nalezy przyjrzec sie krytycznie wlasnym pogladom i dzialaniu
                          ktore moga zranic czyjes uczucia
                          same deklaracje typu "zycie biore cholernie serio" niestety nie robia na
                          nikim duzego wrazenia

                          pozdrawiam


                          • Gość: pysiek13 Re: bawimy sie w zycie IP: *.dewr.gov.au 13.10.03, 06:26
                            Witaj Angelo,

                            nie rzucam, nie rzucam zadnych oskarzen Angelo, to fakty!

                            przykro mi jak Ciebie osobiscie urazilam, nie taki byl cel. chyba jest tu
                            jakies niporozumienie. ja szanuje Polakow, mam ciagle wielu przyjaciol w
                            Polsce, wierze ze Polacy 'potrafia', czuje sie jak Polka jak juz napisalam,
                            mimo ze w Polsce sie nie urodzilam i nie wychowalam, zawsze i przy kazdej
                            okazji reklamuje Polske i to co mamy najlepszego. przyznasz, jednak ze sytuacje
                            zdarzaja sie. podam Ci przyklad, na dworcu Centralnym w Warszawie, stoimy w
                            kolejce po bilety, nas jest troje wiec trzymamy sie razem, nie wyrozniamy sie
                            ani strojem ani zachowaniem, kiedy przychodzi nasza kolej panienka zamyka
                            okienko i wywiesza kartke "nieczynne', czy cos takiego. mnie glupio i wstyd,
                            znajomi sie podsmiewaja na polskie zwyczaje. innym razem w sklepie prosimy o
                            jakis towar, ktory jest na polce, pani sklepowa: 'panstwo kupujecie czy
                            ogladacie tylko' bez usmiechu. brak komentarza...moglabym dodac jeszcze pare,
                            ale po co.

                            moja krytyka (?) polskiej spolecznosci 'jest ostra i graniczy z jakims
                            nieuzasadnionym uprzedzeniem' - jeszcze raz, nie jestem uprzedzona, a krytyka,
                            to fakty. no i co do 'stereoptypow rozpowszechnianych przez nieprzyjazne Polsce
                            grupy' tez nie masz racji, bo jestem najbardziej przyjacielsko nastawiona dla
                            Polakow i polskosci.

                            'powiedz mi, po co tam jezdzisz jezeli masz takie antypolskie poglady?' Angelo,
                            gdzie wyczytales o moich antypolskich pogladach? cos chyba sie nie
                            zrozumielismy. a jezdze, bo kocham ten kraj i ludzi ( moze nie wszystkich!),
                            Polacy potrafia byc fantastyczni, a to ze nie mieszkam w Polsce pozwala patrzec
                            na pewne sprawy z innej perspektywy.podkreslam 'z innej' perspektywy, a nie
                            krytycznie.

                            przykro, ze tez nie zrobilam na Tobie wiekszego wrazenia stwierdzeniem, ze
                            zycie biore cholernie serio, nie o wrazenie mi chodzilo, ale serio ja nie bawie
                            sie zyciem!!! przezywam je jak najlepiej potrafie, a mam ku temu warunki.

                            pozdrawiam

      • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 14.10.03, 04:12
        Co tu tak cicho?

        nikt juz nie ma nic do powiedzenia?
        Peter napisz cos, ty chyba nie spisz?

        pozdrawiam
        • peter2715626 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III 14.10.03, 05:08
          Nie spie......


          Mam troche pracy......
          • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 14.10.03, 05:24
            rozumiem...

            mialam na mysli, ze ktos moze jednak cos napisze, chyba ten watek nie obumiera?
            pozdrawiam
            • mojito Pozdrowienia dla tych tam na dole :))) 14.10.03, 06:31
              Witaj pysiek,
              Nie pracuje i nie spie. Wlasnie minela polnoc. Zanurzylem sie we wtorek.
              Wczoraj bylo swieto narodowe - Columbus Day. To na czesc faceta z Wloch,
              ktory pracowal za granica w Hiszpanii.Znany byl z tego, ze postawil jajko
              na sztorc (gotowane). Ahhhaa i odkryl jeszcze miejsce dobre do emigracji
              - Ameryke. Date pamietam - 1492. Wiekszosc ludzi pracuje z wyjatkiem
              urzedow, no i Wlochow. Ale to ich dzien do dumy. Figuriamoci!
              Dzisiaj w pracy zapytam mojego zaprzyjaznionego Wlocha, czy jest pewien,
              ze Columbus byl Wlochem bo dzisiejsza prasa podala, ze chyba byl Francuzem.
              Szkoda, ze nie moge napisac tego co bedzie mowil przez pol godziny.
              Jezeli opuszcze wyrazy nie do umieszczenia na forum to wlasciwie nic nie
              powie...
              I to tyle na razie spieszac Ciebie zapewnic, ze watek ma wyczuwalny puls,
              Pozdrowionka sloneczne,
              mojito.
              • Gość: pysiek13 Re: Pozdrowienia dla tych tam na dole :))) IP: *.dewr.gov.au 14.10.03, 07:40
                Hi Mojito,

                milo, ze sie odezwales, no i o tym pulsie, dobrze ze jest wyczuwalne...

                u nas 'na dole' nie ma tego rodzaju swietowania, niedawno na poczatku
                pazdiernika byl dlugi weekend z powodu Swieta Pracy, no i 1 Listopada mamy
                Melbourne Cup, czyli wielki konny wyscig, ale jest to tylko dzien wolny w
                niektorych stanach. bede u znajomych w odwiedzinach - Melbourne ma europejska
                atmosfere, jest zielono, naprawde, no i jezdza tramwaje, lubie tam jezdzic.

                natomiast Christmas mam zamiar spedzic na rafie koralowej, mam wprawdzie tylko
                2 tygodnie urlopu, ale to wystarczy zeby ponurkowac.
                ostatnio bylam na rafie 2 lata temu, bo przyjechali do mnie znajomi z Niemiec,
                no i na Sylwestra nie bardzo wiedzielismy co ze soba zrobic, czy isc do
                restauracj, czy poplynac statkiem na jakis rejs, czy zrobic BBQ i upic sie w
                domu? w koncu spedzilismy Nowy Rok na plazy i bylo bardzo sympatycznie:
                rozpalilismy ognisko i obcy ludzie jak te cmy przylaczyli do nas, wiec
                nasluchalismy sie roznych ciekawych historii, wypilismy toast i nad ranem
                kapalismy sie w oceanie...bylo spontanicznie i sympatycznie.

                teraz jeszcze o ciekawej tradycji w Australii: spiewanie 'carols by
                candlelight'. jest to bardzo mily zwyczj, ludzie zbieraja sie w parkach, na
                plazach, na stadionach i spiewaja koledy przy swiecach. czy ten zwyczj istnieje
                w US?


                pozdrawiam rownie cieplo
                • mojito Boze Narodzenie - ale mnie przestraszylas... 14.10.03, 10:00
                  Gość portalu: pysiek13 napisała:

                  "natomiast Christmas ... spiewanie 'carols by candlelight'."

                  Witaj pysiek,
                  Przestraszylem sie bardzo czytajac powyzsze. Myslalem, ze przespalem dwa
                  miesiace... Uffff... Zastanawialem sie tylko jak to sie stalo, ze nie
                  slyszalem uporczywych dzwonkow Armii Zbawienia i reklam telewizyjnych
                  zaklinajacych do kupowania i odliczajacych dni handlowych do Gwiazdki.
                  Wiesz, ludzi tak spontanicznie gromadzacych sie i spiewajacych koledy
                  nie widzialem. Widzialem natomiast wszelkiego rodzaju zorganizowane
                  chory i chorki. Widzialem meskie, zenskie i koedukacyjne. Zawsze ktos nimi
                  dyrygowal. Byc moze i zdarzaja sie takie ad hoc organizowane grupy
                  ale ich niezauwazanie wynika z tego, ze unikam jak zarazy wszelkich
                  okazji do spiewu. Zostalo mi to ze szkolnych lekcji spiewu i ciagle
                  utrzymujacego sie samokrytycyzmu. Spiewanie dla mnie bylo zawsze gehenna.
                  Nawet pijac (cuba libre, caipirinha, mojito) nie spiewam. Robie oczywiscie
                  wszystkie inne rzeczy ale bez spiewania. Zdarza mi sie i owszem zanucic
                  pod prysznicem ale natychmiast tlamsze to w sobie i wyrazam swoj doskonaly
                  humor inaczej. Zastanawiam sie nad tym, ze w okresie swiatecznym moglbym
                  dodatkowo niezle zarabiac nie spiewajac. To znaczy zaspiewac krotko i dac
                  ludziom szanse zaplacic mi abym juz nie spiewal. Byc moze ten wlasnie
                  talent/antytalent w taki sposob zamienie na kampanie reklamowa.
                  Zastanowie sie powaznie nad tym, ale na pewno nie dzisiaj.
                  Koniecznosc pojscia spac, koniecznosc w miare wczesnego wstania i Twoje
                  nawiazanie do Bozego Narodzenia (natychmiastowe skojarzenie ze sniegiem)
                  przypomnialo mi dosc stary dowcip. Czy wiesz jak jest roznica miedzy sniegiem
                  a kominiarzem? Kominiarz musi wstac rano do pracy a snieg moze sobie polezec.
                  I tym lekko sennym akcentem koncze, sennie sie kiwajac,
                  spiaco/slonecznie pozdrawiajac,
                  mojito.
                  • pysiek13 Re: Boze Narodzenie - ale mnie przestraszylas... 14.10.03, 13:01
                    spij spokojnie Mojito,
                    ale mnie ubawiles! no nie takie mialam intencje, zeby zaraz kogos przestraszac!

                    ale, ale, moze nawet dobrze jak bys przespal ten zwariowany okres? u nas TO
                    zaczyna sie w pazdzierniku i trwa az do Swiat, a przeciez nie o to chodzi...

                    no i Twoj brak talentow vokalnych troche mnie zaskoczyl, bo wlasnie wszyscy
                    znajomi plci odmiennej prezentuja swoje mozliwosci po drinku, a ty twierdzisz,
                    ze ani ni? no, dobrze ze chociaz pod prysznicem cos probujesz...gratuluje
                    poczucia humoru.

                    pozdrawiam rowniez cieplo
                    • lombat Re: Zakupy - nieznane towary... 15.10.03, 02:17
                      Czesc wszystkim
                      Wielu z nas sotyka sie z nieznanymi towarami w domach towarowych. Ostatnio bedac
                      w warzywniaku nabylem fioletowe kalafiory. wczoraj je jadlem, kolor mialy jakby
                      moczyly sie w denaturacie, wywar po gotowaniu dokladnie - likier na kosciach.
                      czy ktos mial podobne przezycia ?
                      Czy mieliscie podobne skojarzenia?
                      • peter2715626 Re: Zakupy - nieznane towary... 15.10.03, 04:36
                        Kupilem kiedys kumare.

                        Z ciekawosci, bo przeczytalem, ze to byl podstawowy pokarm Maorysow przed
                        przybyciem Europejczykow.

                        Ugotowalem i dokonalem degustacji. Obrzydliwosc.
                        • mojito Mango - king of fruits. 15.10.03, 05:49
                          Witajcie tam ponizej,
                          Ja uwielbiam mango. Ciesze sie, ze mango zdecydowalo sie opuscic swoja
                          ojczyzne Indie i zaczalo podrozowac po swiecie. Teraz jest powszechnie
                          dostepne. Przy wszystkich swoich zaletach ma ten jeden maly minus, ze
                          trudno je zjesc bez pozostawiania sladow tu i owdzie. Najlepiej sie
                          je konsumuje na plazy z odrobina tropiku.
                          Ze wzgledu na nazwe zwrocil moja uwage owoc zachecajaco nazwany " passion
                          fruit". Nie zrobil na mnie wrazenia - okazal sie tylko owocem.
                          Bedac w Polsce zwrocilem uwage na nieznana mi wczesniej nazwe marakuja.
                          Nazwa bardzo mi sie podoba ale do czasu wyjazdu nie zdazylem ustalic
                          czy to chodzi o ten sam owoc.
                          U Was podobno jest popularny w deserze Pavlova. Nazwa od rosyjskiej
                          baleriny - Anna Pavlova. Czy tak?
                          No, i przy okazji nie sposob pominac kochanego kiwi fruit.
                          Bliskie pewno wszystkim, ale najblizsze nowozelandczykom. Ma ciekawa historie
                          marketingowa. Wczesniej bylo znane w Chinach i nazywalo sie Chinese gooseberry.
                          Ale pod ta nazwa ciezko sie sprzedawalo. Amerykanom kojarzylo sie
                          z komunistycznymi Chinami. Dopiero po ujednoliceniu nazwy handlowej
                          na kiwifruit zaczelo sie dobrze sprzedawac.
                          W Kalifornii uprawia sie kiwi organicznie (jakby zreszta inaczej :))).
                          I tym antypodycznym akcentem pozdrawiam Was ponizej.
                          Jezeli sie pospiesze, to mam jeszcze dwie godziny aby usiasc przy barze
                          w mojej ulubionej restauracji - Alma de Cuba (Dusza Kuby) i wypic za Wasza
                          pomyslnosc jedna cuba libre, no moze dwie...
                          Slonecznie pozdrawiam (mimo deszczu),
                          mojito.
                          • pysiek13 Re: Mango - king of fruits. 15.10.03, 06:07
                            Witam,

                            ciekawe, ciekawe co piszecie...
                            ja raz sprobowalam 'sea urchin' i wiecej nie sprobuje. najgorsze, ze niektorzy
                            homo sapiens, (sapiens powinno byc usuniete w tym przypadku) lubuja sie w nich
                            i jedza je na surowo!! prosto z morza, zostawiajac kujace zwloki na piasku. to
                            jest okropne!

                            pozdrawiam
                            • mojito Re: Mango - king of fruits. 15.10.03, 08:28
                              pysiek13 napisała:

                              "raz sprobowalam 'sea urchin' i wiecej nie sprobuje"

                              Witaj pysiek,
                              To znaczy, ze sprobowalas "sea urchin" dwa razy. Pierwszy i ostatni.
                              Byc moze bardziej smakowaly by Tobie "chapulines" - smazone meksykanskie
                              grasshoppers? Podczas ich gryzienia obecnosc piwa Corona pomaga.
                              Nie lubisz eksperymentow kulinarnych?
                              Pozdrowionka sloneczne,
                              mojito.
                              • Gość: pysiek13 Re: Mango - king of fruits. IP: *.dewr.gov.au 15.10.03, 08:58
                                • mojito Widze, jednak widze... 15.10.03, 09:08

                                  Witaj Pysiek,
                                  Przez moment myslalem, ze cuba libre odebrala mi wzrok :))).
                                  A to Ty pojawilas sie jako przeurocza Biala Dama.
                                  Pozdrowionka ponowne,
                                  mojito.
                              • Gość: pysiek13 Re: Mango - king of fruits. IP: *.dewr.gov.au 15.10.03, 09:31
                                witam,

                                troche bylam zajeta, a jak sie dwie rzeczy robi naraz to jest ambaras!

                                jeszcze wracajac do potraw, mozg zywej malpy, jak to slysze to od razu odchodzi
                                mi ochoty do wszystkiego. ostatnio na kanale 'National Geographic' byl ciekawy
                                program o tym wlasnie co ludzie jedza, jak jedza itp. prezentowali m.in.kuchnie
                                chinska, a chinczycy podobno jedza wszystko co zyje, wiec reporterzy
                                powedrowali do restauracji gdzie podawali m.in. zywe osmiornice, i
                                przprowadzili degustacje. mysle ze piwo Carton, czy nawet rodzimy Zywiec by mi
                                nie pomoglo, bo 'jedzonko' uparcie przysysalo sie do twarzy i nie dawalo sie
                                tak po prostu skonsumowac, mimo uporczliwych wysilkow prezentera...ja
                                przestalam ogladac, bo jeszcze chwila,a ...
                                mysle, ze wszyscy po sniadaniu/lunchu ?
                                ale ogolnie eksperymenty lubie, nie tylko kulinarne...

                                Co do eksperymentow Mojito nie mam nic przeciwko, nawet lubie i nie tylko
                                kulinarne.

                                pozdrawiam cieplo

                                Ps. u nas zaczal sie sezon na mango - wysmienite. Nugat to ma dobrze, w QLD to
                                nawet mozna dostac prosto z drzewa!


                                • numbat Re: Mango - king of fruits./Asia pozdrawiam!!! 17.10.03, 02:13
                                  Gość portalu: pysiek13 napisał(a):

                                  > witam,
                                  >
                                  >
                                  >
                                  > pozdrawiam cieplo
                                  >
                                  > Ps. u nas zaczal sie sezon na mango - wysmienite. Nugat to ma dobrze, w QLD
                                  to
                                  > nawet mozna dostac prosto z drzewa!
                                  >
                                  >
                                  Witam wszystkich na gorze i na dole, to juz zostalo napisane wczesniej,
                                  ale powtorzone sprawy moga sie podobac, i tej wersji sie trzymajmy.
                                  Mam nadzieje ze, Asia wkrotce ponownie cos napisze, poniewaz
                                  w sumie jest to jej temat- ale nasz tez. Asiu-napisz "co w trawie piszczy",:)))
                                  I cieplo wiosennie pozdrawiam.Chociaz pada deszcz i dobrze bo tutejsza ziemia
                                  potrzebuje deszczu...deszczu...
                                  Ale ja o deszcze, a mialo byc o mango.
                                  Ach mango ma niesamowite wlasciwosci, ale jest drugi owoc avocado- i mozna
                                  przygotowywac wspaniale salatki.
                                  Polecam ( zamiast np. masla lub margaryny) pokroic avocado, i zrobic z niego
                                  zwyczajna papek, dodac czosnku, troche soli, pieprzu ( mala ilosc), pare kropel
                                  oleju(tak do smaku), pare kropel soku z cytryny.Potrzymac ta, papke
                                  niech sie "wewnetrznie" dogryzie- i moi drozdy smakuje wysmienice.
                                  Mozna sobie, smarowc pieczywo i tez dodawac do roznych salatek. Avocado
                                  ma bardzo dobre zdolnosci lecznicze dla organizmu- i fajnie (polecam dla kobiet)
                                  jako maseczki na twarz. Wyciaga wszystkie zle substancje i oczyszcza organizm.
                                  I jeszcze o mango- w polowe roku w Zachodniej Australii- (praktycznie na
                                  samej polnocy-wspanialy region jezli chodzi o turystyke)- region w ktorym
                                  sa perly,( ach wspaniale perly) skaly -miliony lat, miejscowosc nazywa sie
                                  Broom- geograficznie region Kimberly. Plecam -region jest nisamowity.
                                  2250 km na polnoc do Perth-obszar-3 razy wiekszy niz Anglia.
                                  I raz do roku dobywa sie festiwal artystyczny- - w tym bardzo interesujace
                                  "obchodzenie swieta mango"- Ten festiwal kulinarno -artystyczny
                                  jest calkiem fajna sprawa, odbywaja sie pokazy ,przyzadzania mango, gotowania
                                  rozni szefowie kuchni, pokazuja jak robic rozne sprawy z mango.Odbywa sie
                                  istny" orgazm mango". Szalenstwo na calego. Festiwal artystyczno-widowiskowy.
                                  W tym okresie ksiezyc praktycznie jest- ogromny i bardzo zblizony
                                  do ziemi, wrazenie jest unikalne -bo zblizolony ksiezyc- pokazuje swoje
                                  "oblicze" w fali ceanu Indyjskiego - i jest takie wrazenie ze- w oceanie
                                  pokazuja sie refleksyjne stopnie -po ktorych mozna sobie zawedrowac na ksiezyc.
                                  Zludzenie jest fenomenalne. Tysiace ludzi, jedzie(leci samolotem) w ten region -
                                  ( to jest w polowie roku). Jest w tym zjawisku jakas czarodziejska magia-
                                  mozna godzinami wpatrywac sie w ogromny ksiezyc. Wrazenie jest takie jakby
                                  kiezyc kompletnie dotykal ziemi.A pozniej objadanie sie :mango!!!! mango!!!
                                  mango!!!
                                  Na koncu jest wreczany puchar dla najlepszego szefa ktory w "tajemnicy"
                                  zrobil potrawe z mango- sa uniklne potrawy i czasmi po sprubowaniu
                                  ma sie chec....odplynac wlasnie na ksiezyc.
                                  Pozdrawiam
                                  do nastepnego klikniecia.

                                  • mojito Ktos powiedzial - mango? 17.10.03, 03:26

                                    Witaj numbat,
                                    Twoje mango-wskie rozwazania zwrocily moja uwage.
                                    Do avocado jest niezbedne odrobine czosnku lub cytryny
                                    poniewaz samo jest zbyt mdle.
                                    Moja specjalizacja salatkowa jest zawezona.
                                    Ja tylko jem.
                                    Czy to co slysze down under to jest szatkowanie czegos?
                                    Pozdrowienia sloneczne,
                                    mojito.
                          • Gość: Peter Re: Mango - king of fruits. IP: *.dialup.xtra.co.nz 15.10.03, 09:16
                            Mnie kiwifruit zaskoczyl bardzo pozytywnie. Tutaj jest bardziej slodki, mniej
                            kwasny, zoltawy - jednym slowem znacznie smaczniejszy niz w Europie.

                            Odkrylem tez na nowo avocado - smakuje rewelacyjnie z sosem sliwkowo-imbirowym.

                            Wspaniale odkrycie to surimi. Podstawa fantastycznych salatek. Troche zaluje,
                            ze dowiedzialem sie co to jest naprawde. Poczatkowo sadzilem, ze to naprawde
                            mieso krabow. Moja ulubiona salatka to surimi z makaronem, do tego drobno
                            krojona cebulka, telegraficzne ogorki, duzo pieprzu i jakis seafood sauce.
                            Wspaniale smakuje z bialym winem nad oceanem.

                            • mojito Kiwi i inne. 15.10.03, 09:42
                              Gość portalu: Peter napisał:

                              " telegraficzne ogorki"

                              Witaj,
                              Avocado tez lubie. Od paru sezonow pojawilo sie w Polsce.
                              Jedno kosztowalo w lecie USD 1.00.
                              Napisz jak wygladaja te cholerne telegraficzne ogorki, bo
                              nie bede mogl zasnac. Dlugie, krotkie i skondensowane, szybkie?
                              Pozdrowionka,
                              mojito.
                            • Gość: pysiek13 Peter Ty jestes romantyk, fajnie ma twoja zona... IP: *.dewr.gov.au 15.10.03, 09:56
                              nie dosc ze ogorki to jeszcze 'telegraficzne' - rzeczywiscie, co to jest w tej
                              nazwie?

                              Czy zawsze tak?, dobre jedzonko,wino, zachod slonca, plaza i ONA?
                              pozdrawiam
                              • mojito Romantycznosc odwrotna. 15.10.03, 10:56
                                Gość portalu: pysiek13 napisała:

                                "dobre jedzonko,wino, zachod slonca, plaza i ONA?"

                                Witaj Aussie,
                                Ja to zdanie przeredaguje po swojemu, ok?
                                Ona, plaza, wschod slonca, wino i do diabla z jedzonkiem.
                                Pozdrowionka,
                                mojito.
                                • pysiek13 Re: Romantycznosc odwrotna. 15.10.03, 10:59
                                  OK ladnie to przekreciles, a co na to Peter? Peter brakuje twojego komentarza...
                                  no chyba, ze ciagle masz problem z tym ogorkiem znaczy telegraficznym. nie
                                  przejmuj sie, ktos to wkrotce wyjasni.

                                  pozdrawiam
                                  • mojito Re: Romantycznosc odwrotna. 15.10.03, 11:13

                                    No trudno, ide spac. Przestane myslec o tym pocztowym tfuuu, telegraficznym
                                    ogorku. Bede myslal o jakims innym warzywie/owocu.
                                    Wegierka natychmiast przychodzi do glowy. Sliwka oczywiscie.
                                    Na mnie czas i dobranoc a Tobie milego dnia zycze,
                                    mojito.
                                    • tizedik Re: Romantycznosc odwrotna. 15.10.03, 14:22
                                      Mojito, czy moge miec 2 pytania?
                                      1. o ktorej swojego czasu poszedles spac?
                                      2. jak smakuje mojito?
                                      Czekajac na odpowiedz - pozdrawiam.
                                      • peter2715626 Re: Romantycznosc odwrotna. 15.10.03, 21:09
                                        Taki napis widzialem w supermarkecie. Telegraphic cucumber. Skad to sie wzielo?
                                        Nie wiem, ale bardzo mi sie ta nazwa spodobala.

                                      • mojito tizedik - dwa pytania. 16.10.03, 03:52
                                        tizedik napisała:

                                        "czy moge miec 2 pytania?"

                                        Witaj slonecznie,
                                        Absolutnie, tizedik. Zaraz po piatej.
                                        Mojito to alkoholowy cocktail z rumu, soku z limetki, cukru trzcinowego,
                                        swiezych lisci miety, odrobiny wody (club soda), kruszonego lodu i dokladnie
                                        wymieszany.
                                        Urodzony na Kubie. Bliski kuzyn brazylijskiej caipirinha.
                                        Pozdrowionka,
                                        mojiro.
                                        odrobiny wody (club soda)
                                • peter2715626 Re: Romantycznosc odwrotna. 15.10.03, 21:13
                                  > Ja to zdanie przeredaguje po swojemu, ok?
                                  > Ona, plaza, wschod slonca,


                                  Przeredagowales, bo mieszkasz na wschodnim wybrzezu i nigdy nie ogladasz
                                  zachodu slonca nad oceanem?

                                  W takim razie ja jestem uprzywilejowany, bo kazdego dnia moge ogladac i wschod
                                  i zachod slonca nad oceanem.
                                  • mojito Wschody/zachody slonca. 16.10.03, 04:13

                                    Witaj Piotrze 29, (przepraszam, dodalem Twoje cyferki),
                                    Nie, moja zmiana zachodu na wschod slonca wynika z mojego nieuleczalnego
                                    (mam zaswiadczenie) optymizmu.
                                    Uczestniczac we wschodzie slonca mam przed soba jeszcze zachod.
                                    Uczestnicze w obu wydarzeniach raz do roku i oba sa wspaniale.
                                    W moim przypadku ze wskazaniem na wschod slonca i budzacy sie dzien.
                                    Co do jedzonka to zostawiam je mewom. Mam podzielna uwage ale nie az tak.
                                    Te cztery pierwsze komponenty sa dla mnie absolutnie wystarczajace.
                                    Mysle, ze udalo mi sie wyjasnic moj punkt widzenia (ktory zalezy od punktu
                                    lezenia) i raz jeszcze podkreslam, ze obie kombinacje ze sloncem sa dla
                                    mnie wspaniale. Nie chce rozpetac zarliwej dyskusji o wyzszosci zachodu
                                    slonca nad wschodem. Lub odwrotnie.
                                    Ze slonecznym pozdrowieniem dla Was down under,
                                    mojito.
                          • lombat Re: Mango - king of fruits. 17.10.03, 04:03
                            mojito napisał:

                            > Witajcie tam ponizej,
                            > Ja uwielbiam mango. Ciesze sie, ze mango zdecydowalo sie opuscic swoja
                            > ojczyzne Indie i zaczalo podrozowac po swiecie. Teraz jest powszechnie
                            > dostepne.
                            > Ze wzgledu na nazwe zwrocil moja uwage owoc zachecajaco nazwany " passion
                            > fruit". Nie zrobil na mnie wrazenia - okazal sie tylko owocem.
                            > Bedac w Polsce zwrocilem uwage na nieznana mi wczesniej nazwe marakuja.
                            > Nazwa bardzo mi sie podoba ale do czasu wyjazdu nie zdazylem ustalic
                            > czy to chodzi o ten sam owoc.
                            >
                            Tak k'woli wyjasnienia Passion Fruit po polsku nazywany byl owocem meki
                            panskiej, dopuki nie byl szeroko znany. Potem zacaelismy uzywac nazwy takiej,
                            jaka byla w sklepach niemieckich czyli Marakuja, a od pewnego czasu nazwy
                            angielskiej Passion Fruit. Osobiscie pierwszy raz spotkalem sie z tym owocem
                            w Niemczech w 1986, ale byl okropnie drogi, soczki z marakuja byly
                            popularniejsze i duzo tansze. Mango jest wspaniale, uwielbiam pod koniec sezonu
                            odmiane zielona, ktora, gdy jest bardzo dojrzala jest czerwono-zielona i nigdy
                            nie ma skorki zoltej. To zielone mango ma duzo mniejsza pestke a jedno wazy
                            ok kilograma. W zeszlym sezonie (w lutym 2003) kosztowalo $1.50 za sztuke.
                            Tak wogole sezon na mango trwa ponad miesiac, a szcyt jest tuz przed Swietami
                            Bozego Narodzenia.

                            Pozdrawiam z deszcowego Sydnej
      • Gość: pysiek13 Re: WYJAZD Z KRAJU CZ. III IP: *.dewr.gov.au 16.10.03, 05:25
        Witajcie na gorze i na dole,

        Nugat zaczal z kalafiorem ...i zniknal. Hey, Nugat, co nowego tam kupiles w
        supermarket ? podziel sie nowymi informacjami.
        Wyszlo na jaw, ze Moijto to drink, bardzo interesujace, no i mysle, ze z
        Twoim 'telegraficznym' Peter tez sprawa sie wkrotce wyjasni.

        natomiast chcialam zauwazyc, ze my tu podziwiamy wschody i zachody, mimo, ze
        jeszcze nie doszlismy do koncowego wniosku, co ciekawsze, i z ktorego wybrzeza,
        a Asia jak nie bylo jej tak dalej nie ma. Asia, przeciez to Twoj watek, odezwij
        sie, moze tez jadlas cos egzotycznego, nie wygladasz na typ 'schabowy z
        kapusta' podaj jakas dobra recepte, he?

        pozdrawiam w 'lunchowym' nastroju
        • mojito Kalafior i takie rozne... 16.10.03, 06:28

          Zdrowko pysiek,
          Prosze nie zaczynaj ze wschodami/zachodami. Ktory lepszy i gdzie? Oba sa OK.
          Watek jest niekwestionowanie Asi. Ja tylko pod jej chwilowa nieobecnosc
          podrzymuje z Wasza pomoca plomien w piecu (watku).
          Ten denaturowaty kolor mi nie lezy. Dlatego baklazana jem z zamknietymi
          oczami. Lepiej smakuje niz wyglada. Ten posinialy kalafior moze byc dobry
          ale ten wyglad, wow. Tajemniczy ogorek telegraficzny pozostaje zagadka.
          Telegraficzny ogorek, no, no.... Czego to ludzie nie wymysla...
          I zastanawiajac sie nad tym pozostaje juz od krotkiego czasu czwartkowo,
          pozdrowionka pysiek,
          mojito.
          • gunther_0 Re: Kalafior i takie rozne... 16.10.03, 06:59
            Ja tylko przelotnie, za duzo tu czytania, ale piszcie piszcie, tutaj u Asi jest
            chociaz kulturalnie i nikt nikogo nie obrzuca.
            oby tak dalej, ja zawsze chetnie czytam
            • mojito Obrzucanie (ryzem) i inne... 16.10.03, 07:19

              Czesc gunther_0,
              To tylko chwilowo. Jezeli bedzie za nudno i za kulturalnie i zaczniemy
              niezadowoleni mruczec z tego powodu to zawsze mozna laske dynamitu kupic
              i zapalic lont (blasting fuse). Dobrze jest miec opcje dynamitowa.
              To blast or not to blast ? That is a question.
              Z hamletowskim pozdrowieniem,
              mojito.
              • Gość: pysiek13 Re: Obrzucanie (ryzem) i inne... IP: *.dewr.gov.au 16.10.03, 08:55
                Witaj Gunther_o,

                jak to dobrze, ze czytasz...czasem. nie przejmuj sie ja tez tylko wpadam tu
                goscinnie, i wiele innych osob tez, a jak zaczynaja grozic wybuchami (sic!) i
                obrzucaniem to sie przenosze na inna strone. zartuje nie bardzo duzo 'options'
                jest na tym Forum do przenoszenia, tutaj jest wyjatkowo spokojnie, Mojito 'pali
                w piecu' zeby nie wygaslo, Peter nas zabawia wyszukanymi potrawami, mozna
                poznac egzotyczne nazwy potraw i drinkow, a Saba pojechala do Nepalu chyba i
                nie moge doczekac sie jej powrotu. wprawdzei gospodyni nam sie gdzies
                zawieruszyla tymczasowo, ale mysle ze sie znowu odezwie powitac nowych.
                tak ze widzisz warto warto poczytac, no i moze cos od siebie dorzucisz,
                niekonieccznie dynamit, ale np....hm skad masz takie imie, brzmi europejsko, a
                moze to tylko 'nick'?
                pozdrawiam

                PS
                za wczorajsze usterki w email przepraszam, ale moj budynek byl ewakuowany z
                powodu probnego alarmu (takie tam cwiczenia anti-terrostyczne) i po zejsciu 32
                pieter mialam zaklocenia w odbiorze ( mam na mysli szare komorki)
                • Gość: myszka Re: Obrzucanie (ryzem) i inne... IP: *.40-131-66.nowhere.mc.videotron.ca 16.10.03, 13:51
                  to byl fajny watek dopoki PYSIEK i MOJITO go nie zasmiecili-WYNOSCIE SIE STAD
                  BARANY BUUUUU
                  • Gość: podatnik Re: Obrzucanie (ryzem) i inne... IP: *.mega.tmns.net.au 16.10.03, 14:14
                    czy ktos ma wyszukiwarke IPs,chodzi o adres: dewr.gov.au?ciekawe czy za
                    pieniadze podatnikow mozna sie tyle rozpisywac w godzinach pracy?
                    • pysiek13 Re: Obrzucanie (ryzem) i inne... 16.10.03, 15:03
                      o psiakrew, ale mi sie oberwalo!

                      Podatnik, fajnie, ze placisz podatki, ja jestem na kontrakcie, placa mi tylko
                      za to co przepracuje, a w pracy uzywam swoj laptop, to tak gwoli wyjasnienia.
                      Code of conduct byl juz poruszany w tym watku.

                      Myszka, a co ci to Myszko popsulismy?
                      pozdrawiam

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka