Gość: G'Reggie
IP: 212.126.17.*
21.01.02, 16:28
Witam wszystkich.
Pracowałem kiedyś w banku, w Dziale Kredytów. Przypadki trudne i/lub wymagające
konsultacji były przedstawiane Pani Naczelnik Wydziału w formie notatek
służbowych. Pani Naczelnik czytała notatkę, spisywała na marginesie swoje uwagi
i opinię i oddawała pracownikowi do skorygowania. Skorygowana notatka podpisana
przez Naczelnika i zawierająca jego opinię, mogła już trafić na biurko Zastępcy
Dyrektora do akceptacji (lub nie). Jedna z koleżanek stosowała następującą
metodologię pracy: sporządzała stosowną notatkę odręcznie, przedstawiała ją
Pani Naczelnik, która na marginesie wpisywała uwagi. Notatka wracała do
koleżanki, która przepisywała ją odręcznie i zanosiła z powrotem do Pani
Nalczelnik. Zdarzało się, że Pani Naczelnik miała dalsze uwagi, wobec tego
notatka była niekiedy odręcznie przepisywana kilka razy (a zajmowała często
kilka stron A4)! Mając gotową (czasem po kilku godzinach) już ostateczną wersję
notaki, koleżanka siadała do komputera i po raz ostatni ją przepisywała, po
czym piękny wydruk mógł już trafić na biurko Z-cy Dyr. Nikt nie mógł jej
przekonać, że komputer jest narzędziem, dzięki któremu jej praca byłaby szybsza
(a narzekała na nadmiar pracy i brak czasu, a jakże!) i że to co robi nie ma
sensu. Na marginesie, koleżanka spełniała też niestety warunki, by zaistnieć na
innym wątku tego forum: mianowicie rozpylała wokół siebie ostrą woń potu.
Pzdr.
G'Reggie