Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Po co mi ten język?

    IP: 62.93.48.* 07.01.09, 08:18
    W moim przypadk od pewnego poziomu (FCE) to jak głową w mur :-). Nic nie idzie. zero efektów.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Munia samouctwo IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.01.09, 08:45
        niestety, nie ma Pani racji, jestem samoukiem, opanowalam sama 3
        języki i we wszystkich trzech potrafię się porozumieć - na pewno z
        masą błędów, ale w podróżach mi wystarcza, tak, jak Pani mówi, każdy
        ma swoją metodę, mnie uczenie się na kursach nudzi, nauka jest za
        mało dynamiczna, a każdy kurs jest robiony pod 15-18 latków, nawet w
        Empiku.
        • Gość: jęzor Re: samouctwo IP: *.chello.pl 07.01.09, 09:01
          nie zgadzam się z Munią.. Każdy kurs językowy ma sens i jest pomocny.. o ile się
          regularnie chodzi na zajęcia i odrabia zadania. Może się wydawać głupie i nie
          potrzebne ćwiczenie na pozór bezsensownych zdań i zwrotów ale po jakimś czasie
          łapiemy się na tym że pod te "wzorcowe zwroty" wstawiamy nowe słówka i (surprise
          surprise!) całkiem płynnie się porozumiewamy i nie tylko potrafimy zapytać o to
          jak dojść do poczty ;)
          • bez_portek Re: samouctwo 07.01.09, 09:18
            niestety ale nie każdy kurs ma sens i jest pomocny. chodziłam w
            zyciu na dwa kursy. po pierwszym juz byłam znudzona, ale chciałam
            dać sobie szanse i spróbowac w innej szkole i znowu to samo. po
            prostu nie nadaje sie na zajecia grupowe, lepiej idzie mi nauka
            indywidualna. w grupie jest ok 15 osób i mimo że niby poziom ten
            sam, to stan wiedzy bywa różny, jedni szybciej łapia inni wolniej, a
            nauczyciel jest w kropce, czekac na słabszych uczniów czy isc z
            materiałem dalej. dla mnie 1,5h poświecone na tłumaczenie jednego
            zagadnienia to strata czasu, bo wiem że sama zrobiłabym w tym czasie
            wiecej. mysle że osób tak myslących jak ja jest wiecej, dlatego nie
            zawsze kurs jest pomocny.
            kazdy kto chce sie uczyc efektywnie języka powinien znaleźć dla
            siebie najlepsza metode. dla mnie jest to nauka w samotności plus
            konwersacje z nauczycielem. gwarantuje ze można sie naprawde wiele
            nauczyć. cel tez jest wazny. moim celem jest cpe.
        • Gość: nana Re: samouctwo IP: 87.204.210.* 07.01.09, 09:26
          to wlasnie zalezy jaki chce sie cel osiagnac. jesli po to tylko by
          gadac i sie dogadac, to ok, a jak chce sie znac perfekt to tez ok,
          ale to zupelnie inna bajka. potrafie sie dogadac w 5 jezykach, ale
          by powiedziec, ze jakis umiem to niestety zostaje mi tylko jeden-
          angielski.
      • reklama-bolek5 Po co mi ten język? 07.01.09, 09:17
        Uczę się hiszpańskiego. Zaczynam już coś rozumieć oglądając TVE, ale to nie wystarcza. Mieszkam w Olsztynie. Czy mam szansę nawiązać w tym mieście kontakt z innymi, samodzielnie, z "komputra" uczącymi się, w celu doskonalenia nauki przez konwersację? Przyznaję, że na pewnym etapie nauki języka, konwersacja jest niezbędna.
      • Gość: mm Po co mi ten język? IP: *.aster.pl 07.01.09, 10:21
        A ja jestem prawie samoukiem. Prawie, bo na początku chodziłem na kursy, ale na szczęście bardzo szybko zauważyłem, że nieświadomie utrwalają mi się błędy wypowiadane przez innych kursantów. Zamiast kursów wybrałem ksiązki, TV i gadanie z samym sobą. Najwiekszym komplementem było zdziwienie Anglików, z którymi pracowałem swego czasu w LOndynie, że jestem Polakiem :-)
        • Gość: janna Wiem po co - i co z tego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.09, 11:15
          Angielskiego uczyłam się w podstawówce, w szkole średniej na kursach, na
          podyplomówce. I nic. Ciągle, jak mam coś powiedzieć to wpadam w taki popłoch, że
          nic nie mogę z siebie wydobyć (czasami mam to i w polskim...), jak ktoś do mnie
          coś mówi to nagle czuję się jak za szkłem. Patrze się na niego, widzę ruch ust,
          trochę i nawet słyszę - ale nie rozumiem. To samo dzieje się z tekstem innym niż
          z podręcznika, gdzie nagle wyrazy zdradziecko upodabniają się do siebie i jestem
          to w stanie czytać tylko ze słownikiem w ręku.
          To jest moja największa porażka życiowa, mój kompleks - czuję się gorsza od
          innych - i choć jestem oczytana, mam dużą wiedzę i bardzo wysokie IQ - czuję się
          z tym beznadziejnie. Nie mam odwagi startować do lepszej pracy w obawie, że będę
          musiała się przyznać "angielski - znajomość podstawowa".
          To jest naprawdę straszne odczucie. Jest mi wstyd i smutno, że moje życie
          zawodowe jest przegrane - bo kto chce takiego pracownika?
          Co z tego że jestem inżynierem, mam dwie podyplomówki, dużą wiedzę - a taką
          ułomność.

          Nie potrafię znaleźć w sobie siły by jeszcze się z tym zmagać.
          I wiem, że zaraz różni tacy zaczną po mnie jechać, że jestem ograniczona
          umysłowo - wiem, słyszałam to na angielskim od podstawówki. (Dopiero na
          prywatnych kursach dali mi szansę i się nie śmiali - przynajmniej wykładowcy).
          • pensioner63 Jak poprawić swój język obcy - uczyć się! 07.01.09, 13:15
            Gość portalu: janna napisał(a):
            > Angielskiego uczyłam się w podstawówce, w szkole średniej na
            > kursach, na podyplomówce. I nic.

            Też rosyjskiego uczyłem się w szkole podstawowej, średnie i rok na studiach. Gdy
            musiałem go użyć, to przeczytanie pół strony zajęło mi 4 godziny. Zezłościłem
            się, kupiłem ciekawą książkę w języku rosyjskim, 300 stron, i całą przeczytałem
            tłumacząc ze słownika każde słowo. Zajęło mi to wiele tygodni. Ale potem gdy
            poszedłem do księgarni i wzięłem inną książkę rosyjską do ręki to ze zdziwieniem
            zobaczyłem, że rozumiem co w niej jest napisane!

            Z angielskim podobnie - przez miesiąc się męczyłem czytając ze słownikiem,
            tłumacząc słowo po słowie i z trudem składając słowa w sensowne zdanie. Mówić
            nauczyłem się najpierw biorąc indywidualne lekcje i rozmawiając z nauczycielką,
            a potem wyjechawszy do Anglii i do Stanów do pracy. Bez pracy nie ma kołaczy!
            • canisparvus Lekturki w języku ułatwionym 07.01.09, 13:56
              I tak Cię podziwiam, że przebrnąłeś przez 300 stron "dorosłej
              książki" w ciągu kilku tygodni.

              Jako praktyk (abstrahując od rezultatów, które są różne w przypadku
              różnych języków) mam kilka rad:

              Wymowę i konwersację należy ćwiczyć w grupie, a więc w szkole, jeśli
              jest w niej przyzwoity poziom, albo - na kursach. Podobnie
              gramatykę, która jest dla większości ludzi po prostu nudna, a
              uczestnictwo w grupie i system oceniania przez prowadzącego stanowią
              pozytywny bodziec do przezwyciężania nudy.

              Dobrze jest słuchać języka mówionego - z tym mam największe
              problemy - potrafię w miarę płynnie i względnie poprawnie mówić, ale
              z rozumieniem jest znacznie gorzej. Tu nie jestem ekspertem.

              Ale uważam się za eksperta w przyswajaniu sobie słówek. Najlepszą
              metodą dla mnie jest CZYTANIE LEKTUREK W JĘZYKU UŁATWIONYM. Są
              wydawnictwa, które wydaję takie lekturki - najlepiej wygląda to dla
              języka angielskiego i bardzo dobrze - dla francuskiego. Nie wiem,
              jak w tej chwili wygląda dostępność lekturek rosyjskich, ale za
              komuny też były łatwo dostępne, tanie i dobre lekturki z AKCENTAMI
              (to jest konieczne w przypadku początków i średniego
              zaawansowania!). Lekturki hiszpańskie i włoskie nie wydają mi się na
              przyzwoitym poziomie - są drętwe i trudne, przynajmniej sam na takie
              trafiałem. Zupełne dno to były lekturki niemieckie, zarówno wydawane
              przez Niemców, jak i przez Polaków (w ogóle, nasze lekturki były na
              raczej kiepskim poziomie metodycznym, a już zupełnym
              nieporozumieniem były lekturki rosyjskie bez akcentów), ale od lat
              nie mam kontaktu z takim poziomem niemieckiego, więc nie wiem, jak
              jest teraz. Wspaniałe były (na ogół, bo były wyjątki) lekturki w
              językach obcych wydawane w ZSRR (oddaję im sprawiedliwość, a na
              pewno nioe jestem stronniczy, bo jestem i byłem zawsze
              antykomunistą).

              Lekturki umożliwiają stopniowe nabywanie słownictwa - należy
              rozpocząć od najłatwiejszych - w angielskim są już od poziomu 250,
              300 lub 400 słów, we francuskim spotkałem się z poziomem 500 słów.
              Łatwe lekturki pozwalają na rzadkie zaglądanie do słównika, a więc
              mniejsze znudzenie lekturą. Stopniowo należy przechodzić do poziomów
              coraz trudniejszych. Niestety - zarównow angielskim jak i francuskim
              najbardziej zaawansowane lekturki kończą się na poziomie 3000 słów.
              Wtedy następuje moment krytyczny.

              Dobrze jest wtedy szukać lektur normalnych, ale przeznaczonych dla
              młodzieży - często są one pisane językiem łatwiejszym, ale nie jest
              to regułą. Jeżeli trudno jest przebrnąć przez jakąś książkę, nie
              należy silić się na jej skończenie za wszelką cenę, żeby np.
              udowodnić sobie, że się jest w stanie to zrobić. Przecież nie o to
              chodzi - chodzi o w miarę przyjemny kontakt z językiem. Należy
              szukać swojego ulubionego gatunku literackiego. Ja uczyłem się
              angielskiego na romansach historycznych i na kryminałach, a
              francuskiego - głównie na Simenonie. Kilka lat takich lektur pozwala
              na opanowanie słownictwa na poziomie ok. 10000 słów, a to już jest
              poziom ptrzyzwoity.

              Co dziwniejsze, w jakiś cudowny sposób słówka opanowane przez
              czytanie ułatwiają także mówienie i rozumienie mowy!

              W większych miastach są księgarnie obcojęzyczne lub obcojęzyczne
              działy w niektórych większych księgarniach ogólnych. Są także
              biblioteki wypożyczające książki obcojęzyczne. A więc - do roboty!
              • canisparvus addendum 07.01.09, 14:04
                I jeszcze jedna uwaga:

                Dobrze jest wypisywać sobie słowka (wraz z wymową) na małych
                karteczkach i odczytywać je, starając się je zapamiętać, przy każdej
                okazji, gdy mamy poczucie marnotrawienia czasu, np. na przystankach,
                w autobusie lub tramwaju, w kolejkach. Takie karteczki można
                wykorzystać nawet w tłoku.

                Wyobrażam sobie, że dobrą metodą może być słuchanie tekstów z
                odtwarzaczy, np. z odtwarzacza mp3 lub telefonu komórkowego, ale sam
                nigdy jeszcze tego nie robiłem.
              • Gość: ada Re: Lekturki w języku ułatwionym IP: *.dsl.scarlet.be 07.01.09, 14:07
                canisparvus z nieba mi spadłeś. Czy mógłbyś mi podać jakieś przykładowe
                wydawnictwa lekturek w jezyku francuskim? niekoniecznie z polskiego rynku. Nigdy
                takiej rzeczy w ręku nie miałam i nie wiem jak się do szukania zabrać, tym
                bardziej że ty prawdopodobnie jesteś w stanie polecić sprawdzone. Poziom
                początkujący.
                Dziękuje za inspiracje.
                • canisparvus Re: Lekturki w języku ułatwionym 07.01.09, 14:43
                  Zetknąłem się z lekturkami wydawanymi przez wydawnictwa Hatier oraz
                  Hachette (Textes en francais facile - c w wyrazie fancais oczywiście
                  z haczykiem). Ale ja to kupowałem chyba z 30 lat temu. Wydawnictwa
                  nie splajtowały i chyba wydają nadal. Szukaj po większych
                  księgarniach, zwłaszcza specjalizujących się w literaturze
                  obcojęzycznej, może w antykwariatach, a także w większych
                  bibliotekach - w moim Poznaniu są w filii 28 Biblioteki Raczyńskich
                  na Pl. Wolności, ale muślę, że w większych miastach powinny być z 1 -
                  2 takie biblioteki.

                  Nie próbowałem w internecie, ale pewnie na Alegro można by coś
                  znaleźć. Albo spróbuj w wyszukiwarkach.

                  Książęczki mają wygodny format zeszyciku A5 i dobór lekturek jest na
                  ogół bardzo ciekawy.
          • Gość: Reedukacja.pl Re: Wiem po co - i co z tego IP: *.adsl.inetia.pl 13.01.09, 22:58
            Witam,

            Po zapoznaniu się z treścią Pani wypowiedzi chciałbym poinformować, że Redakcja internetowego serwisu pedagogicznego Reedukacja.pl (www.reedukacja.pl) deklaruje swoją pomoc w dotarciu do odpowiedniego Specjalisty, który doskonale zna problemy, o których wspomina Pani na forum Gazeta.pl.

            Jeżeli byłaby Pani zainteresowana nawiązaniem kontaktu z takim Specjalistą prosimy o kontakt z naszą Redakcją pod adresem e-mail: redakcja@reedukacja.pl
        • Gość: nieznawca Re: Po co mi ten język? IP: *.upc-f.chello.nl 07.01.09, 12:10
          Pewnie najpierw pomysleli, ze jestes z Rosji ;-)
          Zartuje oczywiscie!
          Chociaz duzo prawdy w tym jest. A bedac samoukiem (ktorym tez
          jestem) bardzo latwo nabrac nawykow 'innej' wymowy niz oryginalna.
          Szczegolnie jak sie pierwszy raz spotykamy z nowymi slowkami w
          tekstach i jestesmy je w stanie zrozumiec z kontekstu (a wtedy nie
          zawsze chce sie jeszcze sprawdzac wymowe)
          Zreszta z konwersacji z obcokrajowcami tez mozna nabrac ich akcentu.
          Np. porozumiewajac sie po angielsku w Hiszpanii lub Francji (jak sie
          wogole znajdzie kogos, kto bedzie z nami chcial rozmawiac po
          angielsku ;-)), Holandii, etc.
          Nie zapominajac o akcentach samych 'nativow', jak szkocki,
          irlandzki, australijski, itp, itd.

          Najwazniejsze w nauce kazdego jezyka to zaczac w nim mowic. Na
          poczatku bedzie w tym wiecej bledow i gestykulacji, ale od czegos
          trzeba zaczac :-)
          • Gość: mm Re: Po co mi ten język? IP: *.aster.pl 07.01.09, 12:57
            Chodziło mi o nabranie akcentu od współkursantów, który często jest daleki od oryginalnego brytyjskiego, którym mówi się na wyspach. A Polaka na wyspach dość łatwo jest poznać po akcencie właśnie.
            A dla mnie wystarczy jak ktoś coś pare razy powtórzy i już pamiętam, więc żeby nie uczyć się z błędami wolę gadać sobie z telewizorem niż z ludźmi na kursach.

            Poza tym, kursy i lekcje jezyków w szkole są potwooornie nudne. Zajęcie dla masochistów, powiedziałbym
            • Gość: ada Re: Po co mi ten język? IP: *.dsl.scarlet.be 07.01.09, 13:57
              A o co chodzi z tym brytyjskim akcentem? istnieje taki w ogóle w naturze ?;) bo
              pod niektórymi anglikami to powinni napisy i w brytyjskiej bbc wprowadzić. dla
              mnie szczególnie z liverpoolu:). Ja jeżyków uczę się cholernie wolno, muszę
              powtórzyć coś możne i ze 100 razy żeby zapamiętać, za kursami z reguły nie
              nadążałam, po jakimś czasie gubiłam się i to był koniec. Po prostu mój mozg tak
              ma ze 50 słówek dziennie to dla niego za dużo. Teraz uczę się samodzielnie w
              swoim tempie i nie narzekam. A ze słoń mi nadepnął na ucho z akcentem już nawet
              nie staram się walczyć :) Ważne że mnie wszyscy rozumieją i ja jestem w stanie
              zrozumieć ich.
              Teraz uczę się francuskiego od podstaw to dopiero są jaja jak próbuje moje nowe
              słówka i zdania na tubylcach :D. Ale za pomocą rąk jestem w stanie wiele
              wytłumaczyć.
              Strasznie zazdroszczę wszystkim tym którzy nowe słówka i zwroty chwytają za
              pierwszym, drugim czy choćby 10 razem.
            • Gość: a Re: Po co mi ten język? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 15:34
              a po co ten "brytyjski" akcent? szkoda zycia na takie fanaberie, no chyba, ze traktowac to jako rozrywke i sposob na spedzanie wolnego czasu, takie hobby bo rozwijajace to nie jest

              ba! lektorzy, absolwenci anglistyki tez maja zazwyczaj akcent daleki od "brytyjskiego"

              jesli umiesz sie porozumiec, swobodnie rozmawiac, pisac to niczego wiecej nie trzeba
              • canisparvus Re: Po co mi ten język? 07.01.09, 16:03
                Niby prawda, ale nie do końca.

                Wykształceni Brytyjczycy odczuwają podświadomą sympatię do osób
                mówiących oxfordzką angielszczyzną i darzą ich zaufaniem na wyrost
                (może nie wszyscy, ale jest to dość częste). Czyli w pewnych kręgach
                dobra wymowa zwyczajnie się opłaca.

                Natomiast Amerykanów taka wymowa irytuje.
                • Gość: ;) Re: Po co mi ten język? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.09, 06:25
                  nie lubisz? a Twoja wiedza o wspolczesnej chemii? matematyce? fizyce? zatrzymala sie na poziomie 17 wieku? rozumiesz zjawiska kwantowe? to jest wiedza, jezyk to tylko narzedzie, pomijajac grupke zapalencow

                  a dobrze sie odzywiasz? masz odpowiednia diete? uprawiasz regularnie sport? czytasz? masz wiedze z zakresu psychologii? komunikacji miedzyludzkiej? a moze nie znasz metod zapamietywania i uczysz sie 4x za wolno?

                  jest tyle ciekawych, potrzebnych, wartosciowych rzeczy do zrobienia, starcza Ci czasu na szlifowanie akcentu? ;)
                  • Gość: mm Re: Po co mi ten język? IP: *.aster.pl 08.01.09, 08:36
                    > jest tyle ciekawych, potrzebnych, wartosciowych rzeczy do zrobienia, starcza Ci czasu na szlifowanie akcentu? ;)

                    starcza, bo mam naturalny dar i nie widzę powodu aby go nie wykorzystywać. Zgadzam się, że język to tylko narzędzie, nigdzie nie powiedziałem, że jest to moja główna specjalność (jestem lekarzem) i nie rozumiem po co ta złośliwość
      • funstein Po co mi ten język? 07.01.09, 11:23
        kluczem do poznania jezyka nie jest uczenie sie go a sluchanie i staranie sie go
        zrozumiec.

        Sprzedawcy kursow i podrecznikow beda promowac swoje produkty, a potrzebny jest
        tylko slownikk i TV kanalem, ktory da sie ogladac
        w wybranym jezyku.
        • Gość: Miriam Re: Po co mi ten język? IP: *.aster.pl 07.01.09, 14:17
          znam kilkuset Rosjan, ktorzy mysla, ze mowia swietnie po polsku.
          Zwykle po kilku zdaniach wiadomo, ze to osoba rosyjskojęzyczna.
          Co ciekawe znam jedna Amerykankę, która mówi po Polsku lepiej niż
          Polacy. Nie do odróżnienia.
          Tam gdzie nie ma historycznych konfliktów języki nie implementują pułapek ;)

          Jest smiesznie bo w niuansach jezykowych widac nasza historie
          i genialne metody natychmiastowego odrozniania swojego od wroga.

          Z logicznego punktu widzenia roznice czesto nie maja zadnego sensu
          oprocz wlasnie natychmiastowego odrozniania kto swoj a kto obcy.

      • tbernard wymowa 07.01.09, 12:32
        W angielskim, to sporym problemem jest praktycznie podwójna nauka: wymowa i
        pisownia. Jeśli napisane słowo znamy tylko znaczeniowo lecz nie znamy wymowy, to
        próbując je wypowiedzieć uruchamiamy loterię ze sporym prawdopodobieństwem
        błędu. W języku polskim już pojedyncze litery kodują w dużym stopniu brzmienie
        (co pozwala poprawnie odczytać słowo którego nawet nie znamy a nawet takie które
        nie istnieje w słownikach). W angielskim dla odmiany tylko cały ciąg liter
        składających się na słowo można odwzorować na poprawną wymowę (po uprzednim
        odkodowaniu znaczenia często z uwzględnieniem kontekstu).
          • tbernard Re: wymowa 07.01.09, 14:13
            Gość portalu: hoga napisał(a):

            > nieprawda - mozna podac zasady tak samo jak w polskim i czytac a
            > wlasciwie odcyfrowywac...

            read

            Odcyfruj, bez kontekstu (np czasu), tylko opierając się na tych zaobserwowanych
            4 literkach
        • Gość: Tomek Re: wymowa lamajlmy sobie jezyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 13:09
          Sa dwa sposoby na walke z tym problemem. 1. w dobrym slowniku obok slowa
          znajduje sie rowniez wymoma pisana w transkrypcji fonetycznej. nawet jesli sie
          tego nie rozumie, probowac, przeciez nic sie nie stanie. a taki tongue twister
          jest akurat pomocny 2. sa slowniki internetowe ktore posiadaja wymowe glosowa.
          Kazdy musi znalezc ten zloty srodek.































          • tbernard Re: wymowa lamajlmy sobie jezyki 07.01.09, 14:18
            Te sposoby co proponujesz, to właśnie podwójna nauka: raz obrazek jako słowo
            napisane a potem jak ten obrazek się wymawia.
            Nie ma się co oszukiwać, to jest podwójna nauka (no może za wyjątkiem tych
            którzy jeszcze pismem się nie posługują i mają świetną pamięć słuchową, na
            przykład małe dzieci) ale oczywiście warto.
        • Gość: Marek_Gawlik Re: wymowa IP: *.cust.tele2.pl 23.01.09, 15:01
          Polecam Panu stronę: www.zompist.com/spell.html
          Tu jest jej polskie tłumaczenie: http://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&u=http://www.zompist.com/spell.html&sa=X&oi=translate&resnum=1&ct=result&prev=/search%3Fq%3D%2522Hou%2Btu%2Bpranownse%2BInglish%2522%26hl%3Dpl%26lr%3D%26client%3Dfirefox-a%26channel%3Ds%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26hs%3DXRh%26sa%3DG
      • Gość: a Po co mi ten język? IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.09, 14:15
        "Tomek, 32 lata, fotograf, twierdzi na podstawie własnych doświadczeń: - Jak
        nie wyjedziesz za granicę, to się nie nauczysz. To pani zdaniem prawda?"

        Nie. Przecież wielu Polaków mieszka za granicą tyle lat i nie umie powiedzieć
        ani słowa."

        Na umyśle słabujesz babo

      • elbrunetto Po co mi ten język? 07.01.09, 14:16
        Nauka angielskiego nie przysporzyla mi wiekszych trudnosci. Teraz nawet uczę innych i mam własnego bloga z ćwiczeniami.
        Gorzej było z niemieckim, co prawdopodobnie było kwestia motywacji... Podswiadomie czulem, ze i tak sa bardzo male szanse, ze bede musial dogadac sie z kims po niemiecku, bo tamta osoba zupelnie nie bedzie znala angielskiego.
        A jakie sa Wasze doswiadczenia z niemieckim?
        • Gość: ige Re: Po co mi ten język? IP: *.devs.futuro.pl 07.01.09, 15:00
          Ja mam lepsze doświadczenia z niemieckim niż angielskim. Po pierwsze jasne,
          logiczne reguły, których wiadomo jak się uczyć. Po drugie wymowa - dużo bardziej
          zbliżona do pisowni (kilka prostych zasad).
          Angielski jest dla mnie zbiorem kazusów językowych i idiomów (każde słowo w
          nowym kontekście może znaczyć coś innego; wystarczy porównać słownik angielski z
          niemieckim. W angielskim po słowie następuje litania znaczeń, w dodatku z
          rozróżnieniem dziedzin - inaczej w prawie, inaczej na ulicy, inaczej w urzędzie,
          inaczej w literaturze, inaczej w języku naukowym - ludzie ileż można! w
          niemieckim są co najwyżej dwa, trzy znaczenia, z niewielką ilością wyjątków
          mających liczne znaczenia). W dodatku angielskie czasy mnie wymiatają - ile już
          razy próbowałam się tego nauczyć...
          Zdania w angielskim są dla mnie jakby za proste, brakuje mi form gramatycznych
          (przypadków, odmiany przez osoby, zaimków). W angielskim do szału mnie
          doprowadza zgadywanie kto, kogo i czym! W niemieckim ten problem prawie nie
          występuje bo jeśli nie wynika to z przypadku to wynika z szyku zdania i alles klar!
          Nie darmo angielski to język kupców, a niemiecki - filozofów ;)
          • canisparvus Re: Po co mi ten język? 07.01.09, 15:58
            Dla mnie prostota angielskiego jest zaletą. Prawda, że wymowa jest w
            dużym stopniu oderwana od pisowni, ale można się tego mauczyć
            (przynajmniej w dużym przybliżeniu - dobra wymowa niemiecka też ma
            swoje pułapki). I tak, nawet jeśli każdego wyrazu trzeba się uczyć
            podwójnie (a jak ktoś chce być ścisły, to poczwórnie: wymowa,
            pisownia, znaczenie, związki wyrazowe, a czasem jeszcze - reguły
            dzielenia), to rekompensuje to fakt, że ta sama postać wyrazowa może
            być rzeczownikiem, przymiotnikiem (czasen także przysłówkiem,
            zresztą przysłówek tworzy się raczej regularnie i łatwo), a nawet -
            czasownikiem, że poza kilkoma zaimkami nic nie odmienia się przez
            przypadki (wyjąwszy szczątkowy i regularny Saxon Genetive), odmiana
            czasowników przez osoby jest szczątkowa, tworzenie liczby mnogiej
            jest na ogół bardzo łatwe, a większość wyjątków też ma pewne reguły
            łatwe zwłaszcza dla osób, które chociaż liznęły trochę języków
            klasycznych. Reguł stosowania czasów można się nauczyć, a okresy
            warunkowe i tak są łatwiejsze od niemieckich trybów
            przypuszczających; subjunctive jest szczątkowy.

            To, co Polakowi sprawia najwięcej trudności, to użycie (lub nie)
            przedimków, i tak łatwiejsze od użycia rodzajników niemieckich
            (trzeba się nauczyć rodzajów, czego nie ma w angielskim) oraz użycie
            przyimków, które jest dokładnie tak samo trudne w niemieckim.

            Najbardziej mnie irytuje długość zdań niemieckich, zwłaszcza ze
            złożonymi orzeczeniami - zanim rozmówca dojdzie do znaczeniowej
            części orzeczenia, zrozumienie sensu zdania może ulec zwichrowaniu,
            że tak to określę. W tekście pisanym łatwiej nad tym zapanować, ale
            mimo wszystko jest to dla mnie mało przyjemne.

            Podsumowując, angielski jest dla mnie o niebo łatwiejszy do
            nauczenia się i mocno łatwiejszy do zrozumienia, łatwiej też budować
            w miarę poprawne zdania w mowie i łatwiej je zrozumieć mimo
            bełkotliwej wymowy.

            Może dużo zależy od tego, którego języka człowiek nauczy się
            najpierw? Ale ja najpierw otarłem się o niemiecki, ale po 6 latach
            nauki umiałem mniej więcej tyle, co po 2 - 3 latach angielskiego.
            Może w moim przypadku też pewną rolę odgrywa nastawienie psychiczne
            (jestem z pokolenia tuż powojennego i wychowałem się w cieniu
            wojny)?
        • Gość: Just Re: Po co mi ten język? IP: *.autocom.pl 07.01.09, 15:02
          Ja niemieckiego nauczyłam się bez problemu, po 4 latach nauki w szkole( z klasie z poszerzonym niemieckim), nie musiałam dodatkowo chodzić na żadne kursy, żeby bez problemu zdać ZMP. Na studiach zaś zrobiłam dalsze stopnie z niemieckiego, już uczęszczając na kursy do Instytutu austriackiego. Gorzej było z nauką angielskiego- szczególnie z dwutorowością nauki-pisownia i wymowa( nakładała mi się od początku niemiecka- twarda wymowa, niektóre wyrazy wręcz wymawiam po niemiecku, lektorzy zawsze pytali- "uczy się pani niemieckiego?". Musiałam się strasznie namęczyć, żeby złapać odpowiedni akcent i w miarę poprawnie się komunikować. W niemieckim jakoś bardziej idzie w parze wymowa z pisownią, może dlatego łatwiej mi było się nauczyć tego języka. Nigdy się nie zastanawiałam jak dany wyraz poprawnie wymówić, bardziej koncentrowałam się na konstrukcjach gramatycznych.
      • Gość: Kinky Po co mi ten język? IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.09, 14:45
        No cóż, pytanie jest zasadne. Dziś znajomość jednego języka zachodniego nie jest niczym szczególnym. Przynajmniej niczego nie gwarantuje, jeśli chodzi o rynek pracy. Dziś pracodawca stawia znacznie więcej wymagań odnośnie doświadczenia, najlepiej na podobnym lub identycznym stanowisku, czasami znajomości dwóch języków zachodnich w stopniu co najmniej komunikatywnym.
        Osoby nie znające języków mają bardzo ograniczone możliwości znalezienia dobrej pracy.
        Aby się nauczyć języka trzeba rozmawiać i słuchać a także pisać i czytać w danym języku. Zaniedbanie któregokolwiek z tych sprawności prowadzi do regresji i stopniowo zapominamy czego się już nauczyliśmy. Ideałem jest praca w firmie, w której używa się tego języka na co dzień. Np. ma się szefa, który słabo mówi po polsku. Wtedy nabieramy pewności, odwagi i używamy języka obcego na zasadach podobnych do języka ojczystego. Życzę sukcesów w nauce języków.
      • Gość: menita Re: no własnie, po co? IP: *.aster.pl 07.01.09, 15:11
        Ciekawe ilu z was rzeczywiście wykorzystuje język obcy w pracy? Najczęściej
        pracodawcy wpisują to do wymagań zupełnie bez związku z danym stanowiskiem. W
        praktyce i tak okazuje się,ze w pracy ten język nie jest przydatny.
        Najlepsze są ogłoszenia: wymagana znajomość języka obcego. I nie ma wskazania o
        jaki język chodzi. Od razu widać,że pracownik nie będzie musiał używać języka
        obcego. Bo co to za stanowisko, na którym nie ma znaczenia czy zna się
        angielski, rosyjski, czeski czy może wietnamski?:)
        Ja języków obcych nie znam i w pracy sobie radzę:)
        • Gość: nieznawca Re: no własnie, po co? IP: *.upc-f.chello.nl 07.01.09, 22:16
          "genialny" komentarz! :D
          pracujac z miotla tez nie trzeba znac jezykow :D

          Zreszta tu nie chodzi o jezyk obcy potrzebny w pracy. Ale z takim
          swiatopogladem rozumiem, ze i tak nie wyjezdzasz za granice, jak cie
          obcokrajowiec spyta w Polsce o droge to pukasz sie w glowe, bo
          przeciez jak jest w Polsce to powinien mowic po Polsku (podobne
          podejscie maja panie kasjerki na Dworcu Centralnym w Warszawie) albo
          uciekasz w druga strone, w internecie przegladasz tylko polskie
          strony i masz znajomych na takim samym poziomie, bo tym co znaja
          jezyki (chociaz troszke) narobilbys obciachu.
          Sam sie ograniczasz nie znajac jezykow, ale to nie dziwi skoro
          jestes dumny z tego faktu.
          • Gość: menita Re: no własnie, po co? IP: *.aster.pl 08.01.09, 09:40
            1. nie jestem z tego faktu dumna, tylko go stwierdzam. Nie będę udawać,że umiem
            więcej niż w rzeczywistości, choć większość osób na forach tak robi, stad mamy
            tu wypowiedzi dwudziestolatków z pięcioletnim doświadczeniem, znajomością 5
            języków i zarobkami kwalifikującymi do listy stu najbogatszych. Klawiatura jest
            cierpliwa, wszystko zniesie:)

            2. mylisz dwie rzeczy - przydatność języka obcego i przydatność języka obcego w
            pracy. Zauważyłam tylko, że na większość stanowisk wpisuje się znajomość języka
            obcego w wymagania zupełnie bezmyślnie, automatycznie. Dowodem na to są
            ogłoszenia, w których zaznaczono: wymagana znajomość języka obcego. Zrozum, że
            jak pracuje się np z kontrahentami niemieckimi, to zaznacza się, że wymagana
            jest znajomość niemieckiego. Jak obsługuje się rynki wschodnie, to trzeba znać
            rosyjski. Jrśli pracodawca nie zaznacza, jaki język jest potrzebny to znaczy,że
            tak naprawdę nie będzie się w pracy używać języków obcych.

            3. Masz rację, obcokrajowiec w Polsce powinien zadbać chociaż o opanowanie
            podstawowych zwrotów. Podróżując staram się zawsze załatwiać podstawowe sprawy w
            języku miejscowym, to dla mnie oczywiste. Wystarczy miesiąc przed wyjazdem
            posiedzieć nad rozmówkami i zapytać o drogę zawsze można. A jesli tak dobrze
            znasz języki, to może pojedź do Francji i tam zacznij pouczać, że należy się
            dostosować do obcokrajowca:)

            4. Nie wiem jak ty, ale ja ze znajomymi z Polski rozmawiam po polsku. Moja
            przyjaciółka zna biegle 2 języki, w 2 kolejnych umie się dość dobrze porozumieć
            i zupełnie nie przeszkadza nam to w przyjaźni. Jakie to ma znaczenie? Wyobraź
            sobie,że w gronie moich znajomych są też tłumacze i absolwenci filologii.

            5. Pisząc, że nie znam żadnego języka obcego nie twierdziłam,ze jest to stan
            docelowy. Uczę się dwóch języków, ale na razie nie mogę powiedzieć,że je znam.
            Ale to nie oznacza,że nie jestem w stanie z zagranicznej strony uzyskać
            potrzebnych mi informacji.

            6. Moją wypowiedzią chciałam przede wszystkim zwrócić uwagę na pewną
            fetyszyzację języków obcych.To tworzenie mitów - po pierwsze, w wielu miejscach
            pracy ( w moim przypadku - marketing) znajomość języków w ogóle nie jest
            potrzebna. Po drugie - mitem jest to,że większość Polaków zna języki obce i jest
            to oczywistość, a jak ktoś nie zna, to jest jakimś wyjątkiem. Ja znam sporo
            takich osób. I nie znaczy,że są mniej inteligentne czy interesujące. Nie
            wystarczy wiedzieć jak - trzeba też mieć coś do powiedzenia.

            7. Dużo podróżuję i doskonale radzę sobie bez perfekcyjnej znajomości języków
            obcych.
      • Gość: AK Po co mi ten język? IP: *.scansafe.net 09.01.09, 14:12
        Nauka jezyka obcego w polsce jeste nieskuteczna. Dzieci nie sa
        motywowane i kilka lekcji w tygodniu na niewiele sie zdaja. Rzad i
        KRRT bardzo polepszyliby sytuacje, gdyby zmienili emisje filmow w
        TVP. Nalerzy zamienic ten okropny glos pana czytajacego bez emocji
        film po polsku i wprowadzic polskie napisy do oryginalnego filmu
        (tak jak w kinie). Z doswiadczenia wiem, ze to swietna pomoc. Mam
        wielu przyjaciol z Danii, gdzie ten system jest od lat i musze
        przyznac, ze Dunczycy mowia po angielsku perfekcyjnie ze swietnym
        akcentem. Jak widac dziala!!! Szkoda, ze nie w Polsce...
        • Gość: hej hej No tylko bez takich... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 10:38
          Obchodzi! Chodzisz do szkoły, zawsze możesz poprosić kogoś o pomoc. Nie jest
          łatwo, ale wierz mi, że się da! Moja przyjaciółka, u której przychód na jedną
          osobę w rodzinie to było ok. 600zł i na żadne korepetycje jej stać nie było, zna
          3 języki i jest na studiach filologicznych.
          Mój kolega jest jeszcze biedniejszy- tak biedny, że otrzymuje (groszowe...)
          stypendium socjalne, nie stać go czasami na jedzie ni i buty... I angielski zna
          na poziomie FCE mniej więcej.
          Kolejny kolega żyje skromnie, może nie jest biedny, ale tez na żadne drogie
          kursy nie chodził, raczej do organizacji, które je fundują za półdarmo. I za...
          4 języki! A nigdy na więcej niż 1 kurs nie chodził.
          A ile sam znasz osób, które mimo korepetycji i kursów są debilami?:)

          Nie załamuj się, angielskiego tak naprawdę da się nauczyć samemu. Po prostu
          musisz zrobić bardzo dużo ćwiczeń i załapać zasadę, jaka rządzi tym językiem-
          przesunięcia czasów itd. Przyzwyczaić się do tego. W końcu to, co wydaje się
          dziwne- będzie po prostu logiczne.
      • Gość: zuzanna jezyk a praca IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 23.01.09, 20:55
        mam znajomego z pewnego duzego kraju w europie,firma przyslala go wraz kilkomo innymi osobami do Polski do swojego nowego ale głownego oddzialu.Nie mowili nic po polsku po angielsku krotko mowiac dukali.Kierują grupą polakow.Na poczatku mieli tlumacza-osobe sporzadzajaca wszystkie umowy w formie dwujęzycznej.Dzis mowia po polsku, po angielsku troche lepiej ,papierkow na to nie maj. Kiedys w rozmowie kiedy powiedziałam ze u nas zatrudnia sie kogos z max angielskim do obsugi ksero to otzrymałam odpowiedz ze u nich zatrudnia sie max specjaliste na dane stanowisko a nie jezykowca.I to jest niestety prawda!To ze sie nie ma papierka FC albo slabo sie zna angielski to nie znaczy ze sie nic nie umie.90% obsadzanych stanowisko w polsce wogole nie wymaga rzeczywistej znajomosci j.angielskiego.Znajomosc jezyka nie jest żadnym wyznacznikiem.
        • Gość: Gość Re: jezyk a praca IP: 89.231.203.* 23.01.09, 21:11
          Całkowita zgoda. W firmach na terenie naszego kraju, występuje jakaś
          mania związana z wymogiem znajomości języka obcego,nawet na
          najbardziej podrzędne stanowiska.A w rzeczywistości jest on zupełnie
          niepotrzebny w codziennych obowiązkach.
          • Gość: gość Re: jezyk a praca IP: *.autocom.pl 23.01.09, 21:28
            Ja się nie zgadzam, wszędzie gdzie aplikowałam znajomość języka angielskiego
            była wymogiem koniecznym. W moim mieście łatwiej znaleźć pracę osobie, która zna
            języki obce( pełno takich ofert pracy!) niż tej, która ukończyła najbardziej
            przyszłościowe studia, a nie zna żadnego języka obcego.
            • Gość: pracek Re: jezyk a praca IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 23.01.09, 22:28
              no własnie o tym mowa ze wszedzie wymagaja angielskieo i itp a nie specjalistow w konkretnej dziedzinie, i oczywiscie masz racje ludze o mniejsze znajosci jezyka maja utrudnione zadanie bo czesto rozmowy przeprowadzano sa po angielsku i niskie umiejetnosciw konkretnym jezyku przekreslaja juz na starcie.Na szcescie znam kilka firm ale niewiele jednocznie dla ktorych ważni sa specjalisci - z przykroscia musze stwierdzic ze nie sa to firmy z kapitalem polskim.
              cóż taki kraj...

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka