Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców

    12.12.08, 09:32
    "- Pracodawcy oczekują absolwenta, który potrafi komunikować się w języku
    ojczystym i w języku obcym, w tym w języku obcym zawodowym. Musi on mieć
    kompetencje matematyczne, rozumować logiczne, myśleć analityczne, syntetyczne
    i kreatywnie. Musi też umieć posługiwać się komputerem, korzystać z internetu,
    umieć poszukiwać informacji, pracować w zespole, rozwiązywać konflikty i
    radzić sobie w trudnych sytuacjach - wyliczał przewodniczący Zespołu ds.
    Edukacji Rady Rynku Pracy, prezes House of Skills, Aleksander Drzewiecki."

    To jest w zasadzie niewykonalne. Nie można jednocześnie komunikować się w
    języku ojczystym i "rozumować logiczne, myśleć analityczne, syntetyczne"

    Jak Pan chce wymagać, niech zacznie od siebie.
    Obserwuj wątek
      • Gość: PP Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.ae.ge.com 12.12.08, 09:37
        "Badaczka zwróciła uwagę także na konieczność kształtowania nawyków
        edukacyjnych już od przedszkola i zmianę modelu kształcenia."
        hm..... co to jest "Badaczka" ?
      • sydbarret He, he, he, he...! 12.12.08, 09:38
        Polskich "byznezmenow - pracodawcow" tylko niewolnicy by
        satysfakcjonowali. Ale niewazne... Wazne za to, ze polskich
        absolwentow studiow doceniaja pracodawcy za granica!!!
        • Gość: dublin polskiego filozofa, socjologa... IP: *.chello.pl 12.12.08, 09:55
          polskiego ekonomistę, "specjalistę" od marktingu i zarządzania,
          filozofa, socjologa, na zmywak wezmę. 1,5 funta/godz.
          • Gość: juhu Re: polskiego filozofa, socjologa... IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 10:04
            czyli wiecej niż w Polsce na stanowisku specjalisty
          • Gość: djh 1 funt - 4,40 to co proponujesz 6,6 zł za /h? IP: 194.126.165.* 12.12.08, 10:13
            tyle to stary w polsce za ciecia zarobisz...
          • Gość: platon Re: polskiego filozofa, socjologa... IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 14:07
            a co na specjaliste od zmywaka cie niestać
        • mojekontolalala Re: He, he, he, he...! 15.12.08, 09:43
          sydbarret napisał:

          > Polskich "byznezmenow - pracodawcow" tylko niewolnicy by
          > satysfakcjonowali. Ale niewazne... Wazne za to, ze polskich
          > absolwentow studiow doceniaja pracodawcy za granica!!!

          nie, bo niewolników trzeba karmić i dach zapewnić
          oni by chcieli wolontariuszy albo takich co jeszcze dopłacą np. z emerytury babci
      • Gość: Dexter Bo pracownika trzeba przygotować... IP: *.unilever.com 12.12.08, 09:40
        > (pracownika) trzeba przygotować do wykonywania pracy, co zajmuje
        około półtora roku (...)

        Ciekawe, ze w krajach rozwinietych nikogo nie dziwi fakt, ze
        pracownika nalezy przeszkolić. A im bardziej specjalistyczna wiedza
        jest wymagana, tym czas szkolenia jest dłuzszy.
        • Gość: gugu tam sie inwestuje, u nas wyciska i wyrzuca IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 11:13
          polska i zachod to dwie rozne szkoly.
          • cloclo80 Re: tam sie inwestuje, u nas wyciska i wyrzuca 12.12.08, 11:24
            Zgadza się. Większość krajowych ogłoszeń o pracy ma na celu
            pozyskanie pracownika przez wykradzenie go innej firmie.
            • Gość: bb Re: tam sie inwestuje, u nas wyciska i wyrzuca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:54
              Bo polska świnia zwana pracodawcą musi mieć nową brykę za 100
              tysięcy co dwa lata, pięć kochanek, pałac i złote klamki (znam taki
              przypadek). W tym chorym kraju wciąż panują stosunki feudalne.
              • zigzaur Re: tam sie inwestuje, u nas wyciska i wyrzuca 12.12.08, 13:55
                Bo za mało ludzi jest pracodawcami a za dużo chce być pracownikami. Stąd ta
                dysproporcja przekłada się na stosunki.

                Ale socjaliści uczą, że pracodawca to wyzyskiwacz i przestępca skarbowy zaś
                pracobiorca to sirotka wymagająca opieki a jednocześnie uprawniona do rządzenia
                nawet prywatną, nie swoją, firmą.
          • mojekontolalala Re: tam sie inwestuje, u nas wyciska i wyrzuca 15.12.08, 09:44
            Gość portalu: gugu napisał(a):

            > polska i zachod to dwie rozne szkoly.

            101 % racji
        • lahdaan Polska a świat 12.12.08, 12:59
          W Polsce kształcenie pracownika to jeszcze koszt, a na świecie - inwestycja.
          • somsiad82 Re: Polska a świat 12.12.08, 13:05
            Racja, w wielu branżach i wielu przedsiębiorstwach zwłaszcza byłych
            państwowych dominuje takie myślenie.
      • Gość: Piotrek a pracodawcy też rorczarowują młodych ludzi IP: *.lubin.dialog.net.pl 12.12.08, 09:41
        Bo mają bardzo wygórowane wymagania, co jest zrozumiałe bo każdy
        chce mieć jak najlepszego pracownika. Tyle, że jak już przychodzi
        taki pracownik, który posiada te umiejętności, to i tak dostaje tyle
        co i inny młody, czyli z klucza. Oprócz kija - czyli wysokich
        wymagań, powinna być też marchewka czyli lepszy start dla
        pracownika, który ma określone umiejętności.
      • janfranciszek "Reforma oświaty" za rządów AWS a przemysł 12.12.08, 09:47
        Założono, że młodziez powinna kończyć gimnazja i licea.
        Polikwidowano technika - a to własnie technicy a nie licealiści są
        potrzebni w przemyśle. Ponadto wyposażenie służące nauki zawodu
        szkół o profilu technicznym znacznie odbiega od maszyn i urządzeń
        jakie znajdują się we współczesnych zakładach przemysłowych.
        • Gość: acab Re: "Reforma oświaty" za rządów AWS a przemysł IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 10:06
          czemu wiec pracodawcy z tymi maszynami nie prowadzą wspolnie ze
          szkołami wspolnych zajęć praktyk,przeciez maszyny są gó... warte
          bez obsługujacych ich ludzi, kiedy polski pracodawca zrozumie że
          najwiekszą warość w firmie ma kapitał ludzki
        • Gość: fsh Re: "Reforma oświaty" za rządów AWS a przemysł IP: *.aktiviteten.se 12.12.08, 14:07
          Technika istnieja, tak jak w liceum skrocono nauke o rok, czyli z 5
          do 4 lat. Nie ma szkol zawodowych, do ktorych sie szlo od razu po
          podstawowce. Mylisz pojecia.
      • Gość: ukej Byznesmeny zdziwieni? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 09:52
        Jaka płaca tacy fachowcy
        • Gość: Raidi Re: Byznesmeny zdziwieni? IP: 80.50.127.* 12.12.08, 10:09
          Litości.
          Szukałam asystentki do biura. Wymagania niewielkie - nie musi być po
          studiach, wystarczy mi szkoła średnia. Ważne było: umiejętność
          redagowania pism po polsku, znajomość angielskiego biznesowego (
          żeby mogła prowadzić korespondencję handlowa także z korespondentami
          zagranicznymi) plus komputer i podstawowe urządzenia biurowe. Oraz
          ogólne obycie w świecie, żeby potrafiła kupić bilet lotniczy,
          zarezerwowac hotel, zorganizować imprezę firmową - kolację na 12
          osób, zamówić kuriera, serwis do sprzętu itp.
          Ot, taka najniższa biurowa forma życia. Zero dopowiedzialności,
          praktycznie sama pomoc.
          Płaciłam 2000 na rękę ( miejscowość ok. 60 km od Warszawy).

          I co? I przyszły studentki, każda " perfekcyjny angielski", każda
          świetna w CV, każda z szablonu " umiejętności organizacyjne".

          Wybrałam 4. Zaprosiłam na drugą rozmowę. Poprosiłam o napisanie
          odpowiedź na ofertę po angielsku - zero słownictwa fachowego,
          tylko " Dziękujemy, jesteśmy zainteresowani ofertą, prosimy o
          szczegółowe warunki handlowe". Poprosiłam o napisanie reklamacji
          dotyczacej opóźnienia dostarczenia przesyłki przez firmę kurierską -
          po polsku. I poprosiłam o telefon do biura podróży, w którym zawze
          kupujemy bilety lotnicze, i sprawdzenie mozliwości rezerwacji biletu
          na dany termin.
          I co?
          I żadna nie była w stanie napisać pisma po polsku.
          Po angielsku leciały uczelnianymi schematami - ok, przecież po to są
          gotowe wzory listów, żeby je wykorzystywać. Widac dobrze wbili je
          studentom do głowy :-)
          Natomiast rezerwacja biletu przekroczyła ich możliwości.

          Zatrudniłam w końcu jedną, popracowała 2 miesiące i już wiem, że nie
          przedłużę umowy. Po prostu jets absolutnie niesamodzielna, w sensie,
          że muszę po niej wszystko sprawdzać i poprawiać - błędy gramatyczne,
          stylistyczne, literówki w oficjalnych pismach. Na dodatek rozmowa z
          nią skończyła się stwierdzeniem z jej strony: " Oczekiwałam czegos
          innego". Czego, nie sprecyzowała. Moze stanowiska prezesa?
          • Gość: znawca tematu z calym szacnkiem, ale to sa spore wymagania IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 10:23
            a placa dupna, wiec czego oczekujesz? wiekszosc rozumnych z angielskim
            biznesowym i samodzielnoscia wyjechaly do uk, eire. po co maja
            siedziec w polsce, mieszkac z rodzicami i slchac narzekania takich jak
            ty?
            • Gość: tomek Re: z calym szacnkiem, ale to sa spore wymagania IP: *.chello.pl 12.12.08, 13:05
              "z calym szacnkiem, ale to sa spore wymagania"

              lol. Rozumiem, że za samą znajomość języka polskiego należą się 2 kafle do
              łapska? 60km od Warszawy? Z angielskim to pewnie wjeżdzamy na poziom 5 kafli, a
              umiejętność zrobienia czegoś samemu to już 8? ;)

              Pieknie ;)

              To ja kurcze, matura z polskiego (stara) na piątkę, kończę informatykę na
              uniwerku, angielski lux certyfikacja, niemiecki trochę rozumiem, bilet kupię na
              pociąg, hiszpański nieco liznąłem choć znajomość jest na żenującym poziomie.
              Dodatkowo pokończone jakieś tam kursy zawodowe z technologii komercyjnych,
              półtora roku doświadczenia w amerykańskiej korporacji i do tego kilka mniejszych
              projektów. Ile mam sobie policzyć za to? Sto milionów? ;)
              • Gość: znawca tematu rynek dyktuje co ile jest warte IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 14:05
                a nie ilosc dyplomow. skoro za 2 tysiace przychodza lebiegi, to jak myslisz o co chodzi? w wawie 2 tys to wegetacja. Pod warszawa tez. Mlodzi ludzie kalkuluja i wychodzi, ze z polowa umiejetnosci, o ktorych wspomniala pewna pani w poscie, wystarczy, by dostac taka sama pozycje w fimie w uk czy eire. Placa wtedy wynosi nie 2 tysie plnow, ale spokojnie 2000 euro na start, co pozwala na swobodne wynajecie calego (sic!) mieszkania, podroze, kursy, na ktore czesto pracodawca sam posyla. U nas angielski to podstawa hahaha to wyskakujcie z kasy, biznesmeni, i traktowac pracownika jak czlowieka, nie durnego parobka.
                • Gość: Zenek Re: rynek dyktuje co ile jest warte IP: 131.227.175.* 12.12.08, 16:15
                  Nie bujaj. 2000 EUR ma dopiero waski specjalista. Taka panna moglaby liczyc na
                  1200-1500 max.

                  Taki z Ciebie specjalista jak z koziej d..y traba.
                  • Gość: znawca tematu Czy procz chamstwa masz cos wiecej do dodania? IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 16:54
                    ...bo wiedze na ten temat masz szczatkowa.
                    • Gość: Zenek Re: Czy procz chamstwa masz cos wiecej do dodania IP: 131.227.175.* 12.12.08, 16:56
                      Oczywiscie. W koncu to ja mieszkam w UK i to ja nie wiem ile zarabia szeregowy
                      pracownik.

                      A taki szpec z Polandii wie lepiej. Nie od dzisiaj wiadomo, ze w P{olsce
                      forumowe madry glowy to lekarze, prawnicy, inzynierowie i ekonomisci w jednym.
                      Na wszystkim sie znaj (tak uwazaja) i lubia mowic o tym. A, ze g..no wiedza, to
                      juz inna sprawa.
          • Gość: zdunman Re: Byznesmeny zdziwieni? IP: *.nplay.net.pl 12.12.08, 10:31
            ktoś kto zna angielski na takim poziomie jak pan wymaga to by pana wyśmiał jak by usłyszał że dostanie 2000zł netto...
            • Gość: zdunamn Re: Byznesmeny zdziwieni? IP: *.nplay.net.pl 12.12.08, 10:34
              PANIĄ* .. :)
          • hollowcat poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 10:55
            wbrew temu co mówisz to są duże wymagania, wymagające dużej odpoweidzialności i sporej wiedzy (język fachowy, pisanie listów, obsłga urządzeń) - za takich ludzi się płaci więcej czaasami niż za menedżerów, a ty chcesz mieć ich za darmo. Na rynku jest mało takich ludzi więc ich ceny rosną.
            • Gość: goblin.girl Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: 213.172.177.* 12.12.08, 11:16
              hollowcat napisał:

              > wbrew temu co mówisz to są duże wymagania, wymagające dużej odpoweidzialności i
              > sporej wiedzy (język fachowy, pisanie listów, obsłga urządzeń)

              Na litość boską. Jeśli chodzi o angielskie słownictwo "biznesowe", to w zakresie
              niezbędnym na stanowisku asystentki można je podłapać w miesiąc, jeśli nawet
              kotś nie był w stanie zrobic tego w trakcie lektoratu na studiach. Poprawne
              napisanie listu, złożenie logicznego zdania po polsku, obsługa komputera w
              zakresie office + internet, wymiana tonera - to są duże wymagania?
              Wole już więcej nie pytać.

              • Gość: bb Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 13:02
                Owszem, to są duże wymagania. Nawet jeśli ktoś skończył anglistykę,
                to niekoniecznie zna się na języku biznesowym i korespondencji. Tak,
                jak ktoś po maturze z polskiego niekoniecznie zna słownictwo
                księgowości czy handlu zagranicznego. W tej dziedzinie organizowane
                są odrębne kursy i egzaminy językowe. Jeśli ktoś dobrze zna język i
                ma odpowiednie zdolności, to może uczyć się sam, ale na to też
                potrzeba czasu.

                A ta paniusia powyżej, jeśli chce mieć wyszkoloną pracownicę, to
                niech ją zapisze na kurs Business English. Jest tego pełno.
                Oczywiście w czasie pracy i za pieniądze firmy.
                • zigzaur Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 13:59
                  A po co komuś anglista ładnie recytujący Szekspira, Dickensa, Oscara Wilde czy
                  innego Poe zaś nie mający żadnej innej wiedzy? Do pisania dubbingów do filmów
                  się nada ale nie do biznesu.
              • zigzaur Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 13:57
                W tekście postu chodziło o odpowiedź na ofertę czyli konieczność znajomości
                słownictwa technicznego. Tego nie zrobi ani sekretarka ani anglistka. Tu
                potrzebny jest inżynier.
            • cloclo80 Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 11:30
              Słonko. Takie umiejętności to przeciętny obywatel powinien mieć w
              małym palcu. I nie za 3000PLN, bo taka wypłata dla wielu to fantazja
              a nie norma.
              • Gość: antyHipokryta Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 11:48
                to zatrudnij sie za 1200 netto , ale warunek musisz specjniac te wszystkie
                wymogi i w dodatku byc dyspozycyjnym 24/dobe...

                zalosni jestescie- to nei sa startowe warunki do pracy, mieszkamy w Polsce a nie
                w angielsko(obco)jezycznym kraju!!

                tu sie mowi i pisze po Polsku!! sprobuj wymagac w angli francuskiego a we
                francji angielskiego - oczywiscie znajdziesz ale tez za grube pieniadze, bo
                szanuja swoj jezyk i wymuszaja na takich barankach jak y slonko ich uzywanie, a
                baranki leca za grosze...
                • Gość: antyHipokryta Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 11:50
                  jakos po wyjezdzie na zachod Polacy znajduja sie znakomicie w kazdym fachu,
                  ciekawe dlaczego u nas nei chce...

                  udajecie ze placicie, udajemy ze pracujemy, rownoczesnie szukajac lepszej pracy!
                  • cloclo80 Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 11:58
                    Primo to nie w każdym fachu, a przede wszystkim nie każdy.
                    Nikt ci przecież nie opowie historii tych (a jest i wielu) którym
                    się nie udało.
                  • Gość: buk_chonor_ojczyzn no nie w każdym, :). IP: *.chello.pl 12.12.08, 11:59
                    owszem, kieszonkowcy się sprawdzili. może jeszcze prostytutki (BBC
                    potwierdza)... ale na tym koniec!
                  • Gość: iwonka Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.access.telenet.be 12.12.08, 16:21
                    ciekawe gdzie? bo polski inzynier prosto po studiach jest nic nie warty na zachodnim rynku pracy. tylko nas tu w polsce mamia wizja kokosow na zagranicznych fuchach. g.. prawda, trzeba miec duzo szczescia, zeby taki absolwent dostal prace bo umie duuuuuuuuuuuuuuzo mniej niz jego zachodni kolega, ktory na studiach mial rozne zajecia praktycznie i nie musial sie uczyc matlaba ogladajac na rzutniku co niedouczony doktorek robi na laptopie. wiem, bo sama szulam pracy i wszedzie odsylaja mnie z kwitkiem, to co wiem to za malo dla zagranicznego pracodwacy.
                • cloclo80 Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 11:56
                  Coś ci się pokropiło kolo. Skoro przyjeżdza tutaj zachodniak z kasą
                  trudno oczekiwać by uczył się polskiego. On może mieć biznes w
                  każdym kraju co nie oznacza, że musi znać język każdego kraju w
                  którym działa. I to chyba normalne, że poszukuje kogoś kto będzie
                  robił za pośrednika. Jeśli nie znajdzie to się zwinie na pięcie a ty
                  będziesz realnie zarabiać 1200PLN, bo więcej krajowy ci nie da.
                  Tamten dałby 1200EUR a to nie to samo, chyba, że nie umiesz liczyć.
                  • Gość: Roland Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.otp.pl 12.12.08, 13:52
                    1200 EUR brutto? Przecież to żenująca płaca dla tłumacza - bo takie stanowisko
                    tutaj przedstawiasz.
            • Gość: Raidi Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: 80.50.127.* 12.12.08, 11:38
              Jakiej odpowiedzialności?
              Dziewczyna dostaje ode mnie gotową tabelkę z ofertą.
              Ma szablon listu po angielsku.
              Wkleja jedno w drugie, dokonując drobnych korekt stylistycznych.
              Oczekuję, że będzie wiedziała, co robi.
              Słownictwa biznesowego 15 lat temu uczyli mnie w liceum.
              Nic dziwnego, skoro teraz każdy pisze sobie w CV angielski
              komunikatywny, a sprowadza się to do zrozumienia tekstu " Hit me
              baby one more time".
              A sorry - oczekiwanie, że ktoś będzie się posługiwał językiem
              ojczystym w stopniu umożliwiającym napisanie listu to chyba nie jest
              jakieś specjalistyczne oczekiwanie? Ani to, że będzie umiał wysłać
              faks czy zrobic ksero?
              Ile Twoim zdaniem powinna zarabiać taka osoba?
              ps. W czasie rozmowy od razu mówiłam, że dostanie 2 tys. na rekę.
              jestem uczciwa i wiem, że umowa jest umową.
              • hollowcat Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 11:53
                Problem w tym że teraz szkoły praktycznie niczego wartościowego nie uczą
                - na matematyce nawet pochodnych nie mają (całki, macierze to dla dzieciaków abstrakcja)
                - na polskim uczą jak zdać maturę
                - na historii wkuwania dat na pamięć
                - na angielskim wkuwania słówek i zdań na pamięć
                I oczywiście, co roku wymagania w szkołach są zmniejszane.

                > A sorry - oczekiwanie, że ktoś będzie się posługiwał językiem
                > ojczystym w stopniu umożliwiającym napisanie listu to chyba nie jest
                > jakieś specjalistyczne oczekiwanie? Ani to, że będzie umiał wysłać
                > faks czy zrobic ksero?

                15 lat temu to może te wymagania spełniał każdy licealista, dzisiaj jest inaczej. Zaczynamy mieszkać w kraju w którym szkoły wypuszczają analfabetów i sieroty życiowe które nie potrafią zdobyć najprostszej wiedzy - bo zawsze tą wiedze miały na talerzu, ale to były tylko regułki i wzorki.

                > Ile Twoim zdaniem powinna zarabiać taka osoba?

                To nie ja ustalam tylko rynek. A mówię że takich osób niestety jest coraz mniej i ich cena rośnie. Może przesadziłem z tymi 3000zł na ręke, bo patrzę po sobie (inżynier automatyk) ale dobrego samodzielnego asystenta (nad którym biegać nie trzeba i pokazywać co chwile co i jak) ciężko znaleźć.
                • Gość: Angielski Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.171.139.226.static.crowley.pl 12.12.08, 12:04
                  "15 lat temu to może te wymagania" - oczywiście 15 lat temu każdy znał angielski.
                  • zigzaur Re: poniżej 3000zł bym nie brał 12.12.08, 13:53
                    Lat temu 30 miałem w liceum 4 godziny języka zachodniego i 2 rosyjskiego w
                    tygodniu. W PRL, jakby ktoś chciał wiedzieć.
                  • Gość: pies Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.08, 11:53
                    "15 lat temu to może te wymagania" - oczywiście 15 lat temu każdy
                    znał angielski."

                    Pewnie że nikt, 15 lat temu siedzieliśmy w jaskiniach i na mamuty
                    polowaliśmy.
                    Człowiek po studiach (lub maturze) 15 lat temu a teraz to kolosalna
                    różnica. Niestety jest gorzej.

              • Gość: Roland Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.otp.pl 12.12.08, 13:36
                Z tego co widzę potrzebujesz faktycznie prostego pracownika. Natomiast nie pisz
                wtedy o języku biznesowym, bo to sugeruje coś o wiele więcej.
                No i nie mów że obsługa ksero to prosta sprawa - w firmie mamy taki kombajn, że
                często proszę admina o pomoc :| No a faksu to prawie nie umiem obsługiwać... po
                prostu za rzadko to robię i zawsze pomaga mi w tym sekretarka. Może trochę
                wyrozumiałości? Każdej pracy na początku trzeba się nauczyć. Zainwestujesz
                trochę w osobę, nauczysz ją, dasz bonusa, to będziesz mieć wiernego pracownika.
                Olejesz, to nie będziesz mieć i będą Cię kantować pewnie....
                Co do jakości wykształcenia - niestety trzeba się zgodzić, że jest coraz gorzej.
                Może się to kiedyś zmieni...
              • Gość: mamjednauwage Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.eranet.pl 12.12.08, 14:37
                Pani w swoich wypowiedziach za kazdym razem dowodzi, ze absolutnie
                nie rozumie czym jest rynek pracy. Prosze wybaczyc, ale kogo
                obchodzi na ile wycenia Pani te czy inne umiejetnosci? Realna cena
                to taka za ktora Pani zatrudni osobe spelniajaca Pani wymagania:)
                Przeraza u "busineswomen" niezrozumienie podstawowego prawa rynku!
                Placi Pani 2tys i ma kandydatow na taka wlasnie cene, czy to jest
                trudne do zrozumienia? Nota bene, opisana przez Pania praca to
                stanowisko szumnie nazywane "asystentka Prezesa", czyli zwykla
                sekretarka, jak sie dawniej mowilo, jak Pani sadzi jak bardzo jest
                to zgodne z ambicjami kogokolwiek poza nowicjuszami?
                Najbardziej jednak zabawne jest lekcewazace podejscie do obowiazkow
                ktore Pani chce scedowac na taka osobe. Skoro jest to proste, latwe
                i przyjemne, to prosze to wykonywac samemu, oszczedzic te 3tys
                brutto i przestac ludziom glowe zawracac, bo wygaduje Pani
                skandaliczne glupoty!
                Przewaznie analfabeci twierdza ze to "zaden problem" napisac
                pismo... albo sie Pani na tym kompletnie nei zna, albo posluguje
                terminem "pismo" okreslajac tak zwykla korespondencje np.
                elektroniczna.
                Pismo droga Pani, to fachowy dokument wnoszacy o "cos", badz
                wzywajacy do czegos wraz z uzasadnieniem bedacym logiczna
                argumentacja na podstawie przepisow prawa, umow itd.
                • Gość: Raidi Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: 80.50.127.* 12.12.08, 15:10
                  :-)
                  Ja nie rozumiem, czym jest rynek pracy? Ja własnie na tym rynku
                  pracuję.
                  Co więcej, kiedy zaczynałam x lat temu, zaraz po liceum, byłam
                  własnie taką dziewczyną do wszystkiego. Wymagano ode mnie dużo
                  więcej niz wymagam ja.
                  Ja nie potrzebuję osoby do przyuczenia. Potrzebuję osoby z
                  konkretnymi umiejętnościami, o które pytałam w ofercie. Wszystkie
                  kandydatki zadeklarowały, że takie umiejętności posiadają. W jakiś
                  sposób - lepszy lub gorszy - potwierdziły to na rozmowie.
                  W czasie rozmowy pytałam o oczekiwane zarobki. Żadna nie wyskoczyła
                  z 3 tysiącami netto. Jedna zapytała, ile mogę zaoferować. Reszta
                  powiedziała coś w stylu " koleżanka zarabia tsiąc siedemset...". Na
                  moje pytanie, ile w takim razie chcą one - jakoś nie potrafiły nic
                  wyjąkać. Na moją ofertę, że 2 tysiące netto, wyraźnie się ucieszyły.
                  Więc nie rozumiem, o co chodzi.

                  Nie jest to asystentka prezesa, ponieważ w biurze pracuje raptem 5
                  osób, więc żaden ze mnie prezes. To ma być w założeniu osoba, która
                  zdejmuje proste obowiązki z osób pracujących merytorycznie. Ja nawet
                  nie wymagam, żeby obsługiwała excela. Ona sama nic nie wysyła -
                  przygotowuje wg moich wytycznych pisma ( na papierze, szanowny
                  panie, nie mailem) które potem i tak ja podpisuję. Nie jest
                  samodzielna i nie ma potrzeby, żeby była.

                  Tyle.

                  Faks jest zwykły. Ksero jest normalne. Nie kombajn.
                  Nie sądzę, że to jest ambitne stanowisko. Nie wymagam ambicji,
                  dlatego nie szukałam dziewczyny po trzech fakultetach z czterema
                  językami. I takie się nie zgłaszały.

                  A pisma, drogi Panie, piszę już bardzo długo. Oficjalne. I w trzech
                  językach. jakoś tak mam, że mail mailem, a w dokumentach muszę mieć
                  porządek. Zwłaszcza, że gros mojej korespondencji jest adresowana do
                  dwóch ministerstw oraz organów samorządowych. Wnoszące o coś badz
                  wzywajace do czegos wraz z uzasadnieniem bedacym logiczną
                  argumentacją na podstawie przepisow prawa, umów itp. :-)

                  • Gość: starycynik Re: poniżej 3000zł bym nie brał IP: *.dhcp.uno.edu 15.12.08, 20:29
                    To moze mnie zatrudnisz. Jest jeden szkopul, thou. Nie jestem mloda
                    laska, mini moge nosic ale nie gwarantuje czy to da przewidziany
                    efekt.
          • Gość: tomeczek "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:01
            Gość portalu: Raidi napisał(a):

            > żeby potrafiła kupić bilet lotniczy,
            > zarezerwowac hotel, zorganizować imprezę firmową - kolację na 12
            > osób, (...)
            > Ot, taka najniższa biurowa forma życia. Zero dopowiedzialności,

            Załatwianie dla innych wyjazdów, hoteli i kolacji (być może z ważnymi kontrahentami) to _nie_ jest "zero odpowiedzialności".
            Taka osoba zapyta cię np. czy zdecydujesz się zapłacić za następną noc w hotelu za granicą po to, żeby wracać samolotem dzień później, bo taryfa jest taka, że wtedy za bilet w dwie strony zapłacisz o tyle taniej że różnica będzie większa niż cena za hotel za dodatkową noc.
            To _jest_ odpowiedzialność, w tym przypadku za finanse firmy i za odpowiednie zarządzanie _twoim_ czasem.

            A "najniższą formą życia biurowego" to mogą być robale w twoim firmowym koszu na śmieci, ale nie ludzie.
            • cloclo80 Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 12:07
              Gość portalu: tomeczek napisał(a):

              > To _jest_ odpowiedzialność, w tym przypadku za finanse firmy i za
              > odpowiednie z arządzanie _twoim_ czasem.

              To w dalszym ciągu żadna odpowiedzialność, co najwyżej zgromadzenie
              niezbędnych informacji + dostarczenie opcji, ale decyzje i tak
              podejmie szef. Zapłaci też.
              Załatwienie kolacji czy rezerwacji to też nie powinien być problem.
              Bierze się od szefowej kluczyki, objeżdza się parę hoteli i knajp,
              pyta o dostępność, ceny, wyposażenie pokoi i wyżywienie gościa.
              Toż to proste jak budowa cepa. Wystarczy zebrać informacje i
              naradzić się potem z szefem. W dalszym ciągu zero odpowiedzialności.
              • Gość: tomeczek Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:20
                cloclo80 napisał:

                > To w dalszym ciągu żadna odpowiedzialność, co najwyżej zgromadzenie
                > niezbędnych informacji + dostarczenie opcji, ale decyzje i tak
                > podejmie szef.

                Jeżeli w firmie wszystkie decyzje podejmuje szef, to może i tak.
                Ale wg mnie powinno to wyglądać tak, że szef podaje terminy, miejsca itp. a potem dostaje od asystentki bilet, potwierdzenie rezerwacji hotelu czyli "ma pan samolot o tej i o tej godzinie, hotel tu i tu, samolot powrotny o tej i o tej godzinie, proszę mi kupić na lotnisku w sklepie wolnocłowym to i to :))"

                Szef musi pamiętać: odpowiedzialność = samodzielność
                Pracownik musi pamiętać: samodzielność = odpowiedzialność.
            • somsiad82 Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 12:11
              > Załatwianie dla innych wyjazdów, hoteli i kolacji (być może z
              ważnymi kontrahen
              > tami) to _nie_ jest "zero odpowiedzialności".
              > Taka osoba zapyta cię np. czy zdecydujesz się zapłacić za następną
              noc w hotelu
              > za granicą po to, żeby wracać samolotem dzień później, bo taryfa
              jest taka, że
              > wtedy za bilet w dwie strony zapłacisz o tyle taniej że różnica
              będzie większa
              > niż cena za hotel za dodatkową noc.
              > To _jest_ odpowiedzialność, w tym przypadku za finanse firmy i za
              odpowiednie z
              > arządzanie _twoim_ czasem.

              Kolego jeżeli rezerwacja hotelu, biletu czy zorganizowanie kolacji
              to jest praca wymagająca odpowiedzialności, to ja nie chcę się
              domyślać gdzie Ty pracujesz i jaka jest twoja odpowiedzialność.
              • hollowcat Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 12:27
                Zorganizowanie kolacji na której mają być ważne osoby od któych zależą ważne kontrakty to już duża odpowiedzialność. Do tego znalezienie hotelu, kupienie odpowiedniego biletu i zzgranie wszystko w czasie to nielada wyczyn. I pomyśl że takich hoteli, biletów, spotkań i obiadów, kolacji musisz załatwić kilka(naście) dziennie i nic ci sie nei może pomylić. Dodatkowo w hotelach pracują ludzie, którzy popełniają pomyłki i nagle się okaże w ostatneij chwili, że twoja rezerwacja (chociaż potwierdzona) gdzieś wsiąkła i musisz na szybko szukać innej.

                Bez odpowiedzialności to możesz zamówić kolacje w w restaruacji na randke. Jeśli chodzi o świat interesów to zawsze jest odpowiedzialność.
                • cloclo80 Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 12:37
                  OK, ale to co opisujesz to już poziom niemal przemyslowy, a watek
                  zostal zainicjowany przykladem z malej miesciny gdzie raczej trudno
                  spodziewac sie huraganu gosci.
                  • Gość: znawca tematu mala miescina. a skad wiesz czym zajmuje sie firma IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 14:12
                    moze siedzibe maja pod wawa, a dzialaja na miedzynarodowym rynku?
                • somsiad82 Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 12:41
                  hollowcat napisał:

                  > Zorganizowanie kolacji na której mają być ważne osoby od któych
                  zależą ważne ko
                  > ntrakty to już duża odpowiedzialność. Do tego znalezienie hotelu,
                  kupienie odpo
                  > wiedniego biletu i zzgranie wszystko w czasie to nielada wyczyn. I
                  pomyśl że ta
                  > kich hoteli, biletów, spotkań i obiadów, kolacji musisz załatwić
                  kilka(naście)
                  > dziennie i nic ci sie nei może pomylić. Dodatkowo w hotelach
                  pracują ludzie, kt
                  > órzy popełniają pomyłki i nagle się okaże w ostatneij chwili, że
                  twoja rezerwac
                  > ja (chociaż potwierdzona) gdzieś wsiąkła i musisz na szybko szukać
                  innej.
                  >
                  > Bez odpowiedzialności to możesz zamówić kolacje w w restaruacji na
                  randke. Jeśl
                  > i chodzi o świat interesów to zawsze jest odpowiedzialność.

                  Jeżeli na tym stanowisku miałoby pracować dziecko z przedszkola,
                  albo szkoły podstawowej do dla takiej osoby faktycznie to byłaby
                  odpodiedzialna praca wymagająca pewnej samodzielności, ale niech
                  nikt mi nie wmówi, że jeżeli ktoś jest dorosłą i samodzielną osobą,
                  to rezerwacja hotelu i zamówienie biletu to jest niesamowicie
                  odpowiedzialna rzecz i nie lada wyczyn. Bądźmy poważni. Nie jesteśmy
                  dziećmi.
              • Gość: tomeczek Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:34
                somsiad82 napisał:

                > jeżeli rezerwacja hotelu, biletu czy zorganizowanie kolacji
                > to jest praca wymagająca odpowiedzialności, to ja nie chcę się
                > domyślać gdzie Ty pracujesz

                To wolny kraj, wolno ci więc się domyślać co tylko chcesz :)
                A co do odpowiedzialności, to napisałem wyżej w odpowiedzi dla cloclo, ale
                powtórzę: jeżeli szef i tak wszystko zatwierdza (a co gorsza ciągle zmienia
                zdanie) a pracownik musi go/ją o zgodę / akceptację pytać, to oczywiście trudno
                tu mówić o odpowiedzialności. Natomiast jeżeli szefa interesuje _tylko_
                ostateczny rezultat, to takie czynności są obarczone odpowiedzialnością, bo
                nieodpowiedzialny pracownik np. wyśle szefa nie tam gdzie trzeba - wiesz, Lubin
                czy Lublin, Strassberg czy Strasbourg, mała różnica :)
                • somsiad82 Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 12:48
                  > To wolny kraj, wolno ci więc się domyślać co tylko chcesz :)
                  > A co do odpowiedzialności, to napisałem wyżej w odpowiedzi dla
                  cloclo, ale
                  > powtórzę: jeżeli szef i tak wszystko zatwierdza (a co gorsza
                  ciągle zmienia
                  > zdanie) a pracownik musi go/ją o zgodę / akceptację pytać, to
                  oczywiście trudno
                  > tu mówić o odpowiedzialności. Natomiast jeżeli szefa interesuje
                  _tylko_
                  > ostateczny rezultat, to takie czynności są obarczone
                  odpowiedzialnością, bo
                  > nieodpowiedzialny pracownik np. wyśle szefa nie tam gdzie trzeba -
                  wiesz, Lubin
                  > czy Lublin, Strassberg czy Strasbourg, mała różnica :)

                  Skądś znam też Strassberg ;-) No nie wiem, może ja za dużo od siebie
                  wymagam i dlatego uważam, że asystentka powinna potrafić sama
                  zarezerwować hotel, bilet, kolację, cokolwiek i że nie jest to praca
                  odpowiedzialna, ale w sumie nigdy nie byłem asystentką, więc może
                  się mylę ;-)
            • Gość: Raidi Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: 80.50.127.* 12.12.08, 12:35
              Decyzję podejmuję ja, nie ona. Ona ma zebrać opcje i mi przedstawić.
              Kolacja - ma do dyspozycji 4 sensowne knajpy w okolicy. Ma
              potwierdzić dostępne terminy i opcje.

              Nie jestesmy korporacją, dużą firmą ani nie wiadomo jakim pracodawcą.

              "Najniższa forma zycia biurowego" to oczywiście żart, jednak nie
              zmienia to faktu, że tak jest - ma najmiej odpowiedzialne stanowisko
              i w strukturze organizacyjnej stoi najniżej.

              Tak że nie rozumiem, o co chodzi.
              Dodam, że płaca 2000 netto w okolicy jest uważana za płacę bardziej
              niż przyzwoitą.
              • Gość: Roland Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.otp.pl 12.12.08, 13:20
                A może właśnie wprost przeciwnie. Znałem prezesa, co miał asystentkę potrafiącą
                wiele (czyli właśnie załatwiać wszystkie sprawy, drobne i grube,
                przedsiębiorstwa nawet pod jego nieobecność - wraz z pełnomocnictwami co do
                niektórych rzeczy). I ta asystentka była (może dalej jest) uważana za
                najważniejszą po Bogu...

                Więc zastanów się - chcesz, żeby ta osoba zajmowała się organizacją
                przedsiębiorstwa, a dajesz jej pozycję odźwiernego?
                • portobello_belle Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 13:24
                  Widzisz, w Polsce nadal asystentka = pani od kawy. Za granica PA z
                  wieloletnim doswiadczeniem w powaznej firmie moze wyciagnac nawet
                  50k euro rocznie. Bo jest to osoba, ktora podpisze umowe, podejmie
                  decyzje, wypowie sie za szefa chocby przed kamerami.

                  Ale trzeba wziac pod uwage, ze autorka posta nie potrzebuje takiej
                  osoby - raczej rozgarnietej osóbki, która nie wymaga ciaglego
                  superwajzorowania.
                  • Gość: Roland Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.otp.pl 12.12.08, 13:27
                    Jeżeli ma redagować w obcym języku formalne pisma, to nie jest to zwykła osóbka,
                    tylko odpowiedzialna praca mająca spory wpływ na firmę. Jeśli natomiast ma być
                    po prostu osóbką, to skąd te wymagania?
                    • portobello_belle Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 13:37
                      no wiesz, rozgarnieta osoba znajaca niezle angielski (w dzisiejszych
                      czasach mlode osoby bez angielskiego to katastrofa) poradzi sobie z
                      pismem tego rodzaju bez problemu. Bez przesady, to nie wymaga
                      znajomosci specjalistycznego jezyka, to nie teksty z dziedziny
                      rocket science! Wystarczy znac pewne sformulowania, czesto pomoc
                      moga wlasnie schematy czy szablony. Jak ktos jest bystry, to nie
                      bedzie to dla niego zadne wyzwanie.
                      • Gość: Roland Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.otp.pl 12.12.08, 13:44
                        Być może masz rację. Myślę, że przeestymowane zostały wymagania. Spróbuj dobrze
                        wykwalifikowanemu specjaliście powierzyć pracę biurową - efekt może być dość
                        żałosny.
                        A z tym angielskim (czy innym językiem) to bym uważał - jego znajomość na prawdę
                        nie jest za dobra...
                        • Gość: Raidi Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: 80.50.127.* 15.12.08, 13:48
                          Hmmm...
                          Nie rozumiem.
                          Chce kupić np. telefon. Telefon ma mieć aparat fotograficzny,
                          odtwarzacz mp3 i kosztować 100 pln.
                          Idę do sklepu, przedstawiam wymagania, sprzedawca oferuje mi
                          telefon. Kupuję.
                          W domu okazuje się, że nie ma mp3. Na dodatek się zacina i ma
                          porysowany wyświetlacz.

                          No i co?

                          Sytuacja analogiczna. Zatrudniam osobę, która deklaruje, że ma
                          pożądane przeze mnie umiejętności. Zatrudniam ją dlatego, że te
                          umiejętności ma. Mogę zatrudnić osobę bez angielskiego, wysłac ją na
                          kurs - ale po co, skoro jest na rynku " towar", który spełnia moje
                          oczekiwania? I chce swoją pracę sprzedać za konkretne pieniądze. Ona
                          mi ufa, że za pracę zapłacę, ja ufam, że pracę wykona. I co? Od tego
                          jest okres próbny, żebyśmy się sprawdzili nawzajem. Ja widzę, że jej
                          ta praca nie odpowiada - choć nie umie powiedziec czemu. Ja nie
                          jestem zadowolona z efektów.

                          Jeśli podchodzicie do pracy jak do towaru, to złe jej wykonywanie
                          jest niewywiązaniem się z umowy. Kłamanie w CV i na rozmowie to
                          deklarowanie cech towaru, których on nie ma, a więc oszustwo.
                      • Gość: Szybki Bill Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: 131.227.175.* 12.12.08, 16:40
                        Hmm.... Pisze publikacje z genetyki molekularnej po angielsku i publikuje w
                        recenzowanych czasopismach. Jestem pewien, ze z biegu oficjalnego listu
                        byznesowego bym nie napisal.

                        To nie jest takie proste wbrew pozorom.

                        Na dodatek pracodawcy czesto uwazaja, ze studia to nauka obslugi i wiekowego
                        faksu, czy kopiarki. Otoz nie. Jak wchodze do obcego mi labu, to pierwsze co sie
                        ucze, to jak obslugiwac obecny w nim sprzet. Laby - jak biura - maja sprzet
                        starszy i nowszy. Jestem genetykiem i nikt nie wymaga ode mnie obslugi
                        wszystkich mozliwych sprzetow, ktore wykorzystuje genetyk w pracy.

                        Jezeli jest cos nowego, to czytam instrukcje obslugi i ucze sie obslugiwac. Od
                        tego jest wlasnie wyzsze wyksztalcenie. Zeby nauczyc jak sie uczyc. Oraz
                        przekazac specjalistyczna wiedze z dziedziny, a nie z obslugi faksu, czego mozna
                        nauczyc sie w 10 min.

                        Pracodawca, ktory na wejsciu wymaga umiejetnoisci obslugoi jego urzadzen jest
                        pozbawiony wyobrazni. Prawdopodobnie odrzuca wielu dobrych kandydatow, ktorzy w
                        zyciu jego kopiarki nie widzialy, ale rozpracowanie jej zajmie 10-15 min.

                        Co do Pani Prezes. Szuka Pani skrzyzowania technika z sekretarka i biurem
                        podrozy. Ktos, kto zamowi hotel, samolot, wymieni toner, zarowke, zamowi serwis,
                        skomponuje pismo w obcym jezyku... Wash and go. 3 w 1.
                        • portobello_belle Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 17:45
                          Jezu, naprawde do wymiany tonera nie trzeba technika prac biurowych!
                          Do zabukowania biletów nie potrzeba absolwanta turystyki!
                          Do napisania listu - zadnego biznesowego, ale formalnego - wystarczy
                          miec solidne podstawy gramatyczne i znac pewne szablony,
                          sformulowania.
                          Z tym wszystkim poradzi sobie bez problemu inteligentny czlowiek z
                          angielskim.
                          A co do obslugi urzadzen - jasne, wszystko trzeba rozgryzc juz na
                          miejscu. Ale mysle, ze tu pani ubezpieczala sie przed osoba, która
                          nie potrafi wlaczyc kompa, a jak w drukarce zabraknie papieru, to
                          poskarzy sie szefowej, ze drukarka zepsuta.

                          Gość portalu: Szybki Bill napisał(a):

                          > Hmm.... Pisze publikacje z genetyki molekularnej po angielsku i
                          publikuje w
                          > recenzowanych czasopismach. Jestem pewien, ze z biegu oficjalnego
                          listu
                          > byznesowego bym nie napisal.
                          >
                          > To nie jest takie proste wbrew pozorom.
                          >
                          > Na dodatek pracodawcy czesto uwazaja, ze studia to nauka obslugi i
                          wiekowego
                          > faksu, czy kopiarki. Otoz nie. Jak wchodze do obcego mi labu, to
                          pierwsze co si
                          > e
                          > ucze, to jak obslugiwac obecny w nim sprzet. Laby - jak biura -
                          maja sprzet
                          > starszy i nowszy. Jestem genetykiem i nikt nie wymaga ode mnie
                          obslugi
                          > wszystkich mozliwych sprzetow, ktore wykorzystuje genetyk w pracy.
                          >
                          > Jezeli jest cos nowego, to czytam instrukcje obslugi i ucze sie
                          obslugiwac. Od
                          > tego jest wlasnie wyzsze wyksztalcenie. Zeby nauczyc jak sie
                          uczyc. Oraz
                          > przekazac specjalistyczna wiedze z dziedziny, a nie z obslugi
                          faksu, czego mozn
                          > a
                          > nauczyc sie w 10 min.
                          >
                          > Pracodawca, ktory na wejsciu wymaga umiejetnoisci obslugoi jego
                          urzadzen jest
                          > pozbawiony wyobrazni. Prawdopodobnie odrzuca wielu dobrych
                          kandydatow, ktorzy w
                          > zyciu jego kopiarki nie widzialy, ale rozpracowanie jej zajmie 10-
                          15 min.
                          >
                          > Co do Pani Prezes. Szuka Pani skrzyzowania technika z sekretarka i
                          biurem
                          > podrozy. Ktos, kto zamowi hotel, samolot, wymieni toner, zarowke,
                          zamowi serwis
                          > ,
                          > skomponuje pismo w obcym jezyku... Wash and go. 3 w 1.
                          • Gość: Szybki Bill Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: 131.227.175.* 12.12.08, 18:23
                            Inteligentny czlowiek z angielskim, to nie jest "najnizsza forma zycia
                            biurowego". To juz swojego rodzaju specjalista.

                        • ziemia.ognista Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 23:48
                          Mam pytanie nieco poboczne ;)
                          Genetyka od wielu lat jest jedną z moich głównych pasji i prawdopodobnie taką specjalizację wybiorę na studiach (ew. biologię komórki). Możesz napisać jak wygląda rynek pracy w Polsce dla osób z takim wykształceniem?
                          • Gość: Szybki Bill Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.12.08, 11:30
                            Jezeli nie planujesz zostac na uczelni, to lepiej emigrowac.

                            Zreszta. Na uczelni, tez nie ma cudownie. Tyrasz sporo i dadza Ci za to
                            "stypendium. 1300-1500 PLN. I z to bedzieszmusiala zyc przez nastepne 4 lata.

                            Praca spokojna, ale wymagajaca. Wszystko zalezy od profesora. NIe wiem jak w POlsce.

                            Jezeli godzisz sie robic za minimum przez 4 lata i zdobyc tytul doktora, to
                            chyba tylko po to, zeby wyjechac. Postdoca dostac latwo i pieniazki juz inne
                            (okolo 2000 EUR). Zalezy od programu. JEden postdoc, drugi i mozesz myslec o
                            samodzielnosci i stalym zatrudnieniu na uczelniach. Czyli 3 lata doktoratu okolo
                            5 lat postdocow i jestes samodzielna. Oczywiscie zawsze mozesz wybrac przemysl.
                            W Polsce pracy dla genetyka nie ma. Na zachodzie biora po dokoracie.

                            Oczywisccie - publikacje, publikacje, publikcje. Publish, or perish.


                            Taka sciezka kariery nie istnieje w Polsce. Meczysz se 4 lata z doktoratem za
                            glodowa pensje, Uczelnia zatrudnia Cie pozniej za rownie smieszne pieniazki na
                            etacie dydaktycznym i meczysz sie kolejne 5-6 lat z habilitacja. Duzo zalezy od
                            ukladow Twojego promototra. Jak juz wychodzisz haba, to nikt Cie nie ruszy. Po
                            kilku kolejnych latach mianuja Cie profesorem niezwyczajnym (nie wiem czy to
                            jeszcze funkcjonuje) i mozesz zapomniec o robieniu czegokolwiek...

                            Pozniej impreza w Belwederze, tytul prof zwyczajnego od prezydenta i spokoj do
                            emerytury.
                            • ziemia.ognista Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 13.12.08, 12:05
                              Tak jak się spodziewałam ;(
                              Chciałabym bardzo zostać na uczelni i bawić się w doktorat, ale do zakończenia studiów jeszcze sporo czasu i to dość odległa perspektywa.
                              No cóż, pasji się nie wybiera, w tej chwili nie wyobrażam się zajmować czymkolwiek innym.
                              • Gość: txt Re: PhD w Polsce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.09, 16:38
                                Marzenia fajna sprawa. Ja dam Ci krotka rade, wzieta z zycia mojego
                                i znajomych biotechnologow: jesli masz marzenia o genetyce i
                                pozostaniu w Polsce, to wybieraj: albo genetyka, albo Polska. Tych
                                dwoch pogodzic sie nie da.
                                • Gość: txt Re: PhD w Polsce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.09, 16:41
                                  No, chyba ze jakas ciepla posadka na uczelni... Ale bez plecow jest
                                  trudno...
              • portobello_belle Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) 12.12.08, 13:21
                Widzisz, widocznie w Twojej okolicy brakuje osob z GLOWA NA KARKU.
                Bystry czlowiek ogarnie rozne (a szczególnie takie, które
                wymienilas) obowiazki w bardzo szybkim czasie. Czyzbys wybrala
                kandydatke na zasadzie mniejszego zla? Nie bylo nikogo sensownego? A
                mezczyzni? Chlopak tez moze byc przeciez asystentem. Czy
                sformulowalas ogloszenie w sposob ktory z gory odrzucal plec
                brzydka? (Tego nie cierpie w ogloszeniach o prace w
                Polsce: "Ksiegowa", "Asystentka").
                Ogólnie rzecz biorac, deficyt ludzi inteligentnych, rozgarnietych,
                pojetnych daje sie we znaki w calym kraju. Dzisiaj przeciez kazdy
                jelop moze byc magistrem.
              • Gość: gm Re: "Najwyższa forma" się znalazła... :) IP: 194.150.250.* 12.12.08, 13:30
                Nie wiem na jakich uczelniach studiowały te dziewczyny , ale nie sadzę aby
                uniwerek czy politechnika miała przygotowywać do pracy w charakterze sekretarki.
                Nawet nie dziwi mnie ,że ktoś nie umie wymienić tonera bo przecież drukarki czy
                kopiarki są różne, a nie wszyscy maja z tym wczesniej do czynienia. Uwazam ,że
                szkoła nie powinna uczyc umiejętności praktycznych a raczej umiejętności uczenia
                sie i dostosowywania sie do konkretnej rzeczywistości.Inna firma -inne wymagania
                ,urzadzenia itp. Ja bym nie oczekiwał od nowego pracownika ,że od razu będzie
                bez zarzutu. Trzeba dać mu troche czasu a potem wymagać. Pytanie czy pracodawcy
                chce sie włożyć troche wysiłku w ukształtowanie i wyszkolenie nowego pracownika.
                • Gość: GTomasso No i o to właśnie chodzi! IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.08, 14:37
                  Trudno żeby nowy, młody pracownik od razu wszystko wiedział!
                  A pracodawca też by mógł się trochę wysilić i dać coś od siebie, to przecież
                  takie oczywiste... ;)
                  • Gość: Szybki Bill Re: No i o to właśnie chodzi! IP: 131.227.175.* 12.12.08, 16:43
                    Nie w Polsce. Tutaj oczekuje sie gotowego specjalisty, ktory wszystko zna na
                    wejsciu (obsluga sprzetu, oprogramowania) i zgodzi sie pracowac z anajnizsza
                    krajowa.

                    Wycisnac i wyrzucic. Polityka byznesmenow z kraju nad Wisla.
          • Gość: Roland Re: Byznesmeny zdziwieni? IP: *.otp.pl 12.12.08, 13:12
            Znajomość języka biznesowego sugeruje również znajomość biznesu (branży) w
            ogóle. A to już są wymagania dość wysokie i student raczej może nie podołać.
            Natomiast osoba doświadczona, choćby tylko z szacunku dla siebie i swojego
            czasu, nie zgodzi się na warunki jakie przyjmie student - bo o to zapewne
            chodzi, prawda? Zdaje się, że student nie płaci ZUS... no i w ogóle mniej chce...
            Chce się robić interesy, to czasem trzeba zainwestować. W pracownika też.
            Mówi się, że gdy z polskiego oddziału odchodzi obcokrajowiec szef i zostawia po
            sobie wyuczonego Polaka, zarządzanie firmą i kadrą (zwłaszcza) leci na mordę.
            Coś w tym musi być...
          • Gość: scin Re: Byznesmeny zdziwieni? IP: *.gprs.plus.pl 12.12.08, 13:31
            Chyba sobie nie zdajesz sprawy z tego, że sama sobie jesteś winna.
            Skoro szukałaś "najniższej biurowej formy życia" oraz osoby, której
            kompetencje określiłaś jako "zero odpowiedzialności" to mogłaś się
            spodziewać, że tego typu osoby są z natury dużo mniej samodzielne
            niż kandydat na "wyższą formę biurowego życia".

            Błędy, niestaranność to już zupełnie inna sprawa. Należało szukać
            osoby, dla której priorytetm jest jakość wykonywanej pracy,
            dokładność, rzetelność. Ale z takim pracownikiem też trzeba umieć
            postępować - doceniać, wzmacniać, zapewniac poczucie stabilizacji i
            możliwości poszerzania kompetencji.

            Odpowiedz sobie na pytanie, czy to czasem Ty na etapie poszukwań nie
            popełniłaś błędu, nie sprecyzowałaś (realnych, nie sprzecznych!)
            oczekiwań, nie potrafiłaś realnie ocenic predyspozycji kandydatek?

          • Gość: ua bralbym w ciemno taka prace IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 14:47
            niestety twoj tekst "najnizsza forma zycia biurowego" zdradzil twoje
            podejscie do pracownikow. takze zacznij byznesłomen od siebie.
          • Gość: gosc Re: Byznesmeny zdziwieni? IP: *.centertel.pl 28.02.09, 10:49
            Raidi, z Twojego tekstu wynika, że traktujesz tą dziewczynę jak niesamodzielną
            formę życia, przedszkolaka co najwyżej. Założę się, że zjebki dostaje ona często
            gęsto (nie wiem czy wulgarne czy full-kultura, nieistotne). Jeżeli zatrudniasz
            pracownika, którego absolutnie każdy krok jest kwestionowany i krytykowany to
            nie dziw się, że z czasem każdy ten, najmniejszy nawet, krok będzie konsultowany
            i dopytywany czy czasem nie jest błędny. Normalna ludzka reakcja, nikt nie lubi
            słuchać krytyki i brać na siebie poczucia winy.

            Wiem, że wiele spraw sobie założyłem, jednak może wina nie leży całkowicie po
            stronie asystentki i przynajmniej część jest skutkiem Twoich umiejętności
            zarządzania?
      • wogrodrycha Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców 12.12.08, 09:54
        kakens napisała:

        > "- Pracodawcy oczekują absolwenta, który potrafi komunikować się w
        języku
        > ojczystym i w języku obcym, w tym w języku obcym zawodowym. Musi
        on mieć
        > kompetencje matematyczne, rozumować logiczne, myśleć analityczne,
        syntetyczne
        > i kreatywnie. Musi też umieć posługiwać się komputerem, korzystać
        z internetu,
        > umieć poszukiwać informacji, pracować w zespole, rozwiązywać
        konflikty i
        > radzić sobie w trudnych sytuacjach - wyliczał przewodniczący
        Zespołu ds.
        > Edukacji Rady Rynku Pracy, prezes House of Skills, Aleksander
        Drzewiecki."
        >
        > To jest w zasadzie niewykonalne. Nie można jednocześnie
        komunikować się w
        > języku ojczystym i "rozumować logiczne, myśleć analityczne,
        syntetyczne"
        >
        > Jak Pan chce wymagać, niech zacznie od siebie.


        i pewnie za to wszystko zapłacą jeszcze pracownikowi 1300-1500 na
        rękę w sytuacji gdy jego posunięty w latach współpracownik na
        identycznym stanowisku, podchodzący do komputera jak do jeża i bez
        emlementarnej znajomości języka obcego i do tego migajacy sie od
        pracy bo będący w okresie ochronnym przed emeryturą zarobi 4x tyle
        • Gość: Paula Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 10:07
          Nie, zapłacą Ci na początek 3 x tyle ile wymieniłeś a pracownikowi z
          doświadczeniem zabiorą. Albo od razu go wyrzucą, żeby zrobić miejsce
          absolwentowi bez żadnego doświadczenia. Zobaczymy mądralo jak będziesz gadał za
          30 lat.
          I nie przesadzaj z tymi komputerami - wiele starszych osób doskonale sobie
          radzi. Niejednokrotnie lepiej niż młodsi.
          I żeby było jasne - pracuję na własny rachunek i do wieku emerytalnego duuużo mi
          jeszcze brakuje.
          • Gość: reksio budowniczy Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.impaq.com.pl 12.12.08, 11:24
            popieram, btw, mam 33 lata, moj ojciec lat 57 swietnie sie posluguje kompem, tak go wyszkolilem, ze inne glaby w firmie po 30 pare lat przychodza do niego z problemami bo gowno wiedza,,, palm + outlook + bluetooth i formulki w excelu lacznie z tabelami przestawnymi ma obcykane. jestem ciekaw czy wszyscy mlodzi absolwenci wiedza jak zrobic porzadny raport w xls co by dane obrazowal i troche kodu dolozyc pod ALt F11, a nie samo F11 czyli wykres z kreatora ... pozdro
            • Gość: Paula Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 13:08
              No właśnie. I to wcale nie jest odosobniony przypadek. Mój jest w podobnym wieku
              i tak się wyszkolił, że całą sieć komputerową po przeprowadzce firmy
              zorganizował sam. I jak się coś z komputerami w firmie dzieje, to ludzie nawet
              informatyka nie wzywają, tylko ojca, bo młody inż. nigdy nie ma czasu - taki
              jest "zajęty". I kto tu sie opier....??
              Pozdrawiam
      • Gość: absolwent Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.sileman.net.pl 12.12.08, 09:54
        Pracodawca chciałby mieć osobę z umiejętnościami fachowca po kilku fakultetach
        i z 10 letnim doświadczeniem ale jednocześnie płacić mu jak komuś z wiedzą i
        umiejętnościami dziesięciolatka i traktować go jak niewolnika. No i dlatego ci
        biedni pracodawcy się rozczarowują. PS. Jakoś zachodni pracodawcy nie są
        rozczarowani polskimi absolwentami skoro zakładają tutaj swoje filie.
        • Gość: jeb Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 10:01
          nie bój żaby zatrudnia tam Polskich Menagierów ze slomą w butach i
          też zaczną się lamenty w polskich oddziałach tych zagraniznych firm.
          W portalach parcy miedzynarodowych, ten sam pracodawca na podobne
          stanowiska ma inne wymagani, z reguły np w jeżyku angielskim
          wymagań jest kilka, w polskich wymagania przpominają liste życzeń,
          no i oczywiscie zero informacji o pensji
        • cloclo80 Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców 12.12.08, 11:36
          Zakładają, to prawda, ale w bardzo wąsko specjalizowanych
          dziedzinach i niemal wyłącznie dotyczy to projektów informatycznych.
          Ja jakoś nie znam programistów, którzy zaczęli uczyć się tego
          dopiero na studiach. Jeśli ktoś zaczął ostukiwać kompa w wieku 15
          lat (czyli i tak dość późno) kończąc studia ma automatycznie 10 lat
          praktyki. W innych nieinformatycznych dziedzinach jest to bardzo
          trudne - nie można mieć przecież fabryki chemicznej w domu.
          • Gość: tomeczek Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:09
            cloclo80 napisał:

            > W innych nieinformatycznych dziedzinach jest to bardzo
            > trudne - nie można mieć przecież fabryki chemicznej w domu.

            Można, ale taka fabryka istnieje tylko do pierwszej pomyłki laboranta :)
            Albo antyterroryści do niej wchodzą...
      • Gość: acab Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 09:58
        Kiedyś znalazłem taką oferte pracy zamieszczoną w UP w Poznaniu

        Stażysta

        wymagania: wykształcenie wyższe najlepiej po kierunku stosunki
        miedzynarodowe, wzglednie podobne
        bardzo dobra znajomość języka obcego - angielski, mile widziana
        znajmość drugie jężyka np hiszpański
        b. dobra obłsuga komputera i sprzętu biurowego

        opis stanowiska:
        osoba zatrudniona będzie odpowiedzialna za wysyłanie i formułowanie
        oferty dla klientów
        będzie koordynowała współpace miedzy róznymi działami

        Co stażysta uzyskuje:
        praca na umowe zlecenie !!! , 5 dni w tygodniu po 8 godzin (czyli
        prawie jak etat tylko na zlecenie :)
        na okres roczny
        pensja 600 brutto

        Pracodawca: Andersa Tower


        • Gość: Gosc po prostu pokolenie frajerow odeszlo z rynku pracy IP: 195.124.114.* 12.12.08, 10:01
          nastepni sa komercyjnie nastawieni i prawidlowo, kapitalizm dla wszystkich
      • Gość: Qhr Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.elektron.com.pl 12.12.08, 10:07
        "Pracodawcy oczekują absolwenta, który potrafi komunikować się w języku
        ojczystym i w języku obcym, w tym w języku obcym zawodowym. Musi on mieć
        kompetencje matematyczne, rozumować logiczne, myśleć analityczne, syntetyczne i
        kreatywnie. Musi też umieć posługiwać się komputerem, korzystać z internetu,
        umieć poszukiwać informacji, pracować w zespole, rozwiązywać konflikty i radzić
        sobie w trudnych sytuacjach..."
        i to wszytstko za 1200 netto.
      • Gość: ASka Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: 194.32.3.* 12.12.08, 10:07
        Nie jestem mloda juz od dawna ale ciagle jestem poszukiwanym i
        cenionym pracownikem (za granica) dlatego, ze nauczono mnie wiedzy
        wlasnie. Dzieki posiadanej wiedzy, umiejetnosci nabywam szybciej niz
        moi mlodzi koledzy. Oni byli uczeni umiejetnosci, to wiedze musza
        dorabiac na stanowisku pracy. Z braku tej wiedzy czesto nie wiedza
        czego nie wiedza, prowadzi to do wywazania dawno otwartych drzwi
        czyli straty czasu. Inna sprawa to korzystanie ze zdobytej wiedzy,
        nie mam pojecia, czy ktos wie jak tego nauczyc.
      • Gość: fgjh jestem po Ochronie Środowiska na UŚ IP: 194.126.165.* 12.12.08, 10:11
        praktycznie w każdej firmie jaką spotkałem moje wykształcenie obiega
        od potrzeb pracodawców i mówie tu o firmach z dziedziny Ochrony
        Środowiska itp...Obecnie radził bym wszystkim młodym iść na studia
        inżynierskie tam się człowiek uczy konkretów a studia teoretyczno-
        humanistyczne najlepiej pozostawić doktorantom i osobą chcącym robić
        kariere naukową. Osoby po takich studiach nie są w stanie odnaleść
        się w realiach rynkowych takiej wiedzy nieda się sprzedać bo każdy
        sam może sobie przeczytać książke...
        • Gość: haq A ja jestem poochronie środowiska na UŁ i mam ten IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 10:23
          sam problem - nawet do pracy w administarcji należy być inżynierem,
          bo zwykły magister-teoretyk po uniwerku po prostu się ma prawa się
          znać ani na projektach, ani na melioracjach, ani na technologiach
          czy procesach przemysłowych. W swoim zawodzie miałem tylko jedną
          szansę podjąć pracę w parku krajobrazowym za najniższą krajową. Jest
          TRAGICZNIE!
      • Gość: Zgryz Musi ... rozumować logiczne, myśleć analityczne IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.12.08, 10:26
        No i fajnie by było, że by jeszcze umiał pisać poprawne.
        • Gość: haha Rozumuja analitycznie, dlatego jada do UK, Eire IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 10:33

          itd. w Polsce nie ma dobrej pracy dla ludzi chcacych sie rozwijac i
          dorabiac. U nas tylko po znajomosci.
        • hipotamica i jeszcze czytac ze zrozumieniem... marzenie 19.12.08, 17:10
          marzenie.
      • emeryt21 Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców 12.12.08, 10:27
        Brak dostosowania profilu studiow i nauli wogole to odwieczny
        dylemat wszelakiej oswiaty.Tak bylo 50-60 lat temu i tak jest teraz.
        Brak technikow to katastrofa dla gospodarki.Wszyscy maja ambicje
        ukonczenia szkoly wyzszej,ktora nic nie daje poza wyksztalceniem
        ogolnym.Nie daje umiejetnosci zawodowych.
        Technik to fachowiec,ktory wie jak,lecz nie zawsze wie
        dlaczego.Natomiast inzynier wie jak i dlaczego tak.Natomiast doktor-
        inzynier wie jak dalej kombinowac,zeby wymyslec cos nowego.
        Kolejny szczebel to profesor,ktory wie jak,ale nie wie co z ta swoja
        wiedza zrobic.
        W tym momencie powinien wkroczyc biznesmen,ktory ma wiedziec jak
        wykorzystac to wszystko,zeby zrobic interes.
        Teraz zapomniano o tej prawdzie i mamy nieszczesliwe panienki,ktore
        maja ambicje i wiedze calkowicie nieprzydatna w biznesie.
        To one sa sfrustowane,siedza przy komputerach i nudza sie za
        groszowe place.
        Jestem stary i dlatego moge troche pomarudzic.Moje zawodowe zycie
        jest za mna,ale doswiadczenie zyciowe podpowiada mi to,ze juz za
        kilka lat beda powazne problemyw przemysle,administracji z powodu
        braku ludzi do szarej roboty znajacych sie na niej,czyli ludzi ze
        srednim zawodowym wyksztalceniem.
        • Gość: mylink Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 11:01
          "Technik to fachowiec,ktory wie jak,lecz nie zawsze wie
          dlaczego.Natomiast inzynier wie jak i dlaczego tak.Natomiast doktor-
          inzynier wie jak dalej kombinowac,zeby wymyslec cos nowego.
          Kolejny szczebel to profesor,ktory wie jak,ale nie wie co z ta swoja
          wiedza zrobic.
          W tym momencie powinien wkroczyc biznesmen,ktory ma wiedziec jak
          wykorzystac to wszystko,zeby zrobic interes."

          Chylę czoła przed Panem, za tak fantastyczne zdefiniowanie miejsc w zespole pracowniczym :)
          Pozdrawiam
        • Gość: efsw Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.jmdi.pl 12.12.08, 11:42
          a emeryt powienien siedziec cich o brac zasiłek :) i nie miec praw głosu bo i po
          co ... sliczne definijce tylko zycie uczy ze tytuł nic nie ma wspólnego z wiedza
          i umiejętnościami ,tak po prostu...
      • Gość: czepialska No i widac IP: *.access.telenet.be 12.12.08, 10:29
        Pracodawcy oczekuja ludzi znajacych chocby wlasny jezyk a tu prosze:
        ""rozumować logiczne, myśleć analityczne, syntetyczne i kreatywnie""
        Nic dodac nic ujac. Sama osobiscie nie raz pale sie ze wstydu gdy
        widze polskich doktorow roznych nauk scislych probujacych dogadywac
        sie po angielsku. A jestem w kraju gdzie nawet w sklepie z jarzynami
        sprzedawczynie mowia tym jezykiem (i nie jest to ani Anglia ani
        Irlandia).
        • Gość: Tomek Re: No i widac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 13:54
          Gość portalu: czepialska napisał(a):

          > jestem w kraju gdzie nawet w sklepie z jarzynami
          > sprzedawczynie mowia tym jezykiem (i nie jest to ani Anglia ani
          > Irlandia).

          Sądząc po IP - Belgia? Byłem tam 3 x i mam zupełnie inne wrażenia. Poza hotelami _nikt_ nie mówił po angielsku; za to niemal wszyscy nieźle dogadywali się po niemiecku, co mi zresztą odpowiadało :)
      • Gość: GTomasso Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców.. a oni nas IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.08, 10:34
        Bardzo dobre komentarze na tym forum - jak ja słyszę, że "Lewiatan" coś uważa,
        to od razu czuję wobec tego opór...

        U nas w kraju pracodawcy, ale też wszyscy menadżerowie, faktycznie nie rozumieją
        wartości, którą dają dobrzy, zaangażowani w pracę pracownicy, którzy są do firmy
        przywiązani, bo wiele jej zawdzięczają - wyszkolenie, dobry start itp. Nie, u
        nas to wygląda inaczej - u nas od młodych pracowników się wymaga, oferując
        niewiele w zamian, bo przecież to nam się daje szansę, bo w końcu daje się nam
        "pracę"! I to już wystarczy - nie podoba się 1,2 tys. to won gdzie indziej! My
        jesteśmy wspaniałomyślni tylko dlatego, że "dajemy kasę" - to w oczach
        pracodawców wystarcza. Już nie chodzi tylko o pensję, ale też o zachodnie
        standardy funkcjonowania organizacji - u nas niemal całkowicie obce, u nas
        pracownicy mają być bezwolnymi trybikami w maszynie, które mają świetnie
        pracować, słuchać przełożonych i broń Boże nie próbować polemizować z nieomylnym
        pracodawcą, choćby i absolutnie nie miał racji...

        Co więcej, u nas jest tak, że z reguły jak już ktoś się dorwie do wysokiego
        stanowiska, nawet młody, to on wręcz musi ostentacyjnie demonstrować wszem i
        wobec, jaki to on jest "lepszy" i "mądrzejszy", gnojąc przy tym pozostałych.
        Niesamowita wręcz pycha i buta... tego też nie ma na tzw. "zachodzie".
        Inną kwestią jest też niesamowite wręcz zróżnicowanie pensji - pensje na
        czołowych stanowiskach są aż obrzydliwie wręcz nieproporcjonalnie wyższe, niż na
        słabszych stanowiskach. Oczywiście stratyfikacja musi być, ale te różnice, te
        wielokrotności, są u nas znacznie wyższe niż w "cywilizowanych" krajach. My
        jesteśmy bardziej jak USA czy Rosja - gdzie jest super zarabiająca góra i słabo
        zarabiające doły, szczeble zarobkowe nie są płynne - jak to jest w EU. Zresztą
        takie dane przytaczała nie tak całkiem dawno sama GW...

        No i jeszcze inna sprawa - staże... Teraz firmom nie opłaca się zatrudniać
        młodych - lepiej co 3 lub 6 miesięcy mieć nowych, ambitnych i pracowitych
        stażystów, którzy wykonują tą samą pracę za pół darmo - dzięki temu szefostwo
        może zarabiać jeszcze więcej - a potem kupować kolejne mieszkanka pod wynajem
        dla studentów, z których można zdzierać horrendalną kasę - a potem się dziwimy,
        że nie mają kwalifikacji, jak zamiast je zdobywać, muszą zapierdzielać w barach
        czy marketach za grosze, żeby móc to mieszkanie zapłacić... Już nie mówiąc o
        takich kwestiach jak wypalenie, zniechęcenie itp.

        Kończąc - nie chcę generalizować, bo jest wiele firm, które są fair, jest wielu
        młodych, którzy i tak sobie świetnie radzą - tylko mnie zastanawia, jak to jest,
        że wśród moich znajomych, o podobnych kwalifikacjach i kompetencjach, jeden
        zarabia wręcz nieprzyzwoite kokosy za niezbyt w sumie wymagającą pracę, a drugi
        ledwo zipie finansowo, zapieprzając przy tym... a dodam, że żaden się nie
        opieprza, każdy jest aktywny i ambitny. Z czego to wynika? Ze znajomości? Ze
        szczęścia? Na normalnym rynku pracy tak nie powinno być. Bo do tego często, ci
        super menadżerowie wiedzą niewiele więcej, a często znacznie mniej, niż
        szeregowi pracownicy (bo to szczęście czy znajomości...), a potem się dziwić
        słabym wynikom przedsiębiorstw, w końcu jaki pan, taki kram... no 3ci świat
        normalnie :(
        • Gość: wkurzony języki obce IP: *.uni.lodz.pl 12.12.08, 10:44
          Wkurza mnie to nastawienie niektórych ludzi, że nawet Pan Zenek z zieleniaka powinien mówić płynnie po angielsku - mieszkamy w Polsce, do cholerki, językiem urzędowym jest polski, i jak ktoś z innego kraju do nas przyjeżdża to raczej on powinien się dostosować, a nie my do niego!!! Trochę poza tematem, przepraszam:)
          • Gość: niedouczony? Re: języki obce IP: *.adsl.wanadoo.nl 12.12.08, 10:57
            W Holandii pan Zenek czy też jego odpowiednik z zieleniaka MÓWI po
            angielsku, podobnie pan sprzedający ser i pansprzedający ryby i pani
            od której kupuję pączki w budce i kasjerka w markecie...
            PILEGNIARKI TEŻ MÓWIĄ PO ANGIELSKU
            i technik co mi dzisiaj robił prześwietlenie
            i pani sprzedająca bilety na pociąg w małej miejscowości

            Kiepsko mówią lekarze - zaliczyłam 7 :)))

            w ogóle nie mówili - w ichniejszym urzędzie skarbowym :)))
            • Gość: hop Re: języki obce IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 11:26
              Holendrzy posiada bardzo dobry system ksztłcenia obcych języków na w
              szkolnictwi podstawowym, sami Holendrzy sa z reguły dwu języczni,
              obok holenderskiego znja czesto, niemiecki, czy angielski. Cieżko
              jest wiec porównywac nasz kraj do Holandii, kótra jest raczej
              ewenementem w tym względzie
              • zigzaur Re: języki obce 12.12.08, 14:02
                W Holandii dobrze uczą języków trzech wielkich pobliskich narodów: niemieckiego,
                angielskiego i francuskiego.
            • cloclo80 Re: języki obce 12.12.08, 11:47
              Holenderski to nie język, to choroba gardła.
        • Gość: aaa Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców.. a on IP: *.chello.pl 12.12.08, 14:33
          > Już nie chodzi tylko o pensję, ale też o zachodnie
          > standardy funkcjonowania organizacji - u nas niemal całkowicie
          obce, u nas
          >pracownicy mają być bezwolnymi trybikami w maszynie, które mają
          >świetnie
          >pracować, słuchać przełożonych i broń Boże nie próbować polemizować
          >z nieomylnym
          >pracodawcą, choćby i absolutnie nie miał racji...

          To nie są zachodnie standardy funkcjonowania organizacji. J
          eżeli już mamy generalizować, to są to raczej zwyczaje wschodnie -
          ogólnie im dalej na wschód, tym bardziej autokratyczne podejście
          szefostwa (z krajami Dalekiego Wschodu na czele). Na zachodzie
          obecnie modna jest obecnie współpraca na liniii szef-zespół oparta o
          model bardziej partnerski, co też niektóre korporacje próbują u nas
          zaszczepiać - ale co nie do końca do nas pasuje, ze względu na nasze
          wschodnie nawyki oraz czasami zwyczajną niedojrzałość do bycia
          traktowanym jak partner (na zasadzie - jeżeli szef traktuje mnie
          dobrze, to to chyba jakiś frajer jest).
      • Gość: kubek Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.kolornet.pl 12.12.08, 10:49
        trudno mieć wygórowane wymagania dotyczące pracowników gdy na każdym kroku prosi się o obniżenie minimalnego wynagrodzenia i narzeka, że pensje w naszym kraju są zbyt wysokie... a tak działa właśnie ten cały lewiatan
        • Gość: zzz otóż to! IP: *.4web.pl 12.12.08, 10:56
          Gość portalu: kubek napisał(a):
          > trudno mieć wygórowane wymagania dotyczące pracowników gdy na każdym kroku pros
          > i się o obniżenie minimalnego wynagrodzenia i narzeka, że pensje w naszym kraju
          > są zbyt wysokie... a tak działa właśnie ten cały lewiatan
      • Gość: stan jasne IP: *.tcd.ie 12.12.08, 10:52
        Wcale mnie to nie dziwi.
        Mlodzi wyksztalceni ludzie np zadaja pytania a to nie jest wygodne
        niedoksztalconym menagerom.
      • Gość: gugu niech sie zajma brakami u siebie, biznesmeni IP: *.elk.mm.pl 12.12.08, 11:11
        wiekszosc zadnych szkol nie skonczyla, a jesli juz to sloma wystaje
        zbutow. po angielsku rzadko cos wydukaja, a chca niewolnika, co to by
        za grosz wszystko robil. ci z klucza partyjnego problemow z praca nie
        maja, a to calkiem spora rzsza zatrudnionych.
      • Gość: Tomek Za 1500 zł pensji to nie dziwota że się nie chce IP: *.agora.pl 12.12.08, 11:15
        j.w.
      • cloclo80 Pracodawcy rozczarowują młodych ludzi. 12.12.08, 11:17
        Chyba tak powinien brzmieć tytuł artykułu.
        • Gość: acomitam Re: Pracodawcy rozczarowują młodych ludzi. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 11:24
          Oczywiście, że tak mając na względzie, że za brak umiejętności
          wykonywania powierzonej pracy żądają gory pieniędzy.
        • Gość: art zgadzam się, pomimo 44lat IP: 78.8.137.* 12.12.08, 12:16
          i cieszę się, że w końcu kolejne pokolenie zaczyna być krytyczne wobec tego tak
          zwanego rynku pracy. Jeśli edukacja ma polegać na tym, by uczynić z nas
          zaprogramowane maszyny, to po cóż w ogóle żyć? Liczy się pasja i tylko pasja,
          umiłowanie własnego zajęcia i tego trzeba się domagać i tej pasji w sobie szukać
          - to jest podstawą wszelkiej edukacji, to nadaje sens życiu człowieka. Inne
          opcje są zwyczajną życiową mordęgą. Zakładajcie własne firmy, pracujcie u ludzi,
          którzy tę pasję mają i rozumieją, że Wy także musicie ją mieć, a jeśli jest ich
          za mało, to po to właśnie na tej planecie jesteście, by było ich więcej.
          Człowiek ma kochać życie, to jego święty obowiązek!
      • Gość: logik Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.08, 11:18
        Jak ktoś zna bardzo dobrze język angielski, to nie będzie siedział w tym grajdole
        tylko emigruje.
        • Gość: 123_end Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 11:24
          A niby to dlaczego, z podstawowej znajomości języka angielskiego,
          miałoby wynikać szczególne traktowanie młodego pracownika?

          • Gość: acab Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.icpnet.pl 12.12.08, 11:33
            jak pracodawca sam nie potrafi sie komunikowac w obcym języku to
            takiego praconika musi traktowac szczególnie, skoro on rekompensuje
            braki szefa
          • Gość: asdd Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.adsl.inetia.pl 27.02.09, 22:51
            np dla tego, że starsi pracownicy tego nie potrafią (w większości) i pan pewne
            zapewne też
      • cclement Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców 12.12.08, 11:19
        Młodzi ludzie rozczarowują tylko polskich pracodawców. Ci młodzi, którzy
        wyjechali są bardzo cenionymi pracownikami. W Polsce po prostu mamy takich
        "pracodawców". Cóż zrobić.
        • Gość: gość Re: Młodzi ludzie rozczarowują pracodawców IP: *.chello.pl 12.12.08, 14:51
          zdaje się, że nie chodziło o pracę typu podaj cegłę na irlandzkiej
          budowie ani wyczyść kibel w angielskim hotelu :)
          a ci, którzy robią tam coś więcej pewnie znaleźliby uznanie i na
          miejscu ;)
      • Gość: terek Pracodawcy sami sobie winni! tylko w polsce jest.. IP: *.chello.pl 12.12.08, 11:23
        możliwe, żeby ludzie z PRAWDZIWYM WYKSZTAŁCENIEM, doświadczeniem zawodowym i
        doskonałymi umiejętnościami, zostali wyeliminowani z życia zawodowego z powodu
        wieku. Górą młodzi i tani - przyjeżdżają z prowincji, w ucieczce przed głodem,
        godzą sie na każde pieniądze, wynajmują mieszkanie w 8 osób i siedzą cięgle w
        pracy. Ale NIC NIE POTRAFIĄ I NIC NIE WIEDZĄ. Pracodawcy potknęli sie na
        własnych sznurowadłach, bo sporo firma - kosztem ludzi, a więc jakości - chciała
        mieć 3300% zysku zamiast 33% w skali roku, to po prostu się zadławiła własną
        nienażartością. Nigdzie w cywilizowanej Europie nie jest taki, żebu 20-latkowie
        rządzili, a ludzie z klasą siedzieli na kasach w Tesco i w Rosmannie. Winne sa
        kolejne rządy, które kierują "słowo Boże" do gó...arzy i och emablują, a tamci -
        jak zresztą widać - nawet nie potrafią tego docenić, bo uważają ze im - młodym -
        i tak wszystko się należy . Po prostu!
        • Gość: gość x Re: Pracodawcy sami sobie winni! tylko w polsce j IP: *.chello.pl 12.12.08, 14:54
          śmiało wrzuć na forum adres tesco bądź innego rossmanna, gdzie na
          kasie siedzą "ludzie z klasą" - poziom sprzedawców jest (poza
          drobnymi wyjątkami) rozpaczliwie niski.
          Co w tym dziwnego, że pracodawca woli młodszego z większym zapałem,
          niż starszego, który się ceni ?? To czysta ekonomia, a nie głupota.
          Tam, gdzie doświadczenie ma swoją cenę (np. projektowanie, nadzór
          dużych projektów) gó...ażerii nie uświadczysz.
        • somsiad82 Re: Pracodawcy sami sobie winni! tylko w polsce j 12.12.08, 15:01
          A jaka to jest wartość 3300% zysku i jaka jest różnica między 33% a
          3300% zysku. Ja zawsze myślałem że zysk mierzy się w kategoriach
          bezwzględnych, a nie względnych.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka